Myliłem się!

Rev. Ken Joseph, Jr.

Amman, Jordan

Wersja durkowana (PDF)

Czy przyznajesz się, gdy jesteś w błędzie? Co robisz, gdy zdasz sobie sprawę z tego, że ci, których broniłeś w rzeczywistości nie chcą twojej obrony, a chcą czegoś całkiem innego od ciebie i od świata? To jest moja historia. prawdopodobnie zasmucę wszystkich – tych, z którymi  walczyłem o pokój przez całe moje życie i tych, którym decyzje o wojnie przychodzą za szybko.

Jestem Asyryjczykiem. Urodziłem się i wychowałem w Japonii, gdzie jestem drugim pokoleniem w służbie po tym, gdy mój ojciec przyjechał do Japonii na wezwanie generała Douglas Macarthur’a o 10.000 młodych ludzi, którzy pomogą odbudować Japonię po wojnie.

Jako duchowny i zgodnie z moimi osobistymi przekonaniami zawsze byłem przeciwko wojnie, bez względu na przyczyny. Było to całkowicie spowodowane moralnym przekonaniem, które prowadziło mnie do tego, aby robić wszystko, co tylko możliwe w celu powstrzymania obecnej wojny w Iraku.

Zaczynając od udziału w demonstracjach przeciwko wojnie w Japonii do zdecydowanego sprzeciwu w mojej audycji radiowej, w telewizji i w regularnie pisanych artykułach, robiłem wszystko, co tylko mogłem, aby stać przeciwko temu, co uważałem za niesprawiedliwą wojnę przeciwko niewinnym ludziom – tak naprawdę, przeciwko moim ludziom.

Opowiadano mi, jako Asyryjczykowi, historię o naszym ludzie od młodości. O tym, jak mój dziadek uciekał przed asyryjskim holokaustem w 1917 roku osiadając ostatecznie w Chicago.

Obecnie jest około 6 milionów Asyryjczyków – 2.5 w Iraku i reszta rozsiana w Asyryjskiej Diasporze – po całym świecie. Bez kraju a nawet praw do naszej narodowej ziemi całe pokolenia modliły się, aby Asyryjski Naród któregoś dnia został odrestaurowany i aby ludzie niegdyś wielkiego Asyryjskiego Imperium ponownie znaleźli się w domu.

W KOŃCU W DOMU
Z takimi odczuciami, wraz z zaopatrzeniem dla Kościoła i rodziny pojechałem do Iraku, zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby pomóc dokonać jakiejś zmiany.

Z poczuciem radości przekraczałem granicę – w końcu w domu, myślałem, gdy po raz pierwszy odwiedzałem ziemię moich przodków. Uprzejmość strażników granicznych, gdy dowiedzieli się, że jestem Asyryjczykiem, taksówkarza, ludzi na ulicy, to wszystko rzeczywiście robiło wrażenie powrotu „do domu” po długiej nieobecności. Teraz wreszcie znam siebie samego! Pieśni, zrelaksowana atmosfera, uprzejmość obcych, jedzenie, zapachy, język, wszystko zdawało się włączać jakąś straconą pamięć z najgłębszych pokładów mojego DNA.

Pierwszym obowiązkiem, było odwiedzenie Kościoła. To właśnie tutaj wszystkie moje moralne wartości zostały pogrzebane pod węglem i po raz pierwszy zostałem zmuszony do zbadania ich w twardym świetle rzeczywistości.  Na zaproszenie pięknego „Pokoju”,    abym wziął udział w wspólnym posiłku organizacji Peace Actifvist (Działaczy na rzecz pokoju), w której nawet    dzieci biorą udział, przeszliśmy do sąsiedniego pokoju na skromne danie.

O co ci chodzi? – zapytałem. –  Jakże możesz nie chcieć pokoju?Nie chcemy pokoju.

Chcemy, żeby przyszła wojna.

Siedzący    obok mnie starszy mężczyzna, który zaczął domnie    pokrzykiwać. Najwyraźniej czując się swobodnie w tym zmieszanym tłumie, nagle zwrócił się do mnie i powiedział: „Powinieneś coś wiedzieć”. „Co?” – zapytałem zdumiony nagłym komentarzem. .

`Nie chcieliśmy być tutaj dziś wieczorem – mówił dalej. „Gdy
kapłan zaprosił nas na zgromadzenie na nabożeństwo o Pokój, powiedzieliśmy,
że nie chcemy przyjść. – powiedział.

„O co chodzi?” – pytałem zmieszany. „Nie chcieliśmy    przyjść dlatego, że my nie chcemy pokoju” –    odpowiedział.

„Co to ma znaczyć” – zapytałem. – „Jak możecie nie chcieć pokoju?” „My nie chcemy pokoju. My chcemy, aby przyszła wojna” –  kontynuował.  „O czymże ty w ogóle mówisz?” – wybuchnąłem.
To był początek dziwnej odysei, która głęboko wstrząsnęła moimi przekonaniami i moralną podstawą, lecz równocześnie dała mi to nadzieję dla moich ludzi, i tak naprawdę, dla świata.

ZACZYNA SIĘ DZIWNA ODYSEJA

Zaczynając od tej nocy i dalej przez prywatne spotkania w domach, z moją rodziną, u której zatrzymałem się, pomalutku zaczęły spadać łuski z moich oczu.

Nie zdawałem sobie z tego sprawy, lecz zacząłem zdawać, że wszyscy obcokrajowcy są w Iraku pod 24 godzinną inwigilacją prowadzoną przez rządowych „goryli”, którzy organizowali wszelkie wywiady, odwiedziny i kontakty zwykłych Irakijczyków. Przez jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności czy to z powodu mojego religijnego zaproszenia, czy moich rodzinnych powiązań nie byłem poddany żadnemu rządowemu „gorylowi' przez cały czas pozostawania w Iraku.

Z tego, co się orientuję, byłem jedyną osobą, włączając w to media, ludzkie  tarcze i wszystkich innych znajdujących się w Iraku, bez rządowego strzegącego tutaj 'goryla'.

To, co się wynurzyło, było czymś tak okropnym, że trudno jest o tym nawet pisać. Dyskutując z głową naszego plemienia o tym, co powinienem zrobić jeśli chciałbym pozostać w Bagdadzie z naszymi ludźmi w czasie ich próby, dowiedziałem się, że najskuteczniej mogę pomóc sprawie asyryjskiej udając się na zewnątrz i opowiadając tą historię światu.

Mówiąc prosto: ci żyjący w Iraku, zwykli, normalniludzie znajdują się    w żywym koszmarze. Z przerażenia, które  pojawia się twarzach mojej rodziny z powodu nieznajomego gościa, rozmowytelefonicznej, pukania do drzwi zacząłem zdawać sobie sprawę z horroru, w którym żyją codziennie.

Stale i wciąż pytałem ich: „Dlaczego chcecie wojny? Dlaczego jakakolwiek ludzka istota chce wojny?” Ich odpowiedź była cicha i wyważona; „Spójrz na nasze życie! Żyjemy jak zwierzęta, bez jedzenie, bez samochodu, bez telefonu, bez pracy i w większości bez nadziei”.

Zdumiewałem się nad tym, gdy moja rodzina w jak najbardziej normalny sposób zajmowała się wszystkimi codziennymi sprawami. Bagdad był całkowicie spokojny, bez jakiegokolwiek sygnału, że jest wojna. Ojciec wstawał, jadł śniadanie, wychodził do pracy; dzieci do szkoły, starsi ludzi – dziesięcioro w tym domostwie – do swoich codziennych obowiązków.

`Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, co to znaczy żyć w stanie wojny przez 20, 30 lat. Musimy trzymać się naszej codziennej rutyny, bo inaczej potracimy zmysły”.

Wtedy zacząłem dostrzegać wokół siebie tych, którzy w każdejrodzinie odeszli od zmysłów. Wydawało się, że w każdej rodzinie była jedna lub więcej osób, które w każdym innym społeczeństwie znalazłyby się w szpitalu    psychiatrycznym, oraz obecne w każdej rodzinie zdjęciach tych, którzy zginęli w jednej z licznych wojen.

Jako urodzony i wychowany w Japonii, gdzie pomimo 50 lat demokracji ciągle utrzymuje się ślad 400 letniego państwa policyjnego, szybko zacząłem wyłapywać te niuanse w pełni rozkwitłego, współczesnego państwa policyjnego.

Płakałem razem z członkami rodziny, gdy uczestniczyłem w ich bólu i z wielką trudnością, wśród głębokiego przeglądania duszy, zacząłem pomalutku rozumieć ich pragnienie wojny, aby ostatecznie ich ostatecznie uwolnić to tego koszmaru, w którym żyją.

Straszliwa cena płacona w prosty, praktyczny sposób – członek rodziny, którego syn po prostu wrzeszczy przez cały dzień, członek rodziny, który stracił swoją żonę, która nie mogła już sobie dać rady, członek rodziny, idący do codziennej pracy, nie mający nic do roboty, członek rodziny, którego syn zginął na wojnie, mąż zatracony w alkoholizmie, trudna do pojęcia, powolna śmierć ludzi, których cała nadzieja zginęła.

Obrazy Saddama Husseina, którego ludzie na początku witali wszędzie z wielką nadzieją. Saddam Hussein ze swoją wyciągniętą ręką. Saddam Hussein wirujący swym koltem. Saddam Hussein w swej arabskiej kwaterze głównej. Saddam Hussein na swym klasycznym starym zdjęciu, gdy miał 30 lat – jeden czy dwa z tych czterech obrazów wiszących wszędzie na ścianach, na środku drogi, w domach, na pomnikach – on był wszędzie!

Wszystko widzący, wszystko wiedzący, wszystko obejmujący.

`Życie jest piekłem, my nie mamy żadnej nadziei, lecz wszystko będzie dobrze, gdy wojna się skończy'. Dziwaczne pragnienie wojny, które wyrwie ich z beznadziei, było w najlepszym wypadku, trudne do zrozumienia.

Spójrz na to taki: bez względu na to, jak jest źle, nie wszyscy  zginiemy. Mieliśmy nadzieję na taki czy inny sposób, lecz nic nie działa. 12 lat temu niemal wszystko poszło tą drogą, lecz zawiodło.

Nie możemy czekać już dłużej. Chcemy wojny i chcemy jej teraz'.

Nie byłem przyjmowany z radością, lecz z gniewem, gdy wracałem do    członków mojej rodziny i opowiadałem im o rozmowach prowadzonych w ONZ na temat doprowadzenia do jakiegoś kompromisuw    Iraku. „Nie, nie da się inaczej! Chcemy wojny! To jest jedyna droga, żeby się go pozbyć z naszego życia”.

Demonstrowałem przeciwko wojnie myśląc, że robię coś właśnie dla ludzi, z którymi byłem tutaj i teraz, a jednak nigdy nie zatroszczyłem się o to, aby ich zapytać, czego oni chcą.

Wracając ponownie do moich japońskich korzeni zaczynałem rozumieć to.  Historie jakie słyszałem od starszych Japończyków o tym,  jak w dziwnie witali widok bombowców na niebie nad Japonią . Oczywiście, nikt nie chciał być zbombardowany, lecz pierwszy widok amerykańskich bombowców B29 wskazywało im, że wojna zbliża    się ku końcowi. Mogły być straszliwe zniszczenia, oni sami mogli równie dobrze zginąć, lecz w końcu w tragiczny sposób,    w końcu była jakaś nadzieja.

Wtedy zacząłem czuć się straszliwie. Oto ja demonstrowałem przeciwko wojnie, myśląc, że robić coś dla tych ludzi, z którymi byłem teraz i tutaj, a jednak nigdy nie zatroszczyłem się o to,a by ich zapytać czego oni chcą. Co oni chcieli, aby robił.

Teraz  było już dla mnie jasne, czego oni chcieli ode mnie. Zacząłem rozmawiać z tak zwanymi „ludzkimi tarczami”. Czy pytałeś kiedyś ludzi tutaj, czego oni chcą? Czy rozmawiałeś kiedyś ze zwykłymi ludźmi, z dala od „goryli”, i pytałeś ich,  czego oni chcą? Ich odpowiedzi zszokowały mnie. „Nie  musimy tego robić, wiemy czego oni chcą” padała zazwyczaj odpowiedź, zanim goryl przystąpił, aby sprawdzić, kim jestem.

W łóżku, ze łzami spływającymi po twarzy w malutkim domku w Bagdadzie stłoczony wraz z 10 innymi z mojej krwi i kości, wszyscy wyczerpani kolejnym dniem nie życia, lecz egzystencji bez nadziei, wyczerpani dziennym zmaganiem,  aby po prostu nie zginąć, musiałem powiedzieć sobie: „myliłem się”.
Jakże śmiałem twierdzić, że mówię za tych, których nigdy nie zapytałem, czego oni chcą!

WSZYSTKO, CO MOGĘ ZROBIĆ
Wtedy zaczęła się moja dziwna podróż ku temu, aby zrobić wszystko, co tylko mogę i ciągle utrzymać się przy  tym, o co prosi nasze plemię, aby cały świat dowiedział się o prawdziwej sytuacji w Iraku.

Ostrożnie, przy wielkim ryzyku, nie tylko dla mnie, lecz przede wszystkim dla tych, którzy opowiedzieli mi swoje historie i otworzyli swoje  domy przed aparatem fotograficzny, zrobiłem to,co mogłem najlepszego, aby po prostu nagrać ich prośby tak szczerze i prosto jak tylko mogłem.  To czy uda mi się wydostać tą drogocenną taśmę z kraju było zupełnie inną historią.

Nie byłem przygotowany na jawne przerażenie , które odczuwali mówiąc.

Chcąc mieć przekonanie, że nie zbieram wyłącznie odczuć długo uciskanej  mniejszości – Asyryjczyków – rozmawiałem z dziesiątkami  ludzi. To na co nie byłem przygotowany to jawne przerażenie, jakie odczuwali mówiąc o tym.

Stale i wciąż mówiono mi: „Zabiją nas za opowiadanie czegoś takiego” i okazywało się, że będą mówić wyłącznie w zaciszu prywatnego domu czy też wtedy, gdy będą absolutnie pewni dzięki wprowadzeniu przez innego
Irakijczyka, że nie mam swojego 'goryla'.

Od byłego członka armii do osoby pracującej z policją, od taksówkarza do właściciela sklepu, od matek do rządowych urzędników,bez jednego wyjątku, gdy tylko mogli swobodnie mówić przesłanie było takie samo – Prosimy sprowadźcie wojnę. Jesteśmy gotowi. Cierpieliśmy już dość długo. Możemy stracić swoje życie, lecz niektórzy z nas przeżyją a dla naszych dzieci prosimy, prosimy, skończcie z tą niedolą.

Ostatniego dnia po raz pierwszy zobaczyłem oznaki wojny. Po raz pierwszy     worki z piaskiem zaczęły pojawiać się na rządowych budynkach, lecz    żołnierze układający je stawali później w małych kręgach, przekazując wyraźną wiadomość, że nie mają odwagi nic mówić.

Nienawidzili tego, lekceważyli to. To była ich robota i dawali zwykłym obserwującym ich ludziom wyraźnie do zrozumienia przez sposób w jaki pracowali, że byli po ich stronie i że nie będą walczyć.

Pod koniec mojego pobytu pewien członek rodziny przyniósł informację, że właśnie została rozdysponowana broń członków partii Baath i po raz pierwszy widzieliśmy małe, lecz stale rosnące oznaki wojny.

A co jeśli chodzi o ich uczucia do Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii? Te uczucia były wyraźnie mieszane. Nie kochali Brytyjczyków i Amerykanów, lecz ufali im.
„Nie boimy się amerykańskiego bombardowania. Będą bombardować z uwagąi nie będą celować w ludzi. My boimy się Saddama Husseina i tego, coon i partia Baath zrobi, gdy zacznie się wojna, lecz mimo tego, chcemy tej wojny. Jest to jedyny sposób na to, aby uciec z piekła. Proszę powiedz im to szybko. Jesteśmy już na wojnie przez tyle lat, że już czas, aby ona dała nam nadzieję”.

NA GRANICY…. OSTATECZNE WOŁANIE O POMOC

Ostatnie wołanie o pomoc pojawiło się w najbardziej niespodziewanym miejscu – na granicy. Niestety, żegnany przez płaczącą rodzinę, wyjechałem. Wszystko zmieniało się z godziny na godzinę – zwykła podróż za 100$ z Bagdadu do Ammanu początkowo kosztowała 300$, potem 500, a przed północą 1000$.

Gdy dotarliśmy do granicy zaczęło się rutynowe przeglądanie papierów, następnie przeszukiwanie naszego samochodu, Wszystko było w porządku, aż nagle pogranicznik zapytał czy mam jakieś pieniądze. Wyraźnie nam powiedziano, że wolno nam zabrać tylko 300$, gdy będziemy wracać, wiec otworzyłem portfel, w który miałem paszport i pieniądze upchane w spodniach.

Nagle strażnik zaczął mnie przeszukiwać. „O, nie. – pomyślałem. Wszystko skończone”. Powiedziano mi, co się stanie, jeśli zostanę złapany z taśmą wideo, telefonem komórkowym czy jakimkolwiek sprzętem elektronicznym, który nie został zgłoszone. Oznaczało to powrotną podróż do Bagdadu, prawdopodobne pojawienie się przed sądem, w niektórych przypadkach 24-48 godziny zatrzymania lub więcej. Natychmiast znalazł pierwsza kasetę upchaną w kiszeni i wyjął ją. Widziałem przerażenie na    twarzy kierowcy, gdy dusił krzyk. Strażnik potrząsnął głową i sięgnął do mospan style=”font-size: small;”jej kieszeni, wyjmując następna kasetę i jeszcze jedną, i jeszcze jedną, telefon komórkowy, cyfrową kamerę – wszystko złe rzeczy.

Staliśmy    wszyscy w jawnym przerażeniu – przez krótką chwilę    przeżywając uczucie, które zaczynając od mojej kochanej    rodziny każdy Irakijczyk odczuwał nie przez chwilę, lecz dzień i    noc przez 24 godziny na dobę, 365 dni w roku.  To potworne uczucie, że twoje życie nie należy do ciebie, że jego los spoczywa w rękach kogoś innego, że po prostu w jednej chwili mogą je zakończyć.

Dla kogoś urodzonego w wolności uczucie przerażenia trwa tylko chwilkę.

Gdy celnik powoli odkładał drogocenna taśmę na biurko wszyscy oczekiwaliśmy w cichym przerażeniu na słowa, aby zabrać nas z powrotem do Bagdadu i zacząć ten koszmar.

Nie musiał mówić ani słowa. Nauczyłem się języka uwięzionego Iraku.

Nagle odłożył ostatnią kasetę i spojrzał w górę. Jego twarz    zamarzła mi w pamięci, lecz dla mnie było to spojrzenie smutku, gniewu, po czym ostateczne spojrzenie cichej satysfakcji, gdy klinicznie potrząsnął głową i cicho, bez słowa wręczył mi wszystkie drogocenne kasety – wołanie tych, którzy głosu nie mają.

Nie musiał wypowiadać ani słowa. Nauczyłem się języka uwięzionego Iraku. Mając przez jawny terror zakaz mówienia , używali tego języka, który im pozostał – ludzkiej dobroci.

Gdy jego ręce powoli przesuwały się, aby dać mi taśmę powiedział na swój własny sposób to, co powiedział mój wujek, co powiedział taksówkarz, co powiedział zniszczony człowiek, co powiedział człowiek w restauracji, co powiedział żołnierz, co powiedział mężczyzna współpracujący z policją, co powiedziała starsza kobieta, co powiedziała młoda dziewczyna  – powiedział on za nich wszystkich w tym jednym ostatnim przesłaniu, gdy przekroczyłem granicę między tyranią, a wolnością….

Proszę,    zanieś te kasety i pokaż światu. Proszę pomóż nam… i proszę, śpiesz się!

Rev. Ken Joseph Jr. jest Asyryjskim  duchownym urodzonym i wychowanym w Japonii, gdzie kieruje AssyrianChristians.com, Japan Helpline oraz Keikyo Institute.

HOME

раскрутка сайта продвижение бизнеса

[Głosów: 0   Average: 0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.