Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stan 9/12.09.2019

Stan Tyra
9 września
Podróż przemiany jest podróżą kolejnych przebudzeń i rozszerzania świadomości tychże. Bardziej jest podobna do krętych spirali, które stale się rozszerzają się. W miarę jak się rozszerzamy, poruszamy się do przodu i wstecz, w górę i w dół. Nigdy nie jest to prosta linia. Nigdy nie ufaj nikomu, kto sprowadza to do formułki.

11 września
Ogólnie rzecz ujmując, moglibyśmy opisać nasz udział w życiu Ducha, jako powrót do domu w Bogu. Jest to postępujące objawienie prawdy naszego bycia: już jesteśmy w Bogu. Nasze oddzielenie od Boga jest iluzją umysłu (Kol 1;21), i to iluzją opartą na tym, co teologowie nazywają grzechem i ma ona potężne i tragicznie konsekwencje.

Skutek jest taki, że zredukowaliśmy tą podróż do domu „w Chrystusie” do geograficznej odpłaty opartej na zdyscyplinowanym zachowaniu (uczynkach), z czego wiernie się pysznimy.,

Nikt nie może nas nauczyć tak wiele o lekarstwie na tą przepaść, jak mistycy, z których Jezus jest pierwszym. Mistycy to ci, którzy są duchowo zakorzenieni w doświadczeniu, a nie moralności, teologii czy ideologii. Wyłącznie podróż doświadczenia i słuchania może przenieść twoją wiedzę z głowy do serca, co centrum twojego jestestwa. Jest to przemieszczenie z dochodzenia do prawdy do stałego dochodzenia do prawdy, ponieważ temu wzrostowi królestwa nie ma końca. Pamiętaj, Jezus powiedział: „idź za mną”, a nie ucz się o mnie faktów czy czcij mnie.

12 września
Zachodni fundamentalizm postrzega wyraz „mistyk” jako coś pochodzącego z new age i kultu, o ile nie wprost demonicznego. Rozumiem to, też tak myślałem w poprzednich latach. Mistyk nie jest słowem, które chcielibyśmy używać, wolimy takie jak: chrześcijanin, wierzący, uczeń czy członek.

Ludzie mówili do mnie: „daleko odpłynąłeś od podstawy i przehandlowałeś bycie chrześcijaninem, za bycie mistykiem”, na co ja odpowiadam: „dziękuję ci”. Zachodni fundamentalizm dyskredytuje mistyków głównie dlatego, że nic o nich nie wie bądź nie chce wiedzieć. Gdyby przynajmniej przez chwilę zwrócili uwagę ich podejrzenia jeszcze wzrosły by, ponieważ nie lubią języka poznania, jedności i włączenia, które stanowią zagrożenie dla ich systemu wymiennej sprawiedliwości i narzędzi służących utrzymaniu jej.

Niemniej, każda religia ma swoich mistyków w tym to, co później stało się znane jako chrześcijaństwo. Mistycy są zakorzenieni w doświadczeniu, podczas gdy fundamentalizm jest zakorzeniony w teologii i przekonaniach. Kiedy Jezus mówił o byciu jedno z Ojcem to nie miał na myśli wierzenia, lecz doświadczenie. Modlił się o świat, abyśmy również mogli tego doświadczyć, jak i nasza duchowość. Łatwo jest zobaczyć, o ile w ogóle zachcemy zwrócić na to uwagę, jak bardzo chrześcijaństwo oddzieliło siebie od duchowości Jezusa. .

Mistycyzm to uczestnictwo w przemieniającej podróży przemiany a Jezus zaprosił wszystkich, aby w tej podróży „szli za Mną”. Wszyscy jesteśmy wezwani do tego, aby żyć w tajemnicy naszego życia umieszczonego w Chrystusie i zwracali uwagę na stałą obecność „bogactwa obfitości łaski”.

<|>

Stan_6/8.09.2019

Stan Tyra

Stan Tyra
6 września
Wbrew retoryce tylko niewielu pragnie przemiany i nieliczne kościoły witają ją z radością. Wolimy, aby proces przebiegał zgodnie z naszym planem, pod naszą kontrolą i był ograniczony do drobnego majsterkowania przy naszych religijnych projektach samorozwoju.

Jednym z powodów tego, że tak naprawdę nie chcemy przemiany jest to, że w trakcie tej podróżny napotykamy na opór w tych miejscach, w których zazwyczaj spodziewalibyśmy się wsparcia. Rodziny, przyjaciele i kościół często współpracują ze sobą, aby nas uchronić przed autentycznością, a utrzymać mocno w miejscu podporządkowania się normom. Właśnie dlatego chrześcijaństwo w większości swych form jest bardziej plemienne niż przemieniające – brak mu cierpliwości do znoszenia twojej marnotrawnej podróży i z pewnością chce uniknąć przykrych sytuacji, jakie może ona sprawić. Reputacja jest ważniejsza niż przemiana, wymagania zaś są proste: bądź dobrym starszym bratem, trzymaj się domu i bądź posłuszny.
Szczera przemiana jest procesem zmiany, który nie podlega naszej kontroli. W przeciwieństwie do dyscypliny, przemiana jest powstrzymywana staraniami, a przyspieszana przyzwoleniem. Jeśli w naszym wnętrzu ma nastąpić głęboka zmiana, musi pochodzić z jakiegoś miejsca spoza naszego ego. Każda próba kierowania czy kontrolowania go wyłącznie wzmacnia fałszywe ego, a wtedy prawda o naszym życiu jeszcze bardziej oddala się od nas.

7 września
Przemiana wpływa na naszą tożsamość w taki sposób, że ujawnia nasze „załączniki”. Jesteśmy tym, z czym najbardziej się utożsamiamy. Jeśli utożsamiam się z systemem przekonań (wierzeń) wtedy jestem moim systemem wierzeń. Jeśli jest to historia to jestem moją historią. Jeśli jest to rasa, płeć, reputacja, osiągnięcia, upadki czy cokolwiek innego jeszcze zdołasz wymienić, tym jestem. „Jak człowiek myśli w sercu swoim, taki jest” (Przyp 23:7). Jestem tym, do czego jestem najbardziej przywiązany, ponieważ właśnie to, do czego jestem tak przywiązany, decyduje o tym, co myślę. Jest to klasyczne definicja bałwana, a bałwanem jest wszystko do czego musisz się zwrócić o pozwolenie, gdy usłyszysz głos Ducha wzywającego cię do wyjścia poza miejsce, w którym jesteś ku większemu, autentycznemu ja.

Wielu ludzi utożsamia siebie z osobistą historią wykorzystania czy traumy. Przyjmują na siebie coś, co nazywamy tożsamością ofiary. O wiele bardziej tragiczne jest stać się własnym bólem, niż tylko znosić ten ból. Łatwo również utożsamić się z życiowymi okolicznościami i powiedzieć: „to ja, taki jestem, to jest moje życie”.

Być tym, co niosą własne myśli, wierzenia i przekonania skutkuje znacznie mniejszym ja i jest bardziej niebezpieczne od tylko posiadania myśli, wierzeń i przekonań. Na przykład: każdy z nas zna kogoś, kto utożsamił się ze swymi religijnymi wierzeniami. Nie da się z nim przeprowadzić istotnej rozmowy o czymkolwiek, ponieważ jego osobista, wewnętrzna przestrzeń już jest przepełniona jego opiniami i przekonaniami. Ma zawsze gotowy system obronny, ponieważ czuje, że nie tylko kwestionujesz jego wierzenie, lecz to, kim jest, jego tożsamość.
Gdy pytam kogoś: „Powiedz mi coś o sobie” to niemal bez wyjątku zaczyna mi opowiadać, co robi. Jestem matką, ojcem, mężem, żoną księgowym chrześcijaninem…?? Zmagamy się z przemianą i przejściem na wyższy poziom świadomości, ponieważ utknęliśmy w małej przestrzeni tego, co robimy i co myślimy. Wielu przylgnęło do Jezusa pomimo tego, że On mówi: „przestań, nie trzymaj się mnie” (J 20:17). Jeśli trzymamy się kurczowo Jezusa nigdy nie wzniesiemy się do chrześcijańskiej świadomości, gdzie jest miejsce na wolność do „życia, poruszania się i bycia” (Dz 17:28).

Życiem wiary jest reagowanie na życie przez „tak i amen”, równocześnie idąc dalej w pokoju, z akceptacją i wdzięcznością. Wiara jest czymś znacznie więcej niż zgodą na wierzenia i koncepcje. Wiara jest jedyną rzeczą, która może cię przygotować do najbliższego upadku swobodnego i towarzyszyć ci dalej w tym, co jest częścią następnej przemieniającej podróży. Ta podróż stawania się nie jest powolnym wspinaniem się wzwyż na starą transformacyjną górę, lecz wygląda tak: trzy kroki w górę, utrata równowagi i spadek dwa kroki wstecz. To ten jeden zyskany krok nadaje impet do dalszego marszu.
Musimy wypuścić na wolność nasze życie, co dotyczy również nasze wierzenia i przekonania, bądź Jezus powiedział, że „stracisz życie”, zanim je rzeczywiście znajdziesz. Musimy odpuścić, przejść przez stan niewiedzy, aż dojdziemy do takiego stanu, że ta wiedza nie jest nam potrzebna. To, że nie musisz wiedzieć, jest wskaźnikiem obecności autentycznej wiary. Znaczy, że zostałeś z jakiegoś powodu, którego nie rozumiesz, doprowadzony do miejsca, którego nie znasz i to w podróży, której nie możesz kontrolować.
Proces przemiany nie jest dla lękliwych, a ci, którzy zawsze mają szybkie religijne odpowiedzi, nie doświadczą go. Jest dla poszukiwacza obecnego w każdym z nas, który wie, że to, co jest ukryte w całym rozgardiaszu naszych załączników i tożsamości to autentyczne JA, które jest większe, rozleglejsze i bardziej miłujące niż wszystkie, wymyślone przez siebie pomysły na owo „ja”.

8 września
Jednym ze sposobów uodparniania się na przemianę jest to, że prowadzimy życie zbyt zajęte, aby mieć czas na ciszę i samotność. To nasze zapracowanie rozprasza nas tak, że nie możemy się spotkać z naszym wewnętrznym ja. Wolimy rozpraszanie i relaks niż przestrzeń na obecność i spotkanie. Właśnie unikanie tych rzeczy jest źródłem naszego uzależnienia i utrzymuje nasze religijne życie spięte w desperackim kieracie obowiązków i krzątania.

<|>

Stan_3/5.09.2019

Facebook

Stan Tyra
3 września

Życie mnóstwa ludzi sprowadza się do domagania się podobieństwa, szczególnie w dziedzinie polityki i religii. Ja mam rację – ty się mylisz. Ja jestem dobry – ty jesteś zły. Ja jestem zbawiony- ty nie. To ego opakowuje się we takie wnioski i przekonania po czym mówi: „taki właśnie jestem!” Przeważnie jest to po prostu inna forma psychopatycznej paplaniny.
Nie widzimy tego, lub nie chcemy zobaczyć, że ład tworzy się wyłącznie z kontrastów. Wyobraź sobie jak nudne i irytujące byłoby to, gdybyś poszedł na koncert, na którym zespół wszystkie utwory grałby na jednej funkcji harmonicznej (akordzie). Na harmonię w życiu składa się coś więcej niż samo E-dur, musi ono być otoczone przez C-dur i G-dur.
Arka Noego jest znakomitym studium kontrastów. Bóg celowo utrzymuje te wszystkie „przeciwności” razem, dopóki nie przyjdzie pokój (listek drzewa oliwnego Rdz 8:11). Z tego miejsca rodzi się nowe życie. Jezus był Arką Bożą, a teraz ty jesteś tą Arką – Ciałem Chrystusa.
Świadomość tej części swego boskiego charakteru najlepiej daje się utrzymać współdziałając ze swymi przeciwnościami w pokoju, nie uważając ich za coś wstydliwego. To te kontrastowe kolory składają się na twoją życiową kanwę. Nie ma kolorów, nie ma opowieści, nie ma życia.

4 września
Fundamentalizm uczy, że wszystko wypływa z Boga na zewnątrz. Zaczynam patrzeć na Boga inaczej, wierzę, że wszelkie życie płynie ku Bogu a nasza podróż to nauka jak uczestniczyć w tym strumieniu. Życie ma swój kierunek i ten kierunek jest zwrócony ku Bogu. „Pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi” opisuje nieustanny Boży cykl. Pierwsi na ostatnich, ostatni na pierwszych i tak stale i wciąż powtarzany jest cykl życia.

Przemiana (transformacja) to nie zmiana, jak szybko ją określamy, nie jest to również rozwój własny. Transformacja to ruch w stronę świadomości niepodzielności. Może to sięgać poza nasze umiejętności pojmowania, lecz nie wychodzi poza nasze doświadczenie. Możemy nie rozumieć, lecz możemy wiedzieć.
Wszystko na świecie opowiada nam tą samą opowieść: pory roku, nasiona, zgubiona owca, zgubiona moneta, stracony syn czy posłany Syn. Wszystko zaczyna się w Chrystusie i do Chrystusa wraca. Nawet Bóg „w Chrystusie świat ze sobą jedna” (2Kor 5:19). Zostawia te 99 i idzie szukać jednej, ponieważ w Chrystusie nie istnieje coś takiego jak 99%. Zawsze jest tylko i wyłącznie 100%, całkowitą pełnią i totalnym objęciu wszystkich.

5 września
Prawdziwy duchowy wzrost zawsze doprowadza do tego, że stajesz się bardziej żywy i bardziej autentyczny, ponieważ masz większą świadomość Boga a twoje człowieczeństwo nabiera bardziej pobożnego charakteru. Nie ujawni się to przez lepsze poddanie się religijnym ideałom i standardom, co więcej, podobnie jak w przypadku Jezusa, często będzie to wyglądało na sprzeciw wobec tychże.

Fundamentalizm (niedojrzała religia) każe nam dążyć do świętości, zamiast do całości/pełni; do stawania się duchowym, zamiast w pełni człowieczym; do osiągnięć, zamiast do przemiany oraz do doskonałości, zamiast Jedności. Zbyt często mylimy nasze religijne projekty samorozwoju, które nie są niczym więcej jak tylko polerowaniem fałszywego ego, z bardziej radykalnymi planami Ducha. Ponieważ głos Ducha Świętego zawsze jest łagodnym zaproszeniem, a nie żądaniem, często nie zauważamy go.
Jedność z Chrystusem nie jest tylko teologiczną propozycją – jest obietnicą, której można doświadczyć.

<|>

Stan_02.09.2019

Stan Tyra
2 września

Ciąg dalszy z wczoraj.
Jak uniknąć bajora wiedzy, wyjść z niego i przejść do rzeki świeżej wody. Jestem żarliwym czytaczem książek, lecz radzę, aby nie poprzestawać na książkach. Wiedza rzadko ma moc przemiany. Wyłącznie podróż doświadczenia jest przemieniająca i dlatego Jezu powiedział: „chodź za mną…” Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do traktowania intelektualnego poznania jako czegoś empirycznego i przemieniającego, że gromadzimy coraz więcej i więcej faktów i informacji. Skąd więc, wytłumaczcie mi, nasze nieustanne wątpliwości? Jesteśmy przekonani, że zdobycie właściwej odpowiedzi jest tym samym co oświecenie i przemiana. Nie jest. W rzeczywistości, jest największą przeszkodą. „Uderzająca do głowy” wiedza Biblijna jest najlepszym sposobem na to, aby uniknąć Boga.
Zachęcałbym cię do tego, abyś znalazł jedną osobę, która szła przed tobą i zwrócił uwagę na mądrość, którą niesie. „Uczcie się od nich” jak powiedział Jezus (ode Mnie) o sobie uczniom. Lecz pamiętaj: jest to życiowa podróż, nie kościelne nabożeństwo czy klasa szkolna.

Po drugie: zwracaj uwagę na swoje serce. Już znasz w ten sposób Boga, więc zrozum: po prostu „przypominasz sobie”.

Jan napisał: „Mówię wam o tym, nie dlatego, że nie wiecie, lecz dlatego, że już wiecie”. Już zostało ci dane „wszystko, co jest potrzebne do życia i pobożności”, więc duch i twoja podróż będą ci po prostu przypominać te wszystkie rzeczy. Za każdym razem, gdy próbujesz i zbliżasz się do Boga intelektualnie, twoje ja będzie uważać to za niewystarczające i zwracać się w stronę innego wyścigu osiągnięć.
Zwykle jest tak, że gdy szukamy informacji, widzimy to, czego szukamy i zgadzamy się z tym, co już uważamy za prawdziwe. Musisz dojść do miejsca, doświadczenia, które rozprasza i usuwa z centrum ego a konfrontuje cię z większym i bardziej globalnym światem. Paradoksalne jest to, że Bóg, aby to zrobić, wykorzystuje twoje własne dzieje i życie.
Zadziwiające, że Bóg ukazuje się w przebraniu twojego życia.

<|>

Jak bardzo jesteś utwierdzony_1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Moja matka kochała Pana i była jedną z pierwszych osób w swoim kościele, która narodziła się na nowo i została napełniona Duchem Świętym. Działo się to w czasie charyzmatycznej odnowy na początku lat siedemdziesiątych. Jednakże bez względu na to, jak wiele znaczył dla niej ruch charyzmatyczny i czym była wolność w Duchu, żadna siła w świecie nie była w stanie zmusić jej, aby zostawiła członkostwo w kościele episkopalnym St. Andrews w Kokomo w stanie Indiana.

Kochała ceremonię. Uwielbiała drewniane rzeźby, witraże, całą tą liturgię niedzielnego porannego nabożeństwa. Uwielbiała stare pieśni uwielbienia. Wszystkie te rzeczy definiowały jej chrześcijaństwo i utwierdzały ją w wierze.

Definicja utwierdzenia się (potwierdzenia)

Słowo „utwierdzić się” oznacza „nabrać pewności co do czego” lub „publicznie wyrazić poparcie dla jakiejś opinii lub pomysłu”. Można to też zobrazować np. w sensie prawnym, gdy to sąd wyższej instancji potwierdza poprawność orzeczenia sądu niższej instancji. W naszym kontekście oznacza to, że duchowe rzeczy, które robisz, potwierdzają tobie kim jesteś i co uważasz za prawdę, co utwierdza cię w tym kim myślisz, że jesteś.

Moje pytanie brzmi: jak bardzo jesteś utwierdzony w tym kim jesteś, zarówno jako chrześcijanin i jako osoba? Jak bardzo jesteś utwierdzony w swej wierze w kontekście kościoła i Ciała Chrystusa?

Czy definiuje cię tradycyjny kościół i wszystkie te rzeczy, które oddziałują tam na twoje zmysły? Czy częścią tego jest może kawiarenka kościelna? A może dywany, krzesła, system nagłośnieniowy? A może chodzi o ludzi zgromadzonych w jednym budynku? Czy uwielbienie przypominające koncert rockowy a dyżurni rozdają zatyczki do uszu, bo jest tak głośno, gdy towarzyszą temu lasery i dymy, czy to wszystko utwierdza cię w twej wierze i potwierdza że to, w co wierzysz, jest prawdą? Czy też, jeśli może twój kościół śpiewa tradycyjne pieśni, czy to przyczynia się do tego, ze czujesz się chrześcijaninem?

A może w twym chrześcijaństwie utwierdzają cię grupy domowe? A może grupy mężczyzn czy też kobiet, które spotykają się na modlitwę wstawienniczą utwierdzają cię w wierze? Czy też może utwierdza cię wiedza, że twe dzieci uwielbiają spotkania młodzieżowe, czy też szkółki dla dzieci w kościele?

Nie zrozum mnie źle, nie odnoszę się tu do tego, dlaczego chodzisz do tego kościoła, albo dlaczego nie chodzisz w ogóle do kościoła. Mówię o tym, co utwierdza twoje życie duchowe jako chrześcijanina, co utwierdza cię w tym, w co wierzysz. Czy to jest coś czy ktoś?

Niektórzy chrześcijanie …
Kiedy poznajemy nową osobę, jednym z pierwszych pytań, które zadajemy, jest:  „Czym się zajmujesz zawodowo?” Gdy słyszymy odpowiedz, to natychmiast (świadomie, lub nie) formułujemy sobie opinię o tej osobie. Ta opinia opiera się na naszych wcześniejszych doświadczeniach z ludźmi w tej branży.

Jeśli w przeszłości spotkałeś się z nieuczciwym prawnikiem, a nowa osoba mówi ci, że jest prawnikiem to od razu nabierasz dystansu, bo może jest ona skorumpowana – podejrzewasz tak do chwili, aż nie udowodni ona, że jest inaczej. Jednym z najszybszych sposobów na ucięcie dobrze zapowiadającej się rozmowy z nową osobą jest, gdy mówię ludziom, że służę (w kościele). Ludzie od razu dystansują się wobec mnie w obawie, że może zaraz będę ich nawracał, albo też starają się ukryć zmieszanie mówiąc, że dawno temu znali jakiegoś miłego kaznodzieję.

Jeśli ktoś mówi ci, że jest mesjanistycznym chrześcijaninem, czy w twoim umyśle nie maluje się już określony obraz? Jednakże osoba ta mówiąc to utwierdza się w tym w co wierzy. Bardzo często ludzie, znajdując żydowskie korzenie, utwierdzają się w swej wierze i w tym, co o sobie myślą.

Jeśli ktoś utożsamia się np. z kościołem Betel w Redding w Kalifornii, czy to nie przekazuje innym jakiegoś obrazu? Albo z IHOP w Kansas City, Brownsville lub TACF? Dlaczego ludzie chodzą do „centrów przebudzenia”? Dlatego, że te miejsca utwierdzają ich, definiują ich jako ludzi, jako wierzących.

Niektórzy skupiają się na służbach, które spotykają się określonym celu, np. na ewangelizacjach ulicznych. Ludzie ci znajdują swój cel w składaniu świadectwa o Panu a Pan potwierdza to w niesamowity sposób. Naprawdę niewiele jest innych rzeczy tak utwierdzających cię (że twa wiara jest prawdziwa) jak to, gdy pytasz nieznajomego, czy możesz się o niego pomodlić, modlisz się i widzisz, jak doświadcza natychmiastowego uzdrowienia.

Inni chrześcijanie …
Inni mogą odnaleźć swą definicję w bardziej  marginalnych wierzeniach, jak np. to, że ziemia jest płaska, lub też, że języki / uzdrowienie ustały wraz ze śmiercią pierwszych apostołów. Inni jeszcze skupiają się wyłącznie na jakiejś konkretnej doktrynie, takiej jak uwolnienie, uzdrowienie wewnętrzne czy też uzdrowienie fizyczne.

Zobacz co mówi twe serce a co mówi Biblia, byś zachował równowagę.

Kiedy Paweł powiedział Koryntianom iż obawia się, że porzucą prostotę wiary w Chrystusa dla „innego Jezusa, innego ducha, innej ewangelii”, twierdził, że stanie się tak dlatego, że Szatan ich oszukał, że porzucili prostotę wiary w Chrystusa na korzyść bardziej skomplikowanego „życia wiary”.

Pomyślcie o tym wszystkim, co pomaga wam definiować was samych jako wierzących, co utwierdza was w wierze i teraz pomyślcie, że to znika, że zostaliście tego pozbawieni. Czy wasze życie z Panem zmieniłoby się wtedy w jakikolwiek sposób?

Kiedy Jim, Tammy Bakker oraz Jimmy Swaggart upadli na początku lat osiemdziesiątych, tysiące ludzi odeszło od Pana dowodząc, że tak naprawdę pokładali ufność w człowieku, że popełniali bałwochwalstwo, a kiedy ich ideał upadł, oni też upadli.

Czy dalej chodzilibyście z Panem tak, jakby nic nigdy się nie stało, gdyby wszystko w waszym chrześcijańskim życiu, oprócz zwykłego poznania Ojca i Pana Jezusa zostało wam zabrane? Zaczniemy w tym miejscu następnym razem.

John Fenn

Stan_01.09.2019

Stan Tyra

Zwykle to, w jaki sposób robimy jedną rzecz, pokazuje jak robimy wszystko inne.
Z tego powodu często funkcjonujemy korzystając z mądrości, którą czerpiemy z sadzawki aktualnej wiedzy, wierzeń i opinii, co z kolei powoduje, że nasza tożsamość zamienia się jezioro utworzone w starorzeczu. Jest to jezioro, które powstaje wskutek powodzi, a które po cofnięciu się jej z zalanych terenów, zostaje odcięte do świeżej wody. Po jakimś czasie następuje stagnacja, wszelkie życie zamiera i zaczyna śmierdzieć.

Tak samo dzieje się z nami, jeśli nie utrzymujemy kanału dopływu do siebie nowej i świeżej wody. Wszystkie wielkie poruszenia Boże zaczęły się od powodzi nowego objawienia, które często skutkowało narodzinami nowej denominacji. Niestety, po czasie zamieniały się one w jezioro zalewowe, nie przyjmując nic „więcej”. Wielu liderów, którzy byli wykorzystani do zrodzenia tego nowego ruchu, stawało się największymi wrogami następnego poruszenia. Odrzucali wszystko, co nowe, a zamiast tego bronili tego, co mieli. Ten smród jest najwyraźniej odczuwalny wszędzie, poza miejscem skąd pochodzi.

Znam wielu ludzi zadowolonych z obecnego bajorka myśli, do których mają dostęp w ramach swego umysłu czy plemienia. Nie interesuje ich słuchanie nikogo spoza, ponieważ są przekonani, że już znaleźli narożnik wszelkiej prawdy. Każda myśl(i) spoza bajorka jest uważana za zagrożenie, któremu należy się sprzeciwić.

Sam osobiście byłem w takiej kałuży kręcącej tą samą zastałą wodę. Teraz już znam ogromną wartość słuchania tego, co wychodzi poza aktualną świadomość i bezpieczną strefę. Zaczynam słuchać nawet bardziej uważnie wszystkiego, co „uraża” mnie i aktualny system przekonań. Zaczynam postrzegać urazę jako czerwoną flagę, która przypomina mi, że mam coś, czego się trzymam i co chciałbym bronić. Odkryłem, że nowe objawienie i mądrość najczęściej obrażają moje ego, zanim dam jakąkolwiek szansę na oświetlenie nim mego serca. Tak więc, uraza staje się wartościowym narzędziem dla mnie i dla mojej nieustannej przemiany.

Ludzie często próbują trzymać mnie z dala od wszystkiego, co nowe, mówiąc, że ta „uraza”, którą czuję, jest w rzeczywistości rozeznaniem i że to Bóg mnie chroni. Doszedłem do tego, że nie jest to prawda.

Nauczyłem się tego, jak wartościowe są głosy i perspektywy inne od moich czy też tych najlepiej mi znanych oraz jakie bogactwo niesie spotykanie się z ludźmi odmiennymi i unikalnym, a nie jedynie z takimi samymi. W jaki sposób wchodzimy do rzeki świeżej wody, a wychodzimy z bajorka? O tym będzie jutro.

Trzymajcie rękę na pulsie :).

<|>

Wypróbowany ogniem, mam to!

Kevin T. Bauder
30 sierpień 2019

Czy poleganie na sobie jest cnotą czy wadą? W Biblii znajdujemy fragmenty, które wydają się odpowiadać na to pytanie pozytywnie i takie, które negują to.

Na rzecz polegania na sobie, Księga Przypowieści doradza, powiadając że pracowitość jest sposobem na uniknięcie ubóstwa (Przyp 6:6-11). Ciężka praca prowadzi do bogactwa, podczas gdy lenistwo do wstydu i ubóstwa (Przyp 10:4-5). Leniwy pożąda, lecz nic nie ma, podczas gdy cierpliwy/pracowity jest spełniony. Praca daje zysk, lecz pusta mowa ubóstwo (Przyp 14:23). Ludzie leżący odłogiem powinni spodziewać się tego, że będą głodni (Przyp 19:15). Ten, kto porzuca prace zbyt wcześnie, nie będzie miał niczego, choć powinien mieć dostatek (Przyp 20:4). Ci, którzy głupio wydają, ubożeją (Przyp 23:20-21), jak też ci, którzy lekceważą możliwości (Przyp 24:30-34).
Nowy Testament naucza tego samego. Ludzie powinni dbać o samych siebie, a ci, którzy nie pracują nie być karmieni (2Tes 3:10-12). Fakt, ten, kto nie dba o własną rodzinę, porzucił wiarę i jest gorszy od niewiernego (1Tym 5:8).

Nacisk położony w tych i podobnych wersach wydaje się oczywisty. W normalnych okolicznościach Bóg chce, aby ludzie brali odpowiedzialność za swoje powodzenie. Chce, aby ciężko pracowali, mieli uporządkowane życie, planowali je, byli zdyscyplinowani i oszczędni oraz korzystali z dobrego czasu, aby przygotować się na zły. Faktycznie Pismo zabrania chrześcijanom ochraniać tych, którzy w tym sensie nie dbają o siebie. Ich zabezpieczeniem jest nauczyć się porządku i pracowitości.

Z drugiej strony Biblia uznaje również to, że siła do zdobywania Bogactwa pochodzi od Boga (Pwt 9:18). Konsekwentnie, ci, którzy chcą pełnych stodół i kadzi muszą zacząć od zaufania Bogu i uznania raczej Jego niż polegania na swoim rozumie (Przyp 3:5-10). Dzięki temu, że ufają Bogu mogą osiągnąć powodzenie (Przyp 3:27-28). Okazywanie szczodrości ubogiemu jest nazwane pożyczaniem Panu, który odpłaci (Przyp 19:17).
Dokładnie tego samego nauczał Jezus rozszerzając temat w Nowym Testamencie: ci, którzy najpierw szukają Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, otrzymają wszystko, czego potrzebują, więc nie muszą się martwić o swoją przyszłość (Mt 6:33-34). Tacy ludzie nie polegają tak bardzo na sobie samych, lecz całkowicie na Bogu.

Choć to paradoksalne, te dwie perspektywy (polegania na sobie i na Bogu) nie są sprzeczne ze sobą. Ludzie, którzy rzeczywiście polegają na Bogu, będą żyć zgodnie z Bożymi przykazaniami w każdej dziedzinie czy to pracowitości, oszczędzania, porządku i dyscypliny. Innymi słowy: osoba prawdziwie polegająca na Bogu będzie starała się polegać na sobie, zdając sobie równocześnie dobrze sprawę ze swej całkowitej zależności od Boga. W konsekwencji nawet nawrócony złodziej będzie pracował po to, aby mieć na zaspokojenie potrzeby tych, którzy nie mają (Ef 4:28).
Wszelkie zdolności, przywileje i obdarowania pochodzą od Boga, podobnie jak całe powodzenie. O ile możemy cieszyć się Bożymi darami, to okazuje się, że jakoś trudno pamiętać o tym, jak bardzo jesteśmy od Niego uzależnieni. Tak naprawdę to nigdy nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak absolutnie jesteśmy uzależnieni od Niego, musi więc nas czasami trochę tego nauczyć.
Nie chodzi o to, że musimy zależeć od Boga, w rzeczywistości zależymy od Boga w każdej chwili, absolutnie we wszystkim, bez względu na to czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. Czasami, aby nam przypomnieć o tej prawdzie Bóg decyduje się na to, aby nas jakiegoś daru, którym cieszyliśmy się wcześniej, pozbawić (czasowo czy na stałe), lub może nas umieścić w takich okolicznościach, w których nie możemy funkcjonować bez daru, którego nie posiadamy.
Doświadczamy takich wyzwań jako utrapienia czy próby. Czujemy to, że zostaliśmy pozbawieni czegoś, na czym polegaliśmy, bądź zostajemy zmuszeni do zrobienie czegoś, co wychodzi poza nasz możliwości. I tak jest! Lecz o co chodzi? Bóg uczy nas tego, że tak naprawdę jesteśmy uzależnieni od Niego i że On może pracować w nas i przez nas bez względu na nasze braki.

Nawet apostoł Paweł przechodził przez tego rodzaju doświadczenia. Bóg powołał go do trudnej publicznej służby. Podróżował tysiące kilometrów po lądzie i morzu, stawał przed wiodącymi intelektualistami swoich czasów, bronił siebie i swego przesłania przed królami. A jednak Bóg dał Pawłowi „cierń w ciele” i „posłańca Szatana”, który wywoływał nieokreślone fizyczne osłabienie (2Kor 12:7). Innymi słowy: Bóg spowodował utrapienia, które działały wprost przeciwko misji, którą mu zlecił do wykonania.
Paweł prosił Pana przy trzech różnych okazjach, aby zostało to usunięte (2Kor 12:8), lecz tak się nie stało. Zamiast tego, Pan powiedział Pawłowi: „Dość masz, gdy masz łaskę moją, ponieważ moc doskonali się w słabości” (2Kor 12:9). Paweł zareagował w ten sposób, że będzie chlubił się ze słabości swoich, aby moc Chrystusa mogła na nim spocząć.
Nie chodzi o to, że Paweł potrzebował mocy Chrystusa, gdy był słaby, lecz o to, że potrzebował jej zawsze. Ten „cierń w ciele” nie stworzył sytuacji, w której jej potrzebował, a tylko uwypuklił tą potrzebę. Łaska, której Paweł potrzebował w chwilach słabości była dokładnie tą samą łaską, której potrzebował zawsze.
O ile cieszymy się Bożymi darami, czasami czujemy, że damy sobie radę ze wszystkim. Zapominamy o tym, że nawet te dary są przejawem łaski Bożej, a my potrzebujemy Jego łaski zawsze. Nigdy nie jest tak, że możemy sobie pomyśleć: „mam to”. Gdy tak się dzieje, gdy wydaje nam się, że możemy polegać na sobie, pojawiają się trudności, ból i próby, abyśmy nauczyli się polegać na Jego łasce i mocy. Bóg chce, abyśmy polegali na Nim nie tylko w czasie ucisku, lecz zawsze. Podobnie jak w przypadku Pawła, musimy nauczyć się znajdować przyjemność w słabościach, potrzebach, prześladowaniach i uciskach. Dzieje się to ze względu na Chrystusa, ponieważ gdy jesteśmy słabi On okazuje się być mocny.

Czy więc powinniśmy polegać na sobie? Odpowiedź na to pytanie jest pozytywna w tym sensie, że nie powinniśmy oczekiwać od innych ludzi, że wezmą na siebie to, za co my jesteśmy odpowiedzialni, a nawet wtedy nasze poleganie na sobie powinno być ugruntowane w stałym poleganiu na Bogu. Znajdziemy się w takich okolicznościach, gdy nie będziemy wiedzieli, co robić, nie będzie kogo pójść a wszystkie nasze dary, przywileje i powodzenie zawiodą. Wtedy będziemy wołać do Boga: „Nie mogę tego zrobić, nie mogę tego znieść!” Będziemy wtedy czuć się tak, jakbyśmy zaczynali spadać swobodnie.
W takich chwilach Bóg uczy nas tego, że to On to ma, a tak naprawdę zawsze i we wszystkich okolicznościach On jest tym, który to ma. Zawsze jesteśmy zależni od Niego, a te przypadki cierpienia po prostu przypominają nam o tej prawdzie.

Esej napisany przez Kevin T. Bauder, profesora Historycznej i Systematycznej Teologii na Central Baptist Theological Seminary. Niektórzy profesorzy, studenci i absolwenci tego Seminarium mogą nie zgadzać się z każdą opinią która jest tutaj wyrażona.