Na dordze do Damaszku

Francis Frangipane

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje” (J 12:24-25).

W tej uwadze Jezusa ukryta jest głęboka prawda mówiąca o duchowym wzroście. Łączy On nasz wzrost z wzorem, który obserwujemy w cyklu życiowym nasiona. W ziarnie łączą się dwa aspekty: łuską i jądro. Łuska jest twardą, zewnętrzną powłoką, która ochrania delikatniejsze, wewnętrzne jądro. Oczywiście to jądro, a nie łuska, ma moc przyniesienie owocu i dokonania reprodukcji. Niemniej, kiedy już ziarno zostanie zasiane w ziemi i podlane, zewnętrzna łuska musi się zostać zniszczona, jej użyteczność kończy się, „umiera’.  Bez śmierci tej łuski, nasienie nigdy nie wydałoby owocu i pozostałoby samym nasieniem, jak to powiedział Jezus.

Podobnie nasz duchowy wzrost ukazuje podobny proces, który jest uporządkowanym czasem łamania, umierania, aby ostatecznie kończyć się nowym narodzeniem. Pan nie musi stwarzać na naszej drodze żadnych trudności; presji, ludzi, ubocznych korzyści jest wokół dostatek.  Przeżywamy nawet bezpośrednie demoniczne ataki, które Pan może zarządzić po to, aby złamać naszego zewnętrznego człowieka i zbudzić czy uwolnić nasze wewnętrzne ja.

Sprzeciwiamy się tej myśli, lecz złamanie i śmierć naszego starego ja jest integralną częścią naszej duchowej podróży. Zewnętrzna natura, łupina, musi zostać złamana. Ona musi przeżyć śmierć po to, aby nasz wewnętrzny człowiek odnalazł prawdziwe duchowe życie w Chrystusie. Wszelki prawdziwy duchowy rozwój przychodzi wtedy, gdy, w taki czy inny sposób, zewnętrzny człowiek łamie się a wewnętrzny człowiek jest dotykany i ożywiany tchnieniem Bożym.  Umiłowani, każdy akt prawdziwej wiary pojawia się, gdy ten wewnętrzny człowiek reaguje na obietnice Boże. Szczere uwielbienie, które istnieje wyłącznie w duchu i w prawdzie, jest wynikiem intymnej miłości Bożej do wewnętrznego człowieka, nawet wtedy, gdy odbywa się pogrzeb tego zewnętrznego.

Jak napisano: „Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Ponieważ człowiek patrzy na to, co przed oczyma, lecz PAN patrzy na serce” (1 Sam 16:7). Nawet w tej chwili, nasz Ojciec, który widzi w ukryciu, spogląda na serce wewnętrznego człowieka.

Zetknięcie z Chrystusem.

Paweł mówił do nas o tych dwóch aspektach naszej tożsamości pisząc: „choć nasz zewnętrzny człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się każdego dnia (2 Kor. 4:16). Ponownie mówi nam, że „według  człowieka wewnętrznego ma upodobanie w zakonie” (Rzym 7:22), aż ostatecznie modli się, aby Bóg zapewnił mu „wzmocnienie przez Jego Ducha w wewnętrznym człowieku (Ef 3:16).

Jeśli nie cierpimy z powodu śmierci zewnętrznego człowieka, jego łuskowata natura staje się zasłoną, która ukrywa zepsucie i egoistyczne motywy naszego serca. Bez osobistego dotknięcia przez świadomość konieczności zadziałania Zbawiciela w naszym życiu, natura człowieka otrzymuje rysy faryzejskie: ufając sobie samej, że jest sprawiedliwa równocześnie patrzy na innych z potępieniem (p. Łu 18:9). Nie musimy nosić na zewnątrz owych faryzejskich szat, lecz mamy w sobie jego postawę. Aby nas zbawić, Chrystus musi stanąć naprzeciw.

Myślę o Pawle. Oto człowiek, który był „faryzeuszem faryzeuszy”, kimś kto był sprawiedliwym we własnych oczach i prześladowcą kościoła. Paweł ukrywał swój prawdziwy charakter za religijną maską faryzeusza, lecz gdy Pan stanął mu na drodze do Damaszku to Paweł nie tylko zobaczył Bożą chwałę, lecz swój własny stan w świetle Chrystusa. Jego własna opinia o swej sprawiedliwości legła w gruzach a jego zewnętrzny człowiek został złamany.

Podobnie jest z nami w naszej podróży. Nic nie możemy zrobić jak tylko przyjść do Boga tacy, jacy jesteśmy. Jednak, umiłowani, będzie taki czas, gdy spotkamy Jezusa w zupełnie nowy sposób.  Nie będzie to potańcówka, lecz zniszczenie i uwolnienie równocześnie. Celem Pana jest usunięcie fałszywej powłoki zewnętrznego człowieka i obudzenie miłości wewnętrznego. On spotyka się z nami na drodze, aby nas zdemaskować.

Tak, drogi przyjacielu, nasza własna opinia o nas samych zostanie zmiażdżona; staniemy się znacznie bardziej pokorni. Potrzeba Zbawiciela nie będzie już więcej doktryną, stanie się faktem naszego życia – gdy spotkamy na drodze do Damaszku Zbawiciela, który zdejmie naszą maskę.

deeo.ru

[Głosów:1    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.