Category Archives: Crosby Stephen

JEZUS ZAKAZUJE TEGO

Stephen Crosby

Bardzo niewiele jest wyraźnie zakazane przez Jezusa w sposób wyrażony przez „nie będziesz”. Jest jednak jedna rzecz, której zakazuje: „martwienia się/niepokój.
Pomyśl o tym: ze wszystkich „grzechów” naszej kultury, co do których wielu ma niemal obsesję, martwienie się nie znalazło by się na takiej liście.
Dlaczego właśnie ten zakaz.

Co najmniej z dwóch powodów:
Najważniejsze: ponieważ jest to potwarz, oszczerstwo przeciwko charakterowi Jego Ojca.
Martwienie się jest związane z naszą naturalną egzystencją, strach przed śmiercią spowodowaną jakimś brakiem, potrzebą. Bezpośrednio odnosi się to do pieniędzy, które są „innym bogiem”, o którym Jezus powiedział, że „albo służycie Jemu, albo temu drugiemu, nigdy obu równocześnie”.
Jest to jak fala uderzeniowa dla mojej duszy. O ile nie ma w tym potępienia, nie brak jest powodów, aby chodzić pokornie w pokucie przed Bogiem i w człowieczeństwie, jeśli tylko zdobylibyśmy się wobec siebie na szczerość

Niewiele jest rzeczy, które tak skutecznie objawiają nam samym nasze jak przedłużające się okresy finansowej presji (czy fizycznej niesprawności, złego traktowania przez innych).

Nie wierzę, że to Bóg „zsyła” nam te rzeczy czy też „wkłada je na nas”, bądź „używa jako narzędzi do uczenia nas”, jak to się mówi. Dla mnie tego rodzaju myślenie również jest obrazą charakteru Boga.
Niemniej, żyjemy w upadłym świecie, gdzie będziemy przeżywać różne trudności. Jego odkupienie jest na tyle obszerne i głębokie, aby spleść „wszystko ku naszemu dobru”. Absurdalnie łatwo się to mówi. Dowodem w sprawie staje się sytuacja, w której teoria staje się rzeczywistością w życiu i sercu jednostki.
Jestem głęboko przekonany o swoim własnym tchórzostwie i marudzeniu. Łatwiej mi się wtedy modlić. Pomaga mi to nieco być bardziej cierpliwym i dobrym dla innych, tak abym mógł zebrać to samo dla siebie. Mogę stwierdzić, że wielokrotnie, tak rzeczywiście było w praktyczny i namacalny sposób. Zbierałem miłosierdzie tam, gdzie „sprawiedliwość” mówi, że nie powinno być żadnego miłosierdzia, ponieważ próbowałem, czasami jakkolwiek marnie, siać miłosierdzie.

Odwaga w przebaczaniu

Stephen Crosby

Ktoś mnie dziś poprosił o krótką definicję „ukrzyżowanego życia” (dosł.: “cruciform living”).
Wspaniała lecz niezgłębiona sprawa. Dałem jakąś krótką odpowiedź, o przebaczaniu naszym wrogom, lecz to, co poniżej pochodzi z tablicy mojego przyjaciela Sean Larkin. Ucieleśnia to, jak wygląda wcielone w praktykę ukrzyżowane życie. Oto warte życiowej lekcji przekonanie:

Odwaga w przebaczaniu
Jest to modlitwa znaleziona w obozie koncentracyjnym Ravensbruck obok ciała martwego dziecka:

O, Panie, pamiętaj nie tylko o mężczyznach i kobietach dobrej woli, ale również o tych złej woli, lecz nie pamiętaj tych wszystkich cierpień, które nam wyrządzili. Pamiętaj o owocach, jakie zrodzone zostały dzięki temu cierpieniu: o naszym braterstwie, naszej pokorze, hojności, wielkości serc, które z tego wyrosły, a kiedy staną przed sądem niech te wszystkie owoce, które zrodziliśmy będą ich przebaczeniem”.

Jakże zaskakujące wyzwanie wobec każdej pierwszej reakcji, jaką możemy odczuć wobec tych, którzy nas skrzywdzili. Jakże gwałtownie i szlachetnie gryzie się ta modlitwa z moją potrzebą wykazywania moich praw, mojej ważności.

Czy to możliwe, że, gdy Jezus prosi o to, aby modlić się o tych, którzy mnie prześladują, to może mieć na myśl właśnie coś takiego?
Jezus, spraw, abym był śmiały, odważny i skuteczny w przebaczaniu.

Na tym świecie, lecz nie z niego

Stephen Crosby

Na tym świecie, lecz nie z niego
Systemy tego świata są skorumpowane .
WSZYSTKIE jednak są poddane szatańskiej zwierzchności obecnego czasu.
Jeśli jako zdeklarowani uczniowie Jezusa sądzimy, że korzystając z wartości tych światowych systemów, z mocy i metod tychże możemy walczyć w ramach tych systemów, aby je poprawić to zwodzimy samych siebie.

Czy mamy być obecni zachowując i dając życiodajny wpływ w tych systemach jak zakwaszone ciasto na chleb? Absolutnie tak: W tym świecie, lecz nie Z tego świata, a to jest trudne.
Widzę jak wierzący angażują się w tym świecie na warunkach tego świata i przy pomocy jego wartości i sposobów. Znajdują się wewnątrz niego, lecz również są Z NIEGO, a to błąd. Oznacza to również, że czasami są wręcz nienawistni.
Jak więc można być na tym świecie, a równocześnie nie z niego? Nie jest to łatwe pytanie i nie jest to łatwe do wykonania.

Jest to podobne do ukrzyżowanego życia Jezusa, a nie  jest jakimś innym systemem tego świata. „Rządy Jezusa” są  inne. Pochodzą z innej rzeczywistości, mają inne wartości i metody.

Na przykład: oddawanie dobrem za zło, a nie złem za zło. Czynienie dobrze tym, którzy są złośliwi wobec nas. Zwyciężanie zła dobrem. Przebaczenie tym, którzy na to nie zasługują – bez miary i ograniczeń. Miłość do nieprzyjaciół. Oddawanie swego życia za tych, którzy nas nienawidzą, przyjaźnienie się z „grzesznikami”, czynienie pokoju nawet z własna stratą jeśli to konieczne, zgoda na to, aby miłosierdzie panowało nad sądem,  demonstrowanie pokuty, a nie nakłanianie innych do pokutowania, życie w stylu agape (zdefiniowanego jako nieoczekiwanie niczego od tych, którzy moralnie są nam coś winni)… i tak dalej. Nie mówię, że to łatwe. Tak nie jest.
Wiecie, podstawowe „klamoty Jezusa” – które nieliczni chcą uznać, jeszcze mniej chce o tym mówić, a niemal nikt nie chce tak żyć. Nie mówię, że to łatwe. Tak nie jest. Jest to niemożliwe bez umacniającej obecności życia żywego Chrystusa w każdym z nas.
Oczywiście, łatwiej jest znaleźć tekst usprawiedliwiający nienawiść i niszczenie przestępcy, racjonalizując w ten sposób „świętą” przemoc. (Mamy to już za sobą – patrz: krucjaty – które skończyły się wspaniale, nieprawdaż?). Właściwie rozumiany Krzyż Chrystusa jako coś, co NIE jest dziełem Ojca, kończy wszelkie pretensje do słuszności świętej przemocy.

W rzeczywistości sprowadza się to do światowej władzy (i pieniędzy): kto ma, a kto nie. Ci, którzy je posiadają dążą do zachowywania jej, jeśli trzeba, przemocą czy niesprawiedliwością, a ci, którzy jej pragną, chcą dostać, jeśli trzeba, przemocą i niesprawiedliwością. Każda przemoc i niesprawiedliwość jest święta w ich oczach.

Ewangelia Jezusa nie podlega jurysdykcji diabelskich zwierzchności tego wieku. Przyszła, aby je pokonać tym, że nie kochamy swego życia aż po śmierć – jeśli to konieczne naszą śmierci – a nie kogoś innego.
Droga Jezusa nigdy nie pojawi się na czołówkach gazet, nigdy nie uzyska tysięcy „lików”, nie będzie miała wielu „obserwatorów”, ani nie stanie się politycznym sloganem. A jednak, wierzę, że była, jest i zawsze będzie prawdziwą nadzieją dla ludzkości.
Tak więc, próbuję być uczniem Jezusa.

Prostota, która jest w Chrystusie

Stephen Crosby
The Crosby Cafe

Jezus jest prosty, Biblia nie. Jezus jest głęboko, przemożnie, nie do pojęcia i nie do zgłębienia, kosztownie i boleśni – prosty.

Zauważyłem pewien wzór postępowania między wielu „chrześcijanami”, którzy uważają siebie za „postępowych”, „głęboko myślących” „duchowych” czy „mistycznych” i „wolnych od stworzonej przez ludzi religii”. Starając się,  być ludźmi wyrafinowanymi i głębokimi, sami siebie zniechęcili do prostoty, która jest w Chrystusie i ewentualnie do wszystkiego, co ma związek z choćby najdalszym związkiem z historycznym chrześcijaństwem i do tego celebrują to. Jest coś młodzieńczego, a nawet młodzieżowego w tym: „Moi rodzice to idioci, komu oni potrzebni?” Niestety nasza indywidualistyczna i subiektywna kultura nagradza takie postawy.

Pomyśl o tym: nikt w ciągu 2000 lat nie był tak mądry, duchowy i oświecony, jak my. Wszyscy przed nami mieli religijne „agendy”, lecz my jesteśmy „czyści”.

Zawsze jest to wyzwanie dla reformatorów i odnowicieli.

Taki jest nieunikniony koniec tego, co nazywam duchową żądzą: przesadne pożądanie intelektualnego (fundamentaliści, ewangeliczni i postępowi) czy emocjonalnego (zielonoświątkowi i charyzmatycy) przeświadczenia, innowacji i stymulacji. W pewnym sensie Jezus jest końcem duchowego włóczęgostwa i rozważań. Lecz dalej jest krzyż z jego wyrokiem śmierci na wszelkie nasze duchowe ambicje i wycieczki.

„Kiedy uczyniliśmy ci to, Panie?”
„Cokolwiek uczyniliście z tych najmniejszych, mnie uczyniliście”.

Jakże proste to i nie cieszące ego. Ignorujemy więc to i zaczynamy metafizyczne wycieczki, klepiąc się nawzajem po ramionach, skoro zostaliśmy teraz tak „uwolnieni” od „stworzonej przez ludzi religii”, radośnie zwodząc siebie samych.

Jezus nie jest przedmiotem studiów, w ten sposób nie poznaje się Go. Jest znany na tyle, na ile uchwycimy się drogi w kształcie krzyża. Ten krzyż objawia Go. Jezus, a przez Niego Ojciec, jest poznawany przez krzyż i zmartwychwstanie.

Kto nie miłuje (na sposób krzyża), nie zna Boga – Jan Apostoł (niektóre czytania Pawła nie stawiają oporu!).

Ten krzyż jest istotą tego, co znaczy być uczniem Jezusa – reszta to komentarze. Czasami nie jest to bardzo ekscytujące. W rzeczywistości,… wprost w dół… krzyżowanie… i tak powinno być.

Sława, a nasza odpowiedzialność

Stephen Crosby

Tak więc, po raz kolejny jawne postępowanie chrześcijańskiego celebryty znalazło się na pierwszych stronach wiadomości. „Upadł” przez niemoralność seksualną. Niestety, nie jest to nic nowego. Takie rzeczy zawsze będą miały miejsce w kulturze wołającej „daj nam króla (celebrytę), gdzie ceni się sławę i talent bardziej niż charakter. Niemniej, nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie ze sprawą odpowiedzialności jednostki.

O ile jednostki muszą ponieść odpowiedzialność i spotkać się z konsekwencjami takich sytuacji, wszyscy jesteśmy w to zamieszani. Dlaczego? Ponieważ nasza żądza chwały umożliwia takie zdarzenia. Jeśli psychiczna energia, pieniądze i uwielbienie chrześcijańskich tłumów promują jednostkę do sławy, której ona nie jest w stanie unieść, to ten tłum jest zamieszany w upadek tejże jednostki. To my powołujemy królów, a następnie, gdy upadną, kiwamy palcem. My musimy pokutować, a nie tylko ten człowiek.

Cieszę się z tego, że w Chrystusie zawsze jest przebaczenie, akceptacja, nadzieja i odnowienie dla każdego, dla wszystkich i zawsze. Cieszę się z tego, że Ojciec nie potępia nikogo. Niemniej: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” to modlitwa, której nigdy za wiele. Jest wiele zamieszania w tej kwestii. Nasz status synów i córek Bożych w Chrystusie nie neguje tej koniecznej skłonności do świadomości siebie Jeśli chodzi o Johna Crista dziennikarz USA Today napisał ostatnio:

„… dalej istnieją konsekwencje naszych czynów ( i powinny być), lecz ostatecznie nie określa nas to, co zrobiliśmy, lecz to, co zrobił dla nas Jezus. Johnie Crist, spartaczyłeś to porządnie, lecz Bóg nadal kocha cię i kochać zawsze będzie”.

Porównajmy to z tym, co POWIEDZIAŁ JEZUS: Po owocach (zachowaniu, jakie ich życie wydaje) poznacie ich”.

Continue reading

LIST OTWARTY, PROŚBA DO MŁODSZYCH BRACI I SIÓSTR W CHRYSTUSIE DZIAŁAJĄCYCH W MEDIACH SOCJALNYCH

Stephen Crosby

Kiedy byłem w średnim wieku (30, 40 lat) przyjaźniłem się z mężczyzną po sześćdziesiątce. Pomógł mi pohamować moje najgorsze skłonności. Pokazał mi perspektywę na wiele rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Miał szersze wejrzenie w te sprawy ponieważ przeżył znacznie więcej (naturalnych, duchowych, teologicznych, „kościelnych” doświadczeń) życia niż ja. Nie byłbym tym, kim jestem dzisiaj, gdyby nie jego wpływ.

Widzę jak wielu młodzieńców czyni w mediach społecznościowych zamaszyste wypowiedzi o bezwzględnej pewności, i jest mi przykro z tego powodu. Często to twierdzenia są kłopotliwe i czynione z bardzo ciasnej perspektywy. Ci ludzie tak po prostu nie znają innych wszechświatów, możliwości i „odpowiedzi”, które istnieją poza ich osobistym doświadczeniem i relacjami z rówieśnikami.

Jeśli masz dwadzieścia, trzydzieści lat i jedynym głosem, który słyszysz to kabina pogłosowa twojego własnego pokolenia to nie jest to dobre miejsce. Znajdź kogoś z siwizną na głowie, komu możesz zaufać (i komu będzie zależało wyłącznie na twoim dobru) i bywaj z nim często. Nie masz na tyle obszernej perspektywy, aby twierdzić to, co twierdzisz.

Działa to w obie strony; ci z siwymi włosami potrzebują energii, żywotności, pasji i siły młodzieży. Bez niej zaskorupilibyśmy się we własnym przeświadczeniu i opierali każdej zmianie, reformie, innowacji.

Potrzebujemy siebie nawzajem. Nie jest to opcja – jest to coś, co podtrzymuje życie.

Moi rówieśnicy wiedzą to i mogą zaświadczyć, że często modlę się gorliwie o to, abym nie spędził ostatnich dni otoczony wyłącznie przez własne pokolenie. Modlę się o boskie powiązania z młodymi mężczyznami i kobietami.

Zdarzyło mi się być raz na spotkaniu, gdzie, mając wówczas ponad 60 lat, byłem najmłodszy! Serce mi zamarło. Nie ma w czymś takim przyszłości i byłem zasmucony. Nic, co wtedy usłyszałem nie miało żadnej wartości dla żadnego trzydziestolatka, którego znałem. Pomieszczenie było pełne starych, siwych mężczyzn, którym ciągle wydawało się, że jest 1970 rok, a my jesteśmy jakoś „duchowo ważni” ze względu na „objawienie, które niesiemy”. Było to zbiorowisko duchowej i kulturalnej nieprzydatności, duchowego egalitaryzmu i dyskryminacji młodego wieku!
Było to równie smutne co patetyczne.

Wierzę, że nie ma możliwości otrzymania pełnego objawienia Jezusa w jakiejkolwiek formie „zasilosowania”: rasy, płci, klasy społecznej czy wieku. Trzy pierwsze stanowią gorący temat we współczesnej kulturze. To ostatnie ma znamiona epidemii i często jest ignorowane: mnóstwo energii poświęca się na pierwszych trzech, zero na czwartym. Znam wielu, którzy uważają siebie oświeconych w dziedzinie teologii, duchowości, rasy, płci i klasy, a którzy są (być może nieświadomie) wiekowymi bigotami.

Nie sądzę, aby to był przypadek, że do wywołania epokowej zmiany potrzeba było, aby nastoletnia dziewczyna nosząca w swym łonie obietnicę, której wypełnienie miało przemienić świat, musiała mieć za partnerkę starszą krewną, również noszącą w swym łonie obietnicę.
Jest to przesłanie dla tych, którzy chcą usłyszeć go. Bóg sam siebie określił Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba. Jest to przesłanie dla tych, którzy chcą je usłyszeć.
Obyśmy zechcieli zwrócić uwagę i przeżyć coś lepszego… razem.

Wyznania chrześcijańskiego idioty

Stephen Crosby

Moje pierwsze doświadczenia z chrześcijaństwem wiążą się z  przypadkiem chrześcijańskiego idiotyzmu. Chrześcijański idiotyzm jest mieszaniną szczerości, ignorancji, żarliwości i sprawiedliwości własnej. Wraz z żoną, Ritą, spędziliśmy 13 lat w ekstra separatystycznej grupie, gdzie wszystko było grzechem oprócz oddychania i to też tylko między 10 a 12 w niedziele. Oczywiście, przesada, lecz niewielka! Ze szczerego lecz sprowadzonego na manowce zrozumienia, byliśmy trenowani  jak unikać zatrucia, które z całą pewnością przychodzi gdy przebywamy z nie-wierzącymi. Dotyczyło to również członków rodziny. Uczono nas, abyśmy kontaktowanie się z niewiernymi pozostawili baptystom. Uczono nas również, że baptyści i inni głoszą „nominalną ewangelię”, lecz my głosimy „głębsze rzeczy Boże”. Przede wszystkim Biblia mówi (westchnienie – zmora tekstów dowodzących i fanatycznej typologii!) że poganie wejdą do światłości naszego poznania. Tak więc, jeśli więc będziemy tylko świecić wystarczająco jasno, nie musimy martwić się o mieszanie się z nieobmytymi masami ludzkości. Bóg przyprowadzi ich do nas.
Mieliśmy takie mądre jednozdaniowe powiedzenie: „Baptyści złapią ryby, lecz my zrobimy z nimi porządek”. Umysł mi drętwieje na samą myśl o tym, lecz taka jest prawda. Jest to nie tylko koszmarnie zła teologia, lecz również pewna recepta na złe relacje. Jakkolwiek toksyczne to było, nie mogę oskarżać wyłącznie mojego chrześcijańskiego idiotyzmu o to co inni robili mi czy czego mnie uczyli. W tym przesłaniu moje osobiste złamanie odnajdowało sens zdrowia i elitaryzmu. W każdym razie, nie wiedziałem wiele lepiej. Bałem się konfrontacji z liderami. Chciałem tej społeczności również  jako potrzebę umyślonego przez siebie uspołecznienia. Jak w powiedzeniu: „Bo do tanga trzeba dwojga”. Gdyby moja dusza nie była w tak silnej potrzebie, nie przełknąłbym tej przynęty. To był duchowy lepiec, toksyczne przesłanie łapiące na haczyk duszę, która nie ma się dobrze.
Znaczyło to, o ile w ogóle możliwe: żadnych uroczystości rodzinnych (urodzin, rocznic), żadnych świąt. Uczono nas, że jeśli nie jest możliwe unikanie takich obchodów, powinniśmy niechętnie to znieść, jak rzucenie mało znaczącego gestu mętom ludzkości, które były poniżej naszej duchowej wspaniałości. Jak przypuszczam, mój chrześcijański idiotyzm spowodował ogromne szkody w sporej rodzinie, szczególnie wśród rodzeństwa żony.

Continue reading