Codzienne rozważania_21.12.2017

Jon 1:13
LECZ CI MĘŻOWIE WIOSŁOWALI, CHCĄC SIĘ DOSTAĆ DO BRZEGU, NIE MOGLI WSZAKŻE, GDYŻ MORZE CORAZ BARDZIEJ BURZYŁO SIĘ PRZECIWKO NIM.

Fakt, że Jonasz skończył ze swoją samowystarczalnością i skoncentrowaniem na samym sobie oraz to, że zdał się na sprawiedliwość Boga dowodzi, że zdał się także na jego miłosierdzie. Tym samym stał się tym, co Purytanie zwykli nazywać „osobą ewangelicznie uświadomioną”. Jonasz pragnął teraz pocieszenia ze strony Ducha, który wcześniej przekonał go o grzechu. Ale najpierw musiał zostać wrzucony do morza. Jednak teraz żeglarze odczuwali lęk przed Bogiem Jonasza, bali się jego gniewu i nie byli pewni, czy powinni wykonać wyrok na proroku. Wiosłowali chcąc się dostać do brzegu. Wydaję się, że mogli odczuwać wyrzuty sumienia, jeśli chodzi o odebranie życia innemu człowiekowi. Prawdopodobnie odwaga i szczerość wyznania Jonasza połączona ze świadomością tego, że jego Bóg był jedynym żywym Bogiem, zmusiła ich do zastanowienia się nad tym, czy Jonasz postąpił słusznie przypisując sobie całą winę. Oni sami zaczynali czuć się winni wobec Boga. Może Jonasz miał samobójcze myśli? Może nie było wolą Boga, aby został wrzucony do wody? Dlatego wiosłowali do brzegu z całych sił. Pan Bóg pokrzyżował jednak ich plany, ponieważ morze coraz bardziej burzyło się przeciwko nim. To właśnie obrazuje niemożność zadośćuczynienia boskiej sprawiedliwości przez ludzkie wysiłki. Nie wystarczyło cofnąć zegara do czasu zanim Jonasz się zbuntował. Jonasz zasłużył na śmierć. Dusza, która grzeszy musi umrzeć.

Życzę błogosławionego dnia.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.