Widzący, prorocy, proroctwo osobiste: część 1 – Czym jest proroctwo

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Jest dziś wiele zamieszania wokół pojęć takich jak widzący, prorocy, proroctwo czy osobiste proroctwo. W pierwszej części chciałbym wyjaśnić, w jaki sposób możemy rozpoznawać ludzi poprzez ich ducha – oraz jakie problemy może to czasami powodować.

Przyciąganie na poziomie ducha
Tak więc odtąd nikogo już nie znamy według ciała; a jeśli znaliśmy Chrystusa według ciała, to teraz już nie znamy. Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,16–17).

W świecie zwykle rozpoznajemy ludzi i okazujemy im szacunek według ziemskich kryteriów: wykształcenia, statusu materialnego, wykonywanego zawodu, majątku i tym podobnych rzeczy. W Chrystusie istnieje jednak tylko jeden prawdziwy standard: nowe narodzenie. Ziemskie kryteria poznawania drugiego człowieka stają się drugorzędne. Dlatego apostoł Paweł napisał, że od tej chwili nie będzie już znał ludzi według standardów świata, lecz według ducha.

Wiele szkód powstało z powodu niezrozumienia tej nowotestamentowej rzeczywistości, że można poznawać drugiego człowieka poprzez jego ducha. Niejedna kobieta rzucała się w ramiona kaznodziei, ponieważ jej duch rozpoznawał dary obecne w jego duchu, a ona interpretowała to jako Bożą wskazówkę, że to jej przyszły mąż. I nie musi chodzić tylko o kaznodzieję – takie sytuacje zdarzają się w szkołach, w kościołach, w firmach, a nawet podczas przypadkowych spotkań w miejscach publicznych. Przyciąganie na poziomie ducha bywa często mylone z Bożym prowadzeniem do relacji. Tymczasem to błędny odbiór – to nie głos Boga, lecz jedynie fakt, że czyjś duch odczuwa pociąg do ducha drugiej osoby.

Kiedy byłem dyrektorem szkoły biblijnej, miałem okazję poznać znanego i powszechnie szanowanego ewangelistę, T. L. Osborna. Nasza szkoła mieściła się w budynku jego służby i był to dla mnie szczególny czas. Często przemawiał podczas naszych nabożeństw w kaplicy, a ja miałem nawet przywilej spotkać się z nim w jego domu. Pewnego dnia, po jednym z jego wystąpień w kaplicy, przyszła do mnie zapłakana studentka. Nie rozumiała, dlaczego płacze. Zapytałem ją, do jakiej służby czuje, że została powołana. Odpowiedziała: „Do misji”. Wyjaśniłem jej, że dary obecne w jej duchu rozpoznają dary obecne w duchu tego ewangelisty – powołanie misyjne. Duch tej kobiety został poruszony, gdy słuchała o jego przygodach i o ludziach, których przyprowadził do Pana. W pewnym sensie poznała T.L Osborna  według Chrystusa, który był zarówno w nim, jak i w niej.

Inny przykład
Mając szesnaście lat, w dziesiątej klasie na lekcji języka niemieckiego poznałem pewną dziewczynę. Nauczyciel często dzielił uczniów na pary i nas posadził razem. Pomiędzy wykonywaniem zadań zaczęliśmy się poznawać. Ona była katoliczką, ja należałem do Kościoła episkopalnego (anglikańskiego), który ma podobną niedzielną liturgię. Pewnego dnia powiedziała mi: „Znam Boga, który kryje się za tą liturgią”. I to ona doprowadziła mnie do Pana.

Jej chłopak – późniejszy mąż – przyprowadził ją do Chrystusa, ona doprowadziła mnie, a ja później doprowadziłem do Pana moją dziewczynę, przyszłą żonę, Barb. W następnym roku dalej uczyliśmy się niemieckiego, więc nasza przyjaźń w Panu nadal się pogłębiała.

W ostatniej klasie liceum zostałem wybrany królem balu maturalnego, a ona została królową balu. Zawsze uwielbiałem jej ducha. Na zawsze pozostanę jej wdzięczny za to, że podzieliła się ze mną Jezusem. Do dziś utrzymujemy regularny kontakt. Od samego początku pokochałem jej ducha i podziwiam też jej duszę i od tamtych lat wciąż pozostajemy w relacji brata i siostry. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy przekroczyć granicy tej duchowej miłości i wzajemnego szacunku – i ona również nigdy by o tym nawet nie pomyślała.

Zdarza się jednak, że ktoś nawiązuje przyjaźń z kolegą z pracy, pastor z liderem uwielbienia, albo dwóch sąsiadów zaczyna się lepiej poznawać – i wtedy przyciąganie na poziomie ducha (a czasem także duszy) może zostać pomylone z miłością, że to Boża wola. Ktoś może nawet dojść do przekonania, że to Bóg pokazuje im przyszłego małżonka. Tymczasem wcale tak nie jest. Człowiek po prostu dostrzega, kim druga osoba jest w swoim duchu. Często ktoś angażuje się emocjonalnie i twierdzi: „Bóg mi powiedział, że to mój przyszły mąż” albo „moja żona”, a potem dziwi się, dlaczego Bóg nie powiedział tego samego tej drugiej osobie. Pamiętajmy: jesteśmy duchem, mamy duszę i żyjemy w ciele. Nie przekraczajmy granic. Możemy dostrzec, że pociąga nas czyjś duch – czasem także jego dusza – lecz jeśli istnieją już jakieś granice, nie przekraczajmy ich.

Niestety, bardzo rzadko naucza się prawdy o tym, że nasz duch może rozpoznawać to, co jest w duchu drugiego człowieka, a to, co czasem można znaleźć na ten temat, bywa dziwne i wręcz niepokojące.

Ludzie dostrzegają cechy obecne w duchu drugiej osoby i to ich pociąga i czasem mylą to z miłością
Wyobraźmy sobie pastora, do którego przychodzi samotna kobieta z jego zboru, prosząc o radę. Pastor może dostrzec w swoim duchu cechy obecne w jej duchu – to, jak Bóg ją stworzył i jak ją obdarował. To może zacząć go pociągać. Być może jest także atrakcyjna fizycznie. Zdarza się wtedy, że może zacząć nią manipulować, kontrolować, zapraszać na nocne spotkania w biurze, a nawet wprowadza do relacji sferę seksualną, tłumacząc to rzekomą potrzebą uzdrowienia z poprzednich relacji. Niestety takie rzeczy naprawdę zdarzają się w ciele Chrystusa. Jezus powiedział w Mt 5,28, że cudzołóstwo zaczyna się już w wyobraźni – od pożądliwego patrzenia. Przez lata widziałem wielu pastorów uwikłanych w różne formy cudzołóstwa, którzy zaczynali to najpierw w wyobraźni, fantazjując o kobietach z ich zborów lub zespołów uwielbienia. Kilku z nich udało mi się powstrzymać tuż przed upadkiem.

Takie sytuacje mogą zdarzyć się w każdej dziedzinie życia – w biznesie, w pracy, w przyjaźniach, nie tylko w kościele. Nasz świat jest tak zdeprawowany, że niektórzy sugerują nawet, że Maria Magdalena i Jezus byli parą. Podobne sugestie można znaleźć już w niektórych wczesnych heretyckich pismach chrześcijańskich. Ludzie mają tak skażone umysły, że nie potrafią sobie wyobrazić, iż kobieta, z której Jezus wypędził siedem demonów, mogła kochać Go wyłącznie na poziomie duchowym. Zakładają, że relacja musiała mieć charakter fizyczny. Tymczasem tak nie było. Czy my sami nie kochamy Jezusa z głębi naszego ducha? To właśnie jest czystość. Nasz duch świadczy razem z Duchem Świętym, że jesteśmy dziećmi Ojca i że Chrystus mieszka w nas. Dlatego apostoł Paweł napisał w 1 Tm 5,2, aby starsze kobiety traktować jak matki, a młodsze jak siostry. Innymi słowy: kochajcie ich ducha, okazujcie im należny szacunek i cześć, ale nie przekraczajcie granic.

Kilka lat temu byłem mówcą na „apostolskiej” konferencji. Gdy czekałem w bocznym pomieszczeniu na swoją kolej wystąpienia, osoby pomagające przy obsłudze – podające wodę i przekąski – zapytały, czy mogą położyć na mnie ręce i prorokować nade mną. Zgodziłem się. To, co powiedziały na początku, było bardzo trafne: że wkrótce zostanę wprowadzony w nowy rodzaj służby i podobne rzeczy. Kiedy podziękowałem i zacząłem wstawać z miejsca, które żartobliwie nazwano „gorącym krzesłem”, zachęciły mnie, żebym usiadł z powrotem i zobaczył, „czy Pan nie powie coś więcej”.

Usiadłem więc ponownie i pozwoliłem im kontynuować. Tym razem jednak to, co mówili, nie pochodziło od Pana. Były to rzeczy, które ich duch rozpoznawał w moim duchu – dary, które Bóg mi dał. Wszystko, o czym mówili, że Bóg mnie w to wprowadzi, robiłem już od jakiegoś czasu. Nie wiedzieli, że byłem dyrektorem dużej szkoły biblijnej, niemal codziennie prowadziłem zajęcia, zarządzałem licznym zespołem pracowników w wielkim kościele i zastępowałem pastora podczas nabożeństw w niedziele i środy, gdy wyjeżdżał w podróże służbowe. „Prorokowali”, że wkrótce będę nauczał, wkrótce zostanę administratorem, wkrótce będę nadzorował duży zespół i budżet… Tymczasem ja już to wszystko robiłem. Jak mogli tego nie zauważyć?

Pierwszy raz, kiedy się modlili, to Pan zadziałał. Za drugim razem oni po prostu rozpoznawali w swoim duchu to, co było w moim – poznawali mnie, jak pisał Paweł, według ducha, bo duch jest nowym stworzeniem w Chrystusie. Wielu tak zwanych „proroków” buduje swoją służbę nie na prawdziwym darze proroczym, lecz na umiejętności wyczuwania ducha drugiego człowieka – a potem przedstawia to jako „tak mówi Pan”. I tu zaczniemy w kolejnym tygodniu.

Wiele błogosławieństw.

John Fenn

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *