Category Archives: Tyra Stan

Stan_6/8.09.2019

Stan Tyra

Stan Tyra
6 września
Wbrew retoryce tylko niewielu pragnie przemiany i nieliczne kościoły witają ją z radością. Wolimy, aby proces przebiegał zgodnie z naszym planem, pod naszą kontrolą i był ograniczony do drobnego majsterkowania przy naszych religijnych projektach samorozwoju.

Jednym z powodów tego, że tak naprawdę nie chcemy przemiany jest to, że w trakcie tej podróżny napotykamy na opór w tych miejscach, w których zazwyczaj spodziewalibyśmy się wsparcia. Rodziny, przyjaciele i kościół często współpracują ze sobą, aby nas uchronić przed autentycznością, a utrzymać mocno w miejscu podporządkowania się normom. Właśnie dlatego chrześcijaństwo w większości swych form jest bardziej plemienne niż przemieniające – brak mu cierpliwości do znoszenia twojej marnotrawnej podróży i z pewnością chce uniknąć przykrych sytuacji, jakie może ona sprawić. Reputacja jest ważniejsza niż przemiana, wymagania zaś są proste: bądź dobrym starszym bratem, trzymaj się domu i bądź posłuszny.
Szczera przemiana jest procesem zmiany, który nie podlega naszej kontroli. W przeciwieństwie do dyscypliny, przemiana jest powstrzymywana staraniami, a przyspieszana przyzwoleniem. Jeśli w naszym wnętrzu ma nastąpić głęboka zmiana, musi pochodzić z jakiegoś miejsca spoza naszego ego. Każda próba kierowania czy kontrolowania go wyłącznie wzmacnia fałszywe ego, a wtedy prawda o naszym życiu jeszcze bardziej oddala się od nas.

7 września
Przemiana wpływa na naszą tożsamość w taki sposób, że ujawnia nasze „załączniki”. Jesteśmy tym, z czym najbardziej się utożsamiamy. Jeśli utożsamiam się z systemem przekonań (wierzeń) wtedy jestem moim systemem wierzeń. Jeśli jest to historia to jestem moją historią. Jeśli jest to rasa, płeć, reputacja, osiągnięcia, upadki czy cokolwiek innego jeszcze zdołasz wymienić, tym jestem. „Jak człowiek myśli w sercu swoim, taki jest” (Przyp 23:7). Jestem tym, do czego jestem najbardziej przywiązany, ponieważ właśnie to, do czego jestem tak przywiązany, decyduje o tym, co myślę. Jest to klasyczne definicja bałwana, a bałwanem jest wszystko do czego musisz się zwrócić o pozwolenie, gdy usłyszysz głos Ducha wzywającego cię do wyjścia poza miejsce, w którym jesteś ku większemu, autentycznemu ja.

Wielu ludzi utożsamia siebie z osobistą historią wykorzystania czy traumy. Przyjmują na siebie coś, co nazywamy tożsamością ofiary. O wiele bardziej tragiczne jest stać się własnym bólem, niż tylko znosić ten ból. Łatwo również utożsamić się z życiowymi okolicznościami i powiedzieć: „to ja, taki jestem, to jest moje życie”.

Być tym, co niosą własne myśli, wierzenia i przekonania skutkuje znacznie mniejszym ja i jest bardziej niebezpieczne od tylko posiadania myśli, wierzeń i przekonań. Na przykład: każdy z nas zna kogoś, kto utożsamił się ze swymi religijnymi wierzeniami. Nie da się z nim przeprowadzić istotnej rozmowy o czymkolwiek, ponieważ jego osobista, wewnętrzna przestrzeń już jest przepełniona jego opiniami i przekonaniami. Ma zawsze gotowy system obronny, ponieważ czuje, że nie tylko kwestionujesz jego wierzenie, lecz to, kim jest, jego tożsamość.
Gdy pytam kogoś: „Powiedz mi coś o sobie” to niemal bez wyjątku zaczyna mi opowiadać, co robi. Jestem matką, ojcem, mężem, żoną księgowym chrześcijaninem…?? Zmagamy się z przemianą i przejściem na wyższy poziom świadomości, ponieważ utknęliśmy w małej przestrzeni tego, co robimy i co myślimy. Wielu przylgnęło do Jezusa pomimo tego, że On mówi: „przestań, nie trzymaj się mnie” (J 20:17). Jeśli trzymamy się kurczowo Jezusa nigdy nie wzniesiemy się do chrześcijańskiej świadomości, gdzie jest miejsce na wolność do „życia, poruszania się i bycia” (Dz 17:28).

Życiem wiary jest reagowanie na życie przez „tak i amen”, równocześnie idąc dalej w pokoju, z akceptacją i wdzięcznością. Wiara jest czymś znacznie więcej niż zgodą na wierzenia i koncepcje. Wiara jest jedyną rzeczą, która może cię przygotować do najbliższego upadku swobodnego i towarzyszyć ci dalej w tym, co jest częścią następnej przemieniającej podróży. Ta podróż stawania się nie jest powolnym wspinaniem się wzwyż na starą transformacyjną górę, lecz wygląda tak: trzy kroki w górę, utrata równowagi i spadek dwa kroki wstecz. To ten jeden zyskany krok nadaje impet do dalszego marszu.
Musimy wypuścić na wolność nasze życie, co dotyczy również nasze wierzenia i przekonania, bądź Jezus powiedział, że „stracisz życie”, zanim je rzeczywiście znajdziesz. Musimy odpuścić, przejść przez stan niewiedzy, aż dojdziemy do takiego stanu, że ta wiedza nie jest nam potrzebna. To, że nie musisz wiedzieć, jest wskaźnikiem obecności autentycznej wiary. Znaczy, że zostałeś z jakiegoś powodu, którego nie rozumiesz, doprowadzony do miejsca, którego nie znasz i to w podróży, której nie możesz kontrolować.
Proces przemiany nie jest dla lękliwych, a ci, którzy zawsze mają szybkie religijne odpowiedzi, nie doświadczą go. Jest dla poszukiwacza obecnego w każdym z nas, który wie, że to, co jest ukryte w całym rozgardiaszu naszych załączników i tożsamości to autentyczne JA, które jest większe, rozleglejsze i bardziej miłujące niż wszystkie, wymyślone przez siebie pomysły na owo „ja”.

8 września
Jednym ze sposobów uodparniania się na przemianę jest to, że prowadzimy życie zbyt zajęte, aby mieć czas na ciszę i samotność. To nasze zapracowanie rozprasza nas tak, że nie możemy się spotkać z naszym wewnętrznym ja. Wolimy rozpraszanie i relaks niż przestrzeń na obecność i spotkanie. Właśnie unikanie tych rzeczy jest źródłem naszego uzależnienia i utrzymuje nasze religijne życie spięte w desperackim kieracie obowiązków i krzątania.

<|>

Stan_3/5.09.2019

Facebook

Stan Tyra
3 września

Życie mnóstwa ludzi sprowadza się do domagania się podobieństwa, szczególnie w dziedzinie polityki i religii. Ja mam rację – ty się mylisz. Ja jestem dobry – ty jesteś zły. Ja jestem zbawiony- ty nie. To ego opakowuje się we takie wnioski i przekonania po czym mówi: „taki właśnie jestem!” Przeważnie jest to po prostu inna forma psychopatycznej paplaniny.
Nie widzimy tego, lub nie chcemy zobaczyć, że ład tworzy się wyłącznie z kontrastów. Wyobraź sobie jak nudne i irytujące byłoby to, gdybyś poszedł na koncert, na którym zespół wszystkie utwory grałby na jednej funkcji harmonicznej (akordzie). Na harmonię w życiu składa się coś więcej niż samo E-dur, musi ono być otoczone przez C-dur i G-dur.
Arka Noego jest znakomitym studium kontrastów. Bóg celowo utrzymuje te wszystkie „przeciwności” razem, dopóki nie przyjdzie pokój (listek drzewa oliwnego Rdz 8:11). Z tego miejsca rodzi się nowe życie. Jezus był Arką Bożą, a teraz ty jesteś tą Arką – Ciałem Chrystusa.
Świadomość tej części swego boskiego charakteru najlepiej daje się utrzymać współdziałając ze swymi przeciwnościami w pokoju, nie uważając ich za coś wstydliwego. To te kontrastowe kolory składają się na twoją życiową kanwę. Nie ma kolorów, nie ma opowieści, nie ma życia.

4 września
Fundamentalizm uczy, że wszystko wypływa z Boga na zewnątrz. Zaczynam patrzeć na Boga inaczej, wierzę, że wszelkie życie płynie ku Bogu a nasza podróż to nauka jak uczestniczyć w tym strumieniu. Życie ma swój kierunek i ten kierunek jest zwrócony ku Bogu. „Pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi” opisuje nieustanny Boży cykl. Pierwsi na ostatnich, ostatni na pierwszych i tak stale i wciąż powtarzany jest cykl życia.

Przemiana (transformacja) to nie zmiana, jak szybko ją określamy, nie jest to również rozwój własny. Transformacja to ruch w stronę świadomości niepodzielności. Może to sięgać poza nasze umiejętności pojmowania, lecz nie wychodzi poza nasze doświadczenie. Możemy nie rozumieć, lecz możemy wiedzieć.
Wszystko na świecie opowiada nam tą samą opowieść: pory roku, nasiona, zgubiona owca, zgubiona moneta, stracony syn czy posłany Syn. Wszystko zaczyna się w Chrystusie i do Chrystusa wraca. Nawet Bóg „w Chrystusie świat ze sobą jedna” (2Kor 5:19). Zostawia te 99 i idzie szukać jednej, ponieważ w Chrystusie nie istnieje coś takiego jak 99%. Zawsze jest tylko i wyłącznie 100%, całkowitą pełnią i totalnym objęciu wszystkich.

5 września
Prawdziwy duchowy wzrost zawsze doprowadza do tego, że stajesz się bardziej żywy i bardziej autentyczny, ponieważ masz większą świadomość Boga a twoje człowieczeństwo nabiera bardziej pobożnego charakteru. Nie ujawni się to przez lepsze poddanie się religijnym ideałom i standardom, co więcej, podobnie jak w przypadku Jezusa, często będzie to wyglądało na sprzeciw wobec tychże.

Fundamentalizm (niedojrzała religia) każe nam dążyć do świętości, zamiast do całości/pełni; do stawania się duchowym, zamiast w pełni człowieczym; do osiągnięć, zamiast do przemiany oraz do doskonałości, zamiast Jedności. Zbyt często mylimy nasze religijne projekty samorozwoju, które nie są niczym więcej jak tylko polerowaniem fałszywego ego, z bardziej radykalnymi planami Ducha. Ponieważ głos Ducha Świętego zawsze jest łagodnym zaproszeniem, a nie żądaniem, często nie zauważamy go.
Jedność z Chrystusem nie jest tylko teologiczną propozycją – jest obietnicą, której można doświadczyć.

<|>

Stan_02.09.2019

Stan Tyra
2 września

Ciąg dalszy z wczoraj.
Jak uniknąć bajora wiedzy, wyjść z niego i przejść do rzeki świeżej wody. Jestem żarliwym czytaczem książek, lecz radzę, aby nie poprzestawać na książkach. Wiedza rzadko ma moc przemiany. Wyłącznie podróż doświadczenia jest przemieniająca i dlatego Jezu powiedział: „chodź za mną…” Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do traktowania intelektualnego poznania jako czegoś empirycznego i przemieniającego, że gromadzimy coraz więcej i więcej faktów i informacji. Skąd więc, wytłumaczcie mi, nasze nieustanne wątpliwości? Jesteśmy przekonani, że zdobycie właściwej odpowiedzi jest tym samym co oświecenie i przemiana. Nie jest. W rzeczywistości, jest największą przeszkodą. „Uderzająca do głowy” wiedza Biblijna jest najlepszym sposobem na to, aby uniknąć Boga.
Zachęcałbym cię do tego, abyś znalazł jedną osobę, która szła przed tobą i zwrócił uwagę na mądrość, którą niesie. „Uczcie się od nich” jak powiedział Jezus (ode Mnie) o sobie uczniom. Lecz pamiętaj: jest to życiowa podróż, nie kościelne nabożeństwo czy klasa szkolna.

Po drugie: zwracaj uwagę na swoje serce. Już znasz w ten sposób Boga, więc zrozum: po prostu „przypominasz sobie”.

Jan napisał: „Mówię wam o tym, nie dlatego, że nie wiecie, lecz dlatego, że już wiecie”. Już zostało ci dane „wszystko, co jest potrzebne do życia i pobożności”, więc duch i twoja podróż będą ci po prostu przypominać te wszystkie rzeczy. Za każdym razem, gdy próbujesz i zbliżasz się do Boga intelektualnie, twoje ja będzie uważać to za niewystarczające i zwracać się w stronę innego wyścigu osiągnięć.
Zwykle jest tak, że gdy szukamy informacji, widzimy to, czego szukamy i zgadzamy się z tym, co już uważamy za prawdziwe. Musisz dojść do miejsca, doświadczenia, które rozprasza i usuwa z centrum ego a konfrontuje cię z większym i bardziej globalnym światem. Paradoksalne jest to, że Bóg, aby to zrobić, wykorzystuje twoje własne dzieje i życie.
Zadziwiające, że Bóg ukazuje się w przebraniu twojego życia.

<|>

Stan_01.09.2019

Stan Tyra

Zwykle to, w jaki sposób robimy jedną rzecz, pokazuje jak robimy wszystko inne.
Z tego powodu często funkcjonujemy korzystając z mądrości, którą czerpiemy z sadzawki aktualnej wiedzy, wierzeń i opinii, co z kolei powoduje, że nasza tożsamość zamienia się jezioro utworzone w starorzeczu. Jest to jezioro, które powstaje wskutek powodzi, a które po cofnięciu się jej z zalanych terenów, zostaje odcięte do świeżej wody. Po jakimś czasie następuje stagnacja, wszelkie życie zamiera i zaczyna śmierdzieć.

Tak samo dzieje się z nami, jeśli nie utrzymujemy kanału dopływu do siebie nowej i świeżej wody. Wszystkie wielkie poruszenia Boże zaczęły się od powodzi nowego objawienia, które często skutkowało narodzinami nowej denominacji. Niestety, po czasie zamieniały się one w jezioro zalewowe, nie przyjmując nic „więcej”. Wielu liderów, którzy byli wykorzystani do zrodzenia tego nowego ruchu, stawało się największymi wrogami następnego poruszenia. Odrzucali wszystko, co nowe, a zamiast tego bronili tego, co mieli. Ten smród jest najwyraźniej odczuwalny wszędzie, poza miejscem skąd pochodzi.

Znam wielu ludzi zadowolonych z obecnego bajorka myśli, do których mają dostęp w ramach swego umysłu czy plemienia. Nie interesuje ich słuchanie nikogo spoza, ponieważ są przekonani, że już znaleźli narożnik wszelkiej prawdy. Każda myśl(i) spoza bajorka jest uważana za zagrożenie, któremu należy się sprzeciwić.

Sam osobiście byłem w takiej kałuży kręcącej tą samą zastałą wodę. Teraz już znam ogromną wartość słuchania tego, co wychodzi poza aktualną świadomość i bezpieczną strefę. Zaczynam słuchać nawet bardziej uważnie wszystkiego, co „uraża” mnie i aktualny system przekonań. Zaczynam postrzegać urazę jako czerwoną flagę, która przypomina mi, że mam coś, czego się trzymam i co chciałbym bronić. Odkryłem, że nowe objawienie i mądrość najczęściej obrażają moje ego, zanim dam jakąkolwiek szansę na oświetlenie nim mego serca. Tak więc, uraza staje się wartościowym narzędziem dla mnie i dla mojej nieustannej przemiany.

Ludzie często próbują trzymać mnie z dala od wszystkiego, co nowe, mówiąc, że ta „uraza”, którą czuję, jest w rzeczywistości rozeznaniem i że to Bóg mnie chroni. Doszedłem do tego, że nie jest to prawda.

Nauczyłem się tego, jak wartościowe są głosy i perspektywy inne od moich czy też tych najlepiej mi znanych oraz jakie bogactwo niesie spotykanie się z ludźmi odmiennymi i unikalnym, a nie jedynie z takimi samymi. W jaki sposób wchodzimy do rzeki świeżej wody, a wychodzimy z bajorka? O tym będzie jutro.

Trzymajcie rękę na pulsie :).

<|>

Stan_20/22.08.2019

Stan Tyra

20 sierpnia
Kiedy widzę w jaki sposób przekręciliśmy, wypaczyliśmy i źle zastosowali Biblię, zastanawiam się, po co w ogóle została nam dana. Pismo miało być świadectwem Boga, ludzkości i wiecznej relacji obu. Zamiast tego, zinterpretowaliśmy ją dla naszych własnych celów, aż po nienawiść, osąd, oskarżenie, potępienie i podział.

Biblia to nie 12 stopniowy kurs „jak być dobrym chrześcijaninem”, jak wielu chciało by tego. W rzeczywistości jest to tekst, który ma ujawniać odpowiedzi bardziej poprzez problemy i proces, niż w postaci wniosków, które starają się uniknąć problemu.

Wszystkie religie starają się odkryć i ujawnić coś na temat boga. To, co czyni z judeochrześcijańskiej tradycji wyjątek to fakt, że wierzymy w Boga, który objawia Boga. Tak więc, Biblia jest drogą do samo-objawienia czy inaczej: autobiografią Boga. Bóg mówi nam o Bogu ujawniając nam tajemnice o sobie. Jezus to Boży sposób na powiedzenie: „Hej, nie jestem taki, jestem taki!” Wydaje się, że wygodniej jest nam myśleć o Bogu intelektualnie, niż stanąć w obecności boskiego objawienia.

Ponieważ wygodniej czujemy się w naszych głowach, niż w sercach, zwykle unikamy tego, gdy Bóg objawia siebie w Piśmie. Zamiast czytać i przeżywać podróż objawienia Boga i człowieka, wolimy oddzielić ich i korzystać z biblijnych danych tak, aby popierać własne zdanie o Bogu, równocześnie odrzucając opinię Boga o nas. Jesteśmy przekonani, że jeśli nauczymy się tych faktów o Bogu, to znamy prawdę i w jakiś sposób te fakty „zbawiają” nas. Zredukowaliśmy Boga do biblijnych faktów o Bogu, co pozwala nam na tworzenie Boga na nasz własny obraz przy całkowitym unikaniu prawdziwego i wiecznego obrazu nas samych.

Kiedy już tak się stanie, nazywamy naszą interpretację ‘bezbłędną’ i znajdujemy sobie paru ludzi, którzy zgadzają się z nami i pomagają nam ochraniać Boga. Jest to „grupowe myślenie” (kościół). Gdy już raz nazwiemy „nasze” fakty „prawdą i życiem” budujemy wokół nich mur i sprzeczamy się o interpretacje tych faktów. Wolimy kazania o Bogu i niebie zamiast rzeczywistego doświadczania Boga i nieba teraz.

Zamiast otrzymywać odpowiedzi na osobiste problemy, Biblia oferuje nam raczej podróż, w której możemy „iść za Nim” ku odpowiedzi czy być może do wiary pozbawionej odpowiedzi. Ludziom wydaje się, że gdyby chodzili z Jezusem to kochaliby i naśladowali Go doskonale. W najlepszym przypadku jest to śmieszne, ponieważ nawet dwunastka obecna przy nim nie robiła tego jak należy. Lecz nie to się liczy. Poznanie faktów o Bogu nigdy nie rozwiąże problemu wiary. O ile dają cokolwiek to jest to gigantyczny substytut wiary. Powinno być oczywiste, że informacja nigdy nie odpowiada na pytanie wiary, a jednak stale cytujemy ją jako wiarę. Za każdym razem, gdy mieszasz wiarę z faktami, mijasz się z zaproszeniem do boskiego objawienia.

21 sierpnia
O ile mam ogromny szacunek dla Pisma, zachodni kościół z pewnością nadmiernie podkreśla je aż do uczynienia z niej boga. Trudno nam sobie to wyobrazić, że Biblia jest bałwanem, lecz właśnie to z niej uczyniliśmy. Jest to obecnie nie tylko bałwan, lecz jest również głosem węża szepczącego: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział?” Po czym pozwalamy mu odpowiedzieć na jego własne pytanie: „jeśli zrobisz… to będziesz jak Bóg”. Kurcze! Komu potrzebny Bóg, skoro mamy Biblię, która mówi nam w co wierzyć i jak się zachowywać. Tragiczne jest to, że wielu twierdzi, że Bóg i Biblią są dokładnie tym samym. Dopuściliśmy do tego, że wiara i spotkanie zostało zastąpione przez akademickich nauczycieli i to do tego słabych w tej dziedzinie.

Historycy i demografowie mówią nam, że 90% ludzi, którzy kiedykolwiek po tej Ziemi chodzili nie potrafiło czytać. Czy, biorąc to pod uwagę, sądzicie, że Bóg pozwoliłby na to, aby boskie objawienie siebie było zależne od akademickich zdolności? Jakżeby więc Abraham mógł być nazwany „Ojcem Wiary”, a nawet w ogóle znać Boga?

„Słowo Boże’ nie jest Biblią, niemniej przyzwyczailiśmy się do tego, że tak ją nazywamy”. „No, słowo mówi…” co, w interpretacji, oznacza: pozwól, że projektuję moje skłonności, strach i zdanie na ciebie i przekonam, że Bóg tak powiedział, używając do tego odpowiedniego rozdziału i wersu. Jedną „Żywą Biblią” jest Jezus Chrystus. On jest „Słowem, które stało się ciałem”. Zdumiewające z jak wielką ignorancją nazywamy „Tym Słowem” coś, co w ogóle nie przypomina Jezusa. Jezus powiedział: „idź za mną”, a nigdy nie powiedział: „wierz mi”. Objawienie Boga jest objawieniem odbywającym się w podróży, nie na kościelnych kazaniach i nabożeństwach.

22 sierpnia
Oto jeden przykład z nieskończonej listy zniekształceń Pisma, które poczyniliśmy, aby dopasować je do naszych egoistycznych potrzeb zdobywania osiągnięć.

Bądźcie doskonali, jak wasz Ojciec Niebieski jest doskonały” (Mt 5:48).

Dualizm odczytuje ten wers przez filtr idealistycznego moralizmu po czym zarządza to ludzkości. Prowadzi to do związanego z głową systemu przekonań odrzucenia i pozoruje coś, w czym wszyscy zawodzą. W najlepszym wypadku mierzymy i porównujemy siebie z innymi, ustalając tych, którzy są tak „dobrzy” jak my, po czym uważamy siebie za „świętych” w oparciu o nasze własne porównawcze standardy.

Patrząc na ten wers z innej niż dualizm perspektywy prowadzi nas ku boskiej jedności, a z dala od osobistej doskonałości. Apostoł Paweł ujął to w taki sposób: „Nie szukam już sprawiedliwości opartej na własnych staraniach… lecz doskonałości, która jest z wiary i z Boga…” (Flp 3:9, 15).

Celem nie jest, i nigdy nie było, osobista czy prywatna świętość bądź doskonałe zachowanie, co choć jest oczywiście niemożliwe, przedstawiane jest przez fundamentalny kościół jako osiągalny cel. To powoduje, że Biblia jest problemem, a nie darem, a religia jest wylęgarnią sprawiedliwości własnej.

Stan_3/4.08.2019

Stan Tyra

3 sierpnia
Lampą ciała jest oko” – Łk 11:34.

Duchowa dojrzałość to coraz lepsze widzenie, aż do doskonałego wzroku i wydaje się, że zajmuje to całe życie. Wygląda również na to, że istotne przyspieszenie w widzeniu następuje w późniejszych latach, a największy ‘przeskok’ w ostatnich latach, przy najbardziej boskim patrzeniu w ostatnich dniach i godzinach. Zdumiewające, co można zobaczyć, gdy przestaje się wpatrywać w siebie i nie ma niczego do udowodnienia, usprawiedliwienia czy wyjaśnienia. Przejrzenie na wskroś przez iluzje niszczy je.

Im jestem starszy tym bardziej staję w konfrontacji wobec ego, na którego budowaniu zeszła mi spora część życia. Ta „persona” (z greckiego: maska sceniczna) niekoniecznie jest zła, po prostu nie jest „prawdziwa”. Pozwala nam na czynienie zła, nie nazywając tego złem. Wydaje nam się, że nasza „osobowość” jest naszą tożsamością, lecz tak nie jest – jest tworzona przez nas i okoliczności. Jest produktem i nieświadomie utrzymywana w umyśle, twierdzi, że jest „mną”, lecz jest to iluzja, która musi umrzeć, podobnie jak każda fikcja.

Im bardziej jesteś uczepiony stworzonego przez siebie i dobrze strzeżonego obrazu, tym bardziej zawzięcie będziesz się go wyrzekał i brnął coraz głębiej i głębiej w ślepotę, która uniemożliwia ci zobaczenie swego prawdziwego i najlepszego ja. Jak powiedział Jezus: „Jeśli ta lampa jest ciemnością to sama ciemność jakaż będzie” (Mt 6:23).

Czytamy w 5 rozdziale Ewangelii Mateusza: „Szybko zaprzyjaźnij się ze swoim przeciwnikiem…” Jest w tym wielka mądrość, której łatwo nie zauważyć. Chodzi o to, że jeśli zaprzyjaźnimy się z tymi, którzy rzucają wyzwanie naszemu zdaniu o nas samych, szybko zaczniemy patrzeć poza iluzję, którą nazywamy „ja”. Jeśli tego nie zrobisz, wyrzekasz się bardzo potrzebnej mądrości i kończysz „uwięziony” wewnątrz sobie a próby obrony iluzji tego „ja” będzie cię kosztować „ostatni grosz”. Widzieć poprzez, czy poza, tą iluzję przemieni „JA” w „JA JESTEM”.

Przeciwnik „zaciągający się do sądu” to twoja wewnętrzna fabuła prześladowania, potępienia, gniewu, zranienia i rozżalenia. Szukanie belki we własnym oku uwolni cię od tego sądu dłużników. Kiedy już raz dostrzeżesz ta iluzję stworzonego ego to utrzymywanie dobrej relacji będzie dla ciebie znacznie cenniejsze niż to, że masz rację.

Niedojrzała religia uczy nas , aby unikać grzechu a skutek jest taki, że stworzyliśmy nieprawdziwą sprawiedliwość. Taka persona nie chce zobaczyć zła w sobie, więc przedstawia siebie jako dobrą i świętą czy, jak napisał apostoł Paweł: „aniołowie ciemności muszą udawać aniołów światłości” (Bryt.: „…wszak i szatan przybiera postać anioła światłości”.

„Lucyfer” znaczy „niosący światło”. Zło zawsze usiłuje sprawić, aby ciemność wyglądała jak światło. Moim zdaniem właśnie dlatego największe zło z jakim się zetknęliśmy było ukryte za i pod strzelistą wieżą. Wszyscy musimy ponownie usłyszeć „pianie koguta”.

4 sierpnia
Jednym ze sposobów zauważenia tego, że istnieje silnie strzeżone „fałszywe – ja” jest to, w jaki sposób reagujemy na przeciwności. Czy wydają  się „groźne” dla nas. Niekoniecznie w sensie fizycznym, lecz emocjonalnym. Nadmierna reakcja i gwałtowne wypieranie się wskazują na dobrze chronione ukryte ego, które nie robi miejsca na nic poza sobą. Jeśli twoja wewnętrzna „gospoda” jest już pełna (ciebie, ideologii czy kościelnictwa) to nie ma miejsca na narodzenie się nowej manifestacji Chrystusa w tobie.

Dojrzała czy prawa osoba może trwać w takim pokoju i nie reagować dlatego, że ma znacznie więcej cierpliwości i akceptacji dla siebie i innych. Nie ma wielu rzeczy ukrytych czy pretensji, nie ma dużej negatywnej energii zgromadzonej po to, aby osądzać, atakować i potępiać innych. Istotą Ewangelii jest to, że musimy uderzyć o jakiegoś rodzaju dno, aby w ogóle zacząć prawdziwą podróż do Domu. Aż do tego czasu jest to przeważnie przepełnione ego działania polityczne i/bądź religijne. Na dnie nie potrzebujesz idealizmu, lecz oddechu!

W międzyczasie tracimy zainteresowanie idealizowaniem czy ubóstwianiem ludzi (w tym siebie samego) zdarzeń czy idei. Twoje podróże prowadzą cię z dala od odpowiedzi i organizacji ku tajemnicy i przemianie, a ty nie czujesz już więcej potrzeby stałego „rzucania pereł przed wieprze”. Nie znaczy to, że nie kochasz ludzi, po prostu bardziej akceptujesz innych i cenisz perły, które już mają, nawet jeśli sam ich nie widzisz. Uczysz się również dostrzegać to, że to, co wartościowe (perły) dla ciebie, niekoniecznie ma wartość dla kogoś innego. Mądrość uznaje to, że nasze życie zawiera w sobie zarówno perły jak i rzeczy, które czekają na „zaliczenie do gnoju” (Flp 3:8).Dojście do przekonania, że nie jesteś doskonałą odpowiedzią i najwyższym autorytetem w każdej sprawie jest ogromnym skokiem na przód. Ten prosty krok pokory otworzy wiele rzeczy w tobie.

Wyrzekliśmy się rzeki płynącej w nas na rzecz cudzego strumienia. Zamiast być ukrzyżowani, zostaliśmy ukościelnieni czy upolitycznieni.

Bóg nie wymaga od ciebie, abyś był całym posiłkiem czy oświetlonym miastem. Masz być tylko małym kawałkiem ukrytego kwasu, pojedynczym światłem czy solą (która zastosowana jest niewidoczna). Sól widać tylko wtedy, gdy zbiera się z inną solą nic nie robiąc, lub siedząc w solniczce.

Przestań domagać się, aby każdy rodzaj gleby reagował właściwie na twoje ziarno. To jest ego, a nie Ewangelia. Znajdź podatną czy dobrą glebę, i bądź gotowy wyjrzeć poza swoje normalne „pola”. Odkryłem i nadal odkrywam najbardziej podatne gleby poza kościołem, ponieważ „chrześcijanie” przeważnie odrzucają umysł początkującego. Jezus powiedział: „dzieci tego świata są mądrzejsze od dzieci światłości” (Łuk 16:8).

Stan_1/2.08.2019

Stan Tyra

1 sierpnia
Nikt nie ma większego wpływu na swoje przebudzenie niż na swoje narodziny. Coś innego, życie i okoliczności muszą doprowadzić do miejsca, w którym już więcej nie działa to, co nazywamy „swoim planem”, „religią”, „swoimi wierzeniami” itp. – a w zasadzie głęboko zawodzi. Musi być takie zdarzenie, czy coś, czego nie jesteś w stanie wytłumaczyć, coś poza kontrolą i oklepanymi odpowiedziami. Te sytuacje muszą wychodzić poza twój zestaw umiejętności, biblijnej wiedzy, siłę woli czy logiczne myślenie. Tylko wtedy, gdy znajdziesz się w takim punkcie, potykasz się i padasz, jesteś na początku „czegoś nowego”

Nikt sam nie decyduje się na odstawienie na bok egocentrycznego zaabsorbowania, ani nie przybija sam siebie do krzyża. Żeby podjąć te konieczne kroki swej podróży istotne stają się inne czynniki. Większość z nas próbowało robić to mocą woli czy dyscypliną, lecz nie działało. Nic się nie zmieniało, po prostu jeszcze bardziej oszukiwaliśmy siebie przykrywając się kostiumem z „figowego listka”. Kończy się to tak, że nasz fikcyjny projekt samorozwoju nazwaliśmy „Bożą wolą”, winą za oczywiste niepowodzenie obciążyliśmy diabła, a inni mówili nam, że musimy być tylko „bardziej oddani”. Tak więc, ponownie angażujemy nasze zaangażowanie i zaczynamy ten sam projekt usiłując naprawić problem przy pomocy tej samej logiki, która go właśnie stworzyła.

Wszelkie próby planowania własnego oświecenia zawiodą, ponieważ będą zarządzanie przez ego. Nadal będziesz widział tylko to, czego zdecydowałeś się szukać i nie będziesz widział tego, na co nie jesteś gotowy. Tak więc, tylko niepowodzenie i upokorzenie może zmusić cię do patrzenia tam, gdzie nigdy w innym przypadku nie zajrzałbyś. Wszyscy musimy potknąć się i upaść, zjeść to jabłko i wyjść z ogrodu, zanim będziemy mogli zatoczyć w podróży pełne koło i na nowo odkryć nasze życie, nasz ogród, dom, prawdziwe ja i Ojca. 

Pobożnie mówiąc: Nikt niczego prawdziwie nie znajduje, dopóki najpierw tego nie straci i nie odkryje tego wszystkiego w kontekście wiecznego wyboru. To nie ty wybrałeś Jego – On wybrał ciebie. Tak naprawdę to nie ty znalazłeś Jego, ponieważ On nigdy cię nie opuścił. To, co nazywasz byciem „zbawionym” to prostu przebudzenie (świadomości – przyp.tłum.), uświadomienie sobie tego, kim jesteś, na czyje podobieństwo i obraz zostałeś stworzony i tego, że On nigdy cię nie porzucił. Był z tobą i w tobie zawsze, od początku, nawet zanim świat powstał.

Wszystkie twoje upadki, niepowodzenia i grzeszenie prowadzą cię do Domu. We wszystkim raduj się, powtarzam raduj się.

2 sierpnia
W 1 List do Koryntian 13:11 Paweł pisze: „) Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce”.

W końcu doszedłem do miejsca, w którym nie muszę już eliminować tego, co nazywam negatywnym lub złym. Nie muszę trzymać się starych zranień czy czuć potrzeby wyrównywania rachunków z kimkolwiek. Sporo czasu zajmuje nam dostrzeżenie tego, jak bezużyteczne są te walki. W tym stanie życia Przypowieści są dla mnie ważniejsze niż 10 Przykazań.

Wtedy, gdy „pozbędziesz się tego, co dziecięce”, życie staje się większe, a ściany twojego pomieszczenia rozszerzają się, co daje więcej miejsca na wszystko i wszystkich. Nie musisz już domagać się tego, aby być usłyszanym i spokój jest potężniejszy od hałasu. Dramatyczność staje się nie tylko nudna, lecz wstrętna. Dojrzałość pozwala nam zdać sobie sprawę z tego, że pod tą całą fasadą wszyscy jesteśmy jednakowo nadzy i wszyscy tak samo tkwimy w tym, co nazywamy życiem razem.

Stajesz się niesamowicie wolny, gdy nie musisz już więcej wyróżniać się. Nie musisz już dowodzić tego, że twoja grupa czy religia jest jedyna, czy najlepsza, czy też twoja przynależność etniczna, płciowa wymaga specjalnego traktowania i uznania. Bóg nie jest już więcej małym karzącym, wyłączającym czy plemiennym bogiem. Nie czekam już na życie „kiedyś tam” ani na mieszkanie na szczycie. Rozumiem, że wewnątrz mnie jest wiele mieszkań i mogę swobodnie je badać i cieszyć się nimi teraz.

Nie muszę już mieć ostatecznego zdania na temat wszystkiego i każdego, nie potrzebuję zmieniać innych, aby być zadowolonym samemu. Odkryłem to, że największą drogą do tego, aby być człowiekiem przemiany (innych) jest brak potrzeby zmieniania ludzi.

Ostatecznie na dziś, choć z pewnością nie wyczerpująco, zdaje sobie sprawę z tego, że „prawda” nie opiera się na faktach, lecz na doświadczeniu. Niedojrzałość uwielbia mówić „prawda jest prawdą”, lecz to, co nazywa się prawdą to zazwyczaj fakty, które dodają się do przyjętego wniosku jak 2 + 2 = 4. 

Jest to prawdziwe, lecz nie jest prawdą.

Prawdą jest Osoba, Chrystus, i jest większa niż jakikolwiek system wierzeń czy zestaw religijnych wniosków. Na przykład: miłość jest miłością bez względu na to czy baptystyczna czy buddyjska. Wyłącznie to, co jest prawdziwe uniwersalnie, jest prawdą. Dzięki temu jestem obecnie bardziej wolny niż kiedykolwiek wcześniej! Tylko prawda może dać ci wolność i to wtedy i tylko wtedy, gdy jest w kontekście przebywania (jedności). Prawdy nigdy nie ma, czy nie jest doświadczana, w dualizmie.

Już czas dla nas na to, aby „odstawić to, co dziecięce”.

<|>