Co oznaczał zwrot „wypełnić Prawo” dla współczesnych Jezusowi_2

Lois Tverberg

7 listopad 2018

Paweł mówi o wypełnianiu Prawa

Abraham i synowie

W przeszłości myśl, jakoby „Chrystus zakończył Prawo wypełniając go” była tradycyjnym uzasadnieniem tego, dlaczego chrześcijanie nie są zobowiązani do zachowywania praw Starego Testamentu.

Przeoczamy fakt, że w 15 rozdziale Dziejów Apostolskich pierwszy kościół ogłosił, że poganie nie muszą się nawracać na judaizm, być obrzezywani i przyjmować przymierze Tory, które zostało dane Izraelowi.

Powiedziano im, że zamiast tego, muszą zachować trzy proste, podstawowe prawa przeciwko bałwochwalstwu, niemoralności seksualnej oraz morderstwu – minimum wymagane od bojących się Boga pogan. Przyczyną tego, że od chrześcijan z pogan nie wymaga się zachowywania Tory nie było to, że jej aktualność została zakończona, lecz dlatego, że byli poganami (jak większość z nas).

Oczywiście, Paweł gorliwie przekazywał poganom, że nie wymaga się od nich zachowywania Tory, podczas gdy inni upierali się przy tym, aby ich obrzezać i zmusić do posłuszeństwa. On sam nadal zachowywał Torę i dowiódł tego Jakubowi, poproszony, aby to zrobił (Dz 21:24-26). Niemniej, ciągle utrzymywał, że poganie byli zbawieni bez przestrzegania jej i dowodził tego wskazując, że poganie byli napełniani Duchem Świętym, z chwilą gdy uwierzyli w Chrystusa, a nie po tym, gdy stali się wykonawcami Tory (Gal. 3:2-5).
Pisał również o tym, że Abraham nie przestrzegał praw Tory, która została dana 400 lat później, lecz został usprawiedliwiony przez wiarę (Ga 3:6-9) 2). Doszedł do wniosku, że wszyscy, którzy wierzą, są „Dziećmi Abrahama”, pomimo że ten termin jest zazwyczaj zarezerwowany dla obrzezanych Żydów.

Paweł korzystał ze zwrotu „wypełnić Prawo”

W tej dyskusji ważne jest to, że chrześcijanie powszechnie błędnie rozumieją znaczenie „Tory”, które tłumaczymy jako „prawo”. Kojarzy się nam z obciążającymi regulacjami prawnymi . W umyśle Żyda głównym znaczeniem „Tory” jest raczej nauczanie, prowadzenie, instruktaż, niż prawne ustalenia. Zwróć uwagę na to, że  „tora hesed” czyli: „nauka miłosierdzia” jest na języku  kobiety z Przyp 31 (w. 26, BG).

Dlaczego „Tora” jest tłumaczona jako „prawo”? Ponieważ, gdy Bóg poucza swoich ludzi, jak mają żyć, robi to z ogromnym autorytetem. Jego Tora wymaga posłuszeństwa i stąd ten wyraz przybiera znaczenie „prawa”. Niemniej, w potocznej mowie Żydów „tora” ma bardzo pozytywny sens, mówiący o tym, że nasz kochający Stwórca nauczy nas, jak mamy żyć. Uczyć innych jak mają żyć zgodnie z Bożymi poleceniami było radością i przywilejem. Taki też był cel każdego rabina, w tym również Jezusa.

Powstaje zatem pytanie, dlaczego, jeśli Tora to polecenia kochającego Boga, jak żyć,  poganie mieliby zostać wyłączeni z tych wspaniałych prawd? Paweł zaskakuje tym, że zarówno w Liście do Rzymian jak i Liście do Galacjan po długim czasie sprzeciwiania się temu, że muszą przestrzegać Tory, rzeczywiście odpowiada na to pytanie, wyjaśniają w jaki sposób mogą oni „wypełnić Prawo”.

Continue reading

Stan_28/29.11.2018

Stan Tyra

28.11

Tak naprawdę to Jezus głosił jedno kazania, w którym nauczał w różnorodny sposób. Ogłosił obecność „Królestwa Bożego” czy „królestwa niebios”. Nieustannie powtarzał, że „jest ono podobne do” czy „można je porównać do” (Mt 13), korzystał z opowieści, przypowieści i metafor, aby je opisać. Metafora jest językiem królestwa, ponieważ wskazuje na transcendentalne i tajemnicze rzeczy.
Królestwo to obiektywny, prawdziwy i ostateczny stan wszystkiego.

Jezus zaprasza cię do pełnego życia, pełnego obrazu, żebyś nie zatracał się w chwilowych dramatach, zranieniach czy planach. Jednym ze sposobów na takie życie jest zadanie sobie pytania: „Czy faktycznie ma to jakieś znaczenie w świetle wieczności?”

Nie każdy, kto mówi do mnie: „Panie, Panie” wejdzie do Królestwa Niebios, lecz tylko ci, którzy pełnią wolę Ojca mego” (Mt 7:21).

Aby ten wers miał jakiekolwiek przemieniające znaczenie dla ciebie, musisz go przenieść z wiary w jakąś przyszłość w jakimś geograficznym miejscu, na obecną chwilę swego życia. Jeśli chcemy zrobić z Królestwa jakieś geograficzne i przyszłościowe miejsce, budujmy bałwana. Nie oczekujemy na doskonały świat niebiańskiej rozkoszy – to się nazywa eskapizm – co nie wymaga ode mnie niczego więcej jak tylko tego, co nazwaliśmy „wyznaniem wiary”, a co jest bardzo odległe od życia wiary.

Jeśli próbujemy i czynimy królestwo z kościoła, budujemy bałwana. Królestwo to coś zacznie więcej. Zawsze jest tutaj, a równocześnie nie ma go tutaj. Jest to królestwo, które przybyło, a równocześnie ma przybyć. Równocześnie zawsze jest teraz, i nie jest.

Aby to Królestwo przyszło, moje królestwo musi odejść. Mówiąc inaczej: przeżywanie Jego Królestwa wzrasta tylko wtedy, gdy poziom mojego zmniejsza się. Nikt nie może służyć dwóm panom, ponieważ jednego będzie miłował, a drugim pogardzi” (Mt 6:24). Być może o tym jest właśnie wers: „Panie, Panie”. Nie możemy wykrzykiwać „przyjdź Królestwo twoje”, skoro ufamy, że to doktryna kościoła, polityka i ekonomia uratują nas.

Automatycznie modlimy się: „przyjdź Królestwo twoje jak w niebie tak i na ziemi”całkowicie nieświadomi jego obecności, bądź jest to deklaracja, aby przyszło królestwo z „mojej religii” i dokonało inwazji tego złego świata tak, aby życie poświęcone służeniu samemu sobie mogło przebiegać wspaniale i spokojnie. Co za nonsens! Jezus był doskonałym wyrazem tego Królestwa i jego życie na ziemi nie miało niczego wspólnego z pokojem i ciągłą szczęśliwością!! Chcesz wiedzieć jak dokładnie wygląda królestwo? Spójrz na Jezusa. Jeśli widziałeś Go, widziałeś Królestwo.
_______________

29.11

Jezus wyraźnie mówi, że Królestwo Niebios jest pośród nas (Łu 17:21) bądź „u drzwi” (Mt 3:2, 4:17). Można się zastanawiać dlaczego zrobiliśmy z niego system nagrodowy na później, czy, jak to ktoś nazwał: „boskim planem ewakuacji nielicznych z tego świata”. Myślę, że znacznie łatwiej jest posiadać system wierzeń opartych na wnioskach i nieodwołalności, niż autentyczną wiarę zanurzoną jak zakwas w tej rzeczywistości, która faktycznie ma miejsca (wśród życiowych sprzeczności) a nie w takiej jaką chcielibyśmy mieć. Być może łatwiej jest formułować wnioski, przestrzegać prawa, praktykować rytuały na rzecz przyszłej odpłaty niż być przemienionym i przemieniającym teraz.

Cena prawdziwej przemiany jest wysoka. To jest ta wąska droga, którą niewielu chce iść w dół. Tak, jest to droga w dół, nie w górę. Wolimy „wspinaczkę” po drabinie Jakuba, w przeciwieństwie do przebudzenia i uświadomienia sobie, że Bóg jest w pełni obecny w najbardziej nieoczekiwanych miejscach i w najbardziej wątpliwych ludziach.

Autentyczne przebudzenie i przemiana oznaczają konieczność zmiany naszej lojalność z systemu przekonań, lojalności instytucji, władzy, kontroli i powodzenia (czytaj: „naszych królestw”) na rzecz podróży pod sztandarem: „Chrystus i Królestwo Boże w nas i między nami”. Wszystkie te nasze poprzednie sieci bezpieczeństwa, których trzymaliśmy się tak mocno, muszą stracić na wartości i zostać odstawione na bok To wszystko, co daje ci wartość i bezpieczeństwo jest twoim prawdziwym Bogiem.

Może być mnóstwo rzeczy, na które wskazujemy jako na święte: „twój” kościół, reputacja, powodzenie (religijne czy inne) a nawet twoja tożsamość. Jak powiedzieliśmy to wielokrotnie, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakim ciężarem jest własna reputacja, dopóki jej całkowicie nie stracisz. Jest tak potężna, że musi być od ciebie zabrana, ponieważ najprawdopodobniej nigdy nie zrezygnowałbyś z niej, nie zastępując natychmiast czymś (bogiem) innym.

W 2 rozdziale Listu do Filipian mamy opis tego, jak Jezus na swej drodze w dół ku wznoszącemu się życiu dobrowolnie zrezygnował, „pozbawił się reputacji”

Co daje ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa, spełnienia i szczęścia? Czego się trzymasz, co uniemożliwia ci totalne oddanie się duchowi? Co nie pozwala ci na wyrażenie zgody na to, aby prawda włamała się do twojego życia i malowała poza liniami z góry określonych granic sztywnych wniosków?
Przyłącz się do mnie, zastanawiając się nad tymi rzeczami :).

Co oznaczał zwrot: „wypełnić Prawo” dla współczesnych Jezusowi_1

Lois Tverberg
6.11.2018

Część 1:   TUTAJ

Co Jezus miał na myśli, gdy powiedział: „nie przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5:17).

Pastor Andy Stanley opublikował na łamach „Christianity Today” artykuł pt.: „Jezus zakończył Stare Przymierze raz na zawsze” w oparciu o myśl, że „wypełnić Prawo” znaczy „doprowadzić do końca” 1). Uczciwy czytelnik nie może uważać, że taka interpretacja wydaje się dziwna. Kilka wersów dalej czytamy, że Jezus zdecydowanie mówi coś całkiem przeciwnego. Co się tutaj dzieje?

Kluczem jest zwrot: „wypełnić Prawo”, który jest rabinicznym idiomem. Znajdujemy go w kilku innych miejscach Nowego Testamentu oraz w żydowskich powiedzeniach. Przysłuchanie się mu w tym kontekście rzuci światło na jego prawdziwe znaczenie.

 

Czytać Torę, aby wypełnić Torę

„Wypełnić” jest tłumaczeniem hebrajskiego lekajem (le-KAI-yem), oznaczającego: „podtrzymać”, „ustabilizować”, jak też: „dopełnić”, „uzupełnić”, „wykończyć”. David Bivin zwraca uwagę na to, że zwrot „wypełnić Prawo” często jest używany jako idiom oznaczający tak interpretować Torę, aby ludzie mogli być posłuszni tak, jak to rzeczywiście było zamiarem Boga 2)

Wyraz „znieść” to prawdopodobnie levatel, unieważnić, czy „la’akor”, wykorzenić, co znaczy: podważyć Torę przez błędną interpretację.
Przykład: prawo przeciwko cudzołóstwu może być interpretowane wyłącznie jako zdrada małżeńska, lecz nie dotyczące pornografii. Gdy Jezus ogłosił, że również pożądanie jest naruszeniem tego przykazania, wyjaśniał prawdziwy zamiar tego prawa, co w rabinicznym rozumieniu oznaczało „wypełnić Prawo”.

A teraz wyobraźmy sobie pastora, który mówi, że oszukiwanie na podatkach jest w porządku dopóki dajesz pieniądze do kościoła. To byłoby „rozwiązywaniem Prawa” – czymś co powoduje, że ludzie nie żyją zgodnie z Bożym zamiarem.

 

Oto kilka przykładów wykorzystania tego zwrotu z czasów bliskich Jezusowi:

Jeśli Sanhedryn zdecyduje znieść (wykorzenić, la’akor) prawo, mówiąc na przykład, że Tora nie obejmuje praw dotyczących sabatu czy bałwochwalstwa, że członkowie Rady nie muszą składać ofiary za grzechy, jeśli będą będą posłuszni Radzie; lecz jeśli Sanhedryn zniesie (la’akor) tylko część prawa, lecz wypełnia (lekayem) inną część, ponoszą za to odpowiedzialność.

Idźcie badać Torę, nie sądźcie, że zrobi się to samo. Ponieważ wasi współuczniowie wypełnią je (lekajem) pod waszą kontrolą. I nie polegajcie na swym własnym zrozumieniu 4)
(Tutaj mamy „wypełnić” w znaczeniu wyjaśnić i zinterpretować Pisma.)

Continue reading

Co robić, gdy jesteś zmęczony, wypalony, wszystko jest rutyną_2


John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Ostatnim razem dzieliłem się na temat sposobów na odzyskanie duchowej siły i energii, mówiąc na temat osobistego uwielbienia.

Dziś kolejna rzecz – nadprzyrodzone odświeżenie. Byłem raz w 1986r na wyprawie misyjnej w Meksyku. Zatrzymałem się tam u znajomych misjonarzy. Po pierwszej kolacji nasz gospodarz wręczył mi listę nazwisk 22 osób, które zadeklarowały się przeprowadzić do Meksyku, aby z nimi pracować. Poprosił mnie, abym spytał Ojca, którzy z nich powinni przyjechać, aby z nim pracować i może jeszcze coś dodatkowego, co usłyszę od Niego w tej kwestii.

Odpowiedziałem: „Ty znasz tych ludzi, nie ja. To ty powinieneś pytać Ojca, kto ma przyjechać”. Odpowiedział na to „Jestem zbyt zajęty, aby się modlić, jestem zbyt zajęty pracą w służbie, aby poświęcić jeszcze czas na modlitwę o to. Proszę, zrób to dla mnie.”

 

Takie jest właśnie życie

Nie ma znaczenia, czy jesteś misjonarzem za granicą, czy też przebywasz w domu, starając się normalnie żyć. Wszyscy czasem czujemy się jak ten mój przyjaciel misjonarz – zbyt zajęci różnymi rzeczami, aby jeszcze znaleźć  czas na modlitwę. W rzeczywistości tak to wygląda w życiu większości ludzi. Istnieje jednak na to rozwiązanie.

W 1 List do Koryntian 14: 18-25 Paweł naucza właściwego używania osobistego języka modlitwy w porównaniu z językiem, który potrzebuje wykładu. Paweł powiedział, że jeśli masz słowo, które potrzebuje wykładu to, jeśli masz taką możliwość, wypowiedz je dając możliwość innej osobie wyłożyć to słowo. Możesz jednak też być cicho i mówić tylko do siebie (w.27-28)

W tym fragmencie Paweł cytuje z Izajasza 28:11 odnosząc się do mówienia językami: „przez jąkających się i mówiących obcym językiem przemówi do tego ludu”

Nadprzyrodzone odpocznienie i odświeżenie w chwili, gdy nie możesz sobie pozwolić na odpoczynek.

Pełne proroctwo Izajasza na temat języków mówi: „Zaiste, przez jąkających się i mówiących obcym językiem przemówi do tego ludu ten, który im rzekł: To jest odpoczynek, dajcie odpoczynek zmęczonemu, i to jest wytchnienie! Lecz nie chcieli słuchać.. (mówiąc o niewierze Izraela w Jezusa).

Zgodnie z Pawłem jak i proroctwem Izajasza, języki są dla nas odświeżeniem i odpocznieniem. Możemy też powiedzieć, że otrzymanie Ducha Świętego JEST duchowym odpocznieniem, którego wszyscy szukają. Lecz wymiarze osobistym jest to też klucz do naszego własnego odpocznienia i odświeżenia.

Pewnego dnia byłem w podróży. Byłem bardzo zmęczony, szukałem odpoczynku i odświeżenia gdy ten fragment wypłynął z mojego ducha. Położyłem się na łóżku i zacząłem modlić się cicho językami. Mój umysł szybko przestał się błąkać i skupił się na tym, co wychodziło z mojego ducha. Szybko minęło 10 minut. Poczułem się naładowany od środka. Kilka razy tego potem próbowałem. Jak dla mnie około 10-15 minut takiej modlitwy odpowiada 2-godzinnej drzemce.

Sam tego spróbuj. Oczywiście każdy człowiek jest inny, ale dla mnie działa to bardzo dobrze w chwilach gdy nie mam czasu na odpoczynek.

 

Nadprzyrodzone odpocznienie i odświeżenie w życiu codziennym

Przede wszystkim musimy zmienić nasze myślenie z myślenia tradycyjnego kościoła na myślenie zgodne z kulturą Nowego Testamentu.

Kultura chrześcijańska zachęca do planowania osobistego czasu modlitwy tuż przed rozpoczęciem dnia lub na jego zakończenie. Wygląda to tak, jakbyśmy mieli planować wyjście do dentysty. Chrześcijańskie księgarnie wypełnione są ‘modlitwami na każdy dzień’ które mówią, że musisz mieć dla Boga specjalny czas i popierają to to odpowiednim Psalmem.

Oczywiście chrześcijański ‘marketing’ różni się tu w zależności od produktu. Coś w stylu: „Lecz ja, Panie, do ciebie wołam, A rankiem wita cię modlitwa moja”, z Psalmu 88:14 działa bardzo dobrze jeśli chcesz sprawić w kimś poczucie winy aby zaczął się modlić o poranku. Dla osób zbyt zajętych rano a które mają problemy z zaśnięciem hasłem jest Psalm 119 „O północy wstaję, aby ci dziękować za sprawiedliwe sądy twoje” .

A żeby poczuć się najbardziej winnym sugerują Psalm 55:17 „Wieczorem, rano i w południe narzekać będę i jęczeć, I wysłucha głosu mojego”

Continue reading

Stan_27.11.2018

Stan Tyra

Szczęście, którego wymaga się od życia nigdy się nie zdarza, ponieważ jest zbyt narcystyczne i za bardzo się do niego dąży. Ta „radość, której świat dać nie może” (J 14:27) zawsze przychodzi jako dar dla tych, którzy robią na nią miejsce i czekają. Ta pierwsza, w przeciwieństwie do samo-poddania się, ma więcej do czynienia z otrzymywaniem niż dawaniem, braniem, a nie otrzymywaniem, pewnością siebie. To dwie zupełnie różne sposoby działania. Wschodni mistycy mówią tak: „Nie łapie się motyla goniąc za nim, raczej siedzisz cicho, aż wyląduje na tobie. On wybiera ciebie”.

Gdy szukamy szczęścia, najczęściej budujmy sobie bałwana, który wymaga ciągłej obsługi i ochrony. Odkryłem, że te bałwany to reakcja ego na strach. Tworzę bałwana, który jest przeciwieństwem tego, czego się boję. Innymi słowy: jeśli boję się odrzucenia, stworzę bałwana akceptacji. Jeśli boję się niepowodzenia, stworzę bałwana powodzenia, itp.   Zazwyczaj ci, którzy starają się grać kartą mocy, próbują zamaskować wielką wewnętrzną słabość. Tak więc, wybierają na swoje bałwany zewnętrzną moc i kontrolę. Jest to oczywiste na wszystkich życiowych drogach od rzezimieszków do duchowieństwa.

Jak to wielokrotnie powiedziałem bałwan to takie coś, co musisz zapytać o zgodę, zanim odpowiesz „tak” duchowi. Pomaga nam zamykać samych siebie na sprzeczność i paradoks. Takie ego zawsze chce zgadzać się z jakąś stroną i bronić jej. Poważnym tego problemem jest to, że usiłuje również ukryć „drugą stronę” wszystkiego w tym również mnie samego.

Obie strony, światło i ciemność, są niezbędnymi nauczycielami i więcej uczymy się z upadku niż powodzenia. Co więcej, niepowodzenie tworzy w nas znacznie więcej miejsca na boską świadomość i w konsekwencji na mądrość. Tak więc, cierpienie i upadek są naszymi głównymi nauczycielami.

Na dziś dwa pytania:

– jakie bałwany stworzyłeś sobie, aby zamaskować to, czego się boisz?

– jakie powiązania mógłbyś dziś rozluźnić?

Wskazówka: twój największy dar jest zazwyczaj rzecznikiem twojego największego bałwana (Zastanów się chwilę.)

Pamiętasz Hebrajczyków? Wyszli z Egiptu z wielką ilością złota i srebra (darami). To właśnie te dary zostały wrzucone do ognia i z nich stworzono bałwana, któremu potem oddano cześć.

Co robić, gdy jesteś zmęczony, wypalony, wszystko jest rutyną_1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

W czasie, gdy piszę ten tekst, czas świątecznych przygotowań trwa w pełni. Poza normalną rutyną życia to czas dodatkowych potrzeb, w tym pieniędzy potrzebnych na prezenty i podróże, wydarzenia związane z pracą i rodziną, jedzenie do przygotowania i wiele innych rzeczy.

Wiele osób czuje się tak, jak dobrze opisuje slogan, który widziałem na koszulce: „Tą resztkę energii, która jeszcze mi została, zamierzam spożytkować na oddychanie, i może jeszcze na mruganie oczyma. Na nic więcej nie mam siły”. Albo taki tekst „Nie jestem rannym ptakiem ani nocnym markiem (sową). Jestem permanentnie wyczerpanym gołębiem.”

Jestem wyczerpany!

W II Liście do Koryntian 1: 8 Paweł powiedział, że on i jego towarzysze podróży mieli taki czas, w którym „byli ponad miarę i ponad siły … obciążeni” – tak jak oliwki wsadzone do tłoczni, uciskane tak, że aż wycieka z nich olej.
Myślę, że wszyscy możemy się czasem z tym utożsamić – nasze życie zostaje z nas wyciśnięte. Ale co możemy zrobić, aby ponownie napełnić się, naładować i odzyskać entuzjazm? Czy to tylko kwestia poczekania, aż ten czas po prostu przeminie i będziemy mogli ponownie naładować baterie?

Paweł powiedział Efezjanom zaskakujące porównanie: „I nie upijajcie się (nasycajcie się) winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni (całkowicie wypełnieni) Ducha” (5:18)

Nie używa tych samych słów, gdy przeciwstawia sobie te dwie rzeczy. Słowo „upijać się” oznacza nasycać się. Słowo „napełniony” w wyrażeniu „napełniony Duchem” oznacza bycie całkowicie pełnym i skończonym. Jak być całkowicie pełnym Duchem Świętym. Jak to zrobić? Paweł wyjaśnia to w następnym wersecie mówiąc:

rozmawiając z sobą przez psalmy i hymny, i pieśni duchowne, śpiewając i grając w sercu swoim Panu”.

Psalm w czasach Pawła był śpiewanym wierszem (tekstem), któremu towarzyszyły instrumenty strunowe. Hymn był śpiewany bez instrumentu (a cappella), a duchowa pieśń jest tym, co śpiewamy Panu z naszego serca.

W wyrażeniu ” grając w sercu swoim Panu „, słowo „grać” to „psallontes”, którego pierwszy człon tworzy słowo „psalm”. Dlatego Paweł dosłownie mówi: „uderzajcie w struny waszego serca śpiewając z niego dla Niego”. W taki właśnie sposób można być napełnionym Duchem. To napełnienie pomaga nam w czasie stresu świątecznej gorączki.

Pamiętaj też, że słowo „cześć” użyte w Ew. Jana 4: 23, gdzie Jezus mówi iż Ojciec szuka ludzi którzy oddawaliby Mu cześć w duchu (z serca) i w prawdzie (bez ukrytych powodów i niewłaściwych motywacji) to „proskuneo” dosłownie oznaczającą „całowanie kogoś”. Ojciec szuka „pocałunków”, pocałunków przymierza, wypływających z naszego ducha, które wypływają wyłącznie a naszej miłości do Niego, bez żadnych ukrytych innych motywacji.

Pieśni duchowe mogą być śpiewanymi proroctwami, inspirowanymi przez Boga. Często widzimy je na spotkaniach kościoła domowego. Może to też być po prostu Ty i Pan, gdy wylewasz przed Nim swą miłość i wdzięczność do Niego, gdy używasz własnych słów a nie słów jakiejś piosenki. To melodia zagrana Mu na strunach twojego serca.

Pytanie na dziś brzmi:

Continue reading

Stan_26.11.2018


Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie” (Mt 24:42).

Przez wiele lat ten wers należał do części mojego teologicznego arsenału dotyczącego porwania i końca czasów. Nauczanie na temat porwania jest tak niebezpieczne dlatego, że odkłada wszystko na później, na jakąś przyszłość, co uniemożliwia życie ze świadomością dnia dzisiejszego czy „teraz”, z nie licząc najważniejszego „wyznania wiary”.
Fundamentalizm redukuje chrześcijaństwo do bardzo małego ego i bardzo małego Boga. Po pierwsze: muszę przyznać, że jestem grzesznikiem, po czym muszę zostać zbawiony, przyłączyć się do kościoła i brać udział w nim, modlić się i czytać Biblię, dawać dziesięcinę, ewangelizować, zachowywać się odpowiednio i czekać na porwanie, kiedy to ja ucieknę ze śpiewem na ustach: „O, szczęśliwy dzień”, a reszta dostanie to, na co zasługuje, za nie to, że nie robili tego samego, co ja.

Jezus mówił o przyjściu „królestwa Bożego”, podczas gdy my pozostajemy na przyjściu słodkiego dzieciątka Jezus, które możemy adorować, zamiast naśladować Jezusa. Wywołało to wyssany z palca sentymentalizm (emocjonalizm), dzięki czemu możemy stać z dala i wielbić żłóbek, Krzyż i pusty grób, jako substytuty rzeczywistej relacji i przemiany, które następują przez szacunek dla podróży pełnej paradoksów i sprzeczności. Taki sentymentalizm niewiele od nas wymaga jeśli chodzi o poddanie. Staliśmy się religijnymi ekspertami w omijaniu tych fragmentów Pisma, które kwestionują nasze egoistyczne założenia, specjalistami widzami i religijnymi krytykami.

Patrzenie na to czuwanie i brak wiedzy o przyjściu dnia powrotu Pana z perspektywy porwania, utrzymuje w szukaniu drogi ucieczki, zamiast dążenia do przemieniającej podróży. Gdy czytamy ten wers w stanie drzemki to niczego on od nas nie wymaga poza samozadowoleniem wymieszanym z pewnego rodzaju osądzającą ewangelizacją.

Gdy domagamy się i oczekujemy jakiejś przyszłości, która zadowala nasze egoistyczne potrzeby samozadowolenia i zemsty, całkowicie mijamy się z celem i przesłaniem Chrystusa.

Jeśli żyjemy nie wiedząc, jest to wezwaniem do pobudki i życia w ramach ogromnego oczekiwania, które nazwalibyśmy nadzieją. Nie nadzieją na zakończenie, lecz przepełnionym nadzieją nowym początkiem każdego dnia, każdej chwili. Nadzieja jest cierpliwą i ufną chęcią do życia, które nie wymaga zamknięcia i rozwiązania, lecz nadal daje zadowolenie, ponieważ świadomość sięga poza siebie samego i własne drobne żądania. Teraz możemy swobodnie wierzyć, że może przyjść (pojawić się) jutro, jak to było wczoraj, gdy był obecny w mojej świadomości, okolicznościach, w czasie upadku i strachu. Zamiast czekać na zakończenie, oczekuję i cieszę się stale rozwijającym się nowym początkiem, gdzie stale mówię: „Łał! Byłeś tutaj cały czas, a je nawet nie wiedziałem o tym!”

„Przyjdź, Panie Jezu” nie jest już wtedy wołaniem rozpaczy i nieodwołalności, lecz pewności stałej obecności i nadziei. Jakie oczekiwania i wymagania życia mógłbyś sobie odpuścić dziś, aby uzyskać większą świadomość Jego przychodzenia … dziś? Odroczona nadzieja niszczy świadomość życia dziś. I, tak, dotyczy to również nadziei złożonej w urojeniowej teologii nieba, które ma być kiedyś tam.

Dziś jest dzień Pański.