Uwielbienie

Zmartwienia związane ze współczesnymi trendami w uwielbieniu wyrażone przez Sługę Charyzmatycznego Uwielbienia.
Dr R.Sapp

Uwielbienie świętych krów.
Żyjemy w czasach, w których uwielbienie i uwielbianie stało się dla wielu charyzmatycznych chrześcijan świętą krową. Święte krowy łatwo jest poznać po tym, że niektórzy mają problemy w podjęciu dyskusji i dopuszczeni myśli, że coś może być nie tak w ich obecnej praktyce. Dziś wielu nie jest w stanie rozeznać słabości współczesnego nauczania i praktyki uwielbiania z powodu takiego nastawienia. Niektórzy są emocjonalnie uczepieni do jakichś szczególnych prawd na temat uwielbienia bardziej niż do innych. Niektórzy często reagują tak, jak gdyby ktoś usiłujący wprowadzić korektę, chciał zawrócić do hymnów i stylu uwielbienia z przeszłości. Te poglądy nie dają posłuchu żadnym uwagom, z powodu pychy i uznania, że ludzi mający takie zmartwienia nie mają bieżącego objawienia na temat uwielbienia, tak jak oni sami. Pycha jest główną przyczyną tego, że ci, którzy są w obecnym poruszeniu Ducha, nie pojmują i sprzeciwiają się następnemu ruchowi Ducha. Nie są w stanie dostrzec, że może nadchodzić coś innego, poza aktualnym poruszeniem, i że współczesne poruszenie może mieć swoje wady.
Z powodu popularnego i szeroko rozpowszechnionego nauczania, które kładzie nacisk na tą jedną prawdę, współcześnie wielu wydaje się uwielbiać uwielbianie.
Akt uwielbiania stał się dla niektórych ważniejszy od Tego, który jest uwilbiany, czy nawet od wypełniania Wielkiego Nakazu. Niektórzy zdają się nie być w stanie dostrzec „prawd” o uwielbieniu i zachęceniu do uwielbiania, które nie są prawdziwe w biblijnym sensie.

Uwielbianie jako odpowiedź na wszystko.
O ile uwielbienie jest ważną prawdą, której należy w kościele nauczać, to przez ostatnie trzy dekady była w Ameryce przerysowywana, podczas gdy inne prawdy, jak osobiste świadectwo i ewangelizacja, zaniedbywane.
Niektórzy zostali popchnięci w stronę oczekiwania na jakieś przyszłe nieokreślone zjawiska w uwielbianiu, które miałby uzdrowić liczne choroby kościoła. Ta idea powstała z racji kilku popularnych objawień dotyczących uwielbienia i przyszłości kościoła. W rezultacie, niektórzy myślą, że uwielbianie jest odpowiedzią na wszystkie choroby kościoła włącznie ze zdobywaniem niezbawionych.
Faktycznie taki nacisk był z nami obecny przez ostatnie trzy dekady. W tym czasie zostały dołączone do uwielbiania pewne niebiblijne obietnice, z racji szczególnych objawień. Na przykład powszechne było objawienie, że niezbawione tłumy zgromadzą się w kościołach, aby przyjąć zbawienie, gdy uwielbianie osiągnie pewien nieokreślony poziom i namaszczenie.
Trudno byłoby znaleźć w Ameryce kościół, w którym nie byłoby gwałtownego wzrostu w dziedzinie uwielbienia w ciągu ostatnich dwudziestu lat, a jednak statystki pokazują, że amerykański kościół zdobywa ostatnio mniej ludzi, niż kiedykolwiek w historii. Ostatnie badania pokazują, że te kościoły, które kładą szczególny nacisk na uwielbianie, wstawiennictwo i duchową walkę nie są bardziej skuteczne w zdobywaniu ludzi niż te, które nie przykładają takiej wagi do tych rzeczy. Innymi słowy, to objawienie wydaje niewiele owocu. Niemniej jednak, kościoły w których kładzie się nacisk na ewangelizację i osobiste świadczenie zdobywają zgubionych dość skutecznie. Nie jest to dziwne, ponieważ Biblia deklaruje wyraźnie, że proste dzielenie się ewangelią Chrystusa, a nie uwielbienie zdobywa zgubionych. Zbyt mało jest kościołów wzrastających wskutek osobistej ewangelizacji, a zbyt wiele takich, które usiłują wzrastać przez przyciąganie do sanktuariów ludzi, którzy już są chrześcijanami, potężnymi spotkaniami uwielbiającymi.

Oczekiwanie na jakieś przyszłe zjawiska w uwielbieniu, które mają zdobyć niezbawionych gwarantuje, że wielu z tych, którzy mogli by zostać zbawieni przez bardziej biblijne praktyki, zginie. Możliwe, że niebiblijne nauczanie o tym, że jakieś przyszłe zjawiska w uwielbieniu zdobędą zgubionych jest odpowiedzialne za wiele straconych istnień, przez to, że stworzyło pasywną postawę wobec osobistej ewangelizacji. Wyposażeni do tego celu wierzący mogli zdobyć tych ludzi przez prezentowanie im Ewangelii Chrystusa i Jego krzyża.

Trendy będące z dala od wyposażania wierzących do uwielbienia.
Powtórzę jeszcze raz, że trudno jest dotrzeć do ludzi, którzy są nadmiernie oddani jakiejś szczególnej prawdzie, aby słuchali tego, że owa prawda i sposób jej praktykowania może wywoływać jakieś problemy. Co interesujące, o ile „nadrzędna prawda” o uwielbianiu była nauczana powszechnie w charyzmatycznych kościołach, o tyle mniej – procentowo mądrych ludzi – wydawało się w tych kościołach rzeczywiście uwielbiać. Dlaczego? Przyczyna jest dość oczywista – to muzyka; w nowoczesnych, charyzmatycznych zborach jest ogólnie trudniejsza do śpiewania i zapamiętania niż była kiedykolwiek wcześniej. O ile istnieje kilka chwalebnych wyjątków, to muzyka wydaje się być znacznie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej nastawiona na robienie sztuki niż uczestnictwo.

Przez te trzydzieści lat, wielu zachęcało do doskonałości w uwielbianiu, co jednak przesunęło się w całej Ameryce w stronę profesjonalizmu. To z kolei, stworzyło niezdrowy trend, który jest z łatwością dostrzegany przez ludzi znających się na rzeczy i mających historyczną perspektywę. Wielu wierzy, że obecnie uwielbienie w zborach jest lepsze, podczas gdy jest ono znacznie gorsze w kilku szczególnie ważnych aspektach. Na przykład, współcześnie uwielbianie w charyzmatycznych zgromadzeniach wymaga grupy profesjonalnych i pół profesjonalnych muzyków do jego prowadzenia. Nie było tak dziesięć lat temu. Niebezpieczeństwo takiego starotestamentowego stylu „kapłaństwa” jakie rozwija się wokół charyzmatycznego uwielbienia jest to, że nie są dopuszczani wierzący nie-muzycy, zwykli nieprofesjonalni muzycy i z pewnością większość dzieci członków zgromadzeń. Część tego „kapłaństwa” wzrasta wspierana przez starotestamentowe nauczanie i kształtowanie uwielbienia na wzorcach ST. To nauczanie wyraźnie ignoruje nowotestamentowe zachęcenie skierowane do pięciorakich służb, aby „wyposażać świętych, do dzieła posługiwania” we wszystkich dziedzinach, włączając w to uwielbianie. Uwielbianie jest ważną służbą dla każdego wierzącego, muzykalnego czy nie.

Rodziny, małe grupy, młode kościoły nie są w stanie skopiować wiele z tego, co słyszą w wielkich charyzmatycznych kościołach, ponieważ muzyka jest zbyt trudna do zapamiętania i zagrania. W wyniku tego, zamiast korzystać do prowadzenia uwielbienia z nieprofesjonalnych lecz chętnych muzyków, wiele małych grup w Ameryce – z powodu trudności w kopiowaniu muzyki, którą słyszą – powraca do korzystania z płyt kompaktowych i taśm magnetofonowych. Jest tak dlatego, że większość małych grup, rodzin i młodych kościołów nie posiada „muzycznych kapłanów”, którzy mogliby tworzyć dla nich skomplikowane uwielbianie. Podobnie jest w kościołach Katolickich, w których nie mają przydzielonego księdza.
Muszą sprowadzać Eucharystię z innych miejsc, gdzie jest ksiądz, gdyż nie są w stanie wyprodukować jej dla siebie ze względu na brak księdza. Korzystanie z płyt kompaktowych i taśm działa na podobnej zasadzie. „Muzyczny kapłan” jest gdzieś indziej tworząc skomplikowaną muzykę, która musi być importowana, zamiast wykorzystać nieprofesjonalnych muzyków, których można znaleźć w większości grup każdego rozmiaru.

Muzyczne wieki ciemne w Ameryce.
Znajdujemy się obecnie w Ameryce w niebezpieczeństwie popadnięcia w „muzyczne wieki ciemności”, gdzie wyłącznie „muzyczni kapłani” będą zdolni do poprawnego uwielbiania Boga i prowadzenia w tym innych. Oczywiście nie jest to nic nowego, to się już w historii wydarzyło w pierwszym Kościele. W czasach ap. Pawła, nawoływał on do tego, aby wierzący śpiewali: „hymny, psalmy i pieśni duchne” i „wdzięcznie śpiewali w sercach Panu.” Niestety pierwszy Kościół zwrócił się w kierunku formalnej służby (tj., księży, biskupów, budynków itp.), odsunął również na bok śpiewających przeciętnych wierzących na rzecz ‚kapłańskich’ profesjonalistów prowadzących „znakomitą muzykę” w „znakomitych kościołach.”
Była to muzyka, którą wyłącznie profesjonaliści mogli odtwarzać i śpiewać.
Ten okres kościoła został nazwany, z tej przyczyny i wielu innych, okresem „wieków ciemności”. Przeciętny chrześcijanin w tym czasie nie był już zaangażowany w śpiew czy bezpośrednie uwielbienie Chrystusa. Członkowie kościoła zostali przesunięci z uczestnictwa w uwielbieniu ku obserwacji uwielbienia. Występuje obecnie realne niebezpieczeństwo tego zjawiska w amerykańskich kościołach charyzmatycznych.
Choć muzyka w charyzmatycznych kościołach jest często piękna w stopniu w jaki nie było to znane kilka dziesięcioleci temu, to często nie jest ona w stanie wyposażyć ludzi do wspólnego z dziećmi uwielbiania Boga.
Kiedyś, na przykład, chrześcijańska rodzina mogła wspólnie śpiewać pieśni chwały i uwielbienia przez wiele godzin w czasie podróży bez powtórek czy jakiegokolwiek wspomagania. Teraz jest mało prawdopodobne, aby jakaś młoda charyzmatyczna rodzina mogło tak robić, jak my robiliśmy kilkadziesiąt lat temu. W ostatnich latach zawodziliśmy na punkcie muzycznego wyposażania rodzin.
Znakomita część muzyki w kościołach jest zbyt trudna dla dzieci w ogólności i do zapamiętania, nawet dla dorosłych, bez pomocy płyt kompaktowych, taśm magnetycznych i profesjonalistów w kościele. Innymi słowy, zostało osłabione uwielbienie w małych grupach, rodzinach i poszczególnych jednostkach przez to, że polega się na profesjonalnych „muzycznych kapłanach”.

W wielu miejscach, nieprofesjonalni muzycy nie są już wykorzystywani do służby w małych grupach, czy nowych kościołach po prostu dlatego, że nie mogą konkurować z profesjonalizmem płyt CD czy taśm i wynajętych zawodowców z wielkich kościołów.
Przez te trendy zostało osłabione zakładanie nowych zborów oraz rozwój świeżo upieczonych muzyków, a dodatkowo pisze się obecnie mniej pieśni wystarczająco prostych do prowadzenia małych grup, zaangażowania dzieci czy śpiewania w rodzinie. Oznacza to, że w ciągu pewnego czasu będzie mniej ludzi wzrastających w swoich muzycznych obdarowaniach w Kościołach Ameryki, mniej ludzi uwielbiających w domach bez pomocy płyt CD czy taśm. Tylko profesjonaliści, „muzyczni kapłani”, będą prowadzić muzykę, a mniejsza liczba spośród nas będzie wyposażona do uwielbiania samemu bez ich pomocy. Nasze dzieci, dorastając, nie będą przeżywały prawdziwego uwielbienia ze swoimi rodzinami. Będą znały tylko odtwarzane uwielbienie z innych miejsc i przez innych ludzi.

Jak zmienić trendy i pomnożyć użyteczność dla Boga?
Jaka jest odpowiedź na to pytanie? Kilka rzeczy jest koniecznych jeśli amerykański kościół chce wypełnić swój cel i podobać się Bogu w swym uwielbieniu.
Przede wszystkim, ci, którzy piszą muzykę muszą pracować z prostotą i tworzyć taką muzykę, która utkwi w wierzących. Jest to taka muzyka, której może się nauczyć nie-muzyk po kilku prześpiewaniach. Tacy nieprofesjonaliści powinni być w stanie śpiewać ją później pod prysznicem lub z dziećmi w czasie podróży.
Ich dzieci powinny być w stanie zaśpiewać ją. Jeśli jest rzeczywiście prosta i głęboka – wbijająca się w pamięć – to powinna czasami bez ostrzeżenia przeszkadzać w świadomości. Większość współczesnej, skomplikowanej muzyki nie jest tak prosta i łatwa do zapamiętania, aby takie rzeczy mogły się wydarzać.

Po drugie, muzycy piszący muzykę muszą skoncentrować się bardziej na wyposażaniu nie-muzyków do uwielbienia niż na poddawaniu się jakiejkolwiek potrzebie robienia wrażenia swym muzycznym darem na innych, szczególnie na innych muzykach.
Muszą bardziej skupić się na wyposażaniu nieprofesjonalistów do uwielbiania bez ich pomocy niż na używaniu swojego obdarowania. Muszą pisać muzykę, która jest prosta, głęboka i łatwa do powtórzenia z gitarą czy pianinem. Jeśli muzyka, aby ją powtórzyć, wymaga profesjonalistów to jest zbyt trudna do wyposażenia dziecka czy kogoś, kto nie jest muzykiem. Zmiana tego punktu widzenia może wymagać rozpoznania, że olbrzymia część chrześcijańskiego masowego biznesu muzycznego jest wiedziona przez wiele światowych zasad, które nie przystają do królestwa Chrystusa. Poddanie Panu każdej ambicji bycia wielkim muzykiem, może okazać się jedyną drogą do tego, aby ktoś mógł służyć Chrystusowi właściwie.

Po trzecie, liderzy uwielbienia powinni wybierać na zgromadzenia pieśni z nastawienie na wyposażanie nieprofesjonalistów do uwielbienia w domach wraz z rodzinami. To wymaga świadomego wyboru prostszej muzyki. Efektem ubocznym tego, będzie większa liczba ludzi uwielbiających, znających tą muzykę i cieszących się nią. Wspólnie z prostszą muzyką, lider powinien unikać wprowadzania zbyt wielu nowych pieśni zbyt szybko, szczególnie tych, które są skomplikowane i trudne do zapamiętania. Uwielbienie nie powinno być przedstawieniem profesjonalnych muzyków występujących na scenie przy niewielkiej ilości ludzi biorących w tym udział. Liderzy uwielbienia i usługujący muzycy powinni pracować nad sprowadzeniem do wspólnego mianownika muzyków i nie-muzyków przez uproszczenie muzyki i zwiększenie jej „przyjazności” dla zgromadzenia, przez powtarzanie pieśni. Pomimo, że może to nie interesować muzyków, ponieważ nie rzuca im wyzwania, to służy członkom kościoła dobrze przez to, że wyposaża ich do uwielbiania w domu i daje im większą możliwość do wejścia w Bożą obecność w czasie wspólnego wielbienia. Jeśli muzycy chcą ze swoimi darami robić coś więcej niż to, to powinni robić między sobą jako ‚muzykę specjalną’ a nie jako normę w publicznym uwielbienia.

Po czwarte, muzycy i liderzy uwielbienia powinni postrzegać siebie samych jako pasterzy prowadzących trzodę Bożą na niwy zielone i wody spokojne. Powinni dostrzegać to, że potrzeby młodszych owieczek są ważne w oczach Bożych. Owieczki potrzebują trochę mleka w uwielbieniu i nie mogą znieść wiele mięsa.
Liderzy powinni umieć rozpoznać to, że ich zdolność udzielania się (dawania) w uwielbieniu jest znacznie większa niż możliwość przeciętnej owcy do przyjmowania w uwielbieniu. Nie powinni przytłaczać młodych wierzących, dzieci i nie-muzyków swoimi zdolnościami. Dojrzała owca, mam nadzieję, potrafi zatroszczyć się w czasie uwielbienia o siebie. Liderzy może potrafią poruszać się szybko i zdecydowanie w uwielbieniu lecz zostawią za sobą w tyle ludzi, którzy są również ważni dla Boga. Liderzy, jeśli są zdolnymi i odpowiedzialnymi pasterzami trzody Bożej, powinni poruszać się tylko tak szybko, jak szybko porusza się najwolniejsza z owiec.

Ostatecznie, muzycy i liderzy uwielbienia powinni szkolić innych, szczególnie dzieci. Niektóre dane statystyczne pokazują, że około jednej trzeciej wszystkich ludzi ma pewne wrodzone lecz nie rozwinięte muzyczne dary. Ci ludzie są ogromnym i wspaniałym wyzwaniem do służby dla ludzi już w darach muzycznych funkcjonujących.
W 300 osobowym kościele nie powinno być tuzina wyszkolonych ludzi w zespole muzycznym wykorzystujących swoje dary co tydzień. Taki kościół powinien mieć wizję dla 100 ludzi codziennie uczących się i szkolonych w zespołach muzycznych na potrzeby służby w małych grupach i przyszłych, nowych kościołów. Powinien mieć 30 muzyków, z których każdy uczy troje lub czworo dzieci i nastolatków grać na instrumentach i śpiewać bez zastanawiania się nad tym, jak nieprofesjonalni w tym będą. Niech czyste serca dzieci prowadzą nas w uwielbieniu. Miejmy szeroka wizję na przyszłość kościoła w naszych dzieciach i nowo nawróconych.сайт

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.