Category Archives: Crosby Stephen

Modlitwa i wstawiennictwo_3

Crosby_ik
Stephen Crosby

Pułapki, których należy unikać

W służbie modlitwy i wstawiennictwa należy unikać pewnych powszechnie pojawiających się pułapek. Rozumiem to, że nie każdy ma problemy w tych dziedzinach, o których tutaj zamierzam wspomnieć. Niemniej, wielu je ma. Mając przez ostatnie 40 lat do czynienia z ruchem modlitwy i wstawiennictwa na całym świecie, wierzę (i widziałem to), że ludzie oddani modlitwie i wstawiennictwu są wyjątkowo narażeni na następujące szkodliwe przekonania i praktyki:

1. Brak nowotestamentowego zrozumienia
Zajęliśmy się tym obszerniej w poprzednich dwóch częściach tego cyklu. Błędem jest przystępować do modlitwy i wstawiennictwa teoretycznie czy praktycznie, bez zrozumienia Nowego Przymierza.

2. Szukanie przeciwnika w większym stopniu niż szukanie Pana
Zdarza się, że w niektórych kręgach modlitwy i wstawiennictwa pojawia się niezdrowa koncentracja na duchowej wojnie i „diable”. Jeśli pozwolimy na to, że motyw starotestamentowego strażnika stanie się typologiczną kopią wstawiennictwa (jak powiedziałem wcześniej, jest to dyskusyjne, lecz skoro wielu to robi, wykorzystam tutaj ten termin i metaforę) to wiemy, że zadaniem strażnika było nie tylko wypatrywanie działalności przeciwnika. Znacznie ważniejszym zadaniem było ogłaszanie starszym miasta zbliżania się króla. Nie powinniśmy się koncentrować na tym, że diabeł to, diabeł tamto. Naszym zadaniem jest ogłaszać myśl Chrystusa i radę Bożą oraz modlić się o to, aby one się wykonały.

3. Zakłócenie Metron (obszaru autorytetu/jurysdykcji)
Każdy stóż pilnujący murów miasta miał wyznaczoną szczególną „wartę” w nocy i specyficzne miejsce na murze. Czasami ludzie oddani modlitwie i wstawiennictwu mogą przejmować obowiązki, które do nich nie należą. Oczywiście, to, że przeznaczenia miasta czy całego kraju spoczywa na czyjejś modlitwie, może być bardzo porywające. Synowie Scewy nauczyli się ciężkiej lekcji na temat duchowych metrons. Oni nie mieli żadnego autorytetu, podobnie jak wielu wstawienników. Energia, zaangażowanie, prowadzenie duszy, pasja, wrzask, natężenie dźwięku itp. są często po to, aby robić wrażenie istnienia prawnego autorytetu, którego w rzeczywistości nie ma. Naszą mocą nie jest nasza siła i determinacja. Nasza siła i autorytet opiera się na spokoju, odpocznieniu i pewności co do skończonego dzieła Chrystusa, nie na obłąkanych „proroczych aktach i deklaracjach”.
Continue reading

Modlitwa i wstawiennictwo_2

Crosby_ik
Stephen Crosby

Jakie nowotestamentowe „aktualizacje” należy wziąć pod uwagę, gdy zastanawiamy się nad podejściem do modlitwy i wstawiennictwa? Sugeruję co najmniej cztery. Jeśli nie ustanowimy fundamentem wszystkiego, co robimy w modlitwie, znaczenia tego, co Jezus osiągnął na krzyżu i przez Swoje zmartwychwstanie oraz wstąpienie do nieba to skończymy na jakiegoś rodzaju wątpliwych przekonaniach i dziwacznych praktykach.

Nowotestamentowa aktualizacja nr 1– Czym jest wstawiennictwo?

„I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, …” (Ef 4:11-12).

W Królestwie mamy do czynienia z wieloma łaskami, powołaniami i obszarami służby, które nie są wyraźnie zdefiniowane w Piśmie, Niemniej, jest pewna różnica między poruszaniem się w łaskach, które nie są jasno zdefiniowane, a zrobieniem z jednej z nich czegoś równie ważnego jak te, które są określone. „Prorocze wstawiennictwo” nie znajduje się na liście 4 rozdziału Listu do Efezjan. Jeśli chodzi o wstawiennictwo to z małej ilości (wersów) wyciągnięto zbyt wiele.

Drodzy, w Nowym Testamencie nie ma ani skrawka usprawiedliwienia dla istnienia specjalnej klasy jednostek, znanych jako wstawiennicy. Są wierzący, którzy się wstawiają. Wstawiennictwo jest łaską dostępną dla każdego, kto wezwał imienia Chrystusa. Jedyna różnica jest taka, że niektórzy oddają się temu bardziej niż inni. Poświeć się temu, a będziesz wstawiennikiem.

Jest dla mnie intrygująco dziwne to, że ludzie, których wiara zakorzeniona jest w uniwersalnym kapłaństwie wierzących i na sprzeciwie wobec podziału wierzących na kler i świeckich, na świeckie i święte, tak gorliwie popierają przekonanie, które przypisuje modlitwę i wstawiennictwo jakiejś klasie specjalistów.

Odbywają się całe konferencje poświęcone temu, że są wstawiennicy oraz są jacyś . . . inni. Oczywiście, nie ma niczego złego w tym, aby się nawzajem zachęcać i budować tych, którzy oddali się modlitwie i wstawiennictwu bądź jakiejkolwiek służbie w tej dziedzinie, lecz rozbudowywanie ekskluzywnej i elitarnej subkultury dla mistycznych specjalistów wychodzi poza nowotestamentowe granice.

Continue reading

Modlitwa i wstawiennictwo nowego stworzenia _1

Crosby_ik
Stephen Crosby

W ogromnej części ewagelikalnego i charyzmatycznego chrześcijaństwa modlitwa i wstawiennictwa (wraz z chwałą i uwielbieniem) stały się chałupnictwem. Tak łatwo jest wykorzystać modlitwę i wstawiennictwo do pobudzania poczucia winy u wierzących. Z drugiej strony, mogą one być platformą do tworzenia elitarnej klasy rzekomych specjalistów wstawiennictwa. Ludzie czerpią swoje poczucie tożsamości i osobowości z reputacji, którą uzyskali jako rzekomi proroczy wojownicy modlitwy, podobnie jak wielu innych czerpie to poczucie z bycia pastorem, (czy czegokolwiek innego rodzaju z tradycyjnych form). W tym trzyczęściowym cyklu postów przyjrzę się tym, czym jest wstawiennictwo z punktu widzenia nowego stworzenia, z perspektywy Nowego Przymierza. Co zmartwychwstanie w wstąpienie do Nieba Pana Jezusa wnosi do naszego rozumienia i wyrażania się modlitwy wstawienniczej? Zmienia wszystko.

Zamieszany obraz Boga

Nowy Testament tylko w nielicznych miejscach mówi cokolwiek o wstawiennictwie. Wierzący mocno zaangażowani we wstawiennictwo i wątpliwy proroczy ruch modlitewny często pomijają znaczenie tego faktu. Jeśli chcemy oglądać większe owoce naszych modlitewnych wysiłków to stosownym byłoby sprawdzić dlaczego tak jest i jakie są implikacje tego niedoboru.

Cenię i szanuję tych, którzy modlą się o Ritę i o mnie, o nasze działo w Panu, oraz o większe wpływy Pana na ziemi. Ich służba jest nieoceniona. Nic z tego, co poniżej napiszę nie może być traktowane jako poniżenie praktykujących modlitwę wstawienniczą. Nie sprzeciwiam się temu. Jestem zaniepokojony bezowocnym, ignoranckim i chybionym wstawiennictwem, które opiera się na złej teologii, słabym zrozumieniu nowego przymierza i jest budowane na ludzkiej energii i pragnieniach duszy.
Continue reading

Ciężka praca budowania jedności chrześcijan

Jak romantyzm i idealizm utrudniają ją

Oryg.: TUTAJ

Jest takie stare powiedzenie, które mówi, że gdybyś widział, jak się produkuje kiełbasę to The Hard Work of Christian Unity nigdy nie zjadłbyś jej! Powiedzenie, że jedność wśród chrześcijan cieszy się twoją sympatią to, jak powiedzenie, że kochasz kiełbasę. Każdy może się elokwentnie rozpływać nad filozoficznymi zaletami idealnej kiełbasy. Powstaje pytanie, czy masz na tyle mocny żołądek, aby przetrawić proces jej produkcji? Poddanie się Bożemu procesowi, który faktycznie doprowadzi do jedności chrześcijan zgodnej z 17 rozdziałem Ewangelii Jana, zamiast korzystać z tanich podróbek to coś zupełnie innego niż zgoda na wieczny priorytet jedności.

To w jaki sposób jedność jest zdefiniowana, zastosowana oraz uchwycenie się jej kosztów spowoduje oddzielenie od siebie miłośników kiełbasy od jej producentów. Bóg powołał nas do produkcji, a nie tylko oratorskiego wychwalania jej cnót. Nie jest to coś dla słabych serc.

Zbyt często rozumiemy jedność w sposób emocjonalny, psychologiczny i na podstawie wzorców kulturowych, zamiast przyjąć biblijne. Można zająć postawę mówiącą, że gdyby tylko udało nam się odnowić kilka wyimaginowanych, idealnych okoliczności jakie były w czasie istnienia pierwszego Kościoła, lub gdybyśmy byli po prostu „milsi” dla siebie nawzajem to uzyskalibyśmy jedność i przebudzenie. Oto kilka migawek z życia „idealnego’ kościoła pierwszego wieku:

  • Pod koniec swego życia Paweł został odrzucony niemal przez wszystkich. Czy on/oni nie cenili jedności?
  • Paweł postawił się Piotrowi publicznie. Jaki to miało wpływ na jedność?
  • Jezus wzywał ludzi imiennie i obrażał ich. Czy to jest sposób na budowanie jedności?
  • Kościół w Koryncie był podzielony co do apostolstwa. Paweł napisał do nich list, który był czytany publicznie, w którym gromił ich wszystkich. Czy publiczne wprawianie w zakłopotanie jest dobre dla jedności?
  • Judaizujący krzywdzili kościoły w Galacji. Gnostycy dzielili kościoły w Kolosach i Efezie. Doktryna po prostu dzieli. Czy mimo wszystko nie powinniśmy się po prostu kochać?
  • Paweł publicznie wspominał imiennie o ludziach, którzy wywoływali podziały, wywalał cudzołożników poza kościół . To takie twarde i osądzające – nie prowadzi do jedności.

W kościele, ekklesia, nie ma miejsca na romantyczne uwagi o jedności chrześcijan. Wraz z pozbyciem się romantyzmu, przyjrzyjmy się jedności miłujących kiełbasę, a zakończmy na prawdziwej produkcji kiełbasy.
Continue reading

Noc w więzieniu

crosby2

Stephen Crosby

16.04.2015
Oryg.: TUTAJ

Miałem ostatnio przywilej spędzić półtorej godziny w jawnej obecności Bożej. Doświadczenie to jest unikalne pod tym względem, że tego wszystkiego, czego wielu czytających zostało nauczonych, w co wierzy, że powinno być na spotkaniu (spory tłum, długie uwielbienie, usługa „słowem”, modlitwa, wezwanie do przodu, łamiąca serca pokuta), nie było. Jak to możliwe?

Spotkałem się w więzieniu z pewnym bratem. Mieliśmy tam poprowadzić „studium biblijne”. Po ogłoszeniu na oddziałach, że jest „studium biblijne” przyszedł tylko jeden skazany, co sprawiło, że serca nam zamarły. Nie znaliśmy wcześniej tej osoby, przyszedł pierwszy raz. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy w tym kierunku, w którym poprowadzi nas Duch, a gdyby się okazało, że nie wybiera się nigdzie to zakończymy i idziemy na kawę bez poczucia winy! Mój przyjaciel, zwracając się do jedynego obecnego mężczyzny, zaczął od ważkiej i głęboko teologicznej wypowiedzi:

„Witaj, cieszymy się, że jesteś tutaj. Opowiedz nam o sobie”.

Półtorej godziny później opuszczaliśmy to miejsce z przyjacielem płacząc, zdumieni, gdyż był nam dany przywilej znalezienia się w obecności tętniącego życiem, pulsującego, nadnaturalnie wyposażonego, przemieniającego życia, które było w uczniu Chrystusa, mającego za sobą 21 miesięcy w wierze. Przez 90 minut nie powiedzieliśmy ani słowa. Siedzieliśmy i słuchali tego, jak brat mówił prosto o Jezusie, o tym, co Jezus zrobił i nadal robi w jego życiu od chwili, gdy uwierzył.

Mam za sobą dziesiątki lat pracy w misji więziennej. Jestem czujny na opowiadane więzienne historie, które są powierzchowne. To było coś rzeczywistego; promieniująca, pokorna, łagodna, z cudami zaopatrzenia ewangelizacja -i bez grzmocenia Biblią – przemienionego życia, zwycięstwa wiary w nieprzyjaznym środowisku. Plus znacznie więcej.

Po tym spotkaniu obaj zdaliśmy sobie sprawę jak, niestety, rzadko spotykane bywa prawdziwe nowe życie nowego stworzenia. Było to bardzo zachęcające, a równocześnie zasmucający jest fakt, że trzeba było iść do więzienia, aby przeżyć coś, co powinno być normalne w naszych tak zwanych kościołach, choć w rzeczywistości jest rzadkością.

Zdaliśmy sobie również sprawę z tego, że wśród naszych najlepszych i błędnych wysiłków „usługiwania Jezusowi”, często to my jesteśmy największą przeszkodą, aby otrzymać to, o co błagamy Jezusa, żeby robił na naszych nabożeństwach. O wiele częściej robił by to, gdybyśmy zeszli z drogi i odpuścili sobie nasze religijne fetysze, dodatki, tradycje, które uważamy za istotne elementy naszych zgromadzeń.

Jaka jest z tego lekcja?

Obaj jesteśmy „wysoko wykwalifikowani do usługiwania” Mam doktorat, a mój przyjaciel magistra z teologii. Obaj mamy za sobą dziesięciolecia doświadczeń w służbie. Mogliśmy się uprzeć i zrobić „klasę z jednym”, bądź zrezygnować ze „studium biblijnego”, ponieważ nie było na tyle słuchaczy, aby „po mistrzowsku dokonać egzegezy i rozprawiać nad Pismem”. Byłem tak wdzięczny za to, że obaj zostaliśmy uwolnieni od nałogowej potrzeby, aby być słuchanym”. Skończyliśmy sami przyjmując służbę, tętniącą żywotnością niebios.

Ci z nas, którzy mają dary nauczania muszą nauczyć się tego, że czasami najlepszy nauczaniem jakie możemy dać to w ogóle nie nauczać.

Continue reading

Kult sukcesu

http://stevecrosby.org/wp-content/uploads/2016/06/dream-small-150x150.jpg

Steven Crosby

Marz skromnie: jak odnieść „powodzenie” w służbie

Jeśli od jakiegoś czasu masz kontakt z zachodnim/ewangelicznym/charyzmatycznym chrześcijaństwem to słyszałeś takie rzeczy, jak:

  • Bóg jest wielki, musisz mieć wielkie marzenia.
  • Bóg ma dla ciebie wspaniałe sny.
  • Musisz mieć wielka wiarę.
  • Musisz dążyć do swych marzeń.
  • Twoim przeznaczeniem jest zmieniać świat.
  • Pokonaj ograniczenia swojej służby.
  • Podnieś swoją służbę na „następny poziom”
    … i tak dalej.

Amerykańską kulturową miarą powodzenia są: rozmiar (ilość uczestników), finanse, sława (komitet doradczy) – im większe tym lepsze – większe to „Boże”. Ten model rozpowszechnił się na całą zachodnią (Amerykańską) populację ewangelików jak epidemia grzybicy nóg w męskiej przebieralni sportowców.

Jak funkcjonuje to urojenie

Jest to mit podtrzymywane nieustannie przez wszelkiego rodzaju chrześcijańskie media. Mega-kościoły i ich pastorzy, supergwiazdy, są regularnie pokazywani jako ideał, do którego mają dążyć inni – są rzekomo wzorem sukcesu. Seminaria na temat „Jak wzrastać w służbie” (oraz inne tematy typu „jak…”) wypełniają chrześcijański wszechświat jak turyści Disneyland.

„Słuchajcie, ci goście robią to co trzeba!”
„Jeśli wierzysz we właściwe rzeczy i robisz właściwe rzeczy, tak jak oni, to możesz osiągnąć taki sam jak oni sukces!”
„Postępuj zgodnie z tymi kilkoma prostymi zasadami a również rozbudujesz swoją służbę!”

Tan atak prowadzony z mediów łączy się z indywidualnym brakiem poczucia bezpieczeństwa, stwarzając psychologiczny i duchowy szybkowar. Zdumiewające negatywne dane statystyczne dotyczące braku autentyzmu, samotności oraz wypalenia tych, którzy poświęcili się „zawodowej służbie” są w pełni i niepodważalnie udokumentowane [i]. Presja na to, aby szukać potwierdzenia swej tożsamości i osobistej wartości w chrześcijańskiej służbie jest wszechobecną i często subtelną chorobą.

Ludzie, którzy osiągają nadmierne powodzenie myślą, że „robią to dla Jezusa”, podczas gdy w rzeczywistości motywuje ich własne ego oraz pęd do znaczenia. Skąd to wiadomo? Po braku duchowego odpocznienia oraz depresji jaka ich dopada, gdy ich „służba” i podium, na którym ją realizują, zostaje z jakiegoś powodu im odebrana. Jezusowi nie przeszkadzało to, że przez 30 lat był nieznanym stolarzem. Ci uzależnieni od służby, która daje im potwierdzenie tożsamości i zaspokaja potrzebę znaczenia, nie są w stanie znieść, ani nawet wyobrazić sobie istnienia bez „służby” przez trzy miesiące, a co dopiero 30 lat.
Ci bardziej skłonni do samoobserwacji są narażeni na wewnętrzne i zewnętrzne głosy, które mówią do ich dusz:

„Tak naprawdę to nie robisz nic istotnego”.
„Spójrz na siebie. Gdyby Bóg rzeczywiście był z tobą, byłbyś tak wielki jak ten czy tamten”.
„To, że brakuje ci ciągle kasy dowodzi, że Bóg nie jest z tobą”.
„Jeśli tak bardzo masz rację to dlaczego nie masz wielkiej służby?”[ii].

Fakty zaś są takie, że przeciętne zgromadzenie w Stanach Zjednoczonych liczy między 50 -75 członków, natomiast „mające powodzenie” służby są statystycznie rzecz biorąc elementami odstającymi od normy, aberracją i w rzeczywistości nie są tym, za mają być tak chwalone [iii].
Continue reading

Co naprawdę znaczy umieranie dla siebie?

crosby2

Fragment z ksiązki pt.: The New Testament Prophet Understanding the Mind, Temperament, and Calling

Stephen Crosby

Istnieje taka gałąź chrześcijaństwa, która zawsze mówi o krzyżu i wadze umierania dla siebie. W najlepszym wypadku jest to niezrównoważone nadmierne podkreślanie pewnego aspektu, czyli półprawda, a w gorszym, mówiąc wprost: błąd. Promuje introspektywną świadomość grzechu, poczucie bezwartościowości, niechęć bądź nienawiść do siebie, duchowy paraliż i legalizm. Promuje odwrotność duchowej pychy: jesteś szanowany za to jak bardzo bezwartościowy się czujesz i jak „pokorny” stajesz się z wyglądu dla tych, którzy w specyficznej kościelnej kulturze mają władzę.

Czym jest prawdziwa biblijna pokora?

Czy jest i czym nie jest „pokora” często jest definiowane bardziej na podstawie wartości utrzymywanych w ramach danej kultury kościelnej i społecznej, niż na podstawie tego, co mówi Pismo. Niewiele jest bardziej odpychających rzeczy niż fałszywa chrześcijańska pokora, tworzona przez legalistę. Ci, którym brak jest poczucia bezpieczeństwa, zawsze będą oskarżać ludzi wiary, pewnych i odważnych o brak pokory. W kościele omawianie sprawy pokory podobne jest do rozmów w przebieralni chłopców z podstawówki na temat seksu dorosłych; ci, którzy o tym mówią, przeważnie najmniej na ten temat wiedzą.

Pokorę często przyrównuje się do potępiającego samego siebie, samokrytycznego, introspektywnego ducha niższości, czegoś na kształt wycieraczki. Źródłosłów greckiego wyrazu, tapeinós, oznacza płaszczenie się, służalczość, tchórzliwy serwilizm, a taka postawa była uważana za moralną cechę zasługującą na pogardę. Nowy Testament używa go unikalnym chrześcijańskim znaczeniu. Żaden grecki autor nie używał tego wyrazu w taki sposób przed powstaniem chrześcijaństwa. Właściwa biblijna definicja to głębokie oduczcie moralnej małości przed Bogiem. Skrajny akt biblijnej pokory to pewna siebie wiara. Jest to bardziej oparte na relacji zaufania Bogu, niż na sobie samym. Biblijna pokora nie ma zupełni nic wspólnego z zewnętrzną nieśmiałością, łagodnością mowy czy osobistym sposobem bycia, w całości natomiast jest pewnością siebie w Bogu.

Nadmierne podkreślanie umierania dla siebie czasami jest nazywane „teologią robaka” i zwykle wyciągana z ohydnego zastosowania Iz 44:14 – „robaczku, Jakubie” i równie wstrętnym, błędnym zastosowaniem Rzm 7:18 „nie mieszka w moim ciele dobro” oraz tak samo ślepego zastosowania Jer 19:9 – „złe jest serce ludzkie, gorsze niż wszystko inne, któż może je poznać”. Jak wyraźnie widać jest tak, nie powinniśmy ufać własnemu sercu, lecz powinniśmy ufać sercu tych, którzy nauczają nas, abyśmy nie ufali swemu.

Które „własne ja” powinno rzekomo „umrzeć”?

Continue reading