Stan_17/18.08.2018

Stan Tyra

„Graliśmy wam na flecie, a wy nie tańczyliście…” Mt 11:17

Powiedziałbym, że najsilniejszym czynnikiem powstrzymującym przed dojściem do większej świadomości, objawienia i jedności jest iluzja mówiąca, że ja jestem taki jak mój obraz. Jest tak wtedy, gdy patrzę na siebie z perspektywy innych ludzi i taka perspektywa jest bardziej ceniona niż Boża. „Gdzie skarb twój, tam serce twoje”. Tak więc, temu co cenisz najbardziej, oddajesz największą cześć.

W ramach publicznego nieładu nie jestem w stanie zobaczyć siebie nie patrząc oczyma innych. Może to nawet nie być to, jak mnie inni widzą, lecz moje własne wyobrażenie tego, bądź też pragnienie, jak chcę być widziany. Takie podejście jest potężnym czynnikiem spowalniającym odkrycie prawdziwego ja. Ten uzależniający środek usypia moje prawdziwe je i przekonuje mnie do tego, że to szalbiercze, fałszywe ja, ego, jest moim prawdziwym ja. Taka publiczna wersja siebie staje się centrum mojej świadomości.

W takim stanie nieświadomości prowadzimy życie na użytek zewnętrznej audiencji, która nieustannie obserwuje nas, a szczególnie wobec tych, którzy nam przyklaskują. Wywołuje to niepokój, ponieważ nigdy nie ma pewności, jak dobrze idzie nam ukazywanie siebie, obrazu, którego się od nas oczekuje.

Jest to poważnym zagrożeniem dla autentyczności. Faktem jest, że spotkałem bardzo niewielu autentycznych ludzi. Ludziom wydaje się, że są autentyczni, lecz czy tak jest, łatwo przekonać się po tym, jak bardzo cenią tych, którzy ich kochają i tych, którzy ich nienawidzą. Tak czy inaczej, jacyś „oni” wpływają na moje życie, ponieważ bardziej reaguję na nich, nie na Boga.

Wszyscy w jakimś stopniu przeżyliśmy to. Jest to życie zdominowane przez staranie się o to, aby zdobywać dla siebie miłość, szacunek i inne zachęty, które, jak nam się wydaje, spoczywają w rękach innych ludzi.

Kiedy rozglądamy się wokół, aby zobaczyć jak dobrze nam idzie zdobywanie zadowolenia tych, których najbardziej cenimy, nasze życie staje się coraz mniej spontaniczne i coraz bardziej sztuczne. Takie postrzeganie siebie powoduje utratę władzy/kontroli, ponieważ w ten sposób przekazuje się ją innym.

__________________________________________

18 sierpnia

Zazwyczaj niezauważonym przez długi czas i bardzo zwodniczym miejscem oporu jest przekonanie, że: „Jestem tym, w co wierzę”. Są też i inne oporniki przemiany takie jak „jestem tym, czym jest moje ciało”, „jestem właścicielem siebie”, „jestem tym, czym są moje dary”, „jestem tym, czym jest moja grupa”, „jestem tym, jak myślę”. Wydaje mi się, że z tych wszystkich najsilniejsze warownie budują: „jestem tym, w co wierzę” i „jestem tym, czym jest moja grupa”, ponieważ wyglądają tak Pobożnie. Czy istnieje jakiś lepszy sposób odrzucenia bez poczucia winy większości nauczania Jezusa niż zrobić to jako świętą ofiarę dla Boga, potwierdzoną przez jakąś grupę i nazwanie tego „w imieniu Jezusa”?

O ile te warownie przekonań mogą być zakorzenione w czymkolwiek, Jezus obie rzeczy nazywa „kwasem”, którego mamy się szczególnie strzec: strzeżcie się kwasu Heroda (polityki) oraz kwasu faryzeuszy (religii). Te dwie rzeczy są bardzo głęboko osadzone w nas i tworzą dobrze ukryte i dobrze strzeżone więzienie, które staje się substytutem wyższej świadomości.

Postęp następuje w dziedzinie myśli, sądów i opinii, które stają się wierzeniami, a wierzenia podstawą mojej świadomości, przez którą interpretuję całą rzeczywistość. Kim jestem? Jestem tym, w co wierzę.

Gdy zredukujemy wiarę do wierzeń/przekonań, nie ma miejsca już na prawdziwą wiarę, a moje ego mocno okopane, stale prezentując siebie jako, ten który „ma słuszność”. Niemniej, nie twierdzę, że przekonania są złe, mogą one odgrywać ważną rolę w naszym rozwoju. Kiedy jednak te przekonania stają się moim Bogiem, to znaczy, że stworzyłem bałwana na swój własny obraz i to takiego, którego muszę pytać o zgodę zanim coś zobaczę, zrobię czy usłyszę.

Jeśli jakaś dyskusja wychodząca poza moje dobrze przemyślane przekonania, wywołuje strach lub gniew, to powinienem zadać sobie pytanie: „co we mnie gniewa się?” „Dlaczego mnie to gniewa?” Uważaj! Ponieważ jeśli odpowiesz sobie na to pytanie szczerze, otworzy się okno, abyś wyjrzał poza miejsce, w którym jesteś. Jest to ruch w kierunku czegoś większego niż twoje własne małe ego i spowoduje rozluźnienie przywiązania do swoich przekonań. Wkrótce zostaniesz określony przez otaczających cię ludzi jako człowiek zmierzający ku liberalizmowi, new age, czy modnej teologii. Po jakimś czasie osądzą cię jako heretyka i zwodziciela wielu.

Początkowym punktem dla tych, którzy chcą wyjść poza własne przekonania, nie jest ich brak, lecz luźne ich traktowanie i zmniejszenie stopnia w jakim zapewnia się samego siebie, że są one prawdziwe i słuszne. W ten sposób usuniesz ze swej świadomości kajdany i zaczniesz podróż w kierunku czegoś większego.

 

Stan 15/16.08.2018|Stan 19/20.08.2018

[Głosów:2    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.