Author Archives: pzaremba

Codzienne rozważania_21.06.2017

2 Tym 1:9-10
KTÓRY NAS WYBAWIŁ I POWOŁAŁ POWOŁANIEM ŚWIĘTYM, NIE NA PODSTAWIE UCZYNKÓW NASZYCH, LECZ WEDŁUG POSTANOWIENIA SWOJEGO I ŁASKI, DANEJ NAM W CHRYSTUSIE JEZUSIE PRZED DAWNYMI WIEKAMI,
A TERAZ OBJAWIONEJ PRZEZ PRZYJŚCIE ZBAWICIELA NASZEGO, CHRYSTUSA JEZUSA, KTÓRY ŚMIERĆ ZNISZCZYŁ A ŻYWOT I NIEŚMIERTELNOŚĆ NA JAŚNIĘ WYWIÓDŁ PRZEZ EWANGELIĘ.

Musimy zestawić tu razem trzy fakty, które dowodzą, że Bóg „nas wybawił, powołał powołaniem świętym i żywot i nieśmiertelność na jaśnię wywiódł”, ponieważ pokazują nam one, że zbawienie zawiera w sobie coś więcej niż tylko przebaczenie. Bóg, który nas wybawił jednocześnie powołał nas byśmy byli świętymi. Chrześcijańskie powołanie jest świętym powołaniem. Kiedy Bóg powołuje człowieka do siebie powołuje go również do świętości. Albowiem nie powołał nas Bóg do nieczystości ale do uświęcenia. Jeżeli świętość jest integralną częścią Bożego planu zbawienia, tak samo jest nią „nieśmiertelność” o której Paweł pisze w 10 wersecie. Zbawienie jest słowem pełnym majestatu, oznaczający rozległy Boży plan, przez który Bóg usprawiedliwia, uświęca i uwielbia swój lud. Czyni to wybaczając nam nasze przewinienia i akceptując nas dzięki Chrystusowi jako sprawiedliwych przed Jego obliczem. Paweł pisząc, że Boże przeznaczenie i wybór należy do wieczności a nie do czasu by wskazać, że Bóg obecnie udzielił nam czegoś z całej wieczności w Chrystusie. Było to Jego postanowienie i łaska. Jest więc oczywiste, że źródłem naszego zbawienia nie są nasze własne uczynki, gdyż Bóg postanowił okazać nam łaskę w Chrystusie zanim dokonaliśmy jakichkolwiek dobrych uczynków, zanim przyszliśmy na świat. Musimy przyznać, że nauka o wybraniu jest trudna dla naszych, ludzkich umysłów, lecz niezaprzeczalnie stanowi naukę biblijną. Podkreśla ona, że zbawienie zawdzięczamy wyłącznie Bożej łasce a nie ludzkim zasługom. Nauka o wybraniu jest przedstawiona w Biblii nie po to, by pobudzać czy też urągać naszej przyziemnej ciekawości lecz w pewnym praktycznym celu. Z jednej strony sprawia w nas głęboką pokorę i wdzięczność, ponieważ wyklucza jakąkolwiek chełpliwość ludzką, a z drugiej strony wnosi do naszego życia pokój i pewność. Bo nic bardziej nie potrafi uciszyć naszego strachu o własny byt niż świadomość, że nasze bezpieczeństwo zależy ostatecznie nie do nas samych ale do Bożego postanowienia łaski.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_20.06.2017

2 Tym 1-7-8.
ALBOWIEM NIE DAŁ NAM BÓG DUCHA BOJAŹNI, LECZ MOCY I MIŁOŚCI, I POWŚCIĄGLIWOŚCI.
NIE WSTYDŹ SIĘ WIĘC ŚWIADECTWA O PANU NASZYM, ANI MNIE, WIĘŹNIA JEGO, ALE CIERP WESPÓŁ ZE MNĄ DLA EWANGELII, WSPARTY MOCĄ BOGA.
Wszystkie Boże dary, naturalne i duchowe, muszą być stale rozwijane i używane. Przypowieść o talentach przekonuje nas wyraźnie o obowiązku służby, obiecuje zapłatę za wierność i ostrzega przed niebezpieczeństwem gnuśności. Paweł mówi Tymoteuszowi aby nie zaniedbywał swego daru i nalegał by go rozpalił na nowo. Dar Boży jest przyrównywany do ognia. Po tym wezwaniu Paweł wyjaśnia dlaczego należy tak czynić: „albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości i powściągliwości”. Tymoteusz sprawia wrażenie bardzo nieśmiałej i wrażliwej istoty, dla której ciężar odpowiedzialności był uciążliwym brzemieniem. Paweł więc czuje się zobowiązany nie tylko zachęcać go, by stale rozniecał swój dar, lecz także przywrócić wiarę w sens używania tego daru. Jest to pożądane, ponieważ tchórzliwość nie ma nić wspólnego z chrześcijaństwem, czy też, jak ujmuje Paweł, ponieważ mamy Ducha, którego dał nam Bóg. Duch, którego Bóg wylał na nas wszystkich nie jest Duchem bojaźni ale mocy, miłości i powściągliwości. A jeżeli jest Duchem mocy to możemy ufać jego możliwościom, kiedy pełnimy naszą służbę. Jeżeli jest Duchem miłości, musimy używać Bożego autorytetu i mocy w służbie innym, a nie w okazywaniu pewności siebie czy w okazywaniu zarozumiałości. I jeżeli Duch Boży jest Duchem powściągliwości, musimy używać jego mocy w sposób zrozumiały i z wielką czcią. Bez względu na to jak wiele możemy otrzymać od Boga czy to bezpośrednio w postaci naturalnych i duchowych zdolności, czy też pośrednio przez rodzinę, przyjaciół i nauczycieli, musimy stale trwać w aktywnej samodyscyplinie, współpracować z Boża łaską by podsycać płomień wewnętrznego ognia. W przeciwnym razie nigdy nie będziemy Bożymi sługami i służebnicami, jak tego od nas oczekuje Bóg, który powołał nas do sprawowania posługi, możliwej do wypełnienia drogą aktywnego działania. Tymoteusz nie może wstydzić się Chrystusa – „świadectwa o Panu naszym”. Każdy chrześcijanin jest świadkiem Chrystusa. Każdy chrześcijanin powinien być gotowy i chętny by stać się w razie konieczności „głupim dla Chrystusa”. Nie powinien jednak być gotowym by stać się głupim dla czegoś innego niż Ewangelia. Od dawien dawna chrześcijanie kuszeni są by ulec pokusie i wstydzić się a to imienia Chrystusa, które mamy w swym powołaniu obwieszczać, a to ludu Chrystusowego do którego należymy, o ile należymy, lub tęż Ewangelii Chrystusa, która została nam powierzona, abyśmy ją rozgłaszali. Pokusa ta jest silna i nadchodzi podstępnie. Gdyby pokuszenie to nie było właściwe człowiekowi, Pan Jezus nie musiałby wypowiadać słów ostrzeżenia: „kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym narodem, tego i Syn człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi” (Marek 8:38). Często jesteśmy bardziej wrażliwi na opinię publiczną niż byśmy chcieli to uznać, skłonni raczej, by pośpiesznie opinii tej ulec jak trzcina chwiejąca się na wietrze.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Wydatkowanie mocy

Nor’west

W 5 rozdziale Ewangelii Marka znajdujemy ciekawą historię:

„A niewiasta, która od dwunastu lat miała krwotok i dużo ucierpiała od wielu lekarzy, i wydała wszystko, co miała, a nic jej nie pomogło, przeciwnie, raczej jej się pogorszyło, gdy usłyszała wieści o Jezusie, podeszła w tłumie z tyłu i dotknęła szaty jego, bo mówiła: Jeśli się dotknę choćby szaty jego, będę uzdrowiona. I zaraz ustał jej krwotok, i poczuła na ciele, że jest uleczona z tej dolegliwości. A Jezus poznawszy zaraz, że z niego moc uszła, zwrócił się do ludu i rzekł: Kto się dotknął szat moich?

Uwielbiam to, że została uzdrowiona, uwielbiam, że została uzdrowiona dzięki swej wierze, skoncentrowanej przez słowa i uruchomionej przez dotknięcie Jezusa. Uwielbiam to, że natychmiast wiedziała, że ten stan, z którym żyła przez 12 lat został natychmiast uzdrowiony. To wszystko było dobre i w porządku.

Koncentrowałem się na pojedynczym pojęciu, nie zwracając uwagi na całe te wspaniałe sprawy: Jezus wiedział, że moc wyszła z Niego.

Jest w tym interesująca myśl, czy raczej, grupa myśli, ponieważ pojawia się tutaj kilka rzeczy:

1. Moc (greckie: dunamis) została przekazana.
2. Przeniesienie nastąpiło z wnętrza Jezusa.
3. To przeniesienie mocy było wyczuwalne.
4. Było zaskoczeniem dla Jezusa, bądź, co najmniej, tajemnicą.

Jezus szedł pośród tłumu ludzi (w. 31), zajmując się swoimi sprawami, gdy nagle ‘wiedział’ (spostrzegł – epiginosko), że wyszła z niego moc. Interesujące jest to, że Pan nie powiedział, że „mocy wyszła od Boga i przeszła przeze mnie”, lecz powiedział: „ze mnie”.

Jego zachowanie („Kto mnie dotknął?”) sugeruje, że nawet nie wiedział gdzie ta moc poszła, choć mogło to być zaproszenie dla tej kobiety, aby się sama się wypowiedziała. Równocześnie jest tutaj przyznanie się zarówno do niewiedzy („kto to zrobił?”) jak i dobra wiedza („Stało się to, gdy ktoś dotknął mojego ubrania”). Ciekaw jestem czy zdarzyło się to już wcześniej w jednej z tych licznych nieopowiedzianych historii o Jezusie.

Continue reading

Codzienne rozważania_19.06.2017

2 Tym. 1:6.
Z TEGO POWODU PRZYPOMINAM CI, ABYŚ ROZNIECIŁ NA NOWO DAR ŁASKI BOŻEJ, KTÓREGO UDZIELIŁEM CI PRZEZ WŁOŻENIE RĄK MOICH.
Paweł zostawia na boku środki pośrednie jakich użył Bóg, by ukształtować chrześcijańską naturę Tymoteusza (rodzina i przyjaciele) i wskazuje na dar, który otrzymał on bezpośrednio od Boga. „Z tego powodu przypominam ci, abyś rozniecił na nowo dar łaski Bożej, którego udzieliłem ci przez włożenie rąk moich„. Czym był ten dar Bożej łaski? Nie da się tego stwierdzić ze stuprocentową pewnością z tej prostej przyczyny, że nie jest to nigdzie powiedziane. Nie mamy prawa by wykraczać poza ramy Słowa Bożego. Możemy tylko się domyślać co do natury tego daru. W tym wersecie jak i w innych czytamy, że darem tym został obdarzony w momencie kiedy Paweł wraz z innymi „starszymi” prawdopodobnie ze zboru w Listrze nałożył na niego swoje ręce. Bliżej nieokreślony dar prawdopodobnie był darem ordynacji, powołania, ustanowienia, darem odnoszącym się do służby Tymoteusza. Paweł być może mówi tu o samej służbie, do której, poprzez nałożenie rąk, Tymoteusz został powołany. Służba w charakterze pastora czy nauczyciela, jest darem Bożej łaski. Tymoteusz otrzymał autorytet i moc do pełnienia służby dla Chrystusa. Zawiera się w tym pojęcie służby i duchowego wyposażenia, jakie jest konieczne do jej wypełnienia. Człowiek jest nie tylko zdeterminowany tym, co zawdzięcza swoim rodzicom, przyjaciołom i nauczycielom, ale jest również kimś, kogo kształtuje sam Bóg, powołując go do konkretnej służby i obdarowując odpowiednimi zdolnościami duchowymi.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_16.06.2017

2Tym 1:4-5
POMNY NA ŁZY TWOJE, PRAGNĘ CIE UJRZEĆ, ABYM DOZNAŁ PEŁNEJ RADOŚCI; PRZYWODZĘ SOBIE NA PAMIĘĆ NIEOBŁUDNĄ WIARĘ TWOJĄ, KTÓRA BYŁA ZADOMOWIONA W BABCE TWOJEJ LOIDZIE I W MATCE TWOJEJ EUNICE, A PEWIEN JESTEM, ŻE I W TOBIE ŻYJE.

Nasi przyjaciele są tymi, którzy wywierają na nas największy wpływ zaraz po naszych rodzicach, zwłaszcza jeśli są oni w pewnym sensie także naszymi nauczycielami. W osobie Pawła Tymoteusz miał wybitnego doradcę i przyjaciela. Paweł był duchowym ojcem Tymoteusza. Po doprowadzeniu go do wiary w Chrystusa apostoł nie opuścił go ani też o nim nie zapomniał, lecz stale go „wspominał”. Paweł zabierał go również z sobą jako towarzysza podróży i kształcił go jako swego ucznia. Kiedy rozstawali się ostatnim razem, Tymoteusz nie potrafił powstrzymać się od łez. A teraz, wspominając ten moment, Paweł pragnie ujrzeć go znowu, aby „doznać pełnej radości”, pragnie tego z rozdzierającą tęsknotą. Tymczasem apostoł modlił się o niego bez ustanku i od czasu do czasu pisze do niego listy pełne wskazówek i zachęty. Chrześcijańska przyjaźń uwidaczniająca się w przebywaniu razem, w listach i modlitwach nie pozostała bez konstruktywnego wpływu na młodego Tymoteusza, wzmacniając i utwierdzając go w chrześcijańskim życiu i służbie.
Sam dziękuję Bogu za człowieka, który przyprowadził mnie do Chrystusa i za poświęcenie z jakim prowadził mnie w pierwszych latach mojego chrześcijańskiego życia. Przebywałem z nim siedem dni w tygodniu przez kilka lat, modlił się za mną codziennie i wierzę, że czyni to nadal. Dzięki Bogu wiele zawdzięczam takiemu przyjacielowi jakim jest Paweł z Misji „Elim” a teraz pastor w zborze.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_15.06.2017

2 Tym 1:3
DZIĘKUJĘ BOGU, KTÓREMU Z CZYSTYM SUMIENIEM SŁUŻĘ, TAK JAK PRZODKOWIE MOI, GDY NIEUSTANNIE CIEBIE WSPOMINAM W MODLITWACH MOICH, WE DNIE I W NOCY.

Paweł w tym wersecie wspomina własnych przodków. Jest to słuszne, ponieważ każdy człowiek jest w dużym stopniu pod wpływem swojego pochodzenia i wychowania w domu rodzinnym. Prawdą jest, że żaden człowiek nie może odziedziczyć wiary swych rodziców, tak jak dziedziczy cechy ich osobowości. Dziecko może być doprowadzone do wiary w Boga tylko przez przykład rodziców, ich modlitwę i nauczanie. Tymoteusz musiał być wychowywany w pobożnym domu. Łukasz mówi, że był on dzieckiem z mieszanego związku; ojciec był Grekiem a matka Żydówką (Dz 16:1). Przypuszczalnie jego ojciec był człowiekiem niewierzącym, ale matka, Eunuce, będąc wyznawczynią judaizmu, przyjęła wiarę w Chrystusa. Natomiast babka Tymoteusza, Loida, z całą pewnością była osobą nawróconą, ponieważ Paweł pisze o nieobłudnej wierze wszystkich trzech pokoleń. Być może babka, matka i syn zawdzięczali swoje nawrócenie Pawłowi, który zwiastował w Listrze Ewangelię, ale pomimo tego nawet przed nawróceniem te pobożne niewiasty żydowskie nauczały Tymoteusza z pism Starego Testamentu, tak że od dzieciństwa znał Pisma Święte. Tymoteusz był w dzieciństwie wychowany tak, że pobożność mógł wyssać wraz z mlekiem matki. Paweł mógł to samo powiedzieć o sobie. Służył Bogu z czystym sumieniem, tak jak to wcześniej czynili jego przodkowie. Kiedy Bóg objawił mu Chrystusa, jego wiara stała się o wiele bogatsza, pełniejsza i głębsza, ale w istocie była to ta sama wiara, którą mieli starotestamentowi wierzący takiego formatu jak Abraham i Dawid o czym Paweł pisze w czwartym rozdziale Listu do Rzymian. Zasadniczym czynnikiem, który wywarł wpływ na Tymoteusza było wychowanie jakie odebrał od matki i babki, które były nieobłudne w wierze i które uczyły Tymoteusza z Pism już od jego dzieciństwa. Każdy kto urodził się i został wychowany w chrześcijańskim domu, otrzymał od Boga nieocenione błogosławieństwo.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.