Codzienne rozważania_16.12.2017

Jon 1:12
WTEDY RZEKŁ DO NICH: WEŹCIE MNIE I WRZUĆCIE DO MORZA, A MORZE USPOKOI SIĘ I ZANIECHA WAS, BO WIEM, ŻE Z POWODU MNIE ZASKOCZYŁA WAS TA WIELKA BURZA.

Jonasz nie był dopiero co nawróconym. Był wierzącym, który popełnił odstępstwo. Nie był ignorantem w sprawach Pańskich. Ale jak wszyscy chrześcijanie, nawet teologowie, którzy oddalają się od Pana i są z jego łaski przyprowadzani z powrotem, musiał przejść przez pewne etapy, które każdemu uświadomiłyby Bożą prawdę na temat jego grzesznej natury. Jonasz uznał sprawiedliwość gniewu Bożego i przyznał się do winy. „Wiem, że z powodu mnie zaskoczyła was ta wielka burza„. To było coś więcej jak przyznanie się do błędu. To wyznanie, że Jonasz stał się wstrętny Panu. Cała uwaga skupiona była na urażonym Bogu. Jonasz przyznał, że Bóg miał prawo postąpić z w sposób, w jaki to zrobił, bez względu na to, jak trudno byłoby mu to znieść. Jonasz potępił samego siebie w obliczu sprawiedliwego potępienia jego buntu przez Boga. To stanowi sedno prawdziwej pokuty i znacznie różni się od wyznania grzechów. Bez sprzeciwu zaakceptował konsekwencje swoich działań. „Weźcie mnie i wrzućcie do morza„. Jonasz mógł przemawiać w sposób proroczy po tym, jak Pan objawił mu, jaka ma go spotkać kara. Z pewnością celem Boga było pokazać Jonaszowi, żeglarzom i światu, że zapłatą za grzech jest śmierć. I Jonasz przyjął wyrok Pana. Nie była to samobójcza próba ucieczki z trudnej sytuacji ani heroiczne poświęcenie się dla ocalenia żeglarzy – jak gdyby śmierć Jonasza mogła odkupić czyjeś grzechy – ale raczej zaakceptowanie Bożego sądu, jakim był wyrok śmierci. Jonasz nie targuje się z Bogiem. Jeżeli myślimy, że przyszłe posłuszeństwo zjedna nam Boga, podczas gdy przeszłość i teraźniejszość świadczą o świadomym nieposłuszeństwie, to tak naprawdę nie uświadomiliśmy sobie grzeszności naszego grzechu, nie zaakceptowaliśmy w pełni tego, że zasługujemy na sprawiedliwy gniew Boży i nie zrozumieliśmy jeszcze rozmiarów naszej deprawacji. Nie przyznaliśmy się, że wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona i nie można zasłużyć na łaskę Bożą ani teraz ani w przyszłości. Jonasz zaakceptował to w swoim sercu. Mógł szczerze powiedzieć za Dawidem „Oto jestem, niech mi uczyni, co mu się podoba” (2 Sam 15:26). To jest prawdziwe poddanie się Panu. Jonasz spodziewał się, że Bóg okaże łaskę żeglarzom i powiedział „Weźcie mnie i wrzućcie do morza, a morze uspokoi się i zaniecha was„. Jonasz nie liczył na łaskę dla siebie ale wierzył w Boga pełnego łaski. Bez wątpienia przemawiał w duchu proroczym i został zapewniony przez Pana, że burza ucichnie. Jonasz uznawał majestat, potęgę i miłosierdzie swego Boga. Ten, który swoimi rumakami tratuje morze i potrafi potrafi uspokoić fale morskie, może także szybko uciszyć burzę. Tak też się stało, gdy Jonasz znalazł się za butą a morze przestało się burzyć.
Życzę błogosławionego dnia.

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.