Category Archives: Tyra Stan

Stan 8/9.12.2019

8 grudnia
Problemem fałszywego ja jest to, że jest skuteczne, co najmniej na tej
powierzchniowej warstwie, a to jest wszystko, czego od niego chcę. Po prostu przykrywaj moją nagość i projektuje to, jak chcę być widziany.
Po jakimś czasie przekonuję samego siebie, że te okrycia pozorów to jestem prawdziwy ja.
O ile nieprawdziwość i przesadne dodatki u innych są bardzo jaskrawo widoczne to rzadko przyznajemy się do kłamstw w naszym własnym życiu. Jeśli mamy na tyle odwagi i uczciwości to istnieją pewne wyraźne wskazania rzeczy, którym musimy wyjść naprzeciw.

1. Zajmowanie pozycji obronnej:
ponieważ tak ogromna część twojego życia jest projektowaną nieprawdziwością, niemal wszystko może być postrzegane jako zagrożenie. Im bardziej zainwestowaliśmy w fałszywe ja tym bardziej obronną postawę będziemy przyjmować, ponieważ mamy tak wiele do ukrycia

Jeżeli fakt, że twoje zdanie jest podważane bądź ignorowane powoduje, że się jeżysz, to jest to znak, że ego jest obecne w znacznej mierze. Da się nauczyć maskować te zewnętrzne przejawy obrony, lecz wewnętrzne reakcje nadal wskazują na te same fałszerstwa.
Owo zbudowane przez siebie ja, któremu się przyklaskuje, nie może znieść ignorowania czy sprzeciwu. Małostkowość będzie stałym towarzyszem. Zawsze będziesz zdolny do tego, aby zauważyć drzazgę w oku drugiej osoby, będąc równocześnie ślepym na belkę w swoim własnym.

Continue reading

Stan 5/7.12.2019

5 grudnia
Jezus powiedział: „Idę przygotować wam miejsce, abyście tam, gdzie ja jestem i wy byli” (J 14:3).

Gdzie jest to miejsce, które dla nas przygotował? W tobie. Chrystus w was…” jest miejscem, które przygotował i miejscem, w którym przebywasz. Nie jest to posiadłość na szczycie góry jakiegoś geograficznego miejsca zwanego niebem. Ty jesteś świątynią Boga a Królestwo jest w tobie.
Świątynia Mojżesza ukazuje podróż odkrywania zarówno Boga, jak i prawdziwego siebie w Miejscu Najświętszym. Zewnętrzny dziedziniec to miejsce, w którym zaczynamy szukać Boga poza sobą. Wewnętrzny dziedziniec to miejsce, w którym szukamy Boga w naszych myślach, przekonaniach, zmysłach, wewnątrz, lecz nie w tym najgłębszym czy najbardziej świętym miejscu. Mógłbym wejść znacznie bardziej szczegółowo w te „poziomy” czy strategie duchowego rozwoju, lecz dziś skupmy się na tym.

Continue reading

Stan 04.12.2019

Stan Tyra
Pytanie? Jeśli Bóg kocha ciebie takiego, jakim jesteś, z czym
większość się zgodzi w najbardziej podstawowym znaczeniu, to dlaczego ty sam nie kochasz siebie takiego, jaki jesteś? Nigdy nie staniesz się kimś
więcej niż jesteś, dopóki nie zaakceptujesz tego kim jesteś. Wielu uważa,
że akceptacja siebie jest pomysłem z New Age i w przeciwieństwie do tego
musimy ukrzyżować siebie, a nie zaakceptować. Kto ci powiedział, że
nie jesteś akceptowalny taki, jaki jesteś? To nie było z Ducha.
Pozwólcie, że przypomnę wam, że nikt nie jest w stanie ukrzyżować
samego siebie; to musi być wykonane przez innych. Kiedy fundamentalista mówi o umieraniu, używa religijne retoryki, aby zachęcić do zaparcia siebie, a nie do otwartości i pokory. Nikt nie jest w stanie przybić samego siebie
do krzyża. To, co nazywamy krzyżowaniem samego siebie jest przeważnie
dobrze zdyscyplinowaną kontrolą zachowania. Serce nie zostaje
przemienione, tylko zmienione zachowanie. Nie jest to umieranie dla
siebie, jest to modyfikacja zachowania, która wzmaga tylko potrzebę
udawania i ukrywania. Po jakimś czasie sam siebie przekonam do tego, że
to ukryte i wyparte ja jest moim świętym ja – teraz już mogę czuć
się usprawiedliwiony, aby osądzać innych.
Wszelkie próby usunięcia tego, co nie zostało przyjęte jako ja, wymaga
wyrzeczenia, a nie ukrzyżowania. Jezus również wyraźnie mówił o tym,
że nie powinniśmy kategoryzować i usuwać różnych rzeczy z naszego życia,
ponieważ nawet nie wiemy co jest co, choć lubimy myśleć, że wiemy.
To, czego o sobie nie chcemy przyjąć, nie słabnie, lecz zostaje
wzmocnione i właśnie to, co odrzucamy i unikamy, będzie miało
największy wpływ zarówno na nas jak i wokół nas.
Jeśli zaakceptujesz wszystko, co jest w tobie, i będziesz szanował to,
co uważasz za najbardziej niegodne czci, z nawet większą czcią (1Kor
12:23), zostanie to odarte z mocy, którą ma wtedy, gdy działa spoza
naszej świadomości w odrzuceniu i ukryciu.
Nie możesz poddać takiego siebie, którego pełni nie uznałeś,
ponieważ nie można dać czegoś, czego się najpierw nie ma. Jezus powiedział to w taki sposób: „jeśli jesteś zadowolony z tego, kim jesteś, staniesz
się większy niż jesteś” (Łu 18:14). Nie może być autentycznej
przemiany, bez autentycznej pokory.

< | >

Stan 03.12.2019

Stany Tyra

3 grudnia
„….Komu zaś mało się odpuszcza, mało miłuje” (Lu 7:47).
Często zastanawiam się czemu ludzie, którzy nazywają siebie
„chrześcijanami” i uważają się za „naśladowców Chrystusa” są
bardzo często najbardziej osądzającymi, potępiającymi, niemiłującymi,
niemiłosiernymi i niewspółczującymi ludźmi na tej planecie. Myślę,
że w swej istocie jest to wynik wiary, której brak osobistego doświadczenia.
Fundamentalizm, podobnie jak większość religii, wyznaje, że dużo wie o

Bogu, mnóstwo o sobie, lecz jest to wszystko czymś obiektywnym, a nie
osobistym, jest więc relatywnie bezużyteczne. Na przykład, każdy, kto
nazywa siebie „chrześcijaninem”, powie, że wie o tym, że Bóg
przebacza.
Niemniej, brak przebaczenia innym mówi mi, że ci sami ludzie nie przeżyli
przebaczenia osobiście, a zostali jedynie intelektualnie
przekonani. Powtórzę: gdyby znali przebaczenie jako osobiste
doświadczenie, byliby skandalicznie przebaczający.
Wszyscy chrześcijanie zgadzają się z tym, że Bóg jest miłością,
lecz również i ta wiara nie jest czymś przeżytym osobiście. Aby poznać
miłość naprawdę musimy ją przyjąć w stanie bezbronności, w podatności na zranienie „takiego jaki jestem”.

Jeśli wydaje nam się, że w jakikolwiek sposób „zarobiliśmy” na
Boża miłość czy przebaczenie, nie możemy jej przyjąć w stanie bezbronnym, lecz przyjmujemy jako zapłatę, należność; „zrobiłem coś, a to jest Boże odpowiedź”. Takie podejście nie daje niczego oprócz dalszego
umacniania się w oszustwie wyimaginowanego ja. Prawdziwie przemieniające poznanie jest zawsze osobiste, nigdy zwyczajnie obiektywne.
Obejmuje ono poznanie KOGOŚ/CZEGOŚ, a nie wiedzę O KIMŚ/CZYMŚ, a to
zawsze wiąże się z relacją.
Poznanie obiektywne ma miejsce zawsze, gdy obserwujemy, rozpatrujemy
coś z dystansu. Jest to poznanie, które jest niezależne od nas, w
przeciwieństwie do poznania, które jest wplecione w nas.
Kiedy poznajemy z doświadczenia, jest to głęboko w nas zakorzenione i
to, co znamy, wychodzi poza przekonanie. W przeciwnym wypadku, będziemy zastępować bezpośrednie doświadczenie ideami o Bogu i cenić je bardziej niż miłość. To w jaki sposób odnosisz się do innych i jak ich kochasz bezpośrednio odzwierciedla to, czy znasz miłość Boga, czy też tylko wiesz coś o niej. Człowiek, który tego doświadczył/przeżył, nigdy nie znajdzie miłosierdzia u tego, który dysponuje wiarą i wersem z Biblii.

Jezus powiedział: „tych, którzy mnie kochają poznacie po tym, jak
kochają innych
” (J 13:35). Ten wers jest oczywistym aktem oskarżenia
przeciw chrześcijaństwu, jakie znamy.

< | >

Stan 1/2.12.2019

Stan Tyra

1 grudnia
Pozwólcie, że rozwinę nieco więcej to, o czym pisałem wczoraj. Twoja podróż przenosi cię z izolacji do społeczności, do jedności. Idąc dalej za porównaniem do wody, ty, jako pojedyncza kropla, zaczynasz na szczycie góry, tylko po to, aby po drodze zostać przyłączonym do innych pojedynczych kropli, z których wszystkie schodzą się razem aż staniecie się częścią oceanu. W taki sposób ta „chwała” pokrywa ziemie, jak wody (liczba mnoga) stają się morzem.

Ta podróż w dół przemienia nas z egocentryzmu do prawdziwego ja i uzdalnia nas do ucieczki z więzienia izolacji i indywidualizmu. Nie tworzymy tego większego ja, ani go nie osiągamy, jest ono budzone do rzeczywistości, w której odkrywasz, że już jesteś w oceanie, którego szukasz.

Jest to podróż od fragmentacji ku integracji, od alienacji do dostrojenia, od rzekomej separacji do jedności – nie tylko ze sobą, lecz ze wszystkim. Poznasz ten stan po pokoju, który będzie twoim udziałem, gdy już więcej nie będziesz prowadził wojny ze sobą samym i nie będzie już więcej dwóch (czy więcej) umysłów na każdy temat i każdego. Tylko wtedy będziesz żył z niepodzielonym sercem i nie będziesz już więcej „rzucany tam i z powrotem” przez cokolwiek (Ef 4:14).

Nic z tych rzeczy nie zdarzy się dopóki nie podniesiemy białej flagi poddania się w walce z naszym życiem. Musimy zostać uwolnieni od żądań, aby życie przychodziło do nas na naszych warunkach wściekając się za każdym razem, gdy wychodzi na to, że uporczywie nie poddaje się twojej kontroli. Pokój wokół ciebie nigdy nie będzie miał miejsca, dopóki nie będzie pokoju w tobie. Nie jest to „pokój jaki świat daje”, który nie jest niczym więcej, jak tylko chwilowym brakiem konfliktu. Boży pokój wykracza poza wszelkie konflikty, ponieważ nie jest przywiązany tylko do jednej strony. Tylko wtedy dokonasz przemiany ze ściany w most, który łączy dwie strony wszystkiego i pozwala sobie chodzić po obu. Jest to życie Chrystusa z rękami wyciągniętymi w obu kierunkach z miejsce pełnego miłości poddania.

2 grudnia
Sugestia mówiąca, że poznanie Boga jest ważną częścią duchowości nie będzie zaskakująca dla nikogo. Niemniej, sugerować, że poznanie siebie samego odgrywa równie ważną role, wywołuje u wielu alarm ostrzegający przed herezją

Autentyczna duchowość wymaga przemiany siebie, co ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy Bóg i ja, są dogłębnie poznani. Nie da się głęboko poznać Boga bez głębokiego poznania siebie samego, jak i nie ma głębokiego poznania siebie, bez głębokiego poznania Boga. Patrząc na to z historycznego punktu widzenie nigdy nie było żadnych sporów o to, a jednak współcześnie w zachodnim kościele zostało to niemal całkowicie zignorowane. Faktem jest, że skupiliśmy się na poznawaniu Boga całkowicie oddzielając to od poznawania siebie i ogłosiliśmy, że ja to „ciało”. Ta iluzja stwierdza, że ja nie jestem przyjacielem Boga, lecz Jego wrogiem.

Jezus ostrzegał nas przed niebezpieczeństwami prowadzenia ślepego przez ślepego (Mt 15:14),Powiedział, że obaj wpadną do dołu. Normalną reakcją na ten wers jest oskarżanie poprzedniego lidera czy pastora, jako tego, który był ślepy i wprowadził mnie do dołu. Jakże szybko gramy kartą potępienia, a z siebie robimy ofiarę. Najbardziej zwodniczym liderem duchowego rozwoju jest fałszywe ja. Jest to ślepe ja biorące na siebie rolę duchowego lidera i budujące plan jak „stać się podobnym do Boga” (Rdz 2:17).

„Niejedna droga zdaje się człowiekowi dobra, lecz jej końcem jest śmierć” (Przyp 14:12). Poznanie Boga, bez poznania siebie prowadzi do sprawiedliwości własnej ponieważ usuwa potrzebę pokory i sprawia, że wiedza staje się cenniejsza od miłości. Czujemy się wtedy bardzo święci, jeśli chodzi o wiarę, lecz nie jest to w ogóle wiara, tylko prosta, zadowolona z siebie, religijna pewność siebie czy wiara w swoją wiarę. Wkrótce przestaje się nawet próbować poznać Boga, ponieważ człowiek jest zbyt zaabsorbowany realizacją stworzonego przez siebie planu stawania się „dobrym chrześcijaninem”.

< | >

Stan 27/30.11.2019

Stan Tyra
27 listopada

Często mówię o mocy poddania. Prawdopodobnie dobrze będzie jak rozwinę nieco ten temat. Instynktownie staramy się i unikamy poddania, ponieważ wygląda to na porażkę. Uciekinierzy poddają się, gdy nie ma innego wyjścia. Tak więc, kulturowo rzecz biorąc, możemy założyć, że poddanie to uległość wobec władzy/mocy. Niemniej, poddanie władzy nie ma nic wspólnego z poddaniem, które jest kluczowe dla duchowej przemiany. Mężczyźni mają szczególnie wielką awersję do uległości, ponieważ męskie ego kwitnie na kontroli i władzy. Mamy skłonności do pysznienia się ze sprawności Supermena i dyrygowanego przez ego sposobu życia w stylu:
„Zirytowany wysadzę twój dom w powietrze”.

Wydaje się że wielu z tych, którzy nie byli na tyle twardzi, żeby w szkole być awanturnikami decyduje się iść do polityki:). Jako dzieci jesteśmy chwaleni za umiejętność kontroli nazywani wspaniałymi chłopcami i dziewczynami, gdy kontrolujemy swój pęcherz, język i zachowanie. Kontrola jest nagradzana, a brak kontroli karany. Uczymy się tego, że miłość i akceptacja są związane z umiejętnością kontrolowania siebie.

Życie ma swoje sposoby, aby przypominać nam o tym, że tak naprawdę nie mamy pełnej kontroli, co powoduje, że wielu żyje w strachu i niepokoju. Niemniej, widzę te chwile jako drobne miejsca o ogromnym potencjale. W naszej podróży reprezentują chwile przemiany. To, co znane rozpada się,a my instynktownie staramy się łapać te kawałki i odbudować ponownie po to, aby wróciło poczucie bezpieczeństwa. Niektórzy wpadają w złość,gdy stają wobec faktu, że nie są tak silni, nie tacy „wielcy i odpowiedzialni”, jak udawali czy myśleli o sobie samych.
O ile takie chwile wydają się być wielką stratą, są w rzeczywistościchwilami wielkiej obietnicy. Im bardziej się sprzeciwiamy tym bardziej zatwardziali i zrogowaciali stajemy się. Nasz nieustanny opór powoduje,
że, zdarzenie po zdarzeniu, sami sobie budujemy więzienie, aż do chwili, gdy już nie jesteśmy ludźmi wolnymi, lecz więźniami strachu. Nie przeżywamy i nie cieszymy się życiem i rzeczywistością, lecz boimy się i opieramy.
Myśląc, że opierasz się zmianie, w rzeczywistości więzisz siebie w jednostajności. Bycie w pełni ludzkim i w pełni boskim wymaga ogromnego ryzyka i podatności.
Czym więc jest poddanie?

28 listopada
Prawda jest taka, że wszyscy musimy się poddać czemuś lub komuś zwanemu Życiem. Jeśli nie, nigdy nie nauczymy się jak żyć ponad swoim ego i złudzeniem, że coś kontrolujemy. Powiedzieć Życiu „tak” jest postawą nie opierania się, a nie rezygnacji. Rezygnacja jest postawą zewnętrzną, poddanie wewnętrzną. Rezygnacja, to zaniechanie; poddanie to
zaakceptowanie bez gniewu, zgorzknienia i nieprzebaczenia, jeśli czegoś zmienić nie można.
Jeśli nie mogę zmienić spraw pojedynczych nadal można starać się zmienić sytuację ogólną. Na przykład, jeśli bank
przejmuje moją niezapłaconą własność, stracę dom. To jest obecna rzeczywistość, którą muszę zaakceptować. Niemniej, nie znaczy to, że nie mogę zmienić swojej ogólnej sytuacji w taki sposób, aby nie postępowała dalej. Poddanie jest akceptacją tego, co jest, nie jest rezygnacją opierającą się na historii bądź strachu o przyszłość. Ustąpienie wobec
tego, co jest, lecz nie rezygnowanie z tego, co może być. To jest odroczona nadzieja i jest tragiczną chorobą serca.

Zgoda na życie, po jednej chwili, tworzy wspaniałe momenty życia pełnego pokoju. Życie w sprzeciwie i wypieraniu się prowadzi do przekory, gniewu, zgorzknienia i wzrastającego chłodu serca, coraz twardszego i kruchego na wszystko co nowe. Amerykańscy politycy ukazują na wielkim ekranie jak wygląda życie, na które składa się sprzeciw i wyparcie. Oddzielenie, zgorzknienie i gniew są owocami tego, przy czym równocześnie niewiele się w ten sposób osiąga.
Gdy przyjrzysz się historii to największymi rewolucjonistami byli pokojowi ludzie poddania, którzy nie zajmowali stanowiska w każdej sprawie, lecz wybierali większe dobro i robili to, co mogli, aby mieć na nie wpływ, w aktualnej rzeczywistości.
Większość z nich nie została zauważona, ponieważ to właśnie ci głośni i wstrętni zyskują najwięcej pogłosu w prasie, wywołując najmniej zmian. Niemniej, bądź pewien: cisi i wspaniali rewolucjoniści są pośród nas i podobni do
kwasu są ukryci w całym chlebie życia, wpływając na wszystkie dziedziny życia, przy bardzo niewielkiej uwadze innych.
Za co być wdzięcznymi dziś? Bądź wdzięczny za to, że ludzie ukrytego kwasu są obecni. Dwa kwasy, przed którymi ostrzegał Jezus przejawiają się na zewnątrz; kwas Heroda (polityka) oraz kwas faryzeuszy (religia).
Nie mają mocy ku przemianie, to co ukryte uzdalnia do wszelkiej zmiany.

30 listopada
Podróż duchowa i człowiecza to jedna i ta sama podróż, nie da się ich oddzielić od siebie, choć cielesne myślenie często próbuje. Aby lepiej ją zrozumieć i to, w jaki sposób „jest to nam robione” przyjrzymy się podróży wody.
Woda znajduje się w niekończącym się okrężnym procesie. Stale jest unoszona do góry tylko po to, aby być uwolniona w dół. Ten sam wzór znajdujemy w życiu Jezusa, ponieważ on często udawał się wieczorem na szczyt góry na czas rozważania, po czym rano wracał na dół, aby ponownie wylać siebie dla ludzkości.
Życie, powtórzmy: to jest całe życie, nie tylko twoje duchowe życie oraz ludzkie osobno, jest stałym ruchem i procesem stawania się. Twoje życie jest podobne do tego okrężnego procesu wody. Jakub zobaczył ten proces we śnie, patrząc na niewidzialny proces życia, jako na wstępowanie i zstępowanie. Pierwszy musi stać się ostatnim, który to staje się
pierwszym, po czym znowu staje się ostatnim, aby stać się pierwszym i tak ten proces trwa.
Podobnie jak woda, jesteś wylewany i sączysz się w dół, wynajdując swoje ścieżki, które prowadzą do niewielkiego stawu, gdzie stajesz się częścią czegoś większego, a gdzie musisz się zatrzymać na chwilę. Zaczynając od kropli do strumyka, następnie do rzeki ten zstępujący strumień rozwija nas i uzdalnia.
Niedojrzała religia zawsze chce być na szczycie góry, ponieważ kocha osiągnięcia i przebywanie na górze. Jest to interpretowane jako pozycja władzy w ramach religii zbudowanej jak piramida. W autentycznej duchowości nie ma szczytu piramidy, ponieważ jest ona zaprojektowana jako coś cyklicznego i wyraża się jako „Jedno”. Szczyt góry jest
miejscem bezpłodnym. O ile możne on być miejscem początkowym strumyka, nic tam nie rośnie. Obfite życie znajduje się w poniżej, w dolinie, tam, gdzie zbiera się woda.

Takie jest miłosierdzie i łaska Boża, że On zaprojektował życie w taki sposób, że woda życia płynie ku najniższym twoim miejscom i tam zbiera się. Wyłącznie w Chrystusie twoje najniższe miejsce może być najbardziej
owocnym miejsce, ponieważ w twej słabości, okazuje się Jego moc. Ta woda może być niewidoczna, lecz nigdy nie jest poza zasięgiem. „Jak wody napełniają morze tak ziemia będzie napełniona poznaniem chwały Pana” (Hab 2:14).

<|>

Stan-24/26.11.2019

Stan Tyra

24 listopada
Ostatnio kilka osób pytało mnie o rolę „cienia” w duchowym rozwoju. Spróbuję zachować prostotę.
Każdy z nas jest pewną mieszaniną sprzeczności i, jeśli mamy kiedykolwiek poznać pełnię, musimy to wszystko wziąć w objęcia. Są to te plewy i chwasty, które rosną na naszych osobistych polach. Jezus mówi: „Nie rosną razem” (Mt 13:30).
Tak, Jezus, podobnie jak my, również znajdował się pośród przeciwności, podobnych do naszych. Przeważnie był najbardziej łagodną, pokojową osobą na ziemi, lecz były takie chwile, kiedy musiał używać ostrego języka i wybuchowego charakteru. Przymykamy na to oczy i nazywamy to „sprawiedliwością” czy jakkolwiek inaczej, jak tylko potrzebujemy, aby stały się święte.
Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nie były to słabości charakteru, lecz po prostu interesujące wymiary siebie, które zazwyczaj nie są oczywiste. To samo dotyczy nas. Carl Jung te części, które nie bardzo pasują do osoby, którą chcemy okazywać, nazywał naszym „cieniem”.
Cień to ciemna strona naszej osobowości. Ciemna nie dlatego, że jest zła, lecz dlatego, że osądziliśmy ją czy odrzuciliśmy a zatem odmówiliśmy jej dostępu do światła świadomości i uchwycenia pełni swego ja. Aby doświadczyć pełni, właśnie te odrzucone części ja muszą zostać zintegrowane w nas. Dlatego właśnie fundamentalizm jest tak totalnie nieskuteczny w tworzeniu wolności. Nigdy nie będziesz wolny dopóki tłumisz, ukrywasz czy wyrzekasz się części siebie. W rzeczywistości to właśnie te najbardziej nikczemne strony siebie muszą być najbardziej szanowane i akceptowane (1Kor 12:23).
Akceptacja tych części, które są nie do zaakceptowania i są niechciane jest jedyną drogą do wyeksponowania ich na akceptację i miłość, tak aby zostały przemienione. Wyrzekając się ich, wyrzekamy się siebie, a nie znać siebie samego to poddać się temu, co ignorujemy.

25 listopada
Zdarza się, ze rozmawiam z kimś i zauważam, że w ogóle nie słucha, nawet jeśli wcześniej zadał mi pytanie. Niektórzy zadają pytania tylko po to, aby dać sobie miejsce na odpowiedź bądź na spór, który chcą projektować na mnie. Zatem, w czasie, gdy ja odpowiadam, oni przygotowują sobie szczegółowo to, co mają następnie powiedzieć. To samo dzieje się niemal codziennie pod moimi postami na FB. Piszę ten blog, który jest, dla mnie osobiście, naładowany spojrzeniami gdzieś poza, a ktoś wybiera jedno słowo czy zdanie i zaczyna mnie uczyć, poprawiać, potępiać, czy nawet wszystko razem. Takie to głupie i małe.
Nigdy nie będziesz obecny wobec siebie, dopóki nie nauczysz się być obecny dla innych i, podobnie, nigdy nie nauczysz się być obecny dla innych, dopóki nie nauczysz się być obecny dla siebie. Być w pełni obecnym to coś znacznie trudniejszego niż się wydaje, a żadną miarę nie piszę tego, jako ktoś, kto to już osiągnął, po prostu jestem coraz bardziej świadom ważności tego.
Jedną z przyczyn tego, że tak zmagamy się z naszą obecnością dla innych jest to, że tak wiele nas wewnętrznie rozprasza. Nasz wewnętrzny świat wiruje planami, obawami, urazami i rzeczami, które powtarzamy sobie stale i wciąż, i wkoło… Nasz wewnętrzny świat jest tylko odbiciem tego zewnętrznego. Czytałem kiedyś o ptakach, których naturalne zachowania zostały zastąpione miejskim hałasem i po jakims czasie zapomniały swego śpiewu, zaczynając udawać dźwięki miasta. Obawiam się, że robimy to samo.
Czasami mówimy, że tęsknimy do milczenia i nawet gotowi jesteśmy udać się do jakiegoś cichego miejsca, lecz gdy już się tam dostaniemy okazuje się, że ten hałas idzie za nami, ponieważ nie pochodzi z zewnątrz, lecz z wewnątrz nas. Próbujemy oskarżyć o nasz brak wewnętrznego spokoju, zabieganie, ale fakt jest taki, że to nie ono jest przyczyną, lecz ogromne starania, aby go uniknąć. Możemy być pociągani do samotności i milczenia, lecz równocześnie bardzo niekomfortowo czujemy się z tym, ponieważ przychodzi z nimi konfrontacja ze wszystkim, czego usiłujemy uniknąć. Zewnętrzna cisza konfrontuje nas z hałasem naszego wewnętrznego świata.
Musimy udać się na naszą własną pustynie i spotkać z demonami, które nieustannie produkują nasz wewnętrzny hałas. Dopóki tego nie zrobimy, nie będziemy chodzić w mocy i nie będziemy tymi, którzy uzdrawiają. Jezus nie uzdrowił nikogo dopóki nie przeszedł przez swoją osobistą konfrontację i nie poszedł poza nią.

26 listopada
Odpuszczanie (uwalnianie) jest ważną duchową praktyką. Wydaje się jednak, że większość z nas przyjęła postawę przeciwną – trzymania się, a nie uwalniania. Aby być całkowicie obecnym dla siebie samego, a w konsekwencji dla innych, musimy dać sobie spokój z zaabsorbowaniem, które utrzymuje nas w nieustannym ruchu i rozproszeniu. To są te hałasy, które tłumią wewnętrzną ciszę i spokój.
Pierwszą rzeczą, którą prawdopodobnie musimy zostawić jest własna ważność. Często jesteśmy tak pełni siebie, że nie jest możliwe, aby być dostępnym dla kogokolwiek innego. Niektórzy, z tych, których znam, tak ciasno trzymają się swoich skłonności, maski publicznej czy reputacji, że nie ma w ich duszy miejsca na nikogo innego. Jest to coś, co nazywamy sarkastycznie: „large and in charge” (wielki i zajęty).
Szczera obecność duszy wobec siebie i innych musi zacząć od wyczyszczenia, a co najmniej odstawienia na bok, bałaganu ducha, czyli tego, co zazwyczaj napełnia nas, rozprasza i odłącza. Jeśli nie praktykujemy sztuki odpuszczania to zaczniemy absorbować czy asymilować to i po pewnym czasie nazwiemy to „mną”. Biblijna historia Gedareńczyka jest bardzo żywym przykładem tego, do czego asymilacja i wewnętrzne gromadzenie może nas doprowadzić.
Gdy Jezus zapytał go o imię, ten przedstawił siebie jako sumę tego wszystkiego, co wewnętrznie nagromadził, nazywając siebie „wiele” czy „Legion”. Gdy przebywał sam, nie było milczenia, pokoju i obecności dla siebie czy kogoś innego. To, że wewnętrznie przylgnął zarówno do opinii innych jak i swoich własnych uprzedzeń doprowadziło go do miejsca śmierci (cmentarza). Gdy przybył Jezus, ten człowiek został skonfrontowany z autentyczną obecnością, co jest podobne do zaglądania do pielęgnującego, spokojnego strumyka i zobaczenia swego prawdziwego odbicia. Oto zobaczył swój obraz w spokoju wody życia i ten spokój uwolnił go od wszystkiego czego się trzymał.
Pytanie? Co odzwierciedla twój obraz? Co inni wokół ciebie doświadczają? Czy potrafią oni znaleźć w tobie spokojne miejsce, gdzie mogą zobaczyć samych siebie bez tych wszystkich dodatków, które nazbierali czy też spotkanie z tobą jest „festynem” nagromadzonego bólu? Niektórzy będą się sprzeciwiać i żądać uznania i czczenia wszystkich ich rupieci. Ich założenia, uczucia, wartości, zranienia itp. Zamiast odpuścić im, chcą abyś ty przyjął ich w sobie i niósł ten ciężar razem z nimi.. Są przekonani o tym, że jeśli zdobędą innych do przyjęcia ich bólu to w jakiś sposób będą się mieli lepiej i będą wolni. Problem jest w tym, że nie chcą zrezygnować, lecz po prostu pomnażać go i dzielić się nim. Jest to droga, która nigdy nie prowadzi do wolności i dlatego przebaczenie sobie oraz innym jest istotą wszelkiej duchowej przemiany.

< | >