Author Archives: pzaremba

Trzy diamenty

Micah S Turnbo

Jezus pokazał mi trzy drogocenne diamenty.
Były doskonale ukształtowane, lecz ukryte. Jezus trzymał je i powiedział: „Michał, wielu chce większego namaszczenia, lecz nie to uważam za wartościowe. Nie dążyłbym do tego. Te trzy diamenty, które uznaję za skarb to PRAWOŚĆ, POKORA I ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Jeśli nie będziesz dążył do tego, to namaszczenie zmiażdży cię”.
Wtedy zobaczyłem ogromne wieże oświetleniowe rozbijające się o ziemię, przewracające się na nią – nastąpił ogromny huk i zniszczenie. Ludzie będący wokół byli przestraszeni ich upadkiem. Jezus otoczył mnie swym ramieniem i powiedział: „Michał, wielu wielkich liderów, którzy nie mają tych cech szybko upadnie. Aby ustać pod namaszczeniem, musisz starać się o te skarby: prawość, pokorę i odpowiedzialność” (tutaj w sensie gotowości do odpowiedzialności za swoje czyny).
Jezus powiedział: „Co jest dla ciebie wartościowe? Nie znajdziesz ukrytego skarbu w namaszczeniu, lecz tam, gdzie zupełnie nikt nie patrzy. Namaszczenie wzrasta wtedy, gdy zostaje znaleziony prawdziwy skarb”.

Hermeneutyczne wyzwanie

Richard Murray

30 sierpnia
(hermeneutyka – gałąź teologii chrześcijańskiej zajmująca się interpretacją Biblii – przyp.tłum.)

Myślę, że prawdziwym wyzwaniem jest taka interpretacja starotestamentowych historii, która jest zgodna z boską naturą Jezusa i szanuje ją, a który w cudowny sposób mieszka w nas. W 16 rozdziale Ewangelii Jana Jezus obiecał, że będziemy mieli wewnętrzne hermeneutyczne świadectwo Ducha, który poprowadzi nas do prawdy, NIE do zimnego, cielesnego i klinicznego czytania „martwej litery” Pisma.

Są tylko dwie możliwości, albo wierzymy w to, że powinniśmy czytać Biblię ożywiani, oświecani i prowadzeni przez Ducha, albo nie wierzymy. Jeśli tak, to musimy traktować Go znacznie lepiej niż zwykłym pustosłowiem. Musimy angażować Ducha Świętego w czytanie, penetrowanie tekstu i szukanie w nim Chrystusa. Jeśli tego nie robimy to popadamy w śmiercionośną skłonność do dosłownej interpretacji, która przedstawia Boga jako dwubiegunowego potwora.

Pojawia się więc pytanie, co jeśli czytamy fragment inaczej? Odpowiadam: niech tak będzie. Jak napisał Paweł, każdy z nas osobiście staje lub pada przed swoim własnym panem. Tak więc, jeśli ktoś twierdzi, że Duch świadczy w nim, że Bóg rzeczywiście JEST tym, który (zgodnie z odczytem martwej litery) miota plagami, podrzyna gardła, grzmoci niemowlętami, spuszcza ogień, zsyła głód, nakazuje ludobójstwo, morduje przez potop mężczyzn, kobiety, dzieci i płody …to, oczywiście, skoro jest przekonany, że objawia mu to Duch, musi za tym iść.

Lecz my nie tak

Jeśli zamiast czegoś takiego słyszymy hermeneutyczne sugestie Ducha prowadzącego nas do lepszego, jaśniejszego i niedualistycznego czytania Pisma, które objawia Boga będącego WYŁĄCZNIE miłością i światłością, z czego korzystała ogromna większość ojców pierwszego kościoła, to my musimy iść za tym przekonaniem.

Z tych dwóch rodzajów hermeneutyki, pierwszy pozwala na to, aby ta „martwa litera” definiowała naturę Boga, a ta druga, przeciwnie, pozwala „żywemu Duchowi Jezusa” definiować, decydować o znaczeniu, Pisma. Wybieram ten drugi rodzaj hermeneutyki. Wyłącznie Jezus definiuje i tłumaczy całe Pismo, tak, jak to przedstawił uczniom w drodze do Emaus (Łuk 24).

Wyraźnie widzimy, że tak interpretował Pisma Paweł (prawdopodobnie najbardziej oczytany ze wszystkich apostołów), dzięki czemu dostrzegamy dwie wielkie prawdy.

Po pierwsze: Paweł NIGDY nie przedstawiał Ewangelii ani Dziejów pierwszego kościoła w postaci alegorii (które dobrze znał zarówno w formie opowiadanej jak i zapisanej, oraz tego, czego był osobiście świadkiem). Historyczność Nowego Testamentu miała zawsze żywotną wartość dla Pawła oraz pozostałych autorów NT.

Po drugie: Paweł niemal ZAWSZE interpretował Stary Testament jako alegorie Chrystusa (tak jak czytamy w 24 rozdziale Ewangelii Łukasza, zrobił to Jezus wyjaśniając jak powinny być czytane WSZYSTKIE Pisma). Główna waga Starego Testamentu nie leży w jego skrupulatnej historycznej dokładności, lecz raczej w chrystologicznym symbolizmie, zapowiadającym szybkie przyjście Mesjasza i Jego Królestwa światłości.

Paweł nie czytał ST w świetle „martwej litery” lecz przez „żywego Ducha” i zachęcał nas do tego samego (2Kor 3). Tak też czyniła ogromna większość wczesnych ojców kościoła. Nigdy nie zgodziliby się na to, abyśmy nie mieli „prawa” ponownego dzielenia, reinterpretowania i uzgadniania ST w tych wszystkich miejscach, które spotwarzają charakter Boga.

Duch Święty_6

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Jeśli już zacząłeś praktykować regularne przełączanie swojej uwagi z naturalnych zmysłów na człowieka duchowego, zacząłeś rozpoznawać tę Obecność w swoim duchu. To obecność Pana – ciepła, spokojna, łagodna, pokorna, pocieszająca i zawsze obecna.

Nie mieli „Słowa”

Zwróćcie uwagę na to, że wierzący w pierwszym wieku żyli w czasie, zanim listy składające się na nasz drukowany Nowy Testament zostały napisane. Do tego czasu wierzący MUSIELI znać obecność Ducha Świętego w nich, aby mógł ich prowadzić i utrzymywać w prawdzie i równowadze. Tak śmiało recytujemy dzisiaj wersety z Ewangelii, Dziejów, Rzymian czy Listu do Efezjan, ale wtedy, w tym czasie, te pisma jeszcze nie powstały lub były w trakcie pisania! Oni MUSIELI znać Ducha Świętego, który w nich był. On był głosem Prawdy pośród pogańskich kultur i wątpliwych nauczań o Bogu Ojcu i o naszym Panu.

Wierzący musieli znać społeczność Ducha Świętego, aby kiedy ktoś nauczał czegoś, co nie było poprawne, gdy ich uszy usłyszały błędne przesłanie, mogli rozpoznać w sobie zasmucenie Ducha Świętego. Nie było rozdziału i wersetu, do którego można było się zwrócić aby rozstrzygnąć spór – każdy wierzący musiał po prostu znać w sobie Ducha Prawdy.

Do tego odnosił się Paweł wyrażając swoje zaniepokojenie o Koryntian w swoim drugim liście: „obawiam się jednak, ażeby… myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi. Bo gdy przychodzi ktoś i zwiastuje innego Jezusa, którego myśmy nie zwiastowali, lub gdy przyjmujecie innego ducha, którego nie otrzymaliście, lub inną ewangelię, której nie przyjęliście, znosicie to z łatwością!”

Tych, którzy znają Ducha Prawdy, wróg podchodzi w subtelny sposób, starając się ich odciągnąć poprzez komplikowanie ich wiary: inny Jezus, inny duch, inna ewangelia.

Z tego właśnie powodu mamy chrześcijan, którzy kłócą się o doktrynę, którą wierzą że Słowo naucza, co do której wiesz, że jest pozbawiona równowagi , ale oni tego nie dostrzegają – ponieważ nie słuchają Ducha Prawdy, lub zignorowali Go, lub może nawet w ogóle Go nie znają.

Gdyby Go znali, Jego obecność w nich, poddali by mu swoje myśli co uchroniłoby ich przez pójściem w jakąś dziwną doktrynę. Rezygnując z prostoty Chrystusa, wybrali umysłową ewangelię, która oznacza podążanie ścieżką coraz bardziej skomplikowanej wiary. Oni będą się spierać z tobą, próbując przekonać cię do swego punktu widzenia, argumentując w sposób umysłowy, bez zastanowienia się „jak to brzmi w moim duchu? Czy w moim duchu czuję, ze to jest OK?” Continue reading

Nasza teologia rośnie wraz ze wzrostem obrazu Boga

Richard Murray

Kiedy przyszedłem do Pana PO RAZ PIERWSZY, nie mogłem sobie wyobrazić Jego zbawienia dla wszystkich.

Głównie wynikało to z tego, że wszędzie, gdziekolwiek nie patrzyłem, dostrzegałem to, że bardzo wielu ignorowało Go, obrażało, oskarżało, przeciwstawiało Mu się i było Mu nieposłusznych. Po prostu nie byłem w stanie dostrzec jakiegokolwiek sposobu na to, aby znaleźli Boże zbawienie w tym życiu, a co dopiero w następnym. W swej arogancji myślałem, że jestem częścią specjalnej resztki, małej bandy wiernych, którzy sami wejdą do nieba.

Niemniej, wtedy zdarzyło mi się coś zabawnego.

Naprawdę poznałem Ducha Chrystusowego i wzrosłem w Nim. Zobaczyłem, że tak naprawdę to nie chodzi o to, co Ja uważam czy myślę w swym ciasnym i działającym reakcyjnie umyśle, lecz istotą jest raczej o to KIM i JAKIM jest Bóg.  A tą istotą jest Jezus…

… dobry Pasterz, który zostawia znalezionych „dziewięćdziesiąt dziewięć”, aby iść za zgubioną „jedną”.

… bohater, który odważnie staje przeciwko żądnemu krwi tłumowi, chcącemu ukamienować winną,

…pracownik znajdujący spontaniczne i spektakularne rozwiązania dla niemożliwych sytuacji,

… nauczycie, który nauczał przebaczenia i błogosławienie wszystkich naszych wrogów,

… wyraz istoty Boga światła, światłości i miłości.

TERAZ, nie mogę już sobie wyobrazić, że Jego zbawienie NIE jest dla wszystkich.

Dorosłem do tego, że mam większą wiarę w Bożą zdolność, przez Jezusa, do przyciągania i zdobywania nas, od naszej zdolności do uchylania się i odrzucania Jego miłości.

Nie jesteśmy na tyle mocni.

Na pewno możemy wytrzymać wabienie Jego Ducha przez jakiś czas, epokę, nawet wiek według wszelkich ludzkich standardów…lecz opieranie się Jego niestrudzonej dobroci na wieki wieków? Czy rzeczywiście mamy tak silną wolę?

Czy też być może, tylko być może, musimy dojść do siebie i zwyczajnie przyznać, że Bóg jest ostatecznie nie do odparcia.

Stan_17/18.08.2018

Stan Tyra

„Graliśmy wam na flecie, a wy nie tańczyliście…” Mt 11:17

Powiedziałbym, że najsilniejszym czynnikiem powstrzymującym przed dojściem do większej świadomości, objawienia i jedności jest iluzja mówiąca, że ja jestem taki jak mój obraz. Jest tak wtedy, gdy patrzę na siebie z perspektywy innych ludzi i taka perspektywa jest bardziej ceniona niż Boża. „Gdzie skarb twój, tam serce twoje”. Tak więc, temu co cenisz najbardziej, oddajesz największą cześć.

W ramach publicznego nieładu nie jestem w stanie zobaczyć siebie nie patrząc oczyma innych. Może to nawet nie być to, jak mnie inni widzą, lecz moje własne wyobrażenie tego, bądź też pragnienie, jak chcę być widziany. Takie podejście jest potężnym czynnikiem spowalniającym odkrycie prawdziwego ja. Ten uzależniający środek usypia moje prawdziwe je i przekonuje mnie do tego, że to szalbiercze, fałszywe ja, ego, jest moim prawdziwym ja. Taka publiczna wersja siebie staje się centrum mojej świadomości.

W takim stanie nieświadomości prowadzimy życie na użytek zewnętrznej audiencji, która nieustannie obserwuje nas, a szczególnie wobec tych, którzy nam przyklaskują. Wywołuje to niepokój, ponieważ nigdy nie ma pewności, jak dobrze idzie nam ukazywanie siebie, obrazu, którego się od nas oczekuje.

Jest to poważnym zagrożeniem dla autentyczności. Faktem jest, że spotkałem bardzo niewielu autentycznych ludzi. Ludziom wydaje się, że są autentyczni, lecz czy tak jest, łatwo przekonać się po tym, jak bardzo cenią tych, którzy ich kochają i tych, którzy ich nienawidzą. Tak czy inaczej, jacyś „oni” wpływają na moje życie, ponieważ bardziej reaguję na nich, nie na Boga.

Wszyscy w jakimś stopniu przeżyliśmy to. Jest to życie zdominowane przez staranie się o to, aby zdobywać dla siebie miłość, szacunek i inne zachęty, które, jak nam się wydaje, spoczywają w rękach innych ludzi.

Kiedy rozglądamy się wokół, aby zobaczyć jak dobrze nam idzie zdobywanie zadowolenia tych, których najbardziej cenimy, nasze życie staje się coraz mniej spontaniczne i coraz bardziej sztuczne. Takie postrzeganie siebie powoduje utratę władzy/kontroli, ponieważ w ten sposób przekazuje się ją innym.

__________________________________________

18 sierpnia

Zazwyczaj niezauważonym przez długi czas i bardzo zwodniczym miejscem oporu jest przekonanie, że: „Jestem tym, w co wierzę”. Są też i inne oporniki przemiany takie jak „jestem tym, czym jest moje ciało”, „jestem właścicielem siebie”, „jestem tym, czym są moje dary”, „jestem tym, czym jest moja grupa”, „jestem tym, jak myślę”. Wydaje mi się, że z tych wszystkich najsilniejsze warownie budują: „jestem tym, w co wierzę” i „jestem tym, czym jest moja grupa”, ponieważ wyglądają tak Pobożnie. Czy istnieje jakiś lepszy sposób odrzucenia bez poczucia winy większości nauczania Jezusa niż zrobić to jako świętą ofiarę dla Boga, potwierdzoną przez jakąś grupę i nazwanie tego „w imieniu Jezusa”?

O ile te warownie przekonań mogą być zakorzenione w czymkolwiek, Jezus obie rzeczy nazywa „kwasem”, którego mamy się szczególnie strzec: strzeżcie się kwasu Heroda (polityki) oraz kwasu faryzeuszy (religii). Te dwie rzeczy są bardzo głęboko osadzone w nas i tworzą dobrze ukryte i dobrze strzeżone więzienie, które staje się substytutem wyższej świadomości.

Postęp następuje w dziedzinie myśli, sądów i opinii, które stają się wierzeniami, a wierzenia podstawą mojej świadomości, przez którą interpretuję całą rzeczywistość. Kim jestem? Jestem tym, w co wierzę.

Gdy zredukujemy wiarę do wierzeń/przekonań, nie ma miejsca już na prawdziwą wiarę, a moje ego mocno okopane, stale prezentując siebie jako, ten który „ma słuszność”. Niemniej, nie twierdzę, że przekonania są złe, mogą one odgrywać ważną rolę w naszym rozwoju. Kiedy jednak te przekonania stają się moim Bogiem, to znaczy, że stworzyłem bałwana na swój własny obraz i to takiego, którego muszę pytać o zgodę zanim coś zobaczę, zrobię czy usłyszę.

Jeśli jakaś dyskusja wychodząca poza moje dobrze przemyślane przekonania, wywołuje strach lub gniew, to powinienem zadać sobie pytanie: „co we mnie gniewa się?” „Dlaczego mnie to gniewa?” Uważaj! Ponieważ jeśli odpowiesz sobie na to pytanie szczerze, otworzy się okno, abyś wyjrzał poza miejsce, w którym jesteś. Jest to ruch w kierunku czegoś większego niż twoje własne małe ego i spowoduje rozluźnienie przywiązania do swoich przekonań. Wkrótce zostaniesz określony przez otaczających cię ludzi jako człowiek zmierzający ku liberalizmowi, new age, czy modnej teologii. Po jakimś czasie osądzą cię jako heretyka i zwodziciela wielu.

Początkowym punktem dla tych, którzy chcą wyjść poza własne przekonania, nie jest ich brak, lecz luźne ich traktowanie i zmniejszenie stopnia w jakim zapewnia się samego siebie, że są one prawdziwe i słuszne. W ten sposób usuniesz ze swej świadomości kajdany i zaczniesz podróż w kierunku czegoś większego.

 

Stan 15/16.08.2018|Stan 19/20.08.2018

Radość bezwarunkowego poddania się

Chip Brogden

W Ewangelii Jana 3:30 mamy podaną zasadę, mówiącą, że mnie (nas) musi ubywać. Jak pewne jest to, że Chrystus musi wzrastać, tak mnie musi ubywać. Tak po prostu musi być, więc tak będzie. Jedno bez drugiego nie będzie funkcjonować.

Ponieważ wszystko, cokolwiek Bóg zrobił, robi i będzie robił jest w jakiś sposób związane z wzrastaniem Chrystusa to całkowicie pewną konsekwencją będzie to, że wszystkiego innego będzie ubywać. Taki proces funkcjonuje w każdym mężczyźnie, kobiecie, chłopcu, dziewczynie: doprowadzić każdego na sam skraj własnych możliwości tak, aby uchwycili się Chrystusa i byli gotowi zostawić znoszone, brudne szaty życia skupionego na sobie i zamienić je na sprawiedliwe szaty życia skoncentrowanego na Chrystusie. Jest to proces, który zachodził w tobie na długo zanim oddałeś swoje życie Panu. Nie musisz rozumieć korzyści jakie z tego procesu płyną dla ciebie, lecz sam proces będzie przebiegał znacznie łagodniej, jeśli je zrozumiesz i podejmiesz współpracę z procesem.

Najlepszym sposobem współpracy z Bogiem jest skoncentrować się na tym, co powoduje wzrost Chrystusa. Wielu słyszy nauczanie na temat Krzyża i pomniejszania siebie, spędza mnóstwo czasu (zbyt wiele) bardzo starając się umniejszyć się. Zwykle prowadzi to do nieskończonych introspekcji, analizowania i ostatecznie do frustracji. Wygląda na to, że im więcej uwagi poświęcamy sobie, tym więksi stajemy się i znajdujemy więcej złych rzeczy. Tak już jest, że koncentracja na jakiejś dziedzinie powoduje wzrost w tym obszarze. Jeśli więc skupimy się na Sobie, nawet jeśli jest to odważna próba pomniejszenia Siebie, to właśnie Ja staje się silniejsze.

Pismo nie uczy nas, aby trzeba było pomniejszać siebie przez ascezę, ubieranie na siebie szmat czy mówienie wszystkim, że jesteśmy tak małym robactwem. W ten sposób niczego się nie osiąga, a w rzeczywistości skutek jest przeciwny – zwracamy nadmiernie dużo zbytecznej uwagi na siebie. Wręcz przeciwnie, Pismo uczy nas szukać najpierw Królestwa Bożego i modlić się codziennie o Wolę Bożą. Jest to o wiele bardziej pozytywne i skuteczne podejście. Skupiając się na ty, na czym chcemy – na wzroście Chrystusa – otrzymujemy dokładnie to, o co prosimy: wzrost Chrystusa. Skrajnym skutkiem wzrastania Chrystusa jest automatyczny ubytek Ego. Nie musimy bezpośrednio starać się o pomniejszanie siebie, wystarczy dążyć do tego, co powoduje wzrost Chrystusa.

Jeśli, na przykład, naprawdę kocham Boga z całego serca, umysłu i sił, i kocham bliźniego jak siebie samego to tak naprawdę nie ma miejsca tutaj na zajmowanie się sobą. Dać Bogu „wszystko” to nie pozostawić niczego sobie. Gdy nasze poddanie jest bezwarunkowe, całkowite to nie pozostaje miejsce na nic z własnego życia. Wszystko, co mam, wszystko, czym jestem, zostało w pełni i całkowicie poddane Bogu. To dlatego Pan Jezus tak skutecznie przeciwstawiał się licznym pokusom i sprawdzianom, który stawały na Jego drodze. Gdy ktoś żyje dla miłości Bożej i stara się pełnić wyłącznie Jego Wolę to w jego życiu nie ma żadnych ubocznych egoistycznych wpływów i staje się odporny na pokusy. Każda pokusa ma swoje źródło w żywym Ego. Skoro tylko zostaje ono doskonale odrzucone, grzech nie ma żadnego wpływu, całkowicie przestaje być pociągający.

Cel prób i sprawdzianów

Continue reading

Stan_15/16.08.2018 Dary mistyków

Stan Tyra

15.08.2018

Zaufanie w mroku:
Jeśli jesteś czujny, ostatecznie zdasz sobie sprawę z tego, że ta podróż doprowadziła cię do całkowicie innego okresu. To, co zaczęło się w pełni światła, obróciło się w ciemność, podobnie jak droga Saula w podróż Pawła. W jakiś sposób zmagania, zniechęcenie, cierpienie, beznadzieja, zastąpiły pokój, radość i optymizm. Co gorsza, wydaje się, że Bóg spakował się i wyprowadził, i nigdzie nie można Go znaleźć. (Znasz to z doświadczenia.) Wiedz, że to kolejny etap twojej podróży. Szesnastowieczny mistyk, Jan od Krzyża, nazwał to „ciemną nocą duszy”. Jezus, będąc na Krzyżu, nazwał to „porzuceniem”.

Przeważnie jesteśmy uczeni, aby uciekać przed ciemnością, sprzeciwiać się jej, gromić i zwyciężać, niemniej, jedyną drogą wyjścia jest przejście przez nią. Mistycy są mistykami, dlatego że nauczyli się podróży przez miejsca, gdzie ich zmysły stają się zaciemnione a ich dusze zachmurzone. Oni powiedzą nam, że jeśli zamiast spodziewać się usunięcia ciemności, zgadzamy się na napływ łaski, nauczymy się widzieć w ciemności i rozpoznawać Bożą obecność, nawet wtedy, gdy znajdujemy się w chmurze niewiedzy.

To właśnie tutaj możemy nauczyć się ufać Bożej obecności i jego obietnicy: „Nie opuszczę cię nigdy, ani nie porzucę”. Tylko w takim miejscu wiara jest doskonalona. Czegokolwiek szukasz czy cokolwiek dostrzegasz, zawsze jest to boska podróż. Wyłącznie w „dolinie cienia śmierci” możesz nauczyć się „nie bać zła, ponieważ ty jesteś ze mną...” (Ps 23). Dawid powiedział również: „ilekroć mnie trwoga ogarnie, w Tobie pokładam nadzieję” (Ps 56:2-4).

To jest miejsce, w którym uczysz się „chodzić przez wiarę, a nie oglądanie”. Gdy wiara jest realizowana w ciemności, wtedy „światło świeci W ciemności” (J 1:5) – świeci nie eliminując ciemności, lecz świecąc w niej.

Nauka ufania Bogu w ciemności to poznawanie Boga ponad odpowiedziami, wnioskami, obrazami czy koncepcjami. Jest to poznanie od wewnątrz, a nie z zewnątrz. Jest to jeden z tych potężnych darów, które przynoszą mistycy, ponieważ oni sami przeszli tą drogę i wrócili, aby zachęcić nas na naszej drodze.

 

15.08.2018

„Mistycy i dary, które przynoszą”

Drugim darem, który mistycy przynoszą jest współpraca głowy i serca. TA droga ku Bogu i ku prawdziwemu ja musi zmienić zarówno serce jak i umysł. Ponieważ do tego, aby ujawniło się prawdziwe ja, serce i umysł muszą być kształtowane przez serce i umysł Chrystusa.

Sam z siebie umysł nie jest zdolny do poznania tajemnicy Chrystusa w tobie. Aby żyć prawdą, umysł musi poddać się mądrości serca, którą ma przez wiarę. To serce przeżywa Boga, a nie wyciągający wnioski umysł.

Głęboką ignorancją jest sądzić, że możemy kiedykolwiek posiąść prawdę, mistyczną nadzieją jest to, że my sami możemy zostać opanowani przez Prawdę. Jest to przeciwny kierunek do posiadania opinii czy „wierzeń” na temat prawdy, bez względu na to jak wieloma wersami możesz ogłosić swoje wnioski. Spotkałem wielu ludzi, którzy nigdy nie otworzyli Biblii, a jednak nieśli w sobie i odzwierciedlali wielkie prawdy. Najczęściej prawda ich życia jest znacznie bardziej podobna do Chrystusa i Chrystusowa niż tych ludzi, którzy znają Biblię od pierwszej do ostatniej strony.

Nie możemy przyodziać „umysłu Chrystusa” dopóki nie będziemy chcieli założyć „serca Chrystusa” i żadne z nich nie da się osiągnąć dzięki wysiłkom i dyscyplinie, oba uzyskuje się dzięki uzdrowieniu przez bezwarunkową miłość. Prosta zmiana myślenia czy zgoda na pewne biblijne opinie jest żałośnie ubogim substytutem „nowego stworzenia” w miłości i przez miłość.

Często mówię, że umysł tworzy wspaniałych uczniów i osoby pomagające innym rozwijać swoje umiejętności, tylko wtedy, jeśli jest poddany sercu. Umysł, jako przywódca tworzy i dokonuje projekcji strachu, oddzielenia, osądzania i bólu na całej ziemi, także w kościele. Umysł niepoddany sercu wiary jest anty-chrystusowy w swym pojmowaniu rzeczywistości. Powinno być dla nas oczywiste, że umysł jest w stanie uwierzyć we wszystko, co sam stworzy.

 

Stan 14.08.2018| Stan 17/18.08.2018