STan_20/21.05.2019

Chcę zacząć dziś nowy cykl postów, które nazwę: „Tu w ogóle nie chodzi o mnie”. Większość przyklasnęłaby chętnie postom zatytułowanym: „Tu wszystko kręci się wokół mnie”, ponieważ wolimy odbijać nasze narcystyczne myślenia na innych. W osłupienie wprawia mnie, gdy słyszę kogoś, kto osądza osądzającą postawę kogoś innego. „Będą bojkotował takiego a takiego, ponieważ on nie naśladuje moich wartości (bądź ich braku) i mojego sposobu życia!” Rzeczywiście? 

Czasami wydaje się, że ten świat jest przepełniony egoistami, którzy nawet nie pomyślą o nikim innym, chyba że w kontekście tego, jak ich wykorzystać do własnych celów, bądź jak skuteczniej ich ignorować, ponieważ są całkowicie nieważni, dopóki nie staną się użyteczni. Ich potrzeby są ważniejsze niż kogokolwiek innego i oczekują , że będzie się ich zadowalać pod każdym względem. Nie ma w nich świadomości większego obrazu czy zrozumienia tego, dlaczego nie powinni być pierwsi a ich opinie najważniejsze. Jeśli nie zrobi się dla nich miejsca czy też nie zostaną zadowoleni to wpadają we wściekłość, ponieważ nauczyli się, że takie okazywanie złości jest  skuteczne. Wszyscy znamy takich ludzi, lecz pytaniem na dziś jest, czy ja do nich należę? Będąc szczerymi wobec siebie, musielibyśmy przyznać, że wszyscy wykazujemy w pewnym stopniu tego rodzaju skłonności i zachowania .

W narcyzmie czy ruchu „najpierw ja i jedynie ja” nie ma niczego nowego. Zawsze istniały próżne, zachłanne, intryganckie charaktery, ludzie, którzy mają napompowane postrzeganie siebie samych i niewiele szacunku dla innych. To, co mnie niepokoi to stopień w jakim tego rodzaju słabości charakteru zyskały sobie powszechną aprobatę. Dziś nie tylko jest to tolerowane, lecz gloryfikowane! Prawdopodobnie zakładamy, że gdy tak zachowują się politycy czy celebryci ,na których głosujemy lub których podziwiamy, to słusznie robimy naśladując ich. Udając troskę o prawa innych, widać w swego rodzaju wielomówności i sposobie zachowania, że to nic innego jak pochłonięcie „Sobą”. Matka Teresa troszczy się o ludzi. Madonna nie, twoja polityczna partia też nie i najprawdopodobniej twoja religia czy kościół również nie. Jeden potępia, inni szybko kochają i służą. Jednemu rzeczywiście chodzi o prawa człowieka, inni są po prostu uwielbiającymi siebie samych palantami.

Tak więc, powtórzmy: każdy powinien zadać sobie pytanie, czy ja nie jestem jednym z nich?

Z definicji narcyzm – jedno z rodzajów zaburzeń osobowości – jest stanem umysłu, w którym człowiek ma zawyżone poczucie własnej wartości, głęboką potrzebę wygórowanej uwagi i podziwu, burzliwe relacje i brak empatii dla innych.

Najbardziej narcystyczne zachowania jakie taka osoba ukazuje to „kompleks wyższości”. Odkryłem, że za maską aroganckiego łobuza stoi słaba i bojaźliwa osoba, której brak samooceny. Ze względu na to, że zawsze czuje się przybita, usiłuje ponownie napompować siebie przez poniżanie, upokarzanie bądź zdegradowanie kogoś innego.

Continue reading

Powiedz Archipowi

Chip Brogden 

Powiedzcie też Archipowi: Bacz, abyś wypełnił posługiwanie, które otrzymałeś w Panu. …  Pamiętajcie o więzach moich”  (Kol 4:17, 18). 

Ta osobista uwaga na zakończenie listu Pawła do Kolosan zasługuje na bliższe przyjrzenie się. 
Być może w tych słowach zachęty skierowanych do Archipa znajdzie ktoś zastosowanie do własnej sytuacji. 
Służba (tak, jak zamierzona jest w Piśmie) nie była, i nie jest, związana z przywilejami, pozycji czy wyróżnioną klasą. Nigdy nie miała być zawodowym urzędem, do którego aspiruje się  w taki sposób jak szkoli się na lekarza czy prawnika.

Obecnie sytuacja jest inna niż w czasach Pawła. We współczesnym ‘chrześcijalnictwie’ służba często jest zrównywana z pozycją, wpływem, tytułem, zaszeregowaniem, specjalnymi przywilejami i najbardziej pożądaną ze wszystkich nagród: finansową rekompensatą. Niestety takie nastawienie nie jest zjawiskiem z XX wieku.  W połowie drugiego wieku po-apostolski kościół już zaczynał dzielić się sam na „duchownych” (dosł.: ministers) i „zwykłych ludzi”. Niecałe 100 lat po śmierci ostatniego apostoła, zaledwie jedno czy dwa pokolenia później, kapłaństwo wiernych zaczęło schodzić na drugi plan wobec podziału na kler/laikat, z niesłabnącą siłą do dziś. 

Przesłanie skierowane do mas jest takie, że duchowni są czymś specjalnym i należy ich inaczej traktować niż laikat. W zależności od organizacyjnej hierarchii niektórzy duchowni są nawet bardziej specjalni od innych. Ponieważ dopuściliśmy do tego, że duchowni są w specjalny sposób traktowani, ludzie którzy pragną takiego traktowania są bardziej pociągani do służby Zorganizowanej Religii. 
Sytuacja w pierwszym kościele była zupełnie inna. W tamtych czasach odpowiedzieć na powołanie do służby oznaczało zgodę na cierpienie, trudności a nawet śmierć. Dla nich przykładem był Jezus, Cierpiący Sługa. Mając świadomość, że sługa nie jest większy nad swego Pana, liczyli koszty i nie starali się o służbę z wyrachowanych pobudek. 

Ktoś taki jak Archip musiał być zachęcany do wypełnienia służby, którą otrzymał od Boga. Dlaczego? Ponieważ nie było to nic, do czego ktokolwiek mógłby ktoś dążyć sam z siebie. W pierwszym kościele, ludzie nie dążyli do służby; to służba ich goniła.
Służba nie była hierarchicznie zorganizowana i niewiele, o ile w ogóle cokolwiek, miała do zaoferowania jeśli chodzi finansową czy materialną nagrodę, nie dawała żadnej gwarancji sławy, uznania czy przywilejów. 
Jest to prawdopodobnie przyczynek do tego, że w tamtych dniach Żniwo było tak obfite, a pracowników mało. Dziś, samozwańczych pracowników jest tak wielu, że depczą całe Żniwo. Profesjonalny kler i postawa, którą to przynosi stały się dla Pana Żniwa ciężarem, a nie atutem. Zamiast być pomocą, stali się przeszkodą dla Żniwa. Dziś, zamiast raczej modlić się o to, aby większa ilość pracowników ruszyła do pracy, powinniśmy się modlić, aby cześć z nich wróciła do domów i siadła na chwilę u stóp Jezusa.

Continue reading

Poszanowanie Bożych zasad_3

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Przestawiam jednak kolejność w tej serii i kolejny raz zakończymy tematem „spoufalanie się prowadzi do pogardy”, mówiący o tym, jak Jezus nie miał wiarygodności ani szacunku w oczach mieszkańców swego rodzinnego miasta.

Seks utracił status świętości i szacunku, którym się kiedyś cieszył.

Wielu chrześcijan nigdy nie słyszało żadnego kazania na ten temat, nie wspominając nawet o uczestniczeniu w rozważaniach biblijnych. Z braku właściwego nauczania przyniosło to grzech do ciała Chrystusa, że nawet niektórzy przywódcy religijni, pod względem ukrytych grzechów i romansów, niczym nie różnią się od ludzi niewierzących.

Jak ważny i święty jest seks w Bożych oczach? Rabin Michael Strassfeld odniósł się do tego w swej książce „Księga życia”:

„Rozradzajcie się i rozmnażajcie się (pru urvu) i napełniajcie ziemię” (Rdz 1: 28)to pierwsze słowa skierowane do istot ludzkich przez Boga. Nie powiedział „zachowujcie szabat” ani „nie kradnijcie” czy też „powinniście mieć dwa suszarki do naczyń: jedną do nabiału i jedną do mięsa”.

Innymi słowy „współżyjcie” było pierwszym poleceniem danym ludzkości przez Boga za pośrednictwem Adama i Ewy. Polecenie to dano jeszcze przed Prawem Mojżeszowym co pokazuje, że dotyczy całej ludzkości – nie tylko Żydów. Gdy Bóg instruował Adama i Ewę, jak kierować światem, musiał pokazać im wtedy właściwy kontekst i zrozumienie aktu małżeństwa. Dowodzi tego ich postrzeganie cyklu rodziny.

„… Pan Bóg ukształtował kobietę i przyprowadził ją do człowieka. Wtedy rzekł człowiek: Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. Będzie się nazywała mężatką, gdyż z męża została wzięta. Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (Rdz 2: 22-24). Ludzie od początku rozumieli cykl rozdzielenia a potem dążenia do jedności.

To, że seks służy prokreacji jest zrozumiałe dla wszystkich. Jesteśmy tak stworzeni, że chcemy mieć dzieci ze swoim współmałżonkiem. A to, że seks jest też przyjemny, jest to zasługą Boga i On to uświęcił.

Ale, jak wszystkie inne dary Boże dane ludzkości, także i tu może dojść do nadużyć. Z powodu nadużyć w kwestii darów duchowych, gdy niejednokrotnie traktowano je bez poszanowania faktu, że Bóg jest pośród nas obecny, również i seks został obdarty z przynależnej mu świętości.

Continue reading

Stan_18/19.05.2019

Stan Tyra

Jedną z przyczyn tego, że wielu moich „chrześcijańskich” przyjaciół zmaga się ze spotkaniem i przemianą jest to, że ich Bóg da się znaleźć wyłącznie między Księgą Rodzaju a Księgą Objawienia. Podobnie jak do wywoływania dżina z butelki, dobrze wiedza jak wywoływać Boga w życiowych sytuacjach i wers po wersie wyjaśnić to, czego nie chcą widzieć i kogo nie chcą kochać.

Tak często siadywałem i słuchałem nigdy nie kończących się życiowych opowieści uzupełnianych odpowiednimi faktami. Poruszają się jak neurochirurg pośród ludzi i okoliczności z wrażliwymi ranami. Jeśli dotrą do  wrażliwej rany, szybko przechodzą jak najdalej od bolesnego miejsca. Przeważnie pokazują swoje życie, jako życie ofiary, a czasami jako diabelskiego łobuza. Tak czy inaczej, główną postacią tej opowieści są oni.

Gdy już wreszcie zmęczą się gadaniem, a ja już przestałem wtrącać się i przytakiwać im, następuje niewygodna i groźna cisza. Przyzwyczajeni są do ludzi równie potrzebujących i zaabsorbowanych sobą, wtrącających się, sympatyzujących z nimi i oferujących szybkie odpowiedzi zmieszane ze swym własnym kolorytem zgorzknienia, dzięki czemu unika się tej niewygodnej ciszy.

Zwróć uwagę na tą ciszę na to, co chcesz usłyszeć od tego cichego miejsca. „Nawet głupiec uchodzi za mędrca, gdy milczy” (Przyp 17:28).

Chciałbym ci teraz zadać jedno pytanie, które zadałem w ciągu lat wielu: „Kim jest Bóg?” A teraz odpowiedz na nie nie korzystając z tego, czego dowiedziałeś się o Bogu z Biblii

Continue reading

Stan_16/17

Stan Tyra


Przemiana nigdy nie następuje z chwilą, gdy przychodzisz do Jezusa, lecz wyłącznie wtedy, gdy Chrystus przychodzi do ciebie… wtedy, gdy jest najmniej oczekiwany, najmniej mile widziany, a nawet niechciany. Boska przemiana ma miejsce nie wtedy, gdy zapraszasz Chrystusa do swego serca, lecz wtedy, gdy stajesz się na tyle pokorny, aby w danej chwili czasu przyjąć nieproszonego Chrystus. Jezus nie może przemienić życia twojego życia w takim stopniu w jakim pojawia się w danej chwili, po czym w kolejnych objawieniach. (dosł.: He cannot transform your life as much as he appears in this moment, and then the next and the next.)
Piotr jest dobrym i łatwym do zrozumienia przykładem na to, co mówię.

Nie nawrócił się wtedy, gdy odpowiedział na wezwanie Jezusa. To powinno być oczywiste. Chciał ściągać ogień z nieba na ludzi, próbował zabić człowieka, chciał wiedzieć, jaką będzie miał pozycję w niebie, był wyniosły, arogancki i … długo by jeszcze wymieniać.

Nie nawrócił się również wtedy, gdy zaczął widzieć i słyszeć Bożą rzeczywistość. Otrzymał największe z całej grupy uczniów boskie objawienie: „Ty jesteś Chrystus…” a jednak, nie miało to żadnego skutku. Widział liczne cuda, słyszał Kazanie na Górze największego nauczyciela wszech-czasów, był obecny na Górze Przemienienia, osobiście był świadkiem ukrzyżowania, a jednak pozostał tym samym, „starym”, Piotrem. Tak więc, doświadczenia, przeżycia, mogą podtrzymywać zainteresowanie podróżą, lecz nie wywołają przemiany.

Jesteśmy podobni do Piotra. Nasza podróż zdaje się zaczynać od wyznania wiary, lecz naprawdę to jest dopiero ustawienie sceny pod zbliżające się wyrzeczenie. Wszystko, co zrobiliśmy, wyznawaliśmy i osiągnęliśmy na religijnym gruncie to malowanie na biało płótna, na którym nasze wyrzeczenie będzie bardzo dobrze widoczne.

Transformacja zachodzi wtedy, gdy rozpoznajemy i przyjmujemy Chrystusa, który pojawia się w najbardziej wstydliwym dla nas miejscu, tam, gdzie najbardziej bronimy siebie. Miejsce, w którym nie chcemy spotkania, lecz izolacji. Nie chcemy być widoczni, staramy się zgubić. To miejsce, w którym zakładamy, że upadek, zachowanie i niewiara są silniejsze od bezwarunkowej miłości. Jest to jedyne miejsce, w którym następuje przemiana.

Twoja podróż jest właśnie tego rodzaju podróżą. Nieważne jak bardzo ukrywasz ją czy okuwasz słowami, jest to droga od myślenia, że to ty przyszedłeś do Chrystusa do skandalu Chrystusa przychodzącego do ciebie. Nie zapraszasz Chrystus do swego życia jako potwierdzenia swojej determinacji, lecz w pokorze poddajesz się Jego życiu w swej słabości. Tylko w takim miejscu może się manifestować Jego moc.

Nawrócenie jest procesem, a nie decyzją. Jest to trwająca całe życie podróż wchłaniania, opróżniania, formowania, deformowania i reformowania. Jest to stały proces rodzenia się na nowo, rodzenia na nowo i znowu rodzenia się na nowo, stale i wciąż. Jedynie dla ego jest to zła wiadomość, ponieważ ono chce misji do zrealizowania i nagrody do zdobycia. Tak naprawdę jest to dobra wiadomość, ponieważ objawia życie, które nigdy się nie kończy.

Bez względu na to, co mówi twoja historia czy kościół, bądź jak może to czasami wyglądać, duchowość nie jest zestawem wierzeń, nie jest to również lista zakazów i obowiązków, ani program samo-rozwoju duchowego. Jest to podróż, która nigdy nie odbywa się po linii prostej. Jest to podróż ku jedności z Bogiem, który krok po kroku ujawnia i zwycięża twoją iluzję oddzielenia, aż do czasu, gdy zdasz sobie sprawę z tego, że nigdy nic nie oddzielało cię, ani nie oddzieli od Boga (Rzm 8:35-39).

Twoja podróż nie prowadzi do miejsca, lecz do osoby. Niebo nie jest jakimś geograficznym położeniem, lecz boską jednością współdzielonej o przeżywanej jedności z Bogiem. Na ziemi jest jak w niebie, więc w niebie jest jak na ziemi. Jedno i drugie muszą być równie prawdziwe.

Podróż prowadzi cię do „pełni Chrystusa” (Ef 4:13) – do postępującej jedności z Bogiem. Nie chodzi tutaj o osiągnięcia, lecz o relację. Chodzi o świadomość niewiedzy.

Jedność to nie fuzja. Stawanie się jedno z Chrystusem nie prowadzi do anihilacji mnie jako jednostki, lecz raczej do odkrycia najbardziej prawdziwego, najgłębszego i autentycznego siebie w Chrystusie. Nie chodzi o to, aby było mniej mnie, a więcej Jego, lecz bardziej o to, abym ja w pełni znalazł się w Nim.

Oto moja modlitwa za nas wszystkich:

 Proszę, abyście byli wkorzenieni i ugruntowani w miłości, a zatem zdolni do zrozumienia ogromu i globalności tej niezawodnej, skandalicznej i bezwarunkowej miłości. Abyście zdali sobie sprawę z tego, że ta miłość przewyższa wszelkie poznanie i aby napełniła was do miary pełni Bożej (Ef 3:16, 19).  

To wypełnienie jest najgłębszej tęsknoty waszej duszy.

Trzeciego dnia czy po trzech dniach?

Ariel Ministries
Ariel Ministries


Pytanie:
Jeśli Chrystus umarł w piątek wieczorem, przed zachodem słońca i zmartwychwstał w niedzielę jeszcze przed wschodem to jak mógł powiedzieć, że będzie w grobie „trzy dni i trzy noce” (Mt 12:24)

Odpowiedź:
Arnold Fruchtenbaum

Według żydowskiego sposobu liczenia czasu, część dnia liczy się jako cały dzień, całe 24 godziny, zarówno dzień i jak noc. Faktem jest, że w Ewangeliach znajdujemy trzy stwierdzenia, które są sprzeczne z pogańskim liczeniem czasu, lecz w żydowskiej myśli jest to w porządku.
Czasami Jezus mówi, że zmartwychwstanie „trzeciego dnia”, czasami, że „po trzech dniach” i korzysta również z wyrażenia „po trzech dniach i trzech nocach”. Ponieważ te trzy zwroty znajdują się w tej samej Ewangelii, nie są to różnice w opisie różnych ewangelistów. Może to wyglądać na sprzeczność dla pogan, lecz nie dla żydowskiej myśli, w której część dnia zalicza się jako całość dnia. Rzeczywiście zmartwychwstał „trzeciego dnia”, ponieważ piątek przed zachodem był dniem pierwszym, sobota – drugim, a sobotni wieczór, gdy pojawiły się trzy gwiazdy był początkiem trzeciego dnia – niedzieli. Ponieważ część niedzieli liczy się jako cała niedziela, rzeczywiście zmartwychwstał również „po trzech dniach”.
Zwrot „po trzech dniach i trzech nocach” odnosi się do każdego okresu czasu, który zaczepia o trzy dni, ponieważ cześć dnia liczy się jako całość, zarówno jego część dzienna jak i nocna. Na przykład w Księdze Estery 4:16, Estera mówi ludziom, aby pościli przez trzy dni i trzy noce, po czym, po tych trzech dniach postu, uda się do króla. Mogłoby się wydawać, że chodzi o trzy pełne, dwudziestoczterogodzinne dni postu, a ona uda się do króla dnia czwartego. Niemniej w 5 rozdziale, 1 wierszu czytamy, że udała się trzeciego dnia i nie ma możliwości, aby „wycisnąć” z tego wersu trzy dwudziestoczterogodzinne okresy a zgodnie z żydowskim kalkulowaniem czasu, nie jest to również konieczne.

Wzrastające prześladowania chrześcijan w Nepalu

Pastor Prem Tamang, z którym od wielu lat utrzymuje kontakt, prowadzący kościół w stolicy Nepalu, Katmandu, prosi, w związku z narastającymi prześladowaniami, o modlitwę kościoła o ochronę. Jest bardzo aktywny, naucza liderów lokalnych kościołów, przemierza góry

Hinduizm jest oficjalnie, ustawowo chronioną religią. Pod koniec 2017 roku wprowadzono oficjalny zakaz nawracania na inne religie. W tym roku w kwietniu aresztowano 5 chrześcijan pod zarzutem nawracania. (w j.ang.)
W tym czasie zaczęły narastać szykany i prześladowania kościoła w całym Nepalu.

Prem pisze:
Przeżywamy ogromne prześladowania z rąk hinduistycznych terrorystów, którzy wdzierają się do kościołów, aby bić i zabijać wierzących, grozić im, aby odstąpili od chrześcijańskiej wiary. Żyjemy w wielkiej niepewności. Terroryści rozsyłają grupy do wszystkich kościołów w Nepalu. Prosimy o modlitwę o ochronę„.