Naucz się kochać tych, którzy czynią ci zło


22 kwietnia 2016

Przyp. tłum.: Autor używa w artykule różnych formy wyrazu „abuse”, który ma mnóstwo znaczeń, więc zamieszczam słownikową definicję (wg: ling.pl): „nadużyć/nadużywać, (z)robić niewłaściwy użytek z; (s)krzywdzić, źle (po)traktować, znęcać się nad, maltretować; wykorzystać/wykorzystywać seksualnie; obrazić/obrażać słownie, (ze)lżyć, (na)ubliżać, przeklinać; zniesławić/zniesławiać;”.

Od wydawcy: Niektórzy czytelnicy mogą czuć awersję do tego tematu. Zachęcam jednak do przeczytania tego artykułu jako wkładu do swojego własnego uzdrowienia.

Swego czasu śmiałem się z tego, że zatwardziałość serc Izraelitów doprowadziła ich do takiego stanu, że zamiast wejść do Ziemi Obiecanej, musieli spędzić 40 lat, wędrując po pustyni. W miarę jak docieram do 35 rocznicy pracy w służbie medycznej, dochodzę do wniosku, że jestem równie zatwardziały jak oni. Wiedzieli, że Ziemię Obiecaną zamieszkują olbrzymy i myśleli, że nie będą w stanie ich pokonać, więc nie posłuchali Boga. Jeśli o mnie chodzi to nie wykonywałem jednej rzeczy, którą Pan nakazał – kochać ludzi bezwarunkowo.

Łatwo jest kochać tych, którzy dobrze nas traktują, lecz niemal niemożliwe wydaje się kochać tych, którzy są dla nas okrutni. Przykazanie, aby miłować moich wrogów zostało wbite mi w głowę, lecz wydaje się, że przesłanie, które było doskonale zrozumiałe przez umysł, nie spenetrowało złomowiska mej duszy. To właśnie tam, pośród ran i żywych emocji z przeszłości, owo napomnienie do kochania innych okazywało się być bezsilne.

W czasie, gdy pracowałem w Tacoma, w stanie Washington, regularnie transportowałem pewnego pijaka, który wyspecjalizował się w gnębieniu ratowników medycznych w czasie najcięższych godzin służby – środku nocy, gdy wyjeżdżaliśmy po niego. Gdy już znaleźliśmy go, wrzucaliśmy go na nosze na kółkach i pozbywali w najbliższym szpitalu. Zrzędził i biadolił całą drogę na to, jak to źle mu jest jechać, a gdy miał gorszy dzień to opluwał nas i zalewał stekiem wyzwisk. Pamiętam, jak raz poprosił moją partnerkę, aby podała mu rękę. Naiwnie złapała go za rękę, a on chwycił ją tak silnie jak tylko potrafił, aż wydała z siebie krzyk i wrzeszczała a niego, żeby puścił. Robił takie rzeczy codziennie. Odczuwał w tym jakąś przyjemność (a może spełnienie), gdy wywoływał ból u innych.

Doradzałem ludziom, którzy przeżywali krzywdy i tortury z rąk swoich krewnych. Słyszałem, o takich rzeczach, które im uczyniono, tak wynaturzonych i chorych, że zastanawiałem się, jak to możliwe, że jeszcze żyją. Jak to możliwe, aby takich podłych, zboczonych i pozbawionych serca ludzi pokochać tak, jak nakazał Jezus?

Gdyby to było łatwe, zrobił tym to wiele lat temu, jednak, podobnie jak większość ludzi pracujących w służbie zdrowia, zdusiłem te myśli, niechęć i nienawiść do tych ludzi, których transportowałem, ponieważ tego ode mnie oczekiwano. Mój pracodawca mógł zmusić mnie do profesjonalnego zachowywania się wobec obelżywych pacjentów, lecz nie mógł powstrzymać mnie przed nienawiścią. Większość mego życia spędziłem w milczeniu, nienawidząc ludzi, których woziłem. Kiedy w czasie przerwy spotyka się personel medyczny karetek, pielęgniarki, dzielą się swoimi ulubionymi historiami o tych zwyrodnialcach. Tak łączymy się razem, a być może, co ważniejsze, usprawiedliwiamy nienawiść, którą do nich czujemy.

Ludzie którzy nas krzywdzą, są złamani i zranieni emocjonalnie. Zazwyczaj ci, którzy krzywdzą innych jako dorośli, byli krzywdzeniu jako dzieci. Podobnie jak wiele innych rzeczy, takich zachowań po prostu uczymy się.

Kilka lat temu, kiedy już miałem konkretne sukcesy na polu uzdrowienia fizycznego, byłem niezadowolony z tego, że nie obserwowałem uzdrowień z chorób psychicznych. Zapytałem Boga o klucz do uzdrowień psychicznych. W ciągu nocy, Bóg dał m we śnie i przesłanie. Przesłanie było proste: choroby psychiczne uzdrawiane są miłością.

Nie podobała mi się taka odpowiedź, raczej oczekiwałem jakiejś formułki (mimo, że wiedziałem, że Pan ich nie używa). Świadomie sprzeciwiałem się tej myśli, ponieważ wydawała się zbyt prosta. Podświadomie, sprzeciwiałem się temu, ponieważ wydawała się zbyt trudna. Kochać innych jest bardzo proste, dopóki nie zastanowisz się nad rzeczywistym wprowadzeniem tego w życie.

Pragnienie ranienia i wykorzystywania innych rozwija się i rozprzestrzenia w środowisku, w którym brak miłości. Jeśli brak miłości jest przyczyną jakiejś dolegliwości, to jej obecność z pewnością jest lekarstwem.

Gdy powstrzymujemy miłość wobec tych, którzy przeżywają emocjonalną traumę i ranią nas z powodu swojego własnego bólu, zatrzymujemy jedyną rzecz, która może ich uzdrowić. Jeśli tacy ludzie mają kiedykolwiek być uzdrowieni, muszą otrzymać miłość, a często miłość jest tą jedną rzeczą, której nie jesteśmy w stanie im okazać.

Chciałbym w tym momencie wyraźnie zaznaczyć, o czym nie mówię tutaj:

Nie sugeruję, abyśmy pozwalali ludziom znęcać się nad sobą. Nikt nie zasługuje na to, aby go wykorzystywać. Nie jest dobrym pomysłem trzymać się takiej relacji, jeśli masz możliwość zostawić ją. Również NIE usprawiedliwiam tych, którzy wykorzystują. Wykorzystanie nigdy nie jest właściwą reakcją. Proponuję tylko teorię, mówiącą o tym, skąd to się bierze i sposób w jaki może to być uzdrowione.

Ten świat jest pełen złamanych ludzi, którzy będą ranić nas, jeśli tylko znajdą okazję do tego. Wydaje się nieprawdopodobne, aby dało się uniknąć agresywnych ludzi, ponieważ bardzo często te zachowania ujawniają się dopiero po kilka latach znajomości. Osobiście uważam, że są trzy sposoby reagowania na takich ludzi:

Po pierwsze: to ochrona samego siebie i, jeśli tylko zbliżają się do nas, traktowanie ich jak wrogów.

Drugim sposobem jest ignorowanie ich i staranie się o to, aby ich zachowanie nie miało wpływu na nas.

Trzecie podejście to patrzeć na nich tak, jak patrzy na nich Bóg: jako zranione, cierpiące dzieci, które nie rozumieją tego, co robią i nie wiedzą jak się uwolnić z tego kręgu przemocy, w którym zostali złapani.

Jedynym sposobem, który pomógł mi konsekwentnie okazywać im miłość i współczucie tamu, kto sprawia, że chce mi się wrzeszczeć, jest wyobrażenie go sobie tak, jakby miał ze trzy, cztery lata. Jeśli miałeś kiedykolwiek do czynienia z dziećmi to wiesz, że dzieciom, które błądzą, łatwiej jest okazywać łaskę. Nie wymagamy od dzieci tych samych standardów zachowania, co od dorosłych. Ponieważ w niektórych przypadkach mamy do czynienia z ludźmi, których pozostałości przeżyć z okresu dziecięcego wieku są tak żywe, więc takie traktowanie ich może być bardziej właściwe.

Nie sugeruję, abyśmy traktowali agresywną osobę jak dziecko – to tylko rozdrażnią ją. Raczej staram się pokazać, abyśmy patrzyli na nią (wewnętrznie) tak, jakbyśmy widzieli dziecko i udzielali tej osobie tej samej łaski i cierpliwości, które mamy dla dzieci. Jest to wewnętrzna reakcja, na którą musimy się zdecydować. Decydujemy się kochać ich pomimo tego, jak bardzo wielkie zamieszanie robią.

Mój przyjaciel, Steve Harmon, od lat pracuje z poważnie znerwicowanym ludźmi, którzy mają schizofrenię, zaburzenie dysocjacyjne tożsamości oraz problemy behawioralne. Odkrył, że wśród wszystkich znanych mu technik, nic tak szybko nie uzdrawia złamanych ludzi jak bezwarunkowa miłość.

Jezus nie dał nam tego przykazania, abyśmy kochali innych, ponieważ chce, abyś walczyli ze niewykonalnym zadaniem. Dał nam je, ponieważ zna moc miłości, która uwalnia ludzi (uwalnia zarówno ich, jak i nas).

Nie jesteśmy w stanie o własnych siłach kochać tych, którzy nas wykorzystują. Kiedy jednak ciemne miejsca naszej duszy zostaną oświetlone przez Bożą miłość, kochać tych, którzy są okrutni, jest łatwiej. Punktem początkowym jest spotkanie z radykalną, dającą życie miłością Bożą. Jeśli jeszcze nie zostałeś pochwycony przez Bożą miłość, proś Go, aby pokazał ci w namacalny sposób, jak bardzo kocha ciebie.

7 comments

  1. Można takich ludzi kochać, ale nie mozna pozwolić im na znecanie mobing, nekanie itp. A poza tym kat zawsze upatrzy sobie ofiarę.

  2. Sewen, problem jest dość wyraźnie zarysowany, a być może mamy raczej problem z nazewnictwem, bo czasami nazywamy tak samo to, co nie jest tym samym. (W fizyce nazywa się to konfliktem oznaczeń.)
    Tak, jest gniew, który nie pociąga za sobą grzechu.
    W przypadku ludzi, ten gniew często jest pobudzany ranami z przeszłości i nienawiścią (tutaj w artykułach bardzo to wyraźnie widać), jeśli do gniewu dołącza się nienawiść (świadomie czy nie) to jest on grzeszny i wywołuje bardzo złe skutki.
    U Jezusa gniew nigdy nie był wywołany przeszłością czy nienawiścią, czy to gdy wypędził kupców, czy gdy „spojrzał z gniewem” na faryzeuszy.
    Cytat, który wyrwałeś z kontekstu jest bardzo dobrze osadzony właśnie w kontekście
    Najpierw: „… członkami jedni drugich jesteście” – rodzina w Chrystusie,

    Potem: „…zapieczętowanie jesteście Duchem Świętym na dzień odkupienia”.
    Zatem w takiej prawdziwej Bożej rodzinie, można gniewać sie i nie grzeszyć.

  3. Sewen, jestem matką, miłość nigdy dla mnie nie była słodka. Miała ona zawsze smak śmierci… Mojej własnej śmierci…

  4. Żeby Wasze wypowiedzi nie były takie „słodkie” dodam inne wersety, które dopuszczają gniew w życiu.
    List do Efezjan 4:26
    . (26) Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym,
    Niestety w wielu sytuacjach jakie spotykamy w życiu nie potrafimy zająć odpowiedniej postawy.
    Między innymi dotyczy to także gniewu.
    Jak myślicie, jakim uczuciem pałał Jezus do zaistniałej sytuacji w świątyni, gdy wywracał stoły mówiąc do nich: Napisano: I będzie mój dom domem modlitwy, wy zaś uczyniliście z niego jaskinię zbójców.

  5. Miłosc nie pociąga dzis chrzescijan , maja tak wiele zastepczych tematów ze pomijamy najwazniejszą sprawę.

  6. Hej, Mona podobaja mi sie twoje wpisy.
    Często spotykając się z ludzmi z problemami, pojawia mi sie takie spostrzeżenie.Ludzie ci przez lata opowiadaja o swoich traumach,kłopotach, na co srodowisko chrzescijańskie najpierw reaguje współczuciem, a potem rutyną „o znowu ta Kasia przyszła…., a ten to ciągle o jednym…”Nie obserwuje pomocy pasterskiej, czy miłości.Nie widzę miłosci , która ich uzdrawia….

  7. Dokładnie!!!
    Jezus powiedział, że poznają nas po miłości, nie po cudach, nie po świątobliwym postępowaniu, ale właśnie po takiej miłości, która jest niemożliwa, wręcz oburzająca dla naszego umysłu, dla wszystkiego co w nas naturalne, przyrodzone…

    1Kor 2:14 bt2 „Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić.”

    Lecz Jezus mówił: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią…

    Nie jest uczeń nad Mistrza… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.