Nie ma powrotu?


Kevin Bauder
13 marca 2026 r.

„Jesteś po złej stronie historii”. To urocze sformułowanie, ale nie stanowi argumentu. Jesteśmy w środku historii, a nie u jej kresu. Dopóki nie dopuścimy jakiegoś elementu nadprzyrodzonego objawienia, nikt z nas nie może twierdzić, że zna koniec historii. Poza objawieniem nie wiemy, jak się to skończy. Więc nie wiemy, która strona jest dobra, a która zła.

Ci, którzy oskarżają innych o bycie po „złej stronie historii”, zakładają jakąś wizję historii. Doszukują się tego założenia w swoich wnioskach. Potrafią powiedzieć (wierzą), która strona historii jest zła, ponieważ już ustalili, która jest właściwa. Popełniają błąd logiczny, zakładając, że pytanie jest prawdziwe. Są ludźmi nierozsądnymi.

Co więcej, są aroganccy. Nie potrafią przedstawić lepszego dowodu na „słuszność” historii niż ich własne zdanie. Kiedy zarzucają: „Jesteś po złej stronie historii”, mają na myśli: „Nie zgadzasz się ze mną, a ja mam rację”. Nie potrafią jednak udowodnić swojej racji, bo inaczej nie uciekaliby się do banałów. Wskazaliby na oczywistą prawdę i wykazaliby, w których miejscach ich przeciwnicy się z nią nie zgadzają.

W niektórych przypadkach tacy ludzie próbują uzasadnić swoje stanowisko, odwołując się do grona osób, które się z nimi zgadzają (tzw. bandwoning). Teraz ich apel brzmi: „Nie zgadzasz się ze mną i moimi przyjaciółmi, a my mamy rację”. W innych przypadkach powołują się na rzekomych ekspertów, których ostateczne prawo do wypowiadania się opiera się nie na przedstawionych dowodach, lecz na ich rzekomej wiedzy fachowej. Teraz apel brzmi: „Nie zgadzasz się ze mną i moimi przyjaciółmi, a ci eksperci twierdzą, że mamy rację”. Czy ktokolwiek może zapomnieć o Anthonym Faucim, który twierdził, że jest nauką?

Nierozsądni i aroganccy ludzie starają się również wzmocnić swoje twierdzenia, ośmieszając swoich oponentów. Przeinaczają ich poglądy i wystawiają ich na krytykę za pomocą fałszywych argumentów. Atakują ich chęć lub kompetencje do mówienia prawdy (atak ad hominem, obraźliwy i oparty na poszlakach ). Są skłonni demonizować osoby, które się z nimi nie zgadzają. Jeśli uda im się sprowadzić swoich oponentów do uroczego mema, tym lepiej.

Niestety, żyjemy w czasach, w których memy można pomylić z argumentami. To, jak dobrze ktoś potrafi bronić swoich twierdzeń, ma mniejsze znaczenie niż obrazowość i ironia, z jaką je wyraża. Ale sytuacja jest jeszcze gorsza.

Lewica marksistowska wychodziła z założenia, że ​​działanie jest skuteczniejsze niż argumentacja. Przez sto lat lewica opierała się na nieustannym odwoływaniu się do siły, argumentum ad baculum . Nie trzeba cię przekonywać; trzeba cię zmusić do podporządkowania się. Jak mawiał Mao: „Władza wyrasta z lufy karabinu”.

Z formą argumentum ad baculum spotykamy się za każdym razem, gdy ludzie łamią sprawiedliwe prawo, protestując przeciwko temu, co uważają za niesprawiedliwe. Być może wkraczają na teren prywatny. Być może blokują dostęp do budynku publicznego. Być może blokują ulicę lub autostradę. Być może podpalają komisariat policji. Być może rabują sklep. Być może atakują i grożą swoim przeciwnikom lub funkcjonariuszom. Być może podkładają ładunek wybuchowy. Różnica między tymi taktykami polega jedynie na stopniu, a nie na rodzaju. Żadna z nich nie kwalifikuje się nawet jako „w większości pokojowy” protest.

Ludzie stosują te taktyki z jednego z dwóch powodów. Po pierwsze, albo nie mają argumentów, albo nie widzą potrzeby ich przedstawiania. Po drugie, tak naprawdę nie obchodzi ich, co myślisz i czy dasz się przekonać. Nie zależy im na tym, żebyś się do nich przekonał. Chcą tylko, żebyś usiadł i zamknął usta.

Jak już wspomniałem, taktyka ta została formalnie zalegalizowana przez Marksa i Engelsa. Jest szeroko rozpowszechniona na lewicy od ponad wieku. Kto może zakwestionować jej skuteczność w uciszaniu opozycji?

Ale teraz tę samą taktykę stosuje prawica. Jednym z powodów, dla których przyciągnął mnie konserwatyzm, jest to, że przedkładał on rozum nad histerię. Na przykład debaty Williama F. Buckleya w ramach cyklu „Firing Line” gromadziły przedstawicieli rozbieżnych poglądów, aby dyskutować o ważnych kontrowersjach. W debatach tych chodziło bardziej o zrozumienie przeciwstawnych punktów widzenia niż o ujarzmienie oponentów.

Te czasy już minęły. Teraz chamstwo często zastępuje rozsądek, a obelgi – argumentację. Widzimy te same żałosne błędy, które dominują na lewicy, pojawiają się na prawicy. To wszystko jest obecne: zadowolone z siebie wyrażanie swoich opinii bez uzasadnienia, ślepe podążanie za modą, ataki ad personam i demonizowanie oponentów, powoływanie się na wątpliwe autorytety.

Jeśli chcesz sprawdzić rosnącą irracjonalność prawicy, spójrz na wzrost antysemityzmu. Głosy opinii publicznej na prawicy są teraz skłonne do podważania, a nawet propagowania negacji Holokaustu, żydowskiego spisku, a czasem nawet nastrojów pro-nazistowskich. Konserwatywna polityka Richarda Weavera, Russela Kirka i Williama F. Buckleya stała się nie do poznania. Ustąpiła miejsca niedbałemu reportażowi i bełkotliwym tyradom Tuckera Carlsona, Candace Owens i Nicka Fuentesa. Żadna z tych postaci nie oferuje rozsądnego i powściągliwego – reaganowskiego – konserwatyzmu.

Smutne jest to, że nie widzę drogi powrotnej. Nasz dyskurs narodowy najwyraźniej przekroczył już punkt, w którym można wymieniać argumenty. Jesteśmy zamknięci w naszych własnych komorach echa, przerzucając memy przez mury. Zamiast się kłócić, wymieniamy ciosy słowne, a te mają tendencję do przeradzania się w rzeczywistą przemoc fizyczną.

Rozumiem frustrację prawicy. Lewica dawno temu przestała się kłócić. Lewica od dziesięcioleci ucieka się do technik propagandowych i przemocy fizycznej. Ale tak samo pewne jest, że konserwatyści, przyjmując te taktyki, stracą to, co cenią najbardziej. Trwałych dóbr nie da się zachować wojną propagandową. Jeśli jesteśmy chrześcijańskimi konserwatystami (a każdy chrześcijanin powinien nim być), to jednym z naszych najważniejszych obowiązków jest to, by nasza rozsądność była znana wszystkim ludziom ( Flp 4,5 ).

__________________________________________

Autorem tego eseju jest Kevin T. Bauder, profesor teologii historycznej i systematycznej w Central Baptist Theological Seminary. Nie wszyscy profesorowie, studenci i absolwenci Central Seminary zgadzają się z każdą opinią wyrażoną w tym eseju.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *