Author Archives: pzaremba

Wszyscy zaczynamy od tradycji

Stan Tyra
30.07.2018

Nasza droga obejmuje te kroki i każdą próbę obejścia kroku, który tworzy kolejną iluzję, którą trzeba się ewentualnie zająć. TA podróż, którą podaje Pismo to Prawo, Prorocy, łaska i prawda, reprezentowane przez Mojżesza i Jezusa.

Wszyscy zaczynamy od tradycji, zwyczaju, prawa i porządku: „tak to właśnie robimy”. To właśnie, daje naszemu ego na tyle mocny kształt, żeby stało się widzialne dzięki strukturze, tożsamości, ekskluzywności, granicom, lojalności i dyscyplinie. Musisz być widoczny w jednym miejscu na tyle długo, aby iść dalej, potrzebny ci jest coś, co da początek wzrostu bezkształtnej osobowości.

Następnie przychodzą Prorocy, aby wprowadzić wewnętrzne, a jednak „zewnętrzne świadectwo”, które dostrzega własny fałsz i uczy nas jak być samokrytycznym. Ten obiektywny samo-krytycyzm jest śmiertelnym uderzeniem zarówno dla własnego, jak i grupowego ego, ponieważ sprawia, że przyznajemy, że nie zachowujemy prawa i zmusza nas do przyznania się do własnej fałszywej niewinności oraz wyższości własnego wyidealizowanego obrazu samego siebie.

Fundamentalizm dlatego jest tak pewnie ugruntowany na pierwszej fazie prawa, gdyż na tym etapie ma się naiwne poczucie wielkiego bezpieczeństwa i ukojenia. Wspaniale jest myśleć, że jesteś drogą, prawdą i światłem we wszystkim. Uchodzi to nawet za świętość, lecz nie jest   nią wcale.

Dopóki ten obiektywny wewnętrzny świadek, wewnętrzny głos Proroczy, nie pojawi się, pozwalając zobaczyć nam siebie samych całkowicie szczerze, nie można mówić o tym, że jest się przebudzonym czy świadomym. Dopóki to się nie wydarzy, jesteśmy na kontrolowanym religijnym rejsie wycieczkowym i nie jesteśmy w stanie dostrzec działania własnego egocentryzmu czy „drewnianej zabudowy”. Większość ludzi broni się przed tym tak dobrze, że nie dopuszczają żadnej samo-krytyki.
Jeśli jednak poddasz się temu to zazwyczaj aktualny system zostanie sprowokowany do tego, aby cię zabić.

Prawdziwa mądrość szanuje zarówno prawo jak i proroków i, podobnie jak robił Jezus, prowadzi do ich uzupełniania. Największym naszym problemem na drodze do „przebudzenia” jest nadmiernie broniące się ego, które zawsze widzi i nienawidzi swych własnych upadków w innych, a zatem unika własnego nawrócenia. Po prostu stale przemeblowuje wnętrze w nadziei, że utrzyma się w ukryciu.

W końcu, wydaje się, że dopóki nie zostaniesz wykluczony z grupy czy systemu, nie jesteś w stanie rozpoznać bałwochwalstwa, samo-sprawiedliwości czy kłamstw funkcjonujących w tej grupie czy systemie. Dla ludzi, którzy są zadowoleni i usatysfakcjonowani wewnątrz grupy istnieje jakieś „strukturalne zaślepienie”. Nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co sami sobie stworzyli, to wyłącznie pewien system przynależności. W ramach tego systemu można na potrzeby nawrócenia wydobywać na światło dzienne tą fałszywą osobowość i przeżyć coś emocjonalnego, lecz nigdy nie doznać przemiany na głębszym poziomie, ponieważ to ego stale utrzymuje się, bo jest świetnie bronione. Głęboka przemiana jest dziełem przemiany całego życia upadku, poddania, łaski i przebaczenia.

Czego nauczyłem się ostatnio_2

John Fenn

Słuchaj swojej żony

Poprzednio pisałem wam o tym, jak zaliczyłem swój pierwszy „zawrót głowy”, który zdarza mi się zawsze, gdy jestem bardzo zmęczony fizycznie.

Ostatnio miało to miejsce w marcu 2017 na Litwie. Byliśmy tam w kościele domowym w pięknej Kłajpedzie. W czasie uwielbienia patrzyłem w sufit i nagle nie wiedziałem gdzie góra, gdzie dół. Tym razem zrobiło mi się niedobrze i pobiegłem do toalety, gdzie zwymiotowałem wspaniały obiad, który tyle co zjedliśmy. Wszyscy się o mnie pomodlili i przez chwilę poczułem się znacznie lepiej, lecz wstrząsnęło mną porządnie to, że stało się to w połowie bardzo napiętego planu zajęć.
I oto jest maj 2018 roku, nieco ponad rok od konferencji w Holandii i znów przyszło uderzenie.

Konferencja w Holandii

Continue reading

Czego nauczyłem się ostatnio 1

John Fenn

Sam sobie to zafundowałeś

Większość z was zna moje życie i otwartość, regularne dzielenie się fragmentami naszego życia, od śmiesznych rzeczy, które nasz najstarszy syn (upośledzony) mówi, do zdarzeń między Barbarą i mną, oraz niektórych rzeczy, „sensacyjek” (dos.: „hot off the press”), którymi Pan ostatnio podzielił się ze mną.

Ja i zawrót głowy

Parę lat temu stałem się bardzo ,naprawdę bardzo zmęczony po całej serii spotkań, podróży, pracy wokół domu, czasu spędzanego z Christem, potrzeb modlitwy do służby, studiów, pisania, korespondencji, e-maili, Skype itd. Są to stałe elementy w miarę jak wzrasta nasza sieć kościołów domowych, przyjaciół tychże i wielu innych spraw, a to wszystko wśród wielkiego błogosławieństwa jakim jest nauczanie, którym się dzielę.

Zwykle sypiam po 5-6 godzin, jestem bardzo aktywny i dużo działam. Dla mnie torturą jest brak aktywności; muszę coś robić, codziennie muszę wychodzić z domu. Rzadko zdarza się taki dzień, abym odważył się nie wyjść z domu.

Tego dnia rano, obudziłem się, usiadłem na łóżku i nagle nie wiedziałem, gdzie jest góra, gdzie dół, gdzie prawo, gdzie lewo. Świat  wirował mi w głowie, nie wiedziałem, co widzę. Nie był to taki zawrót głowy, kiedy wydaje się, że świat nagle wiruje wokół pionowej osi, była to taka nagła niezdolność do rozróżnienia tego, gdzie góra, gdzie dół, gdzie prawa strona, a gdzie lewa.
Musiałem natychmiast przemyśleć, gdzie góra, gdzie dół, gdzie prawo, gdzie lewo. Pamiętam, że patrzyłem na czerwoną poświatę cyfrowego zegarka stojącego na nocnej szafce i skupiając się na nim, obniżałem się z powrotem na poduszkę i tak leżałem na lewym boku do chwili, aż wszystko wróciło do normy.
Eksperymentowałem. Odkryłem, że mogę leżeć na lewym boku czy na plecach, lecz jeśli, leżąc na wznak, odwróciłem głowę na lekko prawo – dziwny stan wracał. Szybko przekręcałem głowę z powrotem,aby to zatrzymać. Nie mogłem odwrócić się, ani położyć na prawym boku nie odczuwając silnego nawrotu.

Aby usiąść czy przejść się musiałem ze wszystkich sił skupić się na tym, aby stwierdzić co widzę ja –  co widzą oczy – a co mój mózg uznaje za pionowe. Każdy kolejny krok musiał być dokładnie przemyślany, potwierdzony, tzn, fakt że stopa jest postawiona i mocno oparta wymagał pełnej pełnej koncentracji umysłu na tej czynności.

Totalnie skoncentrowany walczyłem o to, aby ustać prosto.

Jest czas na to, aby nakazywać ciału i jest na to, aby słuchać ciała.

Niektórzy chrześcijanie tak są zafiksowani na poszczególnych prądach nauczania, że wydaje im się, że mogą nakazywać, ogłaszać i powoływać do istnienia swój świat, ignorując zdrowy rozsądek i odpowiednią cierpliwość. Myśleć, że Bóg jest odpowiedzialny za coś, co w rzeczywistości należy do zakresu naszej odpowiedzialności jest zwykłą zarozumiałością. Continue reading

DUCH ŚWIĘTY, A DUCH KUNDALINI

Steve Peace Harmon,

POWALONY W DUCHU, dlaczego Bóg to robi i dlaczego Szatan i ludzie religijni tego nienawidzą

Manifestacją działania Boga, którą nazywamy „powaleniem w Duchu” jest gdy na kogoś, o kogo modlimy się, zstępuje moc Boża, co przejawia się w ten sposób, że ta osoba nagle słabnie i pada na ziemię. Byłem tego świadkiem i brałem w tym udział przez większość mego chrześcijańskiego życia. Nie jest to działanie Boże, które można jawnie znaleźć w pismach (a nie musi tam być, aby Bóg mógł to robić). Jeden taki przypadek, gdzie możemy to zobaczyć to 2Krn 5:13-14: „…świątynia napełniła się obłokiem chwały Pańskiej, tak iż nie mogli kapłani tam pozostać i pełnić swej służby z powodu tego obłoku, bo chwała Pańska wypełniła świątynię Bożą”.

Boża obecność była tak silna, że kapłani nie mogli ustać w świątyni ani sprawować swoich funkcji.

Bóg robi to z kilku powodów.

Po pierwsze: chce wzmocnić wiarę. Gdy ktoś może osobiście spotkać się z fizyczną manifestacją Boga, jego wiara w zdecydowany sposób wzrasta.

Po drugie: może to oznaczać fizyczne uzdrowienie z choroby. Często zdarzają się takie sytuacje, że ktoś pada pod mocą i w tym czasie Bóg uzdrawia go.

Po trzecie: Bóg uzdrawia ludzi emocjonalnie. Pewna kobieta, o którą modliłem się, padła i trwała w transie przez 4 godziny. Miała wizję Jezusa stojącego nad nią w masce lekarskiej, wyciągającego z niej to, czego tam nie powinno być. Później czuła się niesamowicie i została uzdrowiona z czegoś, co ciążyło jej od czasu, gdy była dzieckiem.

Po czwarte: Bóg przekazuje człowiekowi przesłanie. Dzieje się to wtedy, gdy człowiek pada i wtedy Bóg zaczyna przekazywać mu odpowiedź na modlitwę. Bóg chciał od tego człowieka niepodzielnej uwagi, więc sprawił, że nie rozpraszał się, lecz mógł się skupić. Haha! Z pewnością taka sytuacja wymusiłaby na mnie niepodzielną uwagę.

Po piąte: Bóg chce, aby ktoś spędził dobry czas. Odczuwanie mocy Bożej może być fantastycznym uczuciem. Po prostu jest to znakomite. Radość jest bardzo biblijna.

Szatan nie chce, aby wierzący padali w Duchu, ponieważ Bóg w ten sposób dokonuje tych wyliczonych wyżej pięciu rzeczy.

Również religijni ludzie nie lubią tego, ponieważ rzuca to wyzwanie ich wizji Boga. Zachodnie chrześcijaństwo przez większość XXI wieku widzi Go w ten sposób. Myślą, że Bóg myśli tak, jak oni. Przenoszą swoje patrzenie na świat na własną interpretację Pisma. Uważają Boga za typowego człowieka, który jest impulsywny, niestabilny emocjonalnie, niecierpliwy, łatwo obrażający się, twardy, sfrustrowany i gniewny. Patrzą na Boga w tym świetle, ponieważ zazwyczaj sami tacy są i to właśnie rozumieją. Gdy widzą cuda, znaki i ludzi, którzy stają się szczęśliwi i podekscytowani, widzą coś, co nie zgadza się z ich wizją natury Bożej. Myślą, że Boga nie obchodzi szczęście i radość, nawet jeśli jeśli Jezus nauczał na ten temat i dawał tego przykład.
Chodzi o to, że Boża moc będzie się przejawiać na tej planecie i ani Szatan, ani Religijni nie będą wstanie tego powstrzymać.

DUCH ŚWIĘTY, A DUCH KUNDALINI

(Kontrowersja wokół padania w Duchu.)

Wspomniałem o korzyściach jakie ludzie odnoszą z tego zjawiska i o tym, że religijni ludzie nie lubią tego. Jest jednak pewna forma krytycyzmu, która przez lata zatoczyła szerokie kręgi, mówiąca, że nie jest to z Ducha Świętego, lecz pochodzi od demona zwanego „duchem kundalini”. Kundalini jest manifestacją wyciągniętą z jogi, a która wygląda tak, jak osoba padająca na ziemię i trzęsąca się. Zamieszanie jakie to wywołuje u religijnych wierzących bierze się z tego, co oni uważają za „rozeznawanie”, a co w rzeczywistości jest połączeniem religijności ze strachem. Zasadniczo to, co oni uznają za „rozeznanie” to porównywanie osoby znajdującej się pod działaniem Ducha Świętego z tym, co oglądają na filmach wideo a co jest manifestacją ducha kundalini i obserwacja podobieństw. Tak więc, skoro widzą podobieństwa, myślą, że każde zachowanie, w czasie którego człowiek pada na ziemię bądź „trzęsie się”, jest zawsze z ducha kundalini. To NIE jest rozeznawanie, a zwykle intelektualne osądzenie.

Rozeznanie bierze się z prowadzania Ducha Świętego. Oczywiście, ci wierzący będą przysięgać, że to Duch Święty dał im to rozeznanie, lecz prawdziwe rozeznanie, co najmniej w tym przypadku, nie powinno polegać na zwykłym porównywaniu. Jezus powiedział: „nie sądźcie z pozorów, lecz sądźcie sprawiedliwie” (J 7:24), w skrócie: „nie oceniajcie książki po okładce”. W tym przypadku rozeznanie powinno polegać na dowiedzeniu się od człowieka, który przeżył taką manifestację, co z tego wynikło. Jeśli ta manifestacja nie przyniosła owocu w postaci głębszego pragnienia zbliżenia się do Jezusa, czy uzdrowienie od Jezusa to można podejrzewać, że nie było to od Ducha Świętego.

Demony NIGDY i w żadnej mierze nie pociągną wierzącego do Jezusa. Gdyby to zrobiły to niszczyłyby swoje własne królestwo i oznaczało by, że są wewnętrznie podzielone między sobą. Demony zrobią wszystko, aby wierzącego odciągnąć od Jezusa.

Religijni użyją do opisania każdego padania w Duchu jako „podróbka/fałszerstwo”, lecz jedyną możliwością, aby coś było podróbką jest to, że istnieje oryginał, który można skopiować. Tak więc jeśli Szatan podrabia coś, znaczy to, że Bóg ma Swój własny oryginał manifestacji, którą nazywamy „padaniem w Duchu”. Nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć od ludzi religijnych, aby wskazali na to, że jakaś manifestacja padania w Duchu pochodziła od Ducha Świętego. Oznacza to dosłownie, że uważają każdą manifestacją za demoniczną, co pokazuje, że nie korzystają z rozeznania będącego darem Ducha Świętego. Jak już powiedziałem wcześniej, korzeniem ich „rozeznania” jest strach powiązany z religijnością. W ich umysłach, skoro nie dzieje się to u nich w kościele i Bóg nigdy nie spowodowałby niczego, co wywróciło by kogoś na ziemię, bądź spowodowało trzęsienie się, to nie może być od Boga.

Jeśli myślisz, że Bóg nigdy nie czyni dziwacznych rzeczy to nigdy nie przeczytałeś Biblii.

_________________________
Liczne świadectwa znajdują się w dziale:

  TORONTO

Objawienie Bożego gniewu z nieba

Richard Murray

„Objawienie Bożego gniewu z nieba”, o którym mowa w 1 rozdziale Listu do Rzymian, to zaledwie objawienie Jezusa jako miłości, światła i uzdrawiającego przebaczenia. Jest to objawienie „Doskonałego Ojca Niebieskiego”, który zawsze pokonuje zło   wyłącznie mocą Swej dobroci. Mt 5:38-48 (przeczytaj wers 48 a następnie wróć, aby zobaczyć w jaki sposób „doskonałość Ojca” jest zdefiniowana przez Jego miłość i błogosławienie wrogów.).

Jeśli rozszerzymy nasze zrozumienie tego, że reakcja niebiańskiego Ojca na zło, jest, jak to pokazał Jezus, ZAWSZE pokrzepiająca, Jego karcenie ZAWSZE uzdrawiające, Jego kary ZAWSZE oczyszczające – jak to ma zawsze miejsce przy dobrym i kochającym ojcu – to termin „gniew Boży” ostatecznie jest pokazany jako coś zarówno ironicznego jak i oksymoron.

Mamy tutaj do czynienia ze sprawą interpretacji. W Starym Testamencie widzimy niezróżnicowany obraz Boga, który w pojęciowej świadomości wiąże ze sobą Boga i Szatana. Wierzyli w to, że Szatan był Bożą lewicą gniewu Bożego, Jego gniewnym głosem, Jego posłusznym sługą, aniołem, administratorem Jego potępienia i kary, Jego aniołem śmierci. To wszystko udokumentowane jest w poniższym linku, w którym znajdują się liczne cytaty zarówno Żydów jak i chrześcijańskich naukowców.
Old Testament Servant Angel or New Testament Cosmic Rebel

Od pewnego czasu wierzę, że nierozważnie określiliśmy „gniewem Bożym” coś, czym w rzeczywistości, są błędnie nazwane, nierozpoznane i nieprzypisane właściwie „uczynki Szatana”.

Nawet Stary Testament miesza ze sobą te dwie koncepcje: „uczynki Szatana” i „gniew Boży”. Łatwo można to dowieść rozważając zdarzenie, w którym król Dawid zgrzeszył dokonując spisu Izraela. Zdarzenie jest opisane raz w 2Księdze Samuela 24:1 oraz kilka stuleci później w 1Księdze Kronik 21:1. W pierwszym zapisie grzech Dawida został wywołany przez „gniew Boży” podczas gdy późniejsza relacja mówi, że spowodowała to „prowokacja Szatana.

Potem ponownie rozgorzał GNIEW PANA na Izraela, tak iż pobudził Dawida przeciwko nim, mówiąc: Nuże, policz Izraela i Judę!” (2Sam 24:1)

Wtedy wystąpił SZATAN przeciwko Izraelowi, pobudziwszy Dawida do tego, aby policzył Izraelitów” (1Krn 21:1).

W skrócie: te dwa wersy dowodzą tego, że starotestamentowi święci wierzyli, że „niszcząca służba Szatana” BYŁA  odpowiednikiem „Gniewu Pańskiego” Jest to całkiem oczywiste; dla nich te terminy były wymienne. Gdyby mieli nowotestamentowe informacje o boskiej naturze, które przyniósł Jezus, wiedzieliby lepiej, że Szatan jet wielkim buntownikiem przeciwnym Boga, a nie posłusznym aniołem sługą, który podąża za gniewnymi rozkazami Ojca. Jezus przyszedł zniszczyć dzieła diabła, a nie potwierdzić je czy korzystać z nich (1J 3:8).

Dwa powyższe wersy opisują dokładnie to samo zdarzenie, w którym Dawid zgrzeszył przeliczając Izraela. To samo zdarzenie, ten sam Dawid, ten sam grzech, ten sam skutek: 70.000 martwych Izraelitów, lecz zupełnie inna przyczyna zła. Samuel przypisuje to „gniewowi Pana” podczas gdy późniejszy fragment – „prowokacji/pobudzeniu Szatana”. Tak więc, zniszczenie spowodowane przez Szatana zostało przyrównane do Bożego gniewu. Implikacje jakie z tego wynikają są, ogromne.

Odkryłem ostatnio DALSZE fascynujące wsparcie powyższego. Żydzi, zarówno w swej talmudycznej jak i późniejszej literaturze wierzyli, że kolejnym imieniem Szatana było: Samael (dosłownie „gniew bądź trucizna Boża”). Równali „gniew Boży” z „opresją Szatana”.

Talmud stwierdza, że: „zły Duch, Szatan i Sama’el Anioł Śmierci są tym samym” (Rabba Batra 16a) oraz czyni Samaela również synonimem biblijnego węża z Drzewa Poznania Dobra i Zła.

W Świętej Kabale (Arthur Edward Waite, 255), Samael jest opisany jako „gniew Boży”. Samael/Szatan jest głównym archaniołem w talmudycznych i późniejszych mądrościach, postacią, która jest oskarżycielem (diabeł), zwodzicielem i niszczycielem i jest uważane w różnych okresach zarówno za dobrego jak i złego.

Samael wielokrotnie pojawiał się na ziemi.

W Pirkei de-Rabbi Eleazer (13), jest opisany jako największy anioł w niebie, który z zazdrości o stworzenie człowieka, zdecydował się kusić Ewę. Pojawiając się w postaci węża, fizycznie kopulował z nią (Targum Jonathan, Gen. 4:1; Zohar I: 37a). Jest jednym z kandydatów, którego tradycja utożsamia z aniołem, z którym walczył Jakub (Zohar, I: 148a-b). Coś podobnego do Szatana, oskarżyło Izrael o czczenie bałwanów, gdy przebywali w egipskiej niewoli (Ex. R. 21:7).
On próbował rościć sobie prawo do duszy Mojżesza, który obronił się przed nim cudowną laską… On jest tym kuszącym aniołem, z którego wszelkie złe skłonności emanują . . . W późniejszej chasydzkiej myśli Samael jest zorganizowaną siłą „kelipot”, strojem złego, który zakrywa iskry boskiego wina, znajdujące się we wszystkim” , za: THE ENCYCLOPEDIA OF JEWISH MYTH, MAGIC AND MYSTICISM, Samael entry, by Rabbi Geoffrey W. Dennis, Llewellyn Publications (2007).

W żydowskim Talmudzie, Midraszu i zwojach znad Morza Martwego Szatan jest przedstawiany jako istota gruntownie zaangażowana w nęcenie i wprowadzanie w błąd starotestamentowych świętych ku niszczącym postawom i do niszczących sytuacji. Nawet jeśli Szatan nie jest wprost wymieniony w spisanym życiu tych święty, to mimo tego późniejsi żydowscy pisarze dostrzegali Szatana w podtekście swoich Pism.

W późniejszych talmudycznych pismach, w zwojach znad Morza Czerwonego, Midraszach często  wyciągali Szatana z cienia na światło. Widzieli, że Szatan zawsze był obecny zatopiony w starotestamentowych pismach próbując kusić, korumpować, a nawet niszczyć Noego, Abrahama, Sarę, Józefa, Mojżesza i innych.

Szatan jest tym, który skusił Noego do upojenia alkoholowego (Tanh. Noah 13). On sprowokował zdarzenie ze Złotym Cielcem (Shab. 89a). On doprowadził do konfrontacji Dawida z Ishi-benob, bratem Goliata (Sanh. 45a). Te żydowskie pisma przedstawiają Szatana jako starotestamentowego Anioła Śmierci (B.B. 16a), przedstawiają go również jako Anioła Pokuszenia, Oskarżyciela i Niszczyciela, przeprowadzającego „prowokacyjne operacje”, których celem było zniszczenie człowieka, jak to miało miejsce w Księdze Joba.
Jeśli chodzi o ofiarowanie przez Abrahama jego syna to w Jubilees 17:16  inicjatywa zabicia Izaaka jest przypisana „Księciu Mastema”, co jest dobrze znanym żydowskiej mądrości imieniem Szatana.
Continue reading

Fałszywe ja nieustannie wymaga kochania

Stan Tyra

20.06.2018

O ile niesłychane osiągnięcia oraz osobisty fałsz innych wydają się nam rażąco oczywiste to znacznie trudniej jest nam rozpoznać  nasze własne kłamstwa. Niemniej, jest kilka godnych zaufania wskazówek, do których powinniśmy szczerze podejść.

Jedną z nich jest zajmowanie pozycji obronnej. To fałszywe ja nieustannie wymaga kochania, potwierdzania, zauważania, słuchania i doceniania. Zorientujesz się, że nadmiernie zainwestowałeś w te potrzeby wtedy, gdy rozwściecza się bądź rani, gdy ktoś nie zaspakaja tego u ciebie. Zawsze jesteś w pozycji obronnej, można tak powiedzieć, gotów by zauważyć, kto nie zwraca na ciebie uwagi w taki sposób, w jaki ty chcesz być zauważony. Owo nieustanne podenerwowanie wywołuje niekończący się wewnętrzny dialog, który rodzi gniew, rozżalenie i osądzanie.

Łatwo przewidzieć, że to fałszywe ja jest przewrażliwione, a małostkowość jest stałą wizytówką. Nasz „obiekt stałego rozdrażnienia” więcej mówi o nas, niż o kimś innym, JEŚLI, zwrócimy na to uwagę. Prawdziwym winowajcą jest to, że uciekamy się do obrony. Innych utrzymujemy odpowiedzialnymi za nasze oczekiwania po czym oskarżamy ich o to, że ich nie zaspokoili. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nawet gdyby spełnili te oczekiwania to mamy wewnętrzną ich listę na tyle długą, że z łatwością przeskoczymy do następnych punktów. „Co z tego, że to zrobiłeś, a co z tamtym?!”
Z chwilą zjedzenia z niewłaściwego drzewa, zaczyna się gra oskarżeń i szybko obraca się w kipiące rozgoryczenie, które wydaje się w jakiś sposób usprawiedliwiać Kaina, który zabił Abla. Ten pyłek, który tak drażni mnie w życiu kogoś innego, niemal zawsze jest odpryskiem belki z mojego własnego oka. Wkrótce całe życie jest postrzegane przez okulary własnego krytycznego osądu.

To utrzymywanie naszych iluzji jest źródłem całej naszej zgryzoty. Powodem tego, że tak trudno nam przeżyć miłość jest to, że nałożyliśmy na nią tyle warunków. Ona musi wyglądać i zachowywać się w szczególny sposób, bądź nie jest to miłość, tak więc to, czego od miłości oczekuję może bardzo skutecznie uniemożliwiać przeżycie miłości. Jeśli miłość może być potwierdzona wyłącznie przez to, że spełnia moje oczekiwania to bardzo mocno manipuluję używając terminu „miłość”, jako swej głównej ulubionej broni. Tego rodzaju miłość nie usuwa strachu, lecz w rzeczywistości jeszcze go wzmacnia.

W 13 rozdziale 1 Listu do Koryntian wyliczone są atrybuty miłości,  widoczne w Chrystusie, jak: Miłość nie zachowuje listy krzywd. O! Jak bardzo mogłoby się zmienić nasze życie, gdybyśmy żyli tylko w tej jednej rzeczywistości. Jakże zmieniło by się nasze postrzeganie Boga, gdybyśmy wierzyli w tą jedną cechę miłości, która, jak twierdzimy, jest Boża. Nagle nie byłoby miejsca na męki piekielne ponieważ nie byłoby listy złych czynów, które by je usprawiedliwiały.
Myślę, że my osobiście potrzebujemy naszego piekła aby usprawiedliwić własny brak miłości i karać wszystkich za wszelkie zło, które pamiętamy, a listę przechowujemy. . .

A dzieci jej zabiję

Richard Murray

Oto moja ostatnio odpowiedź na wypowiedź kogoś, kto twierdzi, że Jezus powiedział w następującym wersie o sobie, że jest masowym mordercą dzieci

Obj 2:20-23
„Lecz mam ci za złe, że pozwalasz niewieście Izebel, która się podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać wszeteczeństwo i spożywać rzeczy ofiarowane bałwanom.
I dałem jej czas, aby się upamiętała, ale nie chce się upamiętać we wszeteczeństwie swoim. (22) Toteż rzucę ją na łoże, a tych, którzy z nią cudzołożą, wtrącę w ucisk wielki, jeśli się nie upamiętają w uczynkach swoich.
 A dzieci jej zabiję; …”

Ten człowiek twierdził, że ten wers wypełnił się w 70 roku, gdy Jezus osobiście doglądał zabijania miliona Żydów, spośród których wielu było DZIEĆMI i NIEMOWLĘTAMI, a było to w czasie Jego fizycznego powrotu do Jerozolimy.

Oto moja odpowiedź
W 2Liście do Koryntian w 3 rozdziale Paweł napisał, aby NIE czytać Pisma według martwej listery, lecz przez żywego Ducha. Martwa litera zabija i czyni z Boga zabójcę. Doskonałym przykładem tego, jak pewne grupy preterystów błędnie, literalnie odczytują Pismo, które powinno być odebrane alegorycznie, jest fragment z 2 rozdziału Objawiania Jana o Izebel. Wybiórczo dosłownie traktując figuratywny język Objawienia (które zostało napisane jako proza apokaliptyczna).
Myslec, że Bóg uważał ten milion Żydów, spośród których wielu było niemowlętami i dziećmi za „dzieci Izebel” wartych egzekucji bez sądu za grzechy ich przodków, jest niewyobrażalne. Jezus nie robił i nie robi takich rzeczy. Dodajmy do tego jeszcze fakt, jak straszliwie antysemicki obraz Boga w ten sposób się podaje, a takie czytanie jest nie do obrony. Jak można powiedzieć, że to jedno pokolenie Żydów ( w tym dzieci i niemowlęta) zasłużyła, by zostać brutalnie zabite przez Jezusa, skoro nasza własna pogańsko chrześcijańska religijność stała się przez ostatnie 2000 w ogromnej części tak samo faryzejska i obłudna, jak ich. Musimy spojrzeć na własną belkę w naszym oku, zanim zaangażujemy się w prawdopodobnie antysemicki ruch.

Termin „dzieci Izebel” (w Obj 20-23) to figuratywne wyrażenie i odnosi się do „owoców”, „rezultatu”, fałszywego proroczego ducha działającego w kościele w Tiatyrze, który to fałszywy duch jest w Starym Testamencie personifikowany przez postać dawno nieżyjącej królowej Izebel.
Owe „dzieci Izebel” to „owoce” bądź „skutki” pakietu nauczania, które ten fałszywy duch zrodził i to do tych dzieci odnosi się tekst. Fałszywe nauczanie jest tutaj uosobione jako dzieci, które narodziły się wskutek działania w Tiatyrze fałszywego proroczego ducha. W tym fragmencie są wyliczone, owoce Izebel, innymi słowy: bałwochwalstwo, cielesność i nierząd. To są dzieci, które Jezus zabije – fałszywe nauczanie, a nie dosłownie dzieci. Jezus „zabija” grzeszne myśli, emocje i idee, lecz zabija je przy pomocy namaszczonej prawdy Swojej miłości.
Skąd wiem, że jest to symboliczny fragment? Ponieważ w czasie, gdy pisano Objawienie Jana Izebel, już od bardzo dawna nie żyła, tak samo jak jej dzieci. Nie jest to odniesienie do czegoś fizycznego. Objawienie w całości jest wypakowane apokaliptyczną, alegoryczną i symboliczną metaforyką, i jest to coś, co należy do natury tego typu stylu literackiego – jedna rzecz reprezentuje inną. Jest to tylko jeden z wielu przykładów.

Kiedy Biblia mówi w Księdze Przypowieści, że „mądrość została usprawiedliwiona przez swoje dzieci” to nie chodzi o to, że mądrość, która w całej Księdze jest personifikowana i przedstawiana jako kobieta, jest rzeczywiście matką, która rodzi dzieci. Jest to raczej obraz, w którym mądrość jest przedstawiona jako kobieta, która (obrazowo) rodzi (wydaje na świat – przyp. tłum.) skuteczne i szlachetne rezultaty. Te błogosławione następstwa są dziećmi mądrości, które usprawiedliwiają swoją matkę.

Tutaj jest to raczej odniesienie do „zbiorowej inteligencji” Izebel toksycznego i fałszywego proroctwa, a „jej dzieci” to duchowe owoce/skutki tego złego działania. Jezus gładzi złe koncepcje, a nie niewinne dzieci – niegodziwe wyobrażenia, a nie niegodziwe narody.

Drogi Boże, potworne jest przedstawianie Jezusa jako zabójcę dzieci.
Tu koniec odpowiedzi.
Tego rodzaju „zbiorowa inteligencja” może nie pochodzić od Izebel, ale jest równie niebezpieczna.

Wszelki system myślenia, który widzi Jezusa jako „dosłownego” masowego mordercę żydowskich dzieci należy unikać za wszelką cenę.
Tak zaczął się holokaust.