Category Archives: Tyra Stan

Być „profesjonalnym chrześcijaninem” to niebezpieczne miejsce


Stan Tyra

07.08. 2018

Z samej swej istoty być „profesjonalnym chrześcijaninem” to niebezpieczne miejsce, pewna forma „dobytku”. Jest to uzależnienie od systemu wierzeń i teorii na temat nawrócenia i zbawienia. Podobnie jak ten Gedareńczyk, błąkamy się po cmentarzu, patrząc na posągi, które niegdyś reprezentowały życie, dalej przywiązani i przykuci przez oskarżenia i religijne wnioski innych. Robią to ci sami „chrześcijanie”, którzy są wkurzeni na Jezusa, że pojawił się na cmentarzu, a nie na ich spotkaniu modlitewnym. Czy można sobie wyobrazić szok jaki przeżyliby, gdyby odkryli, że został posłany po to, aby ich uwolnić? Łatwo jest zaprzeczyć, że to my możemy potrzebować uwolnienia.
Wydaje się, że nasza zdolność do tuszowania własnej ciemności jest nieograniczona a to, czego nie da się zatuszować, wrzucamy na innych. Szok podobny do mieszkańców tego miasta – oto mężczyzna, którego związaliśmy łańcuchami pojawia się z dobrą nowiną o Jezusie. No, przede wszystkim, co on sobie myśli? Kim on jest?
Dla nas, podobnie jak dla nich, nie ma problemu z obecnością Jezusa dopóki nas to nic nie kosztuje. Jak tylko Jego obecność dotknęła ich ekonomii (stado świń), chcieli, żeby opuścił ich strony.
Jestem przekonany, że religia jest najbezpieczniejszym miejscem, w którym można uniknąć Boga, ponieważ Bóg chce poprowadzić nas do poddania siebie, podczas gdy religia uczy nas wyłącznie samokontroli. Samokontrola jest owocem ducha, lecz nigdy nie jest przyczyną jego powstania.

Obserwuję rozpad instytucjonalnego kościoła

Stan Tyra

5 sierpnia 2018

Jestem krytykiem współczesnego fundamentalistycznego kościoła. Niemniej jest krytykiem „wewnętrznym”, który stoi za kościołem, a nie jest przeciwko niemu. Chcę, aby kościół służył boskiemu celowi, a przestał służyć w imieniu Jezusa swoim własnym celom. Aby tak mogło się stać, musi przestać myśleć, że jest taki wspaniały (dosł.: cat’s meow). Musi zacząć funkcjonować w znacznie większym zakresie niż poranne niedzielne nabożeństwa czy imprezy, na które każdy przynosi jedzenie. Musi też zacząć być o wiele bardziej niejednolity niż grupy zautomatyzowanych fanów.

Obserwuję rozpad instytucjonalnego kościoła i uważam to za boskie wstrząsanie. Kościół oskarża ludzi i świat o to, że jest niedoceniany, a dzieje się tak dlatego, że odmawia poddania samego siebie głębokiej i znaczącej krytyce.
Odkrywamy, że jedna osoba, bądź kilka, jako cześć ciała Chrystusa, może znacznie lepiej reprezentować Chrystusa. Wygląda na to, że nie da się zbudować grupy ludzi, którzy nie rozwiną w sobie ekstremalnego myślenia: „najpierw my oraz wyłącznie grupowe myślenie”, po czym każdy, kto myśli inaczej, musi odejść. Fundamentalistyczny kościół nie ma żadnego problemu powiedzieć komuś: „nie potrzebujemy ciebie”, skoro nie mówisz tego, co my mówimy, nie wierzysz tak, jak my wierzymy. Grupowe myślenie każdego kto jest inny nazywa zwiedzionym, złym a nawet diabłem. To nie „grzesznicy” nazwali Jezusa „diabłem” (J 8:38) , lecz kościół Jego czasów. To byli najbardziej „duchowi” ludzie, tłum chodzący do kościoła; „dobrzy”, nabożni, chodzący do kościoła (synagogi) ludzie, którzy musieli się ustrzec przed zmianą obrazu samych siebie, utrzymać swoją teologię i zachować własny kościelny system.

Fundamentalizm nie będzie głosił przesłania o prawdziwej wolności, ponieważ wie, że ludzie, którzy staną się „prawdziwie wolni”, nie będą tego więcej potrzebować. Większość pastorów zrobi niemal wszystko, aby strzec swoich posad. Uwierzcie, wielu powiedziało mi: „Stan, wiem, że to prawda, lecz jeśli powiem to lub będę tego nauczał, stracę wszystko”. W kręgach denominacyjnych kościołów panuje ogromny strach przed tym, że możesz zrobić cokolwiek niezależnie od nich.

Przez wiele lat prowadziłem coroczne weekendowe spotkania dla mężczyzn. Przyjeżdżali ze wszystkich stron, po różnych życiowych przejściach i wyjeżdżali obdarzeni znacznie większą wolnością niż w chwili przyjazdu. Pomyślałbyś, że pastorzy powinni temu przyklasnąć, lecz zapewniam cię: tak nie było. Nawet pastor z mojego kościoła był wściekły, że to robię i ukarał mnie w taki sposób, żebym nie miał w przyszłości żadnego dostępu do „jego” ludzi. Zacząłem odbierać telefony od ludzi, którzy mówili mi, nie muszę już więcej wracać, i że nigdy nie będę nauczał nikogo w „ich” kościele. O!
Był to ogromny snobistyczny kościół, którego pastor miał ego wielkości małego kraju. Kiedy odszedłem i chciałem założyć mały kościół, podpisałem umowę wynajmu sąsiedniego budynku, ale w tajemniczy sposób została anulowana. Jeden z pracowników mojego byłego kościoła zadzwonił do mnie z przeprosinami. Powiedział: „Stan, ‘taki a taki’ unieważnił ten kontrakt. Budynek, który chciałeś wynająć był za blisko naszego”.
Jeśli jakakolwiek cegła czy murowany kościół ma się utrzymać, to musi zwolnić ten duszący ludzi uścisk i zgodzić się na to, aby ludzie szli koniecznymi dla nich ścieżkami oraz podjąć całe wiążące się z tym ryzyko. Czy ludzie będą popełniać błędy? Oczywiście! Dlaczego jednak uważamy, że tak sprawiedliwe życie prowadzimy? Wolność zawsze niesie ryzyko.
Powtarzam, w duchowym życiu sukces bardzo niewiele uczy nas – tu upadki i fiaska są wspaniałymi nauczycielami! Podoba mi się taki tytuł książki: „Upadki i niepowodzenia: podróż boskiej wolności”.
Nieustanne ofiarowanie swego życia niewiele nas uczy, podczas gdy grzech jest znakomitym instruktorem. Uczymy się znacznie więcej z przeżytych boleści niż przyjemności.  O wiele skuteczniej rozwijamy się, gdy odpuszczamy/rezygnujemy z pewnych rzeczy niż kiedy uparcie trzymamy się ich.

Pierwsze nauczanie Jezusa

Stan Tyra

01.08.2018

Pierwsze nauczanie Jezusa zaczyna się w taki sposób: „Błogosławieni ubodzy w duchu, ponieważ do nich należy Królestwo Boże” (Mt 5:3).

Święty Augustyn powiedział: „Wielu należy do kościoła, który nie należy do Boga i wielu należy do Boga, który nie należy do kościoła”. O ile rozumiemy, że wszystko należy do Boga to istota jest tutaj dobrze oddana. W ramach naszego grupowego egocentryzmu pomyliliśmy kościół z Królestwem. Królestwo to nie miejsce, to pewne perspektywa, i to perspektywa Boża. Faktem jest, że Jezus ostrzegał przed twierdzeniem, że Królestwo jest „tutaj” czy „tam” (Mt 24:23).

Najtwardsze słowa Jezus kierował ku hipokrytom, a w następnej kolejności ku ludziom, którzy szczególnie troszczyli się o majętności. Mówi o tym, że władza, prestiż i posiadłości to są te trzy rzeczy, które powstrzymują przed rozpoznaniem i przyjęciem Królestwa.

To, że  do ubogich należy Królestwo oznacza tych, którzy nie mają czego strzec. Ani obrazu samych siebie, ani reputacji, posiadłości, teologii, moralnego wysokiego gruntu, ani swej pewności. Tylko ci, którzy nie mają czego strzec mogą wierzyć, że są kochani tacy, jacy są.

Ci, którzy swoje życie spędzili na wspinaniu się po duchowej drabinie ciężko znoszą tą prawdę, ponieważ prawda nie znajduje się na szczycie tej drabiny, lecz u jej dołu. Wydaje się, że gdy mówię o tym do „dobrych chrześcijan” to reagują z oburzeniem. Za to Jezus został nazwany diabłem.

Jestem przekonany o tym, że tak bardzo byliśmy zajęci czczeniem posłańca, że całkowicie zignorowaliśmy przesłanie. Duchowość nie jest piramidą, jest kręgiem. To dlatego religia jest pozbawiona prawdy i dlatego właśnie autentyczna społeczność rzadko się zdarza. Ewangelia jest dobrą nowiną tylko dla ubogich, nigdy dla tych, którzy mają wiele do obrony (Łk 4:18).

 

2 sierpnia o 06:07

Nie jesteś w stanie intelektualnie postanowić, aby się nawrócić czy zostać przebudzonym, jest to coś, co dzieje się w tobie. W jednej chwili śpisz w pustynnym miejscu, które wydaje ci się pozbawione obecności Boga, a w następnej budzisz się, o mój Boże, ze świadomością tego, że Bóg zawsze był w tym nieoczekiwanym miejscu, a ty nawet nie zdawałeś sobie z tego sprawy. Duchowych problemów nie da się rozwiązać przy pomocy intelektualnych rozważań. Możemy żyć wyłącznie z otwartymi rękoma i chętnym sercem, ćwiczyć i przygotowywać się w sztuce odpuszczania i mówienia „tak” temu, czego nie rozumiemy.

Continue reading

Odpuszczanie

31 lipca o 06:41

Nie jesteśmy nauczeni odpuszczać/rezygnować. Byliśmy  uczeni tego, że sposobem osiągania zbawienia jest duchowe dodawanie, a nie odejmowanie. Wszyscy jesteśmy kapitalistami i nauczamy kapitalistycznej teologii, która zawsze pozostawia ego w pełni dowodzenia i nawet duchowość staje się konsumenckim produktem.

Moim zdanie są cztery podstawowe rzeczy, które musimy odpuścić, (wypuścić, zostawić w spokoju – przyp.tłum.). Po pierwsze: wewnętrzny przymus odnoszenia sukcesu. Po drugie: przymus posiadania racji, a  szczególnie, aby mieć rację w sprawach teologicznych. To są rzeczy podnoszące samoocenę i z powodu tej potrzeby kościół podzielił się na pół, przy czym obie partie stanowią więźniowie własnego ego.

W końcu jest przymus posiadania mocy, wpływów, kontrolowania wszystkiego. Wierzę, że te trzy to najbardziej fałszywe obrazy, które Jezus spotkał  na pustyni. Dopóki nie spojrzymy na te trzy obrazy z góry i nie wypuścimy ich , to wiedzmy, że ciągle są ogromne i nami dowodzą.

Ostatecznie,  najważniejszy ukryty nurt z doświadczeń całego ego to odpuszczenie naszych uczuć. Wyjdźmy temu naprzeciw: to nie my mamy uczucia, lecz uczucia mają nas. Nie twierdzę, że powinniśmy wyprzeć się naszych uczuć, lecz wzywam was do tego, aby je wymienić, zidentyfikować i obserwować jak to robi widz. Nie walczcie ani nie utożsamiajcie się z nimi. Zapytajcie samych siebie: Kim jest to „ja”, które ma te uczucia. Zamiast zadać sobie takie pytanie, założyliśmy, że te uczucia stanowią nasze prawdziwe ja i utożsamiliśmy się z nimi.

Zostaliście napełnieni wszystkim co potrzebne do życia i pobożności. Zostaliście pobłogosławieni wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios. Nie można prosić o coś, co się już posiada, po czym oskarżać Boga o swoją historię, czy innych o to, że tego nie mają. Wszystko, co można zrobić to stać się cichszym, mniejszym i mniej napełnionym sobą i własnymi ideami i uczuciami. W tej chwili Bóg będzie bardziej oczywisty, niż kiedykolwiek oczekiwałeś.

Uzależnienie od myślenia grupy


30 lipca o 07:26
Powszechnie słyszę od ludzi, którzy są w procesie przemiany, że tęsknią za „społecznością”. O ile z pewnością jestem za społecznością i budowaniem poczucia współdzielenia życia z innymi, mam kilka myśli, które mogą wam pomóc.

Po pierwsze: samotność i „odejmowanie” to część tego, czego uczysz się w czasie swej drogi. Nie spiesz się z ogłaszaniem końca. Musimy przejść ponad nasze uzależnienie od grupowego myślenia i współ-zależności, która się z tego bierze. Bardziej kochamy akceptację niż innych. Właśnie ta potrzeba akceptacji wprowadza spustoszenie w naszym świecie i dyktatorów z naszych kazalnic.. Niech ta pustynia samotności umocni się tak, abyś mógł pozbyć się tych wszystkich intelektualnych obrazów Boga oraz innych ludzi. Podobnie jak Jezus, wyjdziesz z nową tożsamością i nową mocą. Wyłącznie wtedy będziesz mógł kochać  i będziesz gotowy, aby oddać życie za innych, nie domagając się czegoś w zamian .

Po drugie: nie bój się iść drogą ku „ziemi, o której nic nie wiesz”. Kościół w rzeczywistości nie reprezentuje życia społeczności, ponieważ drogi jednostek nie są szanowane o ile nie zgadzają się z założoną wcześniej rutyną i rezultatem. Zasadnicza część kościoła jest za bardzo niecierpliwa i przepełniona pychą, by w ogóle honorować drogę syna marnotrawnego, jak to pokazał Ojciec. Historia pokazuje, że lepiej jest dla nas, abyś siedział w domu i nie wprawiał nas w zakłopotanie. Łatwiej jest nam przyjąć, gdy jesteś religijny, sprawiedliwy we własnych oczach, tytułowany dupek, niż uszanować twoją drogę niemoralnego buntu. Faktem jest, że masz wielkie szanse na to, że kościół wynagrodzi cię jakimś tytułem. Doprowadziło to do powstania kościoła, który bardziej kocha swoje ideały niż ludzi. Jeśli w imię swej rzekomej reputacji nie zgadzamy się na uszanowanie ich własnej drogi, łatwo jest dostrzec, że zamieniliśmy to czym rzeczywiście jest społeczność na ideę społeczności.

Gdy bezsilna osoba jest szanowana i ma swobodę przejścia własnej drogi razem z innymi bezsilnymi, w przeciwieństwie do tolerowania jej przez tak zwanych duchowych ludzi władzy, wtedy pojawia się społeczność. Nie starasz się stać bezsilnym. Jeśli planujesz coś takiego to tylko wzmacniasz swoje ego. Nie możemy nawrócić siebie samych, zostajemy nawróceni przez okoliczności, a nie kazania.

31 lipca o 06:41

Continue reading

Jezus jest zarówno medium jak i przesłaniem

Stan Tyra

27 lipca o 07:46 ·

Fundamentalizm zawsze domaga się innego sposobu rozprawienia się tym, co nazywa „grzechem”, niż przebaczenie. Coś lub ktoś musi zostać poświęcony, oskarżony, poprawiony, odrzucony czy odsunięty. W ten sposób stał się religią wykluczenia, ponieważ uważa, że naszym zadaniem jest usuwać i/bądź karać  „grzesznika” poprzez wyłączenie lub wieczne piekło. Powinniśmy jednak pamiętać o tym, że zarówno komunizm jak i faszyzm używali tej samej logiki.
Wydaje się, że bardziej jesteśmy gotowi poświęcić cokolwiek czy kogokolwiek niż własne umiłowane ego. Przebaczenie polega na tym, że to właśnie moje własne ego musi umrzeć, moja potrzeba, aby być w porządku, kontrolować i być lepszym. Bardzo niewielu „chrześcijan” chce iść w tym kierunku, choć jest to centralny temat całego nauczania Jezusa.

Będę więc powtarzał coś, co powiedziałem kilka dni temu: dopóki nie będziecie w stanie traktować upadków innych ludzi wyłącznie przy pomocy przebaczenia, nigdy nie zrozumiecie Ewangelii Jezusa Chrystusa.
Kościół nie chce zobaczyć, jak wielkie korzyści odnosi z grzechów innych ludzi, nawet jeśli jest to tylko poczucie satysfakcji, że znajduje się na wyższym moralnie gruncie. Przebaczenie wymaga dostrzeżenia kilku nowych rzeczy. Musisz widzieć Boga w innych, musisz widzieć swój własny brak niewinności i musisz widzieć Boga w nowy sposób i to taki, który nie ma nic wspólnego z „egzekutorem” (wykonawcą wyroku – przyp.tłum.)

28 lipca o 08:31 Continue reading

Obrazy

Stan Tyra
26 lipca 2018

Odwiedziłem ostatnio Muzeum 911 w Nowym Jorku. Gdy zbliżyłem się do dzielnicy Battery Park, zacząłem wyobrażać sobie pierwsze chwile tych tragicznych wydarzeń i tak z każdą chwilą pobytu.

Po dziś dzień, pomimo upływu kilku dni, nabierałem coraz większej świadomości oraz zacząłem przeżywać to osobiście.

Chodzi mi o to, że pomimo iż byłem w Nowy Jorku wielokrotnie, nawet po 911, to tym razem byłem pierwszy raz po otwarciu pomnika i muzeum. Wróciłem stamtąd mając o wiele większą świadomość tych wydarzeń i znacznie większe współczucie niż w przypadku poprzednich odwiedzin. Dlaczego?
Zdjęcia sprawiają, że to wydarzanie staje się tak realne i osobiste. Przypominają o tym, że nie było to tylko zwykłe tragiczne wydarzenie, że dotknęło ono życia wielu ludzi i że wiążą się z nim historie jednostek. Zdjęcia oddają historię, której nie jest w stanie opowiedzieć tekst. Nie da się przeczytać książki z takim samym zaangażowaniem, świadomością i współczuciem, które odgrywają znaczną rolę tutaj, gdzie można oglądać zdjęcia z tak bliska i tak osobiste.

Mimo, że rzadko kiedy postrzegamy to w taki sposób, tak samo wygląda nasza podróż w stronę większej duchowej świadomości. Przeczytaliśmy książkę (Biblię) i odchodzimy ze spora garścią faktów, lecz nie przeżyliśmy tych historii, nie poznali ludzi, a zatem brak nam mądrości, zrozumienia i na pewno nowej dawki współczucia. Gdyby tak nie było, nie bylibyśmy tak bardzo jej pozbawieni.

Pismo nie jest historyczną książką opisującą fakty o Bogu, ani wykładającą zasady jak być „dobrym chrześcijaninem”. Jest to księga obrazów/zdjęć, które są zaproszeniem do intensywnego przyglądania się, dostrzegania i przeżywania obrazów, zdarzeń i historii. Czytanie warstwy historycznej jako czegoś opartego na faktach, sterylizuje te historie i obrazy przez co nie przeżywamy ich, co z kolei prowadzi do tego, że nie przemieniają nas. Nie da się inaczej patrzyć na ukrzyżowanie i nadal trwać w nienawiści, nieprzebaczeniu, chęci zemsty i braku współczucia dla ludzkości.

Gdy patrzymy na biblijne obrazy i historie prawidłowo to domaga się od nas tego, aby stanąć i przyglądać się im dopóty, dopóki nie doprowadzą nas do pionu – bliskiego i osobistego spotkania. Podobne to jest do przyglądania się wężowi na drzewcu: patrzymy na to, co nas zabija do chwili, aż jesteśmy w stanie otworzyć to od wewnątrz, zobaczyć, co to jest i zostać uzdrowieni dokładnie przez to, co wcześniej niszczyło nas.

Ludzie często pytają mnie czy wierzę, że Biblia jest niezawodnym Słowem Bożym. Odpowiadam: jako księga nie, jako doświadczenie/przeżycie być może. Ta księga nie ma żadnej mocy poza sercem, które dostrzega jej obrazy. Często mówię: „w Biblii wszystko jest prawdziwe a czasami faktycznie wydarzyło się”. Ludzi doprowadza to do szaleństwa, ponieważ dla nas lepiej mieć książkę spornych faktów, niż księgę cichej przemiany. Wolelibyśmy, aby nie wymagała od nas nic więcej poza czytaniem i recytowaniem.

Przepraszam, że tak dużo napisałem. Zostawię was z tym: przemiana na głębokim i znaczącym poziomie odbywa się w obecności obrazów, a nie koncepcji i faktów.

Przy Pomniku 911 Północny i Południowy Basen (miejsca dawnych fundamentów wież World Trade Center – przyp.tłum.) są w nocy podświetlane od wewnątrz, narzucając wyobraźni obrazy oryginalnych wież w taki sposób, aby wszyscy widzieli i przeżywali.

 

https://www.911memorial.org/sites/default/files/blog/images/MemorialWaterfall.jpg

Oby z naszego najgłębszego, najciemniejszego tragicznego cierpienia wychodziło światło, które rozświetla wokół ciemności i staje się latarnią, aby inni mogli zobaczyć i doświadczyć.

https://www.911memorial.org/sites/default/files/blog/images/MemorialWaterfall.jpg