Łamane ślubowanie

Jestem rozwiedziony. Jak alkoholik, który ma odwagę stanąć przed swoją grupą AA i przyznać się do tego, czego raczej wolałby wyrzec się i ukryć, mówię: to ja. Nie jest łatwo pisać te słowa czy nawet przyznawać się do nich przed samym sobą.

Możesz się zastanawiać, dlaczego to takie wielkie. W końcu mnóstwo małżeństw kończy się rozwodem i jest to powszechne wśród ludzi, że mówią w nonszalanckim tonie o swoich ex-mężach i ex-żonach, jakby mówili o kochanym kiedyś wehikule, który zamienili na nowszy model. Nienawidzę tego. Moje widzenie małżeństwa jest trwałe – jeden mąż i jedna kobieta „aż śmierć nas nie rozłączy” (Rzm. 7:2-3). Niemniej, na życiowej drodze nauczyłem się wartościowej lekcji – nie możesz kogoś innego utrzymać w oddaniu ani nie możesz sprawić, aby on/ona robili to co właściwe.
Jednak możesz kontrolować siebie.

To były długie i trudne zmagania; rozwód zawsze był. Został gdzieś określony jako „dar, który jest stale dawany” i każdy znajdujący się na dającym go końcu sędziowskiego młotka wie dokładnie o co mi chodzi. On nigdy tak po prostu „nie odchodzi”.

Powiem wam, że jako kaznodzieja ewangelii miałem takie dni, kiedy wolałbym nie żyć. Były dni, kiedy czułem dodatkowy ciężar, towarzyszący domowi ze szkła, w którym większość stających za kazalnicą jest zmuszonych mieszkać. I były takie dni, że choć wiedziałem o mojej niewinności, zastanawiałem się czy inni mają zaufanie do mojej pracy.
Był to dodany ciężar i z pewnością nie urojony.

Siedemnaście lat po tym fakcie, ciągle trudno to przyznać. Wraz z tymi słowami przychodzi poczucie niepowodzenia i, choć Bóg nie czyni nikogo odpowiedzialnym za grzechu drugiego, czasami ludzie nie są tak miłosierni. Lecz ja nie mogę z tym nic zrobić; ty również nie.

Odnajdowanie wiary

Piszę te trudne słowa w nadziei, że pomogą innym. Rozwód jest w samej rzeczy największą życiową tragedią. Powiedziano, że śmierć jest łatwiejsza niż rozwód i w pewnym sensie tak jest. Żadną miarą nie umniejsza to smutku jaki towarzyszy śmierci, ani nie robimy nikomu przysługi porównując tragedie. Lecz w śmierci, jakkolwiek czcigodna może być, jest jakiś pozór zamknięcia; w rozwodzie ten niewinny żyje w codziennej stypie czyjegoś grzechu, a koniec rzadko nadchodzi.

Debbie Lanphear z Bowling Green, Kentucky, miała rację pisząc: „Rozwód jest jak proces selekcji rannych w wojnie domowej, kiedy odczuwasz odciętą bez znieczulenia kończynę”. Niektórzy z was wiedzą, co ma na myśli.

Dzieci w czasie rozwodu walczą z emocjonalnym bagażem nie dającym się wyrazić słowami – słowami, których ani nie mogą wypowiedzieć, ani zrozumieć. W przypadku śmierci rodzica są one w stanie ostatecznie pojąć to, że mama czy tata nie mieli wyboru; po rozwodzie zawsze zmagają się z tym, ponieważ mam czy tata mieli wybór.

W tym wszystkim istotą jest to, żebyś polegał na swojej wierze. Jeśli twoja wiara liczy się cokolwiek, to teraz musi być warta wszystkiego.
Odpowiedzią nie jest odrzucenie (o tych ludzi martwię się najbardziej). Odpowiedzią nie jest popadanie w pracoholizm, co tylko ukrywa rzeczywisty problem. Ostateczna odpowiedź leży w nierozerwalnej więzi z Żywym Panem.

Poleganie na twojej wierze jest niezbędne nie tylko dla ciebie, lecz także dla twoich dzieci. Małe oczka będą pilnie obserwować. Ważne jest, abyś uczył ich więcej niż o wierze – musisz pokazać im wiarę w codziennym działaniu. Jest to krytycznie ważne, ponieważ składasz depozyt w banku ich pamięci, z którego będą czerpać w późniejszych latach. Któregoś dnia będą przechodzić przez najtrudniejszy czas w życiu i jedną z rzeczy, które umożliwią im przetrwanie będzie pamięć o rodzicu, który stanął naprzeciw życiowego trzęsienia ziemi ze wspaniałą wiarę w moc Boga.

Tak, Bóg może uczynić znacznie więcej niż to, o co prosimy czy o czym myślimy (Ef. 3:20). On uzdolni nas do znalezienia wiary ku wytrwaniu. Trauma rozwodu spowoduje, że albo zgorzkniejesz, albo staniesz się lepszy (ang. gra słów „bitter or better” – przyp.tłym.) – i to twoja chęć zawierzenia takiego ciężaru w ręce Niebios da ci siły nie tylko do przetrwania, lecz również do stania się lepszym.

Ruszaj dalej

Ważne jest, abyś w którymś momencie ruszył do przodu – pomimo, że niektórzy nigdy tego nie robią. Utknęli w czasowej ramie i stale przeżywają te tragiczne wydarzenia. Podobnie jak nie jest zdrowe unikanie naturalnego procesu opłakiwania, tak nie jest zdrowe trwanie w smutku. Tak jak Dawid podniósł się z ziemi, obmył, namaścił, zmienił swoje szaty i poszedł do świątyni Pana, aby mu oddać pokłon... po okresie żalu za swoim synem (II Sam. 12:20) i jak Ezdrasz zachęcał ludzi, aby nie smucili się i zamienili łzy na radość (Neh. 8:11), ważne jest zrobić to samo.

Czy potrzebujesz pomocy, aby ruszyć dalej? Szukaj jej. Z jakichś powodów chrześcijanie obawiają się zwracać do innych. Czy Mądrość Salomona nie mówi o tym, mamy „nabywać mądrości”? Jednym ze źródeł mądrości jest porada ludzi, którzy mogą w obiektywny sposób doradzić w sprawie ludzkich zachowań. Zbyt często, spotykając się z emocjonalną traumą rozwodu, ludzie zwracająsię po pomoc tylko do tych, którzy są emocjonalnie zaangażowani – rodziny i przyjaciół. To błąd. O ile rzeczywiście potrzebujesz pomocy tych ludzi na jednym poziomie to oni mogą nie być tymi, którzy pomogą ruszyć do przodu. Rodzina i przyjaciele mają tendencję do napędzania żalu, a tego nie potrzebujesz. Znajdź kogoś, kto może patrzeć obiektywnie – kto powie ci to, co powinieneś usłyszeć, zamiast tego, co chcesz usłyszeć. Może poszukaj pomocy wykwalifikowanego profesjonalisty, którego poleci ci ktoś zaufany.

Słowo wyjaśnienia: nie było zamiarem, aby cokolwiek co tu napisano stało się bezpiecznym niebem dla poczucia winy. Nie piszę tego z zamiarem powiedzenia: „Wszystko w porządku, wszystko w porządku” (Jer. 8:11 – „Pokój, Pokój”), gdy tak nie jest. Boże Słowo mówi wyraźnie o konsekwencjach małżeńskiej nieczystości (Mat. 5:32). Podobnie jak naturalne prawo funkcjonuje wraz z konsekwencjami, tak jest z Bożym prawem wobec ludzkich zachowań. Jeśli żyjesz w cudzołóstwie, również możesz ruszyć do przodu, lecz wyłącznie wtedy, gdy podejmiesz odpowiednie kroki, aby zerwać z grzechem. Jakkolwiek trudne to może być, jest to jedyny sposób na wolność sumienia, która pozwoli ci na uchwycenie istoty życia – chodzenia z Bogiem ręka w rękę.

Ani przemijające lata, ani publiczna zgoda nie spowodują, że zło obróci się w dobro. Może to po prostu oznaczać, że musisz żyć sam pozbawiony radości ziemskiego, małżeńskiego towarzystwa, lecz robiąc to będziesz miał wewnętrzny pokój, jak nigdy wcześniej. I nie będziesz pierwszym, który żyje w ten sposób. Trudne? Tak.
Niemożliwe, Nie. Jezus powiedział: Jeśli twoja prawa ręka gorszy cię, odetnij ją,… lepiej jest dla ciebie albowiem pożyteczniej będzie dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby miało całe ciało twoje znaleźć się w piekle (Mat. 5:30). Jeśli musisz zerwać relację, która stoi między tobą i życiem wiecznym – bądź odważny i zrób to. Życie jest zbyt krótkie, aby je przeżyć w świetle oglądającego się wstecz winnego sumienia, a wieczność zbyt długa, aby nie znajdować się w obecności Boga i Jego ludzi.

Odzyskiwanie nadziei

Niemniej, dla niewinnych pojawiają się takie czasy pośród sztormu, gdy nie woła się: „Panie, pomóż mi przejść dzisiejszy dzień ,…”, lecz „Panie, pomóż mi przejść tą minutę!”

Moc Boża, wsparcie rodziny i zachęta chrześcijan podniesie cię. Dwa wersy dały mi nadzieję:

Nie smućcie się, wszak radość Pana jest waszą ostoją” (Neh. 8:10b), oraz

wiemy, że Bóg we wszystkim współdziała ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują (Rzm. 8:28). Sama wiedza, że Bóg nie odrzucił mnie dała mi błogosławioną pewność, aby iść dalej.

Nie byłem w stanie zmusić się do głoszenia czy pisania o domu, rodzinie, relacjach i małżeństwie przez wiele lat. Teraz mogę. Otrzymałem błogosławieństwo przemawiania na temat świętości małżeństwa i tragedii rozwodu, i choć to pozostaje bolesne, jestem gotowy do tego, ponieważ przynosi to pomoc innym. Gdy Bóg mówi: Nienawidzę rozwodów (Mal. 2:16), myślę, że to rozumiem. Gdyby tylko pary znały ból serca powodowany przez to, co wydaje się szybkim i prostym rozwiązaniem dla cierpiących domów, przemyślałyby ponownie swoją decyzję.

„Bóg nie może cię używać potężnie, dopóki nie złamie cię całkowicie”. To prawda. To sprawiło, że Haggeusz stał się lepszym kaznodzieją. To uwiarygodniło Piotra do napisana listu nadziei – ponieważ jego słowa wyszły od człowieka, który stracił nadzieję, że ją znajdzie. Nikt nie jest w stanie lepiej pomóc od tego, kto „był tam”. Może ty tam jesteś. Cokolwiek robisz, nie chowaj się w dziurze, lecz przez łaskę Bożą powstań! Kto wie, być może są inni, którzy skorzystają z twojego doświadczenia i zachęty.

раскрутка

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.