Ta, która kocha czy prostytutka_2

Część pierwsza TUTAJ.

 

Druga strona monety.

David Ryser

Kilka lat minęło od chwili, gdy pytanie uczennicy z lokalnej szkoły służby zmieniło moje życie (p. Ta, która kocha czy prostytutka? cz.1 Pytanie, które zmieniło moje życie). Myślałem o tym pytaniu codziennie przez sześć miesięcy: „Jeśli ciało (mówiąc o Ciele Chrystusa – Kościele) staje się biznesem, czy nie jest to prostytutka?” Przyjąłem je osobiście, ponieważ każda grupa, nawet Kościół, jest tylko sumą poszczególnych jej członków. Jeśli kościół jest duchową prostytutką to dlatego, że jego członkowie (ze mną włącznie) wprowadzili biznesowe relacje z Bogiem; to jest, oferujemy Bogu naszą miłość za pewną cenę – chcemy, aby On płacił nam za to, abyśmy Go kochali.

Pozwoliłem Bogu na badanie mego serca, na rzucenie Jego światła w te ciemne miejsca, w których duch religijnej prostytucji ciągle był żywy.
Zbadałem swoje motywacje kochania i służenia Mu. Wiele pokutowałem, wiele razy we łzach i zobaczyłem, gdzie moja miłość i posłuszeństwo były dawane Bogu pod warunkiem zapłaty w formie błogosławieństwa jakiegoś rodzaju. Często był to bolesny proces i nie zawsze przebiegał gładko. Czasami napięcie w mojej relacji z Bogiem wzrastało, jak to bywa z każdą relacją, gdy prawdziwy, bliski przyjaciel dzieli się nieprzyjemnymi prawdami o drugim przyjacielu.
Trwałem w obecności Bożej w tym okresie, nie zawsze chcąc widzieć i słyszeć to, co pokazywał mi i mówił do mnie. Były takie dni, gdy znajdowałem się w Jego nieubłaganym świetle, przed którym nie było miejsce do schowania, że bolało to straszliwie. Dlaczego trwałem w tym procesie? Dlaczego zniosłem ten ból? Ponieważ nie miałem dokąd iść (apostoł Piotr miał również taki dzień – Jn. 6:67-69). Gdzie się ten proces zakończył? Powiem wam, gdy się dowiem; jak do tej pory minęło dopiero 8 lat.

Trwało to już około 2 lat, gdy w końcu zaczynałem rozumieć, co to znaczy kochać Boga bezwarunkowo (i intymnie) i przyjmować Jego błogosławieństwa jako dar miłującego Ojca dla kochanego syna, a nie jako zapłatę za (udawaną) miłość i posłuszeństwo. Myślałem o tych rzeczach ponownie, w czasie jakiegoś uwielbienia, gdy Bóg przemówił do mojego serca i wywrócił wszystko do góry nogami. Czy też nienawidzisz tego, gdy Bóg tak robi tobie? W końcu już coś rozumiesz z tego, czego Bóg cię uczy, a On przychodzi i wywraca wszystko na odwrót. (Jestem przekonany o tym, że możemy powiedzieć, że nie znamy Boga, dopóki nie dowiemy się o Nim czegoś, co nam się nie podoba.) Powiedział: „Ja też nie jestem prostytutką”.

Głowa kręciła mi się w kółko, nie tak jak na filmie Egzorcysta, lecz przez chwilę miałem poważny przypadek mentalnego i duchowego zawrotu głowy.
Wszystko o czym myślałem, cały kierunek, w którym Bóg mnie prowadził przez dwa lata, nagle wykonało zwrot o 360 stopniu, jak skręt w kształcie litery U. Po raz pierwszy w moim życiu, ostatecznie zrozumiałem bezwarunkową miłość Boga. Przeżyłem ją, czytałem o niej w Biblii, głosiłem i nauczałem o niej, robiłem wszystko co w mojej mocy, aby usługiwać nią innym; lecz nigdy jej nie rozumiałem w taki sposób, jak zrozumiałem w tamtej chwili. Jeśli Bóg musi robić cokolwiek, aby zdobyć moją miłość, robi to ze mnie duchowa prostytutkę. Jeśli ja muszę robić cokolwiek – cokolwiek – aby kupić Jego miłość, to czyni to z Niego duchową prostytutkę. Bóg nie jest prostytutką – czy naprawdę rozumiemy to? Bóg nie daje swojej miłości i nie rozdziela błogosławieństw, aby zapłacić. On kocha; taka jest Jego natura (1 Jn 4:8b), a jeśli życie i natura Boga mieszka we mnie, ja również kocham. Jak w każdej zdrowej relacji, zarówno Bóg jak i ja jesteśmy wolni w tym, aby kochać siebie nawzajem bez żadnych warunków.

Widzisz, jakoś tak się stało, że nabyłem gdzieś myśl, jakoby Boża bezwarunkowa miłość była udzielana mi z powodu moich słabości i niezdolności do zarobienia na Jego miłość. Wydawało mi się, że mógłbym zarobić na Jego miłość, gdybym miał takie możliwości; lecz skoro ich nie miałem, Bóg powetował sobie moje słabości, kochając mnie. Skąd mogło się to wziąć? Gdzie to znalazłem? W Kościele? Nie bądź absurdalny. Tragiczne jest to, że Kościół zbyt często przypomina dysfunkcyjną rodzinę, wktórej dzieci/zborownicy nieustannie usiłują (dodajmy, że nieskutecznie) podobać się obelżywemu ojcu/pastorowi/Bogu po to, aby zdobyć aprobatę – – aprobatę, która nigdy nie jest dawana, bez względu na to jak bardzo się starają. (Pastorzy, czuję wasz ból, ponieważ byłem kiedyś pastorem; w waszym przypadku po prostu przestawcie słowa „zborownicy” i „pastor” w poprzednim zdaniu.) Nigdzie w Biblii nie znajdziesz tego rodzaju duchowej i emocjonalnej choroby jako czegoś polecanego.

Zdałem sobie sprawę z tego, że funkcjonalnie byłem poganinem, jeśli chodzi o odnoszenie się do Boga. Gdy Bóg objawił się dzieciom w czasach Mojżesza, dał im spisane Prawo. Cóż za błogosławieństwo dla nich, wiedzieć, kim Bóg jest i czego od nich wymaga. Inne narody służyły wielu bożkom, których zaspakajali (płacili) różnymi religijnymi środkami, aby zdobyć ich przychylność. Religijne życie tych ludzi było jeszcze bardziej komplikowane przez fakt, że bożek, któremu chcieli się przypodobać mógł być w sporze z innym bogiem (lub boginią) i mógł być zazdrosny o uwagę okazaną tamtemu, o którego względy się starano. Dodatkowo, jedynym sposobem, aby się przekonać czy ich bożek/bogini jest z nich zadowolony był poziom błogosławieństwa, bądź jego braku, który postrzegali w swoim życiu.
Gdy wszystko szło dobrze, ich bożek/bogini był z nich zadowolony; gdy było źle – bożek/bogini nie był zadowolony. Płacenie Bogu za błogosławieństwo i określanie Jego przychylności w oparciu o postrzegany poziom Jego błogosławieństwa w moim życiu – brzmi to jak coś znajomego u wielu chrześcijan, w tym mnie. Co my robimy?

W przeciwieństwie do tego jest taka wolność w relacji miłości z Bogiem.
Przeżywam Jego obecność każdego dnia, nigdy nie martwię się o to, że nie jestem akceptowany przez Niego. Chodzenie w cudach jest proste, gdy nie skupiam się na tym czy Bóg aprobuje mnie wystarczająco, aby użyć do przekazania Swego życia i mocy innym. Jego błogosławieństwo i zaopatrzenie? Nie martwię się tym, nie dlatego, że jestem szczególnie duchowy. Ale czy kochający ojciec nie zrobi wszystkiego, co może, aby zaopatrzyć swoje dzieci? Nawet grzeszni ojcowie robią to (Mat. 7:9-11). Gdy spotykam się z tymi, którzy Boga nie znają, mogę zaprosić ich do udziału w życiu Bożego królestwa, zamiast próbować straszyć ich perspektywą ich śmierci. Jezus przyszedł ofiarując życie (Jn 10:10), a nie po to, aby sprzedawać ubezpieczenie przeciwpożarowe. Przyszedł do ludzi, którzy myśleli, że są dziećmi Boga z tytułu samego urodzenia (czyż nie dzielimy ich ułudy z tytułu powiedzenia modlitwy ‚grzesznika’ – gdzie to jest w Biblii?) i zaoferował im pełnię/obfitość życia. Robi to również dla nas.

Zmieniły się motywacje mojej służby Bogu; służę Mu i jestem posłuszny dlatego, że kocham Go, a nie dlatego, że boję się Jego gniewu czy potępienia.
Łamie mi serce, gdy myślę, że mógłbym go zawieść. Gdy mam największą świadomość Jego miłości i obecności, wtedy najskuteczniej opieram się pokuszeniom grzechu. Gdy jestem kuszony w takim czasie, myślę: „Bardziej wolę mieć Jezusa”, wiedząc, że nie mogę równocześnie chodzić w ciemności grzechu i świetle Jego obecności.
Czy jestem doskonały? A czy papież jest prezbiterianinem? Lecz gdy upadnę, podtrzymuje mnie moja relacja z Bogiem, a ja jestem zachęcony, aby naciskać dalej (Flp. 3:12). Ta relacja nie jest tylko na dobre czasy – każdy może wytrzymywać z drugą osobą, gdy wszystko idzie dobrze i gładko – są one na ciężkie czasy, gdy nie rozumiemy tego, co Bóg robi, bądź dlaczego coś robi, i w takim właśnie czasie, gdy nie dorastam do tego, czym powinienem być w Nim.

Uczę się tego, co to znaczy być poddanym Bogu z miłości. Wszelkie poddanie, biblijnie rzecz ujmując, jest dobrowolne. Przymusowe poddanie jest uciskiem (w najlepszy wypadku) bądź niewolnictwem (w najgorszym) i nie ma nic dobrego w tego rodzaju poddaniu, ponieważ poddający się nie ma żadnego wyboru w tej sprawie. Tak, Biblia nakazuje poddanie.
Dzieciom nakazuje się, aby były posłuszne swoim rodzicom (Ef. 6:1), sługom, aby byli poddani swym panom (Ef. 6:5), żonom poddanie mężom (Ef. 6:22) a nam wszystkim, abyśmy byli poddani Bogu (Jk 4:7a), lecz nigdzie w Piśmie nikomu nie nakazuje się, aby wymuszał posłuszeństwo na innych. Mamy wolność wyboru, aby kochać Boga i służyć Mu oraz innym całkowicie, bez zastrzeżeń i bez przymusu. Mamy wolność do wyrażania życia i miłości Bożej, które zostały w nas zasiane i w ten sposób pokazać światu, że nasz Tatuś wygląda podobnie.

Boża miłość nie jest na sprzedaż, tak więc, proszę, nie traktuj Boga jak prostytutki. Znieważa Go każdy, kto się w ten sposób do Niego odnosi.
Przyjmijmy raczej Jego miłość, udzielaną nam za darmo i kochajmy Go w taki sam sposób przez uwielbienie, cześć, szacunek i posłuszeństwo.

 

Ewentualne reakcje mile widziane. Można napisać do autora na

drdave1545@yahoo.com

 

продвижения сайта результаты

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.