Co wskazuje na to, że masz zły obraz Boga

Jeśli prawdą jest, że prawda nas uwalnia to można powiedzieć, że te kłamstwa nas powstrzymują.

Jason L Clark
8. 05. 2014

Oryg.: TUTAJ

Jeśli prawdą jest, że prawda nas uwalnia to można powiedzieć, że kłamstwa nas powstrzymują. To, jak widzimy naturę Ojca ma nieskończone znaczenie – albo jesteśmy coraz bardziej wolni, albo coraz bardziej pozbawiani tej wolności.

Jest jedna fundamentalna prawda dotycząca Bożej natury i przez ten Jego aspekt powinniśmy mierzyć wszystkie inne: Bóg jest miłością (1J 4:8) a Jezus jest doskonałym wyrazem tego, jak wygląda miłość i co robi. On jest doskonałą teologią.

Prawdziwy obraz Boga będzie uwalniał i umacniał synów i córki do tego, aby byli podobni do Jezusa. Tak zostaliśmy zaprojektowani i stworzeni, aby poznać, że Bóg jest miłością i aby ta prawda przemieniała nas. Jeśli jednak popadniemy w patrzenie na Boga jako gniewnego, mściwego, oczekującego na to, że mamy żyć zgodnie z Jego standardami czy cokolwiek w tym rodzaju to takie przekonanie będzie majstrować przy naszym świadectwie i stanie osobistego życia duchowego.

Prawdziwy obraz Boga będzie uwalniał i umacniał synów i córki do tego, aby byli podobni do Jezusa.

Mamy do czynienia z mnóstwem fałszywych poglądów na temat Boga, lecz poniżej opisałem kilka sygnałów wskazujących na to, że masz fałszywy obraz Boga.

1. Do działania zamiast miłości motywuje cię poczucie wstydu

Poczucie wstydu czy potępienia często jest wskazuje na to, że wierzysz iż zdanie Boga na twój temat zależy od tego jak bardzo jesteś Mu posłuszny, jak bardzo Go kochasz i jak bardzo Go szukasz.

Po pierwsze: Bóg nigdy nie posługuje się w komunikacji poczuciem wstydu czy potępienia – to pochodzi z innego źródła.

Po drugie: nie masz nic do gadania w sprawie tego, co Bóg czuje do ciebie. Bóg jest miłością i Jego serce jest skierowane na ciebie, co w doskonały sposób wskazuje życie, śmierć i zmartwychwstanie Jego Syna.

Po trzecie: „miłujmy, ponieważ On pierwszy nas umiłował” (1J 4:19). Twoja pobożność, życie modlitewne, duchowe, zawsze mają być odpowiedzią na objawienie Jego miłości, jakie posiadasz, a nie napędzane strachem przed Jego gniewem czy rozczarowaniem.

2. Przeraża cię to, że możesz znajdować się „poza” Bożą Wolą, zamiast ufać Mu, że prowadzi cię.

Boża wola nie jest jakąś tajemnicą i nie są to też jakieś gigantyczne puzzle, które pozostawia naszej wyobraźni. Bóg nie chce, aby w naszym życiu nie realizowało się to, czego On pragnie dla nas. Nadmierny niepokój o to, o co Bogu chodzi, zdradza brak zaufania do tego, że On ma dobry plan dla nas, że to On rządzi i ostatecznie nas prowadzi.

Jeśli nadmiernie martwimy się tym, co powinniśmy robić, może się okazać, że tracimy okazję do zobaczenia tego, co Pan chce, abyśmy zobaczyli w tym miejscu, w którym jesteśmy. Jezus powiedział nam w Ewangelii Łukasza 12:32: „Nie bój się, maleńka trzódko! Gdyż upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo”. Możemy modlić się z przekonaniem wiary o to wszystko, co należy do „przyjdź Królestwo niebios, jak w niebie tak i na ziemi” oraz o to, aby Bóg używał nas w realizacji Swego Wielkiego planu.

3. Odczuwasz bardziej potrzebę obrony ewangelii, zamiast ją objawiać/wyjaśniać.

Nic złego nie ma w zdrowej rozmowie na temat wiary, lecz jeśli odczuwasz potrzebę „obrony wiary” za każdą cenę to nie zrozumiałeś Jezusa. Jezus nie żył, nie umarł i nie zmartwychwstał po to, aby bronić pewnego zestawu ideałów, zasad czy wierzeń. Nigdy nie bronił Ewangelii – wyjaśniał/objawiał ją.

Jezus miał jedno zadanie: objawić Swego Ojca. Powiedział: „Kto mnie widział, widział Ojca” oraz: „Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (J 14:9, 11).

Boga nie trzeba bronić; On uwielbia to, gdy jest objawiany. Szczerze mówiąc, najlepszą „obroną” Ewangelii są synowie i córki, w których życiu przejawia się ta miłość w każdym aspekcie.

Naszym głównym zadaniem, jako chrześcijan, jest objawiać miłość.

4. Zrównujesz trudności ze świętością

Jeśli masz tendencję do tego, aby zrównywać ból i cierpienie ze świętością i pobożnym życiem to nie zrozumiałeś Bożego serca.

Słowo z 16 rozdziału Ewangelii Mateusza, które mówi: „weź swój krzyż i naśladuj Mnie” z pewnością jest zaproszeniem do pójścia za Jezusem we wszystkim, a ból i cierpienie są częścią chrześcijańskiego życia, lecz nie jego istotą. Tak naprawdę to nawet cierpienie i śmierć Jezusa nie stanowiły głównego punktu, lecz celem zawsze było zmartwychwstałe życie. „Ze względu na radość stojącą przed Nim wycierpiał krzyż” (Hbr 12:2).

„Weź swój krzyż” nie jest opiewaniem cierpienia z Jezusem, lecz zaproszeniem do życia w mocy zmartwychwstania. Tak, ofiara jest częścią tej podróży, lecz cierpienie nie jest autostradą do świętości. Pobożne życie to życie w radości i mocy zmartwychwstania.

5. Zamiast poddawać się przemianie, starasz się coraz usilniej

Nie po to Jezus żył, umarł i zmartwychwstał, abyś mógł się bardziej starać. On zwyciężył w każdej możliwej dziedzinie, aby twoim udziałem stała się przemiana.

Poczucie duchowego niedopasowania często jest dowodem tego, że prawdopodobnie nie zrozumiałeś Jego doskonałej miłości.

Jezus żył przez 30 lat nie dokonując żadnych cudów, po czym, po chrzcie, Jego Ojciec ogłosił: „Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem” (Mt 3:17). Prosi się o pytanie, co takiego spodobało się w Ojcu? Do tej pory Jezus jeszcze niczego nie zrobił.

Ojcu upodobało się to, że Jezus, któremu udzielił pełnomocnictwa wykona wszystko to, z czego On słynie.

Dyscyplina i zasady są ważne, lecz istotą chrześcijaństwa nie nigdy nie było „staranie się jeszcze bardziej”, lecz dochodzenie do pewności co do Bożej miłości. Wyłącznie dzięki odkryciu Bożej miłości i tego, co Jemu sprawia upodobanie, jesteś uprawomocniony do czynienia „większych dzieł”, które obiecał Jezus, i o których głosi pastor.

One comment

  1. Wielkie dzięki za ten wpis. Co to treści, pozostaje tylko powiedzieć: amen! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.