W jaki sposób Biblia okłamuje nas

phildrysdale
Phil Drysdail

Ponieważ wiem, że stoją już tutaj niektórzy z kamieniami, gotowi rzuć na sam widok tytułu, pozwólcie, że zacznę od tego:

Biblia sama w sobie nie okłamuje nas. Niemniej sposób w jaki większość z nas ma zwyczaj czytać Biblię powoduje, że niestety używamy jej, aby przez cały czas okłamywać samych siebie.

Dasz sobie z tym radę?

Widziałem ostatnio bardzo interesujący film (link niżej). Pewien człowiek podawał ludziom prostą sekwencję liczb, 2,4,8, pytając ich o zasadę jakiej używa, aby ją stworzyć.

Proponuje, aby podali trzy następne własne propozycje liczb, a on zweryfikuje czy jest to zgodne z jego zasadą czy nie, zanim oni podadzą ją.
A co wy na to?

2, 4, 8…

Myślicie, że mnoży przez dwa, tak?
Ja też tak myślałem.

I tak było z KAŻDYM na tym filmie.

Zgadywali więc kolejny raz, teraz były to: 3, 6, 12.

A: „Te liczby powstają zgodnie z moją zasadą”
B: „Mnożysz przez dwa?”
A: „Nie”.

Kolejna próba. Tym razem: 10, 20, 40

A: „Te liczby powstają zgodnie z moją zasadą”
B: „No, przecież podwajasz je”
A: „Nie”.

Jeszcze raz. … 5, 10, 20

A: „Te liczby powstają zgodnie z moją zasadą”
B: „To nie w porządku, wyraźnie widać, że podwajasz je”
A: „Nie!”

Wiecie co? On nie mnożył tych liczb przez dwa.

Oni to robili.

Za każdym razem utwierdzali się w tym, co zobaczyli początkowo. Potem już tylko stale i wciąż to samo. Jak się okazało, jego zasada to był dowolne liczby we wzrastającej kolejności. Może ludzie zgadli by, gdyby podał 1, 2, 3 czy 4, 600, 34256. Skoro jednak były to liczby, które przecież były podwojoną wartością poprzednich, ludzie mogli zobaczyć to tylko w jeden sposób.

Jesteś zaprogramowany do ignorowania prawdy

Sposób w jaki funkcjonuje ludzki mózg jest dziwnym zjawiskiem; nieustannie powoduje, że ignorujemy prawdę, a potwierdzamy kłamstwa, w które wierzymy. Typowe jest to, że ogromna większość populacji raczej wpada w tendencję dowodzenia tego, co już wiemy, a nie chce poznawać czegoś nowego.

Prawdopodobnie właśnie to robisz.

Jeśli jesteś podobny do mnie i większości ludzi to prawdopodobnie przeglądasz tego bloga w poszukiwaniu kluczowych słów i zwrotów, które na ciebie wyskakują. Gdy widzisz taki zwrot, zatrzymujesz się i czytasz. Czy wiesz co jest w tym interesującego? Prawdopodobnie nie szukasz niczego nowego. Szukasz tego, z czym się zgadzasz, w co już wierzysz, abyś mógł potrząsnąć głową i powiedzieć: „No, ma rację”.

Bądź,

szukasz tych rzeczy, z którymi się nie zgadzasz, abyś mógł potrząsnąć głową i powiedzieć: „co za idiota… przejdę na koniec i zostawię mu komentarz, aby wiedział, że się myli”.

A co to ma do Biblii?

Dla większości z nas, jako chrześcijan, Biblia jest przez Ducha Świętego ostatecznym źródłem objawienia woli Bożej.

Oto, co mnie niepokoi:
Nikt z nas nie czyta Biblii pozbawiony własnych uprzedzeń. Czytamy ją dokładnie w taki sam sposób, jak mówiłem o czytaniu tego bloga. Czytamy ją, aby potwierdzić to, co już wiemy, że jest prawdą, bądź chcemy wierzyć, że jest prawdą.

Rzadko kiedy zwracamy się do Biblii po to, aby rzucić wyzwanie naszym uprzednio podjętym poglądom.

Biblia spełniała przez ostatnie tysiąclecia swoje zadanie w życiu tak wielu ludzi: prowadziła do Boga, i pouczałą ich we wszelkiej sprawiedliwości, jak pięknie ujął to Paweł w Liście do Tymoteusza.

Niemniej, nie mogę tego wystarczająco mocno podkreślić:

Robiła równocześnie dokładnie coś przeciwnego.

W niewłaściwych rękach była pieczęcią zgody, potwierdzającą najgorsze przestępstwa wobec Bożego stworzenia. Używamy jej do usprawiedliwienia nierówności, wykorzystania, gwałtu, morderstwa, niewolnictwa, ludobójstwa, krucjat, holokaustu. . . a jest to zaledwie ślizganie się po powierzchni tego, w jaki sposób używamy tej księgi przez ostatnie kilka tysiącleci.

O co więc w końcu chodzi?

Chodzi mi o to, że my wszyscy mamy tendencję do szukania potwierdzania tego, co wiemy, że jest prawdą. Jest to w porządku, o ile tylko wiemy, że to robimy.

Gdy otwierasz Biblię przypomnij sobie o tym: mam skłonność do wczytywania tego, co wiem (bądź chcę wiedzieć) DO tekstu.

W takiej chwili przekaż swoją słabość Duchowi Świętemu i po prostu powiedz: „Pomóż mi wyczytać CIEBIE z tego tekstu, zamiast wczytywać tam SIEBIE”.

Możesz zostać zaskoczony w czasie czytania tym, jak wiele wersów nabierze nowego znaczenia.

P.S. A oto film, o którym wspomniałem.

https://www.youtube.com/watch?v=vKA4w2O61Xoстоимость оптимизации

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.