Codzienne rozważania_16.05.2026

Twoja najmądrzejsza inwestycja

Greg Laurie
Nie gromadźcie sobie skarbów tu na ziemi, gdzie je mól zjada, rdza niszczy i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą, a złodzieje nie włamują się i nie kradną. Gdziekolwiek jest wasz skarb, tam będą i pragnienia waszego serca” (Mt 6:19–21).

„Niebo na ziemi” to utarty frazes w kulturze popularnej. Można go odnaleźć w niezliczonych piosenkach, książkach, programach telewizyjnych, filmach i treściach online. Oczywiście, lud Boży rozumie, że istnieje wyraźna granica między niebem, a ziemią. Niebo to prawdziwe miejsce, wieczne mieszkanie. Ziemia to tymczasowe mieszkanie. Nie ma porównania. Pomyśl o najlepszych rzeczach, jakich kiedykolwiek doświadczyłeś na tej ziemi: dniu ślubu, narodzinach dziecka lub wyjątkowej chwili z ukochaną osobą. Nawet najbardziej poruszające, najbardziej niezapomniane i zmieniające życie wydarzenia były jedynie przebłyskami chwały, przedsmakiem tego, co ma nadejść w niebie.

S. Lewis napisał w „Listach do Malcolma ”: „Wzgórza i doliny nieba będą się miały dla tych, których teraz doświadczacie, nie tak, jak kopia ma się do oryginału… lecz jak kwiat do korzenia, albo diament do węgla”.
Biblia mówi nam, że pewnego dnia wierzący staną przed tronem sędziowskim Chrystusa, znanym również jako tron ​​Bema. Tam otrzymają nagrodę za naszą wierność Bogu. Paweł napisał do kościołów w Galacji: „Nie ustawajmy więc w czynieniu dobra, bo gdy nadejdzie pora, zbierzemy plon błogosławieństwa, jeśli nie znużymy się” (Galatów 6:9).

Przypomniał o tym również w 1 Liście do Koryntian 3:8: „Ten, który sieje, i ten, który podlewa, pracują razem w tym samym celu. I obaj otrzymają zapłatę za swój trud” (NLT).

W tym tkwi nasza motywacja do życia na ziemi. Będzie nagroda. To powinno nas skłonić do czynienia wszystkiego, co w naszej mocy, dla chwały Bożej. Właśnie o tym mówił Jezus w Ewangelii Mateusza 6,19–21, kiedy powiedział: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól zjada i rdza niszczy, i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Gdzie jest twój skarb, tam będą i pragnienia twego serca” (NLT). Mówi o podróżowaniu bez zbędnych rzeczy, jeśli chodzi o dobra materialne.

Jak często powtarzałem, nie możemy tego zabrać ze sobą, ale możemy to przed sobą ponieść. Każda inwestycja naszego życia dla chwały Bożej – poświęcenie czasu, wykorzystanie naszych darów, zainwestowanie naszych zasobów – przyniesie wieczną nagrodę. Wierni Panu, gromadzimy dla siebie skarby w niebie.

Pytanie do refleksji: Jak wyglądałoby w twoim życiu gromadzenie skarbów w niebie zamiast na ziemi?

Radzenie sobie z implikacjami

1) Bóg i Słowo w Ewangelii Jana 1
2) Słowo Było u Boga

3) Słowo było Bogiem
4) W Nim Było Życie
5) Życie było światłem
6) Wszystkim, którzy Go przyjęli
7) Słowo ciałem się stało
8) Radzenie sobie z implikacjami

Kevin Bauder
15 maja 2026 r.

Jezus Chrystus (Słowo z Ewangelii Jana 1 ) jest jedną osobą w dwóch naturach. Jest wieczną Drugą Osobą Trójcy Świętej, osobą w pełni boską. W swoim wcieleniu przyjął pełną naturę ludzką. Jego boska natura zachowuje wszystkie atrybuty boskości. Jego ludzka natura ukazuje wszystkie atrybuty człowieczeństwa. Właściwości każdej z natur komunikują się z osobą, zgodnie z ich odpowiednimi naturami. Nie komunikują się jednak z drugą naturą. Innymi słowy, natury boskiej nie wolno humanizować, a natury ludzkiej nie wolno ubóstwiać (choć niektórzy luteranie kwestionują to twierdzenie).

Wyjaśnimy sobie tutaj pozorne sprzeczności w sposobie, w jaki Biblia mówi o Chrystusie. Czasami Pismo Święte przedstawia Go jako równego Bogu ( J 5,18 ; 8,58 ; Hbr 13,8 ). Czasami przedstawia Go jako podporządkowanego lub zależnego od Ojca ( J 5,30 ; 1 Kor 11,3 ; Hbr 10,7 ). W pierwszym przypadku Pismo Święte mówi zgodnie z boską naturą Chrystusa. W drugim przypadku mówi zgodnie z Jego ludzką naturą.

Czasami Pismo Święte czyni jedno i drugie naraz. Na przykład List do Rzymian 9:5 wskazuje na ludzką naturę Chrystusa, mówiąc, że pochodził z Izraela według ciała. Ten sam werset wskazuje na Jego boską naturę, mówiąc, że jest On „ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki”.

Czasami Biblia mówi o osobie Chrystusa według jednej natury, koncentrując się na cechach innej natury. W Dziejach Apostolskich 3:15 Piotr oskarża Żydów o zabicie Księcia Życia. Paweł używa podobnego języka, mówiąc, że władcy ukrzyżowali Pana Chwały. Śmierć lub ukrzyżowanie to czynności natury ludzkiej, ale Pan Chwały i Książę Życia to tytuły natury boskiej.

Zwracając się do starszych z Efezu, Paweł mówi, że Bóg odkupił Kościół własną krwią ( Dz 20,28 ). Krew jest cechą natury ludzkiej – Bóg jako Bóg nie ma krwi. Jednak tytuł boski odnosi się do Chrystusa, ponieważ jest On prawdziwym Bogiem.

Continue reading

To, jak badzo cenimy Pana, wpływa na to, w jaki sposób On daje się nam poznać

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Wiele lat temu pełniłem funkcję Dyrektora Wykonawczego dużej szkoły biblijnej i bardzo lubiłem spotykać się ze studentami. Zajęcia trwały od 8:00 do 12:00, po czym w biurze zwykle czekało kilku studentów, którzy chcieli ze mną porozmawiać. Bardzo często nie byłem w stanie zjeść obiadu przed 14:00, a czasem jeszcze później, ponieważ jedno spotkanie potrafiło trwać dwie godziny lub dłużej – studenci otwierali przede mną swoje serca, szukając rady, mądrości, modlitwy albo słowa od Pana.

Pewnego dnia moja sekretarka uznała, że poświęcam studentom zbyt wiele czasu, i powiedziała: „Wiesz, John, ci studenci przychodzą tutaj i zajmują godzinę albo dwie twojego czasu, a ten czas mógłby być wykorzystany na ważniejsze sprawy. Pamiętaj, że zazwyczaj zarabiają najniższą krajową, więc wydaje im się, że godzina twojego czasu jest równa godzinie ich czasu. Tymczasem jedna godzina twojej pracy wpływa na setki, a nawet tysiące ludzi. Może powinniśmy wprowadzić jakieś ograniczenia czasowe?”
Jej uwaga była trafna: ludzka natura sprawia, że wartość godziny czyjegoś czasu oceniamy według tego, jak cenimy własną godzinę.

Nie sugeruję przez to, abyśmy ograniczali czas spędzany na modlitwie bo jedna godzina czasu Pana ma nieskończenie większą wartość niż jedna godzina naszego czasu… Zastanawiam się raczej nad tym, jak mierzymy naszą miłość do Pana. Czy kochamy Go i cenimy za to, co może dla nas uczynić? Czy kochamy Go, ponieważ chcemy, by uczynił nas bogatymi? Czy cenimy Go ze względu na najbardziej palącą potrzebę naszego życia w danym momencie? Czy też kochamy Go po prostu czysto, z naszego ducha, bez ukrytych motywów?

Widziałem chrześcijan prowadzących bardzo grzeszne życie, którzy potem dziwili się, że Pan nie działa w ich sprawie. Widziałem ludzi, którzy głęboko oddawali się uwielbieniu, a potem włączali film pełen przekleństw i nadużywania imienia Pańskiego, po czym zastanawiali się, dlaczego nie słyszą Jego głosu. Widziałem chrześcijan używających imienia Bożego nadaremno – mówiących „O mój Boże” – a potem dziwiących się, że nie są wrażliwi na Jego prowadzenie i wskazówki. Jeśli nie odczuwamy w naszym duchu tego zasmucenia, gdy grzeszymy, to jak możemy oczekiwać, że będziemy odczuwać Jego obecność i kierownictwo?

Potrzebna jest prawdziwa ocena naszego serca. Jezus powiedział w Mk 4:24:
Baczcie na to, czego słuchacie; jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą, i jeszcze wam przydadzą”.

Continue reading

Codzienne rozważania_15.05.2026

Niezniszczalny tak długo, jak to konieczne

Greg Laurie
Lecz w nadchodzącym dniu żadna broń skierowana przeciwko tobie nie okaże się skuteczna. Uciszysz każdy głos, który cię oskarża. Tymi dobrodziejstwami cieszą się słudzy Pana; ich sprawiedliwość przyjdzie ode mnie. Ja, Pan, przemówiłem” (Iz 54:17).

W Ewangelii Marka Jezus wypowiada fascynujące stwierdzenie, które niektórzy źle rozumieją. Mówiąc o wierzących, mówi: „Będą mogli bezpiecznie dotykać węży, a jeśliby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą mogli, a ci zostaną uzdrowieni” (Mk 16,18). Niektórzy chrześcijanie potraktowali słowa Pana dosłownie i włączyli dotykanie węży do swoich nabożeństw. Ale to nie jest zaufanie Panu; to jest wystawianie Pana na próbę, czego wierzący nie powinni robić (zob. Pwt 6,16; Mt 4,7).

Oto, co oznaczają słowa Jezusa z Ewangelii Marka 16: Jeśli jesteś chrześcijaninem, jesteś niezniszczalny, dopóki Bóg nie skończy z tobą. Jest wyznaczony dzień twojej śmierci. I nie masz wpływu na to, kiedy ten dzień nadejdzie. Do tego dnia możesz jednak podchodzić do życia z odwagą i pewnością siebie. (Nie oznacza to jednak, że powinieneś być lekkomyślny – zobacz ponownie słowa Jezusa w Ewangelii Mateusza 4,7).

Z pewnością do tego zachęca cię Słowo Boże. Księga Powtórzonego Prawa 31:6 mówi: „Bądź więc mocny i odważny! Nie bój się i nie lękaj się przed nimi, bo Pan, Bóg twój, sam pójdzie przed tobą. Nie opuści cię ani nie porzuci” (NLT).

Psalmista napisał: „Bóg jest dla nas ucieczką i siłą, zawsze gotowy do pomocy w czasach utrapienia” (Psalm 46:1 NLT).

A apostoł Paweł napisał: „Lecz wierny jest Pan, który was utwierdzi i ustrzeże od złego” (2Tes 3:3 NLT).

Continue reading

Część historii Europy, której nigdy Cię nie nauczono


Raymond Ibrahim
29 kwietnia 2026 r.

© Raymond Ibrahim, Miecz i scimitar , 2018

Ekspansja islamu na Zachów


Europa Zachodnia płaci obecnie cenę historycznej amnezji
W wyniku dekad masowej migracji muzułmanów – ze szczególnie dotkliwymi skutkami w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji – Europa Zachodnia doświadczyła gwałtownego wzrostu przestępczości w obszarach o dużej gęstości migrantów, skandali gangów pedofilskich, w tym systematycznego wykorzystywania seksualnego tysięcy rdzennych dziewcząt, pojawienia się równoległych społeczeństw rządzonych normami szariatu, systemów opieki społecznej na skraju załamania oraz rosnących enklaw kulturowych, które funkcjonują jako de facto strefy zamknięte dla policji i osób niebędących muzułmanami. Integracja w dużej mierze się nie powiodła, ponieważ znaczna część tych społeczności migrantów odrzuca zachodnie wartości na rzecz islamskiej supremacji i separatyzmu.

Zupełnie inaczej jest w przypadku krajów takich jak Węgry i Polska, które odmówiły osadnictwa muzułmańskiego na dużą skalę i utrzymywały ścisłe kontrole graniczne oraz politykę deportacji. W dużej mierze uniknęły one tych kryzysów, zachowując przy tym znacznie wyższy poziom spójności społecznej, bezpieczeństwa publicznego i ciągłości kulturowej.

Na tym polega różnica między tymi, którzy pamiętają historię, a tymi, którzy ją zapominają: ci drudzy skazani są na jej powtarzanie.

Inaczej mówiąc, Europa Zachodnia cierpi z powodu tego samego islamskiego ekspansjonizmu i supremacji, z którymi Europa zmagała się przez ponad tysiąc lat – właśnie dlatego, że zapomniała o tej długiej walce; a kraje takie jak Węgry i Polska nie – właśnie dlatego, że o niej pamiętają.

Jeśli masz wątpliwości, zastanów się przez chwilę nad pewnymi faktami…

Zaledwie dekadę po narodzinach islamu, w VII wieku, z Arabii wybuchł dżihad. Pomijając tysiące mil starożytnych ziem i cywilizacji, które zostały trwale podbite, dziś potocznie nazywane „światem islamskim” – w tym Maroko, Algierię, Tunezję, Libię, Egipt, Syrię, Irak, Iran, Azję Środkową oraz części Indii i Chin – znaczna część Europy również została spustoszona mieczem islamu.

Wśród innych narodów i terytoriów, które w tym czy innym czasie zostały zaatakowane i/lub podbite w imię islamu – w tym w wyniku długotrwałej dominacji w częściach Półwyspu Iberyjskiego, południowych Włoch i Bałkanów, a także wielokrotnych najazdów lub tymczasowych okupacji w innych miejscach – znajdują się (wymienione tutaj mniej więcej według znaczenia historycznego):

Hiszpania, Włochy, Francja, Anglia, Rosja, Grecja, Portugalia, Irlandia, Węgry, Polska, Ukraina, Austria, Rumunia, Bułgaria, Serbia, Szwajcaria, Armenia, Gruzja, Islandia, Litwa, Białoruś, Albania, Chorwacja, Malta, Cypr, Bośnia i Hercegowina, Słowacja, Macedonia Północna, Czarnogóra, Mołdawia, Wyspy Owcze.

W 846 r. muzułmańscy Arabowie złupili Rzym i zbezcześcili Watykan; około 600 lat później, w 1453 r., inna wielka bazylika chrześcijaństwa, Bazylika Mądrości Bożej (lub Hagia Sophia), została trwale zdobyta przez muzułmańskich Turków.

Nawet na najdalszym północnym zachodzie Europy, na Islandii, chrześcijanie modlili się, aby Bóg ocalił ich przed „terrorem Turków”. W 1627 roku muzułmańscy korsarze napadli na chrześcijańską wyspę, porywając czterystu jeńców i sprzedając ich na targach niewolników w Algierze.

Ameryka również nie uciekła. Kilka lat po uzyskaniu przez Stany Zjednoczone całkowitej niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1783 roku, muzułmańscy korsarze splądrowali amerykańskie statki handlowe na Morzu Śródziemnym i wzięli ich marynarzy do niewoli. Thomas Jefferson spotkał się z muzułmańskim ambasadorem, aby wynegocjować uwolnienie Amerykanów. Później podsumował to spotkanie w dość wymownym liście do Kongresu z 28 marca 1786 roku:

Pozwoliliśmy sobie zbadać podstawy ich [Barbarzyńców] roszczeń do prowadzenia wojny z narodami, które nie wyrządziły im żadnej krzywdy, i stwierdziliśmy, że uważamy całą ludzkość za naszych przyjaciół, którzy nie wyrządzili nam żadnej krzywdy ani nie sprowokowali nas. Ambasador odpowiedział nam, że opiera się to na prawach ich Proroka, że ​​w ich Koranie jest napisane, iż wszystkie narody, które nie uznawały ich władzy, są grzesznikami, że mają prawo i obowiązek prowadzić z nimi wojnę, gdziekolwiek się znajdują, i brać w niewolę wszystkich, których uda im się pojmać, oraz że każdy muzułmanin, który zginie w bitwie, z pewnością trafi do Raju.

Krótko mówiąc, przez ponad 1200 lat – naznaczonych odpowiedzią krzyżowców, którą współczesny Zachód obsesyjnie demonizuje – islam stanowił egzystencjalne zagrożenie dla chrześcijańskiej Europy – a co za tym idzie, dla całej cywilizacji zachodniej.

I w tym tkwi sedno sprawy: dziś, niezależnie od tego, czy naucza się o tym w szkole średniej czy na studiach podyplomowych, czy też przedstawia to Hollywood czy media informacyjne, dominująca narracja historyczna głosi, że muzułmanie są historycznymi „ofiarami” „nietolerancyjnych” zachodnich chrześcijan.

Dlatego też Zachód, pełen dobrych intencji, czuje się „zobowiązany” do „naprawienia” rzekomych zbrodni popełnionych przez jego przodków przeciwko islamowi, witając miliony muzułmanów i starając się ich udobruchać w niespotykany dotąd sposób.

Z pewnością europejscy przodkowie Zachodu, którzy kiedyś stawiali opór islamowi lub zostali przez niego podbici, przewracają się w grobach.

Ale to wszystko historia, mówisz? Po co ją odgrzewać? Czemu nie zostawić jej i iść dalej, zacząć nowy rozdział wzajemnej tolerancji i szacunku, nawet jeśli historia wymaga trochę „podrasowania”?

Byłoby to w miarę prawdopodobne stanowisko – gdyby nie fakt, że na całym Zachodzie, gdziekolwiek są zapraszani, muzułmanie wciąż przejawiają ten sam imperialny impuls i nietolerancyjną supremację, co ich przodkowie-podbójcy. Jedyna różnica polega na tym, że świat muzułmański nie jest obecnie w stanie pokonać Zachodu w wojnie konwencjonalnej.

Jednak może to nawet nie być konieczne. Jak widać, dzięki nieznajomości historii przez Zachód, muzułmanie zalewają Europę pod pretekstem „imigracji”, terroryzując tubylców, odmawiając asymilacji i tworząc enklawy, które we współczesnym języku nazywane są „enklawami” lub „gettami”, ale w terminologii islamskiej są to ribat – posterunki graniczne, gdzie w taki czy inny sposób toczy się dżihad przeciwko niewiernym.

Wszystko to prowadzi do kolejnego, być może nawet ważniejszego pytania: Jeśli prawdziwa historia Zachodu i islamu zostaje wywrócona do góry nogami, jakie inne historyczne „ortodoksyjności” propagowane jako prawda są również fałszywe?

Czy wieki ciemne rzeczywiście były pogrążone w mroku z powodu duszących sił chrześcijaństwa? A może te wieki ciemne – które „przypadkowo” miały miejsce w tych samych stuleciach, w których dżihad nieustannie nękał Europę – były produktem innej duszącej religii? Czy hiszpańska inkwizycja była odbiciem chrześcijańskiego barbarzyństwa, czy też chrześcijańskiej desperacji wobec setek tysięcy muzułmanów, którzy, deklarując nawrócenie na chrześcijaństwo, praktykowali takijję i gorączkowo współpracowali z innymi muzułmanami, by zmusić naród chrześcijański do powrotu na łono islamu?

Nie spodziewajmy się, że uzyskamy prawdziwe odpowiedzi na te i inne pytania od twórców, strażników i propagatorów wymyślonej epistemologii Zachodu, która istnieje tylko po to, by służyć pewnym narracjom i celom.

W przyszłości (jakiejkolwiek ona będzie) historie pisane o naszych czasach prawdopodobnie będą podkreślać, że nasza era, ironicznie nazywana „epoką informacji”, nie była epoką, w której ludzie byli tak dobrze poinformowani, ale raczej epoką, w której dezinformacja była tak szeroko rozpowszechniona i niekwestionowana, że ​​całe pokolenia ludzi żyły w bańkach alternatywnych rzeczywistości — dopóki w końcu nie zostały one przebite.

Codzienne rozważania_14.05.2026

Kwestia perspektywy

Greg Laurie
Głosili ewangelię w tym mieście i pozyskali wielu uczniów. Następnie wrócili do Listry, Ikonium i Antiochii, umacniając uczniów i zachęcając ich do trwania w wierze. „Musimy przejść przez wiele trudności, aby wejść do Królestwa Bożego” – mówili (Dz.Ap 14:21–22).

Wierzę, że kiedy dotrzemy do nieba, spojrzymy wstecz na nasz czas na ziemi z innej perspektywy. Wierzę, że uświadomimy sobie, że rzeczy, które uważaliśmy za dobre, wcale nie były tak dobre, jak nam się wydawało. Wierzę również, że uświadomimy sobie, że niektóre rzeczy, które uważaliśmy za złe, były w rzeczywistości korzystne.

Na przykład, nasza kultura uwarunkowała nas do postrzegania dobrobytu i sukcesu jako dobrych rzeczy.
I dla niektórych ludzi mogą nimi być, jeśli są wykorzystywane dla chwały Bożej. Ale szczerze mówiąc, dla innych dobrobyt finansowy może być wielkim rozproszeniem uwagi, czymś, co sprawia, że ​​tracą z oczu Boga. Dobra materialne mogą nas obciążać, mówiąc duchowo, gdy Bóg chce, abyśmy podróżowali lekko.

Poza tym, myślimy o chorobie, stracie czy porażce jako o rzeczach zawsze złych. I mogą być złe. Bardzo złe. Ale mogą też być dobre, ponieważ sprawiają, że przywiązujemy się do Boga i polegamy na Nim, czego nigdy byśmy nie zrobili, gdyby wszystko było łatwiejsze. Zatem z perspektywy Nieba, tak zwana zła rzecz może być dobra.
Kiedy jego przyjaciel Łazarz zachorował, Jezus zwlekał z wizytą w Betanii. Ewangelia Jana 11:5–7 mówi: „A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy więc usłyszał, że Łazarz choruje, pozostał tam jeszcze dwa dni, a potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy z powrotem do Judei»” (NW).

Continue reading

Codzienne rozważania_13.05.2026

To,co z tego życia

Greg Laurie
Epafras, mój współwięzień w Chrystusie Jezusie, przesyła wam pozdrowienia. Podobnie Marek, Arystarch, Demas i Łukasz, moi współpracownicy” (Flm 1:23–24).

Mówi się, że każdy będzie sławny przez piętnaście minut. Jednak dla nielicznych osób te piętnaście minut sławy rozciągało się na wieki i tysiąclecia. Tak jest w przypadku osób wymienionych w jednym z listów apostoła Pawła. Wyobraź sobie, jaki to byłby zaszczyt! Na przykład w liście do Filemona apostoł napisał: „Pozdrawia cię Epafras, mój współwięzień w Chrystusie Jezusie. Pozdrawiają cię także Marek, Arystarch, Demas i Łukasz, moi współpracownicy” (Flm 1,23–24).

Wyobrażam sobie, że kuszące musiało być poruszenie tych nazwisk w luźnej rozmowie: „Cześć, miło mi cię poznać. Nazywam się Arystarch. Być może słyszałeś o mnie z któregoś z listów Pawła”.

Jedną z osób wymienionych przez Pawła był Demas, którego imię pojawiło się nie tylko w jednym, ale w dwóch listach. W Liście do Filemona Demas jest identyfikowany jako współpracownik Pawła. Zła wiadomość jest taka, że ​​druga wzmianka o nim dotyczyła jego apostazji. Coś stało się z Demasem w czasie między listem Pawła do Filemona a jego drugim listem do Tymoteusza, ponieważ czytamy: „Demas mnie opuścił, bo umiłował sprawy tego życia i udał się do Tesaloniki” (2 Tymoteusza 4:10 NLT). Innymi słowy: „Hej, pamiętasz Demasa? Tak, cóż, nie ma go już ze mną”. Powód? Demas umiłował „sprawy tego życia”.

Continue reading