Category Archives: Temat

Tematyka artykułów

Codzienne rozważania_23.02.2018

Jon 4:11
A JA NIE MIAŁBYM ŻAŁOWAĆ NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA, W KTÓRYM ŻYJE STO DWADZIEŚCIA TYSIĘCY LUDZI…

Trzecim elementem jest zaufanie w Boży plan zbawienia. Jonasz nie oczekiwał nic innego jak tylko sądu nad Niniwejczykami, którym zaniósł Boże przesłanie. Mimo to był pod tym względem większym „optymistą” niż wielu dzisiejszych chrześcijan. Obawiał się, że Bóg zbawi Niniwejczyków, my obawiamy się, że Bóg zbawi tylko niewielu naszych rodaków. W przeciwieństwie do Jonasza, nie chcemy aby narody pogrążyły się w wiecznym potępieniu i w przeciwieństwie do Jonasza, nie wierzymy, że Bóg jest „łaskawy i miłosierny, cierpliwy i pełen łaski, który żałuje nieszczęścia” oraz udzieli błogosławieństwa i spowoduje przebudzenie dzięki ewangelizacji, jaką prowadzi jego lud. Prawdopodobnie jesteśmy znacznie lepiej wykształceni w teologii opozycji wobec ewangelii niż w doktrynie o obietnicy błogosławieństwa. Pseudo biblijne powiedzenie mówi: „Błogosławiony, który się niczego nie spodziewa, ponieważ nigdy nie będzie rozczarowany.” Słowo Boże mówi nam o tym, abyśmy spodziewali się błogosławieństwa. Niech ludzie błogosławią się nim wzajemnie” (Ps 72:17). Nie powinniśmy oceniać rozmiaru zbawczego dzieła Bożego na podstawie na podstawie tego co osiągnięto w tych niedojrzałych czasach, w jakich przyszło nam żyć. Piasek w klepsydrze jeszcze się nie przesypał, a przed nami są nie tylko bogactwa wieków, ale nieograniczone bogactwa obietnic Bożych. Czy to nie święci mają odziedziczyć ziemię? Czy odrodzona ziemia nie należy do nich? Czy ziemskie królestwa nie mają stać się Królestwem Bożym? Czy poznanie chwały Bożej nie ma wypełnić ziemi tak, jak morze przepełnione jest wodami? Czy nie zaświta dzień, w którym nikt nie będzie musiał mówić bliźniemu Poznaj Pana, ponieważ poznają go wszyscy poznają od najmniejszych do największych? Niech nasze oczy nie spoczną na niczym innym, niż najdalsza granica Bożej łaski. Czyż nie jest to doskonała i pełna chwały miłość Boża, która ukochała nie tylko kilku wybranych w tym świecie, ale cały świat w jego organicznej pełni; i dał swojego Syna, nie po to aby sądził świat, ale aby świat przez Niego został zbawiony? Takie jest przesłanie księgi Jonasza. To co wydarzyło się w Niniwie miało i ma miejsce w życiu ludzi każdego narodu, rasy i języka w pełni nowotestamentowego objawienia o zbawieniu w Jezusie Chrystusie. Ten, który jest większy niż Jonasz, przyszedł, stał się człowiekiem, żył pośród nas, wziął na siebie nasze grzechy w cierpieniu i śmierci, zwycięsko zmartwychwstał aby zapewnić zbawienie grzesznikom. A tego zbawienia „nie ma w nikim innym, albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz Ap 4:12).
Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_22.02.2018

Jonasza 4:11.
A JA NIE MIAŁBYM ŻAŁOWAĆ NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA, W KTÓRYM ŻYJE WIĘCEJ NIŻ STO DWADZIEŚCIA TYSIĘCY LUDZI, KTÓRZY NIE UMIEJĄ ROZRÓŻNIĆ MIĘDZY TYM CO PRAWE, A TYM CO LEWE, A NADTO WIELE BYDŁA.

Drugim elementem jest oddanie praktycznej ewangelizacji. Bardzo łatwo jest troszczyć się o innych i nigdy tak na prawdę nie zająć się głoszeniem im ewangelii. Rzadkość stanowi zbór, któremu uda się zaangażować dziesięć procent członków w program ewangelizacyjny. Jeżeli ewangelizacja miałaby jedynie formę zorganizowanych przedsięwzięć w zborach lokalnych, to należałoby przyznać, że niewiele tego typu działań ma miejsce. Nie ulega wątpliwości, że potrzebujemy dobrych, solidnych i cieszących się dużym poparciem programów ewangelizacyjnych w naszych społecznościach. Pan Jezus zorganizował swoich uczniów i upoważnił do działania kościół, który sam w sobie stanowił zorganizowaną jednostkę przeznaczoną do wypełnienia wielkiego posłannictwa ewangelizowania świata (Ew. Mateusza 28:18- 20; Łukasza 10:1-12). Jednak błędem jest ograniczanie naszej ewangelizacji do określonych metod i programów. Nie możemy pozwolić, aby nacisk na metody i zorganizowane programy zaćmiły fundamentalną prawdę o tym, że miłość chrześcijańska przejawiająca się w życiu ludu Bożego jest źródłem energii dla całej ewangelizacji. Praktyczna miłość jaką chrześcijanie – jako zbory lub indywidualnie – okazują innym, mówiąc i żyjąc według Słowa Bożego, jest duszą i sercem prawdziwej ewangelizacji. Jeżeli ten wewnętrzny zapał nie znajdzie realnego przełożenia na więzi w domu, zborze i całym otoczeniu, wówczas wysiłki pomimo swojej widoczności i zakładanego powodzenia nie przyniosą spodziewanego owocu. Pan Jezus zorganizował swoich uczniów i wysłał ich z dokładnymi instrukcjami co do tego, jak mają postępować. Podobnie przykład apostołów daje nam wskazówki na temat tego jak mamy zwiastować ewangelię indywidualnie i grupowo. Pan Jezus sprowadził skuteczność naszych działań do miłowania Boga Ojca, miłowania go jako naszego Zbawiciela, miłowania innych chrześcijan i wszystkich ludzi. Pan Jezus modlił się o to, aby jego naśladowcy „byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” (Ew. Jana 17:23). Pan Jezus zobowiązał swój kościół do tego, by jego światłość świeciła przed ludźmi, „aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Ew. Mateusza 5:16). Sedno sprawy tkwi w tym, że ewangelizacja jest chrześcijańskim stylem życia w domu, rodzinie i zborze. Ewangelizacja ma miejsce wtedy, gdy chrześcijanie dochowują wierności ewangelii żyjąc w świecie, z zapałem wypełniają swoje powołanie i używają darów, jakie dał im Bóg. Ewangelizacja ma miejsce tylko wtedy, gdy lud Boży łączy miłość z wiarą jaką wyznaje słowami. Dotyczy to zarówno kaznodziei, listonosza, pielęgniarki jak i gospodyni domowej. Podstawą wydawania świadectwa o Chrystusie jest wiara, która przejawia się w miłości.

Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_21.02.2018


Jon 4:11
A JA NIE MIAŁBYM ŻAŁOWAĆ NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA W KTÓRYM ŻYJE WIĘCEJ NIŻ STO DWADZIEŚCIA TYSIĘCY LUDZI, KTÓRZY NIE UMIEJĄ ROZRÓŻNIĆ MIĘDZY TYM CO PRAWE, A TYM, CO LEWE, A NADTO WIELE BYDŁA?

Boże pytanie jest jednocześnie odpowiedzią, „A ja nie miałbym żałować Niniwy?” Nie powinniśmy pozwolić, aby ciche niedomówienie kryjące się w słowach Pana, zaćmiło ich prawdziwe znaczenie. Delikatność, z jaką Bóg postawił swoje pytanie, pokazuje wyraźnie jak łatwo Jonasz skreślił narody pogańskie, jak gdyby nie były niczym więcej tylko pokarmem dla szatana. Te same słowa są również wyzwaniem dla zainteresowania, lub raczej jego braku, ewangelizacją w dzisiejszym Kościele. Bóg pyta nas, tak jak pytał Jonasza dawno temu, „Czy nie powinniście żałować ludzi wokół was?” Szczególnej uwagi wymagają tutaj trzy elementy. Są nimi: troska, oddanie i zaufanie. Można mówić o trosce o niewierzących i o tym, że naszym zdaniem Chrystus stanowi odpowiedź na ich najgłębsze duchowe i doczesne potrzeby, a jednocześnie w głębi serca pozostać obojętnym, zdystansowanym, przyziemnym i pozbawionym motywacji do działania. Troszczymy się do pewnego stopnia, ale nie jesteśmy tym poruszeni, nie wylewamy łez z powodu losu tych, o których podobno się troszczymy. Bóg sprawdzał motywację Jonasza. Czy troszczył się on o Niniwę? Czy miłował zgubionych i skazanych na piekło bezbożników? Nie, ponieważ nie chciał aby zostali oni zbawieni. A czy ty miłujesz ludzi tam gdzie mieszkasz? Czy troszczysz się o to miasto, w którym Bóg cię umieścił, abyś wydawał świadectwo? Czy też z postawy Jonasza kryje się w twoim umyśle, ujmując nieco z twojej troski i powstrzymując cię przed składaniem świadectwa? Troska o zgubiony świat oznacza praktyczną miłość okazywaną ludziom, wśród których żyjemy. Oznacza pragnienie tego, aby i oni stali się chrześcijanami. Zostali zbawieni z łaski, przez tego samego ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa, który nas zbawił i dał nam żywą wiarę oraz nowe życie. Ale troska, która może obficie zaowocować wspieraniem innych chrześcijan przez modlitwę, zachętę i pomoc finansową, musi mieć swój początek w głębokiej trosce o składanie świadectwa tam, gdzie się znajdujemy – w słowach, czynach i każdym innym aspekcie życia chrześcijańskiego. A to oznacza pragnienie, aby nasi bliźni kochali Chrystusa tak jak my. Pragniemy tego, ponieważ to Chrystus nas pierwszy umiłował.
Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_16.02.2018

Jon 4:10
A PAN RZEKŁ: TY ŻAŁUJESZ KRZEWU RYCYNOWEGO, KOŁO KTÓREGO NIE PRACOWAŁEŚ I KTÓREGO NIE WYHODOWAŁEŚ; WYRÓSŁ ON W CIĄGU JEDNEJ NOCY I W CIĄGU JEDNEJ NOCY ZGINĄŁ.

Jonasz nie potrafił jasno myśleć, ale Bóg nadal wyjaśniał mu i pouczał go o znaczeniu łaski i konieczności wewnętrznej przemiany. Dostrzegamy tu mądrość i łaskę Boga w postępowaniu z Jonaszem. Bóg najpierw pokazał Jonaszowi na czym polega jego łaska o czym mówi powyższy werset. Krzew był darem. kiedy Bóg go zabrał, to tym samym podkreślił znaczenie tego faktu.Jonasz zachowywał się jednak tak, jakby Bóg był jemu winien ten krzew. To stanowi dowód na to, że nie uważał go wcześniej za dar Bożej łaski, ofiarowany za darmo przez Dawcę, na który obdarowany nie zasłużył. Prorok był zadowolony ze swego krzewu, ale bardziej radował się z komfortu jaki mu zapewniał, niż z łaski, która spowodowała, że wyrósł on, aby ochronić go przed słońcem. To był jego krzew i dlatego czuł, że Bóg zrobił mu na złość, kiedy go zabrał. Cieszymy się z jego darów i oddajemy cześć naszym krzewom a nie Bogu. Ale krzew może uschnąć, wtedy znikają widoki na przyszłość; kończą się „czarujące przyjaźnie” . Zamiast na dary spoglądajmy na łaskę Boga, który jest ich dawcą. Zamiast na przejawy Bożej łaski, patrzmy na jej głębsze cele. Klasycznym celem dochowania wierności w tym względzie jest Job. Wiódł on bogate i spełnione życie, miał wiele „krzewów” i nie przechodził prób, aż do dnia,w którym zabrano mu jego „krzewy”. Jaka była jego reakcja? Job wyznał: „Lecz ja wie, że Odkupiciel mój żyje i że jako ostatni nad grobem stanie” (Job 19:25). Sekret Joba – który wcale nie jest sekretem, ale prawdą zapewniającą pokój każdemu wierzącemu – polega na pokładaniu ufności w Odkupicielu i wiecznych obietnicach Bożych, a nie w błogosławieństwach, jakich udzielił mu Bóg w ciągu życia. Krzew Jonasza usechł, a on powinien się z tego nauczyć, że jego Bóg był Bogiem łaski i że łaska ta jest dana darmo tym, którzy na nią nie zasługują. Powinno mu to także uświadomić, że łaska okazana Izraelitom była tą samą łaską, jaką Bóg okazał Niniwie. Jeżeli łaska ma być łaską, to musi być niezasłużona i niezmierzona. I jeżeli Bóg jest Bogiem łaski, to jest całkowicie suwerenny w zbawianiu i żaden człowiek, otrzymujący dar łaski, nie ma prawa sprzeciwiać się, gdy Bóg okazuje łaskę innemu człowiekowi! Powinien raczej radować się, że Pan rozciąga swoją łaskę na coraz większą liczbę ludzi.
Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_13.02.2018

Jon 4:7-9
7. LECZ NAZAJUTRZ Z POJAWIENIEM SIĘ ZORZY WYZNACZYŁ BÓG ROBAKA, KTÓRY POGRYZŁ KRZEW RYCYNOWY, TAK ŻE USECHŁ.
8. A GDY WZESZŁO SŁOŃCE, ZESŁAŁ BÓG SUCHY WIATR WSCHODNI I SŁOŃCE PRAŻYŁO GŁOWĘ JONASZA, TAK AŻ OMDLEWAŁ I ŻYCZYŁ SOBIE ŚMIERCI, MÓWIĄC: LEPIEJ MI UMRZEĆ NIŻ ŻYĆ.
9. WTEDY RZEKŁ BÓG DO JONASZA: CZY TO SŁUSZNE, TAK SIĘ GNIEWAĆ Z POWODU KRZEWU RYCYNOWEGO? A TEN ODPOWIEDZIAŁ: SŁUSZNIE JESTEM ZAGNIEWANY, I TO NA ŚMIERĆ.

Już następnego dnia Bóg wyznaczył robaka, który podgryzł krzew rycynowy, tak że usechł. Miało to dwa następstwa. Po pierwsze, Jonasz nie mógł ukryć się przed promieniami słońca. Uczucie dyskomfortu wzmagał jeszcze suchy, wschodni wiatr, co spowodowało, że Jonasz był na skraju wyczerpania. Drugim następstwem, zaostrzonym przez nasilające się niewygody, był ponowny napad gniewu. Omdlewał i życzył sobie śmierci mówiąc: „Lepiej mi umrzeć niż żyć” (w.8). Jaka nagła zmiana nastroju. Od radości do rozpaczy, a wszystko z powodu krzewu, który nawet nie istniał wtedy, gdy Jonasz przygotowywał sobie punkt obserwacyjny dzień wcześniej. Bóg powtórzył to samo pytanie, które zadał wcześniej w związku z gniewem Jonasza wywołanym ocaleniem Niniwy. „Czy to słuszne tak się gniewać?” Czy mało znaczące uschnięcie krzewu usprawiedliwiało myśli o śmierci? W końcu nikt nie zmuszał Jonasza do siedzenia na słońcu. Na początku nie było tam krzewu rycynowego. Krzew został dany a później odebrany. Jonasz sam był twórcą swojego problemu. Dlaczego miałby się teraz gniewać? I dlaczego gniew ten przerodził się w skrajną rozpacz? To co robił Bóg, miało na celu pokazać całkowite szaleństwo obsesji, która opętała Jonasza w związku ze zniszczeniem Niniwy. Jonasz był tak pochłonięty oczekiwaniem zmiany decyzji Boga w stosunku do Niniwy, że najmniejsze rozdrażnienie doprowadzało go do rozwścieczonego zgorzknienia. Na podstawie tego przykładu widzimy jak wściekłe i pozbawione sensu mogą być żądze naszego ciała. Nie ma nic lepszego niż unikać, zanim staną się silniejsze niż powinny być, ponieważ pielęgnując występek, zmierzamy do zatwardziałości i uporu. Nauczanie Biblii na temat niedoskonałości chrześcijan nie jest tylko teorią wymyśloną po to, aby wyjaśnić drobne przewinienia. To dokładna ocena naszej potrzeby świętości i strasznej realności i niebezpieczeństwa pokusy, aby poddać się zepsuciu, od którego, jak wyznajemy, jesteśmy wybawieni przez krew Chrystusa.

Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_10.02.2018

Jon 4:6
A PAN, BÓG WYZNACZYŁ KRZEW RYCYNOWY, ABY WYRÓSŁ NAD JONASZEM, DAWAŁ CIEŃ JEGO GŁOWIE I OSŁANIAŁ GO PRZED GROŻĄCYM MU NIESZCZĘŚCIEM. I JONASZ RADOWAŁ SIĘ BARDZO TEGO KRZEWU RYCYNOWEGO.

W odpowiedzi na gniew Jonasza, Bóg okazał mu jeszcze więcej łaski i miłości. W wersecie tym wyraźnie widać podobieństwo do ucieczki w kierunku Tarszyszu. W obu przypadkach, bunt przeciw Bogu pociąga za sobą i najwyraźniej jest wywołany przez sprzyjające okoliczności. Wtedy był to statek i pomyślny, zachodni wiatr, teraz schronienie w liściach krzewu. Wtedy Jonasz zasnął przekonany o tym, że uwolnił się od Bożego powołania, teraz wypoczywał i oczekiwał zniszczenia Niniwy. Dobroć okazana Jonaszowi stanowi dla niego zachętę, aby mieć nadzieję i oczekiwać, że ten kataklizm nastąpi. Tak naprawdę to Bóg zgarniał rozżarzone węgle na głowę Jonasza. Bóg nie zamierzał dać się zwyciężyć złu Jonasza, ale dążył do zwycięstwo dobra nad złem. Krzew rycynowy był narzędziem umożliwiającym zastosowanie tej zasady w przypadku Jonasza. Nie ulega wątpliwości, że za jego pośrednictwem Jonasz otrzymał dawkę duchowego oleju rycynowego przed upływem dwudziestu czterech godzin. Początkowo krzew zapewniał przyjemny cień, w którym Jonasz mógł oczekiwać spełnienia swoich pragnień – unicestwienia Niniwy. Był zadowolony z krzewu, ale jego radość miała się wkrótce skończyć. W naszym egoistycznym, zapatrzonym w siebie wieku, miłość uważa się za coś, czego potrzebujemy i dlatego powinniśmy ja dostawać. Miłość to coś, co pragniemy otrzymywać w naszych relacjach z innymi. Nie chodzi o to, że nie zamierzamy dawać miłości lub nie jesteśmy przygotowani na to, że miłość bywa czasami kosztowna. Rzecz w tym, że przewodnim motywem dzisiejszej miłości jest to, „co będę z tego mieć”, a nie „co jestem gotów dać”, aby zbudować głębszy i trwalszy związek.
Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_07.02.2018

Jon 4:5
POTEM JONASZ WYSZEDŁ Z MIASTA I ZAMIESZKAŁ NA WSCHÓD OD MIASTA; I ZROBIŁ SOBIE TAM SZAŁAS, I USIADŁ W JEGO CIENIU, ABY ZOBACZYĆ, CO BĘDZIE SIĘ DZIAŁO W MIEŚCIE.

Nie wiemy czy serce Jonasza uległo kiedykolwiek przemianie. Możemy tylko ufać, że Pan pokazał mu jego głupotę i brak miłosierdzia przywracając go do odnowionej społeczności z nim samym. Ważniejsze od tego co stało się później z Jonaszem jest to, czego nauczyliśmy się na przykładzie proroka. Mamy tu do czynienia z ogromnym wyzwaniem odnośnie naszego stosunku do Boga i ludzi, którym wydajemy chrześcijańskie świadectwo. Czy miłujemy ludzi i chcemy, aby odnaleźli drogę do Chrystusa i zostali włączeni do społeczności wierzących jaką jest kościół? Czy tak jak Jonasz wybieramy tych, którzy naszym zdaniem powinni lub nie powinni doświadczyć zbawczej Bożej łaski. Rozstrzygając ten dylemat musimy zawsze pamiętać o Bogu, który jest miłością. Nie możemy zapominać, że jeżeli my kochamy Boga teraz, to dlatego, że On najpierw nas umiłował. Miłował nas, kiedy jeszcze byliśmy jemu przeciwni. Spoglądając na nasze życie i naszą relację z Bogiem zanim staliśmy się uczniami Jezusa Chrystusa, nie dostrzegamy nic poza ciągłym prowokowaniem Boga. Nawet nasza sprawiedliwość była skażona. Stanowiła ona część życia, które przeżywaliśmy dla samych siebie. Mimo to, Bóg nas umiłował i przebaczył nam grzechy. Dał nam nowe serce i nowe życie. Jeżeli Bóg nas tak bardzo umiłował, że „nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał” (Rzym. 8:32), to dlaczego my mielibyśmy odmówić tej miłości ludziom, którzy uznają naszego Pana za swego Zbawiciela? Dlaczego my, którzy otrzymaliśmy tę miłość w obfitości, nie możemy miłować innych miłością, która pragnie, aby poznali oni błogosławieństwa Boże jakich my doświadczyliśmy w Jezusie Chrystusie. Najbardziej miłują ci, którym najwięcej przebaczono. Jeżeli tylko razem z Pawłem przyznamy się w swoim sercu do tego, że jesteśmy najgorszymi z grzeszników, to znajdzie się w nim miejsce dla każdej osoby, którą Pan przyprowadza do poznania wiary. Będzie miłować tych, którzy miłują Boga. Będzie miłować tych, których Bóg miłuje. Ale dopóki w naszej duszy będzie miejsce na obłudę, dopóty odważymy się myśleć, że Bóg jest zbyt łaskawy dla ludzi, którzy zgodnie z naszymi uprzedzeniami zasługują na gniew bardziej niż my. Nasza miłość nigdy nie dorówna miłości Bożej. Bóg powołuje nas abyśmy byli święci, jak On jest święty. Radujmy się tak jak On się raduje z zastępami aniołów, z każdego grzesznika, który się nawraca.
Życzę błogosławionego dnia.