Category Archives: Finanse

Dlaczego rzuciłem dziesięcinę

Stephen Crosby

10 lutego 2013

Nic tak skutecznie nie pobudza emocji, jak mówienie o pieniądzach. Przez ponad 30 lat wiernie płaciłem różnym instytucjom dziesięcinę. Zrezygnowałem z tego w 2005 roku i w przeciwieństwie do wszystkich zgubnych zagrożeń przepowiadanych przez kaznodziei obowiązkowej dziesięciny, nie zostałem przeklęty przez Boga, a raczej błogosławiony w każdy możliwy sposób.

Jeśli w jakiejkolwiek innej sprawie tendencja do gromadzenia tekstów dowodowych za lub przeciwko jest nieskuteczna do namawiania kogoś do przeciwnego zdania to tak jest w tym przypadku.  Więc nie zamierzam tego robić, wolę wyjść poza współzawodnictwo wykrzykiwania tekstów dowodowych. Poza tym, wszystko cokolwiek z „teologicznego” punktu widzenia można było powiedzieć „za i przeciw”, już zostało powiedziane. Materiału jest pod dostatkiem. Dawaj dziesięcinę jeśli chcesz, to nie jest grzech, lecz odłóż na bok radykalne wypowiedzi przeciwko tym, którzy nie dają, i nie sądź, że wzrasta twoja sprawiedliwość bądź twój status przychylności Bożej, ponieważ dajesz. Jest to zniewaga dla dzieła Chrystusa.

A jednak myślę, podobnie jak Paweł, że jest lepszy sposób…. miłość.

Continue reading

Łagodne napomnienie: Czemu nie zjadacie swojej dziesięciny?

Ken Talbott

(Rozdział z książki autora przygotowywanej do druku Judo Politics-Crucial Preparations for the Second American Revolution”)

Będziesz dawał dziesięcinę z każdego plonu twojego nasienia, które rokrocznie wydaje pole. Na miejscu, które Pan wybierze na mieszkanie dla swego imienia, będziesz jadł przed Panem, Bogiem twoim, dziesięcinę z twego zboża, wina i oliwy oraz z pierworodnych twojego bydła i trzody, abyś się uczył bojaźni Pana, Boga twego, po wszystkie dni. Jeśli jednak droga będzie dla ciebie za daleka i nie będziesz mógł jej tam zanieść, gdyż miejsce, które obierze Pan, Bóg twój, aby tam złożyć swoje imię, będzie zbyt oddalone od ciebie, kiedy Pan, Bóg twój, cię pobłogosławi,to możesz ją spieniężyć i zawiniesz pieniądze w swej ręce i pójdziesz na miejsce, które sobie wybierze Pan, Bóg twój,  i wydasz te pieniądze na to wszystko, czego zapragnie twoja dusza: z bydła, owiec, wina, napoju upajającego i wszystkiego, czego zapragnie twoja dusza, i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom  oraz Lewita, który jest w twoich bramach. Nie opuścisz go, gdyż on nie ma działu i dziedzictwa z tobą” (Pwt. 14:22-27).

Wyznaję jestem mocno spóźniony z usuwaniem bożonarodzeniowych światełek uczepionych gzymsów; prawo Starego Testamentu nakazywało zrobić to wokół dachów naszych domów (por. Pwt. 22:8). Jeszcze bardziej niedbale podszedłem do ściągnięcia stoiska „Święta Namiotów”, w którym mieszkaliśmy kilka dni na zakończenie zeszłego roku, co Bóg nakazał robić: „jako wieczna ustawa dla wszystkich pokoleń” (Kpł. 22:33-41). Ale Robin, krzątała się w kuchni przy czyszczeniu kuchennych sprzętów z resztek z ostatniej ofiary zwierzęcej, a dziś w końcu zacząłem rozbierać Świąteczne Namioty z wysuszonych liści kalifornijskich palm; tych wysuszonych lokalnych liściastych gałęzi, jak i tych drogich, sprowadzonych z Kantucky,.. no i tych irytujących bożenarodzeniowych światełek z balustrady!

Kiedy nad tym pracowałem, nagle uderzyło mnie głębokie poczucie winy. O, nie! W samym środku tych wszystkich świąt i innych zarządzeń Prawa Starego Przymierza, które musimy zachowywać (plus kilka innych, które zostały wrzucone tu i tam z Nowego Przymierza), całkowicie zapomniałem zrobić to, co najwidoczniej jest najważniejszą rzeczą w amerykańskim kościele: dać dziesięcinę! Ponieważ w Biblii wszystkie nawiązania do dziesięciny odnoszą się wyłącznie do żywności, a nie do pieniędzy, wygląda na to, że łatwo zrozumieć, jak to się stało, że w monetarnym systemie naszej rodziny całkowicie zapomnieliśmy „zjeść naszą dziesięcinę”, zgodnie z przykazaniami Świętego Pisma! Skoro nie jesteśmy już rolnikami, jak to było pierwotnie z Żydami, którzy otrzymali Stary Testament, który nas i dziś obowiązuje, wydaje mi się, że mamy obowiązek zamienić nasze pieniądze z powrotem na dziesięcinę z żywności w taki sposób:

… i wydasz te pieniądze na to wszystko, czego zapragnie twoja dusza: z bydła, owiec, wina, napoju upajającego i wszystkiego, czego zapragnie twoja dusza, i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom” (Pwt. 14:25-26).

Brzmi to niemal jak jakiś duchowe rekolekcje, prawda? A może jakieś małe rodzinne zebranie z boskim celem na oku! Tak więc, wydaje mi się, że Pismo wskazuje na to, że w ten piątek, gdy zacznie się sabat, abyśmy się zebrali w domu barci i sióstr i zjedli naszą dziesięcinę w czasie sabatowego obiadu. Ja przyniosę wino (lub mocny napój), a reszta „rodziny” może przynieść cokolwiek zechcą, mam nadzieję, że te najdroższe i najbardziej egzotyczne potrawy, jakie będą w stanie znaleźć, bo może się okazać, że wszyscy będziemy wyrywać coś z tej dziesięciny! Po prostu wiem, że uszczęśliwimy naszego Pana, gdy zjemy nasze dziesięciny w obecności Pana naszego Boga!

„Starszego mężczyzny nie strofuj ostro” – a co z młodszymi?

Odkładając wszelkie żarty na bok , chciałbym wyznać: jestem obecnie coraz starszy, byłem w szkołach biblijnych, na biblijnych obozach i teologicznych szkołach. Równocześnie z prowadzeniem biznesowych podróży przez całe moje dorosłe życie, przez 43 lata byłem pastorem założycielem niedochodowej korporacji, które są obecnie nazywane w Ameryce „organizacjami para kościelnymi”, co wiąże się ze wszystkimi ograniczeniami tego, co błędnie określa się „pastorem” niedochodowej organizacji, o której w Ameryce błędnie mówi się jako o „kościele”. W poprzednich dekadach w milczeniu znosiłem starszych pastorów nauczających na temat dziesięciny, powstrzymując się od wykrzyczenia „Gorze!” w teatrze, który nazywamy „kościołem”, ponieważ chciałem być posłuszny apostolskiemu zaleceniu, aby „starszego mężczyzny nie strofować ostro, lecz napominać jak ojca” (1Tym. 5:1). Następnie, przez 25 lat doszedłem do wniosku, że „mój kościół jest w foyer”, więc w znacznym stopniu zostało mi oszczędzone wysłuchiwanie bredni, w pełnym tego słowa znaczeniu, kazań/mantr o ‚sianiu pieniędzy’ i dziesięcinie.

Teraz jednak jestem starszy, znacznie starszy, niż większość pastorów, którzy mogliby chcieć, abym się im podporządkował i ich dziwacznemu nauczaniu na temat dziesięciny. Kiedy więc około roku temu okazało się, że nie ma nikogo w foyer, ponownie trzeba było znosić któryś tam setny raz kazanie z obowiązkowym ostrzeżeniem, że jesteśmy „przeklęci” jeśli nie płacimy dziesięciny. W czasie tego, skądinąd znakomitego kazania, okazało się, że mam takie samo współczucie dla tego zindoktrynowanego mówcy, jak i dla nękanych ludzi, ponieważ kiepski kaznodzieja pochodził z obcego kraju, i można się było po nim spodziewać tylko małpowania dziesięcinowych sloganów, w których był szkolony przez swoich „starszych i mądrzejszych” amerykańskich mentorów, którzy zapłacili za jego bilet w tą stronę, aby mógł przekonać ten tłum na rzecz „kościoła matki”. Gdy przyglądałem się publiczności kolejno wabionej i przeklinanej dziesięcinową propagandą, Duch Święty powiedział do mego ducha:

„Ken, czy jest jakieś przekleństwo, którego mój Syn, Jezus, nie wziął na Siebie, gdy został ukrzyżowany, aby wypełnić wymagania Prawa? Skoro dzięki wielu przeżytym latom kontrolujesz swego ducha, uwalniam cię, abyś mówił na temat źródła nauczania na temat dziesięciny, lecz bądź łagodny dla nich, ponieważ kocham ich tak samo, jak i ciebie!”

Naprawdę: „Chrystus wykupił nas spod przekleństwa prawa, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie” (Gal. 3:13).

Kto wie, może teraz, po wielu latach jest czas na to, aby starszy mężczyzna udzielił co najmniej „łagodnego napomnienia” niektórym z młodszych braci i siostrom ciągle potrzebujących uwolnienia od przekleństwa Prawa.

Co jest we współczesnym kościele źródłem nauczania na temat dziesięciny?

Czego nauczył mnie Duch Święty przez ponad 40 lat oglądania przytłaczających dowodów o głoszeniu dziesięciny w Zachodnim kościele? Wyraźnie i po prostu tego:

Źródłem z którego czerpie współczesny amerykański kościół głoszenie dziesięciny jest bożek Mamony. I koniec.

Tak, wierzę, że to bożek bogactwa, Mamona, jest złym duchem, którego celem jest zniszczenie ludzkich istot, i że całkowicie ogłupił ogromną większość pastorów i parafian tej ziemi, aby rozbudowywali jego królestwa dzięki temu fałszywemu nauczaniu, głoszeniu, i wierze w temat dziesięciny. Dalej, celem tego złego ducha jest skuteczne zasilanie siostrzanych duchów strachu, chciwości, które nękają tak wielu moich kolegów, pastorów, jak też było z waszymi kolegami w przeszłości.

Pamiętam takie seminarium, gdzie pojawił się w czasie zajęć temat dziesięciny. Pozwólcie, że przytoczę ten fragment z mojej książki z 1982 roku: INPUTS: A Matter of Life-style or Deathstyle:

„Kiedyś w dyplomowej klasie na wykładach z „hermeneutyki” czy nauki biblijnej interpretacji profesor rozwijał zasadę mówiącą, że „Ponieważ starotestamentowy cień stanowi materiał, który znajdujemy w Nowym Testamencie, Nowy Testament interpretuje Stary”. W samym środku jego znakomitego wyjaśnienia na temat istoty Nowego Przymierza, jakie mamy w Chrystusie, ruszył w kierunku dygresji, która wyglądała na pokłon w stronę cienia. Ta dygresja to było jego bardzo silne przekonanie co do dziesięciny. Jako pastor lokalnego zboru uważał, że jego koledzy pastorzy znajdujący się na sali powinni konsekwentnie podkreślać dawanie dziesięciny w swoich zborach. Zgromadzeni pastorzy gorliwie przytaknęli temu. W tym momencie zadałem jakieś proste pytanie, w stylu: „Jak godzisz ze sobą silny nacisk na dziesięcinę z właśnie przedstawioną zasadą hermeneutyki, która umieszcza cień starotestamentowej dziesięciny, jako coś wypływającego z istoty Nowego Przymierza, gdzie wszystko należy do Chrystusa? Czy Bóg nie chce 100% naszych zasobów?”

Nieoczekiwanie przerwano mi głośnym krzykiem:”Bądźmy praktyczni, panie Talbott! Jeśli masz służbę dla Boga, to potrzebne są dolary! Gdy ja zaczynałem w moim kościele tylko 10% moich ludzi płaciło dziesięcinę, teraz, po okresie konsekwentnego głoszenia pełne 20% zgromadzenia to robi! [Inni pastorzy wydali z siebie: ‚ach’ i ‚och’.] Ostatniego roku budżet kościoła jest wyższy o 50.000$, kupiliśmy trzy dodatkowe autobusy i mamy 25.000$ na koncie oszczędnościowym. [„Ooch, oooh, ooh,ahhh”] A tego nie da się zrobić bez głoszenia o dziesięcinie!” Cóż mogłem zrobić innego jak z szacunkiem poddać się, „Czy takie stanowisko nie może wskazywać na brak zaufania do tego, że nowotestamentowi wierni mogą być prowadzeni przez Ducha Świętego również w tym, jak wykorzystują swoje finansowe zasoby? Czy wierzący, który jest nim rzeczywiście, został uwolniony, aby znaleźć się pod Panowaniem Chrystusa nie wrzuci co najmniej 10-cio procentowego cienia dawania?” A co powiedział profesor? Wyrzucił ręce w górę i wybuchając wesołością ogłosił: „Cóż, czasami hermeneutyka musi odpuścić!” Z humorem nauczyciel hermeneutyki wraz z pastorami pomocnikami pogrzebali temat w salwie śmiechu (str. 176-177)”.

Przepraszam, że przerwę wam w tym momencie, ale ja osobiście bywałem w tych pomieszczeniach, salach rad starszych, na seminariach dla pastorów, gdzie pastorzy dyskutowali o tym w jaki sposób najlepiej wykorzystać wersy, aby wyciągnąć mamonę. Pewien starszy pastor w największym „kościele” w mieście szkolił swoich rówieśników tak: „Patrzmy realnie. Aby nasze działania można kontynuować, musimy uzyskać 15$ na głowę z każdego nabożeństwa, więc dobrze będzie jeśli bądźcie skuteczni w zbieraniu ofiary!” Jego porada zaowocowała w służbie jednego z jego cudaków tym, że zaczynając od pięciu minutowego „mini-kazania-o-dziesięcinie” w czasie usługi w kościele przeszedł do 10 minut, potem 15, potem do 20 i do 25, a kiedy byłem tam ostatnio to „kazanie o dziesięcinie w kazaniu” zajmowało już pełne 30 minut!

Steve Crosby w książce pt.: Wealth Transfer and Marketplace Ministry, (Transfer bogactwa i targowa służba) podsumowuje to co rzeczywiście dzieje się we współczesnym kościele jeśli chodzi o nauczanie na temat dziesięciny, wiary w zasiewanie pieniędzy itp. w następujący sposób:

„Sytuacja we współczesnym kościele podobna jest do systemu świątynnego w czasach Chrystusa. Instytucje świątynne były zasadniczo rodzinnym biznesem Heroda stworzonym tylko z jednego powodu: aby wyciskać z religii pieniądze dla swojej dynastii… (str. 46).

Mówiąc o 3 rozdziale Księgi Malachiasza, który jest cytowany setki razy w każdy niedzielny poranek w Ameryce, inny przyjaciel napisał:

„Ten wers nie ma nic wspólnego z pieniędzmi. Nie pozwólcie, aby ktokolwiek straszył was tymi wersami, niech was nikt nie związuje prawem. Malachiasz nie pisał do nas. Przeczytajcie sobie jeszcze raz 3:9. Zostało to napisane do narodu Izraela, do ludzi, od których wymagano, aby postępowali według prawa, lecz tego nie robili. W tamtym czasie ludzie byli pod przekleństwem jeśli nie postępowali zgodnie z prawem. My jesteśmy pod przekleństwem jeśli tylko próbujemy podążać za prawem, z którego Jezus nas wykupił”.

Propaganda dziesięciny i zasiewania pieniędzy zawiera w sobie tylko prawdy przez małe „p”.

Prorocy prorokują fałszywie,

a kapłani nauczają według własnego widzimisię:

mój zaś lud kocha się w tym.

lecz co poczniecie, gdy się to skończy?” Jer. 5:31

Jacques Ellul będąc w starszym wieku napisał książkę pt. „Propaganda: The Formation of Men’s Attitudes” (Propaganda: kształtowanie ludzkich postaw) sugeruje, że dobra propaganda przedstawia tylko prawdy przez małe „p” (co Ellul nazywa „faktami”), aby namalować obraz z kłamstw.

Oczywiście, że istnieje wiele dobrych prawd, prawd przez małe „p”, które współcześni pastorzy propagandyści używają. Dziesięcina miała być wykorzystywana przez starotestamentowych kapłanów. Jednak Prawda o tej dziesięcinie przez duże „P” jest taka, że dziesięcina była składana wyłącznie z żywności, była dziesięcina przeznaczona dla kapłanów, aby udzielali z niej wdowom i sierotom i część dziesięciny przeznaczona dla kapłaństwa lewickiego, które nie miało dziedzictwa ziemi, domów ani regularnych wypłat (por. Pwt. 18:1-2).

Kiedy jednak współcześnie pastorzy propagandyści usiłują kopiować starotestamentowy system ofiarny (czy kapłaństwo), co obejmuje sanktuaria, rytuały i ofiary takie dziesięcinę to budują nowe prawo (swój własny „kulturowy kod zachowania i wiary”) zbudowany z arbitralnie wyciągniętych elementów ze Starego i Nowego Przymierza! Co się dzieje, gdy umieszczają siebie samych i innych pod tym Prawem, a pomijają posłuszeństwo innym? Skutek jest taki, że umieszczają siebie (i swoich ludzi) pod przekleństwem:

Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu” (Gal. 3:10).

Weźmy na przykład propagandowe wykorzystanie fragmentu z Księgi Malachiasza 3:8-12, którego używa się jak kija do bicia słuchaczy i wymuszania poddania. 3 rozdział tej Księgi łączy się z prawem dawania dziesięciny wyłożonym w Starym Testamencie. Jest to prawda dotycząca tej sprawy przez małe „p”. Niemniej w drugim rozdziale znajduje się prawda przez duże „P” prowadząca do rozdziału trzeciego: prawda przez małe „p” wskazywałaby na to, że Bóg jest nadmiernie zainteresowany kapłanami, synami Lewiego, którzy sami byli przeklęci przez Boga i byli tymi, którzy przede wszystkim odpowiadali za przekleństwo sprowadzone na lud:

A teraz was, kapłani, dotyczy to postanowienie: Jeżeli nie usłuchacie i nie weźmiecie tego do serca, że macie oddawać cześć mojemu imieniu – mówi Pan Zastępów – to Ja rzucę na was klątwę i przeklnę wasze błogosławieństwo. Zaiste, przeklnę je, gdyż nie bierzecie tego do serca” (Mal. 2:1-2).

W jaki sposób kapłani sprowadzali przekleństwo na Izraela? Słowami Douglasa Weaver, mojego dobrego przyjaciela:

„Rozumiesz, oni zanieczyszczali naród okradając Pana, ponieważ wydawali dziesięciny na siebie samych, lekceważąc obcych, sieroty i wdowy”. Tak naprawdę, świetnie ten znany dziewiąty wers (z Mal. 3) nie mówi, że cały naród okrada Boga; dotyczy to raczej kapłanów, który okradają nie tylko Boga, lecz również całego Izraela. Ponieważ w takim samym stopniu jak lekceważyli obcych, sieroty i wdowy w takim sprowadzali przekleństwo na cały naród, skutecznie okradając ich z Bożego błogosławieństwa. Pamiętaj, tylko dziesięcina składana co trzeci rok była przeznaczona do spichlerza świątynnego. Tak więc, wyłącznie do części całego trzyletniego cyklu składania dziesięcin odnosił się Bóg; do tej części, za którą odpowiadali kapłani. Jakąż ironią jest to, że ten fragment Pisma jest powszechnie wykorzystywany do uprawomocniania i wymuszania praktyki płacenia dziesięciny, w rzeczywistości wypowiada się przeciwko tym, którzy ja gromadzą!”

Nowotestamentowi pastorzy propagandziści starają się podeprzeć swoje sztuczne arcy kapłaństwo sprawowane w świątynnym sanktuarium, którego zniszczenie i zastąpienia nami wszystkimi wierzącymi-kapłanami, wymagało śmierci Jezusa. O nich to można powiedzieć to, co „Pan wszechmogący” powiedział o ich starotestamentowych odpowiednikach, których naśladują:

Gdyż wargi kapłana strzegą poznania, a z jego ust ludzie chcą mieć wskazania, gdyż on jest posłańcem Pana Zastępów. Lecz wy zboczyliście z drogi i sprawiliście, że wielu się zachwiało w zakonie, zerwaliście przymierze z Lewim – mówi Pan Zastępów. Dlatego Ja sprawię, że będziecie wzgardzeni i poniżeni u całego ludu, gdyż nie trzymacie się moich dróg i jesteście stronniczy przy stosowaniu zakonu” (Mal. 2: 7-9).

„Oto patrzcie, dom wasz pusty wam zostanie”.

Wydaje się, że w naszych czasach „wzgardzenie i poniżenie u całego ludu” pastorów jest tylko kwestią czasu. Jest to już całkiem dobrze opisane w artykule Michaela Spencer‘a 2009 „Christian Science Monitor” pt.: „The Coming Evangelical Collapse” (Zbliżający się krach ewangelicznego kościoła). Osobiście wierzę, że ten krach już jest w drodze, jak postrzegam współczesny ruch dziesięciny-siania pieniędzy-wyłudzania-mega-kościołów, który jest symptomem zgonu amerykańskiego kościoła, a nie wskaźnikiem jego zdrowia. Jest to bezpośrednie odzwierciedlenie obecnego trendu łączenia i przyswajania niezdrowych instytucji przez niezdrowe instytucje prowadzące nasz wszystkich ku bankructwu.

Współcześnie, podpierane dziesięciną, którą postrzegam jako bezpośredni odpowiednik podatków, wymuszanych od obywateli przez państwo, tzw. mega-kościoły również stały się odbiciem opiekuńczego państwa, skąd zresztą czerpią swój wzór. Oba te pasożytnicze systemy nie mają szacunku dla życia swoich tłumów i z łatwością konsumują większość dolarów na siebie, po czym nędzne resztki ze stanu konta przekazują potrzebującym, przeważnie w uwłaczający sposób (podobnie jak lewici z czasów Malachiasza).

Na szczęście zawsze były wyjątki od reguł, jak to jest z grupką kościołów, które wierzą, że Duch może prowadzić ich członków do dawania, które nie mają długów, które kładą nacisk na małe grupy i pozwalają na to, że przekazywane przez ludzi środki są kierowane bezpośrednio do potrzebujących z pominięciem biurokratycznej pułapki. Wszyscy powinniśmy być czujni i wspierać takie miejsca. Dla waszej informacji: W sklepach Ace Hardware sprzedawane są obecnie okulary za jedyne 3,95$, które znakomicie nadają się do szukania potrzebujących w tym stogu siana!

Niemniej, zazwyczaj wygląda to tak, że jeśli amerykański wierzący staje wobec jakiegoś rodzaju potrzeby to, skoro został ograbiony z bogactwa przez bezbożne państwo i kościół, reaguje w ten sposób: „Z jaką społeczną agencją należałoby tego człowieka skontaktować?” Oczywiście, zanim rządowe biuro zostanie otwarte kilka godzin czy dni później, bądź będzie dostępny właściwy komitet kościelny parę tygodni później, rachunki za prąd wdowy, po tym, gdy już zamarzła na śmierć, zostaną zapłacone. Być może przesadzam, ale wiecie o co chodzi.

Istotą jest to, że opiekuńcze państwo i kościół skutecznie spłaszczyły nasze portfele i znieczuliły nasze serca na biednych. To my, jako kapłani Boga Najwyższego, mamy naszymi ‚dziesięcinami’ usługiwać teraz! Jeśli chodzi o samozwańczych kapłanów, którzy sprowadzili to przekleństwo na nasz kraj, jestem szczerze przekonany, że te dom zbudowany przez ich gigantyczne kompleksy wkrótce opustoszeje. Dzięki naszym modlitwą wstawienniczym i gestom miłości i cierpliwości być może niektórzy z nich padną na kolana i będą błagać Boga i ludzi o przebaczenie za ogromne, wielomilionowe złodziejstwo, którego się dopuszczali każdego roku przez swoje służby.

Słowo do młodszych pastorów

Powiedziano: „Jedynym sposobem na zmiany u pastorów, jest śmierć tych pastorów”. Może jest to prawdą w stosunku do nas starszych, siwych, lecz co z wami młodszymi pastorami? Czy może tak być, że i wy znaleźliście się w miejscu, w którym przekazujecie dziesięcinową propagandę, którą sami zostaliście zindoktrynowani? Konsekwencje są takie, że złe duchy, takie jak Mamona, strach i chciwość wloką was, a „dziurawe portfele” nękają? Czy jest jakaś nadzieja na to, że przetrwacie radykalną nowotestamentową zmianę kierunku w finansowaniu waszego kościoła [Uwaga do siebie: „To jest kościół Jezusa”]? Jeśli wrócicie do miejsca, w którym wasze uczynki będą zrodzone z Boga, a nie z bożka Mamony, nie będziecie musieli obawiać się tego czy Bóg zaspokoi każdą potrzebę waszą i waszej trzody.

Tak naprawdę, gdy nie już będzie się już dłużej nauczać ludzi, że „są wolni”, po tym, gdy oddadzą dziesięcinę, nastąpi eksplozja dawania. Uwolnienie ludzi od obowiązkowego płacenia dziesięciny skieruje ich nowotestamentową kapłańską inspirację do dawania do Ducha Świętego, zamiast do kalkulatora.

Znam pewnego pastora, który konsekwentnie obecnie już od ponad 40 lat sprzeciwia się trzymania się starotestamentowego cienia dziesięciny i naucza na temat nowotestamentowej istoty prawa własności Chrystusa do 100% wszystkiego, co posiadamy. Gdy usłyszał moją historię o nauczycielu z seminarium, który głosił, że dziesięciny są potrzebne do płacenia rachunków, zaprzeczając swoim własnym zasadom biblijnej interpretacji i samemu Pismu, skomentował to: „Ken, mogę się podzielić z tobą pewną drobną tajemnicą? Czy wiesz o tym, że nasi ludzie raz solidnie zakotwiczeni w nowotestamentowym kapłaństwie naprawdę daję dwa, trzy razy więcej pieniędzy na pracę służby, niż te kościoły, które nauczają o dziesięcinie i zemście?”

Czy to było łagodne napomnienie?

раскрутка сайтов интернете

Finansowa mądrość _6

Fenn John

Komu mamy dawać?

Nowy Testament pokazuje, że priorytetem w dziedzinie dawania pierwszego kościoła było przede wszystkim udzielanie wierzącym, a gdy już ich potrzeby były zaspokojone, niewierzącym: „Przeto, póki czas mamy, dobrze czyńmy wszystkim, a najwięcej domownikom wiary” (Gal 6:10).

Nawet stwierdzenie Jezusa z Ew. Mat 25:34-40, gdzie mówi, że gdy przyjdzie będzie szukał tych, którzy nakarmili, ubrali, podali wodę, odwiedzili chorych i więźniów nie dotyczy wszystkich, ponieważ: „Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście”. Tak więc wyraźnie widać, że zaspokajanie potrzeb jest skupione w pierwszej kolejności i przede wszystkim na wierzących.

Co by było, gdyby wszystkie programy „wychodzenia poza” (tradycyjny kościół) zostały zatrzymane a te fundusze przekazane z powrotem do członków zgromadzenia, którzy są w potrzebie? Wtedy, gdy już raz zostałyby zaspokojone wszystkie potrzeby otworzyli by się oni na dawanie niewierzącym. To jest myśl!

Największym wstydem jest to, że w tradycyjnym kościele tak wiele członków zgromadzenia ma rzeczywiste potrzeby i nie może uzyskać nawet niewielkiego daru rzędu kilkuset dolarów, który pomógłby im przejść przez trudny czas, ponieważ te fundusze są przeznaczane na jakieś marionetkowe programy, projekty czy opłacenie systemu nagłaśniania za 2 mln dolarów!

Sieć pomocy

W czasie bliskim wydarzeniom związanym z Dniem Pięćdziesiątnicy jedną z (naturalnych) atrakcji stania się uczniem Jezusa było to, jak udzielali sobie nawzajem wsparcia i jak zamiast dawać pieniądze na zabudowania świątyni oraz kapłanom świątynnym dawali apostołom oraz ludziom będącym w służbie, którzy duchowo karmili ich, mając z nimi bezpośrednie relacje. Gdybyś był niewierzącym w tamtym czasie, bez stałej pensji, bezrobotnego, miałbyś potrzeby i widział taką szczęśliwą, troszczącą się o siebie nawzajem grupę, która kocha Boga, troszczy się o siebie nawzajem, jak są prowadzeni przez pokorne przywództwo w społeczności z ludźmi, zamiast nietykalnej świątyni, czy potrzebowałbyś czegoś więcej?

Pomyśl o losie wdowy z pierwszego wieku, która nie miała żadnego wsparcia rodziny. Bez rodziny, bez społecznego zabezpieczenia, bez możliwości zarobienia w tej kulturze była pozbawiona środków do życia. Lecz jeśli była w takiej sytuacji i była uczniem Pańskim to jej potrzeby były zaspokojone. 6 rozdział Dziejów Apostolskich nakreśla infrastrukturę, która pojawiła się wśród kościołów (w oparciu o prywatne domy), co miało zapewnić, że troszczono się o takie kobiety, a potrzeba było siedmiu mężczyzn obsługi na pełny etat, aby skoordynować to wszystko! Możesz sobie wyobrazić ilość żywności, zaopatrzenia i komunikację przepływającą między tymi domami w mieście!

Darmowe jedzenie?

Jeśli przeczytamy Dz. 6:1-7 jako oddzielny fragment, może się nam wydawać, że idea pomocy wdowom oznaczała pełne pokrycie ich wyżywienia i kosztów zamieszkania, lecz Biblia interpretuje Biblię. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Paweł uczył się od apostołów i że ta praktyka zaczęta w 6 rozdziale Dziejów Apostolskich była również utrzymywana bardzo konsekwentnie przez Piotra i innych w całym Imperium Rzymskim wszędzie, gdziekolwiek ewangelia roznosiła się. W przypadku podobnych potrzeb w Efezie w 1TYm 5:3-4 Paweł poucza Tymoteusza w jaki sposób pomagać wdowom: „Otaczaj szacunkiem wdowy, które rzeczywiście są wdowami” Lecz „jeżeli zaś która wdowa ma dzieci lub wnuki, to niech się one najpierw nauczą żyć zbożnie z własnym domem i oddawać rodzicom, co im się należy; to bowiem podoba się Bogu”

Dalej udziela następujących wskazówek: „Na listę wdów może być wciągnięta niewiasta licząca lat co najmniej sześćdziesiąt i raz tylko zamężna, mająca dobre imię z powodu szlachetnych uczynków: że dzieci wychowała, że gościny udzielała, że świętym nogi umywała, że prześladowanych wspomagała, że wszelkie dobre uczynki gorliwie pełniła”(I Tym. 5:9-10). Udzielanie wsparcia było dla nich sposobem na kontynuowanie życia usługiwania innym! Nie było to darmowe jedzenie, rozumiemy więc teraz, że wdowy z 6 rozdziału Dziejów Apostolskich były bardzo aktywnymi kobietami, które pomagały rodzinom i służbie. Oczekiwanie od nich tego, że będą dawały z powrotem jest spójne z Listem do Efezjan, ponieważ w 4:28 Paweł mówi (na przykład): „Kto kradnie, niech kraść przestanie, a niech raczej żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu”.

To przede wszystkim w ciele Chrystusa mamy ubierać nagich, żywić tych, którzy tego potrzebują, odwiedzać chorych i uwięzionych, lecz jasne jest z tego, że kiedy już zostaną ci ludzie nakarmieni, zaopatrzeni, uzdrowienie, wypuszczeni na wolność oczekuje się od nich, że oni sami w zamian staną się raczej dawcami, a nie biorcami. Dawanie powinno służyć dalszemu rozwojowi jednostki, a nie tylko utrzymywaniu przy życiu.

Wartości właściwie rozmieszczone

Jeśli rozumiemy dawanie w taki sposób, jak to zostało nakreślone powyżej, zrozumiemy to, że apostołowie byli na tym samym poziomie zaopatrzenia co wdowy i podobne były wobec nich oczekiwania co do chrześcijańskiego charakteru. Pracowali na swoje utrzymanie z ofiar, które były składane, podobnie jako robiły to wdowy. Byli w społeczności z ludźmi i odwiedzali poszczególne domy.

Myślę, że jest ogromną hańbą, gdy duchowny jakiegokolwiek rodzaju, a szczególnie pastor, żyje ponad stan przeciętnej osoby ze swego zgromadzenia. Bardzo cenię sobie męża, z którym pracowałem przez 6 lat, starszego już wtedy Billy Joe Daghtery, ponieważ on sam i Sharon jeździli przeciętnymi samochodami, mieszkali w przeciętnym domu, a jeśli chodzi o procentowy udział to byli największymi dawcami dla swego własnego kościoła i służby. On ustanowił dobry przykład, który staramy się do dziś naśladować. Tego rodzaju pokory brakuje w tradycyjnych kręgach kościelnych dziś. O ile mamy do czynienia z upadkami po stronie duchownych, to w ciele Chrystusa wielu chrześcijan zawodzi po tej stronie.

Paweł powiada w 1 Liście do Koryntian (9:11): „Jeżeli my dla was dobra duchowe posialiśmy, to cóż wielkiego, jeżeli wasze ziemskie dobra żąć będziemy?” Paweł starał się wzbudzić ich sumienie wobec tego jakie jego nauczania miało wpływ na ich życie, jak on zmienił ich na zawsze. Wszczepił w nich Boże rzeczy, które rozbudowały niewidzialną infrastrukturę w osobistych myślach, w prowadzonym życiu, ich relacjach i w rodzinie. Jednak Koryntianie nie cenili tego, co Paweł zrobił dla nich, ponieważ nie pojawiła się nawet myśl o tym, aby dać coś z powrotem dla niego.

Paweł utrzymywał, że najwyższym zaszczytem dla człowieka i tym, czego wymaga wewnętrzna spójność i chrześcijański charakter, jest zasiewanie duchowych rzeczy w życie ludzi w służbie na pełny etat. Tak więc, otrzymywanie niejako z powrotem zwykłych materialnych rzeczy, jak pieniądze czy inne dobra, które, choć potrzebne do życia, pewnego dnia spłoną, blednie w porównaniu do rzeczy duchowych. Apostoł udzielał im tego, co pozostanie z nimi na wieczność, a jednak nie otrzymywał z ich strony regularnego finansowego wsparcia (podczas gdy inne kościoły udzielały go). Próbował w ich chrześcijańskim charakterze wypracować integralność, o czym było sporo w poprzedniej części nauczania. Dawanie jest łaską, lecz wymaga dyscypliny i uczciwości, aby dawać temu, kto jest prawy i w porządku.

Wyjaśniając swoje oczekiwanie na wsparcie, Paweł dokonuje porównania sposobu w jaki duchowni Nowego Testamentu starotestamentowi kapłanów zarabiali na swoje utrzymanie z dziesięcin i ofiar ludu. Oczywiście, kapłaństwo zostało zakończone przez Chrystusa, lecz w tym przypadku Paweł porównuje sposoby zarabiania na życie. Możemy porównywać starotestamentowego kozła jak typ ofiary Jezusa, choć zdajemy sobie sprawę z tego, że ofiarowanie kozła nie jest już więcej odpowiednie. Niemniej zasada typów i cieni nadal pozostaje prawdziwa.

Czy nie wiecie, że ci, którzy służbę w świątyni sprawują, ze świątyni żyją, a którzy przy ołtarzu służą, cząstkę z ołtarza otrzymują? Tak też postanowił Pan, ażeby ci, którzy ewangelię zwiastują, z ewangelii żyli” (1 Kor 9: 13-14).

Interesujące jest dostrzeżenie tego, że inne kościoły wspierały Pawła, a Korynt początkowo nie. W swym liście do kościoła w Filipii dziękował im za dwukrotne przekazanie mu daru, gdy był w Tesalonice i za to, że gdy zaczynał swoją służbę, oni byli pierwszymi, którzy to robili (Dz. 17, Flp. 4:15-16).

Czas upływał i ludzie zaczęli poprawiać swoje życie i dawać na jego służbę, nawet więcej niż trzeba było. W Liście do Rzymian 15:26 mówi o darach z Filipii, Macedonii i Achai, a w 1Kor. 16:1 wspomina też kościoły z Galacji, później oczywiście również Koryntian (2Kor. 8/9), wskazując na ich wzrost w tej łasce, jako na sprawę wzrastania w charakterze na podobieństwo Chrystusa.

Podsumowanie

Przez ostatnie 6 tygodni sprecyzowałem oczyma Nowego Testamentu czym jest deszcz i zasiew z 3 rozdziału Księgi Malachiasza, Biblijne nauczania na temat dywersyfikowania dochodów, jak w naszym zasięgu jest zmiana naszych możliwości zarządzania pieniędzmi, pisałem o wzrastaniu w łasce dawania, a dziś o priorytetach tego, komu dawać i z jakimi oczekiwaniami. Z niektórymi dyskusja na temat pieniędzy musi być prowadzona równie delikatnie jak delikatnie ląduje na kwiatku motyl z obolałą nogą. Inni nigdy nie byli nauczani rozdziału i wersu w szerszym sensie, więc otwiera to oczy i jest żarliwie przyjmowane, choć zaledwie dotyka powierzchni.  Mam nadzieję, żę przyjęliście ducha pokory i szczerości w jakiej ta seria była pisana i mam nadzieję, że było to dla was błogosławieństwem. W następnych przemyśleniach nowy temat.

Remember personal email to cwowi @ aol.com

Wiele błogosławieństw,

John Fenn

поисковая оптимизация бизнес сайта

Finansowa mądrość _4

Fenn John

W skrócie:

poprzednim razem pisałem o tym, że ‚spichlerz” w czasach Malachiasza oznaczał wewnętrzne pomieszczenie znajdujące się świątynnym kompleksie, gdzie przechowywane były narodowe skarby, gromadzone z dziesięcin i darów składanych przez ludzi z nierolnych produktów. W naszych czasach (ponieważ jesteśmy świątynią Boga) przenosi się to na nasz ‚skarb’ w tym miejscu, gdzie żyjemy i wszystkie nasze życiowe sprawy. Tak więc w Nowym Testamencie nacisk jest kładziony na wzajemne pomaganie sobie w zakresie podstawowych życiowych potrzeb.

Co należy do nas.

Spora część chrześcijańskiej kultury prosperity skupia się na dawaniu i na tym kończy się prezentacja biblijnej prawdy. O ile dawanie jest ważną częścią to jest tylko częścią całej prawdy, a przedstawianie tylko jednego elementu to brak równowagi. Tego rodzaju nauczanie nieumyślnie prowadzi ludzi do grzechu zarozumiałości/arogancji. Ze swej definicji w tym kontekście: arogancja to założenie, że coś należy do odpowiedzialności Boga, podczas gdy faktycznie jest to nasz obowiązek. Podstępem zarozumiałości jest to, że często serce jest w porządku wobec Boga, czuje się tak duchowe, podczas gdy w rzeczywistości jest w wielkim błędzie. Ten błąd powoduje, że nie ma żadnych rezultatów, co prowadzi do zamieszania.

Przykłady: Arogancją jest wypisywanie czeku ze świadomością, że nie ma pieniędzy na pokrycie go, lecz z wiarą, że Bóg ma pieniądze dla ciebie i będą one na koncie, zanim czek dotrze do banku. Arogancją jest również przekazanie pieniędzy przeznaczonych na opłacenie wynajmu mieszkania i przekazanie ich kaznodziei ze świadomością, że Bóg zwróci te pieniądze z nawiązką, ponieważ dałeś je duchownemu. Arogancją jest uruchomienie biznesu bez uprzedniego przygotowania się do tego i bez wiedzy, co potrzeba, aby przynosił dochody. Wszystko jest uduchawiane ponieważ twoje serce jest w porządku i robi się to dla Boga, uważając, że On zajmie się resztą. Arogancją jest prowadzenie restauracji i zatrzymywanie po godzinach szczytu kelnerek i kucharzy, ponieważ oni potrzebują dodatkowych pieniędzy a potem zastanawianie się dlaczego Bóg nie błogosławi i nie przynosi ona zysku. Zamiast zwiększonej ilości modlitwy, należy podjąć się trudnego zadania utrzymywania w ryzach wypłat, mówiąc personelowi, aby po godzinach szczytu udał się do domów. Arogancją jest prowadzenie szkoły karate, o której wspominałem jakiś czas temu, która jest skupiona tylko na dzieciakach. Właścicielka modliła się o wzrost i dziwiła dlaczego Bóg nie błogosławił. Gdy równocześnie cały rynek nastolatków, dorosłych i seniorów był dla niej otwarty, ona chciała, aby to Bóg błogosławił jej akurat to, co robiła i nie chcąc wzrastać osobiście i rozwijać biznesu, ponieważ to wiązało się z PRACĄ i wysiłkiem. Arogancją jest brak uczciwości w swym własnym sercu, brak rozróżnienia na to, co jest potrzebą, a co pragnieniem i wykorzystywanie karty kredytowej na pragnienia okłamując siebie samego, że to są „potrzeby”. Potem człowiek zastanawia się czemu Bóg nie błogosławi i nie brakuje na opłaty. Potrzeba oznacza coś, bez czego nie można funkcjonować. Pragnienie może być czymś co jesteś w stanie sobie kupić, lub nie natychmiast. Arogancją jest robienie czegoś w Bożym imieniu bądź dla Niego, czy w ‚wierze” lub ‚służbie’ z przekonaniem, że właśnie dlatego On pobłogosławi to, uzupełni różnice, da jakiś dodatkowy zysk itp. Popularna kultura prosperity degraduje Boga wszechświata do podrzędnego biznesowego partnera, którego zadaniem jest pokrywać głupie błędy i mętne praktyki biznesowe. Jest to zarozumiałość i arogancja.

Z pieniędzmi można zrobić tylko trzy rzeczy.

W 25 rozdziale Ewangelii Mateusza w wierszach 14-30 Jezus przekazał ogromne bogactwo nauki na temat pieniędzy, a co ważniejsze poprzedził to słowami: „Królestwo Boże podobne jest do…”, co znaczyło, że tak właśnie niebo patrzy na tą sprawę. Pomimo że w tej przypowieści jest dużo duchowych prawd, zawęźmy nasze studium tylko do lekcji na temat pieniędzy. Trzem mężczyznom dano różne ilości dóbr i pieniędzy z zamysłem, że zostanie to przez niech powiększone po jakimś czasie. Oprócz „dobór” (posiadłości), które otrzymali, dano im również pieniądze „zgodnie z ich indywidualnymi możliwościami” jak mówi wers 15.

Jeden otrzymał 5 jednostek, drugi 2 jednostki, a trzeci 1 jednostkę (talent). Pamiętaj o tym, że Jezus powiedział, że Królestwo jest podobne do tego: On jest tym, który rozdziela pieniądze i posiadłości ludziom. Dał pieniądze zgodnie z ich umiejętnościami, a zatem oczekiwał, że zarobią więcej pieniędzy proporcjonalnie do tego, co otrzymali. On ich do tego nie uzdolnił, ci mężczyźni sami pokazali, że mają możliwości radzenia sobie z różnymi ilościami otrzymanych pieniędzy i dóbr – zarządzenie nie należało do zakresu obowiązków Mistrza, lecz ich samych.

Dwie lekcje

(1) Do nich należy rozwijanie swoich umiejętności w funkcjonowaniu w świecie biznesu. Jeśli nie podobają ci się twoje zdolności i wiedza teraz, to zmień to: studiuj, ucz się, wzrastaj, nabieraj doświadczenia po to, aby móc obracać większą ilością. Pan nie jest niemądry, jeśli nie jesteś w stanie obracać pieniędzmi teraz, a z Bożej perspektywy oznacza to życie osobiste, pracę i dawanie to On nie zamierza dać ci wygrać na loterii kwoty, która przeciąży twoje umiejętności. Obiecał nie dać więcej, niż możesz unieść, a to dotyczy również ilości błogosławieństwa w życiu, tak więc jeśli chcesz więcej, dostosuj do tego swoje umiejętności, popraw swoją dyscyplinę i stosunek do dawania, oraz ogólną finansową mądrość. To należy do twoich obowiązków, nie Jego.

(2) Do ich obowiązków należało prowadzić biznesy w najlepszy sposób, jak tylko potrafili. To samo, co powyżej, jest w Księdze Jozuego 1:8 z nowotestamentowym słownictwem: Jeśli będziesz chodził z Panem, On „poszczęści się twoje drodze”. Pan jest z tobą, wiesz, co robić, a teraz przebij się w biznesie – to należy do ciebie, nie do Niego. Żyjemy w nowotestamentowych czasach, Chrystus żyje w nas, nie przebywa gdzieś daleko w niebie, abyśmy mieli mieć nadzieję, że otworzy niebiosa (tak przy okazji to jest herezja) czy też, że my udamy się do trzeciego nieba (jak wyżej), aby otrzymać potrzebne odpowiedzi: Chrystus żyje w nas, zatem do nas należy i do Niego w nas, aby iść tą drogą razem!

Pierwsi dwaj słudzy handlowali, czy jak się mówi we współczesnym języku kupowali i sprzedawali, wykorzystując otrzymane dobra i pieniądze, i to jest właśnie jedna z trzech rzeczy, które możesz robić z pieniędzmi. Gdy Mistrz wrócił i rozmawiał z trzecim sługą. Gdy okazało się, że ten zakopał pieniądze w ziemi i powiedział mu, że mógł je dać chociaż do banku, aby otrzymać jakiś zysk. Jest to druga rzecz, którą możesz zrobić z pieniędzmi: zakopać je lub dać na procent.

Ten trzeci powiedział, że bał się i jest to bardzo ważny czynnik, który powoduje brak mądrości finansowej u chrześcijan – strach. Ten ostatni oskarżył strach o to, że mógł być odpowiedzialny przed Mistrzem, lecz Mistrz powiedział, że zamiast się bać, mógł te pieniądze oddać do banku, co było dla tego sługi pewną ucieczką przed strachem. Mógł zrobić co cokolwiek na własną rękę, podjąć jakąkolwiek inicjatywę, dać je do banku i zyskałby akceptację. Zakopywanie pieniędzy jest czymś co w naszych czasach nie dałoby żadnego zysku, a wręcz przeciwnie: nastąpiłby istotny spadek wartości z powodu inflacji. Tak więc płacenie wynajmu zamiast hipoteki powoduje, że pieniądze będą ci wypływać. Zbieranie ich pod materacem czy na najniższym oprocentowaniu to kolejny przykład tracenia pieniędzy. Kupowanie i sprzedaż może dotyczyć wszystkiego zaczynając od sprzedaży działek do obrotu kapitałem i obligacjami. Kupuj tanio, sprzedawaj drożej. Tak zrobili dwaj z trzech mężczyzn z otrzymanymi pieniędzmi i dobrami, co im zresztą polecono.

Czy sprzedajesz i kupujesz, gromadzisz zyski, czy zakopiesz swoje pieniądze to zależy od ciebie, nie od Boga. Nie odrzucam Jego prowadzenia w tych dziedzinach, lecz po prostu zajmuję się tą częścią nauczania po to, by wprowadzić równowagę wobec błędu składania tego na Boga. Biblia uczy inaczej, jak widać. Tak, On dostarcza „wody”, inaczej, objawienia i mądrości, które będą wylewane na ‚plony rolne’, lecz to my musimy pilnować tych plonów, a nie On. Jego zadaniem jest wylewanie „wody”, naszym troska o „plony”.

Gdy modlę się o odpowiedź czy prowadzenie w jakiejś sprawie i nic nie słyszę to wiem, że do mnie należy zrobienie czegoś. Innymi słowy: to jest moje zadanie i odpowiedź jest w moich rękach. Gdy niebo milczy to jest to moja kolej, mogę ruszyć z przekonaniem, że Pan prowadzi, otwiera i zamyka drzwi i poszczęści mojej drodze.

Ludzie latami zwlekają, chcąc usłyszeć od Boga czy powinni iść do szkoły, czy zmienić swój zwód, a jeśli tak, to na jaki kurs się zapisać czy na jakie studia. Oczekują latami na słowo czy kupić dom czy wynająć. Zamiast ruszyć tam, gdzie jest praca, modlą się o prace w swoim fachu i latami nie mają zatrudnienia, zastanawiając się dlaczego Bóg nie zaopatruje ich.

Nieświadomi tego, że należy to do ich zakresu odpowiedzialności, patrzą na okoliczności i mówią: „nie da się”, i wycofują się. Nie zdają sobie spraw z tego, że niebiosa funkcjonują według zasady „niech się stanie zgodnie z waszą wiarą”, więc kończą z niczym. Dzieliłem się tutaj w innym cyklu świadectwem o tym, jak będąc w potrzebie zakupu domu bliżej miejsca zamieszkania grupy naszego upośledzonego syna w czasie gdy firmy obrotu nieruchomościami były pozamykane z powodu kryzysu, a my nie mieliśmy pieniędzy na zakup, kupiliśmy taki dom.

Było to nasza potrzebą, więc z Barb zdecydowaliśmy się w naszym wieku, że kupimy dom na własność zamiast wynajmować, i że musi on być w odległości 30minut od naszego syna. Gdy to już raz postanowiliśmy w naturalnej sferze, modliliśmy się o to. Czując prowadzenie do udania się w pewne szczególne miejsce, pojechałem wprost do domu, który było idealny na nasze potrzeby i na sprzedaż bezpośrednio przez właściciela. Znajdował się tam nawet podjazd dla wózka inwalidzkiego, który był nam potrzebny. Okazało się, że właścicielem był emerytowany pastor baptystyczny, który chciał, aby ich dom trafił w ręce kogoś będącego w służbie, a bank, do którego należała hipoteka, był własnością diakona jego kościoła. Pastor powiedział, że chce tak a tak zrobić, bankier zgodził się i było po wszystkim.

Patrząc w naturalny sposób, nie było żadnej możliwości. Lecz ta potrzeba istniała i do nas należało zacząć coś robić w tym kierunku, a nie do Boga. Pieniądze są tutaj na ziemi, a rozwijanie naszych umiejętności radzenia sobie z nimi jest naszym obowiązkiem, jedyne co musimy zrobić to zbadać dostępne możliwości i być wrażliwi na Jego prowadzenie, gdy już raz zaczniemy. Pan nie może kierować zaparkowanym samochodem ani lepiej od ciebie. Rozwiń swoje umiejętności jeśli masz możliwości jednej osoby, a chciałbyś mieć możliwości za dwoje czy pięcioro.

Może pamiętacie taką historię, którą dzieliłem się wcześniej o pośredniku handlu nieruchomościami z naszego kościoła, który wiele lat temu dom wyceniony na 107.000$ pokazał zaledwie na 3 tygodnie przed zakończeniem kontraktu. Tydzień po wygaśnięciu umowy, sprzedawcy zaprosili ludzi, którzy byli oglądać nieruchomość i powiedziano im, że cena została obniżona o 7% prowizji i jeśli są zainteresowani to można kupić ją za 99.000$. Za tyle kupili.

Pośrednik przyszedł do mnie, ponieważ jego żona była wściekła i chciała, aby ścigać sprzedawcę za jego prowizję, ponieważ, jak to było w umowie w takim przypadku, nadal ta prowizja należała mu się. Uważał, że postępuje po chrześcijańsku i był skłonny odpuścić to. Powiedziałem mu, że opierając się na Piśmie, po chrześcijańsku byłoby być człowiekiem słownym i iść do sprzedawcy po pieniądze, które mu się prawnie należały.

Podpisał z nimi umowę w dobrej wierze, a oni teraz naruszyli ją. Tu nie chodziło „chrześcijańskie postępowanie”, lecz o osądzenie (sprawiedliwość), nawet jeśli sprzedawca miał go nie lubić, z powodu tego naciskania, to będą wiedzieli co najmniej, że jest człowiekiem prawym i w porządku, dotrzymującym swoich biznesowych umów, a to jest chrześcijański sposób prowadzenia biznesu. Jak się okazało wystarczył list od jego prawnika, aby dostał swoje pieniądze.

Wracając do dawania i otrzymywania: podsumowanie ostatnich czterech części.

Mamy więc teraz pełniejszy obraz tego czym jest Boża część: to wylewanie ‚wody’ objawienia; wiemy o tym, że mamy dawać innym, aby zaspokoić ich podstawowe potrzeby, jako część składania dziesięciny i dawania w nowotestamentowych spichlerzach/świątyniach. Wiemy, że różne źródła przychodów są Bożym sposobem błogosławienia naszych podstawowych potrzeb i ponad to. Rozumiemy to, co jest naszym obowiązkiem, jeśli chodzi o pieniądze i nasze własne możliwości obracania nimi. To wszystko znajduje się w tym rozdziale i wersie, lecz jak wielu było tego nauczanych? Jak wielu chrześcijan żyje od cudu do cudu, usiłując uciec od konsekwencji złych decyzji, zamiast rozwijać konsekwentny i zainspirowany przez Boga plan?

Prowadzi nas do naszej odpowiedzialność co do dawania, ponieważ to do nas należy rozwijanie umiejętności zarządzania pieniędzmi i biznesem, do nas należy wykorzystanie dyscypliny i mądrości, do nas należy podjęcie decyzji jak i komu powinniśmy dawać oraz oraz podjęcie decyzji, że dawanie będzie naszym stylem życia.

Następnym razem: co Nowy Testament rzeczywiście mówi na temat dawania.

Część piąta

———————–

Remember to write to me using cwowi  @  aol.com   rather than just hitting ‚reply’ on this email.

Wiele błogosławieństw

John Fenn

продвижение сайтов купить

Finasowa mądrość_2

John Fenn

Witajcie.

Przyspieszamy

Poprzednio pisałem o tym, że o ile otwarcie okien niebieskich z 3 rozdziału Księgi Malachiasza było dla ludzi żyjących 400 lat przed Chrystusem dosłownie deszczem padającym na ich uprawy rolne, o tyle dla nas ta ‚woda’ jest pewnego rodzaju przepływem przekazywanego przez Ducha Świętego objawienia, kreatywności i mądrości, czego celem jest ‚nawadnianie’ naszej pracy, rodziny, posiadłości itp. Dziś będę budować na tym właśnie.

Ot, taka sprawa: nie bogacę się 4.25$ na godzinę

Większość pastorów głosi, że jeśli ty dajesz Bogu to On ci da wzrost, więc członkowie kościoła, gdy dają, naturalnie szukają co najmniej jakiegoś „wyboju” w ich finansach; coś, co wskazywałoby na to, że Bóg rzeczywiście wypełnia to, co wierzą, że obiecał. Gdy to się nie dzieje, zastanawiają się, co takiego robią źle. Mówię o ludziach ciężko pracujących na godziny i zastanawiających się dlaczego Bóg nie daje im wielkiego przyrostu. Rozmawiałem też z pracownikami zatrudnionymi na etat, dziwiącymi się temu samemu: dają hojnie ku swej własnej szkodzie, a jednak wydaje się, że ich konto bankowe przypomina stojącą wodę.

Wcześniej, w pod koniec lat 70tych i na początku 80tych ta kapryśna doktryna skupiła wielu pastorów na 100krotnym zwrocie. W latach 80tych mówiło się o dawaniu na świątynię po to, aby być błogosławionym. W latach 90tych dawano apostołowi i pastorowi, którzy czasami byli tak zepsuci, że domagali się dziesięcin dla kościoła, a każdy dodatkowy przychód musiał być obłożony dziesięciną na tego męża Bożego. (Nie idź, lecz biegnij ku najbliższemu wyjściu.)

Dziś ten kaprys kieruje uwagę na dawanie związane z żydowskimi świętami, lecz to co krąży, wraca, tak więc pewne elementy tego ciągle są obecne i wyciągane przez pastorów od czasu do czasu z półki, aby motywować parafian do dawania. Wszystko zaś to ma wspólny mianownik w postaci obietnicy bogactwa i błogosławieństwa z góry. W latach 1978-79 pracowałem w Jim Bakker’s PTL Club w Charlotte, Płn. Karolinie, i wraz z Barb wiernie oddawaliśmy swoje dziesięciny z tygodniowych zarobków 150$ (netto 111.50), sądząc, że każdy taki wypisany 15 dolarowy czek wróci do nas 100krotnie pomnożony, czyli w posaci 1500$ i miało się to stać natychmiast. Niemniej, nie stało się to nigdy i dziwiliśmy dlaczego. Pokutowaliśmy z własnej głupoty, gdy okazało się, że każde wypisanie czeku sprawiało nam ból i nie wiedzieliśmy dlaczego. Pewnego dnia dotarło to do Barb. Odkryła, że kiedyś dawaliśmy z serca pełnego miłości, a gdy daliśmy się złapać na nauczanie o 100 krotnym zwrocie, zrzekliśmy się miłości na rzecz chciwości, dając z nadzieją na wielki zwrot natychmiast, zamiast po prostu dawać z miłości Bogu i ludziom, i to była racja. Jak powiedziałem, pokutowaliśmy, nadal dawaliśmy a Ojciec zatroszczył się o nas, choć nie taką obfitością jak obiecywali kaznodzieje. Zastanawialiśmy się, dlaczego. Wcześniej, w 1982 roku byłem między duchownym i podjąłem prace w Domino’s Pizza. Miałem 24 lata i otrzymywałem wsparcie rodziny, a za 4,25$ za godzinę trudno było opłacić wynajem. Jak tylko potrzebowaliśmy więcej pieniędzy, otrzymałem szansę na pracę jako dostawca pizzy, co dało zarobek netto 10$ za godzinę. Zawsze byliśmy dawcami i przeszliśmy przez to, lecz nigdy nie widzieliśmy super obfitości, jaką nasz pastor obiecywał. Zacząłem więc kopać w Słowie w poszukiwaniu odpowiedzi, prosząc Ojca, aby mi to pokazał.

Co daje praca

Jeśli zbadasz postacie biblijne w miejscach, gdzie jest wspominana ich praca to odkryjesz, jeden wspólny fakt: Ich praca zapewniała im dach nad głową i nic więcej. Być może powinienem to ująć w taki sposób: sama ich praca nie zapewniał im obfitości. Oto kilka przykładów: Łuk.5:10 mówi, że Piotr, Jan i Jakub wspólnie prowadzili biznes rybacki, co oznacza, że jako właściciele byli równocześnie trzema jedynymi pracownikami. Troszczyli się o swoje rodziny, lecz nie byli bogaci. Paweł pracował jako wytwórca namiotów w Koryncie (Dz. 18: 1-3) przez półtora roku i było jedyny okres jego regularnej pracy w czasie 30 lat służby, lecz było to w Koryncie konieczne w tym czasie. Robił to wspólnie z Akwillą i Pryscylą, lecz nie wzbogacili się na tym. Jeśli zastanowimy się na pracą Mateusza to jak poborca podatkowy był jedynym właścicielem i pracownikiem, a to, że mógł tak po prostu wstać i odejść, pokazuje nam, że miał się na tyle dobrze, aby zaopatrywać siebie, lecz nic ponadto.

Źródła dochodów

Twoja praca, wypłata, powinna być uważana za pojedynczy strumień wody płynący ku tobie. W Biblii, w powyższych przykładach, nikt nie zgromadził bogactwa z jednego źródła dochodów, jednego płynącego strumienia. Są też przykłady bogactwa na które możemy popatrzeć jako na coś, jest Bożym wzorem. W Księdze Joba mamy właśnie taki przykład. Jak widzimy w Jb. 1:3 Job miał dużo źródeł dochodów.

7,000 owiec. To oznacza wełnę na tkaniny i mięso na sprzedaż.

3,000 wielbłądów. Wielbłądy służyły do transportu towarów, były ciężarówkami, TIRami ówczesnych dni. Znaczy to, że Job prowadził importowo-eksportowy biznes, a jego długie karawany poruszały się po pustynnych przestrzeniach. Średnio karawana liczyła mniej niż 60 wielbłądów, tak więc miał w dowolnej chwili co najmniej 60 ‚ciężarówek” w drodze.

500 jarzm wołów inaczej 1000 wołów, a oprócz tego krowy i cielęta. Jarzmo służyło do orki pół i mielenia ziarna, tak więc był rolnikiem i hodowcą bydła. Miał więc dochody pochodzące z mleka, sera, skór, sprzedaży i kupna bydła itp.

500 oślic. Były to na ówczesne czasy małe ciężarówki, lokalne środki transportu, „prywatne pojazdy’.

Spójrz na te strumienie dochodów płynące ku niemu: wełna, baranina, importowane dobra, więcej mięsa, skóry, mleka, serca, ziarna oraz posiadłości potrzebne do tej działalności. Każdy z tych elementów jest osobnym strumieniem płynącym do niego. Jak wiele strumieni płynie ku tobie? A ile masz strumieni, którymi pieniądze WYPŁYWAJĄ od ciebie? Odetnij odpływy, rozwiń wpływy. W rozdziałach 29 i 31 Job opowiada w jaki sposób żył, udzielając inny, jak był uczciwy we wszystkich swoich działaniach. Obejmuje to również karmienie i nocowanie gości, oraz rozdawanie ze swych własnych zapasów ubrań potrzebującym. Był hojnym pracodawcą i troszczył się o sieroty i wdowy, i Bóg błogosławił mu. Jednak Job nie korzystał z jednego źródła, lecz płynęło ku niemu dużo strumieni i budował je przez wiele lat z wysiłkiem, siejąc zyski z powrotem w swój biznes i urozmaicając go, gdy jakiś strumień w naturalny sposób wpływał z oryginalnego. Chodzi mi o to, że posiadanie krów i cieląt skłania działanie w stronę mleka. Kup wołu, a będziesz miał więcej krów, gdy będzie ich już dość dużo, można sprzedawać mleko: strumień, który zasilany jest z głównego i płynie DO ciebie.

Wielkim błędem jest jeśli pastorzy skupiają się na dawaniu, jako na końcowej odpowiedzi, aby mieć finansowe błogosławieństwo. Doprowadziło to do niewoli wielu dobrych ludzi. Dawanie wiąże się z finansowym błogosławieństwem, lecz jest tylko jego częścią. Rozwijanie różnych strumieni dochodów jest fundamentalne!

Kobiety również

Zastanów się nad kobietą z 31 rozdziału Przypowieści, nad wersami 10-31. Posiada już biznes krawiecki i ma swoich pracowników, jest porównywana do statku handlowego, co znaczy, że nie robi tego wszystkiego tylko dla siebie, lecz na sprzedaż. Wers 16 mówi: „Gdy zechce mieć rolę, nabywa ją, pracą swoich rąk zasadza winnicę„. Dywersyfikuje więc swój biznes, aby zdobyć inne źródła dochodu. Moglibyśmy porównać Abrahama, który posiadał wiele źródeł dochodu, do Gedeona (jedno źródło) czy nawet Jezusa, o którym w Łk. 8:3 czytamy, że ludzie z różnych środowisk wspierali Jego i uczniów. Jeśli sądzisz, że jedna wypłata doprowadzi cię do bogactwa to mylisz się, o ile ten przychód nie jest wynikiem zsumowania wielu wpływających źródeł. Takie są fakty.

Współczesnymi przykładami takich źródeł dochodów mogą być plany emerytalne, akcje i obligacje, posiadanie kilku biznesów, różnorodna baza klientów, inwestowanie wynajem posiadłości/ ziemi itd.

Ta sama zasada, które obowiązuje w biznesie. Poproszono mnie, aby doradził pewnemu studiu karate, które podupadało. Właścicielem była córka jednej z przyjaciółek mojej mamy na południu Florydy, a ja natychmiast dostrzegłem problem. Prowadziła zajęcia karate dla dzieci poniżej 12 roku życia i to było jej jedyne źródło dochodu. Mieszkała w miejscu, gdzie było ogromne nagromadzenie emerytów a zajmowała się dziećmi. Doradziłem jej, aby zajęła się problemami dotyczącymi swego sąsiedztwa, rozszerzyła działalność na młodzież nastoletnią, dorosłych, podjęła się szkolenia w dziedzinie samoobrony kobiet, wynajem sal do ćwiczeń, współdziałała z instruktorami, którzy sprowadzą do niej klientów i wprowadziła różnorodne ceny itd. Nigdy nie myślał o tym, że jej biznes musi mieć kilka źródeł przychodów.

Jeśli jakiś biznes posiada tylko jedno źródło to ono wyschnie albo będzie bardzo podatnzóe na zmiany rynkowe, jak ten pracownik, który ma jedno żyje tylko z jednej pensji.

Podsumowanie

Poprzednio dzieliłem się z wami tym, czego Ojciec nauczył mnie o dopływie, który jest objawieniem i mądrością pochodzącymi od Ducha Świętego, mającym nawadniać nasze „plony rolne”. Jak myślisz, po co są te twórcze myśli? Ich celem jest stworzenie różnych źródeł dochodów a naszym zadaniem jest przesianie ich, aby stwierdzić, co będzie skuteczne, a co nie, tak jak owa kobieta z 31 rozdziału Przypowieść „zastanawia nad polem” (w BW: „chce mieć pole”), zanim w nie zainwestuje. Jeśli więc odrobimy swoje zadanie domowe, Bóg będzie błogosławił.

Ojciec nie jest Ojcem szybkiego bogactwa. Zamiast polegać na cudach, które przeprowadzą nas przez kryzysy, mamy trwać w strumieniu objawienia i wykorzystać ku dobremu różne źródła dochodów napływające w naszą stronę.

Przedmiotem następnych rozważań będzie to jak nauczyć się tego, co należy do naszego zakresu odpowiedzialności, a co do Boga.

Część trzecia

Wiele błogosławieństw.

– – – – – –

And once again, remember for personal email to use cwowi   @    aol.com

John Fenn

topod.in

Drogi pastorze, czy będziesz pokutował ze mną?

Autor nieznany

16 kwietnia 2008

Największy kryzys na jaki napotkałem w czasie 20 lat pastorskiej pracy nie był związany z niezgodnymi diakonami, finansowymi niedociągnięciami, egocentrycznym liderem uwielbienia czy plotką w kościele, lecz było to spotkanie z Duchem Świętym i Bożym Słowem. Wszystko zaczęło się od tego, gdy czytałem drugi i trzeci rozdział Księgi Objawienia, gdzie znajdują się opinie Jezusa jakie miał o siedmiu zborach z Azji Mniejszej. Zauważyłem, że Jego opinia o niektórych z tych kościołów wyraźnie różniła się od ich opinii na własny temat. Na przykład zbór w Laodycei uważał, że jest „bogaty” i że „niczego mu nie trzeba”, podczas gdy Pan uważał, że to”pożałowania godzien nędzarz, ibiedak, ślepy i goły” (Obj. 3:17). Konkretny kontrast.

Zacząłem zastanawiać się, co Jezus myśli o moim kościele i służbie. Wiedziałem, że On musi mieć jakieś zdanie, myśleć inaczej byłoby absurdalne. Pan ma jakąś opinię na każdy temat i jego opinia jest zawsze właściwa. Przyszło mi  do głowy, że któregoś dnia powie mi jakie jest Jego zdanie. Gdy stanę przed Nim, to już nie będę miał żadnych wątpliwości, co On myślał o moim kościele i służbie. W tym czasie, wierzyłem, że mój kościół był jednym z najlepszych i że liczbowy wzrost, który przeżywaliśmy był pewnym dowodem Bożej aprobaty. Wszystkie wskaźniki były pozytywne, lecz, myślałem sobie, „A co, jeśli ta moja perspektywa jest wykrzywiona?” Gdyby tak było, byłoby znacznie lepiej wiedzieć teraz, niż odkryć to dopiero stojąc przed Panem. Gdy stanę przed nim będzie już za późno, aby cokolwiek zmienić. Teraz jeszcze ciągle była możliwość, aby zrobić pewne poprawki.

Myślałem również, że Jezus będzie szczęśliwy mogący mi to objawić, jeśli w jakiś sposób moja służba nie podobała mu się. Tak więc, zdecydowałem się pytać Go, co myśli, w pełni przekonany, że jeśli jestem szczery, On objawi micokolwiek by chciał, abym robił inaczej.

Wkrótce Pan odpowiedział na moją modlitwę w taki sposób, jakiego się nigdy nie spodziewałem. Przekonał mnie, abym zajrzał do Ewangelii Mateusza 25:36-41. Oto tutaj czytam, jak Jezus zapowiada przyszły sąd nad owcami i kozłami. Czytałem to już wcześniej wiele razy, lecz tym razem było inaczej. Zauważyłem, że Jezus nie mówił tego do tłumów, lecz do Swoich najbliższych uczniów (p. Mat 24:3). Jak podaje ewangelista Marek byli tam Piotr, Jakub Jan i Andrzej (p. Mk 13:3). To, co Jezus powiedział, miało bezpośredniezastosowanie do nich. Pan chciał, aby oni byli przygotowani nasąd owiec i kozłów; to było jasne jak słońce. Jezus nie chciał, aby ktokolwiek z nich znalazł się sam wśród kozłów.Jezus powiedział Piotrowi, Jakubowi, Janowi i Andrzejowi, że pewnego dnia, ludzie ze wszystkich narodów (dosłownie „grupetnicznych” których są tysiące) zbiorą się przed Nim.

Będą podzielone na dwie kategorie, a każda grupa będzie słuchać, jak On mówi o jednej z dwóch rzeczy. Usłyszą Go, jak mówi: Byłem głodny i wy nie nakarmiliście Mnie. Lub usłyszą jak mówi: Byłem spragniony, a daliście Mi pić czy też:Byłem spragniony, a wy nie daliście Mi pić. Albo usłyszą, gdy mówi: Byłem nagi, a przyodzialiście Mnie, albo Byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie. Znajdują się tam trzy inne kontrastujące ze sobą stwierdzenia, które Jezus uroczyście przekazał Swoim najbliższym uczniom. Na podstawie tych sześciu kryteriów, ci stojący przed Nim będą wrzuceni do ognia wiecznego lub odziedziczą Jego królestwo. Jezus wyraźnie to przekazał, że ci, którzy służą Jemu w tych sześciu dziedzinach rzeczywiście robią to usługując „najmniejszym spośród tych”, którzy należą do Jego rodziny. Takwięc ten wniosek był nieunikniony: Ci, którzy prawdziwie kochają Go wyrażają swoją miłość do Niego przez ofiarną służbę ubogimi cierpiącym członkom Jego ciała.

Duch Święty wtedy zdał mi to pytanie: „Gdyby wszyscy członkowie twojego zgromadzenia umarli dziś i stanęli na sądzie owiec i kozłów, jak wielu byłoby owcami, a jak wielu byłoby kozłami? A bardziej precyzyjnie: w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, jak wielu ludzi w twoim zgromadzeniu dostarczyło jedzenie głodnemu wierzącemu w Chrystusa? Jak wielu dało wodę pragnącemu Chrześcijaninowi? Jak wielu dostarczyło ubrań nagim uczniom Jezusa? Jak wielu otworzyło swoje domy czy udzieliło schronienia dla bezdomnego wierzącego? Jak wielu odwiedziło wierzącego, który jest chory lub uwięziony?” Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że moja służba wymagała kolosalnych poprawek.

To było podobne do miecza przenikającego moje serce. Wiedziałem, że większość z mego zgromadzenia znajdowała się w kategorii kozłów i do mnie należało się sporo winy. Nigdy nie mówiłem im o wadze tych rzeczy, które Jezus wymienił w Ewangelii Mateusza 25:31-46. Byliśmy amerykańskimi chrześcijanami, lecz nie biblijnymi. Nasz Jezus istniał, aby raczej nam służyć, niż zrobić z nas sługi. Moja ewangelia wykazywała braki, ona zniekształcała łaskę Bożą. Zdałem sobie sprawę z tego, że chybiałem celu miliony kilometrów, przesiewając komary, a przełykając wielbłądy, budując kościół, lecz nie czyniąc uczniów. Byliśmy daleko od kursu. Gdyby większość z nas pomarła w tamtej chwili, umarlibyśmy jako kozły, przeznaczone na wieczne potępienie. Byłem zawstydzony. Przeszedłem od wiary w to, że jestem skutecznym pastorem, do uświadomienia sobie, że jestem w Bożych oczach nieudacznikiem. Płakałem, wyznawałem, pokutowałem nie tylko w słowie, lecz w uczynkach. Poprosiłem moje zgromadzenie o przebaczenie, obiecałem, że będę od tej chwili będę mężem Bożym. Zadeklarowałem, że od tego dnia będę czynił uczniów, jak nakazał Jezus, ucząc ich, aby byli posłuszni wszystkim Jego przykazaniom. Przyłożyłem rękę do pługa i dzięki łasce Bożej, nie oglądałem się wstecz.

Być może myślisz, że zareagowałem zbyt mocno. Lecz tak nie było, nie w ostateczności. To był tylko początek tego, co mogę opisać jako powstanie z martwych. Od tamtej chwili, całe moje życie i służba zostały radykalnie zmienione i było tak wiele trwałych przebudzeń – od chwili, gdy po prostu uwierzyłem w większość ilość tego, co Jezus wprost powiedział – że wahałbym się powiedzieć większości chrześcijan całą historię,wiedząc, że całkowicie by ją odrzuciliby.

Do dnia dzisiejszego jestem całkowicie oniemiały tym, jak te mroczne Słowa Jezusa znajdujące się w Ewangelii Mateusza 25:31-46 uciekały mojej uwadze przez pierwsze dwa dziesięciolecia mojej służby. Od tego dnia, jestem zdumiony tym, jak wielu wyznających chrześcijaństwo i chrześcijańskich liderów żyje tak, jakby te słowa nie istniały. Lecz one istnieją i każdy, kto je ignoruje z pewnością znajduje się między głupimi ludźmi, którzy nigdy nieżyli. Jezus dał nam na zapas właściwą odpowiedź na test, któryokreśli nasze wieczne przeznaczenie. Przede wszystkim zwróć uwagę na to, że Jezus nie zamierza pytać się owiec i kozłów czy one modliły się modlitwą grzesznika, przyjmując Jezusa jako ich Zbawiciela, czytali swoje Biblie, płacili dziesięciny, brali udział spotkaniach kościoła czy głosowali na kandydatów antyaborcyjnych poglądach. Zwróć również uwagę na to, że, zgodnie z bezbłędnym świadectwem Pana Jezusa Chrystusa, wielu, jeśli nie większość, wyznających chrześcijaństwo to kozły. Dlaczego nie jest to wykrzykiwane z każdej kazalnicy na całym świecie? A jest jeszcze znacznie więcej tego, czemu trzeba stanąć na przeciw. Ci, którzy przeskakują po powierzchni Mat. 25:31-46 mogą przypuszczać, że kozły reprezentują muzułmanów, buddystów, ateistów itd., podczas gdy owce to chrześcijanie. Niemniej,prawda jest taka, że owce i kozły razem reprezentująwszystkich wyznających chrześcijaństwo. Owce to prawdziwi wierzący, których wiara jest żywa wraz z miłością do innych wierzących. Kozły myślą, że są wierzącymi i są zszokowanimyślą, że będą potępieni na wieki. Zapowiedź Jezusa dotycząca sądu owiec i kozłów służy jako ostrzeżenie przed tym, że będą tłumy wyznających chrześcijan, którzy mają taką samą pewność zbawienia, lecz którzy będą oszołomieni, gdy staną przed Nim,gdy ich potępi na wieczne piekło.

Jaki jest na to dowód? Po pierwsze: zastanów się nad kontekstem. Pamiętaj, że Jezus mówił w tym fragmencie do czterech swoich najbliższych uczniów (p. Mk 13:3). Nie było to ewangelizacyjne kazanie dla mieszanego tłumu. Pan najpierw powiedział tym czterem oddanych uczniom przypowieść o niewiernym słudze, co było ostrzeżeniem dla hipokrytów, to jest tych, którzy wyznają, że są tym, czym nie są (p. Mat 24:42-51). Sługa z tej przypowieści był faktycznie sługą w domu swego pana. Nie zaczynałjako niewierny, a raczej stał się niewierny, gdy uwierzył, żejego pan nie wróci szybko. Gdy ów pan wrócił nieoczekiwanie, ten sługa został pochwycony na grzechu i został pocięty na kawałki i przeznaczony do miejsca, gdzie hipokryci będą „płakać i zgrzytać zębami”. Morał tej historii? „Piotrze, Jakubie, Janie i Andrzeju, nie stańcie się niewiernymi sługami, którzy odpadli. Służcie wiernie bez względu na to, jak bardzo opóźnia się Jego powrót. Inaczej nawet wy, nawet najbardziej oddani słudzy znajdziecie się między hipokrytami płaczącymi i zgrzytającymi zębami”. Od samego początku tej przypowieści Jezus dał wyraźnie do zrozumienia, że mówi donich dla ich osobistej korzyści: Czuwajcie  więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie(Mat. 24:42).

Następnie Jezus opowiedział swoim czterem oddanym uczniom przypowieść o dziesięciu pannach (Mat. 25:1-13) i ponownie ta przypowieść nie ma na celu motywowania niewierzących do pokuty i przygotowywania się na powrót Chrystusa. Jest to przypowieść, która ma zachęcić prawdziwych uczniów Jezusa, aby trwali w pogotowiu na Jego powrót. Wszystkie dziesięć były pannami (nie reprezentują niewierzących), wszystkie oczekiwały na oblubieńca (nie reprezentują niewierzących) i początkowo wszystkie były gotowe (nie reprezentują niewierzących). Lecz pięć z nich okazało się ostatecznie nieprzygotowanych i odmówiono im wejścia na ucztę weselną. Morał historii? „Piotrze, Jakubie, Janie i Andrzeju nie stańcie się tacy jak te głupie pięć panien. Trwajcie, oczekując na Mój powrót. Inaczej nawet wy, obecnie najbardziej mi oddani nie zostaniecie wpuszczeni na Moją ucztę weselną”. Jezus ostrzegłich jednym zdaniem konkluzji tej przypowieści: Czuwajcie wiec, bo nie znacie dnia ani godziny (Mat. 25:13). To, co powiedział miało być dla nich z korzyścią. Nie ma przed tym ucieczki, jest to tak oczywiste, że tylko teolodzy mogli to stracić. Następnie Jezus powiedział Swoim czterem uczniom przypowieść o talentach (Mat. 25:14-30). Mężczyzna, który miałsię udać w drogę przywołał swoje sługi i powierzył im pewną ilość talentów. Wszyscy trzej słudzy byli sługami swego pana. Wszystkim zostały powierzone talenty. Ten, który dostał jeden talent nie był mniej sługa niż pozostali dwaj. On nie reprezentuje niewierzących ani trochę bardziej niż ci dwaj mieliby reprezentować niewierzących. Wszyscy trzej reprezentują wierzących. Gdy pan wrócił  odpłacił tym dwóm sługom, którzy byli wierni, lecz ten trzeci nie miał nic do pokazania. Był niewierny, trzymając talent zakopany w ziemi. Jego pan był bardzo rozgniewany, dziwiąc się, czemu ten sługo choćby tylko nie oddał swego talentu do bank, aby zarobić niewielki zysk. Następnie nakazał, aby tego „niewiernego sługę”wrzucono do ciemności zewnętrznej”, gdzie jest „płacz i zgrzytanie zębów. Morał historii? „Piotrze, Jakubie, Janie i Andrzeju, nie stańcie się tacy, jak ten niewierny sługa z jednym talentem. Gdy wrócę, staniecie przede Mną i oczekuję tego, że otrzymam zwrot tego, co wam powierzyłem, nawet jeśli to, co powierzyłem wydaje się małe w porównaniu z tym, co dałem innym. W przeciwnym wypadku będziecie wrzuceni do ciemności zewnętrznych, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębami. Fakt, że Jezus w tych trzech przypowieściach ostrzegał wierzących, w przeciwieństwie do niewierzących, jest tak niewątpliwy, że niektórzy współcześni komentatorzy niesamowicie usiłują przekonać nas, że ta „ciemność zewnętrzna”, o której Jezus mówi w pierwszej i trzeciej przypowieści, jest w rzeczywistości jakimś miejscem znajdującym się na obrzeżach nieba, gdzie niewierni wierzący będą tymczasowo narzekać na utratę swojej zapłaty! Później, jednak, On zmyje ich łzy i przywita ich w Swoim królestwie!

Ostatecznie, po ostrzeżeniu tymi przypowieściami Swych czterech oddanych uczniów, następuje kulminacja Jego prywatnego kazania dla nich, gdy mówi im, że coś, co nie jest przypowieścią, lecz raczej pewnym przyszłym wydarzeniem, na które muszą być przygotowani – właśnie ten sąd, przed ostrzegał ich w poprzednich przypowieściach. Było to Jego zapowiedź sądu owiec i kozłów. A przyczyna, dla której opowiedział im o tym przyszłym poważnym wydarzeniu jest bardzo wyraźna – nie chciał, aby oni (czy ktokolwiek z Jego wyznających uczniów) znalazł się w tym dniu między kozłami. Wszystkie poprzednie teksty, jak też wewnętrzny dowód, pokazują wystarczająco jasno, że sąd nad owcami i kozłami nie jest oddzieleniem chrześcijan od muzułmanów, buddystów, ateistów itd. Jest to sąd wyznających chrześcijaństwo ze wszystkich narodów.

Słowa Jezusa z ew. Mat 25:31-46 miały bezpośredni wpływ na Piotra, Jakuba, Jana i Andrzeja.Oczywiście, istniała taka możliwość, że któregoś dnia oni sami w tragiczny sposób znajdą się między kozłami, jak istniał możliwość, że znajdą się między niewiernymi sługami z pierwszej przypowieści, głupimi pannami z drugiej, czy sługą z jednym talentem, z trzeciej. Gdyby to nie była prawda to Pan nie miałbym potrzeby ich ostrzegać, lecz ostrzegał ich wielokrotnie. Jeśli było to możliwe dla Piotra, Jakuba, Jana i Andrzeja to jest możliwe dla każdego, kto wyznaje, że jest uczniem Chrystusa.

Zwróć uwagę na to, że te kozły będą zdziwione ich potępieniem. Będą nazywaćJezusa „Panem” i pytać Go: Kiedy widzieliśmy cię łaknącym albo pragnącym, albo przychodniem, albo nagim, albo chorym, albo w więzieniu i nie usłużyliśmy ci?
(Mat. 25:44). Wskazuje to na to, że wierzyli, że gdyby Go zobaczyli w takim opłakanym stanie, to z pewnością pomogliby Mu. (Dokładnie tak każdy wyznających chrześcijaństwo pomyśli). Będą myśleli, że Go kochali, lecz Jezus ogłosi im, że gdyby Go kochali, to kochali by Jego cierpiącą rodzinę. Ponownie, sugestia jest taka, że oni wiedzieli o Jego cierpiącej rodzinie, co z trudnością można przypisać większości niechrześcijan.Te kozły miały możliwości, aby wiedzieć i pomóc cierpiącymwierzącym, lecz to nie są „tego rodzaju chrześcijanie”. Nie, to są niewierni słudzy, głupie panny i niewolnicy, którzy zakopują swoje talenty, Kozły.

Pytanie:

Pastorze,  nie ma między mną a tobą żadnej różnicy. Tobie powierzono służbę zgromadzeniu. Jezus ma jakieś zdanie na temat swojego kościoła i służby. Wcześniej czy później, będziesz wiedział jaka jest opinia Jezusa na temat swojego kościoła i służby. Gdyby wszyscy w twoim zgromadzeniu dziś umarli i stanęli przed sądem owiec i kozłów, jak wiele byłoby owiec, a jak wiele kozłów? Jak wielu z nich, ze względu na miłość do Jezusa, robi cokolwiek, aby karmić głodnych wierzących, ubierać nagich wierzących, udzielać schronienia bezdomnym wierzącym czy odwiedzać chorych wierzących i uwięzionych wierzących?Gdybyś ty umarł w tej chwili i stanął przed sądem owiec i kozłów, byłbyś owcą czy kozłem? Jeśli twoją odpowiedzią jest”kozłem” to jesteś kozłem. Lecz ja studiuję Biblie w oryginalnych językach! Nauczam co tydzień z Biblii! Modlę się, daję dziesięcinę. Jestem duchowym liderem! Ludzie szanują mnie jako takiego!” Jest to również świadectwo uczonych w piśmie i faryzeuszy. Oni wszyscy mieli „pewność zbawienia”,lecz teraz są w piekle. „Lecz ja modliłem się modlitwą grzesznika. Modlę się językami! Wypędzam demony!” Używając najbardziej ostrych zwrotów Jezus ostrzegał przed takimi rzeczami, jako dowodem na to, że ktoś odziedziczy życie wieczne.Ostrzegał: W tym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? Lecz Onwtedy odpowie im: „nigdy was nie znałem, idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie” (Mat. 7:22-23).

„Okradasz ludziz ich pewności!” Tak, podobnie jak Jan Chrzciciel, Jezus, i wszyscy apostołowie (na przykład Łk. 3:8, Mat. 7:22-23, 1 Kor. 6:9; Ef. 5:5-6, Jk. 2:14-17; 2 Ptr. 2:1-22, 1 Jn. 2:4-9; Jud. 1:3-4) i każdy inny kaznodzieja, który kocha Boga i ludzi, okradamludzi z ich fałszywej pewności. Podobnie jak Jan Chrzciciel, Jezus i apostołowie, ja mam nadzieję, że obudzę tych, którzy tkwią w ciemności do prostej, poważnej prawdy, aby mogli pokutować i narodzić się na nowo w rzeczywistości, a nie tylko w doktrynalnej teorii. Pastorzy i kaznodzieje, którzy nie ostrzegają tych,  którzy sądzą, że są owcami, lecz faktycznie działają jak kozły, są pastorami, którzy napełniają serca demonów radością. Są to pastorzy Szatana.


Decyzja.

Jeśli do tej pory pastor łaskotał uszy i mówił ludziom to, co oni chcą słyszeć, to rzeczywiście jest dla niego przerażające myśleć o rzeczywistym mówieniu ludziom prawdy po raz pierwszy. Może go to kosztować „służbę”, co najmniej chwilowo. Tłum ludzi może ruszyć ku drzwiom, zabierając ze sobą pieniądze. Może stracić pracę i swoją wypłatę, lecz drogi pastorze, czy myślisz, że cena, którą zapłacisz mówiąc prawdę będzie mniejsza niż cena, którą ostatecznie zapłacisz dalej grając w grę zwaną obecny kościół? Czy naprawdę wierzysz, że unikniesz piekła, jeśli pomagasz zaludniać piekło? Jeśli idziesz po schodach do swojej świętej platformy i kazalnicy, aby przekazać przesłanie, które ponownie będzie uspokajać zatwardziałych i zwodzić serca tych, którzy są kozłami – zgodnie z objawieniem przekazanym przez Chrystusa w Mat 25:31-46, równie dobrze mógłbyś przyłożyć drabinę do krzyża Jezusa, wspiąć się na górę i splunąć w Jego storturowaną twarz! On cierpiał i umarł, aby doprowadzić ludzi do świętości! Wisiał tam, chwytając oddech, przytrzymywany gwoździami, pokryty krwią, z poranionymi plecami, opluty i wyszydzony przez tych, którzy Go nienawidzili. A to wszystko po to, aby przekazać klucze królestwa niebios, pełną chwały ewangelię, która może uwolnić grzeszników z ich egoizmu przez Swoją pokutną ofiarę. To wszystko po to, aby stworzyć społeczność nowego stworzenia w Chrystusie, w której będą się kochać nawzajem!

A jednak ci kaznodzieje zmieniają jego przesłanie, które On powierzył im po to, aby zdobyli cały świat. Odzierają ją z całej jej rzeczywistej mocy i używają do zwodzenia tych, którzy żyją w ciemności, obiecując im niebo, podczas gdy Jezus obiecał im piekło! Co gorzej, po tym, gdy już zwiedli swoje zgromadzenia do wiary w to, że posiadają to, czego faktycznie nie posiadają, oni po dwakroć ich zwodzą do wiary w to, że nigdy nie mogą stracić tego, czego nie posiadają! Jak tacy kaznodzieje i pastorzy mogą uciec przed wyrokiempiekła? Jak właściwe są do tego słowa Chrystusa: Temu, który nie ma, i to, co sądzi, że ma, zostanie odebrane(Łk. 8:18). „Lecz gdzie możemy znaleźć uczniów Chrystusa, którzy są głodni, spragnieni, nadzy, bezdomni,chorzy czy w więzieniu?” Życie w naszym musującym świecie ze światową resztą elity rzeczywiście zaślepiło nas. Podczas, gdy połowa świata żyje za mniej niż 2 dolary dziennie, czy jest możliwe, że są tam jacyś uczniowie Chrystusa wśród grupy 3 miliardów ludzi? Czy jest możliwe, że niektórzy są głodni, spragnieni, potrzebujący ubrań czy schronienia. Może niektórzy są chorzy od picia wody niezdatnej do tego? Czy nie ma tysięcy tkwiących w wiezieniach za swoją wiarę w krajach, gdzie chrześcijaństwo regularnie napotyka na brutalne prześladowania?

Tragiczne jest to, że większość wyznających chrześcijaństwo żyje w bogatych zachodnich krajach tak, jakby nie byli świadomi cierpień prześladowanego kościoła na całym świecie. Jakże muszą płakać aniołowie! Wyobraź sobie przez chwilkę: wyobraź sobie zachodnich chrześcijan wieszających bożonarodzeniowe światełka na choince, aby obchodzić narodziny Zbawiciela, który ich kocha. Następnie wyobraź sobie chińskich chrześcijan pracujących w więziennych obozach jako niewolnicy za swoją wiarę w Jezusa, zmuszeni do pracy 12 godzin dziennie. Wyobraź sobie, że ci więźniowie bez jakichkolwiek narzędzi, karmieni dwoma małymi miseczkami ryżu dziennie, są bici, jeśli nie wykonają niemożliwej do wykonania normy,… produkowania tysięcy bożonarodzeniowych lampek sprzedawanych w USA i Kanadzie.

Bezdomni są w naszych  własnych miasta pod naszym nosem. Potężne katedry puste przez 4-5 dni w tygodniu i całe rodziny śpiące w samochodach. Biada wam kozły. To się dzieje:

www.thelightsofchristmas.org/christmas/story.html,

www.worldnetdaily.com/index.php?fa=PAGE.view&pageId=61272,

www.crossroad.to/News/Persecution/alert/China.htm


Dlaczego nie ma wrzawy? Dlaczego nie zostało to choćby tylko wspomniane z kazalnicy każdego ewangelicznego kościoła w Zachodnim świecie? JEZUS GNIJE W CHIŃSKICH WIĘZIENIACH, ZMUSZONY DO NIEWOLNICZEJ PRACY, ABYWYPRODUKOWAĆ DLA NAS BOŻONAODZENIOWE LAMPKI! Och, nie ma czasu, żeby się tym martwić,… świąteczna gorączka jest nad nami! Kupić  prezenty, jedzenie, zaliczyć kościelne spotkania – gdzie możemy posłuchać kolejnego kazania o Bożej miłości do nas. Dziś wieczór zawiesimy te lampki na drzewku!

Powinny być dziesiątki tysięcy chrześcijańskich duchownych, którzy skupiają się na usługiwaniu biednym i prześladowanym spośród rodziny Chrystusa na całym świecie. Miliardy dolarów powinno być przelewanych z kieszeni zachodnich chrześcijan i kościołów, aby okazać ich miłość dla Jezusa, przez kochanie Jego ciała. Każdy kościół powinien być zaangażowany od stóp do głów. Zachodni chrześcijanie powinni obejmować cały glob, aby znaleźć takie potrzeby  i zaspokoić je.

Lecznie. Jesteśmy kozłami. Myślimy, że jesteśmy owcami. Z pewnością nie o to chodziło Jezusowi, co powiedział w Mat. 25:31-46, prawda?Podczas, gdy Jezus jest głodny, spragniony, chory, bezdomny i uwieziony dziesiątki tysięcy pastorów, którzy wyznają miłość do Niego, ignorują jego opłakany los, zbierając każdej niedzieli setki milionów dolarów od ludzi, którzy wyznają swoją miłość do Niego, a te miliony dolarów używane sąna to, aby służyć ludziom, którzy dali te dolary, i w większości na rzeczy, na które nie znajdziesz cienia biblijnego poparcia.

Te pieniądze wyciekające z zagrody kozłów są często symboliczną odrobiną, rzuconą w stronę Jezusa, który siedzi jak Łazarz na ulicy, tęskniąc za kruszyną ze stołu bogacza.

Drogi pastorze, czy będziesz pokutował ze mną?

Dlaczego nazywacie mnie Panem, lecz nie czynicie tego, co mówię (Łk. 6:46)

комплексная поисковая раскрутка сайта

Co uczynilismy 04 Biznesmeni słuchajcie.

Dough Perry

Bogaczom teo świata nakazuj, ażeby się nie wynosili i nie pokładali nadziei w niepewnym bogactwie, lecz w Bogu, który nam ku używaniu wszystkiego obficie udziela, ażeby dobrze czynili, bogacili się w dobre uczynki, byli hojni i chętnie dzielili się z innymi,  gromadząc sobie skarb jako dobry fundament na przyszłość, aby dostąpić żywota prawdziwego„.

Jeśli chcesz wskazać palcem na coś, co jest złe w kościele współczesnej Ameryki to po prostu podążaj za pieniędzmi.

Widzisz, Bóg dał biznesmena, skutecznego i bardzo dużo pieniędzy. Bóg dał temu człowiekowi zmyślność, spryt i zdolności zarządzania. Bóg nauczył go, jak być dobrym szafarzem i zbudować coś trwałego. Bóg umieścił go w kościele, gdzie mógłby wykorzystać swoje talenty i umiejętności.

Wtedy… biznesmen sprawdził stan swego umysłu i przekazał wszystkie swoje skarby, tym NAJMNIEJ wykształconym i doświadczonym w zarządzaniu pieniędzmi. Oni nie mieli żadnego doświadczenia w tych sprawach ani w potencjalnie czających się zagrożeniach, lecz mają przecież dyplomy seminarium. Zatem, zanim się zorientujesz, zaoferują biznesmenowi, że umieszczą jego nazwisko na nowym skrzydle, wydadzą jego pieniądze jak szaleni na jakikolwiek głupi program, który wygląda na przyjemny i który robi już inny kumpel pastora. Jeśli faktycznie mają szczęście, grają zgodnie z zasadami to otrzymają ofertę, aby pójść i zrobić to samo w kościele z dwukrotnie większą ilością biznesmenów.

Kto będzie najbardziej odpowiedzialny? Najwyraźniej pastor jest winny niewłaściwego prowadzenia owcy i być może za zranienie go i pychę również.

Lecz, do  pewnego stopnia on robi to, czego go nauczono w seminarium.

Biznesmen został obdarzony licznymi darami, a pastor nie zadał mu ŻADNEGO z tych pytań, na które tamten był nauczony odpowiadać w dziedzinie biznesowego przedsięwzięcia, patrząc tylko na to, jak wydać jego kapitał. Nie zapytał go o dochód z inwestycji, ograniczenia czy opanowanie wydatków jakby to zrobił w odniesieniu do swej własnej działalności. Szczególnie, gdy starasz się być podobnym do Chrystusa. Największą stratą miejsc możliwych do wykorzystania w naszym kraju są te wszystkie place pod wielkie budynki kościelne,  które są wykorzystywane przez kilka godzin, dwa razy w tygodniu!

Biznesmeni nie chodzą do seminariów, lecz oni potrafią interpretować model Chrysusa i Jego nadzieje dla nas. Tak samo jak każdy inny. Biznesmeni powinni umieć przypisać priorytety i zaspokoić pilne potrzeby i problemy, rozwiązywać je i być przedsiębiorczy, lub co najmniej myśleć o ryzyku. Lecz nie umieli, pomimo tego, że byli grupą diakonów i szefami komitetu finansowego (wszystko światowe struktury, tak przy okazji). Przeważnie to przecież oni sami sprawdzali swoje umiejętnościumysłowe przez lata.

Myślę, że, świadomie czy nieświadomie, powodem tego, że amerykańscy chrześcijanieoddają tylko 2% dziesięciny jest to, że wiedzą, że gdyby dawali PIĘĆ razy więcej to na każdym rogu ulicy stałyby pokryte złotem mega kościoły a każdy pastor miałby swój własny telewizyjny show, zaś w każdym mieście byłby park rozrywkowy Jezusa. Było by wtedy WSZYSTKO oprócz surowej, skutecznej ewangelizacji i troski o tych, którzy najbardziej potrzebują.

{Nota od wyd. –  Zanim napiszesz do nas zobacz studium na temat dziesięciny.}

Nie jestem w stanie wyrazić wam jak źle zarządzamy pieniędzmi, jest to okropne. OKROPNE. Straszliwie złe … Ciągle usiłuję dojść do tego jak bardzo źle jest. Nic dziwnego że świeccy nas nienawidzą. Wszyscy jesteśmy hipokrytami najwyższego stopnia i to bardziej niż jakakolwiek inna część kościoła, gdziekolwiek indziej! Nawet Kościół Katolicki za czasów inkwizycji nie był tak zły! Ponieważ to, co mogliśmy mieć jako błogosławieństwo –a pozwoliliśmy milionom dusz iść do piekła i milionom braci i sióstr cierpieć głód niemal na śmierć – zachowaliśmy po to, aby sobie wyściełać ławki i kupić nowy dywan.

Wiem o pewnym ewangelicznym kościele, który wierzy w nadciągający powrót Chrystusa świecznikami za 1 000.000$!Pastor nie zapłacił tego z własnej kieszeni! To chłopaki z wielką kasą zapłacili za wszystko. Oni będą rozliczeni z podejmowanych decyzji za szafarstwo Bożym błogosławieństwem. Gdy „staną” przed Jezusem, aby rozliczyć się, wtedy będą chcieli się zapaść pod ziemię.

Mówię wam całkiem wyraźnie, że ci, którzy dokonali największych zniszczeń powinni być zmiażdżeni, po czym powinni zajrzeć do tego kościoła jak się zmienia. Spójrzcie na to inaczej – jeśli biznesmen nie będzie pokutował to zajrzy tam i zobaczy, że znaleźli innego pastora, zanim on zdążył porzucić ten lśniący budynek, który zafundował.

Dopóki nie staną się potężnym, miażdżącym ciężarem na duszy winnych to te ogromne sterty pieniędzy w tym kraju nigdy nie będą błogosławieństwem dla niezbawionych, wdów i sierot jak przykazano. Nigdy nie będziemy żyć zgodnie ze wzorem jaki zostawił Jezus i zawsze będziemy hipokrytami. Musi odezwać się trochę poważnego wołania serc, gdy to posłanie wsiąknie w nie. Mamy bardzo wiele do zadośćuczynienia.

Dość jasne?

(Łuk. 12:13-21, Łuk.14:8-14, Jak 5:1-6, I Tym 6, I Kor. 4:6-21, 2 Kor. 8:1-15, 2 Kor. 9:6-15 i wiele więcej.!)

продвижение