Grzech, a sąd Bozy(_3)

Witam wszystkich,

Fenn JohnPoprzednim razem dzieliłem się tym, że w naszym zakresie autorytetu są pewne poziome przestępstwa, co do których możemy prosić Ojca o przebaczenie, podobnie jak Jezus i Szczepan zrobili wobec swoich katów, lecz pionowe elementy tych przestępstw leżą wyłącznie w autorytecie Ojca. Pozostawiłem was z pytaniem, co się stanie jeśli ktoś nie chce zająć się swoim pionowym elementem przestępstwa/grzechu i Bóg jest zmuszony do podjęcia aktywnego sprzeciwu wobec niego, z powodu pychy?

Wierzący, który nie chce zająć się swoim pionowym czy poziomym grzechem jest człowiekiem, które sam siebie zwodzi. Jk. 1:22-25 mówi, że wierzący, którzy jest słuchaczem Słowa, lecz nie chce go wykonywać, zwodzi samego siebie. Pycha i upór, a często również kłamstwa, które im towarzyszą (okłamywanie najpierw siebie, następnie innych, aby ich zgadzali się z tym, który siebie zwodzie, po to, aby umacniać jego pozycję i zwiedzenie), mogą zostać pokonane wyłącznie pokutą tego człowieka. Ego jest zaangażowane w zwodzenie, więc ego musi wyjść poza to zwiedzenie przez pokorę, ponieważ to pokornemu sercu Pan objawia prawdę.

Paweł przekazuje to w inny sposób w Liście do Galacjan 6:3: „Jeśli bowiem kto mniema, że jest czymś, będąc niczym, ten samego siebie oszukuje”.

A czym, w istocie, jest grzech?

Jest tu mowa o pokorze wobec siebie nawzajem i wobec Pana. Jeśli komuś wydaje się, że jest w porządku wobec siebie, to Pan zatrzymuje objawienie do czasu, aż upokorzy się, aby je przyjąć. Często, jeśli się cofnie, samo zwiedzenie otwiera taką osobę na demoniczne ‚objawienie’, ukrywając w ten sposób objawienie pochodzące od Boga. Słowo ‚zwieść’ w wersie 3 oznacza „zwieść w umyśle” lub „zwieść przez mrzonki” (urojenia próżności), oraz „grzech przeciwko zdrowemu rozsądkowi” (Słownik Vine’a słów Nowego Testamentu). Inaczej niż w przypadku każdego innego grzechu, ten, kto popełnia ‚grzech przeciwko zdrowemu rozsądkowi’ w samym środku tego zwiedzenia jest pewien, że jest w porządku, lecz natychmiast po wydostaniu się spod tej chmury, dziwi się, jak bardzo był zwiedziony. Jest tak JEŚLI wyjdzie spod niej. Niektórzy ludzie pozostają w stanie zwiedzenie latami.

Przykładem jest kościół w Laodycei, o którym czytamy w Księdze Objawienia 3:

14-22: „Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły, radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał”.

Dla Pana, ci ludzie są nadzy, ślepi i biedni, i to jest prawdziwa i właściwa perspektywa, a jego radą jest, aby zaczęli wykonywać Słowo – złoto w ogniu wypróbowane oznacza: budowanie charakteru i wiary przez wykonywanie właściwych tego, co w Nim prawe. Białe szaty to sprawiedliwość w Chrystusie. Konsekwencjami jakie będą szły za nie wykonaniem tych właściwych rzeczy jest to, że Pan objawi wszystkim w naturalnej rzeczywistości ich rzeczywisty stan. Jednak do tego, aby przyjąć słowa Jezusa o tym, że są oni pożałowania godni nędzarze, biedacy i ślepi potrzebna jest podatność na naukę. Pan mówi, że nie zdają sobie spraw ze swego duchowego stanu, a jednak oczekuje, że posłuchają tego i wykonają Jego słowa, przekazana przez apostoła Jana, będą pokutować i zmienią swoje życie. Pan stara się dotrzeć do osoby, która sama siebie zwodzi przez innych, którzy przekazują właściwą perspektywę ich stanu, lecz to do ludzi napominanych należy to czy przyjmą takie słowo, czy nie.

Zauważ, tuż przed tym, gdy Pan dopuści do ujawnienia wszystkim ich prawdziwego duchowego stanu przed Nim, stara się pozyskać ich uwagę – tak wielkie jest Jego miłosierdzie. Nawet w Obj. 2:21 mówi o Izebel: „I dałem jej czas, aby się upamiętała, ale nie chce się upamiętać we wszeteczeństwie swoim„. Jeśli nadal nie chce się upamiętać, Pan ujawnia to, czym rzeczywiście jest.

Krok drugi

W tym przypadku Paweł idzie dalej mówiąc: „Albowiem każdy własny ciężar poniesie. A ten, którego się naucza Słowa Bożego, niechaj się dzieli wszelkim dobrem z tym, który naucza. Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Gal. 6:5-7).

Jest to następny poziom sprzeciwu Ojca wobec jego pysznych i zwiedziony przez siebie dzieci: cofa prawicę łaski, pozwalając na cierpienie konsekwencji; to, co zasiali, teraz zostanie zebrane. Nie chodzi o to, że wszystko, cokolwiek złego się komuś przydarzy jest wynikiem cofnięcia ręki Bożej z powodu jakiegoś grzechu – nie, diabeł też tu jest w okolicy. Metafora cyklu siania i zbierania wskazuje na długi czas wielokrotnego działania. Szatan atakuje na pewien czas, po czym odstępuje, lecz gdy ktoś zbiera to, co zasiał to przeważnie cofnięci ręki Pańskiej ujawnia zwyczaj lat zasiewania złych rzeczy, który do tej pory był niewidoczny dla innych.

Problemem jest to, że ludzie znajdujący się w kręgu osądzanej osoby (rodzina, praca, kościół itd.), których obejmują te lata złych zasiewów, często cierpią wraz z osądzaną osobą, ponieważ życie tych ludzi jest częścią życia osądzanego. Pan wybawi sprawiedliwego, lecz często oznacza to zmiany w życiu.

Byłem drugim pastorem w pewnym kościele, w którym pastor zdecydował się na pójście inną drogą niż to, o czym obaj wiedzieliśmy, że było z Boga i obaj wiedzieliśmy, że spowoduje to straty w kościele i w biznesie, który prowadził -nawet mieliśmy słowo Pana, które w szczególności o tym mówiło, a jednak on odrzucił fakt, że było ono od Boga. Nic nie mogłem zrobić, więc zacząłem szukać Ojca, aby odsunął nas i przeniósł do innego kościoła. Powiedział: „Próbowałem zająć się sercem tego człowieka, lecz on nie chce mnie słuchać, muszę więc działać wokół niego. Będzie to znaczyło was odjazd. Ponieważ nie nie było to z twojej winy, pozostaniesz w mojej doskonałej woli, lecz będzie to oznaczą dla was wyjazd. (Rok po naszej wyprowadzce, stracił swój biznes, domi i kościół.)

Osądzanie samych siebie

Bo gdybyśmy sami siebie osądzali, nie podlegalibyśmy sądowi. Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni” ( 1Kor. 11:31-32)

Cel jest określony: abyśmy nie zostali potępieni ze światem.

Jeśli ktoś nie chce osądzić samego siebie to konsekwencje cofnięcia prawicy łaski Pańskiej będą druzgocące w relacjach, finansach, pracy, zdrowiu osobistym, a nawet śmierć – wszystko związane z pychą bądź zdobyte przez pychę, czy też utrzymywane jak bałwan, z czego serce jest dumne jest przedmiotem aktywnego sprzeciwu Bożego.

Pewien młody człowiek, który był członkiem naszego kościoła, którego gorliwość dla Boga sięgała poza zdrowy rozsądek, jak wcześniej wspomniałem w „pierwszym poziomie”. Nie chciał słuchać rady, aby stosować podstawowe zasady kultury przy świadczeniu, nie był grubiański itd. Później… W szkole Biblijnej wbiegł na scenę, aby przekazać dyrektorowi szkoły słowo od Pana. Posłano go do szpitala psychiatrycznego na obserwacje, ponieważ najwyraźniej coś zmieniło w nim tego gorliwego lecz „normalnego” młodzieńca, którym kiedyś był. Gdy wrócił z powrotem do kościoła, nadal odmawiał przyjęcia duszpasterskiej porady.

Pomimo że pracowałem z nim stale i wciąż, on nie osądzał siebie samego i doszło do tego, że prosiłem Ojca, aby go osądził w tej sprawie. Albo musiał wrócić do równowagi w psychiatryku, albo Pan zajmie się tym na swój sposób; tylko taki wybór miałem. Kiedyś przyszedł do nas pod drzwi o pierwszej w nocy, mówiąc, że rozbił swoją ciężarówkę przejeżdżając demona, który siedział na przydrożnym płocie. Widział go tam, więc przejechał, rozbijając płot i swoją ciężarówkę. Kilka tygodniu później zginął w wypadku samochodowym, gdy ponownie zjechał swoją ciężarówką z drogi.

Wiedzieliśmy z żoną, co się stało dzięki Duchowi, jak i poprzednie takie jego przypadki, lecz nie mogliśmy wyraźnie wyjaśnić tego jego rodzinie. Ręka Pańska została cofnięta i jest teraz w niebie, lecz gdyby się uniżył sam i był podatny na naukę to nigdy by się w ten sposób nie skończyło.

Osądy w innej formie.

Mieliśmy w kościele parę, która uwielbiała usługiwać populacji migrantów z naszego małego miasteczka, lecz wkrótce z jakiegoś powodu zaczęły się ich zmagania, a w ciągu kilku miesięcy ich postawa wobec mnie i kościoła uległa dramatycznej zmianie. W tym czasie wiedziałem przez Ducha Świętego, że zastanawiali się nad tym czy pozostać w kościele, czy odejść.

Gdy ich odwiedziłem wielokrotnie zapierali się, że nic złego się nie dzieje. Udałem się w tej sprawie do Pana i powiedział mi tak: „Należeli już do wielu społeczności czy kościołów i twój jest dziesiąty z kolei, który opuszczają w konflikcie. Jeśli nie osądzą sami siebie w tej sprawie, opuszczą twój kościół i będą tułać się tą doliną, nigdy już więcej nie znajdując miejsca odpocznienia dla duszy, ponieważ ja nie pozwolę im na to, dopóki nie będą pokutować”.

Stereotyp „chodzenia wokół góry” jest ilustracją osoby, która przechodzi w żyiu wielokrotnie przez te same upadki i trudności, chodząc wokół tej góry dokładnie co do miejsca, ponieważ Bóg nie pozwala im ruszyć dalej dopóki nie zajmą się tą sprawą, cokolwiek to jest. Jest to łagodny sposób osądzania Pańskiego.

Dotarłem do łoża śmierci za późno o kilka sekund. Nigdy go wcześniej nie spotkałem, lecz dowiedziałem się, że walczył z alkoholizmem już jako nastolatek (zmarł w wieku 42 lat). Przychodził do Pan, wysychał, po czym po kilku miesiąca wracał do pijackiej hulanki i nie było go w kościele przez następne kilka miesięcy, po czym cały cykl powtarzał się. Wychodził na środek, aby ponownie oddać swoje życie Panu w czasie przebudzenia w kwietniu i był rzeczywiście dotknięty przez Pana, lecz w czerwcu ponowie był za pan brat z butelką, a w lipcu zmarł.

Kiedy ostatnim razem wrócił do alkoholu, zawiodła wątroba. Stojąc przy jego łóżku zapytałem Ojca, czy chce wzbudzić go z martwych, lecz Pan powiedział: „Nie.  Sprowadziłem go do domu, zanim mogłoby się stać coś gorszego”. W tym przypadku, Ojciec, pozwolił na zniszczenie ciała, zabierając go do domu, zanim ten człowiek odszedłby od Pana całkowicie.Mój najlepszy przyjaciel był w pracy bardzo cyniczny. Ja zawsze zauważałem pół szklanki pełnej, a on widział pół pustej. Był szefem departamentu i gdy pastor zastąpił go kimś innym, ale dał mu niższą pozycję w tym oddziale, był zgorzkniały. Zamiast dostrzec to, że pastor dał mu szansę na budowanie działu służby, której zawsze pragnął (misje medyczne) i zajęcie się nią, on widział tylko upokorzenie. Powiedział mi, że 20 lat wcześniej wziąłby paczkę papierosów i poszedł do baru; był nałogowym palaczem zanim przyszedł do Pana. W styczniu był ciągle zgorzkniały, gdy pytałem go czy wszystko w porządku, powiedział, że tak. Rozmawiałem z nim o przebaczeniu kilkanaście razy, lecz zawsze mówił, że zajmuje się tym.

W maju znaleziono u niego liczne przerzuty nowotworu w płucach, do sierpnia rozprzestrzenił się na mózg i kości. Byłem przy jego łóżku, gdy zmarł w październiku. Co się stało? Ręka Pańska została cofnięta i konsekwencje palenia przez lata wyszły na jaw, z powodu zgorzknienia i tego, że nie chciał temu odejść. Fizjologicznie, wierzę, że duchowe siły mogą zmienić chemię w ciele i jeśli osoba trwa w zgorzknieniu i nieprzebaczeniu, czasami chemia zmienia się i pojawiają się konsekwencje poprzedniego życia.

Niejednokrotnie zdarzało mi się, że prowadziłem ludzi do modlitwy o uzdrowienie z artretyzmu ich rąk i stawów, kiedy Ojciec mówił mi, że otrzymają przebaczenie, jeśli przebaczą takiemu, a takiemu (wydaje się, że często byli to członkowie rodziny). Poprowadzeni w modlitwie pokuty i przebaczenia, otrzymywali uzdrowienie.

No, to przeszliśmy,… Ciało Chrystusa w Koryncie było w podobnej sytuacji – pewien mężczyzna miał romans ze swoją macochą. Paweł mówi, że wszyscy o tym wiedzieli i, że jeśli ten mężczyzna nie zajął się tym, to powinien ktoś inny, a nawet cały kościół. W końcu, ponieważ nikt nie reagował z kolejnych szczebli odpowiedzialności w kościele, musiał wkroczyć apostoł. „Przekażcie takiego Szatanowi na zniszczenie ciała, aby duch był zbawiony w dniu Pańskim” (1Kor 5: 1-5). Nie wiemy, co mogło się stać temu człowiekowi, lecz cokolwiek kiedyś siał teraz mogło zaowocować – czy to wypadek rydwanu, jak to było w przypadku tego młodego człowieka powyżej, czy to choroba ciała, jak z moim przyjacielem. Szatanowi, gdy Pan cofa się i pozwala na wcześniejszą śmierć, nie potrzebuje wiele wyobraźni. Dobrą nowina jest to, że ten człowiek pokutował, dzięki czemu mamy 2 List do Koryntian (p. 2Kor. 7).

To jaki Pan wybierze sposób na zajmowanie się pychą należy do Niego, ponieważ rzeczywistość pionowa leży w jego władzy. W pomniejszych sprawach Pan może zająć się kimś, kto na przykład regularnie przekracza prędkość mandatami. Jest to przykład sprzeciwiania się pysze człowieka na zasadzie zbierania tego, co zasiano.

Innym przykładem jest dziedzina finansów. Była w naszym kościele pewna kobieta, która nie była w stanie powiązać końca z końcem, choć oboje z mężem pracowali. Był kierowca ciężarówki i w tygodniu go nie było, a gdy wracał znajdował stosu czeków, kont wyświetlanych na czerwono i telefonu ludzi, czekających na zwrot swych pieniędzy. Tam, gdzie mieszkaliśmy były cztery kolejne miasteczka wzdłuż jedynej autostrady i oni mieszkali na zachodnim końcu miasta. Modliła się i modliła o to, aby mąż zaczął zarabiać więcej, lecz on nigdy nie otrzymywał wyższych stawek ani nie dostawał dodatkowych kursów. Gdy w końcu przyszła po poradę, stało się tak dlatego, że przychylność i łaska, w których do tej pory żyli wyczerpały się i Bóg nie współdziałał już z nią w tej dziedzinie, ona zaś nie wiedziała dlaczego. Przyznała, że żaden sklep nie przyjmuje od niej czeków, zrujnowała swoje dobre imię i możliwości kredytowe we wszystkich czterech miasteczkach. Powiedziałem jej, aby trzymała się ściśle budżetu, lecz nie chciała. Chciała więcej pieniędzy i początkowo nie mogłem jej przekonać, dlaczego Bóg miałby jej błogosławić większą ilością, skoro nie radziła sobie z tym, co miała? Bóg faktycznie osądzał ją, co stanowiło ogromną pomoc dla jej męża. (Ostatecznie przyjęła moją radę i zacisnęła budżet dzięki, czemu wyszła z długów.)

Takich historii, w których Bóg sprzeciwia się naszej pysze w różnych dziedzinach jest mnóstwo i przypuszczam, że każdy czytający je ma kilka, które mógłbym opowiedzieć. Nie wszystkie sytuacje kończą się tragedią, lecz wyobrażam sobie, że większość z nas zna takie zakończenia również.

Nie myśl, że każda zła rzecz jaka przydarza się komuś jest Bożym sądem, tak tak nie jest. Diabeł przychodzi, aby kraść, zarzynać i niszczyć, lecz każdy dobry i doskonały dar pochodzi od Boga. Sprawą zajmowaliśmy się w bardzo wąskim zakresie , jak to jest w przypadku każdego pojedynczego nauczania, abyśmy nie przyglądali się wszystkim sposobom działania Boga w tym obszarze. Faktem jest, że kiedy tak się dzieje, jest to zazwyczaj sprawa między wierzącym a Panem i być może osobą o duchowym autorytecie, która ma swoje miejsce w życiu tej osoby; przeważnie nie wiemy tego i nie do nas to należy, więc chodzimy dalej w miłości i myślimy o nim jak najlepiej.

Jest to ogromnie obszerny przedmiot, następnym razem podzielę się z wami tym,jak przyjmować człowieka, który pokutował.

Wiele błgosławieństw

John Fenn

topod.in

[Głosów:1    Średnia:3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.