WYJAŚNIENIE Rosz ha Szana, Jom Kippur, Święta Namiotów_2

 


John Fenn

Tłum.: Tomasz S.

Poprzednio mówiłem o Święcie Trąb, które jest świętem ustanowionym przez Boga. Święto to nosi również nazwę Rosz ha Szanah oraz kilka innych nazw, które to zbadamy, ponieważ każda z tych nazw objawia Boży proroczy plan!
W tym tygodniu chcę powiedzieć coś ważnego, co przyniesie zrozumienie JAK i DLACZEGO w całej tej lekcji. Następnym razem bardziej szczegółowo omówimy tu Święto Trąb, Wielkie Święte Dni oraz Jom Kippur.

 

Rosz ha Szana znaczy „początek roku”

Podobnie jak w cywilnym kalendarzu, w którym nowy rok zaczyna się 1-go stycznia, również tu jest to czas świeżego startu / nowego początku po tym, jak człowiek osądził się za cały poprzedni rok. W większości, jak nie wszystkich żydowskich społecznościach, Rosz ha Szana jest świętem 2-dniowym, 1-ego i 2-ego Tiszri. Pomyśl o Święcie Dziękczynienia w USA, które odbywa się w ostatni czwartek każdego listopada – ile osób ma ochotę robić cokolwiek w piątek po Święcie Dziękczynienia ponad trawieniem uczty, którą zjedli dzień wcześniej? Lub ilu [A1] [A2] [A3] tak naprawdę myśli, że naprawdę pracuje 2-ego stycznia po Nowym Roku? Tak więc, zgodnie z tym, jak to leży w ludzkiej naturze, 1-szy Tishri rozciąga się na dzień drugi .

Izrael ma 2 kalendarze; religijny (święty) oraz cywilny. Kalendarz religijny został zapoczątkowany przez Boga 1-ego Nisan, jak to napisano w Księdze Wyjścia 12: 2: „Ten miesiąc będzie wam początkiem miesięcy, będzie wam pierwszym miesiącem roku”. (W 2018 roku 1-szy Nisan przypadał w naszym kalendarzu 17-ego marca. U nich zaś w 5778 roku). 10-ego Nisan rozpoczyna się tydzień paschalny.

 

Kalendarz Cywilny to sposób mierzenia warunków królów

Żydzi używali kalendarza cywilnego do takich rzeczy jak transakcje na rynku nieruchomości, małżeństwa i rozwody. W ich myśleniu nie można było mieszać świętego kalendarza, który odnosi się do Bożych świąt, z życiem świeckim. Kalendarz cywilny zaczyna się w Święto Trąb, Rosz ha-Szana – początek roku.
Jednakże nigdzie w Starym Testamencie nie znajdziesz, że to Bóg wyznaczył 1-szy Tishri jako Nowy Rok kalendarza cywilnego. Istnieją jednak pewne wskazówki w całym Starym Testamencie, że niemal natychmiast zaczęli postrzegać ten dzień jako cywilny Nowy Rok. Na pewno widzimy to w starożytnych pismach rabinicznych, że tak to wyznaczono. W Misznie Rosz ha-Szana 1: 1 napisano: „Pierwszy Tiszri jest początkiem roku dla cykli sabatowych i jubileuszy”. Również Nehemiasza 8: 1-8 miał miejsce 1-go  Tishri – nowy początek dla wygnańców wracający do ziemi itd.
Ponadto wiele starożytnych kultur semickich rozpoczynało swój rok tuż po żniwach jesiennych. Egipcjanie również mieli święty i cywilny kalendarz; ich rok cywilny rozpoczynał się około 20-ego lipca. Dla wielu semickich ludów nowy sezon rolniczy, następujący po jesiennych zbiorach, stawał się pierwszym dniem nowego roku. Bóg nie zabronił tego w wyraźny sposób. Wprost przeciwnie, jak widzimy to w  starożytnych kulturach, w pismach izraelskich oraz we wskazówkach Starego Testamentu, było to ich normalną praktyką. Tak więc Izrael przez całe stulecia miał dwa kalendarze.

W tym momencie

Continue reading

Stan_21/22.08.2018

Stan Tyra

Nie ma nic złego w lojalności wobec swojej rodziny, kościoła czy korzeni, lecz nacisk na to, aby dostosować swoją tożsamość do grupy jest niezwykle silna i, jeśli masz wyrosnąć poza plemienne ego i grupowe myślenie, należy się temu sprzeciwiać. To dlatego Jezus używał tak mocnego języka, gdy mówił: „kto przychodzi do mnie i nie ma w nienawiści ojca, matki, żony dzieci, braci i sióstr, a nawet samego życie, nie może być uczniem moim” (Łu 1:26). Oczywiście, wiemy, że Jezus nie mówił, że mamy nienawidzić własnej rodziny, ponieważ to właśnie miłość była Jego głównym przesłaniem, lecz terminologia tutaj użyta bardzo zdecydowanie ponagla nas do odrzucenia blokady konformizmu, która uniemożliwia nam stać się tym, czym mamy być.

Tak więc, poszukiwanie prawdziwego ja to nie kolejne próby przybierania nowych ról, wierzeń, czy sposobu bycia, nie jest to również proces samoanalizy czy samorozwoju. Takie próby budują tylko jeszcze bardziej ufortyfikowane ego. Prawda nie jest jakimś przeznaczeniem, jest podróżą świadomości. Zastąpiliśmy podróż miejscem przeznaczenia, ponieważ wymaga to od nas niewiele. Do wniosku czy miejsca przeznaczenia nie potrzebujemy odbywać podróży, potrzebny jest po prostu jakiś wniosek, na podstawie którego możemy ukształtować wierzenie wsparte kilkoma wybranymi wersami. Mając to możemy już przekonywać i bronić ustalonych przekonań czego nie daje podróż w stronę przeżycia wielkiej tajemnicy. Doświadczony człowiek zawsze jest większy i bardziej niejednolity niż ten, który ma przekonania/wierzenia, ponieważ tylko ten, komu wiele przebaczono jest zdolny do wielkiej miłości (Łu 7:47).

Doskonałość to moralne posłuszeństwo, jak to określa fundamentalizm, które nie czynnikiem ułatwiającym osiągnięcie boskiej świadomości, a w rzeczywistości jest wielką przeszkodą. Jedynym sposobem na odkrycie łaski za łaską, jest podróż trzy kroki do przodu i dwa wstecz, ponieważ tylko w ten sposób można zostać uczestnikiem boskiego życia i prawdy, które stają się czymś więcej niż jakimś wersem.

_______________________________________

Im głębiej w boską świadomość idziemy tym bardziej próżne stają się nasze wysiłki mające na celu zdefiniowanie odbywającej się podróży, co nie znaczy, że nie jest ona szczera i boska. To nasze ego często chce zdefiniować ją słowami, ponieważ nie jest w stanie pojąć tajemnicy. Nasze egoistyczne ego starając się wyjaśnić słowami, chce zredukować ją do intelektualnego poznania, co jest przeciwne do istniejącej i ekspansywnej boskiej świadomości.

Robimy tak częściowo dlatego, że bardziej czcimy umysł niż duszę. Dusza jest perspektywą, a nie „rzeczą”. Dusza jest przestrzenią interpretacyjną między osobą, a zdarzeniami jej życia. To dusza pozwala nam na przeniesienie tych zdarzeń do świadomości, co sprawia, że życie jest wieczne i obfite. Dusza jest również miejscem, w którym uczymy się utrzymywać doświadczenia, a nie tylko definiować je czy wyjaśniać. Dusza rośnie pięknie w rzeczywistości prawdy, lecz usycha wśród religijnej represji.
Dusza ze względu na swoje powiązanie z niebem i ziemią, na przebywanie „w tym świecie, lecz nie z tego świata” znajduje pośród zwykłych rzeczy to coś nadzwyczajnego. Tam, gdzie religijny umysł usiłuje rozdzielić od siebie te dwie rzeczy, dusza trzyma się tego paradoksu i interpretuje wszystko z perspektywy wysokości. Jest to jedyny sposób na przeżycie obfitego życia, czego przeciwieństwem jest pragnienie znalezienia się tam, gdzie chcielibyśmy być, czy sądzimy, że powinniśmy być.

 

Stan 20/21.08.2018 | Stan 22/23.08.2018

Wyjaśnienie Rosz ha Szana, Jom Kippur, Święta Namiotów_1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Obchodzony jest właśnie Żydowski Nowy Rok, Rosz ha-Szana. Nazywa się go też „Jom Teruah” – Dzień Trąb (Sygnału do Przebudzenia). Zrozumienie tego święta jest kluczem do zrozumienia dni ostatecznych, „porwania” kościoła i wielu innych rzeczy.

W tym to właśnie dniu, według Rosz ha-Szana, na dźwięk szofaru zostaną obudzeni sprawiedliwi umarli. „Tajemnica” ta, jak ujawnił Paweł w swym pierwszym liście do Koryntian (15: 39-55), polega na tym, że ci, którzy żyją w tym czasie, również zostaną przemienieni w chwalebne ciała i razem ze sprawiedliwymi, którzy zmarli wcześniej, spotykają się razem z Panem. Było to tajemnicą, że my, którzy żyjemy, przyłączymy się do sprawiedliwych, którzy zmarli, ponieważ w judaizmie nie wspomina się o przemianie żyjących sprawiedliwych.

To, co mnie zastanawia, to fakt, że tak wielu chrześcijan oparło swoją teologię na temat porwania kościoła bez posiadania żadnej wiedzy o Rosz ha-Szana – o czym nauczał Paweł. Doprowadziło to do wielu błędów, więc seria ta opowiada o trzech jesiennych świętach, abyśmy mogli zrozumieć Pismo oraz, w większym zakresie zrozumieć, co Bóg robi, co jeszcze będzie robił i jaka jest w tym nasza rola.

Kończymy rok 5778

W tym roku (2018) Rosz ha-Szana wypada w naszym kalendarzu 10 września. W kalendarzu żydowskim jest to Tishri 1 – początek roku 5779. To żydowski Nowy Rok, w którym świętuje się dzień w którym, zgodnie ze starożytną tradycją, został stworzony świat.

Jom Kipur, Dzień Pojednania ma miejsce 10 dni później – 19 września w naszym kalendarzu lub 10 Tiszri, w kalendarzu hebrajskim. Te 10 dni od początku Rosz ha-Szana 1-go Tiszri do początku Jom Kipur 10-ego Tiszri są nazywane Wielkimi Świętymi Dniami.

Te 10 dni zamykają 40-dniowy okres pokuty, który rozpoczął się w miesiącu Elul 1 (12 sierpnia bieżącego roku).

Ten 40-dniowy okres pokuty, nazywany „teshuvah” (hebrajski: Powrót), zaczyna się na 1-ego Elul na 40 dni przed Jom Kipur. Przez ten czas Żydzi zwracają swe serca i myśli ku Bogu, rozpamiętując kogo skrzywdzili w ciągu roku, w pokorze przepracowują te doświadczenia, pracują nad swoim sercem przygotowując się na Rosz ha-Szana, który jest dniem sądu dla wierzących w Boga Izraela, a następnie na Dzień Pojednania (Jom Kippur), kiedy to ich grzechy są przebaczane.

Co dzieje się w Rosz ha-Szana?

Rosz ha Szana jest jedynym z 7 biblijnych świąt, które rozpoczynają się w fazie nowiu, czyli kiedy nie ma księżyca. Pozostałe 6 zaczynają się w pełni, jednak Rosz ha-Szana zaczyna się, gdy księżyc jest ukryty. Psalm 81 a w szczególności werset 4 jest czytany w tym czasie „Zadmijcie w trąby (szofar) na nowiu, w pełnię, w dniu święta naszego”.
Omówimy to szczegółowo później, ale przyjmuje się, że księżyc zawsze symbolizował wierzących. W Judaizmie postrzegano go tak od początku, ponieważ księżyc został stworzony, aby rządzić nocą (Rodzaju 1:16). Księżyc sam nie świeci, ale jedynie odbija światło słońca …

Powodem, dla którego Rosz ha-Szana zaczyna się, gdy księżyc jest ukryty, jest to, że dźwięk Trąby na Przebudzenie sprawia, że wierzący ukrywają się razem w Mesjaszu, razem z Nim. W tym czasie są osądzani i otrzymują nagrodę, Mesjasz zostaje koronowany i w niebie odbywa się uroczysta uczta, podczas gdy Ziemia przechodzi przez czas zwany „kłopotami Jakuba” (wielki ucisk – przyp. tł).
W Talmudzie wydarzenia Teruah, Dzień Trąb określa się terminem Jom HaKeseh, co znaczy Dzień Ukrycia. Paweł potwierdza to w Kolosan 2: 16-17, kiedy mówi, że nów jest „cieniem rzeczy przyszłych”. Więcej o tym w przyszłym tygodniu. Continue reading

Alergia na grawitację

Image result for wesołek grafikaRandy Aly

John to taki facet, którego chętnie znienawidziłbyś – zawsze w dobrym nastroju i zawsze z czymś pozytywnym do powiedzenia. Jeśli ktoś go zapytał, jak się ma, odpowiadał: „Gdybym się miał choć odrobinę lepiej, musiałbym się rozdwoić!”
Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień, John już był przy nim mówiąc o tym, jak wygląda pozytywna strona jego sytuacji. Obserwując go byłem prawdziwie zaciekawiony, więc pewnego dnia podszedłem do niego i zapytałem: „Nie rozumiem tego! Nie można być pozytywną osobą cały czas. Jak to robisz?”

Odpowiedział: „Codziennie rano wstaję mówię do siebie: masz dwie rzeczy do wyboru. Możesz wybrać dobry lub zły nastrój i wybieram dobry. Za każdym razem, gdy coś się stanie, mogę zdecydować czy chcę być ofiarą, czy chcę się czegoś z tego nauczyć. Decyduję się na naukę. Zawsze, gdy przychodzi do mnie ktoś i narzeka, mogę przyjąć jego narzekanie, bądź wskazać mu na pozytywną stronę życia! Wybieram pozytywną stronę”.

Zaprotestowałem: „Taaa, to nie może być takie łatwe”.

„Tak, takie jest – odpowiedział. – Cały życie składa się z decyzji. Kiedy odetniesz wszystkie rupiecie, każda sytuacja sprowadza się do decyzji/wyboru. To ty decydujesz o tym, w jaki sposób reagujesz na życiowe sytuacje. Ty decydujesz o tym, w jaki sposób ludzie wpływają na ciebie. Ty wybierasz dobry bądź zły nastrój. W istocie chodzi o to: Do ciebie należy decyzja w jaki sposób przeżyjesz swoje życie”.

Zastanowiłem się nad tym. Wkrótce potem zacząłem pracę w innej firmie i nasze drogi rozeszły się. Straciliśmy ze sobą kontakt, lecz często o nim myślałem, gdy dokonywałem życiowych wyborów zamiast reagować na nie.

Kilka lat później dowiedziałem się, że miał bardzo poważny wypadek. Spadł z 20 metrowej wieży komunikacyjnej. Po 18-to godzinnej operacji i tygodniu intensywnej terapii, zwolniono go ze szpitala z metalowymi prętami w plecach.

Jakieś sześć miesięcy po tym wypadku spotkaliśmy się. Zapytałem go, jak się ma, na co odpowiedział: „Gdybym się miał choć odrobinę lepiej, musiałbym się rozdwoić! Chcesz zobaczyć moje rany?”

Zrezygnowałem z ich oglądania, lecz zapytałem go, co przeszło mu przez głowę w chwili wypadku.

„Pierwszą myślą była troska o dobry stan córki, która miała się niedługo urodzić – odpowiedział. Potem, gdy leżałem na ziemi, przypomniałem sobie, że mam do wyboru dwie decyzje: wybrać życie, lub śmierć. Zdecydowałem się na życie”.

„Nie byłeś przerażony? Straciłeś świadomość?” – zapytałem.

„… lekarze byli wspaniali. Cały czas mówili mi, że będzie dobrze. Faktycznie przeraziłem się, kiedy jednak dowieźli mnie na OIOM i tam, po badaniach, zobaczyłem miny lekarzy i pielęgniarek. Widziałem w ich oczach: „to martwy człowiek”. Wiedziałem, że muszę podjąć działanie”.

Co zrobiłeś? – zapytałem.

„Była tam taka wielka, krzepka pielęgniarka, która bardzo głośno zawała mi pytania – powiedział John.  – Zapytała mnie, czy mam na coś alergię. „Tak – odpowiedziałem”. W tym momencie wszyscy zatrzymali się na chwilę, czekając na odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem: „Na grawitację!”
Gdy się śmiech uspokoił powiedziałem im: „Wybieram życie. Operujcie mnie tak, jakbym był żywy, nie martwy”.

Przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, lecz również ze względu na zdumiewające nastawienie. Nauczyłem się tego dnia od niego, że w życie w pełni to nasz wybór.

„Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy” (Mt 6:34).

Żadnego „wybierania” Chrystusa

Richard Murray

Oto szokująca wiadomość:

Nie ma w Nowym Testamencie po zmartwychwstaniu wersu, który polecałby wierzącym „wybierać Chrystusa”. A oto dlaczego: między „siłą woli”, a „siłą gotowości” (dosł.: „willpower” and „willingness-power”) jest ogromna różnica.

  • Wybór wymaga „siły woli”, skuteczna wiara wymaga „siły gotowości/ochoty/chęci”.
  • Pierwsze to zmagania człowieka, a to drugie, to Bóg zamieszkujący.
  • Jest takie niemieckie słowo, które wyjaśnia to całkowicie: „GELASSENHEIT!”

To piękne słowo oznacza po prostu „niech będzie”, lecz jego znaczenie rozkwitało w Duchu Świętym przez ostatnich kilka stuleci. Było powszechnie używane przez chrześcijańskich mistyków, takich, jak Meister Eckhart, Reformatorów, takich, jak: Martin Luther, anabaptystów: Hans Denk i filozofów, Martin Heidegger. Jest doskonałym słowem na doskonałą koncepcję. Sama koncepcja była znana i określana innymi słowami w innych językach, lecz spójrzmy na nią na nowo.

GELASSENHEIT jest to postawa, stanowisko duszy, takie podejście do rzeczywistości, dzięki któremu OTWIERAMY się całkowicie na podziw i tajemnicę Boga. Nie dzieje się to okazjonalnie, lecz przez cały dzień. William Barret nazwał to: „oczarowanym istnieniem, w którym wszystko, co do niego należy wraca do tego, w czym spoczywa” (oryg.: „enchanted existence where everything belonging there returns to that in which it rests”).
Tu  chodzi o postrzeganie. GELASSENHEIT daje nam duchowe postrzeganie, które, jak powiedział Eckhart: „penetruje wszystko i znajduje tam Boga”. Już więcej nie odwracamy się od tego, czego się boimy, bądź co nas kusi, lecz spoglądamy na to odważnie, Z POWODU naszej niewzruszonej pewności co do jednej rzeczy: „Bóg jest wolny, udzielone goszczące dobro, moc aktywująca wszystko, mieszka we wszelkim stworzeniu i wywołuje wszystko we wszystkim” Sebastian Franck.

Wszyscy jesteśmy, jak Daniel w lwiej jamie trudności, lecz Bóg jest w centrum tego wszystkiego, oczekując na naszą wiarę, aby „pozwolić” Jego chwale zamknąć lwom pyski.
GELASSENHEIT wie, że ziarno Chrystusa pulsuje w centrum każdej okoliczności, z jaką się spotykamy, oczekując na to, że nasze postrzeganie Go w wierze uaktywni je. W miarę, jak dostrzegamy WBUDOWANĄ OBECNOŚĆ Pana we wszystkich zdarzeniach i okolicznościach, jesteśmy w stanie pomóc ŻĄĆ tę obecność, aby wypuścić pędy błogosławieństwa, mocy i miłości w danej potrzebie.
John Wesley wierzył, że Boża obecność ku uwolnieniu musi być przyspieszona przez modlitwę wiary, ZANIM Pan będzie mógł zamanifestować się otwarcie na ziemi. Niemniej, modlitwa wiary nie jest osiągana przez „moc woli” człowieka, lecz raczej przez „moc gotowości” GELASSENHEIT. Ta koncepcja jest po prostu innym sposobem określenia łagodności. Niemniej nie jest to, taka matczyna łagodność, o jakiej naucza się na szkółkach niedzielnych, aby dzieci były „dobrymi małymi chłopcami i dziewczynkami”. Nie, ta łagodność jest męska, odważna i nie dająca się wyprowadzić z równowagi. Jest to „waleczne zaniechanie”, aby „zdecydowanie poddać” każde włókno naszej istoty Bogu. Jest to ten rodzaj muskularnej łagodności, o której Jezus powiedział, że odziedziczy ten świat.

Gdzie zatem w Biblii mamy do czynienia z GELASSENHEIT? Wszędzie! Głównym sensem jest „pozwolenie” chwale Pańskiej „być” ujawnianą na wszystkich naszych drogach. To, innymi słowy, nasze „pozwalanie” (niech będzie) Bożej chwale. Pismo mówi w licznych miejscach o naszym „pozwalaniu” Bożej chwale („być”) ujawnić się w sytuacji szczególnej potrzeby. List do Kolosan 3:16 mówi o tym, aby słowo Chrystusowe zamieszkiwało w nas obficie („niech…” przyp.tłum.). List do Rzymian 6:2 mówi o tym, żeby grzech nie panował w naszych śmiertelnych ciałach („niech…”). List do Filipian zachęca nas, aby umysł Chrystusowy był w nas. Jedno z tłumaczeń Ewangelii Jana 6:3 mówi, że Jezus powiedział uczniom, aby przestali zastanawiać się nad tym „czyj” grzech spowodował, że ten człowiek narodził się ślepy, lecz zamiast tego „POZWOLILI, aby chwała Boża objawiła się TERAZ’, przez natychmiastowe i spontaniczne uzdrowienie niewidomego!

Nakazy w Nowym Testamencie są wyrażone przez „niech”, a nie „wybierz”.

Continue reading

Stan_19/20.08. 2018

Stan Tyra

Choć wierzenia mogą być prywatne, z chwilą gdy uczynimy je centrum naszej tożsamości, staramy się szukać innych, z którymi możemy się nimi podzielić . To, z kolei, wzmacnia i oczyszcza je i otwiera drzwi do plemiennego ego. Jak to już wiele razy mówiłem, jedyną rzeczą bardziej niebezpieczną od ego indywidualnego jest ego grupowe. Przechodząc przez ten portal nie jestem już po prostu tym w co wierzę, lecz tym w co MY wierzymy. Niemal każdy kościół jest budowany wokół wspólnych przekonań i wierzenia spoza systemu nie są mile widziane.

O ile wierzę, że jest to konieczny dla naszego rozwoju etap, to naszym zadaniem nie może być tworzenie Boga z poczucia przynależności plemiennej. Teraz, aby wyjrzeć poza własne granice nie musisz już pytać o zgodę własnego ja, lecz o zgodę grupy, a w szczególności lidera(ów) tej grupy.

Pozwólcie zwrócić uwagę na to, że wszelkie grupy czy to religijne, polityczne czy cywilne, są budowane wokół wspólnych przekonań. Komunalne ego nie jest celem ostatecznym, lecz jest koniecznym krokiem do wyjścia poza siebie. Problemem jest to, że nie stajemy sie odrębni ale jakby częścią innych.

W ramach grupowego myślenia prawda musi być znaleziona na zewnątrz, ceniona i żarliwie strzeżona. Wszelkie uwaga o odkryciui znaczenia  jest uważana za nieugruntowaną w Słowie. Jakże często słyszałem słowa: „musisz wrócić do kościoła”, bądź „musisz poczytać swoją Biblię”. W obu przypadkach chodzi o to, że trzeba wrócić  do miejsca, w którym ty jesteś określany przez to, w co wierzysz, a o tym, w co wierzysz jest, decyduje lokalny kościół, którego przekonania są zdefiniowane przez denominację.

Powtórzmy: o ile to komunalne ego jest konieczną i ważną częścią naszej drogi, wprowadza ze sobą więcej egoistycznego systemu, który w większości przypadków powoduje zatrzymanie naszego rozwoju . Ponieważ większość społeczności opiera się na wierzeniach/przekonaniach zawsze wywierają presję na dostosowanie się.

Gdy już okopiemy się i jesteśmy w pełni zindoktrynowani przechodzimy ze społecznościowego ego do konformistycznego. Gdy już znajdujemy się w takim stanie, większość uważa za oczywiste, że są pewnie szczególne oczekiwania i wymagania co do zachowań. To dlatego domaga się przysiąg członkostwa i kontrakty (listy członkowskie, jak to niektórzy nazywają). Po czym, jeśli zmienisz miejsce, nawet w ramach tej samej denominacji, musisz zostać przegłosowany. Nigdy nigdzie nie naucza się tego, ani Pan Jezus nie prezentował czegoś takiego, a jednak jest to podstawowa rzecz w kościele fundamentalistów.

Smutne jest to, że fundamentalistyczna mentalność nazwie społeczność miłości, dzielenia się życiem, różnorodności i szanowania innych kultem lub new age. Przyganiał kocioł garnkowi.

Continue reading

Trzy diamenty

Micah S Turnbo

Jezus pokazał mi trzy drogocenne diamenty.
Były doskonale ukształtowane, lecz ukryte. Jezus trzymał je i powiedział: „Michał, wielu chce większego namaszczenia, lecz nie to uważam za wartościowe. Nie dążyłbym do tego. Te trzy diamenty, które uznaję za skarb to PRAWOŚĆ, POKORA I ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Jeśli nie będziesz dążył do tego, to namaszczenie zmiażdży cię”.
Wtedy zobaczyłem ogromne wieże oświetleniowe rozbijające się o ziemię, przewracające się na nią – nastąpił ogromny huk i zniszczenie. Ludzie będący wokół byli przestraszeni ich upadkiem. Jezus otoczył mnie swym ramieniem i powiedział: „Michał, wielu wielkich liderów, którzy nie mają tych cech szybko upadnie. Aby ustać pod namaszczeniem, musisz starać się o te skarby: prawość, pokorę i odpowiedzialność” (tutaj w sensie gotowości do odpowiedzialności za swoje czyny).
Jezus powiedział: „Co jest dla ciebie wartościowe? Nie znajdziesz ukrytego skarbu w namaszczeniu, lecz tam, gdzie zupełnie nikt nie patrzy. Namaszczenie wzrasta wtedy, gdy zostaje znaleziony prawdziwy skarb”.