Category Archives: Tyra Stan

Stan 8/9.11.2019

Stan Tyra

8 listopada
Otrzymałem ostatnio sporo pytań dotyczących świadomości. Ludzie chcą wiedzieć, czym rzeczywiście jest świadomości i jak osiągnąć/otrzymać. Poświęćmy na to kilka postów i spójrzmy na świadomość na nowo, zobaczmy czy da się rozjaśnić nieco zamieszanie wokół tego.

Często, gdy mowa jest o świadomości, używa się terminu „rozszerzenia/rozwinięcia” i chcecie wiedzieć, co zrobić, aby ona wzrosła czy rozwinęła się. Może to być szokiem, lecz nie da się. Świadomość nie jest jakimś celem, zatem nie możesz go „osiągnąć. Twoja świadomość jest tym, czym jest, nie rośnie coraz bardziej, a jest tak dlatego, że spoczywa ona w twojej duszy, a dusza nie wzrasta. To umysł wzrasta/rozszerza się.

Świadomość spoczywa w duszy, a uwaga w umyśle. Obecnie masz w życiu do czynienia z tym, że zwracasz większą uwagę na świadomość, nie ignorując jej. Połączenie świadomości i umysłu nazywamy samowiedzą/przytomnością/trzeźwością… Jest to obecność Adama i Ewy w każdym człowieku. (Jest to historia, która nie ma nic wspólnego z tożsamością płciową.) Jedno jest ciekawskie, zadające pytania i łatwo ulegające, a drugie niezachwiane i zawsze znające się na rzeczy. Umysł (Ewa) da się zwieść, lecz Adam (dusza) „jest rozmyślne/świadome”. Pamiętaj o tym, że w tej metaforycznej opowieści o ogrodzie, wąż pojawił się nagle, gdy ci dwoje nie byli razem. Gdy ta para chodzi po ogrodzie razem, jedno jest nieustannie świadome drugiego i w pełni świadomy „JA JESTEM”, natomiast wąż nie „plącze” się w pobliżu. Umysł pozbawiony świadomości duszy interpretuje życie jako „diabeł”. Ci dwoje nigdy nie poznali „winy/potępienia/nagany” dopóki nie znaleźli się w tej podróży nie „razem”.

Continue reading

Stan 1-6.11.2019

1 listopada
Stwierdziłem ostatnio, że to, co religia interpretuje jako oddzielenie, jest w rzeczywistości podziałem, a są to dwie bardzo różne rzeczy. Mówiąc najprościej, oddzielenie tworzy dwie „rzeczy”, podczas gdy podział to wiele aspektów JEDNEJ „rzeczy”.

Pierwszym „planowanym” kryzysem tożsamości, jaki przeżyła ludzkość było wyobrażenie sobie, że jest czymś odmiennym i oddzielonym od Boga, co natychmiast rozeszło się jako oddzielenie się od siebie nawzajem. Całe to metaforyczne oddzielenie jest zilustrowane w ogrodzie, co można natychmiast zobaczyć, gdy człowiekowi wydaje się, że „ukrywa” się przed Bogiem. Dwie osoby oskarżają siebie nawzajem jak oddzielone od siebie „rzeczy”, byty. Następnie widzimy dalej jak już poza Ogrodem ta iluzja oddzielenia jedni od drugich rozszerza się w przypadku Kaina i Abla.

Wtedy stworzyliśmy religię oddzielenia i zaproponowaliśmy drogę powrotu lecz nie do jedności, a do tolerancji. Podobnie jak w przypadku Syna Marnotrawnego zadowoliliśmy się tym, aby być sługami. Następnie nazwaliśmy to „ewangelią” i stwierdziliśmy, że jest to dobra nowina. Tak, zdaje mi się, że jest dobra, jeśli masz świadomość tego, że jesteś oddzielony do Boga i że była droga powrotu do niewolnictwa. Co najmniej powstrzymuje to usprawiedliwiony gniew Boży na tyle, aby zachować cię przed piekłem. Czyż nie taka jest główna motywacja?

Musimy przejść do świadomości trójcy, a odejść od dualistycznej. Jakkolwiek nie wygląda to tak, że jest Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty, a ty jesteś kimś z zewnątrz zaglądającym do środka! Jest to rzeczywista Istota, fizycznie i duchowo. Istota w pełni zintegrowana z dwoma pozostałymi i wszystkimi trzema sposobami wyrażania całości. Zimna czy gorąca woda nie przestaje być wodą,a my wyrażamy się w różny sposób, nie przestając być sobą. Dojrzałość osiąga się wtedy, gdy przestaje się postrzegać rzeczy jako absoluty.
Na dziś dość, więcej będzie jutro. Nie rezygnuj z tej konwersacji! Może być oświecająca :).

Continue reading

Stan 27.10.2019

Stan Tyra
27 października o 12:42 ·

Zostawienie w spokoju naszych religijnych przekonań miałoby sens wtedy, gdyby one działały, lecz my przecież nawet nie powinniśmy poddawać w wątpliwość ich działania. Wmawiamy sobie, że problem nie jest w naszych wierzeniach, lecz w niewierzących. Niestety, jest dokładnie odwrotnie, to wierzący są najbardziej zwiedzeni, podobnie jak ewangelia, która musi być głoszona „najpierw Żydom”. Problemem jest to, że wierzymy w te rzeczy i używamy ich jedni przeciwko drugim, aby stworzyć największy podział, który rodzi wszelkie podziały ludzkości. Nieustannie robimy to samo a spodziewamy się, że skutki się zmienią. Wydaje się, że tysiąclecia niepowodzeń historii niczego nas nie nauczyły.
Podobni do ptaków samobójców uderzamy w czystą okienną szybę, powtarzamy „amen” na religijny system, którego nie widzimy i dlatego też nie chcemy widzieć. Gdyby tak nie było, nie żylibyśmy na planecie, na której podziały są wszędzie, nienawiść jest standardową praktyką, nawet jeśli nadajemy temu inną nazwę. Nie gardzilibyśmy sobą nawzajem i nie nękali z powodu kilka głupich pozycji politycznych. Nie żylibyśmy na planecie, na której ludzie zabijają się nawzajem, aby osadzić swoje różnice; miliony nie cierpiały by z głodu, podczas gdy my wyrzucamy na tyle jedzenia, że można by było każdego dnia wyżywić połowę tej populacji.

Kwestia sprowadza się do tego czy chcemy zrobić najodważniejszą rzecz? Czy jesteśmy gotowi rzucić wyzwanie swoim najbardziej świętym wierzeniom? Czy będziemy chcieli zastanowić się nad tym, że jest to całkowite łajno i nie działa? Czy będziemy gotowi przemyśleć nowe idee i nowe opinie, nawet jeśli są sprzeczne ze wszystkim, co do tej pory wiedzieliśmy? Czy jesteśmy gotowi choćby rozważyć te możliwości? Czy też, pójdziemy dalej odrzucając każdy głos, który nie zgadza się z tym, co opowiadaliśmy sobie przez stulecia?
Na szczęście i jak zwykle, zawsze jest dostępna dobra nowina. Nawet dziś, w świecie, który ciągle boryka się ekonomicznymi kryzysami, politycznym zamieszaniem, cywilnymi niepokojami, społecznymi załamaniami, duchowym zamieszaniem i nieustającą wojną, ludzie wszędzie znajdują na tyle odwagi, aby NIE zostawiać swoich przekonań w spokoju.
Szturchają niedźwiedzia i przyznają, że „ich” bałwany nie są takie jak jest Bóg i dlatego nie służą im, czy komukolwiek – bardzo dobrze.

Być może powinniśmy przestać marnować tyle czasu na FB na czytanie milionów opinii na każdy temat, w tym również tej. Być może powinniśmy przestać marnować tyle czasu na siedzenie pod złym drzewem, pytając: „czy rzeczywiście Bóg powiedział…?” „Czy faktycznie Bóg to miał na myśli?” „Jakie jest prorocze spojrzenie w tym wersecie?” Słuchaj! To nie jest trudne. Kochaj Boga, kochaj siebie i kochaj kogoś innego… dziś. To jest to! Niczego więcej nie trzeba sobie wyobrażać.
Wydaje się, że tak lubimy nieustanne szukanie, nauczanie i liczne opinie, ponieważ tak naprawdę stanowią one źródło rozpraszania dla rzeczywistego zrobienia czegokolwiek pobożnego. Jezus nauczał w drodze i w czasie „robienia”. Nigdy nie siadał gromadząc więcej idei na temat Boga i starając się najpierw o oświecenie.

Chcesz ubrać ten świat? Dobrze! Idź do swej szafy, wyciągnij płaszcz i znajdź kogoś, komu możesz go dać. To jest pierwszy krok. Chcesz nakarmić ten świat? Cudownie!! Idź do swojej spiżarni wyciągnij jedzenie i znajdź kogoś, aby mu dać. Chcesz, aby na świecie był pokój? Znakomicie! Bądź dobry dla kogoś kto nienawidzi. Powtórzę: to nie jest skomplikowane, tylko po prostu trudno otrzymać na to zgodę od własnego ego.

NIC nie blokuje miłości bardziej niż poczucie wyższości, któremu towarzyszy poczucie sprawiedliwości opieczętowane imieniem Jezusa.

Stan 22/23.10.2019

Stan Tyra

22 październik 2019
Najwyższą duchową ścieżką jest samo życie. Jeśli wiesz, jak interpretować życie to staje się ono uwalniającym i przemieniającym doświadczeniem. Jeśli nie wiesz, staje się wielkim frustrującym, strasznym zamieszaniem. Takie życie jest przepełnione zniechęceniem, gniewem i zgorzknieniem, co jest dokładnym przeciwieństwem życia Chrystusa. Jezus powiedział: „Przyszedłem, abyś miał życie i to w obfitości” (J 10:10). Jakkolwiek bardzo byśmy chcieli, aby ten Jego cel stał się długą religijną listą, tak nie było i nie jest. Tu chodziło i chodzi o życie. W życiu nie chodzi o system przekonań, lecz tylko o życie, a Słownik Stronga definiuje życie jako: „opanowanie przez żywotność”, a żywotność zaś, zgodnie ze słownikową definicją jest stanem energii, która jest wszędzie.

Trzeba zacząć od tego, że musisz pojąć, że tak naprawdę to masz w tym życiu tylko jeden wybór i nie dotyczy on kariery, dzieci, małżeństwa czy nawet Boga. Mamy zwyczaj sami siebie obciążać mnóstwem decyzji, lecz na końcu musisz podjąć tylko jedną decyzję: czy chcesz być szczęśliwy i spełniony czy też inne rzeczy są ważniejsze.

Większość ludzie nie myśli o bezwarunkowym życiu jako o wyborze, ponieważ uważają się za ofiary życia, co jest przeciwne do ….samego życia.

„Chcę być szczęśliwy, lecz…” skończ to zdanie uzupełniając nazwami jakichkolwiek zewnętrznych sił, które, uważasz, „okradają” cię ze szczęścia.

Jeśli chcesz być szczęśliwy nie możesz ograniczać tego listą warunków. „Będę szczęśliwy(a) jeśli, o ile, ponieważ… Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że szczęście jest pod twoją kontrolą..To, co sprawia, że twoje życie wydaje się być poza kontrolą to twoje domaganie się kontroli i spełnienia warunków, które nałożyłeś na szczęście. Bezwarunkowe szczęście, podobnie jak bezwarunkowa miłość, jest najwyższą i jedyną autentyczną formą oświecenia, a przebaczenie jest kluczem do stałego otwierania tego obfitego zycia. Musisz stale przebaczać innym; 7×70 oznacza całkowicie i stale.

Wiem, że może cię to zaszokować, lecz nie musisz chodzić do kościoła, znać Biblii czy podejmować noworocznych postanowień,Musisz po prostu zdecydować, że bez względu na wszystko, zamierzasz być szczęśliwy. Wiem, wiem. Zbytnie uproszczenie, tak? A może to my nadmiernie skomplikowaliśmy to? Myślę, że to drugie. Jeśli ktoś wymuszający pierwszeństwo na skrzyżowaniu sprawia, że jesteś „nie-szczęśliwy” to po prostu nigdy szczęśliwy nie byłeś.

Wydarzenia nie decydują o twoim szczęściu dopóki nie dasz im na to zgody – po prostu są to zdarzenia, które się dzieją i odchodzą. Być „wdzięcznym za wszystko” (1 Tes 5:18) to życie wdzięczności, które nie jest uzależnione od tego, czy sprawy „idą po mojej myśli”. Spotkałem ludzi, u których wyglądało na to, że nic nie idzie po myśli, w sensie światowym, a jednak ich życie było pełne, szczęśliwe i spełnione.

Śmieszne jest to, że często byłem proszony, aby im „usłużyć”. Łał!!! Było dokładnie na odwrót.

23 październik

Continue reading

Stan 7/8.10.2091

Stan Tyra

7 października
Mistrze Eckhart powiedział: „To samo oko, którym patrzę na Boga, jest okiem, którym Bóg patrzy na mnie”. Wątpię czy ten cytat miałby większe znaczenie zarówno w świeckim świecie czy na jakimkolwiek niedzielnym zgromadzeniu. Tego rodzaju świadomość jest zrozumiała wyłącznie dla tych, którzy usunęli wszelkie bariery, a w szczególności te, które, jak uważamy, oddzielają nas od Boga czy Boga od nas.

Jest to świadomość post-religijnego chrześcijaństwa. Jest to trwanie wewnątrz świadomości Boga, który nie jest już związany doktrynami, rytuałami, dogmatami, odpowiedziami, przekonaniami czy wyjaśnieniami. Taka świadomość nigdy nie zaakceptuje systemów, które muszą monitorować zachowania i wymuszać podporządkowanie normom wierzeń.

Coraz trudniej jest mi używać tradycyjnego religijnego języka. Ponieważ ciężko mi korzystać z tego „chrześcijańskiego” języka, często nieumyślnie dodaję jeszcze więcej braku poczucia bezpieczeństwa do tego już istniejącego u ludzi, którzy wolą być w objęciach „wiecznych ramion” równocześnie „stojąc na tych obietnicach”. Zawsze zastanawiało mnie po co śpiewamy powtarzając: „wszystko poddaję”. Wydaje mi się, że dzięki temu czujemy się bardziej rozmyślnie duchowi, a co najmniej w czasie śpiewania tego, i śpiewania tego, i śpiewania tego…
Być może największym problemem z teologią „nowego narodzenia” jest to, że Bóg staje się osobistą własnością.
Nie znaczy to, że Bóg jest bezosobowy, lecz uznaje się, że to „osobiste” jest ludzką kategorią, a my musimy wyjść poza to, co osobiste, aby dotrzeć do „całości”.

Autentyczna duchowość nigdy nie będzie kręcić się wokół ofiary, rytuałów, przekonań, praktyk czy szufladkowania. Są to tylko dzieła ludzkie religijnych systemów, które (systemy) same się uważają za świątynnego negocjatora sprawiedliwości w „kupowaniu i sprzedawaniu” Boga.

Każda religijna praktyka, która ma na celu ochraniać Boga i/bądź religijny system jest „anty-Chrystusowa” bądź przeciw-życiu. W religii musi chodzić o spotęgowanie życia poprzez miłość. O to chodziło Jezusowi, gdy powiedział, że człowiek nie został stworzony po to, aby przestrzegać sabatu czy chronić go. To sabat został dany po to, aby poprawić życie człowieka. Powiedział: „Przyszedłem, abyście mieli życie i to życie obfite”. Osłabione czy religijnie ograniczone życie nigdy nie będzie miejscem, w którym znajdzie się świętość.

8 października
Dziś, doświadczam Boga jako rozszerzającą się świadomość, życie jest czymś stale rozwijającym się. Świadomość zawsze wzrasta. Mam stale wzrastającą na to wrażliwość, a zatem poczucie odpowiedzialności za życie naszego świata. Jestem przekonany, że plemienne i osobiste bariery, które sam wznosiłem i za którymi stałem z powodu braku poczucia bezpieczeństwa w rzeczywistości odcinały mnie od życia, a z pewnością od życia obfitego. Wierzę, że wszelka nowość życia jest skutkiem nowej świadomości tego, co to znaczy być boskim człowiekiem.

Wielki grzech zorganizowanej religii polega na tym, że odcina cię od życia, równocześnie przekonując, że zna drogę życia. To religijna „żółta ceglana droga” pozwoli po odpowiednio długim czasie wędrowania nią z dociekliwością i z chęcią „odsunięcia kurtyny” objawić iluzję w jakiej brałem udział. Niemniej jednak, prawdopodobnie nie istnieje lepsza droga do przeżycia prawdy i przebudzonej przemiany.

Zorganizowana religia zawsze dzieli świat na kontrastujące i konkurujące obozy. Oddziela uczniów prawdziwej religii od tych, których osądza jako żyjących w fałszywej. Dzieli prawdziwych wierzących od heretyków, czystych od nieczystych, zbawionych od niezbawionych, ochrzczonych od nieochrzczonych i obrzezanych od nieobrzezanych. Jednak te znaczniki nigdy nie dają życia, a jednie je zabierają, czasami dosłownie.

Podczas, gdy to, co Boże, nie da się oznakować, skategoryzować czy osądzić na podstawie zewnętrznych standardów takich jak może to zrobić bycie zbawionym czy ochrzczonym, mogą i są używane do tego, aby zdefiniować plemienne bóstwo, które buduje moc/władzę w jednych ludziach przez pomniejszanie jej u innych. Zaakceptowanie jednej grupy, a odrzucenie innej. Nagradzanie jednego plemienia, a karanie innego. Wyłącznie rozszerzona-świadomość Boga może przekroczyć te bariery i przebaczyć tym, którzy „nam źle czynią”. Musimy stale pragnąć i nieść w sobie wewnętrzne „tak”, które ucisza nasze zewnętrzne „nie”. Wyłącznie to może nas przenieść poza religię tam, gdzie Bóg nie jest już religijną koncepcją czy systemem przekonań ku Bogu, który jest naszym życiem i tam gdzie „żyjemy poruszamy się i jesteśmy”.

Stan 23/24.09.2019

Stan Tyra
23 września

W Ewangelii Jana 1:35 – 39 znajduje się opowieść o Janie Chrzcicielu i jego dwóch uczniach, którzy zobaczyli przechodzącego nieopodal Jezusa.
Jan powiedział do uczniów: „Oto Baranek Boży”. Ci uczniowie poszli za
Jezusem, Po chwili, Jezus zatrzymał się, odwrócił i zapytał uczniów:
„Czego chcecie?” Odpowiedzieli: „Chcemy zobaczyć, gdzie mieszkasz”, na
co Pan odpowiedział: „Chodźcie, zobaczcie”. Poszli za Nim i spędzili
z Nim ten dzień.

Chcę wskazać na to, że ciekawość jest istotna dla duchowego spotkania.
Nigdy nie odkryjesz tego, czego nie chcesz szukać. Ci, którzy najbardziej bronią spraw duchowych, których nie ma ‘wykazanych’ w ich teologicznej księdze, nie należą do ludzi podróżujących wewnątrz. Nigdy nie podróżowali i w ogóle nie szukali. Chcą widzieć tylko to, co już
widzą. Zgadnijcie, co widzą?
Ciekawość prowadzi do nieoczekiwanych spotkań, które otwierają drzwi
do dalszego zaciekawienia . Jezus zapytał, czego chcą. Zwróć uwagę na to, że nie oni nie spodziewali się wielkich teologicznych odpowiedzi,
ani nie prosili o cud. Powiedzieli: ‘chcemy wiedzieć, gdzie mieszkasz”, co znaczy: „gdzie jest dom?”

Stale przypominam wam, że nic przemieniającego nie zdarza się bez
podróży. Jezus nie powiedział: „Mieszkam na 123 Ulicy w Galilei”, lecz: „będziecie musieli iść za mną do mojego domu”. Zazwyczaj wolimy po
prostu odpowiedź i gdy już mamy, uważamy że coś wiemy. No i to jest
właśnie problem. Zdecydowanie zbyt wielu ludzi, którzy nigdy nie przebyli drogi do jakiejkolwiek prawdy, naucza biblijnej prawdy. Przyjęli łatwe
odpowiedzi od kogoś innego, który również nigdy nie dotarł do żadnej
prawdy.
Jezusowi chodzi wyłącznie o „idź za mną”. Idź za mną a jak ci pokażę, idź za mną a ja cię nauczę, idź za mną a ja zademonstruję ci. Przy Jezusie nie ma oklepanych odpowiedzi, jest podróż i doświadczenie, które prowadzi do społeczności i komunii. Podobnie jak w przypadku tych dwóch mężczyzn na drodze do Emaus, jest nieoczekiwane spotkanie, podróż, komunia i nowe przebudzenie. Dopiero wtedy otwarły się ich oczy i to, co było wcześniej stało się jasne.

Bez względu na pytanie, odpowiedź brzmi: „chodź i zobacz”. Jezus nie mówi: „siadajcie, a ja was będę uczył”, nie zaprasza ich do odwiedzin w synagodze następnej soboty, nie daje im traktatu i nie prowadzi ich w
modlitwie grzesznika. Mówi: „chodź i zobacz”, idź za mną a ja pozwolę ci doświadczać życia ze mną.
Istotą jest to, że na długo przed tym, zanim Dorothy rozsławiła zwrot
„nie ma takiego miejsca jak dom” („no place like home”), Jezus wiedział o tym. „Gdzie indziej może chcieć serce moje zatrzymać się, jak nie w Domu Pańskim” (Ps 84 i 27). W „domu” jest serce, ponieważ tam jest Bóg.

Co chcesz wiedzieć o Boga? Chodź i zobacz.

24 września
Jednym z powodów tego, że często nie rejestrujemy tego, co jest z Ducha,
a zatem nie słyszymy zaproszenia do „chodź i zobacz” jest to, że
zazwyczaj nie dopuszczamy blisko siebie nikogo, kto wskaże na cokolwiek
czy kogokolwiek poza tym, co już zgodziliśmy się widzieć.

Pomyśl o Eli i Samuelu i o tym, jak ważną rolę odegrał Eli, pomagając
Samuelowi rozpoznać głos Boży. Gdyby Jan i Andrzej nie zwrócili uwagi na to, co powiedział Jan Chrzciciel, albo by nie usłyszeli, albo zignorowali go, gdy powiedział: „Patrzcie, oto Baranek Boży!” Musimy chcieć słuchać kogoś, kto pokazuje nam na te rzeczy, na które nie zwrócilibyśmy uwagi, bądź nie chcieli zwrócić. Taka osoba jest często nieco po dziwacznej stronie, podobnie jak Jan Chrzciciel. 🙂
Odkryłem, że taka osoba zazwyczaj nie należy do tych, do których byś się zbliżał czy słuchał. Jest spora możliwość, że z powodu naszych uprzedzeń, taki ktoś będzie drażnił niezmiernie. Łatwo jest wtedy powiedzieć: „to bzik”, „to New Age” czy „nie można mu ufać”. Jakoś tak jest, że zawsze znajdzie się powód dla którego nie powinienem słuchać ich.
Jeśli nie zaczniesz słuchać kogoś spoza tego kręgu osób, z którymi się zgadzasz to prawdopodobnie stracisz okazję na wspaniałe spotkanie!
Zobaczyłem, że wiarygodny we wskazywaniu na Boga jest tylko ktoś, kto
zawsze wskazuje daleko od siebie.Tak naprawdę to myślę, że jedyną rolą Proroka jest zidentyfikować i wskazać na Baranka.

< | >

Stan 21/22.09.2019

21 września

Wierzenia rzadko bywają prywatne. Wydaje się, że z chwilą jak tylko uczynimy z nich centrum naszej wiary, szukamy innych, aby się z nimi dzielić, a następnie szukamy innych, aby ich nawrócić do nich.To wydaje się całkowitym przeciwieństwem tego, co robił Jezus! Nie pragnął założyć następnej religii. Tak naprawdę to tą, która była wywrócił do góry nogami miłością. Żadnego przesłania „nawróć się lub spłoń” (turn or burn message), żadnego zapraszania, czy nakazu, aby przyłączyć się do Jego kościoła. Tak naprawdę, to nikogo nie zaprosił do synagogi. Możesz sobie wyobrazić Jezusa, jak mówi: „nigdy nie będziesz się miał dobrze, dopóki nie wrócisz do kościoła”. Bądź: „musisz być pod ochroną lokalnego kościoła”. Wiesz, dlaczego nie powiedział tego? Bo to jest śmieszne! Właśnie dlatego. Dlaczego więc mamy tak wielu „chrześcijan”, którzy ignorują to, czego Jezus nie powiedział, twierdząc, że miał to na myśli? Najczęściej słyszę od nich, że: „jest to sugerowane”. Oczywiście, że jest!

Jakże szybko przechodzimy od opinii do wierzeń, do sądów do grupowego myślenia. Teraz już nie jestem tym, w co wierzę, jestem tym, czym jest moja grupa Dla większości grupowe myślenie jest niezbędnym krokiem w podróży przebudzenia. Moc akceptacji jaką daje grupa, ustawia scenę pod potrzebę odrzucenia, co z kolei wypycha cię na tyle daleko na zewnątrz, aby ostatecznie zobaczyć większy obraz. Odczucie oskarżenia i odrzucenia jest bolesne, jest jednak kluczową częścią zawsze rozszerzającej się podróży świadomości.

Zakładam, w ramach mojej grupy, że skoro tak wielu ludzi wierzy w to samo, co ja, to musi to być prawda i ja muszę „mieć rację”. Jeśli wyjadę kolorem poza linię, jest ktoś gotowy do korekty i wepchnięcia mnie z powrotem do bezpiecznego miejsca małostkowości grupowego myślenia. To, w co ja (my) wierzę jest umacnianie stale i wciąż i buduje zaczadzoną mentalność, która odrzuca wszystko, cokolwiek jest sprzeczne z przyjętym przez grupę przesłaniem. Staje się to tak wrodzone, że stajemy się dysfunkcyjni i nawet o tym nie wiemy. Tutaj jedynym nadającym się do przyjęcia pytaniem, jest pytanie Ewy: „co JA muszę ZROBIĆ, aby być podobną do Boga czy Jezusa?” Tragicznie błędne odpowiedzi na to pytanie są zgodne z tą narracją, równocześnie ignorując Ewangelię.

Jak często przypomina mi się, że „kościół robi mnóstwo dobrego dla ludzi”. Tak, tak samo jak Czerwony Krzyż. Czy więc byłoby w porządku, gdybym nazwał Czerwony Krzyż moim kościołem? Znasz tą odpowiedź, którą otrzymuję na to pytanie :).

O ile grupowe myślenie jest szczere i prawdopodobnie większości potrzebne, to ma potencjał do zatrzymania rozwoju świadomości i wzrostu. Presja grupowego konformizmu zmusza nas do tego, abyśmy się stali konformistami, a nie rewolucjonistami naszej świadomości. Jezus był rewolucjonistą. Nie tylko boisz się pytania „z poza” przyjętego systemu wierzeń, tracisz też wszelką dociekliwość, która może doprowadzić cię do pytań i zamiast tego osiadasz na wnioskach grupy jako prawdzie, całej prawdzie i tylko prawdzie.

Wydaje się, że ci „z poza” synagogi zawsze byli i są w lepszej pozycji do przemieniającego spotkania. Osobiście odkryłem, że jest to prawda. To, że zostałem „wykopany”, okazało się największym darem jaki „kościół” kiedykolwiek mi dał. Dziękuję.

22 września
Pozwólcie, że podsumuję w kilku punktach ostatnie tygodnie, to co uważam za warte wskazania:

Przebudzenie jest stale postępującym i powtarzającym się procesem, a nie jednorazowym wydarzeniem. Właśnie dlatego mówię o tym jako o podróży przebudzenia. Co się więc dzieje w czasie tego procesu?

Być przebudzonym to być obecnym. Obecny, dla siebie, dla innych i dla Boga. O Jezusie mówiono, że nauczał jako moc mający (Mk 1:21 28). Wierzę, że autorytet wypływa z obecności. Jego obecność z Ojcem i dla Ojca wyrażała się w tym, że był z Ojcem jedno, a J 8:31 32 mówi nam o tym, że przebywanie (wzajemna obecność) jest kluczem do wszelkiej prawdy i całkowitej wolności. Autorytet (władza, moc) wypływa z tego centrum bycia ponieważ tylko wolni ludzie mogą uwalniać ludzi. Właśnie dlatego, aby uwolnić swój lud, Mojżesz musiał stać się księciem w domu Faraona. Niewolnik nie może dać wolności niewolnikom. Z tego powodu również Jezus „stał się człowiekiem” (Flp 2). Chcecie wiedzieć, dlaczego fundamentalistyczny kościół jest tak nieskuteczny w uwalnianiu ludzi? Właśnie dlatego. Mam nadzieję, że wielu z tych, którzy wychodzą spośród nich ku wolności, zostaną później wezwani z powrotem do uwalniania swoich braci i sióstr. Można to zrobić wyłącznie w autorytecie obecności, a nie jako projekt czy agenda ego. Najbardziej związanymi ludźmi nie są ludzie tego świata, lecz ludzie religijni. Właśnie dlatego też ewangelia jest „najpierw dla Żydów”.
Ich trzeba było uwalniać z największej liczby rzeczy. Myślę, że jest to również prawdą jeśli chodzi o współczesne chrześcijaństwo.22 września

Przebudzenie będzie również widoczne również w rozluźnieniu więzów z rzeczami, które uprzednio kształtowały nasza tożsamość. Jak powiedzieliśmy, obejmuje to nasze myśli, opinie i przekonania (wierzenia). Nie zostaną wyeliminowane, lecz podejście do nich będzie znacznie bardziej luźne i pokorne. Jest to jedyny sposób na to, aby być obecnym na cokolwiek, co jest poza mną samym. Granice wyobraźni walą się a rozdrobnienie naszego jestestwa zostaje zastąpione przez stale wzrastającą jedność. W miarę jak iluzja oddzielenia znika, zostajemy uzdrowieni przez jedność. Właśnie to oznacza być „zbawionym”. Grecki wyraz „sozo”, oznacza „całość”.

Ostatecznie, w przemianie nie chodzi o mnie. Chodzi tu o nas, o my, wszyscy i świat. Jest to świadomość Chrystusa we mnie, nadziei na wszystko. Próby przemiany produkowane na własny użytek zdecydowanie za bardzo są skoncentrowane na sobie, aby pozwoliły na śmierć ja-ego i wzbudzenie z martwych prawdziwego mnie i autentycznego ja.

Udział w życiu Ducha oznacza, ze stajemy się coraz bardziej i bardziej świadomi naszego wiecznego, boskiego podobieństwa i obrazu przy równoczesnym nie traceniu swego człowieczeństwa. W rzeczywistości, nigdy nie przestaliśmy być boscy, ponieważ jest to istota naszego stworzenia, stajemy się natomiast bardziej bosko człowieczy.

Oświecenie jest darem, a nie osiągnięciem czy dobytkiem. Prawdziwa wolność realizuje się wtedy, gdy jesteśmy gotowi do służenia tym, którzy jeszcze nie są gotowi na życie w miłości.

Aby „wstąpić wyżej” (Obj 4.1) musimy odpuścić małostkowość i drobne opinie. To „wyższe” miejsce jest miejscem wzbudzonej świadomości, w której uniwersalna prawda jest znana uniwersalnie. Jest to prawda, która jest prawdą bez względu na przynależność religijną, bądź nie przynależność. Miłość jest zawsze miłością czy jesteś baptystą, buddystą czy ateistą. Przebaczenie zawsze jest uzdrawiające zarówno dla tego, który przebacza jak i dla przebaczającego. Pokora zawsze jest drogą prawdy i nie ważne jaką sobie łatkę przykleisz. Transcendentna prawda jest właśnie taka transcendentna – wykraczająca poza wszelkie ramy. Wykracza poza wszelkie ulubione przekonania, nastawiania i, podobnie jak Bóg, kocha ten świat. To jest podróż przebudzenia.

<|>