Author Archives: admin

Cuda i bojaźń Boża.

Pamiętam pierwsze cuda uzdrowienia jakie w ogóle widziałam. Siedziałam na podwyższeniu w czasie nabożeństwa, gdzie usługiwało dobrze znane małżeństwo.
Aż do tej nocy miałam wiele poważnych wątpliwości, co do wartości przypuszczalnych „cudów,” które były „wrzucane” w kolorowych reklamach chrześcijańskich magazynów, gdy o nich pisano. Kobieta wezwała wszystkich, którzy cierpieli na jakieś bóle do wyjścia do modlitwy.
Jako pierwsza wyskoczyła przeziębiona dziewczyna, lecz usługująca powiedział do niej:
– Nie ty – tonem, który wydawał mi się bardzo ostry – mam na myśli prawdziwy ból.

Wkrótce zapełnili przód sali ludzie, po których widać było rezygnację i zmęczenie trwaniem w bólu. Jeden mężczyzna, którego twarz była szara z osłabiającego bólu pleców z szedł trudnością.
– Schyl się i dotknij dużych palców u stóp – nakazała kobieta.
Nie jestem zwolenniczką tego typu posługiwania. Dlaczego nie zachowywała się bardziej po chrześcijańsku? Mężczyzna, gdy ból ustąpił, schylił się i zaczął dotykać swoich stóp. W chwilę później biegał wokół sali.

Gdy jeszcze zastanawiałam się nad wątpliwościami, co do jego biegania, podeszła kobieta, której żołądek był wyraźnie spuchnięty i rozdęty przez raka.
– W imieniu Jezusa gromię cię Szatanie, i nakazuję uwolnić jej ciało od tego raka!

W mgnieniu oka brzuch tej kobiety zaczął maleć, jak gdyby niewidzialna ręka wypychała raka z jej ciała. Cud wydawał się dziać tak szybko i bez jakichkolwiek fanfar. Nie wiem czy oczekiwałam dźwięku werbla, lecz nagle na jej twarz powrócił kolor, a ból opuścił ciało.

Poczułam olbrzymi respekt. Tylko Jezus mógł zrobić coś takiego i wtedy zdecydowałam, że w chcę, aby Bóg dał mi łaskę oglądania tego często. Pismo wskazuje, że jest bezpośredni związek między zachowywaniem respektu, bojaźni Bożej a stałym występowaniem znaków i cudów. Dzieje 2:43 opisują atmosferę panującą w pierwszym kościele: „A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków.”

Wierzę, że kluczem do nieustannego działania przez Ducha Świętego znaków i cudów i nieprzerwanego przebudzenie jest trwanie w bojaźni wobec wszystkiego co On czyni. Tylko wtedy, gdy zaczynamy być zmęczeni tym, co Pan robi i traktujemy to lekko, zasmucamy Ducha Świętego i czujemy to, że znów zostaliśmy pozostawieni własnym, nędznym wysiłkom i staraniom w prowadzeniu swojego życia.

To wydanie powinno pomóc wam zachować bojaźń wobec Bożej obecności, która nieustannie wylewa się i trwa w Toronto i w różnych miejscach na świecie już ósmy rok. Trzej pastorzy lokalnych zborów opisują świeże namaszczenie ku uzdrawianiu, znakom i cudom, które pojawiło się w ich kościołach. Poczujecie respekt czytając historie dwóch kobiet, które zostały stale uzdrowione z nieuleczalnych chorób. Jeśli macie przyjaciół, którzy nie wierzą w Jezusa Chrystusa, czemu by nie dać im do czytania tego wydania? Może pobudzi cię to do wkładania rąk na chorych wokół ciebie, aby cudowny namaszczenie ku uzdrawianiu rozszerzało się wraz z bojaźnią wobec Bożej obecności.
Przychodź Duchu Święty, kochamy wszystko co robisz.

 deeo

Bóg może wszystko!

Od moich najmłodszych lat Jezus był jedynym stałym elementem mojego życia. Gdy miałam cztery lata, w czasie szkółki niedzielnej, gdy kolorowałam obrazek Jezusa, wydawało się jakby wyskoczył z obrazka i zanurzył się w moim sercu. Od tej chwili był ze mną przez moje ciężkie życie, które, jak sądziłam z powodu braku wiedzy, takie właśnie miało być. Byłam ofiarą bardzo ciężkiego wykorzystania jako dziecko. Byłam prostytuowana w wieku 4-6 lat, jak również regularnie gwałcona i torturowana przez ojca. Do wieku 11 lat byłam bita każdego dnia, rozbierana do naga, rzucana o ściany i meble. Zakopał mnie w pudle pod ziemią. Moczyłam się w nocy do wieku 19 lat. Pamiętam jak wycierano moją twarzą mokrą pościelą, którą później musiałam prać ręcznie na tarce i w wiadrze.
Nie mogłam oczekiwać pomocy matki, która wpadała we wściekłość bijąc mnie po twarzy i trzęsąc mną tak, że wydawało się, że wszystko ze mnie wyleci. Byłam seksualnie wykorzystywana przez lesbijki, pozostawiona sam na sam z wieloma zdeprawowanymi ludźmi. Przez to wszystko, co przeszłam, miała w sobie głęboko ukryty wstyd, lecz wiedziałam, że Jezus odczuwa takie uczucia nieczystości i że wycierpiał krzyż po to, aby tacy ludzie jak ja zostali uzdrowieni.
Pomimo tego, że byłam tak straszliwie wykorzystana, Jezus był moim stałym towarzyszem. Wylewał miłość i radość na mnie i czułam się szczęśliwa pomimo tego, jak mnie traktowano. W cudowny sposób nigdy nie czułam nienawiści do ludzi, którzy mnie wykorzystali, ani do mamy i ojca. Gdy byłam starsza, Pan sprawił, że mogła stanąć naprzeciw tego bólu i przejść do wewnętrznego uzdrowienia.
Do tej pory ten proces trwa, lecz dzięki Jego łasce przeszłam już długą drogą. Wyszłam za mąż za Franka w 1967 roku w wieku dziewiętnastu lat, a jesteśmy już 35 lat po ślubie.

Podróż w ciemność

W 1980 roku wybraliśmy się na mecz basebolowy organizowany przez nasz kościół. Pomimo, że cierpiałam na osłabiające migreny od 1966 roku i właśnie przeżywałam taki dzień, tym razem było inaczej. Gdy chciałam wejść do samochodu, popuściłam mocz, oblewając cały chodnik wokoło, straciłam całkowicie kontrole nad sobą i nie byłam w stanie skupić oczu. Czułam się tak, jakby mi ktoś wstrzykiwał coś zimnego do mózgu.
Następne sześć miesięcy spędziłam przez większość dni na sofie. Chodziłam wyłącznie trzymając się ścian i bardzo często upadałam. Traciłam wzrok i nie mogłam utrzymać moczu i odchodów. Lekarze wysłali mnie na badania i po sześciu tygodniach w szpitalu dwóch neurologów zdiagnozowało to jako ostrą sklerozę.
Podczas mojego pobytu w szpitalu przyszły do Jezusa dwie kobiety: umierająca na sąsiednim łóżku na raku, oraz sprzątaczka.
Następne dwanaście lat naznaczone były stałymi powrotami choroby. Miewałam dobre i złe dni, lecz pomimo, że żyłam w obecności Pana, moja fizyczna kondycja pogarszała się stale. Musiałam chodzić najpierw o lasce, później w chodziku, potem mogłam się poruszać wózkiem. W tym czasie niemal umarłam w powodu różnych innych komplikacji.
Emocjonalny i fizyczny ból spowodowany ostatnim stanem choroby stał się nie do zniesienia. W 1989 roku, gdy zaczęły mi się skręcać ręce, stwierdził dystrofię mięśni dorosłych. Dni i noce spędzałam w gabinecie lekarskim lub w łóżku. Nieustannie też słuchałam pieśni uwielbienia, czytałam Biblię oraz pobożną literaturę chrześcijańską. Pomimo tego, że zdawało mi się, że Pan powiedział do mnie, że może mnie uzdrowić, przygotowywałam się na śmierć.  Wybierałam muzykę żałobną, bo wydawało mi się, że Pan uzdrowi mnie przez to, że zabierze mnie do siebie.
W końcu, wbrew zaleceniom lekarzy, przestałam przyjmować leki i choroba postępowała coraz szybciej. Wymiotowałam nieustannie, wpadałam i wybudzałam się ze śpiączki. Ciało zaczęło skręcać mi się w dziwacznej pozycji, chciałam wrócić do domu, gdzie mogłam być z rodziną i umrzeć.
Któregoś dnia słyszałam jak pielęgniarki rozmawiały o dokarmianiu mnie przez rurę do żołądka.  Spojrzałam w górę i zobaczyłam słowa:
„Poznacie prawdę i prawda was wyswobodzi.”  Powiedziałam:
– Tak, Panie, jestem gotowa naprawdę.
Myślę, że Pan zapytał:
– Czy chcesz być zdrowa?
– Oczywiście – odpowiedziałam.
Potem, myślę, że Pan powiedział mi:
– Więc wstań, umyj się i zjedz.
W tej chwili przyszły pielęgniarki i zapytały:
– Czy chciałabyś się umyć i zjeść?
Ponieważ chciałam być jak najbardziej posłuszna, zostałam wykąpana i wypchana rurą do żołądka, lecz ciągle byłam taka sama.

Wkrótce przyjechał Frank, aby zabrać mnie do domu, gdzie mogłam spokojnie umrzeć; śmierć zaczęła zbliżać do mnie.
Nieregularnie traciłam wzrok i słuch. Frank wraz z teściową i dziewczynkami musieli pomagać mi nawet przy najprostszych czynnościach, jak mycie zębów i jedzenie.
W tym czasie Frank spędzał czas na dole domu wołając do Pana, aby mnie zabrał. Bardzo cierpiałam z bólu a jednak odmawiałam brania leków; po prostu już więcej nie mogłam. Myślałam po prostu: „Jeszcze jeden dzień więcej,… tylko jeden więcej.”

Niewiarygodny dzień
Któregoś dnia, tak jak zwykle, teściowa przyniosła tacę i zaczęła mnie karmić.  Nagle, gdy wyciągnęła rękę nad tacą, poczułam jej skórę, była tak miękka jak skóra dziecka. Było to coś niezwykłego, ponieważ z powodu odrętwienia nie byłam w stanie odczuwać żadnych tekstur.
Wykrzyknęłam:
– O, masz miękką skórę!
Wtedy podnieśli mnie na siedząca, tak że nogi zwisały mi z łóżka. Wtedy stało się to, że byłam w stanie odczuć dywan…Mogę czuć dywan pod stopami!  Wrażenia wracały do mojego ciała. Chciałem wstać, lecz Frank bał się, że będzie to zbyt niebezpieczne, lecz zrobiłam coś, czego nie byłem w stanie od wielu lat. Wstałam i przeszłam od łóżka do bujanego fotela i wyjrzałam przez okno. Następnie poszłam do drugiego pokoju i do jeszcze następnego, wreszcie po schodach na dół. Łzy radości zaczęły spływać mi po twarzy.
Następnie wyszłam na zewnątrz i poczułam, jak świeży wiatr owiewa mi skórę.  Pożerałam dosłownie powiew powietrza, jak gdybym nigdy dotąd nie oddychała.  Chłonęłam każde wrażenie, jak gdybym przeżywała je po raz pierwszy. Przy wracających do mojego ciała zmysłach przeszłam po drodze dojazdowej. Kiedy ostatnio tutaj byłam, znajdowałam się na wózku inwalidzkim. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że ZOSTAŁAM UZDROWIONA!
Zdawało się, że każde źdźbło trawy, każdy płatek i każdy ptak obserwuje mnie. Byłam również duchowo odmładzana od wewnątrz; zostałam napełniona niewysłowioną radością i miłością do Jezusa.
Działo się to w 1991r. zostałam uzdrowiona ze sklerozy i dystrofii mięśni i już od 10 lat jestem wolna od tego. Choć to, co najgorsze zostało uzdrowione, nadal cierpię na chroniczny ból mięśni, lecz nie jest to już powód do wstydu, jest to po prostu następna część mojej drogi z Bogiem. Rozumiem, że dla Niego  uzdrowienie jest jak „bułeczka z masłem.”
Moje uzdrowienie było szokiem dla tych, którzy mnie dobrze znali. Poszłam do lekarki, która nie widziała mnie od dwóch lat. Pielęgniarka poprosiła ją, aby wyszła do poczekalni zobaczyć. Gdy pojawiła się w drzwiach powtarzała:
– Nie mogę uwierzyć, nie mogę uwierzyć.
Ludzie z kościoła, do którego uczęszczałam również byli zdumieni. Nigdy nie widzieli mnie poza wózkiem. Nasi sąsiedzi z naprzeciwka, są hindusami, a ich ojciec był alkoholikiem, świadczyłam im wielokrotnie.  W kilka miesięcy później rozmawiałam z nim, a on powiedział mi, że gdy zobaczył, że zostałam uzdrowiona, oddał swoje życie Jezusowi. Ostatnio dzieliłam się świadectwem na spotkaniu dla kobiet. Później pewna kobieta powiedziała mi, że znajdowała się w zupełnej depresji a jej życie leżało w gruzach. Od chwili, gdy usłyszała o moim uzdrowieniu, powiedziała sobie, że skoro ja mogłam przejść przez to, co przeszłam i Bóg był wierny, to będzie również wierny wobec niej.
I będzie również z tobą jeśli Go poprosisz.

 aracer.mobi

Uzdrowienie, a intymność z Ojcem.

Długo byłem spragniony i stęskniony tego, aby przeżywać satysfakcję w społeczności z Bogiem, lecz po latach służby czułem się bardziej jak Samarytańska kobieta przy studni – ciągle pragnący. Byłem zdesperowany dokończyć biegu za Bogiem, byłem spragniony Boga więcej niż kiedykolwiek i miałem wielkie oczekiwanie, że usłyszę słowa, które usłyszała samarytanka: „Ja, który mówią z tobą jestem Nim.” Nie obchodził mnie krytycyzm, byłem całkowicie skupiony na Bogu.

Nie byłem rozczarowany. Całymi dniami leżałem na podłodze w „elektrowni” Toronto, gdy prądy Ducha Świętego przebiegały przez moje ciało i omal nie podnosiły mnie z podłogi w górę. Doświadczyłem mocy Ducha Świętego jak nigdy dotąd. To było tak, jak gdyby runęła  we mnie jakaś tama. Byliśmy wraz z żoną pochłonięci Rzekami radości i śmiechu, których nie byliśmy w stanie opanować! Oboje doświadczyliśmy miłości Niebiańskiego Ojca i było tak, jakbyśmy się narodzili na nowo. Ponownie zakochaliśmy się w sobie. To było przeżycie pierwszej miłości zarówno do Boga, jak i mojej żony. (Gdy jest pijana w Duchu Świętym, jest tak piękna!).

Siedem miesięcy wcześniej, podczas podróży misyjnej na Kubę, Bóg powiedział do mnie, gdy modliłem się rano: „Arturo, chcę intymności z tobą.” Słyszałem jak mój przyjaciel, Duane Tracey, mówił o intymności z Bogiem z jednym z członków misji. Wiedziałem, że doświadczył tego, czego chciałem i potrzebowałem. Siedem miesięcy później spotkaliśmy John’a Arnotta na Kubie na misji. Byłem w pobliżu pastora Arnotta i wydawało się, że namaszczenie miłości Jezusa jaki nosił na sobie było takie realne. W miesiąc później, gdy byliśmy w Toronto, zaczęliśmy również doświadczać głębokiej miłości naszego Niebiańskiego Ojca.

Przez siedem lat wraz z żoną pracowaliśmy w Nikaragui i na Kubie. Ludzie z tych dwóch państw mają głębokie, otwarte rany spowodowane brakiem doświadczenia miłości ojcowskiej. W Toronto doświadczyliśmy tego, że wyłącznie Miłość naszego Niebiańskiego Ojca i Jego błogosławieństwo w ich życiu, może wnieść prawdziwe pojednanie i odnowienie. Nie potrzebowali kolejnego religijnego programu; im było potrzebne poznanie serca Ojca. Teraz nie muszę już zmagać się w służbie, On mnie kocha. Gdy staję wypełniony nowym winem Ducha Świętego, to jego działanie w potężny sposób wnosi nowe życie do mojego małżeństwa, służby i relacji.

Po powrocie do domu.
Na pierwszym nabożeństwie po naszym powrocie z Toronto, żona głosiła Słowo i obecność Boża wylała się w kaplicy sierocińca, gdzie znajdowaliśmy się. Gdy dzieliła się tym, co przeżyliśmy w Toronto, nadeszła Rzeka radości.
Było tak, jak w Izajaszu 44,3: „ Gdyż wyleję wody na spieczoną ziemię i strumienie na suchy ląd; wyleję mojego Ducha na twoje potomstwo i moje błogosławieństwo na twoje latorośle,..” Przez następne cztery godziny ludzie padali pod mocą Ducha Świętego. Wielu ludzi trzeba było zanieść do domu, ponieważ byli tak pijani Duchem Świętym.
Następnego wieczora mieliśmy nabożeństwo i ludzie składali świadectwa o uzdrowieniu, śmiechu i upiciu, a wielu zaświadczało, że poczuli się bliżej Boga niż kiedykolwiek dotąd. Modlono się i czczono Boga przez wiele godzin i wystąpiły te same przejawy działania, co poprzedniej nocy, a zgromadzenie przeciągnęło się do 4 nad ranem.

Owoce uzdrowień, znaki i cuda
Wtedy wielu świadczyło o owocach odnowionej obecności Bożej w ich życiu. Młoda siostra z naszego kościoła, która miała przesunięty krąg i oczekiwała na operację w następnym tygodniu, została cudownie uzdrowiona, gdy Duch Święty opadł na nią  i przez kilka godzin śmiała się i krzyczała z radości. Jedna noga o dwa centymetry krótsza została zrównana z drugą, a płaskostopie znikło.

W następnych dniach odwiedzałem naszych misjonarzy w Intibuca, prowincji Hondurasu. Żona została zaś w domu, aby zająć się zarządzaniem połączonych służb pastorów z różnych miast Nikaragui Wierzę, że gdy Carol Arnott modliła się o nią w Toronto, przekazała jej swoje namaszczenie.  Teraz Bóg używa jej potężnie w przebudzeniowych nabożeństwach, uzdrawianiu, głoszeniu, uwalnianiu, a cuda i znaki idą za tym. Po spotkaniu pastorów otrzymaliśmy wiele informacji o tym, że gdy wrócili do swoich zborów, zostały one rozpalone.
W Leon pastorzy modlili się o dwóch chorych na raka jelit, którzy zostali odesłanie ze szpitala do domu, jako nieuleczalnie chorzy. Zostali natychmiast, cudownie uzdrowieni.  Inna siostra z tego samego kościoła miała niewierzącego męża, który chorował na raka prostaty. Po tym, gdy usłyszał, co Bóg robi w lokalnym kościele, przyszedł na zgromadzenie, wyszedł do modlitwy i został natychmiast, cudownie uzdrowiony z raka. Teraz ten kościół doświadcza Ojcowskiej miłości i Błogosławieństwa i płynie w Rzece radości, pijąc nowe wino miłości Niebiańskiego Ojca.

Bóg odnowił wszystkie relacje w naszym kościele. Małżeństwa są bardzie zakochane w Ojcu i sobie nawzajem. Jedna para, która miała problemy małżeńskie została całkowicie uzdrowiona,  a Bóg używa ich obecnie w darze uzdrawiania. Jedna z kobiet, o które się modlili, matka ich sąsiadki, w wieku 82 lat, została odesłana ze szpitala do domu, aby mogła tam umrzeć. Rodzina zakupiła trumnę, miejsce na cmentarzu i jedzenie na stypę. Sąsiad poprosił to małżeństwo o modlitwę, gdy to zrobili, kobieta natychmiast wstała i została uzdrowiona. W najbliższą niedzielę przyszła do kościoła wzdłuż ośmiu bloków, aby złożyć świadectwo swego cudownego uzdrowienia.
Na innym zgromadzeniu, jedno z dzieci, sierota z Mangui, które urodziło się z obiema stopami skręconymi do wewnątrz i powłóczyło nogami przy chodzeniu, zostało napełnione Duchem Świętym. Gdy został napełniony Duchem, miłością i radością Ojca, wstał z podłogi i zaczął chodzić całkowicie uzdrowiony.
Jedna z nawróconych podczas przebudzenia osób, Joanna, poprosiła pastora o modlitwę o swoją ciotkę, która leżała nieuleczalnie chora w szpitalu. Po przebytej operacji cierpiała na wewnętrzny krwotok i infekcję, a płuca wypełniał płyn. Lekarze stwierdzili, że nie ma szans na przeżycie. Tej nocy modliliśmy się o ciotkę Joanny. Następnego dnia przyszła do domu pastora opowiadając, że kobieta została całkowicie uzdrowiona i chodzi po szpitalu.
Pastorstwo pewnego sierocińca miało czteroletniego syna, Jozuego. Jego rodzice i wiele dzieci z sierocińca w często byli, w czasie ich porannej społeczności, pokrywani „złotym pyłem.” Jozue chciał sam osobiście doświadczyć tego błogosławieństwa i któregoś ranka wstał całkowicie pokryty niebiańskim „złotym pyłem,” zaczął więc głośno chwalić Boga.  Często podczas zgromadzeń dzieci doświadczają radości i śmiechu w Duchu Świętym. Szukają teraz serca swojego Niebiańskiego Ojca, ponieważ On napełnił ich serca miłością, której jako sieroty nie znały.

Potężna obecność Boża
Doświadczamy zgromadzeń, na których wylanie jest tak silne, że niemal cały kościół znajduje się na podłodze pod mocą Bożą. Z powodu silnej obecności Bożej i różnorodnych manifestacji, niemal całe sąsiedztwo natychmiast otoczyło budynek kaplicy stojąc w zupełnej ciszy.  Pewnego wieczoru młody człowiek, który miała wiele wątpliwości dotyczących Ojcowskiego błogosławieństwa został ochrzczony w Duchu Świętym w czasie spotkania grupy młodzieżowej. Wybuchł radością i śmiechem, który trwał dwie godziny. Gdy wracał do domu, został napadnięty przez lokalny gang. Straszyli go nożami i pistoletami. Dzięki nowoodkrytej w Duchu Świętym odwadze powiedział do nich:
– Czy nie wiecie, że napadliście dziecko Boże?
Natychmiast jeden z napastników powiedział:
– Przebacz mi, jestem odstępcą –  rzucił na ziemię dwudziestocentymetrowy nóż sprężynowy i powiedział do innych:
– Zostawmy go lepiej w spokoju, bo może okazać się, że walczymy z Samym Bogiem.
Ten brat opowiedział im wtedy o tym, co Bóg właśnie zrobił w jego życiu na młodzieżowym nabożeństwie i kilku z członków gangu oddało swoje życie Jezusowi.

Pragniemy tego, żeby Kuba i Nikaragua doświadczyły Ojcowskiej miłości. Będzie dążyć do intymnej relacji z Ojcem, aby Jego charakter i miłość kształtowały się w nas.

 продвижение

Zaczynając od rzeki, aż po krańce Ziemi.

Tuż po tym, gdy zaczęło się wylanie w Toronto w 1984 roku, podróżowałem wiele wraz z moim liderem uwielbienia Gary Sheltonem. To, co Bóg zaczął w Toronto teraz eksplodowało rozdzielając się z potężnej górskiej rzeki na strumienie, które popłynęły do narodów, przynosząc ze sobą życie, zbawienie, uzdrowienie, cuda. Duch Święty zwiększył ilość cudów w 1995 roku, w którym zobaczyłem więcej uzdrowień niż przez całe poprzednie 25 lat służby.
Do 1998 roku globalna ekspansja przebudzenia zaczęła się pomnażać. Zacząłem prosić pastorów, aby zaczęli wyjeżdżać ze mną na międzynarodowe wyjazdy i tworzyć lokalne przywództwa, które składałyby się z grup liczących dwunastu pastorów z różnych denominacji; ruch ten nazwałem globalnym przebudzeniem.
Jestem zdumiony Bożym zaopatrzeniem i przygotowaniem do żniwa z Jego pól. Mieliśmy przywilej przygotowywania zespołów, które przygotowały około 700 000 przywódców i świeckich w 23 krajach, nauczając ich skutecznej służby, modlitwy o uzdrowienie, zbawienie, uwolnienie i duchowej walki.

Rzeka w Chinach
Jedną z najbardziej niebezpiecznych i pouczających podróżny jakie podjąłem, był wyjazd do Chin w 2001. Zamiast głosić pragnąłem siedzieć u stóp dojrzałych chrześcijan, którzy trwali w przebudzeniu dłużej ode mnie, w jednym ze strumieni Rzeki Bożej zwanym Ruchem Nowego Wina (New Wine Movement), ruchu zielonoświątkowym, który obecnie liczy około 25 milionów wierzących. Czułem, że ci przywódcy, którzy zdobywają dla Chrystusa ludzi w tempie 25 000 osób na dzień, mają mi coś do przekazania, siadłem więc u ich stóp, słuchałem ich i nie zawiodłem się.  Chciałbym się podzielić ich widzeniem przebudzenia, o tym skąd rzeka przybywa i dokąd podąża.  Byłem zdumiony świadectwami pięciu mężczyzn i kobiet, którzy należą do przywódców New Wine House Church Movement. Każde z nich przyprowadziło do Jezusa tysiące ludzi, widziało cuda i spędziło wiele lat w więzieniu. Niektórzy mieli za sobą nawet wskrzeszenie zmarłego, czego ja dotąd nie widziałem.
Ich historie powaliły mnie. Ci cenni święci, aby głosić ewangelię, oddają niezwykłe ofiary, napotykają niebezpieczeństwa niemal codziennie.  Chwała Boża błyszczała z twarzy starszego pastora, który dzielił się tym, jak on oraz 100 innych chrześcijan zaczęli śpiewać pieśni w wiezieniu, chwaląc Boga, gdy nagle drzwi więzienia otworzyły się i uciekli. Ten sam brat opowiadał o tym, jak niemowlę zostało wzbudzone z martwych, a cała wioska została zbawiona. W ten sposób powstał kościół z powodu jednego cudu.
Dwie kobiety z przywództwa spędziły lata w więzieniu za głoszenie ewangelii, każda z nich w skrajnym zimnie i brudzie, bez płaszczy, kocy i bardzo nędznie karmione. A jednak głosiły one dziesiątkom tysięcy ludzi w Chinach, wędrując od wsi do wsi jako piesi ewangeliści.
Niestety, opowiadali też o tym, że ich poprzednich pięciu przywódcy zostało zamordowanych, ponieważ odmówili wyrzeczenia się wiary w Chrystusa. Pomimo, że przebudzenie płonie po wsiach, to wielu zapłaciło cenę ciężkich robót w chińskich obozach pracy lub bicia i torturowania pod komunistycznymi rządami. Gdyby zostali przyłapani wraz z nami, spędziliby dodatkowo 2-3 lat w obozie pracy za towarzyszenie Amerykanom.

Jednak twarze były pełne radości, a ich opowiadania błyszczały chwałą Bożą. Nikt z nich nie obierał sobie tytułów typu: pastor, apostoł, czy prorok. Woleli być nazywani „brat” , „siostra,” pomimo, że wszyscy znali ich pozycje, wynikające z namaszczenia jakie mieli.

Manifestacje przebudzenia i owoce.
Ciekaw byłem jakiego rodzaju manifestacje doświadczali, gdy byli chrzczeni Duchem  Świętym. Jeden 64 letni lider powiedział mi: „Na początku, pastor Dennis Balcombe, przyniósł wiatr Ducha Świętego i od tej chwili płonie i płonie wśród nas.” W tym czasie pojawiły się śmiech, upojenie, zwijanie się na podłodze, języki, którym towarzyszył płacz i krzyki. Były to te same zjawiska, jakich doświadczaliśmy w Toronto. Pomimo tego, że przebudzenie w Chinach rozpoczęło się wcześniej niż Toronto Blessing, te same zjawiska wystąpiły w obu miejscach.

Dlaczego więc tak wiele z ewangelicznych środowisk uznało przebudzenie w Chinach jako Boże działania,  równocześnie krytykując Toronto? Oba przebudzenia płynęły z tej samej wielkiej Rzeki Bożej, z takimi samymi manifestacjami i z takimi samymi zdumiewającymi owocami dla królestwa Bożego.

W Chinach, owocem jest 25 milionów zbawionych dusz tylko w jednym ruchu, przy całkowitej ilości wierzących 98 milionów przyprowadzonych przez różne ruchy kościoła domowego, obejmujące cały kraj. W Toronto około 40 000 ludzi wyznało Jezusa jako Pana po raz pierwszy.  Od 1980 lat Rzeka Boża nieustannie płynie tuż, choć nie zawsze byliśmy świadomi tego, gdzie jest i dokąd podąża. Historyk przebudzenia Richard Riss informuje, że ta rzeka przebudzenia zaczęło się w Claudio Freidzon’s Church w 1992 roku. W 1993 pojawiły się relacje z Berlina i innych miejsc. Wszędzie tam była Rzeka Boża i prawdziwie bierzemy udział w tym samym błogosławieństwie, co bracia i siostry w Chinach, Argentynie, Berlinie, Toronto, Mozambiku i Brownsville. Wierzę, że jest to, to samo poruszenie Boże.

Jedną z rzeczy, które widziałem w kościołach, które dotknęła Rzeka, to jest budowanie zespołów do szkolenia ludzi chętnych do wyjazdów misyjnych. Wierzę jednak, że dla tych, którzy podczas tego okresu krytycyzmu, pozostają wierni, jest przygotowany znaczny wzrost służby, od kościoła lokalnego do różnych miejsc na świecie. Gdy prześledzisz drogi ludzi, którzy zostali dotknięci w tym poruszeniu Bożym, odkryjesz, że byli oni używani w potężny sposób w przebudzeniach i ruchu zakładania kościołów w swoich krajach.
Mam honor być częścią tego prądu, przyglądając się jak Bóg udziela potężnych strumieni Swojego przebudzenia Swoim ludziom i światowej ewangelizacji.
Pobudza mnie bardzo obserwowanie jak poruszenie, które dla mnie jest związane z Toronto, wpłynęło na tak wiele kościołów na całym świecie.

To niezwykłe, że można obserwować tak wielu misjonarzy, którzy zostali dotknięci przez „Ojcowskie Błogosławieństwo.” Piszę to przebywając w Reciefe, w Brazylii, gdzie nauczam w tym największym anglikański kościele, który doświadcza gwałtownego wzrostu. Założyli ponad 12 innych kościołów od chwili, gdy ich senior pastor odebrał odnowienie pasji, swej pierwszej miłości dla Jezusa w czasie pobytu w Toronto.  Około 25 00 Brazylijczyków wypełnia każdego wieczoru stadiony, a ilość uzdrowień dosłownie eksplodowała do 26 000 w ciągu 20 dni zgromadzeń. Już mamy zarezerwowane miejsca, gdzie będziemy w tym roku usługiwać w Brazylii. Cieszymy się oglądając jak obecność Jezusa zstępuje na zgromadzenia, aby napełniać mocą, uzdrawiać i uwalniać.

Na całym świecie spotykam ludzi, którzy zostali dotknięci przez to, co wydarzyło się w Toronto i którzy niosą zgubionym i ubogim w innych krajach miłość Ojca. Dzięki niech będą Bogu za Jego miłosierdzie jakie okazał objawiając się w Toronto w 1994 roku i dzięki Bogu, że ta Rzeka nadal płynie. Jeśli chcesz być częścią jednego z naszych zespołów szerzących ogień na Ukrainie, w Mozambiku,
na Tajlandii  i innych krajach, zapraszamy cię, abyś się skontaktował z moim wspólnikiem Tomem Ruotolo pod (203) – 318 8135.

 topodin

Pochwyć błogosławieństwo.

Czy wiesz o tym, że Ojciec chce cię błogosławić wszelkim dobrym i doskonałym darem? Problem polega na tym, że nie zawsze rozpoznajemy błogosławieństwo, gdy przychodzi. Często jest lekceważone, ponieważ przychodzi w taki sposób, którego się nie spodziewamy i jako coś, czego nie oczekujesz.

W ew. Łuk 19.40-44 czytamy:
I odpowiadając, rzekł: Powiadam wam, że jeśli ci będą milczeć, kamienie krzyczeć będą. A gdy się przybliżył, ujrzawszy miasto, zapłakał nad nim, Mówiąc: Gdybyś i ty poznało w tym to dniu, co służy ku pokojowi. Lecz teraz zakryte to jest przed oczyma twymi. Gdyż przyjdą na ciebie dni, że twoi nieprzyjaciele usypią wał wokół ciebie i otoczą, i ścisną cię zewsząd. I zrównają cię z ziemią i dzieci twoje w murach twoich wytępią, i nie pozostawią z ciebie kamienia na kamieniu, dlatego żeś nie poznało czasu nawiedzenia swego.

Bóg zstąpił, w odpowiedzi na modlitwy, z największym błogosławieństwem, jakie ten naród mógł sobie wyobrazić. Stało się to jednak w taki sposób, jakiego nie oczekiwali, więc nie rozpoznali Jezusa Chrystusa, jako Boży dar dla nich. Nie pochwycili Bożego daru i stracili błogosławieństwo. Wtedy Pan zasmucił się i opuścił ich. Jego nieobecność sprawiła, że wszedł wróg.  Wiemy o tym, że cesarz rzymski Tytus zniszczył Jerozolimę i świątynię w 70 roku n.e. Nie pozostawił kamienia na kamieniu.

Trudna lekcja.
Bardzo ważne jest, abyśmy nauczyli się tego, jak pochwycić błogosławieństwo, które Bóg ma dla nas. Gdyby nagle niespodziewany czek na 1000$ pojawił się w skrzynce pocztowej, to podziękowałbyś Bogu i wykorzystał czek. Lecz zdarza się czasami, że błogosławieństwo przychodzi w mniej oczywistej, nowej postaci. Jeśli nie przyjmujemy Bożego daru, to odrzucamy go. Wtedy Jego przychylność może nas opuścić i wydarzyć się katastrofa, ponieważ, w wyniku odtrącenia Bożego daru, dopuszczamy do działania przeciwnika.
W lecie 1999 roku spotkaliśmy w samolocie rodzinę DeCarol Williamson. Opowiedzieli nam, że mieszkają na farmie, zajmują się hodowlą koni arabskich i zaprosili nas, abyśmy ich odwiedzili i zobaczyli konie. Gdy tam byliśmy wszystkie źrebaki brykały i były bardzo żwawe z wyjątkiem jednego, który znajdował się w zagrodzie sam. Gdy Carol zapytała:
– Dlaczego ten nie jest razem z innymi?
– Ten źrebak ma zdeformowane kolana – wyjaśnił pan DeCarol – trzymamy go więc razem z matką dopóki nie pokryjemy jej ponownie. Wtedy będziemy musieli uśmiercić go.
Miał zaledwie dwa dni, a jego kolana nie były proste lecz wygięte do przodu – brakowało niezbędnej w tym miejscu kości kolanowych. Carol wybuchła pod wewnętrznym przymusem:
– O nie! Czy możemy się niego pomodlić?
Kilkoro z nas zebrało się wokół źrebaka i modliło się, aby Bóg dokonał cudu z jego kolanami.
Dwa tygodnie później odebraliśmy telefon, że Pan uzdrowił źrebaka! Byliśmy tak podekscytowani! Bóg, który dostrzega spadającego wróbla okazał również miłosierdzie dla źrebaka. Pół roku później odwiedziliśmy ich ponownie i „nasz” konik był tam, biegając jak wiatr. Przypadkowo weterynarz, który zdiagnozował stan jego kolan, zatrzymał się przy nas i stwierdził niechętnie:
– To cud, nie ma  żadnego innego wyjaśnienia tego, co zaszło w jego kolanach.

DeCarol wziął nas na bok i powiedział, że Bóg powiedział do niego, że ma dać tego źrebaka mojej żonie! Od dzieciństwa Carol kochała konie. Któregoś wieczora, na samym początku przebudzenia, leżała na podłodze i miała wizję białego konia z rozdętymi nozdrzami, na którym podjeżdżał do niej Jezus.
– Jedź – powiedział do niej.
– Nie umiem – odpowiedziała – nie wiem jak się jeździ. Za bardzo się boję.
W tej wizji Pan wziął ją za rękę, wciągnął ją na konia za Siebie i oboje popędzili jak wiatr. Była przekonana, że ta wizja oznaczała, że gdy pójdzie do nieba, to Pan da jej konia takiego jak Jego koń z Biblii i będzie umiała na nim jeździć.
Gdy DeCarol dał jej tego konia, byliśmy początkowo bardzo  podnieceni, lecz zaraz zaczęliśmy przeliczać koszty. Co zrobimy z koniem, wartym 45.000$? Poza tym, zupełnie nic nie wiedzieliśmy o koniach, a nie chcieliśmy robić sobie kłopotu. Po prostu nie mogliśmy wziąć tego rodzaju, ekstrawaganckiego błogosławieństwa Pańskiego. Nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić, ani jak zareagować.  Po zastanowieniu zdecydowaliśmy, że nie możemy go przyjąć, więc DeCarol będzie go trzymał dla Carol. Mieli go trenować, opiekować się nim i pracować z nim, lecz pół roku później nad farmą Williamsów przeszła straszliwa burza. Gdy usiłowali wprowadzić roczniaki do stajni, konie były bardzo spłoszone. Popędziły i koń Carol wpadł na płot, złamał obie przednie nogi i musiał zostać uśpiony.
Gdy usłyszeliśmy tą wiadomość, wołaliśmy:
– Boże, dlaczego?
Przeciwnik wykorzystał właśnie to, czym nas Bóg pobłogosławił, aby odebrać życie źrebakowi. Gdy przynieśliśmy to Panu w modlitwie, pokazał nam, że nie przyjęliśmy daru, który Bóg nam dał. Nie ufaliśmy Mu wystarczająco, aby ten dar pochwycić.
Ostatnio, dwa i pół roku później, znów byliśmy u Williamsów. I znów DeCarol  miał przekonanie, że Pan chce, aby dał Carol innego konia. Popatrzyliśmy na siebie z Carol i powiedzieliśmy:
– Tym razem weźmiemy ten dar. Panie, bez względu na to, co to jest, bierzemy ten dar bez pytań.
Wtedy DeCarol wyjaśnił, że choć źrebak jest szary, w ciągu pięciu, sześciu lat jego maść zmieni się na białą. Wtedy Carol przypomniała sobie wizję z białym koniem, którą miała w ’94 roku. Myślała, że to miał być biały koń Pana, lecz wtedy Pan pokazywał jej wizję daru, który miał jej przekazać. Bóg jest Bogiem drugiej szansy. Jest Bogiem odnowienia i tym razem pochwyciliśmy dar, którym nas Pan obdarował.

Dar przebudzenia.
Błogosławieństwo przebudzenia jest jak ten mały konik. Bóg przyszedł do nas z tą dziwną rzeczą, o którą nawet nie prosiliśmy. Powiedział:
– Chcę was błogosławić tym wspaniałym darem.  Jak na dar Pana w postaci źrebaka, tak i tu wielu powiedziało np.: „
– Co z nim zrobimy?
– Tak naprawdę, to nie możemy go przyjąć, prawda?
– Jesteśmy tak zajęci, co zrobimy z darem przebudzenia?
– Kto się o to zatroszczy?
– Naprawdę,  nie mamy czas na to.
– Lepiej było, gdy było tak jak wcześniej.
– Może znajdzie sobie kiedyś jakiś lepsze miejsc.

Ci ludzie nie wzięli daru mając wyraźnie logiczne wyjaśnienia. Może nie podobał im się wygląd, a może zdawali sobie sprawę z tego, że będzie to wymagało bardzo intensywnej pracy? Powiedzieli więc:
– Dzięki Ci Boże. Może to jest dobre dla tych gości w Toronto i jeszcze gdzieś tam, ale ja myślę, że najlepiej będzie jak to tam pozostanie i niech oni się o to troszczą. Ja raczej podziękuję.”  Nie przyjęli Bożego daru i wiele przebudzeń, które Duch Święty rozpoczął, zanikło, gdy przyszedł przeciwnik i wykradł je. To zasmuca serce Ojca, że jego ludzie nie chcą wziąć jednego z największych darów jakiego Pan może udzielić.

Czym Bóg chce cię obdarować? Może ci się wydawać, że inwazja Królestwa Bożego może  być niewygodnym narzuceniem. Wydaje się, że będzie mnóstwo pracy, niewygody i wydatków, lecz z pochwyceniem przebudzenia wiąże się niesamowite błogosławieństwo. Nie chcemy być jak Izrael, który stracił błogosławieństwo Jezusa, ich Mesjasza, dlatego że spodziewali się kogoś innego.
Czy to przebudzenie nie wychodzi naprzeciw twoich oczekiwań? Czy rzeczywiście mówisz:
– Jestem zajęty.

Jeśli tak, to być może, że Bóg ukrywa błogosławieństwo przed twoimi oczami. Tłumy ludzi nie rozpoznały swojej godziny nawiedzenia. Bóg zstąpił w swej cudownej obecności. Uchwyć się Jego obecności i mocy. Posłanie jest proste: Nie strać swojej godziny nawiedzenia.
Podejmij to, co Bóg ma dla ciebie, bo inaczej przyjdzie przeciwnik i ukradnie ci błogosławieństwo.
Pokutowaliśmy z Carol, gdy zdaliśmy sobie sprawę z tego, na co pozwoliliśmy wrogowi i Bóg dał nam następnego źrebaka. Wierzę, że Bóg da również tobie następną szansę. Bóg mówi teraz:
– Mam dla ciebie przebudzenie.

Nie bój się, pochwyć Jego dar.

 раскрутка сайта

Jak pastorzy utrzymują płonący ogień

Nigdy nie zapomnę niedzielnej nocy, nabożeństwa kończącego obchody siódmej rocznicy odnowienia naszego kościoła przez Ducha Świętego. Kaplica była wypełniona, Boża obecność potężna, czas posługi namaszczony. Odwiedził nas John Arnott i modlił się za potrzebujących. Człowiek, który po raz pierwszy doświadczył spotkania z mocą Bożą, leżał opodal mnie odpoczywając na podłodze.
Ktoś inny właśnie został natychmiast uzdrowiony z chronicznego bólu wywołanego źle zrobioną operacją. Ponownie Bóg objawiał swoją moc spragnionym sercom. Spojrzałem w górę i zapytałem:
– Panie, jak to możliwe, że byłeś wierny nieustannie nawiedzając nas przez tyle lat?

Jestem zdumiony prężnością przebudzenia, jakie zaczęło się w Toronto w 1994 roku.
Mam ten przywilej, że jestem pastorem seniorem jednego z kościołów dotkniętych przez Toronto Belssing i często ludzie pytają mnie:
– Czy to będzie trwałe?
Chcą również wiedzieć:
– Co dzieje się teraz?
Możemy szczerze odpowiedzieć, że Bóg nieustannie objawiał Swoją moc, budując nas wśród trwałego przebudzenia.

Nasz kościół wzrasta czterokrotnie, nasz zespół pastorski z dwóch osób do siedmiu. Wielu zostało zbawionych, uzdrowionych, uwolnionych, wielu wprowadzonych do służby czy na misje. Obecnie pracujemy na ulicach, w więzieniu i z samotnymi rodzicami. Nasze długi spadły, wiara wzrosła; a przecież nie zawsze tak było.


Zanim przyszedł 1994 rok.

W styczniu 1994 roku służba była bardzo trudna, w naszym kościele brakowało pieniędzy i ochotników, aby obsłużyć potrzeby niezbyt wielu członków. W jaki sposób mieliśmy kiedykolwiek zdobyć świat wokół nas dla Boga? Byłem w impasie. Wiedziony niewidocznymi obawami, stałem się w imię służby Bogu „gorliwym kontrolerem.”
Moja służba, małżeństwo i osobista społeczność z Bogiem cierpiały z powodu wewnętrznych, nie wyleczonych ran. Poddałem się duszpasterstwu i zobaczyłem jak wiele moich problemów dotyka wszystkich wokół mnie.
Przypadkowo w tym samym miesiącu rozpoczęło się przebudzenie w miejscu obecnie znanym jako Toronto Aircfraft Christian Felloship, odległym zaledwie o 45 minut jazdy samochodem od naszego kościoła. Wkrótce niektórzy z naszych członków zaczęli przekazywać żarliwe relacje ze zgromadzeń tej społeczności. Byłem podejrzliwy, jako „mądry” pasterz ostrzegałem ich przed pogonią za tym błogosławieństwem Ducha Świętego. Znałem niektórych ludzi z tego „lotniczego kościoła,” bo dorastałem w tej okolicy. Czułem się tak jak Natanael, gdy usłyszał, że Jezus pochodzi z Nazaretu: „Czy może cokolwiek dobrego pochodzić stamtąd.?”
Ostatecznie, ponaglany przez żonę, pojechałem na uroczysty obiad dla pastorów w starej kaplicy w maju 1994. Dla duchowego wsparcia zabrałem ze sobą przyjaciela. W czasie spotkania, pewien łagodnie przemawiający baptystyczny pastor, Steve Long, polecił nam, abyśmy usiedli na krzesłach w kręgu. Natychmiast kilka osób położyło na mnie ręce i zaczęło się modlić cicho. Brak hałasu bardzo obrażał mój zielonoświątkowy tradycjonalizm. Nie w taki sposób wyobrażałem sobie przebudzenie, zdecydowałem się jednak przyjąć ich modlitwę z otwartym i pragnącym sercem. W czterdzieści pięć minut później wylądowałem na podłodze. Nic szczególne się nie stało, lecz odczułem głęboki pokój. Nie widziałem o tym, że „złapałem Boży ogień,” który później przekazywałem wielu, o których się modliłem.

Tego wieczoru Duch Święty niespodziewanie „spadł” na dwunastu z nas, gdy usiłowaliśmy zaplanować piknik dla naszego kościoła. Następnie w Pięćdziesiątnicową niedzielę przedostał się do grupy dziecięcej. W końcu wdarł się do nas, w niezapomnianą niedzielę, gdy Duch Święty działał nieprzerwanie przez trzy godziny. Ludzie płacząc, śmiejąc się, w szoku, padali, otrzymywali wizje i dar języków. Wszyscy obecni wiedzieli,  że to Bóg udzielił nam łaski nie często spotykanego, potężnego nawiedzenia.  Teraz to ja byłem oskarżany o to, że należę do ludzi goniących za błogosławieństwem, lecz już nie obchodziły mnie ludzkie opinie, chciałem odebrać wszystko, co Bóg dla mnie ma przygotowane. Co tygodniowe odwiedziny obiadów dla pastorów w Toronto, stały się dla mnie bardzo żywotną potrzebą.

Trwałe owoce
W lecie 1994 roku zdominowało mnie pytanie o to, jak dług to może trwać? Jako Zielonoświątkowiec słyszałem tak wiele historii o przebudzeniach, które przychodziły i odchodziły i zastanawiałem się, czy to będzie inne.
Wtedy, Pan przemówił do mnie bezpośrednio w czasie modlitwy, że tym razem zamierza zrobić coś więcej, niż tylko dać krótki okres odświeżenia. Gdy czytałem Pismo, Duch Święty pokazał mi, że celem tego przebudzenia jest przełamanie wielopokoleniowych więzów i wniesienie trwałej zmiany.
Zdecydowałem wtedy, że zrobię wszystko, co mogę, aby zatrzymać Jego obecność.

Pod koniec roku prowadziliśmy pierwszy tydzień spotkań. Pomimo regularnych dziur w budżecie, w jakiś sposób wyskrobaliśmy potrzebne kilkaset dolarów. Spotkania przyciągnęły wielu ludzi, w tym również innych pastorów. Obecność Boża była tak potężna, że do dziś opowiadamy o tym. Nasi ludzie pragnęli więcej, wiec dodatkowo do niedzielnych nabożeństw i codziennych wieczornych spotkań dodaliśmy jeszcze piątkowe zgromadzenia odnowy.
Ludzie zaczęli się zjeżdżać z całej okolicy, przez następne dwa lata Bóg regularnie objawiał się w czasie naszych zgromadzeń, ilość zbieranych darów wzrosła ogromnie. Mój przyjaciel został uzdrowiony z wrzodów.
Małżeństwo misjonarzy zostało uzdrowione i mogło powrócić do swojego kraju. Pewna kobieta związana praktykami New Age padła na podłogę pod mocą Bożą i wstała jako osoba wierząca w Jezusa. Pewien człowiek przez lata leczony w psychiatrycznych ośrodkach narodził się na nowo i został uwolniony od myśli samobójczych. Kobieta, która była po próbie samobójstwa, została zbawiona, napełniona Duchem Świętym i uzdrowiona psychicznie (ci wszyscy ludzie do dziś służą Bogu). Nasi stali zborownicy zostali bardziej ukierunkowani na zewnątrz – zaczęliśmy wysyłać ludzi na misje. Zostaliśmy uzdolnieni do wnoszenia odnowienia w różnych miejscach, nawet na misjach w Chinach. Bóg powołał nas do usługiwania innym pastorom i w różnych kościołach. Wstawiennictwo zakorzenione w tak wielu sercach zaczęło owocować przebudzeniem modlitwy, pojawiło się również wśród nas coś, co nazywam „ dziecięcym proroctwem.” Musieliśmy się uczyć po drodze w jaki sposób prowadzić ludzi i równocześnie nie gasić Ducha.
W tym czasie, gdy zmagaliśmy się z tym jak interpretować to, co Bóg do nas mówi, oraz jak trzymać się blisko tego, co Bóg robi, konferencje prowadzone przez społeczność w Toronto były dla nas wielką pomocą. Dzięki nim zapoznaliśmy się z całkowicie nowym zespołem wypróbowanych i godnych zaufania sług Bożych, którzy byli dla nas przewodnikami.  Gdyby nie odwaga, pasja i pokora przywództwa społeczności Toronto, wątpię czy bylibyśmy w stanie przetrwać pierwsze kilka lat nawiedzenia Ducha Świętego.

Gdy nawiedzenia stają się zwyczajem
Pomimo, że zrezygnowaliśmy z piątkowych zgromadzeń, ciągle z determinacją staraliśmy się o to, aby Boże nawiedzenia stały się normalnym zwyczajem. Zaczęliśmy prowadzić weekendowe warsztaty emocjonalnego uzdrowienia i uwolnienia, które trwają do dziś.  Nie chcieliśmy stać się duchowym stawem, lecz rzeką, więc przyjęliśmy nastawienie na chodzenie w miłości Bożej i przekazywaniu jej dalej. Zdecydowaliśmy, że podejmiemy wszelkie wysiłki, aby błogosławić inne kościoły i służby, przekazując im namaszczenie, którego Pan nam darmo udzielił.
Oddaliśmy się również sprawie modlitwy. Mamy poranne modlitwy, wieczorne spotkania wstawiennicze, modlitwy przed i w trakcie nabożeństw. Dwukrotnie zostaliśmy poprowadzeni do czterdziestodniowego okresu zbiorowego post i modlitwy. W obu przypadkach doświadczyliśmy cudownych uzdrowień w tym uzdrowienia z bardzo zaawansowanego raka.
Wierzę, że ta sama przyczyna, która sprowadziła tutaj Ducha Świętego zatrzyma Go z nami – pragnienie i pokora. Przez lata byłem zdecydowany wprowadzić do mojego kościoła przebudzenie własnymi wysiłkami w modlitwie, lecz modlitwa i post muszą nas prowadzić w dół ścieżki pragnienia i pokory.

Dopiero wtedy, gdy Bóg złamał mnie i upokorzył, zaryzykowałem wizytę w miejscu, gdzie Bóg już wcześniej rozpalił ogień.
Natychmiast otrzymałem osobiste przebudzenia i przeniosłem go do naszego kościoła. teraz widzę, że to pragnienie i pokora, powodują „łatwopalność” naszej duszy, gdy zbliża się do ognia Boże. Modlę się o to, aby nasze pragnienie przyćmił wszystkie inne pragnienia oraz żebyśmy pozostali na tyle pokorni, aby pójść na każde miejsce i zrobić wszystko, aby Go doświadczyć!

комплексное продвижение сайта интернет

Moc wytrwałości.

Mój mąż, Bill, bardzo lubi głosić na temat mocy wytrwałości. Bierzemy udział w tym poruszeniu Ducha, częściowo dzięki uporowi Billa, on po prostu utknął w jednym miejscu służby na osiemnaście lat. Na samym początku pracy przeczytaliśmy, że w naszej dawnej denominacji pastorzy utrzymują się na swoich stanowiskach średnio około osiemnaście miesięcy. Wiedzieliśmy zatem, że jeśli się przeprowadzimy, to bez względu na to, co nas tam spotka, będzie to tylko powtórzeniem w nowym miejscu działania „tych samych ludzi o innych twarzach.”
Do 1993 roku byłam całkowicie zniechęcona. Wyzwania przygniotły mnie. Tak często zastanawiałam się, czy aby nie jesteśmy w niewłaściwym miejscu. Czy Bóg chciał od nas, abyśmy poszli za ciosem wiary? Może mieliśmy głosić do innych ludzi i serc? Może inna ziemia byłaby bardziej miękka i podatna na przyjmowanie? To, co odkryliśmy w 1994 po naszej pierwszej wizycie w Toronto, to fakt, że Bóg przygotował dla nas błogosławieństwo na całe życie. Trwa to już tutaj od ponad siedmiu lat.  Bill lubi fragment Pisma z 2 Król. 13, gdzie czytamy o tym, jak król Izraela ostatni raz odwiedza umierającego Elizeusza.
– Ojcze, ojcze – woła król – rydwanie Izraela i jego konnico.
Innymi słowy: co się z nami stanie?
Elizeusz kazał mu otworzyć okno i wystrzelić z łuku strzałę. Gdy Elizeszu trzymał swoje ręce na rękach króla, razem wystrzelili strzałę. Elizeusz ogłosił:
– Strzała zwycięstwa od Pana.
Wtedy nakazał królowi zrobić coś dziwnego.
– Zabierz strzały i uderzaj nimi o ziemię.
Król bojaźliwie uderzył o ziemię trzy razy i przestał.
– Dlaczego przestałeś? Gdybyś tylko uderzył sześć lub siedem razy, doszczętnie pobiłbyś wroga. Lecz skoro tak, uderzysz go tylko trzy razy.
Jakie działanie powoduje, że odnosimy nad przeciwnikiem chwilowe zwycięstwo, lub zadajemy mu zupełną klęskę? Tym działaniem jest wytrwałe wykonywanie tego, co nakazał Bóg, bez względu na to, jak dziwnym się to wydaje.
Przez siedem lat obserwuję kościół w Toronto goszczący obecność Ducha Świętego. Choć niektórzy w 1994 roku głosili, że to, co oni dają, nie ma wielkiego znaczenia i nie będzie się liczyło w ogóle, Toronto podjęło udzielony mu dar i nieustannie „uderzało w ziemię.” Dziś, osiem lat później, ciągle goszczą całonocne spotkania przebudzeniowe i konferencje, w których biorą udział tysiące ludzi. Oglądali nawrócenie około 40.000 grzeszników i niezliczoną ilość cudownych uzdrowień. Ponad 100.000 zdesperowanych pastorów otrzymało odnowienie ku pasji pierwszej miłości dla Jezusa i przenieśli błogosławieństwo do domu, do odległych państw.  Co by się stało, gdyby zrezygnowali po sześciu miesiącach i powiedzieli sobie:
– W porządku, zdaje się, że to wszystko, co Bóg dla nas ma.

Ja sama wraz z całym moim kościołem nie otrzymałabym błogosławieństwa. Z pewnością nie byłoby owoców na naszym krzewie winnym i wątpię, czy byłabym jeszcze dziś w służbie dla Pana.  Ten numer poświęcony jest tematowi: „Bądź wśród nas stale, Duchu Święty” (Keep Coming, Holy Spirit) – dotyczy wytrwałości. John Arnott w artykule „Uchwycenie błogosławieństwa” dzieli się swoimi uwagami na temat tego, co jest potrzebne, aby doświadczyć pełni tego, co Bóg ma dla nas. Randy Clark przedstawia raport o światowym „Stanie rzeki” zaczynając od 1994 roku. Terry Bone, pastor lokalnego kościoła, opisuje w jaki sposób Ojcowskie błogosławieństwo utrzymuje w stanie przebudzenia ich kościół. Znajdziecie tu również fragment mojej ksiązki „Keep Coming, Holy Spirit: Living in the Center of Revival” który mówi o tym, co to znaczy trzymać się najważniejszego daru, jakim obdarza Pan w czasie przebudzenia.

Być może będziecie również zachęceni do trwania.  Trwajmy w Rzece,

Melinda.

 deeo