Stan_22/23.06.2019

Stan Tyra

W Liście do Efezjan 3:20 czytamy, że Duch chce wykonać w nas pracę wychodzącą poza nasze naturalne zdolności myślenia czy proszenia. Wyraz „ponad” trafnie ujmuje istotę duchowości, jako coś wychodzącego poza twoją przeszłość, przyszłość, poza to, cokolwiek możesz sobie wyobrazić. Jeśli stale pozwalasz sobie wychodzić poza siebie, żyjesz nieograniczonym życiem. Nie ma tu żadnych granic. Granice i ograniczenia istnieją wyłącznie w tych miejscach, w których zatrzymujesz się w wychodzeniu poza i ograniczaniu samego siebie, rzeczywistości i Boga.

„Poza” jest nieograniczone we wszystkich kierunkach. Granice w duchu istnieją wyłącznie wtedy, gdy stworzysz sobie sztuczne ograniczenia. Jezus powiedział uczniom, że miał im jeszcze wiele do powiedzenia, lecz nie byli jeszcze wtedy gotowi. Powiedział, że to, czym się chciał z nimi podzielić wymagało od nich wyjścia poza ich aktualne wnioski. Granice robią wrażenie ograniczenia. Boże sprawy są skończone wyłącznie wtedy gdy twoje postrzeganie  żyje wewnątrz mentalnej bariery.

Aby wyjść „poza” musisz wychodzić stale poza narzucone sobie  granice. Nakładasz granice, gdy usiłujesz rozwiązać tajemnicę i sprawić, aby to, co nieznane, stało się znane. Wierzenia, oklepane odpowiedzi i wnioski są bardzo dobrym sposobem na takie uproszczenie Boga, aby pasował do stworzonych przez siebie ograniczeń, w ramach których wydaje nam się, że kontrolujemy w pewnym stopniu sytuacje, i taki mentalny model staje się twoją niezawodną ewangelią.

Za każdym razem, gdy coś rzuca wyzwanie takiemu modelowi, bronisz się. Wynika to stąd, że nie jesteś w stanie dopasować tego, co się właśnie dzieje, do aktualnego wewnętrznego modelu rzeczywistości i duchowości. Jeśli chcesz wyjść „poza”, tam, gdzie „głębina przyzywa głębinę”, musisz zaryzykować brak zaufania do obecnego wzoru. Masz tylko dwie możliwości do wyboru: albo sprzeciwić się rzeczywistości, albo zgodzić się na prowadzenie poza to, o co możesz prosić czy pomyśleć.

Być obudzonym to nie tyle „wiedzieć”, ile w pokoju przyjmować to, że czegoś nie wiesz. To zgoda na pozostawienie swoich wniosków i uchwycenie tajemnicy. To rozumienie tego, że moje pytania są o wiele cenniejsze niż jakiekolwiek odpowiedzi, ponieważ to pytania prowadzą cię „poza”, a odpowiedzi prowadzą cię w ramach granic. Z chwilą, gdy ustają pytania, zatrzymuje się podróż „poza”. Znam wielu ludzi, którzy mają mnóstwo wspaniałych pytań, a ich jedną przeszkodą jest żądanie odpowiedzi na te pytania.

Często budujemy nasze życie opierając się na zachowaniu kogoś innego bądź jakiejś grupy ludzi. Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się, że ten fundament został wyrwany ci spod stóp? Zdarzyło się coś, co błyskawicznie ujawnia wadliwość podstaw tej osoby czy grupy. Początkowo robisz wszystko, co możesz, aby utrzymać to razem, lecz to przeżycie jest prawdziwym zamaskowanym darem. Po tym jak się rozpadnie to wszystko, zdajesz sobie sprawę z tego, jak wiele swego życia i energii zmarnowałeś usiłując utrzymać to razem, tłumiąc równocześnie swoje i innych oczekiwania.

Osobiście odkryłem absolutną wolność w odejściu od wyobrażania sobie, jak coś powinno wyglądać. Zasadniczo, można żyć tylko na dwa sposoby: możesz poświęcić swoje życie trzymając się wygodnej strefy, bądź możesz zachęcić drzwi wolności, aby otwarły się przed tobą. Innymi słowy: możesz żyć zmagając się z próbami dopasowania życia i innych ludzi do twojego wewnętrznego wzoru, bądź możesz odsunąć te oczekiwania i zdjąć ze swego życia kajdany.

Wychodzenie „poza” oznacza wychodzenie poza zbudowaną własnymi siłami klatkę oczekiwań. Możesz ozdobić swoją klatkę pięknymi przeżyciami, wielkimi planami i portretami winy, lecz dalej będzie to klatka. Nie jest istotne jak zostanie to nazwane, klatka będzie klatką. Musisz chcieć zauważać, gdy ktoś czy jakaś grupa otwiera drzwi i pozostawia je otwarte czy to niechcący czy celowo.

Podobne to jest do zaskoczenia jakie przeżywa pies spotkawszy niewidzialny płot. Nie znasz granic jakie zostały na ciebie nałożone przez innych oraz ich aprobaty dla ciebie, dopóki nie spróbujesz przekroczyć tych ukrytych ograniczeń, a wtedy – paff! Odczuwasz skutki, a równocześnie stajesz wobec decyzji czy pozostaję wewnątrz owych ścian oczekiwań czy też ruszam biegiem, przyjmuję początkowy ból i będę wolny po drugiej stronie? Zaufaj mi, wolność zawsze jest warta bólu.

Duchowy wzrostu to twoja chęć wyjścia „poza”, bez względu na to, jaki ból decyduje o twoich ograniczeniach. Nigdy nie znajdziesz odpocznienia jeśli będziesz strzegł systemu, który jest uzależniony od działania innych. Ostatecznie, jeśli zdecydujesz się na przełamanie ku wolności, bez względu na to, w jaki sposób ta wolność przychodzi, zdasz sobie sprawę z tego, jak wiele energii i życia zmarnowałeś na próby budowania, naprawiania i ochrony tego systemu.

Zainteresowany? Wyobraź sobie jeden dzień z życia tak wspaniały i tak nieograniczony przez egoistyczne wymagania i oczekiwania, że życie może być przeżywane obficie. Taki dzień tak zwyczajnie rozwija się, umysł nie stara się kontrolować go, naprawiać,wyjaśniać czy oskarżać kogoś innego. Życie po prostu przemija jako jedno boskie doświadczenie za drugim. Z czasem pokochasz swoje granice, ponieważ teraz będziesz je już postrzegał jako kolejne zaproszenie do ucieczki. Swoboda życia, która nieustannie mówi „tak” wychodzeniu „poza”. Myślę, że dlatego ludzie, którzy wiedzą, że nadeszła ich ostatnia godzina są tacy spokojni – zrezygnowali z wszelkich swoich walk o kontrolę. Żadnych więcej oczekiwań. Po prostu poddanie. Myślę również, że nie musi tak być, aby to te ostatnie chwile życia doprowadzały nas do takiego poziomu pokoju. 
Ja wiem, że nie zamierzam czekać na to do tego czasu.

Przebaczenie dla niepokutującego ludu

Francis Frangipane

Według twego słowa

Mojżesz wysłał dwunastu szpiegów, aby zdali sprawę ze stanu ziemi. Gdy wrócili, dziesięciu powiedziało, że choć ziemia jest dobra, Izrael z pewnością zostanie pokonany przez mieszkańców. Pomimo, że Jozue i Kaleb dowodzili, że Izrael na pewno może wypędzić swoich wrogów, ludzie marudzili, narzekali i zbuntowali się, a nawet chcieli ukamienować Jozuego i Kaleba, i wrócić do Egiptu z pomocą nowych przywódców.

Ponownie gniewa Pana rozpalił się przeciwko nim i groziło to sprowadzeniem sądu (p. Lb 12-14).

Po raz kolejny Mojżesz wiernie wstawia się.
Niechże więc teraz wielką okaże się moc Pana mojego, jak rzekłeś, mówiąc: Pan nierychły do gniewu i bardzo łaskawy przebacza winę i występek, choć nie pozostawia bez kary, lecz za winę ojców nawiedza synów do trzeciego i czwartego pokolenia. Odpuść przeto winę tego ludu według wielkości twojej łaski, jak już przebaczałeś ludowi temu od czasu wyjścia z Egiptu aż dotąd” (Lb 14:17-18).

Dokładnie tak jak modlił się Abraham stulecia wcześniej, Mojżesz skupia się na dwóch rzeczach: integralności Pana i Jego ogromnym miłosierdziu. Bóg jest nieskory do gniewu lecz bardzo łaskawy, przebacza Swemu ludowi. Gdy Pismo mówi, że Bóg „żadną miarą nie oczyści winy” to znaczy, że chodzi o grzechy tych, którzy nie pokutują. A jednak nawet Pan daje się przebłagać.

Pamiętajmy: Izraelici zbuntowali się i nawet nie mieli pojęcia o tym, że ich grzech doprowadził ich na skraj Bożego gniewu. Pan patrzy na niepokutujący naród, grzesznych ludzi z jednej strony i na modlącego się człowieka, Mojżesza, z drugiej. Nawet Mojżesz przyznaje, że Bóg nie „pozostawia bez kary”, a jednak modli się o to, aby Bóg przebaczył Izraelowi.

Odpuść przeto winę tego ludu według wielkości twojej łaski, jak już przebaczałeś ludowi temu od czasu wyjścia z Egiptu aż dotąd” (w. 19).
Posłuchaj zdumiony odpowiedzi Pana na modlitwę o miłosierdzie. Mówi: „Przebaczyłem im na twoje słowo” (w. 20).

Niesamowite!

Trzy miliony Izraelitów nie pokutowało, ani nie otworzyło swych serc, nie wyznało swych grzechów Bogu, ani sobie nawzajem. Żaden z tych, którzy zgrzeszyli nie posiadał złamanego i skruszonego ducha. Jednak Pan mówi: „Przebaczyłem im”. Całkowicie mnie to zdumiewa. Pan zapewnił Izraelowi przebaczenie „na słowo [Mojżesza]”.

Oszałamiające!

Jeden człowiek mający przychylność Boga sprowadził miłosierdzie dla trzech milionów ludzi, którzy nie pokutowali.

Aby nam się nie wydawało, że to jakaś łatwa łaska, Pan ponownie potwierdza Swój cel jaki ma dla wszystkich narodów, zaczynając od Izraela. Powiada: „jak żyję i jak pełna jest cała ziemia chwały Pana” (w. 21).
Integralność (prawość) Pana jest poza wszelką dyskusją. W istocie mówi, że choć przebaczam, nie zamierzam zmieniać swoich zamiarów. Cała ziemia będzie napełniona Moją chwałą.

Gdy zatem prosimy Boga o miłosierdzie, nie prosimy go o to, aby dokonał jakiegoś kompromisu ze swoimi zamiarami. Prosimy Go tylko o to, aby przebaczał ludziom grzechy, dopóki nie będzie mógł wypełnić swego zamiaru. Prawda jest taka, że całkowicie zgadzamy się z Jego pragnieniami. Gorliwie chcemy, aby Jego chwała zacieniła Amerykę, aby zstąpiła na Kanadę, przetoczyła się przez Europę, Azję, Izrael, Środkowy Wschód i przez cały świat. Nasz głos rozbrzmiewa głośnym „TAK!” na zamysł Boży. Napełnij Amerykę Swoją chwałą, Panie. Napełnij Kanadę, Europę, Izraela, Afrykę i Australię Swą majestatyczną chwałą. Modlimy się również abyś, dopóki twoje zamiary całkowicie nie wypełnią się, przejawiał miłosierdzie i przebaczył grzechy swoim ludziom.

Potrzebna nam jest wizja ostatecznego Bożego przeznaczenia dla naszego kraju: Ameryka „będzie pełna chwały Pana”. Pan usłyszy nasze modlitwy o miłosierdzie, gdy sięgamy wraz z Nim do Jego ostatecznego celu. Czy wątpisz w to? Modlitwa miłosierdzia była skuteczna w przypadku Mojżesz. Bóg wyprowadził Izraela z Egiptu do Kanaanu dzięki modlitwie Swego sługi.
Mówisz: „No, ja nie jestem Mojżeszem, jestem nikim”, lecz Jezus powiedział: „Najmniejszy w Królestwie Niebios, jest większy” niż najwięksi prorocy ST (Mt 11:11). Jak to możliwe? Mamy moc przymierza we krwi Chrystusa jako pomoc w dążeniu do miłosierdzia!
Tak, Bóg rzeczywiście użył Mojżesza, aby przeprowadzić niedoskonałych ludzi od obietnicy do wypełnienie. Bez względu na to czy modlimy się o nasz kraj, nasze miasta, kościoły czy rodziny, Pan „przebaczy im na twoje słowo”.

Objawienie czy imitacja?

Barry Bennett

Jeśli brakuje nam objawienia i zrozumienia Bożego zamysłu w jakiejkolwiek dziedzinie życia, wtedy objawienie zastępujemy imitacją. Sporo z tego, co robimy w życiu, jest imitowaniem innych i jest to spowodowane brakiem własnego objawienia Bożego celu. Jaki jest Boży zamiar dla małżeństwa? Kościoła? Wychowania dzieci? Darów Ducha Świętego? Gdy brakuje nam takiego objawienia, po prostu naśladujemy otaczającą nas kulturę, a to zawsze prowadzi do zamieszania, frustracji i niepowodzenia.

Naśladownictwo można zobaczyć w kościele. Tam, gdzie nie ma objawienia tego, dlaczego coś robimy, normatywne stają się legalizm i tradycja. Imitowanie można również zauważyć w najnowszym nauczaniu niektórych biblijnych nauczycieli. Podobnie jak wszyscy inni, nauczyciele chcą być akceptowani i dlatego łatwo jest głosić to, co głoszą inni, a co jest pozbawione prawdziwego osobistego objawienia. Małpowanie jest też obecne w świecie muzyki. Niektóre kościoły, aby być „odpowiednie” czują, że muszą kopiować to, co robi świat.

Niemniej, prawdziwe życie i rzeczywistość muszą pochodzić z prawdziwego objawienia twojej tożsamości w Chrystusie i Jego powołaniu w twoim życiu. Takie objawienie i powołanie nie pozwoli ci na naśladowanie innych. Bóg jest Stwórcą, a nie naśladowcą.

Nie chodzi mi o to, że każda rutyna, system czy tradycją są złe. Wiele z nich narodziło się z prawdziwego zrozumienia Boga i Jego dróg, lecz jeśli każde pokolenie tylko kopiuje nie rozumiejąc dlaczego coś się robi w ten sposób, to takie zwyczaje szybko stają się puste a nawet legalistyczne.

Objawione poznanie jest kluczem do życia. Bez względu na to, o czym rozmawiamy, czy to będzie małżeństwo, kościół, wykształcenie czy władza, musimy mieć duchowe zrozumienie Bożego pierwotnego celu. Jaki jest Boży zamiar wobec małżeństwa? Jaki jest Boży cel seksu? Po co Bóg dał cywilne rządy? Można wymieniać i wymieniać długo. Dopóki nie mamy prawdziwego objawienia w tych dziedzinach, będziemy niesieni przez kulturę chwili i tradycje innych.

„Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie” (Kol 2:8).

Los palestyńskich chrześcijan

06/17/2019 Raymond Ibrahim

Chrześcijaństwo jest na skraju zaniku w miejscu jego narodzenia, w tym w
Betlejem (zdjęcie).

Raymond Ibrahim
Gatestone Institute

W czasach, gdy chrześcijaństwo na całym muzułmańskim świecie cierpi z powodu różnorodnych prześladowań, rzadko można usłyszeć o losie palestyńskich chrześcijan.

Istnieje. Open Doors, grupa praw człowieka, która zajmuje się śledzeniem prześladowań chrześcijan, zwraca uwagę na to, że palestyńscy chrześcijanie cierpią z powodu „wysokiego” poziomu prześladowań, którego źródłem jest, zgodnie z ich słowami, „islamski ucisk”.

„Ci, którzy nawracają się z islamu na chrześcijaństwo spotykają się prześladowaniami najgorszego rodzaju i trudno im bezpiecznie brać udział w istniejących kościołach. Na Zachodnim Wybrzeżu są zastraszani i w wielkim ucisku, w Gazie ich sytuacje jest tak niebezpieczna, że żyją swoją wiarą w największej tajemnicy… Wpływ radykalnej islamskiej ideologii zwiększa się, a historyczne kościoły muszą z dyplomacją podchodzić do muzułmanów”.

O ile informacje o prześladowaniach chrześcijan pojawiają się regularnie z innych części świata o przeważającej większości muzułmanów – na przykład azjatycki Pakistan, arabski Egipt i afrykańska Nigeria – niewiele wspomina się o tych chrześcijanach, którzy żyją pod władzą palestyńską.

Dlaczego tak? Czy dlatego, że są tam mniejsze prześladowania niż w przypadku innych ich współwyznawców żyjących w muzułmańskim świecie?
Czy też dlatego, że ich sytuacja jest wyjątkowa – mieszkają na obszarze gorącej walki w licznych politycznych i medialnych sporach, które są w równowadze?
Nowe sprawozdanie zatytułowane: „Prześladowania chrześcijan pod palestyńską władzą”, wykonane przez dr Edy Cohen i opublikowane 27 maja w Begin-Sadat Center for Strategic Studies poświęca więcej miejsca odpowiedzi na te pytania.
Po pierwsze: dokumentuje trzy ostatnie relacje z prześladowań chrześcijan, które nigdzie nie trafiły na strony tak zwanych „głównych mediów”.
25 kwietnia: „przerażeni mieszkańcy chrześcijańskiej wioski Dzifna znajdującej się w pobliżu Ramallah,… zostali zaatakowani przez uzbrojonego muzułmanina. Nastąpiło to po doniesieniu na policję pewnej kobiety z tej wioski, że syn powiązanego z Fatach prominenta zaatakował jej rodzinę. W reakcji dziesiątki uzbrojonych członków Fatah napadło na wioskę. Strzelali w powietrze, rzucali zbiorniki z benzyną, wykrzykując przekleństwa i spowodowali znaczne straty w mieniu publicznym. Cudem było to, że nikt nie zginął, ani nie został ranny.

Niecałe 3 tygodnie później, w nocy 13 maja, „wandale włamali się do kościoła społeczności Maronitów w centrum Betlejem, sprofanowali go, ukradli kosztowny sprzęt należący do kościoła, w tym kamery systemu bezpieczeństwa… Po raz szósty ten kościół stał się przedmiotem aktów wandalizmu i złodziejstwa, w tym podpalenie w 2015 roku, które dokonało istotnych zniszczeń, tak że trzeba było zamknąć go na dłuższy czas”.

Trzy dni później, 16 maja: przyszła kolej na anglikański kościół w wiosce Aboud, na zachód od Ramallah. Wandale przecięli płot, wybili okna i włamali się do środka. Zdesakralizowali go, szukali wartościowych przedmiotów, ukradli mnóstwo sprzętów”.

Te trzy zdarzenia, które miały miejsce na przestrzeni trzech tygodni, pasują do schematu krzywd, których zazwyczaj doświadczają chrześcijanie w rejonach, gdzie większość stanowią muzułmanie. O ile desakralizowanie i plądrowanie kościołów jest dominującym sposobem nękania to za każdym razem, gdy chrześcijańskie mniejszości (uważanych za „dimmis”, czy „obywateli” trzeciej kategorii, którzy mają być wdzięczni za to, że w ogóle są tolerowani) – odważą się podnieść swój głos w obronie swoich praw, wzburza to rozruchy muzułmanów, jak to się darzyło w przypadku
chrześcijańskiej wioski Dżifna 25 kwietnia:
„Uczestnicy zamieszek – w Dżifna przekazuje raport – wezwali mieszkańców [chrześcijan] do zapłacenia jizya – głównego podatku zawsze nakładanego na niemuzułmańskie mniejszości będące pod panowaniem islamskich rządów.
Ostatnimi ofiarami tego zwyczaju były chrześcijańskie mniejszości w Iraku i Syrii pod rządami ISIS”.
Co więcej, często zdarza się, że gdy w islamskich krajach muzułmanie atakują chrześcijan „pomimo wołania mieszkańców [chrześcijan] o pomoc (w Dżifna) palestyńska policja nie interweniuje w czasie trwania zamieszek.
Nie aresztuje się żadnych podejrzanych”. Tak też było, „nikt podejrzany nie został aresztowany”, w przypadku dwóch wcześniejszych ataków na kościoły.
W skrócie: palestyńscy chrześcijanie cierpią w taki sam sposób jak ich współwyznawcy w dziesiątkach innych muzułmańskich krajów – ataki na kościoły, porwania dzieci i zmuszanie do nawrócenia. Niemniej, w przypadku wierzących Palestyńczyków prawda jest taka, że „nie ma żadnych informacji w palestyńskich mediach. A tak naprawdę – wyjaśnia Cohan. – w wielu przypadkach został nakazany całkowity ‘knebel’”.

Jedyne co w takich przypadkach interesuje PA jest to, aby nic nie przeciekło do mediów. Fatah regularnie wywiera wielkie naciski na chrześcijan, aby nie przekazywały informacji o aktach przemocy i wandalizmu, które wywołują ich częste cierpienie, ponieważ taka publikacja mogłaby zniszczyć obraz PA jako aktora dolnego do ochrony życia i własności chrześcijańskiej mniejszości. Jeszcze bardziej nie chce PA być określana jako radykalny podmiot, który prześladuje religijne mniejszości. Taki wizerunek mógłby mieć negatywne reperkusje powszechne międzynarodowe, a szczególnie europejskie wsparcie jakie otrzymuje.
Patrząc z drugiej strony: ci, którzy głównie zaopatrują PA oraz ich poplecznicy, media i pozostali mają przedstawiać Palestyńczyków jako ofiary niesprawiedliwej agresji i dyskryminacji ze strony Izraela. Ta narracja mogłaby być narażona na szwank, gdyby międzynarodowa społeczność dowiedziała się, że Palestyńczycy sami prześladują swoich Palestyńczyków wyłącznie ze względu na religię. Trudno byłoby wzbudzić sympatię dla rzekomo uciskanych ludzi, gdy wiadomo, że oni sami uciskają pośród siebie mniejszości.

Wrażliwi na te trudności „urzędnicy PA wywierają presję na lokalnych chrześcijan, aby nie przekazywali informacji o tych incydentach, które grożą ujawnieniem Palestyńskiej Władzy jako kolejnego środkowowschodniego reżimu oddanego radykalnej ideologii islamu” Cohen stwierdza:
„O wiele ważniejsze dla PA niż aresztowanie tych, którzy napadają na chrześcijańskie tereny jest utrzymanie tych incydentów z dala od mediów i są w tym bardzo skuteczni. Tylko nieliczne z pomniejszych lokalnych wydawnictw fatyguje się, aby przekazywać te ostatnie wtargnięcia. Międzynarodowe media ignorują je całkowicie”.

Warto zwrócić uwagę na to, że te same działania funkcjonują co do muzułmańskich uciekinierów. Pomimo, że zachodnioeuropejscy i media przedstawiają ich jako prześladowanych i uciśnionych, wymagających przyjaznej ziemi, czasami sami prześladują i uciskają pośród siebie chrześcijańskie mniejszości – terroryzując je w obozach uchodźców i topiąc ich w Morzu Śródziemnym.

Smutnym faktem jest to, z tego co mówią, chrześcijaństwo jest na skraju zaniku w miejscu swych narodzin, w tym w Betlejem. Jak wyjaśnia, Justus Reid Weiner, prawnik i naukowiec dobrze zaznajomiony z tą religią:
„Systematyczne prześladowania arabskich chrześcijan żyjących na terenach Palestyny trafia na niemal całkowite milczenie międzynarodowej społeczności, działaczy praw człowieka, mediów i organizacji pozarządowych… Nie jest dziwne, że wyjeżdżają z miejsc, gdzie nie mają głosu i żadnej ochrony”.

Stan_17.06.2019

Stan Tyra
Fizyczna choroba jest sygnalizowana przez ból i osłabienie. Psychicznemu złamaniu towarzyszą: ukryty strach oraz nieustanne neurotyczne myśli. W pewnej chwili  musimy obudzić się i przyznać, że mamy problem wewnątrz siebie.
Większość próbuje naprawić swój wewnętrzny problem, starając się lepiej odgrywać zewnętrzne role, które zawsze odgrywali. 

Zazwyczaj jest problem „kolos” i jeśli zostanie rozwiązany, wtedy, pojawia się następny, który natychmiast musi być postrzegany jako kolos a umysł jest zajęty nim.

Ego zawsze mówi ci, że aby rozwiązać wewnętrzny problem, musisz coś pozmieniać na zewnątrz. Niemniej, ten „doradca” w głowie daje ci złe rady, ponieważ umysł jest pochłonięty strachem. Szukanie „sposobu” z zamieszaniem w głowie jest w najlepszym przypadku bezowocnym ćwiczeniem, w najgorszym szaleństwem. Jest to jak próba powrotu do miejsca, w którym nigdy nie byłeś.

Zewnętrzne zmiany nigdy nie naprawią problemu. Dlatego właśnie niedojrzała religia jest ciągle zajęta, dochodowa i nieskuteczna. Istotą problemu jest to, że nie czujemy się zdrowi i kompletni. Po prostu angażujesz tą osobę w SWÓJ problem. Dlatego większość relacji nie funkcjonuje, ponieważ próbujesz swój problem, np.: samotność, pustkę i niedoskonałość rozwiązać wprowadzając do niego kogoś innego. Nigdy nie da się wewnętrznego problemu rozwiązać przy pomocy zewnętrznych środków. Można go tylko ukryć, bądź zagłuszyć na pewien czas, lecz nie da się uzdrowić.

Chrystus nie może „dodać” pełni do twojego życia, Chrystus może cię tylko poprowadzić do prawdy o tobie, o tym, że już jesteś doskonały i niczego więcej nie trzeba. W pełni zostałeś uczyniony na podobieństwo Boże i Jego obraz, i nic się nie zmieniło, oprócz zaakceptowania tej pełni. Iluzją jest, jak tego doświadczyła Ewa w ogrodzie Eden, że musisz coś jeszcze dodać do swego życia, aby stanowić całość. W Chrystusie (miłości) zostałeś stworzony cały i doskonały, bez żadnych braków (Jk 1:4).

Religia wodzona przez ego buduje na tym samym kłamstwie: „Tylko dodaj Jezusa do swego życia i wszystko będzie w porządku!” Jest to wykrzykiwane przez kaznodziei z kazalnic w karnawałowym stylu. Po czym to nie działa, ponieważ to ty jesteś problemem! Musisz dodać jeszcze więcej tego, co już i tak nie działa. Więcej studium biblijnego, więcej modlitwy, więcej nabożeństw i więcej ofiary. Gdy to nie działa po prostu rezygnujesz i czekasz na pałac na wysokościach. Odłóż życie na czas, gdy już nie będziesz musiał podejmować za nie żadnej odpowiedzialności, poza tym, że teraz powiesz modlitwę i poczekasz, aż zostaniesz wezwany na górę?

Rzeczywiście??? Najlepsze co możesz zrobić to oskarżać za swoje problemy ten świat, innych i religię? Ach!! No, i diabła też! A co z tym: czemu po prostu nie żyć, nie cieszyć się i przeżywać SWOJE życie? Dlaczego, zamiast próbować używać innych i naprawiać to, potrzebować ich i wykorzystywać do naprawy, nie możesz poznawać ludzi i cieszyć się ich obecnością? Nigdy nie jest za późno. Zaczyna się od przyznania się do tego, w jakim jesteś miejscu.

Stan_15/16.06.2019

Stan Tyra
W Piśmie w licznych miejscach znajduje się zwrot: „Nie bój się”. Porozmawiajmy dziś trochę o strachu. Jeśli jesteś bojaźliwą osobą, nie lubisz zmian. Starasz się budować wokół siebie bardziej przewidywalny świat, taki, który da się zdefiniować i kontrolować. Strach w rzeczywistości boi się samego siebie. To, z czego nie zdajemy sobie sprawy to fakt, że strach jest czymś rzeczywistym. Jest kolejnym obiektem we Wszechświecie, którego możesz doświadczać. Ze strachem można zrobić dwie rzeczy: rozpoznać jego wpływ na swoje życie i zająć się nim, bądź próbować ukryć się przed nim. Większość wybiera to drugie i kończymy trzymając się swojego strachu i starając się, aby nie działo się to, co może go pobudzać.
W taki sposób życie staje się przerażające i pełne konspiracji. Jeśli patrzysz na życie przez te konspiracje to jest ono pełne strachu. Jeśli życie jest przepełnione strachem, będzie ono obfitowało w liczne teorie spiskowe. Postrzeganie „możliwości” pojawienia się zła za każdym rogiem może dawać poczucie bezpieczeństwa, lecz to nieprawda. W takim stanie umysłu życie staje się w „ja przeciwko nim”. Gdy zawsze starasz się bronić siebie, swego strachu, braku bezpieczeństwa i słabości, zawsze będziesz uznawać życie za walkę, bo ta osoba robi to,a tamto się dzieje, a takie zdarzenia się rozwijają. Życie jest wtedy całkowicie zdefiniowane przez twój strach, z małymi wyjątkami na krótką chwilę to tu, to tam. Tak przy okazji, będzie ci się zdawało, że to ty stworzyłeś te chwile pokoju,ale prawda jest taka, że na moment przestałeś zwracać uwagę na twoje strachy. Czasami coś większego niż twój strach zatrzyma Twoją uwagę. Przyjrzyj się tym chwilom, ponieważ one nauczą cię nowego sposobu doświadczania życia.

Pozwólcie, że idąc za przykładem Boga pytającego Ewy w ogrodzie Eden: „Kto ci powiedział, że jesteś naga?”, zapytam: „A kto ci powiedział, że twoje życie takie, jakie jest, nie jest w porządku?” Natychmiast jesteś w stanie wymienić mnóstwo powodów, że tak nie jest. Rozumiem to, lecz kwestią pozostaje czy to wszystko przeciwko czemu jestem i czego się obawiam musi się zmienić po to, aby mnie zadowolić. Jeśli tak, to stoisz na drodze do rozczarowania życiem. Pokój, który przerasta zrozumienie jest również pokojem, który nie opiera się na zewnętrznych okolicznościach – jest ponad nimi. Dlaczego dopuszczamy do tego, że najbardziej niepewna i zmieszana część naszej istoty ma definiować życie i stworzenie.

W miarę jak dojrzewasz duchowo, szybko zdasz sobie sprawę z tego, że twoje próby ochrony siebie przed problemami, wywołują mnóstwo problemów! Usiłowanie ustawiania ludzi, organizowania zdarzeń, kontrolowania rzeczy w taki sposób, aby nie przeszkadzały ci, doprowadza do tego, iż myślisz, że samo życie i wszyscy ludzie są przeciwko tobie. Życie staje się uciążliwe i, o ile jakoś egzystujesz to nie żyjesz  a na pewno nie jest to życie obfite. Gdy walczysz z życiem, staje się ono twoim wrogiem. Podobnie jak Ewa w ogrodzie Eden nabieramy przekonania, że potrzeba nam po prostu „tej jednej dodatkowej rzeczy”, aby życie było pełne i radosne. Bóg mówi: „Już dałem wam (indywidualnie) WSZYSTKO, co jest potrzebne do życia i pobożności” (2Ptr 1:3). Jednakże Duch musi nam często przypominać: „nie bój się”. „Niech się wasze serce nie trwoży”, „Nie niepokójcie się” i tak dalej, i tak dalej, polecając nam, abyśmy nie byli tym, czym zbyt często jesteśmy. Pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji, że nie będziesz walczył więcej z życiem i spotkasz się ze strachem, który wywołuje chęć walki. Kto ci powiedział, żebyś się bał? Stan Tyra 16.06.2019 Ciąg dalszy o strachu. Nie bój się zbliżającego się niedźwiedzia, lecz samego życia. 🙂
Życiowe wydarzenia pobudzają w tobie strach, nie po to, aby wskazać na wydarzenie, lecz na twoją reakcję. Życie nieustannie spycha cię na skraj przepaści, równocześnie zapraszając cię do tego, abyś rozpoznał to, co jest zakopane w głębi ciebie. Strach jest korzeniem gniewu, wściekłości, zazdrości i zachłanności. Życie stara się pomóc ci, a nie uciskać. Na przykład: jedyny sposób na to, aby nauczyć się przebaczenia jest stanąć wobec kogoś, komu musisz przebaczyć. Jednak wkurzamy się posłańców życia, którzy tak naprawdę zapraszają nas do wolności! Każdy może przebaczyć, gdy nie ma wroga na swojej drodze. Zamiast nauczyć się lekcji przyniesionej przez posłańca, wolimy usunąć go i oskarżać za uczucia, które wzbudził. Znakomitą ilustracją jest tutaj ‘cierń w ciele’. Duchowa podróż to nieustanna zmiana i przemiana. Do wzrostu i dojrzewania konieczna jest rezygnacja z jednostajności. Jednym z obszarów wymagających największych zmian jest sposób w jaki rozwiązujemy osobiste problemy. Zazwyczaj robimy to starając się kontrolować okoliczności. Prawdziwa przemiana zaczyna się z chwilą, gdy traktujemy problem, aby poznać czego uczy nas o nas samych. Naucz się tej lekcji i idź dalej. Wyobraź sobie, że masz w ramieniu kolec. Zawsze, gdy zostaje dotknięty reagujesz. Usiłujesz chronić „twój” kolec przed wszystkim, co może wywołać ból. Ten kolec kontroluje twoje życie wpływa na wszelkie decyzje, ponieważ skupiasz na nim swoją uwagę po to, aby uniknąć bólu. Oto inna możliwość: dlaczego po prostu nie usuniesz go? Jeśli nie zajmiesz się istotą, ten owoc będzie wracał i wracał. Jeśli skutecznie chronisz swój kolec przed dotknięciem, będzie ci się wydawało, że rozwiązałeś problem. Nic z tego!! Kolec tam ciągle jest i w odpowiednim czasie, przypomnisz sobie o nim, ponieważ z chwilą, gdy nie będziesz na niego zwracał uwagi, ktoś czy coś pobudzi go. Po jakimś czasie tak zaznajamiamy się i dostosowujemy do tego kolca, że zapominamy o tym, że jest to ciało obce dla nas. Zbudowaliśmy życie na ochronie tej wrażliwej strefy i teraz unikamy wszystkiego i wszystkich, cokolwiek może go dotknąć, oskarżając ich o dotknięcie. To oni są problemem, a nie ten wielki kolec wystający z mojego ramienia. Jak się możesz uwolnić? Uwalniasz się szczerze traktując źródło swego bólu.
Nie można naprawić problemu, którego nie masz. Nie wątp w swoje możliwości usunięcia kolca, jest to znacznie bardziej proste niż sam sobie wmówiłeś. Jak ostatnio powiedziałem, tylko dlatego, że problem jest skomplikowany, nie znaczy że rozwiązanie jest skomplikowane. W rzeczywistości sam problem jest zazwyczaj najbardziej nieskomplikowaną częścią całej sprawy. Już czas na to, aby przestać pozwalać temu przeszkadzającemu kolcowi, aby rządził twoim życiem i rujnował twoje życie i wszystkich dookoła.. Ból, do którego dostosowałeś się,staje się częścią Ciebie. Wstępem do wolności jest mieć tego dość.

Dlaczego mężczyźni nie powinni być ordynowani na pastorów

Al Mack

Dlaczego mężczyźni nie powinni być ordynowani na pastorów

  1. Miejsce mężczyzn jest w wojsku.
  2. Mężczyźni, którzy mają dzieci, mogą być przez swoje obowiązki rozpraszani i nie spełniać się jako rodzic.
  3. Fizyczna budowa mężczyzn wskazuje na to, że są lepiej wyposażeni do takich zadań jak ścinanie drzew i walka z górskimi lwami. Byłoby „nienaturalne” dla nich podejmować inne rodzaje pracy.
  4. Mężczyzna został stworzony przed kobietą, jest zatem oczywiste, że był prototypem. Tak więc, reprezentuje raczej eksperyment, niż koronne osiągnięcie stworzenia.
  5. Mężczyźni są zbyt emocjonalni, aby być kapłanami czy pastorami. Łatwo to można pokazać na podstawie ich zachowania w czasie meczu futbolu amerykańskiego czy rozgrywek koszykówki.
  6. Niektórzy mężczyźni są przystojni, mogą rozpraszać wierne.
  7. Być ordynowanym pastorem to pielęgnować zgromadzenie, lecz nie jest to tradycyjna męska rola. Historia wskazuje nam na to, że to raczej kobiety uważane są nie tylko za bardziej wprawne w pielęgnacji, ale również bardziej je to pociąga. Stąd oczywisty wydaje się wybór ich do ordynacji.
  8. Mężczyźni zbyt łatwo korzystają z przemocy. Nikt z nich nie chce rozwiązać dyskusji innym sposobem niż walką, są więc słabymi wzorami, jak też nie gwarantują stabilności na pozycji przywódczej.
  9. Mężczyźni mogą angażować się w działalność kościoła, nie będąc ordynowani. Mogą zamiatać przejścia, naprawiać dach kościoła, zmieniać olej w zborowych vanach i mogą prowadzić śpiew na Dzień Ojca. Ograniczając się do tak tradycyjnych męskich ról, nadal mogą być żywotnie ważni dla życia Kościoła.
  10. Zgodnie z zapisem Nowego Testamentu, osobą, która zdradziła Jezusa był mężczyzna. Tak więc, jego brak wiary i następująca potem kara stanowią symbol drugorzędnej pozycji, którą wszyscy mężczyźni powinni zajmować zborach.