Category Archives: Religia

Terry

Serce nowego stworzenia

THE NEW CREATION HEART

Terry Somerville

Kiedy usługiwałem w Holandii jakiś czas temu, Duch Święty wycisnął na mnie proroczy kierunek: „Chcę połączyć ponownie ich głowy z ich sercami”. Natychmiast zdałem sobie sprawę z tego, co znaczy to słowo. Wielu ludzi znajdujących się na tym spotkaniu funkcjonowało w tej samej mentalności „religijnych osiągnięć” [wyczynów, dokonań, rezultatów, sukcesów, osiągnięć, tzw.”podnoszenia poprzeczki” – przyp.tłum.], w której kiedyś sam tkwiłem, ale zrezygnowani poddali się upadkowi i rozbiciu. Szatan chciał, aby wierzyli, że ich serca są złe, upadłe, grzeszne i zniszczone. Lecz Bóg chciał oświetlić „oczy ich serca”, aby zobaczyli cud nowego stworzenia w nich samych.

Niewątpliwie Pismo odnosi się do problemów z sercem, lecz obiecuje nowe serca bardzo wyraźnie.

1. Pan daje nowe serce!

Ez. 36:25-27: „pokropię was czystą wodą, i będziecie czyści od wszystkich waszych nieczystości i od wszystkich waszych bałwanów oczyszczę was. I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego ducha dam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według moich przykazań, moich praw będziecie przestrzegać i wykonywać je„.

W Liście do Hebrajczyków czytamy, że obietnice Ojca o nowym sercu i nowym duchu zostały wypełnione w każdym wierzącym. Spójrzmy na to ponownie:

1. Ja was oczyszczę

2. Ja dam wam nowe serca.

3. Ja włożę nowego ducha do waszego wnętrza.

4. Ja dam wam mojego Ducha .

Zostało to dokonane przez Boga w chwili nowego narodzenia, mamy to teraz! Nowe serce i nowy duch! Problemem jest to, że musimy żyć zgodnie z tym nowym stworzeniem, a nie poddawać się staremu człowiekowi i temu światu. Paweł wyraźnie daje do zrozumienia, że moc grzechu została złamana i nie musimy już żyć pod jego rządami.

2. Nasze Nowe Serce jest dobre!

Ef. 3:17 „ żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych”.

1Kor. 3:16 „Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was?

Ps 5:4 „Albowiem ty nie jesteś Bogiem, który chce niegodziwości, zły nie może przebywać z tobą„.

Posłuchaj tego! Bóg mieszka w naszych sercach, wiemy, że Bóg nie zamieszka razem z grzechem. Faktem jest to, że zostaliśmy oczyszczeni z każdego grzechu, zatem nasze stworzone na nowo serce musi być dobre! Jakże to jest sprzeczne z nasza współczesną chrześcijańską mentalnością dokonań, która mówi ci, że jeśli spodziewasz się błogosławieństwa Bożego to najpierw musisz popracować nad doskonaleniem siebie. To nowe stworzenie, które Bóg w nas zrealizował jest dobre. Koniec, kropka.

3. Grzech jest w naszym ciele, a nie w sercu

Ale wtedy czynię to już nie ja, lecz grzech, który mieszka we mnie. Wiem tedy, że nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro; mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego, co dobre, brak; …. A jeśli czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który mieszka we mnie” (Rzm. 7:17,18,20).

Musimy zrozumieć to, że CHRYSTUS mieszka w naszych sercach przez wiarę. On wzbudza w nas chcenie i wykonanie tego, co się Jemu podoba. Gdy wiemy o tym, jesteśmy zdumiewająco wolni, gdy o tym zapominamy, wracamy do niewolnictwa.

Na przykład, obserwuję chrześcijan zmagających się z uzależnieniem od narkotyków. Gdy włączą się do tej cudownej łaski i rozumieją, że zostali stworzeni na nowo w Chrystusie, natychmiast zwyciężają nad uzależnieniem lecz w kościele często prowadzi się ich do religijnych uczynków i upadają. Wierzą, że każde niepowodzenie w walce to upadek ich serca, i że ich serce jest bardzo złe. Po jakimś czasie, narkotyki wydają się im dobre i wracają do starego trybu życia. Zdumiewające jest to, że jak tylko ponownie uchwycą błysk Bożej łaski i miłości, odbijają się znowu ku zwycięstwu i podejmują życiową drogę z Bogiem dokładnie w tym miejscu, w którym ją pozostawili! Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ uczono ich, że problemem jest złe serce i że muszą działać duchowo, aby spełnić Boże wymagania, zanim Boże błogosławieństwo przyjdzie,… nawet jako Chrześcijanie. Mając taką wiarę kończą, usiłując osiągnąć coś, co już zostało dla nich dokonane.

Wniosek

Gdy zacząłem w Holandii usługiwać tym „połączeniem głowy ze stworzonym na nowo sercem”, zostałem zaskoczony tym, co Pan czynił. Wielu płakało i odczuło, że wielki ciężar został z nich zdjęty. Niektórzy zostali uzdrowieni fizycznie, niektórzy doświadczyli uwolnienia. Bóg wzywa do następnej wielkiej fali przebudzenia potężną armię. Nasza „mentalność duchowych osiągnięć” nigdy nie działa. Nasze nowe serca zostały przez lata pokryte duchową działalnością i upadkiem. Lecz tam, głęboko wewnątrz, to stworzone na nowo serce chce się przebić przez to gruzowisko i rozbicie. Bóg chce połączyć nasz umysł ze stworzonym na nowo sercem, które nam dał.

Jak jest to radykalne? Masz odwagę uwierzyć, że Bóg rzeczywiście oczyścił nas od wszelkiego grzechu? Że rzeczywiście stworzył nowe serce oraz nowego i prawego ducha w nas, i że wszystko, co On tworzy jest dobre? Miej odwagę wierzyć, że ten sam Duch, który wzbudził Chrystusa z martwych faktycznie żyje w tobie TERAZ. Czy odrzucisz duchowe wysiłki i po prostu będziesz „uczestnikiem boskiej natury” i będziesz „trwać w Jego miłości„? Potrzebne jest nam objawienie tego stworzonego na nowo serca, które Bóg dał nam po to, abyśmy weszli w nowe rzeczy, które robi na ziemi.

Błogosławieństwa

Terry Somerville

сайт

Logo_thewalkshow_Ikona

Łagodne napomnienie: Czemu nie zjadacie swojej dziesięciny?

Ken Talbott

(Rozdział z książki autora przygotowywanej do druku Judo Politics-Crucial Preparations for the Second American Revolution”)

Będziesz dawał dziesięcinę z każdego plonu twojego nasienia, które rokrocznie wydaje pole. Na miejscu, które Pan wybierze na mieszkanie dla swego imienia, będziesz jadł przed Panem, Bogiem twoim, dziesięcinę z twego zboża, wina i oliwy oraz z pierworodnych twojego bydła i trzody, abyś się uczył bojaźni Pana, Boga twego, po wszystkie dni. Jeśli jednak droga będzie dla ciebie za daleka i nie będziesz mógł jej tam zanieść, gdyż miejsce, które obierze Pan, Bóg twój, aby tam złożyć swoje imię, będzie zbyt oddalone od ciebie, kiedy Pan, Bóg twój, cię pobłogosławi,to możesz ją spieniężyć i zawiniesz pieniądze w swej ręce i pójdziesz na miejsce, które sobie wybierze Pan, Bóg twój,  i wydasz te pieniądze na to wszystko, czego zapragnie twoja dusza: z bydła, owiec, wina, napoju upajającego i wszystkiego, czego zapragnie twoja dusza, i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom  oraz Lewita, który jest w twoich bramach. Nie opuścisz go, gdyż on nie ma działu i dziedzictwa z tobą” (Pwt. 14:22-27).

Wyznaję jestem mocno spóźniony z usuwaniem bożonarodzeniowych światełek uczepionych gzymsów; prawo Starego Testamentu nakazywało zrobić to wokół dachów naszych domów (por. Pwt. 22:8). Jeszcze bardziej niedbale podszedłem do ściągnięcia stoiska „Święta Namiotów”, w którym mieszkaliśmy kilka dni na zakończenie zeszłego roku, co Bóg nakazał robić: „jako wieczna ustawa dla wszystkich pokoleń” (Kpł. 22:33-41). Ale Robin, krzątała się w kuchni przy czyszczeniu kuchennych sprzętów z resztek z ostatniej ofiary zwierzęcej, a dziś w końcu zacząłem rozbierać Świąteczne Namioty z wysuszonych liści kalifornijskich palm; tych wysuszonych lokalnych liściastych gałęzi, jak i tych drogich, sprowadzonych z Kantucky,.. no i tych irytujących bożenarodzeniowych światełek z balustrady!

Kiedy nad tym pracowałem, nagle uderzyło mnie głębokie poczucie winy. O, nie! W samym środku tych wszystkich świąt i innych zarządzeń Prawa Starego Przymierza, które musimy zachowywać (plus kilka innych, które zostały wrzucone tu i tam z Nowego Przymierza), całkowicie zapomniałem zrobić to, co najwidoczniej jest najważniejszą rzeczą w amerykańskim kościele: dać dziesięcinę! Ponieważ w Biblii wszystkie nawiązania do dziesięciny odnoszą się wyłącznie do żywności, a nie do pieniędzy, wygląda na to, że łatwo zrozumieć, jak to się stało, że w monetarnym systemie naszej rodziny całkowicie zapomnieliśmy „zjeść naszą dziesięcinę”, zgodnie z przykazaniami Świętego Pisma! Skoro nie jesteśmy już rolnikami, jak to było pierwotnie z Żydami, którzy otrzymali Stary Testament, który nas i dziś obowiązuje, wydaje mi się, że mamy obowiązek zamienić nasze pieniądze z powrotem na dziesięcinę z żywności w taki sposób:

… i wydasz te pieniądze na to wszystko, czego zapragnie twoja dusza: z bydła, owiec, wina, napoju upajającego i wszystkiego, czego zapragnie twoja dusza, i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom” (Pwt. 14:25-26).

Brzmi to niemal jak jakiś duchowe rekolekcje, prawda? A może jakieś małe rodzinne zebranie z boskim celem na oku! Tak więc, wydaje mi się, że Pismo wskazuje na to, że w ten piątek, gdy zacznie się sabat, abyśmy się zebrali w domu barci i sióstr i zjedli naszą dziesięcinę w czasie sabatowego obiadu. Ja przyniosę wino (lub mocny napój), a reszta „rodziny” może przynieść cokolwiek zechcą, mam nadzieję, że te najdroższe i najbardziej egzotyczne potrawy, jakie będą w stanie znaleźć, bo może się okazać, że wszyscy będziemy wyrywać coś z tej dziesięciny! Po prostu wiem, że uszczęśliwimy naszego Pana, gdy zjemy nasze dziesięciny w obecności Pana naszego Boga!

„Starszego mężczyzny nie strofuj ostro” – a co z młodszymi?

Odkładając wszelkie żarty na bok , chciałbym wyznać: jestem obecnie coraz starszy, byłem w szkołach biblijnych, na biblijnych obozach i teologicznych szkołach. Równocześnie z prowadzeniem biznesowych podróży przez całe moje dorosłe życie, przez 43 lata byłem pastorem założycielem niedochodowej korporacji, które są obecnie nazywane w Ameryce „organizacjami para kościelnymi”, co wiąże się ze wszystkimi ograniczeniami tego, co błędnie określa się „pastorem” niedochodowej organizacji, o której w Ameryce błędnie mówi się jako o „kościele”. W poprzednich dekadach w milczeniu znosiłem starszych pastorów nauczających na temat dziesięciny, powstrzymując się od wykrzyczenia „Gorze!” w teatrze, który nazywamy „kościołem”, ponieważ chciałem być posłuszny apostolskiemu zaleceniu, aby „starszego mężczyzny nie strofować ostro, lecz napominać jak ojca” (1Tym. 5:1). Następnie, przez 25 lat doszedłem do wniosku, że „mój kościół jest w foyer”, więc w znacznym stopniu zostało mi oszczędzone wysłuchiwanie bredni, w pełnym tego słowa znaczeniu, kazań/mantr o ‚sianiu pieniędzy’ i dziesięcinie.

Teraz jednak jestem starszy, znacznie starszy, niż większość pastorów, którzy mogliby chcieć, abym się im podporządkował i ich dziwacznemu nauczaniu na temat dziesięciny. Kiedy więc około roku temu okazało się, że nie ma nikogo w foyer, ponownie trzeba było znosić któryś tam setny raz kazanie z obowiązkowym ostrzeżeniem, że jesteśmy „przeklęci” jeśli nie płacimy dziesięciny. W czasie tego, skądinąd znakomitego kazania, okazało się, że mam takie samo współczucie dla tego zindoktrynowanego mówcy, jak i dla nękanych ludzi, ponieważ kiepski kaznodzieja pochodził z obcego kraju, i można się było po nim spodziewać tylko małpowania dziesięcinowych sloganów, w których był szkolony przez swoich „starszych i mądrzejszych” amerykańskich mentorów, którzy zapłacili za jego bilet w tą stronę, aby mógł przekonać ten tłum na rzecz „kościoła matki”. Gdy przyglądałem się publiczności kolejno wabionej i przeklinanej dziesięcinową propagandą, Duch Święty powiedział do mego ducha:

„Ken, czy jest jakieś przekleństwo, którego mój Syn, Jezus, nie wziął na Siebie, gdy został ukrzyżowany, aby wypełnić wymagania Prawa? Skoro dzięki wielu przeżytym latom kontrolujesz swego ducha, uwalniam cię, abyś mówił na temat źródła nauczania na temat dziesięciny, lecz bądź łagodny dla nich, ponieważ kocham ich tak samo, jak i ciebie!”

Naprawdę: „Chrystus wykupił nas spod przekleństwa prawa, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie” (Gal. 3:13).

Kto wie, może teraz, po wielu latach jest czas na to, aby starszy mężczyzna udzielił co najmniej „łagodnego napomnienia” niektórym z młodszych braci i siostrom ciągle potrzebujących uwolnienia od przekleństwa Prawa.

Co jest we współczesnym kościele źródłem nauczania na temat dziesięciny?

Czego nauczył mnie Duch Święty przez ponad 40 lat oglądania przytłaczających dowodów o głoszeniu dziesięciny w Zachodnim kościele? Wyraźnie i po prostu tego:

Źródłem z którego czerpie współczesny amerykański kościół głoszenie dziesięciny jest bożek Mamony. I koniec.

Tak, wierzę, że to bożek bogactwa, Mamona, jest złym duchem, którego celem jest zniszczenie ludzkich istot, i że całkowicie ogłupił ogromną większość pastorów i parafian tej ziemi, aby rozbudowywali jego królestwa dzięki temu fałszywemu nauczaniu, głoszeniu, i wierze w temat dziesięciny. Dalej, celem tego złego ducha jest skuteczne zasilanie siostrzanych duchów strachu, chciwości, które nękają tak wielu moich kolegów, pastorów, jak też było z waszymi kolegami w przeszłości.

Pamiętam takie seminarium, gdzie pojawił się w czasie zajęć temat dziesięciny. Pozwólcie, że przytoczę ten fragment z mojej książki z 1982 roku: INPUTS: A Matter of Life-style or Deathstyle:

„Kiedyś w dyplomowej klasie na wykładach z „hermeneutyki” czy nauki biblijnej interpretacji profesor rozwijał zasadę mówiącą, że „Ponieważ starotestamentowy cień stanowi materiał, który znajdujemy w Nowym Testamencie, Nowy Testament interpretuje Stary”. W samym środku jego znakomitego wyjaśnienia na temat istoty Nowego Przymierza, jakie mamy w Chrystusie, ruszył w kierunku dygresji, która wyglądała na pokłon w stronę cienia. Ta dygresja to było jego bardzo silne przekonanie co do dziesięciny. Jako pastor lokalnego zboru uważał, że jego koledzy pastorzy znajdujący się na sali powinni konsekwentnie podkreślać dawanie dziesięciny w swoich zborach. Zgromadzeni pastorzy gorliwie przytaknęli temu. W tym momencie zadałem jakieś proste pytanie, w stylu: „Jak godzisz ze sobą silny nacisk na dziesięcinę z właśnie przedstawioną zasadą hermeneutyki, która umieszcza cień starotestamentowej dziesięciny, jako coś wypływającego z istoty Nowego Przymierza, gdzie wszystko należy do Chrystusa? Czy Bóg nie chce 100% naszych zasobów?”

Nieoczekiwanie przerwano mi głośnym krzykiem:”Bądźmy praktyczni, panie Talbott! Jeśli masz służbę dla Boga, to potrzebne są dolary! Gdy ja zaczynałem w moim kościele tylko 10% moich ludzi płaciło dziesięcinę, teraz, po okresie konsekwentnego głoszenia pełne 20% zgromadzenia to robi! [Inni pastorzy wydali z siebie: ‚ach’ i ‚och’.] Ostatniego roku budżet kościoła jest wyższy o 50.000$, kupiliśmy trzy dodatkowe autobusy i mamy 25.000$ na koncie oszczędnościowym. [„Ooch, oooh, ooh,ahhh”] A tego nie da się zrobić bez głoszenia o dziesięcinie!” Cóż mogłem zrobić innego jak z szacunkiem poddać się, „Czy takie stanowisko nie może wskazywać na brak zaufania do tego, że nowotestamentowi wierni mogą być prowadzeni przez Ducha Świętego również w tym, jak wykorzystują swoje finansowe zasoby? Czy wierzący, który jest nim rzeczywiście, został uwolniony, aby znaleźć się pod Panowaniem Chrystusa nie wrzuci co najmniej 10-cio procentowego cienia dawania?” A co powiedział profesor? Wyrzucił ręce w górę i wybuchając wesołością ogłosił: „Cóż, czasami hermeneutyka musi odpuścić!” Z humorem nauczyciel hermeneutyki wraz z pastorami pomocnikami pogrzebali temat w salwie śmiechu (str. 176-177)”.

Przepraszam, że przerwę wam w tym momencie, ale ja osobiście bywałem w tych pomieszczeniach, salach rad starszych, na seminariach dla pastorów, gdzie pastorzy dyskutowali o tym w jaki sposób najlepiej wykorzystać wersy, aby wyciągnąć mamonę. Pewien starszy pastor w największym „kościele” w mieście szkolił swoich rówieśników tak: „Patrzmy realnie. Aby nasze działania można kontynuować, musimy uzyskać 15$ na głowę z każdego nabożeństwa, więc dobrze będzie jeśli bądźcie skuteczni w zbieraniu ofiary!” Jego porada zaowocowała w służbie jednego z jego cudaków tym, że zaczynając od pięciu minutowego „mini-kazania-o-dziesięcinie” w czasie usługi w kościele przeszedł do 10 minut, potem 15, potem do 20 i do 25, a kiedy byłem tam ostatnio to „kazanie o dziesięcinie w kazaniu” zajmowało już pełne 30 minut!

Steve Crosby w książce pt.: Wealth Transfer and Marketplace Ministry, (Transfer bogactwa i targowa służba) podsumowuje to co rzeczywiście dzieje się we współczesnym kościele jeśli chodzi o nauczanie na temat dziesięciny, wiary w zasiewanie pieniędzy itp. w następujący sposób:

„Sytuacja we współczesnym kościele podobna jest do systemu świątynnego w czasach Chrystusa. Instytucje świątynne były zasadniczo rodzinnym biznesem Heroda stworzonym tylko z jednego powodu: aby wyciskać z religii pieniądze dla swojej dynastii… (str. 46).

Mówiąc o 3 rozdziale Księgi Malachiasza, który jest cytowany setki razy w każdy niedzielny poranek w Ameryce, inny przyjaciel napisał:

„Ten wers nie ma nic wspólnego z pieniędzmi. Nie pozwólcie, aby ktokolwiek straszył was tymi wersami, niech was nikt nie związuje prawem. Malachiasz nie pisał do nas. Przeczytajcie sobie jeszcze raz 3:9. Zostało to napisane do narodu Izraela, do ludzi, od których wymagano, aby postępowali według prawa, lecz tego nie robili. W tamtym czasie ludzie byli pod przekleństwem jeśli nie postępowali zgodnie z prawem. My jesteśmy pod przekleństwem jeśli tylko próbujemy podążać za prawem, z którego Jezus nas wykupił”.

Propaganda dziesięciny i zasiewania pieniędzy zawiera w sobie tylko prawdy przez małe „p”.

Prorocy prorokują fałszywie,

a kapłani nauczają według własnego widzimisię:

mój zaś lud kocha się w tym.

lecz co poczniecie, gdy się to skończy?” Jer. 5:31

Jacques Ellul będąc w starszym wieku napisał książkę pt. „Propaganda: The Formation of Men’s Attitudes” (Propaganda: kształtowanie ludzkich postaw) sugeruje, że dobra propaganda przedstawia tylko prawdy przez małe „p” (co Ellul nazywa „faktami”), aby namalować obraz z kłamstw.

Oczywiście, że istnieje wiele dobrych prawd, prawd przez małe „p”, które współcześni pastorzy propagandyści używają. Dziesięcina miała być wykorzystywana przez starotestamentowych kapłanów. Jednak Prawda o tej dziesięcinie przez duże „P” jest taka, że dziesięcina była składana wyłącznie z żywności, była dziesięcina przeznaczona dla kapłanów, aby udzielali z niej wdowom i sierotom i część dziesięciny przeznaczona dla kapłaństwa lewickiego, które nie miało dziedzictwa ziemi, domów ani regularnych wypłat (por. Pwt. 18:1-2).

Kiedy jednak współcześnie pastorzy propagandyści usiłują kopiować starotestamentowy system ofiarny (czy kapłaństwo), co obejmuje sanktuaria, rytuały i ofiary takie dziesięcinę to budują nowe prawo (swój własny „kulturowy kod zachowania i wiary”) zbudowany z arbitralnie wyciągniętych elementów ze Starego i Nowego Przymierza! Co się dzieje, gdy umieszczają siebie samych i innych pod tym Prawem, a pomijają posłuszeństwo innym? Skutek jest taki, że umieszczają siebie (i swoich ludzi) pod przekleństwem:

Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu” (Gal. 3:10).

Weźmy na przykład propagandowe wykorzystanie fragmentu z Księgi Malachiasza 3:8-12, którego używa się jak kija do bicia słuchaczy i wymuszania poddania. 3 rozdział tej Księgi łączy się z prawem dawania dziesięciny wyłożonym w Starym Testamencie. Jest to prawda dotycząca tej sprawy przez małe „p”. Niemniej w drugim rozdziale znajduje się prawda przez duże „P” prowadząca do rozdziału trzeciego: prawda przez małe „p” wskazywałaby na to, że Bóg jest nadmiernie zainteresowany kapłanami, synami Lewiego, którzy sami byli przeklęci przez Boga i byli tymi, którzy przede wszystkim odpowiadali za przekleństwo sprowadzone na lud:

A teraz was, kapłani, dotyczy to postanowienie: Jeżeli nie usłuchacie i nie weźmiecie tego do serca, że macie oddawać cześć mojemu imieniu – mówi Pan Zastępów – to Ja rzucę na was klątwę i przeklnę wasze błogosławieństwo. Zaiste, przeklnę je, gdyż nie bierzecie tego do serca” (Mal. 2:1-2).

W jaki sposób kapłani sprowadzali przekleństwo na Izraela? Słowami Douglasa Weaver, mojego dobrego przyjaciela:

„Rozumiesz, oni zanieczyszczali naród okradając Pana, ponieważ wydawali dziesięciny na siebie samych, lekceważąc obcych, sieroty i wdowy”. Tak naprawdę, świetnie ten znany dziewiąty wers (z Mal. 3) nie mówi, że cały naród okrada Boga; dotyczy to raczej kapłanów, który okradają nie tylko Boga, lecz również całego Izraela. Ponieważ w takim samym stopniu jak lekceważyli obcych, sieroty i wdowy w takim sprowadzali przekleństwo na cały naród, skutecznie okradając ich z Bożego błogosławieństwa. Pamiętaj, tylko dziesięcina składana co trzeci rok była przeznaczona do spichlerza świątynnego. Tak więc, wyłącznie do części całego trzyletniego cyklu składania dziesięcin odnosił się Bóg; do tej części, za którą odpowiadali kapłani. Jakąż ironią jest to, że ten fragment Pisma jest powszechnie wykorzystywany do uprawomocniania i wymuszania praktyki płacenia dziesięciny, w rzeczywistości wypowiada się przeciwko tym, którzy ja gromadzą!”

Nowotestamentowi pastorzy propagandziści starają się podeprzeć swoje sztuczne arcy kapłaństwo sprawowane w świątynnym sanktuarium, którego zniszczenie i zastąpienia nami wszystkimi wierzącymi-kapłanami, wymagało śmierci Jezusa. O nich to można powiedzieć to, co „Pan wszechmogący” powiedział o ich starotestamentowych odpowiednikach, których naśladują:

Gdyż wargi kapłana strzegą poznania, a z jego ust ludzie chcą mieć wskazania, gdyż on jest posłańcem Pana Zastępów. Lecz wy zboczyliście z drogi i sprawiliście, że wielu się zachwiało w zakonie, zerwaliście przymierze z Lewim – mówi Pan Zastępów. Dlatego Ja sprawię, że będziecie wzgardzeni i poniżeni u całego ludu, gdyż nie trzymacie się moich dróg i jesteście stronniczy przy stosowaniu zakonu” (Mal. 2: 7-9).

„Oto patrzcie, dom wasz pusty wam zostanie”.

Wydaje się, że w naszych czasach „wzgardzenie i poniżenie u całego ludu” pastorów jest tylko kwestią czasu. Jest to już całkiem dobrze opisane w artykule Michaela Spencer‘a 2009 „Christian Science Monitor” pt.: „The Coming Evangelical Collapse” (Zbliżający się krach ewangelicznego kościoła). Osobiście wierzę, że ten krach już jest w drodze, jak postrzegam współczesny ruch dziesięciny-siania pieniędzy-wyłudzania-mega-kościołów, który jest symptomem zgonu amerykańskiego kościoła, a nie wskaźnikiem jego zdrowia. Jest to bezpośrednie odzwierciedlenie obecnego trendu łączenia i przyswajania niezdrowych instytucji przez niezdrowe instytucje prowadzące nasz wszystkich ku bankructwu.

Współcześnie, podpierane dziesięciną, którą postrzegam jako bezpośredni odpowiednik podatków, wymuszanych od obywateli przez państwo, tzw. mega-kościoły również stały się odbiciem opiekuńczego państwa, skąd zresztą czerpią swój wzór. Oba te pasożytnicze systemy nie mają szacunku dla życia swoich tłumów i z łatwością konsumują większość dolarów na siebie, po czym nędzne resztki ze stanu konta przekazują potrzebującym, przeważnie w uwłaczający sposób (podobnie jak lewici z czasów Malachiasza).

Na szczęście zawsze były wyjątki od reguł, jak to jest z grupką kościołów, które wierzą, że Duch może prowadzić ich członków do dawania, które nie mają długów, które kładą nacisk na małe grupy i pozwalają na to, że przekazywane przez ludzi środki są kierowane bezpośrednio do potrzebujących z pominięciem biurokratycznej pułapki. Wszyscy powinniśmy być czujni i wspierać takie miejsca. Dla waszej informacji: W sklepach Ace Hardware sprzedawane są obecnie okulary za jedyne 3,95$, które znakomicie nadają się do szukania potrzebujących w tym stogu siana!

Niemniej, zazwyczaj wygląda to tak, że jeśli amerykański wierzący staje wobec jakiegoś rodzaju potrzeby to, skoro został ograbiony z bogactwa przez bezbożne państwo i kościół, reaguje w ten sposób: „Z jaką społeczną agencją należałoby tego człowieka skontaktować?” Oczywiście, zanim rządowe biuro zostanie otwarte kilka godzin czy dni później, bądź będzie dostępny właściwy komitet kościelny parę tygodni później, rachunki za prąd wdowy, po tym, gdy już zamarzła na śmierć, zostaną zapłacone. Być może przesadzam, ale wiecie o co chodzi.

Istotą jest to, że opiekuńcze państwo i kościół skutecznie spłaszczyły nasze portfele i znieczuliły nasze serca na biednych. To my, jako kapłani Boga Najwyższego, mamy naszymi ‚dziesięcinami’ usługiwać teraz! Jeśli chodzi o samozwańczych kapłanów, którzy sprowadzili to przekleństwo na nasz kraj, jestem szczerze przekonany, że te dom zbudowany przez ich gigantyczne kompleksy wkrótce opustoszeje. Dzięki naszym modlitwą wstawienniczym i gestom miłości i cierpliwości być może niektórzy z nich padną na kolana i będą błagać Boga i ludzi o przebaczenie za ogromne, wielomilionowe złodziejstwo, którego się dopuszczali każdego roku przez swoje służby.

Słowo do młodszych pastorów

Powiedziano: „Jedynym sposobem na zmiany u pastorów, jest śmierć tych pastorów”. Może jest to prawdą w stosunku do nas starszych, siwych, lecz co z wami młodszymi pastorami? Czy może tak być, że i wy znaleźliście się w miejscu, w którym przekazujecie dziesięcinową propagandę, którą sami zostaliście zindoktrynowani? Konsekwencje są takie, że złe duchy, takie jak Mamona, strach i chciwość wloką was, a „dziurawe portfele” nękają? Czy jest jakaś nadzieja na to, że przetrwacie radykalną nowotestamentową zmianę kierunku w finansowaniu waszego kościoła [Uwaga do siebie: „To jest kościół Jezusa”]? Jeśli wrócicie do miejsca, w którym wasze uczynki będą zrodzone z Boga, a nie z bożka Mamony, nie będziecie musieli obawiać się tego czy Bóg zaspokoi każdą potrzebę waszą i waszej trzody.

Tak naprawdę, gdy nie już będzie się już dłużej nauczać ludzi, że „są wolni”, po tym, gdy oddadzą dziesięcinę, nastąpi eksplozja dawania. Uwolnienie ludzi od obowiązkowego płacenia dziesięciny skieruje ich nowotestamentową kapłańską inspirację do dawania do Ducha Świętego, zamiast do kalkulatora.

Znam pewnego pastora, który konsekwentnie obecnie już od ponad 40 lat sprzeciwia się trzymania się starotestamentowego cienia dziesięciny i naucza na temat nowotestamentowej istoty prawa własności Chrystusa do 100% wszystkiego, co posiadamy. Gdy usłyszał moją historię o nauczycielu z seminarium, który głosił, że dziesięciny są potrzebne do płacenia rachunków, zaprzeczając swoim własnym zasadom biblijnej interpretacji i samemu Pismu, skomentował to: „Ken, mogę się podzielić z tobą pewną drobną tajemnicą? Czy wiesz o tym, że nasi ludzie raz solidnie zakotwiczeni w nowotestamentowym kapłaństwie naprawdę daję dwa, trzy razy więcej pieniędzy na pracę służby, niż te kościoły, które nauczają o dziesięcinie i zemście?”

Czy to było łagodne napomnienie?

раскрутка сайтов интернете

Logo_Hill_ikons

Budujemy trumny czy relacje?

31 grudnia 2010

Steve Hill

Witajcie Przyjaciele!

Ufamy, że spędziliście wspaniały czas Świąt Bożego Narodzenia z rodziną i przyjaciółmi. Życzymy Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! A przy okazji Nowego Roku: Noworoczny list z 2009 roku stał się najczęściej wysyłanym postem. Nie miałeś okazji przeczytać? Wejdź: „Prophetic Word for 2009” , oraz przejrzyj: „The Luke 10 Manual„, gdzie można zamówić elektroniczną lub drukowaną wersję.

A teraz co do budowania trumien. Może nie wygląda to na jakiś wspaniały początek nowego roku, lecz ostatnio posty na kilku blogach, na tweeterze i pewne rozmowy zwróciły się w stronę teologii oraz omawiania zalet różnych teologicznych systemów. Każdy kto jest szczery musi przyznać, że jego system wyboru dobrze funkcjonuje dopóki nie włączy się do rozważań tych wersów, które stanowią podstawę systemu konkurencyjnego. To jest interesujący problem! Bóg dał nam zbiór historycznych wydarzeń, wierszy, systemów prawnych, systemów ofiarnych, praw moralnych, proroctw, snów, wizji i listów zebranych w 66 ksiąg a pisanych przez tysiące lat Jego relacji z nami. Teraz my próbujemy zrobić z tego racjonalny system? Nie da się zbudować racjonalnego systemu z więzi z naszymi żonami, a my usiłujemy zrobić to z naszej więzi/relacji z Bogiem?

Każdy teologiczny system jest podobny do trumny i jedyne ciało jakie tam pasuje to martwe ciało. Tworzenie coraz bardziej skomplikowanych trumien po to, aby lokować w nich coraz więcej z tajemnic Bożych traci sens. Jeśli twój rozum potrafi stworzyć logiczny system, które będzie w stanie całkowicie objąć Boga, to twój rozum będzie Bogiem. Bóg nie pasuje do żadnej trumny bez względu na to ile kawałków usiłujesz odrąbać, bądź jak wiele fragmentów pisma starasz się zignorować.

Wszechświat nie jest racjonalnie uporządkowany ani nie jest racjonalnie zdeterminowany. Gdyby Bóg chciał napisać teologiczną książkę, zrobiłby to. Jest na tyle mądry. Nie zrobił tego, więc dlaczego my próbujemy? Robimy nawet coś jeszcze gorszego niż budowanie teologicznych trumien; usiłujemy wcisnąć do nich Boga. Tylko martwy Bóg tam pasuje. Wygoda racjonalizmu i arogancja posiadania poprawnych doktryn jest taka, że staje się końcem sama w sobie. Musisz mieć rację, bo nic innego ci nie pozostaje, twój Bóg jest zamknięty w trumnie i nie musisz już się Nim zajmować.

Wszechświat jest uporządkowany relacyjnie (w oparciu o relacje – przyp.tłum.). Bóg jest Ojcem i Bóg jest pełną miłości relacją Ojca, Słowa i Ducha Świętego. Ich jedność jest tajemnicą miłości i wzajemnej czci. Nasze życie jest uporządkowane relacyjnie i dlatego prawo moralne jest wieczne. Prawo moralne zajmuje się relacjami. Nie ma racjonalnego systemu, który może cię chronić przed ryzykiem, niepewnością, podatnością na zranienia czego wymagają autentyczne relacje. Praktycznym rozszerzeniem racjonalizmu jest legalizm, czyli serca chronione przed życiem przez zasady i strach.

Wszechświat jest relacyjnie zdeterminowany. Przyszłość, ta ogólnie pojęta i moja przyszłość w szczególności, jest zdeterminowana przez moją relację z Bogiem i z innymi. Bóg jest Ojcem, który z pasją dzieli się Sobą z rodziną. Ojciec i Duch Święty z pasją przedstawiają Synowi oblubienicę. Ojciec i Syna z pasją tworzą żywe świątynie dla Ducha Świętego. Słowo i Ducha z pasją przedstawiają wszystko Ojcu, aby On mógł być wszystkim we wszystkim.

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć, że Wszechświat jest bezsensowny. Jest sensowny, przewidywalny, sezonowy i celowy. Nie jest ani absurdalny, ani racjonalny. Ktoś powiedział, że pierwszą kwestią wieku rozumu jest samobójstwo: po co mam żyć? Końcem racjonalizmu jest nihilizm. Absurdalność i racjonalizm są dwoma stronami tej samej monety. To, co jest racjonalnie niekoniecznie musi być sensowne/znaczące.

Prawda nie jest system myśli. Prawda nie jest doktryną. Prawda jest Osobą, której na imię Jezus. W Nim ukryte są wszelkie skarby mądrości i poznania. W Nim znajdują się osąd i przebaczenie, gniew i miłosierdzie, prawo i łaska, w nim jest do wyboru Boża wolność lub wolność ludzka, Jego wolność do miłości i moja wolność do miłości. W nim wszelkie prawdy trzymają się razem w żywym napięciu. Nawet te, których nie jesteśmy w stanie pogodzić z racjonalnymi systemami, nawet te fragmenty pisma, które usiłujemy ignorować.

Wyzwaniem i dyskomfortem Wszechświata uporządkowanego relacyjnie jest to, że Bóg, który jest miłością mówi, że właściwe przekonania nie wystarczą. On mówi, że nawet demony wierzą i drżą, mówi, że jeśli twierdzę, że kocham Go, a nie kocham brata to jestem kłamcą.

  • Moje życie w Bogu jest spełnione wtedy, gdy kocham Go i kocham moich wrogów.
  • Wszechświat jest porządkowany przez miłość.
  • Moja przyszłość jest zdeterminowana przez miłość wyrażaną w prostych lecz często trudnych aktach służenia innym.

Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci. Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża? Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą” (1Jn. 3:16- 18).

Życie to relacje.

Dziękujmy za waszą przyjaźń w 2010 roku.

Oby wzrastała w 2011.

Steve & Marilyn

как продвинуть свой сайт в поисковиках

Czy tej kobiety nie należało uwolnić?

Chip Brogden

A czy tej córki Abrahama, którą szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?„(Łk. 13:16).

Pozwólcie, że namaluję wam pewien obraz. Jezus mówi do zgromadzenia wypełniającego jedną z lokalnych synagog. Ludzie słuchają uważnie tego, co mówi do nich o Królestwie Niebios i planie Jego Ojca dla nich. W środku nauczania Jezus zauważa w tej grupie kobietę. Nie jest w stanie stać prosto, lecz jest zgięta wpół, stoi twarzą do ziemi. Pomimo że nikt mu tego nie powiedział, rozpoznał, że w takim stanie jest już od 18 lat. Jezus poczuł poruszenie Ojca, które pobudziło Go wewnątrz. Jego słowa zamierają, milknie, wygląda tak, jakby się zamyślił, stoi z oczyma skierowanymi na nią. Ludzie czekają. Czemu On się tak przygląda? Spoglądają po sobie i idą za wzrokiem Jezusa na sam koniec synagogi a tam jest zgarbiona kobieta, z twarzą zwróconą ku ziemi, nieświadoma tego, że całe zgromadzenie zwraca na nią uwagę, lecz zdziwiona ciszą, która nastała.

Jezus wzywa ją do Siebie! Dlaczego? Tak, droga kobieto, to o ciebie chodzi. Idź za Moim Głosem i przyjdź tu do Mnie. Powoli, z trudem idzie w stronę źródła tego łagodnego, lecz silnego Głosu, nadal zgięta w pół, drżąc ze strachu. Co On zamierza zrobić?

Kobieto, uwolniona jesteś z choroby swojej!„.

Tuląc jej twarz w Swoich dłoniach, delikatnie zaczyna podnosić ją tak, aby móc spojrzeć jej w oczy. Po raz pierwszy od osiemnastu lat staje prosto!  „Jestem uzdrowiona!” szepcze i wtedy, w miarę jak realność tej chwili do niej dociera, znajduje w sobie głos, którego nigdy wcześniej nie było; zaczyna krzyczeć, początkowo niezdecydowanie, a potem coraz głośniej:  „Chwaaaała,… Bogu Izraela! Hosanna . . . Synoooowi Dawidaaa! Błogosławione niech będzie imię Pańskie! Chwała Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba!!!”

Lecz ta uroczystość trwa krótko.

Zarządca synagogi (człowiek, który zaprosił Jezusa, aby przemawiał) wstaje ze swego siedzenia, patrzy na Jezusa następnie na ludzi: „Jest sześć dni roboczych. – syczy do tłumu. – Przyjdźcie znowu innego dnia, aby być uzdrowieni. W sabat nie wykonuje się żadnej pracy, nawet jeśli to są cuda!” Nastaje niewygodna cisza. Uzdrowiona kobieta zaczyna powoli giąć się ponownie ze wstydem, jakby została uderzona w brzuch, lecz Jezus łapie ją, potrząsa głową, „Nie”, i z uśmiechem zachęca ją, aby stanęła prosto i wysoko podniosła głowę, co ona robi. Otacza ją ramieniem, aby wskazać, że powinna pozostać tutaj z Nim.

Wtedy zwraca się do zarządcy synagogi.

Twarz Jezusa jest nie do opisania, lecz spróbuję to zrobić: wygląd Jego podobny jest do Dobrego Pasterza, który zauważa wilka próbującego porwać jedną z Jego owieczek. Oczy napełnia pasja, wzrok staje się przenikający i zdeterminowany jak „płomienie ognia”.

Obłudnicy! – Jezus mówi do mężczyzny odpowiedzialnego za synagogę. – Czy nie każdy z was odwiązuje w dzień sabatu swego wołu czy osła od żłobu i nie wyprowadza ich do wodopoju? A czy tej córki Abrahama, którą szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?” (Łk. 13:15,16).

Przywódca otwiera usta, aby zaprotestować, lecz nie jest w stanie wydać z siebie dźwięku. Krew napływa mu do twarzy, zaciska pięści sfrustrowany, lecz nie może zrobić ruchu. Może tylko zająć z powrotem swoje miejsce, w milczeniu nienawidząc siebie za to, że zgodził się na to, aby Jezus mówił w jego zgromadzeniu i przysięgając sobie, że nigdy więcej go już nie zaprosi.

A gdy On to mówił, zawstydzili się wszyscy przeciwnicy jego, natomiast lud cały radował się ze wszystkich chwalebnych czynów, jakich dokonywał” (Łk. 13:17).

To nie jest zwykły cud.  To jest znak i jest w tym prawda na obecne czasy,  dzisiejszy dzień, na ten okres.

Widzimy, że Jezus jest po stronie wolności, uwolnienia, uzdrowienia, odnowienia tego, co związane. Z drugiej strony mamy religię, która jest po stronie wiązania, tradycji, wygodnictwa, uniformizmu, kontroli i manipulacji.

Ta kobieta naprawdę była „córką Abrahama”, dzieckiem przymierza i miała prawo do duchowego bogactwa w Chrystusie! Lecz osiemnaście lat „religii sabatowego dnia” nie zmieniło jej. Brała udział w nabożeństwa, śpiewała pieśni, dawała datki, słuchała kazań, lecz każdego tygodnia wychodziła w takim samym stanie jak weszła – zgięta w pół. Co trzymała ją w tych więzach? Czym właściwie jest „duch niemocy”? Niektórzy powiedzieliby automatycznie, że miała demona, który musiał być wypędzony i że TO właśnie był duch niemocy.

Byś może …

Lecz nie zawsze tak się sprawy mają, jak na to wygląda.

W większości przypadków Jezus gromił demona i uwalniał związanych, a w tym przypadku, uwolnił kobietę, a następnie zgromił demona. Dlaczego? Poddaję wam taką myśl, że ta kobieta rzeczywiście była związana przez szatana przez 18 lat, ducha, który naprawdę trzymał ją w niewoli, lecz nie żył w NIEJ, lecz żył w religijnym przywódcy, który chciał utrzymać ją w tym samy miejscu.

To zarządca synagogi miał demona, a nie ta kobieta.

Wszyscy ludzie cieszyli się, lecz ich duchowy przywódca był oburzony! Duch stojący za nim wyraźnie ujawnia się w podjętej przez niego próbie kontrolowania ludzi, ostudzenia nowej radości, sprawienia, aby uzdrowiona kobieta czuła się winna, a nawet zgromienia Samego Pana, cały czas ukrywając się za czymś religijnym, za „tym Sabatem”, jako wymówce. Tylko szatan cieszy się, trzymając ludzi w więzach. Tylko złe duchy oburzają się, gdy są uwalniani ludzie. Wyłącznie religijny demon nienawidzi tego, gdy ktoś staje prosto i spogląda mu w twarz. Tak więc boi się i sprzeciwia wszystkiemu, czego nie jest w stanie kontrolować, usilnie działa, aby utrzymać swoją dominację w oczach ludzi. Mamy tutaj do czynienia z czymś więcej niż tylko fizycznym uzdrowieniem: zachodzi tu również duchowa konfrontacja. Tak więc, gdy demon w religijnym przywódcy zaprotestował, że nie należało jej uwolnić, Jezus powiedział do jego całej ochoczej hordy bezpośrednio:

Wy obłudnicy! Czy tej kobiety nie należało uwolnić?

Uwolnić nie tylko od tego, co kontrolowało jej ciało, lecz również od tego, co kontrolowało jej ducha i dusze przy pomocy religijnej hipokryzji, demonicznej manipulacji i pragnienia, aby ona siedziała cicho. „Czy tej kobiety nie należało uwolnić?” Dla Jezus cokolwiek poniżej tego, było nie do przyjęcia. Musiała zostać uwolniona! Nie mogła dalej żyć w ucisku ani chwili! Nie mogła już dłużej być zgięta! 18 lat więzów to wystarczająco długo! Uwolnij ją i pozwól odejść wolno! W kilka sekund Jezus dokonał tego, czego 18 lat religii nie było wstanie zrobić, ani nie chciało zrobić.

W czasie moich podróży obserwuję w Ciele Chrystusa wielu tych, którzy są „zgięci wpół” taką samą chorobą, trzymani w więzach przez „ducha niemocy”, który uniemożliwia im wyprostowanie ciała, tylko dlatego, że są związani religią i trzymani w tym stanie przez tradycje ludzi, przez ich własnych „duchowych przywódców”. Lecz widzę również, że Jezus woła do tłumów zgiętych ludzi, wzywając ich do Siebie (podobnie jak zawołał ta kobietę), aby zostali uwolnieni z tego, co ich od tak dawna wiąże.

Jakże trudno musi być usłyszeć głos Pan a następnie zignorować przywództwo i iść bezpośrednio do Jezusa, wiedząc, że przyniesie to natychmiastowe potępienie i krytycyzm ze strony ducha Antychrysta. Gdyby ona najpierw „skonsultowała się z przywództwem”, nadal byłaby zgięta wpół, ponieważ ci powiedzieliby jej, że uzdrawianie ludzi przez Jezus w dzień sabatu jest bezprawiem. Jej pierwszym aktem buntu były drobne kroki ku Jezusowi, z dala od religii i ludzkiej czci. Lecz podejmując ten pierwszy krok zrzuciła kajdany, które wiązały ją przez prawie dwa dziesięciolecia. Gdy odpowiedziała na wezwanie Pana, On uwolnił ją z więzów, zarówno duchowo jak i fizycznie. Niemniej to ONA musiała podjąć ten pierwszy krok, jakkolwiek niezdecydowane, bolesne i niewygodne musiało to być.

Cieszę się z tego, że znalazła wolność w Chrystusie i martwi mnie to, że ów religijny przywódca poszedł do domu dalej związany.  To jest słowo Pańskie skierowane do każdego z nas indywidualnie, i jest to również słowo Pana do Oblubienicy Chrystusa. Słyszmy, jak mówi:

Czy tej kobiety nie należało uwolnić?

i mówimy: TAK!

Niech tak będzie i niech wszyscy Jego przeciwnicy zostaną zawstydzeni. Amen.

topod.in

Logo_Hill_ikons

Jak głęboko to sięga? – Pokuta z martwych uczynków

Steve Hill

Witajcie Przyjaciele.

Pokuta z martwych uczynków jest jedną z fundamentalnych prawd wiary czy też, jak tłumaczy Eugene Peterson w Message (parafraza Biblii): „odwrócenie się plecami do ‚zbawienia z własną pomocą’, a zwrócenie w zaufaniu ku Bogu”. Niemniej, doświadczamy po nawróceniu tego, że nasze martwe uczynki zbierają się stosami. Gdy zaczęliśmy iść za Jezusem, nie znaliśmy niczego oprócz dawania i przyjmowania. Rozmawialiśmy o Jezusie wszędzie i Bóg działał. Następnie zaczęliśmy słuchać coraz więcej kazań, zaczęliśmy dawać coraz więcej i więcej nauczania,…

Nie mamy obecnie przebudzenie ponieważ kościół jest w nieporządku. Musimy poddać się autorytetowi apostołów i proroków„. Byliśmy radykalni i poddaliśmy się z całego serca, oddawaliśmy apostołom należną część, a jednak żniwo nie przyszło. Czy nie widzieliśmy tego, że Jezus jest naszym apostołem a my wszyscy braćmi, przyjaciółmi i sługami jesteśmy? Czy nie widzieliśmy, że hierarchia niszczy życie, a przyjaźń rozwija je?

Nie mamy żniwa, ponieważ musimy zbudować ołtarz uwielbienia, aby chwała mogła zstąpić i przyciągnąć mężczyzn i kobiety do Jezusa„. Byliśmy radykalni i poddani więc uwielbialiśmy, krzyczeliśmy, skakaliśmy i tańczyli. Czy nie rozumieliśmy tego, że Chrystus w nas jest nadzieją chwały? Czyż nie rozumieliśmy tego, że taki model uwielbienia był powrotem do starotestamentowej rzeczywistości? Bóg nie jest ‚tam gdzieś’ aby zstępować, lecz jest w nas, aby przez nas się wyrażać.

Nie widzimy żniwa i finansowego błogosławieństwa, ponieważ nie oddajemy właściwie dziesięciny. Niektórzy nauczają, że błogosławieństwo ciała będzie zgodne z procentem ciała, które daje dziesięcinę. Byliśmy radykalni i oddani, więc oddawaliśmy dziesięciny i dawaliśmy, i wierzyliśmy w błogosławieństwo, lecz błogosławieństwo nie przyszło. Niektórzy oskarżali tych nielicznych, którzy nie dawali! Czyż nie rozumieliśmy, że robiliśmy z Boga legalistycznego, mizernego księgowego, zamiast zwracać się do hojnego Ojca?

Nie mamy żniwa ponieważ nie modlimy się odpowiednio dużo„. Więc modliliśmy się więcej, pościliśmy częściej i wołaliśmy jeszcze więcej do Boga? Prowadziliśmy masowe spotkania modlitewne. Czy myśleliśmy, że Bóg nie chciał kochać ludzie dla siebie? Czy wydawało nam się, że musimy Go przekonać, żeby zrobił to, co mówił że zrobi? Czy nie rozumieliśmy, że modlitwa jako „próżne powtarzanie’ (u nas jest: „nie bądźcie wielomówni” -przyp.tłum.) niszczy relację z Bogiem?

Nie widzimy żniwa z powodu przekleństw, demonicznych więzów i grzechów przeszłości„. Byliśmy radykalni i poddani, więc wyznawaliśmy, prowadziliśmy duchową walkę i łamaliśmy przekleństwa. Podejmowaliśmy marsze pojednania. Czy nie rozumieliśmy tego, że jeśli chcemy złamać wszelkie przekleństwa to musielibyśmy wrócić całą drogę, aż do Adama? Czy nie rozumieliśmy, że zostało to uczynione przez Chrystusa na Krzyżu? Czemu nie byliśmy w ustanie usłyszeć słów Jezusa: „Wykonało się!”.

Nie mamy żniwa, ponieważ nie mamy dość Ducha Świętego„. Tak więc prowadziliśmy: New Wine nights, Fire nights, River nights oraz Soaking Sessions (różnego rodzaju całonocne spotkania napełnienia, nasiąkania Duchem,… -przyp.tłum.). Ludzie przeżywali uzdrowienia, radość odnowienie, lecz wciąż nie było żniwa. Czy nie rozumieliśmy, że Duch Święty napełnia nas tak, że mamy iść i czynić uczynki Jezusa poza naszymi ścianami? Celem napełnienia jest ulica, a nie scena.

Nie mamy żniwa, ponieważ nie pragniemy wystarczająco mocno Boga„. Chodziliśmy więc na jeszcze więcej spotkań, więcej konferencji, aby zapragnąć i zostać napełnionymi. Lekceważyliśmy to, co powiedział Jezus o tych, którzy piją z Ducha Świętego – nie będą pragnąć więcej. Chodzenie na spotkania nie dowodzi tego, że pragniemy Boga, może tylko dowieść tego, że daliśmy się nabrać na religijną kulturę, w której chodzi się na spotkania w nieskończoność.

Dlaczego widzieliśmy ludzi przychodzących do Jezusa, gdy sami przyszliśmy po raz pierwszy do Niego? Nie mieliśmy żadnego pojęcia o tych wszystkich wymienionych wyżej rzeczach. Po prostu byliśmy na ulicach, w pomieszczeniach, kafejkach i w klubach rozmawiając o Jezusie. Jezus powiedział idźcie, więc poszliśmy.

Te wszystkie „święte tradycje świętego charyzmatycznego kościoła” mogą być równie martwymi uczynkami jak modlitewne paciorki i zabijanie kurczaków (na ofiarę – przyp.tłum.). Byliśmy napełnieni mentalnością uczynków: musisz zrobić to, jeśli chcesz….

Nauczaliśmy i praktykowaliśmy duchową technologię, aby spełnić nasze wizje. W najlepszym przypadku, byliśmy szczerymi legalistami zabezpieczonymi własną arogancją, że byliśmy bardziej oddani i bardziej aktywni od innych grup. W najgorszym przypadku, byliśmy czarodziejami usiłującymi manipulować duchową rzeczywistością. Lekceważyliśmy to, że Jezus jest oddany budowaniu Swego kościoła! Lekceważyliśmy to, że Jezus obiecał oddać Swoje Królestwo Swoim dzieciom.

Pokutujemy ponownie z martwych uczynków.

Jak głęboko to sięga?

Jakkolwiek głęboko, łaska idzie głębiej!

Królestwo Boże przyjmuje się darmo i daje darmo!

Radujcie się łaską Bożą!

Steve & Marilyn

раскрутка сайта

Logo_FennC_2

Jesteście zbyt religijni (cz. 3)

John Fenn

Poematy

Poprzednio dzieliłem się z wami przemyśleniami nad fragmentem z Ef. 2:10, który mówi o tym, że jesteśmy poematami Ojca, stworzonymi w Chrystusie do dobrych uczynków, które On (Ojciec) przygotował zawczasu, abyśmy w nich chodzili. Jesteśmy poematami Ojca, który stworzył nas przemyślnie, uważnie i z radością, dobrze wiedząc, co nas spotka w życiu. Ten fakt, że jesteśmy Jego poematami przenosi uwagę z naszego życia na naszego ducha i duszę, czy inaczej: na to co wewnętrzne i wieczne w nas, a trzyma z dala od zewnętrznych reguł i zasad. Paweł w Gal.3:21 napisał, że gdyby prawo mogło dać życie wieczne, choćby tylko przez pojedynczą zasadę to byłoby osiągalne dzięki życiu zgodnemu z prawem Starego Testamentu.

Czytamy też, że: „… dobrze jest bowiem umacniać serce łaską, a nie pokarmami” (starotestamentowymi ofiarami składanymi na ołtarzu). Słowo „umacniać” oznacza „potwierdzać, upewniać” łaską. Serce NIE jest umacniane regułami i zasadami, lecz jest upewniane i potwierdzane łaską.

Świątynna mentalność

Aż do dnia Zielonych Świąt Bóg Izraela mieszkał w świątyni w Jerozolimie. Gdybyś był Żydem mieszkającym poza Jerozolimą, przychodziłbyś w czasie jednego z wyznaczonych świąt, aby spotkać się tutaj z Bogiem. Nie mieszkał w Rzymie, ani w żadnej synagodze gdzieś daleko. Mieszkał jedynie w świątyni w Jerozolimie. Niemniej, w dniu Pięcdziesiątnicy, Bóg wyprowadził się ze świątyni i wprowadził do wnętrza ludzi, czyniąc z nich w ten sposób żywe, poruszające się i oddychające świątynie. „Bóg nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych„. „Czyż nie wiecie o sobie, że wasze ciała są świątynią Ducha Świętego”. „Jako duchowe kamienie budujcie się w dom duchowy…” (Dz. 17:24, IKor. 6:19, IPtr. 2:5).

Pomimo że jesteśmy żywymi świątyniami i w pierwszych wiekach wiary funkcjonowano w tej rzeczywistości, ostatnie 1700 lat chrześcijaństwa zostało zdominowane przez mentalność świątyni z cegieł i cementu, w nadziei, że Bóg miesza w budynkach. Ten stereotyp negujący fakt, że to JA JESTEM DOMEM BOŻYM, ponieważ mieszka we mnie Chrystus, nadzieja chwały, słyszymy stale, na przykład w takich słowach: „Czyż nie jest dobrze być w domu Bożym?!”.

Ponieważ Chrystus mieszka w nas On prowadzi nas, On pobudza do wzrostu od środka (jeśli pozwalamy sobie na wzrost w tej prawdzie). Niemniej świątynia taka jak istniała w Starym Testamencie i w czasach Jezusa, jest ustanowiona po to, aby kontrolować z zewnątrz przez działania skierowane na rozpowszechnianie prawa, reguł i zasad. W świątyni odpowiedzialność jest mierzona uczestnictwem, dawaniem i dobrowolną działalnością. W świątyni Nowego Testamentu odpowiedzialnością jest Duch Święty mieszkający a wewnątrz, a na zewnątrz wypływa stamtąd odpowiedzialność za to, aby chodzić w miłości jedni wobec drugich we wzajemnym poddaniu.

Święte czy świeckie?

Mentalność świątyni mówi: „Ja,który żyję z ewangelii (zarabiam na życie) jestem święty, ty zaś, który zarabiasz w inny sposób, jesteś świecki. (Mogę to udowodnić, ponieważ umieściłem na swojej wizytówce tytuł: prorok/ biskup/ apostoł). To nie jest Nowy Testament. Chrystus żyje we mnie i ja jestem świątynią Boga, zatem również jestem święty. Co więcej, wszystko co posiadam jest święte, wszystko co mam jest święte. Mój samochód jest święty, ponieważ gdy go prowadzę to Chrystus prowadzi również wraz ze mną. Mój dom jest święty i dlatego święta jest nawet moja kosiarka. Gdzie On jest, tam jest świętość. Jak pastor śmie myśleć, że komputer w kościele jest święty, oddzielony dla Boga, podczas gdy mój własny komputer używany również przez świątynię Boga, nie! Mój box czy biuro w pracy jest święte, ponieważ świątynia Boża tam pracuje – ja. Nie jest świeckie, jest święte. Noszę Chrystusa wszędzie ze sobą, gdziekolwiek jestem, a zatem tam gdzie ja jestem, jest święte miejsce. Jeśli pastor zarabia na utrzymanie usługując ludziom, a ja zarabiam na utrzymanie malowaniem pasów na autostradzie, to jesteśmy równi w tym, że w obu nas mieszka Chrystusa, obie prace są święte, ponieważ obaj jesteśmy świątynią Bożą.

Tak więc życie wypływa od wewnątrz na zewnątrz, do naszego życia i życia ludzi, którzy są obecni w naszym życiu. Wszyscy mamy być posłuszni Bogu z serca, usługując jedni drugim w miłości. Chrystus przepływa przeze mnie w obszarze moich wpływów, przepływa przez ciebie w twoim obszarze wpływów. Tak więc, jesteśmy równie święci, równie, koniec, kropka! Po prostu inaczej funkcjonujemy w ciele Chrystusa.

Niespodzianka!

Wielu czytając to zda sobie sprawę z tego, że cały czas chodzili z Panem z całego serca, lecz że tkwili w świątynnej mentalności „kościoła”, która tak naprawdę miażdży i gasi przepływ ich ludzkiego ducha, ściśniętego pod ciężarem tej mentalności i więzów ze strukturą kościoła. Spowodowało to sytuację, w której są chrześcijanie wierzący, że słyszą Boga w swym duchu, a nawet, że są prowadzeni przez Ducha Świętego, lecz ci będący ponad nimi w ‚świętej’ pracy mówią im, że są buntownikami, mają problemy, ‚ducha Izabel’ czy też są jakoś inaczej znajdują się poza kursem. (Oczywiście, niektórzy są tacy, lecz wielu jest dobrych ludzi, chcący poruszać się w ramach tej świątynnej mentalności i nie rozumieją dlaczego stale obrywają od Boga.)

Właśnie tak dzieje się wtedy, gdy życie Ducha idzie ręka w rękę z legalizmem i świątynną mentalnością. Potrzebujesz przykładów? Spójrz na Jezusa i ewangelię. Mógł zadawać proste pytania, takie jak: „Czy można w sabat czynić dobrze, bądź źle?„, a oni nie mieli odpowiedzi. Zrobił dobrze, na przykład uzdrowił kogoś, a legalizm świątynnej mentalności wpadał we wściekłość tak wielką, że chcieli zabić Jezusa (Mk. 3: 1-6). Jeśli jesteś człowiekiem, który zawsze unikał polityki kościelnej, zawsze starał się postawić ludzi nad polityką, który dziwił się dlaczego nie można wyrzucić tych niedzielnych poranków przez okno i pozwolić Bogu być Bogiem, to czujesz się zawsze jak kwadratowy kołek wbijany w okrągły otwór: w ogóle nie pasujesz do tradycyjnego kościoła.

Przyczyną jest to, że już idziesz za Bogiem z serca, lecz religijni przywódcy rzucają na twojej drodze kłodę mentalności świątynnej jako przeszkodę, uniemożliwiając ci, abyś w ramach tej struktury był posłuszny sercu. Poza tą strukturą widzisz jak Bóg działa w twoim życiu, a jednak, o ironio, gdy wejdziesz do ‚kościoła’ to tam spotykasz największą opozycję! Życie i legalizm nie łączą się ze sobą.

Zbuduj i tchnij czy może znajdź tchnienie i idź za nim?

Jeśli mamy żyć według wewnętrznego prowadzenia to dlaczego powinniśmy zdyscyplinować siebie samych, aby poświęcić czas na modlitwę, studiowanie Słowa, post, zaniesienie żywności choremu przyjacielowi, odwiedziny w więzieniu; jeśli służymy Bogu z ludzkiego ducha, a nie zgodnie z zewnętrznymi regułami i zasadami? Oto odpowiedź: w mentalności świątynnej funkcjonuje to w ten sposób, że najpierw wymyśla się coś, buduje strukturę, a potem usiłuje tchnąć w nią życie. Nowotestamentowe myślenie najpierw szuka miejsca, gdzie płynie Życie, po czym buduje tam tylko tyle (taką strukturę), ile potrzeba, aby to życie udostępniać. Gdy Życie idzie dalej, nadbudowa jest tak niewielka, że z łatwością daje się zmienić, aby podążać za prowadzeniem Życia.

Takim przykładem jak to wygląda w przypadku struktury (świątyni) i próby tchnięcia w nią życie jest: „Zaczynamy nową ‚służbę rozdawania odzieży’ i potrzebujemy ludzi, którzy dobrowolnie podejmą się pracy w tym oddziale w niedzielne poranki, aby zaspokoić potrzeby ubogich”. Taką strukturą (ludzką budowlą) jak rozdawanie odzieży równie dobrze może być jakaś służba autobusowa, wychodzenie do sąsiadów, grupy komórkowe (Alfa, G-12 itd.), szkółka niedzielna, współpraca przy żywności czy cokolwiek innego, co ludzie o świątynnej mentalności budują, po czym usiłują tchnąć w to życie często w ten sposób, że starają się doprowadzić zbór do tego, aby właśnie za tym stanął.

Przykładem tego jak Życie przejmuje prowadzenie i ktoś podejmuje to budując strukturę, która wystarcza na udostępnianie Życia (Tak działają zrównoważone domowe kościoły) jest taka sytuacja: jakiś uczeń Pański czuje się pobudzony od wewnątrz czy też powstaje w nim taka potrzeba, aby zanieść żywność do kogoś, kto miał operację. Tu ‚strukturą’ jest telefon czy drzewko emaili, aby umówić się, kto pójdzie, co zaniesie i kiedy. Gdy już nie ma potrzeby, Życie idzie dalej a struktura przestaje funkcjonować.

Spójrzmy na inny przykład: pewien mężczyzna z kościoła domowego odczuwa prowadzenie, aby spotkać się z innym mężczyzną z kościoła czy jakaś kobieta chce uruchomić spotkania kobieta na jakiś tam temat. Więc taka osoba poświęca na to jeden dzień w tygodniu, godzinę w okolicy obiadu. Jedyna struktura jak jest tutaj potrzebna to miejsce, aby się spotkać i robić cokolwiek uczestnicy mają na sercu czy to z Biblii, czy dzielić się z innymi, czy zwierzać się. Jeśli Życie ruszy dalej, to pójdzie za tymi struktura.

Szeroka lecz bardzo płytka rzeka

To co się dzieje, gdy w tradycyjnym kościele gdzie panuje mentalność świątynna, jest jedna osoba czy jedno małżeństwo, które naprawdę czuje prowadzenie Życia, aby coś uruchomić to budowanie programu. Dalej program jest przedstawiany zborowi i często inni czują pobudzenie Ducha do zaangażowania się i, jak dotąd, idzie dobrze. Lecz wtedy to, co zaczęło się jako czyste Życie, zostaje obciążone kolejnym warstwami reguł i zasad. „Jeśli mamy to robić to tylko ci, którzy płacą dziesięcinę mogą przyłączyć się, a my sprawdzimy rejestr ich dawania”, bądź „jeśli chcesz się w to zaangażować, chcielibyśmy, abyś wziął na siebie również część programu X”. Tak więc Życie, które, jak czułeś, płynęło w jednym programie nagle jest rozchlapywane, ponieważ przywódcy to Życie, które ty dajesz, nalewają do wielu innych programów, aż całkowitego się wyczerpuje.

Dalej to już wiesz co się dzieje: to, co zaczęło się jako Życie, tak bardzo zostaje obciążone strukturą, że ludzie idą po prostu dalej, a wszystko kończy się tym, że Życie całkowicie odchodzi. Ale jest pastor, który uważa zakończenie pracy tego programu za porażkę, stara się więc utrzymać program przy życiu i wzywa do zwiększenia pomocy. Stara się tchnąć w niego życie, podczas gdy prawdziwe Życie dawno już poszło dalej, ponieważ Duch był tak gaszony, że nie mógł już wcale płynąć. Dodaj do tego jeszcze kilka innych kościelnych reanimowanych w ten sposób programów i masz kościół szeroki jak wielka rzeka, lecz płytki do kostek, tak że niewielki mają wpływ, a do tego prowadzony przez wyczerpanych ludzi, ale za mającą znakomicie wyglądającą dla pastora i kościoła fasadą.

Widzisz, wstajemy wcześnie, aby się modlić, ponieważ od wewnątrz chcemy spędzić czas z Panem, a nie dlatego, że ktoś przynagla nas do działania w „tym programie”, dzięki któremu przeżyjemy prawdziwe Boże dotknięcie. Wydzielamy czas na czytanie Biblii ponieważ z wnętrza odczuwamy, że Życie bardzo pragnie być zanurzone w badaniu Pisma i uwielbiania Jego obecności, a nie „dlatego, że wiemy, że to dobrze jest przeczytać choćby dwa rozdziały dziennie” i 5 sekund później nie można sobie przypomnieć o czym się czytało, ponieważ myśli gdzieś wędrowały, choć oczy muskały stronice”.

Nie daj się wciągnąć w miniaturową strukturę świątynnej mentalności, która pobudza cię do tego, abyś zaczął budować swoją własną strukturę po czym próbował tchnąć w nią życie. Jeśli to zrobisz, twoje życie skończy się również jako tak samo szeroka i płytka rzeka, a końcowym wynikiem będzie wyczerpanie i wewnętrzne przeświadczenie, że tylko kręcisz się w kółko, rozpalając swoje emocje. (Oczywiście wydaje ona owoce według swego rodzaju.)

Jeśli struktura mówi ci, że ‚musisz wstawać o 5:15 rano’, ponieważ „o poranku szukam ciebie”, lecz ty bardziej budujesz się tym, że „rozważam w nocy w sercu i rozmyślam i duch mój docieka” (Ps. 77:7) to idź za Życiem, które jest w tobie i nie zgadzaj się na podążanie za strukturą – idź za Życiem!

Jeśli struktura mówi: „Musisz zaangażować się w tym programie”, lecz nie ma tam dla ciebie Życia, to nie stawaj się częścią maszynerii, usiłując podtrzymać oddychanie tegoż programu, a idź za Życiem dla twojego życia.

Jeśli struktura mówi: „Potrzebujemy twojej ofiarności, aby zbudować/wykonać program”, lecz ktoś siedzący obok ciebie potrzebuje pieniędzy na spożywcze zakupy, idź za Życiem, które pobudza cię, abyś dał JEMU swoje pieniądze, zamiast budować program.

Idź za Życiem

Zdajesz sobie sprawę z tego, że mówię tu o zdradzie tych, którzy żyją według świątynnej mentalności i jest to w porządku, Jezus i apostołowie tak robili. Bóg nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych. To jest po prostu fakt.

Myślenie świątynne polega na kontrolowaniu; nowotestamentowe – to pragnienie umacniania innych żywych świątyń, aby były tym wszystkim czy mogą być w Chrystusie w ramach dynamicznej relacji z Nim.

Świątynne myślenie mówi, że jeśli pomożesz pastorowi wypełnić jego wizję to któregoś dnia Bóg pomoże wypełnić twoją; nowotestamentowe – mówi, że Chrystus żyje we mnie wypełniając Swoją wolę, więc ja mogę pomóc ci wypełnić Jego wolę w twoim życiu.

Myślenie świątynne kontroluje przez wymyślanie nowych programów, nowych formuł, nowych środków wywoływania dreszczyku ciała; nowotestamentowe – jest kontrolowane wewnętrznie przez Chrystusa przez chodzenie z Panem i zewnętrznie przez tych, z którymi mamy duchową komunię;

Świątynne myślenie komplikuje wiarę (podobnie jak to było w czasach Jezusa); nowotestamentowe jest proste: „Kochaj Pana z całego serca, a bliźniego swego jak siebie samego„.

Świątynne myślenie obciąża ludzi i wyczerpuje ich; nowotestamentowe – mówi: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie„.

Gdy już raz zaczniesz myśleć jak nowotestamentowa żywa świątynia, którą jesteś, to myślenie z perspektywy świątyni będzie jak bolący ząb. Będziesz zdumiony tym, jak dużo wersów jest wyrywanych z kontekstu, wykręconych do potrzeb świątynnej mentalności, po czym z gotowością przełykanych przez zgromadzenie jako fakt.

W swoich własnych wewnętrznych studiach, twój duch będzie podskakiwał, gdy prawdy, z którymi Pan czekał lata, abyś je zrozumiał, będą stawać się Żywe. Lecz ludzie o świątynnej mentalności nie będą cię rozumieć, a nawet mogą cię określać jako niebezpiecznego czy niezrównoważonego, kiedy prawda jest taka, że po raz pierwszy w swoim życiu właśnie stajesz się biblijnie zrównoważony (bądź, jak to jest w przypadku wielu z nas, wracasz do swoich korzeni).

Następnym razem: Czy jesteś gotów? (Żyć jako nowotestamentowa świątynia).

Wiele Błogosławieństw

John Fenn

If you’d like to write me personally, please use cwowi @ aol.com

www.supernaturalhousechurch. org

продвижение сайта

Logo_FennC_2

Jesteście zbyt religijni (cz. 2)

Fenn John

Oczarowani przez chrześcijan!

List do Galacjan został napisany dlatego, że chrześcijanie żydowskiego pochodzenia, którzy ciągle byli związani Prawem Starego Testamentu, krążyli wśród nawróconych pogan i opowiadali im o potrzebie powrotu do korzeni żydowskiej wiary o konieczności obrzezania i posłuszeństwa dla Mojżeszowego Prawa. Niepokoiło to Pawła bardzo, ponieważ ci sami ludzie polowali na niego (Dz. 15:1-2).

Odbyło się duże zebranie przywódców, którzy mieli zdecydować czy Paweł miał rację, nie wymuszając żydowskiego Prawa oraz czy wierzący z pogan muszą być obrzezani i przestrzegać Prawa.  Paweł miał nadzieję, że gdy już raz zostało to postanowione (Dz. 15:19-31), że nie ma takiej potrzeby, skończą się wysiłki zawracania ludzi, którzy uwierzyli w Chrystusa (czy to Żydów, czy pogan) pod Prawo. Niemniej w Galacji, w płn. centralnej (współcześnie) Turcji, do społeczności przeniknęli Żydzi o legalistycznym nastawieniu i sprowadzili tych wierzących do przestrzegania Prawa. Paweł pyta ich (Gal. 3:1-5): „O nierozumni Galacjanie! Któż was omamił, was, . . . Czy ten, który daje wam Ducha i dokonuje wśród was cudów, czyni to na podstawie uczynków zakonu, czy na podstawie słuchania z wiarą?

Trzy słowa

Grecki wyraz „nierozumni” znaczy „bezmyślni”, lecz „O bezmyślni Galacjanie” zbyt słabo oddaje oryginał. Jest to zwrot, który bardziej związany jest z umysłowym i moralnym osądem, jakiego oczekiwał od tych chrześcijan, a którego mieli oni dokonać wobec przyjęcia więzów żydowskich korzeni. Paweł spodziewał się po nich więcej i wyraża w ten sposób osobiste rozczarowanie. Wyraz „omamić”, grecki ‚baskaino‚ oznacza: „zniesławić, mówić źle’, inaczej ‚manipulować’, ponieważ u podstaw czarów jest manipulacja; tego rodzaju zniesławienie i manipulacji użył Szatan, aby zbuntować 1/3 aniołów przeciwko Bogu. Jest to czysta manipulacja z najbardziej złymi zamiarami i prowadzi do niewoli u kogoś innego. To są czary. Paweł mówił tutaj o tym, że ci nauczyciele wciskają im legalizm, zniesławiając skutek łaski i ofiary naszego Pana Jezusa. Mówi im: „Dobrowolnie dajecie się manipulować, działając tak, jakby was ktoś zaczarował i nie zastanawiacie się nad tym, co oni wam mówią, wchodząc pod urok, a oni was tymczasem zwodzą”. („Omamić” chyba dobrze oddaje w j.polskim sens tego wyrazu – przyp.tłum.)

Zwrot w j.polskim: ‚ten, który daje’ (ang.: „ministers” – udziela, zaopatruje – przyp.tłum.), to greckie ‚epichoregon ‚ często jest tłumaczone ‚zaopatrzenie’, lecz mówi o przekazaniu czegoś znacznie większego i bardziej obfitego niż takie zwykłe ‚zaopatrzenie/wyposażenie’ i jest tutaj użyte, aby powiedzieć „Ten, który udziela Ducha…”  Ten wyraz składa się z epi , co znaczy: ‚obfitość’, choregeo, co znaczy ‚chór’ oraz gegeomai, znaczącego ‚przewodzić/prowadzić’ *). Tak więc dosłownie znaczy to „obficie zaopatruje chór, który prowadzi”. Historycznie oznaczało to kogoś, kto nie szczędzi obfitego posiłku i zabawy, wynajmując i prowadząc chór, i chóralny śpiew dla gości. W ten właśnie sposób Paweł określa bogactwo jakim jest posiadanie Ducha w naszym życiu: „On (Ojciec i Jezus) udziela nam i dla nas prowadzi szczodry refren Ducha Świętego,.. czy robi to z powodu uczynków żydowskiego Prawa, czy przez słuchanie z wiarą?”

*) (Prawdopodobnie chodzi autorowi o chór z tragedii greckiej: „w tragedii greckiej chór początkowo odgrywa wiodącą rolę, równorzędną z rolą aktora. Uczestniczył w akcji, niekiedy relacjonował ją w formie narracyjnej, stąd utwór miał wyraźnie chóralny charakter” -przyp.tłum. za sciaga.pl.)

W ten sposób apostoł przedstawia z jednej strony manipulacje, których nawet nie przemyśleli i obfitość zaopatrzenia za ogromna cenę i Osobiście prowadzony chór Ducha Bożego w ich życiu, z drugiej. To nie są zawody, prawda? A jednak wielu odstawia łaskę, aby wejść do osiągnięć wiary, jakby ich wysiłki mogły cokolwiek dodać do dzieła Jezusa na Krzyżu czy rozwinąć dar Ducha Świętego w naszym życiu.

Szybki skok do przodu

A oto pytanie godne zadania: Czy to co robię, jest próbą dodania czegoś do tego, co Jezus zrobił na krzyż, czy próbą rozwinięcia Ducha Świętego w moim życiu? Czy staram się dodać do ofiary Jezusa, mówiąc w ten sposób swoim zachowaniem, że krzyż to za mało, że Duch Święty nie wystarczy, a Bóg potrzebuje mojej pomocy, aby dokończyć Swego dzieła w moim życiu?

Czy naprawdę mogę ogłaszać otwarte niebiosa tak, jakby Jezus nie zrobił już tego na krzyżu? Czy poszczę i modlę się, wrzeszczę i jeżdżę na konferencje usiłując zdobyć to, co Jezus już osiągnął, sprowadzając wszystko do ćwiczeń ciała połączonych z poczuciem, że „zrobię coś dla niebios”?

Co mogę zrobić, co jeszcze bardziej rozwinie bądź uzupełni Jezusa na krzyżu? Jeśli zgromadzę na stadionie 50.000 innych i ogłoszę przebudzenie, będę wrzeszczał z całych płuc przez 30 minut, czy to pomoże sprowadzić niebo na ziemię bądź zmotywuje Ojca do tego, aby posłał przebudzenie WIĘKSZE niż to, co zrobił, gdy umieścił Jezusa na Krzyżu?

Czy Bóg może przyjść na planetę Ziemię BARDZIEJ w tym wieku, niż dając Ducha Świętego, który żyje w nas? Czy sądzę, że mogę zwiększyć obecność Ducha Świętego na tej planecie? Czy wydaje mi się, że jak zgromadzę całą krajową sieć wstawienników modlących się o przebudzenie to będziemy mogli w jakimś momencie osiągnąć taki szczytowy punkt, że Ojciec powie: „teraz jest już ich na tyle, więc ześlijmy przebudzenie”?

Jeśli wyjdę do przodu na wezwanie do modlitwy i będę wrzeszczał, aby Bóg mnie usłyszał to kto, Pan czy raczej ja, ignoruje fakt, że On sam mieszka już we mnie przez Ducha Świętego i to wszystko to po prostu starania, aby przyjść do Boga na własnych warunkach, zamiast oprzeć się na Jego łasce?

Co mogę zrobić, aby poprawić Krzyż? Czy mogę bardziej zmotywować Boga, aby działał w moim życiu, niż to, co zrobił, gdy złożył moje grzechy i życie na Jezusie na krzyżu?

Bóg znał mnie przecież, „zanim znalazłem się w łonie mojej matki’, a nawet zanim Chrystus stał się „Barankiem przed założeniem świata”. Czy już wtedy spoglądał w przyszłość, na dzisiejsze czasy, aby zobaczyć czy będę pościć 3 dni, krzyczeć na 100dB, zrobiłę TO, czy TAMTO, co dodatkowo pomogło by dziełu krzyża, bądź Jego oddaniu Siebie Samego przez Ducha Świętego? Brzmi to z tej perspektywy głupio, prawda? Kim jestem, żebym mógł dodawać cokolwiek do Jezusa na krzyżu? Właśnie to usiłuje zrobić legalizm. Mówi, że dzięki moim wysiłkom będę bardziej święty, bardziej pełny modlitwy, bardziej radosny, doskonalszy, …… tu wpisz, co chcesz, zmotywuję Boga BARDZIEJ, niż już był wtedy, gdy Jezus za mnie umarł na krzyżu.

Współcześnie mogą być wśród nas wierzący, którzy podobnie jak Galacjanie zaszli tak daleko wstecz ku żydowskim korzeniom, że poddali się niewoli, w której Żydzi byli, zamiast zwyczajnie uczyć się i obserwować te korzenie z perspektywy łaski.

Nauczyciel?

Jeśli więc jesteśmy obecnie pod łaską to jaki cel miało Prawo? To było najbardziej naturalne pytanie, jakie mogli zadać i Paweł odpowiada na nie w trzecim rozdziale. W wersie 24, mówi, że Prawo było przewodnikiem, który miał doprowadzić do Chrystusa.

Niestety brak odpowiedniego tłumaczenia, które przekazało by pełnie tego, co Paweł miał na myśli. Użyte tutaj przez niego słowo, greckie ‚paidagogos‚ , jest tłumaczone jako ‚przewodnik’. W tamtych czasach paidagogos był niewolnikiem, opiekunem a dosłownie „przewodnikiem dziecka”. Prawo Mojżesza było naszym „dziecięcym przewodnikiem”, który miał doprowadzić nas do Chrystusa. Nie był to zwykły nauczyciel szkolny, który troszczył się o dziecko przez cały czas jego pobytu w szkole, lecz raczej niania, guwernantka w męskim odpowiedniku. Był to ktoś, kto był odpowiedzialny za ich moralny i fizyczny stan. Tym było Prawo: nadzorowało człowieka 24/7 tylko w jednym celu, aby doprowadzić go do Chrystusa. Paweł idzie dalej, mówiąc: „A gdy przyszła wiara, już nie jesteśmy pod opieką ‚przewodnika dziecka’, albowiem wszyscy jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa„.

Teraz jesteśmy dziećmi Bożymi i nie podlegamy już pod totalną opiekę niewolnika-opiekuna, lecz Sam Żywy Bóg mieszka w nas. Nic dziwnego, że nie potrzebujemy już tego (podrzędnego) stróża-niewolnika!

Tym razem chciałbym cię zostawić tym razem z poematem, a nie z kolejnym wierszem.

Widzisz w podsumowaniu tych cudownych wersów o tym, jak Ojciec wzbudził nas i posadził w niebie wraz Chrystusem, aby w nadchodzących czasach Pan mógł okazywać nadzwyczajne bogactwo Swej dobroci wobec nas, po stwierdzeniu, że dzięki tej łasce zostaliśmy zbawieni, Paweł mówi tak (Ef. 2:10):

Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków (nasze życie w Nim), do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili„.

Poemat do przemyśleń? Drogi czytelniku, ty jesteś tym poematem. Greckie słowo tłumaczone tutaj jako „dzieło” to ‚poiema‚ czy poemat.  Ty zostałeś stworzony jako poemat w Chrystusie, aby iść przez życie z Nim tak, jak poemat jest starannie tworzony przez pisarza. Zanim znalazłeś się w łonie matki, On już tworzył ten poemat, ciebie, abyś szedł z Nim po korytarzach czasu.

Myśląc nad tym, co to jest poemat, co może cię spotkać w życiu, jaki to poemat,  musisz ufać Chrystusowi. On stworzył ciebie tak, abyś mógł w życiu triumfować, a w szczególności wymyślił i wyposażył cię do tego, co ma cię spotkać.

Jego bowiem poematem jesteśmy, stworzeni (jak poemat) w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, które przygotował dla nas wcześniej, abyśmy je wykonywali„.

NIE jest to obraz Boga, który chce, abyśmy, dla Jego rozrywki, skakali przez obręcze, bo być może któregoś dania będzie dosyć. Może kiedyś będzie pod takim wrażeniem naszych wysiłków, że odpowie z wysokości. NIE! Jest to obraz Tego, który nas kocha tak, że starannie stworzył nas jako niebiański poemat, po czym zapłacił i osobiście kieruje na Własny koszt, dla nas i do nas, hojnie wyposażony chór Ducha Świętego, abyśmy mogli podążać ręka w rękę z Nim przez wieczność.

Następnym razem będzie podsumowanie tej serii.

Wiele Błogosławieństw

John Fenn

For personal email write to: cwowi @ aol.com

Część 3

aracer