Author Archives: pzaremba

Przypowieści

Richard Murray

Jezus często nauczał w przypowieściach. Czasami były w nich brutalne sceny. Czy sugeruje to, że Bóg jest brutalny? Nie sądzę.

Przypowieść to ziemskie zdarzenie zawierające w sobie prawdę Niebios. Czasami te przypowieści wskazują na pozytywną dynamikę chodzenia w Królestwie Bożym, a czasami są używane do wskazania na negatywy, które przeszkadzają nam chodzić z Bogiem.

Jezus zazwyczaj używał terminu „pewien”, co wskazuje na to, że zdarzenia prawdopodobnie miały miejsce, a nie były fikcyjne. Przystosowywał istotę tych prawdziwych historii, aby wskazać na obszerniejszy duchowy punkt dotyczący dynamiki Nieba. Współczesnym odpowiednikiem tej techniki byłoby wykorzystanie powszechnie znanego zdarzenia z tytułowych stron gazet i zrobienie z niego duchowej analogii.

Koncepcja stojąca za takim nauczaniem jest prosta: wykorzystując porównanie do czegoś znanego, buduje się koncepcyjny most, który pozwala nam wkroczyć do czegoś nieznanego. O ile te historie mogą być użyteczne w ogólnym sensie jako narzędzia nauczania, nikt nie twierdzi, że KAŻDY aspekt tej historii będzie miał swój dokładny niebiański odpowiednik/wniosek.

Te przypowieści często często mają „ostre końce” i są przepełnione ludzkimi słabościami, jak w przypadku „złych królów” (Lu 18) czy „mściwych właścicieli winnicy” (Lu 20). Nie do pomyślenia, i nie uzasadnione, jest myśleć, że Jezus próbował przypisać te słabości Niebieskiemu Ojcu.

Właśnie z powodu tych „ostrych brzegów” naukowcy od dawna ostrzegają nas, abyśmy z przypowieści zbierali tylko ogólne wnioski. Innymi słowy: nie powinniśmy się stawać się „hiper-literalni” sądząc, że KAŻDY szczegół historii doskonale zgadza się z Niebem. Przypowieści są raczej po to, aby zmusić nas do myślenia o niebiańskiej dynamice w nowy sposób. Nie wypełniają wszystkich braków objawienia w stosunku jeden do jeden. Ich celem było, aby robił to Duch Święty.

Continue reading

Stan_11-13.11.2018

Stan Tyra

11.11

W 16 rozdziale Księgi Kapłańskiej spotykamy się z rytuałem, który nazywamy kozłem ofiarnym oraz demonizowaniem niewinnego kozła. W dniu Odkupienia, kapłan wkładał swoje ręce na kozła, umieszczając w ten sposób cały grzech Żydów z poprzedniego roku na to zwierzę. Następnie kozioł był bity i wyprowadzany na pustynię, po czym ludzie z radością wracali do domów! Wolni i oczyszczeni ze swego wewnętrznego zła.

Wydaje się, że za każdym razem, gdy „grzesznik” jest wyłączany bądź wypędzany, moje ego rozkoszuje się i czuje uwolnione i bezpieczne. Częściowo to działa, lecz tylko na krótką metę, ponieważ wypędzanie kozła ofiarnego nie rozwiązuje czy nie eliminuje mojej wewnętrznej ciemności, zatem proces musi być stale powtarzany.

Kościół czerpie ogromne korzyści z kozła ofiarnego. Faktem jest, że jest to zasadniczy fundament dla fundamentalnej religii. Dlatego to stale wypieramy się własnego wewnętrznego zła i czujemy świętymi przenosząc je na Jezusa. Przede wszystkim, to po to przyszedł, czyż nie? NIE!!!! Jezus przyszedł, aby odwrócić skutki tej iluzji i powiedział: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Dlatego, że kozioł ofiarny by,ł tak silnie zakorzeniony w nas, że uważamy to za Święty akt dla Boga, nie zdając sobie sprawy z tego, że czynimy to z miejsca nieświadomej ignorancji.

Jeśli twoje ego jest stale w działaniu, znajdziesz odpowiednią osobę bądź grupę ludzi, na których będziesz mógł przenieść swoją własną nienawiść, zło i wewnętrzny chaos, i tym samym czuć się „zbawionym”, choć nic nie uległo zmianie. „Zbawiony” znaczy „cały” i nie jest projekcją mojego własnego zła na kogoś innego, a ogłoszeniem, że jest się czystym i niewinnym. Ludzie, którzy przyjmują postawę sprawiedliwości własnej (obraz siebie, jako sprawiedliwego) nigdy nie przyznają się ani nie skonfrontują rzeczywistości swej własnej ciemności, zatem muszą znaleźć kogoś innego, aby go nienawidzić, bać się i „wypędzić”. Wydaje się, że nienawiść i strach trzymają grupę o wiele łatwiej, niż miłość, przebaczenie i przyjęcie, co tworzy jeszcze silniejszą iluzję, którą nazywamy „plemienną sprawiedliwością”. Jeśli mnóstwo ludzi mówi, że jesteś zły, a oni są dobrzy i lepsi to muszą mieć rację, prawda? Odkryłem, że wyłącznie ego grupowe jest silniejsze od osobistego ego. Niestety, najczęściej nazywamy to „kościołem” i ewangelią.

Continue reading

Stan_6-9.10.2018

Stan Tyra

6 listopada

Często i celowo nie wyjaśniam wszystkiego. Frustruje to niektórych i ja to rozumiem. Jesteśmy uzależnieni od intelektualnych odpowiedzi i niewiele miejsca zostawiamy na zadziwienie i tajemnicę. Na szczęście, nie uważam już, że muszę wszystko wyjaśniać, ponieważ nie jestem już uzależniony od zgodności. Wcześniej starałem się wyjaśniać wszystko nie tyle po to, aby ktoś coś dokładnie zrozumiał, co po to, abym został doceniony jako „namaszczony” nauczyciel prawdy. Potrzebowałem zgody, aby czuć, że odniosłem powodzenie i jestem ceniony.

Dziś jestem wolny jak i oddany budowaniu poczucia zdumienia, osłupienia i, jeśli konieczne, totalnego zamieszania. Ponieważ nie jest mi już potrzebne uzgadnianie, mogę swobodnie „tworzyć przestrzeń”, w której tajemnica może być co najmniej uznana, a być może nawet rozważana. Zbyt wielu nauczycieli, przewodników i mentorów zgubiło się w nadmiarze wyjaśnień. Jezus całkiem dobrze czuł się z tym, że zostawiał coś to tu, to tam, idąc dalej, dając ludziom możliwość popracowania nad tym, odejść z tym, bądź całkowicie nie przejmować się tym dalej.

Potrzebni nam są dziś przemienieni ludzie przemiany, a nie tacy, którzy klepią odpowiedzi. Transformacji nie znajdzie się w odpowiedziach, lecz umiejętności trzymania się tajemnicy i napięcia, jakie buduje równocześnie wiedza i niewiedza. Jestem całkowicie przekonany, że z tego wszystkiego co wiem, mogę nie wiedzieć nic, bądź, zdaję sobie sprawę z tego, że bez względu na to, jak „głęboko” jestem, ciągle pływam w brodziku tajemnicy Chrystusa.

Nie chcę już, aby moje słowa oddzielały kogokolwiek od tajemnicy czy zdumienia, nie chcę nigdy dawać prostego zamiennika twojej wewnętrznej podróży i odkryć. Zbyt długo religia niedająca poczucia bezpieczeństwa redukowała Pisma do wniosków, przekonań i faktów dotyczących tego, w czym możemy mieć rację lub się mylić. Rzeczywiście potrzebujemy zaproszenia i zgody na patrzenie nowym wzrokiem. Niestety, wielu nie oczekuje, ani nie widzi, żadnego powodu dostrzeżenia tego, czego nigdy nie widzieli. Ta „stara dobra religia” jest wystarczająco dobra dla mnie.

„Ubogi w duchu” jest dokładnym przeciwieństwem przekonania o zasługiwaniu na specjalne traktowanie, zadowolenia z siebie, samozadowolenia. Moim pragnieniem jest budowanie szczerego zdumienia zarówno w sobie jak i w was, aby to całkowicie pozmieniało wszystko. Zrób miejsce na zdumienie, a będziesz kanałem objawienia.

Continue reading

Jak Pan pokazuje wizje indywidualnej przyszłości_3

John Fenn
Część 1:  TUTAJ

Poprzednim razem opowiedziałem o naszym (niepełnosprawnym) synu Chrisie i o jego wspaniałej, ale dziecinnej wierze.
W moim sercu mam pewną dozę pokoju wiedząc, że Pan obiecał mu, że „będzie chodził z nim po górach”. Pokój w naszych sercach pozwala Barb i mi radzić sobie z aranżacją opieki nad Chrisem zarówno w domu opieki, jak i w jego rodzinnym domu. Chris mieszkał z nami przez pierwsze 24 lata, ale po tym, jak jego bracia dorośli, pożenili się i wyprowadzili, zdaliśmy sobie sprawę, że nie będziemy w stanie dłużej się nim zajmować. Podjęliśmy najtrudniejszą decyzję w naszym życiu – umieściliśmy go w domu opieki. Potem przeprowadziliśmy się, aby zamieszkać bliżej niego, aby pozostać zaangażowanym w jego życie. W grudniu Chris skończy 39 lat, choć umysłowo przypomina 4-latka, jednak w pewnych kwestiach jego rozumowanie jest większe niż sugerowałby to ‘wiek psychiczny’.
Jeśli kiedykolwiek opiekowałeś się kimś chorym przewlekle, możesz trochę nas zrozumieć.

Mamy wesołe, radosne piątki, kiedy spędzamy czas z Chrisem w mieście. Odbieram go o 08:00 rano, kąpię go i golę a potem jedziemy do Sonic, regionalnej restauracji fast-food. Po przybyciu do ‘naszego’ stoiska nr 21, Melissa – kierownik restauracji wita nas: „Witajcie John i Chris”, na co zawsze odpowiadamy i tak zaczyna się dzień. Wszyscy nas tu znają.
Około 16:00 jedziemy do domu, gdzie Barb przygotowuje obiad. W sobotę rano kąpię Chrisa, po czym ogląda on telewizję gdy ja przygotowuję duże śniadanie. Chris uwielbia „serowe jajka” taty, które są niczym więcej jak zwykłą jajecznicą z serem, jednak w domu opieki jego standardowe śniadanie to płatki, tak więc nasze wspólne śniadanie to cotygodniowy rytuał. Większość soboty spędza oglądając swoje ulubione filmy lub programy – jedyną porę tygodnia, w której może kontrolować gdzie idzie, co robi, co je, co ogląda w telewizji – pobyt w domu opieki oznacza, że to inni decydują o tych rzeczach.
Spędzamy ze sobą dobry czas a Chris sprawia nam wiele radości. Zna on też Pana. Opowiadałem już raz, jak to jednego poranka użalałem się nad sobą mówiąc Ojcu, jak mam sobie poradzić z opieką nad Chrisem przez dwa dni w tygodniu, robić wszystko, co potrzeba aby prowadzić mą służbę, podróżować, utrzymywać dom i takie tam. Skończyłem to użalanie się zadając w swym wnętrzu pytanie Ojcu: „Co ja jestem, jakieś zwierzę juczne”? W tej chwili klęczałem przed Chrisem, zakładając mu skarpetki, a on nagle poklepał mnie po głowie mówiąc: „Jesteś dobrym koniem”. Wiadomość została odebrana Ojcze😊 Zmień swoje nastawienie i nastrój i przestań się użalać nad sobą😊
To wszystko ludzie widzą i znają – Chris z Johnem jeżdżący po mieście

Continue reading

Jak Pan pokazuje wizje indywidualnej przyszłości_2


John Fenn

Część 1:  TUTAJ

Barb i ja nawróciliśmy się w połowie lat 70., w czasie Charyzmatycznej Odnowy, kiedy miliony ludzi w kościołach denominacyjnych przychodziły do Pana. Podobnie jak miliony innych ludzi, również my otrzymaliśmy chrzest w Duchu Świętym i zaczęliśmy spotykać się w domu w ciągu tygodnia na  „spotkaniach modlitewnych” a w niedzielę chodziliśmy na nabożeństwa do kościoła denominacyjnego.

Obietnice, obietnice

Wszystko to miało miejsce przez pojawieniem się Ruchu Wiary w latach 80-tych, który uczył spójności Słowa Bożego. Do tego czasu wielu charyzmatycznym spotkaniom domowym brakowało wyważonego nauczania – wszystko przypominało historie z Dzikiego Zachodu. Musieliśmy zatem polegać na Duchu Świętym Prawdy rozsądzając wszystko, co słyszeliśmy i widzieliśmy. Wtedy po raz pierwszy nauczyłem się opierać się na Nim, słuchać jego głosu i świadectwa w swoim wnętrzu.

Ruch Wiary oczywiście miał swoje własne problemy ponieważ ludzie są ludźmi. Byli tacy, którzy poszli w skrajności w czasie Charyzmatycznej Odnowy, wiec znaleźli się też i tacy, którzy poszli w inne skrajności w Ruchu Wiary. I w tym wszystkim znaleźliśmy się razem z Barb.

Ci z was, którzy nas znają, wiedzą, że nasz najstarszy syn jest niepełnosprawny

W grudniu tego roku skończy 39 lat, ale z powodu niedotlenienia w czasie porodu, gdy pępowina owinęła mu się wokół szyi, dzisiaj umysłowo pozostaje na poziomie 4-latka. Jest on dla nas wielką radością, lecz także dużym obciążeniem. Diagnoza była, że to porażenie mózgowe. Uszkodzenie to może być bardzo poważne lub łagodne: zależy od tego, jak długo mózg był pozbawiony tlenu. Nie jest to choroba, a po prostu uszkodzenie mózgu powstałe przy porodzie.

Wpływ jaki Ruch Wiary miał w latach 80-tych na charyzmatyków, takich jak my, wykraczał poza tylko nauczanie na temat spójności Bożego Słowa. Część tego ruchu wniosła równowagę do szalonych lat 70-ch. Naprawdę było to potrzebne. Jednak ruch ten przyniósł ze sobą też pewną dozę niezdrowej kultury kościelnej.

Niezrównoważone nauczanie na temat uzdrowienia jest tym, czego doświadczyliśmy z naszym synem

Wielu ludzi, pozostających pod nauczaniem Ruchu Wiary pytała się nas, dlaczego nasz syn nie został uzdrowiony. Pytali, czy pościłem. Dawali wersety byśmy je wyznawali i ogłaszali. Niektórzy zauważywszy, że uszkodzenie mózgu spowodowało, że część mózgu umarła proponowali różne rzeczy, począwszy od komór hiperbarycznych aż do wersetów na temat powietrza, które mieliśmy wyznawać.

Niektórzy chcieli wyrzucić z niego demony. Ale porażenie mózgowe to uszkodzenie nie mające nic wspólnego z demonami. (Pan nie tylko wyjaśnił mi to podczas wizytacji, ale nauczył mnie Słowa, które pokazało, że On leczy rany, ponieważ są one po prostu ranami (obrażeniami). Pokazał mi obrażenia odniesione przez człowieka z uschniętym ramieniem. Pokazał chromych przyprowadzanych do Niego i do Pawła ( Dz 14, 8-10) i żaden z nich nie miał demonów. Mieli tylko obrażenia, które wymagały uzdrowienia.

Byli też tacy, którzy specjalizowali się w osobistych proroctwach, którzy na różne sposoby mówili: „Tak mówi Pan” – po czym następowało jedno z tych: Masz ukryty grzech, Bóg próbuje cię pobłogosławić, dając ci upośledzonego syna, Bóg stara się ciebie nauczyć czegoś. I nie zapominajmy o tych, którzy podawali konkretne ramy czasowe uzdrowienia mówiąc, że „za około rok będzie on uzdrowiony, lub „po prostu czuję, że jest to bardzo blisko” lub „tuż za rogiem”. A z czasem pojawili się też tacy, którzy spoglądali na nas z góry z wyrazem w oczach „co z tobą nie tak, że nie dostrzegasz obietnic Bożych w twoim życiu?”.
Continue reading

Stan_25/25.10.2018 rzeczywistość 2

Stan Tyra
Rzeczywistość 1

Aby wstąpić do Boga, konieczne jest najpierw wstąpić do prawdy o naszej własnej rzeczywistości. Wielu jest pociąganych do duchowości, ponieważ głoszone przesłanie obiecuje podróż w górę i drogę wyjścia z tych niewygodnych miejsc, których staramy się unikać. Niemniej, każda próba wstąpienia na duchowe góry, która nie jest równie mocno ugruntowana w dolinie rzeczywistości, niszczy. Wszystkie owoce rosną w dolinie, a nie na szczycie góry. To w tej dolinie osiadają wszystkie deszcze z gór. Może się wydawać, że jest to poza wzrokiem, lecz nigdy poza zasięgiem.

Być w tym świecie lecz nie z tego świata to życie w pełni świadome i szanujące oba miejsca. Niebo jest tak popularnym tematem przesłań, ponieważ jest głoszony jest ucieczka od tego, czego nie lubimy. Podobnie z piekłem – jest głoszone, ponieważ potrzebujemy miejsca dla tych, którzy nie są do nas podobni, aby ukarać ich za to, że nie są tacy jak my. Prawda jest tak, że niebo na ziemi i piekło na ziemi są jednakowo obecne dla nas wszystkich.

Prawdziwa duchowość zachodzi wyłącznie wtedy, gdy najpierw zstąpimy do tych ciemnych i zawstydzających miejsc w sobie, których staramy się unikać, zatuszować i wyrzec się. Bez tego zstąpienia duchowość staje się przeważnie sentymentalna i powierzchowna. Obiecuje więcej niż można, a przynosi mniej niż się spodziewa, więc wymaga, abyśmy się do tego przyznali, bądź ukryli i wyrzekli.
Aby poznać prawdę, musisz chodzić w prawdzie, w przeciwnym razie nigdy cię nie wyzwoli.

Gdy nasze życie karmi się nierealnością, głoduje, więc musi umrzeć. Śmierć, której się poddajemy nie jest ucieczką od rzeczywistości, lecz pełnym poddaniem siebie, co wymaga totalnego oddania się rzeczywistości takiej, jaka jest, a nie takiej, na jaką chcielibyśmy. Dopóki ziarno nie wpadnie głęboko w grunt i nie obumrze, pozostaje pojedyncze.

Richard Rohr powiada, że Bóg przychodzi do nas w przebraniu naszego życia, żeby więc znaleźć Boga w tej rzeczywistości, najpierw musimy ją zaakceptować. Nie można brać i wybierać tylko tych fragmentów swego życia, które się podobają, i które gotowi jesteśmy przyjąć. Musimy przywitać wszystkich wewnętrznych nieznajomych, których sami w sobie uważamy za nieproszonych i nieznanych. Jeśli tak się nie stanie, nadal będziemy żyć udając i oszukując siebie, że mamy rozeznanie i kontrolę.

Autentyczność to takie życie, jacy jesteśmy, a nie takie, jakie my sami oraz inni chcieliby w nas widzieć. Żyć w iluzji można na wiele sposobów. Niewielu idzie wąską drogą odkrywania i akceptacji siebie. Wszelkie wyrzeczenie się swego życia jest niszczące dla duszy, ponieważ odcina mnie od tej jednej rzeczy, która jest istotna dla życia i to życia obfitego – od prawdy.

Jezus powiedział, że jeśli będziemy żyć w prawdzie, prawda nas wyzwoli. Tragiczne jest to, że większość nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie są wolni. Tak się składa, że ludzie, którzy twierdzą, że są „naprawdę wolni” często należą do najbardziej uwięzionych przez wyrzeczenie się rzeczywistości i klatkę oczekiwań innych. Jak przysłowiowa żaba umierająca w podgrzewanej powoli wodzie, straciliśmy świadomość tego, że nasza wolność i życie powolutku wyślizguje się nam.

Życie w prawdzie to uświadomienie sobie kim naprawdę jestem, to być tą jedyną osobą, którą mogę być, jestem wyposażony, aby być i mam prawo być, to życie moim własnym unikalnym ego! Znana jest taka historia o pewnym starym rabbim, który został przytłoczony odkryciem jedynego pytania, które Bóg zada mu, gdy opuści tą ziemię. Tym pytanie nie było: „dlaczego nie byłeś jak Mojżesz, Jezus czy Paweł”, lecz jedynym zadanym mu pytaniem było: „dlaczego nie byłeś sobą?”
Myślę, że to dobrze jest zadać sobie to pytanie teraz.

Co robić? Bezprawie jest agresywne, zło się mnoży, świat, ciało i zło pleni się.


Joe McKeever
3.10.2018

Bezprawie jest agresywne, zło mnoży się, świat, ciało i zło pleni się. Co powinni robić ludzie Boży?

Mnóstwo ludzi, którzy zwą siebie samych chrześcijanami, nie zgadza się z odpowiedzią Pisma na to pytanie.

W większości przypadków agresja przyjmuje bardzo specyficzne formy. Nowe zarządzenia władz miejskich dyskryminujące kościoły i uniemożliwiające posługę. Perwersja seksualna, jest akceptowana a lokalne władze naciskają, aby to było nauczane w szkołach jako norma. Przyzwoity człowiek na publicznym miejscu, zachowujący tradycyjne wartości staje się celem ataku złych ludzi i szkalowany. Lista nie ma końca.

Wielu nazywających siebie uczniami Jezusa Chrystusa powiada: „Organizujmy się! Konfrontujmy! Żadnych Miłych Panów! Podejmijmy walkę z przeciwnikiem!” „Pokażmy im, że potrafimy być równie wredni jak oni!” „Mamy po swojej stronie moc Bożą!”

„W końcu – powiedzą – Jezus wziął powróz i oczyścił świątynię!” „Eliasz stanął na Górze Karmel przeciwko prorokom Baala”.

Gdy Boży ludzie zaczynają wyzywać po nazwisku, atakując słownie i korzystając z metod tego świata, ostatecznie ktoś weźmie broń i ruszy nawołując innych. W ciągu ostatnich lat mieliśmy w ruch pro-life do czynienia z ekstremistami, którzy strzelali do klinik aborcyjnych i zabijali lekarzy.

Nie patrz na odpowiedzi typu: „Ani ty, ani ja nie jesteśmy Jezusem” i „Nie jesteśmy też starotestamentowymi prorokami”.
Pan nie posłał nas, abyśmy takie rzeczy czynili.

Świętemu Bogu, który nas wezwał, nie o to chodziło, abyśmy walczyli z przeciwnikiem na jego warunkach .

Pismo nazywa odkupionych przez Boga nowym stworzeniem, świątyniami zamieszkiwanymi przez wzbudzonego z martwych Zbawiciela, misjonarzami, posłanymi po to, aby czynić uczniów spośród wszystkich narodów (Mt 28:18-20). Naszym obowiązkiem jest okazywać „owoce Ducha: miłość, radość, pokój, cierpliwość, łagodność, dobroć, wierność, pokorę, wstrzemięźliwość” (Ga 5:22-23). Nie walczymy cielesnymi sposobami, lecz „oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej” (1Kor 10:4).

Zostaliśmy wysłani do bitwy, to pewne, lecz zupełnie innego rodzaju i wyposażeni w broń o innym charakterze. Chodzi o miłość, pokorę, ofiarność, dawanie, czynienie dobra, modlitwę, Słowo, służbę i wiarę. Innymi słowy: podobieństwo do Chrystusa.

Marcin Luter zwykł to nazywać „mocą lewicy Bożej”. Moc prawicy, wskazywał, to pięść, osąd, surowość, miażdżenie odszczepieńców. Moc prawicy pojawiła się, gdy Bóg zniszczył Sodomę i Gomorę, gdy Samson zburzył świątynię filistyńską. Moc lewicy Bożej jest widoczna na Krzyżu.

Przyjrzyj się, co zrobił Jezus…

Continue reading