Wielki kryzys tożsamości

Logo_VanCronkhite

David VanCronkhite

Słuchajcie uważnie, mówię wam zrównoważoną prawdę. Mówię tylko to, co znam z doświadczenia; składam świadectwo tylko o tym, co widziałem na własne oczy” (Jn. 3:11 The Message)

Młodzieżowy lider przedstawił mnie bardzo dobrze i z szacunkiem. Jego zespół młodzieży, zmęczony po całym dniu usługiwania w ubogiej części miasta Atlanta, z uwagą słuchał opowieści o moich kwalifikacjach do tego, aby stanąć tego wieczoru przed nimi. Gdzieś w międzyczasie zdałem sobie sprawę z tego, że nie opowiadał o mnie, lecz o kimś, kto kiedyś założył służbę ubogim, był pastorem dużego kościoła w dzielnicy biedoty, ma ewangelizacyjne i prorocze obdarowanie, wykazane przez liczne zmienione dusze i ludzkie życie. Brzmiało to wszystko dobrze, lecz co się stało z „prawdziwym” mną?

Słuchałem tego wszystkiego co zrobiła ta charytatywna służba dla biednych, bezdomnych i uzależnionych. Słuchałem o wpływie w tej ważnej dziedzinie. Serce mi zamarło, nigdy nie zamierzałem dać się złapać sprawie, krucjacie systematycznemu programowi. Ale tego wieczora odkrywałem, że stałem się tym, czym nigdy zostać nie chciałem. Byłem przedstawiany i ceniony przez nowe pokolenie za moją pozycję, służbę, działanie.

Po raz kolejny uświadomiłem sobie ostrzeżenie zawarte w starym powiedzeniu: „Możesz umrzeć za jakąś sprawę, lecz żadna sprawa nie umrze za ciebie”. Można włożyć całą swoją tożsamość w ‚firmową działalność’, lecz gdy już wszystko zostanie powiedziane i zrobione -jeśli to jest twoja jedyna tożsamość – to ty jesteś przegrany. Och, można zdobywać dusze i nasz dar zostanie pokazany, lecz bardzo ryzykujemy, że usłyszymy od Jezusa: „Nigdy cię nie znałem, a ty nigdy nie znałeś Mnie”

Przeprowadzka do sąsiedztwa.

Zbyt długo wędrowaliśmy wąską ścieżka darów i służby, zamiast podróży coraz bardziej poszerzającej się drogi relacji z Bogiem i prawdziwego pragnienia ludzi, aby poznać Go. On chce „przeprowadzić nas do sąsiedztwa”, aby pokazać wszystkim Swoją miłość i obietnice. Z pewnością Bóg ma znacznie więcej dla Swego stworzenia, niż umieścić nas na ziemi i zachować od piekła.

Zmiany nigdy nie przychodzą łatwo. Gdy znajdujemy się w procesie przemiany i nie da się już dłużej przyszywać nowych łat do starych zużytych ciuchów czy lać nowego wina do starych bukłaków, nasz świat może stać się samotnym i strasznym miejscem. Gdy nowe staje w centrum uwagi, a stare ciągle wydaje się znacznie lepsze, możemy popaść w rozczarowanie, gniew, samotność, oby nie wobec Jego wierności i łaski.

Kiedy wszystko jest wstrząsane, mam na myśli rzeczywiście wszystko, a ty czekasz, czekasz i czekasz, i nawet nie bardzo jesteś pewien na co, odkrywasz jak niewygodnie ci z odpowiedzią: „Nie wiem!” Dzieło przenoszenia swojej tożsamości z tego co robisz i z życia według oczekiwań innych ludzi na prawdziwą wolność życia z Bogiem bezgranicznej miłości, jest atakowane z furią. Niemniej, jeśli tożsamość nie jest związana wyłącznie z Ojcem i Jego niezgłębioną miłością to ryzykujesz całkowite minięcie się z istotą stworzenia i sensem życia.

Tak naprawdę nie zostałem przedstawiony tej młodzieży. Gdyby tak było, to dowiedzieliby się, że zostałem „zbawiony”, lecz niekoniecznie narodzony z góry; że zamiast tego zostałem wrodzony w ludzki system późnych lat 60tych i początku 70tych, zwany Moralną Dojrzałością (Moral Majority), który sprzeciwiał się narkotykom, seksowi, rock and rollowi, liberałom, hipisom, długim włosom i Hollywood. Przyłączyłem się do bardzo dobrego kościoła, nauczyłem się jak chodzić w duchowej dyscyplinie i zacząłem odnosić powodzenie zarówno w korporacyjnej Ameryce jak i w kościele. Niby nic w tym złego, poza tym, że wiele lat zajęło mi odkrycie Królestwa na ziemi jak jest w niebie; lata upłynęły zanim dowiedziałem się, że było wszystko w porządku w głębokim pragnieniu nadnaturalnej rzeczywistości Ducha Bożego w każdym człowieku; i dodać do tego należy, że dopiero po niemal 40 lat głoszenia o największym ze wszystkich przykazań, aby kochać Boga i kochać człowieka, dowiedziałem się czegokolwiek o „agape.”

Teraz nadszedł mój czas na przemówienie. Mogłem mówić wyłącznie z to, co wynikało z serca człowieka, którym byłem teraz i którym stałem się po 39 latach trochę sprowadzonego na manowce chrześcijaństwa. Nie bardzo wiedziałem, gdzie zacząć ani jak skończyć, lecz zacząłem opowiadać im o tym, jak bolesne było kiedyś moje życie duchowe i o tym, jak cudownie zostało to przerwane i skierowane ku Bogu i Jego nadnaturalnej, relacyjnej miłości. Powiedziałem im, że jeśli jest Bóg to wszystko musi być relacyjne i nadnaturalne. Zapytałem ich czy, gdyby oni byli Bogiem, cokolwiek innego niż miłość nadawałoby się do stworzenia Królestwo? I czy można nauczyć się czegoś ważniejszego niż kochać bliźniego, a nawet swojego wroga? Czy gdyby oni byli Bogiem i zaczynali sprowadzać Królestwo na ziemię, wprowadziliby cokolwiek, co byłoby zwyczajnie naturalne? Czy też byłoby to paranormalne, nadnaturalne?

„Więc, co teraz robisz?”

Gdy skończyłem, podeszła do mnie dziewczyna i z wielkim zainteresowaniem i zdumieniem powiedziała: „Rzeczywiście wierzysz w nadnaturalność. Ty faktycznie wierzysz w ten cały relacyjny Boży pomysł”. Po czym zadała straszliwe pytanie: „Więc, co teraz robisz?”

Chciałem odpowiedzieć jakoś tak, żeby to dobrze zabrzmiało, lecz zdecydowałem powiedzieć jej bolesną, prostą prawdę: „Czekam”. Czekam, ponieważ Bóg powiedział, że On nie da się z siebie naśmiewać. Powiedział, że to On mnie zmieni. Zaczął to od uczenia mnie miłości i wiary. Przeniósł moje zainteresowanie na Jego Królestwo, na niewzruszone Królestwo Boże. On odtwarza moją tożsamość w Nim, a nie w tym, co robię, nawet dla Niego.  Czekam, jak i wielu innych tutaj, ponieważ on kształtuje we mnie człowieka, który kocha i używa darów, które Sam dał, aby czynić dobro innym, a nie po to, żeby ich używać do budowania czegoś dla siebie, zwanego „moją wizją” czy „moją służbą”. Pan uczy mnie tego, jak okazywać miłość życiowym nieudacznikom, którzy zostali zhańbieni, wzgardzeni, zawstydzeni, których się unika, a jednak ciągle mają nadzieję i wierzą, że jest coś więcej w Bogu, Jego Synu, Jego królestwie na ziemi, niż to, co widoczne jest dzisiaj.

Wiem, że Pan cały czas przenosi mój punkt skupienia na te relacje i nadnaturalność Jego Królestwa. Wiem, że domysły są głęboko zakorzenione i dobrze obwarowane, lecz szybko się uczę jeśli widzę i mogę się uchwycić tej bardzo głębokiej zmiany w moim duchowym DNA. Mam zamiar uczyć się dalej tego, czego nauczyć mnie obiecał: kochać i wierzyć.

A wtedy,…wtedy zobaczymy. Po prostu wiem, że On Sam dowiódł swej niezgłębionej wierności z idealnym czasie.

Często przypomina mi się cytat pochodzący od G. Campbell Morgan, wielkiego pastora Westminster Chapel z Londony, który powiedział: „Można być biblijnie poprawnym, doktrynalnie czystym, teologicznie mocnym, moralnie nieskazitelnym, … i duchowo bezużytecznym”. Jeśli chcemy być duchowo użyteczni w naszym świecie, zmiany są nieuniknione. Królestwa zderzają się a tylko jedno Królestwo jest niewzruszone.

I jest ono zbudowane na Miłości.

предложение по продвижению сайта

[Głosów:5    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.