Category Archives: Drysdale Phil

Dualistyczne patrzenie na ten świat

Phil Drysdale

Większość mojego życia miałem bardzo dualistyczne patrzenie na ten świat:

Słuszne przeciwko niewłaściwemu,
dobro przeciwko złu,
duchowe przeciw światowe,
demony przeciw aniołom,
Bóg przeciw Szatanowi,
światłość przeciw ciemności,
dobrzy ludzie przeciw złym.

Nie chcę powiedzieć tutaj, że nie ma czegoś takiego jak słuszne i niesłuszne, dobro i zło itp. Chodzi mi o to, że chcę pomówić o tym, jak takie dualistyczne myślenie może wpłynąć na to, jak widzimy ten świat.

Mamy skłonności do tego, aby określać różne rzeczy w dualistyczny sposób, dzielimy je na święte czy świeckie, duchowe czy nieduchowe, działanie Królestwa czy demoniczne itp.

Kiedyś częściej podróżowałem i bywałem w różnych miejscach, gdzie mówiono mi: „tu jest bardzo ciemno, to demoniczne miejsce”. „Ciężko jest przebić się tutaj Królestwu”. „Mamy tu do czynienia w potężnymi mocami i zwierzchnościami” itd…

Niemniej, śmieszne jest to, że w tych wszystkich podróżach nie nigdy tak naprawdę nie byłem w takim miejscu, o którym myślałbym, że jest szczególnie ciemne. Często w tych najciemniejszych miejscach odkrywałem społeczności bardziej duchowo otwarte, a więc mające lepsze przeżycia.

To, co ktoś nazywał ciemnością – ja nazywałem światłością. Gdy wychodziliśmy na ulicę, oni natrafiali na wielki sprzeciw, lecz ja miałem wspaniały czas. Nie byłem lepszy od nich. O różnicy stanowiła moja perspektywa.

Zdecydowałem się postrzegać wszystko jako duchowe w pozytywnym sensie. Wychodząc na ulicę nie próbowałem przez cały określać, co jest demoniczne, a co należy do Królestwa. Po prostu szukałem Boga w każdej osobie. I, ku zaskoczeniu, znajdowałem Boga za każdym razem!

Najmniej obchodziło mnie to czy ludzie mają demony. Najbardziej byłem zainteresowany tym, czy wiedzą, że już mają pełnię Boga w sobie. Gdy budzili się do tej rzeczywistości, demony wychodziły bez walki. W 9 na 10 przypadków, jeśli chodzi o pozytywne duchowe doświadczenia, sytuacja w jakiej się znajdujemy nie ma nic do rzeczy. Nie ma znaczenia gdzie jesteśmy ani z kim rozmawiamy.

To nie obecność mocy ciemności decyduje o tym czy coś jest pozytywne, czy negatywne, lecz twoja perspektywa. Z chwilą, gdy nauczymy się widzieć światłość, zaczyna być trudno dostrzec ciemność, staje się ona całkowicie nieistotna. Potrzeba określania czegokolwiek jako demoniczne czy święte, duchowe czy nieduchowe itd., wyłącznie rozprasza nas.

Wszystko na tym świecie jest napełnione Bogiem. Możesz iść do kościoła satanistów, gdybyś zechciał, i przeżył głęboko duchowe doświadczenie.

Większość nie przeżyje, lecz mogliby. Jedyne, co stanowi o różnicy, jest to na czym się koncentrujesz. Czy szukasz Boga i tego, co Bóg robi?Czy też szukasz demonów?

Na koniec tego dnia, nawet jeśli był gdzieś 1, 10 czy 10.000 demonów, jest to całkowicie nieistotne – Bóg tam jest i Bóg jest w tobie! Skup się na tym, a reszta zajmie się sobą. Lecz jak tylko zaczniesz liczyć demony szybko zostaniesz przytłoczony.

Nie jestem w stanie wystarczająca naciskać w tym punkcie. Przestań wyszukiwać ciemności. Niech stanie się to całkowicie nieistotne dla ciebie każdego dnia. Zamiast tego skup się na Bogu. Skup się na świetle. Bóg jest w kościele, pubie, na satanistycznym spotkaniu, w Niebie i Piekle.

Nie ma takiego miejsca, gdzie nie można by znaleźć Boga. Skup zatem swój wzrok na Bogu i na tym, co Bóg robi, a odkryjesz, że wszystko może stać się pozytywnym duchowym przeżyciem, a to wszystko, co mógłbyś określić jako „niedobre”, „złe”, „demoniczne” itp., będzie w radykalny sposób przemienione, ponieważ to ty przyniesiesz/ objawisz Boga w tym, w nich.

Mnóstwo miłości

Phil

Uwaga: Nie twierdzę, że nie ma złych sytuacji czy demonów, twierdzę, że, jeśli skoncentrujesz się na Bogi i na tym co Bóg może zrobić, bądź robi, to pośród tych rzeczy sama sytuacja odnawia się. Być może sytuacja nadal jest zła, lecz jest już pełna nadziei, pełna potencjału, a nie pozbawiona Boga, taka, która, gdy spojrzy się wstecz, może zostać nawet nazwana złą sytuacją, która została zmieniona ku dobremu.

Nie chodzi mi o to, abyśmy ignorowali złe sytuacje – w tym świecie niesprawiedliwości jest mnóstw. Nie twierdzę, że nie mamy szukać niesprawiedliwości. Mówię, że gdy widzimy na tym świecie niesprawiedliwość i zło, sprawdzajmy swoją perspektywę. Pytajmy siebie, co Bóg już robi w tej sytuacji? Co Bóg chce, abyśmy wnieśli w nią. W jaki sposób możemy sprowadzić Królestwo Boże do niej. Zamiast pozwalać na to, że ta sytuacja będzie się piętrzyć nad nami

jako wielkie zło, pozwalamy Bogu, który jest w nas wznosić się ponad nią

dać możliwość objawienia Jego miłości i łaski.

… który(a) jesteś w Niebie

Phil Drysdale

Kilka tygodni temu całkiem sporo ludzi zaniepokoiło się tym, że odniosłem się do Boga przy pomocy żeńskich zaimków. Dla mnie nie stanowiło to problemu, ponieważ dawno temu przeszedłem poza swoją potrzebę opisywania Boga jako wyłącznie mężczyznę czy kobietę.
Z pewnością Bóg obejmuje wszystko, co czyni z nas mężczyzn i kobiety, lecz sam nie jest wyłącznie jednym czy drugim.

Zarówno „On” jak i „Ona” są w pewnym sensie poprawne, jak i w innym sensie niepoprawne.
Bóg nie jest równocześnie ani jednym ani drugim. Mężczyźni i kobiety zostali stworzeni na „Jego” obraz, lecz Bóg nie jest ograniczony naszym obrazem. Możesz mieć zabawkę, która reprezentuje prawdziwy samochód, lecz nie przyjdzie ci do głowy wybrać się tą zabawką do pracy! Prawdopodobnie nie ma tam nawet silnika!
Ostatecznie, kogo to obchodzi czy nazywamy Boga mężczyzną czy kobietą, gdy Bóg jest istotą, która raz spotkana, całkowicie wykracza poza te koncepcje.
Nazywamy atom protonem czy neutronem lecz nie jest to jakoś szczególnie właściwe? Może jeśli weźmiemy pod uwagę oba, znajdziemy się bliżej, lecz i tak w tej miksturze będą nam potrzebne elektrony. Dalej jednak, gdy już skupimy się na elektronach i protonach, będzie nam brakować piękna kwarków i subatomowych cząsteczek. Jest ciągle MNÓSTWO więcej niż ta jedna czy dwie rzeczy, na których możemy się zafiksować.

Spotkajmy się z tym: każdy wyraz jaki użyjemy do opisania Boga, czy nawet wiele pięknych słów spiętych razem ostatecznie BARDZO zawodzi. Nadmierna koncentracja na nich grozi tym, że nigdy w nowy, ekscytujący sposób nie zrozumiem, kim jest Bóg. Ograniczamy nasza relację z Bogiem, który jest nieograniczony.
Nawet najlepsze z naszych słów,.. tak nawet w z Biblii zawodzą jeśli chodzi o pełny opis tego, kim jest Bóg.


Stworzone słowa nigdy nie s w stanie doskonale opisać tego, co nie jest stworzone. Można przeczytać tysiąc poematów o wschodzie Słońca, lecz nigdy nie będą w stanie uchwycić tego, co możesz zobaczyć osobiście. To jest doskonałe podsumowanie tego, co się dzieje, gdy Bóg osobiście pojawia się, mówiąc: „w poszukiwaniu Mnie badałeś gorliwie wszystkie
te słowa a jednak gdy patrzysz mi w twarz, nie rozpoznajesz Mnie, kim jestem”.
Powiedziano o Jezusie, że nawet całego atramentu nie wystarczyłoby na spisanie ksiąg o tym, kim On jest i co uczynił… a to mnóstwo jest atramentu!

Tak, wiem, że Jezus jest mężczyzną, lecz jak mógłby Jezus mówić do wielkich tłumów, przebywać wśród grzeszników, przemawiać w świątyni i spotykać się ze śmietanką społeczną, gdyby było kobietą (czy interseksem?)

Czy fakt, że Jezus był mężczyzną oznacza, że Bóg ma penisa? Że ma chromosomy X i Y. Że może mu urosnąć broda?
Osobiście, nie ma dla mnie znaczenia czy nazywasz Boga Ojcem, Matką, Nim, czy Nią. Moim zdaniem, raczej dziecinne jest skupiać się tych rzeczach. Bóg jest przecież tym, który trzyma wszystko razem, tym, który daje ci w płucach tchnienie i sprawia, że możesz spierać się o płeć Boga. Przecież nie jest On dosłownie jakimś drobnym mężczyzną czy kobietą utrzymującym razem atomy w powietrzu. Gdyby chirurg mógł otworzyć twoje serce, nie znalazłby tam człowieka Jezusa, którego zaprosiłeś, gdy zostałeś zbawiony.
To, co mnie interesuje to abyśmy znaleźli łaskę, potrzebną do znoszenia tego, jak inni wyrażają się o Bogu (jakiego języka używają) i ich doświadczeń z Bogiem.
Boże uchowaj, aby ktoś, kto został zgwałcony przez swego ojca mógł łatwiej zrozumieć wszechmiłującą istotę, która jest Matką, niż Ojcem. Czy musimy powstrzymywać tą „herezję”? Czy wolno nam zadusić taką okazję, aby ktoś mógł zostać uzdrowiony i połączony z Bogiem?

Na pewno powinniśmy celebrować to, że Bóg jest większy i sięga do nas właśnie tam, gdzie jesteśmy.
Czy zapominamy o tym, że Biblia często mówi o Bogu jako o kokoszy, matce niedźwiedzicy, matce orle, ludzkiej matce, że mówi o tym że Bóg nas zrodził, karmi piersią, że El Shaddai (żydowskie imię Wszechmogącego, które zostało zapożyczone z innej pogańskiej religii), literalnie znaczy: „ta, która ma wiele piersi”? Uspokójmy więc nieco skakanie do gardeł ludzi, którzy korzystają z innych niż my metafor na opisanie Boga…
Wyjdźmy temu naprzeciwko: Wszystko, cokolwiek mówimy, aby opisać Boga to metafora.
Radością jest pokazanie się z taką wielką ilością metafor dla Boga, jak tylko możemy. Być może, ale tylko być może, nieco lepiej opiszemy wschód słońca, lecz, przy odrobinie szczęścia, nie okradniemy siebie samych z radości osobistego oglądania wschodu.

Mnóstwo miłości
Phil

Obsesja na punkcie zła i dobra

Phil Drysdayle

Ostatnio rozmawiałem nieco przez media społecznościowe z ludźmi o grzechu. Powiedzieć, że chrześcijanie mają ogromną obsesję na punkcie grzechu jest niedopowiedzeniem. To bolesne, lecz zrozumiałe; wielu z nas wzrastało słysząc nauczanie o tym tydzień w tydzień.

Pamiętam, że czytałem kilka lat temu jakieś badanie, w którym stwierdzono, że w Ameryce średnio z kazalnicy grzech jest wymieniany 7 razy częściej niż Jezus czy Bóg.
Wychodzi na to, że to owoc (żart) zjedzenia z drzewa poznania dobra i zła doprowadził do tego, że obsesją stała się chęć poznania, co jest dobre, a co złe.

Bardzo mnie to fascynuje. Nie nazywa się to drzewem grzechu, ani drzewem czynienia zła, ani drzewem nikczemności. Nie, okazało się, że, zgodnie z Pismem, to, co zgubiło ludzkość to było drzewo, które pouczyło nas o tym, co jest dobre, a co złe, a przecież Bóg nigdy nie chciał, abyśmy o tym wiedzieli.
Jednak większość kazań kręci się wokół właśnie tego, co jest złe, a co dobre. Jak uniknąć „grzechu” i żyć „świętym” życiem. Bóg nigdy nie chciał, abyśmy popadli w manię dobra i zła.

Rozumiesz, gdy jesteś maniakiem Boga i relacji z Nim, to, co dobre i co złe, zatroszczy się samo o siebie.

Tak właśnie żyli Adam i Ewa od początku – chodzili codziennie w bliskiej więzi z Bogiem. Nie potrzebna była im wiedza o tym co dobre, a co złe. Gdy chodzisz z Bogiem, generalnie unikasz masowego morderstwa, gwałtu i oszukiwania w podatkach.

Jeśli jednak skupiamy się na tym, co dobre i złe, szybko okazuje się, że stworzyliśmy sobie innego boga, który jest podobny do nas. Boga, który w porównaniu z Jezusem i Jego, Ojcem jest zupełnie nierozpoznawalny. (Niestety, zbyt rozpoznawalny dla tych, którzy zostali narażeni na legalistyczne wersje chrześcijaństwa.) Jest to bóg, który ma obsesję na punkcie grzechu i odnosi się do ludzi na postawie ich zachowania, co oczywiście jest znacznie bardziej podobne do upadłej ludzkości, niż do Boga, którego objawił Jezus.

Łaska zakrywa wszystkie grzechy. Łaska jest większa niż grzech, Już najwyższy czas pozwolić na to, aby to łaska wykonywała swoją pracę, przezwyciężając grzech i uzdalniając nas do życia wolnego od grzechu.
Wtedy będziemy mogli swobodnie wykonać swoją robotę: być kochani przez Boga i kochać Go w zamian, oraz kochać innych w miarę jak uczymy się kochać siebie.

Kiedy postawimy wóz przed koniem to łatwo jest w ogóle zapomnieć o koniu (o ile będziemy mieli tyle szczęścia, aby gdziekolwiek się dostać). Kiedy jednak skupimy się na tym, aby to koń poruszał wozem, nie będziemy musieli nadmiernie myśleć o wozie, zajmie się on sam sobą.

Tak więc, poświęćmy się odpuszczeniu sobie wszelkiej obsesji jaka może w nas panować na temat tego, co uważamy za „grzech” i „sprawiedliwe życie”. Zamiast tego skupmy się na naszej jedności z Bogiem i na tym, abyśmy pomagali również innym doświadczyć ich osobistej jedności z Nim.

Mnóstwo miłości

Phil

Najniższa forma moralności to robienie czegoś ze względu na prawa i przepisy

Phil Drysdale

Ludzie często wpadają w panikę, słuchając jak nauczam na temat łaski. Mają miliard zastrzeżeń, z których większość pobudzana jest przez strach przed tym, że ludzie będą robić coś złego, lub nie będą czynić dobra.

Tak, najniższą formą moralności jest robienie czegoś ze względu na prawa i zasady, strach przed karą lub oczekiwanie nagrody.

Prawdziwa moralność istnieje tylko wtedy, gdy nie ma zewnętrznych czynników.
Po prostu robię dobro.

Cieszę się, że ludzie nie mordują ponieważ boją się więzienia.
O wiele bardziej pociesza mnie fakt, że 99% populacji nie morduje po prostu dlatego, że głęboko wewnątrz są ludźmi rozsądnymi i dobrymi.

Spójrzmy prawdzie w oczy – obok kogo wolałabyś spać w łóżku? Obok męża, który nie zamorduje cię we śnie tylko dlatego, że pójdzie do więzienia, czy męża, który cię kocha i coś takiego nawet nie przyjdzie mu do głowy?

Jestem pewien, że Bóg również jest zadowolony z tego, że ludzie nie biegają wokół raniąc jedni drugich, ponieważ jest w Biblii kilka zasad, które tego zakazują. Nie mam również wątpliwości co do tego, że o wiele bardziej cieszą go ludzie, którzy nie ranią się nawzajem, ponieważ tacy właśnie są – ludźmi, którzy nie ranią innych.

  • Wiem, jaki wolałbym być.
  • Wiem, kogo wolałbym poślubić.
  • Wiem, kogo wolałbym na mojego przywódcę.
  • Wiem, kogo wolałbym na moich przyjaciół.

Pozostaje pytanie: kim my zamierzamy być?

Kimś, kto jest dobry ponieważ musi, ponieważ w przeciwnym razie zostanie ukarany?
Czy kimś, kto jest dobry ponieważ wie, kim jest i żyje życiem w Duchu?

Jest to coś, nad czym zastanawiamy się kształtując uczniów… jakich wychowujemy?
Tych pod prawem, czy tych w duchu?

Dużo miłości,

Phil

Dlaczego nie obchodzi mnie twoje zdanie na temat homoseksualizmu

Phil Drysdale

Co przychodzi ci do głowy, gdy słyszysz te dwa słowa: „chrześcijanin” i „homoseksualny”?

Badałem ten temat ze względu na zbliżającą się sesję: „Seks,seksualność i płeć”, którą będę zajmował się dla Kursu Łaski (The Grace Course) pod koniec roku.

Homoseksualność jest oczywiście ogromnym tematem. Chrześcijanie mają obsesję na tym punkcie.

Znam kościoły, w których zupełnie nie zwraca się uwagi, gdy ktoś zaprzecza dziewiczemu narodzeniu, Trójcy czy powtórnemu przyjściu Jezusa, lecz jeśli tylko powiesz, że można być gejem to zostaniesz wykopany natychmiast. Nie chcę mówić o eschatologii, Trójcy czy seksualnym życiu Marii… lecz daje to pewien ogląd sytuacji.

Homoseksualność jest ogromnie ważną sprawą dla większości chrześcijan.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy przeczytałem mnóstwo książek wyjaśniających

– dlaczego jest to teologicznie w porządku,

– dlaczego jest to teologicznie nie w porządku,

– dlaczego jest to taki sam grzech, jak każdy inny,

– dlaczego jest to najgorszy z grzechów,

– dlaczego nie jest to w ogóle grzech,

– historię homoseksualizmu,

– ostatnie naukowe podejście do seksualności.

Itp.

Niemniej, najbardziej rzucające się w oczy są osobiste historie samych gejów.

Możemy sprzeczać się o dane, biblijne wersy i to, na co zdają się wskazywać naukowe badania badania, lecz nie można dowodzić, że człowiek stojący naprzeciwko jest jakąś inną ludzką istotą.

Historie osobiste są bardzo realne, nie są to martwe dane. Oni przeżyli to, doświadczyli każdego kolejnego kroku na swej drodze.
Bez względu na wyznawaną teologię na temat samego homoseksualizmu, powinniśmy móc zgodzić się na jedno: gdy taki człowiek spotyka chrześcijanina powinien odczuwać, że jest kochany.

A powiem wam coś: nie tak wygląda większość opowiadanych historii, które przeczytałem.

Dlatego zdecydowanie uważam, że zanim powiemy słowo o tym, w co wierzymy, powinniśmy długo i solidnie pomyśleć nad tym, jak możemy okazać stojącej przed nami osobie miłość. (Chodzi o każdego, bez względu na zachowania.) Continue reading

Bądź miłosierny dla siebie samego

Phil Drysdale

Robiąc to, co robię, często znajduję się na pozycji bardzo podobnej do pastora. Znaczy to, że mamy do czynienia ze wszelkiego rodzaju ludźmi znajdujących się w trudnych sytuacjach:

bliskich samobójstwa,

z problemami tożsamości,

z problemami w relacjach,

wobec śmierci i żałoby,

rozwodów

i wiele, wiele więcej.

Odkryłem, że jedną z korzyści, jakie odnoszę, jest to, że mnóstwo tych sytuacji całkiem dobrze przetwarzam na swój własny użytek. (Obserwacja, jak ludzie radzą sobie czasem dobrze jak, czasem niedobrze, pomaga w zdobyciu dobrej perspektywy.)

Skutek jest taki, że jestem znacznie bardziej dojrzały pod względem emocjonalnym niż wtedy, gdy zaczynałem służbę!

Jednak, kiedy w zeszłym miesiącu zmarła moja mam, uderzyło mnie w bardzo nieoczekiwany sposób.

Przekonania mam silne, więc mój duchowy stan oraz pogląd na Niebo i Piekło nigdy nie były poddawane w wątpliwość, lecz to, co mnie zaskoczyło to fakt, jak bardzo dotknęło mnie to pod względem emocjonalnym. Wydawało mi się, że jestem osobiście dobrze przygotowany do całego przebiegu spraw i przebrnięcia przez to. Niemniej, z chwilą, gdy to się stało, okazało się, że straciłem motywacje. Czułem się bardzo przybity, a przebywanie wśród ludzi było bardzo przytłaczające. Zauważyłem też, że przespałem cały ten czas (należę do ludzi, którzy ściśle przesypiają 6 godzin na dobę, więc było to dla mnie bardzo dziwne).

Było to bardzo dotkliwe.
Nie byłem zupełnie sobą.

Żeby jeszcze bardziej pogorszyć sprawę, zacząłem sam siebie rozbijać. Czułem się winny, że nie pracowałem wystarczająco dużo; zawstydzony tym, że moje życie (moje wyobrażenie o nim) nie sięgało oczekiwań innych ludzi. Powiedziałbym o sobie, że byłem w tym czasie okropnym przyjacielem i mężem.

Znasz te wszystkie pomocne rzeczy, które można robić, gdy już jesteś przydołowany! 😉

Zdumiewające, jak szybko możemy obwiniać samych siebie.

Wielu ludzi, którzy mnie znają, uważają mnie za „faceta łaski”, a jednak, oto jestem tutaj w sytuacji, w której sam sobie powinienem udzielić łaski najwięcej, jako człowiek wylewający potępienie i winę.

To nie jest śmieszne

Cieszę się, że mam wspaniałą żonę i cudownych przyjaciół. Pomogli mi zobaczyć siebie w taki sposób, jak widzi mnie Jezus. Gdy nie jestem w najlepszym stanie, dadzą mi taką radę, której ja sam udzieliłbym im w ich najgorszym czasie. Nie tylko udzielili mi łaski, lecz przypomnieli mi, aby sam znalazł ją dla siebie.

Teraz już jest ze mną lepiej. Ciągle mam jeszcze wiele przed sobą, lecz zdecydowanie dostrzegam, że z dnia na dzień staję się coraz bardziej normalny.

Chciałbym podziękować wszystkim za każde dobre słowo i modlitwy skierowane do mnie i mojej rodziny. Przykro mi, że nie odpowiedziałem wszystkim … po prostu nie było to możliwe, lecz dzięki nim otrzymałem dużo wzmocnienia!
Niemniej, może ty zechcesz skorzystać z mojego przeżycia z ostatnich tygodni, aby przyniosło łaskę dla ciebie.
Może ktoś z twoich znajomych zmaga się z tym, aby sobie samemu udzielić łaski?

Może to ty?

Czym innym jest być miłosiernym wobec innych, a całkowicie czym innym objąć łaską samego siebie. Jeśli jednak Bóg jest łaskawy wobec nas, możemy co najmniej zrobić tyle, aby nie podważać Jego autorytetu i być miłosiernym dla siebie.

Dużo miłości, przyjacielu. Wiem, że milczałem przez ostatnie tygodnie, lecz będziesz ode mnie słyszał coraz częściej, w miarę jak powrócę do normalnej regularnej rutyny.

Mam nadzieję, że u was wszystko w porządku.

Phil

Grzesznik czy święty?

phildrysdale

Phil Drysdale
Zostałem kiedyś oskarżony o to, że jestem pyszny, ponieważ nie nazywam siebie grzesznikiem.

Nazywam siebie sprawiedliwym.

Upierają się niektórzy przy tym, aby nazywać się grzesznikiem, ponieważ ciągle grzeszę i powinienem być bardziej pokorny.

Nie zgadzam się z tym.

Rzeczywiście, myślę, że nazywanie siebie grzesznikiem jest szczyt pychy.

Jeśli utożsamiamy się ze swoim zachowaniem, mówimy, że to, co robimy jest silniejsze niż to, co zrobił Jezus.

Jestem grzesznikiem” to ogłoszenie, że moje grzeszne zachowania są potężniejsze niż dar sprawiedliwości Jezusa.

Mówi to: „Jestem większy od Boga”.

Wierzę w to, że najbardziej pokornym postępowaniem, jakie możemy podjąć jako wierzący, to skupić się na tym, co zrobił dla nas Jezus… a nie na tym, co my robimy!

Bóg nazywa mnie sprawiedliwym. Bóg nazywa mnie świętym.

Lepiej, żebyś przyjął, że nadal będą pozwalał Bogu nazywać mnie zgodnie z tym, co On zrobił, niż przyjmować, że moje zachowanie jest na tyle mocne, aby tamto unieważnić.

Jeśli ludzie chcą to nazywać pychą, niech tak będzie.

A co z tobą? Będziesz nazywać siebie grzesznikiem czy świętym?

Mnóstwo miłości
Phil