Kody czystości zabijają nas


Tim Suttle
Paperback Theology (Patheos)
15.09.2021

Bez względu na to, jaki przyjmiemy sposób myślenia o kulturze, wydaje się, że wspólnym wnioskiem jest to, że sposób w jaki zorganizowaliśmy nasze społeczeństwo – nawet te najbardziej podstawowe formy relacji i wspólnej pracy – jest w najlepszym wypadku dysfunkcyjny. Moim zdaniem, dzieje się tak dlatego, że większość z nas działa świadomie lub nieświadomie w oparciu o kody czystości.

Czym jest kod czystości?
Kod czystości wyrasta z uogólnionego założenia, że można zidentyfikować i wyeliminować źródło wszystkich problemów i gdy zrobimy wszystko, będzie w porządku. Przy specyficznych problemach – jest dziura, którą powinniśmy załatać – nieprawdziwy kod czystości nie istnieje. Niemniej, jeśli zajmujemy się bardziej ogólnymi i trudnymi do rozwiązania problemami cały ten dysfunkcyjny system może wyładować się na kilku źródłach, które biorą na siebie całą winę. Nazwijmy to wadą lub negatywem. Cokolwiek postrzegane jako uogólnione źródło wszystkich problemów jest wadą. Po jakimś czasie rozwój sytuacji powoduje, że powstaje silna, nawet nieracjonalna awersja do tych wad. W tym właśnie miejscu wkracza kod czystości i obiecuje sposób na usunięcie tej wady, bądź co najmniej odsunięcie od nas na tyle daleko, że nie będzie już więcej na nas wpływać.

Jak wykryć kod czystości.
Jednym z najlepszych sposobów wykrycie kodu czystości jest szukanie: kozła ofiarnego i szybkich rozwiązań . Za każdym razem, gdy znajdziesz kozła ofiarnego bądź szybkie rozwiązanie, możesz być pewien, że gdzieś w tym systemie działa kod czystości.

Koncepcja kozła ofiarnego występuje w wielu dawnych religiach. Wyznaczanie kozła ofiarnego pozwala nam na symboliczne przeniesienie własnego poczucia winy, wstydu, lęku, strachu czy gniewu na inną istotę, która staje się personifikacją tej wady . Następnie wysyłamy go na pustynię z dala od społeczności, bądź ktoś inny zabija go jako ofiarę bożkom. Dzięki temu uzyskuje się dwie rzeczy: pozwala to na nadanie konkretnej nazwy tej wadzie a nam daje iluzję tego, że coś z tym zrobiliśmy. Daje też ogromny komfort psychiczny, lecz zbudowany jest on na iluzji, jakobyśmy mogli uciec przed własną współwiną, uciec przed odpowiedzialnością za wywołane przez nas katastrofy.

Srebrna kula zabija wilkołaka, czyż nie? (Srebrna kula czyli błyskawiczne rozwiązanie.) Gdy już cały nasz sprzęt bojowy i obrona zawiedzie, srebrna kula jest ostatecznym rozwiązaniem, które wykona swoją robotę. Jest magicznym rozwiązaniem skomplikowanego problemu. Niemniej, prawdziwym celem srebrnej kuli nie jest rzeczywiste usunięcie wady (srebrne kule są niemal w 100% nieskuteczne). Prawdziwym celem srebrnej kuli jest pozwolić ludziom utrzymać postawę nadziei, marzenia o dniu, w którym ten negatyw odejdzie i wszystko będzie w porządku. Właśnie dlatego handlarze srebrnych kul zawsze mogą przyciągnąć zwolenników.

Jak powstrzymać kod czystości
Skoro kod czystości opiera się na fałszywym założeniu, że możemy wyeliminować to, co negatywne, to zatrzymanie działania tego kodu może obejmować pojednanie się z wadą.
Powstrzymanie funkcjonowania kodów czystości wymaga uznania tego, że kozły ofiarne i srebrne kule to po prostu sposoby na unikanie tego, że ten negatyw nie jest „gdzieś tam”, lecz jest „tutaj” wewnątrz nas wszystkich. Jak napisał Sołżenicyn: „Granica oddzielająca dobro od złego nie przebiega przez państwa, klasy czy polityczne partie – lecz dokładnie poprzez każde ludzkie serce”. Jest to bardzo chrześcijańska myśl.

Łatwo jest myśleć o tym korzystając z narracji Harry Pottera. Śmierciożercy i Lord Voldemort rozprawiają się z negatywem robiąc z Mudbloods kozły ofiarne. Harry Potter i jego przyjaciele z kolei zajmują się negatywem poszukując srebrnej kuli . Rozstrzygnięcie następuje z chwilą, gdy Harry zdaje sobie sprawę z tego, że to on jest ostatnim horcurx’em i godzi się z tym, że zło nie jest „gdzieś tam”, lecz mieszka w nim samym.

Jedynym sposobem na to, aby wyjść poza kody czystości jest przejść długi proces wychodzenia naprzeciw negatywowi w naszym życiu i świecie wokół nas. Wymaga to przebudowy, wyznania naszego własnego złamania. Musimy stale godzić ze sobą to, że rzeczywista linia między dobrem a złem nie leży pomiędzy ludźmi czy grupami ludzi. Granica między złem a dobrem biegnie wprost przez centrum każdego ludzkiego życia. Znajduje się tam dlatego, że być człowiekiem oznacza być nieco nieskończonym (choćby tylko jako idea czy potencjał) wewnątrz dusz, żyjąc w nieustannym napięciu z naszą własną skończonością. Negatw jest nieunikniony ponieważ jest związany z tym, co znaczy być człowiekiem.

Chrześcijaństwo może pomóc, lecz zbyt często tego nie robi.
Chrześcijańska opowieść jest w unikalny sposób przygotowana do walki z tym negatywem bez odnoszenia się do kozłów ofiarny i srebrnych kul, ponieważ w ogólnym sensie, chrześcijaństwo jest odrzuceniem kodów czystości. Chrześcijańska narracja opiera się na nauczaniu Chrystusa, które mówi, że Bóg nie uciekł przed naszym złamaniem. Bóg przybiegł do naszego złamania, godząc je przez łaskę, przebaczeni i obecność. Chrystus pozwala sobie być ostatecznym kozłem ofiarnym, który na zawsze usuwa potrzebę srebrnej kuli.
Chrystus agresywnie stawał przeciwko kodom czystości. W każdy możliwy sposób w jaki można było starożytny świat podzielić na pozytywy i negatywy, Jezus utożsamiał się z negatywem i zaprzyjaźniał z nim: kobiety, dzieci, trędowaci, nieczyści, celnicy, rzymscy kolaboranci, imigranci, setnicy, prostytutki, notoryczni grzesznicy, synowie marnotrawni… przyciągał ich wszystkich blisko i miał odwagę , gdy religijne typy próbowały wyeliminować Go. Sporo z Jego służby to obejmowanie kozłów ofiarnych i unikanie srebrnych kul.

Chrześcijaństwo utrzymuje, że Bożym rozwiązaniem problemu tego negatywu nie jest eliminowanie go, lecz zbliżyć się do niego z pojednaniem. Oznacza to, że ten negatyw służy zarówno jako punkt kontaktowy między tym, co ludzkie i tym, co boskie. Boża obecność sprawia, że dzieje się lepiej, a czasami gorzej, lecz zawsze Boża obecność jest obecna.

Taki negatyw jest samym problemem jak i równocześnie rozwiązaniem tego problemu. W rzeczywistości potrzebujemy tego negatywu, ponieważ jest to jedyna rzecz na tyle silna, żeby zmusić nas do zmiany i wzrostu, jest stanem, który umożliwia pojawienie się czegoś naprawdę nowego.

Negatyw jest sposobem na to w jaki uczymy się spotykać własnymi problemami i mówić prawdę o naszym życiu. Negatyw zarówno zabija nas jak i wdziera się z nowym życiem. Za każdym razem, gdy uciekamy się do kozłów ofiarnych lub srebrnych kul (bądź twierdzimy, że Bóg usunął swoją obecność), powracamy do kodu czystości i zostawiamy za sobą chrześcijańską opowieść (Christian story).

Niestety, amerykańskie chrześcijaństwo jest często tak bardzo zainfekowane indywidualizmem, konsumeryzmem i nacjonalizmem, zbyt umoczone w ukrytym purytanizmie, aby wyobrazić sobie świat bez kozłów ofiarnych i złotych kul, pomimo tego, że najbardziej dramatyczne zdarzenie w życiu Chrystusa ujawnia niestosowność tego na zawsze. O wiele łatwiej jest dopuścić do tego, aby kody czystości rozwiązywały nasze napięcia, niż przeprowadzić introspekcję konieczną do przyznania, że my sami jesteśmy częścią tego problemu; że problem mieszka w nas wszystkich indywidualnie, jak i w społeczeństwie. Przyznać się do własnej współwiny w złamaniu tego świata wymaga długiej, powolnej i bolesnej pracy duszy. Tego rodzaju praca jest, szczerze mówiąc, zbyt przerażająca i dręcząca dla ludzi, którzy zostali nauczeni tak, aby patrzeć na siebie jako dobrych i zawsze znajdujących się po właściwej stronie wszystkiego.

Cierpliwość

Barry Bennett

Ukryta moc cierpliwości
Czy kiedykolwiek ciężko było ci czekać na coś? Wydaje się, że współcześnie czekanie jest wrogiem. Chcemy! A chcemy tego, wtedy kiedy chcemy!
Niemniej, cierpliwość wykonuje swoje doskonałe dzieło, abyśmy byli doskonali, nienaganni i nie mający żadnych braków (Jak 1:4).

Zanim zobaczymy czym jest cierpliwość, przyjrzymy się jakie są jej wyniki. Cierpliwość sprawi, że będziemy: „doskonali”, „nienaganni” i „nie mający braków.

„Doskonałość” w grece oznacza pełnię w sensie wzrostu, dojrzałości, umysłowego i moralnego charakteru.
„Nie mający braków” – nie pozbawiony  czegokolwiek w każdej mierze.

„Nienaganni”  (w j.ang. Complete) – (kompletni) oznacza (całkowity, zupełny, kompletny; zakończony; cały; absolutny, dokumentny, skończony) w każdym calu, doskonali w ciele.

Niech  „cierpliwość wykonuje swoje doskonałe dzieło, abyśmy byli doskonali, nienaganni i nie mający żadnych braków” (Jak 1:4).

Gdziekolwiek mamy do czynienia z cierpliwością z pewnością jest w tym potęga!

Spójrzmy więc teraz na definicję cierpliwości. Cierpliwość to “cheerful endurance”  (ochoczy, żywiołowy, optymistyczny, wesoły, pogodny, radosny) wytrwałość, wytrzymałość, odporność.
SJP: cierpliwy: znoszący ze spokojem przeciwności lub przykrości

Jeśli jesteś do mnie podobny natychmiast zwrócisz uwagę na wyraz: „cheerful”. Wytrwałość do jedno, lecz ochocza(?) wytrwałość to coś innego. Wielu z nas znosi narzekając, ściskając (pięści), krytykując, biadoląc i stękając. Prawdziwa cierpliwość taka nie jest.

Czy wiesz, że Bóg jest nazwany „Bogiem cierpliwości?” „Bóg cierpliwości i pociechy niech sprawi, abyście byli jednomyślni, zgodnie z pragnieniem Chrystusa Jezusa;” (Rzym 15:5, Edycja Św. Pawła). Tak więc, Bóg jest Bogiem ochoczej cierpliwości a On żyje w nas!

„… utwierdzeni wszelką mocą według potęgi chwały jego ku WSZELKIEJ CIERPLIWOŚCI i wytrwałości, z radością” (Kol 1:11)

Dodajmy do tego  pewną definicję. Jesteśmy „utwierdzeni” wszelką MOCĄ (dunamic) według potęgi Jego chwały… do ochoczej cierpliwości! Cierpliwość musi być czymś ważny, skoro On korzysta ze Swej mocy (dunamis), aby uzdolnić nas do radosnego znoszenia! Gdy zdamy sobie sprawę z mocy cierpliwości to cierpliwość może zacząć pracę w naszym życiu tak, abyśmy byli doskonali, nienaganni i nie mający żadnych braków,
„… abyście się nie stali ociężałymi, ale byli naśladowcami tych, którzy przez wiarę i cierpliwość dziedziczą obietnice” (Hbr 6:12)..

Rozeznanie obecności ducha Antychrysta na świecie – część 3


John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Dzisiaj omówię kilka kolejnych cech rządów człowieka niegodziwości oraz to, co możemy widzieć już w naszych czasach.

Indywidualizm dobiega końca
Obj. 13:5-8 mówi nam o człowieku niegodziwości „…I dano mu paszczę mówiącą rzeczy wyniosłe i bluźniercze, dano mu też moc działania przez czterdzieści i dwa miesiące…. I dozwolono mu wszcząć walkę ze świętymi… dano mu też władzę nad wszystkimi plemionami i ludami, i językami, i narodami. I oddadzą mu pokłon wszyscy mieszkańcy ziemi, każdy, którego imię nie jest od założenia świata zapisane w księdze żywota Baranka…Jeśli kto ma uszy niechaj słucha”.

To tylko jeden fragment, który mówi nam, że między narodami Europy będzie jedność w kwestii „oddawania czci” oraz składania przysięgi wierności temu władcy. Powiedziano nam, że będzie wypowiadał się w zły sposób o Bożych rzeczach i bluźnił Jego imieniu. Ale jedna grupa – ‘święci’ odmówi przysięgi wierności, więc on, wraz z resztą społeczeństwa, będzie musiał pozbyć się tych, którzy odmawiają zjednoczenia pod jego przywództwem.

Kiedy drużyna sportowa gra naprawdę jako jeden zespół, wtedy nie ma miejsca na indywidualizm. Każda osoba staje się częścią większej całości, a to oznacza, że każdy zawodnik musi czynić wysiłki dla dobra zespołu. Jeśli członek zespołu nie gra zgodnie z oczekiwaniami, zostaje zastąpiony.

Kiedy rząd jednoczy wszystkich ludzi w jakimś celu, nie ma wtedy miejsca na indywidualizm. Liczy się tylko to, co dana osoba może zrobić dla większej sprawy – „drużyny narodowej”. Każdy, kto nie działa zgodnie z oczekiwaniami, zostaje zauważony i zastąpiony przez kogoś, kto potrafi wykonać swoje zadanie. Rezygnuje się z indywidualizmu na rzecz interesu narodowego. Ci, którzy się buntuj dostają łatkę nie-patriotów.

Powyższy tekst mówi, że człowiek niegodziwości (grzechu) będzie miał władzę nad wieloma narodami, językami i ludami. Wszyscy podporządkują się jego zamierzeniom, gdy będzie toczył wojnę ze świętymi w czasie trwających 42 miesiące rządów terroru. (Daniel wskazuje, że jego panowanie będzie trwało 7 lat, a Jezus w Mat. 24:21 nazywa ostatnie 3,5 roku tego okresu czasem „wielkiego ucisku”)

Z historii: 1 maja 1933 r. Hitler ustanowił święto narodowe ku chwale wielkich Niemiec i ich robotników, ale już następnego dnia jego oddziały paramilitarne przejęły wszystkie biura związków zawodowych i zmusiły wszystkich robotników do przyłączenia się do jednego krajowego związku: Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników. Ludzie biznesu wspierali te działania, ponieważ oznaczało to dla nich większe zyski, a po zjednoczeniu wszystkich związków w jeden, płace spadły o 25% i skończyła się ochrona pracowników.

Zjednoczenie wszystkich robotników w związku zawodowym dało narodowi wspólny cel. Pamiętacie, że faszyzm utrzymuje, że dobro ogółu ma pierwszeństwo przed dobrem jednostki. Wszystkie szkoły, od zawodówek po uniwersytety, zostały dostosowane do narodowego celu, aby kształcić następne pokolenie zgodnie z polityką rządu.

Continue reading

Rozeznanie obecności ducha Antychrysta na świecie – część 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Część 1

Posłużyłem się Hitlerem jako historycznym przykładem faszyzmu i porównałem z tym, co Biblia mówi o nadchodzących rządach prowadzonych przez człowieka, którego nazywa ‘anty-Chrystusem’ – człowiekiem niegodziwości. Następnie przyrównałem to do sposobu, w jaki współczesne rządy radzą sobie z Covidem i pokazałem inne podobieństwa.

Więcej szczegółów znajdujemy w księdze Daniela (Dan.7:15-28)
i o dziesięciu rogach na jego głowie, i o innym rogu, który wyszedł i przed którym trzy z nich wypadły, o rogu, który miał oczy i usta, które mówiły zuchwale, i który wyglądał na większy niż inne. A gdy patrzyłem, wtedy ów róg prowadził wojnę ze Świętymi i przemógł ich”.

Wyrażenie „większy” dosłownie oznacza: „…wyglądał na większego od jego współpracowników” . Innymi słowy jego wygląd, jego prezentacja, jego prezencja wydawała się znacznie większa od pozostałych 7 rogów (władców/regionów). Został z czasem liderem tych 7 oraz także pozostałych 3, którzy byli bardziej ulegli; podporządkował ich sobie czy im się to podobało czy też nie.

Kryzys gospodarczy i polityczny jest dla faszyzmu sposobem dojścia do władzy. W tym momencie przywódca jak i państwo stają się jedno.
W Obj. 8:8-12 widzimy, jak asteroidy/komety dwukrotnie uderzają w Ziemię, co zaciemnia 1/3 słońca i zatruwa 1/3 oceanów (jedno uderzenie jest w ląd a drugie w wodę). Rozdział 9 zaczyna się od chmury kurzu powstałej w wyniku uderzeń, która zaciemnia słońce i powoduje, że ludzie mają przez 5 miesięcy wrzody. Pomyśl o kryzysie gospodarczym i politycznym, który będzie tego następstwem. Gdy 1/3 światła słonecznego zostanie zablokowana a 1/3 oceanów zostanie zatruta, natychmiast będziemy mieli do czynienia z niedoborami żywności. Wywoła to chaos gospodarczy i głód. System medyczny załamie się z powodu przeciążenia. I będzie wiele innych podobnych rzeczy.

W czasie tych problemów w Europie wyłoni się człowiek, który będzie nową postacią na arenie polityki międzynarodowej. Nie będzie jednym z 10 władców, ale będzie twierdził, że zna wszystkie odpowiedzi. Będzie świetnym mówcą, który narzuci swą osobę innym. Później wyjaśni wszystkim, dlaczego musi uzyskać nieograniczone uprawnienia do rządzenia (jak pamiętacie, mówiliśmy na podstawie Obj. 17:13, że inni królowie oddają swoją władzę „małemu rogowi”). Podobnie jak wcześniejsi przywódcy faszystowscy będzie tłumaczył, że problemy są tak wielkie, że wymaga to pełnej jedności w narodzie – a chrześcijanie/żydzi stoją na drodze realizacji tych planów i na drodze postępu.

Pismo Święte mówi, że rozpocznie „wojnę ze świętymi”, co pokazuje, ze przeniesie uwagę ogółu z katastrof, które miały miejsce na tych, którzy rzekomo uniemożliwiają postęp. Można ich obwiniać ponieważ nie jednoczą się z resztą ludzi, nie chcą przyrzec lojalności, której wymaga celem rozwiązania problemów gospodarczo-społecznych. W faszyzmie, jeśli nie zgadzasz się z przywódcą, stygmatyzuje się cię jako nie-patriotę. Problemy przecież są tak ogromne, że tylko 100% jedność może umożliwić ich naprawę a ta grupa stoi mu na drodze.

Continue reading

Bezcelowa modlitwa

Stephen Crosby

Stephen Crosby

Lata mojej podróży w ewangelikalnych kręgach pokazały, że niewiele jest bardziej zniechęcających, bezowocnych, bezużytecznych, nieskutecznych, gaszących i kruszących wiarę, depresyjnych i bezsensownych rzeczy niż normalna praktyka/ zwyczaj „modlitwy w imieniu Jezusa”.
Chodzi mi o tą rytualistyczną przyczepianą na koniec każdego kaprysu i pragnienia fiszkę: „w imieniu Jezusa” tak, jakby klepnięcie jej na koniec każdej modlitwy było jakiegoś rodzaju turbo-pchnięciem przekonania.
Jeśli ktokolwiek z czytających chce być uczciwy, to wie, że jest to prawda: nie robi to żadnej różnicy. Jeśli tego nie przyznamy, tworzymy nieprawdziwą kościelną kulturę wyrzeczenia się rzeczywistości, fałszywego pozytywizmu i „happy-clappy” religii – bądź wyciągamy przydatny nóż, króla wszystkich happy clappy frazesów: „Bóg wszystko kontroluje”, a my to niby kim jesteśmy, aby kwestionować Jego tajemnicze drogi? (Umyj ręce, odejdź wolny od poczucia winy i szczęśliwy, swoje zrobiliśmy.)
To dręczyło mnie latami. Jeśli porównać to, co Ewangelia mówi o potencjale modlitwy z moim życiowym doświadczeniem w tej dziedzinie, jest to tak zwany dysonans poznawczy.

Dlaczego?
„W imieniu Jezusa” nie jest chrześcijańską mantrą chwalebnej pamięci. Nie oznacza prośby do zapamiętania – jakbyśmy mogli szturchnąć starego zmęczonego Ojca do myślenia wystarczająco dużo wstecz, pchnąć jego pogarszającą się pamięć, przez powtarzanie tego na tyle często, że uzyskamy skuteczną modlitwę.

„W imieniu Jezusa” oznacza modlitwę z pozycji i tego samego stanu bycia człowiekiem, jak On był. Oznacza to, że modlitwa w imieniu Jezusa jest spójna, a co ważniejsze jest AKTYWNYM WSPÓŁUDZIAŁEM, z życiem, które On prowadził, i życiem, którym żyje w zmartwychwstaniu.

To życie składa się z: a) pełnego utożsamienia się z nami, jako ludzkością oraz b) z pełnym Jego poddaniem się Ojcu, aż na śmierć, i c) jego jednością z radykalnym oddaniem siebie, przebaczeniem i współcierpieniem Trynitarnej miłości.

Znaczy to, że (a oto ta część, której naprawdę nie lubimy) taka modlitwa nie jest strony pasywnej (nas) oczekujące na odległą stronę (bóg w niebiosach), która wskoczy w to, jeśli wystarczająco błagamy i prosimy dość długo. Modlitwa w Imieniu Jezusa to współuczestnictwo.
Modlitwa „w imieniu Jezusa” znaczy, że ogrywamy aktywną rolę w tajemnicy dramatu ludzkiego życia i dramatu zbawienia. Dosłownie, partnerzy, co Paweł w Liście do Rzymian nazywa z greckiego „sunenergeo”: wsprółpracując.

Moim skromnym zdaniem: Kalwaria to ostatnia rzecz jaką Jezus zrobił sam. Od tego czasu, od Pięćdziesiątnicy, w porządku tego Wszechświata jest partnerstwo. Bóg nie jest jakimś odległym suwerenem, który, na mocy Swojej wszechmocnej mocy i suwerennej woli, wysyła w ten Wszechświat Swoje rozkazy.

Nie twierdzę, że jest to łatwe. Nie jest. Chodzi mi o to, że ów potencjał modlitwy w imieniu Jezusa jest nieograniczony, lecz sednem rzeczy jest zrozumienie tego, co to znaczy.

Jeśli o mnie chodzi to już od pewnego czasu unikam tej doczepionej formułki, ponieważ chcę być przede wszystkim uczciwy wobec siebie i przyznać, że nie żyję i nie kocham tak, jak On to robił, większość czasu jestem raczej skupiony na sobie i mam bardzo ograniczone umiejętności aby kochać i troszczyć się.

Znaczy to, że gdy przychodzi do modlitwy, modlitwy o innych, modlitwy o okoliczności, nie mam nic do powiedzenia i NIE POMODLĘ SIĘ, dopóki SAM SIĘ NIE POZBIERAM. Zamykam rozwolnienie moich ust zapamiętanych ewangelicznych szablonów, próbuję dotknąć Jego serca i życia przez zamieszkującego Ducha (ducha Chrystusa, który JEST duchem modlitwy!), próbuję rozeznać myśl Pana i staram się nie poddać wpływom tego, co widzą moje oczy, słyszą uszy, przez to, co mówią mi emocje i nie modlić się techniką czy też regułką „w imieniu Jezusa”.

Ta różnica jest zarówno widoczna jak i skuteczna.
Wyobraź to sobie tylko – to, co powiedział Jezus jest prawdą.

Tytułomania

Daniel Pontious

To coś więcej niż tytuł!
Wydaje się, że wraz ze wzrostem obecności w mediach socjalnych, coraz więcej ludzi szuka osobistego znaczenia, chce być dostrzeganymi , znanymi i ważnymi. Doprowadziło to do tysięcy a nawet setek tysięcy służb, które stawiają sobie osobiste tytuły przed nazwiskami. Obecnie najbardziej powszechne to: Apostoł, Prorok, Ewangelista, Pastor i Nauczyciel, jako że te wszystkie są wymienione w Liście do Efezjan.

O ile te określenia stają się w Ciele Chrystusa najbardziej poszukiwanymi tytułami, o tyle pozostają tylko tytułami, dopóki istota tego, czym rzeczywiście są nie będzie widoczna u tych, którzy je noszą.
KAŻDE DRZEWO POZNAJE SIĘ PO OWOCACH! Jeśli okazujesz dowody apostolstwa to prawdopodobnie nim jesteś, lecz jeśli nie ma owocu, to nie jest to nic innego jak tylko tytuł.
Osobiście poznałem w życiu tylko kilka osób do których ten opis pasuje, ze względu na skutki ich działania, na to, co w ich życiu i poprzez ich życie mówi mi, kim oni rzeczywiście są, w przeciwieństwie do zwykłego opisu. Ci ludzie WYPOSAŻALI! Nie tylko reklamowali się swoim tytułem, lecz aktywnie wyposażali innych do Pracy w Służbie!
Jeśli ktoś nosi powyższy tytuł, lecz nie wyposaża ludzi to nie ma żadnego dowodu na to, że jest to uzasadnione.

Widuję tak wielu, którzy mają tytuły przyczepione do swej służby, lecz oni nie WYPOSAŻAJĄ NIKOGO. Wielu po prostu szuka słuchaczy, nie mając żadnej pasji dla Ciała Chrystusa. Jeśli Miłość Boża nie jest potwierdzona u kogoś, kto nosi tytuł od Boga, to coś jest poważnie źle.
Nigdy w życiu nie chciałem być „duchownym”, po prostu z pasją dążyłem do Jezusa Chrystusa, co przekonywało mnie, abym dzielił się z innym, aby mogli doświadczać własnej relacji z Nim, niemniej są tacy, którzy mają ukryte motywacje.

Brak poczucia bezpieczeństwa jest często katalizatorem do starania się o tytuł, ponieważ poczucie spełnienia, którego się pragnie, wymaga aprobaty kogoś innego. Niemniej, dawno nauczyłem się tego, że jeśli MAM APROBATĘ NIEBIAŃSKIEGO OJCA, to wszystko inne nie jest ważne.
Gdy zdasz sobie sprawę z tego, jaka jest opinia Boga o tobie, to nagle, wszystkie inne opinie zdają się tłumić cię. STRACH JEST KATALIZATOREM TYTUŁOMANII, LECZ WIARA UWALNIA SYNOSTWO!!!

Strzeż się tytułów, które nie niosą za sobą owoców czy dowodów. Strzeż się obdarzonych ludzi, którym brak owocu Ducha, a szukaj takich, którzy są nasączeni Bożą Miłością Agape.
Ci, którzy rzeczywiście WYPOSAŻAJĄ innych nie potrzebują przyczepiać sobie Tytułu, po prostu będziesz widział Owoce zwisające z gałęzi ich życia.
Czy wiesz, kim jesteś?