Author Archives: pzaremba

Jak to się dzieje, że jesteśmy przemieniani przez odnowienie umysłu?

Steve

Czytanie: Mk 8-9

… i przemienił się przed nimi. I szaty jego stały się tak lśniąco białe, jak ich żaden farbiarz na ziemi wybielić nie zdoła.
I powstał obłok, który ich zacienił, a z obłoku rozległ się głos: Ten jest Syn mój umiłowany, jego słuchajcie” (Mk. 9:2-3, 7).

nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego” (Rzm. 12:2).

Prawdopodobnie to najbardziej znany wers w Biblii. Cytuje się go cały czas.

Niemniej, w jaki sposób nasz umysł jest odnawiany tak, abyśmy mogli być przemieniani?

Jaki jest dowód na to, że jesteśmy przemieniani przez odnowienie naszego umysłu?

W Rzm. 12:2 wyraz tłumaczony, jako „odnowienie” to „anakainosis” i oznacza: odnowienie, renowacja, uczynienie nowym. Paweł pisze nam tutaj o kapitalnym remoncie naszego umysłu.

Jest jeszcze tylko jedno miejsce, w którym znajduje się ten wyraz i jest to 3 rozdział Listu do Tytusa, gdzie w wersach 4-5 czytamy: „Bo i my byliśmy niegdyś nierozumni, niesforni, błądzący, poddani pożądliwości i rozmaitym rozkoszom, żyjący w złości i zazdrości, znienawidzeni i nienawidzący siebie nawzajem. Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga”. Tak więc, Duch Święty odgrywa pewną rolę w tym odnowieniu umysłu.

Tak też, co robi Duch Święty, aby odnowić nasz umysł?

W Ewangelii Jana 14:26 czytamy słowa Jezusa: „Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem”. Duch Święty odnawia nasze umysły przypominając nam o tym, co powiedział Jezus.

Duch Święty przytacza nam słowa jednej i tylko jednej osoby – Jezusa. Gdy Duch mówi nam słowa Jezusa, nasz umysł zostaje odnowiony, a my przemienieni.

Grecki wyraz tłumaczony jako „przemienieni” to „metamorfo”. Stąd właśnie wzięliśmy słowo „metamorfozy”. Natychmiast więc możemy zrozumieć to słowo, przypominają sobie całkowitą zmianę umysłu jaką przechodzi gąsienica, stając się motylem.
Metamorfo nie jest w Biblii często używane, pojawia się tylko cztery razy. Raz widzimy go w Liście do Rzymian 12:2, gdzie mamy zostać przemienieni, całkowicie zmienić wygląd.
Jednym z czterech przypadków, gdzie ten wyraz pojawia się, jest czytany dziś fragment Ewangelii Marka 9:2 (oraz Mt. 17:2), gdzie jest mowa o tym, że nastąpiła transfiguracja Jezusa, że przemienił się. Gdy się to stało jego ubranie rozświetliło się i w tym samym czasie pojawili się Eliasz i Mojżesz.
Kiedy Piotr zobaczył Eliasza i Mojżesza razem z Jezusem, pomyślał o trzech namiotach czy świątyniach/przybytkach. W przybytku zamieszkiwała wśród Izraelitów obecność Boża, gdy podróżowali po pustyni. Piotr pomyślał więc, o tym, aby zbudować świątynie dla Jezusa, Eliasza i Mojżesza, ponieważ on, Jakub i Jan, oraz inni uczniowie, mogliby spotykać się w nich z Bogiem.

Lecz zacienił ich obłok, a głos odezwał się z niego: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

Co stało się po tym, gdy to usłyszeli?

Continue reading

Codzienne rozważania_18.10.2017

Kazn  7:1-6
LEPSZE JEST DOBRE IMIĘ NIŻ WYBORNY OLEJEK I LEPSZY DZIEŃ ZGONU NIŻ DZIEŃ NARODZENIA.
LEPIEJ IŚĆ DO DOMU ŻAŁOBY, NIŻ IŚĆ DO DOMU BIESIADY; BO TAM WIDZI SIĘ KRES WSZYSTKICH LUDZI, A ŻYJĄCY POWINIEN BRAĆ TO SOBIE DO SERCA.
LEPSZY JEST SMUTEK NIŻ ŚMIECH, BO GDY SMUTEK JEST NA TWARZY, SERCE STAJE SIĘ LEPSZE.
SERCE MĄDRYCH JEST W DOMU ŻAŁOBY, LECZ SERCE GŁUPICH JEST W DOMU WESELA.
LEPIEJ SŁUCHAĆ NAGANY MĄDREGO, NIŻ PRZYSŁUCHIWAĆ SIĘ PIEŚNI GŁUPICH,
BO JAK JEST Z TRZASKIEM CIERNI PŁONĄCYCH POD GARNKIEM, TAK JEST ZE ŚMIECHEM GŁUPIEGO. TO RÓWNIEŻ JEST MARNOŚCIĄ.

Salomon stwierdza, że dobra reputacja jest czymś lepszym, niż cieszenie się luksusem wykwintnych perfum – prawdziwy symbol statusu w krajach starożytnego Wschodu. Kiedy rodzi się człowiek możesz jego życie ocenić jedynie potencjału tej osoby. Kiedy umiera możesz spojrzeć wstecz i ocenić co on naprawdę osiągnął. O ileż lepiej odchodzić osiągnąwszy coś wartościowego, niż pobłażając sobie spędzić życie pozbawione znaczenia. Dobre imię jest lepsze niż luksusy.
Wersety 2-7 mamy fragment szczególnie odpowiedni dla naszego oszalałego na punkcie rozrywek pokolenia, z niekończącymi się żartami płatnych komediantów, kultem gwiazd muzyki pop i generalnym schlebianiem trywialnym gustom. W świecie spotykamy zarówno powagę jak i frywolność, lecz pierwsza jest lepsza od drugiej. Na przykład, gdy ktoś odwiedza dom, w którym panuje żałoba, uczy się tamtego, że życie jest krótkie, a śmierć jest pewnikiem. Bierze to sobie do serca i widzi, że trzeba żyć mądrze. Nie jest to lekcja, jaką można otrzymać na przyjęciu. Lepiej jest być rozważnym i poważnie podchodzić do problemów życia, niż je wyśmiewać. To jest sposób postępowania, który lepiej służy naszemu sercu. Za powszechny przykład tego, można wziąć poczucie ulgi, jakiej doświadcza zasmucona osoba, która płacząc daje ujście swym uczuciom. Głupiec potrafi myśleć jedynie o śmiechu, lecz człowiek mądry stale pamięta, że śmierć jest faktem i bierze to pod uwagę przy formowaniu swojego poglądu na życie. Poważna rozmowa takiego człowieka jest nieskończenie lepsza od pieśni tych, którzy starają się śpiewem zagłuszać swoje myśli o zagadnieniach życiowych. Lepiej jak ktoś wskaże nam na nasze grzechy, niż gdy dostarcza nam rozrywki. Słowa głupca mogą być głośne. Mogą robić dobre wrażenie, lecz nie prowadzą do niczego, dzięki nim niczego nie osiągniemy, tak jak z kolczastymi krzewami, które płonął z trzaskiem, jednak nie dają wystarczającej ilości ciepła, by rozgrzać garnek. Są one bezwartościowe. Powaga jest lepsza niż frywolność.

Życzę błogosławionego dnia.

Niczego brakuje, nic się nie psuje

Gdy wyruszaliśmy z Hunny na mini wakacje naszym samochodem kempingowym, który zaczął się psuć, przypomniałem sobie słowa Ojca, które powiedział do mnie kilka miesięcy wcześniej: „Niczego nie brakuje, nic się nie psuje”. Mówiły one do mnie o pełni i doskonałości oraz skutku Jego obecności.
Czy jednak miał na myśli doskonałość mojej duszy i ducha, czy dotyczyło to też naszego samochodu na czas wakacji? Czy też powinnam zacząć racjonalizować, mówiąc, że żyjemy w upadłym świecie i musimy spodziewać się tego rodzaju ‚prześladowania”?
Jak to możliwe? Wyglądałoby na to, jakbym mówił coś takiego: „Bóg jest dobry w duchowej rzeczywistości, lecz nie tak bardzo w naturalnej, ponieważ jest bezsilny w tym upadłym świecie”.
Nie może tak być, ponieważ każdy z nas przeżył jakieś cuda i działanie Jego moc. Wiemy, że Ojciec bardzo chętnie porusza sprawy na naszą korzyść, a przecież skuteczność naszych modlitwy wydaje się być sporadyczna. Tak więc, szukamy tego, co stałe, aby usprawiedliwić to, co niestałe. Pamiętamy ten wers, który mówi, że On współdziała we wszystkim ku naszemu dobru.
On chce. Było to oczywiste, gdy zepsuł się uchwyt holowniczy i mąż musiał prowadzić samochód. Martwiło mnie to, ponieważ w czasie jazdy zwykle bolało go biodro. Modliłam się więc o niego co kilometr. Ojciec obrócił to ku dobremu. Ból przeszedł, a Ojciec dał nam objawienie. Ten ból brał się z powodu ułożenia jego ciała. Gdy jechał jako pasażer odchylał się do tyłu, a prowadząc auto, siedział prosto. To było proste objawienie, a jednak cud. Ojciec wykorzystał sytuację ku naszemu dobru.
Ostatniego dnia rano, gdy przygotowywaliśmy camping do końcowego etapu podróży zepsuła się kolejna rzecz. I kolejna. To nie było nic wielkiego, Nic, co mogłoby spowodować poważne problemy, lecz nagle pojawiło się we mnie coś podobnego do świętego wzburzenia.. Wybuchnęłam słowami: „O to więc chodzi! Nic więcej zepsutego! To jest moje królestwo! Wszystko tutaj jest doskonałe! Niczego nie brakuje, nic się nie psuje!”
Niemniej w powietrzu wisiało pytanie: jak „niczego nie brakuje, nic się nie psuje” ma się do praktycznej strony naszego życia?
Po powrocie do domu Ojciec niemal nadgorliwie i z hukiem otworzył mi szeroko drzwi zrozumienia. Rzuciłam się na ten temat, jak tylko zalałam kawę i siadłam do biurka. Powiedział mi, że znaleźliśmy się pod duchowym atakiem, na który On pozwolił po to, abym mogła chwycić od Niego kolejny klucz królestwa. Dzięki tym kluczom jestem zwycięzcą.
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy. Czy wierzysz, że możesz żyć „nie mając żadnych strat, ani niczego zepsutego? – zapytał mnie.
„Ojcze, mówisz, że możemy żyć w rzeczywistości, w której nic się nie psuje? Zawsze?”
Przypomniał mi o tym, że dzieci Izraela chodziły z Mojżeszem po pustyni przez 40 lat, a ich rzeczy nie zużyły się.
Po czym, zapytał: „Wyobraź sobie, o ile lepiej miały by się wasze finanse, gdybyś nie musiała nigdy kupować tego, co się wcześniej zepsuło?”
W tym momencie zobaczyłam pewien aspekt obfitości, nad którym nigdy wcześniej nie zastanawiałam się. Wzdrygnęłam się na samą myśl o noszeniu tej samej koszuli przez 20 lat, lecz chodziło o to, że Pan wskazywał mi na pewną dziurę w mojej portmonetce. Nawet jeśli udało się uzyskać jakiś dochód to wydatki wzrastały. Oczywiście, można oskarżać ekonomię czy rząd, lecz wydaje się, że zawsze tak jest, że jest coś, co wiem, że mamy więcej pieniędzy i rusza, by wyciągnąć je z naszych rąk. Dostajemy niespodziewany bonus w postaci 250$ i następnego dnia łapiemy gumę, która kosztuje dokładnie 250$. Jestem pewna, że nie jestem jedyną osobą, która to zauważyła. Zawsze dziękowałam Ojcu za to, że przygotował nas na takie nieszczęście.

Jeśli jednak On posyła błogosławieństwo, z którego okrada mnie przeciwnik, tylko dlatego, że nie wiem, że mogę w moim królestwie ogłosić: „nic nie brakuje, nic się nie psuje”. Jeśli to złodziejstwo jest możliwe tylko dlatego, że przeciwnik atakuje, mówiąc: „żyjemy w upadłym świecie”?
Ojciec przypomniał mi o tym, że mam dokładnie to, w co wierzę. Być może nie byłam w stanie zmienić tej sytuacji w widoczny sposób, ponieważ akceptuję taki atak jako coś normalnego, a takie represjonowanie jako część życia.
Jestem świadoma tego, że każda trudność, którą On dopuścił do mnie, okazywała się być sposobnością do wejścia na nowy poziom prawdy. Powodowała, że udawałam się do Niego po klucz przeznaczony do pokonania wyzwania. Zazwyczaj nie idzie mi dobrze zwyciężanie, gdy stosuję jakieś formułki modlitewne czy metody, lecz zawsze, gdy udaję się do Niego otrzymuję klucz! Wha-la!
Kiedyś Ojciec wskazał mi, że całą istotą mojego życia jest uczenie się tego, jak być zwycięzcą. TO jest najważniejsze. Nie jesteśmy tutaj po to, aby znosić upadły świat i żyć w nim jako ofiary – mamy zmieniać to status quo. Wprowadzać zmiany, zmieniać sytuację w istotny sposób, sprowadzać niebo na ziemię – po to są właśnie klucze do królestwa.
Musze przyznać, że nic… NIC na ziemi daje tak dobrego samopoczucie, jak to, gdy otrzymuję klucz do przeszkody …i okazuje się, że ten klucz pasuje do zamka!
Nie ma to nic wspólnego z ciężką pracą nad zdobywaniem wiary, chodzi tu o prostą wiedzę, że Ojciec ma klucze i chce, abym je również miała.
Mogę wam udowodnić, że to działa w moim królestwie. Wszystko, co wiem to fakt, że za każdym razem, gdy otrzymam objawienie tego, jak funkcjonuje królestwo, moje życie wydaje się stawać nieco bardziej doskonałe. Coraz większe dramaty, zamieszanie, chaos, które dawno temu znosiłam, coraz bardziej zanika, a doskonałość coraz bardziej przenika wszystko. Niektórzy z naszych przyjaciół nie rozumieją tego i wydaje im się, że to, co mówimy o Ojcu jest po prostu głupie, lecz dzieje się to wprost przed ich oczyma. Myślę, że są zdumieni nawet jeśli nie chcą się do tego przyznać. Lol.
Tak, czasami dzieje się coś, co mogło stać się straszliwym nieszczęściem, a zdarzyło się w czasie naszych wakacji, gdy zepsuł się hak przyczepy. Nawet nie wiem, jak długo podróżowaliśmy z tym. Naturalnie rzecz biorąc samochód mógł z łatwością odłączyć się od nas na autostradzie. Tak się nie stało. Nie mogło, a to ze względu na aniołów i boską ochronę.
Co więcej, aby wykorzystać to ku naszemu dobru Ojciec otworzył takie drzwi, że naprawa może nic nie kosztować, a w najgorszym przypadku niewiele. Oczywiście, ponieważ jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi, mamy zamontowane dodatkowe zabezpieczenia. Continue reading

Codzienne rozważania_16.10.2017

Kazn  6:10-12
JUŻ DAWNO NADANO NAZWĘ TEMU, CO SIĘ DZIEJE, I POSTANOWIONO, CZYM CZŁOWIEK BĘDZIE. NIE MOŻE ON SPIERAĆ SIĘ Z TYM, KTÓRY JEST OD NIEGO MOCNIEJSZY.
ZAISTE, IM WIĘCEJ SŁÓW, TYM WIĘCEJ MARNOŚCI. JAKA Z TEGO KORZYŚĆ DLA CZŁOWIEKA?
KTÓŻ MOŻE WIEDZIEĆ, CO JEST DLA CZŁOWIEKA DOBRE W TYM ŻYCIU, DOPÓKI TRWAJĄ ZNIKOME DNI JEGO ISTNIENIA, KTÓRE MIJAJĄ JAK CIEŃ? KTO OZNAJMI CZŁOWIEKOWI, CO PO NIM DZIAĆ SIĘ BĘDZIE POD SŁOŃCEM?

Życie toczy się jak zawsze. Nigdy nie ma nic nowego. Śmierć pozostaje niepokonanym wrogiem człowieka. Nikt nie może walczyć z nią i zwyciężyć. Jest tak też, że wysiłki każdego człowieka, by znaleźć trwałe zadowolenie w tym życiu kończą się zniechęceniem i frustracją. Kto wie gdzie można znaleźć życie warte przeżycia? Życie jest formą tak przejściową, tak niewiele w nim treści i tak szybko mija. Kto więc wie, co się dzieje, gdy ono się kończy? Człowiek bez światła, patrzący na życie z ziemskiej perspektywy ma mnóstwo pytań, lecz żadnych prawdziwych odpowiedzi. Dowód na to, że ten rozdział, napisany tak dawno temu, stanowi także doskonały opis problemów współczesnego człowieka. Człowiek nigdy nie miał tylu rzeczy jak obecnie. Mimo tego one nie dają mu zadowolenia. Wynika to niezbicie ze sposobu w jaki oczekuje on, że najnowszy wynalazek sprawi mu przyjemność, jakiej nie dały mu rzeczy, które już posiada. On wie, że cokolwiek weźmie w posiadanie, czy czegokolwiek spróbuje, wszystko to szybko przemija. Nie tylko to, on sam także przeminie i kto wie co będzie potem? Salomon zabiera głos mając na względzie problem człowieka nienawróconego. Teraz reprezentuje pogląd człowieka oświeconego przez Boże objawienie. Tym razem podchodzi do zagadnienia nieco inaczej. Poprzednio przechodził od razu do sedna sprawy głosząc, że życie jest celowe jedynie wtedy, gdy mamy Boga w polu naszego widzenia, jeśli go znamy , czcimy i służymy mu. Tym razem chce nam pokazać, że w tym życiu pewne rzeczy są lepsze od innych. Nie wszystko ma taką samą wartość. Rozwija tę myśl, by w końcu dowieść, że na tym świecie są różne rodzaje życia, które przebiegają obok siebie. Bezbożni stykają się z tymi, którzy boją się Boga i ostatecznie to właśnie rodzaj życia, jakie ci drudzy, jest lepszy.
Życzę błogosławionego czasu w zgromadzeniach.

Codzienne rozważania_15.10.2017

Kazn 6:3-9.
GDYBY KTO SPŁODZIŁ NAWET STU SYNÓW I ŻYŁ DŁUGIE LATA, AŻ DO PÓŹNEGO WIEKU, LECZ NIE MÓGŁ KORZYSTAĆ Z DÓBR I NIE MIAŁBY NAWET POGRZEBU, MUSIAŁBY RZEC: SZCZĘŚLIWSZY NIŻ ON JEST MARTWY PŁÓD,
BO TEN PRZYCHODZI NA ŚWIAT JAKO NIC I ODCHODZI W CIEMNOŚĆ, I CIEMNOŚĆ OKRYWA JEGO IMIĘ,
NIE WIDZI TEŻ SŁOŃCA I O NICZYM NIE WIE, I MA MILSZY SPOKÓJ NIŻ TAMTEN.
A CHOĆBY ŻYŁ DWAKROĆ PO TYSIĄC LAT, LECZ SZCZĘŚCIA NIE ZAZNAŁ ŻADNEGO, TO CZU NIE IDZIE WSZYSTKO NA JEDNO MIEJSCE?
WSZYSTEK TRUD CZŁOWIEKA MA SŁUŻYĆ JEGO USTOM, A JEDNAK JEGO ŁAKNIENIE NIE MOŻE BYĆ ZASPOKOJONE.
BO JAKĄ PRZEWAGĘ MA MĄDRY NAD GŁUPIM? A JAKĄ UBOGI NAD TYM, KTÓRY WIE, JAK SIĘ URZĄDZIĆ W ŻYCIU?
LEPIEJ JEST KORZYSTAĆ Z TEGO, CO JEST PRZED OCZYMA, NIŻ POŻĄDAĆ CZEGOŚ INNEGO. TO RÓWNIEŻ JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM.

Wyobraźmy sobie człowieka, który żyje wystarczająco długo, by być ojcem setki dzieci. To nie gwarantuje, że będzie cieszył się życiem. Gdyby rzeczywiście miał żyć wiecznie, a mimo tego nie mógłby cieszyć się życiem, lepiej byłoby dla niego nie żyć w ogóle. Dziecko, które przyszło na świat w wyniku poronienia, które przychodzi i odchodzi niemal bez żadnej wzmianki, które nigdy nie widziało światła dnia, to takie dziecko jest w lepszej sytuacji niż on. Gdyby ktoś żył dwa tysiące lat, to i tak skończyłby tam, gdzie to poronione dziecko. Spędza dni karmiąc swe usta i nigdy nie jest syty. W końcu człowiek mądry nie ma się lepiej niż głupiec, zaś biedny nie osiąga nic przez uczenie się, jak postępować wobec innych. Żaden człowiek nie ma przewagi nad drugim, ani też nikt nie utrzyma żadnej trwałej korzyści. O ileż lepiej jest być zadowolonym z tego, co się ma, zamiast spędzać życie z pragnieniami, które nigdy nie mogą być zaspokojone. Mimo to człowiek nigdy tak nie postępuje, o czym już nam powiedział Salomon, a i nasze własne doświadczenie to potwierdza. Ludzie nigdy nie czerpią nauki z doświadczeń poprzednich pokoleń i bezustannie patrzą na majętność, jako drogę do zadowolenia. Te nadzieje zawsze ich zawodzą i prowadzą do rozczarowania. Ta droga prowadzi donikąd. Schwytanie zadowolenia jest równie złudne, jak chwytanie wiatru.
Życzę błogosławionego dnia. Pozdrawiam.

Jezus jest ziarnem Królestwa

1.04.2017

Drodzy przyjaciele.

To dłuższy kawałek, lecz bardzo wart przeczytania. Otrzymałem go od Andy Raynera w kontekście dyskusji na temat Pięciorakiej Służby oraz pomnażania uczniów.

(www.theinvisiblehumanitarian.com)

„Zostałem wykształcony w dziedzinie teologii oraz misjologii do oporu. Bóg pokazał mi wyraźnie, że to, co my uważamy za nasz styl przywództwa na zachodzie, nie jest potrzebny do tego, aby kościół postępował na przód. Po latach służenia za kazalnicą i czterech pionierskich latach na południe od Sahary w Zachodniej Afryce, zaobserwowałem, że masowe ruchy ludzi mają pewne wspólne cechy. Najbardziej interesujące, i upokarzające, jest to, że każdy z nich rozprzestrzeniał się pozbawiony wykształconych teologów czy jakichkolwiek powiązań z teologicznymi instytucjami.

W Mongola Ewangelia rozprzestrzeniana była przez młode uczennice. W weekendy oraz w czasie wolnym od szkoły, rodzina jednej dziewczynki zapraszała innych przyjaciół do domu. Dziewczynki opowiadały w czasie zabawy swoim przyjaciółkom biblijne historie. Nic szczególnie zaplanowanego. Ot, taka zwykła rzecz. Dorośli podsłuchiwali opowiadania i przysłuchiwali się. (Jak tego uniknąć w namiocie!) W taki to sposób Ewangelia rozeszła się w obszarze poprzednio niedostępnym dla prowadzonych zagranicznych działań misyjnych. Żadnych informacji o darach APEST (ang. skrót: Apostołów, Proroków, Ewangelistów, Pastorów i Nauczycieli) czy o przywództwie w tych kręgach.

Starsze kobiety, nie mające żadnych widocznych przywódczych atrybutów założyły więcej kościołów niż ja. Doszedłem do przekonania (musiałem to przepchnąć przez gardło), że żadne dary nie kwalifikują bądź nie dyskwalifikują nikogo od kochania innych, dzielenia się Jezusem czy zakładania kościołów. Zakładanie kościołów jest wynikiem siania Jezusa…

Continue reading

Codzienne rozważania_14.10.2017

Kazn  6:1-2
JEST ZŁO, KTÓRE WIDZIAŁEM POD SŁOŃCEM I KTÓRE MOCNO OBCIĄŻA CZŁOWIEKA:
GDY BÓG DAJE CZŁOWIEKOWI BOGACTWO I SKARBY, I SŁAWĘ, TAK ŻE MU NICZEGO NIE BRAKUJE, CZEGO TYLKO MOŻE ZAPRAGNĄĆ, A JEDNAK BÓG NIE POZWALA MU Z TEGO KORZYSTAĆ, LECZ OBCY Z TEGO KORZYSTA – JEST TO MARNOŚĆ I PRZYKRE CIERPIENIE.

Salomon kolejny raz przygląda się życiu, tak jak uczyniłaby to osoba nie nawrócona i stwierdza, że jednym z największych nieszczęść w życiu jest to, że człowiek, który ma wszelkie bogactwa jakich tylko jego serce mogłoby zapragnąć, nie jest w stanie cieszyć się nimi. Dzieje się tak, ponieważ wcześnie umiera i to zanim weźmie pod uwagę taką możliwość. Nie ma syna, który byłby jego dziedzicem, tak więc obcy dziedziczy wszystko. Nagromadzenie tego bogactwa było stratą czasu. Jaka ludzka tragedia, spędzać cały czas na budowaniu imperium luksusu i bogactwa, i nigdy nie móc się tym cieszyć. Oczywiście, nie jest to coś, co zdarzyło się jedynie dawno temu. Ile razy widzimy, jak zdarza się to nam samym!
Bogaci wierzą, że jego bogactwo będzie trwać wiecznie.
Życzę błogosławionego dnia.