Category Archives: Pozostałe

Kobiety nie wychodzą w góry

Jamie Stark Rasor
14 kwietnia o 16:50
Czy zwróciliście kiedyś uwagę na to, że w Piśmie mężczyźni zawsze wychodzą w góry, aby spotkać się z Panem?
Jednak Pismo jakoś nie wspomina o tym, żeby kobiety wychodziły w góry i wszyscy wiemy czemu – prawda?
Ponieważ kobiety były zbyt zajęte utrzymywaniem życia:
nie mogły zostawić dzieci,posiłków,domów,ogrodów
i tysiąca odpowiedzialności, aby wspinać się w góry!

Rozmawiałam o tym kiedyś z przyjaciółką, mówiąc jej, że jako współczesna kobieta nigdy nie jestem na tyle „wolna” od swych zajęć, nigdy na tyle wyciszona czy święta, aby móc w jakikolwiek sposób komunikować się z Bogiem tak, jakbym chciała.
Jej odpowiedź powaliła mnie: „Właśnie dlatego Bóg przychodzi do kobiet. Mężczyźni, aby spotkać się z Bogiem, muszą się wspinać w góry, lecz Bóg przychodzi do kobiet tam, gdzie są”.
Zastanawiałam się nad jej słowami tygodniami i przeszukiwałam Pismo, aby zobaczyć czy to, co powiedziała, jest prawdą. Bóg rzeczywiście przychodzi do kobiet tam, gdzie one są, kiedy robią to co zawsze, przy codziennej pracy.

Bóg spotyka się z nimi przy studni, gdy nabierają wody dla swoich rodzin,
w ich domach,
w ich kuchniach,
ich ogrodach.

Przychodzi do kobiet,
gdy siedzą przy łóżkach chorych,
gdy rodzą,
gdy troszczą się o starszych,
i wykonują niezbędne bolesne pogrzebowe rytuały.
Nawet przy grobie Maria była pierwszym świadkiem zmartwychwstania Chrystusa.
Była tam, ponieważ wykonywała kobiece obowiązki właściwego przygotowania ciała Chrystusa na pogrzeb.

W tych wszystkich nieciekawych zwyczajnych obowiązkach te kobiety z Pisma znalazły się twarzą w twarz z bóstwem.
Jeśli więc, podobnie jak ja, zaczniesz kiedykolwiek użalać się na tym, że nie masz dość czasu na spędzenie go w górach z Bogiem, jakbyś chciała, pamiętaj, Bóg przychodzi do kobiet. On wie, gdzie jesteśmy i zna ciężary, które nosimy. Widzi nas i jeśli otworzymy oczy i serca, zobaczymy Go, nawet wśród najbardziej zwyczajnych miejsc i najbardziej pospolitych rzeczy.

On żyje..

W jaki sposób Pan zachęca nas do podążania za Nim – część 1

The Church Without Walls

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Północno-wschodnia część Oklahomy, gdzie mieszkam, to kraina bydła oraz prawdziwych kowbojów na koniach, którzy noszą ostrogi i kowbojskie kapelusze. Region ten nazywany jest „Zieloną Krainą’’, ponieważ jest dobrze nawodniony, obfituje we wzgórza z potokami i zielonymi pastwiskami. Gdy bydło zostaje zwiezione w jedne miejsce celem podzielenia, przechodzi przez przejście z bramką, która kieruje jedne zwierzęta na prawo a inne na lewo. Używa się tego do oddzielenia młodych samców (byków lub wołów) od młodych samic, które nigdy nie miały potomstwa (jałówek). Aby zachęcić zwierzę do przemieszczania się, szturcha się je w tył za pomocą kostura – czegoś, co Pismo Święte nazywa ościeniem.

Oścień Pana

Gdy Pan ukazał się Pawłowi w jego drodze do Damaszku, powiedział: „Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? Trudno ci przeciw ościeniowi (kosturowi) wierzgać” (Dz 26:14).

Użyte tu słowo „oścień” to greckie słowo „kentron” oznaczające szpikulec lub żądło. Używa się go do określenia żądła pszczół czy też skorpiona. Pan powiedział Saulowi, żeby przestał kopać Pana, który szturcha go, aby ruszył do przodu. Wydaje się, że Saul zastanawiał się nad twierdzeniami chrześcijan, ale opierał się temu, co Pan mu pokazał. Stąd właśnie komentarz „Trudno ci przeciw ościeniowi wierzgać”. Saulu, przestań wierzgać! Przestań się opierać!
Tak, Jezus jest naszym Pasterzem, ale, jeśli jest taka potrzeba, może cię czasem szturchnąć w tylną część ciała, jeśli tego potrzebujesz 😊
Na wielu naszych lodówkach mamy magnesy z Psalmem 21:1 „Pan jest moim Pasterzem …”, ale naprawdę byłbym zaskoczony widząc na lodówce werset Dz 26: 14: „Trudno ci przeciw ościeniowi wierzgać”.
Musimy więc zadać sobie pytanie, czym też Pan tak szturchał Pawła, dlaczego to robił i czy dzisiaj może tak samo robić z nami?

Continue reading

Zimowy dar

Z powodu przedłużonej awarią komputera przerwy nie miałem możliwości napisać nic na temat daru, który zebrałem dla kościoła w Nepalu. Wysłałem 1700 zł, tj.: 47361.35 NPR (Nepalskich Rupii).
Otrzymałem od pastora Prema Tamang następujące podziękowania i zdjęcia z akcji pomocy udzielonej między innymi za te pieniądze:

27.12.2019
Pozdrowienia z Nepalu od biednych i potrzebujących.
Chciałbym podziękować Wam za wsparcie. Obecnie mamy w Nepalu zimę i temperatura spada w nocy do -4C. Wielu starszych ludzi i dzieci każdego dnia umiera z zimna. Dzięki Waszej pomocy mogliśmy pobłogosławić ciepłą odzieżą 50 starszych ludzi i 50 dzieci, 20 kocami dla potrzebujących oraz 20 workami ryżu. Poniżej zdjęcia. Mam nadzieję na pozyskanie funduszy, aby błogosławić więcej.
W Nim
Prem Tamang

Continue reading

Stan 07.11.2019

Facebook

Stan Tyra

Piątym i ostatnim błędnym przekonaniem na temat Boga, które omawiamy przez ostatni tydzień, jest to, że nie spełniając Bożych wymagań spotkasz z nieustającymi, nigdy nie kończącymi się torturami w ogniu piekielnym. Wiele religii i miliardy ludzi wierzą w to.

To po prostu ciosy religii; religijna iluzja, mówiąca, że jeśli dwa razy zrobisz coś źle to zostajesz odrzucony.

Pierwszy cios zadany i wykonany został przez Adama i Ewę. To coś w rodzaju ostrzegawczego kwitka, lecz wraz z drugim i ostatecznym uderzeniem okazałeś się winnym i zmierzasz do Holokaustu wszelkich Holokaustów – piekła.

Mówi się, że każdego dnia, minuta po minucie będziesz tu niszczony, lecz nigdy do końca, to jest: kara nigdy nie zakończy się. Będziesz karany na wieki za te kilka krótkich lat nieposłuszeństwa, ponieważ twoje ziemskie życie było tylko punkcikiem w porównaniu do wieczności. Tak więc, twoja kara nie będzie odpowiednia do tego przestępstwa, lecz w taki sposób miłujący, miłosierny Bóg działa. Czyż nie cieszymy się z tego, że On jest miłujący i miłosierny? Tylko wyobraź sobie jak wyglądała by kara, gdyby taki nie był!! 😳

Tak więc, masz do czynienia z Bogiem, który potrzebuje różnych rzeczy, a nie mogąc otrzymać tego od ciebie po prostu rezygnuje z ciebie i, pali cię przez wieki? Jak do „cholery” wymyśliliśmy te bzdety? Jak to jest, że uważamy Holokaust za przekręt niewyobrażalnych rozmiarów po czym nazywamy piekło częścią narracji Ewangelii Jezusa Chrystusa i miłującego Boga. Powiedziałbym, że niemożliwe jest wymyślenie tego łajna, a jednak jakoś tego dokonaliśmy! W bibliotekach znajdują się całe działy poświęcone tego typu historiom, a nazywa się to beletrystyka. Jest to jedyne miejsce, w jakim tego typu religijne przesądy mogą znaleźć swoje miejsce.

Stan 27/28.09.2019

Stan Tyra

27 września
Jest to nieskończona podróż drobnymi krokami. Wielką tajemnicą duchowej przemiany jest to, że nie musisz robić wielkich kroków, musisz podejmować tylko małe kroczki. Niemniej, chcemy wiedzieć, jak robić duże, a to tak dlatego, że cenimy odpowiedź bardziej niż podróż. Lubimy łatwe odpowiedzi i szybkie rozwiązania. Tak naprawdę to nie chcemy „iść” za Nim, krok za krokiem, lecz chcemy wiedzieć jak zasiąść po Jego prawicy czy lewicy, czy też mamy jakąś własną wersję tego egoistycznego nonsensu.

Obfite życie przychodzi przez obfite dawanie, przez wypuszczanie i rozdawanie. Pięć chlebów, dwie ryby pomnażają się wyłącznie, gdy są dawane. To zaś, czego się trzymamy ubywa. Większość ludzi natychmiast myśli o tym w kategoriach finansów i z pewnością ma to również tutaj zastosowanie, lecz jest to coś znacznie więcej. Tak naprawdę, jest wiele rzeczy do których się przyczepiamy, a które są znacznie ważniejsze od pieniędzy. Jak miłość, przebaczenie, współczucie, miłosierdzie i nadzieja. Można rozdawać mnóstwo pieniędzy i mieć zatwardziałe serce, ponieważ to nie wymaga oddania siebie samego. Wydaje się, że łatwiej jest dać nam dolara, niż uśmiech.

To, co dajemy wzrasta, to czego się trzymamy bądź co powstrzymujemy ubywa. Jest to wielka nielogiczność logiki Królestwa. Ubodzy posiądą ziemię.

W Królestwie Bożym, królestwie wywróconym do góry nogami, aby mieć więcej, musisz dawać. Jeśli chcesz przeżywać więcej miłości, musisz więcej kochać. Jeśli chcesz doświadczać przebaczenia, musisz przebaczać. To, co nazywamy „Modlitwą Pańską” mówi: przebacz, jak my przebaczamy”.
W każdym kroku wypuszczania i dawania jest obfitość.

Przebaczenie jest tylko jednym przykładem tego, że wolimy podejmować wielkie kroki, o ile w ogóle chcemy zrobić jakiś krok. Myślimy: „jak mogę przebaczyć im za to co zrobili?”, lecz nie zwracamy uwagi na odpowiedź małego kroku: „przestań o nich plotkować”. Przestań opowiadać wszystkim, którzy chcą słuchać, jak straszna osobą, grupą, są ci ludzie! To jest wielki mały krok! Problemem jest to, że nasze ego bardzo nie lubi tego, co nie przyciąga do niego uwagi i nie zyskuje publicznej aprobaty. Ono potrzebuje tego, aby inni wiedzieli, jak bardzo źle zostało potraktowane i jaka ofiarą jest. Dlatego właśnie ego nienawidzi ciszy.

Naśladowanie Jezusa nie wymaga wielkich odpowiedzi ani dramatycznych gestów. Po prostu jeden mały, pozbawiony aplauzu, pozornie nieznaczący gest. Jeden krok wielkoduszności. Nie musisz rozwiązywać równania, po prostu podejmij następny krok, który jest przed tobą. Taka jest waluta Królestwa.

28 września
To, co nazywamy naśladowaniem Chrystusa jest przejściem z „Ja” ku „my” czy „inni”. Wzywa nas do odejścia od bezcelowej włóczęgi i pojedynczej bierności. Niemniej Iść za Chrystusem to nie imitowanie Chrystusa. Co gadasz!!!??? Długo uważaliśmy, że imitowanie Jezusa to to samo co „idź za mną”, lecz tak nie jest. Możesz imitować kogoś, w ogóle go nie znając, bądź zupełnie nie zmieniając się wewnątrz. Obawiam się, że w tragiczny sposób nazwaliśmy imitację „naśladownictwem”.

Imitacja to forma odizolowanego lenistwa. Żadnego ryzyka, inwestycji w osobę, nie ma potrzeby wewnętrznej przestrzeni, po prostu imitacja. Iść za Chrystusem pozwala nam odkryć prawdziwe ja W Chrystusie , a nie zewnętrzne próby duplikowania Jego zachowań.

Iść za Chrystusem to kochać swoich nieprzyjaciół. Nie da się tego imitować, jest to coś osobistego, interpersonalnego i jest udzielane z najgłębszego wnętrza istoty, gdzie „głębina przyzywa głębinę”. Jest to pójście za duchem, a nie duplikowanie zachowania i uznawanie tego za coś duchowego.

Wiele może usilna modlitwa

Faith living

W ostatnich latach nastąpiła u mnie ogromna przemiana sposobu modlitwy. Jak pisałam wczoraj na Facebooku Ojciec uczył mnie o korzystaniu z głębokiego miejsca w sercu w połączeniu z moim tronem. To jest miejsce, w którym moje modlitwy stały się bardzo skuteczne. Myślę, że spokojnie mogę powiedzieć, że każda z nich dochodzi do owocowania.

Niemniej, waham się czy używać słowa „modlitwa”, ponieważ nauczyłam się, że nie przypomina to niczego, z czego korzystałam w kościele. Czasami w ogóle nie są potrzebne słowa, a często jest to łagodnie wypowiedziane uwolnienie, jakiegoś rodzaju.

Dużo czasu zajęło mi próbowanie i błądzenie, aby ostatecznie zdać sobie sprawę z tego, jak to działa. Ojciec dawał mi po drodze pomocnicze wskazówki, lecz najtrudniejszą rzeczą jest opisać w słowach akt odbywający się w najgłębszej części serca, prowadzony przez Boga, a następnie wprowadzony do życia z mojego tronu.

Jest to jednak najpotężniejsza rzecz, jaka była mi kiedykolwiek dostępne a jej moc przerasta wszystko na tej ziemi.

Kiedy ludzie pytają mnie, czy nie martwię się tym, że brak zaangażowania w politykę doprowadzi do wprowadzenia praw czy rządowych zmian, które bardzo źle wpłyną na moje życie, mogę powiedzieć z całkowitą pewnością, „Nie, ponieważ nie mogą”. I mówię tak, PONIEWAŻ zobaczyłam moc tego w tym miejscu we mnie.

TO JEST Sam Bóg we mnie i jest to miejsce na które Jezus nieustannie wskazuje nam, jako odpowiedź na wszystko, co się dzieje w tym życiu. Królestwo wewnątrz. Tym właśnie jest. To jest ta dobra nowina, którą mieliśmy się dzielić ze wszystkimi. Wieść o tym, że nikt nie musi być ofiarą czegokolwiek, w jakimkolwiek czasie czy miejscu.

Niestety, zamiast dzielić się tą dobrą nowiną i uczyć tego, jak ją zastosować, chrześcijaństwo ukręciło łeb modlitwie i tragedia. Modlitwa jest przeważnie nieskuteczna, a wszyscy są ofiarami tragedii.

Bardzo nieliczni wiedzą jak dotknąć tej mocy, która ŻYJE właśnie tutaj, wewnątrz nas wszystkich, więc została zastąpiona fantazyjnymi Salami Sądowymi i podróżami w duchowej rzeczywistości. A jaki cel tego? Wierzę, że celem jest udobruchanie tych, którzy szczerze szukają, wyznaczając im objazd, na którym będą przez kilka lat, zanim dojdą do tego, że jest to pozbawione mocy, nieskuteczne.

Możecie sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby cały świat znajdował tą wewnętrzną Moc i rzeczywiście uczył się, jak działa Królestwo?

Wyobrażam sobie tłumy ludzi masowo odchodzących z rządów i korporacji, zostawiających je za sobą na śmierć bez nadzoru. Wtedy, po raz pierwszy od czasów Ogrodu, wszelkie potrzeby zostaną zaspokojone, całkowicie, bez ciężkiej pracy, ponieważ nie będzie już potrzeby walczenia o cokolwiek.

Ten prosty fakt, że chrześcijanie spędzają mnóstwo czasu goniąc za politycznymi sprawami i agendami najlepiej demonstruje to, że jeszcze nie zobaczyli czy nie wstąpili do królestwa wewnątrz, a mówią o tym cały czas w pusty, nic nie znaczący i pozbawiony mocy sposób.

Czy nigdy nie byłam ofiarą niczego? Ach, tak! Z pewnością byłam gnębiona przez złych ludzi, choroby i śmierć. Lecz Ojciec za każdym razem pokazywał mi, że w każdym z tych doświadczeń mogę wybrać inny klucz do królestwa, a z chwilą, gdy już ten klucz mam, terytorium należy do mnie. Ja rządzę moim życiem.

TAKI jest cały cel przechodzenia przez próby i pokuszenia w tym życiu… zdobyć klucz do każdego, za każdym razem, nauczyć się tego, że „wiele może usilna modlitwa”.

Żadną miarę jeszcze nie skończyłam tej podróży zdobywania kluczy i nie zostałam jakiegoś rodzaju świętą po to, aby siedzieć na wysokim piedestale dlatego, że zdobyłam ten klucz. Dążę cały czas naprzód, jak i wszyscy musimy, aby uczyć się po drodze Prawdziwych lekcji. Pierwszym znakiem tego, że masz ten klucz jest to, że masz jakiegoś rodzaju moc w tym życiu, aby zrobić z siebie zwycięzcę, a nie ofiarą, jakimś obszarze życie.

To jest tylko kilka moich przypadkowych myśli i pasji z dzisiejszego ranka.

Faith

Jak bardzo jesteś utwierdzony 4

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Ciało Chrystusa Efezie zaczęło się od grupy kilkunastu mężczyzn (Dz. 19), ale niektórzy szacują, że już w ciągu 10 lat w mieście mającym 250.000 mieszkańców było około 25.000 wierzących. Około 10% mieszkańców stało się wierzącymi, do czego przyczyniły się cuda dokonywane przez Pana oraz 2-letnie nauczanie Pawła w szkole w Tyrannus. Boże poruszenie było tak silne, że wpłynęło na gospodarkę i sprawiło, że wytwórcy bożków doświadczyli spadku w ich sprzedaży.

Wielu nowych wierzących, w akcie pokuty, spaliło swoje książki okultystyczne. Poznanie Pana rozprzestrzeniło się na Azję Mniejszą – stosunkowo niewielki obszar leżący na wybrzeżu współczesnej Turcji. Poza Efezem, także w 6 innych dużych miastach Azji Mniejszej były duże grupy wierzących. Miasta te są wymienione w Księdze Objawienia 2 i 3: Smyrna, Pergamos, Tiatyra, Sardes, Filadelfia i Laodycea.

Wszyscy wierzący spotkali się w domach zgodnie z praktyką pierwotnego ruchu synagogalnego, który rozwinął się latach 200-100 pne i był kontynuowany po doświadczeniu Pięćdziesiątnicy przez uczniów Jezusa. 25.000 ludzi spotykało się po różnych domach; zmieniano kto dzisiaj prowadzi spotkanie a u kogo się ono odbywa. Wszystko robiono w prostocie: nauczanie, jedzenie, społeczność i modlitwę (Dz. 2:42).

Kiedy jednak czytasz List do Efezjan widoczne jest tam, że mieli oni oczywiste problemy z brakiem dojrzałości. Paweł powiedział im (rozdz. 4), że złodzieje powinni przestać kraść i zająć się pracą, aby mieli pieniądze na pomoc potrzebującym. W tym samym miejscu powiedział im, aby słońce nie zachodziło nad ich gniewem, lecz aby się wzajemnie kochali i pomagali. Dalej, w 4:19 powiedział, aby przestali oddawać się rozpuście, jak mieli to w zwyczaju zanim uwierzyli i aby przestali przeklinać i plotkować.

Wykonywanie czegoś w przeciwieństwie do poznania

Wierzyli w Pana, ale Paweł powiedział im w 4:20, aby przestali grzeszyć, gdyż nie tak nauczyli się Chrystusa. Powiedział, aby „zewlekli” starego człowieka z siebie i „oblekli” się w nowego (w.24). Oprócz tego dał im więcej wskazówek co robić a czego nie. To, że wierzyli w Chrystusa, było rzeczą oczywistą, ale również oczywiste było to, ze mieli problemy moralne i duchowe.

Mimo tego, mocno praktykowali to, w co wierzyli. W Obj. 2: 1-7 widzimy, jak Pan chwali ich za ich trud i wytrwałość i za dobre uczynki oraz za odrzucenie złych i fałszywych nauczycieli. Pochwalił ich też za wytrwałość w wierze nawet w obliczu sytuacji zagrażających życiu. Jednak zarzucił im (w.4), że porzucili swoją pierwszą miłość.

Spotkałem raz misjonarza, który poprosił mnie, abym modlił się o niektóre rzeczy z listy i przekazał mu wszystko, co mi o tym powie Pan. Opowiedziałem, ze to on sam powinien się o to pomodlić a nie ja. Usłyszałem wtedy, że jest zbyt zajęty swoją służbą, że nie ma już czasu aby się pomodlić”.
Taki właśnie był kościół w Efezie – dużo robił ale miał małe poznanie. Porzucili swoją pierwszą miłość – poznanie Jezusa.

Najwyraźniej byli tak zajęci robieniem różnych rzeczy, że porzucili poznanie.

Paweł nie powiedział im, aby zgromili diabła ani też, aby wypędzali duchy z ich dawnego życia pełnego okultyzmu i bałwochwalstwa. Nie obwiniał ich, że mają problemy w demonami, które przylgnęły do nich przez poprzednie pokolenia. On po prostu zrzucił całą winę i odpowiedzialność na nich samych mówiąc ‘byliście kiedyś grzesznikami; teraz jesteście nowym stworzeniem w Chrystusie – więc tak postępujcie!’

ALE … zanim zaczął mówić im co robić a czego nie, to poprzedził to modlitwą, aby poznali miłość, która przekracza wszelkie poznanie. Dzięki temu poznaniu żyjemy w Nim i dla Niego. Dzięki temu poznaniu wykonujemy dobre uczynki. Dzięki temu poznaniu, gdy przychodzą pokusy tego świata, to rozpływają się w nicość.

Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem… by sprawił według bogactwa chwały swojej, żebyście byli przez Ducha jego mocą utwierdzeni w wewnętrznym człowieku, żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy… zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” (Ef 3:14-19).

Poznanie, które przekracza poznanie

Większość modlitw dotyczy czegoś, co można poznać i zobaczyć. Ale Paweł modlił się tutaj, aby poznali coś, co przekracza wszelkie poznanie.

Greckie słowo przetłumaczone tutaj jako „poznać” to „katalabesthai”, co znaczy „pochwycić, uchwycić”. Ale słowem użytym jako „przekracza poznanie” jest „gnoseos”, co oznacza „poznanie umysłem, zrozumienie”. Więc Paweł modlił się, aby „chwycili i przyjęli coś, co przekracza poznanie umysłem” – aby poznali miłość Chrystusową.

Jasno wyjaśnia on, że chce, aby poznali rzecz przekraczającą zrozumienie. Ta modlitwa podobna jest do innej modlitwy (Ef. 1:17-19), o otrzymanie Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu Jego i oświecenie oczu ich serc, aby to rozumieli.

Wszystko kręci się tu wokół osobistego objawienia, które przychodzi poprzez osobiste poznanie Pana. Paweł nigdzie w swoich listach nie zachęcał wierzących, aby po prostu przyłączyli się do jakiegoś ruchu wiary – nie. Zawsze podkreślał, że celem jest poznanie Ojca, poznanie Pana, dostrzeżenie w samych sobie tego, co przekracza poznanie – o to właśnie chodzi w wierze. „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś”

O TO właśnie chodzi w naszej wierze. TO jest właśnie jej cel, żeby „poznać Go i doznać mocy zmartwychwstania Jego, i uczestniczyć w cierpieniach Jego…” O to właśnie chodzi. Wszystko poza poznaniem Pana nie ma znaczenia. Następny temat kolejnym razem.

John Fenn
++