Category Archives: Tyra Stan

Stan_13/14.12.2018

Stan Tyra


13 grudnia

Bardzo często cytuję stwierdzenie Richarda Rohr’a: „myślenie nie spowoduje nowego sposobu życia, to życie wprowadza nas do nowego sposobu myślenia” (dosł.: „we do not think ourselves into a new way of living; we live ourselves into a new way of thinking”). Jest to bardzo silne stwierdzenie, które idzie w poprzek wszelkiej religijnej przeładowanej retoryce i opisuje nowy bukłak, który potrzebuje trwalej przemiany. Bez tego nowego zbiornika, wewnętrzna zawartość bezskutecznie „rozlewa się”. Każde spotkanie czy objawienie potrzebuje nośnika, ponieważ szybko staje się mętne, zniekształcone i nie nadaje się do tego, aby się nim podzielić.
Edukatorzy zgadzają się coraz bardziej co do tego, że wykłady i czytanie są najmniej skutecznymi formami nauczania. Są to metody intelektualne, bardzo bierne i pozostawiają ego w jego zwykłej, obronnej postawie, zasadnicze nietknięte. Dopóki naszego ego siedzi w fotelu pilota, nic rzeczywiście nowego czy wyzywającego nie jest dopuszczane.
Na potrzeby głębokiej przemiany musimy znaleźć się w integrującym przeżyciu (podróży), która wymaga bezpośredniego doświadczenia, emocjonalnego ryzyka, wyjścia z własnej bezpiecznej strefy wraz z ludźmi, którzy są spoza naszego zwykłego kręgu przyjaciół.
Musimy mieć nieco rozszerzony poziom duchowego widzenia bo, w przeciwnym razie, nic tak naprawdę nie zmieni się na głębszym poziomie. W ciągu kilku chwil od podjęcia nowej idei, szybko wracamy do starych przyjaciół, dobrze zużytych pytań, schematów odpowiedzi oraz wcześniejszych wniosków. Zaproszenie zbyt często zostaje opanowane przez dobrze bronione fałszywe ego, tak, jakbyśmy nigdy nic nowego nie zobaczyli, nie usłyszeli.
To, co nowe i odmienne zawsze jest zagrożeniem. Dopóki nie pojawi się coś wystarczająco mocnego, co zmieni nasz punkt widzenia i rzuci wyzwanie naszym założeniom, rzadko kiedy przechodzimy do nowego miejsca. Ciężko nam przyłączyć się do Adama i Sary: „wyjdź z ziemi swojej i od rodziny do nowej ziemi, którą ci pokażę” (Rdz 12:1-2). Chcemy znać odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, aby niepotrzebna była wiara.


14.11
Myślę, że jednym z powodów tego, że Jezus narodził się w żydowskiej rodzinie jest to, że tradycyjni Żydzi ze względu na historię są ludźmi obcującymi z doświadczeniem. Innymi słowy: możesz spytać Amerykanina, który nigdy nie był we Francji, jaka jest Francja, a on opisze ją: „no, wspaniałe jedzenie, Wieża Eiffla, wspaniałe muzea sztuki” itp. Kiedy jednak w tym samym kontekście zapytasz prawdziwego Żyda, odpowie: „nie wiem, nie byłem we Francji”. Czują, że nie jest właściwe opisywać cokolwiek, czego nie przeżyli.
Pisma zostały napisane w takim właśnie doświadczalny kontekście i nigdy ich zamiarem nie było zrobienie z nas biblijnych intelektualistów. Zrobiliśmy tak po to, aby uniknąć autentycznego doświadczenia i przemiany. To dlatego Jezus wzywał uczniów, aby szli za Nim, a nie siedzieli, zapamiętywali i recytowali.
Wielu ludzi, mających dobre zamiary, siada co tydzień w kościołach, a niewiele, o ile w ogóle, ma wspólnego z podróżą doświadczenia. Są przekonani, że jeśli usłyszą i uwierzą to będzie to prawdą. W końcu, „Kościół” to wiara w przekonania, które są prawdziwe bądź fałszywe, czyż nie? Religia to udział w nabożeństwach, prawda? Ludzie słuchają idei i osądzają je jako prawdziwe lub fałszywe – albo je „lubią”, albo nie. Niemniej, rzadko kiedy skutkiem jest powstawanie jakiejkolwiek nowej „praktyki” czy zmiany schematów naszych zachowań.
Podróż przemiany nie ma nic wspólnego z wiarą w poszczególne idee! To nie prośba o to, abyś uwierzył lub przestał wierzyć w jakieś doktryny czy dogmaty. To powiedzenie: „Tak, spróbuj tego!” – wyłącznie w ten sposób możesz cokolwiek „wiedzieć”. Wielu czyta moje posty i całkowicie się z nimi zgadza lub nie zgadza, lecz bardzo nieliczni próbują czegoś nowego, niewielu zmienia cokolwiek szybko – przeważnie po prostu cieszy ich czytanie tego lub znikają ku kolejnemu zastawowi „nowych” idei.
Musisz tego spróbować, przejść się tam, zmienić strony, wyjść z bezpiecznej strefy, nawiązać nowe kontakty, odpuścić sobie swoje stare role i dobrze broniony obraz samego siebie. Tylko wtedy będziesz mógł przeżyć swoja drogę do nowych sposobów myślenia i przestać próbować wymyślać sposób na nowe drogi życia. Nowy sposób myślenia przed nowym doświadczeniem jest trudny i niebezpieczny.
Nie jestem w stanie powiedzieć wam jak wielu ludzi latami słuchało mojego nauczania, czytało moje książki czy codzienne posty i nigdy nie spróbowało niczego nowego. To mnie zasmuca. Niemniej, jestem zachęcony przez tych nielicznych, którzy robią krok wiary i idą tam, gdzie nigdy nie chodzili. Ludzie często proszą o mnie o polecenie jakiejś książki, wideo czy cokolwiek, a i tak nigdy do tego nie podchodzą. Poprosiłem niektórych z moich największych krytyków, aby obejrzeli „Chatę”. Inwestycja zwykłej 1.5 godziny. Większość natychmiast odmawia lub mówi: „OK” i nigdy tego nie robi. Mówi mi to o tym, że bardziej kochają własne argumenty niż podróż doświadczenia. Wygląda na to, że boimy się tego, że coś może się faktycznie okazać prawdziwe, a czego my nie chcemy uznać za takie i sporo zrobiliśmy, aby prawdą nie było. Inni są po prostu apatyczni i leniwi. Kiedy nigdy nie odbyło się żadnej podróży, łatwiej jest rościć sobie prawo do elitarnej wyższości.

Jednostka, która coś przeżyła, nigdy nie znajdzie miłosierdzia u tego, kto dysponuje tylko religijnym rozumowaniem.

Stan_11,12.12.2018

Stan Tyra
11 grudnia
Zniesiecie kolejny post na temat fałszywego ego? Wiem, wygląda na to, jakbym mnóstwo o tym mówił, lecz może nie ma nic ważniejszego do omówienia. Poza tym, wielu nowych czytelników przyłącza się codziennie i może też muszą o tym usłyszeć po raz pierwszy.
Prawdziwe „ja” to takie, którym jesteś i zawsze byłeś zgodnie z boskim obrazem i podobieństwem. Połączenie tego, co ludzkie z tym, co boskie, było i jest Bożym wyborem, i oznacza właśnie „być w Chrystusie” a dla nas oznacza być „nowym Adamem” i Ewą. To jest właśnie ta tożsamość, do której odrzucenia fałszywe ego znajduje mnóstwo powodów, ponieważ czuje się wobec niej niewłaściwe, niegodne i z tego powodu nazywamy je fałszywym. Wyłącznie prawdziwe ego wierzy w dobrą nowinę Ewangelii.
Mówię o tym tak dużo, ponieważ większość chrześcijan nigdy była uczona o ich wiecznej Jedności z Bogiem. Przeważnie byliśmy nauczani o naszym oddzieleniu od Boga, a cała odpowiedzialność za to zjednoczenie była kładziona na naszej zdolności do podjęcia właściwej decyzji, ignorując słowa: „nie wy mnie wybraliście, lecz Ja was wybrałem”.
Owo fałszywe ego to cała świadomość, jaka została nam po opuszczeniu Ogrodu. Nie oskarżaj Adama i Ewy, taką samą podróż WSZYSCY musimy iść. Musieliśmy stworzyć to fałszywe ja po to, aby pomogło nam wystartować. „Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały…” Największym problemem z fałszywym ego jest to, że za bardzo go cenimy a zatem traktujemy go zbyt poważnie. Stale przemija i ostatecznie umrze. Każde fałszywe ego „zegnie kolano”. To temu fałszywemu ego Jezus powiedział: „Odejdź ode mnie, nigdy cie nie znałem”. Wyłącznie prawdziwe ego jest wieczne. Wszyscy cierpimy z powodu błędnej tożsamości.

12 grudnia
Bardzo wolno uczymy się zrzucać wyprodukowaną przez siebie tożsamość, a odkrywać prawdziwe i wieczne „ja”. Podobnie jak Jakub często określamy nasz powrót do domu i powtórne odkrycie jako: „zawsze tu byłeś, a ja nie wiedziałem o tym”.
Upraszczając; to fałszywe ego jest odłączonym i autonomicznym ego – w tym sensie ono nawet nie istnieje. Chrześcijaństwo nazwa ten stan odłączenia „grzechem”. Fałszywe ego czuje niemal nieustanny wstyd i poczucie winy, strach i z natury brak mu poczucia bezpieczeństwa, a zatem ubiera się na różne sposoby. Jest to ostateczne „okrycie”. Nigdy nie będziesz zadowolony ani nigdy nie znajdziesz się wewnątrz stworzonego przez siebie ego.
To prawdziwe ego charakteryzuje komunia i głębokie zadowolenie w tych dziedzinach, w których nie chodzi o twoje życie. Życie dotyczy ciebie. Nie znaczy to, że nigdy nie zrobisz kroku czy dwóch wstecz, lecz to, że nigdy nie będziesz już usatysfakcjonowany tym mniejszym obrazem. Prawdziwe ego nie może być również zranione, ponieważ nie musi niczego udowadniać czy chronić. Gdy nie masz wobec ludzi oczekiwań, które sam tworzysz, aby zadowolić swoje własne egoistyczne potrzeby, możesz żyć życiem wolnym od urazy. Tylko wtedy możesz mówić: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. Jezus nigdy nie grał roli ofiary, ani nie obwiniał.
Prawdziwym celem religii jest prowadzić cię ku doświadczeniu swego prawdziwego ja. Wyłącznie dojrzała religia jest przygotowana i na tyle cierpliwa, aby reorganizować, uzdrawiać i łączyć ponownie nas z tym wielkim obrazem tak, aby kiedy mówisz, że kochasz Boga, mówisz, że kochasz wszystko, bez wyjątków.

Stan_10.12.2018


Stan Tyra
Niektórzy ludzie są zdeterminowani, aby dojść do jakiegoś wniosku, nawet takiego najbardziej przebudzonego rodzaju. Chodzi mi o to, że wszędzie mamy do czynienia z pewną siebie arogancją. Od nabożeństwa najbardziej legalistycznego kościoła do takiej przypadkowej rozmowy szukających. Niektórzy, przebudzenie bądź nie, myślą, że ich niezbite komentarze w jakiś sposób nagle sprawią, że kurz osiądzie na całej dyskutowanej tajemnicy. Czasami brzmi to dla mnie jakby było do tego dodane: „Ach! Czyż nie wszyscy o tym wiedzą?”
Staram się zawsze utrzymywać rozmowę tak prostą, otwartą i tajemniczą jak to tylko możliwe, lecz często pojawia się komentarz „wniosek”, którego celem jest zakończyć rozmowę tak, jak to jest przedstawione w ostatecznym słowie, ostatecznej odpowiedzi i wspaniałym podsumowaniu. Przedstawia się to jako: „Jeśli zrozumiałeś, co powiedziałem, nigdy więcej nie będziesz miał co do tego pytań”.

Moi czytelnicy! Nie zwracajcie uwagi na tego typu reakcje. Wiem, że dla niektórych stało się to powodem do większego wstydu tak, jakby wszyscy z wyjątkiem was, inni „łapali, o co chodzi”, no i czemuż to ja nie mogę dojść do „mądrego” wniosku w żadnej sprawie. Zapewniam was, jesteście w znacznie większej podróży do mądrości, niż ten, kto dotarł do miejsca zadowolonej z siebie odpowiedzi. Gdyby ci ludzie byli tak „oświeceni”, nie próbowaliby dawać ostatecznej odpowiedzi, lecz dali ważniejsze pytanie i zachętę do szukania, bądź, podobnie jak Jezus, przyłączyliby się do was w drodze do Emaus i zadali więcej pytań prowadzących do miejsca komunii i odkrycia.

Jezusowi w czterech Ewangeliach zadano bezpośrednio bądź pośrednio 183 pytania, z czego odpowiedział wprost na trzy. TRZY!!! Inni zignorował, odpowiedział innym pytaniem, zmienił temat, opowiedział jakąś historię bądź dał jakieś wizualne wsparcie, aby wyrazić swoją opinię. Niektórym powiedział, że było to złe pytanie, ujawniając ich hipokryzję, pokazał dokładnie przeciwny wniosek, bądź skierował pytanie w inną stronę. On sam zadał 307 pytań! Tak więc, zadano mu 183 pytania, osobiście zadał ich 307, a odpowiedział bezpośrednio na 3. To powinno powiedzieć nam sporo o wadze pytań.

Zdumiewa, patrząc na to, że kościół stał się oficjalną automatyczną sekretarką udzielającą odpowiedzi i bardzo pewnych siebie programów „zarządzania grzechem”. Większość nauczania Jezusa nie przeszła by współczesnego ortodoksyjnego sprawdzianu w Watykanie, na konwencji Południowych Baptystów ani w żadnym religijnym biurze. Większość Jego nauczania była tak elastyczna i otwarta na błędną interpretację (co powinno być dla nas wszystkich oczywiste), że zostałby nazwany a najlepszym przypadku „relatywistą”, a w najgorszym – „diabłem”, jak to było za Jego czasów.

Ewangelia nie jest łamigłówką, którą rozwiązujesz, lecz podróżną doświadczenia, gdzie wiara jest twoim jedynym absolutem, co samo w sobie jest sprzecznością.

A oto klip z SNL (rozrywkowy program Saturday Night Live) pokazujący jak to wielu chce zyskiwać przewagę nad kimś, bez względu na to, co ktoś inny mówi, a często przychodzi mi to do głowy, gdy czytam niektóre komentarze.
Nawet bez znajomości języka po kilku chwilach łatwo domyślić się, o co chodzi (przy. tłum.).

https://tinyurl.com/yd95pfo6

Stan_7,8.12.2018

Stan Tyra

7 grudnia

Już zbyt długo jesteśmy zadowoleni z denominacyjnej prawdy, naukowej prawdy, racjonalnej prawdy, osobistej prawdy itp. Niemniej jednak, prawdziwa duchowość, aby znaleźć Wielką Prawdę znajdującą się ponad i poza wszelkimi mniejszymi plemiennymi prawdami, potrafi odciąć się od tego wszystkiego, równocześnie z tego korzystając. To właśnie sprawia, że autentyczna duchowość staje się wywrotowa i groźna dla wszelkich systemów władzy i kontroli, ponieważ zawsze mówi: „tak, a jest coś jeszcze więcej!”

Musimy odsuwać się od plemiennego myślenia i patrzeć nie na życie własnymi oczyma, lecz większymi niż własne. Żadna grupa nie ma patentu naprawdę i mądrość, lecz mogą posiadać ich fragmenty. Grupa, która ma najwięcej to ta, która szanuje wszystkie inne części, a szczególnie te, które wydają się najbardziej niegodnej szacunku (1Kor 12:23). Autentyczna duchowość rozumie i szanuje Boga wszędzie, a nie tylko w sobie czy własnej grupie.

Utożsamienie się z „naszą” grupą ma potężną moc, ponieważ pozwala nam ukryć się przed Bogiem i innymi wewnątrz dużej „duchowej” grupy. Podobnie jak było z Adamem i Ewą w ogrodzie, czujemy się mali, nieznaczący i źle nam bez okrycia, a grupy są prze szczęśliwe z tego, że mogą nam tego „okrycia” udzielić. Musisz tylko stracić swą tożsamość, a za swoją przyjąć grupową. Po jakimś czasie będziesz myślał, że ty jesteś grupą, a grupa tobą. Być „jedno” z grupą wydaje być bardziej wartościowe niż być „jedno” z Ojcem.

Największym problemem z plemiennością i grupowym myśleniem jest taki, że stanowi ono tarczę ochronną przed większą prawdą. Uczy się nas tego, że jeśli jakaś idea pochodzi z „poza” grupy, powinniśmy jej natychmiast oprzeć się, bronić naszej własnej i nawet nie zastanawiać się na inną myślą, jako czymś godnym uwagi.

Plemienne myślenie daje nam uczucie kochania i przynależności, ponieważ w ten sposób jest się w pewnym stopniu „wewnątrz” „mojej” grupy. Teraz mogę być skrajnie egocentryczny, osądzający a nawet gwałtowny wobec innych grup, równocześnie nazywając to cnotą czy świętym aktem dla Boga. Moje ego trzyma się dobrze strzeżone, równocześnie uważam się za kochającego, wielkodusznego a nawet poświęcającego się.

8 grudnia

Takie plemienne ego pozwala nam ujść bez szwanku, i to w imię lojalności, biblijnej precyzji i wierności. Właśnie z taką mentalnością Jezus konfrontował się, gdy powiedział: „słyszeliście, że powiedziano wam, miłuj bliźniego, a miej w nienawiści przeciwnika” (Kapł. 19:18). Mówił o głoszonej za sprawą biblijnej wierności sprawiedliwości własnej. Dodał: „LECZ, ja wam powiadam miłujcie nieprzyjaciół” (Mt 5:43-44). Jezus rozpoznaje powszechną taktykę ego ukrywania się pod biblijną poprawnością, co pozwala usprawiedliwiać postawę osądzania, nienawiści i przemocy. Większość religii nie posiada takiej mądrości.
Wyłącznie ego postrzega bitwy ninja jako święty akt dla Boga. „Ja jestem Pawłowy”, Ja Kefasowy”, a „ja Apollosowy”. Zmień nazwy na baptystyczny, katolicki, zielonoświątkowy czy cokolwiek innego a niedojrzałe ego pozostanie niezmienione.

Musimy nauczyć się rozpoznawać autorytet ponad naszą własną grupą i akceptować to, że ludzie mogą słyszeć Boga poza naszym własnym językiem i religijnymi definicjami (Dz 2:6). Punktem początkowym musi być dla nas globalność, tak jak to było z Bogiem: „Bóg tak umiłował świat…”, a to obejmuje wszystkich i wszystko.

Mania prześladowcza religijnych grup nie różni się niczym od politycznej czy terrorystycznej, nawet jeśli zbiera się pod strzelistą wieżą. Jej przesłaniem jest wykluczenie i jest postrzegana jako koniec sama w sobie.

W jakiś sposób całkowicie zignorowaliśmy miłość jako pierwszy i jedyny motyw czegokolwiek, co jest święte. Jest to jedyne źródło życia, prawdy i pokoju. Pamiętaj, każdy kto nie miłuje, nie zna Boga (1J 4:16).

Stan_4,5,6.12.2018


Stan Tyra

4 grudnia

Dr. Gerald May powiada; „kontemplacja zdarza się wyłącznie w takich chwilach, gdy jesteśmy otwarci, nie zajmujemy obronnej postawy i natychmiastowo obecni”. Wiem, że to prawda, lecz wiem też, jak rzadko zdarza mi się stąd zaczynać.

W większości sytuacji natychmiast reaguję defensywnie, osądzając, próbując kontrolować i analizując porównawczo. Lepiej idzie mi kalkulowanie, niż kontemplowanie. Mówiąc inaczej: wyszkoliłem umysł do tego, aby prowadził i mówił mojemu sercu, że ma podążać za nim, zamiast w odwrotnym kierunku. Przyznajmy, że wszyscy zmagamy się z tą pierwotną reakcją.

Wygląda na to, że moje „fałszywe ja” chce mieć pierwsze i ostatnie zdanie na każdy temat. Zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że gdy jestem otwarty, nie bronię siebie, nieprzywiązany i natychmiast dostępny, częściej jestem w stanie zaczynać od serca, co oznacza miłość, współczucie i miłosierdzie.

Pierwszy rzut oka na coś, rzadko wyraża miłość przez współczucie, ponieważ jestem zbyt zajęty ważeniem swoich uczuć. „Jak to na mnie wpłynie?” „Jak utrzymam pod kontrolą?” „Jak to pasuje do ciasnych granic mojego obrazu siebie?” To prowadzi do implozji i nadmiernego zajmowania się sobą, co z kolei nie pozwala wejść w społeczność z Bogiem, innymi czy tą chwilą.

Jest to całkowitym przeciwieństwem życia Jezusa, który przede wszystkim i zawsze wiedziony był współczuciem, stając za innymi; odrzuconymi, pogardzanymi, osądzanym i potępianymi. On zawsze stawał w obronie oskarżanych i przeciwko oskarżycielom.

Kontemplacja robi miejsce na patrzenie na siebie, innych a nawet Boga Bożymi oczyma. Ta stała przemiana ze stanu „wszystko wokół mnie” do „wszystko o Bogu”, daje się zrealizować wyłącznie przez „wszystko wokół innych”. Jest to jedyny sposób na przejście od egoistycznej re-akcji do pełnego miłości działania i wydawania „owocu, który trwa” (J 15:16).

__________

Continue reading

Stan_2,3.12.2018


Stan Tyra

2 grudnia 2018

Naszym głównym problemem w duchowym życiu jest przywiązanie do stworzonego przez siebie naszego własnego obrazu ego. Frustracja zarówno sobą jak i innymi wynika z tego, że mieszamy idealistyczny obraz siebie i innych z tym, kim my/oni rzeczywiście jesteśmy w Chrystusie. Wszyscy zaczynamy od budowania obrazu siebie, lecz przywiązanie do niego powoduje, że staramy się go promować, chronić i dążyć do tego, aby inni go potwierdzali. Cóż za pułapka!

Wyłącznie przez porzucenie tego stworzonego przez siebie samego obrazu, odkrywamy w nas wszystkich Chrystusa, który jest znacznie bardziej miłosierny, przebaczający i zadowolony ze mnie, niż ja sam. Jego obraz we mnie nie może być zyskany czy stracony, zatem tylko przez odkrycie siebie w Chrystusie, mogę również znaleźć Chrystusa w sobie. Porównywanie i osądzenie po którym następują wstyd i obronna postawa (nadwrażliwość na krytykę) są pewnymi znakami tego, że nadmiernie zainwestowałem i przywiązałem się do własnego obrazu siebie.

Znajduję to, czego szukam. Moje starania o „znalezienie siebie” zawsze prowadzą mnie z powrotem do fałszywego ego, podczas gdy szukanie Jego – do mojego boskiego i prawdziwego ja w Nim.

Mamy zwyczaj koncentrowania się na celu, zamiast cenić samą podróż. Zazwyczaj wymaga to szybkich sposobów, zadowolonych z siebie odpowiedzi, których celem jest „zdobyć Boga”, jakby Bóg był jakim trofeum, które trzeba zdobywać. Gdy uczniowie i faryzeusze pytali Jezusa: „kiedy i gdzie ma być przyszłe Królestwo” (ŁU17:20-22), Jezus odpowiedział, aby nie wierzyli tym, którzy mówią, że jest tutaj czy tam.

Innymi słowy: nie będzie to oczywista odpowiedź czy ostateczny wniosek. Zawsze źle szukamy, gdy domagamy się całości tu i teraz. Królestwo nigdy do nikogo nie należy. Jak powiedział Jezus Janowi Chrzcicielowi, muszę być świadomy tego, że jestem największym i najmniejszym wszelkiego objawienia, które mam. Objawienie zawsze jest zaproszeniem do podróży głębiej, nigdy odznaką zasługi osiągniętego sukcesu. Jest to świadomość, która wystarcza, abyś zapragnął więcej. Musimy nauczyć się żyć w strefie pośredniej; równocześnie „teraz, lecz jeszcze nie”.

W jaki sposób twój kierunek do twojego celu i idealistyczne standardy uniemożliwiają ci szanowanie swojej podróży oraz podróży innych?

Continue reading

Stan_1.12.2018

tan Tyra

W 21 rozdziale Ewangelii Mateusza (od wersu 23) Faryzeusze domagają się od Jezusa, aby powiedział im, jak mocą czyni te rzeczy.Odpowiadając Jezus zadaje im inne pytanie, na które boją się odpowiedzieć. W konsekwencji mówi im: „To i ja wam nie powiem” (w. 27).

Jezus nie zgadza się na udzielenie odpowiedzi ludziom o dualistycznym myśleniu. Często, nie odpowiada, zmienia temat, opowiada przypowieść, lub po prostu zmienia je na inne pytanie.

Zdumiewające jest to, że zrobiliśmy z Jezusa konsula odpowiedzialnego za udzielanie odpowiedzi, ponieważ zwykle tak nie robi. Najczęściej wprowadza nas głębiej w nasz własny dualistyczny dylemat. Robiąc w ten sposób, generuje nam więcej problemów, niż ich rozwiązuje. Jest tak dlatego, że duchowych rzeczy nie da się rozwiązać przy pomocy myślenia typu „albo/albo” (zero-jedynkowego – przyp. tłum.), ponieważ wymagają one znacznie większego obrazu pełnego wiary, nadziei i miłości.

Często jestem oskarżany o to, że jestem nieczuły, ponieważ to dualistyczne myślenie nie jest w stanie zrozumieć czułego troszczenia się i nietroszczenia równocześnie. Prawdziwa duchowa wolność dopuszcza jedno i drugie wtedy, gdy oddzielimy siebie od jakiejkolwiek potrzeby osobistego sukcesu, walidacji czy reakcji w formie odpowiedzi.

Zdaje sobie sprawę, że dla logicznego umysłu brzmi to jak pustosłowie, niemniej, wszystkie duchowe prawdy niosą w sobie wielki paradoks. Wierzymy, na przykład, że Jezus jest zarówno w pełni Bogiem, jak i w pełni człowiekiem równocześnie. Maria była równocześnie dziewicą i w ciąży równocześnie. Są to logiczna sprzeczności, więc umysł musi tworzyć sobie własne odpowiedzi, które likwidują takie tajemnice. Ego zawsze bardziej woli odpowiedzi i wnioski niż wiarę i tajemnice.

Mądrość to zdolność do słyszenia i widzenia na wskroś i ponad to, co literalne, oczywiste i paradoksalne, to zrozumienie sercem tego, że duchowe rzeczy można interpretować wyłącznie duchowo. Zapożyczonym truizmem umysł może doprowadzić cię do wody, lecz wyłącznie serce potrafi pić.

W 21 rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus sieje u słuchaczy więcej zamieszania, mówiąc im, że celnicy i prostytutki wejdą do Królestwa przed nimi. Pamiętajmy o tym, że mówi to do gwiazd ówczesnego systemu religijnego.

Jeśli nie zgodzimy się na sprzeczności wokół nas, to dlatego, że odrzucamy sprzeczność wewnątrz nas. Wyłącznie wtedy, gdy przyznamy się do własnego cienia, sprzeczności, grzechu i głupoty, nie wyrzekając się równocześnie boskości naszego obrazu Boga, możemy stać się żywym paradoksem, który ujawnia miłość Bożą. Zwróć uwagę na to, że to „dobrzy chrześcijanie” należą do najbardziej niechętnych zmianie myślenia (pokuty) co do siebie samych, innych czy Boga.

Gdy już raz odkryjemy, że Boga można w pełni znaleźć wśród naszych własnych sprzeczności a Boża miłość i obecność nie zależy od naszej doskonałości i religijnych sukcesów, wtedy ludzkie upadki i sprzeczności nie wydają się już nam więcej tak skandaliczne. Wyłącznie wtedy możemy być miłosierni, współczujący i cierpliwi wobec innych, ponieważ pozwoliliśmy Bogu na to samo w stosunku do nas.

Przebaczenie to nie coś, co Bóg robi, to coś, czym Bóg jest. Nie ma innego sposobu na zrozumienie Bożej natury, jak codziennie stawać pod wodospadem boskiego miłosierdzia i następnie stać się przewodnikiem tego samego dla innych.