Category Archives: Fenn John

Jak bardzo żydowski powinien być chrześcijanin_1


John Fenn

Kiedyś, pod koniec zimy, pewna kobieta, która działała w charyzmatycznym zgromadzeniu, zaczęła odkrywać żydowskie korzenie swej wiary. Bardzo zafascynowały ją informacje o siedmiu świętach (6 świąt, 1 post), które Bóg dał Izraelowi, a ponieważ to wszystko było dla niej nowe, była jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Gdy na wiosnę zbliżał się Dzień Zmartwychwstania z niecierpliwością oczekiwała na swój pierwszy udział w Sederowej Passze, odkryła wszystkie ukryte w niej sugestie wskazujące na Mesjasza i zaczęła uczestniczyć w spotkaniach grupy, która skupiała się na żydowskich korzeniach wiary.

Na wiosnę i z początkiem lata zaczęła chodzić do lokalnej mesjańskiej społeczności, biorąc udział równocześnie w piątkowej nocy szabatowej i niedzielnym nabożeństwie. Jej udział w niedzielnych nabożeństwach był coraz mniej regularny, a w końcu została przekonana o tym, że wszystko jest w porządku z tym wszystkim, co żydowskie i o tym, że jej przyjaciele mają mniejsze poznanie. Nie była arogancka, po prostu czuła, że ma coś, czego im brakuje. Później przyznała, że uważała ich za mniej duchowych.

Punkt zwrotny

Niemniej, nie robiła tego z pełnym przekonaniem, ponieważ objawienie żydowskości Pana spowodowało, że musiała sprawdzić wszystko, w co wierzyła do tej pory i bała się „popełnić” jakiś błąd w swej wierze. Nigdy już nie siadła z przyjacielem, aby zapytać: „Czy to czego mnie uczono jest właściwe w świetle Nowego Testamentu?”, lecz o wyjaśnienie takich pytań zwracała się do swego nauczyciela (Rabbiego) w swej Mesjańskiej Kongregacji. Studiowali więc (na przykład) List do Galacjan, lecz uczyli na ten temat inaczej niż wszystko, co słyszała do tej pory. Miała spore zamieszanie i sądziła, że niedobrze zrozumiała wszystko, co jej mówili, ale reszta była „w porządku” więc podążała dalej.

Wkrótce okazało się, że trudno było jej znajomym utrzymać z nią relacje i rozmowy poza odkrytą przez nią ostatnio żydowską wiarą. Znikły wszystkie bezstresowe i relaksujące odwiedziny na kawę czy herbatę, rozmowy o życiu, dzieciach i tym, co Pan robi w życiu każdego z nich. Spotkania stały się jednotematyczne, nerwowe, zdominowane przez takie czy inne informacje, których nauczyła się z Mesjańskiej Biblii, kursów czy nabożeństw. Sama zresztą odczuwała pewne oddzielenie od swych dawnych znajomych, a większe więzi z nowymi w tym zgromadzeniu.
Pokochała całą ceremonię mesjańskiego kościoła wraz z procesjonalnym wnoszeniem zwojów Słowa, pieśni żydowskie i tą pewność w sobie, że im więcej uczy się o żydowskich korzeniach wiary tym bliżej będzie Boga i bym bardziej dojrzała w wierze. Continue reading

Drogi sprawiedliwości_6


John Fenn

Jezus nigdy się nie zmienia. W sam taki sposób, w jaki zajmował się ludźmi w Ewangeliach, zajmuje się tobą i mną dzisiaj. Przyjrzymy się więc TEMU, a dowiemy się jak to robi.

Pan niczego nie zmienia Swej pracy nad ludźmi w zależności od tego czy mieli trudne, czy łatwe dzieciństwo, czy są bogaci czy biedni, nie ma względu na płeć: Prawda jest prawdą i nie ma znaczenia, gdzie byliśmy ani kim jesteśmy – On zawsze będzie mówił do nas od wewnątrz, abyśmy dostosowali nasze emocje i myśli do tej Prawdy. Daje nam okazje do podejmowania właściwych decyzji, odczuwali właściwe uczucia, abyśmy rozumieli Jego prawdę w każdej sytuacji.
Gdy więc mowa o emocjonalnych zranieniach najpierw musimy zadać sobie pytanie, czy te rany są sprawiedliwymi czy niesprawiedliwymi emocjonalnymi zranieniami. Nie wszystkie rany są takie same. Część z nich jest spowodowanych przez nas samych. Takie nie są usprawiedliwione i należy je pozostawić Panu, a serce będzie wystawione na konsekwencje, co Pan uczyni, jeśli się nie dojdzie do Prawdy w tej sprawie. Niemniej, niektóre rany są usprawiedliwione a dzieje się tak wtedy, gdy człowiek staje się ofiarą czyichś twardych słów i działań, i te muszą zostać uzdrowione przez Pana, co często wymaga czasu. Najpierw zajmiemy się ranami nieusprawiedliwionymi.

 

Zranienia i rozczarowanie powstające u ludzi

W 6 rozdziale Ewangelii Jana Jezus mówi do tych, którzy go szukali (w. 26): „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb (który Jezus rozmnożył) i nasyciliście się”. Oj, to musiało zaboleć. Kiedy więc przeszedł do trudnych do zrozumienia przypowieści o jedzeniu Jego ciała i piciu Jego krwi, wielu z nich odeszło – zmieszani, zranieni i rozczarowanych (J 6:66-67).

Czy ich zranienie było usprawiedliwione? Odczucie zdrady było rzeczywiste. Uczucia głębokiego rozczarowania Jezusem prawdziwe. Nagle ich życiowe plany zostały zmienione i wrócili do domów, aby się pozbierać i to po czasie spędzonym z człowiekiem, który miał być ich nowym królem – ON tak bardzo ich zranił. Czy to zranienie było usprawiedliwione? Nie. Czy ich poczucie zranienia, rozczarowania, zdrady było realne? Tak. Uczucia realne, lecz nieusprawiedliwione, więc Pan oczekiwał od nich dostosowania uczuć do Prawdy – tak samo działa dzisiaj w nas.

Zobaczmy, co się działo w 1 rozdziale Ewangelii Marka (w. 30-38), kiedy Jezus pozostawał w domu teściowej Piotra i aż do zachodu Słońca uzdrawiał wszystkich, którzy podeszli do drzwi domu. Następnego ranka wyszedł na zewnątrz, aby się samotnie pomodlić i kiedy Go znaleziono, Piotr powiedział: „Wszyscy cię szukają!” spodziewając się, że Jezus ponownie zacznie uzdrawiać, jak to czynił poprzednio. Jezus jednak powiedział, że musi iść do innych miast. JAKŻE rozczarowani musieli być wszyscy ludzie – jak zranieni – skoro potrzebowali uzdrowienia, a Jezus jednym kaprysem odwołuje spotkanie z nimi i idzie dalej. Co by było, gdybyś to ty nie zdążył przed zachodem Słońca poprzedniego dnia dotrzeć w kolejce i pozostał chory i zraniony? Ich zranienie i rozczarowanie było realne, czy jednak było usprawiedliwione? Nie. Czy uczucie rozczarowania, zranienia, gniewu było rzeczywiste? Tak.

Continue reading

Drogi sprawiedliwości_5

John Fenn

Przed wyjazdem Chrisa na Warsztaty Terapii Zajęciowej (trwające cały tydzień) po pobycie w domu zawsze jemy w restauracji. Czasem zamawiamy i zabieramy do samochodu tylko hamburgera zabieranego, którego zjadamy stojąc w oczekiwaniu na przejazd pociągu, czasem wchodzimy do środka i siadamy na dłużej. Zdarzyło się, że chciałem zajść do Brauma (lokalna sieć z hamburgerami i lodami), ponieważ Chris miał ochotę na kurczaka i szeika z czekoladowego mleka.

Lubi zajmować miejsce przy narożnym stoliku, ponieważ łatwo mu tam wjechać wózkiem inwalidzkim i jest dobry widok na ludzi składających z samochodów w okienku na zewnątrz zamówienia. Chris ma 37 lat lecz z powodu uszkodzenia mózgu przy porodzie, owinięcia się pępowiny wokół szyi, jest na poziomie 4 letniego dziecka. Jest więc najbardziej przyjaznym 4 latkiem w 37 letnim ciele, jakiego kiedykolwiek mógłbyś spotkać, dla którego nie istnieją obcy. Nieustannie wylewają się z niego komentarze na temat samochodów, pociągów, ludzi, psów, wszystkiego i wszystkich, cokolwiek znajdzie się na naszej drodze.

Siedliśmy w tym rogu i spekulowali, co też ludzie podjeżdżający w samochodach do okienka zamawiają, gdzie jadą itd. W pewnym momencie usłyszałem na tle całego wewnętrznego zamieszania dochodzący jakby z oddali sygnał alarmu samochodowego wyjący na parkingu. Wydawało mi się, że jak zwykle to bywa się wyłączy po 30 sekundach, lecz ten nie wyłączał się. Musiał to być jeden z tych, które trąbi co 1.5 sekundy. Ponieważ odzywał się z zewnątrz wydawało mi się, że słychać go jakby w tle.

W miarę jak alarm nieustannie funkcjonował pomyślałem sobie: „Prawdopodobnie jakieś starsze małżeństwo mające problemy ze słuchem, czy coś takiego, nie wie, że to ich samochód alarmuje. Powinienem się rozejrzeć, do kogo może należeć”. Przeleciałem wzrokiem salę i okazało się, że byłem najmłodszym, poza Chrisem, konsumentem na sali. Wtedy Chris zapytał o coś, o kolejny samochód przy okienku, zastanawialiśmy się co zamawiają, dokąd jadą, jakim to samochodem jadą – w tle cały czas słychać było wycie alarmu. Pomyślałem sobie, że muszę znaleźć tą starsza osobę i powiedzieć o tym.

W tym momencie wyciągnąłem szyję na tyle, żeby przyjrzeć się parkingowi, aby znaleźć miejsce, gdzie stoi samochód robiący tą wrzawę i okazało się, że był to mój! To ja byłem tym starym prykiem, nie mającym pojęcia, że wyjący alarm odzywa się z jego samochodu. Szybko wsunąłem rękę do kieszeni, gdzie nawet z zewnątrz dało się wyczuć breloczek z kluczem do samochodu i kilka monet, które dostałem reszty. Gdy usiadłem, kieszeń zacisnęła się i monety przyciskały alarmowy przycisk – cały czas to ja sam robiłem!

Irytujący ‚samochodowy alarm” Ducha Świętego.

Dzięki Chrystusowi w nas, nadziei chwały, Pan stara się, abyśmy wzrastali od wewnątrz. Jego głos jest jak uruchomiony alarm samochodowy, jakiś hałas odzywający się z dala, wypływając z naszego duchowego człowieka ku naszemu umysłowi, brzmiący jak sugestia – delikatny, łagodny jak myśl z jasnego nieba, niemniej zawsze obecny aż do chwili, gdy odsuniemy ten głos tak daleko do tyłu, zdeterminowani, aby słyszeć inne, albo zajmiemy się sprawą, którą On przynosi.

Czy nie zwróciłeś już uwagi na to, że, powiedzmy, gdy masz bardzo pilny rachunek do zapłacenia, Pan zwraca ci w sercu uwagę na jakąś siostrę czy brata? Jeśli jesteś do mnie podobny myślisz: „W porządku, Panie, wiem, że mam ich kochać, lecz czy nie moglibyśmy zamiast tego porozmawiać o tym rachunku?”

Przeżyliśmy to już przed pojęciem decyzji o uwierzeniu Jezusowi – pamiętacie? Gdy usłyszałeś o Jezusie, nie byłeś w stanie pozbyć się tej myśli, a pytanie o to, co „z Nim zrobić” zawsze gdzieś w tle brzmiało. Bez względu na to, jak bardzo byłeś zajęty, zawsze gdy umysł przełączał się na funkcję „wyciszenia” to pytanie pojawiało się w świadomości. Pan tak działa. To jest Jego wewnętrzny „alarm samochodowy” w każdym nas aż do chwili, gdy wyłączymy go, bądź zdecydujemy się słuchać Go wejść w to, co On ma dla nas.

Jest taka pieśń Margaret Becker z albumy wydanego „Falling Forward” w 1998 roku pt „Clay and Water” („Glina i woda”). Jest tam taki tekst: „Jestem gliną, jestem wodą, padającą na przód w tym porządku, kiedy świat wiruje wokół szybko, ja pomału staję się tym, kim jestem. Wszystko ciągle się zmienia, koła zawsze się kręcą. Czuję ten ogień zmiany, lecz jakoś nie parzy. Jak pobłogosławiony żebrak, potykam się w łasce, sięgając dłonią po to, co czeka…” („I am clay and I am water, falling forward in this order, while the world spins round so fast, slowly I’m becoming who I am. Nothing ever stays the same, the wheel will always turn. I feel the fire in the change, but somehow it doesn’t burn. Like a beggar blessed, I stumble in the grace, reaching out my hand for what awaits…”).

Możesz potykać się, lecz jeśli serce jest zdecydowane, to w wyniku procesu trwającego całe życie stajesz się tym, kim jesteś. Jego sąd, Jego sprawiedliwość nie parzy, jeśli szybko radzimy sobie ze sprawami serca.

Continue reading

Drogi sprawiedliwości_4

John Fenn

Wydawało się, że pewien mężczyzna, który należał do zespołu liderskiego w jednym z mega-kościołów, złożył zdumiewające świadectwo na środowym nabożeństwie wieczornym. Opowiedział o tym, że jego syn chciał samochód i to nie jakiś samochód, lecz Jeepa. Nowego Jeepa. Przyznał też, że chciał, aby syn dostał ten samochód, ponieważ wkrótce kończył średnią szkołę i potrzebował środka transportu. Niestety nie mieli pieniędzy, aby mu kupić, więc modlili się.

Powiedział, że „trwali w modlitwie i wierze” i pewnego dnia chodzili po parkingu oglądając Jeepa i rozmawiając ze sprzedawcą, zdecydowali się na jednego, lecz nie mając pieniędzy skierowali się do domu. Wtedy, cud cudów, sprzedawca powiedział o tej potrzebie właścicielowi salonu, na co ten zdecydował się dać młodemu człowiekowi całkowicie nowego Jeepa. Cóż za świadectwo Bożej wierności, gdy trwasz w modlitwie – powiedział zgromadzeniu. Odezwały się ogłuszające okrzyki i brawa.

 

Prawda

Prawda zaś była taka, że ten mężczyzna był szefem jednego z oddziałów tego kościoła, a właściciel salonu był członkiem tego zboru, był też częstym mówcą na różnych konferencjach, które zbór prowadził, często również był zaangażowany w działalność prowadzoną przez oddział, który prowadził tato młodzieńca – znali się więc dobrze. Faktem jest, że nie czuł się winny dzwonić przez dwa tygodnie wcześniej do tego dilera kilka razy dziennie, naciskając aby dał nowego Jeepa jego synowi … w końcu, po 2 tygodniach nagabywania i telefonowania, dał mu go. To wszystko działo się za sceną i tylko nieliczni z nas wiedzieli o tym, co się działo… zostaliśmy więc bardzo zasmuceni z powodu kłamstw, które powiedział tego dnia.

Walka o sprawiedliwość w jego sercu była bitwą pysznego ojca, który chciał dla swego syna tego, co najlepsze, naprzeciw sprawiedliwości Pana, którą Pan chciał w nim rozwijać. Drogi sprawiedliwości funkcjonują w sercu w subtelny sposób, Pan jest gentlemanem. Tak więc możliwości do tego, aby podejmować sprawiedliwe decyzje pojawiają się w subtelny sposób, niemal, jak sugestie wypływające z wewnątrz, myśli Ducha Świętego, które unoszą się do naszego umysłu, tak subtelne, że większość ludzi jest głucha na Jego głos.

W Liście do Galacjan Paweł napisał (4:19): „Dzieci moje, znowu w boleści was rodzę, dopóki Chrystus nie będzie ukształtowany w was”.

Wstawiamy się w modlitwach o naszych bliskich, aby przyszli do Chrystusa, lecz gdy już przyjdą pojawia się nieustanna modlitwa, podobna do ciąży i procesu rodzenia, potrzebna do tego, aby wzrastali w Chrystusie. Bóg nie naruszy ich wolnej woli, lecz nasze modlitwy wspierają* starania Ducha, aby ci ludzie wzrastali od środka, od wewnętrznego ducha, od wewnątrz na zewnątrz, w życiu, aby zmieniani byli od środka tak, aby podejmowali sprawiedliwie decyzje. Dzieje się tak dzięki temu, że Pan pozwala nam znajdować się w sytuacjach wymagających decyzji – bądź sprawiedliwych, bądź pasujących do naszych starych sposobów działania (*Ef 1:17-18, 3:14-20, Kol 1:9).

W 1 Liście Piotra 2:2 czytamy: „ jako nowo narodzone niemowlęta zapragnijcie niesfałszowanego duchowego mleka Słowa, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu”.

Continue reading

Drogi sprawiedliwości_3

John Fenn

Brałem kiedyś udział w spotkaniu kościoła domowego należącego do naszej sieci kościołów i poprosiłem o modlitwę, ponieważ byłem bardzo zmęczony oraz potrzebowałem mądrości w kilku sprawach. Gdy stałem, wszyscy zebrali się wokół mnie, położyli na mnie ręce i poczułem w swym duchu i duszy odświeżający powiew. Było kilka zachęcających proroctw. Zostałem pobłogosławiony i poczułem się znacznie lepiej. Gdy już wszyscy zdjęli ze mnie ręce i wrócili na swoje miejsce, poczułem szarpnięcie za lewą nogawkę.

Spojrzałem na dół i zobaczyłem małego chłopca, Adama. 4 letni, czarujący chłopczyk, który z powodu wady wzroku nosił już okulary i ubrany był w sam raz na spotkanie domowego kościoła. Nauczono go szacunku do starszych, gdy więc zapytałem, co chce, odpowiedział: „Pastorze John, Pan mi powiedział coś dla ciebie” (Choć nie używamy tytułów, ceniłem sobie tą myśl). Wszyscy w pokoju uśmiechnęli się; był taki słodki, szczery. Odpowiedziałem łagodnie: „Dzięki, Adam, bardzo chcę usłyszeć, co ci Pan powiedział dla mnie”

Spojrzał na mnie w górę przez te grube okulary i w najbardziej szczerym głosem powiedział: „Pan mówi ci, że kocha ciebie i że robisz dobrą robotę”. Serce stopniało mi pod tym autentycznym uznaniem. Natychmiast odpowiedziałem: „Dzięki, Adamie, to jest wprost od Pana, dziękuję ci bardzo, że się tym ze mną podzieliłeś, bardzo dużo to dla mnie znaczy”. Na to on odpowiedział, wyciągając otwartą dłoń: „Miło mi. Możesz mi dać 20 dolarów?”

Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a niektórzy skomentowali to tak, że musiał oglądać jakąś telewizję chrześcijańską. Niemniej, to słowo jest dla mnie cenne do dziś.

Jak dziecko

Ten Adam był na tyle przejrzysty, żeby mnie poprosić o 20$ wobec wszystkich ludzi w pokoju, pokazując szczerość we wszystkich obszarach. Nie miał żadnych ukrytych pragnień, nie kłamał, że potrzebuje pieniądze dla chorego kolegi z klasy, po prostu chciał wiedzieć czy dam mu 20$ i był na tyle odważny i przezroczysty, aby zapytać o to. Modlił się szczerze, prorokował szczerze i prosił o pieniądze szczerze. Całkowita przejrzystość.  

Porównaj teraz prostotę dziecka z tym

Gdy prowadziliśmy kościół w Colordo, była tam kobieta w średnim wieku, która znana był z tego, że wykorzystywała nieco ludzi. W ramach codziennej rutyny odwiedzała lokalną kawiarnię i jeśli zobaczyła kogoś znajomego, siadała naprzeciwko i zaczynała mówiła tak długo, aż ten ktoś zaproponował jej postawienie kawy i jakiejś przekąski. „Kursowała” po tanich restauracjach, a jak słyszałem kilka historii o tym, jak widząc kogoś znajomego w sklepie, czepiała się go, opowiadając, jak bardzo chciałaby to czy tamto, lecz nie ma pieniędzy, w nadziei, że ta osoba kupi jej to, co chciała.

Pewnego dnia zauważyliśmy, że zaczęła nosić na szyi kołnierz ortopedyczny. Powiedziała, że zraniła się w szyję i prawdopodobnie będzie musiała iść na chorobowe. Była w wieku przedemerytalnym, lecz otrzymałaby niewielką rentę. Obnosiła się z tym kołnierzem po całym mieście i powtarzała wszystkim tę samą historię. Pewnego dnia przyszła na spotkanie modlitewne kobiet, które prowadziła Barb. Powiedziała mi, że obecność Ducha Świętego była tak gęsta, że wielu zostało „położonych w duchu” tam, gdzie siedzieli, a ona miała prorocze słowo do każdego z obecnych.

TA kobieta siedziała na krześle i gdy Barb położyła na jej ramionach ręce, ta padła na bok, jak to się mówi: „znokautowana” przez Ducha na kilkanaście minut.

Kiedy wstała, zapytała szeptem Barbary, co ma teraz zrobić. Barb odczuła, że przez Ducha, że miało to coś wspólnego z jej szyją i powiedziała jej coś w rodzaju: „Zrób to, co Pan chce, abyś zrobiła”. Ta kobieta usunęła kołnierz i nigdy więcej go nie założyła. Oszustwo zostało ujawnione, a sprawa załatwiona w jej sercu nie ludzką ręką, lecz ręką Boga.

Przykryła swoją żądzę łatwych pieniędzy kłamstwem po to, aby usprawiedliwiać siebie samą, lecz Pan łagodnie ujawnił jej kłamstwo i zażyczył sobie, aby się z tym rozprawiła, co zrobiła.

Continue reading

Drogi sprawiedliwości_2

John Fenn

Pewna pracownica spóźniła się ok. 15 minut na spotkanie w pracy, na którym miała odegrać ważną rolę, a które było przewidziane na 9 rano. Po spotkaniu, szef, aby nie zawstydzić jej przy wszystkich, wziął ją na bok i powiedział: „Spóźniłaś się dziś. Naprawdę ciężko nam było przez ciebie zacząć”. Odpowiedziała: „Nic się nie dało zrobić. Są roboty budowlane na drodze i zrobił się korek na kilka kilometrów”. Czy jej odpowiedź wynikała ze sprawiedliwości?

Prawda jest taka, że dobrze wiedziała o tych robotach, ponieważ trwały już od kilku tygodni i wprowadzono jednokierunkowy ruch, co wiązało się z utrudnionym dojazdem do pracy wszystkim. Wiedziała o tym i tego dnia nie wybrała się odpowiednio wcześnie na to ważne spotkanie. W swoich własnych oczach, oraz szefa, to spotkanie nie było dla niej odpowiednio ważne. Świadomie wywołała wśród wszystkich uczestników zakłopotanie, wymuszając, jakieś usprawiedliwianie jej. Winę zrzuciła na roboty drogowe. Szef powiedział: „Przykro mi z powodu długiego dojazdu, lecz nie dopuszczaj do tego więcej”. Jak to się mówi, powiedziała „białe kłamstwo” i uszło jej to na sucho, ale wciąż było to kłamstwo, a nie sprawiedliwość (uczciwość).

Obeszła prawdę, choć wiedziała, że jej szef również wiedział o robotach na drodze i nie był zadowolony z powodu jej braku odpowiedzialności. Ostatecznie doszło do tego, że została pominięta przy awansie, za co początkowo winiła Boga, ponieważ w swej ocenie pracowała ciężej, niż reszta i nie wiedziała, co Bóg miał przeciwko niej, skoro ci mniej pracowici i uczciwi w pracy awansowali.

Gdy w końcu zapytała szefa, dlaczego została pominięta i co powinna zrobić, aby awansować przy następnej okazji, powiedział jej o tym spotkaniu. Powiedział jej, że to był pewien schemat jej postępowania, brak wierności i narzekanie, zamiast podjęcia odpowiedzialności za swoje życie. Na tym stanowisku potrzebował kogoś, kto będzie mówił mu prawdę bez względu na to, jaką – ona tego nie robiła. Przede wszystkim, nie była to wina Boga, sama sobie na to zasłużyła nie rozprawiając się z niesprawiedliwością w sercu.

To jest właśnie istota sprawy wzrostu w Chrystusie. Przyznać się do tego, czemu powstało spóźnienie, a nie zwalać na roboty. Nie oskarżanie przyjaciółki, która zareagowała na rozsyłanie fałszywej informacji. Nie udawanie przed żoną, że to ze względu na nią wyczyściło się żaluzje. Lecz, będąc cichym i łagodnego serca, podatnym na naukę i chętnym do poprawiania własnych motywacji, głęboko wewnątrz, tam, gdzie je widzi Jezus.

Król Saul stracił królestwo najpierw w swym sercu, a dopiero później w naturalnej rzeczywistości.

Continue reading

Drogi sprawiedliwości_1


John Fenn

Ostatnio, w sobotę rano, Barbara jeszcze spała, Chris już obudzony, wykąpany oglądał ulubiony chrześcijański program telewizyjny, grając na tablecie, a ja sprzątałem kuchnię po zrobieniu Chrisowi śniadania. W kuchennym oknie mamy drewniane żaluzje szerokości około 5cm, o nieco już wyblakłym kolorze. Jako, że są w kuchni, stale zbiera się na nich tłuszcz i kurz, a ja jako pierwszy rozsuwam je rano, przez co brud znajdujący się na każdej listewce i szybko zwijam do góry, żeby ukryć ten brud – nie widać, nie zawraca głowy.

W ciągu pierwszego miesiąca, stojąc przy kuchennym zlewie myślałem sobie: „ktoś musi w końcu wyczyścić to. Ciekaw jestem, kiedy Barbara zakręci się koło tego” (Tak, będąc szczerym.) Niemniej, dziś, tym „kimś” byłem ja. Nie dało się już tego dłużej wytrzymać. Chris zadowolony, Barbara śpi, jest po śniadaniu. Wyjąłem żaluzje z zaczepu, opuściłem na kontuar, spryskałem solidnie płynem i po kilku chwilach wytarłem papierowym ręcznikiem.
Gdy znalazły się z powrotem na miejscu, lekko wyczyściłem pozostałe plamy, które wcześniej przeoczyłem i pomyślałem sobie: „Ciekaw jestem, kiedy Barbara zauważy, że wyczyściłem żaluzje”. Jak tylko ta myśl powstała, usłyszałem, jak Pan pytam mnie: „Co chcesz jej powiedzieć o tym, dlaczego je wyczyściłeś?” Natychmiast odpowiedziałem: „Bo wymagały czyszczenia…” Te ostatnie słowa wygasły z myśli, jak samochód, któremu wyczerpało się paliwo i powoli zjeżdża na bok. Odpowiedziałem, zanim zdałem sobie sprawę z tego, że Pan pytał o przyczynę, a ja wiedziałem, co to było – Pan sprawdzał motywacje, co napędzało moje serce, sprawiedliwość czy pycha?

Wobec Niego można mówić wyłącznie prawdę, jest jak najdoskonalszy na świecie wykrywacz kłamstwa, uniwersalna surowica prawdy, ponieważ On Sam jest Prawdą. Kiedy zadaje ci pytanie o prawdę, cokolwiek jest w sercu wychodzi na wierzch. Jest to łagodne, lecz gruntowne, a bolesne jedynie wtedy, gdy nie jesteś podatny na naukę, jesteś pyszny, uparty, starasz się coś ukryć w sercu i nienawidzisz być w błędzie. W skrócie: jeśli nie kochasz sprawiedliwości będziesz unikał Prawdy, lecz jeśli kochasz sprawiedliwość, będziesz zmierzał do światła, aby zostać sprostowany.

Wobec Niego dzieje się prawda i człowiek nie jest w stanie powstrzymać jej przed wyjściem z serca na światło Jego szczegółowego przyglądania się. Motywy po prostu wypływają na powierzchnię, jak babcine pierogi po ugotowaniu się. Jesteś „ugotowany” i nic nie możesz na to poradzić.

Natychmiast zmieniłem odpowiedź na prawdziwą: „W porządku, prawda jest taka, że nie mogłem już wytrzymać ich w takim stanie”, na co odpowiedział: „Ale Barbarze powiedziałbyś, że zrobiłeś to jak przysługę, bo była taka potrzeba, a wiesz, że trudno jej zdjąć je z góry”. „Tak, przepraszam” – przyznałem. „W porządku, dziś wzrosłeś trochę”. I tyle. Pan milczał, a ja zostałem z ciepłym uczuciem Jego obecności, które kocham, i które wzmocniło się, ponieważ wzrosłem nieco.

Postanowiłem w sercu, że, gdy Barbara zapyta, kiedy je wyczyściłem i dlaczego, powiem jej niepolerowaną prawdę, bez powiastek czy robienia z siebie jej bohatera. Zrobiłem to, bo nie dręczyły mnie tym brudem, nie mogłem tego znieść dłużej. Czysto egoistyczna motywacja. Taka była prawda. Nie zrobiłem tego dla niej. Nie, ze względu na wygląd tego miejsca, nie dlatego, że była taka potrzeba. Przeszkadzało mi to, że są takie brudne i nie mogłem tego już więcej znieść. Tak jej powiem. (Jeszcze nie zauważyła, że są czyste.)


Gdy sądzi Bóg

Continue reading