Category Archives: Tyra Stan

Stan_09.10.2018 Miłość

Stan Tyra

Duchowe życie jest życiem zaangażowania i połączenia, a nie izolacji i wyalienowania. Zdrowa duchowość wymaga pewnego szczególnego sposobu odnoszenia się do innych i do świata – miłości.

Zdrowa duchowość zawsze z miłości życia wyrasta i pielęgnuje ją. Jeśli rzeczywiście nie kochamy tak życia, nigdy nie będziemy w pełni kochać czegokolwiek czy kogokolwiek. Autentyczne przyjęcie życia uzdalnia nas do kochania wszelkiego życia, w tym kochania jedni drugich.

Duchowe życie zaczyna się od wybrania życia. Tuż przed wejściem do Ziemi Obiecanej, Bóg zaoferował Hebrajczykom krytyczny wybór: „… kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo” (Pwt 30:19-20).

Miłość życia jest zaraźliwa, wpływa na mnie i na wszystkich ludzi oraz okoliczności wokół mnie. Jeśli kocham życie, będę również kochał twoje życie i wszystko będę traktował jako święte.

Jezus zapytany o to, które przykazanie jest największe, odpowiedział, mówiąc, że jest to miłość do Boga, miłość do siebie i do siebie nawzajem. Być może wszyscy dobrze zrobilibyśmy, gdybyśmy odłożyli na bok wszelkie próby poznawania, stawiania się, rozumienia, przebudzenia itp., dopóki w pełni nie uznamy i nie przyjmiemy miłości i życia. Bez tego wszelkie próby w dziedzinie duchowości nie są niczym więcej jak tylko pustą retoryką, która zasłania nas przed tą największą i najważniejszą rzeczą.

Stan_01.10.2018 Dobry chrześcijanin


Stan Tyra

Powody, dla których chrześcijaństwo straciło kontakt z duchową podróżą są skomplikowane i różnorodne. Jednym z najbardziej powszechnych jest to, że być dobrym chrześcijaninem to nie to samo, co znajdować się w duchowej podróży. To nie tylko dwie różne drogi, ale to pierwsze najczęściej jest przeszkodą do przemiany.

Niestety, bycie dobrym chrześcijaninem często nie znaczy być miłującą i dobrą istotą ludzką. Oddanie religijnym przekonaniom i praktykom zazwyczaj nie przekłada się na duchowość, która prowadzi do poprawy życia. Świętość nie zawsze zamienia się na pełnię, a praktyka (religijna) nie wydaje przemieniającej duchowości. Faktem jest, że być dobrym chrześcijaninem często nie oznacza niczego więcej poza regularnym uczestnictwem w nabożeństwach. Jeśli poprzeczka zostaje podniesiona nieco wyżej to dochodzi do tego studium biblii, modlitwa, wiara w dogmaty kościoła, regularne finansowanie go i jakaś służba. Niestety, to wszystko można robić bez prawdziwej przemiany i najczęściej jest to tylko sposób na przystosowanie się do zewnętrznej dyscypliny czy norm zachowania w kościele, denominacji, religii. To wszystko może mieć miejsce zupełnie bez jakiejkolwiek wewnętrznej przemiany.

W końcu, o ile duchowe praktyki mogą odgrywać ważną rolę to często ograniczają duchowy rozwój, ponieważ skupiają na tych „wysoko cenionych” zachowaniach i wynagradzane są przychylnością i pozycją, stają się wtedy zaczątkiem przywilejów brata starszego oraz arogancji opartej na własnej sprawiedliwości.

Żadna religijna praktyka nie prowadzi do transformacji jeśli jest pozbawiona pokory i świadomości. Wydaje się, że aby być dobrym chrześcijaninem trzeba prowadzić życie przepełnione dobrze zakorzenionymi, lecz bezmyślnymi, absorbującymi zajęciami i rozpraszaczami, które utrzymują stale w ruchu, lecz nie powodują przemiany.

Większość kościołów pragnie uniknąć ryzyka, które niesie to, co jest uznawane za niebezpieczeństwo, że możesz usłyszeć, zobaczyć i obudzić się, ponieważ może się okazać, że staniesz się mniej zależny od nich i prawdopodobnie przestaniesz się z nimi zgadzać.
System najlepiej działa wtedy, gdy, zamiast uczyć się słuchać, mówi ci, co masz słyszeć i w co wierzyć.

W chrześcijaństwie denominacyjnym, jak też i tym niedenominacyjnym jest zbyt mało miejsca na zdumienie i zadziwienie, aby zostawić ci regularnie miejsce na owo „Ach! Bóg tu był przez cały czas, a je nie wiedziałem o tym!”

Stan_28.09.2018 milczenie


Stan Tyra

Uważa się, że podróż przemiany to coś, co przyniesie więcej zrozumienia, wiedzy, więcej uczenia się, lecz tak nie jest. Tak naprawdę to jest dokładnie odwrotnie. Nie tyle chodzi o uczenie się, co o oduczanie, nie tyle o wyjaśnianie, co o otrzymywanie wszystkiego i trzymanie się mocno niczego. To odmowa szybkiego osądzania i zrozumienie, że cisza, zgodnie z Pismem, często jest znakiem wielkiej mądrości.

Gdy już raz przyjmiesz lub odrzucisz coś, nie masz więcej możliwości pełnego zrozumienia tego. Przebudzone życie to życie, które pozwala sobie na oderwanie od swego ego tak, że może długo i z miłością spoglądać na rzeczywistość.

Fiasko, które widzimy obserwując wczorajszą politykę jest smutnym odzwierciedleniem tego, jak wygląda społeczeństwo, które uważa osądzanie i konkluzje za mądrość. Ludzie mający bardzo małe poczucie bezpieczeństwa czują, że muszą poniżyć, skrytykować, potępić i zniszczyć każdego, kto się z nimi nie zgadza. Nie posiadają żadnej rzeczywistej mocy/władzy dopóki nie czują, że mogę cię okraść z twojej. Byłem świadkiem tego również w kościelnym życiu, nie sądź więc, że to dotyczy tylko polityki. Słabi ludzie, usiłując ukryć swój głęboko usadowiony brak poczucia bezpieczeństwa, mówią i robią okropne rzeczy.

Jest czas milczenia i jest czas mówienia, lecz dopóki najpierw nie nauczysz się milczeć, nie masz mądrości, z której możesz zaczerpnąć. Krytykowanie kogoś za to, że jest krytyczny to stawianie głupca na piedestale i nazywanie tego prawdą.

Stan_14-17.09.2018 Obecność

Stan Tyra

14 września

Chciałbym przez kilka dni pomówić o „obecności”. Będę otwierał sprawę świadomości obecności bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Może lepiej byłoby powiedzieć, że to obecność otwiera mnie.

Obecność łatwo jest podrobić, lecz zazwyczaj wychodzi to ubogo. Zazwyczaj udajemy troskliwość, choć niewiele jej jest. Zazwyczaj spodziewamy się jej w czasie uwielbienia, na szczycie góry czy w czasie spotkania modlitewnego i BUM oto jest obecność. Jest to kiepska podróbka tej prawdziwej. Teraz wiem, że dla niektórych może to być przynęta do obecności,dla innych przeszkoda bądź substytut, lecz nigdy obecność. Jeśli obecność jest, jakimś aktem czy zdarzeniem, to osiadłeś na czymś znacznie mniejszym, niż prawdziwa duchowość. Nie wierzysz mi? To zwróć uwagę na następne wydarzenie, które osądzisz, jako takie, któremu brak „namaszczenia”. To, co rzeczywiście mówisz, to, że potrzebujesz oskarżyć, kogoś innego o twój brak świadomości, zdolności postrzegania.

Dopóki obecność nie stanie się czymś w czym żyjesz, a nie czymś, co okazjonalnie usiłujesz wytworzyć, to życie będzie dla ciebie bardziej udawaniem niż obecnością. Ponieważ autentyczna obecność wydostaje się z naszej istoty, a nie działania, zawsze jest ugruntowana na autentyczności. Być obecnym, to być prawdziwym w obecnym życiu, a obecność może być praktykowana i utrzymywana, lecz nigdy nie można jej zredukować do czegoś, co robimy.

Przepaść między naszym byciem, a wykonywaniem może wydawać się mała i nieznacząca, szczególnie dla tych dobrze okopanych uczestników kościelnych, którzy zrównują aktywność z obecnością.

Niemniej, to właśnie te małe przerwy dają miejsce na coraz większe niezadowolenie, co po jakimś czasie urasta do przepaści między prawdą naszego bycia, a kłamstwami naszego życia.
Dopóki nie będziesz obecny dla samego siebie, nigdy, tak naprawdę nie będzie obecny wobec czegokolwiek.

Continue reading

Stan_27.09.2018_poklask


Stan Tyra

Być osobą widzianą, chwaloną, lubianą, akceptowaną i popieraną stało się w naszej kulturze zarówno narkotykiem jak i religia wyboru. Pytanie o to, kim jestem, gdy nie nie zawraca na mnie uwagi, gdy nikt nie zgadza się ze mną, nie dziękuje, nie uznaje mojej pracy czy tego jak fantastyczne są moje duchowe osiągnięcia i biblijna wiedza, są istotą naszej egoistycznej retoryki, więc ciągle domagamy się uwagi i słuchania.
Niestety, nie zauważamy, że ten głód nigdy nie jest zaspakajany. Im więcej chwały i uprawomocnienia otrzymujemy, tym bardziej domagamy się tego. Im bardziej ludzie zgadzają się z nami, tym więcej ich do poparcia potrzebujemy. To, czego nie widzimy to fakt, że takie stałe domaganie się więcej ujawnia pozbawione zaufania i wiary serce. Skoro nie czujemy się bezpieczni w Chrystusie, próbujemy zapewnić sobie bezpieczeństwo w pozytywnych opiniach innych.

Wyzwaniem dla nas jest powrót do naszej wiecznej tożsamości, powrót do domu, do Ojca, który mówi do nas z gracją, potwierdza nas w taki sposób, w jaki nie może tego nigdy zrobić ludzki głos. Tylko to może nas prawdziwie uwolnić od naszego egoistycznego wewnętrznego przymusu, aby być widzianym, słyszanym, chwalonym i wielbionym. Uwalnia nas to od naszego ubogiego ego i tworzy przestrzeń, w której możemy zwracać bezinteresownie uwagę na innych.

Stan_21.09.2018 Papugi

Stan Tyra

Czytałem kiedyś o ptakach, które żyjąc przez długi czas w dużym mieście zapominają swojego naturalnego śpiewu i zaczynają naśladować miejskie dźwięki. Obawiam się, że zdarzyło się również i nam, że zapomnieliśmy tej pieśni z naszego domu i teraz po prostu naśladujemy dźwięki religijnego otoczenia.

To, że straciliśmy pieśń z domu, powoduje, że nasz obecny śpiew wprowadza zamieszanie u innych i dlatego źle jesteśmy postrzegani. Ta pieśń wydaje się nam naturalna, jednak stała się tylko echem otaczającego nas życia. Podobnie do papug, powtarzamy to, co słyszymy i mówimy: „Biblia tak mówi”.

Tak dużo zainwestowaliśmy w techniki robienia wrażeniami, które buduje się na podstawie dochodzących do nas dźwięków, że powstało w nas tak głębokie zwiedzenie, że już więcej nie widzimy i nie słyszymy. Pozostaje pytanie: Czy pamiętasz?

W Księdze Objawienia 2:5 jest napisane, że powinniśmy pamiętać miejsce, z którego upadliśmy, dom, który opuściliśmy, miejsce naszych początków. Nie zacząłeś od ogrodu z wężem, lecz w Chrystusie przed założeniem ziemi. To jest ten początek, który powinieneś pamiętać, jest to brzmienie głębiny przyzywającej głębinę.

W Ewangelii Marka 8:18 Jezus zapytał uczniów czy nie pamiętają. Powiedział do nich: „Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie,…

Ten dom, za którym tak tęsknisz, wzywa cię jak głębina wołająca głębinę. Nie jest to dźwięk, ani jakieś miejsce przechowywania wewnętrznej pamięci. Jest to wdrukowane wewnątrz twojego DNA. Podobni do syna marnotrawnego często nie pamiętamy o nim czy też nie „zastanowimy się”, dopóki nie siedzimy samotnie w ciszy i nie wygląda na to, że nie mamy już żadnego innego wyjścia.

Stan_19/20.08. 2018

Stan Tyra

Choć wierzenia mogą być prywatne, z chwilą gdy uczynimy je centrum naszej tożsamości, staramy się szukać innych, z którymi możemy się nimi podzielić . To, z kolei, wzmacnia i oczyszcza je i otwiera drzwi do plemiennego ego. Jak to już wiele razy mówiłem, jedyną rzeczą bardziej niebezpieczną od ego indywidualnego jest ego grupowe. Przechodząc przez ten portal nie jestem już po prostu tym w co wierzę, lecz tym w co MY wierzymy. Niemal każdy kościół jest budowany wokół wspólnych przekonań i wierzenia spoza systemu nie są mile widziane.

O ile wierzę, że jest to konieczny dla naszego rozwoju etap, to naszym zadaniem nie może być tworzenie Boga z poczucia przynależności plemiennej. Teraz, aby wyjrzeć poza własne granice nie musisz już pytać o zgodę własnego ja, lecz o zgodę grupy, a w szczególności lidera(ów) tej grupy.

Pozwólcie zwrócić uwagę na to, że wszelkie grupy czy to religijne, polityczne czy cywilne, są budowane wokół wspólnych przekonań. Komunalne ego nie jest celem ostatecznym, lecz jest koniecznym krokiem do wyjścia poza siebie. Problemem jest to, że nie stajemy sie odrębni ale jakby częścią innych.

W ramach grupowego myślenia prawda musi być znaleziona na zewnątrz, ceniona i żarliwie strzeżona. Wszelkie uwaga o odkryciui znaczenia  jest uważana za nieugruntowaną w Słowie. Jakże często słyszałem słowa: „musisz wrócić do kościoła”, bądź „musisz poczytać swoją Biblię”. W obu przypadkach chodzi o to, że trzeba wrócić  do miejsca, w którym ty jesteś określany przez to, w co wierzysz, a o tym, w co wierzysz jest, decyduje lokalny kościół, którego przekonania są zdefiniowane przez denominację.

Powtórzmy: o ile to komunalne ego jest konieczną i ważną częścią naszej drogi, wprowadza ze sobą więcej egoistycznego systemu, który w większości przypadków powoduje zatrzymanie naszego rozwoju . Ponieważ większość społeczności opiera się na wierzeniach/przekonaniach zawsze wywierają presję na dostosowanie się.

Gdy już okopiemy się i jesteśmy w pełni zindoktrynowani przechodzimy ze społecznościowego ego do konformistycznego. Gdy już znajdujemy się w takim stanie, większość uważa za oczywiste, że są pewnie szczególne oczekiwania i wymagania co do zachowań. To dlatego domaga się przysiąg członkostwa i kontrakty (listy członkowskie, jak to niektórzy nazywają). Po czym, jeśli zmienisz miejsce, nawet w ramach tej samej denominacji, musisz zostać przegłosowany. Nigdy nigdzie nie naucza się tego, ani Pan Jezus nie prezentował czegoś takiego, a jednak jest to podstawowa rzecz w kościele fundamentalistów.

Smutne jest to, że fundamentalistyczna mentalność nazwie społeczność miłości, dzielenia się życiem, różnorodności i szanowania innych kultem lub new age. Przyganiał kocioł garnkowi.

Continue reading