Category Archives: Temat

Tematyka artykułów

Jestem lesbijką.

Czy możesz zasugerować przyczyny, dlaczego jestem lesbijką?

Właśnie przeczytałam artykuł Kerby Anderson’a pt.: Teologia homoseksualizmu.
Bardzo dobrze napisany, choć nie zgadzam się z pewnymi punktami. Uważam siebie za homoseksualną osobę. Jestem 36 letnią kobietą. Jak tylko daleko wstecz pamiętam, od wieku 2, 3 lat, zawsze „czułam się” chłopcem. To jest poza zwykłym pociągiem do tej samej płci. To jest związane z chęcią bawienia się jako dziecko w wojsko, samochodami znacznie bardziej niż lalkami i, ewentualnie, seksualnym pociągiem do kobiet (nawet w podstawowej szkole) bardziej niż do mężczyzn. Dla mnie, jako że mogę mówić za siebie, to nie chodzi tylko o seks. Wolałabym raczej dzielić swoje życie z kobietą, nawet gdybyśmy nigdy nie miały uprawiać seksu. Chce tego samego, czego pragnie większość heteroseksualistów: domu, rodziny, przyzwoitej pracy, czasu wakacji, nadziei na zdrowie, szczęśliwą przyszłość.

Mam takie pytanie: jak myślisz, co spowodowało mój homoseksualizm?
Dorastałam w „zwykłym amerykańskim domu”. Byłam w domu z mamą, tata zawsze pracował, średnia klasa, kościół co niedziela. Jestem najmłodsza z rodzeństwa i jedna kobieta. Zawsze byłam zachęcana przez moich rodziców do działania i ubierania się jak kobieta. Nie miałam wątpliwości, że moi rodzice kochali mnie, czułam się bezpiecznie i pewnie w swoim środowisku. Dorosłam jako ktoś „normalny”, jak każdy może w Ameryce.

Czy więc możesz mi to naświetlić? Dzięki, ______

_____________________________________________________

Droga_______,

Kerby Andrson przekazał mi twój e-mail, ponieważ jestem bardzo dobrze zaznajomiona z tematem homoseksualizmu.

Trudności wyjaśnienia fundamentów czyjegoś pociągu do osób tej samej płci zawsze rosną, gdy mamy do czynienia tylko z wybranymi szczegółami.
To, co napisałaś do Kerby’ego to nie jest cała twoja historia i nie byłaś w stanie PODAĆ całej historii, szczególnie dlatego, że najważniejsze jej części działy się w twojej głowie i sercu.

Jedną z rzeczy, które odkryliśmy przez ostatnie lata to fakt, że składnikami biorącymi udział we wchodzeniu w homoseksualizm są nie tylko zdarzenia (takie jak wykorzystanie seksualne) i relacje (szczególnie z rodzicami), lecz to w jaki sposób dziecko POSTRZEGA zdarzenia i relacje. Na przykład, ojcowie mogą okazywać swoją miłość i mówić o niej w jakiś sposób, lecz syn czy córka nie słyszy i nie widzi tego i może czuć się niekochanym(ą) pomimo tego, że miłość jest obecna. Rodzice mogą czuć, że akceptują dzieci, lecz czasami dzieci nie czują tej akceptacji i ma to sens, ponieważ my wszyscy jesteśmy ludźmi złamanymi żyjącymi w upadłym świecie i czasami nasze „receptory miłości” są zepsute jak radio, które nie odbiera tych fal, które powinno przetwarzać na sygnał dźwiękowy.

Jest pewien intrygujący szczegół, który podałaś, którym jest fakt, że byłaś pociągana seksualnie do kobiet jeszcze w szkole podstawowej.
Emocjonalnie zdrowe dzieci nie przeżywają pociągu seksualnego aż do wieku młodzieńczego. (Dzieci czasami kochają się w innych dzieciach, lecz jest to emocjonalny pociąg, a nie seksualny). Bycie osobą „seksualną” we wczesnym wieku nie jest normalne; wszystkie znane mi takie przypadki były wynikiem seksualnego ujawnienia (prezentacji) (co jest faktycznie wykorzystaniem seksualnym) we wczesnym wieku.

Sugerowałabym zatem, że jest taka cześć twojej historii, twoich prawdziwych relacji z rodzicami, być może przeżyć, o których nie wspominasz – które są ważną częścią tego, co przeżyłaś. Chłopięce zainteresowania we wczesnym wieku, same w sobie nie mówią o tym, aby było w tym coś złego; bardzo szerokie jest spektrum tego, co to znaczy być kobietą, jak i szerokie jest spektrum tego, co to znaczy być mężczyzną i jest to, jak wierzę, część boskiego przeznaczenia, ponieważ Bóg rozkoszuje się tworzeniem ludzi z ogromną różnorodnością. Lecz nie znaczy to, że to On dał ci pociąg do tej samej płci i nie znaczy to również, że to On sprawił, że jesteś gejem. Znaczy to, że coś się zdarzyło, nawet jeśli ty sama nie wiesz, co to było.

Homoseksualizm w rzeczywistości mówi o dezorientacji płci. Coś zaingerowało w tobie przejmując twoją kobiecość, skoro zamknęłaś się na pragnienie bliskiej relacji z mężczyznami.

Mam nadzieję, że to
ci pomoże.

Z szacunkiem

Sue Bohlin


Probe Ministries


__________________________________________________________

Droga Sue

Dziękuję za odpowiedź. Wprowadziłam cię w błąd mówiąc, że byłam seksualnie pociągana do kobiet w podstawówce. To mój błąd, nie o to mi chodziło.
To były bardziej takie miłości, o jakich pisałaś. Nie miałam pojęcia czym jest seks w tym wieku, po prostu wiedziałam, że przeżywałam moje pierwsze dziecięce miłości do dziewcząt, a nie do chłopców.
Nie byłam pewna, o co ci chodziło. Czy myślisz, że celowo usiłuję nie powiedzieć wszystkiego? Czy też coś zdusiłam i nie pamiętam? Nigdy nie była wykorzystana seksualnie jako dziecko. Wiem, że rodzice kochali mnie. Nie byliśmy jakoś wyjątkowo otwartą rodziną, lecz ich miłość jest dla mnie poza wszelką kwestią.
Mój tata odszedł cztery lata temu, lecz mama ciągle żyje i jest jedną z moich najlepszych przyjaciółek, jak również wspaniałą Mamą, kobietą, która coś dla mnie zrobiła. Proszę nie sugeruj rzeczy, których nie ma.
Jeśli nie masz dla mnie odpowiedzi to w porządku. Dla twojej informacji, jeśli to coś pomoże, powiem, że nie chcę być homoseksualna.
To nie dlatego, że uważam, że jest to złe, lecz po prostu jest ogromnie trudno być homoseksualną w naszej kulturze potępienia. Jeśli możesz mi zaoferować jakąś gorzką pigułkę, która sprawi, że będę heteroseksualna, to wezmę ja z bijącym sercem.

Dziękuję za poświęcenie mi czasu ______

Hej ________,

Bardzo dziękuję z odpisanie! Miałam nadzieję, że będę w stanie podać ci dalsze informacje, lecz nie byłam pewna, czy jesteś zadowolona ze swej homoseksualności czy nie, czy będziesz chciała przyjąć jakieś materiały czy nie. Zatem, bardzo się cieszę, że znowu się odezwałaś.

Myślę, że jest taka możliwość iż przeżyłaś jakieś wykorzystanie i nie pamiętasz tego.
Exodus International, organizacja, która patronuje wielu służbom dla ex-gejów, mówi, że 85-90% kobiet, które się do nich zgłosiły, przeżyły jakąś formę wykorzystania w jakimś momencie w czasie swego rozwoju.
Wydaje się, że jest to jeden z najważniejszych u kobiet czynników kierujących je ku pociągowi do tej samej płci.

Nie usiłuję tutaj wykonać „magicznego numeru” z tobą. Wygląda na to, że zostałaś wspaniale pobłogosławiona cudownymi rodzicami i dziękuję Panu wraz z tobą za nich!

Po prostu zastanawiam się czy coś po drodze się nie stało.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że NIE MUSISZ być homoseksualna. Wymaga to mnóstwa pracy. Wracanie i odkrywanie korzeni lesbijstwa to bolesny proces, lecz jest pomoc. Skoro masz dostęp do internetu to czy mogę zachęcić cię do odwiedzenia kilku stron?

Exodus International jest organizacją zrzeszającą grupę ludzi pomagających porzucić homoseksualizm i mają oni mnóstwo materiałów:  http://www.exodus-northamerica.org/”>www.exodus-northamerica.org.

Living Hope ( http://www.livehope.org/”>www.livehope.org) ma na swoich stronach forum dyskusyjne dla tych, którzy szukają wsparcia w drodze do wyjścia z gejowskiego stylu życia. Jest to całkowicie fantastyczna społeczność internetowa ZWYCZAJNYCH kobiet, w której panuje ciepła, życzliwa, pełna miłości, pomocna atmosfera. Kilku ludzi z Exodus powiedziało, że Living Hope jest prawdopodobnie najlepszą służbą dla kobiet i młodzieży na świecie. Są tam też strony dla mężczyzn i rodziny/przyjaciół.

Jestem w służbie dla ex-gejów od kilku lat i wykonałam mnóstwo badań. Oto nowy artykuł na naszej stronie pt.: Czy homoseksualni mogą się zmienić?”; może będzie ci pomocny. Jeśli nie, ty sama wiesz, gdzie jest klawisz DELETE!

Niech cię Bóg błogosławi

Sue

продвижение

Fajne chrześcijaństwo – Rozdział 2

CZY MAMY KRYZYS MŁODZIEŻY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ?

Jestem całkowicie przekonany, że ogromne zmiany, jakie zaszły we współczesnej służbie młodzieżowej w ciągu ostatnich piętnastu lat, już zaczęły wydawać gorzkie owoce. I będzie tak jeszcze przez wiele lat, jeśli nie zostaną podjęte drastyczne kroki. Z mojego punktu widzenia jest już tak źle, że to, czego jesteśmy świadkami, może być określone jako ogromnych rozmiarów „kryzys” chrześcijańskiej młodzieży.

Dlaczego kryzys?! Czyż nie jest prawdą, że wciąż przyciągamy spore ilości młodzieży na różne chrześcijańskie imprezy młodzieżowe, koncerty itp.? Tak, lecz jest pewien problem – z JAKOŚCIĄ. Jeśli chodzi o grę w „liczby” to nie jest tak źle. Cóż to jednak za osiągnięcie, jeśli wszystko co faktycznie robimy, to zabawianie dużych grup młodych ludzi, spośród których tylko nieliczni stają się prawdziwymi UCZNIAMI Jezusa Chrystusa? Jezus powiedział: „idźcie na cały świat i czyńcie uczniami wszystkie narody…”. Z pewnością to właśnie powinno być miernikiem rzeczywistej skuteczności służby. Z takim kryterium każda służba, która nie wydaje prawdziwych UCZNIÓW Jezusa musi być postrzegana jako nieudana, prawda?

Mówiąc o ogromnym festiwalu odbywającym się regularnie w Anglii, zwanym „Christian Greenbelt Festival” („Chrześcijański Festiwal Zielonej Strefy”), muzyk John Allen, stwierdził:

Wydaje się faktem nie do odrzucenia, że większość publiczności jest tutaj po prostu po to, aby cieszyć się muzyką, a nie zastanawiać poważnie nad czymkolwiek; występuje rzeczywiste niebezpieczeństwo pojawienia się „greenbeltowych chrześcijan”, niby-nawróconych, płytko oddanych nastolatków, dla których chrześcijaństwo nie oznacza nic więcej niż radość z chodzenia na festiwale.

Jakże ogromnie ważny zarzut! I jak tragiczny fakt, że tacy „greenbeltowi chrześcijanie”, obecnie w wielu tysiącach, znajdują się na całym globie. I to nie tylko wielkie festiwale poddały się temu „duchowi zabawiania”. To założenie dla służby młodzieżowej – „zabawiajmy ich za wszelką cenę” – jest realizowane teraz wszędzie, począwszy od młodzieżowych grup w lokalnych kościołach, aż do ogromnych regionalnych zgromadzeń. Ten duch przeniknął wszystko, ale szczególnie te dziedziny, które mają jakiś związek z młodzieżą. W rzeczywistości coraz rzadziej można teraz trafić na zgromadzenia młodych chrześcijan, gdzie takie postawy nie przeważają.

To zastanawiające, że w tym wszystkim co robimy, naśladujemy świat, którym przecież wielu młodych ludzi jest coraz bardziej zmęczonych. Żyjemy dziś w społeczeństwie, w którym nastolatki są niemal na śmierć zabawiane od chwili gdy wstają z łóżka, aż do momentu gdy kładą się spać. Wielu z nich staje się coraz bardziej znudzonymi i cynicznymi. Każdego roku kino i telewizja konkurują ze sobą coraz bardziej spektakularnymi efektami; twórcy gier wideo pokazują nowe grafiki, które są jeszcze bardziej realistyczne, niż te z poprzedniego. I każdego roku dzieci z wielką pompą są namawiane, aby kupowały i konsumowały w ogromnym tempie zabawki i gry, które są bardziej kolorowe, śmieszniejsze, szybsze i bardziej widowiskowe. A wszystko co my wierzący robimy, próbując ukształtować nasze chrześcijaństwo, to wejście do gry na światowym boisku według jego własnych, paraliżujących umysł reguł. Ostatecznie, zawsze będziemy przegrywać. Jestem przekonany, że to na co młodzi ludzie dziś zareagują, to nie chrześcijaństwo, które „angażuje” więcej świata, więcej zabawy, więcej zaskakującej promocji i jeszcze więcej wysiłku, aby być „fajniejszym niż oni”. Mają tego wszędzie pełno. To, co jest atrakcyjne w chrześcijaństwie, to te rzeczy, które są INNE/ODMIENNE – jak prawdziwa czystość, wieczne przebaczenie, intymna relacja z Bogiem, walka o rzeczy sprawiedliwe i prawda. Wszystko to, czego NIE MOŻNA ZNALEŹĆ NIGDZIE INDZIEJ. To są właśnie te wartości, które z dzisiejszych młodych ludzi uczynią prawdziwych UCZNIÓW. Tylko czy odważymy się, aby ogłosić to w taki sposób?

To, co faktycznie robimy, usiłując uczynić chrześcijaństwo bardziej światowym, to stawiamy je w ogromnie niekorzystnym świetle. Odzieramy je z tych rzeczy, które historycznie czyniły chrześcijańską wiarę tak powabną i pełną mocy. Jestem tak bardzo przekonany, że bardziej niż na cokolwiek innego, dzisiejsza znudzona młodzież odpowie na WYZWANIE. Co więcej, jestem przekonany, że im większe wyzwanie, tym stanie się pożyteczniejsze i spowoduje wyższy poziom uczniostwa. To czego współczesna „na śmierć zabawiona” młodzież potrzebuje, to powodu do podjęcia walki, a nawet poniesienia śmierci – przyczyny, dla której  wyrzekną się siebie i zaczną żyć w radykalnym posłuszeństwie wobec Boga. Jezus Chrystus jest taką przyczyną i jeśli nie dostarczymy tego wyzwania współczesnemu, znudzonemu pokoleniu, to nie bądźmy zdziwieni jeśli wkrótce pojawi się jakaś „ciemna” motywacja, która wykradnie ich lojalność. Na wiele sposobów, dzisiejsza młodzież wychowana w duchowej i moralnej próżni jest rzeczywiście dojrzała do żniwa i diabeł też o tym wie bardzo dobrze. Jeśli my nie będziemy chcieli dostarczyć młodzieży czegoś wartego podjęcia walki, to on to zrobi z pewnością.

Efekty światowego czy „fajnego” chrześcijaństwa wśród naszej młodzieży są wyraźnie widoczne dla wszystkich. Wystarczy, że odwiedzisz jakiekolwiek z większych zgromadzeń młodzieży chrześcijańskiej na zachodzie, a zobaczysz, że wielu z nich nie traktuje swego chrześcijaństwa poważnie. Często są tutaj tylko z powodu „brzęku”, tego co mogą stąd wynieść. Zostali tak uwarunkowani, że nie chcą, aby im ktokolwiek „głosił kazania”. Większość z nich jest o wiele bardziej zainteresowana surfowaniem, ubraniami, imprezami, skatebordem, samochodami, muzyką, snowboardem czy modą, niż fundamentalnym nauczaniem o Jezusie. W tej chwili „uodparniamy” wielu z tych młodych ludzi na prawdziwą ewangelię i pełne uczniostwo. (Oczywiście, tych, którzy zostali wychowani w kościele przesiąkniętym etosom „fajnego chrześcijaństwa” i robią teraz wszystko, co mogą, aby pokazać chrześcijaństwo „fajnym” w oczach świata).

Zawsze istniał „socjalny” aspekt zachodniego kościoła, który przyciągał poszczególne „kluby” członkowskie. Tym razem jest inaczej. To jest epidemia a zachęta do tego spływa z samej góry w dół. Wielu pastorów i młodzieżowych liderów doszło do wniosku, że najlepiej jest dać młodzieży to, czego, jak im się wydaje, potrzebują, aby postawić odpowiednie ilości ludzi u drzwi. Sytuacja pogarsza się. Dopóki nie zostanie uczynione coś drastycznego, to wszystko co dostrzegam na horyzoncie, to niezliczone lata ciągłej płycizny, która pozostawi kościoły pełne ludzi, którzy nie pragną niczego więcej niż „łaskotania ucha”, zabawnego kaznodziejstwa i miłego tłumowi (zamiast Bogu) uwielbienia. W rzeczywistości dzieje się to już teraz w tak ogromnej skali w zachodnim kościele, że powstaje pytanie, czy prawdziwe, historyczne chrześcijaństwo jest w stanie dłużej przetrwać bez zatopienia w bagnie przeważającego hedonizmu i egoizmu. Pomimo tego wszystkiego, co się nam mówi, sytuacja jest naprawdę poważna. Prawdziwe, historyczne chrześcijaństwo jest w ogromnym niebezpieczeństwie na wielu frontach. Dopóki nie wydarzy się coś dramatycznego, widzę przed nami tylko nadciągające lata letniości, płycizny i kompromisu.

Co to znaczy być prawdziwym uczniem Jezusa? Ewangelie bardzo wyraźnie mówią o tym. Jezus stwierdził wielokrotnie, że aby być uczniami, musimy „wyrzec się siebie samych, wziąć krzyż i iść za Nim”. Wymagany standard oddania serca, wiary i odwagi jest WYSOKI, nie niski. Wyraźnie Pan stwierdził: „Jeśli nie wyrzekniecie się wszystkiego, co macie, nie możecie być uczniami moimi” (Łuk 14:33). Z pewnością nie był to „najmniejszy wspólny mianownik” całego posłania, lecz nigdy nie dowiesz się tego na podstawie standardów, które przeważają na wielu współczesnych chrześcijańskich zgromadzeniach młodzieżowych. Kiedy ostatni raz brałeś udział w młodzieżowym wydarzeniu i słyszałeś posłanie o głębokim poszukiwaniu Boga, odrzuceniu siebie, wzięciu krzyża, prawdziwej świętości? (Faktycznie, poza główną częścią nowotestamentowego chrześcijaństwa, z wielu tych tematów szydzi się wśród adwokatów „fajnego chrześcijaństwa” – nie dość jeszcze światowego i pełnego „przedstawień”).

Muszę być szczery i powiedzieć, że gdy patrzę na zewnętrzną sytuację dzisiejszego kościoła, przypomina mi się wiele wersetów ostrzegających o odstępstwie i letniości w dniach ostatecznych:

„Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według SWOICH POŻĄDLIWOŚCI nazbierają sobie NAUCZYCIELI, ŻĄDNI TEGO, CO UCHO ŁECHCE (2 Tym 4:3).

Jezus ostrzegał ostatni kościół w Laodycei w Księdze Objawienia: „a ponieważ jesteś letni, przeto WYPLUJĘ CIĘ Z MOICH UST. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się i niczego nie potrzebuję… (Obj. 3:16-17). A mówiąc o Dniu Sądu Jezus powiedział: „Wielu powie do mnie tego dnia; Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu, czyż nie wypędzaliśmy demonów i nie czyniliśmy wielu cudów w twoim imieniu. A wtedy im powiem: ODEJDŹCIE ODE MNIE, WY KTÓRZY CZYNICIE NIEPRAWOŚĆ” (Mat. 7:20-21).

Płacz podniesiony przez Jezusa w Ew. Mat 15:8 jest dziś równie obecny jak wówczas: „Lud ten czci mnie tylko wargami, lecz jego serce jest daleko ode mnie”

Gdzie, wśród dzisiejszych służb młodzieżowych są ci, którzy powstaną i będą liczyć się z Panem i Jego prawdą?

раскрутить сайт самостоятельно mail ru

Fajne chrześcijaństwo – Rozdział 3

CHRZEŚCIJAŃSKA
SCENA MUZYCZNA

W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci, współczesna muzyka chrześcijańska stała się kolosalnym PRZEMYSŁEM, mającym swoje własne firmy płytowe, “gwiazdy”, artystów, stacje radiowe, festiwale rockowe, rozgłos, podpisywanie autografów, ilustrowane magazyny, obrót towarowy itd., itd.

Oczywiście, wiele z tego, jest potencjalnie niszczące dla prawdziwej duchowości, choć nie wszystko. Jak napisał Tom Marton (wówczas pełnoetatowy muzyk w brytyjskim oddziale Youth for Christ): „Co się stało w ciągu ostatnich piętnastu lat w Wielkiej Brytanii w formacji chrześcijańskiej „sceny” muzycznej… to zamiast subkultury zakorzenionej w chrześcijańskich standardach z samej nazwy, okazało się, częściowo sub-chrześcijaństwem. Niektórzy chrześcijańscy muzycy wydają się skrajnie zainteresowani sławą i swym image’m; niektóre firmy płytowe są zorientowane na dochody kosztem swojego artystycznego usługiwania, a ponieważ cały ten „pakiet” opakowany jest w pseudo-ewangeliczny język i usprawiedliwienie,

przeto niewielu zdaje siebie sprawę z tego, co się dzieje”. Napisał również tak: „Przemysł muzyki rockowej jest być może jednym z najbardziej zepsutych w całym świecie i bezmyślne przenoszenie tych technik do sfery chrześcijańskiej spowodowało, że niektóre niepokojące mieszaniny ewangelii (gospel) i śmieci przeszły pod nazwą „koncertów gospel…”

Wielu chrześcijan w Ameryce może nie zdaje sobie sprawy z tego, że każda większa chrześcijańska firma muzyczna jest obecnie w posiadaniu świeckiej korporacji.EMI jest właścielem Sparrow, Starsong, Forefront and Gospocentric, Gaylord Entertainment posiada Word Records, Zomba Group – Benson Music, Brentwood Music i Reunion label. Może nie byłby to tak poważny problem jak się to na pierwszy rzut oka wydaje, lecz z pewnością powstaje pytanie czy te chrześcijańskie etykiety są zasadniczo wiedzione chęcią zysku, czy służby. Daje nam to też wskazówkę jak wiele PIENIĘDZY, jest zaangażowanych w chrześcijański przemysł muzyczny dziś.

Oczywiście, są rzeczywiste pieniądze do zarobienia na chrześcijańskiej scenie muzycznej i z pewnością musi to być pokuszeniem do wielu, odwracając być może ich uwagę coraz bardziej i bardziej na sprawy materialne niż duchowe. Na przykład, początkowo mogło wynikać z czystej miłości do Boga to, że muzycy wybierali się ze swoją muzyką i przesłaniem w tourne, lecz teraz wiedzą, że można w ten sposób zarobić tysiące dolarów i pomóc sobie w sprzedaniu tysięcy płyt. Czyż nie może to mieć osłabiającego wpływu na duchowość i motywacje jakimi ci artyści się kierują?

Dobrze jest wiadome w całym chrześcijańskim świecie, że w tragiczny sposób okazywało się, że życie wielu „supergwiazd” kaznodziejskich czy muzycznych sław, często nie było tym, czym wydawało się być. Niestety, wielu uległo pokuszeniom pieniędzy, kobiet i pychy i ich życie jest pustą parodią tego, co prezentowali publiczności. Mamy pokaźną ilość świadectw tego, że chrześcijańscy artyści nagrywający płyty również nie są odporni na niebezpieczeństwa, a życie w trasie ma wiele pułapek wobec tych, którzy nie są zakotwiczeni w Skale Chrystusa. W rzeczywistości wokaliści i muzycy mogą być narażeni na większą ilość pokuszeń w tym, że są „idolizowani” przez swoich chrześcijańskich fanów, w sposób, który jest prawdziwie obrzydliwy (szczególnie pochodzący od wierzących) i z pewnością bardzo niezdrowy jeśli chodzi o artystów.

Bardzo dobrze znany proroczy muzyk Keith Green napisał: „Jedynymi sługami muzykami, którym Pan powie: „Dobrze sług dobry i wierny” są ci, których życie udowodni to, co mówią ich teksty i dla których muzyka jest najmniej ważną częścią życia – uwielbienie Tego, który jedynie jest godny musi być najważniejsze w życiu”.

Napisał również: „Kto ma wygodniejsze życie i ma więcej „fanów” niż ostatnia jasna i świecąca gwiazda muzyki Gospel?… zostaw robienie bożka ze służby muzycznej i zostaw staranie o to, aby być jak te bożki. Pan nakazuje ci „Zaprzyj się siebie samego, weź krzyż swój codziennie i naśladuj mnie”. Wszyscy wiemy, jak bardzo Bóg nienawidzi bałwochwalstwa, a jednak wiele współczesnych chrześcijańskich „gwiazd” muzycznych jest traktowanych w sposób równoznaczny z „uwielbieniem herosa”. Zadam ci pytanie, czy Bóg lekko potraktuje tak rażące bałwochwalstwo i grzech? Nie sądzę.

Poniższy surowy raport sporządzony przez Stacy Saveall w rocznicę „Stworzenia”, chrześcijańskiego festiwalu muzycznego, został przysłany do mnie w lipcu 1997 roku:

Wróciłem wraz z rodziną z naszych corocznych wakacji spędzanych w wiejskim okręgu górskim w Pensylwanii, gdzie co roku odbywa się największy chrześcijański festiwal muzyczny na świecie. Około 50-60 tysięcy ludzi zbiera się na obozie i słucha mówców, muzyków przez cztery dni festiwalu “Stworzenie 97”…

w festiwalach od kilku lat to szczególnie ostatnie dwa byłem bardzo zaniepokojony w duchu tym, co zaobserwowałem… a najbardziej niepokojącym aspektem tego całego wydarzenia była szerząca się komercjalizacja i bezapelacyjne bałwochwalstwo związane z chrześcijańską muzyką. Gdy chodziłem w czasie koncertów w ogromnym tłumie i przyglądałem się, widziałem domokrążców przebijających się wśród młodzieży sprzedających ośmiocalowe jarzące się o zmroku zielone krzyżyki. Nastolatki stawały w kilometrowej kolejce, aby zdobyć autografy chrześcijańskich gwiazd, a napis umieszczony na froncie głosił: „No, hugging” i „No pictures” („Bez przytulania i „Bez zdjęć”). Jak na ironię, jednego wieczoru, gdy Michael W. Smith skończył śpiewać i opowiadał ze sceny o poruszającym przeżyciu w biednym afrykańskim szpitalu dla dzieci, odezwały się setki nastoletnich dziewcząt, które piszczały w ekstazie na drugim końcu koncertowego pola, gdy grupa Jars of Clay przyszła na sesje podpisywania autografów. To był rzeczywiści punkt zwrotny. To było tak, jakby Pan pokazał obecnym, że mają do podjęcia wybór.

Później kilkuset nastolatków skręcających się i rzucających na siebie podczas koncertu Supertones i niecała setka biorących udział w konkurencyjnej sesji uwielbienia.

Dla pewności, wiele z tych grup podejmowało wysiłki przekazania, że to nie oni są tutaj wielbieni. Niemniej, niektórzy kierowali się w stronę stoisk, gdzie rozdawali autografy. Ich T-shirt’y, płyty CD i plakaty znajdowały się na widocznych miejscach i w ogromnych ilościach na sprzedaż. Zostałem nawet zaczepiony przez młodego biznesmena w wieku około 12 lat sprzedającego karty „zbawienia” („Redemption” cards), chrześcijańską alternatywę „magicznych” kart, które zalały świecki rynek.

Gdyby Chrystus był obecny to jestem pewien, że powywracałby stoły…

Kończąc, muszę powiedzieć, że były podejmowane szczere wysiłki ewangelizacyjne. Greg Lauri zakończył ostatni wieczór i setki przyjęły Chrystusa. Ponad 1000 dzieci otrzymało możliwość pobytu za darmo na Międzynarodowym Obozie Współczucia (Compassion International booth). Były pewne młodzieżowe grupy, które zostały ostrzeżone przed gwiazdorskimi zapędami i dążyły do prawdziwego muzycznego uwielbienia (Caedmon’s Call na przykład), lecz konieczne jest okazania większego rozeznania w tej dziedzinie”.

W Dniu Reformacji 31 października 1997 roku, znany amerykański wokalista Steve Camp wypuścił swój kontrowersyjny „Call for Reformation for the Conteproary Christian Music Industry” („Wezwanie do reformacji współczesnego przemysłu chrześcijańskiej muzyki), który umieścił jako plakat w magazynie „Amerycan CCM Update” wkrótce po tym festiwalu. W swym „Wezwaniu do Reformacji” Camp argumentuje, że współczesna muzyka chrześcijańska odrzuciła swoje pierwotne powołanie od Pana i pozostawiła biblijne standardy służby. Stwierdza, że wierzy, „że zwinięty w kłębek wróg kompromisu najechał na obóz przez lata specjalnego trybu życia, wykrzywionych doktryn a całkiem ostatnio świeckiej własności chrześcijańskich służb muzycznych”.

Choć przyznaje, że są pobożni mężowie i niewiasty, którzy kochają Pana, pracują i nagrywają dla chrześcijańskich producentów, stwierdza również, że chrześcijański przemysł muzyczny „znajduje się na śliskiej równi pochyłej odjeżdżając z przyspieszaną prędkością od Zbawiciela”. Mówi, że w początkowym okresie współczesnej muzyki chrześcijańskiej bez zawstydzenia teksty ogłaszały Jezusa Chrystusa Panem, lecz teraz rządzi „biblijny analfabetyzm”. Wyraża zdecydowanie zdanie, że „odstępstwo od Słowa Bożego jest teraz wyraźnie widoczne w naszej muzyce, tekstach, praktykach biznesowych i sojuszach”. Wzywa przemysł muzyczny do pokutowania z grzechów lub stanięcia przed Bożym osądem. „Ruszmy razem ponownie wpływać na historię, robić współczesną muzykę chrześcijańską,… chrześcijaństwo”. Camp poczynił kilka oburzających na ówczesne czasie stwierdzeń, jak: „chrześcijańska muzyka, oryginalnie zwana Muzyką Jezusa (Jezus Music), kiedyś bez strachu i wyraźnie śpiewała o ewangelii. Teraz jodłuje o pozbawionej Chrystusa, rozwodnionej, papkowatej pozytywnej alternatywie, w atmosferze kremu pszenicznego, brei, napuszenia, i filozofii: Bóg-jako-moja dziewczyna…

CCMI (współczesny chrześcijański przemysł muzyczny) popełnił duchowe cudzołóstwo przyłączając się do krnąbrnego świata usiłując przekazać posłanie ewangelii. To musiało być i okaże się fatalne dla muzyki Gospel, jak to dziś wiemy…

Nie możemy łączyć się z niewierzącym światem we wspólnych duchowym przedsięwzięciu czy służbie. Sprzężenie niewierzącego z wierzącym w Chrystocentrycznym przedsięwziciu staje się nierównym jarzmem…Wierzący, którym brak rozeznania myślą, że jest to głęboka strategia, aby połączyć siły z nieodrodzonymi ludźmi, aby przekazać ewangelię. W ten sposób, nieświadomie, sprzęgają Jezusa Chrystusa, Tego, który jest Godzien z Bealem, Szatanem, bezwartościowym, w nieświętym sojuszu, samej istocie nierównego jarzma.

W dalszej części tej książki będziemy więcej mówić o pułapkach oraz możliwościach tego
mieszanego małżeństwa między świeckimi i chrześcijańskimi firmami płytowymi. Przypadkowo, dokładnie dwa tygodnie po ukazaniu się odważnego „Wezwania do Reformacji” Camp’a, zostało ogłoszone przez organizatorów zakończenie organizowania festiwalu o 21 letniej tradycji pn. „Jesus Northwest festival” (który przyciągał do 30.000 ludzi co roku), jak podano, z przyczyn duchowych. W prasowym wydaniu decyzji dyrektor naczelny festiwalu, Randy Campbell, powiedział:

W ciągu ostatnich trzech lat odczuwaliśmy nieustannie wzrastający niepokój, który dotyczył kierunku Jesus Northwest. Pod koniec 1996 roku Pan zaczął wzywać nasz kościół do głębszego chodzenia w wierze i świętości. W miarę jak Pan objawiał nam coraz więcej swojej obecności i charakteru wiele z naszych służb i kierunek kościoła zaczęło się zmieniać.

Ponieważ festiwal Jesus Northwest jest tak wielką służbą ludzi kościoła, został w oczywisty sposób dotknięty tymi zmianami. Początkowo zakwestionowaliśmy jego wartość, co wynikło ze wzrastającej w nas troski o światowość i bałwochwalstwo jakie oglądaliśmy, dopuszczaliśmy a nawet ułatwialiśmy. Wiedzieliśmy, że Pan pobudza w nas coś w stosunku do Jesus Northwest, lecz przez wiele miesięcy nie rozumieliśmy wyraźnie tego, co to było. W miarę jak zbliżał się termin festiwalu zaczęliśmy dostrzegać przelotnie fakt, że jego problemy nie tkwią w samym jego środowisku, lecz wiele z tych problemów dotyczy nas jako kościoła…

Nasza troska o pojawiające się na festiwalu bałwochwalstwo takie jak egzaltacja wierzących artystami i mówcami teraz została przesłonięta przez rzeczywistość faktu, że Jesus Northwest stał się bałwanem dla naszego kościoła. Stanął on pomiędzy nami a kierunkiem i sercem Pana.

W niedzielę 17 lipca 1997 roku Pan skierował naszego pastora seniora do poprowadzenia naszego zboru do czasu zbiorowej i publicznej pokuty za to, co zrobiliśmy. Odczuliśmy, że Pan wzywa, abyśmy złożyli tę służbę u Jego stóp i zaczęli naprawdę ufać Mu, Jego woli i celowi. Nadal trwamy w tym procesie, lecz odczuwamy w obecnym czasie, że Pan chce, abyśmy pokutowali przed tymi w ciele Chrystusa, którym usiłowaliśmy służyć.

Pokornie pokutujemy przed Panem i prosimy o przebaczenie ciało Chrystusa za niewłaściwe reprezentowanie Chrystusa w naszej służbie, posłaniu i metodach działania. Uruchomiliśmy służbę, która była dla niektórych błogosławieństwem, lecz innym dała sposobność do komercjalizacji, koncentracji na człowieku a nie na Chrystusie i bardziej podobała się ciału niż duchowi.

Pokutujemy z krytykowania zarówno publicznie widocznego uwielbienia artystów jak i widocznej niechęci artystów do zajęcia się tym problemem. W arogancki sposób oskarżaliśmy o problemy, właściwe dla służby festiwalu, wszystkich nigdy nie dopuszczając Pana do tego, aby zwrócił swoje światło na nas. Naszymi grzechami były domniemanie i ignorancja. Nie zamierzaliśmy błędnie prowadzić ciała Chrystusa czy obrażać imię Chrystusa. Byliśmy sercem przy tej służbie, lecz nasze metody były błędne. Naszą zachętą dla ciała jest to, aby nie traktować żadnej służby według zewnętrznych (powierzchownych) wartości lecz rozeznać Jego Ducha i ludzkie motywy. To, że coś lub ktoś pojawia się na festiwalu w imieniu Pana, nie gwarantuje, że jest to skierowane tam przez Pana. Niestety, staliśmy się tego przykładem.

Byliśmy zachęcani przez wielu, aby przyjąć to, co Pan czyni w naszym życiu i wrócić do służby Jesus Northwest z nowym sercem i kierunkiem. Pomimo, że Pan nas zmienia to wiele problemów nadal istnieje w większych pracach współczesnego chrześcijańskiego przemysłu muzycznego, wydawniczego i niezależnych służb, z którymi przez lata pracowaliśmy.

Te sprawy powstrzymują nas przed zaangażowaniem się w tego typu festiwal, który robiliśmy. Czujemy, że w tych przemysłach i służbach wiele z tego, co się robi (tj., kierunek służby, podejmowanie decyzji, metody, a nawet samo przesłanie) często jest wynikiem marketingu – a nie myśli Pana. Jest to wynik analizy demograficznej, a nie Jego namaszczenia; zasad produkcji audio-video, a nie Jego mocy czy obecności.

Pieniądze, sukces i biznes stały się istotą sprawy. Przez pewien czas patrzyliśmy w inną stronę i usprawiedliwialiśmy to, co się działo, ponieważ służba szła dobrze, lecz teraz, gdy zostaliśmy przekonani o tym, że ten sam grzech jest w naszym życiu, wiemy, że Pan nie pozwala nam więcej na kontynuowanie marszu w tym kierunku”.

Niech Pan obficie błogosławi ludzie Peoples Church (organizatorów Jeusu Northwest) za ich wierność wobec Niego i za postępowanie zgodne z przekonaniem serca! Niech będzie ich postawa również wzorem dla innych. Randy Campbell rozmawiał później z Lindy Warren z The CCM Update, która napisała: „Campbell wierzy, że faktyczna służba miała miejsce od samego powstania festiwalu. Szacuje, że około 10.000 ludzi zostało zbawionych w czasie Jesus Northwest. Jednak spekuluje, że „dziesiątki tysięcy uległo przeciwnym wpływom. Stworzyliśmy środowisko sprzyjające światowości i wpłynęliśmy w negatywny sposób na ludzi”.

Campbell nie sądzi, aby samowystarczalność i pycha jakie on i jego zgromadzenie napotykają były specyficzne wyłącznie dla nich. Widzi je w kościele w całym kraju, w chrześcijańskim przemyśle muzycznym, u autorów tekstów i muzyki.

Nie wskazujemy palcem na nikogo. Nie uważamy, że już skończyliśmy, lecz naszą odpowiedzialnością jest mówić prawdę. Wiemy, że służby w ogóle – a festiwale są szczególną pułapką – muszą napotykać na te same szczegóły. To wszystko prowadzi do pytania: „Czy chodzi tutaj o nas, nasze pragnienia, nasze wizje?”


To wspaniałe, że życie 800 osób zostało zmienione, lecz inne 10-20.000 przechodzi obok mówiąc: „Czyż Jesus Northwest nie jest doskonały?” Gdyby mówili „Czyż Jezus nie jest doskonały?” byłoby w porządku, lecz tak nie mówią. Robimy na nich wrażenie sobą. Jeśli ludzie odchodzą spod sceny będąc bardziej pod wrażeniem człowieka niż Jezusa to coś jest źle.

To, co jest prawdą o chrześcijańskiej scenie muzycznej dotyczy również rynku wydawniczego. Oto fragment z artykułu Gene Dward Veith opublikowanego w chrześcijańskim magazynie informacyjnym „World” w czerwcu 1997:

Odwiedzający zjazd Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Księgarzy (Christian Booksellers Association) odbywający się w Atlancie, 14-17 czerwca wejdą do największego handlowego show. Zaprezentowane zostaną najnowsze T-shirt’y, tablice, płyty CD i oprogramowanie. Sławni pisarze będą podpisywać książki. Właściciele księgarni będą świętować w gościnnych jadalniach. Osoby dobrze poinformowane z kręgów wydawniczych będą prowadzić nieformalne rozmowy i ubijać interesy. Zeszłoroczna konwencja sprowadziła 13.663 uczestników, włączając w to 2.801 przedstawicieli sklepów i 419 wystawców, co składa się, zgodnie z raportem wydawców, na 3 miliardowy przemysł. Lecz tak wielki sukces materialny nie jest bez ceny. Dziś najwięksi chrześcijańscy wydawcy są w posiadaniu świeckich korporacji czy współudziałów trzymanych przez inwestorów z Wall Street. W miarę jak służby przeradzają się w wielkie przedsiębiorstwa, teologiczna integralność może z łatwością ustąpić miejsca marketingowym rozważaniom…

Chrześcijański rynek w ten sposób idzie za światową pop kulturą. Popularnym w tym przemyśle powiedzeniem jest: „Gdy tylko jakiś trend pojawi się na świeckiej scenie, poczekaj pół roku, a schrystianizowana wersja pojawi się w religijnych księgarniach”. Romanse, horrorystyczne nowele, książki o zarządzaniu i inne popularne gatunki pisane bardziej zgodnie z łatwymi do naśladowania formułami niż prawdziwym wglądem, wszystkie mają swoje odpowiedniki w chrześcijańskiej literaturze. Nasza kulturowa obsesja związana z fizycznym pięknem powoduje powstawanie chrześcijańskich diet czy chrześcijańskich filmów wideo z ćwiczeniami. Nawet w dziedzinach religii chrześcijańskie publikacje często raczej naśladują powszechne trendy niż prowadzą, jak w przypadkach serii książek o aniołach i przeżyciach bliskich śmierci inspirowanych przez książki New Age na te same tematy…”

Należy zwrócić uwagę na cytowane powyżej, znane w przemyśle powiedzenie: „Gdy tylko jakiś trend pojawi się na świeckiej scenie, poczekaj pół roku, a schrystianizowana wersja pojawi się w religijnych księgarniach”. Z pewnością jest to również prawdziwe na rynku muzyki chrześcijańskiej. Jeśli ostatnio byłeś w księgarni muzycznej czy słuchałeś młodzieżowego radia to możesz zauważyć, że ostatnie trendy w muzyce świeckiej mają swoje odpowiedniki i były wprowadzane na rynek wkrótce po tamtych.  Istnieje zatem nieustanny przepływ „produktu”, bardzo imitującego świat, który znajduje swoją drogę na pułki chrześcijańskich sklepów i jest mnóstwo pieniędzy do zarobienia dzięki takiej polityce, ponieważ rady nadzorcze wiedzą, że jest mnóstwo chrześcijańskich dzieciaków, które jeśli nie kupią nagrań świeckich artystów to z pewnością będą przekonani do kupienia chrześcijańskiego ekwiwalentu.

Powyższy komentarz może brzmieć cynicznie, lecz faktem jest to, że współczesny, chrześcijański przemysł muzyczny jest potężnym wielo milionowym biznesem i nadal ma doskonały biznesowy sens kreowanie chrześcijańskich „gwiazd” (bez względu na to jak ich osobista droga z Bogiem wygląda), aby chrześcijańskie dzieciaki ciągle kupowały ‘produkty’ tego przemysł w taki czy inny sposób.

Przemysł muzyczny spędza wszystkie dzieci zewsząd, zaczynając od „death metal” do oddanych chrześcijan, fanów Amy Grant.

Tak czy inaczej pieniądze nadal się toczą i współczesny chrześcijański rynek jest również bardzo łatwy do prowadzenia. Aby znaleźć nowego artystę, wszystko co zasadniczo musisz zrobić to znaleźć zespół, który brzmi jak chrześcijańska wersja ostatnich świeckich zespołów i wypromować go w chrześcijańskim świecie.

To, co powoduje, że chrześcijańska scena młodzieżowa jest tak łatwa do zdobycia to fakt, że istnieją ustabilizowane kręgi promocyjne, chrześcijańskie radiostacje, chrześcijańskie magazyny muzyczne a nawet wielkie chrześcijańskie festiwale muzyczne. Cała scena jest zestawiona w sposób bardzo podobny do świeckiej – a w rzeczywistości niemal identycznie. Problem z tym jest taki, że scena muzyki świeckiej jest z punktu widzenia chrześcijańskich standardów skrajnie skorumpowana – oddana bałwochwalstwu „gwiazd”, materializmowi, duchowemu rozluźnieniu i ponad wszystko niezmordowanemu pościgowi za wszechmocnym DOLAREM.

Lecz czy to wszystko ma głęboki wpływ na chrześcijański przemysł muzyczny? Bezwzględnie! Wystarczy, że przyjrzysz się różnym mediom, które popadły w dzisiejsze sfery chrześcijańskiej młodzieży, aby odkryć jak wszystko stało się straszliwie świeckie. Jeśli otworzysz chrześcijański magazyn młodzieżowy, znajdziesz tam album i przeglądy koncertowe, które po prostu cuchną tania świecką imitacją – niekończące się artykuły opisujące chrześcijańską muzykę jako „gęste, podziemne, wirujące gitary” i „wysublimowany, gwałtownie wzrastający atak wokalny”, itd., itd. Lecz to jeszcze nic wobec opisu głębokości wiary chrześcijańskich artystów (Zawstydzony, aby o tym mówić? Nie jest to
zbyt „cool”? czy też po prostu nie ma żadnej głębokości duchowej u artystów?). W rzeczywistości nie jest niczym rzadkim w dzisiejszych
dniach, znaleźć młodzieżowe magazyny chrześcijańskie, w których dobrze trzeba się naszukać, aby przekonać się, że jest to w ogóle chrześcijańska publikacja! Cały magazyn pełen wszelkiego rodzaju nie stroniących od przyjemności przeglądów omawianych powyżej jak też wywiadów z chrześcijańskimi „gwiazdami”, które bardzo często bardzo niewiele mówią o Jezusie, o ile w ogóle (być może zostało wycięte?). Cały sposób pisania i grafika z pewnością tworzą z tego fajny  magazyn, w świeckim sensie. Lecz, powiedzcie mi, czy Bóg jest w tym wszystkim? I dlaczego tak gorliwie Go ukrywamy?

Niestety, tak samo wygląda chrześcijańskie radio młodzieżowe. Osobiście znam co najmniej jedną chrześcijańską, młodzieżową stację radiową, której polityka polega na tym, aby jak najmniej mówić o Jezusie, a całą „robotę” (często w sposób nie do zauważenia) dać do wykonania muzyce. Prowadzą oni zatem w eterze zawody snow-boardowe, lecz bardzo rzadko imię Jezusa jest wymieniane (i jestem pewien, że nie jest ona w tym odosobnione).

Tak, z pewnością widoczne jest to, że wielu zaangażowanych w chrześcijańskie media młodzieżowe jest zakłopotanych tymi „chrześcijańskimi związkami” i poświęcają wiele czasu i energii na ukrycie się. Biedny Jezus! Ciekaw jestem jak długo to już trwa, gdy musi On znosić pokolenie chrześcijan, którzy wydają się być zawstydzeni publicznym łączeniem się z Jego imieniem.

Skutki chrześcijańskiego przemysłu naśladującego świecki można również zobaczyć w wielu innych aspektach współczesnej muzyki chrześcijańskiej. Wokół chrześcijańskich zespołów rutynowo robi się szum w podobny sposób do tego, jak to się dzieje w świecie (wraz z pisarzami i gośćmi od reklamy wpadającymi na siebie, aby znaleźć pochlebne superlatywy na opisanie „następnej wielkiej rzeczy”). Warte jest również zwrócenie uwagi na to, że gwiazdorskie traktowanie oraz rozrywkowy czy „imprezowy” składnik chrześcijańskiej muzyki wydają się przybierać na sile i korzysta się z tego jako z czegoś ułatwiającego sprzedaż. Subtelna presja, aby nie mówić zbyt wiele o Jezusie czy głębokich duchowych sprawach wydaje się również jaśnieć.

Chciałbym w tej chwili zadać kilka oczywistych pytań:

Czy ktokolwiek szczerze może sobie wyobrazić apostołów czy któregokolwiek ze sług NT, że dopuściliby chore „gwiazdorskie” traktowanie, które jest tak powszechne dziś.

Czy możesz sobie wyobrazić ich jak tworzą sprytne przedstawienie zaznaczające ich własne centralne miejsce zamiast wskazywać na Boga? Czy możesz sobie wyobrazić któregokolwiek z nich klęczącego przed bożkiem przedstawienia – dążącego bardziej do wykonania przedstawienia niż zaszczepienia prawdy? Czy też usiłującego tak bardzo być „cool”, że „wyciszającego” duchową zawartość ich posłania? W końcu, czy możesz sobie w ogóle wyobrazić, aby którykolwiek z apostołów pobierał pieniądze przy drzwiach zanim dopuszczą ludzi do wejścia i usłyszenia ewangelii?

To ostatnie pytanie pojawia się jako fundamentalna sprawa w odniesieniu do znacznej części współczesnego chrześcijaństwa, ponieważ stało się całkowicie powszechne, nie tylko na młodzieżowych koncertach, lecz na spotkaniach z nauczaniem i seminariach, pobieranie od ludzi pieniędzy za wejście.

Tak nigdy wcześniej nie było. W rzeczywistości, powiedziałbym, że nie słyszano o takich pobierający pieniądze u drzwi w całym okresie chrześcijaństwa, aż do około 30 lat temu. Jest tak dlatego, że ta praktyka niezaprzeczalnie jest całkowicie sprzeczna z duchem Nowego Testamentu. Czyż Jezus nie powiedział: „Darmo wzięliście, darmo dawajcie” (Mat. 10:8)? Czy możesz sobie w ogóle wyobrazić Jezusa pobierającego u drzwi pieniądze, zanim ludzie będę wpuszczeni, aby wejść i posłuchać Go? Oczywiście, że nie! Jakże śmieszna sugestia! Dlaczego więc, my współcześni chrześcijanie czujemy, że możemy wyrywać się z tego typu działaniem? Czy nie zdajemy sobie sprawy z tego, że bardzo biedni ludzie, których Jezus zapraszał zostaną poza naszymi spotkaniami tylko dlatego, że nie będą w stanie zapłacić ceny wstępu? Jakąż to jest hańbą!

Jedną z głównych przyczyn tego, że ta praktyka wyrasta jak grzyby po deszczu w kościele, jest to, że jeśli zaprosisz wędrownego kaznodzieję do usługi, to w ten sposób możesz mu zagwarantować co najmniej pokrycie kosztów i zapewnić mu wypchany portfel. Nie potrzeba zbierać na tacę, opłata przy wejściu zapewni wpływy.

Niemniej jednak chciałbym powtórzyć ponownie, że taka praktyka jest absolutnie przeciwna duchowi Nowego Testamentu i przeciwko wyraźnym poleceniom Jezusa pozostawionym Jego uczniom. Jeśli służba jest namaszczona to ludzie chętnie dadzą i w ten sposób usługujący będzie zaopatrzony we wszystko. Po co uciekać się do pobierania opłat przy wejściu? Ja po prostu nie mogę się z tym zgodzić zupełnie

Poza kosztami, następną przyczyną tego, że współczesne chrześcijańskie wydarzenia mają tendencję do zbierania opłat za wejście jest tak zwana „wycena przedstawienia”, co oczywiście wraca nas do samego sedna problemu, który już dyskutowaliśmy. Podobnie jak John Blanchard (autor książki „Pop goes the Gospel”), postrzegam termin „ewangelizacja przez przedstawienie” (ang. „entertainment evangelism” – przyp. tłum.) jako całkowicie wewnętrznie sprzeczny. Nie ma czegoś takiego jak zabawianie kogoś do królestwa (dopóki nie dzieje się to w królestwie Disneyland’u). Jak już widzieliśmy prawdziwe uczniostwo wymaga głębokiego i poważnego oddania. Nie jest to błaha czy lekko traktowana decyzja. Widzieliśmy również jak poważny wpływ może mieć na samą ewangelię łączenie jej z bezmyślną rozrywką. Czysta nowotestamentowa ewangelia nigdy nie była przeznaczona do wykorzystania w rozrywce, a raczej zupełnie przeciwnie. Ona wysuwa na czoło sprawy wieczności, natomiast wszelka rozrywka ma w zwyczaju trywializować sprawy, którymi się zajmuje. Zatem próby łączenia ewangelii z rozrywką zawsze powodują, że cierpi na tym ewangelia. Niemniej nie dziwi mnie, że w dzisiejszym klimacie pobiera się od ludzi opłaty wejściowej za „wartość przedstawienia” naszych chrześcijańskich wydarzeń. W rzeczywistości mówi to bardzo wiele o faktycznej zawartości takich wydarzeń, prawda?

Wierzę, że dzisiejsi chrześcijańscy wokaliści i zespoły muzyczne muszą zdecydować czy zamierzają zabawiać czy usługiwać. Nie mogą robić tych dwóch rzeczy równocześnie. Jeśli zamierzają zabawiać to niech po prostu bawią ludzi nie roszcząc sobie pretensji do chrześcijańskiej służby, lecz jeśli zamierzają to, co robią nazywać „chrześcijańskim” lub „służbą” to niech lepiej przestają pobierać od ludzi pieniądze za przyjście i posłuchanie ich! „Darmo wzięliście, darmo dawajcie”. Jest to jedyny sposób działania jeśli prawdziwie zamierzamy służyć Jezusowi w miejscach publicznych.

Mówiąc powyższe na temat rozrywki itd. chcę wielokrotnie podkreślić, że z pewnością jest rzeczywiste miejsce dla muzyki (włączając w to muzykę rockową i wszelką inną) jako chrześcijańską formę wyrazu Bożego serca, jak i naszego serca wobec Boga. To nie korzystanie z tej muzyki niepokoi mnie, lecz raczej motywacje, podejście i zamiary serca wobec tej muzyki (Więcej na ten temat będzie później, wraz z moimi osobistymi doświadczeniami).

Oczywiście, mówiąc w ten sposób na temat chrześcijańskiego przemysłu muzycznego nie chcę wrzucić wszystkiego do jednego worka. Są setki chrześcijan, którzy są w tym przemyśle zatrudnieni i wielu z nich ma tylko najwyższe motywacje wobec tego, co robią. Należy również powiedzieć, że pomimo ich własnej wewnętrznej integralności i dobrych intencji, dzieje się wiele niezadowalających rzeczy na chrześcijańskiej scenie młodzieżowej. Podobnie, oczywiście, nie wszystkie służby muzyczne uległy światowej presji i poddały się płytkiej cool’owej filozofii, lecz niestety wielu tak. Kompromis, wydaje się, szybko staje się czymś na porządku dziennym.

Inna główną przyczyną wzrostu tego kompromisu, o którym jeszcze nie dyskutowaliśmy, jest przekraczanie barier – potencjał dzisiejszych zespołów chrześcijańskich. Innymi słowy, we współczesnym przemyśle jest możliwe dla chrześcijańskiego artysty „wkroczyć” (przekroczyć barierę) do głównej listy przebojów ze swoją muzyką i kilku z nich zrobiło to. Lecz jakim kosztem?

Osobiście wierzę, że irlandzka grupa rockowa U2 była jednym z najważniejszych, widocznych wpływów na chrześcijańskiego rocka w ciągu ostatnich piętnastu lat (choć już teraz nie tak bardzo). Od samego początku było wiadomo w młodzieżowych kręgach chrześcijańskich, że ten nowy, ekscytujący zespół – ta „nowa wielka sprawa” był niemal chrześcijańskim zespołem. (Trzech członków było nieortodoksyjnie, charyzmatycznie wierzących, włączając w to czołową postać, autora tekstów Bono). Dobrze pamiętam ich album z połowy lat osiemdziesiątych „War” (Wojna) z ich zawoalowaną proroczą symboliką. Nawet raz było wymienione imię Jezus (w „Sunday Bloody Sunday!”)! Było to wielkie nagranie pod wieloma względami – któremu już nigdy nie dorównali (pomijając późniejszy szum wokół nich). I był to hitowy album na świeckiej scenie! Nagle okazało się, że można być „cool” w oczach świata i równocześnie utrzymać swoje chrześcijaństwo.

Wielu młodych chrześcijańskich muzyków wówczas podniosło się i zanotowało ten fakt. Tak samo zrobił w ogólności cały przemysł. Subtelne (na wpół ukryte) chrześcijaństwo sprzedaje płyty w nurcie głównym! Pokuszenie, aby ukryć lub zanurzyć pod powierzchnia czyjeś chrześcijaństwo nagle stało się bardzo realne dla mnóstwa młodych chrześcijańskich autorów pieśni. No, przede wszystkim, czy nie lepiej jest zdobyć powszechny sukces przez połowiczne ukrycie swego chrześcijaństwa niż pozostać jawnym chrześcijaninem i sprzedawać płyty tylko chrześcijanom? To było wielkie pokuszenie i wielu popadło w nie (razem ze mną kilka lat temu). Cała idea przekraczania barier (i kompromisu) nagle stała się bardzo realna i bardzo zwodnicza. Wielu z nas było gotowych do kompromisu wobec zawartości w tekście naszych chrześcijańskich pieśni na rzeczy świeckiego sukcesu. To właśnie wtedy słowo „Jezus” zaczęło się pojawiać wśród pojawiających się chrześcijańskich grupy coraz mniej i mniej.

Na początku lat 90-tych, gdy wraz z moją żoną założyliśmy nasz nowy, alternatywny zespół byłem świadomy całej idei przekraczania barier i wiedziałem dokładnie, że jest to ta polityka, która zaprowadzi nas do świeckich klubów. Gdy przychodziło do pisania nowej partii pieśni dla naszego zespołu, wiedziałem, co trzeba robić. Doprowadzałem do tego, że ta odrobina „chrześcijańskiej” zawartości była tak dobrze ukryta, że w końcowym rezultacie nikt na podstawie naszych pieśni nawet nie wiedział, że jesteśmy chrześcijanami! A najbardziej wstrząsające ze wszystkiego było to, że ja sam sądziłem, że robię Bogu przysługę ukrywając wszystko w taki sposób. Szczerze myślałem, że mamy większą szansę na zdobycie ludzi dla Boga robiąc w ten sposób. Jakże ślepi i zwiedzeni przez samych siebie my, ludzie, możemy być czasami. Mówimy o wstydzie wywoływanym przez imię Jezusa!

Jak już wcześniej wspomniałem, potrzeba było serii niezwykłych (choć pomniejszych) nieszczęść zanim zwolniłem na tyle, aby Bóg mógł doprowadzić mnie do zrozumienia, że to, co robiłem było złe i dopiero wtedy byłem w stanie zobaczyć jak niewiarygodną stratą czasu i wysiłków było to wszystko. To nie była Boża droga! Pójście na kompromis ze wszystkim tylko po to, aby „to zrobić”. Cóż miałem nadzieję osiągnąć? Głębokie poczucie żalu i przekonanie o grzechu zalały mnie i wiedziałem, że muszę pokutować przed Bogiem.

Niestety, wierzę, że jest ogromna ilość młodych, chrześcijańskich autorów pieśni, którzy przyjęli to samo kłamstwo co ja. Radiowe fale młodzieżowych stacji są pełne pieśni, które tryskają poetycką i fajną mądrością, lecz jak często możesz usłyszeć coś, co brzmi tak, jakby pochodziło z samego serca człowieka, żyjącego w bliskiej relacji z Bogiem? Gdzie są współcześni Dawidowie? – szukający, wołający duchowi psalmiści i prorocy naszego pokolenia? Czy to możliwe, aby się głęboko duchowo zanurzyli po to, aby znaleźć się w płytkim, popularnym centrum uwagi? Osobiście wierzę, że obecnie płacimy bardzo słoną cenę za to podejście „kompromisu i przekraczania barier, ponieważ pomogło to zatruć wszystko, co dotyczy współczesnego chrześcijaństwa młodzieży. Jak powiedział sam Jezus: „Kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym rodem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi” (Mk. 8:38). Nie chodzi o to, że jestem przeciwko chrześcijańskim pieśniom, które pojawiają się wysoko na świeckich listach przebojów, jestem w pełni za tym (więcej na ten temat później), lecz musza one być otwarcie CHRZEŚCIJAŃSKIMI pieśniami; nie na wpół ukrytym, subtelnym chrześcijaństwem w przebraniu świeckiego hitu.

Jeśli nie wielbimy Boga bez zawstydzenia to nie powinniśmy śpiewać w cale – tak to teraz widzę i obawiam się, że nie jestem już więcej chętny do podejmowania kompromisów w tej dziedzinie. Nie znaczy to, że chcę z tego powodu słyszeć na chrześcijańskiej płycie tekst „Alleluja, chwalmy Pana!” co pięć sekund. O ile fajne (cool) gitarowe zespoły nie robią na mnie wielkiego wrażenia, muszę powiedzieć, że nie robi również tego wrażenia cukierkowe brzmienie gospel z Nashville tak często puszczane przez starsze chrześcijańskie radiostacje. (Czy to Bóg pragnie, aby taka mdła, bezbarwna muzyka reprezentowała Jego Syna?). Nie mówię więc, że powinniśmy napełnić nasze pieśni oklepanym komunałem „alleluja, chwalmy Pana”, lecz wierzę, że powinniśmy napełniać nasze pieśni otwartym, niezawstydzonym i głębokim wyrazem naszych serc wobec Boga i Jego serca i powołania dla nas. I choć powinno to być poetyckie to nie powinno być w tym nic „ukrytego”.

Innym aspektem jest stare powiedzenie: „Środek wyrazu jest przesłaniem” (The medium is the message), które bardzo często jest prawdziwe w stosunku do muzyki w ogóle. Innymi słowy, uczucie, nastrój i rodzaj muzyki, która jest używana (medium) bardzo często wpływa na ogólne „posłanie” pieśni, często nawet przeważając nad tym, co ma do powiedzenia tekst. Dla przykładu, jeśli usiłujesz połączyć radosny tekst chwały z smutną, pogrzebową pieśnią, ludzie zawsze będą bardziej pod wrażeniem muzyki niż tekstu i będą pamiętali, że to smutna pieśń. Jest to bardzo ważny aspekt w muzyce. Nastrój i czucie, które tworzy często mówi więcej niż sam tekst. To dlatego mamy wiele wątpliwości dotyczących współczesnych typów muzyki i ich faktycznej przydatności w zastosowaniu do chrześcijaństwa.

Na przykład w ostatnich latach występowała seria wiedzionych niepokojem, depresyjnych alternatywnych zespołów, które bardzo znacznie urosły na świeckiej scenie muzycznej. Nawet pewna liczba „zachwaszczonych” zespołów (teraz już przeminęły) miała ten posmak przenikający ich muzykę. (Wiodący wokalista Nirvany doprowadził to do skrajności strzelając sobie w głowę z pistoletu). Ten rodzaj muzycznego uczucia jest całkiem właściwy jeśli wszystko, co chcesz osiągnąć to promocja umysłowo zdrętwiałego nihilizmu, samobójstwa i depresji. Lecz pomódl się i powiedz, które chrześcijańskie wartości czy atrybuty pasują do takiej muzyki? Czy jest jakikolwiek fragment chrześcijańskiego posłania czy przeżycia, który może być właściwie przekazany poprzez tego rodzaju brzmienia? Muszę poważnie powiedzieć, że wątpię w to (chyba, że jest to pieśń o Bogu ignorowanym i odrzucanym. Lecz nawet wtedy wątpię czy pastowałoby to dobrze). A w końcu, czy nie jest prawdą, że są chrześcijańskie zespoły, które usiłują imitować to brzmienie?

Jest wiele współczesnych świeckich zespołów, które grają pieśni przeznaczone, i szczególnie nadające się, do doprowadzenia tłumu do szaleńczego tańca, w którym uczestnicy rzucają się na siebie. Czy ktokolwiek może mi wskazać, które dokładnie wartości czy atrybuty dobrze pasują do tej muzyki? Czy bezmyślny hedonizm ma jakiekolwiek miejsce w chrześcijaństwie? Nie sądzę. A jednak znajdują się chrześcijańscy artyści, którzy usiłują dziś dopasować „chrześcijańskie” sentymenty do tego rodzaju brzmienia. Jak już wcześniej powiedziałem, szczególnie prawdziwe jest w stosunku do muzyki to, że „medium (środek wyrazu) jest przesłaniem”. Innymi słowy, brzmienie, odczucie pieśni zazwyczaj więcej mówią niż sam tekst. Przekazywany nastrój jest tym, co zazwyczaj przemawia najgłośniej, a dopiero później słowa pieśni (w tej kolejności).

A zatem wierzę, że jest to krytyczne miejsce dla piszących teksty pieśni, aby nauczyli się dopasowywać chrześcijańskie odczucia i przesłanie naszych tekstów do odpowiedniego muzycznego odczucia. Nie jest dobrze medytacyjnie czcić Boga używając siekącej, grzmiącej muzyki.

Nie jest również dobre używanie cichej, natchnionej muzyki, gdy wzywamy Boży lud od walki! Muszę powiedzieć, że również mam wątpliwości co do tego czy współczesne hip-hopowe czy „trance’owe” rytmy nadają się do powiedzenia czegokolwiek z rzeczywistą duchową głębią (przypuszczam, że tak samo było na początku rock ‘n’ roll’owego stylu Bill Heley’a). Pewne style muzyczne wydały się oddać siebie pustocie i powierzchowności bardziej niż inne.

Są też skrajne przykłady, lecz musimy być bardzo świadomi tego, że pisząc pieśni, musimy duchową zawartość tekstu faktycznie dopasować do muzyki, ponieważ zbyt często wydaje się nie być tak współcześnie i to, co chrześcijańskiego tam jest cierpi z powodu muzyki, z którą zostało połączone (to również pomaga „ukryć” te chrześcijańskie aspekty). Powiem nieco więcej na temat praktycznych warunków tego, co to wszystko znaczy dla naszego obecnego zespołu nieco dalej w tej książce.

W tym rozdziale długo i dokładnie przyglądaliśmy się chrześcijańskiemu przemysłowi muzycznemu i pewnym odpowiadającym im mediom. Wierzę, że ten przemysł jest tak ważny, ponieważ dla wielu młodych ludzi jest to okno, przez które widzą oni chrześcijaństwo i ewangelię. Ma on również niewiarygodny wpływ na wartości i standardy młodych chrześcijan. Doradza im również rozróżniać w tym, co jest „normalne” wśród młodzieży chrześcijańskiej, co jest dla Boga do zaakceptowania oraz to jakiego rodzaju motywacje i zachowania są we współczesnym chrześcijańskim świecie nagradzane. Zatem te media są obecnie niezwykle ważne, szczególnie dla naszej młodzieży.

Jak widzieliśmy, wiele aspektów chrześcijańskiego przemysłu młodzieżowego pozostawia wiele do życzenia w wielu aspektach. W rzeczywistości, jak stwierdziłem, wierzę, że obecna sytuacja jest bardzo realnym „kryzysem”, którego reperkusje będą miały niszczący wpływ na wiele najbliższych lat, dopóki nie zostanie coś drastycznego zrobione. Nie mam żadnego przekonania co do tego, że chrześcijański przemysł muzyczny zreformuje się sam, nie licząc jakichś kosmetycznych zmian. W grze jest po prostu zbyt wiele pieniędzy i jest zbyt łatwo żyć trwając w obecnym status quo. Właśnie dlatego wierzę, że Sam Bóg jest bliski potężnego potrząśnięcia i reformacji tego przemysłu. Ponieważ to Bóg wyraźnie w Piśmie pokazał, że On nie może mieszkać w letnim kościele i jest oczywiste, że szczególnie ten przemysł jest wyjątkowo oddany letniości przenikającej chrześcijaństwo (być może jest po prostu przesadzonym jego odbiciem?).

Na całym świecie w ostatnich latach jest nieustannie przekazywane modlącym się chrześcijanom słowo prorocze o tym, że Bóg jest bliski nawiedzenia Swojego kościoła i odpowiednich instytucji potężnymi „wstrząsami”.  Jako pisarz wyspecjalizowany w badaniu minionych Reformacji i poruszeń Bożych, powiedziałbym, że nie jest to pusta pogróżka, ponieważ Bóg wielokrotnie poruszał się w historii z potężnym hukiem i bezwzględnością, gdy letniość przytłaczała Jego ludzi – burzył i budował. Wierzę, że dzisiejsza sytuacja dojrzała do takiego działania. Nie dziwi mnie, że modlący się i proroczy ludzie na całym świecie słyszą od Boga to samo w tej sprawie. Muzyczny przemyśle – uważaj! Ponieważ wyraźnie nadszedł czas, jak to już było wiele razy w historii, na Sąd ‘nad domem Bożym” (1 Ptr. 4:17)

продвижение сайта

Czy homoseksualność da się zmienić?

Mike
gdy przemówił do niego Bóg, brał udział w Gay Pride. Był już na haju czwarty dzień, gdy szum w głowie nagle wyparował i usłyszał w swej
głowie głos:
Nie musisz żyć w taki sposób.

Ponad wszelką wątpliwość wiedział, że to Bóg oferował mu drogę wyjścia. Odłożył na bok znak Gay Pride, opuścił paradę, usiadł w pobliskiej klatce schodowej i pokutował ze swego buntu. Oddał swoje serce Jezusowi Chrystusowi i od tego dnia żyje wolny od homoseksualizmu. Dziś, kilka lat później, ma żonę i dziecko i żyje zupełnie innym życiem. Nie tylko na zewnątrz – jego serce zostało zmienione od wewnątrz.

Randy szedł drogą narkotykowej i alkoholowej samozagłady oraz homoseksualnej aktywności. Gdy powiedział matce, że jest gejem, wyrzuciła go z domu i jedynym miejscem jakie mógł znaleźć, gdzie czuł się bezpiecznie i z którym mógł się utożsamić było społeczność gejów. W miarę jak coraz więcej czasu spędzał na „uciekaniu” od bólu swego życia w seks i alkohol, zaczął zdawać sobie sprawę z tego, jak źle z nim jest. Chciał umrzeć, lecz Bóg miał dla niego coś innego.

Został zaproszony na studium biblijne, gdzie spotkał mężczyzn, którzy
zostawili gejowski styl życia i żyli przemienionym życiem. Po raz
pierwszy szczerze zawołał i powiedział:
Boże, proszę, pomóż mi.

Jedna z jego przyjaciółek została chrześcijanką. Zapytał ja o homoseksualizm i rozgniewał się początkiem jej odpowiedzi. Powiedziała:


Teraz wierzę, że to jest grzech – lecz Bóg nie nazywałby tego grzechem, gdyby nie było czegoś lepszego.


Randy ostatecznie zdał sobie sprawę z tego, że jest grzesznikiem, który potrzebuje Bożej miłości i łaski i w 1992 roku zaufał Chrystusowi jako Zbawicielowi. Dwa miesiące później, poznał Living Hope, organizację, która pomaga ludziom wychodzić z homoseksualizmu poprzez intymną więź z Jezusem Chrystusem. Zostawił za sobą swoją homoseksualną tożsamość i uchwycił się prawdziwej tożsamości dziecka Bożego, oddał się świętości i czystości. Randy jest obecnie dyrektorem tej służby i pomaga innym w wychodzeniu z homoseksualizmu. Nie jest doskonały, ciągle wzrasta… podobnie jak ja i inni chrześcijanie, których znam. Lecz to „coś lepszego”, co Bóg ma dla niego to taka intymność z Chrystusem, która zapiera dech.

Randy przynosi chwałę Bogu każdym dniem swojego życia, mieszkając w prawdzie, że zmiana jest możliwa.

Historie kobiet

Carol wyrosła w religijnym domu przy rodzicach, których standardy były zbyt ostre, aby mogła się im podobać. Jednak była mądrą i dobrą uczennicą a nauczyciele udzielali jej tej afirmacji i zachęty, której potrzebowało jej serce.
Wypracowała sobie z nauczycielami silne więzi, z których część przerodziła się w głęboką emocjonalną zależność.

W szkole podstawowej nagle zderzyła się z nieoczekiwanym bólem samotności i pustki. Weszła w silną relację z zamężną kobietą natrafiając na nowe pokuszenia. Była zupełnie nieprzygotowana do obrony przed silnym pociągiem do tej samej płci i szybko znalazła się emocjonalnie i fizycznie zaangażowana w relację, w której realność sama nie mogła uwierzyć. Teraz już była nie tylko w emocjonalnej potrzebie, lecz skrępowana przez głęboki wstyd, zranienia i poczucie winy.

Przyjaciółka powiedziała jej o służbie dla ludzi, mających problemy z pociągiem do tej samej płci i stało się to jakby otwarciem drzwi do innego świata.
Dzięki wsparciu jakie tutaj znalazła, Carol, została wyzwana do rozpoznania diabelskich kłamstw, w które wierzyła przez całe swoje życie i zamienienia ich naprawdę Pisma. Bóg odnawia teraz jej umysł, zaspokaja głębokie potrzeby jej serca i wprowadza do miejsca wolności i nadziei.

Historia Diany jest inna. Spędziła osiemnaście lat oddana lesbijskiemu związkowi z inną kobietą, która, jak wierzyła, miała być jej krewną duszą.
Przeszli przez ceremonię przysięgi w kościele gejów i wspólnie wychowały córkę. Cieszyła się, jako sprawny i elokwentny mówca pozycją lidera w kościele gejów.

Przez te wszystkie lata matka Diany zdecydowanie trzymała się trzech rzeczy.
Kochała ją bezwarunkowo. Nigdy nie wycofała się ze swej wiary, że styl życia jej córki jest grzeszny, ponieważ Bóg mówi, że to jest złe. Po trzecie, modliła się o nią wiernie. Diane i jej partnerka szukały Pana we wszystkim oprócz ich spraw seksualnych. W pewnym momencie, modliły się razem o mądrość i prawdę w sytuacji, która nie miała niczego wspólnego z ich relacją. Bóg odpowiedział na ich modlitwę w niespodziewany sposób: pokazał im prawdę o grzesznej naturze ich więzi.
Odkrycie, że były zwiedzione było straszliwie bolesne i całkowicie niechciane. W posłuszeństwie dla Boga razem zadecydowały, rozejść się i przerwać tą relację. Nadal jest to bolesne, pomimo że Diane przeżyła uzdrowieńcze Boże dotknięcie w najgłębszych częściach jej cierpiącej duszy. Pan nadal zmienia Dianę i Carol od wewnątrz.

Trzy rodzaje wezwania do zmiany

Niektórzy ludzie walczą z pociągiem do tej samej płci przez udawanie, że tego nie ma.
Odrzucenie jest niestety czasową „chrześcijańską” reakcją, lecz nie jest to sposób w jaki Bóg chce się zająć tym problemem. Ps. 51:6 mówi tak: „Oto miłujesz prawdę chowaną na dnie duszy”. Przyjęcie do wiadomości swojej homoseksualnej orientacji jest jak czerwone światło na desce rozdzielczej samochodu. To nie homoseksualna orientacja jest faktycznym problemem, ona jest symptomem głębszej sprawy – legalnej, udzielonej przez Boga potrzeby relacji i intymności, która została skierowana w niezdrowym i grzesznym kierunku.

Nie jest to prosta sprawa i byłoby lekceważące sugerować, że jest łatwe rozwiązanie skomplikowanego problemu homoseksualności.

Wśród tych, którzy głoszą, że zmiana jest możliwa, są trzy główne szkoły dochodzenia do tych zmian.

Pierwsza to służba uwalniania. Mówią oni, że homoseksualność jest powodowana przez demona i jeśli wypędzimy demona to problem jest z głowy. Wygląda to na łatwy środek, lecz kończy się jeszcze poważniejszymi problemami, ponieważ homoseksualność nie jest powodowana przez demona. „Uwolniona” osoba może odczuć chwilowy emocjonalne pobudzenie, lecz te same pokuszenia i schematy myślowe, które nękały wcześniej wrócą, ponieważ nie zajęto się korzeniami problemu. Tyle, że teraz człowiek jest obciążony fałszywym poczuciem winy myślenia, że zrobił coś źle lub, że nie jest wystarczająco dobry dla Boga, aby go „naprawił”.

Druga i bardziej skuteczne leczenie homoseksualiności to terapia odtwórcza .
Można tutaj znaleźć wiele mądrości, jako że terapeuci wierzą, że homoseksualność ma swoje korzenie w bolesnych relacjach, szczególnie z członkami rodziny i wielu homoseksualistów (mężczyzn i kobiet) informuje dokładnie o tym. Lecz terapia odtwórcza często jest modyfikacją zachowania i zajmuje się tylko ciałem, lecz nie może dać prawdziwego wewnętrznego uzdrowienia.

Trzeci, jak wierzę, najlepszy sposób na wprowadzenie rzeczywistych i trwałych zmian to jest podejście odkupieńcze. Służby, które uczą mężczyzn i kobiety intymnej relacji z Jezusem Chrystusem mogą poprowadzić ich do wewnętrznego uzdrowienia, ponieważ Bóg przemienia Jego ludzi. Jest wiele organizacji pod parasolem Exodus International, które wspierają, szkolą i czynią uczniami. Możesz znaleźć pomoc dzwoniąc do ich biura (407) 599-6872 czy 1-888-264-0877, czy wchodząc na strony
http://www.exodus.to/”>www.exodus.to

Niezwykle bolesne jest wychodzenie z homoseksualności bez pomocy. Na szczęście, nawet dla ludzi, którzy nie mieszkają w obszarze, gdzie Exodus ma odpowiednie służby, istnieją fora online, które są równie skuteczne jak grupy „twarzą w twarz”. Szczególnie zalecam jedno na www.livehope.org .
Są też dostępne wspaniałe książki, a szczególnie Coming Out of Homosexuality Boba Davies’a oraz Someone I Love is Gay Anity Worthen i Boba Davies’a.

Innąwspaniałą książką jest You Don’t Have to Be Gay Jeff Konrad.

Lecz uczniostwo to ciężka praca i niema prostego i łatwego rozwiązania.

Droga do prawdziwej przemiany

Najbardziej skuteczną drogą do rzeczywistej i trwałej zmiany złapanych w pułapkę pociągu do tej samej płci to podejście odkupieńcze. Oznacza to uczniostwo, bycie nauczanym i zachęcanym oraz zachowywanie odpowiedzialności za rozwijanie intymności z Chrystusem. Interesujące jest to, że wydaje się nie mieć żadnego znaczenia jaka faktycznie warownia jest w życiu człowieka – czy to jest homoseksualizm, seksualne uzależnienie, obżarstwo czy jakakolwiek inna warownia – najskuteczniejsze rozwiązanie jest takie samo: intymność z Chrystusem.

Prawdziwe uczniowstwo to ciężka praca i Bóg daje nam nawet energię do uczniostwa! Wymaga to jednak ogromnej samodyscypliny, aby zdecydować się na współpracę z Duchem, zamiast z własnym ciałem; polegać na Bożej mocy, zamiast na swojej własnej. Faktyczna walka odbywa się w umyśle.

Pierwszy krok do pokonania homoseksualności stosuje się również wobec dowolnej warowni.

Po pierwsze, osoba musi zaprzestać grzesznych zachowań. Najlepiej jest prosić Boga o pomoc. Nie jest to nic innego niż przypadku leczenia z narkotyków i nadużycia alkoholu. Nie możesz pracować nad problemem, będą ciągle przez niego całkowicie kontrolowanym przez niego.

Drugi krok to praca nad zdobywaniem informacji o tym, co mówi Biblia o tym, kim jesteś w Chrystusie. Podobnie jak ludzie uczą się rozpoznawać fałszywe pieniądze badając rzeczywistą walutę tak dokładnie, że potrafią dostrzec fałszerstwo, tak walczący musi napełnić swój umysł Bożym Słowem tak, aby mógł wejść do swej prawdziwej tożsamości jako umiłowane, cenne dziecko Boże.

Trzecim krokiem jest praca nad myślami, ponieważ tam odbywa się bitwa. Bardzo ważne jest identyfikowanie szatańskich kłamstw powtarzających się jak taśma magnetofonowa w głowie i zatrzymanie tej magnetofonu! Następnie, należy dobrowolnie zamienić kłamstwa prawdą. Zamiast „nigdy się nie zmienię” powtarzać prawdziwą obietnicę, że „wszystko mogę w tym, który mnie umacnia, w Chrystusie” (Flp 4:13). Zamiast obsesji na punkcie bólu i tęsknoty za niezdrowym i grzesznym zachowaniem, wypełnij swój umysł chwałą, czcią i Pismem.

Następnie, wyjdź naprzeciw faktu, że jest to chore. Gdy przestajemy zaspokajać nasze potrzeby naszymi sposobami, zaczynamy przeżywać emocjonalny ból, który okrywa naszą warownię. Gdy samopoczucie jest naprawdę złe, to znajdujemy się dokładnie w tym punkcie, w którym Bóg może dokonać największej zmiany. Zapytaj: Czego naprawdę potrzebuję? Za czym naprawdę tęskni moje serce? Idź do Jezusa i pozwól Jemu zaspokoić najgłębsze potrzeby twojego serca. Pozwól, aby On skierował cię tam, gdzie zaprojektowane przez Boga potrzeby zostaną zaspokojone w relacjach z innymi ludźmi w pobożny sposób.

To właśnie tam
dzieje się potężne uzdrowienie.

Ex-Ex-geje

W ciągu ostatnich kilku lat ludzie, którzy odeszli od homoseksualności powoli lecz pewnie zdobywali sobie słuchaczy opowiadając swoje historie. Słowo wydostaje się: zmiana jest możliwa! Odzywają się też głosy sfrustrowanych i pozbawionych złudzeń, którzy usiłowali porzucić homoseksualizm, próbowali zmian i zrezygnowali. Jest nawet na to nazwa: ex-ex-geje. Ich historie pełne są straszliwego bólu i niektórzy stracili nawet swoją wiarę w to. Co się stało?

Myślę, że to samo, co się zdarza ludziom, którzy próbują AA (Anonimowych Alkoholików) lecz nie są w stanie przestać pić czy tych, którzy próbowali Down Workshop i nie stracili wagi. Mam przyjaciółkę, która nigdy nie oddawała się „umieraniu dla siebie”, aby użyć starego duchowego terminu Nigdy nie doszła do miejsca, w którym powiedziałaby:

– Jezu, wybieram Ciebie ponad jedzenie. Wybieram świętą relację z Tobą ponad niezdrową relację z moim apetytem. Zrobię wszystko, cokolwiek będzie potrzebne, aby pozwolić ci na zmianę mojego serca.

Wielu z tych, którzy próbowali zmienić swoją homoseksualność mogłoby wygrać konkurs modlitwy i czytania Biblii. Oni rzeczywiści próbują bardzo, bardzo ciężko. Lecz modlitwy często są niewłaściwie kierowane:


Boże, zmień mnie, Zabierz moje pożądania. Pozwól mi zacząć lubić ludzi przeciwnej płci.

Niestety, jakkolwiek dobrych intencji jest taka modlitwa, trzeba pamiętać, że nie jest to próba pozbycia się z ogrodu mleczy przez wyrywanie ich.
Pojawiają się znowu, ponieważ nie korzenie pozostały. Główną przyczyną homoseksualnej orientacji nie jest genetyka czy wybór; to niewłaściwa reakcja na zranienia. Jest to rzecz o chronieniu siebie samego i próbach zaspokojenia legalnych potrzeb w sposób jakiego Bóg nigdy nie zamierzał. Prawdziwa zmiana może zdarzyć się wyłączenie przez ciężką pracę poddawania się Bogu, pozwalania Mu na pokazywanie głębokich zranień i potrzeb czyjegoś serca, co oznacza napotykanie na straszliwy ból i zapraszanie Go do uzdrawiania tych zranionych miejsc. To właśnie dlatego intymność z Chrystusem jest odpowiedzią. Pewien mądry przyjaciel zauważył, że homoseksualność to grzeszny sposób radzenia sobie z bólem – grzeszny, ponieważ odcina nas od Tego, który może
uzdrowić i zaspokoić nasze potrzeby; grzeszny, ponieważ umieszcza nas w centrum wszechświata, w miejscu do którego my nie należymy, lecz Jezus.

Mam nadzieję, że dostrzegasz to, że rzeczywista zmiana jest trudna i kosztuje wiele, ponieważ wymaga silnych motywacji, ciężkiej pracy i wytrwałości. Tysiące byłych homoseksualistów znalazło już znaczny stopień przemiany, osiągając abstynencję od homoseksualnych zachowań, zmniejszając homoseksualne pokuszenia, wzmacniając ich poczucie męskości czy kobiecą tożsamość, naprawiając zepsute sposoby odnoszenia się do innych członków tej samej i przeciwnej płci. Niektórzy byli homoseksualiści weszli w związki małżeńskie, inni nie, lecz małżeństwo nie jest miernikiem, lecz duchowy wzrost i posłuszeństwo.
http://www.probe.org/docs/

Istotą jest to, że zmiana jest możliwa.

Uwagi:

  1. Wszystkie imiona w tym artykule zostały zmienione oprócz Randy’ego.
  2. Ten termin nie jest biblijny, lecz koncepcja tak.
    Patrz Rzym. 6.
  3. Ze witryny internetowej Exodus International Web site: http://exodus.to

© 2001 Probe Ministries International


O autorce:


Sue Bohlin jest mówca stowarzyszonym z Probe Ministries. Usługuje na Uniwersytecie Illionis i jest nauczycielem biblijnym oraz mówcą konferencyjnym od 25 lat. Służy jako Mentoring Mom (Mam Mentor) dla MOPS (matek przedszkolaków) i jest członkiem rady Living Hope Ministries, Chrystocentrycznej służbie skierowanej do tych, którzy zmagają się z niechcianą homoseksualnością. Jest profesjonalnym kaligrafem i opiekunem witryny internetowej Probe Ministries: lecz, co najważniejsze, jest żoną dr Ray’a Bohlin i matką ich synów, z których jeden jest w koledżu a drugi w Amerykańskich Siłach Lotniczych.

Czym jest Probe?

Probe Ministries jest to niedochodowa służba, której misją jest towarzyszyć kościołowi w odnawianiu umysłów wierzących chrześcijańskim spojrzeniem i wyposażanie kościoła do zdobywania świata dla Chrystusa. Probe wypełnia tą misję poprzez konferencje dla młodzieży i dorosłych Mind Games, około 3.5 minutowy program radiowy, strony internetowe http://www.probe.org/”>www.probe.org oraz ProbeCenter na Uniwersytecie Teksas w Austin.

Dalsze informacje na temat materiałów dostępnych w Probe i służby można zdobyć kontaktując się z nami:


Probe Ministries

1900 Firman Drive, Suite 100
Richardson, TX 75081
(972) 480-0240 FAX (972) 644-9664

info@probe.org

www.probe.org



http://www.probe.org/support/copyrght.html”>Copyright Information

style=”font-family: Arial;”>

раскрутка

Fajne chrześcijaństwo – Rozdział 4

Światowość jest grzechem zgody na to, aby czyjeś pragnienia, ambicje czy sposób życia były kształtowane zgodnie ze światowymi wartościami.

W SWIECIE LECZ NIE ZE SWIATA.

 

 

W swej książce “Zawstydzeni Ewangelią” John Mac Arthur pisze:

„Światowość nawet nie jest wymieniana dziś, a jeszcze mniej rozpoznawana, czym tak naprawdę jest. Sam „świat” zaczyna brzmieć atrakcyjnie. Światowość jest grzechem zgody na to, aby czyjeś pragnienia, ambicje czy sposób życia były kształtowane zgodnie ze światowymi wartościami. „Wszystko, co jest ze świata, pożądliwość ciała, oczu i pycha życia, nie są z Ojca lecz ze świata. A świat przemija wraz z pożądliwością jego; ….(1 J2:16,17)…

A jednak mamy dziś nadzwyczajne przedstawienia kościelnych programów przeznaczonych właśnie do tego, aby zatroszczyć się o cielesne pragnienia, zmysłowe apetyty i ludzką pychę – „pożądliwość ciała, oczu i pychę życia”.

Godne uwagi jest to, że dziś jest wielu młodych wierzących, którzy przyswoili sobie etos „fajnego chrześcijaństwa” noszą krzykliwą światowość niemal jak znak honoru – oglaszajacą:  

Ej, my chrześcijanie nie jesteśmy nudziarzami. Jesteśmy modni, jesteśmy fajni – „cool”.

Wierzą szczerze, że reprezentując go w taki sposób i podążając stale za pragnieniem noszenia najnowszej mody czy alternatywnych ubiorów jakie panują wśród młodzieżowych kręgów, robią Bogu przysługę. Czują, że ich światowy obraz jest żywotną częścią ich chrześcijaństwa i że mówi to wiele o nich, jako o ludziach i chrześcijanach. Tak, mają rację – mówi lecz być może niedokładnie to, co zamierzali.

Porozmawiajmy więc nieco więcej o grzechu „światowości ”. Jak już wcześniej powiedziałem, jednym z najważniejszych (choć mało uświadomionych) podejść do całego tego „fajnego” chrześcijaństwa jest ogromy wpływ jaki ma ono na samą Ewangelię, którą głosimy. Bardzo trudno jest być „cool” i równocześnie demaskować grzech jako zło czy uwydatniać świętość, sprawiedliwość i „branie krzyża” czy potępiać pożądliwość cielesną czy materialną bądź szukanie przyjemności.

W rzeczywistości kształtując „fajne” chrześcijaństwo, musimy stworzyć całkiem nowego „Jezusa”, który będzie pasował do naszego nowego obrazu, ponieważ w dzisiejszym świecie nie jest „cool” bezkompromisowość wobec grzechu czy wzywanie ludzi do pokuty. „Cool” jest synonimem mówiącym, że ktoś jest ukształtowany na wzór tego świata i według ducha tego wieku. Nie możesz być cool” jeśli nie dostosujesz się do tego, czego oczekuje od ciebie świat, a to wpływa na absolutnie wszystko (jak mówisz, jak chodzisz, jakie ubrania nosisz, jakiej muzyki słuchasz i ewentualnie jak myślisz). A jedno, co jest całkowicie pewne jeśli chodzi o bycie „cool” – to powoduje, że jest BARDZO, BARDZO TRUDNO głosić przeciwko światowości i próżności ( ponieważ jest to własnie częścią i samą istotą bycia „cool”).

Mówiąc bez ogródek, bycie „cool” jest zdecydowanie przeciwne samemu duchowi prawdziwej Ewangelii i każdemu uczuciu wyrażanemu w całej Biblii. Bycie „cool” jest subtelną pychą. „Cool” to jawna światowość. Czy Bóg jest cool? Nie! On nie może być kształtowany według popularnych (frywolnych i pysznych) oczekiwań światowego człowieka. Światowość jest wszechstronnie potępiana w całym Nowym Testamencie.

Sądzę, że wielu młodych, współczesnych chrześcijan byłoby zszokowanych wiedząc, co Biblia ma do powiedzenia na temat poddawania się kształtowaniu przez świat.

Mówiąc o prawdziwych chrześcijanach Jezus powiedział: „Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego świat was nienawidzi” (J. 15:19).

Stwierdził również: „Wy jesteście solą ziemi; jeśli sól zwietrzeje czymże ją nasolą? Na nic więcej się już nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze (Mat. 5:13-14). Zwróć uwagę na to, że Jezus powiedział: „jeśli sól straci swój smak”. Dokładnie to dzieje się gdy chrześcijanie nie korzystają już więcej z wpływu jaki ma PRAWDA, lecz raczej poddają się kształtowaniu przez świat wokół nich. „Sól” zatem stała się bezużyteczna zarówno dla Boga jak i ludzi.

Ap. Jan napisał takie ostra słowa: „Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 Jn 2:15). Podobne zdanie miał Ap.Jakub (Jk 4,4): „Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga”. Nie sądzę, aby Pismo mogło być bardziej wyraźne w tej sprawie, a Ty? Pozwólcie, że będę bardzo jednoznaczny tutaj: całe to „fajne chrześcijaństwo” jest całkowitym zaprzeczeniem prawdziwej Ewangelii. Jak już widzieliśmy, prawdziwe posłanie Ewangelii zawiera: „umrzyj dla siebie, weź swój krzyż i idź za Jezusem”, lecz ta nowa ewangelia, która jest „cool” w zasadzie mówi: „dogadzaj sobie, ciesz się wszystkim, wyglądaj fajnie, bądź fajny (cielesna pycha ludzka we wszystkim to chwała typu „patrzcie na mnie”) i przy okazji miejcie również Boga”. Prawdziwy krzyż Jezusa mówi o śmierci dla siebie, śmierci dla szumu wokół nas, śmierci pychy i „światowego cool”, śmierci dla umiłowania przyjemności bardziej niż Boga. To właśnie dlatego prawdziwe posłanie Ewangelii i prawdziwe posłanie krzyża były zawsze „głupstwem” dla cielesnego człowieka. Mówią one o czymś PRZECIWNYM niż światowości – w rzeczywistości mówią o ŚMIERCI dla świata! Czy różnica jest bardzo wyraźna? („Cool” jest przede wszystkim, inną nazwą „pychy”).

Mówiąc to wszystko, chcę wyjaśnić, że nie zostaliśmy powołani przez Boga  do „oddzielenia” się od tego świata. Tutaj problemem jest DOSTOSOWANIE SIĘ do wzorców i postaw świata. Sam Jezus jadał z grzesznikami, żył i poruszał się wśród zwykłych ludzi tamtych dni, lecz nigdy nie dostosował się do ducha wieku, w którym żył.  Prawdziwie „BYŁ NA ŚWIECIE, LECZ NIE ZE ŚWIATA!”. Był w samym środku tego wszystkiego, lecz nie był tego samego ducha. W rzeczywistości On rzucał duchowi tego wieku wyzwanie i wzywa nas do tego samego w naszych czasach. Lecz czy to oznacza, że wszyscy mamy ubierać się i zachowywać jak „równo zasznurowany” dziwak? Wcale nie! Lecz znajdźmy tutaj jakąś równowagę. Zapomnijmy o tym, aby wyglądać „fajnie” i zamiast tego zacznijmy się koncentrować na prawdziwym chodzeniu w Chrystusowym duchu. Bycie fajnym jest bardzo, bardzo świadomą i zamierzoną decyzją, wymaga włożenia pewnej energii i podjęcia wysiłków (przeważnie zmarnowanych). Zatem zapomnijmy o tym, aby być „cool” i zacznijmy zamiast tego szukać „głębokiego chodzenia z Bogiem”. Nasze ubrania mogą być w pewnym stopniu symbolem tego kim jesteśmy, lecz zacznijmy bardziej skupiać się na Bożych sprawach niż światowych.

Mówiliśmy wcześniej o błędzie, który obecnie zalewa kościół w imieniu „odpowiedniości” (tj. usiłowania uczynienia naszego chrześcijaństwa „odpowiednim” dla ludzi z poza kościoła czy też dopasowania chrześcijaństwa do świata). Faktem jest, że ja sam jestem gorącym zwolennikiem „dopasowania”, lecz musi to być dopasowanie, które GŁOSI ORYGINALNĄ EWANGELIĘ Z JEJ ORYGINALNYM BEZKOMPROMISOWYM PRZESŁANIEM, przy użyciu nowoczesnych środków. Innymi słowy Ewangelia musi pozostać skupiona na krzyżu; równie przekonująca i radykalna w swych wymaganiach jak to było na początku, lecz środki wykorzystywane do przekazu mogą się zmienić (choć nigdy na rzecz bycia „cool”). Wierzę, że Bóg może w potężny sposób używać muzyki, video i każdej formy przekazu (nawet świeckiej telewizji) do zdobywania „zgubionych”, jeśli będziemy współpracować z Nim, aby robić to w zalecany przez Niego sposób. Nie odrzucam również pewnej odrobiny bycia „wszystkim dla wszystkich” ( w końcu Jezus przyszedł jako ubogi głosząc ubogim). Jeśli jednak naszą motywacją do robienia tego jest, aby okazać się „cool” czy stać się kimś w rodzaju modniś/alternatywny, czy pojawić się jako brygada pn.: „Bóg jest wesoły”, to wierzę, że zaszliśmy zbyt daleko i nasze skłanianie się przed duchem tego świata znacznie zniekształci przesłanie, które niesiemy.

Mam nadzieje, że rozumiesz to, że ja nie jestem za jakiegoś rodzaju prostym, klasztorny, pozbawionym radości chrześcijaństwem czy też do powrotu do dni konformistycznego konserwatyzmu w kościele.

To, za czym obstaję to żywe, ogniste zespoły PRAWDZIWEJ NOWOTESTAMENTOWEJ WIARY – unowocześnione stosownie do XXI wieku, lecz pełne istoty wszystkiego, co sprawiało, że pierwszy kościół był tym, czym był. Wydaje się, że jedynym sposobem w jaki wpłyniemy na obecne pokolenia to: życiodajna moc krzyża Jezusa Chrystusa.

Wierzę w chrześcijaństwo, które jest naprawdę „uwalniające” a jednak całkowicie skromne, praktyczne (a nie „ciuchowo-fajne” czy „imprezowo- zabawne”).

To zdeterminowana, żelazna wiara – prawdziwie „na świecie, lecz nie ze świata” – zdobywająca ludzi na ulicach i niesamowicie uwielbiająca Boga.

Prawdopodobnie obecnie, bardziej niż kiedykolwiek w historii, występuje ogromna potrzeba poszukującego, przekonującego do ‘pokuty’ kaznodziejstwa w naszych kościołach. Letni kościół dramatycznie potrzebuje czegoś dobrego – kaznodziejstwa w starym stylu na temat „grzechu, sprawiedliwości i sądu” (J 16:8). Nie wierzę w to, że Bóg chce mieszkać razem z kościołem pełnym kompromisu i umiłowania dla przyjemności. Wyraźnie widać, że dzisiejsi chrześcijanie powinni trwać na kolanach, błagając Boga o przebaczenie, a nie imprezować na wolności.

Podsumowując ten rozdział, chciałbym przyjrzeć się prostemu pytaniu, którego jeszcze nie przeanalizowaliśmy dogłębnie: Skąd dokładnie pochodzi koncepcja, że chrześcijaństwo powinno być sprzedawane jako „radosna” zabawa, a Bóg przedstawiany jako „fajny szef”? Co takiego wydarzyło się w ciągu ostatnich dwudziestu lat, że tak wielu młodzieżowych liderów zawstydziło się prawdziwą, nawołującą do pokuty z grzechów, historyczną Ewangelią? (A w wielu przypadkach słowo „zawstydzenie” nie jest przesadne). Z mojego punktu widzenia jest faktem, że diabeł i świat, potyczka za potyczką „okładał” kościół przez ostatnie 30 lat . (z kilku krótkimi akcjami wstępnymi, takimi jak ruch „Jezus” na początku lat ’70-tych).

Wpływy kościoła na dzisiejszy świat zachodni jest tylko częścią tego, co było na początku lat ’60-tych i wcześniej (choć należy wspomnieć, że Zachodnie społeczeństwo jak i kościół tego okresu były przeważnie konserwatywne) i ciągle spadają. Jest to jeden z głównych faktów, który dostrzegamy wśród dzisiejszej młodzieży. Tak długo przegrywaliśmy, że podświadome podejście może mówić nam: „jeśli nie możesz wroga pokonać to przyłącz się do niego”. Innymi słowy, więcej możesz zyskać odrzucając twoje historyczne posłanie (choć udowodnione i pełne mocy) i stać się jak świat (a nawet jeszcze „fajniejszy” – jeśli to możliwe) i w ten sposób przyciągać wielu. Nie wiem czy kiedykolwiek słyszałem bardziej samo-destrukcyjne podejście.

Dla mnie wydaje się bardzo widoczne to, że kościół przejmował coraz więcej i więcej światowych wartości, etosu i metodologii przez ostatnie dwadzieścia lat, aż do takiego stanu, że płycizna i pobłażanie samemu sobie osiągnęły rozmiary epidemii w wielu aspektach życia kościoła. Wynaleźliśmy na własny użytek bezpieczne, wygodne i poręczne chrześcijaństwo, które niemal w niczym nie przypomina odważnej, pełnej poświęcenia siebie wiary Nowego Testamentu. Rzeczywiście staliśmy się obrazem kościoła laodycejskiego, który tak zdecydowanie został zgromiony przez Jezusa w Objawieniu Jana; kościoła, który został przez Pana opisany jako „pożałowania godzien nędzarz, biedak, goły i ślepy” (3:17). Chory, egoistyczny i letni kościele – czy nie obchodzi cię to, że Bóg obiecał „wypluć” cię ze Swoich ust?

Kompromis, łatwizna i apatia są teraz na porządku dziennym w wielu dziedzinach chrześcijaństwa. (pomijając „pozytywne” rozmowy o tym, jak cudowne i „błogosławione” jest wszystko w naszych kościołach). W rzeczywistości należało by powiedzieć, że nasza „ewangelia” często wydaje się bardziej przypominać jedną z tych telewizyjnych maszyn reklamowych (wszyscy uśmiechnięci wśród błyskotliwych rozmów), niż historyczne posłanie o pokucie i wierze. Lecz kogo jeszcze obchodzi PRAWDA, skoro tylko zyskujemy FREKWENCJĘ – prawda??

Jak John MacArthur elokwentnie stwierdza, wydaje się, że „burleska szybko staje się liturgią w pragmatycznym kościele”. Z pewnością wiemy jak zrobić w tych czasach dobry „show” dla siebie, czyż nie? I wielu z nas jest widocznie zadowolonych po prostu z siedzenia i zabawiania się na śmierć.

Jestem zdecydowanie przekonany, że jeśli nie wydarzy się coś drastycznego, przyszłość prawdziwego, szczerego chrześcijaństwa jest w wielkim niebezpieczeństwie, nawet w okresie najbliższych 30 lat. Sprawy zaszły znacznie dalej (a raczej niżej) niż większość chrześcijan zdaje sobie sprawę. Istotne, przenikające podstawowe prawdy Ewangelii są obecnie nieustannie niszczone i pozbawiane ważności przez chrześcijaństwo, które staje się z roku na rok coraz bardziej i bardziej cielesne. i dopóki nasze uszy są łechtane, wydaje się, że wielu z nas nie chce o tym wiedzieć. Przyjaciele, kiedy słudzy Boży powstaną i zawołają: 

DOSYC!раскрутка

Pomocy! Nasz syn jest gejem!

Droga Sue,

Jestem ojcem i mam wielki ciężar w sercu…
nasz syn żyje w homoseksualizmie. Jest już blisko 40-tki. Wiedzieliśmy o tym i żyliśmy z tymod ponad 10 lat. Początkowo byliśmy zrujnowani.  Został wychowany w chrześcijańskim domu i dokonał wyznania wiary jako nastolatek, lecz po skończeniu szkoły przeprowadził się do _____ do pracy.

Początkowo szukał porady, lecz zjakiegoś powodu nie znalazł tego, co mu był o potrzebne i zaczął odchodzić od kościoła i Pana. Przezkilka następnych lat, jako rodzicie, usiłowaliśmy sugerować mu i  komentować, aby zachęcić go do poszukania profesjonalnej pomocy i ponownego zaufania Panu.
Był bardzo dotknięty wszelkimi komentarzami dotyczącymi religii i jego stylu życia. Więc, aby nie odsuwał się od nas, odpoczęliśmy w modlitwie, aby Duch Święty odnowił i odmienił go i aby łuski, które nałożył mu na oczy Szatan zostały usunięte.

Oczywiście podejmowaliśmy dodatkowe wysiłki, aby dać mu do zrozumienia, że go bardzo kochamy. Obecnie planuje przeprowadzić się do innej części kraju i wiemy, że gdy będzie tak daleko nasza komunikacja będzie znacznie utrudniona. A teraz moje pytanie…

W jaki sposób mam do niego ponownie podejść po tych wszystkich latach, aby ponownie nie wybudować ściany urazy? Jak i co możesz nam polecić, co byłoby pozytywnym podejściem skoro jest już dorosłym mężczyzną i nie wygląda na to, że chciałby coś zmienić czy szukać Pana do pomocy w takiej zmianie.

Sue, mam wiarę i jestem wierny w moim życiu modlitewnym za niego i wiem, że skoro oddał swoje życie Panu i był zbawiony to Pan trzyma go, pomimo że nie trzyma się Pana teraz.

W oczekiwaniu na odpowiedź…

_________________________________________________________________

Jest mi bardzo przykro z powodu złamania serca, które przeżywasz. Jestem pewna, że zdajesz sobie sprawę z tego, że jest ono pomnożone wielokrotnie w bolejącym nad nim sercu Ojca.

Miałabym kilka sugestii.

Po pierwsze, zdobądź znakomitą książkę „Someone I Love is Gey” napisaną przez Anitę Worthern i Boba Davisa. To jest dla ciebie.

Po drugi, trwaj w modlitwie. Jest to najskuteczniejsza rzecz jaką możesz robić a Pan honoruje to. Osobiście słyszałam, kilka świadectw tych, którzy porzucili ten styl życie, którzy mówią, że ich rodzice kochali ich i nie przestali się modlić i to dlatego zostawili „to życie”.

Po trzecie, sugeruje, abyś coś mu powiedział, bardzo prostego, bez emocji, co musisz mu powiedzieć tylko jeden raz:

– Synu, po prostu chcę, abyś wiedział, że jeśli dotrzesz do takiego miejsca, że życie nie będzie miało sensu dla ciebie to ja wiem, gdzie znaleźć źródło pomocy i będę gotowy, aby przejść to z tobą.

Po czym zostawiasz już inicjatywę w jego rękach.
Obiecuję, że tego nigdy nie zapomni, lecz zajmie mu pewien czas, aby przejść przez odrzucenie i duchowe zwiedzenie, które jest częścią tej postawy „Gej jest OK.”

W między czasie przejdź na strony Exodus ( http://www.exodus-northamerica.org/”>http://www.exodus-northamerica.org)i zapisz się na subskrypcję ich miesięcznika, który będzie zachęceniem dla ciebie i wiele się z niego dowiesz. Gdy twój syn dotrze do miejsca, że powie:

W porządku tato, jakie jest wyjście?

To dasz mu książkę Johna i Anny Paulk „Love Won Out”. Jest to historia o tym, jak oboje porzucili gejowski styl życia.

(Po przeczytaniu tej książki polecałabym „Coming out of Homoseksuality” Bob’a Davisa i Lori Rentzel).

Mam nadzieję, że to pomoże.

Sue

продвижение

Pomocy! Jestem gejem chrześcijaninem!

Pomocy!

Dziękuję za chęć udzielenia mi pomocy. Oto w czym rzecz:

Mam 18 lat i od pewnego czasu wiem, że jestem gejem. Ups.
GEJEM!!!! Lecz jestem też chrześcijaninem, a te dwie rzeczy nie mogą iść ze sobą w parze. Nie mam przyjaciela, a nie nic w tym rodzaju. Problem polega
na tym, że nie wiem, czy powinienem przyjąć swoją naturę i próbować być równocześnie chrześcijaninem oddanym innym i Bogu, któremu spodobało się lubić ludzi, czy walczyć z moją naturą i pozostać samotnym na całe moje życie.

Jaka jest wasza opinia na temat gejów?

Co myślicie?
________________________________________________________

1.Świat powie ci, że masz do wyboru dwie drogi:
przyjąć to, że jesteś gejem i znaleźć sposób na to, aby być chrześcijańskim gejem, pomimo że biblia mówi, aby tego nie robić, lub pozostać samotnym na zawsze.
Sugerowałabym, że jedno i drugie jest kłamstwem.

Nie możesz wielbić Boga wśród homoseksualnych relacji a w szczególności seksualnych. Seks został stworzony (wśród innych przyczyn) po to, aby pokazać nam czym jest „jedność w różnorodności”, abyśmy mogli zobaczyć fizyczną demonstrację jedności Chrystusa i kościoła. Tak jak Jezus różni się od nas (kościoła) Jego oblubienicy, a jednak tych dwoje stanie się jednym, a czczący Boga seks może mieć miejsce wyłącznie między dwoma bardzo różnymi (tj. mężczyzną i kobietą) ludźmi, którzy stają się jedno. Sama biologia seksu pokazuje, nam, że seks był zamierzony jako heteroseksualny.


2. Jeśli Bożym zamiarem dla Jego stworzenia był święty heteroseksualizm, to my wszyscy mamy potrzebne do tego zdolności. To właśnie dlatego mamy służby usługujące tym, którzy mają pociąg do tej samej płci.
Pokazują one tym ludziom, jak wyjść z tego, co wydaje im się normalne, a nie jest i wejść w pociąg heteroseksualny. Nie jest to proces szybki, ani łatwy, lecz JEST do zrobienia. Chodzi o znalezienie sposobów na zdrowe, nie-seksualne odnoszenie się do innych mężczyzn i robienie tego w mocy Ducha Świętego, której nam z radością udziela, gdy mieszkamy w Chrystusie (To jest klucz, lecz łatwiej o tym mówić, niż wykonywać w każdej chwili życia. Niemniej jednak, w taki sposób inni wyszli ze zmagań stając się zwycięzcami.)

Istnieje w internecie Gay Change Ring (Krąg Przemiany Gejów), gdzie możesz przeczytać różne historie i otrzymać pomoc, wraz z przesyłanymi e-mailem przesłaniami zachęty. Oto dobre miejsce, gdzie można wpaść: „Living Hope” (Żywa Nadziej). Jest tam wiele linków do różnych stron, jak i różnych for, gdzie znajdziesz ludzi, z którymi możesz porozmawiać.

http://www.livehope.org – tłumaczenia na www.poznajpana.org (homoseksualizm)

Strona z ogromną ilością historii, które zachęca ciebie to Stonewall Revisited: http://www.stonewallrevisited.com

Ostatecznie: JEST NADZIEJA. Nie musisz żyć z fałszywym wyborem między oddzieleniem od Boga z powodu twojej seksualności, lub pozostaniem w samotności.

3. Jeśli chodzi moją opinię na temat gejów to wiem, że Bóg ogromnie kocha gejów, zatem kim ja jestem, aby się z nim miała spierać.

J Bóg jest  zasmucony, gdy mężczyzna jest pociągany do mężczyzny i kobieta do kobiety, ponieważ oznacza, że coś, gdzieś poszło źle, cokolwiek by to nie było czy to w sferze biologii czy psychologii.
Lecz to nie czyni z człowieka ZŁEGO!! Myślę, że powodem dla którego geje tak bardzo cierpią nie jest to, że świat ich nienawidzi i cierpi na homo fobię, co jest politycznie poprawnym wyjaśnieniem w dzisiejszych czasach, lecz dlatego, że coś poszło źle i bolesne jest nie móc się właściwie i zdrowo odnosić do ludzi przeciwnej płci. Bóg dysponuje mocą, aby nam pomagać w takich problemach nawet jeśli nie jest łatwe – żadną MIARĄ – zmienić to.

4. W końcu. Seksualność niektórych ludzi jest płynna do wieku około 20 lat, zmienia się. Napływ hormonów może stworzyć pewne alarmujące i niepokojące uczucia i niekonieczni musi to znaczyć, że ktoś jest przyłączany do gejów. Jest to dobry powód do popracowania nad nim, całkowicie oddalony od moralnego problemu seksualnego udzielania się poza małżeństwem.

Sue Bohlin

Probe Ministries

продвижение сайта по низкочастотным