Author Archives: admin

Czesanie

 

Złodziej przychodzi, aby kraść zarzynać i wytracać; Ja przyszedłem, aby owce miały żywot i miały go w obfitości” (Jan 10:10). „…i mówię to na świecie, aby mieli w sobie moją radość w pełni (Jan 17:13), zob. też Jan 15:11, 16:24; 1 Piotr 1:8.

Poniższa historia jest wspaniała. To tragiczne, że większość z nas, chrześcijan, nie przeżywa tego typu zdarzeń regularnie. Jezus przyszedł, aby napełnić nasze życie takimi doświadczeniami. Takie dzieła są wokół nas, lecz straciliśmy oczy i uszy, aby nas do tego poprowadzić. Kiedy stałem się chrześcijaninem tego typu incydenty pojawiały się niemal codziennie, lecz później po kilku latach przebywania w różnych kościołach, wszystkie zanikły. Nauczyłem się iść za ludźmi, kościelnymi liderami, programami, wyznaniami wiary, całym religijnym „bagażem” zamiast iść za prowadzeniem Ducha Świętego. To religijny „bagaż”, a nie świat powstrzymał w czasach Jezusa faryzeuszy od zobaczenia prawdy i wejścia do życia w królestwie Jezusa. W moim własnym, 20-to letnim chrześcijańskim doświadczeniu to właśnie „religijny bagaż”, a nie rzeczy ze świata odwiodły mnie od obfitego, radosnego życia, które obiecał Jezus dać wszystkim uczniom, którzy będą prowadzeni przez Ducha Świętego. Wierz mi, przyjacielu, jest to równie łatwe a może nawet jeszcze bardziej być „religijnym”, a nie sprawiedliwym w kościołach „pełnych Ducha”, niż tak zwanych nominalnych. Niech ta krótka, prawdziwa historyjka będzie inspiracją do powrotu do pierwszej miłości – energicznego, ŻYWEGO i obfitego życia z Jezusem przez Ducha Świętego DZISIAJ, a nie w odległej przyszłości.

Gary Amirault.

Czesanie

Beth Moore.

20.04.2005

Lotnisko Knoxville

Czekając na wejście do samolotu trzymałam w ręce Biblię i byłam bardzo przejęta tym, co robię. Spędziłam cudowny poranek z Panem. Mówię to, ponieważ chcę powiedzieć wam, że czasami jest straszne, gdy Duch Święty rzeczywiście pracuje w tobie. Może się to skończyć tak, że będziesz robił takie rzeczy, których nigdy w żadnym innym przypadku nie zrobiłbyś. Życie w Duchu może być niebezpieczne z tysięcy powodów, a nie jest najmniej ważnym z nich twoje ego… Starałam się nie spoglądać tam, lecz wyglądał tak dziwnie… Przygarbiony, na wózku inwalidzkim – skóra i kości – ubrany w rzeczy, które pasowały na niego chyba wtedy, gdy ważył co najmniej 10 kg więcej. Kolana wystawały ze spodni, a ramiona wyglądały tak, jak by w koszuli ciągle jeszcze tkwił wieszak; ręce podobne były do plątaniny żył i kości. Najdziwniejsze były włosy i paznokcie. Żylaste, szare włosy zwisały mu z ramion w dół na plecy, paznokcie miał długie. Czyste, lecz nie na miejscu dla starszego mężczyzny. Spojrzałam w dół na Biblię najszybciej jak mogłam i dyskomfort zapalił mi się na twarzy. Gdy usiłowałam sobie wyobrazić jego historię, okazało się, że zastanawiam się nad tym czy ma wygląd Howarda Hughes’a (Amerykański przemysłowiec, lotnik i producent filmowy – przyp. tłum.). Nagle przypomniałam sobie, że czytałam gdzieś, że już nie żyje. Kim więc ten mężczyzna na lotnisku był… może sobowtórem? Czy jakieś kamery nie są na nas skierowane?.. Usiadłam sobie wtedy usiłując się skupić na Słowie, zamiast na tym cieniutkim plastereczku człowieczeństwa, serwowanym na wózku inwalidzkim zaledwie kilka miejsc dalej ode mnie. Cały czas w sercu narastało przytłaczające uczucie do niego.

Przyznajmy to: ciekawość jest o wiele bardziej wygodna niż prawdziwa troska i nagle zostałam zalana bolesnym uczuciem wobec tego dziwnie wyglądającego starego mężczyzny.

Chodzę z Panem już na tyle długo, aby zobaczyć napis na ścianie. Nauczyłam się już tego, że gdy zaczynam odczuwać to samo co Bóg, coś tak przeciwnego moim naturalnym odczuciom to wkrótce wydarzy się coś dramatycznego, a może to być całkiem krępujące. Natychmiast zaczęłam się opierać, ponieważ czułam wyraźnie jak Bóg pracuje w moim duchu i zaczęłam dyskutować z Bogiem w myślach. „Och, nie, Boże, proszę, nie” – spojrzałam na sufit jakbym mogła przejrzeć przez niego wprost do nieba i powiedzieć: „Nie każ mi świadczyć temu człowiekowi. Nie teraz i tutaj. Proszę. Zrobię wszystko. Możesz sprawić, że będziemy w tym samym samolocie, lecz nie każ mi wstawać tutaj i świadczyć temu człowiekowi przed całą tą gapiącą się publiką. Proszę, Panie!”… Oto siedziałam w niebieskim, plastykowym siedzeniu błagając Jego Wysokość: „Proszę, nie każ mi świadczyć temu mężczyźnie. Nie teraz. Zrobię to w samolocie”. Wtedy usłyszałam to: „Nie chcę, żebyś mu świadczyła. Chcę, żebyś go uczesała”. Te słowa były tak wyraźne, że serce wskoczyło mi do gardła, myśli wirowały. Będę mu świadczyć, czy czesać? Żadnych wątpliwości. Spojrzałam wprost na sufit i powiedziałam: „Boże, jak żyję i oddycham, chcę, żebyś wiedział, że jestem gotowa złożyć mu świadectwo. Już jestem, Panie. Jestem twoją dziewczyną! Nigdy w życiu nie widziałeś jeszcze kobiety świadczącej szybciej mężczyźnie! Co to ma za znaczenie, że ma włosy w nieładzie jeśli nie jest zbawiony. Już jestem u niego, złożę mu świadectwo”. I ponownie, tak wyraźnie jak jeszcze nigdy dotąd usłyszałam słowo. Wydaje się, że Bóg wypisał to stwierdzenie na ścianie mojego umysłu: „Nie to powiedziałem, Beth. Nie chcę, żebyś mu świadczyła. Chcę, abyś uczesała jego włosy”.

Spojrzałam w górę, na Boga i zażartowałam: „Nie mam nawet grzebienia. Jest w mojej walizce w samolocie, jak mam go czesać bez grzebienia?”… Bóg był tak uparty, że zaczęłam nawet mimo woli iść w jego stronę, a taka myśl z Bożego Słowa dotarła do mnie: „Ja przygotuję cię do wszelkiego dobrego dzieła” (2 Tym 3:17). Natknęłam się na wózek myśląc, że to mnie by się jedno przydało. Nawet teraz, gdy relacjonuję to wydarzenie puls mi skacze w górę i tak samo przewraca mi się w żołądku. Uklękłam przed nim i zapytałam możliwe najciszej jak mogłam: „Proszę pana, czy sprawiłby mi pan tą przyjemność, abym mogła pana uczesać?”. Odwzajemnił mi spojrzenie i powiedział: „Co pani powiedziała?”

„Proszę pana, czy sprawiłby mi pan tą przyjemność, abym mogła pana uczesać?”. Na co on odpowiedział z „głośnością na dziesiątkę” w głosie: „Droga p
ani, jeśli spodziewa się pani, że ją usłyszę, to musi pni mówić głośniej niż do tej pory”. W tym momencie wzięłam głęboki oddech i wyrzuciła z siebie:„PROSZĘ PANA, CZY SPRAWIŁBY MI PAN TĄ PRZYJEMNOŚĆ, ABYM MOGŁA PANA UCZESAĆ?”. Oczywiście oczy wszystkich w okolicy były zwrócone na mnie. Byłam jedyną rzeczą na całej hali, która wyglądał bardziej dziwacznie od pana Długie Loki. Z karmazynową twarzą i potem pojawiającym się na czole obserwowałam jak spogląda na mnie w górę z absolutnym zaskoczeniem na twarzy i mówi: „Jeśli faktycznie pani chce”. Kpisz? Oczywiście, że nie chciałam, lecz Bóg nie wydawał się być zainteresowany moimi osobistymi preferencjami co do niego. Ściskał mnie za serce tak długo, dopóki nie wypowiedziałam słów: „Tak, proszę pana, z przyjemnością, lecz mam jeden drobny problem: nie mam grzebienia”. „Mam w torbie” – odpowiedział. Podeszłam do tyłu wózka, uklękłam na kolana i ręce, otworzyłam zamek streńkiej torby obcego, sama nie wierząc w to, co robię. Wstałam i zaczęłam czesać włosy staruszka. Były doskonale czyste, lecz w wielkim nieładzie i splątane. Niewiele rzeczy robię dobrze, lecz muszę przyznać, że będąc matką dwóch małych dziewczynek mam poważne doświadczenia w rozplątywaniu włosów. Podobnie jak w przypadku Amandy czy Melissy, które nieraz bywały w takim stanie, zaczęłam czesanie od samego dołu kosmyków, pamiętając o tym, żeby poświęcić temu czas i nie zaciągać ich. Gdy zaczęłam czesać staruszka stał się dla mnie cud: wydawało się, że wszyscy inni ludzie z hali zniknęli. W tej chwili nie było żadnej żywej duszy oprócz mnie i tego starszego mężczyzny. Czesałam go, czesałam, czesałam dopóki każdy pojedynczy kosmyk nie został rozplątany. Wiem, że to może brzmieć dziwnie, lecz nigdy w życiu nie czułam takiego rodzaju miłości do jakiejkolwiek duszy.

Wierzę całym moim sercem, że przez te kilka minut czułam część samej miłości Bożej, że to On przejął moje serce na mała chwilkę, jak ktoś wynajmujący pokój i czyniący siebie Samego mieszkaniem. Emocje były tak silne i tak czyste, że wiem na pewno, że musiały pochodzić od Boga. W końcu włosy staruszka były miękkie i gładkie jak u niemowlęcia. Wrzuciłam grzebień z powrotem do torby, obeszłam wózek i stanęłam przed nim. Przykucnęłam na kolana, położyłam ręce na jego kolanach i zapytałam: „Proszę pana, czy zna pan Jezusa”. „Tak, znam”, powiedział. No, było do przewidzenia. Wyjaśnił: „Znam Go od chwili, gdy pobraliśmy się z moją narzeczoną. Nie wyszłaby za mnie, gdybym nie poznał Zbawiciela. Widzisz, problem w tym, że nie widziałem mojej żony od dawna. Przechodziłem operację na otwartym sercu, a ona była zbyt chora, aby mnie odwiedzić. Siedziałem obie tutaj myśląc sobie: Jak nieporządnie będę wyglądał dla niej”. Tylko Bóg wie jak często pozwala nam być częścią boskiego poruszenia, gdy my jesteśmy całkowicie nieświadomi jego znaczenia. To, z drugiej strony, było jedno z tych rzadkich spotkań, gdy wiedziałam, że Bóg interweniował w szczegółach znanych tylko Jemu. To było Boże poruszenie, którego nigdy nie zapomnę. Nadszedł czas na przejście do samolotu, a nie lecieliśmy tym samym. Bardzo byłam zawstydzona swoim zachowaniem na początku i byłabym tak dumna, gdybym mogła mu towarzyszyć do samolotu. Nadal było jeszcze kilka minut wolnego. Gdy zbierałam swoje rzeczy stewardesa wróciła z korytarza ze łzami spływającymi jej po policzkach. Zapytała: „Ten staruszek szlochał, siedząc w fotelu w samolocie. Dlaczego pani to zrobiła? Co spowodowało pani zachowanie?” Powiedziałam: „Czy zna pani Jezusa. On może być najsilniejszym szefem na świecie!” i wtedy zaczęło się dzielenie. Nauczyłam się wtedy czegoś o Bogu. On wie o tym, kiedy jesteś wyczerpany, ponieważ nie jesteś głodny, gdy służysz w niewłaściwym miejscu, albo już czas na pójście dalej, lecz ty czujesz się odpowiedzialny za budżet. Wie o tym kiedy jesteś zbolały i czujesz się odrzucony. Wie, kiedy jesteś chory czy kiedy toniesz pod falami pokuszenia. On wie również o tym, kiedy potrzebujesz czesania. Widzi ciebie indywidualnie. Powiedz Mu o twoich potrzebach! Poleciałam w swoim kierunku dusząc szloch w gardle, zastanawiając się jak wiele możliwości takich jak ta jedna straciłam po drodze… ponieważ nie chciałam, aby ludzie myśleli o mnie jako o dziwaczce. Bóg nie posłał mnie do tego staruszka, On posłał jego do mnie.

Koniec historii.

Ta historia ma pobudzić Bożą zazdrość, abyśmy weszli głębiej do życia i uczynków Syna Bożego poprzez prowadzenie Jego Ducha. „Z łaski zabawieni jesteście przez wiarę, nie z was, Boży to dar, nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie do DOBRYCH UCZYNKÓW, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (Ef. 2:8-10). Wejdź do pracy Pańskiej! Jest w tym pełnia i niewypowiedziana obfitość radości.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Z listy mailowej „inspirations”:

http://tentmaker.org/newinspiration/index.html

We have hundreds of Tentmaker Inspirations of Life

which have not been posted to our Internet site yet

due to the amount of time it takes to code each.

продвижение

5 Współczesnych działań na ziemi

Ostatnio zostałem poproszony, aby przekazać przesłanie dla przywództwa kościoła w Australii. Byli tam mężczyźni i kobiety z całego kraju. Waga tego słowa bardzo mi ciążyła, lecz gdy dzieliłem się nim, zdałem sobie sprawę z tego, że jest ono przeznaczone dla znacznie szerszego audytorium.Rozważałem, co Bóg czyni na ziemi, wróciłem wspomnieniami do spotkania z Panem jakie miałem w październiku 2004 roku, w czasie ciężkiej choroby, gdy byłem przykuty do łóżka.

Ostatnio zostałem poproszony, aby przekazać przesłanie dla przywództwa kościoła w Australii. Byli tam mężczyźni i kobiety z całego kraju. Waga tego słowa bardzo mi ciążyła, lecz gdy dzieliłem się nim, zdałem sobie sprawę z tego, że jest ono przeznaczone dla znacznie szerszego audytorium.

Rozważałem, co Bóg czyni na ziemi, wróciłem wspomnieniami do spotkania z Panem jakie miałem w październiku 2004 roku, w czasie ciężkiej choroby, gdy byłem przykuty do łóżka.

Zostałem uniesiony do nieba. Powiedziano mi wtedy wiele rzeczy, lecz zobaczyłem 5 działań na „ziemskiej scenie”, które dzieją się obecnie:

1. Przechodzenie od wędkowania do polowania.

Jeremiasz mówi nam tak:

16:15 Lecz: Jako żyje Pan, który wyprowadził synów izraelskich z ziemi północnej, ze wszystkich ziem, do których ich wygnał, i sprowadzę ich z powrotem do ich ziemi, którą dałem ich ojcom!

16:16 Oto Ja poślę po wielu rybaków – mówi Pan – i ci ich wyłowią; potem poślę po wielu myśliwych, i ci ich upolują na każdej górze i na każdym pagórku, i w rozpadlinach skalnych.

Dni rybaków przemijają, a dni myśliwych są już tutaj.

Paweł demonstrował podejście myśliwego wobec:

· Żydów w synagodze (Dz. 9:30);

· Pogan na Aeropagu (Dz. 17:22);

· Rzymianom w Efezie (Dz. 26:1).

Polowanie oznacza, że musisz wejść w środowisko tych, których ścigasz. Nie możesz siedzieć na brzegu rzeki i zarzucać sieci. Musisz wkroczyć do świata, w którym żyją ofiary. Bóg przechodzi do służby na rynkach publicznych. Widziałem to w Zambii, Malawii, USA i Australii.

2. Dokonuje się ruch przechodzenia z majestatycznych statków do małych łódek.

Izajasz:

33:20 Patrz na Syjon, miasto naszych uroczystych świąt! Twoje oczy zobaczą Jeruzalem, siedzibę bezpieczną, namiot, którego się nie przenosi, którego kołków nigdy się nie wyciąga i którego żaden sznur nie jest zerwany.

33:21 Gdyż wspaniała chwała nam przypadnie, źródło strumieni o szerokich brzegach, nie płyną po nich okręty z wiosłami ani nie jeździ po nich okazały statek.

W tych dniach Bóg nie będzie zgadzał się na dwa rodzaje kościołów:

· Majestatyczne statki, pełne broni i żołnierzy dla swych własnych celów – pieniędzy na statku i dla kapitana.

· Galery z wiosłami, pełne niewolników pod pokładem służących zgodnie z uderzeniami bębna. Dni marszu według uderzeń jednego pastora są skończone.

Dni, w który poddawaliśmy swoje pasje jednemu lokalnemu ciału i robili to, co pastor mówi są skończone. Liderzy na całym świecie muszą przyjąć do wiadomości fakt, że naszym zadaniem jest pobudzać innych. Jesteśmy tutaj po to, aby uwalniać i odkrywać to, co jest w sercach ludzi.

Dni sławnych naczyń, przynoszących złoto i bogactwo do domu jednego człowieka czy służby szybko przemijają. Pierwszy kościół przynosił bogactwo do stóp apostołów, tak to prawda, lecz były one rozdzielane wśród wszystkich, zgodnie z ich potrzebami. Kiedy był ostatnio taki przypadek, gdy widziałeś znaną telewizyjną służbę rozdzielającą bogactwa potrzebującym? Gdyby tak zdecydowanie wierzyli w swoją własną teologię powodzenia, czy siania i zbierania, czy nie sądzisz, że sami powinni czynić więcej siania?

Jeremiasz:

22:1 Tak mówi Pan: Zstąp do domu króla judzkiego i wypowiedz tam to słowo,

22:2 i mów: Słuchaj słowa Pana, królu judzki, który zasiadasz na tronie Dawida, ty i twoi słudzy, którzy wchodzicie przez te bramy!

22:3 Tak mówi Pan: Stosujcie prawo i sprawiedliwość, i ratujcie uciśnionego z ręki gnębiciela, obcego przybysza ani sieroty ani wdowy nie uciskajcie, nie zadawajcie gwałtu i nie przelewajcie krwi niewinnej na tym miejscu!

22:4 Bo jeżeli rzeczywiście będziecie spełniali to słowo, to będą wchodzić przez bramy tego domu królowie zasiadający po Dawidzie na jego tronie, jeżdżąc na wozach i na koniach, on i jego słudzy, i jego lud.

22:5 Lecz jeżeli nie usłuchacie tych słów, to przysięgam na siebie samego – mówi Pan – że ten dom stanie się ruiną.

Bóg pragnie, abyśmy podjęli rzeczywistą troskę o tych, którzy są w potrzebie.

Jeśli będziemy posłuszni temu przykazaniu to przyjdą królowie służący Dawidowi.

· Jeśli nie będziemy, to przyjdą królowi obcych narodów i splądrują to miejsce.

· Czy ma być świat w kościele, czy kościół w świecie.

4. Boży sąd jest na ziemi

1 Kronik

16:11 Szukajcie Pana i mocy jego, Rozpytujcie się ustawicznie o oblicze jego!

16:12 Wspominajcie cuda jego, których dokonał, Dziwne dzieła jego, wyroki ust jego,

16:13 Potomkowie Izraela, sługi jego, Synowie Jakuba, wybrani jego!

16:14 On, Pan, jest Bogiem naszym, Po całej ziemi są wyroki jego!

Kościół, a nawet szerzej Ciało Chrystusa, wszedł w okres zdecydowanego ważenia, testowania i sądzenia. Pan obserwuje nasze zachowanie – szczególnie liderów.

Kontekst jest taki, że liderzy upadają na całym świecie: Jan Paweł II nie żyje, Paul Cain, Darrel Evans, Roberts Liardon, Ed Traut i wielu innych upadło. Bóg jest na ziemi, jak więc zamierzamy podejść do nadchodzącej rewizji ksiąg?

5. Bóg podkreśla wagę ojców i synów

Malachiasz

3:23 Oto Ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana,

3:24 i zwróci serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi klątwą.

Jeśli przyjrzysz się każdemu odniesieniu do „dnia Pańskiego”, czy ostatniego dnia sądu to zobaczysz, że wcześniej wydarzy się niewiele rzeczy: będzie to odnowienie wszechrzeczy zaczynające się od tej jednej – ojców i synów.

Wszędzie, gdziekolwiek podróżuję ten sam temat jest głoszony i zaznaczany. Poświęciłem temu więcej miejsca w mojej książce: „Duch Eliasza”, nie będę więc powtarzał tego tutaj ponownie, lecz wyraźne jest to, że Bóg chce, aby ciało traktowało się jako rodzina, a nie jak budowlany biznes.

——————————

VISIT OUR SITES ON THE NET:

REVIVAL SUPERSITE – http://www.revivalschool.com

PROPHETIC SUPERSITE – http://homepages.ihug.co.nz/~revival/index2.html

продвижение

Moc nadzmysłowego życia_2

Logo_Frangipane

Stwierdziliśmy, że przeznaczeniem każdego chrześcijanina jest „ukształtowanie na podobieństwo Chrystusa” (Rzym 8:29). Zazwyczaj jest tak, gdy przypominam ludziom o tym, że fundamentalnym przeznaczeniem jest podobieństwo do Chrystusa, że większość potakuje głowami, potwierdzając ogólnikowość mojego stwierdzenia. Niemniej, w rzeczywistości nie wierzą w to, że jest to prawda. Faktycznie, gdy ludzie myślą o swoim przeznaczeniu ich pierwszym skojarzeniem są te rzeczy, które dla Boga robią, coś co wymaga widocznego okazania unikalnego obdarowania czy powołania do służby, lecz ani dary, ani specyficzne powołanie nie reprezentują sedna rzeczywistości naszego przeznaczenia.

Pozwólcie więc, że powtórzę jeszcze raz: naszym przeznaczeniem jest być podobnym do Chrystusa. Zakres naszej odpowiedzialności i wszelkie dary mogą być tak różnorodne jak okresy naszego życia, lecz naszym trwałym przeznaczeniem jest ta część nas, która staje się w swej naturze podobna do Chrystusa. Bóg chce rozwijać nasze dary i, oczywiście, On stworzył nas, abyśmy wypełnili jakieś szczególne zadania czy posługę, lecz nigdy nie wolno nam stracić z pola widzenia głównego celu naszego istnienia, którym jest upodobnienie się od Chrystusa we wszystkim.

Czysty cel: czyste życie

Smutne jest to, że wszyscy widzieli przywódców służb, których obdarowanie i powołanie były tak silne, tak porywające, że wydawali się zdolni do sprowadzenia samego nieba na ziemię. Później, ku naszemu zdumieniu, odkrywaliśmy, że ci sami ludzie, ci, którzy budowali potężne religijne imperia, tkwili w tajemnym uścisku najbardziej hańbiących grzechów. Jak coś takiego może się dziać? Jeśli koncentrujemy się na rozwoju naszych darów i powołania, zamiast na naszym charakterze to stajemy się podatni na diabelskie zwiedzenie.

Widzisz, nadejdzie taki czas, gdy, do pewnego stopnia, faktycznie zaczniemy doskonalić nasze dary i powołanie. Wiemy już jak się modlić, uczymy się jak głosić i prorokować czy śpiewać w kościele. Opanowujemy nawet to, aby wyglądać szczerze w czasie usługi czy pobytu w kościele. Zewnętrznie jesteśmy przekonujący co do naszej duchowości, a jednak wewnętrznie nudzimy się naszym scenicznym, niedzielnym przedstawieniem. Po wypracowaniu jakoś tam powołania i darów znikło wyzwanie. Teraz w jego miejsce zaczyna wzrastać tajemniczy głód, zrodzony z cielesnej natury. Nikt z obserwujących nas ludzi nie rozeznaje wewnętrznego zepsucia; nawet najbardziej nam bliscy przyjaciele są zmyleni. Zamiast głodu za pełnią Chrystusa zaczynamy pragnąć pożądliwości cielesnych, ziemskich sukcesów czy materialnych posiadłości. Jednak żadna z tych rzeczy nie usatysfakcjonuje wewnętrznego człowieka. Mam w duchu ten ból, że widziałem ludzi doskonalących dary, a lekceważących Chrystusa. Ich upadki wywoływały skandal w ciele Chrystusa i przynosiły wstyd imieniu Jezusa. Zdecydowanie zbyt często byłem świadkiem tego.

Lekarstwem na duchową pustkę jest poszukiwanie podobieństwa do Chrystusa. Posiadania charakteru Chrystusa wypełnia nasze obdarowania i zadania żywą substancją. Możemy powtórzyć za Pawłem „z Chrystusem zostałem ukrzyżowany, żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2:20). Paweł powiada: „Chrystus żyje we mnie”. To Chrystus żyjący w nas daje prawdziwe duchowe spełnienie naszemu życiu.

Umiłowani, Sam Jezus obiecał, że ci, którzy pragną sprawiedliwości „będą zaspokojeni” (Mat 5:6). Wejść w posiadanie natury Chrystusa jest naszym własnym zyskiem. Jest perłą o wielkiej wartości; skarbem ukrytym na polu. Sam Chrystus jest wąską drogą, która prowadzi do życia. Nie są nam potrzebne tłumy, aby oglądały nasze działanie czy przyklaskiwały naszej dobroci. Gdy posiadamy Chrystusa, spożywamy za darmo z Drzewa Żywota i znajdujemy wieczne spełnienie.

Być jak On

Może ktoś zapytać: „W jaki sposób mogą stać się podobny do Niego?” Może nam się wydawać, że szkoła biblijna da nam odpowiedź lub udanie się na pola misyjne przemieni nas – rzeczywiście bardzo cenna działalność, jednak rzeczywista moc do tego, aby stać się podobnym do Niego już w nas jest. Dzieje się to przez Ducha Świętego, gdy pogłębia naszą relacje z Chrystusem. Bycie podobnym do Niego jest w rzeczywistości naturalną konsekwencją intymnego związku z Nim.

Pozwólcie, że to wyjaśnię. Dojrzewałem we włoskim domu, moi rodzicie mieszali angielski z włoskimi zwrotami i słowami, a ja uczyłem się mówić po angielsku jak i odrobiny włoskiego po prostu żyjąc blisko nich. W rzeczywistości do 18 roku życia niemal cały mój pogląd na świat został mi przekazany przez rodziców. Ze względu na moją więź z nimi było całkowicie naturalne to, żeby mówić, działać i myśleć tak jak oni.

Tak i tu: nie musimy „próbować” być podobni do Chrystusa w jakiś mechaniczny sposób; po prostu potrzebujemy żyć w bardzo bliskiej więzi z Nim. Sam Jezus ujął to w ten sposób: „trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie” (Jn 15:4-5)

Podobieństwo do Chrystusa jest konsekwencją naszej relacji z Chrystusem w nas. Naszym świętym celem jest kultywować relację z Nim dopóki nie jako osiągniemy żywej rzeczywistości istoty Jego życia. Nie badamy Jego Słowa po to, aby być dobrymi, lecz aby Go poznać. Nasze życie modlitewne nie jest „duchową dyscypliną” lecz miejscem społeczności z Nim. Nie oddajemy Mu chwały z obowiązku, lecz po to, aby wznieść się ku Jego sercu i stać się podobnym do Niego. Intymność z Jezusem Chrystusem jest drogą do nadzymsłowego życia.

продвижение

Moc nadzmysłowego życia_1

Logo_Frangipane

Mamy obecnie dostępną ogromną ilość książek o tym jak rozwijać dary Ducha czy odkrywać cel, z których większość jest z pewnością warta naszej uwagi. Rozpoznanie swych darów i szkolenie w naszym indywidualnym powołaniu ku służbie dla Boga jest częścią wykonywania Jego woli. Istnieje jednak głębszy, bardziej istotny cel – cel, który ostatecznie jest daleko bardziej cenny dla Boga i dla nas samych. Mówię o szczerym pościgu za osiągnięciem podobieństwa do Chrystusa.

Zdumiewa nas życie Pawła. Oto człowiek, który napisał Pismo, który doprowadził tysiące do Chrystusa; założył liczne kościoły i był sprawny w działaniu wszystkich duchowych darów. A jednak to, co poganiało go w życiu do przodu to nie było powołanie, lecz pasja, aby być podobnym do Chrystusa. Wyraża to odważnie w Flp 3:10 :

Żeby poznać Go i doznać mocy zmartwychwstania Jego i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci”.

W ciągu ostatnich lat martwi mnie to, że widziałem zbyt wielu ludzi, którzy oddali siebie doskonaleniu swych darów czy służby, lecz zlekceważyli głębszy wyścig do kształtowania siebie na wzór Chrystusa. Czerpanie duchowego spełnienia z „naszej służby” i „obdarowania” to w rzeczywistości jest droga po ścieżce odwodzącej od tego spełnienia.

Pozwólcie, że podkreślę ten punkt dotyczący natury naszego powołania: moje powołanie nie jest istotą mojego przeznaczenia. Osobiste powołanie jest kombinacją boskiego przygotowania i obecnego przydziału. Powołanie często zmienia się w czasie życia. Jakkolwiek ważne jest twoje powołanie to istota naszego przeznaczenia nie jest w tym, co robimy dla Boga, lecz w podobieństwie mojego serca do serca Chrystusa. Podobieństwo do Chrystusa jest moim przeznaczeniem. Bóg może używać mojego powołania do doskonalenia chrześcijaństwa, lecz celem mojego istnienia jest stać się takim jak Chrystus. Duchowe dary i przydział służby to tylko pasażerowie tego pojazdu, w czasie mojej podróży do pełni Chrystusa.

Przeznaczeni do podobieństwa

Mówiąc o przeznaczeniu Paweł napisał: „Bo tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego, a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci”.

Czy dostrzegamy to? Zostaliśmy przeznaczeni na to, „aby stać się podobni” do Syna Bożego. Gdy NT mówi o przeznaczeniu jest to niemal zawsze w kontekście stawania się podobnym do Chrystusa.

Powołanie” czy zadanie to może być służba jako pastor, nauczyciel czy gospodyni domowa, czy na nawet gdzieś na rynku miejskim, lecz bez względu na zewnętrzną odpowiedzialność, istotą mojego przeznaczenia – rzeczywistością, która trwa we mnie niewidoczna i bez względu na zewnętrzne okoliczności – jest uchwycenie życia „ukształtowanego na podobieństwo Syna Bożego”.

Widzisz, nasze przeznaczenie to nie to, co robimy dla Boga, lecz kim stajemy się w Nim. Gdy osiągamy podobieństwo do Chrystusa, nasza miłość dla Boga staje się większa, nasze świadczenie grzesznikom uzyskuje większą moc, nasze pragnienia są zakorzenione i zasilane przez podobieństwo do Niego..

Z dala od Niego, możemy myśleć, że robimy bardzo wielkie i ważne rzeczy, a jednak Chrystus mówi „Jeśli kto nie trwa we mnie, zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl” (p. J 15:1-8). Z Chrystusem, jednak, nawet w samym środku konfliktów, prób i pokuszeń możemy manifestować „życie Jezusa… w śmiertelnym ciele” (2 Ko. 4:8). To jest rzeczywiście nadzmysłowe życie Boże.

Dary i powołania

Jest to zawstydzające dla zachodu, że wiele z naszych seminariów nie skupia się na podobieństwie do Chrystusa, lecz raczej oddaje się w pierwszym rzędzie teologii i hermenutyce. Oczywiście, potrzebujemy właściwego biblijnego poznania, lecz potrzebujemy czegoś jeszcze więcej: podobieństwa do Chrystusa. Nawet w naszych kościołach pracujemy nad tym, aby ludzie byli uwalniani „w swoich darach” i obyśmy w tym nigdy nie ustali! Lecz nie lekceważmy bardziej fundamentalnej pracy jaką jest oglądanie podobieństwa do Chrystusa wbudowanego w zborową postawę.

Paweł nauczał, że dary i powołanie Boże były „nieodwołalne” (Rzym 11:29 w tłumaczeniach angielskich jest „bez pokuty” czyli niezależnie od pokuty – przyp. tłum.). Apostoł pisał o Izraelu i ich niepodważalnym miejscu jakie ma zapewnione w Bożej przyszłości, a jednak zasada, o której mówi jest prawdziwa dla nas: Boże powołanie w naszym życiu i Jego dary pozostają żywą rzeczywistością niezależnie od stanu naszego serca. Dary i powołanie Boże istnieją w nas „bez skruchy”.

Pastor nadal może głosić a nawet inspirować zgromadzenie, pomimo że jego życie trwa w poważnym grzechu. Jego „powołanie” jest niezależne od aktualnego stanu jego sprawiedliwości. Lider uwielbienia, który oddaje się cudzołóstwu w sobotnią noc może pobudzać zgromadzenie w niedzielę rano, ponieważ jego dar nadal funkcjonuje, „bez pokuty” (nieodwołalnie) za ten grzech. Ewangelista, który płacze, gdy dusze są zbawiane nawet jeśli spędził noc pijany, myśli, że Bóg usprawiedliwił jego bezprawie. A jednak, w czasie gdy Duch Święty działa poprzez jego dar, sam człowiek jest w śmiertelnym niebezp
ieczeństwie. Ponieważ, po tym, gdy spędził czas na głoszeniu innym, sam może zostać zdyskwalifikowany (p. 1 Kor. 9:27). Wszyscy widzieliśmy działania darów i powołań funkcjonujących nawet poprzez jednostki, które prowadziły podwójne życie, z sercami zniewolonymi w pułapce grzechu.

Fakt, że dary i powołanie Boże działa w jakiś sposób niezależnie od naszego charakteru, mówi o tym, że Bóg będzie używać niedoskonałych ludzi. Niemniej nadal musimy być czujni, bo może przyjść taki dzień, gdy będziemy spoglądać na nasze dary czy służbę i wołać: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów?A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. (Mat. 7:21-23).

Widzisz, nasze dary są niezbędne a zrozumienie naszego powołania żywotne, lecz to zdobycie natury Chrystusa jest naszym przeznaczeniem. Umiłowani, w miarę jak się zbliżamy do końca wieków, dla Bożego ludu nastaje nowy priorytet: podsumowanie „wszystkiego w Chrystusie” (p. Ef. 1:9-10).

Zarówno dary jak i powołanie musi służyć naszemu przeznaczeniu, którym jest ujawnienie natury Chrystusa. Skupienie, które przynosi znaczenie i spełnienie to wewnętrzne upodobnienie do Chrystusa. Nasze życie ma stać się „miłą wonnością Chrystusową dla Boga” (2 Kor. 2:15). Tak, ścieżka podobieństwa do Chrystusa jest drogą do nadzmysłowego życie Bożego.

aracer

Dziesięć zmęczonych dziewcząt_02

To wszystko stanie się przed, swego rodzaju….

Lot, który jest nazwany przez Piotra „sprawiedliwym” co najmniej trzykrotnie, został „porwany” z Sodomy (2 Ptr. 2:6-8) nie dlatego, że był wzorowym świętym, lecz po prostu dlatego, że przez wiarę należał do Boga. Piotr mówi również o Noem. Noe był tym wszystkim, czym powinien być Lot, lecz nie był. Stan świata w czasach Noego mógł być nawet gorszy od tego jaki Lot obserwował w Sodomie i Gomorze. W każdym razie był to stan uniwersalny podczas gdy sytuacja Sodomy i Gomory lokalna. Piotr byłby w porządku nazywając Noego „sprawiedliwym”, lecz on idzie jeszcze dalej i opisuje go jako „zwiastuna sprawiedliwości” (2:5). Jakaż różnica! Nawet jeśli w życiu i świadectwie Lota było wiele negatywów (po prostu pomyśl sobie o epilogu Rodz. 19), nasz Pan sam używa zarówno Noego jak i Lota (Łuk 17:26-30) jako „precedensów” czy przykładów „Wielkiej Ucieczki”, porwania Jego kościoła, w którym wezmą udział miliony duchowych Noe i najprawdopodobniej miliony duchowych Lotów, wszyscy otrzymujący ostatecznie pełne dziedzictwo, do którego ich Duch Święty zapieczętował, gdy po raz pierwszy uwierzyli.

(Eph. 1:13-14).

Innymi słowy: „oliwne lampki” wielu „duchowych lotów” mogły poprzez stulecia wydać z knotów więcej „dymu” niż „płomienia”, a jednak Pan stwierdził, że on nie dogasi płomienia bez względu na to jak jest mały (Iz. 42;3; Mat. 12:20). Dymiące lampy potrzebują (jeśli jest w nich oliwa) regulacji knota. To zupełnie wystarczy, aby odnowić płomień. Zatem pytanie nie dotyczy oliwy; oliwa jest, lecz została zablokowana przez knot.

Zatem mamy obraz dwóch kategorii ludzi. Paweł wspomina o nich w 1 Kor. 2 i 3. Jest tam człowiek „naturalny” bądź „zmysłowy” oraz jest człowiek „duchowy”. Lecz przechodzi on do trzeciej kategorii, czy pod-kategorii: człowieka „cielesnego”, prawdziwego chrześcijanina, lecz takiego, który nie żyje nadnaturalnym życiem, bardziej pozwalając na to, aby ciało miało ostatnie zdanie w wielu kwestiach.

W naszej przypowieści również spotykamy się z dwoma pierwszymi kategoriami: głupie panny (bez oliwy, bez światła) oraz mądre (oliwa jest i, co normalne, ze światłem). Niemniej, tu właśnie odkrywamy tą trzecią kategorię: również wśród tych mądrych może wkraść się głupota. Knot nie oprawiany będzie przygasał, aż do chwili, gdy pozostanie tylko dym. W terminologii Pawła: Duch jest obecny, są duchowi, tj., naprawdę narodzeni z Ducha, a jednak ciało (cielesność) z łatwością może wkroczyć, a strach zwyciężyć. W ew. Łuk 9:27, Rzym 12:1-2, Gal 2:20; 5:16-26; 6:14 otrzymujemy instrukcje w jaki sposób zajmować się tym knotem, aby był starannie utrzymany, tak aby światło Pańskie i świadectwo mogły swobodnie świecić, stale podsycane przez oliwę zamieszkującego Ducha. Przy innej okazji, gdy ilustrował konieczność nieustannej gotowości, Pan powiedział uczniom, byli „przepasani” i aby ich „lampy były zapalone” (Łuk 12:35).

NAGŁY KRYZYS!!

Wszystkie panny wstały, gdy odezwał się dźwięk, wszystkie zaczęły oporządzać swoje knoty, a jednak, choć lampy głupich były właściwie oporządzone – pełne niepowodzenie: światła nie ma. Słowo zazwyczaj tłumaczone jako „oporządzić” może być również tłumaczone jako „światło”. Jeśli zapaliły swoje knoty to pojawiło się tylko chwilowe migotanie, lecz przeważnie dym. Brak oliwy sprawia, że każda dobra lampa jest bezużyteczna. Nawet jeśli trochę było, bardzo szybko skończył się. Tak zostaje nam to przekazane.

To powoduje, że zwracamy się myślami do tych „chrześcijan” o których mówi Hebr. 6:4-6, którzy zatrzymali się tuż przed prawdziwą pokutą i odnowieniem. Dwukrotnie jest o nich mowa, że „skosztowali”. Jest to kluczowe słowo tego fragmentu Pisma. Niezliczone tłumy na wszystkich kontynentach upiera się przy tym, aby nazywać ich „chrześcijanami”, lecz cały ich dorobek to „kosztowanie”

trochę tu, trochę tam. Oni nadal „kosztują” nawet nie pijąc. Istotne jest zwrócenie uwagi na to, że „skosztowanie” nie jest „piciem” (por. Mat 27:34). Moglibyśmy powiedzieć, że lampy i knoty głupich panien doświadczyły „smaku” oliwy, lecz oliwy brakowało! Prawdopodobny brak oliwy u chrześcijan musi zostać wzięty pod uwagę już od czasów Szymona czarnoksiężnika (Dz. 8:9-23), niemniej, teraz powinno być jasne, że sytuacja nabrała rozmiarów kryzysowych. Niezliczone miliony tak zwanych „chrześcijan”, błogo śpiących nie jest świadomych tego, co ich czeka a jest to ich własny kryzys paliwowy. Nie ma żadnego kryzysu jeśli chodzi o Tego, który oliwy dostarcza. Jego dostawy są nieograniczone dla tych, którzy odkryją jej potrzebę i przyjdą do Niego.

W chwili, gdy to pisze ciągle nie jest za późno…!!

My wszyscy razem!

Panuje teraz taka popularna myśl, że Pan przygotowuje obecnie Swój kościół do tych ostatecznych dni, na swój powrót. Dla wielu wynika stąd, że przed Jego przyjściem wybuchnie światowe przebudzenie. Myśl jest taka, że wielu tak przygotowanych pójdzie wraz z Nim w czasie porwania. Ci, którzy nie pozwolili się przygotować czy przebudzić, pozostaną. Byłoby to podobne do matki, która zazwyczaj opowiada o swojej dwójce dzieci, które ma w domu tak, jakby to były jej jedyne dzieci, jakoś zapominając o pozostałej ósemce, które dorosły i już pozakładały rodziny i są tak samo jej, jak te najmłodsze.

Tak wielu straciło z oczu fakt, że Pan zawsze przygotowywał Swój Kościół. Grupa zbawionych ciągle żyjąca na ziemi, gdy zabrzmi trąba, nie jest niczym więcej niż resztką całego Kościoła.

Oczywiście nie powinniśmy myśleć w ten sposób, że tylko współczesna resztka zostanie porwana. To będzie wydarzenie, w którym uczestniczyć będzie cały Kościół Chrystusa, wszyscy współcześni i wszyscy z przeszłości. Taki jest w rzeczywistości argument Pawła w 1 Tes. 4, że świeci, którzy żyją nie wyprzedzą tych, których ciała zasnęły w Jezusie. Raczej, gdy już powstaną z martwych WSZYSCY, razem pójdą na spotkanie z Panem na powietrzu!

Apostoł chce, abyśmy zrozumieli, że prawdziwi chrześcijanie „wszyscy są jedno w Chrystusie” Nie jest to idealna, lecz wspaniała duchowa  rzeczywistość, tym piękniejsza, gdy przypomnimy sobie o tym, że w czasie, gdy to pisał, zwracał się do tych cielesnych Galacjan (3:28). W Chrystusie nie może być podziałów ani na chrześcijan z przeszłości, ani na tych teraźniejszych, ani na tych duchowych czy cielesnych.

Z drugiej strony podziały wśród prawdziwych chrześcijan na ziemi nie dadzą się uniknąć. One są nie tylko oczywiste lecz bardzo bolesne i raniące. Te rzeczy zostaną doskonale przesiane, niemniej dokona tego Pan, gdy „staniemy się przed tronem sądu Chrystusowego” (2 kor. 5:10), lecz (i ponownie przez Jego łaskę) możemy stawać już teraz przed nim w modlitwie, starając się być użytecznymi dla Niego w uzdrawianiu niezrozumienia, zranień i rozdźwięków między wszystkimi Jego dziećmi. Równocześnie, zawsze, gdy wydaje się, że jest osiągana wśród chrześcijan jakiegoś szczególnego rodzaju jedność, zbudowana na kompromisie wobec Słowa Bożego to ci, którzy są „mądrzy i solidnie przebudzeni” będą wiedzieli jak cenić Boże Słowo ponad wszelkie ludzkie przekonywanie.

Być „mądrymi pannami” to wierzyć w naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa z całego serca i być zapieczętowanym Świętym Duchem obietnicy (Ef. 1:12-14). Ta mądrość jest potwierdzana przez obecność Ducha Świętego w naszym życiu. Od chwili objęcia przez Niego miejsca zamieszkania w nas istnieje niepodzielna jedność WSZYSTKICH jego dzieci (bez względu na wyznanie, denominację, czy okres czasu). Ta doskonała jedność w Chrystusie nie może przestać być doskonała również w naszym udziale w zmartwychwstaniu, porwaniu i przed Jego sędziowskim tronem.

Istnieje, więc, ta niepodzielna jedność, lecz w Chrystusie jest również totalny podział, który nie może być zniweczony: oddzielenie od WSZYSTKICH, których nie zamieszkuje ten sam Duch Święty. Mogą oni wyglądać dokładnie tak samo jak inni, robić te same rzeczy, brać udział w tych samych spotkaniach i mówić te same słowa, lecz obecność bądź brak „oliwy” Duch Świętego ustala tą niesamowitą, wieczną przepaść między tymi dwoma grupami.


Chrześcijaństwo..?

Coż to za przedstawienie widzieć jak owe dziewczyny kładą się i zasypiają. Żadna z nich spać nie powinna. Punktem, który Pan tutaj podkreśla jest to, że nie znając czasu nadejścia Oblubieńca powinny były czuwać cały czas, wszystkie. Pięć z nich powinno pośpiesznie udać się gdzieś i nabyć brakującej oliwy, kiedy jeszcze miały na to czas. A pozostałe pięć? Cóż powinny były robić? Cóż jeszcze innego, jak nie szturchać stale te głupie, budząc je i przekonując o tym, że jest już późna godzina. Wszystkie posnęły, nie zauważając żadnej różnicy między sobą. Rzeczywiście, smutny spektakl. Podoba się czy nie, rozważ to, bo jest to proroczy i absolutnie realistyczny obraz całego współczesnego chrześcijaństwa w przededniu Jego powrotu. Jest to kulminacja wielu stuleci masowego odstępstwa. Rodzice jednego pokolenia, prawdziwi chrześcijanie, przestali traktować Pana i Jego Słowo poważnie. Wynik? Ich dzieci, następne pokolenie, choć ciągle upierając się przy nazywaniu siebie chrześcijanami najprawdopodobniej nigdy nie doznali osobistego przeżycia ze Zbawicielem.

Prowadzi nas to do słowa: APOSTAZJA (Odstępstwo). Widzimy, jak Pan mówi nam w tej przypowieści, że chrześcijaństwo jako całość znajdzie się w „odstępstwie”, gdy On przyjdzie. „ ODSTĘPSTWO????”

Może to chodzi o jedną z tych wysoko specjalistycznych doktryn, których nigdy całkiem nie rozumiałeś, lecz bałeś się zapytać? Paweł prorokował o tym w 2 Te. 2:3, co można przetłumaczyć jako „odpadanie” czy coś podobnego. W ew. Mat 25 to sam Pan maluje nam bardzo smutny obraz. Chrześcijańskie odstępstwo jest zawsze dwojakiego rodzaju, lecz w tej przypowieści znajdujemy oba równocześnie.

  1. Spora część chrześcijaństwa jest odstępcza w tym, że posiada nazwę, szczególne tradycje i wartości, lecz…nic innego! Jeśli nie ma Ducha Chrystusowego to „nie jest Jego’ (Rzym, 8:9). Może posiadać wiele formy, lecz jest ona pusta. To odstępstwo jest dobrze zilustrowane w postaci pięciu głupich panien, które noszą lampy, lecz nie mają oliwy.

  2. Inny rodzaj odstępstwa dzieje się wtedy, gdy indywidualny chrześcijanin (tzn. prawdziwy, który ma oliwę) czy chrześcijański domu, czy całe zgromadzenie zbłądzi od bliskiego naśladowania Pana. Często jest to wspominane w listach do siedmiu zborów w Obj. 2 i 3. Sposób przedstawienia różni się od skradającej się obojętności na ich Pana z pierwszego listu do pełnej niezależności od Niego w ostatnim. Pięć z siedmiu chrześcijańskich zborów ma „nawrócić się”.

Jak zobaczyliśmy powyżej, gdy to odstępstwo pojawia się wśród chrześcijan, którzy jeszcze do tego nie chcą pokutować, następne pokolenie niemal nieuchronnie przeżywa innego rodzaju odstępstwo, wspomniane jako pierwsze: nie będą już niczym więcej niż tak zwanymi czy nominalnymi „chrześcijanami”.

Pięć mądrych panien, zamiast pilnie czuwać, nasłuchując wezwania oblubieńca i w odpowiednim momencie obudzić swoje głupie przyjaciółki, również zdecydowały się na relaks, lekkie potraktowanie spraw, prawdopodobnie mówiąc do siebie: „W porządku, w końcu mamy oliwę, czym się przejmować?” Ten drugi rodzaj odstępstwa oczywiście nie przeżyje „kryzysu paliwowego”. Niemniej, jak już widzieliśmy, jest równie jasne, że każdy wierzący przeżyje „kryzys tronu sędziowskiego”. Interesujące, że słowo „kryzys” jest wzięte z greki i literalnie znaczy „kara” (orzeczenie, wyrok). Każdy z nas będzie musiał odpowiedzieć przed tym trybunałem za rzeczy uczynione w ciele, dobre czy złe (2 kor. 5:10).

Jezus przekazuje nam ogólny obraz śpiących chrześcijan w czasie Jego powrotu, bardziej jako stan „kościelnictwa” w chrześcijaństwie, obraz prawdziwych chrześcijan zmieszanych z pseudo chrześcijanami. Ta sytuacja przypomina nam okropne odstępstwo za czasów Eliasza, lecz chwila! Gdy juz wydaje się, że nikt nie pozostał, kto by szedł za Panem, poza jednym Bożym sługą, powiedziano mu, że jest jeszcze 7000 tych, którzy pododobnie jak on nie zgięli swych kolan przed Baalem (Rzym 11:3-4). Byli cudownym wyjątkiem od tej reguły.

Bóg szuka współczesnych wyjątków! Szuka „dziewic”, które nie tylko są mądre, ponieważ zabrały oliwę, lecz również są takie, ponieważ pilnie czuwają i wykonują swoją pracę! Jak zwykle, dość jest łaski, dla ciebie i dla mnie!

Pozostawimy was z ostatnim poleceniem, jakie Paweł przekazał Tymoteuszowi:

4:1
Proszę cię bardzo usilnie, odwołując się do powagi Boga i Chrystusa Jezusa, przyszłego Sędziego żywych i umarłych, przez wzgląd na Jego pojawienie się i Jego królowanie –

4:2
głoś naukę, upominaj, czy będzie ku temu stosowna okazja, czy nie; jeśli zajdzie potrzeba, pokazuj błądzącym, że są w błędzie, udzielaj pouczeń, podnoś na duchu. Nauczając staraj się być zawsze cierpliwym.

4:3
Przyjdzie bowiem czas, kiedy to wielu nie zechce już słuchać zdrowej nauki; pójdą za własnymi pożądaniami, gromadząc zresztą wokół siebie nauczycieli, którzy będą im mówić tylko to, czego sami zechcą słuchać.

4:4
Przestaną liczyć się z prawdą, odwrócą się od niej i pójdą za nieprawdopodobnymi baśniami.

4:5
Ty zaś czuwaj zawsze, nie ustawaj w trudach, prowadź dzieło głoszenia Ewangelii, spełniając w ten sposób swoje posługiwanie.

4:6
Moja krew ma być już wkrótce wylana na ofiarę; zbliża się chwila mojego odejścia.

4:7
Stoczyłem piękną walkę, bieg ukończyłem, wiary nie straciłem.

4:8
Teraz czeka mnie już tylko sprawiedliwie zasłużony wieniec zwycięstwa. Przekaże mi go w owym dniu Pan, Sędzia sprawiedliwy. Zresztą nagrodzi On nie tylko mnie, lecz także wszystkich, którzy z miłością oczekują na Jego przyjście.

Przypis:

Przez przyjście na ziemię, przez Jego życie, śmierć, zmartwychwstanie, Dzień Zielonych Świąt, Chrystus zdecydowanie ustanowił Swoje Królestwo jako „przyczółek” na tm, co Szatan, „książę tego świata” uważa za swoje terytorium. Jego „ekklesia”, zamieszkiwana przez Ducha Świętego- w świecie, lecz nie z tego świata (Jn 17) – jest tym „przyczółkiem”.

Możesz skontaktować się z
Jimem : presson@arrakis.es.

Więcej artykułów Jima na różne tematy znajduje się na www.ntmu.net.

© 10/00 Jim van
Heiningen, Apartado 31, 29700 Vélez-Málaga, Spain

deeo.ru

Dziesięć zmęczonych dziewcząt_01

Poważny kryzys paliwowy nachodzi

(Vast Oil Crisis Just Ahead)

Jim van Heiningen

Mat
25:1-13

Wtedy podobne będzie Królestwo Niebios do dziesięciu panien, które, wziąwszy lampy swoje, wyszły na spotkanie oblubieńca.
A pięć z nich było głupich, pięć zaś mądrych.|
Głupie bowiem zabrały lampy, ale nie zabrały z sobą oliwy.
Mądre zaś zabrały oliwę w naczyniach wraz z lampami swymi.
A gdy oblubieniec długo nie nadchodził, zdrzemnęły się wszystkie i zasnęły.
Wtem o północy powstał krzyk: Oto oblubieniec, wyjdźcie na spotkanie.
Wówczas ocknęły się wszystkie te panny i oporządziły swoje lampy.
Głupie zaś rzekły do mądrych: Użyczcie nam trochę waszej oliwy, gdyż lampy nasze gasną.
Na to odpowiedziały mądre: O nie! Gdyż mogłoby nie starczyć i nam i wam; idźcie raczej do sprzedawców i kupcie sobie.
A gdy one odeszły kupować, nadszedł oblubieniec i te, które były gotowe, weszły z nim na wesele i zamknięto drzwi.
A później nadeszły i pozostałe panny, mówiąc: Panie! Panie! Otwórz nam.
On zaś, odpowiadając, rzekł: Zaprawdę powiadam wam, nie znam was.25:13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie.

Przy okazji wstępu

Gdy czytamy i interpretujemy Boże Słowo, szczerze skupiamy się na samym Panu i prawdziwie poddajemy Jemu; gdy szukamy tego, co On chce nam objawić przez Pismo,

musimy być szczerzy i obiektywni. To, co objawia, zawsze powinno być wielkie lecz nigdy większe niż ważne dni naszego pokolenia. Zarówno sam Pan jak i jego apostołowie ostrzegali stale, że w dniach ostatecznych będzie wielu fałszywych proroków i nauczycieli, którzy ze wszystkich sił będą starali się odciągnąć świętych od prostoty Chrystusowej.

Nigdzie nie słyszymy, że ci „prorocy” i „nauczyciele” na pewno nie będą chrześcijanami. W rzeczywistości, jest nawet bardziej prawdopodobne, że każdy szczery i cenny sługa Najwyższego w jakimś punkcie źle interpretuje Pismo i do pewnego stopnia staje się instrumentem w rękach mistrza zamieszania. Z tego powodu Paweł zobowiązał swojego współpracownika Tymoteusza tak uroczyście jak to zrobił i z tego samego powodu Duch Święty zobowiązuje nas tak samo dziś (2 Tym 2:15 B.W-P):

Staraj się o to, byś zawsze mógł znajdować u Boga uznanie jako ten, kto nie musi się wstydzić owoców swojej pracy, ponieważ głosił jak należy słowa prawdy.

Modlimy się o to, aby ten bezpretensjonalny artykuł był takim „należytym słowem prawdy”, użytecznym dla Ducha Prawdy w zachęcaniu, błogosławieniu i pomocy dla wielu jego umiłowanych dzieci, aby były radosne i gotowe na dzień „objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa” – Tyt. 2:13.

Dziesięć zmęczonych dziewcząt

Czy fakt, że w większości wersji Biblii dziesięć młodych kobiet jest nazwanych „dziewicami” („pannami”) nie wywołuje u ciebie wrażenie czegoś niewypowiedzianego, czegoś, co musi być dobrym opisem chrześcijan. Pomyśl jeszcze raz o tym. Ten termin jest używany prawie zawsze w taki sam sposób współcześnie jak „dziewczyny” czy „młode panie”, a bardziej precyzyjnie „młode, niezamężne kobiety”, przyjaciółki panny młodej. Porównaj Dz. 21:9 oraz 1 Kor. 7:25-34 itd., gdzie używane jest to samo słowo. To, że były one niezamężne nie ma żadnego bezpośredniego znaczenia dla interpretacji przypowieści.

Wszystkie zdrzemnęły się; czy jest to znak nieprzygotowania się z ich strony? Z pewnością tak! Zatrzymaj się chwilę na tej myśli, to nie sen spowodował, że głupie panny były głupie, ani nie sprawił on, że mądre były mniej mądre. Okaże się to, gdy zrozumiemy dlaczego Pan niektóre nazwał głupimi, a niektóre mądrymi. Z 13 wersetu widać wyraźnie, że Pan chce, aby jego uczniowie „czuwali”, a nie „spali”. Lecz nie mówi, że „śpiący” chrześcijanie powinni być zaliczeni pomiędzy głupie dziewice. Gdyby tak było to wszystkie dziesięć byłoby nazwanych „głupimi”.

Tak więc mamy dziesięć niezamężnych dziewcząt, przyjaciółek panny młodej, czekających na narzeczonego, które zasnęły. Lecz na tym podobieństwo się kończy.

Razem, lecz po przeciwnych stronach

Często Pan porównywał swoich uczniów do ludzi, którzy są „albo tacy, albo tacy”. Lecz tylko w dwóch przypadkach nazwa ich mądrymi lub głupimi (Mat. 7:24-27; Łuk 6:47-49; Mt 25:1-13). Bardzo ważne jest, aby to uchwycić: mówimy o uczniach, o wszelkiego rodzaju uczniach. Tak, nasz Pan bardzo wyraźnie i zdecydowanie stawia między nimi linię podziału, która bardzo często nie jest tak wyraźna dla nas.

W pierwszej przypowieści Pan porównuje tych, którzy słyszą Słowo i być może rozkoszują się nim do mądrego lub głupiego budowniczego. Robi to porównanie w kontekście „wielu” uczniów, którzy wyznają Jego „panowanie” i robią różnego rodzaju cudowne rzeczy w jego imieniu, nie należąc do Niego. Mówi im, że jego ostatecznym werdyktem będzie: „Nigdy was nie znałem…” Jezus nigdy nie odrzucił ich religijności, lecz neguje to, aby była kiedykolwiek, jakakolwiek prawdziwa więź z Nim. Co więc, w osądzie Pana, powoduje, że są głupcami? Czy nie jest to fakt, że starali się budować bez właściwego fundamentu?

A co sprawia, że pozostali są mądrymi bądź prawdziwymi uczniami? Prosty fakt, że budowali na dobrym i solidnym „fundamencie”. Tym fundamentem jest Sowo Chrystusa, usłyszane (zasmakowane) i wykonane: osobista więź między uczniem i jego Panem.

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że ci dwaj budowniczy reprezentują wszystkich chrześcijan lub po prostu całe chrześcijaństwo.

Lecz, czy poważny czytelnik Biblii może stwierdzić fakt, że obraz głupiego budowniczego, tego bez fundamentu, do którego przychodzi „świat” niszcząc go, ma na celu pokazanie nam obrazu narodzonych na nowo, aczkowiek odstępczych wierzących? Szczególnie w świetle dalszego wersetu z Mat 7:23? Zdumiewający dzień nadchodzi, gdy nasz Pan ogłosi, że nigdy ich nie znał. Mogą mieć wszelkie pozory prawdy, uczniostwa, być może świętości, czy nawet czynić cuda, lecz w „chwili prawdy” wszystko zawali się, a widoczna będzie rzeczywistość: zwykła sterta gruzu. Jedna absolutnie istotna część została pominięta: solidny fundament. Pan chce, abyśmy przynieśli wszystko co dotyczy naszego własnego stanu do Niego, lecz widzi również na wskroś piękne „domy”. Z pewnością chce nas nauczyć, abyśmy z pokorą rozeznawali brak prawdziwego fundamentu w życiu i domach naszych bliskich. W ten sposób Pan będzie mógł nas używać do ostrzegania naszych „wyznających” bliskich i przyjaciół zanim uderzy katastrofa.

Musimy teraz zadać sobie ważne pytanie: jeśli w żaden sposób nie potrafimy wyobrazić sobie tego, że głupi budowniczy reprezentuje prawdziwych wierzących; a nie tylko odstępców – a więc musimy przyznać, że Jezus przekazuje nam w ten sposób obraz sprytnych wierzących, „pozorantów – to co może nas doprowadzić do wniosku, że owe „pięć głupich panien”, w całkowitym kontraście, reprezentuje prawdziwych, narodzonych na nowo wierzących?

Uważaj na tą linię!

W przypowieści o dziesięciu pannach, jednej z ostatnich jakie opowiedział, scena jest całkiem inna, lecz ponownie całość dotyczy uczniów Chrystusa i ponownie, liczbowy podział następuje w połowie. Ponownie jest to sytuacja „albo, albo”. Albo jesteśmy chrześcijanami, którzy „mają”, albo tymi, którzy „nie mają”. Albo mamy „imię, że żyjemy”, albo „żyjemy” (Obj. 3:1). Albo jesteśmy tak zwanymi uczniami Chrystusa, albo nimi jesteśmy, koniec. Albo głupio udajemy, że czekamy na Oblubieńca, albo, dzięki łasce, czekamy na Niego, oczekując Go w każdej chwili, nawet jeśli nieświadomie przysypiamy, gdy Jego przyjście okazuje się późniejsze niż spodziewaliśmy się.

O ile głupi budowniczy został przedstawiony jako człowiek działający bez fundamentów, to głupie panny to ludzie działający bez oliwy. Jezus szczególnie wspomina je jako te, które nie zabrały oliwy wraz z lampami. To właśnie spowodowało, że określono je jako głupie.

Jaki budowniczy mógłby być tak głupi, aby budować dom na piasku, nigdy nie zastanawiając się nad warunkami pogodowymi? Jaka młoda kobieta, nawet przy całym swoim podnieceniu wielkim świętem, mogłaby być tak głupia, aby zabrać ze sobą lampę oliwną, na wypadek zaskoczenia jej przez noc, a nie przejmować się zabraniem oliwy? Uczymy się od Jezusa, że połowa chrześcijaństwa jest głupia. W pierwszej przypowieści Pan uczy nas, że jest tak dlatego, że Słowo nie jest traktowane poważnie. W przypowieści o „dziewicach” pokazuje nam, że jest tak dlatego, że Duch Święty nie jest brany poważnie, a Słowo i Duch idą zawsze w razem. Większość z nas musi przyznać, że my również tam byliśmy, po jednej stronie linii podziału. Zatem, być może całkiem nagle, być może stopniowo, nasze oczy otworzyły się i zobaczyliśmy, że dom naszego życia potrzebuje fundamentu. Zobaczyliśmy, że jesteśmy w ciemności i desperacko potrzebujemy światła, więc, również przez łaskę, poddaliśmy się naszemu Panu i Zbawicielowi. Dzięki Jego łasce staliśmy się „mądrzy” (2 Tm. 3:15; Tyt. 2:11-14)! Nie musimy już śpiewać: „Daj mi oliwy do lampy, utrzymuj mnie płonącym”. On JEST twoją oliwą.

Właściwa mieszanina!

Jedną ważną różnicą między tymi dwoma przypowieściami jest to, że te głupie i mądre są całkowicie wymieszane ze sobą. Gdybyś nie był świadomy obecności lub nieobecności oliwy to nie byłbyś w stanie ich podzielić. Nie ma żadnych wątpliwości, że Wielki Gawędziarz chce, abyśmy zwrócili uwagę na ten szczegół: największe przemieszanie. Chce, abyśmy byli świadomi, że choć Królestwo Boże jest wśród nas (p. przypis) to nie powinno nas to prowadzić do myślenia, że wielki przeciwnik jest już związany i znajduje się poza sceną. Jezus chce, abyśmy zdawali sobie sprawę z tego, że Szatan jest cały czas bardzo mocno obecny na tej scenie. Ta całkowita mieszania z przypowieści o dziewicach wskazuje wprost na to, co potwierdza ap. Paweł: „Tajemna moc nieprawości już działa…” (2 Tes 2:7). Musi nam to również przypominać cztery z siedmiu przypowieści o Królestwie z 13 rozdziału ewangelii Mateuszu. Tutaj znajdujemy inne obrazy namalowane nam przez Pana, wskazujące od samego początku i przez cały czas trwania tego wieku królestwa, że będą szatańskie negatywy, gorączkowo działające wśród wszystkich boskich pozytywów: „chwasty w pszenicy”, „ptaki na plantacji”, „kwas w cieście” i „sieć ze złymi i dobrymi rybami”. W każdej z nich daje nam najbardziej wartościowe nauczanie, abyśmy wiedzieli o tym, 'gdzie jesteśmy’ w tym czasie jeśli chodzi o Boże dzieło, jak i gdzie jesteśmy, jeśli chodzi o dzieło diabelski. Po czym niemal przy samym końcu swej ziemskiej służby, w przypowieści o dziewicach daje nam przebłysk końca wieku. Odkrywa ostatnie wydarzenia długo ciągniętego aktu, gdy fałsz jest oddzielany spośród prawdy, głupcy spośród mądrych. Punktem kulminacyjnym tego wieku jest, oczywiście, pojawienie się Oblubieńca. Wtedy mądre będą miały oliwę i światło, będą więc mogły Go zobaczyć (1 J. 3:2). Pójdą z nim na wesele. Głupie dziewczyny nigdy nie będą mogły nawet Go zobaczyć….

Oliwa, oliwa, oliwa...

Aby oliwa się nie rozlała ani mądre, ani głupie nie nosiły jej w lampach, lecz prawdopodobnie tylko niewielkie ilości zdolne do potrzymania płomienia konta na czas podróży, noszono drobnych „naczyniach” czy zbiorniczkach. Do lamp przelewano wszystko lub część, gdy pojawiała się taka potrzeba. Mądre były mądre, ponieważ miały te zbiorniczki napełnione oliwą.

Trzykrotne pojawienie się słowa „oliwa” w tej przypowieści (Mt. 25) to równocześnie pierwszy raz, kiedy ten termin w ogóle w ewangelii występuje i bez wątpienia symbolizuje on Ducha Świętego. Komentatorzy są zgodni co do tego, że taka jest prawdziwa biblijna perspektywa. Wynika z tego, że owe pięć panien bez oliwy to wyznający „chrześcijanie”. Mają lampy, lecz nie są wstanie wydawać światła. Po prostu zachowują pewien wygląd i nie reprezentują „posiadających” chrześcijan (takich, którzy mają oliwę w swoich lampach). Głupie reprezentują chrześcijan, o których ludzie mogą powiedzieć nad grobem: „Znaliśmy tego-a-tego, jako dobrego chrześcijanina”, lecz o których Oblubieniec powie: „Nigdy was nie znałem!”. Ten druzgocący werdykt jest praktycznie taki sam jak ten, który znajdujemy w siódmym rozdziale w 23 wersie. Tylko taki człowiek, który jest odnowiony, zamieszkiwany i zapieczętowany przez Ducha Świętego, gwarancję wiecznego dziedzictwa (Rzym. 8:9; Ef. 1:13-14), może usłyszeć: „zabierz oliwę”, a zatem może się znaleźć między pięcioma mądrymi pannami.

Innymi słowy: ogromna część „chrześcijaństwa” (pamiętaj: Jezus podzielił ich na dwie połowy), należy do „tego”, lecz nie do Niego. Dla nich chrześcijaństwo to nie Chrystus, lecz tradycja, liturgia, Sobota (lub Sabat) – „uwielbienie”, hierarchia, chrzest, inne „sakramenty”, skrucha, ofiara, dobre uczynki, prostota i wymień co jeszcze chcesz, być może nawet uczenie się w domu lub kościół domowy. Jakkolwiek wspaniale może wyglądać utrzymywanie dobrego wyglądu to jednak za fasadą jest pustka. „Oliwa” Ducha Świętego nie płonie w ich sercach. Nie świeci przez oczy, usta i ręce na zewnątrz w świecie ciemności dopóki nie pojawi się Oblubieniec. I rzeczywiście nie mogą płonąć, bo nie ma czym.

Szybciej niż w oka mgnieniu?

Musimy dojść do wniosku, że Pan mówi do nas w tej przypowieści o nadchodzącym porwaniu świętych, co będzie miało miejsce w czasie Jego przyjścia po nich. Musimy sprawdzić tylko tą przypowieść w świetle 1Kor.15 oraz 1Tes.4. „Oblubieniec” jest wystarczająco wyraźnym obrazem Samego Pana i nawet pomimo tego, że oblubienica nie jest nawet wymieniona w całej historii, jest to oczywiste, że panny (dziewice) reprezentują uczniów, tj., są one identyfikowane oblubienicą i oczekują wejścia na ucztę weselną przez otwarte drzwi.

Czy cały prawdziwy kościół Chrystusa zostanie porwany „w mgnieniu oka”, tj., wszyscy prawdziwie odkupieni, czy… powinniśmy wyglądać teraz jednego porwania a potem jeszcze innego, później w „drugim mgnieniu oka”? Czy „ostatnia trąba” musi zabrzmieć drugi raz? Jeśli „głupie panny” reprezentują prawdziwych chrześcijan, choć odstępczych, dla których drzwi będą zamknięte, to, oczywiste, że musimy wierzyć w częściowe porwanie czy, mówiąc bardziej precyzyjnie, w dwa częściowe porwania. Zatem połowa prawdziwych chrześcijan będzie z Oblubieńcem, świętując wesele Baranka, podczas, gdy druga połowa pozostanie, aby spotkać się z maltretowaniem przez Bestię w czasie Wielkiego Ucisku. Ewentualnie, ci którzy przyjmują takie rozwiązanie, wierzą, że będzie wystarczająco dużo „oliwy” i Oblubieniec „pozna” ich i otworzy im drzwi. Myśl jest taka, że „mądre panny” choć niedoskonałe, gdy pojawi się oblubieniec, są „wystarczająco czystymi” chrześcijanami. Mogą po prostu wejść w takim stanie, w jakim się znajdują, lecz „głupie panny” potrzebują nieco oczyszczenia, które zdobędą w czasie Wielkiego Ucisku, swego rodzaju „czyśćca” dla nich.

Problem polega na tym, że oddziela nas to od Ewangelii łaski Bożej. Czy proponujący tą ideę zbadali Pisma równie gorliwie jak barneńczycy z 17 rozdziału Dziejów Apostolskich? Jest tylko jedno żywotne pytanie, które MUSIMY zadać ponownie: „Co mówi Słowo rzeczywiście?” Jeśli nie zrobimy tego w pokornej i pełnej modlitwie postawie to wtrącimy się do doktrynalnego wrzątku.

Nie wymaga wiele czasu i wysiłku zbadanie TYCH wersów o porwaniu z 1 Tes. 4 (na przykład).
Mówiąc o zmartwychwstaniu świętych, o powstaniu z martwych z Chrystusem w chwili jego pojawienia się (wersy 14 i 16), Paweł wspomina, że są to ci, którzy „zasnęli w Nim” oraz „umarli w Chrystusie”. Czy to może oznaczać WSZYSTKICH chrześcijan, którzy w ciągu minionych stuleci prawdziwie narodzili się z Ducha? Jeśli bardzo wielu z tych „świętych”, przez większość swego ziemskiego, chrześcijańskiego życia, nie żyło świętym życiem, ale takim ledwie trzymającym się poziomu niższego od tego, który Pan dla nich zamierzył, to czy spowoduje to, że będą tylko w „połowie-w-Chrystusie” czy też w „jednej-trzeciej-w-Chrystusie”? Ogłoszono, że prawdziwi chrześcijanie są w Chrystusie, koniec i kropka. Paweł nie zajmuje się tutaj problemem cielesności, ani w innych rozdziałach, tylko tym faktem, że prawdziwi chrześcijanie „są w Chrystusie”, nawet jeśli pozornie zeszli ze sceny. Mówi nam, że oni będą naprawdę wzbudzeni i porwani w Chrystusie. Nie mówi o tym, że to wskrzeszenie i porwanie zdarzy się tylko jakiejś szczególnej części z nich.  Oczywiście, problemy ich niewierności, nieobecności, światowości itp., muszą zostać rozwiązane, lecz stanie się to przed tronem sędziowskim Chrystusa (1 Kor. 3). Interesujące jest to, że w następnej przypowieści w Mt 25, tej o talentach, sam Jezus zwraca nam na to naszą uwagę.

Powinno być jasne zatem, że termin „w Chrystusie” obejmuje wszystkich prawdziwych chrześcijan w powstaniu z martwych i porwaniu.

раскрутка

Dlaczego kochamy śmiertelny grzech gniewu?#Różne artykuły

Gdybyś tego nie zauważył to wiedz, że chrześcijaństwo jest religią, w której grzesznicy odbierają pełną korzyść. Oni mogą stawać ci na odcisk 50 razy, a ty masz się uśmiechać. Mogą mówić źle o tobie za każdym razem, gdy opuścisz pomieszczenie, a twoim zadaniem jest usprawiedliwić ich beznajmniejszej myśli o odpłacie. Ten ciężar spoczywa na tobie, ponieważ to tobie przebaczono i Bóg oczekuje od ciebie, że będziesz robił wobec innych to, co Bóg dla ciebie. Nie jest to zła motywacja do nauki przebaczania.#

Piątek,
8 Lipiec 2005 15:07:04

Dlaczego
kochamy śmiertelny grzech gniewu?

Dlaczego kochamy śmiertelny grzech gniewu? Oto pewne lekarstwo, które ja sam muszę stosować w swoim codziennym życiu. Być może jest w życiu innych ludzi również uzdrowieńcze namaszczenie, Gary, lecz dlaczego kochamy ten śmiertelny grzech?

(Trwaniew gniewie chroni nas przed ponownymi zranieniami, ale jak jest tego cena?)

Barbara Brown Taylor (Za „Gospel Medicine” wydwanej przez Cowley Publications, 28 Temple Place, Boston, Mass.)

Mat 18:21-22

Wtedy przystąpił Piotr do niego i rzekł mu: Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: do siedmiu razy, lecz do
siedemdziesięciu siedmiu razy.

Gdybyś tego nie zauważył to wiedz, że chrześcijaństwo jest religią, w której grzesznicy odbierają pełną korzyść. Oni mogą stawać ci na odcisk 50 razy, a ty masz się uśmiechać. Mogą mówić źle o tobie za każdym razem, gdy opuścisz pomieszczenie, a twoim zadaniem jest usprawiedliwić ich bez najmniejszej myśli o odpłacie. Ten ciężar spoczywa na tobie, ponieważ to tobie przebaczono i Bóg oczekuje od ciebie, że będziesz robił wobec innych to, co Bóg dla ciebie. Nie jest to zła motywacja do nauki przebaczania. Jeśli Bóg chce trwać przy mnie pomimo mojej nędzy, słabości, uporczywej własnej sprawiedliwości to kimże ja jestem, abym stawiała te same rzeczy przeciwko komuś innemu? Lepiej powinnam wyznać swoje grzechy niż śledzić drogi twoich grzechów, tylko że tak trudno jest skupiać się
na własnych słabościach, że o wiele łatwiej będzie mi przyglądać się twoim a szczególnie tym, które są dla mnie bolesne. Nieustanne gniewanie się na ciebie to jest sposób na moja ochronę przed tobą.
Niezgoda na przebaczenie ci nie tylko jest moją karą dla ciebie, lecz jest również sposobem na utrzymywanie ciebie w odpowiedniej odległości, abyś mnie nie zranił i w dziewięciu przypadkach na dziesięć to się sprawdza – tylko, że są pewne skutki uboczne.
Jest to zapuszkowane zgorzknienie, które może być straszliwą rzeczą dla ciała i ducha człowieka. Kiedyś, w czasie podróży do Atlanty, zatrzymałam się przy sklepie, aby kupić kilka ślubnych prezentów, takie mosiężne ramy do obrazów. Poprosiłem sprzedawczynię, aby mi je zapakowała.

  • W porządku, a na jaką okazję ten prezent? – warknęła.- Powie mi Pan, czy mam zgadnąć sama.

Spojrzałem na nią wtedy po raz pierwszy i zobaczyłem twardą kobietę w średnim wieku, której brwi wisiały nad dwoma twardymi, zimnymi oczyma. Kąciki jej ust opadły na dół, jakby właśnie spróbowała czegoś zjełczałego. Obie ręce opierała o szklaną ladę, zwisając nad nią z taką złośliwością, że pomyślałem sobie, że mogłaby ją na mnie przewrócić,
gdybym ją zirytowała choć odrobinę więcej. Ogólnie rzecz biorąc, wściekam się, gdy ktoś podchodzi do mnie w taki sposób, lecz tym razem przestraszyłam się, ponieważ zobaczyłam co gniew zrobił z nią i chciałam wyjść stamtąd, zanim zrobi z nią coś podobnego do tego, co zrobił ze mną. Faktycznie to coś znacznie silniejszego niż czysty
gniew wykrzywiło twarz tej kobiety. Sam w sobie gniew nie jest aż tak niszczący. Nie jest niczym więcej niż ten szybki podmuch adrenaliny, który czujesz, gdy stajesz się zagrożony. Mówi ci, że coś co jest dla ciebie drogie, znajduje się w niebezpieczeństwie – twoja własność, twoje wierzenia, twoje fizyczne bezpieczeństwo. Myślę o gniewie jako o migającym żółtym świetle. „Uwaga – mówi – coś się tutaj dziej. Zwolnij i zobacz czy możesz dojść do tego, co to jest”. Gdy zwolnię zazwyczaj mogę się czegoś z mojego gniewu dowiedzieć a jeśli mam szczęście, mogę wykorzystać jego energię do wymuszenia zmiany w sobie lub w moich relacjach z innymi.

Często widzę swoją własną część tego, co powoduje gniew i to mi pomaga, ponieważ jeśli trzymam na nim rękę to mogę skupić się na tym, aby ją cofnąć, zamiast napędzać swoje własne młyny oskarżenia. Innymi słowy: mogę wykombinować czego też mogę się z tego gniewu nauczyć i pozwolić mu odejść, lecz jeśli mój gniew trwa nadal i nie powoduje nauki czy zmiany czegokolwiek, wtedy nie jest to już czysty gniew; staje się zamiast tego zgorzknieniem. Stał się urazą, która jest, jak to nazywa moja przyjaciółka: „artretyzmem ducha”. Jest to zatem następny powód do tego, aby uczyć tego, jak przebaczać – nie tylko dlatego, że jesteśmy to winni Bogu, lecz dlatego, że jesteśmy to winni sobie, ponieważ uraza deformuje nas, ponieważ nieprzebaczenie jest jak bumerang. Używamy go, aby ochronić siebie – aby ranić, zanim zastaniemy ponownie zranieni – lecz w groźny sposób wraca ona do nas z powrotem, tak więc to my stajemy się ofiarami naszej własnej chorej woli. W letnim przeglądzie książek New Your Times’a była seria na temat śmiertelnych grzechów. Joyce Carol Oates napisała na temat rozpaczy, Gore Vidal o pysze i John Updike, z tych wszystkich ludzi, na pisał o pożądaniu. Esej Mary Gordon na temat grzechu był rzeczywiście wspaniały, głównie dlatego, że zechciała wspomnieć o tym, że wie na ten temat dużo.

Napisała, że w upalny, sierpniowy dzień była w kuchni przygotowując posiłek dla dziesięciu osób. Pomimo, że dom był pełen ludzi, nikt nie zaoferował jej pomocy w posiekaniu jarzyn, pomieszaniu zupy czy zastawieniu
stołu. Dusiła się w swym własnym sosie, gdy jej dwoje dzieci i 78 letnia matka uparli się, aby przestała robić to, co robi i zabrała ich popływać. Zajęli miejsca w samochodzie, wieszając się na klaksonie, wykrzykując jej imię przez okno, tak aby sąsiedzi mogli ich dobrze usłyszeć, jak przypominają jej, że obiecała wziąć ich na staw. Wtedy, jak rzekła, straciła panowanie. Wypadła na zewnątrz, wskoczyła na maskę samochodu, walnęła w przednią szybę i powiedziała
swojej matce i dzieciom, że nie zamierza nigdy więcej, nikogo z nich, gdziekolwiek zabierać, że nikt z nich nie będzie miał żadnego przyjaciela w jakimkolwiek jej domu, aż umrze, co, jak powiedziała, ma nadzieję stanie się wkrótce. Wtedy stała się przerażająca rzecz:

  • Stałam się ogromnym ptakiem – powiedziała – padlinożerną wroną. Ramiona stały się ciężkie jak kamienne ozdoby, oczy – bystre i nienawistne, wyrósł mi zabójczy dziób. Gęsto czarne skrzydła zajęły miejsce moich ramion. Machałam, machałam nimi… Zasłoniłam światło słoneczne tym machaniem.

Nawet potem, gdy została zmuszona do zejścia z maski samochodu, zajęło jej dobrych parę chwil, zanim wróciła do siebie i gdy to się stało, była zbulwersowana, ponieważ zdała sobie sprawę z tego, że szczerze wystraszyła swoje dzieci. Syn powiedział jej:

  • Byłem przerażony, ponieważ nie wiedziałem kim jesteś?

„Grzech powoduje, że grzesznik staje się nierozpoznawalny”. Do takiego wniosku dochodzi Gordon a jedynym antidotum na niego jest przebaczenie; lecz problem jest taki, że gniew jest tak ekscytujący, tak ożywiający, że przebaczenie wydaje się być bezwładnym poddaniem się. Jeśli kiedykolwiek miłowałeś urazę, wiesz dobrze, że pozwala ci ona na poczucie jakoby był na świecie ktoś, kto się całkowicie myli i ty w to wierzysz. Może nie stać cię na przyznanie tego, lecz, tak jest, najsilniejszą stroną wiary w posiadanie wroga jest to, że dobrze wyglądasz w porównaniu z nim. Pomaga również to, że masz kogoś kogo oskarżasz za to, że twoje życie nie jest takie, jak byś
spodziewał się tego. Kilka lat temu usłyszałam w radiu publicznym jak Linda Werheimer mówiła do korespondenta ze Środkowego Wschodu o zdumiewającym ruchu ku pokojowi między izraelitami i Palestyńczykami

  • Jak ludzie reagują? – zapytała go. – W końcu strata wroga jest równie przykra jak strata przyjaciela.

Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób, a przecież miała. Gdy pozwolisz na to, aby twój wróg przestał nim być, zmieniają się wszystkie zasady. Wtedy nikt już nie wie jak dalej postępować, lecz przebaczenie jest aktem transformacji. Nie oferuje powiewu adrenaliny, ani poczucia siły jaka pochodzi z dobrze ugruntowanej urazy. Jest to cicha rewolucja tak łatwa do stracenia jak pierwsze rozwarcie zaciśniętej pięści, lecz zmienia ludzi w taki sposób w jaki gniew bardzo by sobie życzył.

Dlaczego więc nie robimy tego częściej?

Dlatego, że przerażające jest takie opuszczenie rąk, przehandlowanie z wymianą starego towaru na nowy twojej pychy i siły na wypadek, gdybyś mógł odkryć coś znacznie bardziej wartościowego niż tamte dwa. „Przebaczyć – pisze Mary Gordon – to porzucenie ekscytacji własną niepodważalną sprawiedliwością”. I nie ma w tym straty, tylko
jest strata iluzji, ale w zamian za to zyskuje się coś, co jest bezbłędnie rzeczywiste: jest to szansa na ponowne życie, wolność od zgorzknienia wysysającego z naszego życia słodycz, wykrzywiającego w grymasie nasze twarze i zamieniającego nas w padlinożerne wrony, który zasłaniają słońce swym trzepotaniem. Nikt inne nie zrobi tego
dla nas. My robimy to dla siebie, lecz nie musimy tego robić.
Otrzymujemy przebaczenie każdego dnia naszego życia.

Ktoś, kto zaaranżował to wszystko daje nam wolność tak, abyśmy czerpali wszystkie korzyści. Do nas należy wybór. My mamy wolę, ale mamy też adwokata, który zdaje się wiedzieć o tym, że my potrzebujemy zdobyć bardzo wiele praktyki w tym biznesie przebaczania. Jak często powinniśmy przebaczać? Czy siedem razy wystarczy? „Nie siedem
razy – mówi Jezus – lecz siedemdziesiąt siedem”. To nie jest harówka, to obietnica, ponieważ przebaczenie jest sposobem życia. Jest to Boże lekarstwo na ułomność, którą wywołuje w nas uraza. W taki sposób odkrywamy nasz prawdziwy kształt i za każdym razem, gdy to robimy stajemy się odrobinę bardziej żywi. To, o czym wie Bóg, a czego my nie wiemy, to fakt, że gdy się już raz wprawimy to siedemdziesiąt siedem razy dziennie nie będzie dość, nie
wspominając o siedmiu. Tak bardzo zostaniemy przez przebaczenie porwani, że z nadzieją będziemy liczyć na to, że się to nigdy nie skończy.

============

Włoskie przysłowie

Gniew może być kosztownym zbytkiem.

Święty Aureliusz Augustyn z Hippony (354-430):

Gniew jest ziarnem, nienawiść jest drzewem.

Arystoteles
(384-322 B.C.)

Każdy może się rozgniewać, to jest łatwe: lecz być zagniewanym wobec właściwej osoby, we właściwym stopniu i właściwym czasie, we właściwym celu i we właściwy sposób – nie każdy to potrafi i nie jest to łatwe.

Hiszpańskie przysłowie

Strzały przebijają ciało, lecz twarde słowa – duszę.

  • Kontroluj się! Gniew (ANGER) jest tylko o jedną literę krótszy od zagrożenia (D-ANGER).

  • Kto wierzga na sztorm, niech się spodziewa wzburzonej żeglugi.

  • Nie rozpalaj w piecu takiego ognia przeznaczonego dla twego antagonisty, który mógłby spalić ciebie.

  • Kucie sufitu jest najgorszym sposobem na dostanie się na górę.

Słyszałem, że gdy zapędzi się grzechotnika do rogu, może tak oszaleć, że może przypadkowo ugryźć samego siebie swym jadowitym kłem. Podobnie jest z człowiekiem, który nosi w sercu nienawiść: często jest raniony przez truciznę swej własnej napastliwości. Sądzi, że wyrażając swój gniew rani swoich nieprzyjaciół, lecz w rzeczywista rana jest zadawana głęboko w jego własnej duszy.

=============

topod.in