Najtrudniejsza rzecz w życiu wierzącego biblijnie

Eric Tokajer

Jednym z błogosławieństw bycia rabinem jest udział w ślubach. Właśnie teraz, w naszej synagodze, mam pięć zaręczonych par, które będą brały ślub.
Gdy to pisze, jedna z tych par ma 13 dni do dnia ślubu a druga 14. Wiem o tym, ponieważ od pewnego czasu otrzymuję codzienne aktualizację odliczania.
Gdy obserwuję tych młodych ludzi borykających się między żarliwym oczekiwaniem a niecierpliwością, przypomina mi się, jak kiedyś myślałem, że najgorszą stronę bycia wierzącym biblijnie jest oczekiwanie.
Pomyśl sobie po prostu o tym całym oczekiwaniu, o którym czytamy w biblii. Noe budował arkę 120 lat, wiedząc, że będzie deszcz i powódź na ziemi. Bóg posłał Mojżesza, aby uwolnił Izraelitów z Egiptu, lecz musieli przeczekać 10 plag, zanim zostali wyprowadzeni.
Dzieci Izraela oczekiwały 40 lat na to, aby wejść do Ziemi Obiecanej. Król Dawid został namaszczony na króla 15 lat przed tym, gdy zasiadł na tronie. Daniel prorokował o nadchodzącym Mesjaszu 483 lata przed narodzinami Jezusa.
Mówię to, ponieważ kiedyś myślałem, że czekanie to najgorsza część bycia wierzącym. Przypomniałem sobie o tym, gdy ostatnim razem liczyłem Omer. Dla tych, którzy nie wiedzą, co to jest liczyć Omer: nakazuje nam się odliczyć 50 dni między dniem po Pierwszym Dniu Niekwaszonego Chleba, a Szawot (Pięćdziesiątnicą).
Te dni reprezentują czas między wyjściem z Egiptu, a przekazaniem Tory na Górze Synaj, co w judaizmie jest postrzegane jako zaślubiny Izraela z Bogiem. Podobnie jak te młode pary znajdują się w okresie pomiędzy zaręczynami a ślubem, tak Izrael żył na pustyni między czasem odkupienia z niewoli, a wejściem do relacji przymierza z Bogiem.
Jeśli wydaje ci się, że młode pary niepokoją się oczekując na ten wielki dzień, pomyśl o 2.5 miliona ludzi stojących wokół góry i oczekujących na to, że usłyszą Boga, który właśnie zniszczył najpotężniejszy kraj tamtych czasów. To ciekawe, że dawno temu 120 ludzi modliło się poinstruowanych przez Jezusa, oczekując na obietnicę. Ta grupa czekała w Jerozolimie na swoją obietnicę dokładnie tyle samo dni, co Izrael czekał wokół góry Synaj na swoją.

Niemniej, między tymi dwoma zdarzeniami była wielka różnica, dzieliło je około 1500 lat. Te półtora tysiąclecia było wypełnione przykładami tego, że Bóg robi dokładnie to, co powiedział, że zrobi. Boży ludzie niezliczoną ilość razy doświadczyli tego, że Bóg wypełnia Swoje obietnice.

Jedną z tych obietnic było narodzenie Mesjasza, które było obiecywane czy prorokowane ponad 300 razy w Tanak (Starym Testamencie). Znając historię Bożej wierności było o wiele łatwiej dla tych 120 osób zabranych w górnej komnacie oczekiwać ich obietnicy.

Niemniej, prawda jest taka, że nie lata historii pomogły uczniom cierpliwie czekać na Boga, lecz to, że ci uczniowie nauczyli się tego, że w rzeczywistości nie wcale oni czekali na Boga, lecz to raczej Bóg czekał na nich. Wiem, że może się to wydawać pogmatwane, lecz tak nie jeden raz wierzący godzili się z tym faktem, że nigdy nie czekamy na to, aby Bóg coś zrobił: to On czeka zawsze na nas.
Aby pomóc lepiej zrozumieć to stwierdzenie, pomyślmy o następującym wersie Pisma:
„I oddadzą mu pokłon wszyscy mieszkańcy ziemi, każdy, którego imię nie jest od założenia świata zapisane w księdze żywota Baranka, który został zabity” (Obj 13:8).

Jezus został zabity przed założeniem tego świata, tak więc, gdy został ukrzyżowany w Jerozolimie w dniu Paschy, nasz świat dogonił ze zdarzeniem, które miało miejsce zanim został stworzony.
Dlatego powiedziałem wcześniej, że nigdy nie czekamy na Boga. Prawda jest taka, że gdy Biblia mówi: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1:1), Bóg stworzył całokształt wszystkiego, co miało kiedykolwiek być. Wypowiadał słowa, a to przynosiło stworzenie, te słowa zaczynały się i uzupełniały całe stworzenie przez cały czas.
Biblia nie pokazuje nam historii ludzi oczekujących na Boże obietnice, lecz historię Bożych ludzi docierających do Bożych obietnic, które już istniały. Innymi słowy: odpowiedź na twoje modlitwy już jest przed tobą; Bóg po prostu czeka, aż dotrzesz do miejsca, gdzie twoje obietnice już istnieją.

Najtrudniejszą rzeczą w byciu biblijnie wierzącym jest zdanie sobie sprawy z tego, że my tak naprawdę nigdy na nic nie czekamy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.