Greg Laurie „Wkrótce wokół Jezusa zebrał się tłum i ujrzeli człowieka opętanego przez legion demonów. Siedział tam w ubraniu i całkowicie przytomny, a wszyscy się przestraszyli. Wtedy ci, którzy widzieli, co się stało, opowiedzieli pozostałym o opętanym i świniach. A tłum zaczął prosić Jezusa, żeby odszedł i zostawił ich w spokoju” (Mk 5:15–17).
W naszych dwóch poprzednich nabożeństwach przyjrzeliśmy się historii z Ewangelii Marka 5 o spotkaniu Jezusa z opętanym przez demona człowiekiem w krainie Gerazeńczyków. Człowiek ten przerażał mieszkańców okolicy, dopóki Jezus nie wypędził z niego demonów i nie wpędził ich w pobliskie stado świń. Opętane świnie, w sumie około dwóch tysięcy, rzuciły się po stromym zboczu do morza, gdzie utonęły.
Ewangelie opisują kilka różnych reakcji na cudowne uzdrowienia i niewątpliwe przejawy mocy Jezusa. Jednak reakcja Gerazeńczyków wyróżnia się. Kiedy ludzie zobaczyli człowieka opętanego przez demona, „siedzącego w ubraniu i całkowicie przytomnego […], wszyscy się zlękli” (Mk 5,15). Tak więc niewiele się dla nich zmieniło. Zamiast bać się człowieka opętanego, bali się teraz Tego, który go uzdrowił. Tak bardzo, że zaczęli błagać Jezusa, aby odszedł i zostawił ich w spokoju (zob. werset 17).
Greg Laurie. „Ten mężczyzna mieszkał w grotach i nie dało się go już unieruchomić, nawet łańcuchem. Za każdym razem, gdy zakuwano go w łańcuchy i kajdany – co zdarzało się często – zrywał łańcuchy z nadgarstków i rozbijał kajdany. Nikt nie był na tyle silny, by go obezwładnić” (Mk 5:3–4).
W 5 rozdziale Ewangelii Marka czytamy historię spotkania Jezusa z opętanym przez demona człowiekiem w krainie Gerazeńczyków. W poprzednich rozważaniach skupiliśmy się na duchu strachu, jaki wzbudzał ten człowiek. Dzisiaj porozmawiamy o problemie, który przedstawił, a konkretnie o tym, co zrobić, gdy problem przerasta nasze możliwości rozwiązania.
Oczywiście, opętany przez demona człowiek stanowił palący problem dla mieszkańców regionu Gerazeńczyków. Był problemem społeczeństwa w tamtych czasach. A czytając między wierszami Ewangelii Marka 5:3–4, można dostrzec, jak społeczeństwo poradziło sobie z tym problemem. „Zakuto go w kajdany i łańcuchy” (werset 4, NLT). Rozwiązaniem społeczeństwa było ograniczenie jego wolności, unieruchomienie go, aby nie stanowił zagrożenia dla innych. Zerwane łańcuchy i zerwane kajdany pokazują nam, jak skuteczne okazało się to rozwiązanie. Oczywiście, interwencja społeczna może być cennym wsparciem dla osób zmagających się z trudnościami. Jednak w tym przypadku zmagania mężczyzny miały charakter duchowy. Społeczność nie mogła mu pomóc, ponieważ problem przekraczał ich możliwości.
Czyż to nie interesujące, że pomimo wszystkich naszych dzisiejszych wspaniałych osiągnięć, społeczeństwo wciąż nie potrafi poradzić sobie z problemami spowodowanymi przez szatana i grzech? Nie możemy pokonać szatana o własnych siłach. Nie wiemy, co robić. Społeczeństwo nie zna odpowiedzi. Jak opętany przez demona człowiek, potrzebujemy Zbawiciela, który nam pomoże.
Spójrzcie, co się stało, gdy Zbawiciel wkroczył w życie tego człowieka. Jezus udał się na przerażający, mały cmentarz, gdzie mieszkał ten człowiek. Jezus spojrzał ponad przerażającym wyglądem fizycznym mężczyzny i dostrzegł w nim cierpiącą, udręczoną duszę. I Jezus zaoferował to, co było Jego wyłącznym darem: nadzieję.
Jedną z najbardziej pamiętnych historii w Ewangelii Marka jest spotkanie Jezusa z opętanym przez demona człowiekiem w krainie Gerazeńczyków. W ciągu najbliższych kilku dni przyjrzymy się temu spotkaniu z różnych perspektyw. Dzisiaj skupimy się na strachu, jaki wzbudził w nim ten człowiek.
Opis mężczyzny w Ewangelii Marka 5 brzmi jak coś z powieści grozy. „Człowiek ten mieszkał w grotach i nie dało się go już unieruchomić nawet łańcuchem. Ilekroć go zakuwano w łańcuchy i kajdany – co zdarzało się często – zrywał łańcuchy z nadgarstków i rozbijał kajdany. Nikt nie był w stanie go obezwładnić. Błąkał się dniem i nocą po grotach i po górach, wyjąc i kalecząc się ostrymi kamieniami” (ww 3–5 NLT).
Mieszkańcy regionu, co zrozumiałe, bali się tego człowieka. Jezus natomiast nie. Jezus widział, że pod jego przerażającym wyglądem kryje się udręczona dusza. Widział szatana działającego w życiu tego człowieka, próbującego go zniszczyć.
W Księdze Jeremiasza 29:11 czytamy: „Albowiem Ja znam zamiary, jakie mam wobec was – mówi Pan – zamiary pomyślności, a nie zguby, aby zapewnić wam przyszłość i nadzieję” (NLT). Bóg ma wspaniały plan dla ludzi, ponieważ nas kocha.
Diabeł natomiast ma okropne plany wobec ludzkiego życia, ponieważ nas nienawidzi. W Ewangelii Jana 12:31 Jezus nazywa Szatana „władcą tego świata” (NLT). Ale on jest „kulawym kaczątkiem”. Został już pokonany. Jego sąd jest pewny. A jego panowanie zakończy się wraz z powrotem Jezusa. Do tego czasu jednak zrobi wszystko, co w jego mocy, aby pokrzyżować plany Boga wobec Jego ludu. Ponieważ nas nienawidzi.
Greg Laurie „Po zmartwychwstaniu Jezusa wczesnym rankiem w niedzielę, pierwszą osobą, która Go zobaczyła, była Maria Magdalena, kobieta, z której wypędził siedem demonów. Poszła do uczniów, którzy smucili się i płakali, i opowiedziała im, co się stało. Lecz gdy powiedziała im, że Jezus żyje i że Go widziała, nie uwierzyli jej” (Mk 16:9–11).
„Po zmartwychwstaniu Jezusa wczesnym rankiem w niedzielę, pierwszą osobą, która Go zobaczyła, była Maria Magdalena, kobieta, z której wypędził siedem złych duchów. Poszła do uczniów, którzy smucili się i płakali, i opowiedziała im, co się stało. Lecz gdy powiedziała im, że Jezus żyje i że Go widziała, nie uwierzyli jej” (Mk 16,9–11 NLT).
Ze wszystkich osób, którym Jezus mógł się objawić jako pierwszej po zmartwychwstaniu, ukazał się Marii Magdalenie. Maria była kolejną z długiej listy nieoczekiwanych osób, którym Pan powierzył ważne obowiązki.
Pomyśl o tym. Jakub był oportunistą, który oszukał zarówno brata, jak i ojca, aby dostać to, czego chciał (zobacz Rdz 27,1–40). Mojżesz był mordercą, który nie miał zaufania do swojej zdolności mówienia, a co dopiero do wyprowadzenia całego narodu z niewoli (zobacz Wj 3,1–4,17). Rachab była prostytutką mieszkającą na terytorium wroga (zobacz Joz 2,1–24). Gedeon odpowiedział na powołanie Boga tymi słowami: „Jak mogę uratować Izraela? Mój ród jest najsłabszy w całym pokoleniu Manassesa, a ja jestem ostatni w całym moim domu!” (Sdz 6,15 NLT). Dawid był tak mało prawdopodobnym kandydatem na namaszczenie na króla, że jego własny ojciec odrzucił tę możliwość (zobacz 1 Sm 16,1–13). Estera była młodą żydowską dziewczyną, która została królową Persji po wygraniu konkursu piękności (zobacz Est 2,1–20).
Przygotowanie do ataku Greg Laurie „Słuchajcie! Pewien rolnik wyszedł zasiać ziarno. Gdy rozrzucał je po swoim polu, część ziarna upadła na ścieżkę, a ptaki przyleciały i je zjadły” (Mk 4:3–4).
„Wyżywaj się na kimś swojego wzrostu”. To szlachetna myśl, ale jej powtarzanie zazwyczaj nie działa. Prześladowcy nie stają się prześladowcami, wyżywając się na kimś swojego wzrostu. Celują w małych, słabych, bezbronnych. Dotykają tych, którym mogą wyrządzić najwięcej krzywdy.
Diabeł jest duchowym tyranem, jak sugeruje Jezus w przypowieści o siewcy. „A gdy rozrzucał ziarno na swojej roli, część z niego padła na ścieżkę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je” (Mk 4,4). Kilka wersetów dalej Jezus wyjaśnia tę część przypowieści. „Ziarno, które padło na ścieżkę, symbolizuje tych, którzy słuchają nauki, ale szatan natychmiast przychodzi i je zabiera” (w. 15). Bez wątpienia diabeł koncentruje swoje ataki na ludziach młodych w wierze. Wyrywa im Boże przesłanie, zanim zdąży zakorzenić się w ich życiu.
Prawdopodobnie pamiętasz, że kiedy po raz pierwszy zaufałeś Chrystusowi, wróg był gotowy cię zaatakować. Może dzień po tym, jak oddałeś się Chrystusowi, zacząłeś myśleć: „Czy Bóg naprawdę mi przebaczył? Czy coś mi się naprawdę stało? Może po prostu sam się do tego zmusiłem”. A może pamiętasz jakieś bardzo silne pokusy, które pojawiły się tuż po tym, jak zostałeś chrześcijaninem. On odwołał się do twojej grzesznej natury czymś, co uważasz za niezwykle atrakcyjne, tylko po to, by przypomnieć ci o tym, co zostawiasz za sobą.
Dwa tysiące lat temu Jezus zadał faryzeuszom pytanie: „Co myślicie o Mesjaszu? Czyim jest synem?” (Mt 22,42). Od tamtej pory z tym pytaniem zmagały się najwybitniejsze umysły w historii. Zamieszanie, wątpliwości i sceptycyzm zaczęły się już na samym początku. Warto zauważyć, że podczas ziemskiej posługi Jezusa wielu ludzi zastanawiało się, kim On naprawdę jest.
Jezus nigdy nie stał się Bogiem ani nigdy nie przestał nim być. Jego boskość, czyli Jego boskie panowanie – fakt, że jest Bogiem – istniała zanim zaistnieli ludzie, Ziemia i przed Betlejem. W Wcieleniu, w chwili, gdy Jezus przyszedł na ziemię i narodził się z Marii Dziewicy, nie wyzbył się swojej boskości. Był Bogiem, zanim się narodził i pozostał Bogiem, gdy stał się człowiekiem.
W historii Jego przemienienia, zapisanej w Ewangelii Marka 9,2–13, dajemy nam przedsmak boskiej natury Jezusa. „Jezus wziął Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich na wysoką górę, aby byli sami. A gdy mężczyźni patrzyli, wygląd Jezusa się odmienił, a Jego szaty stały się lśniąco białe, o wiele bielsze niż jakikolwiek ziemski wybielacz. Wtedy zjawili się Eliasz i Mojżesz i rozmawiali z Jezusem” (wersety 2–4 NLT).
Według opisu wydarzenia Mateusza, twarz Jezusa „zajaśniała jak słońce, a szaty Jego stały się białe jak światło” (Mt 17,2). Przez większość czasu swojego pobytu na ziemi Jezus ukrywał swoją chwałę. Z wyjątkiem jednej krótkiej chwili, w której Bóg pozwolił uczniom Jezusa zobaczyć, kim On naprawdę jest. Bóg podkreślił ten moment werbalnym potwierdzeniem i wyraźnym poleceniem: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie” (Mk 9,7).
Tożsamość Jezusa potwierdza Jego słowa. Należy zwracać uwagę na Jego nauki, ponieważ pochodzą one od Syna Bożego i samego Boga. Ignorowanie ich jest nie tylko krótkowzroczne, ale także duchowo niebezpieczne.
W Ewangelii Mateusza 16:13–20 znajdujemy głęboką interakcję między Jezusem a Jego uczniami, która zaczyna się od pytania Jezusa: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” (w. 13 NLT).
„Oni odpowiedzieli: «Niektórzy za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków»” (werset 14 NLT).
A potem Jezus czyni to osobistym: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (w. 15 NLT, dodano podkreślenie).
„Szymon Piotr odpowiedział: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (w. 16, NLT). To mógł być najwspanialszy moment Piotra.
„Za kogo mnie uważasz?” To pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć – i każdy na nie odpowiada, niezależnie od tego, czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie. Nie można powiedzieć: „Jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego” i na tym poprzestać. Jeśli Jezus jest tym, za kogo się podaje, musisz przyjąć Go jako Zbawiciela i Pana. Musisz przestrzegać Jego przykazań, podążać za Jego naukami i szukać Jego woli dla swojego życia.
Pytanie do refleksji: Kim według ciebie jest Jezus?
Greg Laurie „Idźcie teraz i powiedzcie Jego uczniom, w tym Piotrowi, że Jezus idzie przed wami do Galilei. Tam Go zobaczycie, tak jak wam zapowiedział przed śmiercią” (Mk 16:7).
Poza Judaszem Iskariotą, nikt nie poniósł większej porażki podczas ukrzyżowania Jezusa niż Szymon Piotr, jeden z najbliższych towarzyszy Jezusa. Jego porażka prawdopodobnie była zaskoczeniem nie tylko dla niego samego, ale i dla współuczniów. Spośród dwunastu Piotr z pewnością zdawał się przejawiać największą brawurę. W opisie Ostatniej Wieczerzy w Ewangelii Mateusza 26, Jezus oznajmia swoim uczniom: „Dziś w nocy wszyscy Mnie opuścicie” (werset 31).
Piotr śmiało odpowiada: „Choćby wszyscy cię opuścili, ja cię nigdy nie opuszczę” (w. 33 NLT).
A potem Jezus przekazuje Piotrowi nowinę, która musiała go złamać: „Zaprawdę, powiadam ci, Piotrze: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz” (w. 34 NLT). I rzeczywiście, kilka godzin później, gdy Piotr czekał przed rezydencją arcykapłana na wieści o procesie Jezusa, został zauważony i nazwany jednym z uczniów Jezusa. Nie raz, nie dwa, ale trzy razy.
A kiedy ludzie zwrócili na niego uwagę, kiedy miał szansę dotrzymać obietnicy i odważnie stanąć przy Jezusie, Piotr skłamał. Zaprzeczył, że jest Jego uczniem. Zaprzeczył nawet znajomości z Jezusem. Nie raz, nie dwa, ale trzy razy. A to, co zaczęło się od brawury, skończyło się gorzkimi łzami żalu, porażki i wstydu (zob. Ewangelia Mateusza 26,69–75).