Otwieranie skarbnicy Bożych darów 10

Cullen Brad

X

Odnawianie umysłu

Jezus przekazał nam ilustrację tego, w jaki sposób się modlić. W Biblii

Króla Jakuba jest tak:

Łuk. 11:5-13 (BW)

Któż z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy powie mu: Przyjacielu, pożycz mi trzy chleby, Albowiem przyjaciel mój przybył do mnie, będąc w podróży, a nie mam mu co podać. A tamten z mieszkania odpowie mu: Nie naprzykrzaj mi się, drzwi już są zamknięte, dzieci moje są ze mną w łóżku, nie mogę wstać i dać ci. (?)

Powiadam wam, jeśli nawet nie dlatego wstanie i da mu, że jest jego przyjacielem, to dla natręctwa jego wstanie i da mu, ile potrzebuje. A Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. Gdzież jest taki ojciec pośród was, który, gdy syn będzie go prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy będzie go prosił o rybę, da mu zamiast ryby węża? Albo gdy będzie go prosił o jajo, da mu skorpiona? Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą.

Słowo przetłumaczone jako „natręctwo” w oryginalnym języku oznaczało „zuchwałość” i brak szacunku, a czas użyty (w oryginale) sugeruje stałe powtarzanie, stale i znowu i wciąż…tj., wytrwale. Pamiętaj również, że słowo tłumaczone jako „prosić” literalnie oznacza domagać się bez okazania szacunku lub respektu.

Oto ta historia we współczesnym języku:

O północy przyjeżdża przyjaciel.  Prosta i wyraźna metafora nieoczekiwanego problemu, który pojawia się w naszym życiu.  Nie mamy czym go nakarmić.  To metafora tego, że nie mamy żadnego rozwiązania tego problemu.  Idziemy z naszym problemem do sąsiada, w tym przypadku, do dobrego przyjaciela – przyjaciela tak dobrego, że wiemy o tym, że możemy pukać do jego drzwi nawet w środku nocy wtedy, gdy on i cała jego rodzina już śpią.

Początkowo jest tak, jakby kazano nam odejść… odmowa. Pomimo tego, że jest to dobry przyjaciel (oczywista metafora Boga) nie daje nam tego, czego potrzebujemy. A jednak z powodu naszego uporczywego, zuchwałego domagania się, całkowicie bez szacunku dla naszej względnej pozycji, On ostatecznie daje nam rozwiązanie.

Jezus podkreślił takie rozumienie „modlitwy” przez to, że powtórzył je z naciskiem (11:9):  „A Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam – czyli zuchwale i uporczywie domagajcie się, a otrzymacie to, czego się zuchwale i uporczywie domagacie. Róbcie to tak długo, aż w waszej fizycznej rzeczywistości stanie się to jako rzecz dokonana. Stukajcie do Bożych „drzwi” stale i nie przestawajcie, dopóki nie zostanie wykonane.”

Jeszcze dalej Jezus nie pozostawia tego jako pojedyncze potwierdzenie, mówi dalej:

„Każdy, kto uporczywie domaga się i stuka dopóki problem nie zostanie rozwiązany, otrzyma rozwiązanie problemu na płaszczyźnie fizycznej, gdzie będzie mógł je zobaczyć.

Musimy się tutaj zatrzymać na chwilę, aby coś zobaczyć. Gramatyczna struktura czy składnia oryginalnego języka nie pozostawia najmniejszych wątpliwości dla tych, którzy wymagają tłumaczenia dosłownego – słowo w słowo, lub słowo po słowie na język angielski. Jest to wymaganie, które tworzy wypaczenie dla mówiących językiem angielskim i powoduje, że ginie siła uderzenia słów oryginału.

Weźmy na przykład tytuł starego filmu: „Throw your mother from the train a kiss”. Dla osoby mówiącej tylko językiem angielskim jest to bardzo humorystyczne zdanie

(Przyp. tłum: to zdanie dosłownie trzeba by było przetłumaczyć: „Rzuć swoją matkę z pociągu, całus”). Jest tak ze względu na widocznie niewłaściwy porządek wyrazów. Dla większości ludzi, dla których angielski jest drugim językiem ten humor ginie. Sam tytuł, jak mi powiedziano, pochodzi z dawnego j. węgierskiego, który zasadniczo może być przetłumaczony na angielski tak: „Zanim udasz się w podróż nie zapomnij przekazać matce wyrazów szacunku i uczucia, aby wiedziała, że ją kochasz” (coś w tym rodzaju). Europejczyk, który mówi po angielskim jako językiem dodatkowym, choć mówi nim biegle, nie musi przechodzić przez całe „kołowanie”, które robi Amerykanin, aby właściwie przetłumaczyć zdanie: „Throw your mother from the train a kiss”. Każda inna osoba, nie wychowana w anglojęzycznej kulturze traci humor płynący z tego zdania, ponieważ struktura zdania wydaje się być całkiem właściwa i nie jest niczym szczególnym.

Aby podkreślić istotę bądźmy nieco szyderczy przez chwilę. Jeśli jestem osobą o legalistycznych tendencjach i wymagam od siebie ścisłego przestrzegania bardziej „litery” niż ducha to… zobaczmy, co się dzieje. Jeśli powiedzenie: „Throw your mother from the train a kiss” jest mi przekazane jako zasada mojego życia, to następują taki scenariusz. Jestem w pociągu, widzę swoją matkę, która, jak mi się wydaje, nie może mnie pożegnać i stojąc na peronie macha do mnie ręką. Zeskakuję z pociągu, podbiegam do niej, łapię ją i wciągam do pociągu. Następnie zrzucam ją z pociągu, podbiegam do niej i całuję jej połamane, broczące krwią ciało, po czym wskakuję do pociągu, aby udać się w moją podróż. Cały czas mając przekonanie, że to, co robię, w sposób doskonały spełnia wymagania oddania czci i traktowania z honorem mojej matki. Śmieszne? Oczywiście. Czy wystarczająco śmieszne, abyśmy mogli zobaczyć, że dokładnie tak samo dzieje się z nami, gdy trzymamy się uparcie tradycji powstałych z archaicznych tłumaczeń Biblii? Mam nadzieję, że tak.

Jezus przekazał swoje polecenia nie tylko w alegorycznym i metaforycznym opisie, lecz przy pomocy długich, obrazowych historii, które nie trafiają do współczesnych wzorców kulturowych Amerykan. Co więcej, budowa zdań aramejskich i hebrajskiego języka, którym mówiono, oraz greki, którą posługiwali się autorzy Ewangelii, mówią nam tak: „Throw your mother from the train a kiss”. Tłumaczenie słowo w słowo całkowicie tego nie oddaje. Co więcej istota tej alegorii w grece i aramejskim pojawia się na końcu, zaś w j. angielskim (polskim również) powinien być na początku.

Cały fragment ginie z powodu kilku oczywistych przyczyn. „Oczywiste”, jeśli zaczniesz myśleć w świetle trudności związanych z przenoszeniem myśli z jednego języka na drugi. Jest to szczególnie prawdziwe jeśli zlekceważymy kulturowe i myślowe wzorce dawnych czasów.

Istotą tego fragmentu we współczesnym języku mogłoby być zdanie:

„Jeśli potrzebujesz Bożego Ducha Świętego do pomocy…. oto jak się o to wystarać”.

Ani słowa na temat „szukania, pukania i pytania”, zaledwie w narracji widzisz wymienionego Ducha Świętego. Ponieważ jeszcze tam nie dotarliśmy! A jesteśmy dopiero w dwóch trzecich fragmentu! Mamy trochę ważnych rzeczy do omówienia, zanim tam dojdziemy.

Zatem Jezus mówi nam, abyśmy byli wytrwali i domagali się rozwiązania naszego problemu. Już wskazałem na fakt, że rozwiązaniem jakie Pan daje jest rezygnacja z poszukiwania rozwiązania przy pomocy naszych ograniczonych umysłów, a zaangażowanie Bożego Ducha. Spójrzmy teraz na to, co Pan mówi na temat sposobu zaangażowania Ducha zamiast umysłu.

Gdzież jest taki ojciec pośród was, który, gdy syn będzie go prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy będzie go prosił o rybę, da mu zamiast ryby węża? Albo gdy będzie go prosił o jajo, da mu skorpiona? Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą”.

Słowo „Ojciec” użyte tutaj przez Jezusa na określenie Boga jest bardzo osobistym, intymnym słowem, nie mającym nic wspólnego z szacunkiem. W amerykańskim byłoby to „daddy” – „tatusiu” jest dokładnym i właściwym tłumaczeniem, a może nawet „papa” – jeśli to słowo jest wygodne. Mówimy o intymności! Intymność z Bogiem jest trudną koncepcją dla większości religijnych ludzi, których umysły po prostu nie mogą pojąć tego, co Jezus tutaj mówi. Mówimy o odnowieniu umysłu, pamiętasz??

Istotą tego, co Jezus tutaj mówi jest to, że dziecko nie przychodzi do swojego ojca, prosząc go o coś co potrzebuje mówiąc:

– O wielce, szanowny, wspaniały ojcze… czy, jeśli ci się to spodoba, dałbyś mi taką to a taką rzecz?

Nie, maluch jeszcze nie nauczył się takiego pojmowania. On po prostu chce coś i chce, aby to jego pragnienie było znane i nie zrezygnuje dopóki nie otrzyma tego, co chce. Otrzymuje to, co chce, ponieważ jest nieustępliwy, dopóki nie dostanie. To jest istota, a czym jest „to” czego zuchwale, stale domagamy się? Jest to Duch Święty naszego jedynego i doskonałego Tatusia, On rozwiązuje każdy problem, który pojawia się w naszym życiu. Jezus nie powiedział: „Bóg dał wam umysł, więc teraz, do rozwiązywania swoich problemów, używajcie swojego doświadczenia i dojrzałości oraz umysłu.

NIE! NIE! NIE! Taką koncepcja byliśmy karmieni przez religijnych ludzi, którzy sami nie wiedza w jaki sposób modlić się, aby uzyskać wyniki zgodne z doskonałą Bożą wolą dla nas. Nie znają sposobu w jaki uczył tego Jezus, a który prowadzi nas do takich wyników.

Nie tylko mam stać się jak małe dzieci, konsekwentnie domagając się czegoś, dlatego że wiemy, że nasz Tatuś da nam cokolwiek o co prosimy, jeśli tylko będziemy prosić dostatecznie długo… lecz zwróćmy uwagę na prostotę: Nasz doskonały Ojciec nie da nam niczego, co może nam zrobić krzywdę.

Czy słyszałeś kiedyś taki aksjomat, żeby uważać na to, o co prosimy, ponieważ możesz to po prostu dostać (?). Nasz problem w duchowej (niewidzialnej) rzeczywistości jest taki, że nie rozumiemy tego iż jest dwój ojców – jeden, który da nam wszystko, czego potrzebujemy, a w szczególności jeśli to nas zniszczy, ponieważ Jezus powiedział, że to właśnie ów „ojciec” jest zdecydowany czynić. Jeśli przyjrzymy się przez chwilę słowu „pożądanie” (ang. „desire”) to zaczniemy rozumieć o co chodzi.

Przedrostek „de” oznacza „z” lub „od”, „sire”, jak wszyscy wiemy, oznacza ojca. Zatem „desire” (pożądać, pragnąć) znaczy po prostu „z ojca” lub „od ojca”. Tak zwane „złe” pragnienia pochodzą od tego, którego Jezus nazwał „ojcem kłamstwa”. Czysty, Święty Duch czerpie pragnienia z naszego doskonałego Ojca. Obaj ojcowie należą do rzeczywistości duchowej.

Czy teraz jesteśmy już gotowi „zobaczyć’ klucz, który odnowi nasze umysły?

Cytowany fragment pochodzi z Ewangelii wg św. Łukasza z 11 rozdziału 4-13.

Zrekapitulujmy to we współczesnym języku:

Jeśli pojawi się niespodziewany problem, którego nie potrafisz rozwiązać, lub problem, który ostatecznie ściąga twoją uwagę… idź do swojego doskonałego Tatusia, tak jak poszłoby dziecko i domagaj się nieustannie, aby dał Ci Swojego Ducha Świętego, aby rozwiązał problem. Nie przestawaj żądać i stukać do Jego drzwi dopóki nie zobaczysz rozwiązania. Twój Tatuś nie da ci nic innego jak tylko Ducha Świętego, który jest tym czego właśnie potrzebujesz.

Czy chcemy, aby Duch Święty prowadził wszystkie nasze życiowe decyzje? Prosta odpowiedź wynikająca z naszych uwarunkowań (wychowaniem, nauczaniem, kulturą) jest, nie. Ten rozdział mówi o odnawianiu naszych umysłów, pamiętasz? Nasze uwarunkowaniem jest przyjąć, uwierzyć, że nasz umysł pochodzi od Boga.

Na początku było to prawdą. Co się stało? Nasze umysły oddzieliły nas od Boga. Pamiętasz „sozo” – połączeni znowu razem. To właśnie pokazuje nam Jezus, jak zostać naprawionym, połączonym ponownie z Bogiem.

Teraz, krótkie spojrzenie na to oddzielenie i jego zachowanie współcześnie. Adam i Ewa zjedli owoc z drzew poznania dobra i zła i zobaczyli, że są nadzy, co oddzieliło ich od Boga. Ukryli się przed Nim, ponieważ teraz znali już różnicę między dobrem, a złem. Chwileczkę! Uzyskali świadomość czegoś, co Bogu nie przeszkadzało ani odrobinę, zanim uzyskali wielkie zrozumienie nowej moralności. Widzisz to? Religia podkreśla edukację, po to abyśmy zobaczyli rzeczy, które zostają objawione przez zjedzenie owocu z tego samego drzewa, z którego Adam i Ewa, za namową węża, zjedli. To właśnie ich oddzieliło. To właśnie oddziela nas dziś. Musimy zostać naprawieni – ponownie złączeni – z naszym jedynym doskonałym Tatą.

To czemu jeszcze nie przyjrzeliśmy się to fragment z ew. Łukasza 11:5-13. Istotą naszej dyskusji jest kontynuacja nauczania Jezusa, które tradycja wprowadziła nam jako „Modlitwa Pańska”. Dopóki nie zrozumiemy podstępnego wypaczenia „Modlitwy Pańskiej” spowodowanej przez religijną tradycję, nie będziemy w stanie odnowić naszego umysłu tak, jak powinniśmy. Nie staniemy się tym, czym Bóg chce, abyśmy byli. Czy jesteś gotowy wykonać skok? Łuk 11;5-13 nawet w swojej najbardziej prawdziwej formie nie może być traktowany w próżni. Jezus ustawia scenę dla zdumiewającej prawdy na temat tego, jak mieć Bożego Ducha Świętego.

Jaki był powód nauczania przez Jezusa „Modlitwy Pańskiej”? Jak to możliwe, że jej znaczenie zostało tak zniekształcone i rozcieńczone…ograbione ze jej mocy?

Najpierw to, co najważniejsze. W codziennej praktyce Jezusa było udawanie się rano na modlitwę. Po swym zwykłym czasie „modlitwy”, któregoś ranka, jego uczniowie zażądali: „Dlaczego nie nauczysz nas modlić się, tak jak ty się modlisz. W końcu Jan (pierwszy kuzyn Jezusa) nauczył swoich uczniów modlić się”. Zatem Jezus powiedział im…. w amerykańskim angielskim (lub polskim języku). Lecz problem, jak pamiętasz jest w składni – „Throw your mother from the train a kiss,” a pogłębił się jeszcze przez stałe powtarzanie słów, które są bez znaczenia, a z których układa się nawet pieśni. Pieśń, która jest śpiewana czy szantowana poważnym tonem w uroczystych zgromadzeniach i powoduje, że czujemy się tak, jakbyśmy coś osiągnęli – podczas gdy w rzeczywistości takie praktyki NICZEGO nie osiągają, poza zachowaniem martwych religijnych praktyk!

Weźmy ja tak, jak tego zostaliśmy nauczeni:

Ojcze nasz, który jesteś w niebie. Święć się imię twoje, przyjdź królestwo twoje, bądź wola twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam na każdy dzień. Przebacz nam nasze grzechy jak i my odpuszczamy naszym winowajcom i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw od złego”.

Bez wchodzenia w nieefektowne rozkładanie na każde słowo, oto jest bardzo dokładne tłumaczenie, zarówno z duch jak i litery. Pamiętaj, że Jezus usiłuje odnowić umysły swoich uczniów, tak aby mogli modlić się w sposób w jaki On się modlił codziennie.

Dosłownie: Nasz jeden jedyny doskonały tatusiu…” to co następuje jest stanowczym żądaniem, jak postawienie czyjejś stopy lub użycie pięści do podkreślenie żądania, które ma być wykonane i żądania, aby było wykonane.

„Miejsce z którego Ty jeden rządzisz jest mocno ustabilizowane we mnie. Dlatego będę wypowiadał (powoływał) do istnienia w fizycznym wymiarze to, co ty już ogłosiłeś w duchowej rzeczywistości, a co jest Twoim pragnieniem i celem. Chcę Twego doskonałego pożywienia, chleba żywota, Twojego Ducha Świętego, abym mógł wypowiadać teraz (powoływać) twoje pragnienia i cele do istnienia.

Uwalniam i oddalam wszelki sąd i krytycyzm wobec tych, którzy uważam, słusznie czy nie słusznie, wykorzystali mnie. Prowadź mnie z dala od pokuszenia osądzania kogokolwiek więcej. Uwolnij mnie od wszelkich dzieł złego, który chce skupić moją uwagę na tym, co złe w innych.

Powiem wam na podstawie mojego własnego doświadczenia, że zrozumienie wersów 5-13 i zastosowanie wersów 2-4 jak powyżej, w sposób regularny, ma moc odnowienia i przemiany. Co więcej, to jest Bożą wolą. Bóg chce, abyśmy zostali napełnieni Jego własnym Duchem. Wszystko w naszej „naturze” buntuje się przeciwko temu a religia wzmacnia ten bunt w imieniu „dobrego”.

Dzięki Tatusiu, że objawiłeś mi to. Dzięki Ci, za to, że jestem robiąc to, robię z Twojej woli i znajduję się w Twojej woli. Dzięki Ci za to, że Twoja obecność i moc są nade mną i że nie mam i nie pragnę niczego innego i żadna inna myśl ani uczucie nie będzie miało we mnie miejsca. Ja JESTEM!

Czy to jest dziwaczne? Czy rozumiemy właśnie to, do czego Jezus wzywa nas, czym mamy być i co robić?

Naszą pierwszą przeszkodą w osiągnięciu głównego przełomu, od praktykowania religii do życia w obecności i mocy Ducha Świętego, w byciu „na wzór Chrystusa” jest częściowo związane z tym, jak wyobrażamy sobie bycie podobnym do Chrystusa. Niektórzy noszą w sobie obraz postaci podobnej do wróżki w białej długiej szacie, ślizgającej się przez życie stopami ledwie, o ile w ogóle, dotykającymi ziemi. Z pewnością nigdy nie okazującą zniecierpliwienia ludźmi, nigdy nie sprzeczającą się, nigdy nie wypowiadającą złych słów, ani nigdy werbalnie nie atakującą nikogo. Zawsze będącą posłańcem błogosławieństwa, pokoju i skrajnej uprzejmości.

Jednak on sam nazwał swoją, własnoręcznie zebraną grupą bandą „niewiernych degeneratów” w oczywistym zniecierpliwieniu, ponieważ nie mogli zrobić tego, czego od nich oczekiwał, że zrobią. Powiedział religijnym przywódcom tamtych czasów, że ich matki były wężami i że, w najlepszym przypadku, nie są niczym lepszymi niż grobowymi znakami pomalowanymi na biało, które ukrywają, że są paskudne, szare i martwe. Powiedział liderom religijnym swoich czasów, że ich cześć jest daremna.

Najwyraźniej zapomniał poczytać, co znaczy być podobnym do Chrystusa? Co więcej, spędzał czas w tym, co współcześnie jest nazywane barami z dziwkami i rzymskimi celnikami. Ci ostatni byli notorycznymi złodziejami i jeszcze gorzej. Jedna religijna grupa tak zirytowała się tym faktem, że nazwali go „pijakiem i żarłokiem”. O, czyżby imprezowy facet?

Skąd wzięliśmy inny obraz? Co takiego dobrego mają w sobie te obrazy? Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wykrzywiają prawdę o tym, jaki Jezus był jako człowiek i o tym, co powiedział, że będziemy robić, gdy stracimy naszą osobowość i staniemy się jak On. nNa tej uwadze zakończymy ten rozdział. W pierwszym rozdziale Dziejów, piątej księdze Nowego Testamentu, widzimy jak Jezus mówi najbliższej grupie swoich uczniów, co będą robić, gdy Duch Święty zstąpi na nich. Niektórzy z nas wierzą, że to samo jest prawdą dla nas i dziś.

Gdy Duch Święty spocznie na was, otrzymacie dunamis, to jest zdolność czy moc do czynienia cudów”.

Od słowa „dunamis” wywodzi się dynamit. Następna część tego wersetu jest bardzo dziwnie tłumaczona … „i będziecie mi świadkami..”.

W oryginalnym języku słowo przetłumaczone jako „świadkowie” to „martus”. Jest to słowo, od którego wywodzi się nasza „marytrologia” – męczennictwo. Oznacza ono tych, którzy oddali się sprawie (zasadzie) tak dalece, że byli gotowi za nią umrzeć. Lecz jest to nasze słowo. Innym zaś, dosłownym, znaczeniem tego słowa jest bycie tak przejętym przez inną moc, że traci się własną osobowość i staje się kimś innym. To jest literalne znaczenie tego słowa. W kontekście, to co Jezus tutaj rzeczywiście mówi, to stwierdzenie faktu, że jeśli ktoś został ochrzczony w, przez lub (uczeni zdają się mieć skłonność do spierania się o mleko używania przedrostków, zamiast zająć się mięsem), Duchem Świętym – to osoba taka traci swoją własną tożsamość i ludzie widzą w niej Jezusa Chrystusa.

W języku oryginalnym jest to bardzo wyraźne. Dlaczego i w jaki sposób zostało to tak zniekształcone w tłumaczeniach? Jak i dlaczego ten pogląd jest zachowywany? Jak możemy rozpoznać w kimś Jezusa Chrystusa jeśli mamy tylko obrazek kogoś ubranego w długą szatę, afektownego mężczyznę z długimi włosami tańczącego walca przez całe życie i dotykającego wszystkich pączkiem róży?

Pamiętaj, że celem tego rozdziału jest odnowienie umysłów. Pierwszą rzeczą, z którą większość ludzi zgadza się, która musi się wydarzyć, zanim ktokolwiek może się zmienić, jest rozpoznanie potrzeby tej zmiany. Jeśli powyższe fragmenty spowodowały, że czułeś się wystarczająco niewygodnie, aby zacząć co najmniej kwestionować religijne uprzedzenia i szukać swojego objawienia od boga i trwać w tych poszukiwaniach, aż do chwili, gdy poznasz prawdę dla siebie samego to następny rozdział ma właśnie to na celu. Bóg, poprzez proroka Jeremiasza powiedział pewną wspaniałą rzeczy:

Szukajcie Mnie, a znajdziecie, jeśli będziecie Mnie szukali z całego serca”.

Z powodu mojej koncentracji na mocy, na tym, że Jezus powiedział, że wierzący w niego będą czynić te same rzeczy, a nawet większe nad te, niektórzy religijni kaznodzieje, nauczyciele oskarżyli mnie o to, że mam niewłaściwy cel. To jest całkiem możliwe. Sugeruję każdemu, kto ma problem z tym, o czym napisałem… spal to. Nie warto się tym martwić. Następnie zakreśl koło wokół siebie i zacznij domagać się od twojego doskonałego Ojca, żeby On ci dał prawdę, którą ma dla ciebie i nie wychodź z tego koła dopóki nie będziesz wiedział, że masz Jego prawdę. Jezus to obiecał.. Jeremiasz obiecał.. większość ludzi chodzi do kaznodziejów, aby połaskotali ich w uszy, żeby nie musieli spotykać się z niewygodą prawdy. To nie prawda jest niewygodna… prawda jest czystą radością… jest to dla nas najczęściej szokujące, ponieważ tak rzadko się zdarza, że ją dostajemy!

Ostatecznie, prawda, którą otrzymasz od swojego doskonałego Tatusia, może nieco różnić się od tej, którą ja otrzymałem od tego samego doskonałego Ojca. Dlaczego? Ponieważ jak każdy ziemski ojciec wie On, że aby być skutecznym w wychowaniu dzieci, każde dziecko musi być traktowane indywidualnie według tego, jakie jest. To, na co jeden jest gotowy, dzięki cnocie dojrzałości ( lub jej brakowi), inny może nie być gotowy przyjąć.

XI Realna wiara (jak ją osiągnąć?)

раскрутка

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.