Rozdział 01 W niewoli zła. Jones Rick – Schody do piekla

Źródło: Sekty i Fakty

W niewoli zła.

Za zgodą autora książki w tym miejscu wstawiłem reportaż z polskiego przypadku mordu ofiarnego satanistów – tłum.

„Nie możesz uciec od śmierci gdy bawisz się z szatanem”. Ozzi Osbourne, Członek zespołu Black Sabbath.

Kiedy zdawałem ostatnio dla Państwa relację ze Szwajcarii (patrz ostatni numer naszego pisma) na temat rozegranego tam dramatu Świątyni Słońca, nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będę pisał o podobnym zdarzeniu (choć na szczęście w mniejszej skali) z terenu własnego miasta. Może też dlatego trudniej przychodzi mi to pisanie.

Jako katecheta II Liceum Ogólnokształcącego w Rudzie Śląskiej, mam stały kontakt z młodzieżą, z której wielu dobrze znało całą czwórkę „bohaterów” rozegranego tu dramatu. Sporo na ten temat ze sobą rozmawialiśmy, stąd też pewne różnice zdań i brak zgodności moich rozmówców, w ocenie stopnia zaangażowania w satanizm czworga uczestników wydarzeń w bunkrze.

Świątynia zła

Tragedia w jednym z rudzkich bunkrów rozegrała się w nocy z wtorku na środę (2/3 marca b.r. [1999 – przyp. Kulty.info]). My – to znaczy dwie osoby z redakcji oraz zaprzyjaźniony z nami policjant – udaliśmy się na miejsce wypadku w piątek (poprzedniego dnia miała tam miejsce wizja lokalna).
Zatopiony w lesie stary przedwojenny bunkier, jest znacznie oddalony od domów mieszkalnych. Jak się dowiadujemy, miejscowi wyznawcy szatana spotykali się tu już od co najmniej kilku lat. Można powiedzieć, że spełniał on dla nich rolę „czarnej świątyni”, w której spędzali czas, odmawiając co pewien czas modły do księcia ciemności. Z pewnym niepokojem wchodzimy do środka. Musimy uważać żeby nie upaść, bowiem wzdłuż korytarza ciągnie się długi rów, będący pozostałością po biegnącej tędy niegdyś instalacji. Wnętrze bunkra tonie w mroku. Niewielka ilość światła wpada tu tylko przez wąskie otwory strzelnicze. Otacza nas dosyć intensywny swąd spalenizny.

Zastanawiające jest, że Robert i Tomasz pomimo natychmiastowego przyznania się do popełnionej przez siebie zbrodni, zgodnie wypierają się podpalenia zwłok. Czyżby kłamali? Może powodem spalenia było przypadkowe zaprószenie ognia od płomieni czarnych świec ofiarnych? A może zrobiła to nieznana jak na razie piąta osoba, która z pewnych względów nie wzięła udziału w krwawym rytuale, lecz później przybyła na miejsce i chciała zatrzeć ślady morderstwa?
Jak na razie nie znajdujemy na te pytania zadowalającej odpowiedzi. Śledztwo trwa.
Środek bunkra sprawia na nas przygnębiające wrażenie. Jego ściany pokryte są znakami i pseudo-łacińskimi napisami o treści satanistycznej. Zostały one wykonane czerwoną farbą już co najmniej kilkanaście miesięcy wcześniej.
W takiej ponurej scenerii przyszło niespodziewanie pożegnać się z życiem dwojgu młodym ludziom.

Ostatnie przygotowania

Robert, Tomasz, oraz jeszcze jeden ich kolega (który w porę się jednak ze wszystkiego wycofał), zaplanowali tę zbrodnię już kilka miesięcy wcześniej. W pierwotnym ich zamierzeniu „ofiarę szatanowi” (z chłopaka i dziewczyny) mieli złożyć już w sobotę 27 II b.r. Od początku jedną z ofiar miał być Kamil. Nie byli jednak zgodni co do wyboru dziewczyny. Początkowo mieli rzekomo wybrać do tego celu dziewczynę Tomasza, z którą planował on nawet założenie w przyszłości rodziny. Otrzymali jednak informację, iż z collegu w Londynie ma przyjechać na 3 tygodnie do domu Karina, która już wcześniej podzielała ich satanistyczne poglądy (jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy w źródłach policyjnych Karina miała mieć na swym brzuchu tatuaż jednoznacznie kojarzący się satanizmem). To najprawdopodobniej informacja o powrocie Kariny, skłoniła Roberta i Tomasza do zmiany scenariusza oraz daty „czarnej mszy”. Mieli już bowiem drugą ofiarę.

Czarna msza

Do upatrzonego bunkra udali się całą czwórką we wtorek ok. godz. 20.00. Robert i Tomasz zabrali ze sobą rytualne noże, przypominające swym

kształtem średniowieczne sztylety. Zakupili je wcześniej bez problemu w jednym z katowickich sklepów, prowadzących legalnie tego typu akcesoria. Do celebracji owej „szczytowej” czarnej liturgii przygotowywali się już – jak wcześniej wspomniałem – od kilku miesięcy. Zapalono kadzidła, a na rogach wymalowanego przez Roberta kredą na podłodze pentagramu; ustawiono 5 czarnych świec. Z luźnych kartek papieru owi „domorośli kapłani” zaczęli odczytywać pseudo łacińskie teksty na cześć szatana. Podczas czytania, Karina i Kamil klęczeli wewnątrz pentagramu, zwróceni do siebie plecami. Głowy mieli pochylone w pokłonie. Wtedy to właśnie niespodziewanie dosięgły ich śmiertelne ciosy młodych oprawców.
Sekcja zwłok wykazała, iż zadano nożami kilkanaście ran kłutych; pleców, ramion, szyi, głowy i rąk. Przynajmniej kilka z nich było śmiertelnych. Karina- jak przyznali podczas przesłuchania obaj młodzi mordercy – próbowała się bronić. Ich słowa potwierdzają mocno pokaleczone (aż do kości) dłonie dziewczyny, którymi bezskutecznie starała się osłaniać przed ostrzem sztyletu; błagając jednocześnie o litość… Na litość jednak nie było tu miejsca.

Kościelny pogrzeb?

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy od „naszego” policjanta, jeden z przesłuchiwanych młodzieńców miał zeznać, że ostatnimi słowami Kariny była modlitwa skierowana do… Jezusa. Nie udało nam się (jak dotąd) potwierdzić tej istotnej informacji w innym miejscu, a chyba wszyscy byśmy chcieli w nią uwierzyć. Nasuwa się tu bowiem pewna oczywista analogia do sytuacji „dobrego łotra”, wiszącego obok Jezusa na krzyżu. Jego winy zostały mu odpuszczone, gdy w ostatnim momencie życia wyraził skruchę i zwrócił się do Mistrza uzyskując od Niego przebaczenie.
Załóżmy jednak, że nikt nie słyszał u Kariny słów modlitwy, a wyżej podana informacja jest tylko „efektem naszej wyobraźni”. Nawet przy takim założeniu, nikt z nas nie jest w stanie odgadnąć, jakie były jej ostatnie myśli. Czy były one spontaniczną modlitwą skierowaną do Jezusa? Na to pytanie tylko jeden Bóg zna odpowiedź. Dlatego Jemu zostawmy osąd. My możemy być pewni tylko jednego. Karina nie zginęła od pierwszego ciosu noża. Miała zatem dany mały wycinek czasu, w którym mogła się ostatecznie opowiedzieć za DOBREM lub ZŁEM. Pamiętajmy, że wiele osób nie ma w momencie swojej nagłej śmierci nawet chwili czasu na taki wybór. Umierają tak jak żyli.

Czy Karina była do końca przekonaną satanistką? Co prawda miała pisać z Anglii do Roberta listy trącące satanizmem i nosiła na brzuchu odpowiedni tatuaż, lecz z drugiej strony widziano ją w ostatnią niedzielę na mszy św. Czy poszła tam tylko na pokaz? Dla świętego spokoju ze strony rodziców? Pamiętajmy, że była przecież pełnoletnia. Miałem okazję rozmawiać z katechetką uczącą Karinę w szkole podstawowej. Wspominała ją jako dobrą, pilną, pogodną i regularnie praktykującą dziewczynkę. Do dzisiaj nie potrafi uwierzyć w jej rzekomy satanizm. Zresztą większość nauczycieli z tej szkoły, rodzice i grono znajomych Kariny, nie umie się z tą myślą pogodzić. Przecież dobrze ją znali! Jak dobrze? Na tyle, na ile ona sama pozwoliła im się poznać. Chyba można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że w sercu Kariny toczyły ze sobą walkę dwie skrajnie różne wartości. Z jednymi wyrastała od dzieciństwa, drugimi zafascynowali ją później nowi znajomi. Za którymi ostatecznie się opowiedziała w momencie śmierci? Nie nam oceniać.

Smutne jest, że wielu (nawet z grona moich znajomych), oburzało się na księdza, który odważył się zrobić „satanistce” katolicki pogrzeb ze mszą świętą. Przecież zginęła oddając pokłon szatanowi – mawiają pełni oburzenia. Sądząc po ludzku, mają rację. Jednak zawsze pozostanie otwarte pytanie ów ostatni wybór zamordowanej dziewczyny.  Ksiądz Bernard Drozd, będący od pół roku proboszczem parafii Matki Boskiej Różańcowej w Halembie, zgodził się na katolicki pogrzeb ze mszą świętą. Bardzo na to nalegali bliscy znajomi rodziny zamordowanej. Jednak o odprawienie mszy świętej poprosił emerytowanego proboszcza tej parafii, ks. Alojzego Brzezinę. Ten doświadczony duszpasterz tłumaczył zagadującym go dziennikarzom, by nie osądzać ludzi, bo od tego jest Pan Bóg. Czy zrozumieli?
Dwa dni później, w poniedziałek,
odbył się w pobliskiej parafii Bożego Narodzenia pogrzeb drugiej ofiary. Jak się dowiedzieliśmy, Kamil nie był ochrzczony. Szukając swojej drogi otarł się nawet w pewnym momencie życia o Świadków Jehowy. Długo tam jednak miejsca nie zagrzał. Szukał dalej…. Jako, że Kamil nie należał do wspólnoty wiernych, jego pogrzeb odbył się bez mszy świętej. Jednak na zdecydowaną prośbę rodziny w tej ostatniej ziemskiej drodze towarzyszył mu kapłan.

Kamil też był świadomy, iż wkrótce umrze. Sekcja zwłok wykazała, że pierwsze zadane mu ciosy nie były śmiertelne. Nawet się nie bronił. Czy dane mu będzie oglądać Boga w niebie? I znów z pokorą należy sobie odpowiedzieć – nie nam o tym sądzić! Tylko Bóg zna wszystkie motywy, którymi Kamil w życiu się kierował. Czy to, że później mniej lub bardziej świadomie nie przyjął chrztu było tylko jego sprawą? Jego świadomym i dobrowolnym wyborem? Na te i inne rodzące się pytania z pewnością nie uzyskamy już odpowiedzi. Zdajmy się więc w tej sprawie na Sprawiedliwego i Wszechwiedzącego Boga.

Czy szatan istnieje?

Dla chrześcijan istnienie osobowego szatana powinno być czymś oczywistym. Nie zawsze jednak tak jest. Niektórzy uważają, że niebo co prawda istnieje, ale piekło, czy szatan to już raczej relikt średniowiecza. Wystarczy jednak sięgnąć do Pisma Świętego, aby przekonać się, że tak nie jest. Wielokrotnie spotykamy się tam z szatanem, który jako stworzenie ustępuje przed mocą Jezusa Chrystusa.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Bałwochwalstwo nie dotyczy tylko fałszywych kultów pogańskich. Pozostaje stałą pokusą wiary. Polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem. Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez względu na to, czy chodzi o innych bogów, czy o demony, o władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd.” (KKK 2113).
Pamiętajmy, że szatan to nie ideologia, ale realna siła Zła. O tym, iż niszczy on swoich wyznawców zdaje się nas przekonywać nie tylko opisywany tu mord na halembie, ale wiele innych podobnych przypadków zdarzających się w świecie (nie wgłębiając się już w znaczny odsetek „niewytłumaczalnych” samobójstw wśród satanistów – nawet w Polsce). Zarówno Robert jak i Tomasz mieli po odprawieniu czarnej liturgii popełnić samobójstwo. Tomasz nawet próbował, trafiając ostatecznie do szpitala. Czy ktoś planujący samobójstwo uczy się grać na gitarze i przygotowuje się do matury? Przecież to by nie miało większego sensu – a Tomasz się uczył. Ich brak skruchy, oraz przekonanie, że uczynili to czego od nich wymagał szatan, też nie wygląda li tylko na wytwór ich chorej wyobraźni.
Szatan niszczy, lecz nie ma dostępu do żadnego z nas, jeśli mu na to sami nie zezwolimy. Jeśli na codzień żyjemy w łączności z Jezusem, nie mamy czego się obawiać. Pamiętajmy, że szatan jest tylko stworzeniem i jego moc jest ograniczona. Jezus Chrystus umierając na krzyżu odniósł nad szatanem ostateczne zwycięstwo. Dni jego panowania nad światem są policzone i on zdaje sobie z tego sprawę. Opuszczamy bunkier i kierujemy się w stronę stojącego nieopodal samochodu. Chyba każdy z nas zadawał sobie wtedy pytanie DLACZEGO? Ogołocony, zimowy jeszcze las, milcząco towarzyszył naszej zadumie czekając na wiosnę.

Tekst i zdjęcia Grzegorz Fels

Copyright © 2003-2005 Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji

продвижение по лидам

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.