Niczego brakuje, nic się nie psuje

Gdy wyruszaliśmy z Hunny na mini wakacje naszym samochodem kempingowym, który zaczął się psuć, przypomniałem sobie słowa Ojca, które powiedział do mnie kilka miesięcy wcześniej: „Niczego nie brakuje, nic się nie psuje”. Mówiły one do mnie o pełni i doskonałości oraz skutku Jego obecności.
Czy jednak miał na myśli doskonałość mojej duszy i ducha, czy dotyczyło to też naszego samochodu na czas wakacji? Czy też powinnam zacząć racjonalizować, mówiąc, że żyjemy w upadłym świecie i musimy spodziewać się tego rodzaju ‚prześladowania”?
Jak to możliwe? Wyglądałoby na to, jakbym mówił coś takiego: „Bóg jest dobry w duchowej rzeczywistości, lecz nie tak bardzo w naturalnej, ponieważ jest bezsilny w tym upadłym świecie”.
Nie może tak być, ponieważ każdy z nas przeżył jakieś cuda i działanie Jego moc. Wiemy, że Ojciec bardzo chętnie porusza sprawy na naszą korzyść, a przecież skuteczność naszych modlitwy wydaje się być sporadyczna. Tak więc, szukamy tego, co stałe, aby usprawiedliwić to, co niestałe. Pamiętamy ten wers, który mówi, że On współdziała we wszystkim ku naszemu dobru.
On chce. Było to oczywiste, gdy zepsuł się uchwyt holowniczy i mąż musiał prowadzić samochód. Martwiło mnie to, ponieważ w czasie jazdy zwykle bolało go biodro. Modliłam się więc o niego co kilometr. Ojciec obrócił to ku dobremu. Ból przeszedł, a Ojciec dał nam objawienie. Ten ból brał się z powodu ułożenia jego ciała. Gdy jechał jako pasażer odchylał się do tyłu, a prowadząc auto, siedział prosto. To było proste objawienie, a jednak cud. Ojciec wykorzystał sytuację ku naszemu dobru.
Ostatniego dnia rano, gdy przygotowywaliśmy camping do końcowego etapu podróży zepsuła się kolejna rzecz. I kolejna. To nie było nic wielkiego, Nic, co mogłoby spowodować poważne problemy, lecz nagle pojawiło się we mnie coś podobnego do świętego wzburzenia.. Wybuchnęłam słowami: „O to więc chodzi! Nic więcej zepsutego! To jest moje królestwo! Wszystko tutaj jest doskonałe! Niczego nie brakuje, nic się nie psuje!”
Niemniej w powietrzu wisiało pytanie: jak „niczego nie brakuje, nic się nie psuje” ma się do praktycznej strony naszego życia?
Po powrocie do domu Ojciec niemal nadgorliwie i z hukiem otworzył mi szeroko drzwi zrozumienia. Rzuciłam się na ten temat, jak tylko zalałam kawę i siadłam do biurka. Powiedział mi, że znaleźliśmy się pod duchowym atakiem, na który On pozwolił po to, abym mogła chwycić od Niego kolejny klucz królestwa. Dzięki tym kluczom jestem zwycięzcą.
„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy. Czy wierzysz, że możesz żyć „nie mając żadnych strat, ani niczego zepsutego? – zapytał mnie.
„Ojcze, mówisz, że możemy żyć w rzeczywistości, w której nic się nie psuje? Zawsze?”
Przypomniał mi o tym, że dzieci Izraela chodziły z Mojżeszem po pustyni przez 40 lat, a ich rzeczy nie zużyły się.
Po czym, zapytał: „Wyobraź sobie, o ile lepiej miały by się wasze finanse, gdybyś nie musiała nigdy kupować tego, co się wcześniej zepsuło?”
W tym momencie zobaczyłam pewien aspekt obfitości, nad którym nigdy wcześniej nie zastanawiałam się. Wzdrygnęłam się na samą myśl o noszeniu tej samej koszuli przez 20 lat, lecz chodziło o to, że Pan wskazywał mi na pewną dziurę w mojej portmonetce. Nawet jeśli udało się uzyskać jakiś dochód to wydatki wzrastały. Oczywiście, można oskarżać ekonomię czy rząd, lecz wydaje się, że zawsze tak jest, że jest coś, co wiem, że mamy więcej pieniędzy i rusza, by wyciągnąć je z naszych rąk. Dostajemy niespodziewany bonus w postaci 250$ i następnego dnia łapiemy gumę, która kosztuje dokładnie 250$. Jestem pewna, że nie jestem jedyną osobą, która to zauważyła. Zawsze dziękowałam Ojcu za to, że przygotował nas na takie nieszczęście.

Jeśli jednak On posyła błogosławieństwo, z którego okrada mnie przeciwnik, tylko dlatego, że nie wiem, że mogę w moim królestwie ogłosić: „nic nie brakuje, nic się nie psuje”. Jeśli to złodziejstwo jest możliwe tylko dlatego, że przeciwnik atakuje, mówiąc: „żyjemy w upadłym świecie”?
Ojciec przypomniał mi o tym, że mam dokładnie to, w co wierzę. Być może nie byłam w stanie zmienić tej sytuacji w widoczny sposób, ponieważ akceptuję taki atak jako coś normalnego, a takie represjonowanie jako część życia.
Jestem świadoma tego, że każda trudność, którą On dopuścił do mnie, okazywała się być sposobnością do wejścia na nowy poziom prawdy. Powodowała, że udawałam się do Niego po klucz przeznaczony do pokonania wyzwania. Zazwyczaj nie idzie mi dobrze zwyciężanie, gdy stosuję jakieś formułki modlitewne czy metody, lecz zawsze, gdy udaję się do Niego otrzymuję klucz! Wha-la!
Kiedyś Ojciec wskazał mi, że całą istotą mojego życia jest uczenie się tego, jak być zwycięzcą. TO jest najważniejsze. Nie jesteśmy tutaj po to, aby znosić upadły świat i żyć w nim jako ofiary – mamy zmieniać to status quo. Wprowadzać zmiany, zmieniać sytuację w istotny sposób, sprowadzać niebo na ziemię – po to są właśnie klucze do królestwa.
Musze przyznać, że nic… NIC na ziemi daje tak dobrego samopoczucie, jak to, gdy otrzymuję klucz do przeszkody …i okazuje się, że ten klucz pasuje do zamka!
Nie ma to nic wspólnego z ciężką pracą nad zdobywaniem wiary, chodzi tu o prostą wiedzę, że Ojciec ma klucze i chce, abym je również miała.
Mogę wam udowodnić, że to działa w moim królestwie. Wszystko, co wiem to fakt, że za każdym razem, gdy otrzymam objawienie tego, jak funkcjonuje królestwo, moje życie wydaje się stawać nieco bardziej doskonałe. Coraz większe dramaty, zamieszanie, chaos, które dawno temu znosiłam, coraz bardziej zanika, a doskonałość coraz bardziej przenika wszystko. Niektórzy z naszych przyjaciół nie rozumieją tego i wydaje im się, że to, co mówimy o Ojcu jest po prostu głupie, lecz dzieje się to wprost przed ich oczyma. Myślę, że są zdumieni nawet jeśli nie chcą się do tego przyznać. Lol.
Tak, czasami dzieje się coś, co mogło stać się straszliwym nieszczęściem, a zdarzyło się w czasie naszych wakacji, gdy zepsuł się hak przyczepy. Nawet nie wiem, jak długo podróżowaliśmy z tym. Naturalnie rzecz biorąc samochód mógł z łatwością odłączyć się od nas na autostradzie. Tak się nie stało. Nie mogło, a to ze względu na aniołów i boską ochronę.
Co więcej, aby wykorzystać to ku naszemu dobru Ojciec otworzył takie drzwi, że naprawa może nic nie kosztować, a w najgorszym przypadku niewiele. Oczywiście, ponieważ jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi, mamy zamontowane dodatkowe zabezpieczenia. Continue reading

Codzienne rozważania_16.10.2017

Kazn  6:10-12
JUŻ DAWNO NADANO NAZWĘ TEMU, CO SIĘ DZIEJE, I POSTANOWIONO, CZYM CZŁOWIEK BĘDZIE. NIE MOŻE ON SPIERAĆ SIĘ Z TYM, KTÓRY JEST OD NIEGO MOCNIEJSZY.
ZAISTE, IM WIĘCEJ SŁÓW, TYM WIĘCEJ MARNOŚCI. JAKA Z TEGO KORZYŚĆ DLA CZŁOWIEKA?
KTÓŻ MOŻE WIEDZIEĆ, CO JEST DLA CZŁOWIEKA DOBRE W TYM ŻYCIU, DOPÓKI TRWAJĄ ZNIKOME DNI JEGO ISTNIENIA, KTÓRE MIJAJĄ JAK CIEŃ? KTO OZNAJMI CZŁOWIEKOWI, CO PO NIM DZIAĆ SIĘ BĘDZIE POD SŁOŃCEM?

Życie toczy się jak zawsze. Nigdy nie ma nic nowego. Śmierć pozostaje niepokonanym wrogiem człowieka. Nikt nie może walczyć z nią i zwyciężyć. Jest tak też, że wysiłki każdego człowieka, by znaleźć trwałe zadowolenie w tym życiu kończą się zniechęceniem i frustracją. Kto wie gdzie można znaleźć życie warte przeżycia? Życie jest formą tak przejściową, tak niewiele w nim treści i tak szybko mija. Kto więc wie, co się dzieje, gdy ono się kończy? Człowiek bez światła, patrzący na życie z ziemskiej perspektywy ma mnóstwo pytań, lecz żadnych prawdziwych odpowiedzi. Dowód na to, że ten rozdział, napisany tak dawno temu, stanowi także doskonały opis problemów współczesnego człowieka. Człowiek nigdy nie miał tylu rzeczy jak obecnie. Mimo tego one nie dają mu zadowolenia. Wynika to niezbicie ze sposobu w jaki oczekuje on, że najnowszy wynalazek sprawi mu przyjemność, jakiej nie dały mu rzeczy, które już posiada. On wie, że cokolwiek weźmie w posiadanie, czy czegokolwiek spróbuje, wszystko to szybko przemija. Nie tylko to, on sam także przeminie i kto wie co będzie potem? Salomon zabiera głos mając na względzie problem człowieka nienawróconego. Teraz reprezentuje pogląd człowieka oświeconego przez Boże objawienie. Tym razem podchodzi do zagadnienia nieco inaczej. Poprzednio przechodził od razu do sedna sprawy głosząc, że życie jest celowe jedynie wtedy, gdy mamy Boga w polu naszego widzenia, jeśli go znamy , czcimy i służymy mu. Tym razem chce nam pokazać, że w tym życiu pewne rzeczy są lepsze od innych. Nie wszystko ma taką samą wartość. Rozwija tę myśl, by w końcu dowieść, że na tym świecie są różne rodzaje życia, które przebiegają obok siebie. Bezbożni stykają się z tymi, którzy boją się Boga i ostatecznie to właśnie rodzaj życia, jakie ci drudzy, jest lepszy.
Życzę błogosławionego czasu w zgromadzeniach.

Codzienne rozważania_15.10.2017

Kazn 6:3-9.
GDYBY KTO SPŁODZIŁ NAWET STU SYNÓW I ŻYŁ DŁUGIE LATA, AŻ DO PÓŹNEGO WIEKU, LECZ NIE MÓGŁ KORZYSTAĆ Z DÓBR I NIE MIAŁBY NAWET POGRZEBU, MUSIAŁBY RZEC: SZCZĘŚLIWSZY NIŻ ON JEST MARTWY PŁÓD,
BO TEN PRZYCHODZI NA ŚWIAT JAKO NIC I ODCHODZI W CIEMNOŚĆ, I CIEMNOŚĆ OKRYWA JEGO IMIĘ,
NIE WIDZI TEŻ SŁOŃCA I O NICZYM NIE WIE, I MA MILSZY SPOKÓJ NIŻ TAMTEN.
A CHOĆBY ŻYŁ DWAKROĆ PO TYSIĄC LAT, LECZ SZCZĘŚCIA NIE ZAZNAŁ ŻADNEGO, TO CZU NIE IDZIE WSZYSTKO NA JEDNO MIEJSCE?
WSZYSTEK TRUD CZŁOWIEKA MA SŁUŻYĆ JEGO USTOM, A JEDNAK JEGO ŁAKNIENIE NIE MOŻE BYĆ ZASPOKOJONE.
BO JAKĄ PRZEWAGĘ MA MĄDRY NAD GŁUPIM? A JAKĄ UBOGI NAD TYM, KTÓRY WIE, JAK SIĘ URZĄDZIĆ W ŻYCIU?
LEPIEJ JEST KORZYSTAĆ Z TEGO, CO JEST PRZED OCZYMA, NIŻ POŻĄDAĆ CZEGOŚ INNEGO. TO RÓWNIEŻ JEST MARNOŚCIĄ I GONITWĄ ZA WIATREM.

Wyobraźmy sobie człowieka, który żyje wystarczająco długo, by być ojcem setki dzieci. To nie gwarantuje, że będzie cieszył się życiem. Gdyby rzeczywiście miał żyć wiecznie, a mimo tego nie mógłby cieszyć się życiem, lepiej byłoby dla niego nie żyć w ogóle. Dziecko, które przyszło na świat w wyniku poronienia, które przychodzi i odchodzi niemal bez żadnej wzmianki, które nigdy nie widziało światła dnia, to takie dziecko jest w lepszej sytuacji niż on. Gdyby ktoś żył dwa tysiące lat, to i tak skończyłby tam, gdzie to poronione dziecko. Spędza dni karmiąc swe usta i nigdy nie jest syty. W końcu człowiek mądry nie ma się lepiej niż głupiec, zaś biedny nie osiąga nic przez uczenie się, jak postępować wobec innych. Żaden człowiek nie ma przewagi nad drugim, ani też nikt nie utrzyma żadnej trwałej korzyści. O ileż lepiej jest być zadowolonym z tego, co się ma, zamiast spędzać życie z pragnieniami, które nigdy nie mogą być zaspokojone. Mimo to człowiek nigdy tak nie postępuje, o czym już nam powiedział Salomon, a i nasze własne doświadczenie to potwierdza. Ludzie nigdy nie czerpią nauki z doświadczeń poprzednich pokoleń i bezustannie patrzą na majętność, jako drogę do zadowolenia. Te nadzieje zawsze ich zawodzą i prowadzą do rozczarowania. Ta droga prowadzi donikąd. Schwytanie zadowolenia jest równie złudne, jak chwytanie wiatru.
Życzę błogosławionego dnia. Pozdrawiam.

Jezus jest ziarnem Królestwa

1.04.2017

Drodzy przyjaciele.

To dłuższy kawałek, lecz bardzo wart przeczytania. Otrzymałem go od Andy Raynera w kontekście dyskusji na temat Pięciorakiej Służby oraz pomnażania uczniów.

(www.theinvisiblehumanitarian.com)

„Zostałem wykształcony w dziedzinie teologii oraz misjologii do oporu. Bóg pokazał mi wyraźnie, że to, co my uważamy za nasz styl przywództwa na zachodzie, nie jest potrzebny do tego, aby kościół postępował na przód. Po latach służenia za kazalnicą i czterech pionierskich latach na południe od Sahary w Zachodniej Afryce, zaobserwowałem, że masowe ruchy ludzi mają pewne wspólne cechy. Najbardziej interesujące, i upokarzające, jest to, że każdy z nich rozprzestrzeniał się pozbawiony wykształconych teologów czy jakichkolwiek powiązań z teologicznymi instytucjami.

W Mongola Ewangelia rozprzestrzeniana była przez młode uczennice. W weekendy oraz w czasie wolnym od szkoły, rodzina jednej dziewczynki zapraszała innych przyjaciół do domu. Dziewczynki opowiadały w czasie zabawy swoim przyjaciółkom biblijne historie. Nic szczególnie zaplanowanego. Ot, taka zwykła rzecz. Dorośli podsłuchiwali opowiadania i przysłuchiwali się. (Jak tego uniknąć w namiocie!) W taki to sposób Ewangelia rozeszła się w obszarze poprzednio niedostępnym dla prowadzonych zagranicznych działań misyjnych. Żadnych informacji o darach APEST (ang. skrót: Apostołów, Proroków, Ewangelistów, Pastorów i Nauczycieli) czy o przywództwie w tych kręgach.

Starsze kobiety, nie mające żadnych widocznych przywódczych atrybutów założyły więcej kościołów niż ja. Doszedłem do przekonania (musiałem to przepchnąć przez gardło), że żadne dary nie kwalifikują bądź nie dyskwalifikują nikogo od kochania innych, dzielenia się Jezusem czy zakładania kościołów. Zakładanie kościołów jest wynikiem siania Jezusa…

Continue reading

Codzienne rozważania_14.10.2017

Kazn  6:1-2
JEST ZŁO, KTÓRE WIDZIAŁEM POD SŁOŃCEM I KTÓRE MOCNO OBCIĄŻA CZŁOWIEKA:
GDY BÓG DAJE CZŁOWIEKOWI BOGACTWO I SKARBY, I SŁAWĘ, TAK ŻE MU NICZEGO NIE BRAKUJE, CZEGO TYLKO MOŻE ZAPRAGNĄĆ, A JEDNAK BÓG NIE POZWALA MU Z TEGO KORZYSTAĆ, LECZ OBCY Z TEGO KORZYSTA – JEST TO MARNOŚĆ I PRZYKRE CIERPIENIE.

Salomon kolejny raz przygląda się życiu, tak jak uczyniłaby to osoba nie nawrócona i stwierdza, że jednym z największych nieszczęść w życiu jest to, że człowiek, który ma wszelkie bogactwa jakich tylko jego serce mogłoby zapragnąć, nie jest w stanie cieszyć się nimi. Dzieje się tak, ponieważ wcześnie umiera i to zanim weźmie pod uwagę taką możliwość. Nie ma syna, który byłby jego dziedzicem, tak więc obcy dziedziczy wszystko. Nagromadzenie tego bogactwa było stratą czasu. Jaka ludzka tragedia, spędzać cały czas na budowaniu imperium luksusu i bogactwa, i nigdy nie móc się tym cieszyć. Oczywiście, nie jest to coś, co zdarzyło się jedynie dawno temu. Ile razy widzimy, jak zdarza się to nam samym!
Bogaci wierzą, że jego bogactwo będzie trwać wiecznie.
Życzę błogosławionego dnia.

 

Jednego macie nauczyciela, Jezusa Chrystusa

10.10 2017

Steve

Czytanie: Mt 23-24

Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest – Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus” Mt 23:8-10.

Jezus rozpoznał to, że faryzeusze i uczeni w piśmie kochali pewien szczególny rodzaj czci. Było to związane, między innymi, z nazywaniem ich rabbi, mistrz czy nauczyciel.

O ile prawdą jest to, że cała ludzkość uwielbia honor związany z tymi tytułami i jest wielu, którzy chętnie tą cześć oddają, ostatecznym punktem nauczania Jezusa nie jest prosty fakt nazywania kogoś swoim nauczycielem. Tutaj mamy do czynienia ze zwykłym skupieniem się na tej zewnętrznej rzeczywistości, zamiast rozpoznania wewnętrznej prawdy, o czym, jak na ironię, w istocie jest Jego nauczanie w tym miejscu.

Wewnętrzną prawdą jest to, że mamy tylko jednego nauczyciela. Naszym jednymi jedynym nauczycielem jest Jezus Chrystus.

Niemniej, dlaczego Jezus jest naszym jedynym nauczycielem?

Jezus zaczyna swoje nauczanie, mówiąc: „Na mównicy mojżeszowej zasiedli ucznie w Piśmie i faryzeusze. Wszystko więc co by wam powiedzieli czyńcie…

Zasiąść na mównicy mojżeszowej oznaczało działać jako sędzia. Jezus prawdopodobnie odnosił się do Księgi Powtórzonego Prawa 17:8-11, gdzie napisano: „Jeśliby za trudno było dla ciebie rozsądzić sprawy dotyczące przelania krwi, roszczeń majątkowych i obrażeń cielesnych jako sprawy sporne prowadzone w twoich miastach, to wstaniesz i pójdziesz do miejsca, które wybierze Pan, Bóg twój, i przyjdziesz do kapłanów, Lewitów i do sędziego, który będzie wtedy urzędował, i zapytasz się, a oni ogłoszą ci wyrok zgodnie z prawem, a ty postąpisz zgodnie z wyrokiem, jaki ci ogłoszą z miejsca, które wybrał Pan, i starannie wykonasz wszystko tak, jak cię pouczą. Postąpisz zgodnie z pouczeniem, jak cię pouczą, i zgodnie z prawem, jak oni orzekną. Nie odstąpisz od wyroku, jaki ci oznajmili, ani w prawo, ani w lewo”.

Problemem, jaki pojawiał się z nauczaniem faryzeuszy i uczonych w Piśmie, którzy zasiadali na mównicy mojżeszowej było to, że, jak powiedział Jezus: „głoszą, lecz nie czynią”. Nauczają, lecz nie czynią, wierzą w jedno, lecz robią coś innego. To, co było widać na zewnątrz nie pasowało do tego, co wewnątrz.

Tak więc, Jezus siedmiokrotnie mówi: „Biada wam uczni w Piśmie i faryzeusze, hipokryci/obłudnicy!” Każde z tych „biada” odnosi się do tego, co z ich nauczania nie zgadzało się z ich faktycznym postępowaniem.

Wiemy, że niezgoda naszego zachowania z tym, w co wierzymy jest hipokryzją. Jest to pewnego rodzaju symulacja, udawanie, że jest się czymś, czym się nie jest, czy że wierzy się w coś, w co się nie wierzy. Jest to robienie fałszywego wrażenia. Tak więc, hipokryta, obłudnik, to osoba, która żyje obłudnie, coś udaje.

Rzeczywiście, wyraz „hipokryta” i „hipokryzja” pochodzą z greckiego słowa, którego Jezus używa do określenia uczonych w Piśmie i faryzeuszy, „hipokrites”, które oznacza kogoś udającego, bądź aktora odgrywającego jakąś postać, wykonuje rolę do odegrania. Z pewnością faryzeusze i uczeni w Piśmie byli winni obłudy.

Continue reading

Codzienne rozważania_13.10.2017

Kazn 5:17-19
OTO CO UZNAŁEM Z DOBRE I ZA PIĘKNE: MÓC JEŚĆ I PIĆ, I BYĆ DOBREJ MYŚLI PRZY WIELKIM TRUDZIE, JAKI SIĘ ZNOSI POD SŁOŃCEM PODCZAS KRÓTKIEGO SWOJEGO ŻYCIA, KTÓRE MU DAŁ BÓG; BO TO JEST JEGO LOS.
RÓWNIEŻ GDY BÓG DAJE CZŁOWIEKOWI BOGACTWO I SKARBY I POZWALA MU KORZYSTAĆ Z TEGO, I MIEĆ W TYM SWÓJ DZIAŁ, I RADOWAĆ SIĘ W SWOIM TRUDZIE – JEST TO DAR BOŻY,
BO TAKI NIE MYŚLI WIELE O SWOIM KRÓTKIM ŻYCIU, GDYŻ BÓG UDZIELA MU RADOŚCI SERCA.

Człowiek nienawrócony może tak jak chce nazwać ścieżkę, którą kroczy, lecz nigdy żaden nienawrócony nie zdoła sam siebie sprowadzić ze ścieżki marności. Nawet najbogatszy z nich jest bankrutem. Jak inną osobą jest ten, kto żyje dla Boga. Ten człowiek nie postrzega błogosławieństw tego życia, jako po prostu owoc swojego trudu, lecz jako dary Boże. Żywność, napoje, wszelkie dobre rzeczy, życie, bogactwa, dobrobyt, nasze różne zdolności, siłę do radości, zadowolenie serca – wszystko to pochodzi z Bożej ręki. Pobożny człowiek rozumie, że Bóg dał mu to wszystko by mógł się cieszyć z tego i jest w stanie to robić, ponieważ widzi je jako symbole i dowody Bożej łaskawości. Bez wątpienia wierzący, jak inni ludzie ma swoją porcję trudności, lecz nie absorbują go one do reszty, ponieważ ma również inne sprawy nad którymi rozmyśla. Postrzegając dobre aspekty swego życia jako znaki Bożej miłości, serce swe rozjaśnia radością i wypełnia Bożą szczęśliwością. Uważa , że życie jest dobre i wie, co to znaczy mieć serce pękające ze szczęścia. To właśnie to, co posiada i doświadczenia życia są tym, co powoduje w życiu w życiu niewierzącego frustrację nie do zniesienia. Te same sprawy, pobudzają ducha wierzącego do zadowolenia i rozkoszy. Życie nie jest warte życia, jeśli nie ma w nim odkupienia. Jeśli w polu widzenia nie ma Boga, położenia jest beznadziejne. Jednak, jeśli jest on postrzegany jako Dawca wszelkiej dobrej rzeczy w naszym życiu, odbiorca nie tylko będzie pragnął radować się jego darami, lecz także czcić go i służyć mu.
Życzę błogosławionego dnia.