
John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Byłeś kiedykolwiek na pustyni? Nie ma tam nic poza skałami, piaskiem i niewieloma roślinami. Wszystko wokół ma kolor piasku i ciągnie się po horyzont. Krajobraz jest prosty, niemal monotonny, jak miska owsianki. Nic nie odciąga wzroku, a ciszę przerywa jedynie od czasu do czasu śpiew ptaka. Piękno pustyni tkwi w jej surowości. Doświadczenie pustyni w życiu jest miejscem ciszy, gdzie można się zatrzymać, rozejrzeć, zastanowić i pobyć samemu z własnymi myślami.
Cisza od dawna stanowi jeden z fundamentów judaizmu. Kapłani w świątyni pełnili swoje obowiązki w milczeniu. Składanie ofiar ze zwierząt czy z płodów ziemi odbywało się w ciszy. Dla porównania, w innych religiach kapłanom często towarzyszą śpiewy, dźwięki gongów, recytacje modlitw i pieśni. Rabin Abahu powiedział, że gdy Bóg przekazywał Mojżeszowi Przykazania, cały lud zamilkł, a wraz z nim zamilkł cały świat. „Post od słów” od dawna jest obecny zarówno w judaizmie, jak i w chrześcijaństwie – niektóre zakony znane są z praktykowania ślubów milczenia.
Kiedy prorok Eliasz przebywał w jaskini po swoim starciu z prorokami Baala, spotkał Boga nie w wichrze, nie w ogniu ani w trzęsieniu ziemi, lecz w „cichym, łagodnym powiewie”. Po hebrajsku: kol demamah dakah – dosłownie „dźwięk subtelnej ciszy”. Można Go usłyszeć tylko wtedy, gdy samemu się nie mówi, gdy nawet nie uwielbisz ani się nie modlisz.
Wielu ludzi odkryło, że zostali stworzeni, aby słyszeć Jego głos w określonym miejscu i w szczególnym stanie umysłu. Dla jednych jest to praca w ogrodzie, dla innych przebywanie na łonie natury, dla jeszcze innych czas pod prysznicem czy w gorącej kąpieli. Może się wydawać, że Pan szczególnie upodobał sobie dane miejsce. W rzeczywistości jednak jest to moment, w którym bieg życia przełączamy na luz, gdy wszystkie inne bodźce zostają wyciszone. Wtedy najpierw uświadamiamy sobie Jego obecność, a dopiero potem Jego słowa.
Dwa aspekty słyszenia
Kiedy pracuję w swoim domowym biurze, często słyszę Barb, która woła mnie z innej części domu. Słyszę jej głos i wiem, że coś mówi, ale nie rozumiem słów. Muszę podejść bliżej, aby je rozróżnić. W języku hebrajskim mówiący to medaber, a to, co zostaje wypowiedziane – medubar.
Jak często zdarza się, że w duchu odczuwamy jakieś prowadzenie, lecz nasz umysł zaczyna się z tym spierać i robimy po swojemu, by dopiero później zrozumieć, że to był głos Pana? Usłyszeliśmy głos i może nawet pojęliśmy ogólny sens wskazówki, jednak postanowiliśmy działać zgodnie z tym, co podpowiadał nam rozum. Potrzeba tu dwóch rzeczy: najpierw rozpoznanie, że to On mówi, a potem zrozumienie tego, co przekazuje. Pan potrafi w jednej chwili przekazać nam cały pakiet – objawienie tak wielkie, że trudno je ubrać w słowa, bo łączy ono wiele „kropek” naszego życia.
A wszystko zaczyna się od ciszy. To właśnie w niej przyjmujemy, że jesteśmy kochani, akceptowani i wysłuchani. Nie jesteśmy sami. To subtelna świadomość – rodzi się w naszym duchu jako ów cichy, łagodny głos, który czasem nie jest niczym więcej niż tylko głębokim, wewnętrznym pokojem. I to wystarcza, jeśli pozwolimy, by wystarczało… W samym odczuwaniu Jego obecności kryje się takie bogactwo i głębia, że gdy raz to dostrzeżemy, przypomina to przekroczenie bramy wielkiej posiadłości. Nie sposób zbadać wszystkiego naraz – chce się po prostu trwać i chłonąć tę rzeczywistość. Taka właśnie jest Jego obecność, której doświadczamy w duchu pośród ciszy.
Zastanów się…
Bóg powołał wszechświat do istnienia słowem. Dlatego modlitwa jest ważna. Jednak pomiędzy Jego słowami a naszymi istnieją chwile ciszy. Kropka na końcu zdania oznacza zatrzymanie – koniec mówienia. Wykrzyknik podkreśla emocję lub wagę wypowiedzi. A jednak po kropce i po wykrzykniku zawsze następuje przestrzeń ciszy. Słowa są ważne w modlitwie, lecz cisza jest równie istotna. Bez ciszy między słowami nie rozumielibyśmy ich znaczenia.
Ciemność między gwiazdami nocnego nieba nadaje im wyrazistość i głębię. Przerwa w wydarzeniu sportowym jest ciszą pomiędzy akcjami – czasem na refleksję, planowanie i określenie kolejnych ruchów. W podniosłych chwilach, takich jak śluby czy pogrzeby, mówimy wolniej, dajemy pauzy, pozostawiając miejsce na ciszę i zadumę. Nie możemy mieć słów bez ciszy między nimi. To właśnie brak słów pozwala nam rozpoznać ciszę. „Zatrzymajcie się i we Mnie uznajcie Boga!” (Ps 46, 11)
Słowo „selah” pojawia się 71 razy w 39 psalmach i od dawna jest przedmiotem dyskusji co do swojego znaczenia. Wskazuje ono na pauzę – podobnie jak fermata w zapisie nutowym. Fermata, nazywana czasem „ptasim okiem”, czy „okiem cyklopa”, to znak oznaczający zatrzymanie dźwięku na czas pozostawiony uznaniu wykonawcy.
Rdzeń słowa „selah” ma podobne znaczenie: „zatrzymać się”, „zawiesić”, „trwać”. Bez tej pauzy na końcu wersetu można by przejść do następnego bez zatrzymania się potrzebnego na przemyślenie usłyszanej treści. Jak często odczuwamy Boże prowadzenie lub otrzymujemy wewnętrzne światło, a mimo to natychmiast wracamy do codziennych zajęć, nie zatrzymując się „na selah” – nie zatrzymujemy się na tym, co właśnie otrzymaliśmy, na otrzymanym objawieniu? Przyjmij to rhema, a następnie wracaj do niego i rozważaj głębiej, czerpiąc z niego pełnię duchowego pokarmu.
Modlitwa jest środkiem, który niesie nasze prośby, natomiast cisza przenosi nas w Jego obecność
Kultura uczy nas, że cisza jest pustką, którą trzeba wypełnić. W mediach cisza jest czymś niedopuszczalnym. Natychmiast trzeba ją zapełnić słowami lub obrazami. Cisza bywa utożsamiana z samotnością. Dlatego nasze modlitwy łatwo zlewają się z całym szumem świata i trudno nam wtedy, pośród wielu innych głosów, rozpoznać głos naszego Pasterza. Musimy nauczyć się wyciszać te wszystkie dźwięki, aż w końcu pozostanie jedynie Jego głos, który rozbrzmiewa w ciszy.
W Chrystusie cisza ma jednak swoją treść. Wymaga ona dwóch rzeczy: uciszenia języka i uciszenia duszy. Milczenie języka otwiera drogę do wyciszenia duszy. Otwiera też przestrzeń dla miłości, empatii, refleksji i wewnętrznej korekty. Tak jak słów nie można zrozumieć bez ciszy między nimi, tak samo nie można w pełni pojąć swojej drogi z Bogiem bez okresów milczenia. A jednak zbyt często zapominamy o ciszy. Mówimy Bogu, czego chcemy, ogłaszamy, walczymy, proklamujemy – my, my, my. Jak mamy usłyszeć naszego Ojca i Pana, skoro to my bez przerwy mówimy? Naucz się też być cicho.
Pewien rabin powiedział: „Krzyk, który zostaje powstrzymany, jest najpotężniejszy ze wszystkich”. Inny zauważył: „Post od słów ma większą moc przemiany niż post od pokarmu”. Będąc na pustyni warto praktykować chwile ciszy. W życiu modlitewnym trzeba świadomie przeznaczać na nią tyle samo czasu co na słowa. Od dziesięcioleci to styl mojego życia i jestem przekonany, że to jeden z powodów, dla których objawienie wciąż napływa. Gdy odczuwam potrzebę głębszego objawienia, proszę Ojca o to, o co Paweł modlił się za Efezjan: „[aby] Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania…” (por. Ef 1, 17–18)
Na pustyni Jego obłok jest tuż obok. Jego cuda są blisko. Dostrzegaj je i myśl o nich. Być może, jak kapłani, wyznacz sobie czas na wypełnianie swoich obowiązków w ciszy, aby zbadać własne serce. Pustynia nie jest dana po to, by wystawić cię na pokusę ku złemu, lecz by ujawnić to, co Bóg już widzi w tobie – abyś i ty mógł to dostrzec. WTEDY wyjdziesz z pustyni umocniony, silniejszy niż wcześniej. Pustynia jest tylko chwilą w twoim wiecznym życiu – nie czyń z niej całego życia.
Wiele błogosławieństw.
John Fenn