O heretykach, królach i lisach

https://www.patheos.com/~/media/images/components/navigation/patheos/patheos-logo-header.png


Brad Jersak

16 październik 2019

„Ci [heretycy] zachowują się jak ktoś, kto znalazł piękny piękny portret króla z drogocennych klejnotów stworzony przez utalentowanego artystę, rozbierają ten portret na części, przestawiają klejnoty i układają z nich psa lub lisa – a nawet to czynią niezdarnie. Potem oświadczają, że to właśnie tak wyglądał piękny portret stworzony przez uzdolnionego artystę. Wskazują na klejnoty, który wspaniale zostały poskładane przez artystę w obraz króla, lecz teraz tragicznie zamieniły króla na kształt psa. Eksponując te klejnoty zwodzą ignoranta, który nie ma pojęcia jak rzeczywiście wygląda król. Tamci zaś przekonują ich, aby uwierzyli, że ta nędzna podobizna lisa jest naprawdę pięknym obrazem króla. Tak samo ci kaznodzieje zlepiają baśnie starych wdów, brutalnie wyrywając wyrocznie Boże z właściwego im kontekstu, wyrazy, zwroty i przypowieści i dostosowują je do swych bezpodstawnych fikcji”.
Ireneusz, Przeciw Herezjom 1.8.

O heretykach
Ireneusz z Liony, uczeń ucznia apostoła Jana (II w.) bardzo przejmował się tym starożytnym problemem, mianowicie, ludzką, stwarzającą kłopoty cechą przeinaczania Boga. Pokazywał to na podstawie chrześcijańskiego świata, obserwując w jaki sposób „ci heretycy” jego dnia demontowali Pisma i re-aranżowali je w taki sposób, aby dopasować je do obrazu Boga od czegoś tak majestatycznego i szlachetnego jak król, do czegoś spokrewnionego z psem czy lisem.

Dla Ireneusza była to wielka tragedia, ponieważ obraz Chrystusa Króla nie był jeszcze sprofanowany przez szpetotę chrześcijańskich imperiów… a psy i lisy były bardziej podobne do pierzchających szkodników niż do cukierkowych portretów z Instagrama. Był zatrwożony tym, w jaki sposób chwała Boże objawiona w Chrystusie mogła zostać oszpecona przez podstępne projekcje budowane przez tych, którzy redukowali Boga na swój własny obraz. Ku jego przerażeniu używali oni do tego słów, przypowieści i proroctw z Biblii! Oczywiście, każdy może sobie przywłaszczyć ilustrację Ireneusza, aby usprawiedliwić siebie, a oskarżyć innych. Lecz, zamiast tego, wszyscy powinniśmy usiąść przy Stole Pańskim i zapytać wraz z uczniami: „Panie, chyba nie ja? Czy ja jestem zdrajcą? Skąd mam to wiedzieć?”

Wiedzieć możemy wyłącznie patrząc na Chrystusa, ponieważ: „Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go” (J 1:18). Powiedzieć, że Jezus jest Słowem Bożym to powiedzieć, że „Jezus Chrystus jest tym, co Bóg ma do powiedzenia o sobie” (Brian Zahnd). Apostolskim świadectwem jest to, że Jezus jest obrazem niewidzialnego Boga, dokładnym odbiciem Bożej natury. To, w jaki sposób On ułożył te drogocenne kamienie przekazuje temu światu twarz Boga jako wcieloną Miłość – Bóg zamanifestowany jako piękno, prawda i sprawiedliwość.

Tak więc, dla protegowanego Jana, „heretykiem” jest każdy, kto przestawia te klejnoty Bożego objawienie Siebie w taki sposób, że uzyskany obraz nie jest podobny do Jezusa Chrystusa.

O Królach
W dzisiejszych czasach „król” to wzbudzający dreszcze wyraz. Zazwyczaj pamiętamy królów jako patriarchalne i hierarchiczne typy władców i gnębicieli. Ameryka została założona na odrzuceniu monarchii. Deklaracja Niepodległości jest odrzuceniem tego rodzaju króla królów. Historia obecnego Króla Wielkiej Brytanii to stale powtarzane krzywdy i uzurpacje mające na celu ustanowienie w tym kraju absolutnej tyranii, a jest to trafny opis w przypadku ogromnej większości ludzkich królów. Jeśli chodzi zaś o Boga to nazywanie Go Królem jest niemal bluźnierstwem, jeśli jest to połączone z ludzkim charakterem królowania!
Mój przyjaciel, Jason Upton, Po napisaniu bardzo popularnej pieśni o Chrystusie jako naszym królu, był tak zatrwożony tym, w jaki sposób została ona zastosowana w nabożeństwie wyniosłego triumfalizmu i chrześcijańskiego nacjonalizmu, że zastanawialiśmy się, czy nie potrzebujemy 100 letniego postu za wykorzystanie metafory króla.

A jednak Chrystus mówił o Królestwie. Nie zgodził się być typem króla wojownika, którego ten świat żądał. Jego królestwo nie jest z tego świata, a gdy już nasz niebieski Król pojawił się nam to jechał na osiołku, niósł koronę z cierni i został osadzony na tronie Krzyża. Dla Jana i Ireneusza chwałą królowania Chrystusa jest Jego pokora. Właśnie to widząc, Jason napisał nową pieśni, zatytułowaną: „The King’s Way”.

There is a road
That leads to peace that leads to life
But few will follow
We’re at the crossroad
Which way will we go
There is not today a more holy way
Than the steps that lead me to the cross
Where my will can’t be the priority
And these crowns I’ve gained I count as loss
When I hear the spirit say|
That this is the true King’s way

Jest droga,
która wiedzie do pokoju która wiedzie do życia
lecz niewielu ją wybiera
Jesteśmy na rozdrożu
W którą stronę pójdziemy?
Nie ma lepszej drogi od tej,
która prowadzi pod krzyż
Gdzie nie liczy się to, czego chcę
Gdzie to, co zyskałem poczytuję za stratę
Gdy słyszę głos Ducha, który poświadcza mi,
że wybrałem tę prawdziwie królewską drogę
(tłum.: Jola Sz.)

Ten niebiański Król jest piękny, ponieważ zamiast wymuszać tyranię i szkody swoim poddanym i obywatelom, poniósł naszą tyranię i zniósł nasze rany w Swej Pasji za życie tego świata. Taki jest pokorny Sługa-Król, który pewnego dnia sprowadzi każdego na kolana w głębokim dziękczynieniu za to ze nas uwolnił ..

O psach i lisach
Jednak herezja nadal robi swoją zdradziecką robotę, wyrywając imponującą sagę o odkupieniu i przekładając te kawałki w bardzo biblijną, lecz całkowicie pozbawioną Chrystusa religijność.

Widzę liski poruszające się między tymi, którzy dwoją się wśród ludzkiego wstydu i boskiej zemsty. Jak powiedziałem był to problem starożytny, tak stary jak historia pierwszego potknięcia Adama i Ewy. Z chwilą, gdy odwrócili się od chwały ku samowoli, poczuli wstyd, a to, co wynikło z tego wstydu to fałszywy obraz Boga; Boga przed którym muszą się ukryć. Dlaczego? Czy Bóg dał im jakiś powód do tego, żeby postrzegali Go jako mściwego. Czy dlatego, że ostrzegł ich przed drzewem, które mogło być śmiertelnie trujące? Czy przez postawienie granic, które mogły zapewnić ludzkości kwitnienie? Nie! Zawstydzeni sfabrykowali Boga, bo życzliwe ostrzeżenie opacznie zrozumieli jako groźbę. Zbudowali bałwana zemsty, który trzyma się przez wszystkie stulecia i stał się chrześcijańską doktryną. Wyobraź sobie świętokradcze rozmontowanie Krzyża boskiej miłości i takie ułożenie klejnotów pochodzących z niego, że powstał obraz boskiego ukarania.
Brak mi słów

Właśnie, gdy już myślałem, że wyszliśmy poza to… Niestety, całkiem nowy „rurkowy fundamentalizm” (dosł.: “skinny jeans fundamentalism”) dumnie kroczy po wielkiej scenie. Niektóre z najszybciej rosnących w Północnej Ameryce kościołów kwitną na rynku, chcą odsunięcia rzekomego liberalizmu pięknej Ewangelii Bożej nieskończonej miłości. Machają pięściami na tą ewangelię i potępiają tak zwaną „herezję Bóg jest miłością”.

Te lisy zwiększyły nacisk na Boży gniew przeciwko grzesznikom, zaspokojenie gniewu i wieczne ognie piekielne. Ich besztanie i zawstydzanie cudownie znalazły pokrycie w przygotowanej glebie serc noszących gadżety z „50 Twarzy Grey’a”. Wygląda na to, że pojawił się całkiem nowy rynek dla uczniów, którzy mają chętkę na autorytarnych despotów, którzy domagają się światowych królów czy to duchowych, czy politycznych. Tak, ten świat przeżywa kryzys spiralnego chaosu, lecz niepodobny do Chrystusa, kontrolujący i mściwy Bóg nie jest rozwiązaniem!

Dobra Nowina
Dobrą nowiną jest to, że fala odwróciła się. Apostolska prawda o tym, że Bóg JEST miłością, była dziwną nowiną dla starożytnego religijnego świata przed Chrystusem. Lecz prorocy tacy jak: Abraham, Mojżesz, Dawid, Ozeasz zaczęli dostrzegać mignięcia łaski, która miały przyjść w Osobie Jezusa Chrystusa, wcielonej Miłości. Jezus pokazał nam, że Bóg stoi za przywróceniem, a nie odwetem. Abba, którego pokazał Jezus nie ma nic wspólnego z urojonymi rywalami, którzy dobrze rozwijają się na gniewie.

Wielką tragedią jest to, że pomimo wiernych ostrzeżeń Ireneusza nawet chrześcijaństwo szybko powróciło do pogańskich wyobrażeń o rozgniewanym bogu, który potrzebuje uspokojenia przy pomocy przemocy. Ten obraz rządził przez wiele stuleci, lecz obecnie szybko gaśnie w świetle chwały wielkiej Ojcowskiej miłości. Nawet moi agnostyczni przyjaciele wiedzą teraz, że ten Bóg w którego nie mogą uwierzyć jest dobry, życzliwy i miłosierny. Noc przed napisaniem tego artykułu uzależniony przyjaciel powiedział do mnie: „Nie wierzę w Boga. Po prostu nie mogę… ale jeśli Bóg istnieje, to Bóg jest miłością, Chcę, aby moja córka wiedziała o tym!” Jego wyczucie Boga jest znacznie bardziej Chrysto-podobne niż słyszałem od pozbawionej Chrystusa religii.
W istocie spodziewam się, że nadszedł czas na to, aby toksyczne teologie boskiej zemsty, wiecznych mąk w ogniu i gniewnego moralizatorstwa przeszły do obrony. Ci, którzy zniesławiają dobrą nowinę o Bożej łasce zostali teraz złapani w swoją własną pułapkę. Czas na to, aby pokutowali za to w jaki sposób ich „ewangelia” stworzyła całe pokolenia wypalonych chrześcijan i mających dość ateistów. Czas na to, aby zobaczyli, że prawdziwy Król jest boską Miłością, ukrzyżowaną i wzbudzoną z martwych, którego celem jest zbawić (nie wypalić) ten świat.

Kobiety w kościele Jezusa

Znalezione obrazy dla zapytania Ben Witherington
Ben Witherington

2 czerwiec 2015
Oryg.: TUTAJ

Większość z tych, którzy mnie znają wie, że moja doktorska rozprawa dotyczyła kobiet w Nowym Testamencie. Napisana na Uniwersytecie Durham wraz z C.K. Barrett. Pierwsze trzy opublikowane naukowe książki dotyczyły właśnie tego tematu. Jednym z powodów, dla których się tym zająłem ponad trzydzieści lat temu były kontrowersje wybuchające wokół kobiet w służbie, a szczególnie kobiet za kazalnicami (pulpit ministers) czy kobiet pastorek seniorek. Nieważne, że w Biblii nie ma takich kategorii jak „senior pastor” czy „służba kaznodziejska” (dosł.: pulpit minister), a jednak NT jest nieustannie używany do usprawiedliwiania tłumienia kobiet w służbie – a ja miałem w ciągu tych lat badań i studiów odkryć, że dzieje się tak zupełnie bez biblijnego uzasadnienia. Oczywiście, obecnie taka sama ilość chrześcijan może nie zgadzać się w tej sprawie, lecz ta niezgoda powinna mieć podstawę w solidnej egzegezie biblijnych tekstów, a nie emocji, retoryki, zwykłej kościelnej polityki, wątpliwej hermeneutyki itp.

Tak więc, w tym poście zamierzam zająć się kolejno zwykłymi obiekcjami wobec służby kobiet. Niektóre z nich pochodzą z głównej tradycji kościoła, niektóre z pomniejszych tradycji, niektóre należą do katolicko-ortodoksyjnej tradycji inne do protestanckiej.

1) Kobiety nie mogą usługiwać (dosł.: be ministers), ponieważ tylko mężczyźni mogą być kapłanami składającymi w czasie mszy ofiarę itd. Głównym problemem z tym argumentem jest to, że Nowy Testament  jest doskonale jasny w tym, że apostołowie, prorocy, nauczyciele, ewangeliści, starsi, diakoni NIE SĄ W NOWYM TESTAMENCIE KAPŁANAMI. Nie ma żadnej potrzeby osobnego porządku kapłańskiego, ponieważ ofiara Chrystusa zdezaktualizowała cały starotestamentowy system kapłański, świątynny i ofiarny. Jedyne kapłaństwo, o jakim słyszymy w Nowym Testamencie to: a) kapłaństwo wszystkich wierzących, co oczywiście obejmuje kobiety, b) niebiańskie kapłaństwo Chrystusa (p. List do Hebrajczyków). Poza tymi dwoma rodzajami, nie ma żadnego innego kapłaństwa przeniesionego ze Starego Testamentu czy rozpoczętego w NT. W NT cały język, który dotyczył ofiar i świątyni jest przeniesiony do duchowej rzeczywistości tak, aby odnosił się do naszego ofiarowania siebie samego czy naszej chwały Bogu. Świątynia jest opisywana w różnych miejscach Nowego Testamentu (np. 1Kor 3-6) albo jako ciało wierzącego, albo cała społeczność Chrystusa, w której jest Chrystus i w której zamieszkuje Duch. Zasadniczo problemem tutaj jest znowu hermeneutyka. Gdzieś po drodze w czasie, gdy kościół stał się legalną religią pod panowaniem Konstantyna starotestamentowa hermeneutyka ponowie wzięła górę i stąd postrzeganie kościołów jako świątyń, Wieczerzy Pańskie jako ofiary, usługujących jako kapłanów, Dnia Pańskiego jako sabatu itd. Miało to okropny  wpływ na to, jak nowe okazało się Nowe Przymierze z jego aspektami i cechami, a rezultatem stało się wyłączenie kobiet z różnorodnych form usługiwania, na gruncie, który nowotestamentowi autorzy odrzucili by całkowicie.

Continue reading

Sława, a nasza odpowiedzialność

Stephen Crosby

Tak więc, po raz kolejny jawne postępowanie chrześcijańskiego celebryty znalazło się na pierwszych stronach wiadomości. „Upadł” przez niemoralność seksualną. Niestety, nie jest to nic nowego. Takie rzeczy zawsze będą miały miejsce w kulturze wołającej „daj nam króla (celebrytę), gdzie ceni się sławę i talent bardziej niż charakter. Niemniej, nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie ze sprawą odpowiedzialności jednostki.

O ile jednostki muszą ponieść odpowiedzialność i spotkać się z konsekwencjami takich sytuacji, wszyscy jesteśmy w to zamieszani. Dlaczego? Ponieważ nasza żądza chwały umożliwia takie zdarzenia. Jeśli psychiczna energia, pieniądze i uwielbienie chrześcijańskich tłumów promują jednostkę do sławy, której ona nie jest w stanie unieść, to ten tłum jest zamieszany w upadek tejże jednostki. To my powołujemy królów, a następnie, gdy upadną, kiwamy palcem. My musimy pokutować, a nie tylko ten człowiek.

Cieszę się z tego, że w Chrystusie zawsze jest przebaczenie, akceptacja, nadzieja i odnowienie dla każdego, dla wszystkich i zawsze. Cieszę się z tego, że Ojciec nie potępia nikogo. Niemniej: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” to modlitwa, której nigdy za wiele. Jest wiele zamieszania w tej kwestii. Nasz status synów i córek Bożych w Chrystusie nie neguje tej koniecznej skłonności do świadomości siebie Jeśli chodzi o Johna Crista dziennikarz USA Today napisał ostatnio:

„… dalej istnieją konsekwencje naszych czynów ( i powinny być), lecz ostatecznie nie określa nas to, co zrobiliśmy, lecz to, co zrobił dla nas Jezus. Johnie Crist, spartaczyłeś to porządnie, lecz Bóg nadal kocha cię i kochać zawsze będzie”.

Porównajmy to z tym, co POWIEDZIAŁ JEZUS: Po owocach (zachowaniu, jakie ich życie wydaje) poznacie ich”.

To jest definicja rzeczywistości przy pomocy etyki, a nie wiarą w zastępcze zadośćuczynienie, pozycyjną sprawiedliwość i teorię tożsamości! Jest to sprawozdanie z postawy oparte na rzeczywistości planety Ziemia, a nie na metafizycznej duchowości. Wydaje się, że Jezus myślał o tym, że w ostatecznym rozrachunku zostajemy rozpoznawani po naszym zachowaniu. Dla galaretowanych zachodnich ewangelików słowa Jezusa są nie do pomyślenia, ponieważ zawierają zakazane we współczesnych opartych na łasce (dosł.: grace-based; fałszywie tak zwanych) wszechświatach, brudne słowa: osąd (ocenę) i zachowanie. Następujące słowa są na ustach mnóstwa tak zwanych chrześcijan, których spotykam:
„Bóg akceptuje mnie takiego jaki jestem, bez względu na to, co zrobiłem a ty nie możesz mnie osądzać (oceniać)”.

Źle. Zamieszanie. Zwodniczo.

Indywidualizm, subiektywizm i prawnicze założenia takiego podejścia są bardzo niepokojące, a jednak tak powszechne na współczesnym, popularnym poziomie zachodniego protestantyzmu, jak piasek na Saharze. Z chwilą, gdy pomylimy nasze wierzenia dotyczące naszego statusu jako zaakceptowanych w Umiłowanym i tym, którym Bóg wybaczył w Chrystusie z etyką – z tym, jak żyjemy wobec obserwującej ludzkości – pomijamy to, co dotyczy dyscypliny naszego życia i przemieniającego życie działania Krzyża.

Pokaż mi swoją wiarę bez uczynków a ja ci pokażę moja wiarę z uczynków

Wiara bez uczynków jest martwa.

Czy przeciwstawiam sobie Jakuba i Pawła? Absolutnie nie. Ta sztuczna łamigłówka pojawia się wyłącznie wtedy, gdy ktoś jest narażony na pewne skrajne protestanckie schematy interpretacji, czyli: Pokaż mi / pokaż sobie. Nie mówi: pokaż Bogu.

Paweł i Jakub zwracają się do całkiem innej grupy ludzi, a to, co pisze reprezentuje dwie strony tej samej monety – Ewangelii: zwróconej ku Bogu i zwróconej ku ludzkości.
Jest to jedna i ta sama, niepodzielna moneta. Nie pracujemy po to, by „zarobić” na zbawienie, to ta część zwrócona ku Bogu, lecz jeśli chodzi o tą skierowaną ku ludzkości to z całą pewnością dowodzimy w ten sposób, że nasza wiara jest żywa, a nie martwa. Z całą pewnością w oczach ludzi charakteryzuje nas nasze zachowanie. Jeśli chodzi o to, co niektóre skrajne formy nauczania łaski rozgłaszają, nasza odpowiedzialność wobec innych ludzi jest częścią pakietu zbawienia.

By-Life
W j.angielskim proste słowo „believe” czy „belief” wywodzi się ze swego pierwotnego znaczenia. Pochodzi ze starego skandynawskiego wyrazu: by-lief, co oznacza: „by life” – przez twoje życie! Wiara nie jest jakimś umysłowym abstrakcyjnym usposobieniem do duchowych zasad z Biblii.
Wiara jest relacyjnym zaufaniem, którego dowodem jest to, jak żyjemy. Przede wszystkim, nawet standardowy wers luterańskiego protestantyzmu: „a sprawiedliwy z wiary żyć będzie„, mówi właśnie to! Nie jest tam mowa o tym, że sprawiedliwy będzie właściwie rozumiał z Pisma propozycjonalną prawdę o swej tożsamości jako synowie i córki. Będzie ŻYŁ z wiary (relacyjnego zaufania).. Życie to coś, co ludzie będący wokół Ciebie widzą.

Jezus – Niech wasz światło świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i wielbili Boga, który jest w niebie.

Wzywanie imienia na próżno
Często, pytany „Czy jesteś chrześcijaninem?” kategorycznie odpowiadam; NIE! (z różnych powodów, których nie będę tutaj omawiał). Często daje to dobrą okazję do bardzo owocnej rozmowy. Czasami odpowiadam: „Dążę do tego, aby być”, jako ktoś kto idzie drogą Jezusa z Nazaretu. To również pobudza do dobrych konwersacji.

Fakt, że tak wielu z tych, którzy wzywają tego Imienia, nie przypomina Go swoim zachowaniem. „Branie imienia Pańskiego na daremno” nie ma nic wspólnego z „przeklinaniem” jako takim. Oznacza to wzywanie Jego Imienia i nie zachowywanie się tak, jak ON – wzywasz je nadaremno. Chodzi tu o wierność w relacji z Bogiem i reprezentowanie Boga przed tym światem, a nie przeklinanie, choć, oczywiście… nie klnijmy Jego Imieniem.

Sprawa tego, czy Bóg nadal kocha mnie jako jednostkę, czy Bóg nadal akceptuje mnie, gdy moje zachowanie jest okropne w ogóle nie powinno pojawiać się w tej dyskusji. Tu nie o to chodzi. Istotą jest to: Co widzi mój bliźni? Co widzi świat? Jak zachowuję się wobec tego świata ? Czy wezwałem Tego Imienia na daremno moim zachowaniem? Niemniej, jeśli skupiamy się na tym, aby upewnić przestępcę (siebie czy kogoś innego), żeby nie „czuł się źle” to, podmiotowo (jak w tym dziennikarskim twierdzeniu powyżej) nie stoimy na gruncie Ewangelii. Powinniśmy się subiektywnie czuć źle ze względu na to, co uczyniliśmy dla Imienia Pańskiego, z powodu tego, jak niewierni byliśmy i jaką potwarzą dla Jego Imienia było to przed obserwującym światem.
Jeśli gramy kartą pn.: „nie możesz mnie osądzać, bo jestem pod łaską” to okazujemy w ten sposób obserwującym nas bliźnim lekceważenie. Robiąc tak gubimy się w bagnie popularnej psychologii dobrego samopoczucia, a nie zanurzamy w Ewangelii. Ludzie nie widzą różnicy między wstydem, poczuciem winy, a przekonaniem. Wstyd dotyka mojej wartości, pozostałe dwa – mojego zachowania. Tylko dlatego, że Bóg nie chce, abyśmy żyli zawstydzeni (a nie chce), nie znaczy, że nigdy nie powinniśmy czuć się źle w sensie poczucia winy i przekonania o grzechu.

Mogę, jako syn czy córka, być w porządku z Bogiem (bez wstydu), lecz nie o to tu chodzi! Co z bliźnim? Jesteśmy stróżami naszych braci, nasze zachowanie jest ważne.

Nasz współczesny świat (w tym świat kościelny) nie toleruje: obiektywnej oceny (osadu przez innych oraz czegokolwiek, co sprawia, że ktoś czuje się niewygodnie. Może dla niektórych jest to wiadomość z ostatniej chwili, lecz te wartości są niekompatybilne z wartościami Królestwa. Pokuta w stylu Królestwa nie jest możliwa w wszechświecie, którym rządzą takie wartości.

Wniosek:
Jeśli ty czy ja jesteśmy bardziej oddani pewnej szczególnej protestanckiej soteriologii czy sposobowi interpretacji Pawła (co, tak przy okazji, jest z pewnością trudne) niż słowom Jezusa, musimy przemyśleć pewne rzeczy. Mówiąc inaczej: Nie wolno nam mieszać naszej soteriologii (naszego zbawienia) z naszą ontologią (aktualnym stanem bycia). To, że Bóg kocha nas i na zawsze jesteśmy w domu na Jego łonie, w Chrystusie, nigdy nie podlega kwestii, a co najmniej w moim umyśle. Lecz ten dziennikarz jak i miliony ewangelików nie rozumieją tego, że jesteśmy odpowiedzialni zarówno wobec Boga, jak i ludzi..

Stan 8/9.11.2019

Stan Tyra

8 listopada
Otrzymałem ostatnio sporo pytań dotyczących świadomości. Ludzie chcą wiedzieć, czym rzeczywiście jest świadomości i jak osiągnąć/otrzymać. Poświęćmy na to kilka postów i spójrzmy na świadomość na nowo, zobaczmy czy da się rozjaśnić nieco zamieszanie wokół tego.

Często, gdy mowa jest o świadomości, używa się terminu „rozszerzenia/rozwinięcia” i chcecie wiedzieć, co zrobić, aby ona wzrosła czy rozwinęła się. Może to być szokiem, lecz nie da się. Świadomość nie jest jakimś celem, zatem nie możesz go „osiągnąć. Twoja świadomość jest tym, czym jest, nie rośnie coraz bardziej, a jest tak dlatego, że spoczywa ona w twojej duszy, a dusza nie wzrasta. To umysł wzrasta/rozszerza się.

Świadomość spoczywa w duszy, a uwaga w umyśle. Obecnie masz w życiu do czynienia z tym, że zwracasz większą uwagę na świadomość, nie ignorując jej. Połączenie świadomości i umysłu nazywamy samowiedzą/przytomnością/trzeźwością… Jest to obecność Adama i Ewy w każdym człowieku. (Jest to historia, która nie ma nic wspólnego z tożsamością płciową.) Jedno jest ciekawskie, zadające pytania i łatwo ulegające, a drugie niezachwiane i zawsze znające się na rzeczy. Umysł (Ewa) da się zwieść, lecz Adam (dusza) „jest rozmyślne/świadome”. Pamiętaj o tym, że w tej metaforycznej opowieści o ogrodzie, wąż pojawił się nagle, gdy ci dwoje nie byli razem. Gdy ta para chodzi po ogrodzie razem, jedno jest nieustannie świadome drugiego i w pełni świadomy „JA JESTEM”, natomiast wąż nie „plącze” się w pobliżu. Umysł pozbawiony świadomości duszy interpretuje życie jako „diabeł”. Ci dwoje nigdy nie poznali „winy/potępienia/nagany” dopóki nie znaleźli się w tej podróży nie „razem”.

Continue reading

Boże tajemnice – część 2


John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

W Księdze Rodzaju 15, kiedy Pan objawił Abrahamowi, że zostanie ojcem, a jego potomstwo stanie się tak liczne, jak gwiazdy, Pan zataił informację, że Sara również zostanie matką. Z jakiegoś znanego sobie powodu, w tym czasie było to Jego tajemnicą.

Czytając następny rozdział widzimy, jak to nie znając obietnicy, że Sara również ma być matką, Sara i Abraham kombinują jak to „pomóc” Bożej obietnicy, aby się spełniła – aby Abraham został ojcem. Sarah była w wieku, gdy już od dawna nie rodzi się dzieci, wiec zrozumiała, że potrzebowali zastępczej matki, która urodziłaby dziecko Abrahamowi (Rdz. 16: 1-3).

Możemy pomóc Bogu; Zróbmy dziecko!

Abraham przystaje na prośbę Sary, w wyniku czego rodzi się Ismael – ojciec ludu arabskiego.
Jednak w następnych dwóch rozdziałach (17 i 18) Pan pojawia się ponownie i mówi im, że to Sara zostanie matką syna obietnicy. Powiedział też, że pobłogosławi i rozmnoży Ismaela, ale obietnica dotyczy Izaaka. Oboje śmiali się z tego objawienia, w wyniku czego Pan nazwał syna Izaak, co oznacza „śmiech”. (Rdz 17: 15-19; 18: 10-15)

Gdzieś w międzyczasie, gdy to śmiali się z Pana, a poczęciem Izaaka, Abraham i Sara zmienili swoje zdanie – przyjęli to co powiedział im Bóg. W Heb. 11:11 czytamy o Sarze: „Przez wiarę również sama Sara otrzymała moc poczęcia i to mimo podeszłego wieku, ponieważ uważała za godnego zaufania tego, który dał obietnicę.” O Abrahamie czytamy: „… mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał, ma moc i uczynić”. (Rz. 4:21)

Nie wiemy, dlaczego Bóg początkowo zataił przed nimi, że również Sara będzie matką syna obietnicy. Nie ma rozdziału i wersetu, w którym Bóg tłumaczy, dlaczego tak postąpił. Możemy ogólnie przyjąć, że miał w tym swój wyższy cel, ale tak naprawdę nie wiemy, czym się kierował, że zachował to w tajemnicy aż do czasu narodzin Ismaela. Możemy spekulować, ale nie wiemy tego na pewno.

Bóg jest Bogiem – ale czy możemy Mu zaufać?

W końcu jest Bogiem. Przed nikim się nie tłumaczy. To jest trudne do zaakceptowania. Chcemy poznać wszystkie odpowiedzi i to od razu.

W pewnym momencie życia, każdy z nas ocenia Boga. Z czasem jednak przychodzi wiara i tak jak Sara zaczynamy traktować Go, jako osobę godną zaufania. Z czasem przestajemy zadawać pytania i gniewać się z powodu rzeczy, których nie rozumiemy i zaczynamy ufać, że wszystkie odpowiedzi otrzymamy, gdy znajdziemy się po drugiej stronie nieba.

My, którzy Go znamy, jesteśmy w stanie przejść przez różne nieszczęścia i nie znać odpowiedzi przez długie lata. Dzieje się tak z powodu tego, że Go znamy i Mu ufamy, że pewnego dnia On wszystko naprawi. Jednak zaufanie komuś jest często długim procesem.

Przez całe życie możemy zmagać się z pytaniami bez odpowiedzi – i to jest w porządku. To jest normalne.

Każdy z nas, często kilka razy dziennie, w kwestiach drobnych rzeczy, wydaje sąd, że Bóg jest wierny.

Np. możemy pomyśleć o naszym złym współpracowniku: „W końcu dostanie to, na co zasługuje”. Możemy modlić się: „Panie, wybaczam mu, ale dalej chcę, aby został za to pociągnięty do odpowiedzialności”. Możemy mieć pytania, dlaczego ktoś zrobił to, co radykalnie wpłynęło na nasze życie lub dlaczego coś się wydarzyło – jednak w końcu wzruszamy ramionami i mówimy: „Pewnego dnia się dowiemy”.

Wszystkie takie sytuacje, gdy choć nie znamy odpowiedzi to niechętnie się z tym godzimy, są formą naszego osądzania Boga – tak jak zrobiła to Sara: „On jest wierny, można Mu ufać”. Tylko w taki sposób można przejść przez życie – uwierzyć, zaufać Jego spójnemu charakterowi, Jego naturze tak, aby na końcu wszystko zostało naprawione. Jak ktoś mi raz powiedział: „Niech niebo lepiej okaże się naprawdę dobre, ponieważ na ziemi z pewnością przeszedłem przez piekło”.

Nie skupiaj się na tajemnicy, której rozwiązania nigdy nie znajdziesz po tej stronie nieba. Skoncentruj się na tym, co już wiesz

Kiedy Jezus zaczął mówić ludziom w przypowieściach, co jest prawdziwą manną z nieba, że ludzie muszą jeść Jego ciało i pić Jego krew (J 6), naprawdę trudno było to zrozumieć. Wtedy właśnie wielu uczniów przestało za Nim podążać. W pewnym momencie zwrócił się do swoich dwunastu z pytaniem: „Czy wy również chcecie odejść?”

Piotr widział wszystko, co Pan uczynił – widział cuda i uzdrowienia. Widział rozmnożenie chleba i ryb. Słyszał wszystkie Jego nauki. Jeśli stworzyłby sobie listę ‘za i przeciw’, to te rzeczy byłyby po stronie ‘za’. Ale po drugiej stronie – ‘przeciw’ musiałby umieścić wypowiedzi Jezusa, że to On jest prawdziwą manną, że ludzie muszą jeść Jego ciało i pić Jego krew, aby mieć życie wieczne. Patrząc na to, jak wielu wtedy opuściło Jezusa, istniała na pewno presja, aby samemu także tak zrobić. Istniała presja jak ludzie patrzą na ciebie – ucznia tego dziwnego nauczyciela.

Piotr przemyślał wszystko; spojrzał na to co wie i czego nie rozumie i w końcu doszedł do istoty sprawy i powiedział „Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego” (Jana 6: 50-68).

W pewnym momencie życia Piotr osądził Boga tak, jak zrobiła to Sara. Tak samo ty i ja musimy to zrobić. Kiedy nie wiemy, co mamy myśleć w życiu tak, jak to było w przypadku uczniów słuchających przypowieści Jezusa, potrzebujemy uchwycić się tego, co wiemy: mamy słowo życia wiecznego.

Za każdym razem, gdy nie znamy odpowiedzi, za każdym razem, gdy Bóg zakrywa przed nami jakąś rzecz, potrzebujemy osądzić Go tak, jak Sara i jak Piotr: „Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego ”. Skoncentrujmy się na tym, co wiemy, a nie na tym, czego nie wiemy. Bądźmy wdzięczni za to, co już wiemy a resztę odpowiedzi uzyskamy w niebie.

Temat skończymy kolejnym razem.

John Fenn
++

Zemsta Boża

61 rozdział Księgi Izajasza zaczyna się następująco:
Duch Wszechmocnego, Pana nade mną, gdyż Pan namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę; posłał mnie, abym opatrzył tych, których serca są skruszone, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym ogłosił rok łaski Pana …

Jest to dobrze nam znana część tekstu, który cytuje Jezus, gdy zaczynał swoją publiczną służbę (Łk 4). W ten sposób przedstawił się: „Taki jest zakres mojej pracy na następne 3.5 roku. Taki będzie pośród was Mesjasz”. Cytowany przez Niego fragment idzie dalej, a jednak Jezus zatrzymuje się w środku zdania. Nie mam pojęcia jak wiele słyszałem kazań – i zgadzam się z nimi – mówiących: „Jest tak dlatego, że jeszcze nie była pora na następną część”, o której czytamy:

„… i dzień pomsty naszego Boga, abym pocieszył wszystkich zasmuconych, abym dał płaczącym nad Syjonem zawój zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty żałobnej, pieśń pochwalną zamiast ducha zwątpienia. I będą ich zwać dębami sprawiedliwości, szczepem Pana ku Jego wsławieniu”.

Oczywiście, nie żyjemy w czasach Mesjasza, w dniach Jego ziemskiej służby. Zastanawiam się czy teraz jesteśmy już nieco bliżej „dnia gniewu naszego Boga”?
Spójrzmy na to, w jaki sposób ten wers definiuje Bożą zemstę. Tekst posuwa się dalej i opisuje Bożą zemstę:

  • abym pocieszył wszystkich zasmuconych,
  • abym dał płaczącym nad Syjonem
  • (dał im) zawój zamiast popiołu,
  • (dał im) olejek radości zamiast szaty żałobnej,
  • (dał im) pieśń pochwalną zamiast ducha zwątpienia.

Skutkiem tego będzie to, że będą ich zwać:

  • dębami sprawiedliwości,
  • szczepem Pana
  • ku Jego wsławieniu.

W taki sposób Izajasz opisuje „dzień zemsty naszego Boga”; pociecha, zaspokojenie, błogosławienie ofiar, aż zostaną mocno utwierdzeni i będą ukazywać Jego chwałę.

Hm… wierzę, że źle zrozumieliśmy Bożą zemstę.

Continue reading

Stan 07.11.2019

Facebook

Stan Tyra

Piątym i ostatnim błędnym przekonaniem na temat Boga, które omawiamy przez ostatni tydzień, jest to, że nie spełniając Bożych wymagań spotkasz z nieustającymi, nigdy nie kończącymi się torturami w ogniu piekielnym. Wiele religii i miliardy ludzi wierzą w to.

To po prostu ciosy religii; religijna iluzja, mówiąca, że jeśli dwa razy zrobisz coś źle to zostajesz odrzucony.

Pierwszy cios zadany i wykonany został przez Adama i Ewę. To coś w rodzaju ostrzegawczego kwitka, lecz wraz z drugim i ostatecznym uderzeniem okazałeś się winnym i zmierzasz do Holokaustu wszelkich Holokaustów – piekła.

Mówi się, że każdego dnia, minuta po minucie będziesz tu niszczony, lecz nigdy do końca, to jest: kara nigdy nie zakończy się. Będziesz karany na wieki za te kilka krótkich lat nieposłuszeństwa, ponieważ twoje ziemskie życie było tylko punkcikiem w porównaniu do wieczności. Tak więc, twoja kara nie będzie odpowiednia do tego przestępstwa, lecz w taki sposób miłujący, miłosierny Bóg działa. Czyż nie cieszymy się z tego, że On jest miłujący i miłosierny? Tylko wyobraź sobie jak wyglądała by kara, gdyby taki nie był!! 😳

Tak więc, masz do czynienia z Bogiem, który potrzebuje różnych rzeczy, a nie mogąc otrzymać tego od ciebie po prostu rezygnuje z ciebie i, pali cię przez wieki? Jak do „cholery” wymyśliliśmy te bzdety? Jak to jest, że uważamy Holokaust za przekręt niewyobrażalnych rozmiarów po czym nazywamy piekło częścią narracji Ewangelii Jezusa Chrystusa i miłującego Boga. Powiedziałbym, że niemożliwe jest wymyślenie tego łajna, a jednak jakoś tego dokonaliśmy! W bibliotekach znajdują się całe działy poświęcone tego typu historiom, a nazywa się to beletrystyka. Jest to jedyne miejsce, w jakim tego typu religijne przesądy mogą znaleźć swoje miejsce.