Fajne chrześcijaństwo – Rozdział 5

Wykonałem ogromną ilość badań w poszukiwaniu przyczyn i skutków rewolucji kulturalnej późnych.

Rozdział 5

POKOLENIE “X” – STRACONE DZIECI.

Nazywano ich pierwszym po-chrześcijańskim pokoleniem. Znani z wielu nazw takich jak “baby busters” (pokolenie, które przyszło po wielkim wyżu demograficznym lat ’50-tych), dwadzieściacośtam („twentysomething”) czy próżniacy („slackers”) – często też określani byli jako stracone pokolenie. Teraz są już wiekową grupą wychowaną w duchowości i moralności zachodu lat po ‘60-tych, gdzie żadne absoluty już nie rządziły a seksualne przyzwolenie i pościg za przyjemnością były dominującymi filozofiami głoszonymi nieustannie z każdego głośno grzmiącego telewizora i aparatu stereo. Są cyniczni, nihilistyczni i trudno się temu dziwić. Pokolenie urodzone między 1963-1977 Pokolenie ‚X’ i ich młodsi bracia Pokolenie ‚Y’ często pojawiają się jako znudzeni i zrażeni, choć sami nie wiedzą dlaczego. Wydaje się jednak wyraźne widoczne, że to, co czują, jest bezpośredni wynikiem zgiełku i egoizmu, które dostały się do Zachodniego świata poprzez kulturalną rewolucję pokolenia Woodstock/ Baby-boomers (dzieci wyżu demograficznego). Pamiętajcie, proszę, że piszę to sam jako członek Pokolenia ‚X’ i mam nadzieję, że będziemy mogli otrzymać pewien wgląd w problemy na jakie napotyka moje pokolenie. Wykonałem ogromną ilość badań w poszukiwaniu przyczyn i skutków rewolucji kulturalnej późnych lat 60-tych na Zachodzie, która była prowadzona przez Baby-boomers, a która spowodowała taką duchową dewastację w następnym pokoleniu.

Powszechnie uznaje się, że Pokolenia ‚X’ i ‚Y’ wychowały się w czymś w rodzaju duchowej pustki – w wieku powszechnie uważanym za postmodernistyczny a nawet post-chrześcijański. Epidemia AIDS, MTV, masowa kultura narkotykowa, wzrastająca przemoc i pobłażliwość oraz przemysł rozrywkowy, który stawał się coraz bardziej skuteczny dzięki sprzedaży „buntowniczej” i alternatywnej kultury (z ciężarówek) każdego roku – to są składniki, z których każdy pozostawił swój znak. Lecz większość tego i tak wpada pod kategorię „symptomów” niż istotnych przyczyn.

Być może nieco bliżej celu jest fakt, że Pokolenie ‚X’ to często dzieci rozwodów, które w 50% pochodzą z rozbitych domów. Jak pisze dziennikarz Christianity Today, Andres Tapia, w swym artykule z 1994 roku, są oni również dziećmi rodzin dwu-zawodowych, w których często rodziców nie ma w domu, a domy opieki, telewizja stały się opiekunkami z wyboru, często od bardzo wczesnego wieku.

„13th Gen” (ponieważ 13 pokolenia dorastało pod flagą USA), Neil Howe i Bill Strauss przewidują, że z powodu wychowania w źle funkcjonujących rodzinach X-ersi będą zamykani w więzieniach i skazywani na śmierć częściej niż jakiekolwiek poprzednie pokolenie Amerykanów. Zgodnie ze statystykami, każdego dnia 13 młodych Amerykanów popełnia samobójstwo, 16 jest mordowanych, 1.000 staje się matkami, 100.000 przynosi do szkoły broń, 2.200 porzuca szkołę, 500 zaczyna używać narkotyków, 1.000 zaczyna pić alkohol, 3.500 jest napadanych, 630 okradanych a 80 gwałconych. Składa się to wszystko na to, że jest to pokolenie niewiarygodnie cyniczne i pesymistyczne jeśli chodzi o przyszłość.

Spora liczba znanych pisarzy wydała książki zajmujące się tym problemem. Między nimi jest znany badacz George Barna, który napisał “Baby Busters: The Disillsioned Generation” (Baby Busters: Pokolenie pozbawione złudzeń).

Nic dziwnego, że Richard Peace, profesor ewangelizacji na Fuller Therological Seminarium nazywa ich “pokoleniem klinicznie przygnębionym”. Z powodu niespotykanej ilości rozwodów ich rodziców, X-ersi są niezwykle cynicznie jeśli chodzi o małżeństwo i zobowiązania. Jak wskazuje Andres Tapia w artykule z Christianity Today, średni wiek zwierania związków małżeńskich przesunął się z 21 roku życia na 26 w ciągu ostatnich czterech dziesięcioleci i nadal idzie w górę. Tapia zwraca uwagę również na to, że: „dorastając wśród wiadomości o upadkach tele-ewangelistów i nieuczciwych polityków X-ersi mają bardzo wątłe zaufanie do autorytetów, a cynizm wobec wszystkiego, co zorganizowane, jak kościoły czy polityczne partie wysoki”. Działający wśród chrześcijańskiej młodzieży stwierdzają, że gdy upadają politycy czy kościelni liderzy to X-ersi nie są nawet wstrząśnięci, ponieważ doszli do tego, że spodziewają się tego. Nic dziwnego, że dzisiejsza młodzież uważa hitowy show telewizyjny pt.: „Beavis and Butthead’s”, przedstawiający cyniczny, lekceważący i nihilistyczyny pogląd na świat za tak urokliwy. Ogólny pesymizm i apatię wśród X-ersów doprowadził wielu ??Boomersów?? do narzekania na „tych zepsutych próżniaków”. Widzą oni wśród X-ersów przemożną chęć ucieczki, imprez, życia dniem dzisiejszym i zapominania o jutrze, jako banda, która została ukształtowana przez to, że podano im wszystko na tacy. Lecz Boomersi zapominają o tym, że X-ersi wyrośli na znacznie bardziej ponurej duchowej i moralnej pustyni niż oni sami kiedykolwiek doświadczyli. Boomersi potępiają apatię, branie prochów, trzepanie łbami (kudłami) i ich muzykę lecz zapominają o roli jaką sami Baby-boomers odegrali wprowadzając taki scenariusz. Jasne jest, że to całkowicie zmienione otoczenie, w którym wyrośli X-ersi w znacznym stopniu spowodowało, że stali się tym, czym są.

Aby to wszystko nieco lepiej zrozumieć już najwyższy czas, aby przyjrzeć się bliżej kulturalnej i duchowej rewolucji jaka miała miejsce wśród młodzieży z pokolenia wyżu (lat 50-tych) na Zachodzie trzydzieści lat temu oraz jej przyczyny i skutki.

Lata 1965-1969 był punktem zwrotnym masowej rewolucji młodzieży, który całkowicie zmienił nasz fundamentalny system wartości społecznych w niemal każdym aspekcie (przeważnie na gorszy, jak to się teraz stało jasne). Ta rewolucyjna filozofia nigdy nie była unieważniona i ciągle dominuje w Zachodnim myśleniu i systemie wartości wartościach do dziś i to znacznie bardziej niż wielu ludzi zdaje sobie sprawę. W rzeczywistości to właśnie w dziedzinie duchowych wierzeń, wartości i zachowań zrobiono najwięcej zniszczeń.

Nietrudno prześledzić prądy i wpływy, które poprowadziły do tej rewolucji, lecz ciągle zdumiewa wielu obserwatorów tego czasu jej całkowicie pożerająca i agresywna natura. Pomimo, że niektóre z korzeni sięgają wiele stuleci wstecz, najbardziej logiczny w prześledzeniu tych wpływów wydaje się późny okres drugiej połowy XIX w.

W 1859 roku Charles Darwin opublikował swoje znane dzieło „O pochodzeniu gatunków”, które promowało punkt widzenia jakoby człowiek pochodził od małpy. Ateiści i humaniści uchwycili się tego, jako wymówki do odrzucenia na zawsze koncepcji Boga jako Stwórcy a zatem i Ostatecznego Sędziego ludzkości.

Mniej więcej w tym czasie kościół coraz bardziej był osłabiany przez skoncentrowany atak na prawdomówność i inspirację Pisma zarówno z zewnątrz jak i od wewnątrz. Ateizm Bertranda Raussell’a, psychologia Freud, filozofia Nitzche’go itd., również zaczęły wywierać głębokie wpływy. Humanizm (filozofia mówiąca, że „człowiek jest centrum wszystkiego”) właśnie zaczynała swoją długą wędrówkę w kierunku całkowitej dominacji Zachodniej kultury. Niemniej potrzeba było pokoleń, zanim ziarno zasiane w tym okresie osiągnęło pełny rozkwit.

W 1933 Amerykańskie Stowarzyszenie Humanistów wydało swój pierwszy Humanistyczny Manifest. Wśród sygnatariuszy tego dokumentu był założyciel John Dewey, profesor Uniwersytetu Colombia i prawdopodobnie główny autor Manifestu.

Dewey został określona jako najbardziej wpływowy filozof i technolog kształcenia (educationalist) w historii Ameryki. Rzeczywiście, nikt inny nie uzyskał większego wpływu na teorię i praktykę publicznej edukacji w Stanach Zjednoczonych dwudziestego wieku. W 1973 roku Amerykańscy Humaniści ogłosili „uaktualniony” Manifest, który był podobny w swych zapatrywaniach do pierwszego, lecz tym razem o wiele bardziej szczegółowy.

W tym drugim dokumencie znalazły się następujące stwierdzenia: „…tradycyjne dogmatyczne czy autorytarne religie, które umieszczają objawienie, Boga, rytuał czy wyznanie ponad ludzką potrzebą czy doświadczeniem źle się przysłużyły gatunkowi ludzkiemu… Żadne bóstwo nas nie uratuje; my musimy ratować się sami. Potwierdzamy to, że moralne wartości mają swoje źródło w ludzkim doświadczeniu… W dziedzinie seksualności wierzymy, że postawy nietolerancji, często kultywowane przez ortodoksyjne religie i purytańskie kultury nadmiernie represjonują seksualne zachowania. Prawo do kontroli narodzin, aborcja i rozwody powinny być uznane”.

Potępienie dogmatycznej czy „kaznodziejskiej” religii, głoszenie ewolucji jako prawdy, twierdzenie, że moralność ma pochodzić bardziej z naszych doświadczeń niż z Boga i promowanie „tolerancji” (to wielkie humanistyczne ‚brzęczące” słowo), abyśmy nie „represjonowali” perwersyjnych zachowań seksualnych czy nie odrzucali aborcji, itd…czy dostrzegasz jak bardzo dominujące są humanistyczne poglądy w naszej współczesnej kulturze? Lecz to jeszcze nie wszystko.

Ci, którzy nazywają siebie samych „humanistami” ciągle są wąską (lecz mającą wpływ na edukację) mniejszością w pierwszej połowie dwudziestego wieku, lecz jest wiele innych prądów, które płyną dokładnie w tym samym kierunku i wiele z nich jest bardzo silnych. Coraz bardziej modne staje się w intelektualnych kręgach (tj. na uniwersytetach i wyższych uczelniach) opowiadanie się za liberalną, humanistyczną filozofią i to właśnie z szeregów tych instytucji powstało wielu liderów w medycynie, nauczaniu, prawie, socjologii, biznesie, polityce i religii. Zatem, ukryta filozofia humanizmu, już zaczynała dominować intelektualne elity Zachodnie społeczeństwa i to właśnie oni uczyli młodzież.

Co więcej, to właśnie z tych liberalno-intelektualnych kręgów wyszli wiodący edytorzy wiadomości, producenci telewizyjni i filmowi, i dziennikarze. Tak więc, coraz więcej zachodniej twórczości pisanej, mediów audio i wideo zaczęło nabierać tego liberalnego humanistycznego skrzywienia i miało to przez lata ogromny wpływ.

Dla tych z was, którzy chcieliby więcej dowodów na to, że to, co mówię, jest prawdziwe, wskazałbym na kilka książek opartych na solidnych badaniach, takich jak książki Franics’a A. Schaeffer’a, „The Closing of the Amercan Mind” prof. Allan’a Bloom’a, What is Secular Humanism?” dr James’a Htichcock’a, „The Battle for the Mind” Tim’a Lahaye’a itp.,itp. (Są ich dziesiątki). Ważne jest, aby pamiętać o tym, że w na początku dwudziestego wieku były na świecie całe narody-państwa i bloki handlowe, które stawały się oficjalnie „humanistyczne” w swojej ideologii. (Co pokazuje tylko jak potężne te idee stały się w ciągu ostatnich stu lat). Mówię tutaj, oczywiście, o socjalistycznych i komunistycznych krajach, zainspirowanych przez ultra-humanistyczne nauczanie Marx’a, Engelsa, Lenina, Mao itd. O ile może się wydawać na pierwszy rzut oka, że miało to mały wpływ na Zachodnią kulturę, to w rzeczywistości pewna łagodniejsza forma tych humanistycznych idei z lewego skrzydła, rozpowszechniła się w wielu centrach wyższego kształcenia Zachodu. Jak już wspomniałem, stało się modne wśród wielu intelektualistów przyznawać się do liberalno-humanistycznego etosu. (Choć pamiętać należy, że humanizm jest nie tyle stanowiskiem politycznym, co towarzyskim i duchowym, przekracza większość politycznych granic).

Obecnie, w końcu dochodzimy do lat sześćdziesiątych. O ile humanizm jest już zdecydowanie mocno osadzone w Zachodnich instytucjach wyższego kształcenia, to potrzebne było coś na miarę trzęsienia ziemi, aby przenieść tę dominację na społeczeństwo na wolności. Możliwe było, aby takiej transformacji dokonać stopniowo na przestrzeni wielu dziesięcioleci lecz, aby humanizm stał się dominujący szybko, trzeba było, aby CAŁE POKOLENIE złapało ten buntowniczy humanistyczny etos. I właśnie dokładnie to się stało.

Ogólnie lata pięćdziesiąte były bardzo konserwatywnym okresem w Zachodnim społeczeństwie (pomimo powstania Elivis’a Presley’a i Rock ‚n’Roll’a). „Nieszkodliwe zabawy” były tolerowane, lecz generalnie był to czas bardzo silnych wartości rodzinnych. Rozwody były względnie rzadkie, aborcja niemal nieznana, a kultura narkotykowa? A cóż takiego to było? Wielu chodziło do kościoła i Zachód był dość Bogobojny (co najmniej nominalnie). Tradycja i ciężka praca były w wielkim poszanowaniu i cały okres był pod znakiem konserwatywnych wartości rodzinnych. To wszystko może brzmieć nudno, choć większość ludzi wiedziała również jak rozpuszcza się włosy.

Dzieci tego okresu zostały ochrzczone terminem „Baby-boomers” (dzieci okresu wybuchu demograficznego). Przeważnie były to dzieci wojskowych, którzy wrócili w 1946 roku z II Wojny Światowej i podjęli bezprecedensową falę „płodzenia-dzieci”. Te dzieci, które w latach sześćdziesiątych stały się młodzieżą „hipisowską” rodziły się w pod koniec lat 40-tych, w latach 50-tych i na początku najbardziej wspaniałej ery powodzenia w całej Zachodniej historii. Ich rodzice walczyli na wojnie o ich kraj i teraz chcieli zapomnieć o tym wszystkim na chwilę. Kupowali samochody i domy; ich dzieci miały zagwarantowane pewne swobody i te dzieci były zamożniejsze niż jakiekolwiek wcześniejsze pokolenie. W rzeczywistości można by się sprzeczać, czy owa kulturalna rewolucja, która wybuchła w następnej dekadzie była wywołana przez luksusowe dzieci rozpieszczonych dzieciaków, które były w stanie sięgnąć wyłącznie po taką pobłażliwą dla siebie rewolucję z powodu dobrobytu jaki ich rodzice zbudowali. Lecz być może to nieco zbyt ostre?

Nie ma żadnych wątpliwości, że gdy dorośli, wielu Boomersów doszło do wniosku, że ich rodzice byli zbyt konserwatywni, materialistyczni i w jakiś sposób represyjni. Oczywiście jest w tym trochę prawdy. Przede wszystkim ich rodzice ciągle pamiętali ciężary lat wojny i dlatego stali się bezwstydnie materialistyczni kupując nowe „rzeczy”, które powinny byłby przynieść szczęście. Wydaje się być w tym trochę hipokryzji. Nie pozostawia też wątpliwości fakt, że większość tego pokolenia nie wywiązała się z obowiązku przekazania swym dzieciom rzeczywistej głębi chrześcijańskiej wiary czy duchowości. Już to samo w sobie miało mieć fatalne reperkusje w ciągu najbliższych lat i jest również prawdą, że powstająca fala materializmu została dopasowana do kościoła przy pomocy wzrastającej popularności doktryny „prosperity” (powodzenia), które nauczało, że jest w porządku dla chrześcijanina, aby stał się bogaty (czy ostatecznie dobrze sytuowany). Wielu, tego rodzaju hipokryzje pomogły związać kościół z wyższą sferą ‚establishmentu’ klasy średniej znacznie bardziej niż powinno być w tym przypadku.

O ile z pewnością dość łagodny humanizm był nauczany w świeckich szkołach od 1950 roku (częściowo dzięki wpływowi John’a Dewey’a), nie wydaje się, aby gdziekolwiek było wystarczająco blisko do masowego przyjęcia rewolucji, która nastąpiła. To, co się stało w latach sześćdziesiątych było bezprecedensowe i nieoczekiwane – całe pokolenie oddające siebie tej buntowniczej humanistycznej filozofii, niemal w ciągu jednej nocy. (Oczywiście nie nazywali tego humanizmem. Używali terminów takich jak: „zrzucanie kajdan staromodnej moralności, tradycji, Boga itp.” „Jeśli czujesz, że coś jest dobre, zrób to”. „Śpij z kimkolwiek chcesz, wierz w jakiegokolwiek boga chcesz, czy bez boga, jak chcesz. Zrób coś swojego”). Co za zdumiewająca zmiana – literalnie „kulturalna rewolucja”, która w istotny sposób zdominowała Zachód od tej pory, bez względu na to czy wielu z nas zdaje sobie z tego sprawę czy nie.

Nie ma dla mnie wątpliwości, że rewolucja lat sześćdziesiątych było prowadzona przez muzyków (Beatles, Rolling Stones w szczególności) oraz przez nowych reżyserów filmowych i artystów. „Zmiana” wisiała już w powietrzu pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych lecz nie musiała zajść aż tak daleko, jak zaszła. Niestety BUNT również wisiał w powietrzu i Beatlesi poprowadzili natarcie. (Lecz proszę nie myśleć, że jestem ant-yBeatlesowski. Kocham ich muzykę a w szczególności okres początkowy, szanuję Lennona i McCartneya jako największy tandem tworzący piosenki tego wieku. Niemniej musimy zdać sobie sprawę z tego jak ogromnie wpłynęli oni na bunt młodzieży lat sześćdziesiątych, a szczególnie po 1965).

W latach 1965-69 znajdujemy pochodzenie dzisiejszej masowej kultury narkotykowej, nowoczesnego ruchu New Age (“Wiek Wodnika”), współczesnego ruchu satanizmu/czarownictwa, rewolucji seksualnej, skrajnego ruchu feministycznego, wyzwolenia gejów i aborcji na życzenie (zalegalizowanej w Anglii w 1967 roku) itd., itd. Muzycy, artyści, filmowcy doprowadzili do zaakceptowania znacznej części tego wszystkiego. (oczywiście brytyjskie zespoły były również pod wpływem zespołów „Acid” z San Francisko).

Tak więc, na początku lat sześćdziesiątych odkrywamy, że The Sound of Music odbiera wszelką chwałę i zbiera nagrody, podczas, gdy pod koniec tego okresu Easy Rider i Graduate sięga niebios a nagie i pełne seksu sceny staja się coraz bardziej powszechnymi hitami kinowymi. Podczas, gdy na początku lat 60-tych John Lennon czuł się zobligowany do natychmiastowego ślubu ze swoją dziewczyną, gdy zaszła w ciążę to pod koniec tych lat mógł się tego pozbyć po prostu zostawiając swoją żonę i łącząc się ze swoją nową dziewczyną Yoko Ono, rozpoczynając w ten sposób trend, w którym „wspólne życie” było na porządku dziennym wśród młodych ludzi. Ci z nas, których tam nie było mają trudności z pojęciem tych niesamowitych zmian, które przyszły na Zachodnią kulturę (szczególnie młodzieżową) w ciągu zaledwie kilku lat. A te zmiany miały od tej pory ogromny wpływ.

Wielu ludzi patrz dziś na nasz świat i drogę, którą zmierza i potrząsając głowami mówi:

Co się dzieje? Czy zawsze było tak źle? Dlaczego jest coraz gorzej i gorzej z roku na rok?

Nie potrafią oni wskazać na to skąd pochodzi ten rozkład. Niektórzy oskarżają media, inni rząd.

Gdzie to wszystko się zaczęło?

Oczywiście, jako chrześcijanie, możemy wskazać na upadek człowieka i ogromną tendencję ludzkości do deprawacji i buntu. Możemy również wskazać na ukryte diabelskie wpływy stojące za sporą częścią tego, co widzimy. Lecz w dzisiejszym okolicznościach, wierzę, że jest ważne, abyśmy wskazali na lata sześćdziesiąte jako na przykład tego, co się dzieje, gdy całe pokolenie oddaje się otwartemu buntowi i truciźnie, która przenika całe społeczeństwo.

Jest oczywiste, że to nie młodzież Baby-boomers popychała te wszystkie liberalizujące pomysły w tamtych latach. Jak już wcześniej stwierdzono było już wielu intelektualistów na uniwersytetach i w mediach, którzy zasadniczo byli już całkowitymi humanistami i którzy wspierali młodzieżowy bunt od samego początku. Zatem młodzież nie była sama, lecz humanizm nigdy nie stałby się na Zachodzie tak szybko tak skrajnie dominujący, gdyby nie CALE POKOLENIE, które nagle przyjęło je jako swoje kredo.

Niektórzy ludzie (głownie Baby-boomers) głoszą, że młodzież lat sześćdziesiątych miała bardziej szlachetne motywacja do robienia tego, co zrobili. Twierdzą oni, że wszystkie ich „pochody”, marsze, okupacje były robione z czystych motywacji. Inni jednak zaznaczyli, że „powody” były raczej używane jako wymówka do buntu – aby „pokazać palucha” władzom i wartościom społecznym. Ze wszystkiego co przeczytałem, wierzę, że jeśli chodzi o większość młodzieży to takie podejście jest bliskie prawdy. W rzeczywistości, dla wielu w tej dziedzinie, cała rewolucja była jedną wielką wymówką – „seks, prochy i Rock ‚n’ Roll” i to właśnie ich dzieci płacą cenę za wszystko.

Co się dzieje, gdy całe pokolenie odrzuca wszelką tradycję na jakiej mogą położyć swoją rękę? A co się dzieje, gdy odrzucają oni Boga i podstawy moralności na rzecz egoistycznego dreszczyku i buntu? Jak powiedziałem, powstanie ruchu New Age (nowych bogów), nowa pobłażliwość seksualna (przy akompaniamencie katastrofy socjalnej w postaci braku ojców i ubóstwa samotnych matek), masowe używanie narkotyków jako styl życia (wraz z wojnami gangów o kontrolę nad narkotykowym rynkiem), stwarzająca podziały polityka płci, itd., to wszystko stało się epidemią w naszym społeczeństwie po tym okresie 1965 – 69. To był punkt zwrotny rewolucji. W rzeczywistości wszelki egoizm, ‚liberalizujące’ trendy ostatnich trzydziestu lat (takich jak aborcja ze względów wygodnictwa) stały się możliwe tylko dzięki temu, że pokolenie agresywnie prowadziło kampanię na ich rzecz. Od tego czasu można powiedzieć, że bunt coraz bardziej i bardziej stawał się establishmentem.

Nie może być żadnych wątpliwości, że sprawa „Roe kontra Wade’ (sądowa sprawa, która zalegalizowała aborcję w USA) nie miała by żadnych szans powodzenia w konserwatywnej Ameryce lat pięćdziesiątych i początku sześćdziesiątych. Lecz dzięki zliberalizowaniu całego pokolenia i wielu ludziom starszego pokolenia, którzy płaszczyli się przed nim każdy liberał na ziemi kuł żelazo póki gorące. Wiele z nowych praw, włączając w to prawa płci i aborcji, teraz mogły przejść, co wcześniej nigdy by się nie zdarzyło. Jednym ze znanych bastionów humanizmu w ostatnich dziesięcioleciach była Organizacja Narodów Zjednoczonych i wiele rezolucji NZ, które teraz rutynowo są wpisywane w prawodawstwo państw na świecie były tak humanistyczne i „politycznie poprawne”, że aż obrzydliwe. To samo dotyczy organizacji takich jak „Planned Parenthood” (Planowane rodzicielstwo). Rzeczywiście, jeśli zrozumiesz co znaczy termin „politycznie poprawny” to będziesz rozumiał wiele z podstawowej siły ciągu humanizmu. W licznych przypadkach Polityczna Poprawność to po prostu humanizm sprowadzony do chałtury.

Brak ojców (który wśród wielu miejskich blokowisk osiągnął ponad 70%), przyzwolenie na seks, przemoc gangów, narkotyki istniały wcześniej lecz teraz, po rewolucji lat 60-tych, uzyskały rozmiary epidemii i do tej pory niszczą nasze społeczeństwo i młodzież. Boomers pili truciznę ze swego kubka, po czym przekazali go następnym pokoleniom. Nic dziwnego, że jest coraz gorzej!„Sytuacyjna” etyka, amoralność, obsesja na swoim punkcie, awersja do autorytetu i kolosalna próżnia w dziedzinie duchowej (czy może zostało to zapełnione przez Archiwum X?) – jest to spadek, który pozostawiony został dzisiejszej młodzieży przez pokolenie Woodstock.

Muszę powiedzieć, że niewiele było pokoleń w historii, które tak umyślnie i egoistycznie pozostawiły jako dziedzictwo swoim dzieciom świat tak niewyobrażalnie gorszy niż ten, który sami odziedziczyli. Jeśli spojrzymy tylko na statystyki i porównamy świat sprzed 35 lat z naszym własnym to zobaczymy, że Baby-boomers nieźle się wykazali czyniąc ten świat dla swoich dzieci, zaledwie w ciągu jednego pokolenia, znacznie bardziej duchowo i moralnie piekielnym. A wszystko czego było potrzeba to masowy egoizm, hedonizm i bunt (zakamuflowany sloganami takimi jak „wolność” i „swoboda”). Lecz ta partia jest już skończona.

To, co zdumiewa mnie najbardziej to fakt, że wydaje się dziś nie istnieć niemal żadne rozeznanie, co do korzeni i przyczyn stojących za wieloma problemami Zachodu. (Być może niektóre partie nie chcą przyznać prawdy? Może wolą starą pieśń: “byliśmy prostą młodzieżą, usiłującą uczynić świat lepszym miejscem”?). Lecz prawda pomału przebija się. Jeśli kiedykolwiek będziesz miał możliwość przeczytania książki napisanej przez znanego Socjologa Davida Pepence’a zatytułowanej „Życie bez ojca” (1996), to zobaczysz jak wyraźnie pokazują się wyniki ostatnich trzydziestu lat w statystyce. Ksiażka Michael’a Medved’a „Hollywood przeciw Ameryce” jest podobnie cięta z punktu widzenia badania choroby atakującej sporą część mas mediów i pop kultury lat sześćdziesiątych i później.

Jak widzisz, każda jedna dziedzina człowieczeństwa skrajnie dominuje w naszym rządzie, w naszych mediach i edukacyjnym systemie, a dla wielu z nas już od dawna dominuje w naszych umysłach z powodu tej propagandy i to aż do miejsca, gdzie chrześcijanie literalnie „WSTYDZĄ SIĘ EWANGELII” i teraz stara się to „przybrać” tak, aby pasowało to do humanizmu nieco lepiej. Jak nadzwyczajnej rewolucji będzie teraz wymagało odwrócenie tego z powrotem.

Jednym z najbardziej oczywistych rezultatów dominacji humanizmu jest jego ogromny wpływ na jednostkę rodziny. Zniszczenie to jest ogromne, jasne więc jest, że nawet ci, którzy notorycznie atakowali rodzinę, zdumiewająco zamilkli. Zniszczenie jest wszędzie i dla wszystkich widoczne. Co się dzieje jeśli ułatwisz mężczyźnie być ojcem dziecka, po czym odbić się i robić to samo z inną partnerką? Co dzieje się, jeśli zliberalizujesz prawa rozwodowe, pozwalając na to, aby podobny scenariusz dział się nawet wśród par małżeńskich? Co się stanie jeśli feminizm ograbi mężczyzn z szacunku, autorytetu, odpowiedzialności i pozycji, oskarżając ich aż do poczucia większej marginalizacji w obrębie jednostki rodzinnej? A co dzieje się, gdy feminizm sugeruje, że kobiety mogą wychować dzieci nawet lepiej bez taty w pobliżu? (- katastrofa, dowiedzione kłamstwo). Wynikiem tego wszystkiego jest epidemia ojców zostawiających swoich partnerów i dzieci, tworzących takie sytuacje, gdzie setki tysięcy dzieci dorasta całkowicie bez swych ojców w coraz bardziej surowym świecie.

Statystyki jasno pokazują, że samotne matki i ich dzieci dziś (podobnie jak w całej historii) niemal zawsze żyją w ubóstwie. Ich dzieci mają znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie im dobrze szło w szkole, że zdobędą tytuł w szkole pomaturalnej czy na uniwersytecie. Innymi słowy, zaczyna się tworzyć cykl ubóstwa. Na to, że dziewczynki wychowywane bez ojców są o wiele bardziej podatne na zajście w ciążę poza małżeńskimi więzami, jest przytłaczająca ilość dowodów statystycznych (innymi słowy, cykl ubóstwa powołuje następne ofiary). Chłopcy wychowani bez ojców są statystycznie znacznie bardziej podatni na brak zatrudnienia, słabe wykształcenie i większe zaangażowanie w działalność gangów itd. Chłopcy szczególnie potrzebują ojcowskiego autorytetu i dyscypliny w domu. W rzeczywistości ogromne statystyczne badania pokazały obecnie wyraźnie, że brak ojca sam w sobie jest tak ogromnym socjalnym kataklizmem, że jest prawdopodobnie głównym powodem wielu chorób społecznych Zachodu. (ponownie p. „Życie bez Ojca” David’a Popenoe). Faktycznie, ponad 70%-owy stopień braku ojców w wielu czarnych miejskich społecznościach jest bez wątpienia główną przyczyną licznych straszliwych problemów z gangami, jakie w tych obszarach występują. Obecnie jest to powszechnie rozumiane przez wielu socjologów i aktywistów (choć, czyż ostrzeżenia nie powinny być wysyłane trzydzieści lat temu?).

W relatywnie bogobojnym społeczeństwie, gdzie na rozwody, cudzołóstwo i seks pozamałżeński spogląda się ze zmarszczonymi brwiami i tam, gdzie jest szacunek dla ojcostwa oraz autorytetów generalnie, jest bardzo trudno, aby społeczeństwo stało się tak podzielone i chore ma to miejsce dziś na zachodzie. W rzeczywistości jest to niemal niemożliwe, aby zgnilizna zaszła tak głęboko. Lecz jeśli odrzucisz wiarę w Boga i stworzysz własną moralność to wtedy znajdziesz się na równi pochyłej do katastrofy.

Obecnie stało się bardziej jasne niż kiedykolwiek wcześniej, że Bóg stworzył rodzinę, aby była podstawową cegiełką społeczeństwa, jeśli więc rodzina jest chora to i samo społeczeństwo staje się chore. Struktura naszego społeczeństwa dziś jest rozluźniona, ponieważ jednostka rodziny rozpada się. To, co stało się przez ostatnie trzydzieści lat nazwać można rozradowanym i skoncentrowanym atakiem humanistów i liberałów przeciwko rodzinie, zarówno poprzez media, jak i system edukacyjny a nawet przy użyciu prawodawstwa. (Choć media udowodniły, że są najważniejszym narzędziem propagandowym ze wszystkich)

Oczywiście, w latach osiemdziesiątych Baby-boomers nagle „wyprostowali się” i wielu można zobaczyć w garniturach, prowadzących ostatnie modele samochodów a nawet handlujących obligacjami czy papierami wartościowymi.

O ile niektórzy mogą sądzić, że reprezentuje to znaczącą transformacje, to faktycznie pod powierzchnią tego wszystkiego niewiele się zmieniło. Humanistyczne kłamstwa dominujące w latach 60-tych, nigdy nie zostały zdetronizowane i ciągle dominują w naszej kulturze, prawdopodobnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Fakt, że Boomersi zaludniają w dniach dzisiejszych korporacyjne sale rad nadzorczych zamiast maszerować z protestami nie spowodowało wielkiej różnicy. Jeśli już, to spowodowało to, że owe kłamstwa stały się jeszcze mocniejsze. Wielu Boomers’ów przyznaje, że zmiany jakie zaszły w latach osiemdziesiątych były bardziej z pragmatycznych, samoobsługowych przyczyn, niż jakichś innych. Był to czas, aby zarobić nieco pieniędzy i ustatkować się finansowo. W rzeczywistości to pokolenie, które było ochrzczone jako pokolenie „Mnie” – to które spopularyzowało termin „obraz siebie” (self-concept), „samo-realizacja”, „poczucie własnej wartości”, „obraz siebie samego” – po prostu prawdziwie wraca do formy. Niemniej to „EGO” było w rzeczywistości motywacją większości tych życiowych zmian. Humanizm ciągle rządzi Zachodem i w rzeczywistości Boomersi, którzy teraz mają po czterdzieści, pięćdziesiąt lat znajdują się obecnie na pozycjach władzy w wielu sferach, włączając w to media, politykę i wykształcenie. Obskurne filmy zachęcające nastolatków do seksu, sugestywne pieśni i muzyczne wideoklipy, buntownicze, przeciwne autorytetom programy itd.,… idą i idą, stając się coraz gorsze i gorsze z roku na rok.

Czy jest w porządku, mimo wszystko, wskazywać palcem na jedno, szczególne pokolenie – nawet buntownicze? Tak, myślę, że tak. Przede wszystkim, Jezus zrobił wszystko w swoim czasie. Jestem najgłębiej przekonany, że musisz cofnąć się wstecz wiele stuleci, aby znaleźć pokolenie, które spowodowało tak straszliwe zniszczenia po prostu poprzez swój egoizm, hedonizm i rebelię. Zazwyczaj do tego, aby osiągnąć tak koszmarny rezultat w jednym pokoleniu, potrzebna jest wojna lub jakiś straszliwy kataklizm. Czemu jednak służy wskazanie na jedno pokolenie w ten sposób? Jest to moje głębokie przekonanie, że Bóg wzywa wielu Boomers’ów do rzeczywistej pokuty za udział, który mieli w tej rewolucji czy choćby w przyzwoleniu na nią, jak również za prawodawstwo, które pozostawili swoim dzieciom. Wierzę również, że, jak to mówi stare porzekadło: „Ci, którzy nie nauczyli się lekcji historii, będą musieli ją powtarzać”. Fakt jest taki, że nie wolno nam zignorować ani zatuszować tego, co się stało trzydzieści lat temu, ani nie wolno nam uciec przed powiedzeniem tego w taki sposób. Nie tylko musimy nauczyć się tych lekcji, abyśmy ich nie powtarzali, lecz do nas również należy, aby wykorzenić i zająć się wszystkim kłamstwami i zniszczeniami, jakie trwają ciągle do dziś. Jeśli nie wiemy dokładnie skąd się wzięły to będzie nam to niezwykle trudno zrobić.

Muszę powiedzieć, że wierzę, że Boży sąd z pewnością wisi nad pokoleniem Baby Boomers’ów z powodu ich działań. Dopóki nie będzie głębokiej pokuty to Bóg wezwie ich do rozliczenia z ich egoizmu. W pewnym sensie, dzieci „trzeciego i czwartego pokolenia” podobnie są pod przekleństwem z tego powodu.

Wierzę również, że ten przytłaczający, laodycejski stan współczesnego kościoła może być przypisany do wielu z tych przyczyn. Pokolenie X i Y spotyka się teraz z ogromnym zadaniem oczyszczenia tego zamieszania tak bardzo jak tyko możliwe (nie tylko z Bożą pomocą, lecz wyłącznie po tym, gdy wyjdą z tego duchowego odrętwienia, którym się znaleźli). Niech Bóg nam wszystkim pomoże.

Ważne jest, aby pamiętać, że jest wielu wśród Baby-boomers’ów, którzy nie trzymają się błędów swych rówieśników. Wielu chrześcijan, nawet z tej samej grupy wiekowej, sprzeciwia się egoizmowi i destruktywnym zmianom, jakie mają miejsce. Bóg zawsze ma swoją „resztkę” z każdego pokolenia. Zatem z pewnością nie możemy obsmarować każdego. Ważne jest również pamiętać o tym, że Baby-boomers niekoniecznie są RODZICAMI pokolenia X (wielu jest rodzicami pokolenia Y). X-ersi to pokolenie, które przyszło bezpośrednio po Boomers’ach, ale niekoniecznie muszą być ich dziećmi. Zatem wielu X-ersów (ze mną włącznie) nie mówi źle o swoich rodzicach, gdy jest mowa o pokoleniu Woodstock (Wydawało mi się, że to był ważny wniosek).

Muszę przyznać, że ogromna nadzieja dla naszego pokolenia wzbudzona została we mnie dzięki Pismu, które mówi o ogromnym przebudzeniu końca czasów, tuż przed powrotem Pana Jezusa Chrystusa. Jeden fragment jest szczególnie godny uwagi Mal 3:23-24 BT)

Oto Ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana, i zwróci serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi klątwą.

Wydaje się, że ci, którzy mają powstać z Eliaszowym powołaniem w dniach ostatecznych, będą mieli to jako znaczącą cześć swego mandatu. Rodzice będą musieli być wezwani do pokuty za to, co zrobili swoim dzieciom, a dzieci będą musiały poradzić sobie z powtarzającym się buntem, uchwycić się i szanować swoich rodziców. Odmowa wykonania czegokolwiek po obu stronach będzie skutkowała Bożym „przekleństwem”. Jakże ogromnie ważne zadanie! Modlę się o to, aby nie trzeba byłoby bardzo długo czekać, gdy zobaczymy jak te służby powstają, ponieważ z pewnością są bardzo potrzebne w naszych czasach.

Coś, co wydaje się, że Bóg mówił do wielu ludzi to potrzeba, aby chrześcijanie z pokolenia X stali się duchowymi ‚ojcami’ dla pokolenia Y. Wielu czuje to, że wśród chrześcijan pokolenia Boomers’ów, było względnie niewielu, którzy chcieli być prawdziwymi duchowymi ‚ojcami’ dla młodych. Mnóstwo liderów, lecz za mało ojców. Istota w ojcostwie polega na tym, że często konieczne jest świadome wybranie trudniejszej a nie łatwiejszej drogi. Ojciec musi wziąć ODPOWIEDZIALNOŚĆ za młodych, którzy są pod jego kierownictwem. Odpowiedzialność za to rzeczywiście spoczywa na nim! Będzie odpowiedzialny za nich i BĘDZIE MUSIAŁ DZIAŁAĆ JAK ON ?, podejmować trudne decyzje, wypowiadać twarde słowa tam, gdzie to konieczne. Często jest tak, że to ojciec stosuje dyscyplinę wobec rodziny (choć zarządza wyłącznie z miłości i pragnienia tego, co najlepsze, oczywiście.) Paweł powiedział Tymoteuszowi: „karć, grom napominaj, z wszelką cierpliwością i pouczeniem” (2 Tym 4:2). Prawdziwy ojciec nie tyranizuje ani nie represjonuje, lecz jest z pewnością mężem prawdziwego (a nie fałszywego) autorytetu. Musi być również mężem poświęcenia, ojcowskiej miłości do dzieci. Musi być mocny, lecz czuły równocześnie, szukający stale wyzwań i postępu dla swoich dzieci i obserwujący ich rozwój. Dziś, mamy skarłowaciały, apatyczny kościół, pełen obdarowanych ludzi, którzy nigdy nie mają szansy na rozwój swego obdarowania. Muszę zadać pytanie:

prawdziwi ojcowie pozwoliliby na coś takiego?

Wierzę, że jest w tym realne ostrzeżenie również dla pokolenia X. To wszystko czego nam wokół nie dostaje jest bardzo dobrze przedyskutowane, lecz czy jesteśmy gotowi podjąć wyzwanie? Czy chcemy stać się prawdziwymi ojcami dla pokolenia Y, które teraz jest nastoletnie? Jest to ważkie pytanie, na które, my wszyscy z pokolenia X, natykamy się.

Zdaję sobie sprawę z tego, że byłem bardzo bezpośredni w tym rozdziale i podjąłem ryzyko obrażenia niektórych czytelników. Niemniej, mam nadzieję, że możecie przyjąć, że nie było to moim zamiarem, aby obrażać kogokolwiek, lecz raczej, aby przedyskutować bardzo otwarcie i szczerze wiele problemów, które dziś przeżywamy i ich pochodzenie. Proszę, bądźcie świadomi tego, że ja nie mam żadnego osobistego urazu do tego okresu (nie urodziłem się ani nie wychowałem jako Baby Boomers, na przykład) i naprawdę nie czuję, że mógłbym być oskarżony o uprzedzenia. Spędziłem ogromną ilość czasu na badaniach tego tematu, przeczytałem wiele na temat społecznych i kulturalnych aspektów lat 60-tych i muszę powiedzieć, że wszystko, co przeczytałem prowadziło mnie do tych samych wniosków.

Teraz powinno być oczywiste, że wiele z negatywnych cech pokoleń X i Y jest wynikiem głębokich zmian w naszym społeczeństwie w ciągu ostatnich 35 lat. Wyzwania, które stoją przed nami nie są powierzchowne. Mają one raczej swoje źródło głęboko zakorzenione w samej strukturze naszego społeczeństwa. W następnych rozdziałach będę przyglądał się tym sposobom, które, jak wierzę, Bóg wyznaczył nam, abyśmy walczyli i zwyciężyli wojnę o serca i umysły pokoleń X i Y.

Mam nadzieję, że, ewentualnie, poprzez pokutę zarówno młodych jak i starych, będzie głębokie pojednanie między wszystkimi pokoleniami w kościele oraz determinacja do wspólnej walki o Boże sprawy. Modlę się też o to, aby w bliskiej przyszłości sytuacja jeśli chodzi o pokolenia X i Y nie wyglądała nigdzie nawet odrobinę tak beznadziejnie jak teraz, lecz coś musi się zacząć zmieniać bardzo radykalnie jeśli mamy zobaczyć cokolwiek podobnego do zwycięstwa i o tym będą następne rozdziały.

deeo

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.