Któż zatem może być zbawiony?

http://www.chipbrogden.com/wordpress/wp-content/uploads/chipbrogden-logo-small.png

Chip Brogden

Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli ktoś się nie narodzi na nowo nie może oglądać Królestwa Bożego” (J 3:3, ESV).

Religijność nadal stoi na tej samej pozycji co Nikodem – ludzie przychodzący do Jezusa, uznający Go za kogoś szczególnego, dyskutujący Jego nauczanie, lubiący je, a nawet dzielący się nim z innymi, lecz ciągle niezdolni do tego, aby wejść do Królestwa, niezdolni, aby zobaczyć Królestwo. Nie pojmują nic z rzeczy duchowych czy niebiańskich, nie są wstanie rozeznać czy przyjąć prawdziwego znaczenia Bożego Celu w Chrystusie, nie dają rady wyjść poza to, co umysłowe, emocjonalne, poza fizyczną rzeczywistość swojej religijności.

Nikodem nie pojął duchowych konsekwencji i wymagań nieba, aby „narodzić się na nowo”, ani nie był w stanie pojąć potrzeby narodzenia na nowo. Obawiam się tego, że zbyt wielu tych, którzy dziś twierdzą, że „narodzili się na nowo” nie jest, jeśli chodzi o widzenie Królestwa Bożego, ani trochę dalej od Nikodema. Przecież właśnie dlatego, aby widzieć i wejść do Królestwa Bożego, Jezus powiedział, że MUSIMY się narodzić na nowo.

Rozumiejąc te słowa Jezusa wielu współcześnie twierdzi, że „narodzili się na nowo”. Nauczyli się poprawnej terminologii, lecz czy tylko o to mamy się troszczyć? Czy jest taka możliwość, aby ktoś nauczył się mówić, że jest „narodzony na nowo”, tylko dlatego, że został nauczony tak mówić? Czy Jezus chce, abyśmy używali tej frazeologii, czy też jest rzeczywista przeżycie nowego narodzenia z wysokości, narodzenia z Ducha?

Pomimo, że jest to niemal dokładnie to samo co być „narodzonym na nowo” to większość nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie co znaczy „narodzenie z wysokości” czy „narodzenie z Ducha’, ponieważ nie trafiło to jeszcze do ich słownika, choć wszyscy wiedzą, co to znaczy „narodzić się na nowo” – to znaczy być chrześcijaninem! Nawet jeśli ludzie potrafią to opisać, odpowiedź brzmi zbyt gładko, czasami jakby wyuczona z katechizmu i recytowana jak teologiczna doktryna, zamiast być czymś, co stało się, co wynikło, z przemieniającego życia spotkania ze Zmartwychwstałym Panem.

Dziś przy tak wielu „narodzonych na nowo” rości sobie prawo do zbawienia, bez jakichkolwiek towarzyszących temu dowodów i owoców pokuty. Jezus mógłby powiedzieć: „Uczyniliście z tego intelektualną decyzję przyjęcia chrześcijańskiej religii i wyznaliście na pewnym poziomie zgodę ze Mną i Moim nauczaniem – i dlatego uważa się was za „narodzonych na nowo”. Niemniej, intelektualna akceptacja, doktrynalna zgoda i gotowe wyznanie nie wystarczy, aby być Moim uczniem. Wasze pierwsze narodzenie na nowo, które nastąpiło pod auspicjami religii ma poważne wady. Zostawcie to i przyjdźcie do Mnie; przeżyjcie nowe narodzenie w taki sposób, jak Ja to zamierzyłem od samego początku. Musicie się narodzić na nowo – na nowo!”

Co rzeczywiście znaczy być „narodzonym na nowo”? Nie da się tego wyjaśnić przy pomocy pomocy punktów: A, B, C – jakiegoś trzystopniowego procesu. Duchowe narodzenie jest czymś rewolucyjnym, czymś, co uderza tak głęboko w jestestwo człowieka, że nie jest on już w stanie żyć tak samo, jak przedtem. Jest to przemiana serca, która powoduje zmianę umysłu, co z kolei staje się przyczyną dramatycznej zmiany zachowania i wartości, i nie jest to nic mniej jak śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie.

Plastyczny przykład tego, co znaczy człowiek narodzony na nowo, mamy w osobie Saula z Tarsu. Podobnie jak Nikodem, Saul był nauczycielem i mistrzem w Izraelu i był takim samym ignorantem jeśli chodzi o Jezusa z Nazaretu. Nagle coś się wydarzyło. Teraz Saul jest zupełnie inny. Ktoś z innej rzeczywistości dotarł do niego i uchwycił go, Saul zobaczył światło w całkiem realnym znaczeniu tego wyrazu. Nie było to jakieś nic nie znaczące migotanie wymyślone w jego umyśle, lecz było to jasno i świecące Światło, które płonęło w nim i udowodniło bezużyteczność jego naturalnego wzroku. Usłyszał Głos i ten Głos wezwał go po imieniu: „Saulu! Saulu! Dlaczego Mnie prześladujesz?

Saul zobaczył i usłyszał coś, co pochodziło całkowicie z wysokości, coś spoza rzeczywistości religijnych przeżyć, coś cudownego i nie do wyjaśnienia, a co sprawiło, że wszystkie jego najwyższe i najlepsze możliwe myśli i wierzenia o Bogu, których trzyma się do tej chwili, okazały się, według jego własnych słów, śmieciami, łajnem, gnojem.

Tam, na drodze do Damaszku, spotkał Jezusa i to spotkanie zmieniło kurs jego życia, a nawet historii. Skutkiem tego nie było zwykłe dostosowanie jego osobistej teologii, czy intelektualna re-ewaluacja doktrynalnego stanowiska na temat Królestwa Bożego, a była to radykalna, niszcząca stare fundamenty, wstrząsająca ziemią przemiana spowodowana zobaczeniem w końcu Jezusa w taki sposób, że zmusiło go to do skłonienia się i oddania chwały tej Osobie: i do diabła ze wszystkim, co głosił, nauczał, myślał, wierzył i robił wcześniej TEGO samego dnia! Ten dzień był dniem jego nowego narodzenia.

Musisz wiedzieć, że TO było nadnaturalne wydarzenie, ponieważ to, co religijne, nie zrezygnuje z żadnych swoich doktryn i przekonań, a co dopiero mówić o ich porzuceniu. Nie, religia będzie atakować (a jeśli to możliwe, zabić) tych, którzy trzymają się innych doktryn i wierzeń i znajdzie w Piśmie usprawiedliwienie dla kamienowania tych, którzy jej się sprzeciwiają. Taki (religijny) człowiek tak po prostu nie wstaje pewnego dnia z łóżka i nie decyduje się na zmianę – jest on poza zasięgiem zwykłego, ludzkiego świadectwa.

Gdy patrzę na ludzi, których poleca się mnie i gdy czytam ich świadectwa, często trudno mi znaleźć taki moment, w którym „narodzili się na nowo – na nowo”. Szukam w ich życiu doświadczenia z drogi do Damaszku, które przemieniło ich z religijnych zelotów na uczniów Żyjącego Pana. Przeważnie zupełnie nie znajdują tego, lecz zamiast tego widzę długą, nudną listę służb, kościołów, ruchów, w których byli zaangażowani. Te historie nie są wyliczane po to, aby potraktować je jak gnój, dzięki czemu można objąć Chrystusa, lecz są szczegółowo opowiadane w celu zbudowania autorytetu i nabicia sobie punktów.

Czy spotkałeś tą Osobę, którą spotkał Saul? Ten sam Saul (teraz już znany jako Paweł) w swym Liście do Rzymian, napisał: „jeśli ustami swymi wyznasz, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych, zbawiony będziesz” (Rzm 10:9). Jeśli podejdziemy do tego z naukową analizą i wyróżnimy z słowa, oddzielając od człowieka, który to napisał, to mamy gotową formułę: „jak być zbawionym”. Wielu ludzi tak robi. Pomijają spotkanie z Jezusem na drodze do Damaszku, które stanowi podstawę tego wyznania i wiary. Paweł nie polegał na modlitwie, w której wyznaje się Pana Jezusa, ani nie opowiadał szczegółowo o swojej wierze w zmartwychwstanie Jezusa. Gdybyś mu świadczył, szybko odrzuciłby Panowanie i Zmartwychwstanie Chrystusa i wrzucił cię do więzienia za herezję.

Wyznanie i wiara Pawła nie doprowadziły do spotkania z Jezusem, było dokładnie odwrotnie: to spotkanie z Jezusem doprowadziło go do tego wyznania i wiary! Jak szybko zapominamy – o ile w ogóle kiedykolwiek zrozumieliśmy – że to „nie wyście Mnie wybrali, lecz Ja was” (J 15:16a).

Byliśmy uczeni mówić, że zostaliśmy zbawieni z łaski (powtórzmy: stosując w ten sposób poprawną terminologię), lecz gdzieś po cichu wierzymy, że mieliśmy z tym coś do czynienia: to była nasza modlitwa, nasza wiara, nasze wyznanie, nasze przekonanie, to, że przeszliśmy nawą główną (do przodu), przyłączyliśmy się do kościoła, zdecydowaliśmy. Niebo jest naszą nagrodą za właściwą decyzję, nie tak jak ci biedni, ignoranccy grzesznicy, którzy podjęli złą decyzję!

Lecz Jezus mówi: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli go nie pociągnie Ojciec” (J 6:44), a Paweł deklaruje: „Nikt nie może powiedzieć: „Jezus jest Panem”, chyba, że w Duchu Świętym” (1Kor 12:3b). Paweł mógł wyznać Jezusa Panem i wierzyć, że Jezus został wzbudzony z martwych, ponieważ naprawdę spotkał Pana Jezusa, jako Żywą Osobę i taki był skutek przyjścia Jezusa do Pawła, a nie Pawła do Jezusa!

Któż zatem może być zbawiony?” – pytali uczniowie Jezusa (Mt 19:25,26). Odpowiedź: „U człowieka to rzecz niemożliwa”. Nie tylko trudna, nie tylko naprawdę, naprawdę ciężka, lecz rzecz całkowicie niemożliwa dla człowieka. Nie-wykonalna. Nie-osiągalna. Poza zasięgiem.

Lecz, Jezu, jakże uprościliśmy zbawienie! Trzy proste kroki! A.B.C! Wyznaj i posiądź! Nie, mówi Jezus. Tu nic nie zaczyna się w tobie i jest niemożliwe dla człowieka: „Lecz u Boga wszystko jest możliwe!” Konieczne jest coś z wysokości, coś na tyle wielkiego, silnego i mocnego, aby strącić człowieka na ziemię i odebrać mu oddech.

Jeden chwila, w której zobaczysz, więcej jest warta niż całe życie słuchania kazań.

Niech Bóg otworzy nam oczy.

[Głosów:7    Średnia:4.4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.