Category Archives: Pozostałe

Ty masz coś do powiedzenia.

K. Copeland

W ciągu 34 lat mojej służby zauważyłem, że co jakiś czas pojawia się ktoś z objawieniem, że Bóg jest suwerenny i zaczyna głosić, że skoro Bóg jest Bogiem to może zrobić wszystko cokolwiek chce i kiedy tylko zechce.

Spora części kościoła doszła do tego, że skoro Bóg jest suwerenny to nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć ani zrobić w żadnej sprawie. Ludzie myślą, że jeśli Bóg zadecyduje o tym, że idziemy do piekła to idziemy do piekła. Jeśli Bóg zdecyduje, że mamy być zbawieni to będziemy zbawieni. Jeśli On postanowi, że mamy być chorzy czy uzdrowieni, biedni czy bogaci – cokolwiek ON zdecyduje, to dokładnie tak się będzie działo.

Lecz ten system myślenia stawia poza nawiasem Biblii jedno bardzo ważne słowo – ktokolwiek czyli każdy. 1 Jan 5:1: „Każdy, kto wierzy, iż Jezus jest Chrystusem, z Boga się narodził, a każdy, kto miłuje tego, który go zrodził, miłuje też tego, który się z niego narodził.” Mar 11:23 „Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to,co mówi, spełni mu się.” Rzym 10:13: „Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie.”

Istota jest taka: tak Bóg jest suwerenny, lecz suwerenny Bóg dał nam swoje suwerenne Słowo a to znaczy, że mamy znaczącą rolę do odegrania. W rzeczywistości to MY mamy decydujący głos w sprawie tego, jak się potoczy nasze życie.

Koniec z przynętą

Dziś jest wielu wierzących, którzy przyjęli Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela, lecz nigdy faktycznie nie poddali siebie Jego autorytetowi w większości dziedzin swojego życia. Och, mogą sądzić, że tak zrobili, lecz tak nie jest.

W konsekwencji większość chrześcijan jest poddanych światu, jego sposobom myślenia i działania – nie Bogu. Nie są poddani autorytetowi Bożemu, Jego namaszczeniu i Jego sposobom działania.

Pozwólcie, że pokażę wam, o co chodzi. W liście Jakuba 4:6-7 czytamy: „…Bóg się pysznym przeciwstawia, a pokornym łaskę daje. Przeto poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was”.

W ciągu lat ludzie „religijni” wypracowali postawę, która mówi, że pokora to poniżanie siebie samego; deprecjonowanie. Mówią: Ja jestem tylko nędznym robakiem, niegodnym Bożych obietnic. Owszem, to mogło by być prawdą wobec ciebie i mnie, gdyby nie to, że wszelka ‘niegodność’ została zmyta krwią Jezusa. Zatem prawdziwa oparta na Biblii pokora mówi, że cokolwiek mówi Boże Słowo, tak właśnie jest – a ja stoję za tym. To jest ukorzenie i poddanie przed Bogiem. Jeśli twoje ciało jest atakowane przez chorobę, ból czy jakieś niedomaganie to poddaniem się Bogu będzie powiedzenie: Słowo Boże mówi, że ranami Chrystusa zostałem uzdrowiony. Zostałem więc uzdrowiony. To jest istota prawdy, przyjmuję ją i poddaję się jej absolutnemu, ostatecznemu autorytetowi.

Czy robisz w ten sposób? Uniżasz się pod mocną ręką Bożą (1 Ptr. 5:6). Czemu? „Aby (Bóg) mógł cię wywyższyć”.

Pamiętaj, Bóg sprzeciwia się pysznym, gdy więc już raz odwrócimy się od pychy – od wykonywania wszystkiego naszymi sposobami – i uniżymy się sami poddając siebie Bogu i Jego sposobom działania nie natrafiamy już więcej na opór z Jego strony. Boża łaska zaczyna przepływać swobodnie. Im więcej chodzimy w uzdrowieniu tym więcej mówimy prawdy i tym więcej chodzimy w niej. Wszystko jest w Księdze. Wspaniały przykład uniżenia siebie i poddania się Bogu w dziedzinie uzdrowienia znajduje się w przypadku kobiety z krwotokiem. Mar. 5:25-26 mówi nam o pewnej kobiecie, która miała krwotok przez 12 lat i „dużo ucierpiała od wielu  lekarzy, i wydała wszystko, co miała, a nic jej nie pomogło, przeciwnie, raczej jej się pogorszyło”. Dwanaście lat to długi okres jak na chorobę. To również bardzo długi okres wykorzystywania przez lekarzy, którzy prawdopodobnie nie mieli żadnego pojęcia o tym, co jest źle i jak to wyleczyć. Nie mamy tutaj nic na temat tego ile podali jej magicznych napojów i ile dokonali na niej operacji. Wiemy tylko, że została złamana usiłując dojść do zdrowia, a zamiast poprawy było coraz gorzej. Była chora, złamana, zmęczona, w depresji, opresji i było coraz gorzej. Do tego jeszcze dochodziło to, że z powodu swojej choroby była wyrzutkiem społecznym. Nie czytamy tutaj również o tym jak wiele potępienia i moralnego zniszczenia przeżyła przez to, co faryzeusze i inni religijni przywódcy prawdopodobnie jej mówili. W skrócie, ta kobieta była złupiona przez diabła aż do tego stopnia, że była niczym i nic nie miała. Jednak, któregoś dnia, usłyszała o Jezusie. Jak myślisz, co o Nim usłyszała? Wiemy, że Jezus miał w zwyczaju udawać się do synagogi i czytać Słowo Boże. Pewnego razu została mu podana księga Izajasza, skąd  przeczytał: Łuk: 4:17 „I podano mu księgę proroka Izajasza, a otworzywszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane:” 4:18 „Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność”, 4:19 „Abym zwiastował miłościwy rok Pana.” To było posłanie, które Jezus głosił wszędzie, dokądkolwiek się udał i możesz być pewien, że właśnie to posłanie owa kobieta usłyszała – czy to osobiście, gdzieś w czasie różnych podróży Jezusa, czy od przyjaciółki, która jej powtórzyła to, co sama usłyszała.

Jezus został namaszczony, aby zwiastować dobrą nowinę ubogim. Straciła bezskutecznie cały swój dorobek na nauki medyczne. Jezus został posłany, aby uzdrowić skruszone serca (Iz. 61.1). Dosłownie użyte tutaj słowo znaczy ”załamanych”. Była załamana zarówno w sercu, duszy jak i złamana na ciele.

Jezus był namaszczony do głoszenia wyzwolenia dla jeńców i odnowienia wzroku ślepym. Ta kobieta nie była faktycznie niewidoma, lecz czuła się bez nadziei, podatna na zranienia pochodzące niemal od wszystkich, którzy ją otaczali. Co więcej, była faktycznie trzymana w niewoli tej choroby.

Jezus głosił również „miłościwy rok Pana”, co po prostu znaczy nadnaturalne umorzenie długów, a zatem ta kobieta doskonale pasowała do tego przesłania.

Ew. Marka 5: 27-28 mówi nam, że po tym, „Gdy usłyszała wieści o Jezusie więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zwróć uwagę na to, że nie powiedziała: „Będę uzdrowiona” lecz „będę zdrowa”. Literalnie słowo użyte tutaj tłumaczy się jako pokój, powodzenie, zdrowie. Dotykając kraju szaty Jezusa ta kobieta oczekiwała, że wyciągnie namaszczenie do Tego, o którym tyle słyszała. Spodziewała
się, że nie będzie w jej życiu niczego brakować. Przepychała się przez tłum po pełnię.

W kontakcie z Jezusem

Aby otrzymać od Boga cokolwiek, musimy postępować tak, jak zrobiła ta kobieta: uniżyć się i poddać Jemu. Dalej ewangelista Marek kontynuuje opowieść tego zdarzenia aż do momentu, gdy chora kobieta dotknęła się Jezusa i poczuła w ciele swoim, że została uzdrowiona Mar 5:30; 32-33 (BW): „A Jezus poznawszy zaraz, że z niego moc uszła, zwrócił się do ludu i rzekł: Kto się dotknął szat moich? …..I spojrzał wokoło, aby ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy owa niewiasta z bojaźnią i drżeniem, wiedząc, co się jej stało, przystąpiła, upadła przed nim i wyznała mu całą prawdę.”

Pod każdym możliwym względem owa kobieta poddała się autorytetowi Jezusa. Usłyszała Jego Słowo i uwierzyła w nie. Zaczęła je wypowiadać swoimi ustami, po czym zadziałała na jego podstawie. Jej wiara w Jego Słowo spowodowała, że zmieniła swoje słowa a dzięki swoim słowom wiary zmieniła kierunek swojego życia. To dlatego Jezus zareagował w taki sposób w.34: A On jej rzekł:  „Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju i bądź uleczona z dolegliwości swojej.”

Z całą pewnością to nie namaszczenie Jezusa uwolniło ją z więzów tej choroby. Całe namaszczenie świata mogło stać przed nią – co faktycznie miało miejsce – i nic dobrego jej nie dać, gdyby nie zaczerpnęła go swoją wiarą. Jej wiara połączona z Jego namaszczeniem spowodowały przepłynięcie namaszczenia do jej ciała i dotknięcie całej jej osobistej sytuacji. Jezus powiedział jej : „Idź w pokoju i bądź uzdrowiona z dolegliwości swojej”. Innymi słowy, powiedział jej, aby zachowała pełnię, którą właśnie otrzymała. W jaki sposób? Przez trwanie w poddaniu Jego Słowu, przez poddanie Jego autorytetowi i Jego namaszczeniu.

W międzyczasie stał tam w pobliżu, na skrzydle, ktoś kto potrzebował Jezusa i Jego namaszczenia. To był ktoś, kto również uniżył siebie samego przed Bogiem i poddał się autorytetowi Jezusa. W rzeczywistości ten ktoś sam miał troszkę autorytetu. Był Jair, jeden z zarządzających synagogą.

Nieoczekiwane opóźnienie

Wracając do wersów 21-24 odkrywamy, że cała ta sytuacja zaszła zaraz po tym, gdy Jair przyszedł do Jezusa, padł przed nim i błagał mówiąc w Ew. Marka 5.23: – „Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła.”

Jezus szedł z Jairem przepychając się przez tłumy i w tym właśnie momencie podeszła kobieta z krwotokiem, dotknęła Jezusa i została uzdrowiona.

Chce zwrócić uwagę na to, że upłynęło sporo czasu od chwili, gdy Jezus zatrzymał się, aby porozmawiać z kobieta do chwili, gdy ruszył dalej z Jairem. Pismo mówi, że owa kobieta opowiedziała Jezusowi całą swoja historię. Przez ten cały czas Jair stał obok. Możesz sobie wyobrazić jak wiele miał okazji do tego, aby wyjść z pozycji pokory i poddania Jezusowi a wejść na pozycję pychy i postępując według ciała.

Przede wszystkim to on był zarządcą synagogi , co więcej, miał pełny religijni i prawny autorytet, aby tą kobietę ukamienować za przebywanie w publicznym miejscu z krwotokiem. W końcu mógł stać tam i narzekać, walcząc z myślami: szybciej, kobieto – opowiadaj i kończ! Nie mamy czasu na każdy drobiazg twojego życia. Czy też: Myślisz, że zrobiłeś właśnie  z siebie głupca przed całym tym tłumem i tylko tyle z tego będziesz miał? Pospiesz się… moja córka może już nie żyje! I oczywiście, gdy Jezus rozmawiał z kobietą, przyszedł ktoś z domu Jaira z informacją, że jego córka umarła.

Jednak w czasie tego „opóźnienia” Jair nie zadziałał w żaden z tych cielesnych sposobów, bo gdyby tak zrobił straciłby swoją córkę. Nie, Jair rzucił się pod stopy Jezusa, dał wyznanie wiary: „Włóż na nią swoje ręce, a będzie żyła” i później nie odzywał się. Gdyby zrobił inaczej straciłby okazję do usłyszenia świadectwa uzdrowienia kobiety i tego, czego Jezus nauczył jej na temat wiary i trwania w zdrowiu.

Kiedy jednak to wszystko usłyszał, jego wiara musiała zostać zbudowana.  Dlatego wierzę, że gdy dowiedział się o śmierci córki, mógł dalej iść w wierze. Mark 5:36 mówi nam, że również Jezus usłyszał tą wiadomość i polecił Jairowi: „Nie bój się tylko wierz”. Oryginalny tekst powinien być przetłumaczony tak: „Przestań bać się i trwaj w wierze” i to właśnie Jair zrobił.

Nie planuj pogrzebu

Gdy przybyli do domu, Jair nadal pozostawał poddany autorytetowi Jezusa i Jego sposobowi działania i wtedy Jezus przejął jego gospodarstwo. Natychmiast „oczyścił dom” opróżniając go z niewiary i zwątpienia, którego był pełen, wyrzucając stamtąd całą rodzinę, przyjaciół i sąsiadów, którzy „płakali i wielce zawodzili” (Marka 5, 38). W trakcie tego ci wszyscy ludzie obrazili się – z powodu swojej pychy – na Jezusa i Jego sposób załatwiania sprawy. Gdy jednak dom został już oczyszczony, trzeba było tylko chwili, aby dziewczynka, której śmieć wszyscy opłakiwali znowu żyła.

Gdy już cały kurz tego dnia opadł – nie jestem w stanie nic na to poradzić – mam przed oczyma całkiem prywatną, cichą, celebrację za zamkniętymi drzwiami.

O co mi chodzi? W całym tym zamieszaniu ogromnego tłumu podążającego do domu Jaira, zgiełku płaczących wyrzucanych z domu, wierzę, że była tam kobieta, która nie mogła odejść – kobieta, która po raz pierwszy od 12 lat była zdrowa.

Wyobraź ją sobie jak, w pewnej odległości, podąża za Jezusem i Jairem, później stoi obok gdy  grupa zasmuconych i obrażonych krewnych i przyjaciół wychodzi ciężkim krokiem z domu. Wyobraź sobie jak trzyma się blisko, aby usłyszeć krzyk radości ojca i matki, którzy otrzymali swoje dziecko żywe, a którym Jezus polecił, aby „nikomu o tym nie mówili” (Łuk. 8:56) poza zamkniętymi drzwiami.

Wyobraź sobie teraz Jaira, który tego wieczoru przy kolacji przedstawia swoją żonę i 12 letnią córkę kobiecie, którą już wcześniej spotkał tego dnia, a której świadectwo zachęty i wiary zainspirowało go do tego, aby nie popuścił w swojej sprawie.

Mój przyjacielu, pokora to nie samoponiżanie się, lecz proste poddanie się autorytetowi Jezusa, poddanie się Jego Słowu i namaszczeniu.

Tak, Bóg jest suwerenny, lecz suwerenny Bóg dał nam Swoje suwerenne obietnice. On zdecydował i ogłosił, że  ty i ja mamy swoją część do zrobienia i powiedzenia. Powiedział nam też, co robić i wiemy również czego mamy oczekiwać. Oczywiście, jeśli nie posłuchamy, nic się nie zdarzy, lecz jeśli posłuchamy Jego Słowa staniemy się uczestnikami Jego boskiej natury i wspólnego celu..

Będziemy tym, co mówi Słowo, że możemy być; będziemy robić to wszystko, co Słowo mówi, że możemy robić i będziemy mieli to wszystko, co Słowo mówi, że możemy mieć. Jesteśmy współdziedzicami z Namaszczonym – Jezusem, naszym Panem i Zbawicielem.

создание сайтов раскрутка оптимизация

Trwaj w cyklu życia.

Kenneth Copeland

Nie musisz czytać Biblii, żeby się o tym przekonać, wystarczy się rozejrzeć. Inflacja, recesja, depresja, grzech, choroby, słabości i śmierć. To wszystko jest częścią cyklu śmierci, który trzyma ten świat w uścisku od chwili, gdy Adam przyłączył się do Szatana w Ogrodzie Eden.  Co smutne, te rzeczy trzymają również w szachu chrześcijan, a nie powinny. A jednak trzymają.

Widzisz w Liście do Rzymian 8:2 czytamy: „..bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci”. Znaczy to, że ty i ja, jako nowo narodzeni wierzący, nie jesteśmy już więcej zablokowani w tym światowym cyklu śmierci. Możemy z niego wystąpić ku Bożemu cyklowi życia. Zostaliśmy uwolnieni! Lecz, bracie Copeland, jak możesz mówić, że zostaliśmy uwolnieni? Dlaczego, więc, ta ostatnia recesja zniszczyła mój biznes?

Nie, nie zniszczyła, to twój udział w recesji zrujnował ci biznes.

Na początku 1992 roku Pan powiedział do mnie: „Chcę, abyś napisał do swoich partnerów list, aby nie brali udziału w recesji. Nie należą do niej.”

Wielu ludzi nie widzi tego, jak to możliwe, lecz tak jest… z jednej prostej przyczyny. Prawo Ducha, który daje życie, W Chrystusie Jezusie uwolniła nas od prawa śmierci i grzechu.

Żyj w wolności pomimo ruin wokół.

Alleluja!
Możemy żyć w samym centrum środowiska, które związuje ten świat i cieszyć się błogosławieństwem. Możemy żyć wolni od długów, ubóstwa i recesji w samym środku świata przepełnionego finansową ruiną.

Nikt tego nie może!

Tak, Ktoś może. W rzeczywistości, ktoś to już robił. Tym Kimś, jest Jezus.

W czasie swojej wędrówki po ziemi Jezus nie chodził jakiejś kapsule, lecz poruszał się w takim samym środowisku jak my, a jednak żył w doskonałej wolności. Uzdrawiał chorych, wzbudzał umarłych, wypędzał demony, zgromił sztorm. Nic nie mogło Go kontrolować. Żadna choroba, ani okoliczności, żadne finanse, ani krytycyzm, ani konspiracja, ani demoniczne siły , ani nawet sama śmierć! Jezus powiedział: „Ja kładę życie swoje, … Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli…” (Jn 10:17-18). Nie mógł nawet umrzeć jeśli nie zdecydował, że chce umrzeć.

Cóż za wolność! Jaki była tajemnica tej wolności? Jezus wyjaśnił to mówiąc (Jn. 8:26,28-29): „Ten, który mnie posłał jest wiarygodny, a Ja co usłyszałem od niego, mówię do świata. Ja nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył. A ten, który mnie posłał jest ze mną; nie zostawił mnie samego, ponieważ ja zawsze czynię to, co się jemu podoba”.

Pomyśl o tym, co powiedział Jezus. „Mówię to, co usłyszałem od niego… Niczego nie czynię sam od siebie, lecz mój ojciec nauczył mnie..” i połącz to z tym, co powiedział w Ew. Jn 5:19 „nie może Syn sam od siebie nic czynić, tylko to, co widzi, że Ojciec czyn: co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni”.

Życie Jezusa było zgodne z tym, co widział u Ojca, robił to, co On robił i mówił to, co On mówił. Innymi słowy żył naśladując (kopiując) Ojca. Możesz powiedzieć: No, z pewnością to było łatwiejsze dla Niego. On jest Synem Bożym!

Tak jest, lecz gdy chodził po tej ziemi, chodził jako człowiek.

Był Bogiem manifestującym się w ciele, a jednak, gdy mówił te słowa, o których czytamy u Jana, to nie mówił ich jako Bóg manifestujący się w ciele, lecz jako człowiek w Imieniu Boga Wszechmogącego.

Musisz to zrozumieć. Był tak samo człowiekiem jak ty i ja. Mógł zdecydować się na grzeszenie. Był przecież kuszony przez niego. Nie ma takiego grzechu, przez który Jezus nie byłby kuszony! Ani jednego. Mógł poddać się tym pokuszeniom i naśladować drogi tego świata, a jednak, zamiast tego, On zdecydował się naśladować Boga.

Teraz mając to w pamięci, przeczytajmy jeszcze kilka następnych wersów z Ew. Jana 8: „Gdy tak mówił, wielu uwierzyło w niego. Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w niego: jeżeli wytrwacie w Słowie moim;, prawdziwie uczniami moimi będziecie”.

Kogo będziesz kopiował?

To, co Jezus mówi tutaj nowym wierzącym to: Jeśli będzie trwali w Moim Słowie w taki sposób jak ja trwam w Słowie Ojca – będziecie kopiować mnie w taki sposób, a jaki jak kopiuję Jego – wtedy poznacie prawdę i prawdę, która pochodzi o Niego i będziecie równie wolni jak Ja jestem! Czy chcesz żyć uwolniony od cyklu śmierci? Bądź więc uczniem Jezusa. Kopiuj Go! Wiem, że możesz się nieco kurczyć na dźwięk słowa „kopia”, lecz chcę go używać, ponieważ wierzę, że otworzy to nowe objawienie dla ciebie.  Jeśli odsuniesz negatywne idee jakie ci się kojarzą z kopiowaniem to zdasz sobie sprawę, że wszyscy byliśmy w ten sposób uczeni. Faktycznie, wszyscy nauczyliśmy się czegokolwiek przez kopiowanie kogoś innego.

Był taki człowiek, który krytykował mnie tak:

Ten Copeland to lata w kółko i zachowuje się jak mały Jezus.

Nie zdawał sobie sprawy z tego, lecz jeśli chodzi o mnie, to był to dla mnie największy komplement jaki ktokolwiek mógł mi powiedzieć. Dokładnie to właśnie usiłuję robić!

Jezus powiedział uczniom: Jak mój ojciec nauczył mnie, mówić…. trwajcie w moim Słowie”.

Innymi słowy: „Oto stoję przed wami kopiując ojca. Teraz wy kopiujcie mnie”. Religia będzie cię starała się przekonać mówiąc:

O, nigdy nie będę mógł być taki jak Jezus! Jestem zbyt niegodny, aby działać jak On.

Zatem, chcesz działać podobnie do kogo?

Wiedz o tym, że będziesz działał jak jakaś osoba. Będziesz kopiował to, co widzisz w telewizji czy przeczytasz w gazetach czy też to, co usłyszysz ze świata – lub będziesz kopiował Jezusa.

Powstaje pytanie: co wybierzesz? Jeśli zdecydujesz się być jak Jezus, będziesz kontrolował swoje słowa, mówiąc to, co On mówi. Będziesz kontrolował swoje działania przez to, co On robi. Im lepiej się wprawisz w tej dyscyplinie, tym bardziej będziesz żył w tym wymiarze, którym cieszył się Jezus i tym bardziej będziesz żył w cyklu życia, zamiast w cyklu śmierci.

Wiem, że to już wcześniej powiedziałem, lecz zamierzam to powtórzyć, jeszcze raz. Jezus nie żył w wolności od chorób, ubóstwa, grzechu i śmierci dlatego, że dysponował jakąś nadzwyczajną zdolność jako Syn Boży. Żył w wolności, ponieważ doskonale kopiował Swojego niebiańskiego Ojca.

Nie poddany sztormowi

Jezus nie miał jakiejś szczególnej ochrony przed presją tego świata. Słońce paliło jego szyję równie mocno jak kogokolwiek innego. Zimno również było równie zimne. Skały pod Jego stopami były równie twarde.  A jednak zamiast stawiać stopy na tych skałach, jak wszyscy inni, aniołowie unosili Go, aby nie zranił stopy swojej o kamień (Ps. 91:12).

Dlaczego? Bo On żył w cyklu życia, a nie śmierci. Żył według prawa Bożego, a nie prawa grzechu i śmierci. Dostosowywał swój umysł, usta i działania do Słowa żyjącego Boga i robił to z wyboru.

W V Księdze Mojżeszowej 30:19 czytamy: Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię,. Położyłem dziś przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz przeto życie, abyś żył, …

Życie i śmierć. Błogosławieństwo i przekleństwo. Dwa wymiary tego samego otoczenia. Oba istniejące w tym samym czasie i miejscu. Jeden człowiek może funkcjonować w pierwszym, a drugi w drugim siedząc równocześnie obok siebie. Obaj mogli się urodzić i wychować w tej samej rodzinie, a jednak ich życie okazały się dramatycznie różne ponieważ jeden z nich wybrał życie, a drugi nie.

Każdy z nas musi dokonać tego wyboru. Możemy kopiować Jezusa i żyć w cyklu życia, lub kopiować świat i żyć w cyklu śmierci. To jest tak proste.

Możemy zostać uzdrowieni – lub być chorzy. Możemy wypędzać demony – lub możemy być przez nie zdominowani. Wszystko zależy do tego, kogo zdecydujemy się kopiować.

W Ew. Mateusza 7:24-27, Jezus mówi o tym w taki sposób:

Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce.

A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku.

I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki .

Zauważ, że te dwa domy stały koło siebie. Oba zostały dotknięte przez ten sam sztorm, te same deszcze i tą samą powódź. Jeden z nich przetrwał nietknięty, drugi został całkowicie zniszczony, ponieważ miał złe fundamenty. Jedna osoba kopiująca Jezusa stałą się Jego uczniem i stał jako wolny człowiek w samym środku sztormu. Drugi kopiował głupio i stracił wszystko. Ludzie zwykle mówią:

W porządku, ten drugi miał po prostu złe informacje.

Tak, miał złe… i zrobiło z niego głupca.

Kopiował złego człowieka.

Możesz być tego pewnym. Jeśli myślisz tak jak myśli głupi i mówisz to, co mówi głupi to będziesz również postępował jak głupi i nawet nie będziesz wiedział o tym, dopóki nie obudzisz się któregoś dnia a twojego domu nie będzie.

W ostatecznym rozliczeniu, to kogo kopiujesz determinuje twoją przyszłość. Determinuje twój charakter i determinuje twoje przeznaczenie.

Twój Mistrz Instruktor

Czy na świecie jest recesja? To nie kopiuj świata! Kopiuj Jezusa!   U Niego nie ma recesji. Jego finanse mają się świetnie!

Recesja i wszelkiego rodzaju niepowodzenie są częścią cyklu śmierci. Powinieneś żyć w cyklu życia. Powinieneś mówić:

Mój Bóg zaspokoi wszelką potrzebę, zgodnie z obfitością swej chwały w
Chrystusie Jezusie!

Tutaj, w samym środku tego samego środowiska, które wlecze świat do klęski… w samym środku tego samego sztormu, który rozdziera świat… ty i ja i każdy inny nowo narodzone dziecko Boże może żyć w zwycięstwie. Możemy „ubrać całą zbroję Bożą…” (Ef. 6:11), wejść w samo centrum okoliczności, które oferuje nam świat i żadna z nich nie będzie w stanie nas powalić.

To dlatego Bóg mówi nam, abyśmy najpierw założyli zbroję! Wiedział o tym, że będzie nas to chronić. Słowo żyjącego Boga i jego pełna zbroja są kuloodporne. Jest odporne na długi, recesję, choroby i porażki. Spowoduje, że będziesz stał wtedy, gdy wszystko wokół ciebie się sypie!

Jeśli będziesz kopiował drogi świata to podzielisz również los tego świata, lecz jeśli będziesz kopiował Jezusa – jeśli będziesz mówił to, co On mówi i nic innego – podzielisz Jego los. To jest twój wybór.

Nie odkryjesz Bożej woli kopiując świat, lecz znajdziesz ją kopiując Jezusa. Jeśli w słowie moim wytrwacie, prawdziwie uczniami moimi będziecie.
Pan powiedział: Poznacie prawdę i prawda was wyswobodzi.

To jest cel, aby być takim jak Jezus. To jest cel i jedyna droga do prawdziwego sukcesu. Czy jesteś już zmęczony tym, że światowy cykl wokół ciebie wlecze cię za sobą? Jezus jest Mistrzem Instruktorem. Któż pokaże ci drogę
ucieczki? On zna problemy i pokuszenia tego świat lepiej niż ktokolwiek inny, kto chodził po powierzchni tej ziemi i On pokonał to wszystko.

Bądź wolny. Żyj w cyklu życia. Stań się kopią Mistrza.продвижение

Ptaki się nie martwią, czemu ty miałbyś?

Gloria Copeland

Siedziałam sobie na stole w kuchni przyglądając się przez okno ptakom. Zobaczyłam je w zimowej aurze i pomyślałam: Sam Bóg zdecydował się troszczyć o ptaki, po czym wyszłam i rzuciłam im trochę jedzenia.

Czy wiecie, że przez całe lata, gdy tak robiłam nigdy nie widziałam, aby ptaki martwiły się tym, gdzie będzie ich następny posiłek. Bóg powiedział, że zatroszczy się o ptaki a On dotrzymuje swego słowa. On jest dobrym Bogiem.

Co więc z tobą? Czy ty martwisz się? Czy czujesz jak grunt pali ci się pod nogami, gdy usiłujesz zdobyć to, co potrzebne?

Zatem nie żyjesz jeszcze w objawieniu dobroci Bożej i Jego pragnienia, aby ci błogosławić. Nie postępujesz zgodnie z poleceniem Jezusa jakie pozostawił nam w ew. Mat. 6, aby otrzymać te dobre rzeczy, które Bóg przed nami złożył. Raz za razem biblia mówi o Bożej dobroci. Ps. 145:9 podsumowuje to mówiąc: „Bóg jest dobry dla wszystkich”.

Dlaczego masz się  martwić? Możesz myśleć: No, ja już słyszałem, że Bóg jest dobry i chce mnie błogosławić.

Wiec dlaczego się martwisz, zamiast przyjmować? Wielu ludzi wierzy, że Bóg jest dobry, lecz mają tylko wiedzę, która nie ma żadnego wpływu na ich codzienne życie. Aby zmienić okoliczności trzeba czegoś więcej niż wiedza – potrzebne jest objawienie pochodzące ze Słowa Bożego.

Czy wiesz, czym jest objawienie?

Jest to prawda, która jest dla ciebie tak realna, gdy Duch Święty naświetli ci ją, że staje się częścią twojego życia. Nie tylko ją słyszysz i zapominasz o niej, lecz działasz na jej podstawie. Jest to „wykonane poznanie”, które przynosi konkretne efekty.

Tak stało się i ze mną, gdy kilka lat temu ten fragment z ew. Mateusza 6 stał się moim pierwszym przypadkiem objawienia ze Słowa Bożego. Zmartwienie było dla mnie czymś naturalnym. Wychowałam się w kościele, gdzie nikt nie myślał o tym, że Bóg faktycznie jest zainteresowany naszym życiem czy mógłby się w nie angażować w wyniku czego martwili się o wszystko i to oni nauczyli mnie martwić się. Stało się to tak silnym nawykiem, że wydawało się, że nie martwienie się jest brakiem odpowiedzialności.

Jednak, kiedy przeczytałam o tym, że Bóg troszczy się nawet o ptaki, wiedziałam, że Bóg musi się również troszczyć o mnie! Te wersety wzbudziły we mnie wielką wiarę, stały się dla mnie objawieniem i poprosiłam Boga, aby wziął moje życie i coś z nim zrobił. Odkryłam, że jeśli otworzysz Bogu drzwi nawet niewiele to wejdzie przez nie.

Przeżyłam to. Właśnie wydano rozszerzone tłumaczenie Biblii (The Aplified Biblie). Spotykaliśmy się co tydzień wraz z dwoma przyjaciółmi na czytaniu i rozważaniu Słowa, niewiele wiedząc na ten temat, jak tylko to, że trzeba wierzyć w to, co ono mówi. To właśnie z tego fragmentu otrzymałam objawienie, że nie mamy się martwić:

Mat: 6

6:25   „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie”?

6:26  „Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one”?

6:31   „Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać”?

6:32   „Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”.

Następnym fragmentem, który mi bardzo pomógł były Przyp. 16:3 : „Powierz Panu swe dzieła [oddaj je i powierz całkowicie Jemu; On sprawi, że twoje myśli będą zgodne z Jego wolą], a spełnią się twoje zamiary i powiedzie ci się”.

Jak nie martwić się?

Oczywiście sam fakt, że otrzymałam to objawienie nie sprawił, że pokusa do martwienia się natychmiast mnie opuściła. Gdy uchwyciłam się tego fragmentu musiałam nauczyć się nie martwić. Chwila po chwili odrzucałam myśli zmartwienia, które pojawiały się ze wszystkich możliwych stron. Nie wiedziałam wtedy o tym, że robiłam to, co jest zapisane w 2 Kor 10:5, który mówi (BT): „Udaremniamy ukryte knowania i wszelką wyniosłość przeciwną poznaniu Boga i wszelki umysł poddajemy w posłuszeństwo Chrystusowi”.

W tym czasie wraz z Ken’em mieliśmy niezwykle wiele potrzeb we wszystkich dziedzinach, tonęliśmy w długach i problemach i Słowo Boże utrzymało nas przy życiu. Przeczytałam w Mat 6:33, że jeśli będę szukać najpierw Boga to on zatroszczy się o inne „rzeczy”. To była dla mnie tak dobra nowina, chciałem wiedzieć więcej.

Moja droga wyjścia z trosk i wejścia do rzeczywistości dobroci Bożej zaczęła się od jednego wersu. Objawienie Słowa Bożego powinno być podstawą do każdej rzeczywistej zmiany jaką zamierzasz podjąć. Przyp. 7:2 mówią, aby mieć Słowo „przed oczyma”. Oznacza to, że zawsze powinniśmy koncentrować nasze życie wokół niego, oczywiście, jeśli chcemy żyć dobrym życie, które Bóg ma dla ciebie.

Lubiłam mówić, że jest to łatwe, lecz tak nie jest.

W tym zagonionym świecie łatwo jest tylko pomieszać właściwy porządek naszych priorytetów. Możemy tak bardzo zająć się codziennymi troskami, że nie będziemy mieli czasu dla Boga i Jego królestwa na pierwszym miejscu. W wyniku tego, Słowo zostanie zaduszone przez nasze troski i zakłócenia – co Jezus nazwał cierniami w ew. Marka 4:18-19: „troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne”.

Bardzo łatwo poddać się temu, zmartwienia mogą dosłownie przejąć kontrolę nad tobą i uniemożliwić Słowu wydanie jakichkolwiek owoców, nie karm się więc nimi.

Jeśli oglądanie wiadomości powoduje strach, obawy i zmartwienia w tobie to nie oglądaj. W naszych czasach można oglądać złe wieści 24 godziny na dobę, ale to wcale nie znaczy, że masz to robić! Spędź ten czas na „dobrych wieściach” – przy tym, co oznacza słowo „ewangelia”. Pomyśl o tym, czym faktycznie jest martwienie się. Jest to medytowanie nad diabelskimi kłamstwami czy okolicznościami.

W jaki sposób przestać się martwić?

Zastąp martwienie się wiarą w to, co mówi Słowo. Nie zgadzaj się na martwienie. Idź do Słowa i karm się nim w dzień i w nocy. Znajdź fragment, który dotyczy twojej sytuacji, miej go stale przed oczyma, niech dociera do twoich uszu, wypowiadaj je ustami, dopóki ta prawda nie dotrze do twego serca. Joz 1:8 mówi, żeby medytować nad Słowem : „Niech ta Księga Prawa będzie zawsze na twych ustach: rozważaj ją w dzień i w nocy, abyś ściśle spełniał wszystko, co w niej jest napisane, bo tylko wtedy powiedzie ci się i okaże się twoja roztropność”.

Rozważanie (medytacja) Słowa Bożego pozwala Duchowi Świętemu na to, aby Słowo to stało się rzeczywistością w twoim sercu. Szczegółowo zastanawiasz się nad tym, w jaki sposób ma to zastosowanie do twojego życia i zmienia zaistniałą sytuację. Zgadzasz się z tym, co Bóg mówi na twój temat, widząc siebie tak, jak On cię widzi i, co najważniejsze, szukasz najpierw królestwa Bożego, zamiast poddawać się trosce.

Podczas, gdy bezbożni muszą szukać tych „rzeczy”, ponieważ oni nie mają Ojca, który troszczy się o nich, my zaś mamy przymierze z pełnym miłości Ojcem, który raduje się troszcząc się o Swoje dzieci. On pragnie, aby każda dziedzina naszego życia opływała dobrem.

Zaufaj Bożej dobroci.

Bóg chce, abyśmy Mu ufali we wszystkich potrzebach. Spójrz na Ps. 31:20 „Jakże jest wielka, o Panie, Twoja dobroć, którą zachowujesz dla tych, co się boją Ciebie, i okazujesz tym, co w Tobie szukają ucieczki na oczach synów ludzkich”.

Gdy Mu ufamy, możemy otrzymać wszelkie dobro, które dla nas przygotował.

Zaufanie to sprawa wiary, że Bóg jest gotowy, pragnie i może zatroszczyć się o ciebie i błogosławić ci. Aby taką wiarę zbudować musisz mieć koncentrować się na Słowie Bożym. Widzisz: „wiara bierze się ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe” (Rzym 10:17). To właśnie przytrafiło mi się dawno temu, gdy czytałam po raz pierwszy o tym, że Bóg troszczy się o ptaki – przyszła wiara. Bez Słowa, nie miałabym wiary, aby to przyjąć.

Aby przyjąć Bożą dobroć i miłosierdzie musisz zgodzić się z tym, co On sam powiedział, lecz jeśli słuchasz diabelskich kłamstw i zgadzasz się z nimi to nie możesz trwać  w wierze. Możesz być pewny, że będziesz niespokojny i zmartwiony.

Widzisz, jako wierzący tak naprawdę nie mamy żadnej innej opcji czy wierzyć Bogu przez wiarę czy zamartwiać się. Hebr 10:38 mówi: „a sprawiedliwy z wiary żyć będzie”. Jeśli jesteś wierzący to odnosi się to do ciebie. Rzym 14:23 idzie dalej mówiąc, że „wszystko, co nie wypływa przekonania (wiary) jest grzechem”. Troski z pewnością nie są z wiary.

Gdy martwisz się, jesteś małej wiary, a nie jest to miejsce dla wierzącego. Mat 6:30 mówi : „Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?” Wybierz więc zaufanie do Boga. Wybierz więc wiarę w to, że On zatroszczy się o ciebie  – nawet o to, co będziesz jadł, pił i nosił na sobie.

Wiem dobrze, że wszyscy jesteśmy kuszeni do zamartwiania się, gdy okoliczności krzyczą nam w twarz. To jest czas na decyzje z 2 Kor 4:18 : „nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne”.

Również 2 Kor 9:8 będzie utrzymywać was przy życiu, jak to się nieraz działo za mną i Kenem. Mówi on tak : „A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski (wszelkiej przychylności i ziemskiego błogosławieństwa), abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę”.

Zamiast martwić się, przypomnij sobie, że jako wierzący nie jesteśmy ograniczeni tylko do tego, co powszechnie dostępne dla ludzi. Ludzi wokół nas mogą martwić się i szukać naturalnych rozwiązań swoich problemów, lecz polegamy na naszym niebiańskim Ojcu, a nie na tym, co ma ten świat do zaproponowania.

Nie jesteśmy poddani „faktom” – okolicznościom czy też temu co nam diabeł usiłuje podrzucić. Jesteśmy poddani wyłącznie Bogu i prawdzie Jego Słowa. Jk 4:7 mówi tak: „Poddajcie się Bogu. Przeciwstawcie się diabłu (stańcie twardo naprzeciw niego) a ucieknie od was”.

Zatem wierzący nie powinien się martwić o cokolwiek. Pismo wyraźnie o tym mówi Fil 4:6 : „O nic nie bądźcie zbyt zatroskani, lecz każdą sprawę przedstawiajcie Panu, prosząc usilnie o to, co wam potrzebne, i dziękując [za to, co otrzymacie]”.

Zamiast martwić się zacznij: „wszelką troskę (wszelkie zmartwienia, wszelkie obawy i to raz na zawsze) swoją składać na niego, gdyż On ma o was staranie” (1 Ptr. 5:7 ).

Dokonaj zwycięstwa o swój umysł.

Zrzucanie trosk na Boga jest aktem wiary. Może to nie być łatwe, lecz jest konieczne jeśli chcesz żyć w zwycięstwie.

1Ptr. 5:8-9 mówi tak: „Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze, wiedząc, że te same cierpienia są udziałem braci waszych w świecie”.

Nie możesz równocześnie martwić się i trwać w wierze. Sprzeciw się diabelskim kłamstwom i nie daj mu żadnego dostępu (Jk 4:7; Ef 4:27). Jak mówi ew. Mat 6:25: „nie troszczcie się…” Musisz świadomie odpierać te pełne obaw myśli, które diabeł ci przynosi. Czy nam się to podoba czy nie jesteśmy na wojnie i Bóg wyposażył nas do zwycięstwa. Nie możemy zostać pokonani jeśli postępujemy zgodnie z poleceniami z Ef. 6 i używamy pełnego wyposażenia jakie nam Pan dostarczył.

Ef. 6:10-17:

6:10   „Wreszcie szukajcie umocnienia w waszym zjednoczeniu z Panem i w Jego niezmierzonej potędze”.

6:11    „Przywdziejcie na siebie pełną zbroję Bożą, byście mogli oprzeć się wszystkim, nawet najbardziej podstępnym atakom diabła”.

6:12    „Prowadzimy bowiem walkę nie ze zwykłymi ludźmi, lecz mamy stawiać czoło Zwierzchnościom i Władzom, rządcom świata tych ciemności oraz mocom duchowym zła na wyżynach niebieskich”.

6:13   „Dlatego okryjcie się dokładnie zbroją Bożą, abyście, gdy nadejdzie ów dzień zły, mogli odeprzeć zwycięsko [ataki zła] i ostać się zwyciężywszy wszystko”.

6:14   „Przygotujcie się więc do walki! Przepaszcie swe biodra prawdą, przyodziejcie się w pancerz sprawiedliwości”.

6:15   „A nogi obujcie w gotowość głoszenia Dobrej Nowiny pokoju”.

6:16   „Wiara niech wam zawsze służy za tarczę, którą zdołacie unieszkodliwić wszystkie, najbardziej nawet rozpalone pociski Złego”.

6:17   „[Na głowę] załóżcie hełm zbawienia, [do ręki] weźcie miecz Ducha, to jest słowo Boże”.

Podnieście „tarczę wiary, którą zdołacie unieszkodliwić wszystkie, najbardziej nawet rozpalone pociski złego”.Te ogniste pociski to między innymi zmartwienia. Niech potężny miecz Ducha walczy o twoją bitwę – niech Słowo stoi przed twoimi oczyma, brzmi w twoich uszach i wychodzi z twoich ust.

Wynik będzie taki jak zapowiedział prorok Izajasz 26:3: „ Temu,[Boże] zachowujesz pokój, pokój mówię; bo tobie zaufał”.  Potwierdził to Jezus, gdy powiedział: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka” (J 14:27).

Nie wierz temu, co mówi ci diabeł ani co pokazują okoliczności.

Zastąp zamartwienie się wiarą w to, co mówi Słowo. Niech twoje życie będzie skoncentrowane na Słowie, a ono zachowa cię w pokoju. To robiłam przez te wszystkie lata i trudno byłoby mi sobie przypomnieć jakąś zatroskaną myśl.

Chodzę w pokoju, który przewyższa wszelkie zrozumienie. Nie ma to żadnego sensu dla naturalnego umysłu, lecz nie żyję przecież naturalnym życiem.

Nie martwię się, ponieważ wierzę Bożemu Słowu. Gdy troska lub zmartwienie zaczyna się zbliżać do mnie to ja mam odpowiednie Słowo i jestem gotowa zgromić je. Mówię zmartwieniu: Nie wierzę tobie, wierzę Bogu. Wierzę, że jeśli Bóg troszczy się o ptaki to troszczy się o mnie.

Nie staram się wyobrażać sobie tego, w jaki sposób Pan to zrobi. Kiedykolwiek jesteś kuszony do martwienia się, spójrz na ptaka. Czy wydaje się być zmartwionym? Nie, ma niebiańskiego Ojca, który troszczy się o wszystko. Ty masz tego samego Ojca, a On rozkoszuje się udzielając ci zaopatrzenia.

Pamiętaj, Pan jest dobry dla wszystkich.

A to znaczy, że i dla ciebie. Dlaczego więc miałbyś się martwić?системы бесплатной раскрутки сайтов

Nie poddawaj się grze zawstydzenia!

Kennth Copeland

Ale,…co ludzie pomyślą?

Te słowa jak echo odbijające się w umysłach wierzących ograbiły kościół ze sporej części mocy i w konsekwencji ze znacznej części naszego wpływu na ten świat. Mówią one o jednym z najskuteczniejszych narzędzi walki diabła , którego używa on, aby gasić Boże namaszczenie w Ciele Chrystusa, wśród namaszczonych przez Niego. Biblia nazywa tą broń wyrzutem my mówimy o wstydzie.

Co pomyślą sąsiedzi? Co pomyśli nasza rodzina? Co mój szef o tym pomyśli? Co pomyślą o tym ludzie w kościele?

Można by wymieniać i wymieniać długo i nie ma nikogo, kogo Szatan nie zechciałby nam przedstawić, aby wrzucić na nas choć odrobinę wstydu. W rzeczywistości, w tych dniach , wymówki stają się coraz powszechniejsze w naszym środowisku. Wszędzie, gdzie byś się nie rozejrzał, widzisz ludzi grających w tą grę zawstydzenia.

Gra zawstydzenia polega na tym, że odstępujesz od odpowiedzialności za swoje zachowania wskazując palcem na drugiego. Przez skierowanie „jupitera” na kogoś innego, stawiasz go pod pręgierzem usiłując w ten sposób zdjąć wstyd z siebie, a to wszystko dlatego, że boisz się tego, co ludzi mogą pomyśleć.

Jako wierzący nie powinniśmy grać w tą grę. Znaczy to, że nie tylko nie mam wskazywać palcem na innych, lecz również nie mamy troszczyć się o to, czy palce innych są kierowane na nas czy nie, gdy jesteśmy posłuszni Bogu.

W świecie, który jest tak intensywnie nastawiony na „publiczną opinię” my, jako wierzący musimy interesować się tylko jednym: Co myśli o tym Bóg?

To nie jest to samo, co ty „myślisz”.

Większość z nas prawdopodobnie myśli o wyrzutach jako tym uczuciu zmieszania, które powoduje, że chcielibyśmy się zapaść pod ziemię. Może tak czuć się, gdy modlimy się o jedzenie w restauracji czy gdy nosimy naszą biblię w publicznych miejscach.

Niektórzy mogą się czuć zawstydzeni tym, że ktoś ich zobaczy w starym zniszczonym samochodzie, podczas gdy inni mogą się czuć podobnie w nowoczesnym, luksusowym aucie.

Istotą jest to, że te uczucia oparte są na tym, co inni ludzie myślą.

Biblijna definicja wyrzutów – tego jak widzi to Bóg – jest zapisana w Ks. Liczb 15,30-31: ” Gdyby ktoś uczynił to świadomie, bez względu na to, czy jest tubylcem czy obcym, obraża Pana i ma być wyłączony spośród ludu. Wzgardził bowiem słowem Pana i złamał Jego przykazania – taki musi być wyłączony bez miłosierdzia, i spadnie na niego odpowiedzialność za jego grzech.”topod.in

Przywództwo i niewiara

Dlaczego niektórzy ludzie decydują się nie wierzyć? Faktycznie, to my decydujemy, w co wierzymy i w ten sposób sprawiamy, że jest to naszą „prawdą”. (Zobacz artykuł „Wybory”). Każdy może robić to, co ja robię – nie dzielę się tym z wanu, aby się napompować czy przyciągnąć do siebie uwagę. Jestem o tym naprawdę szczerze przekonany. Piszę te rzeczy, aby pobudzić możliwość otrzymania wiary dającej wyniki w tych, którzy mają uszy ku słuchaniu. Jak stwierdzono we wspomnianym artykule: „Nie robię niczego, Ojciec czyni we mnie. Nie każdy chce wejść w uczniostwo, które pozwoli mu czy jej znaleźć się na pozycji, która pozwoli Ojcu działać przez tych ludzi z ich wyboru”.

Około 20 lat temu natknąłem się na stwierdzenie dokonane przez Jezusa, którego nigdy nie widziałem, ani nie słyszałem w całym moim wcześniejszym 25 letnim chrześcijańskim życiu. To stwierdzenie w oryginalnym języku ma po prostu takie znaczenie, że każdy może czynić dokładnie te same (a nawet większe) cuda, które czynił Jezus. Nie wymaga to ludzkiej „dobroci”, aby znaleźć się w tym miejscu. Mówię o sobie, że jestem „pierwszym z grzeszników”, lecz uzdolnienie do czynienia tego samego co czynił Jezus, nie ma nic do rzeczy z ludzką dobrocią. Niektórzy religijni ludzie zapomnieli o słowach Jezusa:

– Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko Bóg jedynie.

Jezus wyraźnie powiedział, że On nie uczynił żadnego z cudów, lecz że to czynił Ojciec. Zatem, jeśli mamy być tym czym był Jezus i czynić to, co Jezus powiedział, że możemy czynić, to również nie my będziemy czynić jakiekolwiek cuda – to Ojciec w nas będzie „czynił”. Celowo powtarzam się w kółko, ponieważ usiłuję zwalić mury oporu jakie pochodzą z religijnej tradycji.

Kilka dni temu kolega zgromił mnie:

– No, – powiedział ze sporą dawką frustracji w głosie, gdy mnie pobudzał do działania – widziałem jak przy pomocy kilku słów przywracasz wzrok całkowicie ślepej kobiecie, której lekarze powiedzieli, że jest to całkowicie nieodwracalne i że będzie do końca życia niewidoma i koniec. Widziałem to na własne oczy.

– To proste – kończył z naciskiem – powiedz tym krytykom, aby się wynieśli z drogi i idźmy dalej.

Przypomniałem mu, że to nie było tylko kilka słów i że zajęło tej kobiecie około 2 godzin ogłaszania ze zdumieniem, że ona może widzieć (doskonale, mogę dodać).

– No, w porządku – upierał się – lecz zróbmy to TERAZ.

Przypomniałem mu, że on sam ma tą samą wiarę i autorytet, które ja mam. Sprzeczał się ze mną, że po to mnie tu przyprowadził, żeby pomóc temu człowiekowi i to jest ze wszystkiego najważniejsze, co mogę zrobić. Przypomniałem mu historię o tym, jak Jezus dotknął się niewidomego mężczyzny i spytał go czy widzi, na co ten odpowiedział, że niewiele, a ludzie wyglądają „jak drzewa”. W tej historii Jezus musiał dotknąć go po raz drugi, zanim ten odzyskał wzrok.

Tak, powiedziałem tylko kilka słów i ślepota odeszła natychmiast. W jednym z takich przypadków było to po prostu:

– W porządku, możesz już widzieć.

I to wszystko. Pamiętam jeszcze jeden inny przypadek natychmiastowego uzdrowienia człowieka całkowicie głuchego przez wiele lat, któremu nawet aparat słuchowy nie pomagał. Widział kilka innych „cudów” i przyszedł do mnie z wielką wiarą. Spędziłem kilka minut ciszy i powiedziałem mu, żeby krzyknął słowa:

„Ja słyszę” z całej siły. Nie zwlekał – wykrzyknął i na jego twarzy pojawił się wyraz najwyższego zdumienia – usłyszał to, co krzyczał i był tym zszokowany. Zaśmiałem się, a on tym razem krzyknął z wielkim uśmiechem na twarzy:

– Ja słyszę.

To, o czym wspominamy często jako o „cudach”, czasami jest procesem i nie zdarza się natychmiast. Wracając do Jezusa jako naszego modelu, musimy pamiętać o tym, że potrzeba było 24 godzin na to, aby efekty przekleństwa wypowiedzianego przez niego na drzewo figowe ukazały się w pełni. Pamiętamy też, że było takie miejsce, w który nie mógł literalnie nic wielkiego uczynić z powodu niewiary ludzi. Ich niewiara zdumiała go. Ja sam jestem zaskoczony ‘miejscem’ w którym nic nie mogę zrobi… Tym ‘miejscem’ jest zorganizowany kościół. Ludzie, którzy zwą się tam ‘chrześcijanami’ czasami są bardziej oporni temu, co nauczał Jezus niż jakiekolwiek inne grupy spotykanych przeze mnie ludzi.

Ci, którzy mówią, że nie wierzą w Jezusa są względnie “łatwi do naprawienia” fizycznie – i niektórzy z nich szybko stają się wierzącymi. Zasadniczo to, dlaczego ludzie „wewnątrz” kościoła wierzą, że nie mogą robić tego, co Jezus powiedział, że mogą, jest dość skomplikowane, lecz główną przyczyną jest ich ludzkie przywództwo, które jest ignoranckie, nieposłuszne i bez mocy. Nie chodzi mi tutaj o żaden krytycyzm – po prostu wskazuję na jedną z oczywistych przyczyn niewiary.

Ludzie nie są wstanie pójść dalej niż ci, których wybrali, aby ich prowadzili. Historycznym przykładem jest tutaj brat Mojżesza, Aaron. Gdy Mojżesz znalazł się daleko, na górze Synaj na spotkaniu z Panem, dzieci Izraela wyobrażając sobie, że Mojżesz zginął na dobre, „powstali, aby się bawić” i powołali Aarona na swojego przywódcę. Jego „liderstwo” było, co ciekawe, paralelą do dzisiejszych kościelnych „liderów”. Poddał się ich pożądaniu i powiedział im to, co chcieli usłyszeć i zrobić to, co chcieli zrobić, co wprowadziło ich do religijnej rozpusty. Mówię o tym wydarzeniu jako o pierwszym „komitecie pulpitowym” – dla niewtajemniczonych – „komitet pulpitowy” to, w niektórych kościołach, jest grupa ludzi szukających pastora, który przyjedzie i poprowadzi ich „zabawę w kościół” w taki sposób, jak tego sami chcą.

Moje naglące wołanie do ludzi jest takie, aby iść za szczególnymi i wyraźnymi instrukcjami Jezusa, który nie pozwala na to, aby ludzie ich prowadzili, lecz aby tylko i wyłącznie Ten, którego przedstawił Jezus w oryginalnym języku jako „Tatuś” lub „Papa” (jest to właściwe tłumaczenie), jako ich jedynego lidera. To zdumiewająca i cudowna rzecz być świadkiem tego, gdy
ludzki przywódca widzi prawdę i odchodzi ze swej drogi uwalniając ludzi s do tego, aby być z nimi w takim samym stopniu w obecności i mocy Bożego Ducha.

Gdy ludzie oddają Bogu, jedyne przywództwo to zazwyczaj niemal natychmiast dochodzą do zrozumienia tego, że wszyscy mężczyźni i kobiety są ich braćmi i siostrami, którzy zasługują na jednakowy szacunek i są w ten sposób otwarci na wspólną służbę w równości. Jest to wezwanie do buntu wobec wszystkiego, co ma inny porządek i znaczenie. Narzędziem wyboru w tym buncie jest MIŁOŚĆ. (Przeczytaj mój artykuł pt.: „BUNT? przeciw komu?”)

Czasami miłość wyraża się ciężko brzmiącymi słowami.
Tradycja mówi, że Jezus kocha wszystkich. Jeśli taka jest prawda, to używał raczej ciężkich słów wobec religijnych liderów swego czasu, którym demonstrował swoją miłość wobec nich. Nazywał ich: „ślepymi przywódcami ślepych”, „wężami”, „obłudnikami”, a nawet „grobami pobielanymi”! Wyobraź sobie, że jesteś duchowym liderem, który dławi swoich uczniów aż do duchowej „śmierci”, a to jest istota tego, o czym mówił Jezus. Czy możesz sobie wyobrazić, że ktokolwiek chciałbym zaryzykować taki osąd w „owym dniu” za takie coś?

Pamiętam kaznodzieję, który przyszedł do mnie na konferencji, na której mówiłem. Powiedział mi, że chciałby, mnie zaprosić do swojego kościoła, lecz jego ludzi nie są gotowi na to, co mam do powiedzenie!
Słyszałem to w różnych kombinacjach wiele razy. W tym szczególnym przypadku odpowiedziałem mu, że oni nigdy nie będą gotowi dopóki będzie się do nich odnosił jako do swoich ludzi. Wyraził zdumienie na to i przeprowadziliśmy długą rozmowę. Zobaczył prawdę i, gdy wrócił do domu, zebrał ludzi i w rozwiązał ich „niezależny biblijny kościół” na korzyść czegoś, co stało się kwitnącą, rozszerzającą się służbą kościoła domowego bez uznanego ludzkiego przywództwa. Niestety, wielu nie słyszy tej prawdy lub odchodzą od niej zasmuceni.

Przeżywałem też przypadki, gdy liderzy dochodząc do tej prawdy, po powrocie do swoich zgromadzeń ogłaszali, że już nigdy więcej nie mają do nikogo, poza Chrystusem, zwracać jako do lidera, tylko po to, aby ich zwolniono. Zdumiewające, prawda?

Czy możesz z Biblii wytoczyć jeden argument za tym, że Bóg zarządza i wspiera przywództwo? Absolutnie! Czy istnieje przywództwo namaszczone przez Boga? Absolutnie! Z pewnością nie do mnie należy osądzanie, którzy liderzy są namaszczeni, a którzy nie. Podnoszę ten temat ponownie w kontekście Mojżesza. Aaron i Jozue przyszli do niego i powiedzieli mu, że odkryli, że niektórzy ludzie prorokowali i mówili innymi językami i że oni (Aaron i Jozue) ich powstrzymali.

– Chyba sobie żartujecie – powiedział Mojżesz – powstrzymaliście ich? A ja chciałbym, aby wszystkie dzieci Izraela prorokowały i mówiły językami!

Czy widzisz różnicę? Liderzy bez mocy rodzą „bezmoc”. Ordynacja człowieka i przez człowieka nie oznacza namaszczenia. Mojżesz nie był przestraszony tym, że ktokolwiek prorokuje, ponieważ on wiedział, że jest namaszczony do swojego własnego zadania. Chciał tego, aby ludzie manifestowali to, co pochodzi od wielkiego JA JESTEM – to jest znak namaszczonego przywództwa.

Niech ci, którzy mają uszy, słuchają.

topod

Godzina wojny#Strom Andrew

Wczoraj mój komputer został zarażony wirusem. Musiałem usunąć z twardego dysku wszystko i straciłem pond 4000 zapisanych e-maili z ostatniego roku.#

 

Wczoraj mój
komputer został zarażony wirusem. Musiałem usunąć z twardego dysku wszystko i straciłem pond 4000
zapisanych e-maili z ostatniego roku. Nie był to dla mnie szczęśliwy
dzień,
rzeczywiście byłem konkretnie zniechęcony.

Lecz powiem wam
coś.
Poszedłem i miałem twardy czas modlitwy do Boga niemal o wszystko i
wróciłem
bardziej niż kiedykolwiek przekonany, że żyjemy w czasach MOBILIZACJI i
agresywnej walki. Nie mamy siedzieć z nastawieniem: „niech się dzieje,
co
chce”. Mamy przekuć nasze lemiesze na miecze ( – „miecze słowa”) a
sierpy na
groty (w wersji ang. – przyp. tłum) i podjąć walkę z przeciwnikiem jak
nigdy
dotąd. Pismo mówi nam, że „od czasów Jana Chrzciciela, aż do teraz,
królestwo
Boże cierpi z powodu gwałtu i gwałtownicy je biorą siłą” (z j. ang. –
przyp.
tłum.). Czy TY jesteś „gwałtowny” przyjacielu? Czy też jesteś pasywny i
unieruchomiony przez ‘fatalizm’, który głosi: „Nich będzie, cokolwiek
będzie”?
To nie jest prawdziwe chrześcijaństwo. Prawdziwe chrześcijaństwo zawsze
było w
stanie WOJNY, walki i zderzenia przeciwnych armii. Zatem, czy jesteś
„gwałtowny” czy nie? Tylko GWAŁTOWNICY wezmą królestwo w tych dniach –
Bóg
zapowiadał to przez lata.

 
Na tej liście są tacy
ludzie, którzy “czekali” tak długi czas, że, aby wyprowadzić ich ze
stanu
“czasu spokoju”, będzie potrzeba pioruna ognistego i wstrząsania
znacznie
silniejszego niż to, co moglibyśmy nazwać zdrowym. Odkryłem, i to jest
smutne,
że to nie KOŚCIOŁY potrzebują dobrego „wstrząsu” lecz niektórzy z nas,
tak
zwanych „przebudzonych” charakterów również! Są wśród nas tacy, którzy
są tak
„gwałtowni”
jak muchomory, już
najwyższy czas na zmianę.

Tym, którzy
nadal twierdzą,
że należy „poczekać” przekazuję to proste pytanie:

        
Kiedy to
„czekanie” się
zakończy? Kiedy już całe pokolenia zginą? Kiedy miliony siedzących w
naszych
kościołach zostaną na wieki zrujnowane? Kiedy homoseksualiści i
transwertyci i
ludzie New Age tak przejmą nasze posiadłości, że przejmą same bramy
naszych
miast?  Czy diabeł ma wziąć
„najmłodszych” na zawsze?


Kocham to
miejsce w Piśmie,
w którym jest napisane: „I odezwał się Dawid do wojowników, którzy
stali przy
nim: co to stanie się z tym mężem, który położy trupem owego
Filistyńczyka i
zdejmie hańbę z Izraela? Bo kimże jest ten Filistyńczyk nieobrzezany,
że lży
szeregi Boga żywego” (1 Sam 17:26). Dalej czytamy o tym, że miecza, z 5
kamieniami jako jedyną bronią Dawid wybiegł naprzeciw tego
Filistyńczyka, aby
zobaczyć odpłatę Jego Boga i wstyd usunięty z Izraela.

Wiele
słyszymy o ludziach o
“sercu Dawida” w tych ostatnich latach. Powiem wam coś – Dawid był
mężem WOJNY.
Człowiekiem „gwałtownym”, człowiekiem działania. Nie mógł znieść
wystawiania
na wstyd. Zastanawiam się, gdzie Pan znajdzie dziś takich Dawidów?

Żyjemy dziś w
najciemniejszych godzinach historii naszej planety. „A jak było za dni
Noego i
Lota” ogłasza Pismo i to się wkrótce stanie. Gdzie zatem jest światło
świecące
w tej ciemności? Czy to jesteś ty? Czy to ja? Czy też będziemy drzemać
dalej?

<

Niektórzy z nas
“czekali”
przez 20 lat na „właściwy czas” (ze mną włącznie). Czyż nigdy nie
zamierzamy
działać? Czy po prostu będziemy „unosić się na powierzchni” wymawiając
się
brakiem pobudzenia i ciężarem oraz bzdurną odpowiedzią, że „czekamy na
Pana”?
Czy takie nędzne myślenie znajdzie kiedykolwiek posłuch na salach sądu
Bożego?


Walka wre,
nigdy nie
zanikła. Jest to walka o serca i dusze ludzkie. Niech „widzowie’  i gapie zejdą z pola. Nich ci, którzy nie
mają odwagi, czy pobudzenia czy ciężaru w sercu opuszczą scenę. Jest
czas na
to, aby Boży „potężni mężowie cnót” wystąpili do przodu. To już
ostatnia
godzina i nadejdzie taki czas, że nikt nie będzie mógł działać. „W
czasie
dogodnym i niedogodnym” – mówi Paweł i już czas na to, abyśmy zwrócili
uwagę na
jego słowa. Jeśli kiedykolwiek był czas na „300-stu Gedeona” to jest to
właśnie
teraz.


Wiele lat temu
Bóg
powiedział do mnie te słowa; “KTO ŚMIE, WYGRYWA” – Nie wystarczy już
tylko się
modlić, ponieważ wielu modli się i Królestwa nie wzięli. I nie
wystarczy
prorokować, ponieważ wielu przynosi nieustannie „słowo” a jednak
królestwo trwa
niewzruszone. Zwrot „KTO ŚMIE, WYGRYWA” jest mottem brytyjskich
oddziałów SAS –
ludzi akcji, którzy działają na głębokich tyłach przeciwnika i którzy
obfitują
w odwagę i ducha walki, i tak będzie wśród ludu Armii Bożej czasów
ostatecznych.


Jeśli nie masz
do tego
serca to trwaj dalej i nic nie rób – nikt nie zauważy. Lecz, niech
słudzy Boży
powstaną w tej godzinie. Niech ci, którzy byli przygotowywani przez
Boga w
jaskiniach i na pustyni wyjdą do przodu. Czekałeś na dźwięk trąbki.

Czy jej nie
słyszysz?


Podnieście
swoje polędwice,
potężni mężowie; przygotujcie się do wojny. Niech armie przeciwnika
zatrzęsą
się. Ramię Żywego Boga, uzbrój się w siłę! Pan jest już bliski temu,
aby wstać
i rozproszyć Swych przeciwników. Czyż nie czujesz zapachu krwi w
powietrzu?

Wraz z tymi
słowy
przykładam do ust trąbkę i wydaję głośne wezwanie tego dnia –   9 czerwca 2004. Już czas na potężne
sługi
Boże, aby wyszli do przodu.


Bóg niech was
błogosławi.

раскрутка сайта

Pasja – wyzwanie dla Kościoła#Strom Andrew

Kościoły po prostu nie mogą znieść „wagi” tego filmu. Małe i duże, reprezentują innego Jezusa” niż ten zmaltretowany#

22 luty 2004).

Miałem wczoraj
przywilej oglądania filmu “Pasja” w lokalnym kinie. Jest to dziwne,
ponieważ ostatnio zacząłem otrzymywać maile od chrześcijan
twierdzących, że ten film jest „katolicką konspiracją” i głosujących za
tym, aby go nie oglądać! Cóż za  bzdura! IDDŹCIE
ZOBACZYĆ TEN FILM!!

Z pewnością są
tam momenty, które zaznaczają „katolicki” punkt widzenia rzeczy, lecz
jest to niemal niczym. Ten film daje majestatyczne i pełne mocy 
przeżycie, które spowoduje, że wielu ludzi głęboko rozważy
wezwanie Jezusa – być może po raz pierwszy.

Czy może on
spowodować, że odstępcy wrócą do Chrystusa? Tak, wierzę w to. Czy może
spowodować, że całe mnóstwo ludzi zacznie sprawdzać stan swoich
lokalnych kościołów? Tak,  z pewnością widzę jak to
się dzieje. Jest to potężny filmy i wierzę, że Bóg pragnie go znacznie
używać.

Lecz
jest pewien kluczowy problem. Kościoły po prostu nie mogą znieść „wagi”
tego filmu. Małe i duże, reprezentują innego „Jezusa” niż ten
zmaltretowany i z cierniami na głowie z ewangelii. Kościół, który
odstępczo skłonił się przed nabożeństwami, które są „przyjazne”,
mieszając ze sobą gorące homilie z łagodnymi przedstawieniami, nie ma
nic do powiedzenia pokoleniu, które szuka prawdziwego Jezusa Biblii.

Jest
to podobne do tego, co wydarzyło się 11 września. Ludzie napłynęli
masowo do kościołów szukając wiary, która mogłaby wziąć „ciężar”
wydarzeń dziejących się wokół nich, a odkryli, że wznieśliśmy
plastykowy pomnik – mglisty, lekki „Jezus” – uzupełniony otaczającą
„muzyczką” i bezmyślną pogonią za pieniądzem. Wygodne Zachodnie
fałszerstwo czegoś rzeczywistego. Ludzie nie pozostali długo wtedy i
dlaczego miałoby być tym razem inaczej?

Każdego
dnia słyszymy o raporty o tym, że wielkie kościoły kupują ogromne
ilości biletów i ponaglają swoich ludzi do tego, aby używali filmu jako
„ewangelizacyjnej sposobności”. Wierzę, że jest to „sposobność
ewangelizacji wewnętrznej” – szansa na to, abyśmy spojrzeli w prawdziwą
twarz Chrystusa i odkryli, że nasz płytkie chrześcijańskie pretensje
nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Nie
jesteśmy tacy jak On – faktycznie nie jesteśmy.

Jakże
nie na miejscu jest korzystanie z tego skropionego krwią, wstrząsająco
‘realnego’ filmu do zapraszania ludzi do powrotu do naszych wygodnych,
pluszowych krematoriów – aby tam zabiegano o nich ‘nierealnymi”
niedzielnymi pantomimami.

Nie
sądzę, aby pozostali tam zbyt długo i tym razem.
 

Jak
powiedziałem, współczesny kościół Zachodu nie może znieść ‘wagi’ tego
filmu. On zatyka nam usta, podobnie jak im. Nasz ‘Jezus’ pojawia się
wyglądając jak sprzedawca tanich, używanych samochodów – ponieważ takim
go uczyniliśmy. Stworzyliśmy go tak, aby pasował do naszego
‘Laodycejskiego’ stylu życia i tak siedzimy sobie w naszych wspaniałych
budynkach, z nasza kochaną muzyką, kochanymi uśmiechami, zastanawiając
się dlaczego świat nie może się ekscytować, tak jak my, naszym
plastykowym Jezusem. W międzyczasie cała ziemia jęczy i wzdycha za
czymś rzeczywistym.

Powiedz
mi, kościele, czy nie sądzisz, że jest taka możliwość, że Bóg zamierzył
to, aby ten film wyzywał nas, tak jak rzuca wyzwanie niewierzącym? Czy
będziemy głusi na głos Boży, czy pozwolimy Mu na rozebranie naszego
plastykowego budynku, który budujemy – więzienia, naszego własnego
wytworu, który uniemożliwia nam reprezentowanie prawdziwego Jezusa
takim, jaki On naprawdę jest?

Z
pewnością, nadszedł już czas następnej ‘Wielkiej Reformacji’ w
kościele. Niech ten film będzie jednym z takich ‘wstrząsów’, które są
posyłane po to, aby usunąć zasłony z naszych oczu.

topod.in