Kiedy wzrasta Królestwo? Niech wiatr wieje!

crosby2Stephen Crosby

W 3 rozdziale Ewangelii Jana Jezus porównuje do wiatru narodzenie z Ducha, które jest konieczne do tego, aby oglądać królestwo. Metafora wiążąca ducha z wiatrem była dobrze znana słuchaczom. Jezus w odpowiedzi na pytanie Nikodema o życie wieczne powiązał ją z Królestwem Bożym.

Metafora nie poddaje wiatru ludzkim analizom, skutki jego działania są rozpoznawalne, lecz nie można ich kontrolować. Natchnieni Duchem synowie i córki królestwa nie są rozpoznawani na podstawie metryki, ludzkich obserwacji, ocen, lecz ich wpływ może być widoczny. Jakaż to zagadka dla naturalnego człowieka! Nie dziwmy się temu zmieszanemu i urażonemu Nikodemowi. Taki sam ma to wpływ i na nas dzisiaj!

Obecnie bardzo dużo mówi się o królestwie; o życiu w królestwie, o realizowaniu królestwa, o panowaniu królestwa, o finansach królestwa, mamy strategie królestwa, konferencje królestwa, znaki i cuda królestwa; królestwo to, królestwo tamto. W zależności od tego, kto do jakiej grupy zainteresowań należy, przykłada się różne miary do zdefiniowania tego czym jest „bycie królestwem”.

Można umieć zdefiniować „królestwo”, nauczać go, wyjaśniać, ekscytować tłumy nim, posiadać strategie królestwa do zdobycia naszych miast i tak dalej. Niemniej, dopóki z tym, jak ten wiatr wieje i jakie jego działanie przynosi owoce, wiążą się jakieś nasze parafialne interesy, nigdy nie zobaczymy królestwa.

Chcemy kontrolować Wiatr: lepsze metody, więcej technik, więcej duchowej władzy, więcej „poruszeń Ducha”, lepsze nauczanie, silniejsza jedność, więcej przebudzenia, więcej znaków i cudów, jeśli tylko uda się ______, wtedy, ożesz,.. będzie wspaniale. (Ach, a niejako skutkiem ubocznym my będziemy wspaniali, też!). Uparcie chcemy kontrolować i zarządzać Wiatrem w taki sposób, abyśmy wiedzieli, jaki będzie skutek. Mówiąc dokładniej, chcemy być Panem.

„Kontrola’ to nieczyste słowo, nikt z nas nie uważa siebie za kogoś kontrolującego (Tak jak brzydki oddech i smród ciała, tak też „kontrola” jest zawsze problemem „innych”!) Jeśli nie kontrola to co powiedzielibyśmy na ego, reputację, sławę… własność… posiadacza biznesu? „To jest moje, nie twoje?” „Moje, nie twoje” jest całkowicie przeciwne rzeczywistości królestwa Wiatru-Ducha! Królestwo ma jednego właściciela i nie jest nim nikt z nas!

Nie ma żadnego znaczenia jak jesteś namaszczony, obdarowany, skuteczny, jak wielu masz „duchowych synów”, jak dobrze nauczasz, jak wielki masz kościół, jak głębokie „objawienie”, jak wielka jest „wizja królestwa” i jak dobrze jest administracyjnie zorganizowane i stosowane. Jezus powiedział, że królestwo jest aktualną rzeczywistości dla tych, którzy są ubogiego ducha (Mt 5:3), nie dla najbardziej obdarowanych, namaszczony, najlepszych organizatorów! Jeśli przejawiają się różnego rodzaje interesy własne, nie jest to królestwa Jezusa.

Królestwo Jezusa opiera się na dużej ilości przynoszonego owocu, który przynosi chwałę Jego Ojcu, a nie na „sukcesach” takich, jak je kulturowo rozumiemy. Owocność to rolnicza metafora, która ma swój sens: nie możemy przynosić owoców bez tego, co niszcz i co jest poza naszym zasięgiem; nawóz, światło słoneczne, opady deszczu. To, czego potrzeba, aby przynosić duże owoce królestwa, jest całkowicie poza naszą kontrolą; to irytujące… krzyżujące!

Z drugiej strony, sukces/powodzenie można osiągnąć przy pomocy ciężkiej pracy, dyscypliny, oddania, osobowości, obdarowania, determinacji, dobrego zarządzania i tak dalej. Żeby odnieść „sukces” nie potrzebujemy Wiatru, a równocześnie, nie możemy przynosić owocu bez Wiatru, ponieważ to wiatr daje to, co jedynie przynosi owoce królestwa: śmierć i zmartwychwstanie.

Królestwo Boże wzrasta wyłącznie przez śmierć i zmartwychwstanie (Jn 12). „Wzrost służby” może następować dzięki stosowaniu zasad powodzenia. Te dwie rzeczy są niekompatybilne, wzajemnie wykluczające się.

Wiatr rozprasza ziarno. My nie możemy zbierać ziarna (ludzkich zasobów, kapitału królestwa, synów królestwa) po to, aby osiągnąć jak się nam wydaje właściwy i wymierny wynik korzystny dla nas: „budowanie naszej służby”. Takie coś nazywam „kolekcjonowaniem dusz”. Gdy to zjawisko osiągnie swój pełny cielesny rozkwit może osiągnąć okultystyczne proporcje, a wokół pozornego „przebudzenia” może zebrać się całkiem ciemny gatunek.

Oczywiście, zapewniamy siebie samych, że „to wszystko jest dla Jezusa”… nie tak naprawdę. Skąd wiem o tym? Poznaje się po tym, jak bardzo bywam oburzony, urażony i zraniony, gdy ktoś, kogo nie akceptuję, korzysta z mojej pracy, gdy ktoś zbiera to, co my zasialiśmy. „To nie w porządku!” Tak, masz rację, to nie jest w porządku, jeśli jednak jesteś z Wiatrem, to nie będzie się to dla ciebie liczyło.

Jezus mówił wyraźnie, że do niego należy nasienie królestwa (Mt 13:38). Wiatr sieje Jego ziarnem po świecie tam, gdzie On zechce. Ziarno nie dyktuje warunków transportu, zasiewu, wzrostu i żniwa. Może to być dręczące. My chcemy wymiernych wyników, które są korzystne . . . dla nas! My chcemy kontrolować zarówno proces jak i wynik, my chcemy być Panem.

Jego Królestwo nie działa w taki sposób

Ty i ja jesteśmy paliwem ognia Mistrza, a On może nas pochłonąć w taki sposób jak Jemu pasuje, ponieważ jest naszym właścicielem. To właśnie oznacza, że „Jezus jest Panem”. Jego plany mogą powiększać odrobiny naszego osobistego błogosławieństwa w tym sensie, który ludzie nazywają „sukcesem”, albo nie powiększać. Jeśli należysz do Wiatru, nie będzie się to dla ciebie liczyło.

Jezus nie tylko jest Twórcą tego nasienia, jak też Gospodarzem, który jest zasiewa, lecz jest również PANEM żniwa! To On decyduje o tym, kiedy, gdzie, jak i do jakiego stopnia Jego zasiew w nas zwróci Jego inwestycję. Oczywiście możemy planować, wprowadzać strategie i zarządzać wszystkim, czymkolwiek chcemy, ale prawdopodobnie będziemy odchodzili coraz dalej i dalej od oglądania Jego Królestwa.

Nawet w naszych królewskich relacjach ze sobą nawzajem, bez względu na to jak wspaniałych, możemy być „przeciw Wiatrowi”! Chcemy chronić/sterować osobistymi relacjami, aby zachować osobiste korzyści, często w bardzo dziecinny sposób: „Jeśli nie będziesz chodził na te same spotkania, co ja, nie będziesz cenił tego samego, co ja, nie możemy iść razem”. „Jeśli nie będziesz zawsze uczestniczył w naszej grupie organicznej, na zawsze, nie należysz do nas” itd. Można tak bardzo zaangażować się emocjonalnie w życiu innych, że kończy się to nawet nieświadomym emocjonalnym wymuszaniem! Jesteśmy w stanie traktować siebie nawzajem jak sprzęty, które są potrzebne do zaspokojenia naszych własnych, duszewnych potrzeb czy do uzyskania prestiżu w religijnym systemie.

Każda cecha ma swoją drugą stronę. Często, gdy Duch Boży robi jakąś wspaniałą pracę łączenia ludzkich serc w miłości, może wkraść się emocjonalno-duchowa „zaborczość”. Miłość w naszych relacjach musi być pozbawiona egoistycznych, parafialnych, interesów. Należymy do siebie nawzajem w Duchu, w naszej jedności i w miłości Chrystusa, a nie na odwrót.

Miłość wypływająca z serca królestwa ma dwoje drzwi i mnóstwo okien! Te okna mają wpuszczać niebiańskie światło, jedne drzwi służą łatwemu dostępowi, drugie łatwemu wyjściu! Wtedy wiatr może wiać z łatwością.

Ludzie powinni mieć łatwy dostęp do naszych serc, znaleźć tutaj miejsce i miłość, a następnie „opuścić je” z łatwością – jeśli Wiatr zawieje! Opuścić nie znaczy w tym przypadku straty więzi miłości i uczucia, lecz stratę poczucia własności i egoistycznych, parafialnych interesów. Nasze uczucie może trwać wiecznie, lecz nie należymy do siebie nawzajem na zasadzie posiadłości. Należymy do Pana i do siebie nawzajem związani miłością. On wprowadza ludzi do naszych serc, mając w tym Swój cel, Swoje powody i Swój czas na to. To On decyduje o stopniu owego „związania”, On decyduje o okresie trwania relacji… On decyduje o wszystkim. On jest Panem relacji.

Pozwólmy wiać wiatrowi. Jeśli mamy oglądać królestwo, musimy na to pozwolić. Co to znaczy pozwolić wiać?

  • Naprawdę pozwalamy Mu być Panem całego naszego życia. Pozwalamy Mu „rozpraszać” i „dysponować” nami jak uważa za dobre.
  • Nasza miłość i służba nie mają żadnych ukrytych motywacji. Nawet jeśli brak korzyści narasta, mimo wszystko cieszymy się.
  • Nie współzawodniczymy o ludzkie zasoby, aby je wykorzystać do napędzania nas i naszych służb. Nic nie jest „moje”… nic!
  • Wszystko czym jesteśmy i co posiadamy naprawdę należy do Pana. Nasze pieniądze, nasze relacje, nasze zalety.
  • Odrzucamy ludzkie sposoby mierzenia powodzenia.

Jest to jedyny sposób na to, aby synowi i córki Boże w wymierny sposób wpłynęli na ten świat.

продвижение сайта

3 comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.