Jedyna dobra nowina

DuddleyHall
DUDLEY HALL

“Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (J 14:6).

„Przepraszam, panie, którędy do najbliższego miasteczka?”. Ten człowiek ledwo był w stanie iść. Miał zdarte buty, ubranie poszarpane. Widać było, że odwodnienie zmarszczyło mu skórę, język miał opuchnięty.
„Och, prawdopodobnie jest dużo dróg. Co myślisz o tych wszystkich drogach bez chodników, bądź częściowo prywatnych drogach? Nie chciałbym ograniczać ci możliwości wyboru, żebyś nie myślał, że jestem jakimś ciasnogłowym monopolistą”.

Kiedy jesteś zdesperowany, fakt odkrycia tej jednej drogi, która prowadzi do miejsca, gdzie uzyskasz pomoc, jest czymś dobrym. Ci, którzy wskazują ci kierunek, przekazują dobrą nowinę.

Skłaniając się przed społecznym domaganiem się jakieś dziwacznej wywodzącej się ze świata komputerów różnorodności, kościół boi się mówić zmęczonym i wykorzystanym grzesznikom, że tylko jedna droga prowadzi do realnej pomocy, więc na drzewach siedzi pełno zgubionych, którzy zmagając się z życiem, wypatrują drogi do domu. Jezus nie próbował ograniczać ludzi, gdy powiedział: „Ja jestem drogą”. Jest to prawda, która oferuje bardzo prawdziwe rozwiązanie dla wydobywającego się z głębi serca wołania: „Jak mam trafić do domu Ojca?”

Wszyscy ludzie tęsknią za bezwarunkową miłością ojca, który chce tylko tego, co dla nich najlepsze. Wyłącznie ci, którzy domagają się, aby uważano ich za ostateczny autorytet obrażają się na tak dobrą nowinę, przekazaną przez Jezusa. Ci zmęczeni ścieżkami bez wyjścia, chętnie ją witają.

Nie może tak być, aby sceptyk domagający się różnych opcji uciszał tych, którzy zostali powołani przez Jezusa, aby zanieść Jego przesłanie na końce ziemi. Być może on sam również któregoś dnia zmęczy się. Tymczasem mamy do czynienia z całymi tysiącami tych, którzy rozpaczliwie chcą wiedzieć czy jest jakiś droga powrotna do Ojca. To są ci, do których mówimy.

Tak przy okazji, Jezus oferuje nawet więcej dla tych, którzy rzeczywiście tego chcą: „Ja jestem prawdą”. On tak stwierdził. W obecnej erze, kiedy rzeczywistość została zdefiniowana na nowo według osobistych preferencji, nawet takich potwierdzonych przez Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, wyraźne i rozstrzygające wyjaśnienie prawdy, będzie dobrą nowiną.

„Ja jestem życiem”. On Sam to oferuje. Tego przecież wszyscy szukają. Pokolenie „baby boomers” (urodzonych w latach 1946-64 – przyp. tłum.) świadczy o tym, że amerykański sen jest dla nich mało satysfakcjonujący. Pokolenie „millenials” (urodzonych na początku lad 80tych zeszłego wieku i początku lat 2000 – przyp. tłum.) zaczyna wątpić w to, że samotne poszukiwanie wystarczy. Inne dające się zidentyfikować segmenty społeczeństwa po omacku szukają swojej nadziei.

Tym wszystkim Jezus oferuje swoje własne życie. On zademonstrował to, żyjąc w świadomej społeczności z Bogiem, Swoim Ojcem. Nieustanna radość charakteryzowała Jego czas na ziemi. Cieszył się usługiwaniem i nie potrzebował symbolicznej akceptacji ze strony człowieka. Za największy honor uznał złożenie ofiary. Pokonał nienawiść przemieniającą miłością i zwyciężył największego wroga, z jakim Stworzenie miało do czynienia. Dla tych, którzy szukają życia wychodzącego poza zwykłe przetrwanie, Jego oferta jest dobrą nowiną.

Kiedy przestaniemy obsesyjnie stawać za naszymi opcjami i zaczniemy szukać drogi do tego, czego pragnie nasz serce, wyłączność jest dobrą wieścią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.