Przeprowadzka

indoors,shelf,contemporary,room,interior design,furniture,empty,home,architecture,window,business,glass items,wood,trading floor,family,seat,ceiling,chair,abandoned

 

Przedłużające się „milczenie strony” wynika ze znacznych zmian życiowych, tzn. przeprowadzki naszej rodziny do innego miasta, i może jeszcze trochę potrwać.

Zapraszam do przeglądania archiwum, gdzie jest ponad 6000 plików, choć podejrzewam, że do niektórych, najstarszych, dziś już bym się nie przyznał.

Było by to takie proste

Richard Murray

Było by to takie proste.
Tak bardzo łatwe.

Gdyby Jezus chciał doprowadzić wszystkie pokolenia chrześcijan, aby doszły do tego, że Jego Ojciec w Swym świętym gniewie bezpośrednio niweczy mężczyzn, kobiety i dzieci to wszystko, co musiałby zrobić … to dowieść tego demonstrując to w czasie Swego wcielenia.

Przede wszystkim Jk 1:18, Kol 1:15 oraz Hbr 1:3 wspólnie mówią, że Jezus przyszedł, aby wyjaśnić Ojca, stając się personifikacją pełnego i doskonałego przedstawiciela istoty Ojca oraz, że ten Jezus jest dokładnym obrazem niewidzialnego Boga.

Tak więc, mógł dowieść tego, że Jego Niebiański Ojciec jest zdolny do tego, aby:

— zabijać,

— uciskać,

— gnębić,

— razić,

— zsyłać plagi,

— zsyłać kataklizmy

… a wszystko, co Jezus musiał zrobić to:

— ukamienować jedną osobą złapaną na cudzołóstwie,

— nawiedzić jednego złego grzesznika zarazą,

— śmiertelnie uderzyć jednego obłudnego faryzeusza,

— zgnębić złym duchem jedną osobę osobę o rozdwojonym umyśle, aby ją ukarać,

— uderzyć jakimś wyniszczającym wypadkiem jedną osobę i sparaliżować ją tak, aby potem mogła uczyć się pokory i tego, jak oddawać Bogu pełnię chwały za swoje nieszczęście,

— zesłać jedną burzę z piorunami, tornado, obsunięcie ziemi czy tsunami, które zmiotło by jedną szczególnie zatwardziałą wioskę czy miasto.

Gdyby Jezus zrobił KTÓRĄKOLWIEK z tych rzeczy, tylko jeden raz to komuś, kto śmie głosić coś przeciwnego, na zawsze dowiedziono by, że jest w błędzie.

Lecz tego nie zrobił.

Życie Jezusa zostało tak opisane:

— przez apostoła Piotra: „Wy wiecie … o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z nim” (Dz 10:38).
— przez apostoła Jana: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1J 1:5).

— przez apostoła Jakuba: „Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy ani sam nikogo nie kusi. (14) Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć. Nie błądźcie, umiłowani bracia moi. Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jk 1L13-17).

Ponieważ Jezus NIGDY nie uczynił (czy poparł) żadnej z tych destruktywnych rzeczy wymienionych wyżej, możemy tylko dojść do wniosku, że On odrzucił ten przeinaczony obraz boskiej natury jako nie mający nic wspólnego z uzdrowieniem, ochroną, rehabilitacją, wzmacnianiem.

Podobnie i my powinniśmy zdecydowanie odrzucać pełen złej woli obraz Bożej natury. Jest to kluczem do wszystkiego – „odnowienia naszych umysłów ku dobrej i doskonałej woli Bożej” (Rz 12:2).

Czy Jezus głosił dużo o piekle?

Richard Murray‎

Jak często słyszeliśmy w ostrych słowach od rozpalonych ewangelistów i siarczystych teologów, że Jezus mówił o piekl ZNACZENIE WIĘCEJ niż o Niebie? Widziałem jak małe dzieci robiły ze strachu wielkie oczy, słysząc takie twierdzenie. Niestety, mało kto je kwestionuje…

Aż do dziś. Dziś jest nowy dzień.

Jezus NIE mówił o piekle więcej niż o Niebie, nawet nie zbliża się to do siebie. W Ewangeliach wyraz „Niebo” jest wymieniony przez Jezusa 120 razy, a piekło – około 15.

Co więcej, zastanówmy się nad następującym wersem, który opisuje początek służby Jezusa po Jego powrocie z pustyni: „Odtąd począł Jezus kazać i mówić: Upamiętajcie się, przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios” (Mt 4:17). Jezus nieustannie parł na Niebo.

Oto istota: WSZĘDZIE, ZAWSZE i KAŻDEMU Jezus głosił „to Królestwo Niebios”, a nie „królestwo piekła”. Dodajmy do tego fakt, że niemal większość Jego przypowieści mówiła O Królestwie Niebios oraz to, że STALE nauczał tłumy przy pomocy tych przypowieści, a staje się jasne jedno: Niebo było stałym tematem, a nie piekło.

Ewangelia Jana nie wymienia „piekła” ani razu, podobnie jak Paweł w ŻADNYM ze swoich listów, a jednak uważany jest za największego teologa Nowego Testamentu. Oczywiście, Jezus okazjonalnie odnosił się do piekła i dał nam kilka wartościowych informacji na jego temat, lecz nie była to ISTOTA Jego przesłania – było nią NIEBO – i ono JEST sercem Ewangelii.

Przemyślenia nad „cichym czasem”

Frank Viola Unfiltered

Nie wiem, kto wymyślił termin „cichy czas’, lecz prawdopodobnie ktoś z was jest w stanie prześledzić to gdzieś tam wstecz historii. Jeśli to zrobisz to dodam tą informację do niniejszego artykułu. Z koncepcją „cichego czasu” wiążą się trzy główne problemy, którymi chciałbym się zająć w tym artykule. Przyjrzymy się im kolejno i proszę nie ślizgać się po tekście, aby nie stracić niuansów.

1) W ewangelicznych kręgach tzw.: „cichy czas” był źródłem źródłem poczucia winy przez całe dziesięciolecia.
Tak to funkcjonuje: pastor mówi ci, że Bóg chce, abyś codziennie spędzał „cichy czas” – co w zasadzie oznacza modlitwę i czytanie Biblii.
Zainspirowany jego słowami zaczynasz z gorliwością. Po tygodniu czy dwóch wypada ci jeden dziań, po czym następny i zaczyna się wpadanie w pułapkę poczucia winy.

W głowie powtarza ci się następujące myślenie:

„Bóg jest niezadowolony ze mnie. Gdybym Go rzeczywiście kochał nie straciłbym cichego czasu. Jezus umarł za moje grzechy, a ja nie mogę spędzić z Nim codziennie 10 minut? Kiepska wymówka dla chrześcijanina. Tak naprawdę to Bóg właśnie skończył wycinać sobie kij bejzbolowy, którym mnie zleje do upadłego. Zasługuję na to”.

Poczucie winy, które czujesz z powodu opuszczonego cichego czasu jest teraz przeszkodą stojącą na drodze między tobą a twoim Panem, a jest to przeszkoda, która prowadzi do tego, że pomijasz kolejne.
Mijają miesiące, pastor głosi kolejne kazania na temat wagi modlitwy i czytania Biblii. Więcej poczucia winy, lecz tym razem jesteś zmotywowany.
Próbujesz kolejny raz – idzie świetnie… przez tydzień. Znowu się nie udało i znowu pułapka poczucia winy.
Po kilku miesiącach spędzonych pod ciężarem ton potępienia z powodu „straconego-cichego-czasu”, potrzebujesz kogoś, któremu mógłbyś wręczyć wszystkie godziny spędzone w potępieniu.
Mijają lata i, jeśli chodzi o twój cichy czas, nic się nie zmienia. Ciągle polega to na tym, że „trafiasz i pudłujesz”. Po prostu przyzwyczaiłeś się żyć pod stosem poczucia winy, co kończy się szkodą dla twojej relacji z Jezusem Chrystusem – bez względu na to czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie.

2) Po spędzonym cichym czasie zostawiasz Jezusa Chrystusa za sobą.

Ci, którzy są na tyle zdyscyplinowanie, że udaje im się spędzać cichy czas regularnie, nie zdają sobie sprawy z tego, że dzieje się coś innego. Zaczynasz dzień z Panem, lecz zostawiasz Go za sobą, gdy cichy czas się kończy.
Innymi słowy: ruszasz do swych codziennych zajęć nie biorąc Go w ogóle pod uwagę ponownie, dopóki ktoś nie wspomni o Nim czy nie włączysz chrześcijańskiej muzyki.
Tak więc, świetnie zdajesz egzamin z konsekwentnego spędzania cichego czasu, lecz słabo ci idzie życie w obecności Pana w ciągu całego dnia.
Dlaczego? Ponieważ nikt cię nigdy nie nauczył, jak to robić.

3) Koniec końców twój cichy czas, wcześniej czy później, wietrzeje.

Jak powtarzam wielokrotnie i powtórzę ponownie: ostatecznie wyczerpuje się wszystko z wyjątkiem Jezusa Chrystusa. Dotyczy to również każdej duchowej dyscypliny, którą ludzie kiedykolwiek wyobrażali sobie czy praktykowali (to jest: czytanie Biblii, modlitwa, śpiewanie, poszczenie, wstawiennictwo, mówienie językami itp.).
Wszyscy, ty i ja, potrzebujemy nabywać do naszej duchowej skrzynki narzędziowej coraz więcej narzędzi tak, abyśmy za każdym razem, gdy jakaś duchowa praktyka uschnie, mogli sięgnąć po następne narzędzie, aby zastąpić tamtą. W ten sposób zawsze utrzymujemy świeżość.

Jakie jest rozwiązanie?

Lekarstwo na poczucie winy jest proste. Zająłem się tym dokładnie w książce Jesus Now, (http://frankviola.org/jesusnow/)
Główną przyczyną poczucia winy przypadku pomijania kolejnych okresów cichego czasu jest to, że nieświadomie opieramy są wartość przed Panem na naszych uczynkach, zamiast na Jego w ten sposób przyjmując narrację skoncentrowaną na człowieku, zamiast na Bogu.
Jeśli zrozumiesz wartość krwi Chrystusa i to, co sprawia, że jesteś wartościowy w Bożych oczach, na zawsze zostaniesz uwolniony ze świadomości poczucia winy jeśli chodzi o jakąkolwiek duchową czy religijną działalność.
Faktem jest, że Bóg kocha ciebie tak samo bez względu na to, jak często się modlisz czy czytasz Biblię. Jego miłość nie opiera się na żadnej z tych czynności.
Kolejną ważną rzeczą, nad którą się trzeba zastanowić, jest to, że nigdy nie wolno traktować nieregularnego odbywania „cichego czasu” tak jak się traktuje grzechy wyraźnie opisane w Biblii (jak kłamstwo, plotka, kradzież, oszczerstwo itp.). Nie ma przykazania mówiącego: „Będziesz codziennie spędzał cichy czas na czytanie Biblii i modlitwę”.
Prawda jest taka, że 90% chrześcijan żyjących w Iw. nie potrafiło czytać i tak było przeważnie do około XIX. Nawet dziś około miliarda ludzi jest analfabetami (tj około 26% całej populacji). Czy mamy ich potępiać?
Jak wyjaśniłem w SPIRITUAL GRAFFITI: Galatians in 3D Master Class, wielu ewangelicznych wierzących po prostu dokonało aktualizacji faryzeizmu przy pomocy zawsze zmiennej Miszny behawioralnych oczekiwań, które nazywam: „Chrześcijańskimi oczekiwaniami” – czego niesławny ‘cichy czas’ jest częścią. Na szczęście, Jezus Chrystus zniszczył ten cały kod i dał nam coś lepszego. Continue reading

Jak wygląda prawdziwa miłość, a jak nie


Joe McKeever

Nikt nigdy nie przekona mnie, że to Salomon napisał „Pieśni nad pieśniami”, których autorstwo często przypisuje się jemu.

Nikt, kto ma 1000 żon i pełną salę gotowych dziewczyn, nie jest w stanie skupić się na jednej kobiecie w taki sposób jak zrobił to autor tej poetycznej rapsodii. (Jeśli kochasz Pieśni Salomona to w porządku. Mówię tylko, że nie ma możliwości, aby to pochodziły spod pióra i z serca tego króla Izraela.)

Prawdziwa miłość to nie rozkochanie w połysku włosów czy poświacie brązowych oczu – jest to coś znacznie głębszego.
W tym tygodniu (starszy tekst – przyp. tłum.) brałem udział w przebudzeniu w Elberta, w stanie Alabama, małej, uroczej społeczności w pobliżu nadbrzeżnego miasteczka, ośrodka wypoczynkowego Gulf Shores. Pewnego dnia, spotkaliśmy się z pastorem Mikiem Keech na śniadaniu w osobliwej kafejce zwanej Grits ‘n Gravy. Zabrałem ze sobą szkicownik i w ciągu spędzonej tam godziny narysowałem wszystkich gości, kilkanaście postaci, oraz, oczywiście właściciela, Patricka, oraz Megan – bufetową. Wszyscy byli godni zapamiętania, ale najbardziej pewne starsze małżeństwo siedzące obok.
Mężczyzna miał długie białe włosy. Podszedłem i powiedziałem: „Drodzy, jestem rysownikiem i rysuję ludzi, a ty aż się prosisz, żeby cię narysować”. „Ach?” – odpowiedział. „Tak, proszę pana, wyglądasz na kogoś o silnym charakterze, a ja lubię rysować takich”.
„Nie jestem twardym charakterem – odpowiedział poważnie.

Jego żona powiedziała z uśmiechem:
„Zdecydowanie jest bardzo silnym charakterem”

Narysowałem ich oboje.
Gdy zapytałem, czy są małżeństwem, mężczyzna powiedział: „Tak, obecnie od czterech lat. Dla nas obojga to drugi raz”.
Miał na imię Welton a jego żona Wilma. Powiedział: „Mam 91 lat i jestem najstarszym pracownikiem sieci sklepów Lowe (inteligentne domy). Ciągle pracuję 40 godzin tygodniowo w Foley Lowe’s store”.
Spojrzał na swoją żonę i powiedział: „Kiedy pierwszy raz umówiłem się z nią, pomyślałem, gdy jedliśmy, że skoro mogą ją nakarmić to mogę ją też zatrzymać”.
Zaśmiała się głośno, wyraźnie adorując tego starego dżentelmana. Mądra kobieta. Niewątpliwie słyszała to tysiąc razy, a jednak śmiała się z tego.
Wilma powiedziała: „Nie wiedziałam, ile ma lat, bo prawdopodobnie nie przyszłabym. A pomyśleć, ile radości straciłabym”.

Welton powiedział: „Ja mam żelazo w krwi a ona ma magnetyczną osobowość”.

Po czym dodał w zamyśleniu: „Byliśmy dwoma statkami mijającymi się w nocy”.

Zapytałem: „Jakim statkiem byłeś? Towarowym? Wycieczkowym?”

Nie wypadł z uderzenia: „Statkiem miłości”.

Ona wybuchła śmiechem.

Nie dało się tych ludzi nie lubić. Continue reading

Nones and Dones_2


Stephen Crosby

The Nones and Dones – Przypływowa fala zmian

Mój przyjaciel, Greg Albrecht, napisał coś następującego, co jest fascynującym, choć smutnym postscriptum do mojego poprzedniego wpisu: „Ilość niezrzeszonych w kościołach Amerykanów mogłaby stanowić ósmy pod względem liczebności kraj na świecie!”

Ostatnie badania Georga Barna na temat „Nones and Dones” pochodzą z 2014 roku. Sprawozdanie Albrechta (“10 Facts About America’s Churchless”) stwierdza między innymi:

„Ilość niezrzeszonych w kościołach Amerykanów mogłaby stanowić ósmy pod względem liczebności kraj na świecie! Szacowane w 2014 roku przez Barna Group dane korzystają określenia ‚bezkościelni” (dosł.: churchless) na opisanie tych, którzy w ciągu 6 miesięcy poprzedzających badanie ankietowe nie brali udziału w chrześcijańskich nabożeństwach, poza szczególnymi okazjami jak ślub czy pogrzeb, na 114 milionów. Jeśli dodać do tego 42 miliony dzieci i nastolatków, którzy nie chodzą do kościoła mamy 156 milionów obywateli USA, którzy nie są zaangażowani w żaden sposób w chrześcijańskim kościele.
Ogromna większość Amerykanów będących poza kościołem, kiedyś uczestniczyło w nim. Tylko nielicznie dorośli są całkowicie odłączeni od kościoła, większość z nich należy raczej do byłych uczestników. Tylko jedna czwarta z tych poza kościołem (23%) nie było w chrześcijańskim kościele nigdy w życiu… Większość (76%) miało bezpośrednio do czynienia z jednym kościołem lub większa ilością i opierając się na tej próbie zdecydowali, że lepiej wykorzystają swój czas w inny sposób”.
Według mojej oceny 76% dorosłych, którzy wyszli z kościoła (jak określa ich Barna „de-churched”) z takiej czy innych przyczyny stanowi 76, 65 miliona (76% z 114 milionów).

________________________________________________

Komentarz Steve’a:

Jeśli o mnie chodzi to nie ma znaczenia czy ktoś uważa, że to dobre czy złe, czy jesteś wiernym obrońcą instytucjonalnej chrześcijańskiej religii czy krytykiem, istotą jest to że owi „nones and dones” to rzeczywistość. Można to interpretować jak sobie chcesz, niemniej, udawać, że to nie jest prawdą czy, że nie ma znaczenia, jest irracjonalne.
Jeśli pozostajesz poza instytucjonalnym chrześcijaństwem, nie wystarczy krytykować to, skąd pochodzisz, że tak powiem: kopiąc kołyskę. Masz odpowiedzialność za to, aby wskazać na inną bardziej żywotną, bardziej zgodną z zasadami Królestwa, funkcjonalną alternatywę niż to, o czym wiedziałeś zawsze i czego masz dość. Powtarzanie tego samego systemu dysfunkcyjnych wartości tylko że mniejszą skalę, nie prowadzi do duchowego wzrostu. Nie wystarczy przemalowanie pułapki na myszy (idiom znaczący: drobne poprawki). Musisz sam sobie zadać pytanie czy powinieneś w ogóle brać udział w biznesie łapania myszy.
Jeśli jesteś oddany tradycyjnym strukturom i metodom stosowanym przez chrześcijaństwo, konieczna jest chwila refleksji nad sobą. Ta rzeczywistość wymaga czegoś więcej niż zmiana dywanów w sanktuarium, „bardziej inspirujące kazania”, „współczesny zespół uwielbiający”, więcej grillów i „kampanii zarządzania” oraz nowe „programy ewangelizacyjne”.
Skoro Jezus przyciągał do siebie niekochanych i grzeszników, musimy zapytać siebie: „Dlaczego nic ich nie pociąga do nas i naszego „kościoła”. Jeśli w drogę nie wejdzie nam nasza własna pycha to pokorne zażenowanie tym pytaniem może wzmocnić i przemienić. Rzuci również wyzwanie obecnemu statu quo, szczególnie wtedy, jeśli owo pytanie dotyka okopanych mocy prestiżu, pieniędzy, kontroli i władzy. Stare powiedzonko dobrze tu pasuje: zmień, przyjmij bądź zostań zmieciony w historyczny kubeł na śmieci bądź w mrok braku znaczenia – zjawisko, które już jest w toku w wielu sytuacjach.
Choć faktem jest, że nikt z nas nie jest doskonały, a zatem każde zgromadzenie niedoskonałych będzie niedoskonałe, nie może to być usprawiedliwieniem dla utrwalania dysfunkcyjnego działania. Tu nie chodzi o „szukanie doskonałego kościoła”, a raczej o zajęcie się głębokimi, systemowymi wartościami i metodami, które są przeciwieństwem funkcjonowania w Królestwie Jezusa Chrystusa.

__________________________

Copyright 2015,  Dr. Stephen R. Crosby, www.stevecrosby.org Permission is granted to copy, forward, or distribute this article for non-commercial use only, as long as this copyright byline, in totality, is maintained in all duplications, copies, and link references.  For reprint permission for any commercial use, in any form of media, please contact stephrcrosby@gmail.com.

Would you like to partner with us in distributing our materials and perhaps generate some income for yourself?  Please go to www.stevecrosby.com for details of our Affiliate program. This ministry is sustained by the freewill offerings of those believe in the message of a radical grace in a new covenant understanding. If this article has been a blessing to you, would you prayerfully consider making a tax-deductible contribution through our Paypal button to help? Thank you and God bless you.

The Nones and Dones – sfrustrowani kościołem, straceni_1

Stephen Crosby

W USA 65,000,000 milionów wierzących jest poza kościołem (dosł. ‚de-churched’)

(od tłum.: specyfika amerykańskiego kościoła jest szczególna i bardzo inna od kościołów w innych częściach świata („mega-church’e i mega-skandale przy okazji), stąd i tendencje inne, ale to ostrzeżenie może być istotne wszędzie.
Uwaga:
„Nones” – grupa Amerykanów bez jakiejkolwiek przynależności kościelnej, którzy w ankietach na pytanie o religię odpowiadają: „none” – żadna. „Dones” – to ci, którzy przez lata byli bardzo zaangażowani, niektórzy byli liderami, nigdy wcześniej nie wyobrażającymi sobie, że można być „poza kościołem”, a obecnie, „mają dość”. Nie jest to mała liczba, rocznie kościoły opuszcza około 3 milionów osób.)

W książce napisanej przez socjologa, Josha Packarda, który przeprowadził skrupulatne badania, pt.: „Church Fefugees” („Kościelni uchodźcy”), autor twierdzi, że obecnie jest 65.000.000 osób, które w USA mają „dość” kościoła, z czego 30.5mln z nich zachowują swoją „wiarę”, równoważąc tych, którzy nie mają żadnej „religijnej przynależności”.

Ci „Nones and Dones” nie są buntownikami, zranionymi, zgorzkniałymi, Absalomami, Izebelami i heretykami, jak się ich często karykaturalnie przedstawia. Często są to ci najlepsi, najjaśniejsi, najwspanialsi i najbardziej oddani Chrystusowi – ci, którzy swoją wiarę traktują bardzo poważnie. Jest jeszcze kolejne 7.000.000 „na własnej drodze” do tego, aby „mieć dość”, co w sumie daje 72.000.000 tych „nones and dones”.
W Stanach Zjednoczonych jest około 65 mln wierzących, którzy sami siebie identyfikują jako należących do zorganizowanego kościoła.

30 do 50 procent tych, którzy wyznają Chrystusa w USA ma DOŚĆ (DONE) „kościoła” (zorganizowanej, zinstytucjonalizowanej religii) lub wkrótce będą w takim stanie.
Czy, w świetle tych liczby, nie jest w gronie przywództwa potrzebna jakaś refleksja własna, zamiast powszechnej reakcji w postaci obrony i usprawiedliwiania siebie, wymówek, racjonalizacji, dopracowywania programów, oskarżeń i określania każdego, kto odchodzi jako „mającego problemy z władzą”, bądź używanie innych oszczerczych nazw?
Proponuję uznać, że twierdzenie, że 30-65.000.000 ludzi to buntownicy, mijający się z Bogiem oraz znajdujący się „poza Jego wolą” jest absurdalne i dziwaczne. Jest osadzone na aroganckiej dumie, wywołanej problemami z ego, pieniędzmi, kontrolą i władzą, które uniemożliwiają refleksję nad samym sobą. Jest to forma religijnego związania, zaślepienia i oddania istniejącemu status quo.

Continue reading