Category Archives: Frangipane Francis

Alarm modlitewny

Następująca relacja pochodzi od naszego przyjaciela z Izraela, Ashera Intratera. Jest ona obrazowa więc uważajcie. Faktycznie, naród turecki jest na rozdrożu. Módlmy się zatem z wizją, że tragiczna śmierć poniesionaprzez tych chrześcijan zaowocuje rozszerzeniem Ewangelii do ludzi zamieszkujących
Tłum.: Adasko

Następująca relacja pochodzi od naszego przyjaciela z Izraela, Ashera Intratera. Jest ona obrazowa więc uważajcie. Faktycznie, naród turecki jest na rozdrożu. Módlmy się zatem z wizją, że tragiczna śmierć poniesiona przez tych chrześcijan zaowocuje rozszerzeniem Ewangelii do ludzi zamieszkujących Turcję.


Tureckie Męczennictwo

Asher Intrater

W ostatnim tygodniu, w środę 18 kwietnia, donosiliśmy o zabójstwie trzech chrześcijańskich ewangelistów we wschodniej części Turcji, w mieście Malatya (46-letniego niemieckiego misjonarza i ojca trójki dzieci, Tilmana Geske: 35-letniego byłego muzułmanina, pastora lokalnego kościoła i ojca dwójki dzieci, Necati Aydina; i Ugur Yudsela, młodego byłego muzułmanina, właśnie zaręczonego).

Młodzi muzułmanie, którzy dokonali tego mordu byli studentami, wszyscy w wieku 19 lat (co zostało celowo zaplanowane ze względu na tureckie prawo zabraniające wymierzania surowych kar nieletnim poniżej 20 roku życia).


Szczegóły zabójstwa są groteskowe, przedstawione następująco:
Przywiązali ręce i nogi Ugura, Necatiego i Tilmana do krzeseł i torturowali swoje ofiary 3 godziny jednocześnie filmując zdarzenia używając telefonów komórkowych. Tilman został ugodzony nożem 156 razy, Necati 99 razy, a uderzenia zadane Ugurowi były tak liczne, że nie dało się ich policzyć. Ich wnętrzności zostały wyprute a jelita krojone na ich własnych oczach. Zostali wykastrowani i widzieli jak ich organy zostały zniszczone. Palce zostały im odcięte a nosy, usta i odbyty porozcinane. Kiedy policja wreszcie nadeszła znalazła martwych Tilmana i Necatiego, z praktycznie odciętymi głowami. Ugur był podobnie okaleczony, wciąż ledwo żywy(zmarł zaraz potem).


Ponad 50000 chrześcijan zjawiło się z całej Turcji aby uczestniczyć w pogrzebie Necatiego w Izmirze (włączając naszego przyjaciela i współpracownika MN, który przywiózł ze sobą donację na rzecz wdowy po Necatim Semse od mesjanistycznych wierzących z Izraela). W Turcji jest tylko kilka tysięcy ewangelicznych chrześcijan, a ten muzułmański kraj liczy ponad 70 milionów ludzi.


Pierwsze strony wszystkich największych gazet w Turcji zawierały wywiad z żoną Susanne (wdową po Tilmanie), przemawiającą „Boże odpuść im bo nie wiedzą co czynią” (Łuk. 23,34). Pośród narodu gdzie krwawa zemsta jest normalną częścią kultury, wypowiedź Suzanne o przebaczeniu stała się szokiem dla wielu. Jeden z redaktorów napisał: W jednym zdaniu powiedziała więcej niż 1000 misjonarzy w ciągu 1000 lat mogłoby zrobić” Pogrzeb był transmitowany przez 5 najważniejszych tureckich stacji telewizyjnych (jak również filmowany przez turecka tajną policję). W pełnym mocy przesłaniu, Ishan Ozturk, przewodniczący Protestanckich Kościołów w Turcji głosił, Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Filipian 1.21).
Za cenę krwi tych męczenników i poprzez ryzykowanie życia przez lokalnych tureckich chrześcijan, Ewangelia dotknęła cały muzułmański naród w niespotykany sposób. W momencie kiedy ta przemowa była wygłaszana Duch Święty zstąpił na naszą społeczność w Jeruzalem, żydowscy wierzący padli na ziemię, szlochając, wołając o zbawienie tureckich ludzi.

Trwajmy w wierze i modlitwie w tym przełomowym momencie w historii tureckiego narodu. Jak powiedziano, Krew męczenników jest ziarnem Ewangelii”.

— – – – – – – – – – – –
Asher Intrater jest wysoce cenionym głosem w Izraelu i poza nim. Jest przyjacielem pastora Frangipane’a. Asher jest żydowskim wierzącym w Jezusa, Mesjasza. Pasją Intratera jest zobaczyć narodowe przebudzenie w Izraelu.
Zapraszamy na strony:

www.revive-israel.org

A service of Frangipane Ministries.

topod

Drzwi nadziei

Często mamy tendencję do pysznienia się z mocy wiary, umniejszając równocześnie wartość nadziei. A jednak „wiara jest pewnością tego,
czego się spodziewamy
” (Hebr. 11:1). Bez posiadania najpierw żywej nadziei w Boga, nasza wiara jest bez znaczenia. I rzeczywiście, pierwszym stopniem przemiany jest obudzenie nadziei.

Jednak, nawet po przyjściu do Chrystusa, upadamy. Często pojawia się spirala w dół, gdy grzech otwiera drzwi potępienia, a potępienie przytłumia głos nadziei. Zastanówmy się nad historią walki Izraela o Kanaan. Pan miał dać Izraelowi bogactwo Kananitów, lecz tylko łupy z pierwszej bitwy o Jerycho miały być poświęcone Bogu. Jeden człowiek, Achan, zignorował dekret Boży. Zabrał złoto, srebro i szatę i ukrył w swoim namiocie. Z powodu tego grzechu 36 Izraelitów zginęło w następnej bitwie – pokonanych i upokorzonych przez drobne miasteczko Ai.


Gdy Pan ujawnił Achana jako sprawcę, Jozue zaprowadził go wraz z rodziną i dobytkiem do doliny. Tam przywódca Izraela powiedział: „Jak ty sprowadziłeś na nas nieszczęście, tak niech dziś Pan sprowadzi na ciebie nieszczęście! I ukamienował go cały Izrael. …. Dlatego to miejsce nazywa się do dnia dzisiejszego doliną Achor” (Joz. 7:25-26).

Słowo Achor” znaczy „nieszczęście”. Reprezentuje nieszczęście i ból jaki osobisty grzech sprawia wielu innym. Z pewnością, najstraszniejszą rzeczą jaką przeżył Achan było to, że jego grzech spowodował, że jego żona i dzieci umarły wraz z nim. Gdy przytulali się oczekując na swój straszliwy osąd, poczucie winy i skruchy jakie zalewało Achana musiały być nie do zniesienia.


Osobisty upadek

Z czasem, dolina Achor stała się symbolem najgorszych kar. Było to miejsce śmierci i oddzielenia. Oczywiście, dziś nie kamieniujemy tych, którzy grzeszą, czy też nieodpowiedzialnie powodują smutek innych. Niemniej, nadal grzech ma swoje konsekwencje i choć nie możemy już być fizycznie ukamienowani, publiczne skutki potępienia mogą być równie nieszczące dla ludzkiego ducha. Faktem jest, że zbyt wielu z nas poznało osobiście dolinę Achor, gdzie nasze moralne zaniedbanie czy źle doradzone działania spowodowały cierpienia innych.


Być może popełniłeś cudzołóstwo i od tej pory żona i dzieci są zniszczeni. Może to nieuważne prowadzenie auta spowodowało wypadek, powodując ogromne cierpienia czy nawet śmierć kogoś innego. Może to brak chrześcijańskiego wzoru spowodował, że twoje dzieci odwróciły się od Boga. Jest nieskończenie wiele możliwości upadku, lecz wyniki niemal zawsze są takie same: stają się jak przekleństwo na całą resztę życia.


Jest wystarczająco źle, gdy twoje serce potępia cię, ale są jeszcze ci inni, którzy wiedzą o twoim upadku, których chór krytycyzmu przekonuje cię o twojej beznadziejnej naturze. Publiczna cenzura, zimne spojrzenia czy nawet osądzające postawy mają dla ciebie taki sam skutek, jak kamienowanie ciała Achana, lecz tutaj umiera twoja nadzieja. Tam, gdzie kiedyś mogłeś spoglądać w przyszłość z oczekiwaniem, teraz ból serca i ubolewanie blokują twój wzrok.  Tylko prawość oczyszczona i wzmocniona przez prawdziwą pokutę może zastąpić samopotępienie. Tak więc, jedyną właściwą reakcją na złe postępowanie i jego konsekwencje jest przemieniająca moc Ducha Świętego. Niestety, przeciwnik złapał wielu chrześcijan w pułapkę niewiary i samopotępienia.


Wiedzą, co złego zrobili i nienawidzą tego, lecz nie potrafią z siebie zdjąć ciężaru winy. Pamiętaj, nasz Odkupiciel przyszedł, ” aby ogłosić jeńcom wyzwolenie” (Iz. 61:1). Czy mówi tu tylko o tych, którzy zostali zamknięci w więzieniach? Nie, Jego obietnica jest ważna dla nas wszystkich, którzy jesteśmy jeńcami naszych przeszłych upadków. Bóg chce, abyśmy się uczyli na naszych błędach, a nie żebyśmy byli przez nie zniewoleni. Jezus przyszedł, aby wyzwolić i odnowić tych, których marzenia legły w gruzach w dolinie Achor.


Osobista tragedia

Ciężary jakie nosimy mogą nie mieć nic wspólnego z moralny upadkiem. Mogą one pochodzić z wielu licznych życiowych nieszczęść. Jedną z najgorszych przepraw dla duszy jest śmierć kogoś bliskiego. Taka strata może pozostawić nas pod ogromnym ciężarem i w niewoli przeszłości. Historia ojca Abrahama, Teraha, daje nam znaczący wgląd we wnętrze człowieka, który nie mógł przeżyć straty kogoś kochanego. Terah miał trzech synów: Abrama, Nahora i Harana. Biblia mówi nam, że „Haran umarł w obecności ojca swego” (I Moj. 11:28 – w wersji ang.). Strata syna może wywołać straszliwy ból serca, a jego śmierć w twoich rękach może być ogromnie niszcząca.


Po jakimś czasie, Terah wziął swoją rodzinę i opuścił Ur Chaldejskie w poszukiwaniu owego przeznaczenia w Kanaanie. Po drodze mijali miasto, które nazywało się tak samo jak jego zmarły syn, Haran. Pismo mówi, że zamiast iść dalej do Kanaanu, Terah „poszedł do Haranu i zamieszkali tam” (w. 31).

Tęsknota w takim przypadku jest rzeczą normalną, niemniej życiowe tragedia prowadzą do fałszywej lojalności, która uniemożliwia uwolnienie od bólu. Bez ostrzeżenia, twarz na lotnisku, pieśń z radia a ból zalewa nasze serca i nagle jesteśmy przybici smutkiem. Jakże szybko ponownie wchodzimy do miejsca naszego bólu; jak łatwo jest tam osiąść!

I umarł Terah w Haranie” (w. 32). Terah nie tylko się tam osiedlił, lecz umarł tam. Słownictwo jest tutaj zarówno prorocze jak i symboliczne. Być może było to fałszywe poczucie winy, które utrzymywało go jako zakładnika; gdybym tylko zrobił tak a tak, to mój syn nie umarłby! Bez względu na przyczynę Terah nigdy nie wyszedł poza śmierć Harana.


Musimy również dostrzegać to, że jakkolwiek bolesna jest strata kogoś
bliskiego, nie możemy dopuścić do tego, aby rany z naszej przeszłości unicestwiały
to, co Bóg ma dla nas w przyszłości. Nawet jeśli wchodzimy kulejąc,
nie wolno nam osiąść gdzieś poza naszym przeznaczeniem. Boże miłosierdzie
jest teraz i tutaj. Z Jego pomocą musimy wybierać się w drogę do Kanaana,
lub również my umrzemy w Haranie.


Czas na uzdrowienie

TE dwie rzeczy, osobisty upadek i osobista tragedia, mogą umieścić potworne ciężary opresji i winy na naszej duszy. Bożą odpowiedzią na naszą potrzebę jest, oprócz przebaczenia naszych grzechów, to że on złożył na Chrystusie „winę nas wszystkich” (Iz. 53:6). Czy nasza wina jest uzasadniona czy nie, musimy zostać zdjęta z naszych ramion i złożona na Chrystusie.


Dziś w różnych częściach świata pojawia się odnowienie; Bóg odnawia radość Swoim ludziom. Wielu z tych, których Pan dotknął było obciążonych – podobnie jak możesz być ty – zarówno moralnym upadkiem, jak i tragedią. Dokładnie w tym samy miejscu, gdzie nasze odwleczone nadzieje wywoływały w sercu choroby, Chrystus jest tam, aby leczyć zranione serca” (Iz. 61:1). Tam gdzie kiedyś panowały smutek i ciężar, Pan daje „zawój zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty żałobnej, pieśń pochwalną zamiast ducha zwątpienia” (Iz. 61:3).

Już więcej kościół nie będzie uczestniczył w pokucia za twoje upadki. Od teraz możesz wejść do Jego bram z dziękczynieniem. Do każdego chrześcijanina, zmagającego się z ciężarem nie do uniesienia, Pan mówi, jesteś ciągle Moją oblubienicą.
Naprawdę, mówiąc o tej dolinie nieszczęścia, Pan obiecał: „dlatego teraz Ja zwabię ja i zaprowadzę na pustynię i przemówię do jej serca. I dam jej winnice, a z doliny Achor uczynię bramę nadziei, i słuchać mnie (w ang. śpiewać mi – przyp.tłum.) tam będzie jak w dniach młodości i jak w dzień swojego wyjścia z ziemi egipskiej”. (Osea 2:17-18).


Owocność Bożego błogosławieństwa zacznie od dziś wzrastać w twoim życiu. I tam, „w dolinie Achor”, na tej scenie twojego najgłębszych ran i najgorszych upadków, Pan ma dla ciebie „drzwi nadziei
„. Jego celem jest odnowienie w tobie pieśni Pana, abyś mógł ponownie śpiewać „jak w dniach swojej młodości”.
комплексная поисковая раскрутка сайта

Prawdziwy Jezus

Frangipane Francis

Jezus jest nie tylko naszym Zbawicielem, lecz również autorem i dokończycielem wiary (Hebr. 12:2) lub tym, który w wierze przewodzi i ją wydoskonala(BT). Uchwyć się dwoma rękoma tej prawdy, że on jest tym, który „wydoskonala naszą wiarę „. Wiarę, którą Chrystus w nas zapoczątkował, teraz udoskonala. Ten fakt jest bardzo ważny, ponieważ nawet wtedy, gdy szukamy ruszenia w modlitwie i duchowym autorytecie, nawet jeśli w nieustraszony sposób trwamy, nawet jeśli idziemy na przód z motywacjami oczyszczonymi przez miłość, jest to moc wiary, która podpiera wszystko. Idea, że Chrystus stara się wydoskonalić naszą wiarę to solidna doktryna, lecz w naszym praktycznym życiu głęboko opieramy sie temu, ponieważ wiemy dobrze, że aby wiara stała się doskonałą, musi być poddawana próbom.

Gdy mówię  „wiara”, nie mam na myśli pełnej kompilacji biblijnych faktów czy intelektualnej zgody na potrzebę zbawienia, przy czym oba te elementy są duchowe, lecz nie stanowią istoty. Nagromadzenie biblijnej wiedzy wymaga czasu; osiągnięcie prawdziwej zbawczej wiary, powiadam wam ponownie, wymaga odwagi. Chrystus pragnie, abyśmy tak zaufali Jemu, aby mogło to wytrzymać i pokonać straszliwe życiowe burze – wiara, która sprowadza rzeczywistość nieba na ziemię.  A zatem, wiara  jest czymś więcej niż poznanie; jest to takie uchwycenie się dobroci i mocy Bożej, że bez względu na zewnętrzne okoliczności, wewnętrznie trwamy bezpieczni. Nie ma znaczenia to jak świat wygląda na zewnątrz, ma on potencjał ku przemianie przez wiarę. Jak wyraźnie stwierdza Hebr. 11:1, ci wszyscy, którzy posiedli prawdziwą wiarę zmieniali świat wokół siebie. 

Doskonałość czy ochrona?
(ang. gra słów: Perfect or Protect)
Wiedząc, że wiara jest czymś znacznie więcej niż religijną doktryną, zastanawiam się: czy naprawdę znamy Jezusa z Biblii i czy wiemy, co On stara się nam dać? Zbyt często, jak sądzę, pragniemy Zbawiciela, który po zapewnieniu nam życia wiecznego, pozostawia nas samych aż do następnego kryzysu. Chcemy, aby nas pocieszał, lecz nie przekonywał; pragniemy, aby nas uzdrawiał, lecz nie zamieszkiwał w nas. Chcemy, aby Duch Święty pomagał nam osiągnąć „Amerykańskie Marzenie”, a jednak mamy Ducha Świętego, który stara się dać nam Boże marzenie: człowiek podobny Chrystusa (Gen. 1:26). Oznacza to, że Bożym celem nie jest tylko zbawić nas, lecz ukształtować na podobieństwo Chrystusa. On stara się wydoskonalić nas, nie tylko chronić. Aby udoskonalić wiarę, Bóg celowo pozawala na to, aby burze uderzały w nasze dusze. Wiem, że mamy taki obraz Jezusa podtrzymującego nas delikatnie, głaszczącego nas po plecach i mówiącego:  „Tak, tak, będę tutaj z tobą”. Posłuchaj: to nie jest głos Jezusa; jest to echo głosu twojej matki. Dzięki Bogu za matki, lecz Jezus chce, abyśmy przestali być dziećmi, On chce, abyśmy dorośli do Jego obrazu. 

Pamiętaj, że mówię tutaj o prawdziwym Jezusie, który powiedział, że: „Wszystko jest możliwe dla wierzącego” (Mk 9:23). Jeśli Jezus, za którym idziesz, nie prowadzi cię do rzeczywistości rzeczy niemożliwych, które zmieniają twój świat, to prawdopodobnie podążasz za niewłaściwym Jezusem. Widzicie, robimy ludziom złą przysługę, gdy mówimy im: „Oddaj swoje życie Panu, a On zachowa cię od problemów”. To nie jest prawda. Uczciwiej byłoby powiedzieć, „Oddaj swoje życie Chrystusowi, a On uzdolni cię do pokonywania trudności i przeciwności”. Tak, zatroszczy się o ciebie, lecz nie zrobi tego przenosząc cię do nieszkodliwego świata bez problemów; raczej, udoskonali cnotę w tobie rozwijając twój charakter i wymagając wiary – co razem tworzy duchowe schronienie przemienionego życia. 


Burza, duch czy Jezus?

Przywyknij do myśli, że Jezus stara się udoskonalić twoją wiarę. Spodziewaj się tego, że Pan umieści cię w takich niemożliwych sytuacjach, które zmuszą twoją wiarę do wypłynięcia na powierzchnię. Wcześniej czy później, prawdziwy Jezus będzie domagał się od ciebie tego, abyś spojrzał temu co niemożliwe prosto w oczy i wierzył w Boga i Jego moc.

Zastanówmy się nad sytuacją, gdy Chrystus posłał swoich uczniów przed sobą w łodzi na Jezioro Galilejskie i w tej samej nocy przechodził je idąc po wodzie (p. Mt 14:22 – 33). Tak, zdecydował się poczekać do chwili, gdy burza będzie przewalać się z przeciwnymi wiatrami i falami, zanim Sam wyruszył. Mógł zaczekać na spokojny dzień czy też przejść w nadnaturalny sposób na drugą stronę bez zatrzymywania się przy łodzi na samym środku jeziora. A jednak nie, On przyszedł do uczniów, chcąc ich nauczyć lekcji zaufania.

Proszę, zwróć uwagę na to, że jest to bardzo silny sztorm, a On nie zaoferował wstępnych instrukcji, żadnego: „Podstawy chodzenia po wodzie – par. 101”. Nie udzielił im ćwiczeń szkoleniowych w kałuży, ani zaliczenia z chodzenia po zamarzniętej wodzie. Odczekał do chwili, gdy to burza nauczyła ich chodzenia po wodzie, co jest o wiele trudniejsze, gdy przewalają się groźne bałwany niż po spokojnym morzu. Wtedy właśnie, na dokładkę do tego wszystkiego, przyszedł do nich nie w świetle dziennym, lecz w nocy. Tak więc, Jezus przyszedł do uczniów na samym środku jeziora, w środku sztormu i w środku nocy, aby nauczyć ich chodzenia po wodzie. Nie sprawił, aby to było łatwe, lecz taki jest prawdziwy Jezus wobec swoich prawdziwych uczniów. Do stopnia trudności możemy dodać jeszcze to, że byli fizycznie wyczerpani i porządnie bali się tej burzy.

Pismo mówi, że widok postaci idącej po wodzie, wynurzającej się z wiatru i rozproszonej w powietrzu wody, z ciemności nocy wzbudził w uczniach przerażenie. Wykrzyknęli: To duch! (Uwaga: niektóre z tych rzeczy, które określamy jako „duchowe” czy demoniczne to po prostu Pan przygotowujący scenę do lekcji wiary.) Gdy Jezus zbliża się do kołyszącej się łodzi, krzyczy: Nie bójcie się, ja jestem.

 Gdy Jezus pojawia się w środku twojej burzy, Ja jestem jest wezwaniem do wiary. Gdy On mówi: Nie bój się, jest to wezwanie do działania: prawdziwa wiara zawsze będzie wymagała, do pewnego stopnia, odwagi. 

Piotr mówi: Panie, jeśli to ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie.

To jest naprawdę wspaniałe. Oto mamy tutaj wgląd nie tylko na Jezusa, lecz również w relację Piotra z Jezusem. Odkąd Piotr poznał Pana, Chrystus wymagał od niego i uczniów wykonywania rzeczy niemożliwych: uzdrawiania chorych, nakarmienia tłumów jednym śniadaniem, wskrzeszania zmarłych. Stale i wciąż Piotr widział Jezusa czyniącego cuda; stale i wciąż Jezus upoważniał Piotra do czynienia tego samego, co widział, że On czyni.

Tej nocy na wzburzonym morzu Piotr dokonał zdumiewającego rozeznania: „Jeśli to Ty jesteś, Panie, każ mi zrobić to samo, co Ty robisz; coś niemożliwego. Jeśli jest to Jezus, którego znam, w jednej chwili powie mi, abym również chodził po wodzie”. I faktycznie, Jezus powiedział Piotrowi: Chodź!

Teraz Piotr nie ma chodzić po wodzie, naprawdę nie. Gdy wychodzi na zewnątrz, idzie po słowie „chodź”. Wie o tym, jaka moc zawarta jest w słowie Chrystusa i  kroczy po tej nadnaturalnej rzeczywistości.

Widzisz, chodzi tylko o zaufanie w integralność poleceń Jezusa Chrystusa. Czy myślisz, że Piotr czuł moc, gdy stąpał po wodzie? Nie sądzę, żeby czuł cokolwiek, oprócz burzy. Żadnej gęsiej skórki, żadnych „dreszczyków chwały”. Piotr siedzi na brzegu burty przerzuca nogi nad wirującą wodą, przebijając się wzrokiem przez wiatr i deszcz, patrzy na Jezusa, po czym spuszcza się na dół, staje wprost na wodzie i zaczyna iść!

Plusk! Jeden krok. Plusk! Następny. Potem jeszcze jeden, jeszcze jeden, aż dochodzi prawie do Jezusa. To nie jest drobny spacerek. Niewątpliwie, każdy może chodzić po wodzie w pierwszym kroku. To drugi krok i następne stanowią trudność. Piotr idzie aż do chwili, gdy fale przyciągają jego uwagę i wtedy zaczyna tonąć. Jezus ratuje go, oczywiście, a gdy docierają do łodzi, wiatr cichnie.


Może oczekiwalibyśmy tego, że Pan powie: „Piotrze, udało ci się!” Może i Piotr oczekiwał słów pochwały za ten krótki marsz po wodzie, lecz Jezus zgromił go mówiąc: „Dlaczego zwątpiłeś?”

Chrystus widzi coś wielkiego w Piotrze i nie chce, aby zostało to zatrute pychą czy użalaniem się nad sobą. Większość z nas chce medalu za każdym razem , gdy coś zrobi dla Boga, lecz Pan nie pozwala na to, aby Piotr czy ktokolwiek z nas zbudował sobie pomnik swoich osiągnięć, szczególnie wtedy, gdy jesteśmy na początku. Gdyby taki cud zdarzył się u nas, tutaj w Ameryce, to w ciągu dwóch tygodni mielibyśmy wycieczki, pamiątkowe koszulki i obchody dnia, w których chodziliśmy po wodzie, lecz Jezus swoim uczniom nie pozwala na cokolwiek takiego. Widzi pojawiającą się w Piotrze wielkość i nie naciska na nic innego, jak tylko na pełne upodobnienie się do Jego obrazu.

Pamiętaj: Bożym celem jest, abyśmy stali się podobni do Chrystusa. Prawdziwy Jezus wzywa nas do robienia rzeczy niemożliwych. Oznacza to, że będziemy wzywani do robienia tego, czego nigdy nie robiliśmy wcześniej. Będziesz widział Jezusa przed sobą, być może w jakiegoś rodzaju burzy, lecz będzie to dopiero początek cudu, który zmieni ciebie – i świat wokół ciebie.


Panie, wybacz mi, że chciałem bezpiecznego życia, zamiast nadnaturalnego. Chcę więcej Ciebie. Wywołaj mnie z łodzi mojego znajomego, przewidywalnego świata. Mistrzu, na rzecz zdobycia zgubionych wzmóż moją wiarę, aż do chwili, gdy będę stał z Tobą na wodzie boskiego potencjału. W Imieniu Jezusa, Amen.

продвижения сайта в топ 5

Czystość i oddanie


Miałem sen, w którym byłem pastorem małego sierocińca w Azji. Ten sierociniec posiadał starą ciężarówkę, która wymagała naprawy; leżałem na boku przeglądając podwozie pickupu, gdy nagle wjechali na nasze podwórko żołnierze i wyskoczyli ze samochodów. Szukali mnie: „Gdzie ten amerykański misjonarz”. Gdyby mnie znaleźli znaczyłoby to więzienie i tortury. Ponieważ nie skrzywdzili żadnych dzieci ani innych pracowników, czułem, że najlepsze, co mogę zrobić to po prostu leżeć dalej cicho, skoro byłem nieco ukryty i modlić się, żeby szybo odjechali.


Widziałem ich buty, gdy przechodzili na drugą stronę samochodu, pod którym leżałem. Miałem w ręce szklankę wody. Niemniej, gdy próbowałem ją ostawić na bruk, zaczynała stukać, więc trzymałem ją w powietrzu. Wkrótce, trzęsła mi się cała ręka z powodu niewygodnej pozycji całego ciała oraz ich bliskości. Nagle poczułem jak dwie ręce chwytają mnie mocno po obu stronach korpusu. Te ręce uspokoiły i wzmocniły mnie. Były to ręce mojego przyjaciela, niedawno nawróconego do Chrystusa, jednego z pracowników sierocińca. Jak jest w zwyczaju tej azjatyckiej kultury ten młody wierzący przyjął duchowe imię reprezentujące jego nową naturę w Chrystusie; było to: „Czystość i Oddanie”.

Wkrótce żołnierze odjechali i pokój wrócił na misję. Jednak to dotknięcie rąk które mnie umocniły, obudziło mnie również ze snu. Gdy się poruszyłem, obudziłem się wśród najbardziej niezwykłego zapachu, który był niepodobny do czegokolwiek, co kiedykolwiek do tej pory znałem. Słodycz nie tylko wypełniała pokój, lecz odświeżyła powietrze tak, jak to jest po burzy. Szczerze mówiąc, nigdy w życiu nie znałem piękniejszego i bardziej zniewalającego zapachu.

Gdy czekałem na Pana, Duch Święty ostrzegł mnie, że nadchodzą trudne próby. W niektórych miejscach nastanie wojenne prawo i zwiększą się państwowe ataki na Chrześcijan; w innych – wzrosną pokuszenia ciała. Te dni będą trudne dla wielu chrześcijan. Pan powiedział, że będziemy kuszeni, lecz jeśli uchwycimy się „czystości i oddania” jak nasz przyjaciel, odkryjemy nową siłę umacniającą nas w stosownej porze.
W końcu, gdy ta woń nadal roznosiła się w pokoju, zrozumiałem, że to właśnie dociera do Jego nozdrzy, gdy Jego dzieci są oddane Jemu w czasie bitwy. Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, że gdy zdecydujemy się wytrwać w czystości pomimo pokuszeń, literalnie staniemy się „wonnością Chrystusową dla Boga . . . „(2 Kor. 2:15).
продвижение сайта

Bądź myśli Chrystusowej

Człowiek duchowy rozsądza wszystko, sam zaś nie podlega nieczyjemu osądowi. Bo któż poznał myśli Pana? Któż może go pouczać? Ale my jesteśmy myśli Chrystusowej. (1 Kor. 2:15-16).

Jest to jedno najbardziej zdumiewających stwierdzeń poczynionych w Nowym Testamencie. Paweł mówi tutaj, że można być całkowicie wolnym od naszych cielesnych, zazdrosnych, bojaźliwych, niewierzących myśli i w ich miejsce posiąść myśl Chrystusową! (lub „umysł Chrystusa” jak np. w tłumaczeniu BB) Ta obietnica jest cudownie głęboka. Rzeczywiście, czym innym jest nauczanie budujące zasady i prawdy na temat Pana, czymś zupełnie innym faktycznie posiadać umysł Chrystusa! Posłuchajcie, co mówi Paweł (1 Kor. 2:11-13):

Bo któż z ludzi wie, kim jest człowiek, prócz ducha ludzkiego, który w nim jest? Tak samo kim jest Bóg, nikt nie poznał, tylko Duch Boży. A myśmy otrzymali nie ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg łaskawie obdarzył. Głosimy to nie w uczonych słowach ludzkiej mądrości, lecz w słowach, których naucza Duch, przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę.

Gdy narodziliśmy się na nowo, otrzymaliśmy w naszym duchu Ducha Bożego. Duchowy człowiek jest kimś u kogo Duch Boży powstał do wewnętrznej dominacji. Paweł mówi nam, że ten duchowy człowiek może rozpoznać i oceniać wszystko. Niektórzy chrześcijanie używają słowa osądza” jako zielonego światło do tego zostania „sędziami”, co łączą z byciem duchowym. Bóg nie chce, abyśmy byli osądzający, lecz chce abyśmy umieli rozeznawać. I rzeczywiście, duchowy człowiek wyrzeka się postawy osądzające, a na jej miejsce okazuje postawę odkupieńczą, która jest umysłem Chrystusa. Jak Jezus postrzega życie? Jak patrzy na niedoskonałości naszego świata? Paweł naucza tego w Liście do Filipian 2:5-8:

Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, Który chociaż był w postaci Bożej, . . . wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej.

Postawa Jezusa była prosta: zobaczył upadły, buntowniczy stan ludzkości i zrobił wszystko, co konieczne, aby ją zbawić. Pomimo, że świat zasługiwał na sąd, On nie przyszedł na, aby świat sądzić, lecz aby świat zbawić (Jn 12:47) i jest to dokładnie ta sama postawa, która powoduje rozchodzenie się zbawienia: Jak mnie Ojciec posłał, tak ja was posyłam (Jn 20:21).

Syn Boży zobaczył potrzebę świata i wyparł się Siebie, aby ją zaspokoić. Porzucił wszystko, czym był w Bogu – Swoje przywileje, moc, pozycję jako Boga i przyjął postać człowieka. Wtedy uniżył samego siebie jeszcze więcej i był posłuszny aż do śmierci po to, aby zdobyć dla nas odkupienie. To jest umysł, który mamy posiąść a który był również w Jezusie Chrystusie. Z natury bezinteresownej miłości wynurza się umysł Chrystusa. Chwila, w której przyjmujemy to, że zostaliśmy powołani do złożenia swego życia za innych, zaczynamy rozumieć, co to znaczy posiąść umysł Chrystusa. Duchowy człowiek rozsądza wszystko: widzi zarówno potrzebę jak i odpowiedź, i jest gotów pomostem do pełnego wybawienia. Duchowy człowiek posiada rozeznanie; zna ludzkie serce, jego podatność na demoniczną manipulację, jego niezdolność do wzniesienia się ponad zranienia. Znając łaskę Bożą, jaką Bóg mu okazał, płaci cenę za to, aby świadkiem uwolnienia kogoś innego.

Umiłowani, jeśli waszą motywacją jest miłość, jeśli jesteście prowadzeni przez nadzieję, jeśli pragniecie podobieństwa do Chrystusa, jeśli kochacie pokorę i posiadacie serce, które się nie gorszy, z pewnością odnajdziecie Boży sposób myślenia – umysł Chrystusa. Panie Jezus, jak bardzo chcę myśleć podobnie do Ciebie. Panie, chcę posiąść Twój umysł i być poruszany przez Twoje serce. Udziel, Mistrzu, tego, abym większym stopniu przyjął charakter i naturę Ducha Świętego, abym mógł znać myśli Boże wobec świata wokoł mnie. Na Twoją chwałę modlę się. Amen.

раскрутка

Serce pozbawione fałszu

Ziemią Obiecaną dla chrześcijanin jest życie pełnią Bożą. Podobnie jak to było w przypadku exodusu Żydów z Egipt, tak jest z wyjściem naszej, ludzkiej duszy z miejsc, w których żyjemy w więzach oszukiwania samych siebie i wejściem do prawdziwej rzeczywistości życia na podobieństwo Chrystusa. Podobnie jak w przypadku Izraela, samooszukiwanie musi zostać obnażone a grzech musi umrzeć na pustyni, ponieważ wyłącznie wtedy jesteśmy rzeczywiście uprawnieni do otrzymania naszego dziedzictwa. W czasie trwania tego procesu będziemy zmagać się z Bogiem. Tak naprawdę to wyłącznie ci, których Bóg przemieni mogą posiąść to, co Bóg obiecał. Każdy uczeń Chrystusa musi pokonać samo-zwiedzenie, ponieważ ono stanowi ochronę przed pokutą dla wszystkich pozostałych grzechów. I rzeczywiście, jak możemy „wstąpić na górę Pana” jeśli „skłoniliśmy dusze ku próżności” lub „przysięgaliśmy fałszywie” (Ps. 24:3-4)?

Ktoś może się nie zgadzać: „Ależ ja znam prawdę”. Poznanie doktrynalnej prawdy o tym, co Chrystus zdobył jest całkowicie istotne, lecz dla nas, aby przeżyć osobistą przemianę, warunkiem jest posiadanie prawdy o nas samych. Jak możemy zmienić to, czego nie możemy zobaczyć? Ten proces nie jest prosty, jakby się wydawało, ponieważ: Podstępne jest serce, bardziej niż wszystko inne, któż może je poznać?” (Jer. 17:9 ). Mamy takie wewnętrzne mechanizmy, które automatycznie usprawiedliwiają nasze upadki i czynią wymówki wobec naszych złych zachowań. Z łatwością dostrzegamy samo-zwiedzenie u innych, lecz często jesteśmy ślepi na zwodniczość naszego własnego serca. Mogę szczerze powiedzieć, że większość ludzi żyje w warowniach samo-zwiedzenia. Tak więc, być wolnym od zwiedzenia jest znaczącym osiągnięciem. Nie znaczy to, że staniemy się doskonali, lecz to, że potrafimy dostrzegać te miejsca, w których tacy nie jesteśmy. Oznacza to, że możemy teraz przejść proces przemiany.

Prawdziwy Izraelita

Kochani, serce wolne od fałszu przyciąga wzrok Boży, ponieważ oznacza, że poważnie traktujemy naszą przemianę. Zwróćcie uwagę na to, co Jezus powiedział o Natanie: „oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma fałszu!” (Jn 1:47). Fałsz oznacza: „przebiegłość, zwiedzenie, manipulację„. Jednym krótkim stwierdzeniem nasz Mistrz opisał prawdziwego Izraelitę, jako kogoś, kto nie jest fałszywy. Jeśli zamierzasz być uczniem Jezusa Chrystusa, prawdziwym Izraelitą, nie tylko będziesz uczył się prawd o Bogu, lecz odkryjesz również prawdę o sobie samym. Bóg skonfrontuje cię. Możesz pragnąć tylko Bożego błogosławieństwa, lecz zamiast tego, znajdziesz Boga w pozycji do walki z tobą. Boża dyscyplina to jest konfrontacja, która uprawomocnia nas jako Jego dzieci (p. Hebr. 12:5-8).

Prawdopodobnie najbardziej oczywiste przykłady boskiej konfrontacji można zobaczyć w życiu Jakuba. Jakub był oszustem. Jego imię faktycznie oznacza oszust i jakie było jego imię, taki był on sam. Zwiódł swego brata Ezawa, aby za miskę soczewicy sprzedał mu prawa pierworodnego. Okłamał swego ojca, Izaaka, po to, aby odebrać Ezawowi błogosławieństwo (p. I Moj. 27:36).

A jednak Jakuba Bóg bardzo miłował; został powołany doszczególnego miejsca o historycznym znaczeniu. Bóg nawiedził Jakuba w wizji, odnowił z nim Swoje przymierze i dał obietnicę. We współczesnej terminologii, moglibyśmy powiedzieć, że Jakub „został zrodzony na nowo” po niemal trzydziestu latach. Znał Pana i wierzył Mu, a jednak trwał oddzielony od Boga przez swój grzech. Jakub, oszukawszy Ezawa i Izaaka, uciekł do swego wuja Labana. Tutaj jednak okazało się, że również Laban był oszustem i w ciągu dwudziestu lat dziesięć razy chciał okraść Jakuba (p. I Moj. 31:7). Jakkolwiek była ta relacja trudna, było to częścią pracy Bożej. Jak Jakub oszukiwał innych, tak Laban był nieuczciwy wobec niego, dokładnie tak jak później nauczał Jezus: „jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą” (Mat. 7:2). Bóg wzbudził u Jakuba nienawiść do oszustwa. W końcu, zgodnie z obietnicą Bożą, nadszedł czas na to, aby Jakub wrócił do domu swego dzieciństwa. Wcześniej jednak musiał spotkać się z Ezawem, którego dwukrotnie oszukał, i który zamierzał zabić go. Jednak dalej Bóg zarządzał wydarzeniami zachodzącymi w życiu Jakuba. Przez Boże zrządzenie Ezaw wraz z 400 uzbrojonymi mężczyznami miał przeciąć drogę Jakuba wędrującego do domu.

Bywa tak, że nasz strach służy celom Bożym a Jakub bardzo bał się spotkania z bratem i ten strach Bóg wykorzystał do rozprawienie się nie tylko z grzechem Jakuba, lecz również z naturą Swego sługi. Bóg dał Jakubowi obietnicę powodzenia, życia i rodziny, lecz droga do tego przeznaczenia oznaczała przejście przez to, co go przerażało najbardziej: spotkanie z Ezawem. W miarę jak zbliżał się do domu, posyłał Ezawowi jak dar setki sztuk zeswojej trzody. W końcu dał całemu swemu obozowi odpocząć i odszedł sam na osobność. Tej pełnej strachu nocy Sam Bóg objawił się Jakubowi, lecz w jaki sposób to się stało? Czy delikatnie kołysał Jakuba? Czy zapewniał go o swoich obietnicach? Nie! Pan skonfrontował się z Jakubem i walczył z nim.

W czasie tego spotkania z Bogiem wydarzyły się dwie ogromnie ważne rzeczy: Pan błogosławił Jakuba i zmienił imię niegdysiejszemu oszustowi na Izrael, czyli „Książę Boży”. Anioł uderzył Jakuba w biodro powodując, że przez całą resztę swego życia kulał. Tak, Jakub był błogosławionym, lecz był również złamanym człowiekiem. Za każdym razem, gdy był kuszony do tego, aby polegać na oszustwie, utykanie przypominało mu, że moc nie jest w manipulacji, lecz w Panu. To jest prawdziwa natura Izraela. .

Dwie natury

Wielu z pośród nas jest obecnie dokładnie w tym miejscu, w którym znajdował się Jakub: potrzebujemy otuchy i pokoju. A jednak Bóg wymaga od nas, abyśmy rozprawili się szczerze i pokornie z tymi dziedzinami naszego życia, w których w przeszłości myliliśmy się i szkodziliśmy. Wielu z nas sądzi, że zmagamy się z diabłem, lecz być może Ten, który walczy z nami to Bóg! Widzisz, istnieją w nas dwie natury: stara natura „Jakuba” i nowa, błogosławiona, zwana przez Boga „Izrael”. Podobnie jak dąb rośnie na grobie żołędzia, tak my umieramy dla siebie, co oznacza, że coś nowego w nas wyrasta.

Jakub nazwał miejsce, w którym walczył z Bogiem „Peniel”, co oznacza „twarz Boga”. Powiedział „Widziałem Boga twarzą w twarz, a jednak ocalało życie moje”(I Moj. 32:30). Walka skończyła się słońce wstało i Jakub podniósł oczy swoje. Na horyzoncie stał mąż w zbroi, którego Jakub bał się najbardziej: Ezaw. Jakub wysłał przed sobą swoje sługi, nałożnice, żony kłaniające się głęboko do ziemi Ezawowi. W końcu poszedł sam klękając i siedmiokrotnie kłaniając się przed Ezawem. Gdy klęczał w pokucie przed Ezawem nazywał brata swego „panem”. Zdumiewające, że Ezaw podbiegł do Jakuba i prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu, objęli się i płakali razem. (I Moj.. 33:3-4).

Nowe stworzenie

Dlaczego Ezaw nie zabił Jakuba? Ponieważ Bóg już to zrobił. W ciągu dwudziestu lat doświadczeń z Labanem, w samym środku zmagań z Panem, Jakub umarł dla siebie. Osoba, którą spotkał Ezaw to nie był Jakub, lecz Izrael. Oszust był martwy – a co najmniej okulawiony. Gdy prawdziwie ufamy Bogu, nie potrzebujemy samooszukiwania czy manipulacji, aby siebie chronić i taka jest prawdziwa natura Izraela. Kochani, gdy zmierzamy do naszego przeznaczenia, może okazać się, że drzwi do naszej przyszłości są w naszej przeszłości. Być może są ludzie, których oszukaliśmy lub zraniliśmy. Może to być dziecko, wobec którego byłeś stale niecierpliwy czy małżonek wobec, którego byłeś przykry. Może to być kościół, w którym spowodowałeś konflikt czy podział. O ile nie powinniśmy odgrzebywać tych rzeczy, które faktycznie są zakopane to prośmy Pana, aby zbadał nas i zobaczył, czy nie podążamy drogą zagłady (Ps. 139: 23-24). Ezaw przebaczył swemu bratu a reakcja Jakuba jest znamienna: „oglądałem oblicze twoje, jak się ogląda oblicze Boga i przyjąłeś mnie łaskawie” (I Moj.33:10). W akceptacji Ezawa, Jakub dostrzegł samą twarz Boga. Owszem, szukamy spotkań z Bogiem, lecz czasami bywa tak, że Bóg chowa się za twarzą tego, którego zraniliśmy. Może przyjść taki czas, że Bóg będzie sprzeciwiał się nam, dopóki nie uda Mu się pojednać nas z naszą przeszłością. Jezus nazwał Natanaela „prawdziwym izraelitą, w którym nie ma fałszu”. Jeśli naprawdę należymy do Izraela Bożego – do tych, którzy walczyli z Bogiem i przetrwali – musimy stać się prawdziwymi izraelitami, w których nie ma fałszu.

раскрутка сайта

Serce pozbawione bałwanów

Kiedy po raz pierwszy przychodzimy do Jezusa, Pan przyjmuje nas takimi, jakimi jesteśmy: z problemami, grzechami, ze wszystkim. W miarę jak nasze potrzeby są zaspokajane odkrywamy stopniowo, że Bóg chce czegoś od naszego życia i jest to cześć. Lecz prawdziwa cześć wynika z postrzegania Boga, takiego jakim jest. Cześć wydziela sie z duszy oczyszczonej przez miłość; wznosi się jak kadzidło z serca pozbawionego bałwanów.

Bóg, którego imię jest Zazdrosny

Chrystus nie niszczy osobiście bałwanów grzechu i egoizmu w nas, lecz raczej wskazuje na nie i mówi nam, abyśmy je zniszczyli sami. To przesłanie jest na temat pokuty. Jeśli cofasz się na dźwięk tego słowa, to jest tak dlatego, że potrzebujesz świeżego oczyszczenia duszy. A tak naprawdę to mówimy tutaj o takiej pokucie, która nie jest powszechna u tych, którzy szukają tylko przebaczenia, lecz nie zmiany. Mówimy o głębokiej pokucie – czujnej, skruszonej postawie, które nie pozwala na to, aby grzech czy egoizm stały się w sercu bałwanami.

W Księdze Wyjścia możemy zobaczyć jaki jest punkt patrzenia na bałwany Chrystusa. Pan ostrzega nas (II Moj. 34:12-14) :

Wystrzegaj się, byś nie zawierał przymierza z mieszkańcami ziemi, do której idziesz, by się nie stali dla ciebie pułapką. Przeciwnie, zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki, i wytnijcie ich święte drzewa. Gdyż nie będziesz się kłaniał innemu bogu. Albowiem Pan, którego imię jest „Zazdrosny”, jest Bogiem zazdrosnym.

Natura Chrystusa ma wiele aspektów. Jest On Dobrym Pasterzem, Zbawicielem i naszym Uzdrowicielem. Postrzegamy Boga przez filtr tego, co jest nam od Niego potrzebne i tak Pan sam zdecydował, ponieważ On jeden jest odpowiedzią na tysiące naszych potrzeb.

Lecz jak patrzy na nas Jezus? Patrząc Jego oczyma, widać, że kościół jest Jego oblubienicą: kością z Jego kości, ciałem Jego ciała (Ef. 5:22-32). Nie zbawił nas po to, abyśmy dalej żyli dla własnego zysku, lecz zbawił nas dla Siebie (Kol.1:16). Prawdziwe zbawienie to zaręczyny. Pan oczyszcza nas dla naszego małżeństwa i z Jego perspektywy nasza niezależność jest bałwochwalstwem, a to rozpala ogień Jego zazdrości.

Bałwan nie jest okazjonalnym grzechem; jest to coś, co rządzi nami i robi z nas niewolników. Dla niektórych bałwanem jest strach; dla innych pożądliwość; jeszcze dla innych to bunt i pycha. Cokolwiek rzuca wyzwanie prawu Jezusa do posiadania pełni naszych serc staje się Jego przeciwnikiem, z którym On się skonfrontuje. Ponieważ jest zazdrosny o nas, jako Jego oblubienicę, w stosunku do naszych fałszywych bożków, Pan domaga się, abyśmy je zniszczyli sami.

Może ci się wcale nie wydawać, że czcisz bałwany. Nie stoisz dzień po dniu przed pomnikiem Baala i nie czcisz twojego bożka. Rzeczywiście, nie czcisz bożków starożytnych pogan. Jak wszystko w naszym współczesnym świecie, ludzie sprawili, że również bałwochwalstwo jest wyrafinowane. Paweł mówi o antychryście, który pojawi się w dniach ostatecznych jako o kimś, kto sprzeciwia się i wynosi ponad wszystko co się zwie Bogiem jest przedmiotem boskiej czci; a nawet zasiądzie w świątyni Bożej, podając się za Boga. (2 Tes. 2:4).

Z powyższego fragmentu Pisma widzimy, że Jezus nie chce, abyśmy „delikatnie” rozebrali ten ukryty ołtarz grzechu, aby się nie zniszczył, a raczej nakazuje, abyśmy ZBURZYLI to, co jest obraźliwe. Nie prosi nas uprzejmie, abyśmy śrubka po śrubce rozebrali nasze filary pychy, lecz zamiast tego domaga się, aby „ROZBIĆ” je na kawałki. Gdy pokazuje nam nasze wewnętrzne bałwany, musimy je zdemolować całkowicie. Nie możemy zachować w tajemnicy nawet najdrobniejszego zamiaru używania ich jeszcze kiedykolwiek później. Muszą zostać zniszczone doszczętnie.

Gdzie jest świątynia Boża na Ziemi – czy jest to budynek? Być może, lecz nigdzie, w żadnym miejscu swego nauczania, Paweł nie odnosi się do świątyni Bożej jako czegoś innego niż kościół. Nawet tam, gdzie apostoł mówi o człowieku, który zasiądzie jako bóg w Jerozolimie, to przecież gdzieś w życiu tego człowieka najpierw musi on o sobie pomyśleć jako o kimś, kto „jest Bogiem”. Patrzmy na antychrysta, podobnie jak apostoł Jan, który widział go nie tylko jako kogoś, kto ma przyjść, lecz jako duchowego przeciwnika, który już stara się wniknąć i zastąpić prawdziwe chrześcijaństwo (1 Jn 2:18; 4:3). Duch antychrysta jest duchem religijnym; manifestuje się przez myślenie, które nie pozwala się skorygować ani nauczać przez Chrystusa czy kogokolwiek innego. Duch antychrysta jest dziś obecny w wielu kościołach, sprzeciwiając się poruszeniu Bożemu, ukazując siebie jako Boga.

Mówiąc prosto: duch antychrysta jest tym duchem, który wynosi siebie jako bóstwo. Widzisz, ten duch jest znacznie bardziej subtelny niż ktoś, kto by nagle ogłosił światu, że jest Stworzycielem. Powtórzę: świat jest na to zbyt wyrafinowany. Dziś, musimy przyjrzeć się wpływom antychrysta wśród naszych religijnych tradycji: czy te tradycje są ugruntowane na Piśmie, czy na człowieku? Po czym, poza wszelkimi tradycjami, wewnątrz naszych własnych serc musimy rozeznać jak ducha antychrysta działa w strukturze myślowej naszej własnej cielesnej natury. Czy jest w twojej naturze cokolwiek, co sprzeciwia się i wynosi siebie ponad Boga, zajmując swoje miejsce w ludzkiej świątyni Bożej, ukazując siebie jako Boga? Wszelki opór w tobie przeciw Bogu jest bałwanem i jest to najsilniejszy bałwan w ludzkim sercu. Lecz ten fałszywy bożek rządzenia sobą samym nie jest w człowieku sam. Starożytny bóg Merkury byłby w poważnych tarapatach, gdyby chciał dotrzymać kroku współczesnym bożkom Lęku i Pośpiechu. Świat zaczerpnął swoją pożądliwość krwi ze starożytnych rzymskich aren i wstawił ją w krwawe filmy. Wzięli boginkę płodności z greckich świętych wzgórz tylko po to, aby doprowadzić do idolizacji seksu w teatrach i telewizji. To co zrobiła ludzkość, to przeniesienie pogańskiej świątyni z wysokich miejsc pobliskich okolic do ukrytych miejsc ludzkiego serca. Jeśli wywyższamy pieniądze czy seks ponad Boga, żyjemy w bałwochwalstwie. Za każdym razem, gdy wewnętrznie poddajemy się warowni strachu, zgorzknienia, pychy skłaniamy się przed władcami ciemności. Każdy z tych bałwanów musi zostać zniszczony, rozbity na kawałki i zmieciony z krajobrazu naszego serca.

„Ja jestem Bogiem zazdrosnym”

Gdyż nie będziesz się kłaniał innemu bogu. Albowiem Pan, którego imię jest „Zazdrosny”, jest Bogiem zazdrosnym. (II Moj. 34:14). Bóg nie powiedział, że był, kiedyś tam, zazdrosny; On powiedział, że Jego Imię, które ujawnia Jego naturę brzmi Zazdrosny. Zaraz po Imieniu JESTEM jest imię ZAZDROSNY. Jego miłość nie jest jakiegoś rodzaju eteryczną zasadą „wyższej kosmicznej świadomości”. Jego miłość jest skupiona na nas, faktycznie zazdrośnie o każdą jednostkę. On zna po imieniu każdą owcę (Jn 10:3). Jezus zna twoje imię, On osobiście cię kocha. Fakt, że Chrystus jest zazdrosny o nas jako poszczególne jednostki, troszczy się i zaopatruje w każdej dziedzinie naszego życia, że cierpiał upokorzenie i śmierć na krzyżu, aby zapłacić za nasze grzechy, demonstruje jak wielka jest ta miłość, którą nas umiłował. Dał wszystko i zasługuje na wszystko.

Jego zazdrość o nas jest doskonała. Nie jest taka sama jak ludzka: małostkowa, władcza i niepewna. Pan nie siedzi w niebie wirując palcami i zastanawiając się, co my tak naprawdę o nim myślimy. Jego zazdrość jest oparta o Jego czystą miłość do nas i Jego pragnienie błogosławienia nam, i napełnienia naszego życia Nim. Rozumie nas i choć zna nasze słabości, ciągle zazdrośnie chce On mieć tylko dla siebie Ducha, któremu dał w nas mieszkanie (Jk 4:5). Jego obietnicą dla nas jest wierność: nigdy cię nie opuszczę, ani nie porzucę (Heb. 13:5). Bóg nie przestaje nas kochać. Możesz myśleć o sobie jako o grzeszniku, o kimś nie nadającym się do kochania – jako o kimś, kogo nikt nie chce, lecz Jezus pragnie cię.

Kiedyś, w początkach mojej służby, rezygnowałem z niektórych ludzi, którzy wydawali mi się beznadziejnie odporni na Boga. W miarę upływu lat odkrywałem, że ci sami ludzie chodzili już z Bogiem. Jezus jest wierny, On kocha cię miłością, która jest zazdrosna o ciebie osobiście.

Niemniej, Bóg wie o tym, że abyś doświadczał Jego miłości, bałwany egoizmu i grzechu muszą zostać zniszczone. Mówi nam, abyśmy zniszczyli te bałwany, jako dowód naszej miłości do Niego i szczerych zamiarów serca. Czy będziesz święty? To usuń bałwany egoizmu i grzechu ze swego serca. Ponieważ świętość istnieje w duszy oczyszczonej przez miłość: wydziela się jak kadzidło z serca pozbawionego bałwanów.

продвижение сайта компании