Codzienne rozważania_20.06.2017

2 Tym 1-7-8.
ALBOWIEM NIE DAŁ NAM BÓG DUCHA BOJAŹNI, LECZ MOCY I MIŁOŚCI, I POWŚCIĄGLIWOŚCI.
NIE WSTYDŹ SIĘ WIĘC ŚWIADECTWA O PANU NASZYM, ANI MNIE, WIĘŹNIA JEGO, ALE CIERP WESPÓŁ ZE MNĄ DLA EWANGELII, WSPARTY MOCĄ BOGA.
Wszystkie Boże dary, naturalne i duchowe, muszą być stale rozwijane i używane. Przypowieść o talentach przekonuje nas wyraźnie o obowiązku służby, obiecuje zapłatę za wierność i ostrzega przed niebezpieczeństwem gnuśności. Paweł mówi Tymoteuszowi aby nie zaniedbywał swego daru i nalegał by go rozpalił na nowo. Dar Boży jest przyrównywany do ognia. Po tym wezwaniu Paweł wyjaśnia dlaczego należy tak czynić: „albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości i powściągliwości”. Tymoteusz sprawia wrażenie bardzo nieśmiałej i wrażliwej istoty, dla której ciężar odpowiedzialności był uciążliwym brzemieniem. Paweł więc czuje się zobowiązany nie tylko zachęcać go, by stale rozniecał swój dar, lecz także przywrócić wiarę w sens używania tego daru. Jest to pożądane, ponieważ tchórzliwość nie ma nić wspólnego z chrześcijaństwem, czy też, jak ujmuje Paweł, ponieważ mamy Ducha, którego dał nam Bóg. Duch, którego Bóg wylał na nas wszystkich nie jest Duchem bojaźni ale mocy, miłości i powściągliwości. A jeżeli jest Duchem mocy to możemy ufać jego możliwościom, kiedy pełnimy naszą służbę. Jeżeli jest Duchem miłości, musimy używać Bożego autorytetu i mocy w służbie innym, a nie w okazywaniu pewności siebie czy w okazywaniu zarozumiałości. I jeżeli Duch Boży jest Duchem powściągliwości, musimy używać jego mocy w sposób zrozumiały i z wielką czcią. Bez względu na to jak wiele możemy otrzymać od Boga czy to bezpośrednio w postaci naturalnych i duchowych zdolności, czy też pośrednio przez rodzinę, przyjaciół i nauczycieli, musimy stale trwać w aktywnej samodyscyplinie, współpracować z Boża łaską by podsycać płomień wewnętrznego ognia. W przeciwnym razie nigdy nie będziemy Bożymi sługami i służebnicami, jak tego od nas oczekuje Bóg, który powołał nas do sprawowania posługi, możliwej do wypełnienia drogą aktywnego działania. Tymoteusz nie może wstydzić się Chrystusa – „świadectwa o Panu naszym”. Każdy chrześcijanin jest świadkiem Chrystusa. Każdy chrześcijanin powinien być gotowy i chętny by stać się w razie konieczności „głupim dla Chrystusa”. Nie powinien jednak być gotowym by stać się głupim dla czegoś innego niż Ewangelia. Od dawien dawna chrześcijanie kuszeni są by ulec pokusie i wstydzić się a to imienia Chrystusa, które mamy w swym powołaniu obwieszczać, a to ludu Chrystusowego do którego należymy, o ile należymy, lub tęż Ewangelii Chrystusa, która została nam powierzona, abyśmy ją rozgłaszali. Pokusa ta jest silna i nadchodzi podstępnie. Gdyby pokuszenie to nie było właściwe człowiekowi, Pan Jezus nie musiałby wypowiadać słów ostrzeżenia: „kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym narodem, tego i Syn człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi” (Marek 8:38). Często jesteśmy bardziej wrażliwi na opinię publiczną niż byśmy chcieli to uznać, skłonni raczej, by pośpiesznie opinii tej ulec jak trzcina chwiejąca się na wietrze.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

[Głosów: 1   Average: 5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.