Author Archives: admin

Teologia homoseksualizmu

Grzech Sodomy – I Moj.19

Czy Biblia nie potępia homoseksualizmu? Przez lata odpowiedź na to pytanie wydawała się oczywista, lecz w ciągu ostatnich kilku dekad pro-homoseksualni komentatorzy usiłowali przeinterpretować odpowiednie biblijne fragmenty. W niniejszej dyskusji zajmiemy się ich egzegezami.

Pierwsza wzmianka o homoseksualizmie w Biblii znajduje się w 19 rozdziale Księgi Rodzaju. W tym fragmencie Lot przyjmuje dwóch aniołów, którzy przyszli do miasta zbadać jego grzech. Zanim poszli spać wszyscy mężczyźni (ze wszystkich części miasta Sodomy) otoczyli dom i zażądali od Lota, aby wyprowadził tych mężów, „aby z nimi poigrali” (ang. „abyśmy ich poznali” – przyp. tłum.). Historyczni komentatorzy zawsze przypuszczali, że słowo „poznać” oznacza, że mężowie z tego miasta chcieli uprawiać seks z przybyszami.

Ostatnio, obrońcy homoseksualizmu twierdzą, że owi komentatorzy źle zrozumieli historię Sodomy. Argumentują, że mężowie tego miasta po prostu chcieli zobaczyć gości. Możliwe też, że gorliwie chcieli użyczyć środkowo-wschodniej gościnności, albo przesłuchać ich i dowiedzieć się czy nie są szpiegami. W każdym razie twierdzą, że ten fragment nie ma nic wspólnego z homoseksualizmem. Grzechem Sodomy nie jest homoseksualizm, lecz niegościnność.

Jednym z kluczy do właściwego zrozumienia tego fragmentu jest właściwe tłumaczenie ebrajskiego słowa tłumaczonego jako „poznać”. Komentatorzy pro-homoseksualiści, wskazują, że to słowo znaczy również „zapoznać się z…” jak i „mieć stosunek płciowy z…”, a zatem, wnioskują, grzech Sodomy nie ma nic wspólnego z homoseksualizmem.

Problemem tego fragmentu jest kontekst. Statystyka to nie to samo co egzegeza. Słowo liczone nie powinno być jedynym kryterium do określenia jego znaczenia, a nawet jeśli statystyczne podejście miało by być używane to argumenty odnoszą przeciwny skutek. Z 12 przypadków użycia w Księdze Rodzaju słowa „poznać” w 10 przypadkach oznacza ono „odbyć stosunek seksualny”.

Po drugie kontekst nie gwarantuje takiej interpretacji, że mężowie chcieli tylko poznać się z obcymi. Zwróć uwagę na to, że Lot decyduje zaoferować im swoje dwie córki zamiast nich. Czytając ten fragment można wyczuć panikę Lota, który w głupi sposób zaoferował tumowi dziewicze córki zamiast obcokrajowców. Nie jest to działanie człowieka, który reaguje na żądanie tłumu, aby „się z zapoznać z” mężczyznami.

Zauważ, że Lot opisuje swoje córki jako kobiety, które “nie poznały” mężczyzn.

Oczywiście sugeruje to seksualny stosunek i nie znaczy „zapoznać się z…”. Jest to niespotykane, aby pierwsze znaczenie użytego słowa „poznać” różniło się od drugiego. W obu przypadkach tłumaczenie „poznać” powinno być tłumaczone jako „odbywać stosunek seksualny z…” Jest to jedyne spójne tłumaczenie tego całego fragmentu.

Ostatecznie, List Judy w.7 dostarcza komentarza do Rdz. 19. Odniesienia nowotestamentowe stwierdzają, że grzech Sodomy obejmował ogromną niemoralność i podążanie za obcym ciałem. Zwrot „obce ciało” może sugerować homoseksualizm i współżycie ze zwierzętami i dowodzi dalej tego, że grzechem Sodomy nie była niegościnność, lecz homoseksualizm.

W przeciwieństwie do tego, co pro-homoseksualni komentatorzy mówią, 19 rozdział Księgi Rodzaju jest wyraźnym potępieniem homoseksualizmu.
Następnie przyjrzymy się zestawowi starotestamentowych fragmentów zajmujących się tematem homoseksualizmu.

Prawo Mojżeszowe – Kapł 18:20

Spójrzmy teraz na Prawo Mojżeszowe. Dwa fragmenty z Księgi Kapłańskiej (III Mojżeszowa) nazywają homoseksualizm obrzydliwością.

Kapł 18:22:


Nie będziesz cieleśnie obcował z mężczyzną jak z kobietą. Jest to obrzydliwością.

Kapł. 18:13:

Mężczyzna, który obcuje cieleśnie z mężczyzną tak jak z kobietą, popełnia obrzydliwość; obaj poniosą śmierć; krew ich spadnie na nich.

Słowo „obrzydliwość” jest używane w Księdza Kapł. 18 pięciokrotnie i jest bardzo mocnym słowem niezgody, sugerującym, że coś jest odrażające dla Boga. Biblijni komentatorzy widzą w tym wersie rozszerzenie siódmego przykazania. Choć nie jest to wyczerpująca lista seksualnych grzechów to są one reprezentatywne dla wspólnych grzesznych praktyk narodów otaczających Izraela.

Komentatorzy popierający homoseksualizm mają więcej problemów z tym względnie prostym fragmentem Pisma, lecz zazwyczaj oferuję jedną lub dwie odpowiedzi. Jedni upierają się, że te wersety pojawiają się w Świętym Kodzie Kapłańskim i mają zastosowanie wyłącznie do kapłanów i rytualnej czystości, a zatem, zgodnie z ich perspektywą, są to religijne, a nie moralne zakazy. Inni twierdzą, że te zakazy były zwykłe dla starotestamentowej teokracji, lecz nie są dziś odpowiednie. Sugerują, że jeśli chrześcijanie chcą być spójni z prawem zawartym w K. Kapłańskiej to powinni unikać jedzenia wieprzowiny, noszenia mieszanych materiałów oraz współżycia w dniach menstruacji.

Po pierwsze, czy ten fragment stosuje się raczej do rytualnej czystości niż moralnej? Częściowo problem pojawia się z powodu rozdzielenia dwóch spraw. Kapłani mieli być wzorami moralnego zachowania w swych ceremonialnych rytuałach. Czystość moralna i rytualna nie mogą być rozdzielane, szczególnie jeśli chodzi o seksualność człowieka.
Utrzymywanie takiego stanowiska sugerowałoby, że grzech cudzołóstwa nie jest niemoralny (p. Kapł 18:20) czy, że współżycie ze zwierzętami były moralnie akceptowalne (p. Kapł 18:23). Drugi argument dotyczący aktualności zakonu dziś. Niewielu chrześcijan zachowuje dziś koszerną kuchnię czy uchyla się od noszenia ubrań z materiałów tkanych z więcej niż jednej tkaniny. Wierzą oni, że te starotestamentowe prawa nie mają wobec nich zastosowania. W podobny sposób ci komentatorzy upierają się przy tym, że starotestamentowe przestrogi nie są aktualne dziś. Problem polega na tym, że więcej niż tylko homoseksualizm musiałby być uważany za moralnie do przyjęcia. Logicznym rozszerzeniem tej argumentacji byłoby przyjęcie obcowania ze zwierzętami i kazirodztwo za moralnie dopuszczalne, ponieważ zakaz dotyczący homoseksualizmu jest w otoczeniu zakazów czynienia tych dwóch grzechów. Jeśli Zakon Mojżeszowy jest nieaktualny wobec homoseksualizmu to jest również nieaktualny wobec zakazu uprawiania seksu ze zwierzętami i dziećmi.

Co więcej, powiedzieć w tej sprawie, że zakon zakończył się nie oznacza powiedzieć, że Bóg nie ma praw i moralnych zasad dla ludzkości. Pomimo tego, że ceremonialne prawo przeminęło, moralne pozostaje. Nowy Testament mówi o „prawie Ducha” („zakon Ducha” – Rzym. 8:2) oraz „prawie Chrystusowym” („zakon Chrystusowy” – Gal. 6:2). Nie można powiedzieć, że coś co było grzechem w zakonie, nie jest już grzechem pod łaską. Ceremonialne prawo dotyczące diety, noszenia mieszanych materiałów nie ma już zastosowania, lecz moralne zasady (szczególnie te wkorzenione w porządek Bożego stworzenia dla ludzkiej seksualności) trwają. Co więcej, te zakazy dotyczące homoseksualizmu można znaleźć w Nowym Testamencie co zobaczymy rozważając inne fragmenty przeinterpretowane przez komentatorów wspierających homoseksualizm.

Fragmenty nowotestamentowe.

Badając starotestamentowe nauczanie dotyczące homoseksualizmu, odkryliśmy, że Rodz. 19 naucza, że mężowie Sodomy chcieli uprawiać seks z obcokrajowcami, a nie tylko spotkać się tymi mężami czy rozciągnąć nad nimi środkowowschodnią gościnność. Zobaczyliśmy też, że pewne fragmenty z Księgi Kapłańskiej wyraźnie potępiają homoseksualizm i są do dziś aktualne. Te zakazy nie były tylko dla starotestamentowej teokracji, lecz były moralnymi zasadami obowiązującymi ludzkie zachowania i postępowanie do dziś.

W tym miejscu rozważymy kilka nowotestamentowych fragmentów zajmujących się homoseksualizmem. Trzy kluczowe fragmenty z NT dotyczącego tego tematu to:

Rzym 1:26-27, 1 Kor 6:9 oraz 1 Tym 1:10. Z tych trzech najbardziej znaczący jest Rzym.1 ponieważ zajmuje się homoseksualizmem w szerszym, kulturowym kontekście.

Dlatego wydał ich Bóg na łup sromotnych namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyźni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę.

Tutaj ap. Paweł stawia świat pogan w stanie winny wobec świętego Boga i koncentruje się na arogancji i pożądliwości hellenistycznego świata. Mówi, że odwrócili się od czczenia prawdziwego Boga, tak że „Bóg wydał ich na pastwę pożądliwości”. Zamiast podążać za Bożymi zaleceniami, oni „przez nieprawość stłumili prawdę” (1:18) i poszli za żądzami, które znieważają Boga.

Następny fragment dotyczący homoseksualizmu znajdujemy w 1 Kor 6:9-10 (tłum. z
ang.):

Czyż nie wiecie, że źli nie posiądą królestwa Bożego? Nie dajcie się oszukać! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani męskie prostytutki czy homoseksualni przestępcy, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.

Pro-homoseksualni komentatorzy korzystają ze argumentu o „wykorzystaniu” i wskazują, że Paweł mówi tylko o homoseksualnych przestępcach. Innymi słowy, argumentują, że ap. Paweł raczej potępia homoseksualne wykorzystywanie niż odpowiedzialne homoseksualne zachowania. W istocie, ci komentatorzy sugerują, że Paweł wzywa raczej do wstrzemięźliwości niż abstynencji. O ile może to być rozsądna interpretacja wobec picia wina (nie upijajcie się) to rudno stosować to wobec grzechów wyliczonych w 1 Kor 6 czy 1 Tym 1. Czy Paweł wzywa do odpowiedzialnego cudzołóstwa czy odpowiedzialnej prostytucji? Czy jest coś takiego jak moralne złodziejstwo czy oszustwa? Oczywiście te argumenty upadają.

Pismo nigdy nie chroni seksu pozamałżeńskiego (seks przedmałżeński, pozamałżeński czy homoseksualny). Bóg stworzył kobietę i mężczyznę do instytucji małżeństwa (1 Moj.2:24). Homoseksualizm jest zaburzeniem porządku stworzenia i Bóg wyraźnie potępia to jako nienaturalne i szczególnie przeciwne zarządzonemu przez Niego porządkowi. Jak widzieliśmy z dotychczasowej dyskusji, istnieją zarówno w ST jak i NT fragmenty,tóre potępiają homoseksualność.


“Bóg stworzył mnie gejem” cz. 1.


W tym momencie musimy rozważyć twierdzenie czynione przez niektórych homoseksualistów, że „Bóg stworzył mnie gejem”. Czy to jest prawdą? Czy jest jakaś biologiczna podstawa homoseksualizmu? Na potrzeby tego artykułu rozważymy dowody zazwyczaj cytowane. Simon LeVay (neurolog z Salk Institute) twierdził, że homoseksualiści i heteroseksualiści mają istotne różnice w swych mózgach. W 1991 roku przestudiował 41 ciał i odkrył specyficzną część podwzgórza (obszar odpowiedzialny za aktywność seksualną), która była znacznie mniejsza u homoseksualistów niż u heteroseksualistów. Upierał się więc, że to jest ten psychologiczny składnik seksualnej orientacji. W związku z tym studium występuje wiele problemów. Po pierwsze, występował duży zakres tych różnic. W kilku przypadkach homoseksualiści mieli ten obszar tego samego rozmiaru co heteroseksualiści, a nielicznych przypadkach heteroseksualiści mieli ten obszar równie mały jak homoseksualiści.

Po drugi to problem kury i jajka. Jeśli występuje różnica w strukturze mózgu to czy ta różnica jest wynikiem seksualnej orientacji czy też jej przyczyną?
Naukowcy odkryli na przykład, że gdy niewidomi zaczynają uczyć się czytać pismo Braill’a obszar mózgu odpowiedzialny za palec używany do czytania rozrasta się.

Po trzecie, Simon LeVay przyznał później, że nie znał orientacji seksualnej ludzi, którzy mózgi badał. Przyznał się, że nie był pewien czy heteroseksualni mężczyźni byli rzeczywiście heteroseksualni. Ponieważ niektórzy z tych, których uznał jako „heteroseksualni” umarli na AIDS, krytycy podnoszą wątpliwości, co do dokładności jego badań.

W grudni 1991 roku, Michael Bailey i Richard Pillard opublikowali badania homoseksualnych bliźniąt.
Przesłuchiwali homoseksualistów (mężczyzn) co do ich braci i odkryli statystyki, które, jak wierzyli, dowodziły, że seksualna orientacja jest pochodzenia biologicznego. Z homoseksualistów, którzy mieli identycznych bliźnich braci 52% tych bliźniaków również było homoseksualistami, 22% z tych, którzy mieli bliźniaków dwujajowych powiedziało, że ich bliźniak jest gejem, a tylko 11% z tych, którzy mieli adoptowane rodzeństwo potwierdziło, że było ono homoseksualne. Przypisali te procentowe różnice, różnicom w genetycznym materiale.

Pomimo, że to badanie miało na celu udowodnienie genetycznej podstawy homoseksualizmu, występują tutaj istotne problemy. Po pierwsze, teoria nie jest nowa, po raz pierwszy postawiono ją w 1952 roku. Od tej pory trzy inne oddzielne badania doszły do innych wniosków, a zatem wnioski z badań Bailey-Pillard’a muszą być rozważane w świetle tych, które dały przeciwne wyniki. Po drugie, większość opublikowanych raportów nie wspomina o tym, że tylko 9% braci homoseksualistów nie będących bliźniakami było homoseksualistami. Bliźnięta dwujajowe nie mają więcej wspólnego materiału genetycznego niż bracia nie bliźniacy, a jednak wspólna orientacja seksualne jest dwukrotnie bardziej prawdopodobna w przypadku braci dwujajowych niż barci nie bliźniaków. Bez względu na przyczynę, odpowiedzią nie jest genetyka.

Po trzecie, dlaczego nie są niemal wszyscy identyczni bliźniacy homoseksualistami? Innymi słowy, gdyby biologia determinowała orientację, dlaczego niemal połowa bliźniaków nie jest homoseksualna?
Dr Bailey wspomina tutaj: „przyczyna tej niezgodności musi być tkwić gdzieś w środowisku”. I to jest właśnie istota: jest coś (a być może wszystko) w środowisku, co wyjaśnia sprawę orientacji homoseksualnej.
To są dwa badania zazwyczaj cytowane jako dowody na biologiczne podstawy kształtowania się homoseksualizmu. Następnie rozważymy trzecie badania często cytowane, aby udowodnić, że „Bóg mnie takim stworzył?”

“Bóg mnie takim stworzył” cz. 2.

Przyjrzyjmy się teraz innemu badaniu często cytowanemu jak dowód na to twierdzenie.
Często jest ono nazywane „gejowski gen”. W 1993 roku zespół badawczy prowadzony przez dr Dean’a Hamer’a ogłosił „wstępne” odkrycie z badań nad powiązaniem między homoseksualizmem a genetycznym dziedzictwem.
Próba była przeprowadzona na 76 homoseksualistach i badacze znaleźni statystycznie wyższą zgodność homoseksualizmu z ich męskimi krewnymi (braćmi, wujkami) po stronie rodziny matki. Sugeruje to dziedziczny związek poprzez chromosom X.

Następne badanie 44 par homoseksualnych braci wykazało, że 33 ma wspólną wariację w małej sekcji chromosomu X. Pomimo, że te badania były promowane jako dowód na odkrycie gejowskiego genu, powstałe zastrzeżenia (te same), co do poprzednich dwóch, mają swoje zastosowanie i tutaj.

Po pierwsze, odkrycia objęło ograniczoną ilościowo grupę a zatem są tylko szkicem.
Nawet sami badacze określili, że były to odkrycia „wstępne”. Oprócz tego, że przebadano małą grupą to nie zajęto się porównawczymi badaniami w grupie braci heteroseksualnych. Inną ważną wątpliwością podnoszoną przez krytyków tych badań był brak wystarczających badań dotyczących socjalnej historii wybranych rodzin.

Następnie, wiadomo, że podobieństwa nie dowodzą przyczyny. Tylko dlatego, że 33 pary homoseksualnych braci mają wspólne zmiany genetyczne nie dowodzi, że te wariacje powodują homoseksualizm. A co z pozostałymi 7 parami, które nie wykazywały takich zmian, a były homoseksualne?

Ostatecznie, następnym problemem może być odchylenie badawcze. Dr Hamer i co najmniej jeden z jego współpracowników są homoseksualistami. Wydaje się, że było to celowo ukrywane przed prasą i zostało odkryte później.
Dr Hamer jak się okazuje nie jest tyko obiektywnym obserwatorem.
Przedstawił siebie jako ekspert w dziedzinie homoseksualizmu i stwierdził, że ma nadzieję, że jego badania pocieszą tych mężczyzn, którzy czują się winni swego homoseksualizmu.

A tak przy okazji, był to problem w przypadku każdego z omawianych powyżej badań.
Na przykład dr. Simon LeWay powiedział, że zdecydował się na badania potencjalnych psychologicznych korzeni homoseksualizmu po tym, jak jego kochanek zmarł na AIDS. Wspomniał nawet, że jeśli nie znalazł genetycznej przyczyny homoseksualizmu to może odejść od nauki całkiem.
Później tak zrobił przenosząc się do Zachodniego Hollywood, gdzie otworzył małe, nie akredytowane „centrum badawcze” koncentrujące się na homoseksualizmie.

Każde z tych trzech studiów poszukujących biologicznej przyczyny homoseksualizmu ma swoje słabości. Czy to znaczy, że nie ma fizjologicznych składników homoseksualizmu? Nie, wcale nie. Zasadniczo jest obecnie za wcześnie na taki wniosek. Może faktycznie naukowcy znajdą jakieś wyraźne biologiczne predyspozycje do orientacji seksualnej, lecz predyspozycja to nie to samo co determinacja. Niektórzy ludzie mogą odziedziczyć predyspozycje do gniewu, depresji czy alkoholizmu, a jednak bronić się przed tymi zachowaniami. Nawet jeśli gwałtowność, depresja czy alkoholizm zostały wykazane jako wrodzone (zdeterminowane przez genetyczny materiał), to czy zaakceptujemy je jako normalny i odmówimy leczenia ich? Oczywiście, że nie. Biblia wyraźnie mówi o takich rzeczach jak gniew i alkoholizm. Podobnie, Biblia wyraźnie mówi o homoseksualizmie.

W naszej dyskusji przebadaliśmy różne twierdzenia komentatorów wspierających homoseksualizm i okazały się one wątpliwe. W przeciwieństwie do tych twierdzeń, Biblia nie chroni homoseksualnych zachowań.

©
1997 Probe Ministries International


O autorze

Kerby Anderson jest dyrektorem Probe Ministries International.
Tytuł Bakałarza (licnecjat nauk ścisłych) otrzymał na stanowym uniwersytecie Oregon, MFS n a Yale Univeristy a magistra nauk humanistycznych na Georgetown University.
Jest autorem kilku książek, jak „Genetyczna Inżynieria”, „Pochodzenie nauki”, „Etyczne życie w latach 90-tych”, „Znaki nadziei” i „Moralne dylematy”. Pracuje również jako główny wydawca dla Kregel Publications wydającego książki na temat: małżeństwa, rodziny, seksualności, technologii, duchowości oraz społecznych trendów.

Jest również powszechnie znanym dziennikarzem, którego artykuły redakcyjne ukazały się w „Dallas Morning News”, „the Miami Herald”, „the San Jose Mercury” i „Huston Post”.

Jest gospodarzem “Probe” i często służy jako gość gospodarz audycji Point of View („Punkt widzenia”) prowadzonej przez amerykańską sieć radiową (USA Radio Network).

Czym jest Probe?

Probe Ministries jest to niedochodowa służba, której misją jest towarzyszyć kościołowi w odnawianiu umysłów wierzących chrześcijańskim spojrzeniem i wyposażanie kościoła do zdobywania świata dla Chrystusa. Probe wypełnia tą misję poprzez konferencje dla młodzieży i dorosłych Mind Games, około 3.5 minutowy program radiowy, strony internetowe http://www.probe.org/”>www.probe.org oraz ProbeCenter na Uniwersytecie Teksas w Austin.

Dalsze informacje na temat materiałów dostępnych w Probe i służby można zdobyć kontaktując się z nami:


Probe Ministries

1900 Firman Drive, Suite 100 Richardson, TX 75081 (972) 480-0240 FAX (972) 644-9664
info@probe.org
www.probe.org

продвижение сайта

Fajne chrześcijaństwo – Rozdział 1

„COOL” CHRISTIANITY ODPOWIEDNIK CZY KOMPROMIS?

Copyright (c) Andrew Strom, 1998. – można swobodnie ściągać, kopiować, kserować tą książkę. Jeśli jednak chciałbyś ją wykorzystać w jakiś inny sposób (publikacja) w całości czy fragmencie – wszelkiej innej formie, należy najpierw otrzymać na to zgodę autora

Spistreści :

WSTĘP

“FAJNE CHRZEŚCIJAŃSTWO” – CO TO TAKIEGO?

Rozdział 2.Czy kryzys młodzieży chrześcijańskiej?.

Rozdział 3.Scena chrześcijańskiej muzyki.

Rozdział 4.Na świecie, lecz nie ze świata.

Rozdział 5.Pokolenie 'X’ – Stracone dzieci.

Rozdział 6. Dominujące kłamstwo.

Rozdział 7.Nadchodzące “uliczne przebudzenie”.

Rozdział 8.Pokonać Goliata

Rozdział 9.Zakończenie – myśli.

Zalecane do dalszych studiów tematu.

Referencje i źródła cytatów

WSTĘP

Pamiętam, jak kilka lat temu kręciłem video klip dla lokalnego chrześcijańskiego zespołu stojąc na scenie i nagrywając jak dzieciaki podskakują i drepczą w tak muzyki. Cały czas miałem przekonanie, że to jest wspaniałe – w końcu chrześcijaństwo stało znalazło swój odpowiednik do młodzieżowej kultury naszych dni i nie był to odosobniony przypadek. W rzeczywistości dzięki mojej działalności w zarządzaniu chrześcijańskim zespołem i przy promocji koncertów byłem świadomy tego, że istnieje potężna część młodzieżowej chrześcijańskiej kultury, która była bardzo oddana szaleńczemu „imprezowaniu” oraz alternatywnej modzie niemal całym swoim chrześcijańskim życiem. W końcu, czyż taki „odpowiednik” nie był jedynym sposobem, dzięki któremu mogliśmy dziś zdobyć tych młodych ludzi?Od tej pory cały ten duch „chrześcijańskiego imprezowania” w ciągu roku rozrósł się i rozlał na całe pokolenie chrześcijańskich zespołów, które były całkiem szczęśliwe mogąc zaspokajać imprezowe zachcianki swoich młodych fanów. Faktycznie można było powiedzieć, że całe pokolenie chrześcijan (poniżej 35 roku życia) wzrasta obecnie w wierze, że jest to „normalne” i zdrowe chrześcijaństwo.

Oboje zżoną byliśmy muzykami przez wiele lat i zaczęliśmy naszą własną chrześcijańską alternatywną grupę mniej więcej w tym samym czasie (około pięciu lat temu) z wyraźnym celem dostania się do świeckich klubów i grania tam naszej muzyki. Jednak, żeby to osiągnąć, wiedzieliśmy o tym, musieliśmy „wyciszyć” teksty,zatuszować biblijne odniesienia itd. W tamtym czasie ja sam nie miałem z tym żadnego problemu. W końcu znaliśmy wiele innych zespołów, które robiły to samo. Były też i takie w kolejce chrześcijańskich zespołów, które nigdy (bądź prawie nigdy) nie mówiły o tym, że narodził się Jezus. No i tak osiągnęliśmy sukces, którego tak bardzo pragnąłem, grając w świeckich klubach. Pytanie: „Gdzie w tym wszystkim jest Bóg?” nigdy nie przeszło mi przez myśl w tym czasie.

Zajęło Bogu sporo miesięcy (a mnie potrzeba było serii mniejszych nieszczęść), aby mnie wyhamować na tyle, abym mógł usłyszeć, co On usiłował do mnie powiedzieć.

Gdy w końcu pozyskał całą moją uwagę to już nie potrzeba było wiele, aby zaczął punktować motywacje stojące za tym, co robiłem. Stało się dla mnie niemal natychmiast oczywiste, że w samym sercu tego wszystkiego, co robiliśmy leżała jedna, ogromna i śmiertelna zasada: KOMPROMIS! Faktycznie, właśnie to było istotą wszystkiego, co robiliśmy.

Jak można sobie łatwo wyobrazić, gdy Bóg pokazał mi to tak wyraźnie, byłem zrujnowany. Byłem oddanym chrześcijaninem od wielu lat, studiowałem historię przebudzeń i wierzyłem, że trzeba coś zrobić, aby zdobyć młodych ludzi, lecz oto okazało się, że uległem kompromisowi, aby przebić się z muzyką i wiedziałem dobrze, że znaczna część kościelnych służb młodzieżowych zmierzała w tym samym kierunku tyle, że różnymi sposobami. W końcu wróciliśmy do grania muzyki w zespole (i nadal jesteśmy GŁOŚNI!), lecz teraz jest już zupełnie inaczej. Więcej na ten temat będzie dalej.

Tę książkę napisałem, aby podjąć się odpowiedzi na kilka pytań, które, jak wierzę, są najważniejsze jeśli chodzi o współczesną służbę wśród młodzieży i chrześcijański przemysł muzyczny.

Wierzę, że generalnie zachodni kościół zmierza w dół ścieżką, która jest tak chora i obfitująca w niebezpieczeństwa, że ma potencjalne możliwości, aby podkopać wszystko, za czym stoi historyczne chrześcijaństwo. Dzisiejsza młodzież to w przyszłości liderzy. Jakiego więc chrześcijaństwa uczą się oni w praktyce w dzisiejszym środowisku i co osiągnęliśmy jeśli naszą zdobyczą jest chrześcijaństwo, które jest cool, lecz wychowaliśmy pokolenie, które nie wie niczego o głębokim szukaniu Boga? Czy jest jeszcze miejsce na „branie krzyża” i „umieranie dla siebie” wraz ze światowością, hedonizmem i cielesnością? Czy Bóg jest wielkim zabawnym „imprezowiczem”, czy też oczekuje On od nas czegoś więcej niż hedonistycznej płycizny? Czym jest dziś właściwie stawanie się dzieckiem i czego Bóg od nas oczekuje w tej dziedzinie? Te wszystkie pytania oraz wiele więcej zostaną w omówione na następnych stronach.

Andrew Strom

Rozdział pierwszy

“FAJNE”
CHRZEŚCIJAŃSTWO – CO TO TAKIEG?

Zanim przejdę do tego trochę kontrowersyjnego tematu, chciałbym powiedzieć nieco więcej o sobie i moim wychowaniu. Jak już mogliście się zorientować ze wstępu do tej książki, prawdopodobnie nie mógłbym być zaliczony do ciasno myślących czy też „konserwatywnych” chrześcijan. W rzeczywistości jestem przekonany, że pewna miara radykalizmu jest konieczna, aby dzisiejszy kościół doprowadzić do takiego stanu, w którym będzie on miał rzeczywisty wpływ na świat i przyniesie chwałę Bogu. Naprawdę wierzę nie tylko w potrzebę prawdziwej pokuty i przebudzenia w kościele, lecz również w gruntowną „Reformację”, aby dzisiejszy kościół mógł stać się tego rodzaju zagrożeniem dla diabła, którym miał zawsze być. Jestem współczesnym, długowłosym muzykiem i wierzę, że oryginalne przesłanie ewangelii musi być związane z każdym nowym pokoleniem.

Niemniej jednak, powiedziawszy to, muszę również dodać, że ostatnimi czasy głęboko jestem zaniepokojony większością tego, co nazywamy „odpowiednim” w kościele, a co faktycznie jest czymś więcej niż „łykiem” światowości, kompromisu, desperackiej próby zrobienia wrażenia na świecie, bardziej w ich własnych, płytkich, hedonistycznych terminach, niż czymkolwiek pobożnym.

W 1993 roku dobrze znany ewangeliczny kaznodzieja John MacArthur wydał książkę zatytułowaną „Zawstydzony Ewangelią” (z podtytułem: „Gdy kościół staje się podobny do świata”).  Oczywiście, ponieważ zostało to napisane przez znanego Konserwatystę, wielu nowoczesnych przywódców może z łatwością pominąć wgląd i ostrzeżenia zawarte w tej książce. Lecz kiedy sam przeczytałem ją ostatnio po raz pierwszy, odkryłem, że w cięty i skuteczny sposób demaskuje wiele z tego, co się dzieje dziś w chrześcijaństwie. Pisze w niej autor: „Tradycyjna metodologia – najczęściej zauważalne kaznodziejstwo – jest odrzucane lub bagatelizowane na rzecz nowych środków takich jak pantomima, taniec, komedia, rozmaitość, uboczne pokazy, pop-psychologia i inne rozrywkowe formy… W ciągu poprzednich pięciu lat, niektóre z największych amerykańskich ewangelicznych kościołów wprowadziły światowe sztuczki, komedie slapstkickowe, wodewile, pokazy zapasów, a nawet imitację striptizu, aby przyprawić swoje niedzielne nabożeństwa. Wydaje się, że żaden rodzaj dzikich harców nie jest zbyt oburzający, aby go nie można było wprowadzić do świątyni. Bardzo szybko burleska staje się liturgią pragmatycznego kościoła”.

Wielu chrześcijan czytając to może
zapytać:

A cóż w tym złego? Cóż złego jest w zabawieniu ludzi po to, aby zabiegając o ich względu doprowadzić ich do Królestwa?

Wydaje się, że jest to właściwe pytanie, lecz chciałbym podnieść inne kwestie, które osobiście wydają mi się jeszcze bardziej adekwatne:

Jaki ma to wpływ na naszą ewangelię, nasze ogólne przesłanie i styli życia chrześcijan, gdy zaczynamy skupiać nasze zgromadzenia bardziej wokół przedstawień niż ostrej jak brzytwa duchowej prawdy? (Oczywiście to młodzież jest dziś najbardziej poddana wpływom tego).


Jaki ma to skutek, gdy zaczynamy używać technik marketingowych i robić muzyczny szum, aby „sprzedać” Jezusa, zamiast historycznej ewangelicznej prawdy,?


Czy jest to bezbolesna zabawa, czy też jest to część trendu, który podkopuje każdą prawdę ewangelii, za którą chrześcijanie walczyli i umierali w poprzednich stuleciach? (Proszę, pamiętajcie, że piszę to jako ktoś, kto był w tym wszystkim od wewnątrz zaangażowany)

Wydaje się, że dziś, w wielu kościołach jest już zbyt „pozytywnie” (w nowoczesnym TV-marketingowym sensie tego słowa), aby podkreślić krzyż, głęboką pokutę, świętość, „śmierć siebie” i te wszystkie mięsne składniki podstaw chrześcijaństwa, które Nowy Testament zaznacza nieustannie.Zmieniliśmy zatem wszystko (nawet samą istotę ewangelii), aby wpasować się w ducha wieku, w którym żyjemy.  „Dochodzimy do wniosku, że ludzie nie chcą być faszerowani tym całym negatywizmem „grzechu”. Lepiej będzie, jeśli będziemy głosić tak, aby ich zdobyć w pozytywny, nowoczesny sposób”.Stąd też epidemia kaznodziei, którzy co tydzień coraz bardziej przypominają telewizyjne reklamy: „Przyjdź do Jezusa, On uczyni cię szczęśliwym, On spełni pragnienia twojego serca, On pocieszy cię, On sprawi ci satysfakcję, itd., itd., itd.”.Nie ma tutaj niemal różnicy w stosunku do tkliwości wyrażanej w przeciętnej reklamie pasty do zębów, lecz najbardziej alarmujące w tym wszystkim jest to, że zdaje się, iż wielu kaznodziejów nie przejęłoby się, nawet gdyby nie było. Nie są w stanie dostrzec tego, jak ogromy wpływ takie „marketingowe” podejście ma na samą naturę i zawartość ewangelii, którą głoszą, a zatem na życie chrześcijan wokół nich. Wydaje się, że ich postawa wyraża się w:

Cokolwiek doprowadzi ich do drzwi, jest według mnie OK.

Jest to takie samo podejście, jakie doprowadziło do kryzysu kolosalnej ilości współczesnych młodych chrześcijan.

Jak już powiedziałem, dziś ten błąd wlewa się do kościoła pod pozorem „odpowiedniości”.W imieniu „odpowiedniości” śpieszymy się usiłując sprawić, aby nasza muzyka była „fajna” (cool), nasz styl przewodzenia był „fajny”, nasza ewangelia była „fajna’ i nasze młodzieżowe działania były „fajne” itd., itd., itd. – cały wysiłek jest wkładany w to, aby przyciągnąć świat na jego własnych warunkach. Nic z tego nie pochodzi od Boga, wcale. Niemal całkowicie opiera się to na „cielesnym ramieniu”. Jest to tylko  światowość i kompromis w nowej w bardzo subtelnej (a jednakśmiertelnej) formie.

Wydaje się, że zamiast być „bardziej święci niż oni” teraz oczekuje się, że będziemy „fajniejsi od nich”. Cały nasz wysiłek jest skierowany na przekonanie świata, że chrześcijaństwo jest równie fajne, jest równie płytką zabawą i równie zabawne, jak to, co ma do zaoferowania świat. Aby więc to udowodnić musimy zabawiać i zabawiać, i zabawiać. Czujemy, że musimy stać się tacy jak świat, aby zrobić na tym świecie wrażenie i to na jego własnych warunkach. Trzeba, zatem, aby nas widziano w modnych (czy jeszcze lepiej „wyskokowych” bądź alternatywnych) ciuchach. A spotkania naszej młodzieży stają się wymówką do „imprez”. Nasze prezentacje stały  się zabawami z multimedialnymi ekstrawagancjami, a to wszystko po to, aby dorównać lub prześcignąć w świat w byciu cool. To dlatego można zobaczyć ‘krzykliwe’ głowy, wściekłe tańce oraz skakanie po scenie i to na naszych młodzieżowych  koncertach- które dopasowywane są do bezmyślnych, hedonistycznych warunków świata. “Bardziej miłują rozkosze niż Boga”. Jak powiedziano, fajna duma, światowość i bunt i to wszystko w imię “dopasowania”.

PO PROSTU WE WSZYSTKIM TAK JAK ŚWIAT. Czy brzmi to dla ciebie jak Bóg?

Oczywiście wielu z tych, którzy promują (często nieświadomie) „fajne” podejście ma wyłącznie jak najlepsze intencje. Widzą to, że chrześcijaństwo nie jest już w społeczeństwie tą siłą, którą powinno być, że kościół jest w dużej mierze wyśmiewany i wykpiwany jako nie liczący się w dzisiejszym świecie. Skoro tak, podświadomie usiłują zając się tym, robiąc swoje chrześcijaństwo „fajnym” na światowych warunkach. Niestety, wielu z tych „fajnych” chrześcijan nie zdaje sobie sprawy z tego, że aby wywrzeć wrażenie na świecie na tych warunkach, musza iść na kompromis z najbardziej żywotnymi elementami nowotestamentowego chrześcijaństwa. Podobnie jak kiedyś ja sam, nie zdają sobie sprawy z tego, aż do chwili, gdy jest już za późno. A do tej pory, światowe wartości zaleją kościół. Faktem jest, że to właśnie to, co jest INNE w chrześcijaństwie czyni je tak atrakcyjnym (jeśli kościół wykonuje swoje zadanie właściwie), a nie to, co jest takie samo jak w świecie. Niemniej z tego, co widać obecnie w kościele, musimy dojść do wniosku, że duch tego wieku coraz bardziej i skuteczniej przejmuje dominowanie nad przesłaniem kościoła i już samo to nie może być dalej kontynuowane.

Historia pokazuje w wyraźny sposób, że jeśli diabeł nie może związać ani zwieść kościoła spychając go w skrajności jednego kierunku, to z radością zrobi to popychając go w przeciwną stronę. Jeśli nie może związać kościoła legalizmem i duchową pychą (tj. kwasem faryzeuszy) to być może bardziej skutecznym sposobem będzie skrajna duchowa „rozwiązłość”, zrzucenie zahamowań itp. Wierzę, że właśnie to dzieje się przez ostatnie 15 lat w sporej części zachodniego kościoła (szczególnie w ewangelicznych, charyzmatycznych i „trzeciofalowych” kręgach). Lata siedemdziesiąte były okresem ciężkiego, autorytarnego przywództwa i legalizmu w wielu kościołach (z nauczaniem o „przykryciu – poddaniu itd.), lecz w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych niebezpieczeństwa legalizmu, dominacji pastorskiej, duchowej pychy zostały obnażone sporej części chrześcijaństwa (szczególnie wśród młodzieży) i pojawiło się nowe niebezpieczeństwo, przechylenia w przeciwną stronę, co jest równie śmiertelne jak wykazuje wyraźnie historia.

Wierzę, że w ostatnich latach wielu młodych chrześcijańskich przywódców zasadniczo zareagowało przeciwko staremu surowemu stylowi przywództwa i w zamian poszli w przeciwną skrajność, tzn. stali się nadmiernie życzliwi, całkowicie anty-autorytarni, chcąc być postrzegani jako otwarci, odjazdowi, dynamiczni i w ten sposób słowo „autorytet” stało się nieczyste. Jak zwykle stworzyło to ogromną próżnię rzeczywistego autorytetu, którą diabeł wykorzystał szybko. Jak już powiedziałem, owoce nowoczesnego, „fajnego” chrześcijaństwa to: światowość, bunt, kompromis, duszewność, cielesność itp.

Pismo: „usiedli, aby jeść, pić i powstali, aby się bawić” w ostatnich latach stało się bardzo właściwe dla wielkiej grupy nowoczesnych kościołów. Wielu z naszych młodych ludzi nigdy nie poznało niczego poza płytkim chrześcijaństwem „dobrego czasu”. Często można ich spotkać szalejących na nowoczesnych młodzieżowych imprezach i koncertach, nie dlatego, że pasjonują się głębokim uwielbieniem dla Boga, lecz raczej dlatego, że cieszą się płytkim „brzęczeniem” muzyki itd. Bardzo wyraźnie widać, że ta „fajna” rzecz pochodzi z „ducha tego świata”, a nie od Boga. To nie młodzi poddali się temu płytkiemu „imprezowemu” duchowi. Wyraźnie widać, że to wielu z pośród starszych oddało mu się. Każdy kto sprzeciwia się temu „imprezowemu” naciskowi w kościele, wkrótce zostaje z uśmieszkiem określony jako „legalistyczny” lub osądzający. Podobnie jak młodzieży lat sześćdziesiątych, mówi się nam, aby „popuścić” (jeśli dobrze się z tym czujesz, rób to) itp. Mówi się nam, że robiąc to wyłamujemy się z tradycji i religii, lecz, jestem o tym przekonany, w zasadzie to wszystko jest zamianą jednego zestawu duchowych łańcuchów na inny. Pamiętajcie o tym, że piszę to sam jako całkiem „liberalny” współczesny muzyk. Zupełnie nie jestem przeciw rockowej muzyce, młodzieżowej kulturze, lecz jestem zdecydowanie przeciwko rodzajowi płytkiego „popuszczania hamulców”, co widzimy we dzisiejszym kościele. To może prowadzić tylko do głębokiego duchowego zwiedzenia.

To zielonoświątkowy pionier, Frank Bartleman, lamentował nad wczesnym ruchem zielonoświątkowym: „Gdy ruch zaczął rezygnować z tego, w co wierzył, nastał czas budowania coraz wyższych platform, noszenia coraz dłuższych płaszczy, organizowania chórów i wprowadzania zespołów strunowych, aby „ożywić” ludzi. Powrócili znowu królowie do swoich tronów i odrestaurowano suwerenność. Nie byliśmy już więcej „braterstwem”. Potem rozmnożyły się podziały….” Jak mądrze stwierdził Samuel Chadwick: „Religia zwykłych emocji i uczuciowość jest najgorszym przekleństwem, jakie może się ludziom przydarzyć”.

Było faktycznie takie proroctwo w czasie przebudzenia na Asuza Street w 1906 roku, które mówiło, że: „w czasach ostatecznych Wielki Ruch Zielonoświątkowy doświadczy trzech rzeczy: 1) będzie nadmierny nacisk na moc, zamiast na prawość; 2) będzie nadmierny nacisk na uwielbienie, dla Boga, do którego już się nie będą modlić; 3) będzie nadmierny nacisk na dary Ducha Świętego, zamiast na Panowanie Chrystusa”.

Wyraźnie ta prawda jest w tragiczny sposób widoczna dla wszystkich i to właśnie młodzież przeważnie najbardziej odczuwa upadek Laodycejskiego kościoła (choć nie zdają sobie z tego sprawy).

Mam nadzieję, że dla tych, którzy zastanawiają się dlaczego wielu popularnych chrześcijańskich muzyków bardziej chce być postrzeganych jako goście, którzy są „cool” niż rozmawiać o szukaniu Boga (z pewnymi wyjątkami), powyższy tekst dał pewne zrozumienie tego zjawiska. Kościół przegrywa bitwę o serca i umysły dzisiejszej młodzieży a nawet ci, których mamy, często nie są zachęcani czy nauczani prawdziwej Chrystusowej DYSCYPLINY, lecz raczej zwykłego przylgnięcia (często również tylko z nazwy). Diabeł wyrywa nam grunt pod nogami a duch tego wieku dominuje w kościele, czujemy więc, że musimy dostosować się do światowych wzorców stając się „centrum rozrywkowym” (jak każdy świecki klub czy grupa) po to, aby przyciągać członków. Czy coś takiego robił pierwszy kościół? Czy właśnie tego naprawdę chce Jezus?

продвижение и раскрутка сайтов в москве

# Nowy początek

#

Czym
jest “wiara”?

Wiara
jest
to informacja, którą otrzymujesz od Boga i na podstawie której
działasz. Ta informacja pozwala ci poznać wcześniej, co Bóg zamierza
zrobić w przyszłości jeśli chodzi o daną sprawę czy kierunek działania.
Umożliwia ci ona również poznanie tego, co ty masz robić w całym
przebiegu rzeczy związanych z daną sprawą.

Wiara
jest
rzeczownikiem; jest to informacja. Jest to coś, co masz. Wierzyć to
czasownik; coś co robisz. Otrzymujesz zestaw poleceń czy informacji od
Boga, które stają się twoją wiarą, po czym działasz na ich
podstawie. „Wierzyć” to działać, a „działanie” jest wierzeniem. Twoje
działania to (czynna wiara – czasownik „wierzyć”) wierzenie. Nie
wierzysz w Biblijnym sensie, jeśli nie działasz na podstawie twojej
wiary
(tu: informacji – przyp. tłum.).  

        
Wiara jest to
informacja, którą otrzymujesz od Boga i na podstawie której działasz.
Ta informacja pozwala ci poznać wcześniej, co Bóg zamierza zrobić w
przyszłości jeśli chodzi o daną sprawę czy kierunek działania. Zawiera
ona również instrukcje dotyczące tego, co ty masz robić w czasie, gdy
Bóg wykonuje to, co ci objawił.

Rozważmy
następujące przykłady z Listu do Hebrajczyków z 11 rozdziału.


Bibijne przykłady ukazujące
co znaczy słowo “wiara”.

Noe
otrzymał kilka informacji od Boga dotyczących potopu. Otrzymał je długo
przed czasem, gdy Bóg miał dokonać zniszczenia całego świata wodami
potopu. Wśród tych informacji o Bożym przyszłym planie zalania świata
wodą była również zawarta część dotyczące Noego.

Heb
11:7

Przez wiarę
zbudował Noe, ostrzeżony cudownie o tym, czego jeszcze nie można było
widzieć, pełen bojaźni, arkę dla ocalenia rodziny swojej; przez nią
wydał wyrok na świat i odziedziczył usprawiedliwienie, które jest z
wiary
.
(BW)


 

Czy
Noe wiedział co nadchodzi na ziemię, zanim nastąpił potop? Tak,
wiedział. Czy wiedział, czego Bóg oczekuje od niego w okresie
poprzedzającym potop? Tak, wiedział.

Noe
otrzymał od Boga informacje, która wyprzedzała czas. Te informacje w
postaci ostrzeżenia
, umożliwiły Noemu poznanie Bożych zamiarów wobec niego samego w
okresie, gdy Bóg przygotował zniszczenia świata wodą.  

Co
następnie zrobił Noe? Działał na podstawie informacji wyprzedzających
czas. Przygotował arkę, która zbawiła jego dom. Jego działanie, czyli
przygotowywanie arki, demonstruje jego wierzenie i przez to działanie „odziedziczył
usprawiedliwienie, które jest w z wiary ”
(Hebr. 11:7). Pamiętaj:
działanie jest wierzeniem. Wierzenie jest działaniem.

Teraz
przyjrzymy się Abrahamowi.

Heb
11:8

Przez wiarę
usłuchał Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał
wziąć w dziedzictwo, i wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie.

(BW)

Czy
Abraham miał uprzedzające czas informacje od Boga, a dotyczące miejsca,
które miał odziedziczyć, zanim tam wyruszył? Tak, miał. Czy Abraham
wiedział wcześniej, co miał w zawiązku z tym robić? Tak, wiedział. Te
uprzedzające czas informacje stały się wiarą. Wiara jest
rzeczownikiem. Jest to coś, co psiadasz.

Następnym krokiem
było działania na podstawie tych informacji – Abraham był posłuszny.
Właśnie to posłuszeństwo pokazane opuszczeniem swego miejsca
zamieszkania demonstrują jego wierzenie. Wierzenie, w Biblijnym
sensie, zawsze oznacza działanie, na podstawie objawionej woli
i planu Bożego. Wiara jest informacją, którą otrzymujesz od Boga. Wierzenie
jest zawsze działaniem na podstawie informacji. Abraham
wiedział wcześniej o swoim dziedzictwie. Jego opuszczenie ówczesnego
miejsca zamieszkania było jego wierzeniem informacji.

 

Teraz rozważmy
przypadek rodziców Mojżesza.

Heb 11:23

Przez wiarę był Mojżesz po narodzeniu ukrywany
przez rodziców swoich w ciągu trzech miesięcy, ponieważ widzieli, iż
dziecię było śliczne, i nie ulękli się rozkazu królewskiego.

(BW)

         Czy rodzice
Mojżesza mieli informacje o przyszłości ich dziecka? Tak, mieli. Oni „widzieli,
że ich dziecię było śliczne”.
Co zrobili z tą uprzedzającą czas
informacją? Działali na jej podstawie.

        
Ukrywali go przez okres trzech miesięcy, po czym, pokonali
strach przed rozkazem królewskim, aby zabijać wszystkich chłopców.
Ukryli
go. Puścili go w dół rzeki na randkę z córką faraona.
Zatem to, co
zrobili, ukrywając dziecię, pokonując strach i puszczając go z
nurtem rzeki
to było ich wierzenie. Wiara jest rzeczownikiem. To
jest coś, co posiadasz. Wierzenie jest czasownikiem, to jest coś, co
robisz z informacjami, które otrzymałeś od Boga.

 

 

Słowo
“wiara” może oznaczać
jedną lub dwie rzeczy naraz.

W
tych wszystkich przykładach widzimy tą prawdę. (1) Oczywiste jest, że
Noe, Abraham i rodzice Mojżesza działali. Coś zrobili. W tym sensie,
„wiara” jest tutaj używana jako synonim „wierzenia”. (2) Lecz na
podstawie czego działali? Wszyscy działali na podstawie informacji
otrzymanych od Boga. Tutaj „wiara” podkreśla „informacyjny” aspekt tego
słowa. Czy to nie jest pomieszanie? Zupełni nie.

 

         Widzisz, grecki
Nowy Testament zarówno słowo “wiara” jak i “wierzyć” mają ten sam
korzeń słowa. „Wiara” tłumaczona jest z rzeczownika 
PISTIS, a „wierzyć” z czasownikowej formy PISTEUO. Oba słowa są
tłumaczeniem z tego samego greckiego korzenia słowa.

Niemniej w języku
polskim używamy w obu przypadkach słowa „wiara” i stąd całe zamieszanie
(przyp. tłumacza).

         Gdyby tłumacze
Nowego Testamentu przetłumaczyli powyższe greckie słowo używając raz
formy czasownikowej a raz rzeczownikowej, to nie mielibyśmy problemu ze
zrozumieniem, czym jest „wiara” i co zrobić, aby ona funkcjonowała dla
nas. Lecz tak się nie stało i w konsekwencji, musimy to wyjaśniać w
szczegółach jak tutaj, aby w pełni to pojąć.

         W 11 rozdziale
Listu do Hebrajczyków znajdujemy słowo “wiara” występujące 24 razy. W
każdym przypadku można wyraźnie dostrzec to, że oni wszyscy „działali”
oraz to, że mieli pewne informacje, na podstawie których działali.
Faktycznie wielu z nich te informacje dały możliwość wcześniejszego
poznania tego, co Bóg miał zrobić, zanim to zrobił. Co więcej, te
uprzedzające czas informacje pokazały im, jaka jest ich część w tym, co
Bóg zamierzał podjąć. Poniżej podałem je dla was wszystkie.

 

Heb 11:1(BW)

11:1     A wiara
jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym,
czego nie 

             
widzimy

11,3     
Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem
Boga, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk.

11,4     
Przez wiarę złożył Abel Bogu wartościowszą ofiarę niż Kain,
dzięki czemu otrzymał świadectwo, że jest sprawiedliwy, gdy Bóg
przyznał się do jego darów, i przez nią jeszcze po śmierci przemawia.

11,5     
Przez wiarę zabrany został Henoch, aby nie oglądał śmierci i nie
znaleziono go, gdyż zabrał go Bóg. Zanim jednak został zabrany,
otrzymał świadectwo, że się podobał Bogu.

11,6     
Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje
do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go
szukają.

11,7     
Przez wiarę zbudował Noe, ostrzeżony cudownie o tym, czego
jeszcze nie można było widzieć, pełen bojaźni, arkę dla ocalenia
rodziny swojej; przez nią wydał wyrok na świat i odziedziczył
usprawiedliwienie, które jest z wiary.

 11,8      Przez wiarę usłuchał
Abraham, gdy został powołany, aby pójść na miejsce, które miał wziąć w

 

11,9     
Przez wiarę osiedlił się jako cudzoziemiec w ziemi obiecanej na
obczyźnie, zamieszkawszy pod namiotami z Izaakiem i Jakubem,
współdziedzicami tejże obietnicy.

11,10     Oczekiwał bowiem miasta
mającego mocne fundamenty, którego budowniczym i twórcą jest Bóg.
           

11,11    
Przez wiarę również sama Sara otrzymała moc poczęcia i to mimo
podeszłego wieku, ponieważ uważała za godnego zaufania tego, który dał
obietnicę.

11,12    
Przeto też z jednego człowieka, i to nieomal obumarłego,
zrodziło się potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak piasek na
brzegu morskim, którego zliczyć nie można.

11,13    Wszyscy oni poumierali w wierze,
nie otrzymawszy tego, co głosiły obietnice, lecz ujrzeli i powitali je
z dala; wyznali też, że są gośćmi i pielgrzymami na ziemi.

….

11,17    Przez wiarę Abraham przyniósł na
ofiarę Izaaka, gdy był wystawiony na próbę, i ofiarował jednorodzonego,
on, który otrzymał obietnicę
,

….

11:20   Przez wiarę Izaak udzielił
błogosławieńśtwa Jakubowi i Ezawowi, dotyczącego tego, co miało
przyjść. (KJV – z wersji angielskiej – przyp. tłum.)

11,21    
Przez wiarę pobłogosławił umierający Jakub każdego z synów
Józefa i skłonił się nabożnie, wsparty o wierzch swojej laski.

11,22    
Przez wiarę wspomniał umierający Józef o wyjściu Izraelitów i
dał polecenie dotyczące swoich kości.

11,23    
Przez wiarę był Mojżesz po narodzeniu ukrywany przez rodziców
swoich w ciągu trzech miesięcy, ponieważ widzieli, iż dziecię było
śliczne, i nie ulękli się rozkazu królewskiego.

11,24    
Przez wiarę Mojżesz, kiedy dorósł, nie zgodził się, by go zwano
synem córki faraona,

….

11,27    
Przez wiarę opuścił Egipt, nie uląkłszy się gniewu królewskiego;
trzymał się bowiem tego, który jest niewidzialny, jak gdyby go widział.

11,28    
Przez wiarę obchodził Paschę i dokonał pokropienia krwią, aby
ten, który zabijał pierworodne, nie dotknął się ich.

 11,29     Przez wiarę przeszli przez
Morze Czerwone jak po suchej ziemi, gdy zaś Egipcjanie podjęli tę
próbę, potonęli.

11,30    
Przez wiarę runęły mury Jerycha, okrążane przez siedem dni.

11,31    
Przez wiarę nie zginęła nierządnica Rachab wraz z
nieposłusznymi, bo przyjęła przyjaźnie wywiadowców.

[…]

11,33    
którzy przez wiarę podbili królestwa, zaprowadzili
sprawiedliwość, otrzymali obietnice, zamknęli paszcze lwom,

 

11,39    A
wszyscy ci, choć dla swej wiary zdobyli chlubne świadectwo, nie
otrzymali tego, co głosiła obietnica,

w każdym
przypadku w Nowym Testamencie, gdzie nasze słowo „wiara” jest użyte,
kilka rzeczy rzuca nam się w oczy. Wyliczymy je poniżej:

·       
Czasami
działali.

·       
Gdy
to zrobili, działali na podstawie poznania wyprzedzającego czas.

·       
Tym
poznaniem była informacja przekazana przez Boga.

To poznanie
umożliwiło im „spojrzenie w przyszłość”.

 

W
jaki sposób te informacje “dochodzą do nas”?

Jak
to się dzieje, że taka informacja do nas dociera? W powyższych
przykładach, ludzie ci otrzymali ja od Boga na trzy różne sposoby. Noe,
został ostrzeżony,  Abarham został powołany
a rodzice Mojżesza zobaczyli coś. W naszych czasach informacje
od Boga przychodzą do nas dwoma drogami. Po pierwsze, otrzymujemy je z
Pisma. Po drugie, otrzymujemy je bezpośrednio do naszego
duchowego-człowieka, który naświetla je naszemu umysłowi do
przyswojenia i zrozumienia. Te informacje, które przychodzą
bezpośrednio do naszego duchowego człowieka mogą przybrać postać ostrzeżenia,
powołania i zobaczenia
podobnie jak poprzednio. Mogą wpłynąć nas
jako wiedza lub świadomość.

Na
przykład, przypuśćmy, że pracujesz w firmie ABC a fimra XYZ oferuje ci
lepszą pracę. Niemniej tobie bardziej zależy na trwaniu woli Bożej niż
na posiadaniu lepszej pracy. Innymi słowy, bardzo chciałbyś mieć lepszą
pracę, gdybyś tylko wiedział, że jest to zgodne z Bożą wolą dla twojego
życia. Ponieważ nie ma w Biblii nigdzie zapisu, który mówiłby: „porzucisz
pracę w firmie ABC i pójdziesz do pracy dla firmy XYZ”
 to skąd masz wiedzieć czy powinieneś to zrobić
czy nie?

         Po prostu
stawiasz tą sprawę przed Panem, wyciszasz się i słuchać. Pan mówi do
twojego ducha jaka jest Jego wola w tej sprawie. Gdy Pan skończy mówić,
nastanie doskonały pokój w twoim duchu, co podjęcia kierunku działań
zgodnych z Jego wolą.

        
I na odwrót, będzie poczucie niepokoju i zamieszania w przypadku
kierunku działań, które nie są zgodne z Jego wolą dla twojego życia.

 

Poważne ostrzeżenie

Niemniej
jednak konieczne jest silne ostrzeżenie tutaj. Duch Święty nigdy nie
sprzeciwia się spisanemu Słowu Bożemu. Duch Boży nigdy nie przekaże ci
informacji, które będę sprzeczne z Pismem. Rozważmy następujący
przykład.

Kilka
lat temu czytałem w gazecie o przypadku młodym mężczyźnie, który
zamordował swoich rodziców w czasie snu siekierą. Zapytany o to,
dlaczego zrobił coś takiego,  powiedział,
że zareagował na to, co mu powiedział Duch Święty, aby udowodnił, że
kocha Boga bardziej niż swoich rodziców. Lecz Duch Święty nigdy nie
zaprzecza zdrowemu sensowi Biblii, a ten uczynek tego człowieka tak! On
pogwałcił dwa z dziesięciu przykazań – nie uczcił swoich rodziców i
zabił.

         Proszę
przyjmijcie to ostrzeżenie! Kiedy szukasz Bożego kierunku i informacja,
która otrzymujesz jest sprzeczna z zdrowym sensem Pisma, to źródło tej
informacji jest demoniczne, a nie święte. Odrzuć tą informację zatem
jako nie pochodzącą od Boga. Nie zgadzaj się nawet na to, aby pozostała
w twoich myślach. Przede wszystkim nie działaj na jej podstawie. Duch
Święty nigdy nie przeczy wyraźnemu sensowi Pisma. On nigdy nie staje
przeciwko spisanemu Słowu Bożemu. Zatem, wiara jest informacją, którą
otrzymujemy od Boga (która w żaden sposób nie przeczy Pismu), na
podstawie której działamy. Ta informacje (lub te informacje) objawiają
nam Bożą wolę uprzedzając czas.


Wyjaśnienie Hebr. 11:1

Teraz więc
możemy zrozumieć Hebr. 11:1, gdzie czytamy:

Hebr
11:1 (BW)

Wiara
jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym,
czego nie widzimy.

 

(Kings
James Version):

Wiara
jest substancją tych rzeczy, na które mamy nadzieję, przekonaniem o
tym, czego nie widzimy

 

Ponieważ
zdefiniowaliśmy wiarę i zilustrowaliśmy naszą definicję przykładami z
Pismo, możemy zastąpić naszą definicją słowo „wiara” 
w tym wersie. Zatem ten wers brzmi teraz tak:

 

Informacja, którą
otrzymujemy od Boga i na podstawie której mamy działać, jest pewnością
tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie      widzimy.

 

Przyjrzyjmy
się słowu “substancja”. Jest to greckie słowo HUPOSTASIS, co jest
połączeniem dwóch słów. Pierwszym jest przyimek „pod”, a drugim słowo
znaczące „stać”. Połączenie obu tych słów oznacza „stać pod”. Składając
razem to wszystko, rozszerzony wers może być sparafrazowany w
następujący sposób:

 

Informacja, którą
otrzymujemy od Boga i na podstawie której mamy działać, stoi, jak
fundament, pod tym, czego się spodziewamy i ten fundament staje się
naszym dowodem tych rzeczy, których nie     
widzimy.

 

         Innymi słowy,
informacja, którą otrzymujemy od Boga staje się fundamentem na którym
buduje nadzieję Grupa Nasienia Abrahamowego.  Ta
informacje stoi pod czy podpiera, jak fundament wszelkie nadzieje nasze
jako nasienia Abrahama. Tym fundamentem jest Boże własne słowo.

 

        
Każdy chrześcijanin ma prawo spodziewać się i mieć nadzieję na
wypełnienie wszystkich obietnic danych im w przymierzu zawartym z
Abrahamem. Ten dokument obiecuje, że każdemu chrześcijaninowi
uzdrowienie, powodzenie, dobrobyt dla każdego członka jego rodziny. Aby
uzyskać dowody tego twierdzenia, opartego na greckim Nowym Testamencie
i Abrahamowym przymierzu, przeczytaj pierwszą z czterech darmowych,
budujących wiarę książek, znajdujących się na naszych stronach.

Ponieważ to
przymierze jest informacją, którą otrzymaliśmy od Boga, to przymierze
jest fundamentem, na którym nasze nadzieje uzdrowienia, powodzenia i
dobrobytu dla członków naszych rodzin spoczywają. Dopóki nasze nadzieje
jako chrześcijan są mocno osadzone na fundamencie informacji
otrzymanych od Boga, w tym przypadku Przymierzu Abrahamowym,
masz wszelkie prawo do  nadziei i
oczekiwania na wypełnienie jego warunków.

         Spójrzmy teraz na
słowo “rzeczy”. Jest to tłumaczenie greckiego słowa PRAGMA, które
oznacza fakt rzeczywisty, skończone dzieło, zrobiony uczynek. Obietnice
Boże dane Abrahamowi, które dotyczą ciebie, jeśli jesteś
chrześcijaninem, są rzeczywistymi faktami. Są to skończone dzieła,
które nie mogą być unieważnione (odwołane – przyp. tłum.). Są
skończonymi dziełami. W nich zawiera się uzdrowienie, powodzenie,
dobrobyt dla każdego członka twojej rodziny. To są te „rzeczy”, na
które mamy nadzieję, ponieważ jest to twoja informacja, którą
otrzymałeś od Boga w Przymierzu Abrahamowym. To przymierze, te
informacje, jest fundamentem, który podpiera lub stoi pod naszymi
nadziejami i oczekiwaniami, na te trzy „rzeczy” – uzdrowienie,
powodzenie i dobrobyt dla naszych rodzin.

         W końcu w tym
wersecie rozważmy słowo “przekonanie” (ang. „dowód” – przyp. tłum.),
które jest tłumaczeniem greckiego słowa ELEGMOS. Rzeczownikowa forma
tego słowa to „dowód” a czasownikowa „przekonać”. Przypuśćmy, że z
powodu śmierci rodziców masz odziedziczyć majątek. Masz ich Ostatnią
Wolę i Testament, lecz zanim ostatecznie otrzymasz zapisany ci majątek
musisz przejść przez procedurę potwierdzenia autentyczności dokumentu w
sądzie. Mówiąc inaczej, dopóki sąd nie stwierdzi, że jesteś prawowitym
dziedzicem, wszystko co posiadasz to „dowód”, że dziedzictwo jest twoje
w postaci Ostatniej Woli i Testamentu twoich rodziców. Jest to twój
„dowód” . To jest twoje „przekonanie”. „Przekonanie”, że dziedzictwo
należy do ciebie jest w tobie kształtowane i możesz to „udowodnić”
przez dokument, który masz w ręce, a który jest Ostatnią Wolą i
Testamentem twoich rodziców.

         Podobnie jest z Abrahamowym
Przymierzem,
które jest twoim „dowodem” na to, że uzdrowienie,
powodzenie i dobrobyt dla twojej rodzin należą do ciebie. I
podobnie jak w powyższym przykładzie może pojawić się pewien okres
czasu konieczny na dokonanie Bożego procesu „potwierdzenia
autentyczności”, zanim twoje dziedzictwo zostanie ci przekazane jako
rzeczywisty fakt. Pomimo tego, że jeszcze możesz nie „widzieć” tych
„rzeczy” jak uzdrowienie, powodzenie i dobrobyt swojej rodziny.
Niemniej Abrahamowe Przymierze jest twoim „dowodem” czy
„przekonaniem, że te „rzeczy” należą do ciebie.

         Gdy teraz
medytujesz nad tym przymierzem i jego warunkami dotyczącymi ciebie i
twojej rodziny, aż do ukształtowania się w tobie „przekonania”, że te
błogosławieństwa są twoje, to posiądziesz je jako fakt rzeczywisty.

Aby uzyskać pełne
wyjaśnienie tego w jaki sposób Abrahamowe przymierze generuje te
błogosławieństwa dla ciebie zobacz Free Report #3 oraz wszystkie
darmowe pełne książki, które są do ściągnięcia z naszych stron.

Wysyłamy
też regularnie e-mailowy magazyn Abrahamic Seed Group,
który nieustannie otrzymuje opinię najbardziej budującego magazynu z
tej dziedziny. Zapisz się już teraz na listę subskrypcyjną, aby
otrzymywać budujące artykuły i pogłębić swoją wiarę. Jest on
przeznaczony dla tych, którzy wiedzieli, że jest znacznie więcej, lecz
nie wiedzieli jak do tego dotrzeć.

Zasada strony biernej

Na zakończenie tej e-książki pokażemy
zasadę strony biernej, która jeszcze pełniej demonstruje fakt, że wiara
jest informacją, którą otrzymujesz od Boga, aby na jej podstawie
działać. Zasada strony biernej jest zawarta w Hebr 11:3, 4 i 39. 

Hebr. 11:2
ogłasza, że wiara jest wehikułem, przez który przodkowie
zawdzięczają chlubne świadectwo”

Hebr 11:4
stwierdza, że: „przez wiarę Abel otrzymał dobre świadectwo..”

Hebr. 11:30
stwierdza, że : „a ci wszyscy dla swej wiary zdobyli chlubne
świadectwo, nie otrzymawszy tego, co głosiła obietnica”.

 

         W tych trzech
wersach wyrażenie „zdobyli (otrzymali) chlubne świadectwo” w jest
tłumaczeniem greckiego MARUREO, które oznacza „świadectwo”, lecz
tłumacze decydując się na użycie „zdobycia” zwiedli tutaj. (zdobycie
brzmi słowo aktywne. Lecz w tekście greckim zdobycie jest w
stronie biernej). „Zdobyć” powoduje, że te wersety brzmią w taki
sposób, jakby ci „przodkowie” z w.2, Able z w.4 i „ci wszyscy” z w.39 aktywnie  coś zrobili z własnej siły , aby zdobyć czy
„osiągnąć” to chlubne świadectwo. W konsekwencji te werset mogą być
błędnie interpretowane w taki sposób, że dzięki wielkiej wierze, jaką
ci ludzie mieli,  udało im się osiągnąć
wielką reputację mężów i niewiast wiary. Zatem, gdy ludzie mówią o
nich, to świadczą o ich wielkiej wierze. To świadectwo może nie
zawierać niczego innego jak tylko dobre przekazy dotyczące ich wielkiej
wiary.

         Aby ta
interpretacja była poprawna, to “otrzymali chlubne świadectwo” z wersów
2,4,39 musiałby być użyte w grece w stronie czynnej, lecz tak nie jest.
Wszystkie te wersy są zapisane w stronie biernej, co zmienia znaczenie
tych wersów całkowicie. Jaka jest, zatem, różnice miedzy bierną, a
czynną stroną?

W
stronie czynnej podmiot zdania wykonuje czynność zdania. W stronie
biernej podmiot zdania nie robi sam zupełnie niczego. Co więcej, ktoś
inny wykonuje działanie opisane w zdaniu na nim. Rozważmy następujący
przykład.

„Janek
uderzył piłkę”. To zdanie jest zbudowane w stronie czynnej. Janek jest
podmiotem. Uderzenie piłki jest czasownikiem czy działaniem w tym
zdaniu, a piłka jest bezpośrednim przedmiotem czy też tym, co zostało
uderzone. Piłka odebrała pewne działanie wykonane przez Janka.

         Lecz zdanie
“Janek został uderzony piłką” ma całkowicie inne znaczenie. W tym
zdaniu Janek został uderzony. To zdanie jest w stronie biernej, co
oznacza, że Janek nie działał wcale. Nie zrobił niczego, a zamiast tego
to on został uderzony. W pierwszym zdaniu to Janek wykonał uderzenie.

W naszych trzech
wersetach z Listu do Hebrajczyków zwrot „otrzymali chlubne świadectwo”
jest w stronie biernej, co oznacza, że podmiot tych zdań, przodkowie,
Abel i ci wszyscy, nie zrobili niczego. Oni nie wykonali żadnego
działania. Zamiast tego to oni zostali „uderzeni” tym „chlubnym
świadectwem” przez kogoś innego dokładnie w taki sam sposób jak Janek
nie zrobił niczego, lecz został uderzony  piłką.
Czym zatem były te „chlubne świadectwa” i kto w nich „uderzył” w nich.

         Tym, który
“uderzył” był Bóg a owymi „chlubnymi świadectwami” była informacja,
którą otrzymali (strona bierna) od Boga, jako podstawa ich działania.
Ta informacja (lub informacje) pochodzące od Boga były ich wiarą. Oni
zademonstrowali swoją wiarę (wierzenie) w to, że ta informacja była od
Boga przez działanie na jej podstawie.

 

         Dwie rzeczy z
tego rozdziału rzucają się nam w oczy:

1.    
Musimy
wiedzieć o czymś. To coś jest informacją, którą otrzymujemy do Boga.

2.    
Musimy
coś zrobić. Tym coś, co mamy zrobić jest bardzo proste. Musimy
działać na podstawie informacji, którą otrzymaliśmy od Boga!

 

Konkludując, w
jaki sposób więc możemy sprawić, aby nasza wiara działała? Robimy
to poprzez działanie na podstawie tego, co powiedział w przekazanej nam
przez Niego informacji.

        
Znajdź w Piśmie Obietnicę, która mówi o twojej potrzebie a
następnie działaj na jej podstawie. Twój niebieski Ojciec wypełni ją.
On daje obietnice


_____________________________________________________________________________________

Ten artykuł jest
wyciągiem z książki,
How to Obtain Abraham’
Blessings,
którą możesz ściągnąć z naszej strony

раскрутка сайта через

Mity Homoseksualistów

W niniejszym szkicu przyjrzymy się kilku mitom na temat homoseksualizmu, które szerzą się w naszej kulturze i, mam nadzieję, odpowiemy na ich argumenty. Spora część tego materiału została zaczerpnięta z wspaniałej książki Joe Dallas’a „A Strong Delusion: Confronting the „Gay Christian” Movement” (Mocna ułuda: Przeciwstawienie się ruchowi „chrześcijańskich gejów”). O ile informacje zawarte w artykule mogą okazać się pomocne, o tyle modlimy się o to, abyś mógł dzielić się nimi spokojnie i współczująco, pamiętając, że homoseksualizm nie jest zwykłą polityczną czy moralną sprawą: dotyczy on ludzi, którzy zostali bardzo zranieni.

10% populacji to homoseksualiści.

W 1948 roku dr Alfred Kinsey wydał studium zwane „Sexual Behavior in the Human Male” („Seksualne zachowania mężczyzn”) ogłaszając, że między 10 a 46% męskiej populacji jest homoseksualistami. Swoje dane przyjął na podstawie próby 5.300 mężczyzn, które reprezentowały jego zdaniem średnią uczniów wyższych uczelni. Jednak wielu z mężczyzn podających mu swoje dane należało do grupy seksualnych przestępców, więźniów, stręczycieli, rabusiów, złodziei, męskich prostytutek i innych kryminalistów a setki było aktywistami homoseksualizmu. Liczba 10% była szeroko rozpowszechniana przez Harry Hay’a, ojca ruchu „cywilnych praw” homoseksualistów, walczącego o to, aby homoseksualizm nie był już więcej postrzegany jako akt sodomy, lecz jako 10% mniejszość.

Zostało wykazane, że liczby podane przez Kinsey’a były całkowicie fałszywe, natychmiast po ich ukazaniu się i przez wielu innych naukowców również później. Obecnie liczba ta jest bliższa 2-3%, lecz 10% to liczba często podawana w prasie, więc większość ludzi myśli, że jest poprawna. Nie jest.


Ludzie rodzą się gejami

Ann Landers podała to i miliony ludzi uwierzyły. Problem polega na tym, że te informacje nie mają żadnego poparcia. Istnieją trzy sposoby badania wrodzonych cech: badanie bliźniąt, sekcje mózgu, oraz badania genetycznych „związków”. Badania nad bliźniakami pokazały coś zupełnie przeciwnego niż to, że genetyka ma być odpowiedzialna za homoseksualizm, ponieważ niemal połowa przebadanych identycznych bliźniaków nie ma tych samych seksualnych preferencji. Jeśli homoseksualizm miałby być dziedziczny to identyczne bliźniaki powinny być albo oba heteroseksualne, lub oba homoseksualne. Poza tym, żadne z badań nad bliźniakami nie zostało powtórzone, a inne tego typu studia doprowadziły do zupełnie innych wyników. Najsławniejsze badania Dr. Simon Levay’a nad mózgami z martwych ciał są bardzo wątpliwej jakości jeśli chodzi o ich dokładność. Nie był pewien seksualnej orientacji ciał, z których mózgi badał, a nawet sam przyznaje, że nie wie czy zmiany w strukturze mózgu były przyczyną homoseksualizmu, czy też były jego skutkiem.

W końcu, początkowe próby pokazania związku między homoseksualizmem a chromosomem X musiały zostać powtórzone i ostatnie badania zaprzeczyły pierwszym wynikom. Nawet gdyby w jakiś sposób udało się wykazać, że genetyka ma z tym związek to „wrodzone” niekoniecznie musi oznaczać „normalne”. Niektóre dzieci rodzą się z mukowiscydozą, lecz to nie upoważnia do twierdzenia, że jest to normalny stan.

Tendencje do obciążania „wrodzeniem” pewnych zachowań (takich jak homoseksualność) nie czyni tych zachowań moralnymi. Obecnie uważa się, że takie tendencje do alkoholizmu, otyłości czy przemocy podlegają wpływom genetycznym, niemniej nie są to zachowania dobre. Ludzie urodzeni z takimi skłonnościami muszą ciężko zmagać się ze swymi naturalnymi
pokuszeniami do upijania się, obżarstwa czy psychicznej wściekłości.

No i skoro urodziliśmy się grzesznikami w upadły świecie to musimy zmagać się z konsekwencjami Upadku. Tylko dlatego, że narodziliśmy się z czymś, nie znaczy, że jest to normalne. To nie prawda, że „Bóg czyni niektórych ludzi gejami”. My wszyscy cierpimy z powodu skutków upadku i musimy się z tym uporać.

Cóż jest złego w dwóch, kochających się, oddanych sobie mężczyznach czy kobietach leganie zaślubionych?

Są dwa aspekty małżeństwa: legalna i duchowa. Małżeństwo jest czymś więcej niż tylko społeczną umową, jak być „najlepszym przyjacielem” kogoś, ponieważ wynikiem heteroseksualnego małżeństwa jest wydawanie na świat dzieci.
Małżeństwo jest prawną instytucją mającą na celu ochronę kobiety i dzieci. Kobiety muszą mieć wolność do poświęcenia czasu i energii, aby były pierwszymi opiekunkami dzieci, bez konieczności równoczesnego zdobywania chleba. Boży plan jest taki, aby dzieci rosły w rodzinach, które zaopatrują je, chronią i otaczają bezpieczeństwem.

Ponieważ gejowie i lesbijki z swej natury nie mogą się reprodukować, nie potrzebują prawnej opieki małżeństwa do tego, aby związek był bezpiecznym miejscem wydawania i wychowania dzieci. Poza seksualnym aspektem gejowskich relacji, te pary mają rzeczywiście tylko status „najlepszego przyjaciela”, a to nie wymaga prawnej ochrony.

Oczywiście coraz większa liczba par homoseksualnych chce mieć również dzieci czy to z adopcji, sztucznego zapłodnienia czy też zastępczej matki.
Pomijając fakt, że muszą się uciekać się do zewnętrznych procedur, aby zostać rodzicami, obecność dorosłych plus dzieci w doraźnym domostwie automatycznie nie powinno zabezpieczać oficjalnego uznania ich relacji jako rodziny. Jest taki ruch w naszej kulturze, który stara się przedefiniować „rodzinę”, według własnego widzimisię, lecz z wyraźnym brakiem rozeznania długoterminowych efektów na biorących w tym udział ludzi. Rodzice gejowie podejmują niebezpieczne stwierdzenia wobec ich
dzieci: lesbijskie matki mówią, że ojcowie nie są ważni, a homoseksualni ojcowie, mówią, że matki nie są ważne. Stale rosnąca ilość socjalnych obserwacji pokazuje na wagę zarówno ojców jak i matek w życiu dzieci: jedną z ich ról jest uczyć chłopców, co to znaczy być chłopcem, a dziewczynki, co to znaczy być dziewczynką.

Następnym aspektem małżeństwa jest jego duchowa natura. Z pewnością, ta odpowiedź na argumenty za gejowskimi małżeństwami nie ma żadnego znaczenia dla ludzi, którzy nie troszczą się o sprawy duchowe, lecz jest wielu gejów, którzy bardzo głęboko uznają Boga i tęsknią za relacją z Nim. Relacje małżeńskie, zarówno emocjonalne jak a szczególnie seksualne składniki, służą jako ilustracja relacji między Chrystusem i Jego Oblubienicą, kościołem. Podobnie jak jest mistyczna jedność między mężczyzną i kobietą, którzy bardzo różnią się od siebie, tak też jest mistyczna jedność między dwoma bardzo różnymi, bardzo „innymi” istotami – wiecznym Synem Bożym i nami, śmiertelnymi, stworzonymi ludźmi. Małżeństwo, tak jak je Bóg zaplanował, jest jak nieprawdopodobna jedność między motylem a bizonem, ogniem i wodą. Lecz homoseksualne relacje są podobne do złożenia dwóch podobnych jednostek: dynamiczna jedność i różnorodność w heteroseksualnym małżeństwie znika całkowicie, a zatem podobnie jest z duchowym wymiarem, który jest tak zasadniczy dla celu małżeństwa. Zarówno emocjonalny jak i psychiczny poziom, jednakowość mężczyzny i mężczyzny czy kobiet i kobiety demonstruje fakt, że homoseksualne relacje nie odbijają duchowego podobieństwa, którym małżeństwo być powinno.
Koncepcja małżeństwa homoseksualnego nie działa, bez względu na to czy patrzymy na nie z poziomu socjalnego czy duchowego.


Jezus nic nie mówił o homoseksualizmie.

Czy to z kazalnicy czy na akcjach walki o prawa gejów, aktywiści lubią wskazywać na to, że Jezus nigdy nie zajął się sprawą homoseksualności; raczej więcej zajmował się miłością. Wniosek ich jest taki, że skoro Jezus w żaden szczególny sposób nie zabronił pewnych zachowań, to kimże my jesteśmy, abyśmy osądzali tych, którzy się w nie angażują?

Ten argument zakłada, że Ewangelie są ważniejsze od reszty ksiąg Nowego Testamentu, że liczą się tylko zapisane wypowiedzi Jezusa. Jednak sama ewangelia Jana zapewnia nas o tym, że nie jest to wyczerpujący zapis wszystkiego, co Jezus powiedział i zrobił, co znaczy, że wiele zostało! (John 20:30). Ewangelie nie wspominają o tym, aby Jezus potępił bicie żony czy otyłość; czy to znaczy, że jest to w porządku? Co więcej, pozostałe księgi NT nie są mniej autorytatywne niż ewangelie. Całe pismo jest natchnione przez Boga, a nie tylko księgi z tekstem zaznaczonym czerwonym tuszem (jak w niektórych anglojęzycznych tłumaczeniach słowa Jezusa – przyp.tłum.). Szczególne zakazy dotyczące homoseksualnych zachowań są w Rzym 1:26-27 oraz 1 Kor 6:9,10 i wszystko jest zgodne z tym, co ustanowione przez Boga i zapisane w ewangeliach.

Wiemy, jednak, że Jezus szczególnie podkreślił to, co Bóg zamierzył w stworzeniu wobec ludzkiej sfery seksualnej: „Od początku Bóg stworzył kobietę i mężczyznę. Dlatego opuści człowiek swego ojca i matkę, złączy się z żoną i będą ci dwoje jednym ciałem…Co Bóg złączył niech człowiek nie rozłącza” (Mat 19:4-6). Boży plan to święta heteroseksualność i Jezus wyraził to słowami.


Prawo kapłańskie dotyczące zakazu homoseksualnych zachowań nie obowiązuje dziś.

Kapł 18:22 mówi:

Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!”

Teolodzy pro-gejowscy argumentują, że termin „obrzydliwość” jest zasadniczo przypisany do bałwochwalstwa i kananejskiej religijnej praktyki kultu prostytucji, a zatem Bóg nie zabrania tego rodzaju homoseksualizmu, który widzimy dziś.

Inne seksualne grzechy takie jak cudzołóstwo czy kazirodztwo również są zabronione w tych samych rozdziałach, gdzie znajdują się zakazy dotyczące homoseksualizmu. Wszelki seksualny grzech jest zakazany zarówno w Nowym jak i Starym Testamencie, całkowicie niezależnie od kodeksu kapłańskiego, ponieważ jest to sprawa moralności. Prawdą jest, że nie jesteśmy związani przez zasady i rytuały Księgi Kapłańskiej, które oddzielały ludzi JHWe od świata. Niemniej jednak, natura grzechu seksualnego nie zmieniła się, ponieważ niemoralność jest obrazą wobec świętości i czystości Samego Boga. Fakt , że większość Księgi Kapłańskiej nie stosuje się do dzisiejszych chrześcijan, nie oznacza, że dotyczy to absolutnie wszystkiego.

Argument, że słowo „obrzydliwość” jest łączone z bałwochwalstwem również znajduje swoją odpowiedź przy zbadaniu Przyp. 6:16-19, gdzie znajdujemy opis tego, co jeszcze innego Bóg uważa za obrzydliwość: dumne oczy, kłamliwy język, ręce, które rozlewają niewinną krew, serce, które knuje złe myśli, nogi, które spieszą do złego, składanie fałszywego świadectwa i sianie niezgody między braćmi.

Bałwochwalstwo nie odgrywa tutaj żadnej roli jako obrzydliwość. Ten argument jest nie do utrzymania.

Jeśli praktyki z Księgi Kapłańskiej 18 i 20 rozdziału są potępione ze względu na ich związek z bałwochwalstwem to logicznie idzie za tym wniosek, że byłyby dopuszczalne, gdyby były robione poza bałwochwalstwem. Lecz wtedy oznaczało by to, że również kazirodztwo, cudzołóstwo, zoofilia i składanie dzieci w ofierze (wszystkie wymienione w tych rozdziałach) również zostają potępione tylko wtedy, gdy są popełniane w połączeniu z bałwochwalstwem; inaczej są dopuszczane. Żaden odpowiedzialny czytelnik tych fragmentów nie zgodziłby się z takim założeniem.


Nazwanie homoseksualizmu grzechem jest osądem, a osądzenie jest grzechem.


Josh McDowel mówi, że najczęściej cytowanym wersetem z Biblii był zazwyczaj Jn 3:16, lecz obecnie, gdy tolerancja stała się ostateczną cnotą, wers, który słyszymy najczęściej stosowany to „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt. 7:1). Osoba, która nazywa homoseksualną aktywność złem jest nazywana bigotem, homofobem i nawet ci, którzy nie wierzą w biblię cytują werset z „nie sądźcie”.

Gdy Jezus powiedział: „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” to kontekst wyraźnie pokazuje, że mówił o tym, aby nie stawiać siebie w roli sędziego innej osoby, podczas gdy sami jesteśmy zaślepieni na naszą grzeszność. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że jest sporo własnej sprawiedliwości w sposobie w jaki kościół traktuje tych, którzy zmagają się z pokuszeniami homoseksualnych tęsknot. Jednak istnieje różnica miedzy zgodą na standardy Pisma, gdy głosi ono, że homoseksualizm jest zły, a osobistym potępianiem osób za ich grzech.
Zgodzenie się z Bogiem na coś, niekoniecznie musi być osądzaniem.

Wyobraź sobie, że pędzę autostradą i zostaję zatrzymana przez policjanta. Podchodzi do samochodu i po sprawdzeniu moich dokumentów mówi:

Złamała pani ograniczenie prędkości.

Czy możesz sobie wyobrazić obywatela z oburzeniem równającego politycznie poprawne oskarżenie z oficerem:

Ej, osądzasz mnie! Nie sądź, abyś nie był sądzony!

Policjant zwyczaje wskazuje na to, że złamałam prawo. Nie osądza mojego charakteru, lecz porównuje moje zachowanie z standardami prawa. Nie jest również osądzeniem, gdy powtarzamy to, co Bóg powiedział na temat Jego moralnych praw. Grzechem jest spoglądanie z góry na kogoś, kto popadł w inny grzech niż my. To jest osądzanie.



Pierwszy rozdział Listu do Rzymian na temat homoseksualizmu Nie Dotyczy Prawdziwych Homoseksualistów, lecz Heteroseksualistów, którzy Weszli Homoseksualne Zachowania, które Nie Są dla Nich Naturalne.

Rzym 1:26-27 mówi:

Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.

Niektórzy teolodzy usiłują objeść wyraźny zakaz zarówno dla gejów jak i lesbijek przez wyjaśnienie, że faktycznie grzech, o którym Paweł mówi tutaj, dotyczy zwykłych ludzi, którzy współżyją homoseksualnie, ponieważ nie jest to dla nich naturalne. Homoseksualizm, który oni utrzymują nie jest grzechem dla prawdziwych homoseksualistów.

Niemniej nie ma nic w tym wersie, co sugerowałoby rozróżnienie między „prawdziwym” homoseksualizmem, a „fałszywym”. Paweł opisuje homoseksualne zachowania same w sobie jako nienaturalne, bez względu na to, kto je popełnia. W rzeczywistości wybiera niezwykłe słowa do opisu mężczyzn i kobiet, które w grece bardziej podkreślają biologiczną istotę mężczyzny i kobiety. Zachowania opisane w tym rozdziale są nienaturalne dla mężczyzn i kobiet: seksualna orientacja nie jest tutaj w ogóle przedmiotem sprawy. Mówi, że homoseksualizm jest biologicznie nienaturalny; nie tylko nienaturalny dla heteroseksualistów, lecz nienaturalny dla każdego.

Co więcej, Rzym 1 opisuje mężczyzn „pałających żądzą” do siebie nawzajem. Trudno by to było odnieść do normalnych mężczyzn, którzy po prostu eksperymentują z seksem. Musisz naprawdę nieźle się nagimnastykować, aby z Rzym 1 wyciągnąć cokolwiek innego niż to, do czego proste czytanie tego tekstu prowadzi: aktywność homoseksualna jest grzechem.


Głoszenie przeciwko homoseksualności powoduje, że nastoletni geje popełniają samobójstwa.

Otrzymałem e-mail od kogoś, kto oskarżał mnie o to, że krew nastoletniego geja, jest na moich rękach, ponieważ twierdzenie, że homoseksualizm jest zły, powoduje, że ludzie się zabijają. Przekonanie, że nastoletni gejowie są w grupie o wysokim ryzyku samobójstwa zostało zapoczątkowane głównie w 1989 roku przez raport napisany na zlecenie rządu federalnego pn.: młodzież i samobójstwa. W raporcie stwierdzono trzy rzeczy: po pierwsze, młodzi geje i lesbijki popełniają jedną trzecią wszystkich samobójstw wśród młodzieży; po drugie, samobójstwa są główną przyczyną śmierci wśród nastoletnich gejów i po trzecie, młodzi geje (nastolatki) popełniają samobójstwa z powodu „upowszechnionej homofobii” (dosł. umiędzynarodowionej – przyp. tłum.) oraz przemocy skierowanej przeciw nim. Raport ten nieustannie był cytowany w zarówno w gejowskich jak i głównych mediach.


Paul Gibson, aktywista z San Francisco napisał ten raport w oparciu o badania tak tandetne, że gdy został on przedstawiony dr Louis’owi Sullivan’owi, byłemu sekretarzowi Zdrowia i Zasobów Ludzkich, ten oficjalnie odciął od nich zarówno siebie jak i swój wydział.

Dane liczbowe raportu, zarówno same dane jak i wnioski, są bardzo wątpliwe. Część tego opracowania cytuje autora twierdzącego, że 3000 młodych gejów zabija się rocznie, lecz jest to przede wszystkim o jeden tysiąc więcej niż ogólna liczba samobójstw wśród nastolatków!

Gibson wyolbrzymia swoje dane liczbowe, gdy mówi, że jedna trzecia samobójstw nastolatków popełniają młodzi geje. Otrzymał te liczby patrząc na badania gejów, przeprowadzane w centrach dla trudnej młodzieży, z których wielu jest zorientowanych homoseksualnie, a które pokazują, że nastoletni geje dwu do czterokrotnie częściej popełniają samobójstwa niż zwykłe dzieci. Gibson pomnożył ten wyższy stosunek przez omawiane już dane Kinsey’a o rzekomych 10% homoseksualistów w populacji i otrzymał swoje 30% wszystkich samobójstw gejów wśród nastoletniej młodzieży. David Shaffer, psychiatra z Uniwerstytetu Columbia, który specjalizuje się w dziedzinie samobójstw wśród nastolatków zagłębił się w to studium i powiedział:

Zmagałem się przez długi czas z matematyką Gibsona, lecz w końcu wydaje się, że jest to bardziej hokus-pokus niż matematyka.

Wnioskom z tego raportu zaprzecza wiele innych, bardziej wiarygodnych sprawozdań badawczych. Badacze z University of California-San Diego przeprowadzili wywiady 283 osobami, które przeżyły próbę samobójstwa w 1986 roku. 133 z tych, którzy zmarli było poniżej 30 roku, a tylko 7% było gejami i wszyscy mieli powyżej 21 lat.

Z innych badania na Columbia University 107 nastoletnich samobójców chłopców wynika, że tylko w trzech przypadkach wiadomo, że byli homoseksualistami, a dwóch z nich zmarło w wyniku samobójstwa. Gdy organizacja Gallupa przeprowadziła wywiady z ponad 700 nastolatkami, którzy znali nastolatków samobójców tylko jeden wymienił jako powód seksualność jako część problemu. Ci, którzy zbliżyli się do progu próby samobójczej wymieniają najczęściej problemy typu chłopak-dziewczyna lub niskie poczucie własnej godności.

Gibson nie podjął badania kontrolnej grupy heteroseksualnej w swoich badaniach.
Wnioski i dane statystyczne mają tendencję znacznych błędów bez porównania ich z grupą kontrolną. Kiedy psychiatra David Shaffer przebadał przypadki zamieszczonych historii nastoletnich gejów, którzy popełnili samobójstwo, w raporcie Gibsona, odkrył te same kwestie, z którymi walczyli zwykli chłopcy przed samobójstwem: „Historie były te same: rozprawa sądowa wyznaczona na dzień śmierci; przedłużająca się depresja; narkotykowe i alkoholowe problemy; itd.”.

To, że nastolatek przeżywa tak wielki ból, że odbiera sobie życie jest tragedią, bez względu na przyczyny, lecz nie jest w porządku składać odpowiedzialność za samobójstwa gejów, choć niewiele ich jest, na tych, którzy zgadzają się z Bogiem, że jest to złe i szkodliwe zachowanie.

© 1996 Probe
Ministries International


O autorce:


Sue Bohlin jest mówca stowarzyszonym z Probe Ministries. Usługuje na Uniwersytecie Illionis i jest nauczycielem biblijnym oraz mówcą konferencyjnym od 25 lat. Służy jako Mentoring Mom (Mam Mentor) dla MOPS (matek przedszkolaków) i jest członkiem rady Living Hope Ministries, Chrystocentrycznej służbie skierowanej do tych, którzy zmagają się z niechcianą homoseksualnością. Jest profesjonalnym kaligrafem i opiekunem witryny internetowej Probe Ministries: lecz, co najważniejsze, jest żoną dr Ray’a Bohlin i matką ich synów, z których jeden studiuje na wyższej uczelni a drugi w Amerykańskich Siłach Lotniczych.


Czym jest Probe?

Probe Ministries jest to niedochodowa służba, której misją jest towarzyszyć kościołowi w odnawianiu umysłów wierzących chrześcijańskim spojrzeniem i wyposażanie kościoła do zdobywania świata dla Chrystusa. Probe wypełnia tą misję poprzez konferencje dla młodzieży i dorosłych Mind Games, około 3.5 minutowy program radiowy, strony internetowe
http://www.probe.org/”>www.probe.org
oraz ProbeCenter na Uniwersytecie Teksas w Austin.

Dalsze informacje na temat materiałów dostępnych w Probe i służby można zdobyć kontaktując się z nami:

Probe Ministries
1900 Firman Drive, Suite 100 Richardson, TX 75081 (972) 480-0240 FAX (972) 644-9664

info@probe.org

www.probe.org комплексная seo раскрутка сайтов

Jestem lesbijką.

Czy możesz zasugerować przyczyny, dlaczego jestem lesbijką?

Właśnie przeczytałam artykuł Kerby Anderson’a pt.: Teologia homoseksualizmu.
Bardzo dobrze napisany, choć nie zgadzam się z pewnymi punktami. Uważam siebie za homoseksualną osobę. Jestem 36 letnią kobietą. Jak tylko daleko wstecz pamiętam, od wieku 2, 3 lat, zawsze „czułam się” chłopcem. To jest poza zwykłym pociągiem do tej samej płci. To jest związane z chęcią bawienia się jako dziecko w wojsko, samochodami znacznie bardziej niż lalkami i, ewentualnie, seksualnym pociągiem do kobiet (nawet w podstawowej szkole) bardziej niż do mężczyzn. Dla mnie, jako że mogę mówić za siebie, to nie chodzi tylko o seks. Wolałabym raczej dzielić swoje życie z kobietą, nawet gdybyśmy nigdy nie miały uprawiać seksu. Chce tego samego, czego pragnie większość heteroseksualistów: domu, rodziny, przyzwoitej pracy, czasu wakacji, nadziei na zdrowie, szczęśliwą przyszłość.

Mam takie pytanie: jak myślisz, co spowodowało mój homoseksualizm?
Dorastałam w „zwykłym amerykańskim domu”. Byłam w domu z mamą, tata zawsze pracował, średnia klasa, kościół co niedziela. Jestem najmłodsza z rodzeństwa i jedna kobieta. Zawsze byłam zachęcana przez moich rodziców do działania i ubierania się jak kobieta. Nie miałam wątpliwości, że moi rodzice kochali mnie, czułam się bezpiecznie i pewnie w swoim środowisku. Dorosłam jako ktoś „normalny”, jak każdy może w Ameryce.

Czy więc możesz mi to naświetlić? Dzięki, ______

_____________________________________________________

Droga_______,

Kerby Andrson przekazał mi twój e-mail, ponieważ jestem bardzo dobrze zaznajomiona z tematem homoseksualizmu.

Trudności wyjaśnienia fundamentów czyjegoś pociągu do osób tej samej płci zawsze rosną, gdy mamy do czynienia tylko z wybranymi szczegółami.
To, co napisałaś do Kerby’ego to nie jest cała twoja historia i nie byłaś w stanie PODAĆ całej historii, szczególnie dlatego, że najważniejsze jej części działy się w twojej głowie i sercu.

Jedną z rzeczy, które odkryliśmy przez ostatnie lata to fakt, że składnikami biorącymi udział we wchodzeniu w homoseksualizm są nie tylko zdarzenia (takie jak wykorzystanie seksualne) i relacje (szczególnie z rodzicami), lecz to w jaki sposób dziecko POSTRZEGA zdarzenia i relacje. Na przykład, ojcowie mogą okazywać swoją miłość i mówić o niej w jakiś sposób, lecz syn czy córka nie słyszy i nie widzi tego i może czuć się niekochanym(ą) pomimo tego, że miłość jest obecna. Rodzice mogą czuć, że akceptują dzieci, lecz czasami dzieci nie czują tej akceptacji i ma to sens, ponieważ my wszyscy jesteśmy ludźmi złamanymi żyjącymi w upadłym świecie i czasami nasze „receptory miłości” są zepsute jak radio, które nie odbiera tych fal, które powinno przetwarzać na sygnał dźwiękowy.

Jest pewien intrygujący szczegół, który podałaś, którym jest fakt, że byłaś pociągana seksualnie do kobiet jeszcze w szkole podstawowej.
Emocjonalnie zdrowe dzieci nie przeżywają pociągu seksualnego aż do wieku młodzieńczego. (Dzieci czasami kochają się w innych dzieciach, lecz jest to emocjonalny pociąg, a nie seksualny). Bycie osobą „seksualną” we wczesnym wieku nie jest normalne; wszystkie znane mi takie przypadki były wynikiem seksualnego ujawnienia (prezentacji) (co jest faktycznie wykorzystaniem seksualnym) we wczesnym wieku.

Sugerowałabym zatem, że jest taka cześć twojej historii, twoich prawdziwych relacji z rodzicami, być może przeżyć, o których nie wspominasz – które są ważną częścią tego, co przeżyłaś. Chłopięce zainteresowania we wczesnym wieku, same w sobie nie mówią o tym, aby było w tym coś złego; bardzo szerokie jest spektrum tego, co to znaczy być kobietą, jak i szerokie jest spektrum tego, co to znaczy być mężczyzną i jest to, jak wierzę, część boskiego przeznaczenia, ponieważ Bóg rozkoszuje się tworzeniem ludzi z ogromną różnorodnością. Lecz nie znaczy to, że to On dał ci pociąg do tej samej płci i nie znaczy to również, że to On sprawił, że jesteś gejem. Znaczy to, że coś się zdarzyło, nawet jeśli ty sama nie wiesz, co to było.

Homoseksualizm w rzeczywistości mówi o dezorientacji płci. Coś zaingerowało w tobie przejmując twoją kobiecość, skoro zamknęłaś się na pragnienie bliskiej relacji z mężczyznami.

Mam nadzieję, że to
ci pomoże.

Z szacunkiem

Sue Bohlin


Probe Ministries


__________________________________________________________

Droga Sue

Dziękuję za odpowiedź. Wprowadziłam cię w błąd mówiąc, że byłam seksualnie pociągana do kobiet w podstawówce. To mój błąd, nie o to mi chodziło.
To były bardziej takie miłości, o jakich pisałaś. Nie miałam pojęcia czym jest seks w tym wieku, po prostu wiedziałam, że przeżywałam moje pierwsze dziecięce miłości do dziewcząt, a nie do chłopców.
Nie byłam pewna, o co ci chodziło. Czy myślisz, że celowo usiłuję nie powiedzieć wszystkiego? Czy też coś zdusiłam i nie pamiętam? Nigdy nie była wykorzystana seksualnie jako dziecko. Wiem, że rodzice kochali mnie. Nie byliśmy jakoś wyjątkowo otwartą rodziną, lecz ich miłość jest dla mnie poza wszelką kwestią.
Mój tata odszedł cztery lata temu, lecz mama ciągle żyje i jest jedną z moich najlepszych przyjaciółek, jak również wspaniałą Mamą, kobietą, która coś dla mnie zrobiła. Proszę nie sugeruj rzeczy, których nie ma.
Jeśli nie masz dla mnie odpowiedzi to w porządku. Dla twojej informacji, jeśli to coś pomoże, powiem, że nie chcę być homoseksualna.
To nie dlatego, że uważam, że jest to złe, lecz po prostu jest ogromnie trudno być homoseksualną w naszej kulturze potępienia. Jeśli możesz mi zaoferować jakąś gorzką pigułkę, która sprawi, że będę heteroseksualna, to wezmę ja z bijącym sercem.

Dziękuję za poświęcenie mi czasu ______

Hej ________,

Bardzo dziękuję z odpisanie! Miałam nadzieję, że będę w stanie podać ci dalsze informacje, lecz nie byłam pewna, czy jesteś zadowolona ze swej homoseksualności czy nie, czy będziesz chciała przyjąć jakieś materiały czy nie. Zatem, bardzo się cieszę, że znowu się odezwałaś.

Myślę, że jest taka możliwość iż przeżyłaś jakieś wykorzystanie i nie pamiętasz tego.
Exodus International, organizacja, która patronuje wielu służbom dla ex-gejów, mówi, że 85-90% kobiet, które się do nich zgłosiły, przeżyły jakąś formę wykorzystania w jakimś momencie w czasie swego rozwoju.
Wydaje się, że jest to jeden z najważniejszych u kobiet czynników kierujących je ku pociągowi do tej samej płci.

Nie usiłuję tutaj wykonać „magicznego numeru” z tobą. Wygląda na to, że zostałaś wspaniale pobłogosławiona cudownymi rodzicami i dziękuję Panu wraz z tobą za nich!

Po prostu zastanawiam się czy coś po drodze się nie stało.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że NIE MUSISZ być homoseksualna. Wymaga to mnóstwa pracy. Wracanie i odkrywanie korzeni lesbijstwa to bolesny proces, lecz jest pomoc. Skoro masz dostęp do internetu to czy mogę zachęcić cię do odwiedzenia kilku stron?

Exodus International jest organizacją zrzeszającą grupę ludzi pomagających porzucić homoseksualizm i mają oni mnóstwo materiałów:  http://www.exodus-northamerica.org/”>www.exodus-northamerica.org.

Living Hope ( http://www.livehope.org/”>www.livehope.org) ma na swoich stronach forum dyskusyjne dla tych, którzy szukają wsparcia w drodze do wyjścia z gejowskiego stylu życia. Jest to całkowicie fantastyczna społeczność internetowa ZWYCZAJNYCH kobiet, w której panuje ciepła, życzliwa, pełna miłości, pomocna atmosfera. Kilku ludzi z Exodus powiedziało, że Living Hope jest prawdopodobnie najlepszą służbą dla kobiet i młodzieży na świecie. Są tam też strony dla mężczyzn i rodziny/przyjaciół.

Jestem w służbie dla ex-gejów od kilku lat i wykonałam mnóstwo badań. Oto nowy artykuł na naszej stronie pt.: Czy homoseksualni mogą się zmienić?”; może będzie ci pomocny. Jeśli nie, ty sama wiesz, gdzie jest klawisz DELETE!

Niech cię Bóg błogosławi

Sue

продвижение

Fajne chrześcijaństwo – Rozdział 2

CZY MAMY KRYZYS MŁODZIEŻY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ?

Jestem całkowicie przekonany, że ogromne zmiany, jakie zaszły we współczesnej służbie młodzieżowej w ciągu ostatnich piętnastu lat, już zaczęły wydawać gorzkie owoce. I będzie tak jeszcze przez wiele lat, jeśli nie zostaną podjęte drastyczne kroki. Z mojego punktu widzenia jest już tak źle, że to, czego jesteśmy świadkami, może być określone jako ogromnych rozmiarów „kryzys” chrześcijańskiej młodzieży.

Dlaczego kryzys?! Czyż nie jest prawdą, że wciąż przyciągamy spore ilości młodzieży na różne chrześcijańskie imprezy młodzieżowe, koncerty itp.? Tak, lecz jest pewien problem – z JAKOŚCIĄ. Jeśli chodzi o grę w „liczby” to nie jest tak źle. Cóż to jednak za osiągnięcie, jeśli wszystko co faktycznie robimy, to zabawianie dużych grup młodych ludzi, spośród których tylko nieliczni stają się prawdziwymi UCZNIAMI Jezusa Chrystusa? Jezus powiedział: „idźcie na cały świat i czyńcie uczniami wszystkie narody…”. Z pewnością to właśnie powinno być miernikiem rzeczywistej skuteczności służby. Z takim kryterium każda służba, która nie wydaje prawdziwych UCZNIÓW Jezusa musi być postrzegana jako nieudana, prawda?

Mówiąc o ogromnym festiwalu odbywającym się regularnie w Anglii, zwanym „Christian Greenbelt Festival” („Chrześcijański Festiwal Zielonej Strefy”), muzyk John Allen, stwierdził:

Wydaje się faktem nie do odrzucenia, że większość publiczności jest tutaj po prostu po to, aby cieszyć się muzyką, a nie zastanawiać poważnie nad czymkolwiek; występuje rzeczywiste niebezpieczeństwo pojawienia się „greenbeltowych chrześcijan”, niby-nawróconych, płytko oddanych nastolatków, dla których chrześcijaństwo nie oznacza nic więcej niż radość z chodzenia na festiwale.

Jakże ogromnie ważny zarzut! I jak tragiczny fakt, że tacy „greenbeltowi chrześcijanie”, obecnie w wielu tysiącach, znajdują się na całym globie. I to nie tylko wielkie festiwale poddały się temu „duchowi zabawiania”. To założenie dla służby młodzieżowej – „zabawiajmy ich za wszelką cenę” – jest realizowane teraz wszędzie, począwszy od młodzieżowych grup w lokalnych kościołach, aż do ogromnych regionalnych zgromadzeń. Ten duch przeniknął wszystko, ale szczególnie te dziedziny, które mają jakiś związek z młodzieżą. W rzeczywistości coraz rzadziej można teraz trafić na zgromadzenia młodych chrześcijan, gdzie takie postawy nie przeważają.

To zastanawiające, że w tym wszystkim co robimy, naśladujemy świat, którym przecież wielu młodych ludzi jest coraz bardziej zmęczonych. Żyjemy dziś w społeczeństwie, w którym nastolatki są niemal na śmierć zabawiane od chwili gdy wstają z łóżka, aż do momentu gdy kładą się spać. Wielu z nich staje się coraz bardziej znudzonymi i cynicznymi. Każdego roku kino i telewizja konkurują ze sobą coraz bardziej spektakularnymi efektami; twórcy gier wideo pokazują nowe grafiki, które są jeszcze bardziej realistyczne, niż te z poprzedniego. I każdego roku dzieci z wielką pompą są namawiane, aby kupowały i konsumowały w ogromnym tempie zabawki i gry, które są bardziej kolorowe, śmieszniejsze, szybsze i bardziej widowiskowe. A wszystko co my wierzący robimy, próbując ukształtować nasze chrześcijaństwo, to wejście do gry na światowym boisku według jego własnych, paraliżujących umysł reguł. Ostatecznie, zawsze będziemy przegrywać. Jestem przekonany, że to na co młodzi ludzie dziś zareagują, to nie chrześcijaństwo, które „angażuje” więcej świata, więcej zabawy, więcej zaskakującej promocji i jeszcze więcej wysiłku, aby być „fajniejszym niż oni”. Mają tego wszędzie pełno. To, co jest atrakcyjne w chrześcijaństwie, to te rzeczy, które są INNE/ODMIENNE – jak prawdziwa czystość, wieczne przebaczenie, intymna relacja z Bogiem, walka o rzeczy sprawiedliwe i prawda. Wszystko to, czego NIE MOŻNA ZNALEŹĆ NIGDZIE INDZIEJ. To są właśnie te wartości, które z dzisiejszych młodych ludzi uczynią prawdziwych UCZNIÓW. Tylko czy odważymy się, aby ogłosić to w taki sposób?

To, co faktycznie robimy, usiłując uczynić chrześcijaństwo bardziej światowym, to stawiamy je w ogromnie niekorzystnym świetle. Odzieramy je z tych rzeczy, które historycznie czyniły chrześcijańską wiarę tak powabną i pełną mocy. Jestem tak bardzo przekonany, że bardziej niż na cokolwiek innego, dzisiejsza znudzona młodzież odpowie na WYZWANIE. Co więcej, jestem przekonany, że im większe wyzwanie, tym stanie się pożyteczniejsze i spowoduje wyższy poziom uczniostwa. To czego współczesna „na śmierć zabawiona” młodzież potrzebuje, to powodu do podjęcia walki, a nawet poniesienia śmierci – przyczyny, dla której  wyrzekną się siebie i zaczną żyć w radykalnym posłuszeństwie wobec Boga. Jezus Chrystus jest taką przyczyną i jeśli nie dostarczymy tego wyzwania współczesnemu, znudzonemu pokoleniu, to nie bądźmy zdziwieni jeśli wkrótce pojawi się jakaś „ciemna” motywacja, która wykradnie ich lojalność. Na wiele sposobów, dzisiejsza młodzież wychowana w duchowej i moralnej próżni jest rzeczywiście dojrzała do żniwa i diabeł też o tym wie bardzo dobrze. Jeśli my nie będziemy chcieli dostarczyć młodzieży czegoś wartego podjęcia walki, to on to zrobi z pewnością.

Efekty światowego czy „fajnego” chrześcijaństwa wśród naszej młodzieży są wyraźnie widoczne dla wszystkich. Wystarczy, że odwiedzisz jakiekolwiek z większych zgromadzeń młodzieży chrześcijańskiej na zachodzie, a zobaczysz, że wielu z nich nie traktuje swego chrześcijaństwa poważnie. Często są tutaj tylko z powodu „brzęku”, tego co mogą stąd wynieść. Zostali tak uwarunkowani, że nie chcą, aby im ktokolwiek „głosił kazania”. Większość z nich jest o wiele bardziej zainteresowana surfowaniem, ubraniami, imprezami, skatebordem, samochodami, muzyką, snowboardem czy modą, niż fundamentalnym nauczaniem o Jezusie. W tej chwili „uodparniamy” wielu z tych młodych ludzi na prawdziwą ewangelię i pełne uczniostwo. (Oczywiście, tych, którzy zostali wychowani w kościele przesiąkniętym etosom „fajnego chrześcijaństwa” i robią teraz wszystko, co mogą, aby pokazać chrześcijaństwo „fajnym” w oczach świata).

Zawsze istniał „socjalny” aspekt zachodniego kościoła, który przyciągał poszczególne „kluby” członkowskie. Tym razem jest inaczej. To jest epidemia a zachęta do tego spływa z samej góry w dół. Wielu pastorów i młodzieżowych liderów doszło do wniosku, że najlepiej jest dać młodzieży to, czego, jak im się wydaje, potrzebują, aby postawić odpowiednie ilości ludzi u drzwi. Sytuacja pogarsza się. Dopóki nie zostanie uczynione coś drastycznego, to wszystko co dostrzegam na horyzoncie, to niezliczone lata ciągłej płycizny, która pozostawi kościoły pełne ludzi, którzy nie pragną niczego więcej niż „łaskotania ucha”, zabawnego kaznodziejstwa i miłego tłumowi (zamiast Bogu) uwielbienia. W rzeczywistości dzieje się to już teraz w tak ogromnej skali w zachodnim kościele, że powstaje pytanie, czy prawdziwe, historyczne chrześcijaństwo jest w stanie dłużej przetrwać bez zatopienia w bagnie przeważającego hedonizmu i egoizmu. Pomimo tego wszystkiego, co się nam mówi, sytuacja jest naprawdę poważna. Prawdziwe, historyczne chrześcijaństwo jest w ogromnym niebezpieczeństwie na wielu frontach. Dopóki nie wydarzy się coś dramatycznego, widzę przed nami tylko nadciągające lata letniości, płycizny i kompromisu.

Co to znaczy być prawdziwym uczniem Jezusa? Ewangelie bardzo wyraźnie mówią o tym. Jezus stwierdził wielokrotnie, że aby być uczniami, musimy „wyrzec się siebie samych, wziąć krzyż i iść za Nim”. Wymagany standard oddania serca, wiary i odwagi jest WYSOKI, nie niski. Wyraźnie Pan stwierdził: „Jeśli nie wyrzekniecie się wszystkiego, co macie, nie możecie być uczniami moimi” (Łuk 14:33). Z pewnością nie był to „najmniejszy wspólny mianownik” całego posłania, lecz nigdy nie dowiesz się tego na podstawie standardów, które przeważają na wielu współczesnych chrześcijańskich zgromadzeniach młodzieżowych. Kiedy ostatni raz brałeś udział w młodzieżowym wydarzeniu i słyszałeś posłanie o głębokim poszukiwaniu Boga, odrzuceniu siebie, wzięciu krzyża, prawdziwej świętości? (Faktycznie, poza główną częścią nowotestamentowego chrześcijaństwa, z wielu tych tematów szydzi się wśród adwokatów „fajnego chrześcijaństwa” – nie dość jeszcze światowego i pełnego „przedstawień”).

Muszę być szczery i powiedzieć, że gdy patrzę na zewnętrzną sytuację dzisiejszego kościoła, przypomina mi się wiele wersetów ostrzegających o odstępstwie i letniości w dniach ostatecznych:

„Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według SWOICH POŻĄDLIWOŚCI nazbierają sobie NAUCZYCIELI, ŻĄDNI TEGO, CO UCHO ŁECHCE (2 Tym 4:3).

Jezus ostrzegał ostatni kościół w Laodycei w Księdze Objawienia: „a ponieważ jesteś letni, przeto WYPLUJĘ CIĘ Z MOICH UST. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się i niczego nie potrzebuję… (Obj. 3:16-17). A mówiąc o Dniu Sądu Jezus powiedział: „Wielu powie do mnie tego dnia; Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu, czyż nie wypędzaliśmy demonów i nie czyniliśmy wielu cudów w twoim imieniu. A wtedy im powiem: ODEJDŹCIE ODE MNIE, WY KTÓRZY CZYNICIE NIEPRAWOŚĆ” (Mat. 7:20-21).

Płacz podniesiony przez Jezusa w Ew. Mat 15:8 jest dziś równie obecny jak wówczas: „Lud ten czci mnie tylko wargami, lecz jego serce jest daleko ode mnie”

Gdzie, wśród dzisiejszych służb młodzieżowych są ci, którzy powstaną i będą liczyć się z Panem i Jego prawdą?

раскрутить сайт самостоятельно mail ru

Czy homoseksualność da się zmienić?

Mike
gdy przemówił do niego Bóg, brał udział w Gay Pride. Był już na haju czwarty dzień, gdy szum w głowie nagle wyparował i usłyszał w swej
głowie głos:
Nie musisz żyć w taki sposób.

Ponad wszelką wątpliwość wiedział, że to Bóg oferował mu drogę wyjścia. Odłożył na bok znak Gay Pride, opuścił paradę, usiadł w pobliskiej klatce schodowej i pokutował ze swego buntu. Oddał swoje serce Jezusowi Chrystusowi i od tego dnia żyje wolny od homoseksualizmu. Dziś, kilka lat później, ma żonę i dziecko i żyje zupełnie innym życiem. Nie tylko na zewnątrz – jego serce zostało zmienione od wewnątrz.

Randy szedł drogą narkotykowej i alkoholowej samozagłady oraz homoseksualnej aktywności. Gdy powiedział matce, że jest gejem, wyrzuciła go z domu i jedynym miejscem jakie mógł znaleźć, gdzie czuł się bezpiecznie i z którym mógł się utożsamić było społeczność gejów. W miarę jak coraz więcej czasu spędzał na „uciekaniu” od bólu swego życia w seks i alkohol, zaczął zdawać sobie sprawę z tego, jak źle z nim jest. Chciał umrzeć, lecz Bóg miał dla niego coś innego.

Został zaproszony na studium biblijne, gdzie spotkał mężczyzn, którzy
zostawili gejowski styl życia i żyli przemienionym życiem. Po raz
pierwszy szczerze zawołał i powiedział:
Boże, proszę, pomóż mi.

Jedna z jego przyjaciółek została chrześcijanką. Zapytał ja o homoseksualizm i rozgniewał się początkiem jej odpowiedzi. Powiedziała:


Teraz wierzę, że to jest grzech – lecz Bóg nie nazywałby tego grzechem, gdyby nie było czegoś lepszego.


Randy ostatecznie zdał sobie sprawę z tego, że jest grzesznikiem, który potrzebuje Bożej miłości i łaski i w 1992 roku zaufał Chrystusowi jako Zbawicielowi. Dwa miesiące później, poznał Living Hope, organizację, która pomaga ludziom wychodzić z homoseksualizmu poprzez intymną więź z Jezusem Chrystusem. Zostawił za sobą swoją homoseksualną tożsamość i uchwycił się prawdziwej tożsamości dziecka Bożego, oddał się świętości i czystości. Randy jest obecnie dyrektorem tej służby i pomaga innym w wychodzeniu z homoseksualizmu. Nie jest doskonały, ciągle wzrasta… podobnie jak ja i inni chrześcijanie, których znam. Lecz to „coś lepszego”, co Bóg ma dla niego to taka intymność z Chrystusem, która zapiera dech.

Randy przynosi chwałę Bogu każdym dniem swojego życia, mieszkając w prawdzie, że zmiana jest możliwa.

Historie kobiet

Carol wyrosła w religijnym domu przy rodzicach, których standardy były zbyt ostre, aby mogła się im podobać. Jednak była mądrą i dobrą uczennicą a nauczyciele udzielali jej tej afirmacji i zachęty, której potrzebowało jej serce.
Wypracowała sobie z nauczycielami silne więzi, z których część przerodziła się w głęboką emocjonalną zależność.

W szkole podstawowej nagle zderzyła się z nieoczekiwanym bólem samotności i pustki. Weszła w silną relację z zamężną kobietą natrafiając na nowe pokuszenia. Była zupełnie nieprzygotowana do obrony przed silnym pociągiem do tej samej płci i szybko znalazła się emocjonalnie i fizycznie zaangażowana w relację, w której realność sama nie mogła uwierzyć. Teraz już była nie tylko w emocjonalnej potrzebie, lecz skrępowana przez głęboki wstyd, zranienia i poczucie winy.

Przyjaciółka powiedziała jej o służbie dla ludzi, mających problemy z pociągiem do tej samej płci i stało się to jakby otwarciem drzwi do innego świata.
Dzięki wsparciu jakie tutaj znalazła, Carol, została wyzwana do rozpoznania diabelskich kłamstw, w które wierzyła przez całe swoje życie i zamienienia ich naprawdę Pisma. Bóg odnawia teraz jej umysł, zaspokaja głębokie potrzeby jej serca i wprowadza do miejsca wolności i nadziei.

Historia Diany jest inna. Spędziła osiemnaście lat oddana lesbijskiemu związkowi z inną kobietą, która, jak wierzyła, miała być jej krewną duszą.
Przeszli przez ceremonię przysięgi w kościele gejów i wspólnie wychowały córkę. Cieszyła się, jako sprawny i elokwentny mówca pozycją lidera w kościele gejów.

Przez te wszystkie lata matka Diany zdecydowanie trzymała się trzech rzeczy.
Kochała ją bezwarunkowo. Nigdy nie wycofała się ze swej wiary, że styl życia jej córki jest grzeszny, ponieważ Bóg mówi, że to jest złe. Po trzecie, modliła się o nią wiernie. Diane i jej partnerka szukały Pana we wszystkim oprócz ich spraw seksualnych. W pewnym momencie, modliły się razem o mądrość i prawdę w sytuacji, która nie miała niczego wspólnego z ich relacją. Bóg odpowiedział na ich modlitwę w niespodziewany sposób: pokazał im prawdę o grzesznej naturze ich więzi.
Odkrycie, że były zwiedzione było straszliwie bolesne i całkowicie niechciane. W posłuszeństwie dla Boga razem zadecydowały, rozejść się i przerwać tą relację. Nadal jest to bolesne, pomimo że Diane przeżyła uzdrowieńcze Boże dotknięcie w najgłębszych częściach jej cierpiącej duszy. Pan nadal zmienia Dianę i Carol od wewnątrz.

Trzy rodzaje wezwania do zmiany

Niektórzy ludzie walczą z pociągiem do tej samej płci przez udawanie, że tego nie ma.
Odrzucenie jest niestety czasową „chrześcijańską” reakcją, lecz nie jest to sposób w jaki Bóg chce się zająć tym problemem. Ps. 51:6 mówi tak: „Oto miłujesz prawdę chowaną na dnie duszy”. Przyjęcie do wiadomości swojej homoseksualnej orientacji jest jak czerwone światło na desce rozdzielczej samochodu. To nie homoseksualna orientacja jest faktycznym problemem, ona jest symptomem głębszej sprawy – legalnej, udzielonej przez Boga potrzeby relacji i intymności, która została skierowana w niezdrowym i grzesznym kierunku.

Nie jest to prosta sprawa i byłoby lekceważące sugerować, że jest łatwe rozwiązanie skomplikowanego problemu homoseksualności.

Wśród tych, którzy głoszą, że zmiana jest możliwa, są trzy główne szkoły dochodzenia do tych zmian.

Pierwsza to służba uwalniania. Mówią oni, że homoseksualność jest powodowana przez demona i jeśli wypędzimy demona to problem jest z głowy. Wygląda to na łatwy środek, lecz kończy się jeszcze poważniejszymi problemami, ponieważ homoseksualność nie jest powodowana przez demona. „Uwolniona” osoba może odczuć chwilowy emocjonalne pobudzenie, lecz te same pokuszenia i schematy myślowe, które nękały wcześniej wrócą, ponieważ nie zajęto się korzeniami problemu. Tyle, że teraz człowiek jest obciążony fałszywym poczuciem winy myślenia, że zrobił coś źle lub, że nie jest wystarczająco dobry dla Boga, aby go „naprawił”.

Druga i bardziej skuteczne leczenie homoseksualiności to terapia odtwórcza .
Można tutaj znaleźć wiele mądrości, jako że terapeuci wierzą, że homoseksualność ma swoje korzenie w bolesnych relacjach, szczególnie z członkami rodziny i wielu homoseksualistów (mężczyzn i kobiet) informuje dokładnie o tym. Lecz terapia odtwórcza często jest modyfikacją zachowania i zajmuje się tylko ciałem, lecz nie może dać prawdziwego wewnętrznego uzdrowienia.

Trzeci, jak wierzę, najlepszy sposób na wprowadzenie rzeczywistych i trwałych zmian to jest podejście odkupieńcze. Służby, które uczą mężczyzn i kobiety intymnej relacji z Jezusem Chrystusem mogą poprowadzić ich do wewnętrznego uzdrowienia, ponieważ Bóg przemienia Jego ludzi. Jest wiele organizacji pod parasolem Exodus International, które wspierają, szkolą i czynią uczniami. Możesz znaleźć pomoc dzwoniąc do ich biura (407) 599-6872 czy 1-888-264-0877, czy wchodząc na strony
http://www.exodus.to/”>www.exodus.to

Niezwykle bolesne jest wychodzenie z homoseksualności bez pomocy. Na szczęście, nawet dla ludzi, którzy nie mieszkają w obszarze, gdzie Exodus ma odpowiednie służby, istnieją fora online, które są równie skuteczne jak grupy „twarzą w twarz”. Szczególnie zalecam jedno na www.livehope.org .
Są też dostępne wspaniałe książki, a szczególnie Coming Out of Homosexuality Boba Davies’a oraz Someone I Love is Gay Anity Worthen i Boba Davies’a.

Innąwspaniałą książką jest You Don’t Have to Be Gay Jeff Konrad.

Lecz uczniostwo to ciężka praca i niema prostego i łatwego rozwiązania.

Droga do prawdziwej przemiany

Najbardziej skuteczną drogą do rzeczywistej i trwałej zmiany złapanych w pułapkę pociągu do tej samej płci to podejście odkupieńcze. Oznacza to uczniostwo, bycie nauczanym i zachęcanym oraz zachowywanie odpowiedzialności za rozwijanie intymności z Chrystusem. Interesujące jest to, że wydaje się nie mieć żadnego znaczenia jaka faktycznie warownia jest w życiu człowieka – czy to jest homoseksualizm, seksualne uzależnienie, obżarstwo czy jakakolwiek inna warownia – najskuteczniejsze rozwiązanie jest takie samo: intymność z Chrystusem.

Prawdziwe uczniowstwo to ciężka praca i Bóg daje nam nawet energię do uczniostwa! Wymaga to jednak ogromnej samodyscypliny, aby zdecydować się na współpracę z Duchem, zamiast z własnym ciałem; polegać na Bożej mocy, zamiast na swojej własnej. Faktyczna walka odbywa się w umyśle.

Pierwszy krok do pokonania homoseksualności stosuje się również wobec dowolnej warowni.

Po pierwsze, osoba musi zaprzestać grzesznych zachowań. Najlepiej jest prosić Boga o pomoc. Nie jest to nic innego niż przypadku leczenia z narkotyków i nadużycia alkoholu. Nie możesz pracować nad problemem, będą ciągle przez niego całkowicie kontrolowanym przez niego.

Drugi krok to praca nad zdobywaniem informacji o tym, co mówi Biblia o tym, kim jesteś w Chrystusie. Podobnie jak ludzie uczą się rozpoznawać fałszywe pieniądze badając rzeczywistą walutę tak dokładnie, że potrafią dostrzec fałszerstwo, tak walczący musi napełnić swój umysł Bożym Słowem tak, aby mógł wejść do swej prawdziwej tożsamości jako umiłowane, cenne dziecko Boże.

Trzecim krokiem jest praca nad myślami, ponieważ tam odbywa się bitwa. Bardzo ważne jest identyfikowanie szatańskich kłamstw powtarzających się jak taśma magnetofonowa w głowie i zatrzymanie tej magnetofonu! Następnie, należy dobrowolnie zamienić kłamstwa prawdą. Zamiast „nigdy się nie zmienię” powtarzać prawdziwą obietnicę, że „wszystko mogę w tym, który mnie umacnia, w Chrystusie” (Flp 4:13). Zamiast obsesji na punkcie bólu i tęsknoty za niezdrowym i grzesznym zachowaniem, wypełnij swój umysł chwałą, czcią i Pismem.

Następnie, wyjdź naprzeciw faktu, że jest to chore. Gdy przestajemy zaspokajać nasze potrzeby naszymi sposobami, zaczynamy przeżywać emocjonalny ból, który okrywa naszą warownię. Gdy samopoczucie jest naprawdę złe, to znajdujemy się dokładnie w tym punkcie, w którym Bóg może dokonać największej zmiany. Zapytaj: Czego naprawdę potrzebuję? Za czym naprawdę tęskni moje serce? Idź do Jezusa i pozwól Jemu zaspokoić najgłębsze potrzeby twojego serca. Pozwól, aby On skierował cię tam, gdzie zaprojektowane przez Boga potrzeby zostaną zaspokojone w relacjach z innymi ludźmi w pobożny sposób.

To właśnie tam
dzieje się potężne uzdrowienie.

Ex-Ex-geje

W ciągu ostatnich kilku lat ludzie, którzy odeszli od homoseksualności powoli lecz pewnie zdobywali sobie słuchaczy opowiadając swoje historie. Słowo wydostaje się: zmiana jest możliwa! Odzywają się też głosy sfrustrowanych i pozbawionych złudzeń, którzy usiłowali porzucić homoseksualizm, próbowali zmian i zrezygnowali. Jest nawet na to nazwa: ex-ex-geje. Ich historie pełne są straszliwego bólu i niektórzy stracili nawet swoją wiarę w to. Co się stało?

Myślę, że to samo, co się zdarza ludziom, którzy próbują AA (Anonimowych Alkoholików) lecz nie są w stanie przestać pić czy tych, którzy próbowali Down Workshop i nie stracili wagi. Mam przyjaciółkę, która nigdy nie oddawała się „umieraniu dla siebie”, aby użyć starego duchowego terminu Nigdy nie doszła do miejsca, w którym powiedziałaby:

– Jezu, wybieram Ciebie ponad jedzenie. Wybieram świętą relację z Tobą ponad niezdrową relację z moim apetytem. Zrobię wszystko, cokolwiek będzie potrzebne, aby pozwolić ci na zmianę mojego serca.

Wielu z tych, którzy próbowali zmienić swoją homoseksualność mogłoby wygrać konkurs modlitwy i czytania Biblii. Oni rzeczywiści próbują bardzo, bardzo ciężko. Lecz modlitwy często są niewłaściwie kierowane:


Boże, zmień mnie, Zabierz moje pożądania. Pozwól mi zacząć lubić ludzi przeciwnej płci.

Niestety, jakkolwiek dobrych intencji jest taka modlitwa, trzeba pamiętać, że nie jest to próba pozbycia się z ogrodu mleczy przez wyrywanie ich.
Pojawiają się znowu, ponieważ nie korzenie pozostały. Główną przyczyną homoseksualnej orientacji nie jest genetyka czy wybór; to niewłaściwa reakcja na zranienia. Jest to rzecz o chronieniu siebie samego i próbach zaspokojenia legalnych potrzeb w sposób jakiego Bóg nigdy nie zamierzał. Prawdziwa zmiana może zdarzyć się wyłączenie przez ciężką pracę poddawania się Bogu, pozwalania Mu na pokazywanie głębokich zranień i potrzeb czyjegoś serca, co oznacza napotykanie na straszliwy ból i zapraszanie Go do uzdrawiania tych zranionych miejsc. To właśnie dlatego intymność z Chrystusem jest odpowiedzią. Pewien mądry przyjaciel zauważył, że homoseksualność to grzeszny sposób radzenia sobie z bólem – grzeszny, ponieważ odcina nas od Tego, który może
uzdrowić i zaspokoić nasze potrzeby; grzeszny, ponieważ umieszcza nas w centrum wszechświata, w miejscu do którego my nie należymy, lecz Jezus.

Mam nadzieję, że dostrzegasz to, że rzeczywista zmiana jest trudna i kosztuje wiele, ponieważ wymaga silnych motywacji, ciężkiej pracy i wytrwałości. Tysiące byłych homoseksualistów znalazło już znaczny stopień przemiany, osiągając abstynencję od homoseksualnych zachowań, zmniejszając homoseksualne pokuszenia, wzmacniając ich poczucie męskości czy kobiecą tożsamość, naprawiając zepsute sposoby odnoszenia się do innych członków tej samej i przeciwnej płci. Niektórzy byli homoseksualiści weszli w związki małżeńskie, inni nie, lecz małżeństwo nie jest miernikiem, lecz duchowy wzrost i posłuszeństwo.
http://www.probe.org/docs/

Istotą jest to, że zmiana jest możliwa.

Uwagi:

  1. Wszystkie imiona w tym artykule zostały zmienione oprócz Randy’ego.
  2. Ten termin nie jest biblijny, lecz koncepcja tak.
    Patrz Rzym. 6.
  3. Ze witryny internetowej Exodus International Web site: http://exodus.to

© 2001 Probe Ministries International


O autorce:


Sue Bohlin jest mówca stowarzyszonym z Probe Ministries. Usługuje na Uniwersytecie Illionis i jest nauczycielem biblijnym oraz mówcą konferencyjnym od 25 lat. Służy jako Mentoring Mom (Mam Mentor) dla MOPS (matek przedszkolaków) i jest członkiem rady Living Hope Ministries, Chrystocentrycznej służbie skierowanej do tych, którzy zmagają się z niechcianą homoseksualnością. Jest profesjonalnym kaligrafem i opiekunem witryny internetowej Probe Ministries: lecz, co najważniejsze, jest żoną dr Ray’a Bohlin i matką ich synów, z których jeden jest w koledżu a drugi w Amerykańskich Siłach Lotniczych.

Czym jest Probe?

Probe Ministries jest to niedochodowa służba, której misją jest towarzyszyć kościołowi w odnawianiu umysłów wierzących chrześcijańskim spojrzeniem i wyposażanie kościoła do zdobywania świata dla Chrystusa. Probe wypełnia tą misję poprzez konferencje dla młodzieży i dorosłych Mind Games, około 3.5 minutowy program radiowy, strony internetowe http://www.probe.org/”>www.probe.org oraz ProbeCenter na Uniwersytecie Teksas w Austin.

Dalsze informacje na temat materiałów dostępnych w Probe i służby można zdobyć kontaktując się z nami:


Probe Ministries

1900 Firman Drive, Suite 100
Richardson, TX 75081
(972) 480-0240 FAX (972) 644-9664

info@probe.org

www.probe.org



http://www.probe.org/support/copyrght.html”>Copyright Information

style=”font-family: Arial;”>

раскрутка