Ufaj Mojemy Życiu


Chip Brogden

Stale uczę się coraz bardziej i bardziej tego, że koniecznie trzeba pozwolić Bogu, aby działał we mnie na Swój sposób, a to znaczy, że nie zawsze wtedy, kiedy powinienem, pozwalam Mu żyć przeze mnie.

Obym był tak poddany przez cały czas, bez zawodu. Niemniej, w tych przypadkach, gdy pozwalam Jemu reagować przeze mnie, skutki są tak zdumiewające. Właśnie dzięki temu wiem, że On żyje. Jestem w stanie obserwować jak On pracuje przeze mnie, niemal tak, jakbym stał z boku i obserwował samego siebie.

Pozwólcie, że posłużę się zwykłym zdarzeniem, aby zademonstrować wam, w jaki sposób Jego Życie, jeśli Mu tylko na to pozwolimy, reaguje w nas, zamiast nas. Sprowadźmy to do praktyki. Z natury nie należę do osób cierpliwych, mam skłonności do lenistwa i irytacji. Czasami mogę być najtrudniejszą osobą do zniesienia w życiu, co z pewnością moja żona poświadczy. Pewnego razu byłem szczególnie rozzłoszczony i na samym skraju reakcji takiej jak zwykle się zdarza, wprost z Adamowej zamiast Chrystusowej natury. Jenak, aby sprawdzić wystarczalność Życia Chrystusa we mnie, zwróciłem się wewnętrznie do Pana i otwarcie wyznałem swoją niezdolność do kontrolowania swego gniewu, języka. Po prostu zrzuciłem to wszystko na Pana, mówiąc: „Ponieważ ja nie mogę, Ty musisz. Ponieważ jest to ponad moje możliwości, więc polegam na Tobie w tym, czego sam nie mogę”. Jeśli Ty tego nie zrobisz to ja nie mogę”. Nie było to powiedziane w arogancki sposób, lecz w rzeczowym tonie, którym po prostu przedstawiałem fakty. Dopóki myślimy, że MY możemy, czy nawet myślimy, że Bóg uzdolni nas do czegoś, ciągle zmagamy się. Musimy przestać to robić i pozwolić zrobić Jemu. Już dobrze wiedziałem, jak to się skończy, gdybym próbował poradzić sobie po swojemu. Po wyszeptaniu tej modlitwy, nie zajmowałem się tą myślą więcej, lecz czekałem, aby zobaczyć, co Pan zrobi we mnie. Za każdym razem, gdy umysł podejmował sprawę ponownie, cichy głos mówił: „Ufaj Mojemu Życiu”. W ciągu ostatnich tygodniu te łagodne podpowiedzi stale i wciąż prowadziły mnie przez niemożliwe do opanowania sytuacje i przenosząc mnie znacznie ponad jakiekolwiek krótkoterminowe zwycięstwa, które byłbym w stanie wyprodukować o własnych siłach. Wiemy o tym, że Chrystus był kuszony we wszystkim, podobnie jak my, a jednak grzechu nie popełnił. On jest ponad wszystkim, nie ma takiego pokuszenia, takiej sytuacji, problemu czy okoliczności, których On by nie opanował już. Nie martwimy się to, że Chrystus może potknąć się, zgrzeszyć czy zostać zaskoczony przez przeciwnika. Dlaczego? Ufamy Jego Życiu; znamy Człowieka, wierzymy, że On wystarcza – nie, więcej niż wystarcza, aby odpowiedzieć na każdy test, sprawdzian i pokuszenie. Skoro On żyje we mnie, a ja jestem naczyniem, które zawiera Jego Życie to czemu nie zaufać Chrystusowi na ziemi? Czy to nie jest ten sam Duch? Zdecydowanie tak!

„Zaufaj Mojemu Życiu” – zachęca ten Duch. Przestań walczyć, zaufaj Mi, obserwuj, co się dzieje. Mogę osobiście potwierdzić, że robiąc w ten sposób w tym szczególnym przypadku, mój temperament uspokoił się, słowa stały łagodne, sposób zachowania miękki, w istocie Żywy Chrystus wyrażał Siebie przeze mnie, a do mnie należało tylko poddać się i obserwować w zdumieniu jak Jego Natura zaczyna ogarniać moją osobowość. Któż inny mógłby okazywać taką cierpliwość? Taką miłość? Taki pokój? Nie da się tego wywołać, ani skopiować, pytając: „Co zrobiłby Jezus?”, po czym postanowić skopiować Jego przykład. Próby imitowania Jezusa to droga do frustracji i rozpaczy. Powiem wam, że bezsprzecznie nigdy nie spotkacie Człowieka takiego jak Jezus. Próbujcie przez milion lat i zobaczycie, że nigdy nie uda się wam skopiować Jego osobowości! Wasze najlepsze próby, aby „być bardziej jak Jezus” są równie marne, jak próby uprawiania rośliny na betonie. Tylko ktoś pyszny, ignorancki myśli, że może kiedykolwiek choćby zbliżyć się tego, aby być podobnym do Jezusa.

Nie, odpowiedź brzmi: „Żyję już nie ja, lecz Chrystus żyje we mnie, a obecne moje życie w ciele jest życiem w wierze Syna Bożego”. Żyję, a jednak nie ja, lecz Chrystus. To nie jest Jezus reprodukowany we mnie, lecz Jezus zamiast mnie. To nie moje życie, moja praca, moje wysiłki skierowane ku świętości. To Chrystus jest moją Mądrością, Sprawiedliwością, Uświęceniem i Odkupieniem.

W miarę jak uczę się ufać Jego Życiu w małych sprawach, odkrywam, że te większe nie są takie wielkie. To tylko kwestia przełożenia. Jeśli chcesz podnieść przy pomocy dźwigni duży ciężar to im bliżej punktu podparcia umieścisz go tym mniej siły musisz przyłożyć. Zatem, skuteczne zaufanie Jego Życiu powoduje, że umieszcza się punkt podparcia tak, że trzeba przyłożyć bardzo niewiele siły, podczas gdy Dźwignia, Chrystus, wykonuje całą pracę. Oczywiście, ostatecznie dochodzimy do miejsc totalnego odpoczynku i nie musimy używać siły w ogóle. Po prostu: „proś, a będzie ci dane”.
Jeszcze lepszą analogię podał Sam Chrystus: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie…a znajdziecie odpocznienie dla dusz waszych”. Jarzmo jest przeznaczone dla dwóch wołów. Normalnym zwyczajem było wówczas to, że łączono słabsze zwierze z silniejszym, wzmacniając tego słabego. Nasza sytuacja jest taka, że nie możemy być silniejsi; musimy być słabsi.
Cały nasz problem polega na tym, że jesteśmy zbyt mocni w sobie. Dlatego nigdy nie mówi się nam, abyśmy wzmacniali ciało, ponieważ Bóg już osądził je, jako niewarte zbawienia i przybił je do krzyża. Niemniej, ta ilustracja z jarzmem, pokazuje nam, że to Chrystus wykonuje całą pracę w nas, a my zbieramy korzyści z Jego pracy. On nie naciska nas z zewnątrz, wymuszając na nas niewykonalne wymagania jak poganiacz niewolników. On jest obok nas, pracując na naszą korzyść. Jeśli wezmę na siebie Jego jarzmo to jestem niesiony razem z Nim. Możemy odpoczywać, ponieważ On niesie cały ciężar. Jego Życie jest nieograniczone. Ciężar tego świata nie jest dla Niego zbyt ciężki do uniesienia, musimy zatem zrzucić nasz ciężar na Niego, ponieważ On troszczy się o nas i On jest w stanie unieść to. Robić to jest dla Niego przywilejem.

Paweł myślał o sobie, że jest silną jednostką, dopóki Bóg nie osłabił go. Teraz Paweł raduje się w słabościach, pyszni się z przywar i pokazuje swoje cierpienia. Dlaczego? „Ponieważ gdy jestem słaby wtedy jestem mocny”. W jaki sposób? Jest co najmniej świadomy tego, że „beze Mnie nic uczynić nie możecie”; tego, że ludzka siła i wysiłki własne tylko opóźniają nieuniknioną ostateczną porażkę. Prawdziwa siła manifestuje się przez wyparcie się siebie i zaufanie Jego Życiu. Ponieważ Jego Życie, to jest Jego Byt, Natura i Istota jest Samym Chrystusem. Dziś jest potrzeba siły: On jest moją Siłą. Jutro może być potrzebna cierpliwość: On jest moją Cierpliwością. W przyszłym tygodniu wyzwaniem może być samokontrola; On jest moją Samokontrolą. Każde ujawnienie się jakiejś słabości i potrzeby daje nam na nowo możliwość zaufania Jego Życiu i obserwowania jak żywy Chrystus wyraża Siebie Samego przez nas.

 

[Głosów:4    Średnia:4.5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.