Żadnej żywej duszy przy małym Janku

ASSIST
News Service (ANS) –
PO
Box 609, Lake Forest, CA 92609-0609 USA
Visit our web site at:
www.assistnews.net


E-mail: danjuma1@aol.com

Kimberly L. Smith specjalnie dla ASSIST News Service

BIRMINGHAM,
AL (ANS) – Właśnie wróciłam z sierocińca służby Make Way Partner na granicy Darfuru i Sudany do Alabamy. Dobrze jest być z powrotem na miejscu, gdzie otrzymuję pocztę, które jednak rywalizuje z tym, co nazywam domem. Jeśli dom jest tam, gdzie jest serce, to uwielbiam być tutaj z moimi bliskimi przyjaciółmi i rodzinę, a jednak tęsknię, aby być z sierotami Sudanu, które dosłownie nie mają nikogo.

Mały Janek

Girilal

Poznajcie Janka, proszę. Pierwszy raz Janek został uchwycony przez nasza kamerę, gdy przejechaliśmy obok niego w drodze do Międzynarodowego Obozu Przesiedleń Ludności (Internally Displaced People’s camp- IDP).
Stał samotnie na skraju drogi, lecz był z nami komisarz tego okręgu i powiedział nam, że bardzo nas ściga czas, więc tego dnia nawet nie zatrzymaliśmy się przy nim, aby porozmawiać.

Niemniej, kilka dni później, było dla mnie błogosławieństwem to, że mogłam spotkać go ponownie. Janek powiedział mi, że wydaje mu się, że ma pięć lat. Tak powiedziała mu mama, zanim ona i jego siostra zmarły.
Janek miał małą siostrę, Abuk, która zmarła pierwsza, następnie jego matka przestała jeść, aby całą żywność jaką znalazła, mogła dawać Jankowi. Powiedział, że tęskni za nią bardzo, ponieważ była jego jedynym przyjacielem, bo ojciec zmarł, kiedy Janek był jeszcze zbyt mały, aby pamiętać, co go zabiło.

Zapytałam go czy chce, abyśmy go zabrali ze sobą do obozu IDP, aby mógł być z innymi ludźmi, którzy mu pomogą. Powiedział, że mama powiedziała mu, że będzie dla niego bezpieczniej w buszu niż w obozach, gdzie bandy handlarzy przychodzą po nowych niewolników; Janek nie chciał zostać niewolnikiem. Jego mama powiedziała, że lepiej umrzeć jako chrześcijanin w buszu, niż żyć jako muzułmanin będąc niewolnikiem.

GirilalOdciągnęłam James na bok (nasz tubylczy dyrektor sierocińca), aby zapytać go czy nie mógłby wziąć jednej sieroty więcej do sierocińca. Przypomniał mi, że właśnie wczoraj powiedziałam mu, że martwię się tym, że przyjął 50 nowych sierot do mojej ostatniej wizyty (zwiększając ich liczbę do 450) i tym, że ciągle nie mamy na tyle sponsorów, aby zatroszczyć się o te, które już mamy.

Powiedziałam Jamesowi, że wiedziałam, jak bardzo ciężko jest mu patrzyć na te sieroty wokoło niego i śmiertelnie zagłodzone czy zagrożone przez handlarzy niewolnikami czy hieny, lecz po prostu nie możemy brać na siebie więcej, dopóki nie będziemy mieli zaopatrzenia dla tych 450.
Przez łzy, James zgodził się nie brać więcej sierot. A teraz spotkałam się z tym, co dotyka Jamesa codziennie.

Kimberly
z dwoma spośród pierwszych sierot

wyratowanych
przez Make Way Partners.

Po
lewej Piotr i po prawej William.

Pomyślałam o finałowej scenie z „Listy Schindlera”, gdzie Schindler przelicza koszty swego zegarka, auta i każdej jednej rzeczy, których się trzymał i o tym, ile ludzkich żyć mógłby uratować, gdyby puścił te „drogocenne” przedmioty. Pomyślałam o tym, co James czuł każdego dnia. Pomyślałam o tym, co dla Jamesa znaczyło zostawić małego Janka na skraju drogi, gdzie czuł się bezpieczniej niż w obozach IDP. Teraz już, szlochając, wiedziałam, że nie mam prawa naruszać tego, o co właśnie prosiłam, aby zrobił – aby zaspokoić własne sumienie.

Pomodliliśmy się z Jamesem o małego Janka. Obiecałam Jankowi, że opowiem innym ludziom o nim. Chciał wiedzieć „komu”, powiem i co oni zrobią. Odpowiedziała mu, że byłoby to zbyt wielu ludzi, aby mu wymieniać wszystkie ich nazwiska, lecz niektórzy będą czarni jak on, a niektórzy biali jak ja, niektórzy będą brązowi jak Arabi, których się boi, lecz że oni wszyscy będą modlić się o niego.

Dałam mu koc i całe jedzenie jakie miała w torebce.

Janek uśmiechnął się, my, z Jamesem, płakaliśmy oboje.


– – – –

Kimberly Smith, jest prezesem i współzałożycielem Make Way Partners. Spędza większość ostatniego 10 lecia na działalności starajacej się zakończyć handel ludźmi przez prace misyjnych organizacji jaką ona i jej mąż, Milton, wspólnie zakładają.
Sceptycy i racjonaliści ogłosili, że zadanie postawione przed Make Way Partners jest niewykonalne. Niemniej, rozpalana współczuciem i nienaturalną niesprawiedliwością, Kimberly poprowadziła Make Way Partners do wybudowania pierwszego sierocińca na granicy Darfuru i Sudanu. Dostarczenie zaopatrzenia do budynku wymaga przejechania ponad 5.000 km dzikimi terenami bez dróg czy mostów. Obecnie prowadzi starania o wybudowanie sieci troszczącej się o sieroty, których jest około 1 miliona w Sudanie. Kimberley jest oddaną żoną, matką i babcią. Kocha czytać, pisać, lubi wyjazdy poza dom (szczególnie kajakarstwo) z mężem, Miltonem. Można się z nią skontaktować pod adresem: kimberly@makewaypartners.org

раскрутка

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.