Noszenie krzyża_1

Logo_FennC_2

John Fenn

Zaczynam od wyznania grzechu, z którym zmagałem się przez lata, a który dopiero ostatnio pokonałem, dzięki pytaniu zadanemu mi przez Ojca.

Kiedy, będąc w średniej szkole, wybieraliśmy się do restauracji, Barbara często prosiła mnie, że spróbować trochę z tego, co ja zamówiłem, co oczywiście nie przeszkadzało mi; w końcu była moją dziewczyną. Próbowała i zwracała uprzejmość pytając, czy nie chcę spróbować jej posiłku, na co niemal zawsze odpowiadałem: „Nie, dziękuję”, co w męskiej terminologii oznaczało: „Gdybym chciał, zamówiłbym to samo”.

Oto nadchodzi

Gdzieś w ciągu wielu lat małżeństwa przestała pytać o zgodę na spróbowanie, tylko sięgała swoim widelcem i częstowała się sama. Zaczęło mnie to drażnić. Jakiś czas temu zamknąłem ten szwedzki stół i stawiałem talerz poza zasięgiem jej apetytu.

Przeprosiła, mówiąc, że nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo mi to przeszkadzało, na co wyjaśniłem, że właśnie tak. Nauczyła się prosić o zgodę, a ja zawsze chętnie jej udzielałem. Mamy podobne smaki jeśli chodzi o przekąski i desery, lecz zawsze co innego pasowało nam przypadku samego posiłku.

Wracałem w tym roku w lecie z usługiwania i znaleźliśmy się w regionalnej restauracji zwanej „Freddy’s”, która znana jest z bardzo cienkich grillowanych hamburgerów, które mają bardzo sympatycznie przyrumienione brzegi. A te ich lody,… mmmm. Barbara zamówiła bekon cheeseburger a ja ich podwójny pasztecik „California burger”.

W czasie jedzenia Barbara powiedziała, że mój wygląda dobrze, na co odpowiedziałem, że jest znakomity. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że badała grunt, ale wtedy nie wiedziałem, że byłem ustawiany. Po odpowiedniej chwili milczenia i zjedzeniu kolejnego kawałka, zapytała: „Mogę gryzka z twojego?”

Gdy to powiedziała, zaczął wzrastać we mnie gniew, lecz w chwili, gdy zaczęło podnosić mi się ciśnienie, Ojciec włamał się na chwilę w mój tok myślenia, pytając:

„Wiem, że przyjąłbyś na siebie kulę skierowaną do niej, oddając za nią życie, czemu więc tak trudno jest ci dać kawałek cheeseburgera?”

W tym momencie moje serce zostało otwarte przede mną tak, jak je widział Ojciec, i byłem przerażony. Osądziłem samego siebie, dostrzegając całe moje życie polegające na 'ochronie terytorium mego jedzenia”, a które mignęło mi przed oczyma w jedną, dwie sekundy po tym, jak padło to pytanie. W ułamku sekundy odpowiedziałem Barbarze: „Oczywiście, ile tylko chcesz” i to miałem na myśli. Nie miałem pojęcia o tym, że strzeżenie mojego jedzenia, jako mojego i tylko mojego, było przez lata sprawą serca.

Barbara zasugerowała, że nabrałem takiego terytorialnego podejścia do tego wtedy, gdy Ojciec odszedł, było mało pieniędzy, żeby nakarmić 4 dzieci i każdy z nas pilnował swego talerza, ponieważ w ciągu kilku sekund mogło nie ostać się ani kawałka.

Nie wiem dlaczego, lecz nie podobało mi się to, co zobaczyłem tego dnia w swym sercu.


Złóż swoje życie, podnieś krzyż?

Sądzę, że większość chrześcijan zastanawia się nad tym czy w sytuacji, gdyby ktoś wpadł przez drzwi z bronią w ręku, ustawił wszystkich w szeregu i pytał czy są chrześcijanami, zabijając kolejno jednego po drugim, miałby na tyle odwagi, aby NIE zaprzeć się Pana w takiej chwili.

Taka sytuacja mogła wydawać się całkiem hipotetyczna aż do ostatnich lat, kiedy to dokładnie takie rzeczy mają miejsce w różnych miejscach na świecie, zaczynając od terenów kontrolowanych przez ISIS aż po miasteczko studenckie w stanie Oregon.

Niemniej, składanie swego życia za kogoś nie zaczyna się i nie kończy w spotkaniu z bronią. Nie, swoje życie składasz po trochę każdego dnia, zaczynając od dzielenia się cheeseburgerem do koszenia trawy starszemu sąsiadowi nawet jeśli jesteś bardzo zmęczony po długim dniu pracy, do dobrego myślenia o kimś z kim się modlisz, choć chciałbyś głośno i solidnie na niego nawrzeszczeć.

Czym jest branie swego krzyża i składanie własnego życia

W Ewangelii Mateusza 16:16 Piotr wykrzyknął, że Jezus jest Synem Boży a Jezus powiedział mu, że jest to objawienie pochodzące od Ojca. Po tym objawieniu, gdy Syn Boży został ujawniony, Jezus idzie dalej i mówi w wersie 21, że On zginie z rąk przywódców i powstanie z martwych trzeciego dnia. Piotr bierze Go na bok i gromi Pana mówiąc: „… nie przyjdzie to nigdy na ciebie!”

W wersach 23-24 mamy zapisaną odpowiedź Pana: „Idź precz ode mnie szatanie, bo nie myślisz o tym co boskie, tylko o tym co ludzkie. Jeśli kto chce pójść za mną niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną”.

Krzyż, o którym Pan mówi to zderzenie tego, co zaplanował Ojciec dla życia Jezusa na ziemi, z tym, co myślał o tym Piotr.

W jaki sposób składasz swoje własne życie?

Piotr nie chciał, aby Jezus poszedł na krzyż, a Jezus powiedział mu, aby ukrzyżował ludzkie myśli. Tak więc, brać krzyż oznacza odrzeć siebie ze swoich ziemskich, opierających się na ciele opinii o osobie, o sytuacji i zamianę ich na Boże myśli.

Fakt, że Jezus wykorzystał krzyż jako przykład przełączania się myśli ludzkich na Boże, mówi nam, że On sam wiedział, że ten proces może być torturą, czymś bolesnym dla ciała. Jezus poszedł nawet dalej, mówiąc, że jeśli ktoś chce zachować swoje życie – swoje ludzkie myślenie – to straci życie. Jeśli jednak przerzucisz się na Boży sposób myślenia, znajdziesz swoje życie.

Pomimo tego, że moje myśli są złe, są mi dobrze znane i wygodne! Nowe myśli wprowadzają obawy!

Dla Piotr myśl o tym, że Jezus pójdzie na krzyż była całkowicie sprzeczna ze wszystkim, w co wierzył odnośnie Mesjasza, lecz Jezus powiedział, aby odłożył te myśli na bok, ponieważ są to ludzkie myśli. Ukrzyżuj je. Nie dawaj im schronienia na tyłach gdzieś w zaciszu swego umysłu – zabij je.

Jak ciężko musiało być Piotrowi zrezygnować z nich, zabić wszystkie myśli, które ćwiczył przez całe swoje dotychczasowe życie; myśli o tym, że Mesjasz wykopie Rzymian i wprowadzi na ich miejsce nową złotą erę Izraela? Jezus powiedział mu, aby te myśli ukrzyżował. Niech umrą na torturach śmierci, jeśli tak trzeba – trzeszcz, krzycz, wrzeszcz, lecz pozwól ostatecznie im umrzeć. Pozbądź się ich całkowicie. Ten proces jest podróżą.

Wzięcie na siebie krzyża to nie choroba niesiona przez życie, to nie troska o starzejącą się bliską osobę w jego ostatnich latach życia, nie jest to znoszenie koszmarnego sąsiada z naprzeciwka. Wzięcie krzyża oznacza koniec ludzkiego myślenia i przyjęcie myślenia Bożego. W Liście do Rzymian 12:1-2 nazywa się to odnawianiem umysłu.

Cheeseburger remix

Sądziłem, że była to zwykła małżeńska sprzeczka. Widziałem mnóstwo innych małżeństw i żony robiły dokładnie to samo co moja. (Musi być jakiś żeński gen, który przymusza ich do próbowania jedzenia męża 🙂 ).

Ludzkie (męskie) myśli to ochrona mojego talerza związana z moją przeszłością – „Gdy tato odszedł, każdy z nas otrzymywał pełny talerz jedzenia i tyle”. Ludzkie myśli brzmiały: „Mogłaś zamówić to samo, więc nie, ciesz się tym, co zamówiłaś”. Tak też dokładnie (co widać) było w moim sercu przez lata, aż do czasu, gdy pokutowałem z tego.

Kiedy Ojciec powiedział: „Przyjąłbyś na siebie kulę skierowaną do niej…” pokazywał znajomość mojego serca na wielkim obrazie, lecz On chciał, abym przyjął tą „kulę” w postaci udzielenia jej kawałka z mojego talerza. W ten sposób wskazywał na moją hipokryzję, na to, że chęć do zastawienia jej piersią kończyła się na drobnej kulce udzielenia jej kawałka mojego lunchu.

To zdarzenie otworzyło mnie na mnóstwo retrospektywnego myślenie o sobie, o tym, że nie traktuję jej tak, jak Chrystus traktuje kościół, oddając Siebie za nią? Jak mogę dalej składać swoje życie za rodzinę, przyjaciół, sąsiadów, za tych, którym usługuję? Jakie inne ludzkie myśli mogą czaić się w moim sercu, a które muszę ukrzyżować, aby myśleć tak, jak myśli Ojciec?

Tutaj podejmę temat następnym razem, a do tej pory ach… smacznie to wygląda, co jesz, mogę spróbować?

Noszenie krzyża_2

Dużo błogosławieństw

John Fenn

www.cwowi.org and email me at cwowi@aol.com

One comment

  1. Kiedy przeczytałem historię autora o jego „obronie talerza”, a raczej zawartości tego talerza, pojawił się w moim w mojej myśli pewien obraz zapamiętany z czasów dzieciństwa, z historycznego filmu.
    Ten obraz to katolicka procesja, której uczestnicy rozebrani do połowy do naga mają na głowach kaptury zasłaniające twarze. W rękach trzymają pejcze, biczując się po plecach i robiąc sobie rany , jak myślę w akcie pokuty, czy kary za grzech.
    Co to ma wspólnego z treścią artykułu?
    Odniosłem bowiem wrażenie, że autor swoją postawę wobec zaistniałej sytuacji, kiedy żona ma ochotę na kęs z jego talerza, a on nie jest z tego zadowolony podnosi do rangi grzechu.Dalsza jego treść to oczywiście tłumaczenie tego, że niosąc krzyż nie powinniśmy tak postępować.
    Trudno mi się z tym zgodzić. Powiedziałbym raczej, że to jego żona powinna zastanowić się na tego rodzaju zachowaniem, które po n-tym razie może wzbudzić niechęć wobec niej. Ale autor próbuje wziąć winę na siebie.
    I to jest właśnie obraz owego „biczowania się po plecach.”
    Kiedy oddałem życie Jezusowi, stałem się właśnie takim „biczującym siebie” chrześcijaninem. Gdyby trzeba było przejść przez strumyk , gdzie nie ma kładki, potrafiłbym w pierwszej miłości do Chrystusa ” stać się tą kładką , by moi współwierzący nie musieli zmoczyć swoich „świętych ” nóg. Tak też uczyłem moje dzieci tzw. „świętej postawy”.
    Nie kłóć się, ustąp itd……..
    Niestety po wielu latach zobaczyłem, i to wśród „wierzących”, że przyjmując taką właśnie postawę i ucząc jej moje dzieci , skrzywdziłem i dzieci i siebie.
    Bowiem ci, którzy korzystali z mojego poświęcenia potrafili wykorzystać mnie do cna.
    Czy zatem Słowo Boże jest różne dla różnych sfer chrześcijan?
    Podsumowując:
    Gdyby moja żona n-ty raz próbowała kopać w moim talerzu zwróciłbym jej uwagę, że nie podoba mi się jej zachowanie.
    Nie” biczowałbym się w akcie pokuty” za to,że odmówiłem jej kopać w talerzu.
    Bowiem przyzwoitość powinna być cechą wszystkich chrześcijan , jak mniemam.
    Czy jest ?
    To już inny temat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.