Duch Faryzeusza 5

„Ponieważ u Boga nie ma względu na osobę”.


Ta choroba jest śmiertelna. Nie ma prostej działającej za każdym razem tabletki Nie ma cudownego leku.
Ponieważ choroba jest śmiertelna, a przywracanie do zdrowia trudne, czasami potrzebna jest drastyczna dawka. Czasami nie da się uratować piersi, lecz kobietę można, itp. Więc czasami jesteśmy zmuszeni przyglądać się temu, na co normalnie nie patrzylibyśmy, gdyby nas nie zmusiła powaga sytuacji. Następujace objawienie może podpaść pod tą kategorię, kategorię „twardej mowy” i trudnych wyborów.


Jednym z najbardziej zdumiewających aspektów relacji miedzy Jezusem i faryzeuszami było nadzwyczajna ilość niechęci między nimi. Oczywiście, Żydzi byli ludźmi niestabilnymi, szczególnie gdy chodziło o sprawy religijne, lecz krzyczenie, przepychanie i wysyłanie się nawzajem dołu, tylko dlatego, że nie wydzieli tego na własne oczy w Pismach? Nie wspominając o ekskomunikowaniu i rzucaniu kamieniami dla położenia nacisku?

O tak, faryzeusze powiedzieli, że owszem wiedzą o tym, że jest dobrym mówcą, że ma reputację z powodu wypędzenia paru demonów, lecz czy wy widzicie, aby ktokolwiek z nas „znających się na rzeczy” poszedł za nim? To dlatego, że my wiemy wystarczająco dużo na temat zakonu i przykazań naszego Boga, aby nie dać się zwalić z nóg przez pierwszego lepszego religijnego „podpalacza motłochu”, który chadza ulicami Jerozolimy. Tak, gdybyście wiedzieli nieco więcej o historii naszego kochanego miasta, to nie dalibyście się tak łatwo podejść. Czy nazwisko Teudas mówi wam coś? A co wiecie na temat Judy Galilejczyka? Powstali, pysznili się wielkimi rzeczami, podobnie jak ten oryginał, Jezus, robi. Lecz nie przetrwali długo i on raczej również nie. Jeśli zaś chodzi o ten cały jego magiczny pokaz to faktycznie potrafi robić takie rzeczy; widać jak diabły z nim współpracują.

Dlaczego?

To proste. On jest jednym z nich.

Z drugiej strony, Jezus, wiedział, że oni (faryzeusze) nie rozpoznali Go i nie przyjęli jako przychodzącego od Boga. Powiedział im, że nawet nie znają Ojca i nie znali…

Faktycznie, nie jesteście dziećmi Boga, lecz „dziećmi diabła”.

Wow!

Nawet Baptyści nie mówią w ten sposób o katolikach i vice versa.


Nie. Musiało być coś więcej niż tylko niezgoda co do interpretacji pewnych szczególnych fragmentów Pisma. I było więcej, znacznie więcej.


To „znacznie więcej” miało do czynienia z „osobą” jak w przypadku „Boga, który nie ma względu na osobę”.


Lecz zajmowanie się osobą to już nie jest taka prosta sprawa i idzie znacznie dalej poza tradycyjne rozumienie i znaczenie. Chodzi o to, że Bóg nie pracuje z człowiekiem biorąc pod uwagę to, czy jest bogaty czy biedny, ma wysoką pozycję życiową czy śpi w ziemiance.


Znacznie poza…


Muszę wyznać, że niewielu w pełni zbadało temat wraz z nami czy wyjaśniło go nam rzetelnie, aż do czasów Syna Człowieczego. Słownik robi to, co może a filozof jest zawsze gdzieś wysoko, lecz ta sprawa nie wydaje się tak prosta. W rzeczywistości, nawet własne doświadczenie naszej „osobowości” jest dla większości z nas zagmatwane.


Nie, żeby nie było długiej historii tych, którzy chcieli wyjaśnić. Było ich wielu. Dr Freud mówi, że jesteśmy całkiem skomplikowani, my homo sapiens, lecz zrobił to, co mógł dla odkrycie naszych części składowych.

Val, de vay widzę to, das ist de id, de ego, und de super ego.

Co pewnie coś znaczy, dla niektórych. Nasz dobry przyjaciel, Ralph Waldo Emerson, ciężko pracował i wymyślił koncepcję, która może być dla niektórych z nas bardziej miła. Wyobraził sobie nas jako indywidualne wyrazy tego, co nazywał duszą powszechną (filozoficzny termin na określenie tego, co my religijni nazywamy Bogiem). Dalej powiada, że jesteśmy przyłączeni do tej Jednostki bez względun na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie.


Biblia nie czyni wiele więcej.
Wędruje po różnych aspektach naszej osobowości, oddzielając to, co „dobre” od tego co „złe” zawsze zapominając czy przypominając…zależnie do tego, co wydaje się właściwe tj., że wszyscy zostaliśmy stworzeni na „podobieństwo Boga”.



Czy rzeczywiście?
Wszyscy
En toto?


Jeśli nie całkowicie, to która część? Jeśli ciało, w większości przypadków, przeznaczone jest na powrót do ziemi, a duch (cokolwiek to może być) idzie z powrotem do „Boga, który go dał” to co z, duszą, o której tak często słyszymy? Czy ginie gdzieś w czasie tasowania? Jesteśmy czy nie istotami potrójnej natury, jak utrzymują, że Bóg jest.

Masz rację. Ogólnie rzecz ujmując, więcej gorąca niż światła w tych dyskusjach, lecz jest coś, co możesz nazwać podstawą. Podstawą, która ma bardzo wiele wspólnego z naszym głównym tematem.


Kiedy mówimy, że pycha ma to czynienia z „osobą” to jest to mgliste stwierdzenie. Jest to po prostu rozpoznanie faktu, że nikt z nas nigdy nie byłby niepokojony przez pychę czy zarozumiałość, gdyby nie to, że wszyscy uzyskaliśmy świadomość siebie samych, tego, że jesteśmy osobami. Podobnie jak nie byłoby raka, którym się martwimy, gdyby nie było biologicznego ciała.

Lecz teraz mówimy:
– Jestem indywidualną jednostką.
Jestem osobą.


Słownikowa definicja „osoby” wiele ujawnia. Zgodnie ze standardowym i tradycyjnym znaczeniem tego słowa, „osoba” to: „ludzka istota, indywidualna jednostka, ludzka istota wybrana z pośród rzeczy czy zwierząt”. Jest też taka definicja, która jest znacznie przybliża to, co się działo miedzy człowiekiem Jezusem, a faryzeuszami. Jest taka: „osoba” jest maską z ukrytą pod spodem jednostką.

(Person) Osoba… maska (używana przez aktorów)
(Persona) Persona .. osoba, postać z noweli czy sztuki.

Kiedy pojmiemy to, że Jezus nie zgadzał się na zajmowanie się maską osoby, lecz zamiast tego przechodził bezpośrednio do jednostki ukrytej za maską osoby, wtedy (i tylko wtedy) będziemy mogli zrozumieć cały ten konflikt.

Nie tylko z faryzeuszami, lecz również z innymi.

Pod powierzchnią „osoby”, pod maską, jest jednostka, która zawsze i wszędzie była przeciwna Bożej woli i Jego planom. Jezus widział „jednostkę” i zgodnie z tym odnosił się do faryzeuszy. Oni nie widzieli ani nie byli w stanie widzieć tej różnicy więc odnosili się do Niego na podstawie tego, co było widoczne na zewnątrz, co pojawiało się jako osoba czy osobowość. Nie mając możliwość zobaczenia drugiej strony uważali za ważną tą osobę, „która była na zewnątrz”.

Oczywiście, w sztuce, jesteśmy zapoznani z jej przesłaniem.

Na przykład wiem, że aktorzy muszą podporządkować się (ich własną osobowość) do cech charakteru odgrywanej postaci. Kobieta o bardzo wysokiej moralności może starać się przekonać nas, że jest najciemniejszą postacią z pośród kobiet; flądra (w prawdziwym życiu) może odkrywać najdoskonalszą Joannę D’Ark na scenie.

Sztuką jest stworzenie iluzji.

Lecz partia to nie oni! Jest to odgrywanie ról, jest to granie jak gdyby.

George C.Scott, grał-jak-gdyby był znanym generałem 2 Wojny Światowej. Jakież przedstawienie! Jakże twórcze, jak wiarygodne Lecz George C. Scott nie był wojskowym. Nawet nie sympatyzował z wieloma punktami widzenia wyrażanym przez niego w tym filmie, lecz schował się, jak każdy aktor musi zrobić, za maską (czy osobą) Generała Patton’a.


Jezus po prostu mówił, że choć faryzeusza „wyglądają” jakby to wszystko posiadali i grają jak-gdyby byli bardzo oddaną i szczerą grupą ludzi, których jedynym celem jest uwielbienie ich Boga i promowanie Jego spraw na ziemi, to faktycznie tacy nie byli! To czym jesteście to grupa dobrych aktorów, zaangażowanych w odgrywanie roli!


Lecz za maską osoby, jesteście zupełni inni niż „na zewnątrz” wydaje się, że jesteście, i Ja zamierzam się zająć ludźmi takimi jakim oni „są” a nie takimi jak wydają się być.
To dlatego ani Ja ani mój Ojciec nie mamy żadnego względu na „osobę”, wraz z wami. Ja (i On) widzę ich (i wasze) makijaże, kostiumy i podpory. Patrząc z tej perspektywy jest dla mnie widoczne, że wy wszyscy jesteście hipokrytami! To dlatego dary, które przynosicie są zbrukane a wasze uczynki nie stają przed Bogiem.



Gdy Jezus sugestywnie grzmiał przeciwko faryzeuszom tak, jak tego chciał, jest widoczne, że robił to z unikalnego, dogodnego punktu widzenia.


To znaczy, że On widział to, co nie było widoczne dla innych. W tym sensie, nie był to indywidualny faryzeusz, nie bardziej niż był to Jego przyjaciel Piotr („Idź precz ode mnie szatanie”), na którego okazywał złość. Nie, to nie jednostka, lecz „duch”, który pojmał ich i teraz działał z wnętrza ich ciał.


Wyglądało to tak, jakby żołnierz przeciwnika zdobywszy właściwy mundur i fałszywe papiery, infiltrował linie aliantów. Niemniej, nadal pozostaje wrogim żołnierzem i jego zamiary i cele będą z pewnością niszczące dla aliantów. Oczywiście, jest on również skuteczny tak długo, jak długo nie uda się go złapać.


Istotą było to, co Jezus odkrył w faryzeuszu tj., przeciwnika woli i celów Swego Ojca, lecz przeciwnika dobrze ukrytego za rozwiniętą fasadą właściwego odgrywania-jak-gdyby.
Fasada czy maska, za którą wrogi żołnierz ukrył się był „osobą” faryzeusza.



Biada wam faryzeusze i uczeni w piśmie, obłudnicy (hipokryci)! Ponieważ jest rozbieżność między tym,

jak staracie się siebie przedstawić, a tym jacy jesteście faktycznie. Jesteście ludźmi nastawionym na to co zewnętrzne. To było główne i stale powtarzane oskarżenie. Po raz pierwszy w tym kontekście a następnie w innym. Błogosławicie i przeklinacie, wydajecie wasze oskarżenia, przekazujecie waszą cześć i oceniacie winę zgodnie z „widzeniem oczu i słyszeniem uszu”.

To, co chcę wam wyjaśnić, to fakt, że sposób w jaki zajmujecie się sprawami Bożymi jest nie do przyjęcia dłużej!


Od teraz (ponieważ Ja przyszedłem) ten, kto wydaje sąd musi postępować tak poprawnie tj. zgodnie z nowymi i lepszymi sposobami, które się właśnie otwierają. Mówiąc prosto, nowa i lepsza droga to droga Boża. Ten, który sądzi musi być zdolny do wydania prawdziwego werdyktu i sprawiedliwego (z Bożego punktu widzenia) wyroku, a jedyny sposób w jaki może to zrobić to posiąść zdolność widzenia rzeczy tak jak widzi je Bóg, tj. pod powierzchnią, poza tym, jak wygląda na zewnątrz.


Nakładając tą nową, straszliwą metodę oceniania zarówno ludzi jak i okoliczności, Jezus odsłonił faryzeuszy. Podnosząc maskę „osoby”, wyniósł na światło to, co było ukryte przed powstaniem czasu, przed zaistnieniem świata myśli, idei, celów i motywacji. Po raz pierwszy człowiek został skonfrontowany z Bogiem, który wymagał więcej, znacznie więcej, niż on mógł dać.


Nie przynoście tylko waszej dziesięciny, przyjdźcie z właściwą postawą!

Nie wypowiadajcie tylko słów, lecz przekazujcie to, co macie w sercu!

Nie powstrzymujcie się tylko przed cudzołóstwem, lecz oczyśćcie się z duchowej pożądliwości!


Nic dziwnego, że niewielu nastawiało ucha na jego mowy i błagali go o to, aby do nich mówił. To ciągle zbyt wiele dla wielu z nas. My, którzy ciągle upieramy się przy tym, że „Pismo znaczy to, co mówi i mówi to, co znaczy”, ciągle zamykamy uszy na to, co On mówi „z niebios”.

Lecz musimy wreszcie zrozumieć!

Rzeczywiście istnieje świat duchowy.
Rzeczywiście jest miejsce, gdzie wydawane są sądy Boże, a nie ludzkie.
To jest zupełnie gdzie indziej, niż większość z nas żyje.

Wiec my, którzy upieramy się przy normalnej, tradycyjnej prezentacji Boga Jakuba chybiamy celu. Normalny, logiczny osąd dotyczący faryzeuszy czasów Jezusa nie byłby nawet w pobliżu tak ostry jak był Jego.

Nie ma żadnego sposóbu dojścia do oceny: „dzieci diabła”. To, że Jezus tak zrobił było wynikiem tego, że był w stanie widzieć więcej niż mogli inni. On po prostu nie dał się nabrać na „osoby” faryzeuszy, tj. na religijne maski, które nosili.

Gdy powiedział o bogatym człowieku, że nie ofiarował tak dużo jak kobieta, która wrzuciła dwa grosze, to nie był zwykły osąd jaki mógłby poczynić ktoś na tej planecie, z wyjątkiem kogoś, kto nie zaliczył trzeciej klasy z matematyki. Nie.
Jezus patrzył „wyżej” niż inni ludzie potrafią patrzyć.



Pomimo tego, że powiedziano, że łaska „przyszła przez Jezusa Chrystusa”, widoczne jest, że to nie było coś, co On przyniósł ze sobą, lecz raczej coś, co przyszło do ludzi na ziemi jaki wynik Jego obecności tutaj. Faktycznie na wiele sposobów był On największym prawo-dawcą z nich wszystkich. On przyniósł prawo tak wysokie i święte, że wyparło i unieważniło wszelkie inne prawa, które były przed Nim. Choć prorocy, którzy byli przed Nim, byli prekursorami nowego systemu, jak również wypowiadali swoje mowy i ogłaszali deklaracje na podstawie tego, co zostało im udzielone przez Ducha, Jezus był pierwszym, który bezceremonialnie stwierdził:
– Królestwo moje nie jest z tego świata.

Jego Królestwo nie było z tego świat, Jego sądy również nie były „z tego świata”. One nie były kształtowane przez mądrość tego świata i nie należały do tych, które można znaleźć zapisane w księgach tego świata. Żadna żydowska księga „ wspólnego prawa’ nie był wstanie ustanowić dla niego precedensu.


Patrząc na to, co niewidzialne, Pan wypowiadał Swoje oświadczenia w korelacji z tym, co niewidzialne czy zgodne z duchowym prawem. Nie dziwne, że nikt Go nie rozumiał, włącznie z Jego uczniami, dopóki oni sami nie mogli „widzieć” tych samych rzeczy, które On ‘widział’. Gdy oskarżył Piotra o to, że pozwala na to, aby przeciwnik, Szatan, używał jego ciała, po prostu czynił sąd na podstawie tego, co byłe Mu dane widzieć.


Widzę ciebie, mówił, za słodkimi słowami mojego ucznia, widzę cię!


To, co widoczne na powierzchni, jako zrozumiałe i godne pochwały skupienie się na moim osobistym bezpieczeństwie w rzeczywistości jest (w rzeczywistości, w której Ja żyję) z twojej strony próbą pokrzyżowania planów mojego Ojca we mnie i w moim życiu. LECZ JA CIĘ WIDZĘ!

Nikt nie może chodzić z Bogiem, który jest duchem, dopóki sam nie chodzi „w Duchu”.

I nie jest to świat wyglądu.

Nie jest to świat zewnętrzny.

Nie jest to świat logiki i powszechnych zmysłów, jakkolwiek wartościowy może on być na tej planecie. My wszyscy z zacięciem do logiki, musimy się wiele oduczyć.
Mądrość nie jest wynikiem studiów czy zdolności do właściwego organizowania myśli. Jest to raczej atrybut Boga i pomimo naszych nieustanny wysiłków do przepchania się do rady „wewnętrznej”, faktycznie nikt nie może „znać” Boga, dopóki nie zostanie mu to dane.

Umiejętność patrzenia poza zewnętrzną powierzchnię i sądzenia z tej perspektywy nie należy do człowieka, lecz do Boga. Lekarz może być bardzo zręcznym człowiekiem, lecz bez promieni rentgenowskich, tomografu itd.. (bardziej zdolność do zgadywania niż wiedzy) nigdy nie byłby w stanie faktycznie ocenić zniszczeń wewnętrznych części. Podobnie ten, kto nie widzi rzeczy ukrytych pod powierzchnią życia, nie będzie w stanie sprawiedliwie sądzić (jak-to-widzi-Bóg).

Musimy na to oczekiwać!

Ponieważ czasami jest tak, że „owca nie jest owcą,” ani „kozioł kozłem”. Nie są „Żydami” Żydzi z wyglądu (zewnętrznego) lecz ci są prawdziwymi Żydami, którzy są Żydami (wewnętrznie). Jakże głupie jest z naszej strony przypuszczanie stanu jakiejkolwiek sytuacji bez posiadania właściwych danych w ręce. Są tacy, których przeklinamy, a którzy nie są warci takiego przekleństwa i są tacy, których błogosławimy….?


W sprawach osądu, zatem, osoba czy osobowość (ta część widzialna i słyszalna) jest, w pewnym sensie, oderwana od tematu. Nie dla nas, oczywiście, lecz dla Boga. Postawa jego istoty, jak to jeden z Jego mówców ujął jest taka, że „krew i ciało nie odziedziczą królestwa Bożego. To nie powstrzyma „ciała i krwi” od podejmowania prób wejścia, lecz mówi o ostatecznym rezultacie, bez względu na ilość energii włożonej w te wysiłki. Osoba-osobowość jest niczym, tj., nie jest brana pod uwagę przed Bogiem. U Niego „nie ma względu na osobę”, względu, który my, tutaj na ziemi okazujemy sobie nawzajem. Bez względu na to, czy zostaliśmy zaangażowani w sianie, podlewanie, czy cokolwiek… moc do przyniesienia owoców przez to, co zasiano i podlano jest w samym centrum nasiona. Zatem ani siewca, ani podlewający czy to Apollos, Paweł, ja czy ty nie ma znaczenia, lecz Bóg który daje wzrost jest czymś. Taką koncepcję przedstawiał Jezus, a po nim Paweł.


W swej brutalności wobec faryzeuszy w Mat 23. Jezus pokazał ich postawy jako coś diametralnie przeciwnego do tej świętej zasady. Oni uważali, że są ważni. Oni postrzegali swoje ”osoby” jako coś istotnie wartościowego i wartego szacunku. Oni starali się o „lepsze miejsca na przyjęciach i pierwsze miejsca w synagogach”, ponieważ faktycznie uważali, że tak ma być.

Kochali pozdrowienia na rynkach i nazywanie ich Rabbi (lub Mistrzu), ponieważ oni rzeczywiści myśleli o sobie w ten sposób. A powodem tego, że szorowali „zewnętrzną stronę misy i dzbana” było to, że uważali zewnętrzną „osobę” za bardzo ważną, zarówno przed Bogiem jak i przed ludźmi.


Oczywiście, ty i ja wiemy, że starożytni faryzeusze byli, jak ich nazwał Juda, „ślepymi faryzeuszami”. Wiemy również, że powinni byli zacząć od „wnętrza” aczynia jeśli chodzi o ich motywy, aby podobać się Bogu, postrzegając tą właśnie część jako ważniejszą dla Niego. Lecz oni, będąc ślepymi, nie mogli zobaczyć tego co, dzięki łasce Bożej, nam zostało dane ujrzeć, a jest to fakt, że „wygląd zewnętrzny” jest niczym, osoba zaś czy maska, którą nosimy nie jest warta żadnej czci przed Bogiem.

Nie jest to Jego perspektywa lecz stan człowieka!

Podczas, gdy człowiek zawsze patrzy i bierze po uwagę zewnętrzny wygląd to On, Bóg, zawsze patrzy „w serce”.


Zdaję sobie sprawę z tego, że nie rozważyliśmy wystarczające tematu „osoby”. Jest to po prostu zbyt obszerne do zajęcia się w małej książeczce. Lecz pewne potraktowanie jest konieczne. Jest takie uczucie, że zrozumienie „osoby” z Bożej perspektywy jest kluczem do naszego ewentualnego wyzdrowienia. Ponieważ, jeśli będziemy nadal myśleć tak jak faryzeusze czasów Jezusa to ciągle będziemy świątynią i narzędziem pomocniczym dla przeciwnika całego Bożego planu na ziemi.


Jeśli będziemy upierać się przy „Me und Gott” Wilhelma Kaisera, nadal będziemy postrzegać „siebie” jako wartych szacunku. Będziemy upierać się przy naszych „prawach” i domagać się „czci”, którą ludzie oddają sobie nawzajem. Będziemy ranieni, jeśli nie zostaniemy rozpoznani a nie będziemy się posiadać z radości, gdy zostaniemy. Nadal będziemy tak wdzięczni za to, że nie jesteśmy „tacy jak inni ludzie”. Będziemy trwać przy statusie ważnej osobistości, gdy nasza książka zostanie opublikowana i/lub nasz obraz zawieszony.

Będzie tak dopóki nie dojdziemy do prawdziwego zrozumienia faktu, że faktycznie jedyne co robiliśmy to było napisanie manuskryptu lub potrzymanie pędzla. Twórcza iskra była Boża, podobnie jak oczy, które widzą i uszy, które słyszą, serce, które rozumie itd… wszystko Boże. Jak napisano:

To On uczynił (książkę, obraz, przemowę) a nie my sami. Takiemu należy się cześć i chwałą i moc na wieki wieków i świat bez końca”.
O, tak.

Zrozumienie uratuje nas i będzie nam towarzyszyć w depersonalizacji kwestii.




раскрутка

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.